E-book
13.65
drukowana A5
26.91
Odrodzona z nadziei

Bezpłatny fragment - Odrodzona z nadziei


Objętość:
120 str.
ISBN:
978-83-8126-248-4
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 26.91

Losy Ingi — młodej przedszkolanki. Niezwykłe, pełne magii życie młodej dziewczyny, przeplatające się na zmianę z ogromnym cierpieniem. Z pozoru szczęśliwa, spełniona kobieta, obdarzona zostaje ogromnym darem, którym codziennie dzieli się z innymi ludźmi. Niestety w pewnym momencie jej życie osobiste legnie w gruzach. Codzienne wyzwania, trudne wybory, walka z własnymi słabościami i niewyobrażalne poświęcenie. Czy to wszystko się opłaci? Czy w końcu odzyska spokój ducha? I czy spełnią się jej marzenia, by wreszcie zaznać prawdziwej miłości? Piękna i wzruszająca historia o ogromnej sile miłości, o ciągłej walce z przeciwnościami losu, o niespotykanej sztuce wybaczania i nie umierającej nadziei na lepsze.

Rozdział 1: Tajemnica jego oczu

{Jak chwilowa słabość i małość może zmienić nasze życie?}


Pogoda była fatalna. Od kilku godzin nieprzerwanie lało. Porywisty wiatr zabierał ze sobą wszystko, co napotkał na swojej drodze. Alex był wyjątkowo milczący. Przez cały wieczór nie odezwał się ani słowem. Przez dłuższą chwilę stał przy oknie i wpatrywał się, jak chodniki i ulice znikają w nadmiarze deszczu. Dochodziła północ, kiedy ze zmęczenia legł na kanapie. Gdy tylko zamknął oczy w jego głowie zaczęły przemykać różne, dziwne obrazy. Szarpały jego ciałem całą noc. Kilka razy jakaś siła podrywała go z kanapy, wybawiając go z bezdechu, jaki mu towarzyszył tej nocy, ale zaraz potem znów zasypiał. Obudził się bardzo zmęczony. Było przed czwartą rano. W salonie było ciemno i panowała dziwna cisza. Wiatr umilkł, deszcz przestał padać. Alex zwlókł się z łóżka i skierował się w stronę łazienki. Odkręcił wodę, nachylił się nad umywalką, żeby przemyć twarz. Kiedy odwiesił ręcznik i spojrzał w lustro, zamarł. Zamknął oczy i ponownie je otworzył z nadzieją, że coś mu się przywidziało. Niestety były takie same. Ciemne, czarne jak węgiel. Po same brzegi zalane ciemnością. Alex oszalał. Nie wiedział co się dzieje. Jego krzyki obudziły i postawiły na nogi cały dom. Pierwszy dobiegł do niego ojciec.

— Alex, co się stało? — krzyknął zaniepokojony. Alex klęczał na podłodze i zastawiał twarz dłońmi. Ojciec przykucnął i próbował rozłączyć jego ręce, które w danym momencie były, jak stal. Nie do ruszenia. W łazience szybko zebrała się cała rodzina, dopytując siebie nawzajem co się stało? Alex podniósł się i stanął do wszystkich plecami. Wziął głęboki oddech i odwrócił się w stronę pozostałych.

— Dobry Boże! — wrzasnęła matka z przerażenia. Wszyscy szybko odskoczyli do tyłu. Nikt, nic nie mówił. Z przerażeniem na niego patrzyli.

— Twoje oczy! — ledwo wydusił prawie szeptem ojciec. — Są…..są….. — nie był jednak w stanie wypowiedzieć tego na głos. Alex stał nieruchomo, nie wiedząc co się dzieje.

— Co się stało? — przerwał tę głuchą ciszę Bruno- brat Alexa.

— Nie wiem. Obudziłem się i już to miałem. — Alex był przerażony. — Zróbcie coś. Błagam was, zróbcie coś — szlochał przez łzy.

— Spokojnie- próbowała uspokoić go matka. Ojciec nie zważając na wczesna porę, zatelefonował do zaprzyjaźnionego lekarza rodziny. Ten zjawił się błyskawicznie.

— Co się stało? — zapytał już w progu. — Byłeś taki zdenerwowany, jakby co najmniej ktoś umierał — ciągnął dalej.

— Chodzi o Alexa…….- zawiesił na chwilę głos. — Nie wiem jak Ci to powiedzieć. Wydarzyło się coś dziwnego. Lepiej będzie, jak sam to zobaczysz. Uprzedzam tylko, że…….a z resztą chodź — ruszył w kierunku łazienki, a lekarz podążył za nim.

— Jezu! — krzyknął wstrząśnięty tym co zobaczył. Poluzował zasuniętą pod szyję kurtkę, bo zabrakło mu powietrza. — Co mu się stało? — zapytał.

— Nie wiemy. Wstał rano, zaczął wrzeszczeć, kiedy do niego dobiegliśmy, już to miał — odpowiedział ojciec. — Co to może być? — spytał lekarza.

— Nie wiem. Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego. Nie mam pojęcia, co to w ogóle jest.

Przez chwilę nawet bał się do niego podejść. Oznajmił, że nic mu na miejscu nie pomoże. Zaproponował, aby przywieźli go do niego do gabinetu. Tam przeprowadzi dokładne badania, może coś się wyjaśni. Alex ze złości i bezsilności do rana siedział sam w łazience. Jego rodzina natomiast dyskutowała w salonie. Nikt nie mógł pojąć, ani zrozumieć, co się stało. Przed południem Alex włożył ciemne okulary i wraz z rodzicami udał się do lekarza. Pięć godzin spędzonych w gabinecie, masa przeróżnych badań, od najzwyklejszego pobrania krwi do bardziej skomplikowanych prześwietleń, wyczerpało go maksymalnie. Kolejne dwie oczekiwania na wyniki wstępne, były jak cała wieczność. Po upływie tego czasu, mina lekarza nie wróżyła nic dobrego.

— I co? — dopytywali rodzice na zmianę. — No mówże.

Lekarz spojrzał litościwie na Alexa i pokręcił głową.

— Nie wiem- ledwo wyszeptał.

— Jak to nie wiesz? — rodzice byli przerażeni.

— Jego wyniki są w jak najlepszym porządku. Nic z nich nie wynika. Jedyne pocieszenie, to to, że widzi. Że nie stracił wzroku. Nie potrafię mu pomóc. Przykro mi.- ostatnie słowa lekarza zabrzmiały, jak wyrok. Ojciec z matką usiedli z wrażenia, a z oczu Alexa popłynęły łzy. Wstał i poszedł do łazienki.

— Co to może być? — powtarzał w kółko ojciec.

— Nie mam pojęcia. Nie chciałem tego mówić przy Alexie, ale to nie jest normalne co mu się przydarzyło. Żaden lekarz mu nie pomoże- z trudem powiedział lekarz.

— Co my mamy zrobić? Jak mu pomóc? — szlochała jego matka.

— Wiem, że to zabrzmi niedorzecznie, ale powinniście zabrać go do znachora, albo jasnowidza, bo każdy normalny lekarz będzie bezradny — poradził doktor.

— Znachor? O czym ty mówisz? Co przez to rozumiesz?

Lekarz długo się wahał, żeby powiedzieć im o swoich podejrzeniach.

— Moim zdaniem została rzucona na niego jakaś klątwa

— Klątwa? — ledwo wyszeptała jego matka, po czym zemdlała.

— Niemożliwe. Co Ty mówisz? — z żalu ojciec zaczął szarpać lekarza. Nie mógł uwierzyć, ani pogodzić się z tym co usłyszał. Alex wyszedł z łazienki i od razu poprosił rodziców, żeby wyszli. Chciał wrócić do domu. Tam czekali na niego pozostali, ale on od razu zamknął się w swoim pokoju. Rodzeństwo w progu zasypało rodziców masą pytań, ale oni milczeli. Matka była blada, jak ściana, ledwo trzymała się na nogach. Bez przerwy płakała.

— No powiedzcie coś w końcu- przerwała w końcu tę głucha cisze babcia Alexa.

— Jego badania nic nie wykazały. Lekarz zasugerował, że…….- głos ojca się załamał.

— Że co? — ponaglał go Bruno.

— Nie, to niedorzeczne- diagnoza nie chciała przejść mu przez gardło. –Powiedział, że jego zdaniem to jakaś klątwa- wydusił. Mówiąc to bezwarunkowo się roześmiał, bo nie wierzył w to co sam przed chwilą powiedział. Ten śmiech przez łzy, wywoływał ogromną rozpacz. Bezradność i bezsilność była nie do pojęcia.

— Klątwa? — Bruno tez wybuchł śmiechem. — A tak poważnie? — nie wierzył ojcu, którego poważna mina była, jak z kamienia.- Powiedz, że żartujesz — powiedział, kiedy zrozumiał, że rodzice nie żartują. Matka wybuchła głośnym płaczem. Nie wstawała, dłuższy czas wyła z żalu. Jej przeraźliwe szlochanie było, jak rany zadawane najostrzejszym nożem.

— Co teraz? — wśród domowników to pytanie padło z milion razy. Ojciec wzruszył ramionami z bezsilności. Do końca dnia, każdy snuł się po domu. Nikt nic nie mówił, a Alex nawet na chwilę nie wyszedł ze swojego pokoju. Zamknięte na klucz drzwi, uniemożliwiały z nim kontakt. Właśnie tam, za stabilnymi, drewnianymi wrotami rozgrywał się jego życiowy, osobisty dramat. Uczucie złości, niemocy, gniewu potęgowało jego i tak już beznadziejny stan. Przegrana walka z samym sobą, odebrała resztki nadziei. Bezsenna noc spędzona na podłodze, dołożyła tylko ból głowy. Rano próbował przemknąć niepostrzeżenie do łazienki, ale wszyscy już wstali. Gdy tylko pojawił się w salonie wszystkie oczy były skierowane na niego.

— Co się gapicie? — krzyknął i zniknął za drzwiami toalety. Słychać było tylko, jak wymiotuje. Po pół godzinie znowu bez słowa wrócił do własnego pokoju, przekręcając klucz w zamku. Nie wyszedł ani na śniadanie, ani nawet na obiad. Przed kolacją pojawił się lekarz, który badała go poprzedniego dnia. Chciał porozmawiać z Alexem, ale piętnastominutowe dobijanie się do drzwi jego pokoju nie przyniosło efektu. Głośne wołanie pozostało bez echa. Alex był głuchy na to co dzieje się dokoła.

— Co z nim? — zapytał.

— źle. Od wczoraj siedzi zamknięty we własnym pokoju. Nie je. Nie chce rozmawiać. Tylko wymiotuje.- powiedział ojciec. — A Ty dowiedziałeś się czegoś?

— Mhhhm. Mam znajomego, który zajmuje się medycyna niekonwencjonalną w takim dość szerokim zakresie, ale on będzie dopiero za tydzień. Jest na jakimś zjeździe w tej chwili. Wiem, że mało taktownie to zabrzmi, ale radziłbym Wam, żebyście tego nie rozpowiadali- zaproponował lekarz. — Ludzie będą się go bać.

Między wszystkimi zapanowała grobowa cisza. Lekarz opuścił dom. Kolacja przebiegła w milczeniu. Zbliżała się kolejna noc. Znowu lało. Alex siedział w ciemności. Stukanie kropel deszczu o parapet zadziwiająco go uspakajało. Natłok szalejących od dwóch dni myśli zamilkł. Zmęczenie coraz bardziej dawało o sobie znać, ale strach tego co kolejna noc może przynieść, zwyciężył. Alex znów nie zmrużył oka. Rano do jego pokoju wpadły pierwsze promienie jesiennego słońca. Zasunął rolety i zasłonki, bo podświadomie czuł, jak dzienne światło razi go w oczy. Wrzesień tego roku był wyjątkowo nierówny pod względem pogody. Dni były słoneczne i ciepłe, za to noce ponure i deszczowe. Było wcześnie wszyscy jeszcze spali, tylko babcia krzątała się już po kuchni. Alex wykorzystując okazję, że w domu jest pusto, przemknął do łazienki. Kiedy wyszedł i zamknął drzwi, za nimi stała jego babcia. Nic nie mówiąc po prostu go przytuliła. Alex, jak mały chłopiec się rozpłakał. Korzystając z wolnej chwili dał się namówić na swoje ulubione naleśniki z sosem czekoladowym, które przygotowywała mu, gdy był dzieckiem. Z wielkim bólem patrzyła na to, jak jej wnuk cierpi. Dotąd rezolutny, pewny siebie chłopak, był teraz jak swój własny cień. Zanim reszta domu się obudziła, Alex zdążył wrócić do swoich czterech ścian. Kolejne dni mijały, a on cały czas siedział w odosobnieniu. Przestawił swój tryb życia. Sypiał za dnia, bo nocą bał się chociaż na chwilę zamknąć powieki.

— Alex, synku otwórz! — usłyszał nawoływania matki któregoś z kolejnych dni. Milczał. Jego życie od tygodnia było jedną, wielką męką i udręką. Nie chciał tak żyć. Nie potrafił poradzić sobie sam ze sobą i nie umiał zapanować nad tym, jak nie chcąc rani swoich bliskich. — Błagam Cię…….synku- przez mocne, drewniane drzwi słychać było szlochanie kobiety. Po kilku minutach wszystko ucichło. Znowu zapanowała głucha cisza, która od feralnej nocy na dobre zagościła w życiu Alexa. Była jego przyjaciółką, wewnętrzną słuchaczką jego myśli, towarzyszką posiłków i największym wsparciem w tym trudnym czasie. Choć nie chciał krzywdzić swojej rodziny, to w danym momencie nie potrafił postąpić inaczej. Kolejny dzień minął, jak pozostałe. Dla Alexa nie miało to większego znaczenia. Dla niego dzień i noc wyglądały tak samo. Ciągle panowała ciemność. Wieczorem siedział w kącie swojego pokoju. Dochodziła północ. Cały dom umilkł. Umilkł dźwięk telewizora, rozmowy domowników. Cały budynek pogrążył się w błogim śnie, którego Alex nie zaznał od dobrego tygodnia. Rano usłyszał dźwięk podjeżdżającego pod dom samochodu. Odsunął delikatnie firanki i zobaczył obcego mężczyznę, który przywitał się z ojcem chłopaka, po czym wrócił do samochodu i wyjął z niej lekarską torbę. Domyślił się, że to obiecany przez rodzinnego lekarza znachor. Mężczyzna nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Nie wzbudzał zaufania. Starszy z brodą w kiepskim ubraniu. Burzowa nawałnica wątpliwości i sprzeczności, która na chwilę zawładnęła Alexem, ostatecznie nakazała mu dać sobie samemu szansę. Wystarczyło jedno stuknięcie do drzwi, by je otworzył.

— Tylko lekarz- oznajmił od razu. Nie chciał by ktoś jeszcze oglądał go w tym stanie. Nie mógł znieść tych litościwych spojrzeń i pustych słów pocieszenia, że wszystko będzie dobrze. Lekarz przez chwilę nic nie mówił. Przyglądał się Alexowi, który był wyjątkowo spokojny. Nie łudził się, że coś się zmieni.

— Spójrz na mnie- zwrócił się do chłopaka. Zaraz potem dostrzegł ciemną głębię jego oczu. Nie było w nich nic, poza pustka i niekończącą się otchłanią żalu, jaki go przepełniał. Ból, z którym się mierzył każdego dnia, było czuć w całym pomieszczeniu. Dotknął jego twarzy, która była zimna, wręcz lodowata. Natomiast Alex poczuł dziwny dreszcz. Ciepły dotyk dłoni lekarza wywołał w nim ciarki. Czuć było od niego nienaturalne ciepło. Mężczyzna milczał. Z zamkniętymi oczyma tylko dotykał jego twarzy. To było dziwne uczucie. Piętnaście minut tej sytuacji, wzburzyło Alexa. Jego dotychczasowy spokój, kolejny raz przegrał z bezsilnością, jaka go dopadła. Odepchnął lekarza od siebie i poprosił, żeby wyszedł. Mężczyzna był głuchy na jego prośbę. Dopiero, gdy ten wrzasnął.

— Wynoś się!

Lekarz opuścił jego pokój.

— Co się stało? — pytali rodzice, gdy ten pojawił się w salonie. Był bardzo tajemniczy.

— Tylko on sam może sobie pomóc- rzekł zagadkowo. Uciekał spojrzeniem. To co powiedział było tak niedorzeczne i niezrozumiałe, że nawet ojca wyprowadziło z równowagi.

— Co to znaczy? — krzyknął poirytowany. Lekarz był zadziwiająco spokojny.

— Tylko on sam może sobie pomóc- powtórzył, po czym bardzo szybko opuścił ich dom. Wszyscy znów patrzyli na siebie pytająco. Sprawa Alexa nabierała coraz szybszego tempa. Zamiast rozwiewać wątpliwości, każda kolejna wizyta dokładała coraz więcej zmartwień. Rodziła kolejne pytania, dziwne wątki na które nikt nie znał odpowiedzi. Tego dnia był wyjątkowo nieswój. Miotał się po pokoju, rzucał różnymi przedmiotami i płakał z bezsilności. Dzisiejsze spotkanie z nietypowym lekarzem, odebrało nadzieję. Ciągle tylko czuł te dziwne ciepło, które unosiło się wokół mężczyzny. Rodzina próbowała się do niego dostać, ale bezskutecznie. Matka nie miała siły już walczyć z presją, że nie może pomóc własnemu dziecku. Popołudnie spędzone w ogrodzie, nieco rozładowało napięcie. Gdy pozostali wygrzewali się w ostatnich, słonecznych promieniach jesieni, Alex samotnie cierpiał w ciemnym pokoju. Szczekanie psa dobiegające z zewnątrz na chwilę zagłuszyło natłok myśli, który bez przerwy hulał w jego głowie. Zbliżał się wieczór, Alex był wyjątkowo zmęczony. Siedział na łóżku i walczył z opadającymi powiekami. Bał się zasnąć. Nie zmrużył oka od dwóch tygodni. Zmęczenie jednak wzięło górę. Alex mimo woli opadł z sił i legł na łóżku. W jego śnie znowu zapanowała ciemność i zła siła, która znów nim szarpała i nie pozwalała na spokojny sen. Nagle przestał się rzucać, a jego sen przeniósł się w zupełnie inny wymiar. Stał na małej kładce w parku. Była noc. Nie było nikogo. Tylko on. Niewiadomo skąd, jak grzyb po deszczu za jego plecami pojawił się lekarz, który odwiedził go dziś rano. Położył rękę na jego ramieniu, A on znowu poczuł to ciepło.

— Chodź — szepnął i ruszył, jako pierwszy. Alex, jak zaczarowany popędził za nim. Nie czuł nic poza ciepłem, jakie wytwarzał sobą mężczyzna. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknął żal, ból, bezradność i bezsilność. Głowni towarzysze jego dwóch, ostatnich tygodni. Szli alejką, nie mówiąc ani słowa. Droga ta trwała chyba całą wieczność. Na samym jej końcu oślepiło go jasne światło. Zasłaniał rękoma oczy, bo światło strasznie raziło. Kiedy mógł już w pełni je otworzyć, ujrzał starszą kobietę. Była cała ubrana na biało.

— Usiądz — powiedziała i wskazał mu miejsce na ławce obok siebie. Alex był zmieszany. Patrzył to na kobietę, to na lekarza. Oboje byli tacy tajemniczy. Nieobecni, ale jakże prawdziwi. Kobieta po chwili zaczęła wypowiadać dziwne słowa. Z każdym wypowiedzianym zdaniem zmieniała się pogoda.

POSRÓD BURZY, WICHRÓW ZŁYCH,

ZAPANOWAŁ TOBĄ DUCH

[wiatr zaczął wiać, jak szalony. Liście fruwały tworząc z siebie dziwne postaci. Zrobiło się ponuro i nieprzyjemnie. Alexem znowu zawładnął lęk.} Kobieta kontynuowała:

MAGIA ROLĘ SWOJĄ SPEŁNI

DOBRO SERCE TWE WYPEŁNI

{wiatr ucichł, a liście z powrotem wróciły na swoje miejsce na drzewach. Tego nie dało się wytłumaczyć. To było niezrozumiałe dla zwykłego człowieka.}

POŚRÓD PEŁNI, BLASKU ZORZY

NOWE ŻYCIE WNET SIĘ ZRODZI

{zakończyła. Znowu zaświeciło to mocne, jasne światło, a wokół unosiło się to specyficzne ciepło.}

— Co to znaczy? — spytał litościwie.

— Tylko Ty sam możesz sobie pomóc- powiedział lekarz.

— Nie rozumiem. Jak? Proszę, powiedzcie. Co mam zrobić? — błagał. Pierwszy raz od tamtej nocy nie krzyczał. Nie miał pretensji do całego świata.

— Tylko Ty wiesz, co się wydarzyło. Zajrzyj w głąb siebie. Odnajdz w sobie to, co było złe. Przeanalizuj dokładnie samego siebie, a znajdzie przyczynę tego, co Ci się przydarzyło. Później to napraw, A wszystko wróci do normy. Uprzedzam to nie będzie łatwe i proste. Musisz tez wiedzieć, że nie nastąpi to tak szybko, jak to co Ci się przytrafiło. Żeby to zmienić, potrzeba będzie więcej czasu. Kiedy już zrozumiesz swój błąd, stopniowo krok po kroku, będziesz mógł go naprawić. Będziesz musiała nauczyć się ogromnej cierpliwości i pokory. Bez tego nic nie zdziałasz.- Alex bardzo uważnie słuchał tego co mówiła kobieta. Jej słowa, przyjazny głos były, jak muzyka dla uszu, jak balsam na jego zranione serce. — Pamiętaj pokora i cierpliwość.

Po tych słowach kobieta i lekarz zaczęli się oddalać. W końcu zniknęli. Alex otworzył oczy. Było rano. Przez chwilę myślał o tym co mu się śniło. Postanowił się przemóc i przynajmniej spróbować. Może to był tylko sen, może początkowo sam za bardzo w to nie wierzył, ale to była jego szansa. W tym całym szaleństwie widział swoja nadzieję. Pierwsze co zrobił to podszedł do okna i odsunął ciężkie zasłony, które skutecznie blokowały dopływ światła do jego pokoju. Za oknem znowu padało. Pogoda nie napawała optymizmem. Już miał je z powrotem zasunąć, kiedy w jego uszach zadźwięczały słowa POKORA i CIERPLIWOŚĆ. Tak minął miesiąc. Alex na nowo zaczął przyzwyczajać się do życia w dzień. Życie rodziny przez ten czas wróciło do normy. Było, jak dawniej. Każdy żył swoim życiem. Kiedy wszyscy wychodzili do pracy, szkoły, a w domu zostawała tylko babcia, Alex zaczął wychodzić ze swojego pokoju. Pewnego dnia wszedł do kuchni i znalazł cały talerz swoich ulubionych naleśników z sosem czekoladowym.

— Zrobiłam je specjalnie dla Ciebie- usłyszał głos zza pleców. To była jego babcia. — Cieszę się, że zacząłeś wychodzić- dodała. Seniorka rodziny nawet przez chwilę nie przestała wierzyć w swojego wnuka. Wiedziała, że zły los musi w końcu się odwrócić. Alex przez chwilę milczał. Od prawie dwóch miesięcy nie wychodził ze swoich czterech ścian. Przez tyle czasu z nikim nie rozmawiał. Czuł się tak, jakby go pozbawiono języka i zdolności mówienia. Starsza kobieta z trudem zachowywała pozory zadowolonej z jego postępów. Czuła ogromny ból patrząc na jego tragedię. Bezsilność, że nie może mu pomóc raniła jej zmęczone już serce. Jedyne co mogła dla niego zrobić, to być przy nim i go wspierać.

— Wiesz babciu….- zaczął z dużym zapałem, ale zaraz potem się wycofał. Chciał opowiedzieć jej swój sen, ale bał się, że uzna, ze zwariował.

— Nie wiesz, gdzie są moje farby, pędzle, ołówki, bloki w ogóle cały zestaw do malowania? –zapytał, żeby uniknąć niewygodnych pytań. Kobieta uśmiechnęła się szczerze. To była kolejna dobra wiadomość. Mała, ale bardzo motywująca.

— Są na strychu — odparła. — Przyniosę Ci…..

— Nie, nie. Nie przeszkadzaj sobie — przerwał jej pospiesznie.

— Sam po nie pójdę.

Wszedł po schodach na samą górę domu. Dawno tam nikogo nie było. Pełno starych, niepotrzebnych rzeczy kurzyło się na kupie. Przedarł się przez pajęczyny do ogromnej szafy na samym końcu pomieszczenia. To co kryło się za skrzypiącymi drzwiami, na nowo ujrzało światło dzienne. Szafa po brzegi wypełniona była przeróżnymi akcesoriami do malowania. Jeszcze dwa lata temu malowanie, szkicowanie, projektowanie było jego wielką pasją. Porzucił ją właściwie bez powodu. Sam nie wiedział dlaczego. Spakował wszystko w duże pudło i zniósł do swojego pokoju. Odkurzył pierwszą kartkę białego brystolu i postawił pierwszą kreskę. Kilka następnych, nieudanych wzbudziło w nim gniew. Pięć następnych arkuszy bardzo szybko w postaci zgniecionych kul znalazło się w kącie jego pokoju. Złamany ołówek dał upust jego złości i niemocy. Ukląkł na podłodze, a jego oczu bezwolnie popłynęły łzy. Do końca dnia próbował jeszcze kilka razy coś narysować, ale bez sukcesu. Było po dziewiętnastej, dom zapełnił się ludzmi. Alex siedział na parapecie i patrzył w niebo, które było zachmurzone. Nie było w nim nic. Było tak samo ciemne, jak jego oczy i jak cały on. Czuł się pusty, wyobcowany i niepotrzebny. Od kilku dni nawet nikt do niego nie zapukał. Drzwi do jego pokoju były, jak zaklęte. Milczały. Kilka razy się do nich zapędził. Chciał zjeść wspólną kolację. Miał dość posiłków w samotności. Jednak niepowodzenia dzisiejszego dnia, odebrały mu odwagę, jaką jeszcze rano miał w sobie. Stał pod nimi i przysłuchiwał się temu, co dzieje się po drugiej stronie. Było słychać rozmowy, co jakiś czas śmiech któregoś z rodzeństwa. Ból, jaki czuł w danym momencie rozrywał go od środka. Kolejny raz musiał zmierzyć się z nim sam. Kolejna noc podczas której próbował na siłę zasnąć. Miał nadzieję, że może znów wydarzy się coś dobrego. Dotąd przerażony, wzbraniał się jak mógł, teraz wręcz zmuszał się do snu. Jednak ta noc była inna, niż poprzednia. W ogóle była inna niż ostatnie. Była zwyczajna. Bez złych duchów, które szarpią raz po raz i co gorsza bez dobrych wieści. Kolejnego dnia od samego rana złapał za pędzel. Była końcówka listopada. Na dworze było zimno. No cóż zbliżała się zima. Zanikały resztki kolorów jesieni. Na spokojnie, po przespanej nocy kreślił powoli to co widział za oknem. Mieszanie pastelowych kolorów przypominających barwy liści, działało na niego kojąco. Wyglądając kolejny raz za okno, zauważył swoich rodziców, którzy pospiesznie pędzili do samochodu. Za nimi swoim nowym audi odjechał Bruno. Wszyscy zachowywali się tak, jak gdyby nigdy nic. Kiedy dla Alexa zatrzymał się czas, oni żyli dalej. Zaczęło brakować mu rozmów ze starszym bratem, mimo że nie zawsze się dogadywali. Mimo swoich 24 lat, odczuwał też brak rodziców. Gdy zamknęła się żelazna, zdalnie sterowana brama zapadła cisza. Cisza, która zapanowała wokół i w samym nim, wykorzystał na to, by się skupić. Pierwsze nieudane pociągnięcie prawie popchnęło go do zniszczenia całej pracy, ale w ostatniej chwili, znalazł w sobie tyle siły, by tego nie zrobić. To dźwięczące w jego uszach słowa pokora i cierpliwość go powstrzymały. Kilka godzin spędzonych przy stelażu było nużące, ale udało się. Wieczorem ku ogromnemu zdziwieniu całej rodziny, wyszedł ze swojego pokoju. Wszyscy oniemieli na Alexa i siebie nawzajem. Niewiadomo dlaczego nikt nic nie mówił. Babcia od razu złapała go Zarębę i pociągnęła do stołu. Zajął swoje miejsce, które od dwóch miesięcy było puste. Atmosfera nie należała do najlżejszych. Czuł się obco. Kolacja choć pyszna minęła w milczeniu. Matka z trudem przełykała kolejne kęsy ziemniaczanej zapiekanki. Alex po pół godzinie opuścił jadalnie i wrócił do swojego pokoju. Nie był w stanie dłużej znieść tych spojrzeń. Był dumny sam z siebie, ze to zrobił.

— Nie powinniśmy mu tego robić — zwróciła się do męża matka Alexa.- Teraz, gdy coś się w nim ruszyło. Widziałeś go dzisiaj. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy — jej głos z kolejnym zdaniem łamał się coraz bardziej. Mężczyzna podszedł i przytulił swoja żonę.

— Wiem. Alex jest naszym dzieckiem, ale nie możemy postąpić inaczej — tłumaczył.

— On tego nie przeżyje — łkała.

— Z czasem zrozumie, że nie mieliśmy wyboru. Musimy myśleć o naszych innych dzieciach.

Matka przez całą noc nie zmrużyła oka. Opuchnięta twarz następnego poranka, zwróciła uwagę seniorki rodziny.

— Co Ci jest? — zapytała swoją synową.

— Nic — wydusiła szeptem.

— Przecież widzę.

— Nic mi nie jest — krzyknęła. Jej złość połączona z bólem, jaki towarzyszył jej od poprzedniego wieczoru. Po chwili cała jadalnia zapełniła się resztą rodziny. Wymowne spojrzenie głowy rodziny na swoją żonę nie uszło uwadze starej kobiety. Wiedział, że coś się wydarzyło. Po śniadaniu, kiedy cały dom opustoszał, zabrała się do swoich obowiązków. Jednak nie potrafiła zapomnieć o dziwnym zachowaniu swojego syna i synowej. Intuicja, doświadczenie i zwykła mądrość starszych ludzi podpowiadała jej, że stanie się coś złego. Że znowu ktoś będzie cierpiał. Różne scenariusze przemknęły jej przez głowę. Nie spodziewała się jednak tego. Nie sądziła, że można być tak okrutnym i podłym. Że jej syn, którego wydawało się jej, że wychowała na dobrego człowieka, okaże się pozbawioną uczuć osobą. W chwili największej próby wyjdzie z niego zwykły tchórz. Najgorsze było to, że znowu zapłaci za to wszystko Alex. Jej rozterki przerwała wizyta jej wnuka w kuchni.

— Co tam kochanie? Zjadłeś śniadanie? — zwróciła się pieszczotliwie do niego, odbierając od niego pusty talerz.

— Babciu?

— Tak- odpowiedziała wymijająco.

— Coś się stało? — zapytał widząc dziwne zachowanie starej kobiety.

— Nie skarbie. Wszystko w porządku. Namalowałeś coś dzisiaj? — spytała szybko, by zmienić temat.

— Jeszcze nie, ale mam zamiar.

— Będę mogła później zobaczyć.

— Pewnie.

Alex wrócił do swojego pokoju i tak jak obiecał babci i sobie samemu, zabrała się za malowanie. Natomiast kobieta krzątała się po kuchni. Przygotowując obiadokolację wciąż rozmyślała. Gdy wszystko było już gotowe, położyła się w małym pokoiku, by odpocząć. Na chwilę nawet zasnęła. Pod wieczór dom znów zapełnił się ludźmi. Nieświadomi tego domownicy, zaczęli omawiać szczegóły swojej decyzji. Starsza kobieta przysłuchiwała się ich rozmowie. Serce stanęło jej w miejscu, kiedy usłyszała co chcą zrobić. Usiadła na moment, po czym weszła do salonu. Jej widok był ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich.

— Powiedz, że się przesłyszałam. Że to nieprawda — ze łzami patrzyła na syna. Czekała i liczyła, że zaprzeczy, lecz on milczał. — Jak możecie? — patrzyła z odrazą na wszystkich po kolei

— Mamo — próbował uspokoić ją syn.

— Nie mów tak do mnie- rzuciła w przypływie złości. Te słowa zabolały ją samą. Nie mniej niż jej syna. Sama siebie nie podejrzewała o coś takiego. Nie przypuszczała, kiedykolwiek z jej ust padną takie słowa. Rodzina zawsze była dla niej najważniejsza. To jej poświęciła i podporządkowała całe swoje życie. Rodzina zawsze była na pierwszym miejscu. Nigdy nie żałowała tak przeżytego życia. Sama wychowywała swojego syna. Zawsze był dla niej najważniejszy, dlatego nie potrafiła zrozumieć jego decyzji. Jak można opuścić własne dziecko i to wtedy, kiedy nas najbardziej potrzebuje.? Czy nie kochała go na tyle mocno, żeby mu to uświadomić? Te wszystkie lata, kiedy wpajała mu te wszystkie wartości, uczyła zrozumienia dla potrzebujących, empatii, a nawet litości dla słabszych, w jednej chwili przepadły. Okazały się stracone i puste. Z ogromnym współczuciem patrzyła na swojego syna. Choć w danym momencie go nienawidziła za to co chce zrobić swojemu dziecku, to jednocześnie było jej go żal. Żal, że tak bardzo zatracił się w dzisiejszym świecie, w którym człowiek już kompletnie się nie liczy. Nie ma znaczenia. Od ludzi ważniejsze są pieniądze, kariera, ogromne domy i luksusowe samochody. To niesamowite jak na przestrzeni kilku, kilkunastu lat wszystko się zmienia.

— Mamo. Nam tez jest trudno. Myślisz, że chcieliśmy, żeby tak się to wszystko potoczyło. Nie mamy już siły codziennie rano uśmiechać się do sąsiadów i codziennie kłamać na temat Alexa. Nie możemy nigdzie wyjść, nie możemy nikogo zaprosić. Nigdy nie wiadomo, jak Alex się zachowa. Być może nigdy nic mu nie pomoże. Mamy też inne dzieci i musimy myśleć też o nich. Alex i tak od dłuższego czasu żyje w swoim świecie. Sam ze sobą.

Kolejne zdania coraz bardziej raniły starą kobietę. Usłyszała dźwięk otwierających się drzwi na strych. Otarła twarz z łez.

— Już jesteście? Nawet nie słyszałem, że wróciliście — powiedział Alex. — Babciu, dobrze się czujesz? — spytał patrząc na zmęczone oczy kobiety. — Coś się stało? — zapytał wyczuwając ciężką atmosferę, jaka zapanowała.

— Nic. Co robiłeś na strychu? — zmieniła temat.

— Malowałem. Tutaj nie mogłem się skupić. Tam przynajmniej jest cicho.

Po tych słowach babka odetchnęła z ulgą. Nic nie słyszał. Nie wiedział, nawet nie domyślał się tego, co go czeka. I lepiej, żeby na razie tak pozostało. Może uda jej się odwieść rodzinę od tego pomysłu. Może zmienią zdanie. Kolacja minęła w bardzo ciężkiej atmosferze. Alex zjadł ja, jak zwykle sam w swoim pokoju. Wieczorem seniorka rodziny modliła się do Boga, żeby jej syn się opamiętał. Tę osobistą rozmowę, przerwał właśnie jej syn.

— Mamo, proszę — zaczął widząc zapłakaną kobietę. Mimo wszystko bolało go widząc swoją matkę w takim stanie.

— Synku, błagam Cię nie rób tego. Błagam Cię……on tego nie przeżyje. Nie da sobie rady. Nie będzie walczył o siebie, a przecież wziął się w garść. Trzeba mu tylko pomóc.

— Mamo, już nic nie da się zmienić. Wszystko już załatwione. Za dwa dni wylatujemy do Stanów. Możesz lecieć z nami..

— Wyjdz — stanowczo powiedziała, słysząc propozycję jaką złożył jej jedyny syn.

— Ale…..

— Wynoś się — nie pozwoliła mu skończyć. — Nie mówcie mu o tym. To moja prośba. Po prosty wyjedzcie i już. Chyba tyle możesz dla mnie zrobić — szlochała przez łzy. Serce kobiety było gorące niczym wulkan, z którego za chwilę wypłynie lawa żalu i rozpaczy. Tej nocy nie zmrużyła oka. Jej oczu nawet na moment nie opuściły łzy. Przez kilka godzin wysyłała swe prośby do nieba. Mówiła do pełni księżyca, która tej nocy była inna niż dotąd. Świeciła mocniejszym światłem. Wydawała się większa. Była po prostu wyjątkowa. Następnego dnia normalnie, jak co dzień przygotowała śniadanie. Różnica była taka, ze do nikogo nie odezwała się ani słowem. Zniknął też jej przyjazny uśmiech, którym każdego dnia wszystkich obdarowywała. Nie wyszła z kuchni do momentu, aż wszyscy się porozchodzili. Zbierała naczynia ze stołu, kiedy usłyszała, że w drzwiach pokoju Alexa przekręcił się zamek. Na samą myśl o nim, mało nie upuściła talerzy. Zebrała w sobie tyle siły, by się opanować. Kiedy wyszedł posłała mu uśmiech. Odwzajemnił go, lecz dostrzegł w tej starej, pomarszczonej twarzy strach.

— Babciu, co się dzieje? –spytał. –Od kilku dni chodzisz smutna, przybita. Coś Cię martwi?

— Nie skarbie — zaprzeczyła, posyłając przy tym kolejny uśmiech. — Jestem już stara i mam czasami gorszy dzień — powiedziała żartobliwie.

— Nie mów tak. Jeszcze kilka, a może kilkanaście lat przed Tobą — dodał jej otuchy.

— Dziękuję chłopcze — na chwilę zawiesiła głos, po czym dodała. — ….Alex pamiętaj, że zawsze jestem blisko.

— Wiem babciu — cmoknął ją w policzek i wrócił do swojego pokoju. Przed południem do domu wróciła reszta domowników. Alex w tym czasie znowu schował się na strychu. Ta część budynku była kompletnie zapomniana i odcięta od reszty domu. Nie dochodziły tam żadne dźwięki. Nie istniało tam nic poza zakurzonymi ścianami i nikomu niepotrzebnymi gratami. To było odludzie. Zupełnie inny świat. Pogrążony w nowym obrazie, stracił poczucie czasu. Tak go to pochłonęło i zaabsorbowało, że nie słyszał, kiedy wszyscy wrócili i zdążyli się spakować. O czwartej rano następnego dnia mieli samolot. Choć starą kobietę bardzo bolało to, co ma się zdarzyć i bała się, jak zareaguje na to Alex, to w gruncie rzeczy cieszyła się, że wyjadą w nocy, kiedy on będzie spał. Nie była w stanie wyobrazić sobie tego co by czuł i co by zrobił. Gdyby był tego świadkiem. Wieczorem mimo wszystko, zjadła z nimi wspólną kolację. Zdawała sobie sprawę z tego, że ma już swoje lata i to może być ich ostatni wspólny posiłek. To była kolejna noc, podczas której nie zmrużyła oka. Spojrzała na zegarek. Dochodziła druga. Usłyszała szmery i szepty. Wyszła z pokoju. Korytarz zastawiony był walizkami. Część rodziny już wyszła przed dom.

— Przepraszam mamo. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Że mnie zrozumiesz — syn przytulił swoją matkę, która mimo ogromnych starań nie potrafiła ukryć łez. — Mam nadzieję, że Alex nam wybaczy — dodał.

— Powodzenia — powiedziała do swojego syna. Mimo wszystko nie chciała rozstawać się z nim w gniewie. Kiedy za samochodami zamknęła się żelazna brama, nie było już odwrotu. Stało się. Dopiero tera miało przyjść najgorsze. Tysiące wizji, które przemknęły jej przez głowę były bardzo optymistyczne w porównaniu z tym, kiedy godzinę później wstał Alex. W domu panowała ciemność. Było dopiero po trzeciej rano. Dochodzące z oddali światło doprowadziło go do kuchni. Tam przy małej lampce, pochyloną nad kuchennym blatem, zobaczył swoją babcię. Ujął w dłonie delikatną jej twarz i dostrzegł zmęczone i zalane od łez oczy. W ich głębi ukrywał się ogromny ból i coś jeszcze. Po chwili już wiedział, co to było. To był strach, który zawładnął całym ciałem kobiety. Miał nad nią całkowita kontrolę.

— Coś się stało babciu? — po chwili zapytał podenerwowany. Milczała. Nie była w stanie wydusić słowa. Bała się, jak to przyjmie.- Babciu mówię do Ciebie. Dlaczego nie śpisz o tej porze? Czuję, że stało się coś złego — jego oddech stawał się coraz szybszy. Cisza panująca w domu zwiastowała kłopoty, które były nieuniknione.

— Usiądź — wydusiła. — Proszę Cię Alex, usiądź — błagalnym wzrokiem patrzyła na wnuka. I stało się. Oberwała się czarna gniewu i złości, żalu i bólu, niemocy i bezradności i ogromnej nienawiści. Wiadomość o wyjeździe rodziny strzeliła w niego, jak piorun. Rzucał wszystkim, co wpadło mu w ręce. Łoskot tłukących talerzy, hałas trzaskających drzwi i huk uderzających o stół pięści zakończył żałosnym płaczem. Osunął się na podłogę. Chowająca się ze strachu przed jego szałem kobieta, teraz do niego podeszła. Nie dotykała go, nie odzywała się, nie próbowała pocieszać. Pop prostu przy nim była.

— Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? — powtarzał w kółko. — Dlaczego ciągle mnie to spotyka? Co ja takiego zrobiłem?

Stara kobieta z trudem patrzyła na cierpienie swojego wnuka. Nie znała odpowiedzi na żadne z jego pytań. Nie potrafiła tez wyjaśnić, dlaczego rodzina go opuściła. Dopiero, kiedy się uspokoił, kiedy jego emocje opadły, przytuliła go. Odwzajemnił jej gest tuląc się do niej niczym małe dziecko.

— Ja zawsze będę przy Tobie- zapewniła. Te słowa zadziałały na niego kojąco. Były, jak dobra wróżba, której w danym momencie bardzo potrzebował. Zaczęło świtać. Pokręcił się chwilę po kuchni, po czym schował się w swoim pokoju. Siedział tam cały dzień. Nie wyszedł nawet na chwilę. Wieczorem zaniepokojona kobieta zaczęła dobijać się dębowych drzwi. Kilkanaście minut pukania nie przyniosło zamierzonego efektu.

— Alex, proszę odezwij się — zza stabilnych drzwi dobiegł go głos szlochającej kobiety. To zmusiło go do otworzenia. Przekręcił klucz w zamku. Widok zatroskanej babki bolał tak samo, jak opuszczenie przez rodzinę. A może nawet bardziej. W końcu tylko ona z nim została. Tylko ona jedna od samego początku go wspierała. Podnosiła go na duchu w najgorszych momentach załamania.

— Babciu, uspokój się. Przepraszam Cię, ale po prostu musiałem pobyć sam- uspokoił.

— Zrobiłam kolację. Zjesz?

— Tak. Zaraz przyjdę.

Za dziesięć minut pojawił się w jadalni. Dwa nakrycia, a reszta stołu pusta. Znowu ścisnęło mu się serce. Ale nie dał tego po sobie poznać. Nie chciał sprawiać więcej przykrości swojej babci. Jedli w milczeniu. Było tak cicho, że słychać było, jak przełykali kolejne kęsy. Po pewnym czasie odsunął się od stołu. Zanim jednak zdążył wstać, poczuł na ręce, dłoń swojej babki. Była stara, pomarszczona i bardzo zmęczona, ale jednocześnie bardzo ciepła. Jego ciało przeszedł dreszcz.

— Alex, pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie — w tym momencie spotkał się ich wzrok. Mądre i pełne współczucia oczy kobiety i przerażone, pozbawione nadziei oczy młodego mężczyzny. Tych dwoje potrzebowało siebie nawzajem. Ona ze względu na swój wiek potrzebowała jego fizycznego wsparcia, a on wskutek swej tragedii poczucia, że nie jest z tym sam. Że jest ktoś, komu na nim zależy i ktoś kto po prostu go nie skreślił i cały czas w niego wierzy.

— Dziękuję babciu — ucałował ją w dłoń. — Połóż się już. Jesteś zmęczona. Ja posprzątam po kolacji.

Kiedy kobieta zniknęła za drzwiami swojej sypialni, on pozmywał naczynia i usiadł w kącie przy oknie. Tak by nikt go nie dostrzegł. Noc zapowiadała się pogodnie. Przejrzyste niebo żyło swoim rytmem, oddając każdy swój kawałek roziskrzonym gwiazdom. Na zewnątrz można było dostrzec pojedynczych ludzi. Jedni wracali z popołudniowej zmiany z pracy. Inni przechadzali się, spacerując ze swoimi czworonożnymi pupilami. Po dwóch godzinach wszystko zanikło. Świat się zatrzymał. Ulica zasnęła. Uchylił okno. Do kuchni wpadło świeże, kwietniowe powietrze. Otuliło jego twarz. Chłonął je całym sobą. Zamyślony, przytulony do ściany zasnął. Tej nocy znowu odwiedził go lekarz, którego widział raz w życiu, który pojawił się i zniknął tak niespodziewanie. Była też starsza kobieta. Czekali na niego w tym samym miejscu. Ten sam park, ta sama ławka. Ten sam klimat, ta sama poświata. Ta sama aura tajemniczości i ten sam spokój.

— Jesteśmy z Ciebie dumni- zaczęła kobieta. — Zrobiłeś ogromny postęp. To bardzo dużo.

— Jesteś cierpliwy, a to połowa sukcesu — ciągnął dalej mężczyzna. — Cały czas musisz pracować nad pokorą. Starasz się, ale to jeszcze nie to.

Alex milczał. Chciał, jak najwięcej się dowiedzieć. Ta nadzieja powrotu do normalności, może była mało prawdopodobna, ale była. Po tylu złych doświadczeniach, przeżyciach musiało wydarzyć się coś dobrego. Musiał i chciał w to wierzyć, bo tylko wiara utrzymywała go przy zdrowych zmysłach.

— Przed Tobą kolejne wyzwanie. Spotkasz na swojej drodze kogoś, kto odmieni Twoje życie. Z pozoru ktoś zwyczajny, jak wszyscy, dlatego musisz być bardzo uważny. Musisz bardzo głęboko zajrzeć w głąb siebie. Nie przegap i nie zmarnuj tej szansy — słowa kobiety, jak poprzednio były bardzo tajemnicze. Mimo, że dawały rady, wskazówki to jednocześnie wprowadzały wiele zamętu. Rodziły wiele następnych pytań, na które nie znał odpowiedzi. Zanim zdążył zapytać, kto to będzie, jak pozna tę osobę tajemniczy, senni goście zniknęli. Gdy otworzył oczy świtało. Znieruchomiały wstał i włączył ekspres do kawy. Wyjrzał przez okno. Niektórzy biegli już do pracy, jak co dzień. Dawno nie oglądał tego, co dzieje się na zewnątrz. Dotąd jego życie toczyło się w czterech ścianach pokoju. Nie oglądał tego ani na żywo, ani przez okno, którego strzegły niczym więzienne kraty grube, ciężkie, ciemne zasłony. Od dziś jego życie nabrało nowego sensu. Mógł patrzeć na to co dzieje się wokół. Mógł swobodnie poruszać się po domu, a przeżycia minionej nocy pozwoliły z nadzieja spojrzeć w przyszłość. Zaczął krzątać się po kuchni, kiedy usłyszał szmer. Odwrócił się i zobaczył swoja babcię.

— O wstałaś. Siadaj. Zrobiłem śniadanie. –powiedział. Radość kobiety była bezcenna.

— Cieszę się…..

— Babciu, wiem — nie pozwolił jej skończyć, bo za każdym razem, kiedy zaczynała tak mówić w jej oczach pojawiały się łzy. Znał ją, jak mało kto. Chyba nawet lepiej niż siebie. Jeszcze dwa dni wcześniej nie podejrzewał się o to, że będzie potrafił się tak zmienić. Po śniadaniu powiedział cos, co mocno zaskoczyło jego babcię.

— Chciałbym dziś wyjść.

— Wyjść? Dokąd? — spytała zaniepokojona.

— Gdziekolwiek. Chcę w końcu wyjść. Nie chcę już dłużej siedzieć w domu. Dość czasu zmarnowałem.

— Dobrze — nie zadawała więcej pytań i nie chciała go zniechęcać. Ubrał czarną kurtkę. Na dworze było dość ciepło. Był kwiecień. Mimo, że świeciło słońce, to jednak wiał chłodny wiatr. Włożył ciemne okulary i czapkę z daszkiem.

— Bądź ostrożny — usłyszał przed wyjściem. Kilka miesięcy spędzonych w domu nie pomagały. Ponowne zderzenie z rzeczywistością, okazało się nie lada wyzwaniem. Kształt domów, drzew były dla niego nowym przeżyciem. Zapach powietrza, śpiew ptaków tego wszystkiego musiał uczyć się na nowo. Największym problemem okazał się jednak gwar panujący na ulicy. Zawirowania, które zapanowały w jego głowie, początkowo były nie do zniesienia. Nie potrafił nad tym zapanować. Te wszystkie miesiące spędzone w kompletnej ciszy, nie poradziły sobie z lawiną dźwięków, które panowały na zewnątrz. Nie poddawał się. Szedł dalej przed siebie. Wiedział, że nie może się poddać.. Musi wytrwać. Zbawieniem okazał się pobliski park. Tam tak samo, jak w swoich snach poczuł ulgę i schronienie. Usiadł na ławce. Miał wrażenie, że to ta sama ławka, na której rozmawiał z tajemniczymi kobietą i mężczyzną. Ludzi było mało, a to sprawiało, że czuł się bezpiecznie. Po chwili spojrzał w swoją prawą stronę. Kładką, która też była już mu znajoma maszerowała gromadka dzieci. Tuż na nimi ujrzał kobietę, która troskliwie zajmowała się maluchami. Przykucnęła, by pomóc jednemu z nich zasunąć kurteczkę. Ruszyli dalej, gdy chwilę później jedno z dzieci upadło. Kobieta natychmiast do niego podbiegła. Jak kochająca matka, przytuliła je i uspokoiła. Uczucie, z jakim to robiła, uderzyło w Alexa. Poczuł przypływ dziwnych emocji. „POZNASZ KOGOŚ, KTO ODMIENI TWOJE ŻYCIE…….Z POZORU ZWYCZAJNY…….NIE PRZEGAP…..” te słowa, jak huragan krążyły w jego głowie. Kiedy oprzytomniał zobaczył, jak mając pod opieką gromadkę pociech, pomaga jeszcze dziewczynie poruszającej się na wózku. „TO ONA” –szepnął sam do siebie. Widząc, jak nie może sobie poradzić sobie z ciężkim wózkiem i zbyt wysokim krawężnikiem, impulsywnie poderwał się, żeby jej pomóc. Ten instynkt, ta siła, która go do tego zmusiła……nie potrafił tego wyjaśnić.

— Dziękuję- powiedziała młoda przedszkolanka, ale nie doczekała się odzewu. Był jakby poza zasięgiem całego świata. Kolejny raz nie wiedział co się z nim dzieje. — Halo, proszę pana- pomachała mu przed oczami.

— Tak? — był skołowany. Mimo ciemnych okularów, dostrzegł piękny i przyjazny uśmiech dziewczyny.

— Pani Ingo, Pani Ingo –zawołał jeden z małych podopiecznych — Możemy się trochę pobawić w parku?

— Prosimy, prosimy- świergot proszących maluchów, nie pozwolił się nie zgodzić.

— Dobrze, ale trzymajcie się w grupie i tak, żebym was widziała tak? — postawiła warunek. Obok niej ciągle stał Alex. Poczuła się nieswojo. Obcy mężczyzna wciąż się jej przyglądał.

— Może usiądziemy? — zaproponowała, by przerwać te niezręczną sytuację. Usiadł obok zachowując bezpieczną odległość. — Nigdy wcześniej tu Pana nie widziałam.

— Jestem tu pierwszy raz- głęboko westchnął. Uśmiechnęła się. — A Pani? — ciągnął dalej.

— Prawie codziennie, oczywiście gdy pogoda dopisuje. Długo nas tu nie było przez zimę, ale teraz będziemy tu częstymi gośćmi –mówiła rozbawiona, nie spuszczając wzroku ze swoich małych podopiecznych, a on z niej. Było w niej coś wyjątkowego. Z pozoru zwyczajna, jak wszyscy, ale miała w sobie to coś, czego nie umiał nazwać, określić, a co tak bardzo sprawiało, że się wyróżniała. Była inna niż wszyscy ludzie będący w parku. Inna niż kobiety, mężczyźni, dzieci. Inna niż starzy, młodzi, chorzy, zdrowi, biedni, bogaci. Po prosty inna. Godzina spędzona w towarzystwie nieznajomego była co najmniej dziwna. Inga czuła się nieswojo. Mężczyzna był tajemniczy, zachowywał się nienaturalnie, mało mówił i ciągle się jej przyglądał. No i te okulary, które ciągle miał na twarzy. To prawda tego dnia świeciło dość ostre słońce, ale w parku panował cień, więc właściwie były zbędne.

— No dobra moje małe potwory czas na nas- zawołała. Dzieci ją lubiły. Poza tym trafiła jej się wyjątkowo grzeczna gromadka, więc nie musiała powtarzać drugi raz. Momentalnie ustawiły się w pary.

— To do zobaczenia- powiedziała do swojego nowego…….znajomego.

— Będzie tu Pani jutro? — pytając, chwycił ja delikatnie za rękę. Tak samo jak on, tak samo i ona poczuła dziwne ciepło. Szybko wysunęła dłoń z jego uścisku.

— Chodźcie — powiedziała do maluchów i ruszyła. Kiedy uszli jakieś dziesięć metrów, odwróciła się, ale już go nie było. Po pracy wracała do domu. Zwykle chodziła właśnie przez park, ale dzisiaj za nim do niego weszła, zatrzymała się. Głęboko oddychała. Z sekundy na sekundę coraz szybciej. Ten paniczny lęk ją blokował. Odradzał, zabraniał. Ale z drugiej strony ciekawość robiła swoje. Było w nim coś interesującego. Mimo, że się bała, to podświadomie chciała go spotkać. Przeszła cały park bardzo powoli. Rozglądała się, ale nigdzie go nie było. Po czterdziestu minutach siedzenia na tej ławce na której przed południem siedzieli oboje, wróciła do domu. Przez chwilę siedziała w ciszy. Przygotowała sobie kąpiel. Zanurzona w wannie po szyję, wciąż myślała o wydarzeniach minionego dnia. Nie potrafiła wyrzucić z głowy tego faceta. Na samą myśl o nim przechodził ją dreszcz. Całą noc nie spała. Przewracała się z boku na bok. Do okna jej sypialni zaglądał księżyc. Świecił całą sobą. Była pełnia. To był jeden z powodów dla którego nie spała. Kiedy około drugiej udało się jej zasnąć na chwilę, odwiedzili ją nieznani goście. Była w parku. Siedziała na ławce. Tej samej. Po jej obu stronach siedziało dwoje, obcych jej ludzi. Kobieta i mężczyzna. Przez dłuższą chwilę milczeli. Inga czuła się tak samo nieswojo, jak przy Alexie.

— Jesteś jedną z naszych ulubionych podopiecznych — rzekła kobieta. Inga rozszerzyła oczy ze zdumnienia.

— Podopieczną? — zawiesiła na moment głos- waszą podopieczną? — oczekiwała odpowiedzi, ale na próżno.

— Zasługujesz na więcej- kobieta mówiła dalej. –Twoje życie, twoje postępowanie jest godne naśladowania. Troska i oddanie, jakie wkładasz w swoja pracę i opiekę nad dziećmi jest niesamowite. A empatii do innych ludzi, można Ci tylko pozazdrościć. Mogłabyś nią obdzielić tysiące osób.

— Dlaczego mi to Pani mówi? — Inga ze zdumnieniem słuchał słów starej, nieznajomej kobiety. Choć nic z tego nie rozumiała, to była w tym swego rodzaju mądrość. — O co chodzi? Nie rozu…….

— Spotkało Cię ostatnio coś dziwnego. Coś czego nie rozumiałaś, czego się bałaś, ale co bardzo Cię zaintrygowało. Coś czego podświadomie pragnęłaś więcej- przerwał jej mężczyzna. Na początku nie skojarzyła o co może chodzić, ale szybko przypomniała sobie o Alexie.

— Spotkałam dzisiaj dziwnego faceta…………. — bardzo dokładnie opowiedziała zaistniałą sytuację. Ze zdumieniem słuchali tego, jak się o nim wypowiadała.

— Właśnie. To Alex. Trochę się pogubił. Może wydawać się trochę inny, niż pozostali, ale nie musisz się go bać.

— Dlaczego mi to mówicie? Dlaczego mówicie o nim………o Alexie? — wypowiadając jego imię spuściła z tonu.

— Potrzebuje pomocy……..Twojej pomocy.

— Jak to mojej pomocy? — wykrzyknęła i w tym samym momencie obudziła się zlana potem. Spojrzała na zegarek. Była druga dziesięć. Zasnęła na dziesięć, tylko na dziesięć minut, ale tyle się wydarzyło. Niesamowite, że przez dziesięć minut dowiedziała się tyle o sobie i o …..Alexie. Czy naprawdę miał tak na imię? Kim był? Dlaczego potrzebował pomocy i dlaczego to właśnie ona ma mu pomóc i najważniejsze to, jak miała to zrobić? Kim była tajemnicza para ludzi z jej snu i co to w ogóle miało znaczyć? Z każdą sekundą rodziło się coraz więcej pytań na które nie znała odpowiedzi. Pijąc wodę, patrzyła w niebo. Przez uchylone okno, łapała świeże powietrze. Między drzewami rosnącymi wokół jej bloku, fruwały małe ptaszki. Były takie niewinne, radosne i wolne. Tego tak bardzo im zazdrościła. W oddali na ciemnoniebieskiej połaci, dostrzegła spadającą gwiazdę, która wydawało jej się, że w ostatniej fazie swojego lotu, błysnęła mocniej w jej kierunku. Do rana nie zmrużyła oka. Kubek gorącej kawy postawił ją na nogi. Wychodząc z bloku poczuła przyjemny wiatr, który otulił jej twarz i szyję. W drodze do pracy nie wydarzyło się nic. I to ja trochę rozczarowało. Tak bardzo chciała go spotkać. Tylko od niego mogła dowiedzieć się co oznaczał jej sen. Kim są nieznajomi, starsi ludzie? Skąd ich znają? I o co właściwie chodzi? Nie spotkała go rano, nie spotkała w ciągu dnia, nie była z dziećmi na spacerze, ani też w drodze powrotnej.

— Alex, wszystko porządku? — spytała babcia swojego wnuka wieczorem. Przez cały dzień nie wyszedł z pokoju i to ją zaniepokoiło. Przez drzwi nie doczekała się odpowiedzi. Słyszała tylko dochodzącą zza nich cichą, wolną i spokojną muzykę. Nacisnęła klamkę. Drzwi się uchyliły. Melodia stawała się coraz głośniejsza. Doskonale znała tę piosenkę. Była to” AN ANGEL” zespołu THE KELLY FAMILY. Odwrócony tyłem, malował portret. Była na nim prześliczna dziewczyna. Nie przeszkadzała mu. Usiadła w rogu i tylko patrzyła. Pogrążony i zasłuchany był jakby w innym świecie. Z precyzją robił ostatnie pociągnięcia. Ważny był każdy szczegół. Poruszona tym co zobaczyła, podeszła bliżej. Poczuł jej dłoń na swoim ramieniu. Patrząc jej w oczy, widział już zbliżające się łzy.

— Kto to? — zapytała.

— Inga — odpowiedział z uśmiechem na ustach. Teraz łzy były widoczne na pomarszczonej twarzy starej kobiety. Pierwszy raz od tak dawna na jego twarzy pojawił się uśmiech. W jednej chwili przypomniała sobie go sprzed tych kilku miesięcy. Zadowolonego, uśmiechniętego, pełnego energii młodego chłopaka. W tym momencie właśnie taki był.

— Inga? — spytała.

— Dziewczyna……. — na chwilę zawiesił głos — dzięki, której moje życie, zrodzi się na nowo.

Jego słowa bardzo zaniepokoiły kobietę. Powiedział to z taką wiarą i nadzieją. Nie spytała o nic więcej. Nie chciała mu tego odbierać, bo tylko to mu pozostało. Jednak w głębi duszy ogromnie się bała. Bała się tego, że może nie znieść kolejnego rozczarowania. Najpierw ta dziwna sprawa z oczami, której nikt nie potrafi wyjaśnić. Później opuszczenie ze strony rodziny. To był ogromny cios, po którym ledwo się pozbierał. Następnego rozczarowania może już nie przeżyć.

— Zrobiłam kolację.

— Zaraz przyjdę.

Przy kolacji nie powiedział ani słowa. Był myślami gdzieś daleko. Szybko wrócił do swojego pokoju. Kiedy jego babcia tez się położyła i cały dom zasnął, on bez przerwy wpatrywał się w obraz dziewczyny. Chwilami wydawało mu się nawet, że ona też na niego patrzy. Czuł nawet, jakby jego oczy jaśniały. Była północ. Panowała głucha cisza. Spał dom, spała cała ulica, całe miasto. Spali wszyscy, ale nie on. Nie mógł doczekać się ranka. Przed siódmą rano, wyszedł z domu, zanim jego babcia zdążyła się obudzić. Nie chcąc jej martwić, zostawił kartkę na lodówce.

„BABCIU, NIEWIEM O KTÓREJ WRÓCĘ, NIE MARTW SIĘ ‘’

ALEX

Na ulicach było sporo ludzi. Młodzież w pospiechu pędziła do autobusu, rodzice poganiali swoje dzieci spiesząc do szkoły i pracy. Tylko starsi powoli szli do piekarni, zrobić zakupy, albo wyszli na spacer ze swoimi czworonożnymi pupilami. Ten zgiełk, ten chaos był mu na rękę. Szedł z boku, nie rzucał się w oczy. Naciągniętą nisko czapką z daszkiem nie zwracał na siebie uwagi. Dopiero, kiedy dotarł do parku, poczuł lęk. To było dziwne, bo poprzednim razem, właśnie w parku czuł się bezpieczniej niż na ulicy. Bał się, że może jej nie być, a jeśli będzie to jak do nie podejść, co powiedzieć. Ostatnim razem nie zrobił najlepszego wrażenia. Przestraszyła się, kiedy złapał ja za rękę. Niepotrzebnie to zrobił. Teraz pozostało mu tylko czekać. Po godzinie usłyszał dobiegający z oddali śmiech dzieci. Uniósł głowę i ukazała się ta piękna postać. Była uśmiechnięta, wesoła. Dzieci wprost ją kochały. Ciągle do niej mówiły. Wieszały się jej na rękach, przytulały do nóg.

— Biegnijcie na plac zabaw- powiedziała do maluchów, kiedy zobaczyła Alexa. Tysiąc razy zadawała sobie pytanie, czy do niego podejść. Nie znała go, zachowywał się dziwnie. Jego ubiór, to jak na nią patrzył, wzbudzał w niej strach. Może jest niebezpieczny, może chory umysłowy, albo to zwykły złodziej, który chce zdobyć jej zaufanie, a potem to wykorzystać. Wątpliwości było mnóstwo, zanim zdążyła sama sobie na nie odpowiedzieć, był już przy niej.

— Dzień dobry — powiedział, ale ona milczała. — Chciałem przeprosić za………..mam nadzieję, że się Pani mnie nie wystraszyła.

— Nie- odpowiedziała. Coś ściskało jej gardło. Nie potrafiła wydusić ani słowa więcej.

— Chciałabym porozmawiać, ale na spokojnie. Tylko my — tymi słowami dopiero ją wystraszył. Odsunęła się.

— Dzieci wracamy.

— Proszę spotkaj się ze mną. Będę czekał o dziewiętnastej, tam gdzie ostatnio- krzyknął, kiedy odeszła. Nie obejrzała się. Choć słyszała go dobrze, pozostała głucha na jego prośbę. Przez cały dzień snuła się po korytarzach jak cień. Obecna ciałem, nieobecna duchem.

— Inga, co z Tobą? — spytała Ewa.

— Nie, nic. Po prostu zamyśliłam się- odpowiedziała wymijająco.

— Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć- zapewniła właścicielka przedszkola.

— Wiem. Dziękuję.

Pracę dzisiaj skończyła później. Kiedy wyszła z przedszkola było dobrze po osiemnastej. Szła powoli ciągle myśląc o Alexie. Zbliżając się do parku, obserwowała co się dzieje wokół. Ulice pustoszały. Rodzice zabierali swoje pociechy do domu, młodzież wolała spędzać wieczory w knajpach i pubach, a starsi o tej porze z pewnością oglądali swoje ulubione seriale. W towarzystwie strachu i obaw, przekroczyła tę granicę bezpieczeństwa i zagrożenia. Szła przed siebie. Z każdym krokiem jej ciało coraz bardziej sztywniało. Jakby zamarzała od wewnątrz. Nie odwracała się, ale po pewnym czasie czuła, że ktoś się do niej zbliża. Czuła to. Swojej decyzji pożałowała w chwili, gdy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.

— Jesteś! — powiedział. — Proszę Cię, nie bój się mnie- dodał widząc strach i przerażenie w jej oczach. — Usiądźmy- wskazał te samą ławkę. Z dużą dozą niepewności, przystała na jego prośbę.

— Mam na imię Alex.

— Wiem — wyszeptała.

— Skąd? — spytał zaciekawiony. Opowiedziała mu swój sen. Dokładnie moment po momencie. Słuchał uważnie. Nie przerwał jej ani razu.

— Jestem — chciała się przedstawić, ale jej przerwał.

— Inga — dokończył. Przez chwilę milczeli.- Potrzebuję Twojej pomocy- powiedział to takim błagalnym tonem. –Jesteś moją jedyną nadzieją.

Po tym zdaniu nie wytrzymała. Nie zdołała zatrzymać fali łez, które bezwolnie spływały po jej twarzy. Zdjął okulary, podniósł czapkę i szeroko otworzył oczy, a ona zamarła. Miała wrażenie, że jej serce przestało bić. Zatrzymało się. Choć nie chciała tego oglądać, to nie potrafiła skierować swojego wzroku w innym kierunku. Ta ciemność, ta niekończąca się otchłań w jego oczach była przerażająca. Miała wrażenie, że jego twarz nie miała oczu, tylko dwa kawałki najczarniejszego węgla. Sparaliżowana tym co zobaczyła, nie była w stanie nic powiedzieć. Niewiadomo kiedy, niewiadomo skąd dołączyła do nich para ich sennych przyjaciół.

— Pierwszy i najtrudniejszy krok macie już za sobą- powiedziała kobieta. Patrząc na przerażoną Ingę dodała- Zniosłaś to lepiej niż myślałam. Jesteś niesamowitą osobą Inga.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 26.91