E-book
15.75
drukowana A5
28.09
drukowana A5
Kolorowa
50.16
Latający pociąg

Bezpłatny fragment - Latający pociąg


Objętość:
49 str.
ISBN:
978-83-8455-861-4
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 28.09
drukowana A5
Kolorowa
za 50.16

Rozdział 1: Świecące wagoniki

Noc nad małym miasteczkiem była cicha, ciepła i aksamitna. Na ciemnoniebieskim niebie, niczym złoty pył, rozsypały się miliony gwiazd. Większość ludzi w domach oświetlonych ciepłym blaskiem lamp powoli kładła się już spać.

Jednak na podwórku, tuż obok odnowionej, drewnianej ławki, stała dwójka dzieci — rodzeństwo, Ania i Wojtek. Zadzierali głowy tak wysoko, że aż bolały ich karki. Trzymali w rękach ciepłą herbatę z miętą i czekali.

— Wojtek, patrz! Już lecą! — szepnęła podekscytowana Ania, wskazując palcem w stronę horyzontu.

Zza linii drzew, na tle nocnego nieba, wyłoniło się coś niesamowitego. To nie była spadająca gwiazda ani zwykły samolot. Przez środek nieba sunął idealnie równy, lśniący sznur jasnych punktów. Wyglądał dokładnie tak, jakby ktoś zawiesił w kosmosie najprawdziwszy, rozświetlony pociąg, który bezszelestnie mknie przed siebie między gwiazdozbiorami.

— Kosmiczny pociąg… — szepnął z zachwytem Wojtek, a dziecięce oczy odbijały to niezwykłe, srebrzyste światło. — Ciekawe, dokąd tak spieszą?

Dzieci nie mogły wiedzieć, że tam, wysoko nad ich głowami, w tym gwiezdnym ekspresie panowało ogromne poruszenie. Ten pociąg nie miał kół ani lokomotywy. Składał się z kilkudziesięciu lśniących, nowoczesnych wagoników, które zaledwie kilka godzin wcześniej opuściły brzuch wielkiej, potężnej rakiety.

Jednym z tych małych, błyszczących wagoników był Linek.

Linek był zupełnie nowym wagonikiem. Pachniał jeszcze czystością technicznej fabryki, a jego delikatne, krzemowe obwody drżały z emocji. Leciutko połyskiwał w blasku odległego słońca, kurczowo trzymając się w równym rządku za swoimi starszymi braćmi i siostrami. Wszystkie wagoniki leciały gęsiego, ramię w ramię, sunąc po orbicie wokół wielkiej, błękitnej Ziemi.

Dla Linka wszystko było nowe. Kosmos okazał się o wiele większy i ciemniejszy, niż sobie wyobrażał, kiedy jeszcze leżał na montażowym stole na Ziemi.

— Hej, Linek, nie zostawaj w tyle! Trzymaj kurs! — zawołał z przodu basowym głosem starszy wagonik, który leciał jako przewodnik ich grupy. — Zaraz wejdziemy w cień Ziemi, musimy być idealnie równo!

Linek poprawił swoje lśniące, rozkładane skrzydło — specjalny panel, którym za dnia łapał promienie słoneczne, by mieć energię do pracy. Bardzo się starał nie popsuć tego pięknego szyku. Wiedział, że ludzie na dole patrzą na nich z zachwytem. Czując dumę, zamrugał swoimi maleńkimi, technicznymi światełkami w stronę Ziemi, jakby chciał pozdrowić Anię i Wojtka stojących przy ławce.

Jednocześnie Linek miał w głowie mnóstwo pytań. Czuł się jeszcze taki malutki w tym wielkim wszechświecie. Dlaczego lecą tak blisko siebie? Na czym dokładnie ma polegać jego wielka rola, o której tyle słyszał w fabryce? I jak to możliwe, że on — taki skromny, metalowy wagonik — ma przesyłać niewidzialne sygnały do ludzi mieszkających na dole?

Linek nie wiedział jeszcze, że ta nocna podróż w gwiezdnym pociągu to dopiero początek jego wielkiej, kosmicznej nauki.

Rozdział 2: Niewidzialne nici i wielka misja

Kosmiczny pociąg sunął po orbicie z zawrotną prędkością, choć patrząc na niego z Ziemi, mogło się wydawać, że płynie po niebie powoli i dostojnie. Wszystkie wagoniki leciały w idealnym szyku, a wokół nich panowała głęboka, kosmiczna cisza. W próżni nie ma przecież powietrza, więc żaden, nawet najpotężniejszy silnik, nie wydaje tam żadnego dźwięku.

Mały Linek bardzo mocno pilnował swojego miejsca na końcu składu. Jego metalowe serduszko z każdym kilometrem biło odrobinę spokojniej, ale w jego elektronicznej głowie wciąż kłębiło się mnóstwo pytań.

— Panie Przewodniku? — zawołał cichutko przez kosmiczne radio do wielkiego, starszego wagonika, który leciał na samym przedzie i wskazywał drogę. — A dokąd my właściwie tak pędzimy? Co my mamy w środku? Przecież nie wieziemy pasażerów, ani walizek, ani węgla…

W radiu rozległ się ciepły, basowy śmiech Przewodnika.

— Masz rację, Linku. Nie mamy kół, nie mamy przedziałów z siedzeniami, a naszą trasą są niewidzialne ścieżki wokół błękitnej planety. Ale wieziemy coś o wiele cenniejszego niż pasażerowie. Wieziemy sygnał.

— Sygnał? A co to takiego? — Linek zdziwiony poruszył swoim lśniącym skrzydełkiem, którym łapał ciepłe promienie słońca.

— Wyobraź sobie, mały braciszku, że świat na dole utkał wielką sieć — zaczął opowiadać Przewodnik, a jego głos brzmiał dumnie. — Ludzie na Ziemi potrzebują ze sobą rozmawiać, przesyłać wiadomości, oglądać filmy i uczyć się z mądrych cyfrowych książek. To właśnie jest internet. Na lądzie te wiadomości płyną grubymi przewodami ukrytymi pod ziemią. Ale są na świecie miejsca, gdzie żadnego kabla nie da się przeciągnąć. I tam wkraczamy my.

Linek spojrzał w dół. Pod nimi przesuwały się właśnie wielkie, puszyste chmury, przez które gdzieniegdzie prześwitywał błękit oceanu i zielone plamy lądów.

— Spójrz tam, daleko na południe — kontynuował starszy wagonik. — Widzisz tę bezkresną, białą krainę, gdzie wszystko pokryte jest grubym lodem? To Antarktyda. Tam, w maleńkiej stacji badawczej, pracują naukowcy, którzy badają pingwiny i pogodę. Są bardzo daleko od swoich domów i bardzo tęsknią za swoimi dziećmi. Kiedy nad nimi przelatujemy, wysyłamy w ich stronę niewidzialną, świetlistą nić. Dzięki nam mama-badaczka może wieczorem zadzwonić do swojego synka na drugim końcu świata i opowiedzieć mu bajkę na dobranoc.

Linek aż wstrzymał oddech z wrażenia. Jego obwody zalała fala przyjemnego ciepła.

— A tam, w drugą stronę? Widzisz te gęste, zielone lasy dżungli? — mówił dalej Przewodnik. — W małej chatce pośród drzew mieszka dziewczynka. Nie ma tam szkół ani wielkich bibliotek, ale dzięki naszej świetlistej nici, jej mały tablet łączy się z całym światem. Dziewczynka może dzisiaj czytać o gwiazdach i o… niesporczakach! Uczy się, chociaż mieszka w samym sercu dzikiej przyrody. Pomagamy też kapitanom wielkich statków na ciemnym oceanie, żeby wiedzieli, czy nie zbliża się do nich groźna burza.

Teraz Linek już rozumiał. Nie był tylko zwykłym, metalowym pudełkiem zagubionym w ciemnym kosmosie. Był częścią wielkiego, latającego pociągu, który łączył ludzkie serca, przynosił wiedzę i dawał bezpieczeństwo.

— To wielka odpowiedzialność, Linku — podsumował Przewodnik. — Dlatego każdy z nas musi dbać o swoje skrzydełka, zbierać energię ze słońca i idealnie celować swoim sygnałem w dół. Bez nas świat stałby się na powrót bardzo daleki i odizolowany.

Linek wyprostował z dumą swoje błyszczące skrzydełko i mocniej skupił się na trasie. Nie był już tak bardzo nieśmiały jak na początku. Czuł, że ma przed sobą wspaniałą misję. Z miłością spojrzał na wielką, błękitną kulę Ziemi wirującą pod jego metalowym brzuszkiem i cichutko mruknął do siebie: „Będę celował najpiękniej jak potrafię”.

Rozdział 3: Kosmiczne śmieci i pierwszy prawdziwy test

Linek powoli przyzwyczajał się do swojego miejsca na końcu składu. Dumnie prostował skrzydełka i, tak jak obiecał Przewodnikowi, celował sygnałem najpiękniej, jak potrafił. Poczuł się już pewniej. „To wcale nie jest takie trudne!” — myślał sobie, mrucząc cichą melodię w kosmicznym radiu. Ale w kosmosie, tak jak i na Ziemi, pogoda bywa kapryśna, a droga nie zawsze jest prosta.

Nagle, gdy przelatywali nad ogromną, pustą pustynią, która wyglądała jak morze czerwonego piasku, w radiu rozległ się alarmujący głos Przewodnika:

— UWAGA WAGONIKI! CHMURA KOSMICZNYCH ŚMIECI NA TRASIE! MANEWR AWARYJNY! CZERWONY ALARM!

Linek zadrżał. Nie miał pojęcia, co to są te kosmiczne śmieci, ale po tonie Przewodnika wiedział, że to coś groźnego. Spojrzał przed siebie i… aż metalowe serce mu zamarło. W ich stronę, z ogromną prędkością, pędziła chaotyczna gromada przedziwnych przedmiotów.

To nie były gwiazdy ani meteoryty. To były stare, zepsute części od dawnych rakiet, niedziałające satelity, a nawet… zgubiony przez kosmonautę śrubokręt i kawałek starej rękawicy! Te przedmioty, choć wyglądały niewinnie, w kosmosie poruszały się szybciej niż jakikolwiek pociąg na Ziemi i mogły rozbić wagonik na tysiące kawałków.

— Wszyscy za mną! — krzyknął Przewodnik, gwałtownie skręcając w bok, na wyższą orbitę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 28.09
drukowana A5
Kolorowa
za 50.16