PROLOG
Ta książka powstała z myślą o dzieciach i o dorosłych, którzy chcą być z nimi blisko.
„Las Kamieni Mocy” to miejsce, w którym nie trzeba się spieszyć.
Można tu zatrzymać się na chwilę, porozmawiać, pomyśleć, zauważyć to, co często umyka w codziennym biegu.
Książka składa się z dwóch uzupełniających się części.
W pierwszej części czytelnik wyrusza wraz z bohaterami w opowieść o spotkaniach w lesie i Kamieniach Mocy. To historie o byciu sobą, o relacjach, o wdzięczności, odwadze, życzliwości i o tym, że emocje są naturalną częścią naszego życia.
Druga część zawiera zaproszenia do rozmowy, tworzenia, refleksji i bycia razem. Zostały one pomyślane jako spokojne dopełnienie opowieści — do wykorzystania w domu, w szkole lub w pracy z grupą dzieci, w takim zakresie i tempie, jakie są w danym momencie dobre.
Nie trzeba nic wiedzieć ani niczego przygotowywać.
Nie ma jednego właściwego sposobu czytania tej książki.
Można zatrzymać się na samej opowieści.
Można sięgnąć po zaproszenia.
Można wracać do wybranych fragmentów.
Reszta wydarzy się po drodze.
NOTA AUTORSKA
„Las Kamieni Mocy” wyrósł z mojej codziennej pracy z dziećmi -z rozmów, obserwacji i chwil, w których ważniejsze od gotowych odpowiedzi było bycie razem.
Jako pedagog specjalny i nauczycielka od lat towarzyszę dzieciom w ich rozwoju, emocjach i relacjach. W mojej pracy coraz wyraźniej widziałam, jak bardzo dzieci potrzebują spokoju, uważności, kontaktu z naturą i przestrzeni, w której mogą mówić o sobie bez ocen i pośpiechu.
Idea Kamieni Mocy, wspólnych spotkań w lesie i opowieści rodziła się stopniowo — była sprawdzana, modyfikowana i przeżywana razem z dziećmi w realnej pracy edukacyjnej i terapeutycznej. To, jak dzieci przyjęły tę formę bycia razem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Malowanie kamieni, rozmowy przy Starym Dębie, cisza, śmiech i refleksja stały się dla nich czymś naturalnym i ważnym.
Z czasem zobaczyłam, że te doświadczenia domagają się opowieści — takiej, która pozwoli zatrzymać ich sens i podzielić się nim z innymi. Tak powstała ta książka.
Pierwsza jej część jest zapisem wspólnej drogi i historii, które wydarzały się naprawdę — choć ubrane zostały w formę baśniowej opowieści.
Druga część to zaproszenia inspirowane tą drogą, stworzone z myślą o dzieciach i dorosłych, którzy chcą budować relacje poprzez rozmowę, twórczość i obecność.
To nie jest książka instruktażowa ani program do zrealizowania.
To zaproszenie do uważnego czasu razem — w domu, w szkole, w lesie lub tam, gdzie rodzi się przestrzeń do bycia blisko.
CZĘŚĆ 1 — KAMIENIE MOCY
WRZESIEŃ — KAMIEŃ POCZĄTKU
„KIM JESTEM?”
Był wrześniowy poranek, pachniało mokrą trawą i liśćmi. Czwórka przyjaciół: Lena, Tomek, Zosia i Maks — szła dobrze znaną ścieżką prowadzącą za szkołę, aż do starego lasu, w którym czuć było coś niezwykłego. Nie wiedzieli jeszcze, że tego dnia ich życie się zmieni.
— Zobaczcie! — zawołał Tomek. — Coś się błyszczy pod drzewem!
Na ziemi, wśród mchu i kasztanów, leżał kamień — gładki, biały, jakby ktoś go przed chwilą wypolerował. A na nim widniał napis:
„KIM JESTEM?”
Dzieci spojrzały zdziwione.
— To jakiś żart? — zapytał Maks.
— Może ktoś go tu zostawił — dodała Zosia, która zawsze szukała sensu w drobnych rzeczach.
— A może… to pytanie jest do nas? — powiedziała cicho Lena. — Może mamy na nie odpowiedzieć?
Wtedy zawiał wiatr. Liście zaszumiały tak, że dzieciom wydawało się, iż ktoś do nich mówi:
— Nie bójcie się… — szeptał głos lasu. — Każdy, kto znajdzie kamień z pytaniem, wyrusza w podróż. Podróż, w której pozna siebie i innych.
Dzieci rozejrzały się, ale nikogo nie było. Tylko stare drzewo z grubym pniem i korą przypominającą twarz.
— To on! — wyszeptała Zosia. — To Stary Dąb, strażnik tego miejsca!
Dąb uśmiechnął się liśćmi.
— Witajcie, mali przyjaciele. W tym lesie ukryte są Kamienie Mocy. Każdy z nich pokaże wam coś ważnego o was samych. Zaczniecie od pytania: „Kim jestem?” Bo zanim człowiek znajdzie swoje miejsce, musi najpierw odnaleźć siebie.
Lena usiadła na ziemi i spojrzała w kamień jak w lustro.
— Jestem dziewczynką, która lubi marzyć — powiedziała nieśmiało.
— A ja… lubię przygody i pomagać innym — dodał Tomek.
— Ja jestem tą, która zawsze słucha — szepnęła Zosia.
— A ja? -zastanowił się Maks. — Może kimś, kto lubi rozśmieszać, żeby inni nie czuli się smutni?
Dąb skinął gałęziami. — Pięknie. Teraz każdy z was może stworzyć swój własny kamień — z symbolem lub słowem, które pokazuje, kim się jest naprawdę. Możecie też wykonać jeden wspólny kamień. Będzie on świecić wtedy, gdy między wami zapanuje przyjaźń, dobro i spokój.
Dzieci wróciły do szkoły inne niż zwykle.
Wiedziały już, że każdy kamień, który znajdą, będzie częścią większej tajemnicy. I że w każdym z nich kryje się coś więcej niż kolor i kształt — kawałek ich serca.
A pierwszy kamień, z napisem „Kim jestem?”, spoczął na parapecie klasy. Od tej pory przypominał im, że każdy dzień to nowa szansa, by poznać siebie trochę lepiej. Każde z nich stworzyło swój własny kamień, mówiący o nich samych, nie tylko z imieniem, ale też z wartościami, które były dzieciom bliskie.
PAŻDZIERNIK — KAMIEŃ WDZIĘCZNOŚCI „DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚ”
Las pachniał jesienią. Złote liście wirowały w powietrzu, a ścieżki pokrył miękki dywan z barwionych klonów i dębów. Lena, Tomek, Zosia i Maks wrócili do lasu.
W ich myślach jawiły się kamienie, które stworzyli w zeszłym miesiącu, każdy z nich miał inny wzór — ale wszystkie razem tworzyły piękną mozaikę.
— Ciekawe, czy dziś znajdziemy kolejny kamień — powiedziała Lena. — Mój już przestał tak wyraziście lśnić.
— Bo to znak, że czeka was następna lekcja — rozległ się znajomy, głęboki głos.
Z szelestu liści wyłonił się Stary Dąb, a przy jego pniu połyskiwał nowy kamień — w kolorze ciepłego bursztynu.
Na kamieniu widniał napis:
„DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ.”
Zosia przykucnęła i delikatnie dotknęła jego powierzchni.
— To takie proste słowa… ale czuję, jak robi mi się ciepło w sercu.
Dąb westchnął.
— Wdzięczność to czar, który potrafi zmienić świat. Nie jest głośna ani krzykliwa. Czasem to tylko uśmiech, gest, albo jedno słowo: dziękuję. Kto potrafi dziękować, ten widzi więcej dobra wokół siebie.
— A komu mamy dziękować? — zapytał Tomek.
— Wszystkiemu, co daje ci życie — odpowiedział Dąb, — Ziemi, która cię nosi, słońcu, które cię ogrzewa, ludziom, którzy są przy tobie. Spróbujcie dziś znaleźć choć trzy rzeczy, za które możecie być wdzięczni. I namalujcie to na swoich kamieniach.
Dzieci przycupnęły. Lena pomyślała, że namaluje słońce — bo dziękowała za każdy poranek. Tomek namaluje dłoń, bo był wdzięczny, że ma przyjaciół. Zosia wybierze serce, bo dziękowała za rodzinę.
A Maks… narysuje śmiejące się oczy.
— Bo jestem wdzięczny, że umiem kogoś rozśmieszyć — powiedział.
Dąb uśmiechnął się.
— Piękne pomysły. Kiedy człowiek uczy się dziękować, jego serce staje się lekkie jak liść.
Dzieci zabrały bursztynowy kamień i położyły na parapecie okna w klasie, zabrały się też do pracy by namalować swoje kamienie.
Pod koniec dnia klasa była pełna uśmiechów. I choć na dworze wiało zimnem, w sali panowało ciepło, które nie pochodziło z kaloryfera. Bo wdzięczność ogrzewała ich wszystkich od środka.
LISTOPAD — KAMIEŃ PAMIĘCI „PAMIĘTAM”
Las był cichy. Mgła otulała drzewa jak koc, a ziemia pachniała wilgotnym mchem. Czwórka przyjaciół szła powoli ścieżką, którą już dobrze znała.
Nie było śpiewu ptaków, tylko szelest liści i miękkie stąpanie butów po mokrej ziemi.
— Dziwnie dziś — zauważył Maks. — Jakby las spał.
— On nie śpi — odpowiedział Stary Dąb, którego głos zabrzmiał spokojnie, lecz poważnie. — On wspomina.
Dzieci spojrzały w górę. Między korzeniami Dębu leżał kamień. Był ciemny, prawie czarny, ale mienił się srebrnymi drobinkami, jakby ktoś wtopił w niego maleńkie gwiazdy. Na jego powierzchni widniało jedno słowo:
„PAMIĘTAM.”
— To kamień wspomnień — powiedział Dąb. — Nie każdy potrafi go dotknąć, bo czasem pamięć boli. Ale bez niej serce nie zna wdzięczności, a człowiek nie wie, skąd przyszedł.
Lena spojrzała w kamień i szepnęła:
— Pamiętam moją babcię, jak piekła ciasteczka i śpiewała mi do snu.
Tomek dodał:
— Pamiętam, jak z dziadkiem chodziliśmy po kasztany.
Zosia:
— Pamiętam mojego pieska. Zawsze na mnie czekał, gdy wracałam ze szkoły.
A Maks milczał chwilę, po czym powiedział cicho:
— Ja pamiętam, jak kiedyś się pokłóciłem z kimś… i nie zdążyłem przeprosić.
Dąb westchnął cicho.
— Każde wspomnienie, nawet trudne, jest jak maleńkie światło. Kiedy je wypowiadasz, świeci jaśniej. A kiedy milczysz, gaśnie w ciemności. Dlatego dziś waszym zadaniem jest nadać blask swoim wspomnieniom.
Dzieci zaczęły myśleć jak wyglądać będą ich wyjątkowe kamienie. Czy na ich rysunkach pojawią się serca, światełka, ślady dłoni, imiona bliskich?
— Niektóre kamienie mogłyby być kolorowe, inne — spokojne, pełne ciszy.
Kiedy skończycie możecie umieścić swe kamienie gdziekolwiek zechcecie. — powiedział Dąb — wtedy nie tylko wy, ale cały świat będzie o nich pamiętał.
W drodze powrotnej dzieci były wyjątkowo spokojne. Nikt się nie śmiał ani nie rozmawiał głośno. Ale w ich oczach było coś, czego wcześniej nie było — ciepłe światło zrozumienia.
Bo tego dnia nauczyły się, że pamięć to nie smutek. To miłość, która nie znika, nawet jeśli ktoś odchodzi.
GRUDZIEŃ — KAMIEŃ DOBRA „PODARUJ UŚMIECH”
Zima przyszła niespodziewanie. Pierwszy śnieg przykrył las miękkim kocem, a gałęzie Dębu wyglądały jak pomalowane lukrem. Dzieci przyszły ubrane w czapki, szaliki i rękawiczki, śmiejąc się z każdego skrzypnięcia śniegu pod butami.
— Spójrzcie! — zawołała Lena. — Pod śniegiem coś błyszczy!
Odgarnęli biały puch i ujrzeli kamień w kolorze jasnego różu, jakby zrobiony z mroźnego światła. Na jego powierzchni widniał napis:
„PODARUJ UŚMIECH.”
Stary Dąb pochylił się nad nimi, a z jego gałęzi posypały się drobne iskierki śniegu.
— To kamień Dobra — powiedział. — Nie ma większej mocy niż ta, która płynie z serca. Kiedy dajesz coś z dobroci, nie tracisz — przeciwnie, twój kamień świeci mocniej.
Tomek zamyślił się.
— Ale co możemy dać? Przecież nie mamy prezentów.
— Nie wszystko, co cenne, ma wstążkę — odparł Dąb.- Uśmiech, dobre słowo, pomoc komuś, kto się smuci — to także dary.
Dzieci zaczęły rozglądać się po lesie. Zosia zauważyła sikorkę, która nie mogła wydostać się spod gałązki — pomogła jej, a ptaszek odleciał, ćwierkając wdzięcznie. Tomek zbudował mały karmnik z patyków. Lena ułożyła na śniegu serce z szyszek. A Maks… podszedł do Zosi i powiedział:
— Dziękuję, że jesteś moją przyjaciółką. — i uśmiechnął się naprawdę.
Wtedy kamień rozjaśnił się tak mocnym światłem, że rozświetlił całą polanę. Śnieg zaiskrzył się jak tysiące małych diamentów.
— To właśnie moc dobra — powiedział Dąb. — Płonie, kiedy dzielicie się tym, co macie w sercu.
Dzieci postanowiły zabrać ze sobą do szkoły ideę „Kamienia Dobra”. Wykonały też własnoręcznie namalowane kamienie na których umieściły symbole i hasła, które mogłyby sprawić radość innym osobom. Postanowiły, że w ten sposób mogą wywołać uśmiech na twarzach innych ludzi, zostawiając kamienie w swym otoczeniu.
A kamień w kolorze różowego światła przypominać im będzie, że nawet najmniejszy gest może rozjaśnić czyjś dzień.
STYCZEŃ — KAMIEŃ MARZEŃ „WIERZĘ, ŻE POTRAFIĘ”
Po przerwie świąteczno — noworocznej, dzieci wróciły do szkoły z nową energią. Za oknem błyszczał śnieg, a powietrze było przejrzyste i lekkie jak oddech nadziei. Lena nie mogła się doczekać, by znów pójść do lasu.
— Tęskniłam za Starym Dębem — powiedziała. — Ciekawa jestem, jaki kamień znajdziemy tym razem.
Kiedy dotarli na znajomą polanę, czekało tam coś niezwykłego.
Na śniegu połyskiwał błękitny kamień, jakby zamknięto w nim fragment zimowego nieba. Na jego powierzchni widniał napis:
„WIERZĘ, ŻE POTRAFIĘ.”
— To chyba Kamień Marzeń! — zawołał Tomek z zachwytem.
— Tak — potwierdził Dąb. — Ten kamień przypomina, że wszystko zaczyna się od marzenia. Ale żeby marzenie rosło, trzeba w nie wierzyć.
Zosia uniosła kamień w dłoniach.
— A co, jeśli marzenie się nie spełni? — zapytała cicho.
— Każde marzenie się spełnia — odparł Dąb — tylko czasem w inny sposób, niż sobie wyobrażamy. Niektóre potrzebują czasu, inne odwagi. Ale wszystkie zaczynają się od słowa „wierzę”.
Dzieci usiadły na śniegu i zamknęły oczy. Każde z nich pomyślało o jednym marzeniu:
Lena chciała kiedyś napisać własną książkę,
Tomek marzył, by zostać odkrywcą,
Zosia — by pomóc zwierzętom,
Maks — by jego żarty zawsze kogoś rozśmieszały.
— A Twoje marzenie, Dębie? — zapytała Lena.
Drzewo zadrżało lekko na wietrze.
— Moje? — zaśmiało się cicho. — Żeby każde dziecko, które znajdzie kamień, odkryło w sobie światło.
Dzieci wróciły do szkoły, na swych kamieniach namalowały swoje cele, pragnienia i drogi do ich spełnienia. W środku między swoimi kamieniami umieściły błękitny kamień i słowa: „Wierzę, że potrafię.”
Patrząc na niego, każdy czuł, że w środku naprawdę coś się zmienia — jakby małe światełko zapalało się w sercu, ciche, ale pewne.
LUTY — KAMIEŃ PRZYJAŹNI „PRZYJACIEL SŁUCHA SERCEM”