E-book
10.92
drukowana A5
52.56
Łamiąc odwieczny ład

Bezpłatny fragment - Łamiąc odwieczny ład


5
Objętość:
369 str.
ISBN:
978-83-8245-343-0
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 52.56

Część 1: Amy

Wszystko chowane jest w wielkiej tajemnicy. Tylko nieliczni dowiadują się prawdy, która szokuje i bardzo ciężko w nią uwierzyć. Świat nie tylko dzieli się na dobry i zły. Ten podział, również potrzebuje podziałów. Ja zaczęłam to wszystko odkrywać w dniu swoich 18 urodzin, gdy przekroczyłam próg ostatniej klasy szkoły średniej i miałam już ukształtowane plany na swoją przyszłość. Po maturze chciałam zdawać do szkoły policyjnej i pomagać światu, puszkując tych, którzy burzą jego porządek. Taki miałam wtedy światopogląd, a kolejne wydarzenia w moim życiu spowodowały, że zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na świat, choć początkowo nie chciało to do mnie dotrzeć. Zresztą, do nikogo by to tak szybko nie dotarło.


— Ten rok będzie wyjątkowy- stwierdziła z przekonaniem moja najlepsza przyjaciółka Julie- Zobaczysz Amy, on wywróci twoje życie do góry nogami i wreszcie znajdziesz swojego wymarzonego faceta. Odkąd rzuciłaś Troya, miałaś tylu adoratorów, ale każdego spławiałaś. Trzeba w końcu ruszyć do przodu, bo zmarnujesz najlepsze lata swojego życia.

— Po prostu nie jestem gotowa na związek. Zresztą po zeszłorocznych rodzinnych rewelacjach, wolę skupić się na nauce i wyjechać z tego miasta raz na zawsze- chciałam stanowczo uciąć wątek mojego życia uczuciowego. Związek z Troyem był totalną porażką, co wyleczyło mnie z mężczyzn. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.


— Zobacz, jakie ciacho- Julie przesłała mi karteczkę na wyjątkowo nudnej lekcji historii, którą zaczęłam czytać nie mając lepszego zajęcia- siedzi dwa miejsca za tobą i nie spuszcza z ciebie wzroku. Mówiłam, że ten rok będzie wyjątkowy. Wiesz, że ja nigdy się nie mylę.


Dyskretnie obejrzałam się i Julie miała absolutną rację, w tym chłopaku było coś magnetycznego i musiałam za wszelką cenę dowiedzieć się, kim on jest. Na pewno jest nowy w szkole. Inaczej zapamiętałabym go. Nasze ponowne spotkanie nastąpiło jednak szybciej niż to sobie założyłam. Po prostu wpadliśmy na siebie na korytarzu, a mnie posypały się notatki z algebry.

— Przepraszam- powiedział nieznajomy -szukałem klasy i nie patrzyłem przed siebie- schylił się by pozbierać moje notatki- A tak przy okazji jestem Henry- powiedział z niepewnym uśmiechem.

— Amy- przedstawiłam się, jednak Henry raczej nie był chętny by podtrzymywać rozmowę. Przeprosił jeszcze raz i zniknął w tłumie uczniów. Miałam wrażenie, że miał ochotę pogadać, ale bał się i postanowił zrezygnować.

Jednak to nie była jedyna niespodzianka, jaka czekała mnie tego dnia. Okazało się, że ja i Henry zostaliśmy sąsiadami, ponieważ on wprowadzał się do domu obok. Czyżby przypadek? Czy rzeczywiście Julie przewidziała, że spotkam na swojej drodze nowego faceta? Choć zawsze traktowałam jej „proroctwa” z przymrużeniem oka, w tej chwili zaczęłam się poważnie nad nimi zastanawiać. Wiem, że Julie zawsze przewidywała przyszłość żartobliwym tonem, ale większość tych rzeczy sprawdzała się, choć z początku nikt nie chciał brać jej słów na serio. Ale z czasem zauważyłam, że jak była czegoś pewna, sprawdzało się to, co do słowa.


Gdyby jeszcze było mało rewelacji dnia dzisiejszego, teraz siedzę sobie z Henrym w pobliskiej kawiarence i rozmawiamy o swojej rodzinie. Gdy Henry mnie rozpoznał i zrozumiał, że zostaliśmy sąsiadami, zaprosił mnie tutaj, by nawiązać znajomość. Mieliśmy tyle samo lat, chodziliśmy na niektóre przedmioty razem i zaczęliśmy mieszkać bardzo blisko siebie. To wszystko wydało się całkiem naturalne, ale zarazem dziwne, ponieważ czułam się tak, jakbym znała Henrego już od dawna a nie od kilku godzin.


— Moi rodzice jakoś się nami nie za bardzo interesowali- opowiadałam nudną historię swojego życia- Gdy tylko nadarzyła się okazja, zostawili nas- powiedziałam z nienawiścią w głosie

— Powiedziałaś „nami”? — dopytywał Henry

— Mam młodszą siostrę i… starszą- dodałam po krótkiej chwili-nie lubię o niej wspominać, nigdy nie nadawałyśmy na tych samych falach i z roku na rok było coraz gorzej, aż w końcu wyniosła się z domu kontynuując rodzinną tradycję i wszelki ślad o niej zaginął. Wychowuje mnie wujostwo. A jak wygląda twoja sytuacja? — chciałam wiedzieć, bo Henry nie mówił za dużo o sobie.

— Moi rodzice od dawna nie żyją- powiedział ze smutkiem Henry

— Och, taki mi przykro- powiedziałam ze współczuciem

— Dzięki. Nie za dobrze ich pamiętam, miałem 6 lat jak zginęli w katastrofie lotniczej, później mnie i mojego brata wychowywał dziadek.

— Masz brata? — zainteresowałam się

— Tak, starszego- przyznał Henry- To właśnie z nim przeprowadziłem się tutaj. Dziadek zmarł kilka miesięcy temu, walczył z chorobą i tej walki niestety nie udało mu się wygrać.

— Dużo spotkało cię w życiu- zauważyłam. Jego twarz wyrażała, że przeszedł o wiele więcej niż mogło się to na pozór wydawać.

— Nie ma co tego roztrząsać, na szczęście posiadamy takie coś jak wspomnienia, które pomagają nam przetrwać w trudnych chwilach. Bez nich nasze życia byłyby tylko nic nieznaczącą egzystencją-sposób w jaki mówił wręcz hipnotyzował, gdybym mogła słuchałabym go w nieskończoność.

Na dodatek, słuchałam jego słów nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że za jakiś czas również i mnie przydarzy się aż tyle rzeczy, a pozytywna myśl i dobre wspomnienia pomogą mi przetrwać najtrudniejsze chwile mojego życia.


Co wtedy mogły mnie obchodzić tajemnicze zniknięcia, wypadki, brutalne, niespodziewane ataki jednych ludzi na drugich? Nie brałam nawet na poważnie tego, że Julie przeczuwa i codziennie mówi o tym, że zbliża się wielkie niebezpieczeństwo. Byłam nastolatką, która powoli zadurza się w rówieśniku, a o tych wszystkich dziwnych sprawach będę myśleć dopiero, gdy znajdę się w szkole policyjnej. Jak ja wtedy się bardzo myliłam.


Gdy następnego dnia Henry nie pojawił się w szkole, zaczęłam się martwić i kombinowałam, co tu zrobić, by się z nim spotkać. Stwierdziłam, że dobrym pretekstem będzie przyniesienie mu notatek, tak by mógł nadrobić jednodniowe zaległości. Zapukałam do drzwi i już miałam się przywitać, gdy mnie zamurowało. To nie Henry otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazał się tors opięty czarnym T-shirtem, bo aby ujrzeć twarz nad nim musiałam znacznie odchylić głowę, a wtedy ujrzałam śnieżnobiały, lekko ironiczny uśmiech i piwne oczy, które czujnie badały otoczenie.

— Cześć- przywitał się nieznajomy- pewnie szukasz mojego brata. Jestem Derek- przedstawił się

A więc to jest brat Henrego — pomyślałam

— Amy- wyciągnęłam do niego rękę w geście przywitania

— Wejdź- otworzył na oścież drzwi- mój brat powinien za chwilę wrócić, możesz poczekać na niego w salonie i się rozgościć.

— Nie dziękuję- powiedziałam szybko, czując się bardzo skrępowana przenikliwym wzrokiem Dereka. Czułam się tak, jakbym stała przed nim bez ubrania, bo jego wzrok był jak rentgen.

— Wpadłam tylko na chwilę w drodze do domu, mieszkam obok. Henrego nie było w szkole i chciałam mu tylko podrzucić notatki. Gdy wróci do domu przekaż mu, że byłam.

— Skoro tak chcesz… — Derek wzruszył zrezygnowany ramionami, co pozwoliło mi podejrzewać, że liczył na dłuższą pogawędkę- Pamiętaj tylko, że jesteś tu zawsze mile widziana. Z najbliższymi sąsiadami trzeba żyć w dobrych stosunkach, nie wiadomo, co może przynieść kolejny dzień- stwierdził przewrotnie, uśmiechając się. Ja natomiast wyszłam rozdarta, ponieważ z jednej strony chciałam zostać, ale dopiero, co poznałam Dereka i nic o nim nie wiem.


— I jak tam związek z tym całym Henrym? — chciała wiedzieć Julie, zagadując do mnie dwa tygodnie później idealnie przeczuwając, wokół kogo krążą moje myśli.

— Nie chodzimy ze sobą- zaprzeczyłam rumieniąc się

— Jednak widzę, że coś jest na rzeczy. Zaczynasz wychodzić z tej swojej skorupy, choć kosztem naszej przyjaźni- Julie delikatnie skarciła mnie-A może tak spotkamy się w trójkę? — rzuciła pomysł-Z miłą chęcią poznałabym bliżej twojego seksownego chłopaka.

— On nie jest moim chłopakiem- kolejny raz sprzeciwiłam się coraz bardziej czerwona na twarzy. Choć w głębi duszy bardzo chciałam by Henry był moim chłopakiem, na zewnątrz próbowałam nie dać po sobie nic poznać.

— A ile razy już się z nim całowałaś? — dopytywała Julie z łobuzerskim uśmiechem- ja na twoim miejscu nie oddalałabym swoich ust od jego — kontynuowała

— Julie! — oburzyłam się, choć doskonale wiedziałam, że moja przyjaciółka wypowiada moje ciche myśli na głos

— No to ile? — Moja przyjaciółka nie ustępowała, jak na coś się uparła, za wszelką cenę chciała to wyciągnąć z człowieka, nie rozumiała słowa „nie”.

— Raz- przyznałam-, ale to był całus w policzek- zaznaczyłam -Henry podziękował za przyniesienie notatek, żałując, że sam ich nie odebrał.

— Co jest z nim nie tak? — zaczęła zastanawiać się Julie- Jesteś super laską, z niego też jest całkiem niezłe ciacho. Feromony powinny kipieć, a wasza dwójka nie powinna wychodzić z łóżka. Ja na twoim miejscu doskonale bym wiedziała, co zrobić z takim facetem.

— Jesteś nienormalna Julie- zaczęłam się śmiać


Nie musiałam przekonywać Henrego do wspólnej kolacji. Rozumiałam go doskonale. Przyjechał do naszego miasta nikogo nie znając i ciężko było mu nawiązywać nowe znajomości, więc perspektywa poznania kogoś nowego była dla niego niezwykle kusząca. Wszystko szło dobrze, do momentu, kiedy na naszą kolację, którą zorganizowałam w domu, wkręcił się starszy brat Henrego. Z grzeczności nie wypadało mi zamknąć mu drzwi przed nosem, choć miałam na to wielką ochotę. Derek wzbudzał we mnie dziwne emocje, trochę się go bałam, był z niego modelowy przykład Bad Boya, przed którym wszystkie dziewczyny powinny uciekać z obawy przed złamanym sercem. Zaobserwowałam też, że między braćmi nie układa się najlepiej, choć robili dobrą minę do złej gry i każdy mógłby się jakoś na to nabrać, tylko nie ja. Odkąd tylko pamiętam, byłam wyczulona na ludzkie odczucia i emocje i nie dało się mnie oszukać. Zawsze przejrzałam człowieka. W tym przypadku moje umiejętności były idealne do obserwowania relacji braci. Między Henrym a Derekiem pod tym płaszczykiem życzliwości i wspierania się dało się wyczuć jakąś niechęć, wręcz wrogość. Na pewno nie dogadują się ze sobą i coś czuję, że mają odmienne zdania w wielu kwestiach. Ośmieliłabym stwierdzić, że są swoimi przeciwieństwami. Derek jest jak ogień: dziki, nieposkromiony, nieobliczalny. Henry natomiast jest jak woda: spokojniejszy, łagodniejszy, mniej konfliktowy. Nagle dotarło do mnie, że widzę Dereka po drugi raz w swoim życiu, a już wyciągam takie wnioski.

— Chyba zaczyna mi odbijać- pomyślałam

A to był dopiero początek „mojego szaleństwa”. Wieczorem upadł mi szklany talerz i gdy zaczęłam zbierać kawałki, zraniłam się. Polało się trochę krwi (normalna sprawa), ale gdy zaczęłam przemywać ranę wodą, skaleczenie zniknęło, ręka była nienaruszona, co według mojej wiedzy na temat krzepnięcia krwi i skaleczeń jest niemożliwe. Dodatkowo zaczęłam czuć dziwny niepokój, dotyczący tego, że stanie się coś złego, ale postanowiłam to zbagatelizować, tłumacząc, że pewnie to wina przemęczenia. Po tym wszystkim położyłam się spać nieświadoma tego, co działo się i co miało się dopiero wydarzyć.


Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że w wypadku samochodowym zginął jeden z nauczycieli z mojego liceum. W pierwszej chwili pomyślałam, że to bardzo nieszczęśliwy przypadek. Na pogrzeb oczywiście poszłam, ponieważ nie wypadało nie iść, choć nie darzyłam profesora Willisa zbytnią sympatią. Jednak coś w mojej głowie brutalnie szeptało, że nie był to wypadek samochodowy, a ja zaczęłam się poważnie martwić, że tracę zmysły i powinnam poszukać jakieś pomocy i to szybko, zanim będzie za późno i że zeświruję tak, że będzie to widać gołym okiem. Z kolei zasypiając w wieczór pogrzebu Willisa, byłam prawie pewna, że w moim pokoju pojawił się Derek, ale kiedy zapaliłam światło okazało się, że kolejny raz wyobraźnia spłatała mi figla. Kolejne dni przyniosły trochę ładu i spokoju. Dziwne wydarzenia wokół jakby ustały, a ja wręcz natychmiast skupiłam się na pozytywach najbliższych dni. Wybrałyśmy się z Julie na małe zakupy przygotowując się na wspólny babski weekend.


— Nie jesteś za stary na takie imprezy? — Zapytałam zgryźliwie, gdy spotkałam Dereka na pierwszej licealnej imprezie w tym roku, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, że taki facet jak on chce się bawić w towarzystwie licealistów. Postanowiłam jednak wykorzystać ten fakt, aby dowiedzieć się czegoś więcej o braciach.

— Udało mi się wkręcić, zresztą, co innego można robić w takiej dziurze jak Witched City, po drugie muszę dyskretnie pilnować mojego brata, żeby nie odczynił jakiegoś numeru. Jeszcze nam się upije i co z jego łatką grzecznego i poukładanego chłopczyka? — Zaczął ironizować z tym swoim szerokim, ale ironicznym uśmiechem

— Sorry, ale jakoś nie wierzę, że jesteś tu z powodu Henrego- kontynuowałam swój plan-Powiedz mi lepiej, skąd u was taka niechęć?

— Wszystko gra- stwierdził lekceważąco Derek wyczuwając natychmiast, o co mi chodziło, więc powiedziałam wprost:

— Mnie nie da się oszukać, takie rzeczy wywęszę na kilometr, a wy dwoje nie pałacie do siebie sympatią, choć mieszkacie po jednym dachem. O co wam poszło? — chciałam wiedzieć

— Sam już nie wiem, od czego się zaczęło, ale wszystkiemu winna jest kobieta, tak przeważnie jest — stwierdził z przekonaniem widząc jak skrzywiłam się na to stwierdzenie

— Czyli uważasz, że to my jesteśmy kością niezgody? — chciałam drążyć ten temat

— Nie ująłbym tego lepiej od ciebie- Derek uśmiechnął się do mnie, a od tego uśmiechu po raz pierwszy przeszły mnie ciarki. Ten facet bardzo mnie irytował i pod tą maską cynika i twardziela kryło się coś jeszcze. Byłam tego w 100% pewna. Tylko, że nie wiedziałam jeszcze czy ukrywa od coś dobrego, czy coś zupełnie innego, złego.


— Mam nadzieję, że mój brat ci się nie naprzykrzał- wyraził nadzieję Henry, odciągając mnie od Dereka

— O dziwo na swój arogancki sposób starał się być uprzejmy. Może ty mi powiesz, dlaczego między waszą dwójką się nie układa? — spytałam

— Nie chcę poruszać tego tematu- powiedział stanowczo Henry- zresztą jesteśmy na imprezie i powinniśmy się bawić, a nie rozmawiać na nieprzyjemne tematy– krótko uciął temat. Widać było, że ten temat był bardziej bolesny dla niego niż dla Dereka.

— Pamiętaj, że jeśli chciałbyś porozmawiać, to zawsze cię wysłucham, chciałabym cię lepiej poznać, spędzać z tobą więcej czasu. Tak mało o tobie wiem — nalegałam

— Na razie odpuść- powiedział gniewnie Henry- Proszę- jego ton trochę złagodniał, widząc moją zaskoczoną minę. Widać było, że pożałował utraty panowania nad sobą.

W tym momencie poczułam, że Henry też nie jest taki święty, na jakiego wygląda i że to, co ukrywa nie wiąże się tylko z jego obecną relacją z bratem. Zarówno Derek jak i Henry ukrywają jakiś sekret, a jego wyjawienie, bądź też odkrycie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami, może nawet niebezpieczeństwem. Postanowiłam małymi kroczkami dotrzeć do prawdy zarówno w rozmowach z Henrym jak i Derekiem.


— Co sądzisz o Henrym? — poprosiłam o zdanie moją młodszą siostrę Emily, bardzo chciałam poznać jej opinię na jego temat. Szukałam może usprawiedliwienia zarówno jego zachowania jak i figlów mojej podświadomości.

— Pytasz mnie czy aprobuję wasz związek, czy coś w ten deseń? — zapytała zdziwiona

— Chciałabym usłyszeć twoje zdanie- powiedziałam tylko

— Jest przystojny, ale nie aż tak jak jego starszy brat…

— Emily! — zawołałam przestraszona — Masz się trzymać od Dereka jak najdalej. To niebezpieczny facet i na dodatek sporo starszy od ciebie!

— Wiem, że ten facet to sam grzech, a dla mnie najchętniej widziałabyś jakiegoś przyszłego pastora.

— Wcale tak nie myślę- stwierdziłam- a ty odbiegasz od tematu- zauważyłam

— Henry wydaje mi się sympatyczny, pomocny, jest w ciebie wpatrzony jak w obrazek, widać, że jest wzorowym uczniem, tylko, że jest bardzo tajemniczy, a ty zapewne doszukujesz się w tym drugiego dna — zakończyła idealnie czytając w moich myślach — Po prostu idź na luz Amy, nie wszyscy ludzie są tacy jak nasza siostra.

— Czy musisz wspominać o Mary? — zirytowałam się. Temat naszej siostry był dla mnie bardzo bolesny.

— Sorry, nie chciałam- powiedziała ze smutkiem Emily


Tego dnia wracałam o dość późnej porze od Julie, gdy w pewnym momencie poczułam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Postanowiłam przyspieszyć kroku, ponieważ do domu dzieliło mnie jeszcze kilka minut drogi. Mimo, że nikogo nie było widać w pobliżu, to cały czas miałam poczucie, że jestem obserwowana i ten ktoś nie ma w stosunku mnie dobrych intencji. Skręcając w uliczkę kilka kroków od domu na mojej drodze pojawiła się postać idąca w moim kierunku. Postanowiłam zawrócić i obrać inną drogę, lecz nagle usłyszałam mrożący krew w żyłach głos:

— To nic nie da, bo i tak cię dogonię…

— Czego chcesz i kim jesteś? — zapytałam próbując zyskać na czasie. Miałam nadzieję, że ktoś przyjdzie z pomocą, ale niestety ulica była zupełnie pusta. Zaczęłam wzrokiem szukać przedmiotów, które mogłyby mi pomóc obronić się przed napastnikiem, ale niestety otoczenie nie sprzyjało. Nie mogłam znaleźć niczego, co pomogłoby mi z obroną.

— To nie ma znaczenia i tak ta wiedza nie jest ci potrzebna, bo za chwilę zginiesz, a ja będę silniejszy dzięki tobie — zagroził, po czym zaczął przypatrywać się mi badawczo — Interesujące- stwierdził-Jak dotąd od wszystkich swoich ofiar czułem strach, ale ty się nie boisz, chcesz ze mną walczyć. Ale i tak nie wygrasz i oddasz mi to, co chcę — powiedział wyciągając rękę w moją stronę i wymawiając jakieś niezrozumiałe słowa, po których w jego dłoni pojawiła się dziwna poświata. Wszystko stało się tak szybko. Zamiast uciekać, odruchowo próbowałam zasłonić się, a z mojej dłoni wydobyła się inna poświata, o innej barwie, a gdy dotknęła napastnika ten został odrzucony dwa metry dalej. Nagle poczułam się bardzo słabo i wszystko zaczęło wirować mi przed oczami, a napastnik podnosił się oszołomiony z ziemi z bardzo zaskoczoną miną.

— Nikt z Nieobudzonych nie ma takiej mocy. Kim ty do cholery jesteś? — krzyknął, gdy nagle został powalony na ziemię ponownie, tym razem przez osobę, która wręcz zmaterializowała się znikąd.

— Chodź ze mną szybko. Już jesteś bezpieczna –usłyszałam znajomy głos,

— Henry, to ty? Co się tu dzieje? Kto to jest? Czego on ode mnie chce? Jak ja to zrobiłam? — zaczęłam lawinę pytań z powodu natłoku zdarzeń z ostatnich chwil. Przecież to, co się zdarzyło przeczyło wszystkiemu, co znane. Musiałam uzyskać odpowiedzi na te pytania, inaczej uznam, że naprawdę zwariowałam i sama zgłoszę się do szpitala psychiatrycznego. Na chwilę obecną uważałam, że się tam kwalifikuję.

— Amy nie ma czasu. Zabieram cię do domu, tam będziesz bezpieczna — stwierdził stanowczo Henry pociągając mnie za sobą. Nie protestowałam będąc w głębokim szoku i przekonaniu, że jestem chora. Na dodatek nadal kręciło mi się w głowie i byłam wyczerpana.

— Obiecaj mi, że nie będziesz wychodzić już dzisiaj, dobrze? — poprosił Henry — Ja muszę teraz iść dokończyć pewną sprawę, ale wrócę do ciebie, obiecuję.

— Powiedz mi, co się dzieje. Kto to był? Czego chciał ode mnie? Czy to wydarzyło się naprawdę? A może ja jestem chora i potrzebuję szybko pomocy? — ponownie zaczęłam słowotok chcąc uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania. Miałam mętlik w głowie.

— Wyjaśnię ci wszystko jak wrócę, obiecuję, ale w tej chwili muszę tam wrócić i upewnić się czy wszystko jest w porządku i sprawić, by ten napastnik nie zrobił ci więcej krzywdy — powiedział Henry wybiegając z domu i zostawiając mnie nadal zdezorientowaną i roztrzęsioną, a przede wszystkim pełną obaw i pytań, na które miałam i musiałam uzyskać odpowiedź.

Minuta płynęła za minutą, godzina za godziną, a po Henrym nadal nie było śladu. Odchodziłam od zmysłów, zaczęłam przeczuwać najgorsze, na czele z tym, że zaczynam widzieć rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Jednak usłyszałam długo wyczekiwany dzwonek do drzwi.

Po powrocie Henry podzielił się ze mną informacjami, które wywróciły mój świat i światopogląd do góry nogami.

— Lepiej będzie, jeśli usiądziesz- zaczął Henry tajemniczo

— Dobrze- powiedziałam zaskoczona spełniając jego prośbę. Jednocześnie chciałam wiedzieć wszystko, ale bałam się prawdy.

— Po ostatnim zajściu stwierdziłem, że dłużej nie mogę ukrywać prawdy i nawet, jeśli nie będziesz chciała mieć ze mną nic wspólnego uznając mnie za świra i tak będę stał u twojego boku.

— Henry, zaczynasz mnie przerażać, więc mów, co się dzieje. Kto to był? Co wydostało się z mojej dłoni i jego? Bo mniemam, że to nie był wymysł mojej wyobraźni i to stało się naprawdę. Inaczej nie wróciłbyś tu dzisiaj.

— Tylko nie wiem jak ja mam to wszystko zacząć- przyznał się Henry

— Najlepiej od początku- zaproponowałam- Muszę wiedzieć, co się dzieje, upewnić, że nie wariuję. Przecież to wszystko nie ma sensu.

— Świat jest zupełnie inny niż ci się wydaje- zaczął

— To nie żadna nowość- przerwałam mu rozbawiona, ponieważ w tym momencie wydawało się to aż za bardzo oczywiste, nikt nie wytwarza takiego pola świetlistej energii.

— Proszę pozwól, że skończę i tak jest mi ciężko o tym mówić- widać było, że Henry sam nie wie, od czego ma zacząć, w jaki sposób ma mi przekazać wszystkie informacje

— Już dobrze, zamieniam się w słuch- powiedziałam z powagą, jednak powoli zaczynałam się już niecierpliwić.

— W naszym świecie żyją osoby o pewnych zdolnościach. Te wszystkie rzeczy, które przeczą zasadom nam znanym są ich dziełem. Niektóre z tych osób wykorzystują swoje możliwości, by krzywdzić innych, żerują na swoich ofiarach, sycą się tym i zwiększają swoje moce coraz bardziej kierując się w stronę mroku. Takie osoby nazywamy Posiadaczami. Istnieją również Strażnicy Porządku, których zadaniem jest walka z Posiadaczami, ratowanie niewinnych ludzkich żyć oraz zapobieganie, by tajemnica o istnieniu tego wszystkiego nigdy nie została wyjawiona. Do pomocy Strażnikom przydzieleni są Opiekunowie, którzy wspierają, uczą, pomagają rozwijać nowe możliwości. Ja jestem twoim Opiekunem. Moim obowiązkiem jest ochrona twojej osoby oraz pomoc w rozwinięciu twoich niezwykłych umiejętności. Jesteś Strażnikiem Ładu Amy.

— Ale to nieprawda! — stanowczo sprzeciwiłam się się-Na pewno da się to jakoś logicznie wytłumaczyć- zaczęłam mówić przytłoczona informacjami, jakie przekazał mi Henry. Mimo tego, że chciałam znać prawdę miałam nadzieję, że to jednak tylko sen a ja się zaraz obudzę.

— To wcale nie są żarty Amy, jesteś Strażnikiem i twoja moc zaczęła się objawiać. Gdy byłaś zagrożona, siłą woli potrafiłaś odrzucić napastnika od siebie. To jedna z umiejętności. Ponadto wyczuwasz emocje innych osób, nic przed tobą się nie ukryje, dlatego wiedziałaś, że ktoś cię obserwuje, bo czułaś jego emocje, złe intencje. Z czasem będziesz potrafiła wyczuć Posiadacza, gdy tylko ten pojawi się w Witched. Masz początki przebłysków złych zdarzeń, które nie są sprawką losu. Niedługo posiądziesz zdolność samo leczenia- przypomniało mi się skaleczenie, które zniknęło, tak szybko jak się pojawiło — Wiedziałem, że budzą się w tobie te emocje, dlatego jestem tu. To właśnie tutaj jest moje miejsce, przy twoim boku.

— To jest jakaś paranoja! Nie wierzę ci! — wykrzyczałam z wściekłością. To ja siebie uważałam za wariatkę, ale to Henry okazał się gorszym świrem. To, co opowiada, nawet nie trzyma się kupy! Mimo, że dużo faktów pasowało do tej historii to nie chciałam nadal w to uwierzyć.

— W takim razie pomyśl, co się z tobą ostatnio działo- Henry znów zaczął mi na spokojnie wszystko tłumaczyć-To nie jest początek jakieś choroby psychicznej, paranoi, twoje moce budzą się do życia, nie bój się ich, bo nie jesteś chora. Julie też jest twoim Opiekunem, z czasem jej wizje i przeczucia będą coraz częstsze i konkretniejsze. Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, ale musisz. Im prędzej to zrobisz, tym lepiej dla nas wszystkich. Do Witched City już zawitali Posiadacze i rozpoczynają swój żer, który sprawia im niemałą frajdę.

— Czyli chcesz powiedzieć, że wypadek profesora Willisa… — nagle zrozumiałam i powoli zaczynałam wierzyć w to, co mówił mi Henry

— … nie był tak naprawdę wypadkiem, tylko sprawką Posiadaczy- dopowiedział za mnie.-My jesteśmy od tego, by starać się powstrzymać zło, walczyć z nim i by prawda nie wypłynęła na światło dzienne. Jednym z kolejnych zadań Strażnika jest zatajenie wszystkich paranormalnych dla ludzi rzeczy, ponieważ w wielu przypadkach dzieje się to przy udziale świadków. Tylko Strażnik posiada możliwość wyczyszczenia pamięci i zastąpienia złych wspomnień zupełnie czymś innym. Tylko Strażnik może unicestwić Posiadacza, Opiekun może go uwięzić, tak skutecznie, by nie mógł się wywinąć. To właśnie odróżnia Opiekuna od Strażnika, pozostałe moce są do siebie bardziej podobne. Wiem, że w tej chwili uważasz, że to wszystko jest jedną wielką bzdurą, ale w głębi serca wiesz, że to prawda.

Zdołałam tylko pokręcić głową, czułam się tak, jakby ktoś przejechał po moim ciele i umyśle czołgiem. To wszystko było z jednej strony niewiarygodne, ale fakty były niezłomnie, zgodne z wydarzeniami minionych dni. Po chwili w mojej głowie pojawiła się kolejka pytań.

— Skąd wiesz, że jestem Strażnikiem? — spytałam

— Już ci to mówiłem- zaczęłaś wykazywać zdolności. Gdybym ja się zaciął, leciałaby mi krew, tobie nie. Strażnik Ładu może krwawić tylko w przypadku starcia z Posiadaczem.

— Ale skąd o wszystkim wiesz? — dopytywałam

— Obserwuję cię. Obrońcy nie potrzebują snu, możemy się wtopić w otoczenie jak kameleony. Akurat tego dnia cię obserwowałem. Widziałem jak się zraniłaś, jak uleczyłaś się. Widziałem też ogromne zdziwienie i zaniepokojenie, które malowało się na twojej twarzy.

— Udowodnij to! — nakazałam

I choć spodziewałam się, że Henry w jakiś sposób zniknie i tak krzyknęłam, gdy to zrobił.

— Teraz mi wierzysz? — zapytał

— Tak- powiedziałam słabo, nadal nie mogłam uwierzyć w to wszystko. Ale każdy na moim miejscu po takich rewelacjach na pewno czułby się tak samo.

— Czeka cię jeszcze długa i wyboista droga do stania się Strażnikiem, ale jesteś twardą osobą i choć ujrzysz przed sobą wiele makabrycznych rzeczy, dasz radę-przekonywał Henry.

— Po drugie, ja jestem przy tobie, Julie z czasem też będzie. Ona potrzebuje jeszcze trochę czasu.

— Dlaczego ty, zdaje się, że wiesz wszystko, a Julie o niczym nie ma pojęcia, śmieje się tylko, że jest jakąś czarownicą. Jak mi to wyjaśnisz? — zapytałam zaciekawiona tym wszystkim

— Przeważnie każdy ze Strażników ma dwóch Obrońców. Czasami zdarzają się i trzech, ale tylko w nielicznych przypadkach. Z jednym strażnika łączy nierozerwalna przyjaźń, z drugim Strażnik połączy się na wieki. Zostaliśmy sobie przeznaczeni, zanim się jeszcze spotkaliśmy. Ja jestem twoim Obrońcą, ty jesteś Strażniczką, pisane nam jest bycie razem.

— Okej, teraz zrobiło mi się słabo. Oświadczasz mi się, czy coś w ten deseń? — zapytałam nagle rozumiejąc pełne znaczenie jego słów. Oznaczało to, że przeznaczeniem moim i Henrym jest bycie razem.

— Spokojnie Amy, na wszystko przyjdzie czas. Wyjątki mogą się zdarzyć, ale przeważnie tak to już jest nam wszystkim pisane. Obrońcy i Strażnicy łączą się, by spłodzić nowe pokolenia, oczywiście są takie przypadki, że ich dzieci nie uzyskają żadnych umiejętności i będą żyć sobie w błogiej nieświadomości, a następne pokolenie nabywa zdolności swoich dziadków.

— Czy ja właśnie pochodzę z takiej rodziny? — chciałam wiedzieć

— To musisz odkryć akurat sama, o pewnych rzeczach nie mogę ci mówić. Ale zadawaj pytania, na te, na które będę mógł odpowiedzieć, odpowiem.

— Derek- rzuciłam tylko. Zaczęłam chłonąć te informacje i chciałam ich uzyskać jak najwięcej, aby potem poukładać sobie na spokojnie.

— Mój brat jest Strażnikiem, choć on jest nietypowym przypadkiem, bo nie ma swojego Opiekuna. Zresztą Derek odkąd tylko pamiętam działa na granicy, czasami się zastanawiam, czy nie przeszedł już na złą stronę — powiedział z namysłem Henry

— Twierdzisz, że Strażnik, może stać się Posiadaczem?

— Istnieje taka możliwość. Moce Strażnika dają niebywałe możliwości. Czasami, w uzasadnionych przypadkach można z nich korzystać do swoich celów, jednak najlepiej by było w ogóle z tego zrezygnować. Później chce się tego coraz więcej i więcej, nie zna się umiaru, a Posiadacz to wyczuje i może tak cię omamić, że sam się nim staniesz. Wtedy nawet Obrońca nie pomoże, proces jest nieodwracalny. Naszym zadaniem jest też strzeżenie tej granicy, mówienie, co wolno, a czego nie. Chwila nieuwagi, a ktoś, kto ma walczyć ze złem, sam się nim staje.

— A co z Emily? — chciałam wiedzieć martwiąc się o młodszą siostrę- Z Julie, która twierdzi, że jest jakąś wróżką i traktuje to jak żart? — w mojej głowie kłębiły się coraz to nowe myśli, przemyślenia

— Co do Emily… — rozpoczął Henry-Tego jeszcze nie wiadomo, jak na razie nie wykazuje żadnych zdolności. A Julie? Julie ma zadatki na Obrońcę i zaczynają się ujawniać jej zdolności. To dzieje się zupełnie inaczej niż w przypadku Strażników. Jedna umiejętność rozwija się stopniowo w jej przypadku są to przebłyski przewidywania przyszłości i nagle bum, budzisz się pewnego dnia i wszystko wiesz, wszystko rozumiesz i to w tym wszystkim jest najgorsze. Ten strach może cię sparaliżować, wszystko jest wyostrzone, a ty czujesz się jak jakiś nowo narodzony, tylko, że w złym znaczeniu tego słowa. To jest naprawdę bardzo przytłaczające, niektórzy psychicznie nie wytrzymali takiego obciążenia- przyznał Henry. Widać było, że mówi z doświadczenia, ale jak na razie nie chciałam pytać o szczegóły.

— I najlepiej byłoby tak, jak teraz, żeby obie żyły w tej błogiej nieświadomości. Nie chciałabym wydawać na nie wyroku- powiedziałam przerażona- Ale tak jak mówisz, z Julie to już pewnie przesądzone- zrobiłam chwilową pauzę- Więc kiedy zaczynamy trening? — chciałam wiedzieć, co mnie czeka, nie okazując przerażenia tym wszystkim. Skoro taka jest prawda i takie jest moje przeznaczenie, muszę wiedzieć jak sobie z tym poradzić. Nie będę bezbronną szarą myszką. Skoro mam te zdolności, muszę zacząć z nich korzystać i to najszybciej jak to tylko możliwe.

— To, czego będziesz świadkiem, zmieni twoje życie raz na zawsze- dodał Henry.

— Co poróżniło ciebie i Dereka? — chciałam wiedzieć, zmieniając temat. Skoro Henry powiedział mi prawdę o otaczającym świecie i jaka jest moja rola w tym wszystkim, chciałam się dowiedzieć, co takiego się wydarzyło, że rodzeństwo: Strażnik i Obrońca nie bardzo mogą się ze sobą dogadać.

— Straciliśmy przyszłego Strażnika na rzecz Posiadacza- powiedział z olbrzymim smutkiem i żalem Henry-Myślałem, że wszystko mi się uda, mój brat był bardziej sceptyczny, co do moich pomysłów. Ta osoba zareagowała zupełnie inaczej od ciebie, na wieść o tym, że ma zdolności Strażnika. Chciała się ich pozbyć, nie godziła się na swój los. Ja miałem jedne metody na przekonanie jej, Derek drugie i z powodu naszych sprzeczek obudziliśmy się jak było już za późno. Od tego momentu delikatnie rzecz mówiąc nie dogadujemy się.

— Ale mieszkacie pod jednym dachem- zauważyłam, zaskoczona, że jednak mają ze sobą tak bliski kontakt po takiej sytuacji.

— Po śmierci dziadka Derek stał się moim prawnym opiekunem i tak będzie dopóki nie ukończę liceum. Zresztą chcąc nie chcąc nadal współpracujemy ze sobą i jeśli chodzi o rodzinę, mamy tylko siebie.

— Kim była ta osoba, której nie zdołaliście uratować? — chciałam wiedzieć, choć przeczuwałam, że może chodzić o jakąś dziewczynę, bo kto inny mógłby poróżnić braci.

— Ten temat jest dla mnie jeszcze bolesny — stwierdził

— Czyli to była ona- potwierdziłam swoje przypuszczenia- Zacząłeś coś do niej czuć? — chciałam wiedzieć

— Te uczucie jest niczym w porównaniu z tym, co do ciebie czuję, nam przeznaczone jest wielkie uczucie, w tamtym przypadku chodziło o wielką przyjaźń- stwierdził stanowczo Henry- Obawiam się, że dziś coś się jeszcze wydarzy. Jesteś gotowa? — zapytał bacznie mi się przyglądając. Zauważył moje zainteresowanie tamtą dziewczyną, więc postanowił szybko zmienić temat.

— Nie mam innego wyjścia- powiedziałam z przerażeniem, przecież ja nie wiem jak mam walczyć, co mam robić, nic nie wiem, a muszę już zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem.


— Czyli jednak mój braciszek postanowił się podzielić wielką tajemnicą- zakpił Derek jak tylko mnie zobaczył na miejscu potencjalnej walki. Sprawiał wrażenie wyluzowanego i odprężonego, ale ja widziałam, że badał czujnie otoczenie. Nie dałam się zwieść.

— Ciebie też miło widzieć- powiedziałam sarkastycznie, uważnie rozglądając się w koło. Nadal nie wiedziałam, w jaki sposób Posiadacz może się pojawić przed naszymi oczyma.

— Masz się trzymać z boku, nie chcemy przecież by spadł, choć jeden włosek z twojej cennej główki — zaśmiał się Derek. Bawiła go moja niezdarność. Mnie zaś jego kpiny doprowadzały do szewskiej pasji.

— Nie bądź cyniczny- powiedziałam zdenerwowana

— Mogę się założyć, że jak zobaczysz Posiadacza, uciekniesz stąd, gdzie pieprz rośnie. Na twoim miejscu bym wyjechał i zaszył się w jakieś dziurze. Takie walki nie są przeznaczone dla takiej małej dziewczynki jak ty.

— Ja w przeciwieństwie do ciebie stawiam czoło swoim przeznaczeniom i choć gadasz takie głupoty, to i tak w nie, nie wierzysz- powiedziałam dobitnie. Chciałam mu za wszelką cenę udowodnić, że się myli. Uważał mnie za tchórza, ale się grubo pomyli.

— Czyli potrafisz już odczytywać prawdziwe emocje i odczucia. Brawo ty- dodał sarkastycznie, bacznie się mi przyglądając

— Lepiej się zamknij i mów mi, co mam robić. Chcę jak najszybciej nauczyć się wszystkiego — zganiłam go, aby zamiast się śmiać, dał mi jakieś wskazówki

— Pilnuj się Henrego i nie przeszkadzaj mi, bywam bardzo brutalny. Najlepiej patrz i się ucz. Nie zamierzam prowadzić cię za rączkę.


Coś przerażającego… Człowiek przechodzący ulicą został nagle oszołomiony przez postać, która pojawiła się znikąd. Posiadacz pastwiący się nad swoją ofiarą, nad niewinnym, niczego nieświadomym przechodniem. Nie rozumiem jak można zadawać aż tak potworny ból, wypowiadając tylko słowa i napawając się każdym krzykiem ofiary. Wyglądało to tak, jakby z każdym kolejnym krzykiem ofiary, Posiadacz coraz bardziej rósł w siłę. Zaczęłam się zastanawiać czy każdy Posiadacz to tak naprawdę sadysta, który otrzymał dodatkową broń do ręki.

I do tego jeszcze ta wyjątkowa brutalność Dereka w walce z Posiadaczem. wyglądało to tak, jakby Derekowi pokonanie Posiadacza sprawiało mega przyjemność. Walka przypominała bardziej taniec niż bitwę. A Derek? Widać było, że czerpał z tego tańca pasję, a finalny cios pokonujący Posiadacz wykonał jak kot polujący na mysz. Przez chwilę wydawało się, że Derek osłabł, co nie uszło uwadze Posiadacza, który chciał wykorzystać okazję i uderzył, jednak to był podstęp Dereka, który wykorzystał nieuwagę podczas ataku Posiadacza i uderzył w miejsce, które jak się później dowiedziałam jest jego najsłabszym punktem i można w ten sposób go unicestwić. Pierwszy raz w życiu widziałam czyjąś śmierć, tylko, że po wszystkim ciało Posiadacza rozpłynęło się w powietrzu, zniknęło jak tuman wyjątkowo ciemnego kurzu. Byłam przygotowana na różne ponure scenariusze, ale to, co zobaczyłam, było o wiele gorsze od tego, co mogłam przypuszczać.


— Wielu Posiadaczy zmienia wspomnienia swoim krewnym, znajomym, odcinają się od nich, sprawiają, że nigdy nie byli częścią ich życia. Ci brutalniejsi traktują ich, jako swoje pierwsze ofiary, już na wstępie rosnąc w niebywałą siłę. Bywa też tak, że Posiadacz nagle odchodzi, nie mówiąc o tym nikomu. Oczywiście najbliżsi w większości przypadków rozpoczynają poszukiwania, chcą za wszelką cenę dowiedzieć się, co się stało. Jeśli taka sytuacja ma miejsce, Opiekun wymazuje sam wszystkie wspomnienia, by niepotrzebnie nie narażać na ogromnie niebezpieczeństwo. Gorzej, gdy Posiadaczem staje się członek rodziny Strażnika Ładu, czy też Opiekuna. Wtedy wspomnień nie można wymazać, one z nami pozostaną już na zawsze i będą bardzo bolesne. Były też takie sytuacje, że trzeba było unicestwić osobę, która była dla nas bardzo bliska — tłumaczył mi Henry

— Derek właśnie przeprowadza proces wymazywania wspomnień, następnie pewnie ja uleczę rany, bo on nie upaprze sobie tym rąk. Nie martw się ten chłopak o niczym nie będzie pamiętać, jest teraz w transie- Henry streszczał spokojnie cały etap, a mnie nadal przechodziły od wszystkiego dreszcze. Mówił o tym tak naturalnie, ale dla mnie to nadal było nowe i takie przerażające.

Ale zamiast się załamać, zapytałam:

— Kiedy zaczynamy mój trening?

— Tego nie da się wytrenować, umiejętności przychodzą z czasem, później możesz je nieustannie szlifować, mierząc się z Posiadaczami. Ten był niedoświadczony, inni przeważnie żyją w grupach, ich pokonanie jest o wiele trudniejsze i o wiele bardziej skomplikowane. Dlatego ten popełnił błąd, myśląc, że osłabił Dereka i sam stracił czujność atakując bez namysłu. Czasami jeden Strażnik nie daje rady. Do Witched jak na razie przybywają pojedyncze jednostki i mam nadzieję, że tak pozostanie. Z reguły Posiadacze wybierają większe miasta, gdzie mają olbrzymie pole do popisu i przez dłuższy czas nie są wykryci przez nikogo. Ten, którego spotkałaś jako pierwszego w swoim życiu był dużo silniejszy i sprytniejszy niż ten. Odbierał moc nie do końca obudzonych Strażników, bo są łatwiejszym celem. Dzięki temu zyskiwał większą siłę. Gdybyśmy go nie powstrzymali i kontynuowałby swój proceder mógłby stać się niepokonany. Miałaś dużo szczęścia, bo będąc zaskoczony twoim nagłym ujawnieniem mocy na chwilę stracił czujność, a Derek mógł go łatwo zlikwidować. Polowanie na łatwe cele osłabiło jego instynkt obronny.


Od tego momentu bieg nowych zdarzeń zaczął gnać z olbrzymią prędkością. Kilka dni po tym jak byłam świadkiem unicestwienia Posiadacza, Julie przebudziła się do bycia Obrońcą i łamało mi się serce na widok jej strachu, zdezorientowania i olbrzymiego szoku. Wszystko to spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Tak jak mówił Henry działo się to bardzo szybko. Jednego dnia było wszystko tak jak dawniej, a następnego dnia dostaję od niej przerażający telefon. Każdy nowo- obudzony Obrońca musiał nauczyć się kontrolować wszystkie swoje zdolności, tak by nie wydać się przed niczego nieświadomymi ludźmi, a to było bardzo trudnym zadaniem. Obrońca Ładu z dnia na dzień otrzymuje cały pakiet swoich umiejętności. Sztuką jest opanowanie tego wszystkiego pod nosem niczego nieświadomych ludzi. Przecież musimy chodzić do szkoły, nauczyciele bacznie się nam przypatrują szukając sposobu, by zostawić nas za karę po lekcjach. Do tego Julie mieszka z dziadkami, rodzicami jej zmarłego taty. Oni mogą najprędzej zauważyć, że z Julie jest coś nie tak. Chyba, że sami mają zdolności, o których ja sama nie wiem. Przecież ktoś w pokoleniu Julie musiał być też Obrońcą.

— Zaufaj mi, wszystko będzie dobrze, ja i Henry pomożemy ci przez to wszystko przejść- Julie podtrzymywała mnie na duchu, choć nie do końca byłam pewna, że mówi prawdę, że te słowa są jej, pochodzą od niej. Wydawało mi się, że ktoś każe jej właśnie tak mówić.

— Teraz już wszystko wiem, choć mega ciężko to wszystko ogarnąć, teraz rozumiem, co muszę robić. Zresztą nie jestem sama. Mogę liczyć na pomoc- kontynuowała Julie

— Ktoś z twojej rodziny? — zapytałam

— Dziadek- odpowiedziała Julie- Gdy tylko się przebudziłam, on już wiedział. Chyba inni Obrońcy mają wbudowany jakiś radar.

— Nie wiem, jak mam to wyjaśnić, ale zarówno od ciebie jak i Henrego, a właściwe w naszych cieniach dzieje się coś dziwnego.

— Co masz na myśli? — zainteresowała się Julie, trochę nie rozumiejąc sensu mojej wypowiedzi

— Każdy z nas rzuca cień, prawda? — zaczęłam

— No tak- potwierdziła Julie

— Tylko, że wasz ma zupełnie inny kolor, nie jest czarny, tylko brązowy, Derek rzuca natomiast granatowy cień. Może Obrońcy mają przypisany brązowy kolor, a Strażnicy granatowy? Może po tym można was też poznać?

— Dziadek obiecał, że pożyczy mi swoje zeszyty z notatkami dotyczącymi Strażników, Obrońcy i Posiadaczy, może z nich uda mi się czegoś dowiedzieć — obiecała Julie, zaciekawiona moją obserwacją


Miałam rację odnośnie tych spostrzeżeń. To był jeden ze sposobów odróżnienia Obrońcy od Strażnika, rozpoznania się. Ale dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam? Czy te różnice w kolorze cienia, są widoczne przez innych ludzi? A może nie zwracamy na to aż takiej uwagi? Julie doczytała się również istotnej informacji o Posiadaczach. Mianowicie, oni w ogóle nie posiadają swojego cienia.


Kiedyś, bardzo dawno temu moja mama, kiedy jeszcze udawała, że nią jest, powiedziała mi pewną rzecz. Mianowicie: jeśli coś się sypie to pociąga za sobą następne rzeczy, a one jeszcze następne i człowiekowi wydaje się, że nie ma końca. Patrząc na to wszystko, muszę przyznać jej rację. Taka sama sytuacja miała miejsce względem mojej osoby. Cios za ciosem, a jeden silniejszy od poprzedniego i zadany z takiej strony, z której nikt nie spodziewałby się, że kiedykolwiek nadejdzie. Gdy Julie zaczęła oswajać się ze zdolnościami Obrońcy i studiować notatki swojego dziadka, ja przez przypadek natchnęłam się na zapiski Henry’ego. Chyba każdy Obrońca prowadził swoje pamiętniki. Nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po nie. Nie kierowałam się tutaj nieufnością, czy jakąś zazdrością czy też wścibską ciekawością. Miałam nadzieję, że dowiem się więcej rzeczy o tym „prawdziwym świecie”, o którym Henry nie chce mi dużo mówić, twierdząc, że sama muszę to odkryć. No i właśnie coś odkryłam, ale takiego, że na chwilę straciłam dech w piersiach. Odkryłam, że tą dziewczyną, która odkryła swoje zdolności i nie chciała się z tym pogodzić, a następnie nagle przeszła przemianę w Posiadacza, była moja starsza siostra Mary, ta która opuściła nas bez słowa wyjaśnienia zaraz po ukończeniu przez nią liceum.


Czułam złość, furię, miałam olbrzymie pretensje. Krzyczałam, że mnie oszukano, że Henry nie powiedział mi prawdy, zataił aż tak ważne dla mnie informacje. Chciałam też wyprzeć, że moja siostra jest stracona. Nie byłyśmy w dobrych kontaktach, ale jednak była to moja siostra.

Akurat skończyłam czytać zapiski Henry’ego, gdy ten przyłapał mnie na tym. Wyraz mojej twarzy powiedział mu więcej niż chociażby jedno słowo, które bym wypowiedziała. Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń i nie wiedząc nawet że potęgą siły umysłu odrzuciłam go na ścianę, wybiegłam z jego domu i wpadłam prosto w ramiona Dereka.

— Spokojnie, bo mnie staranujesz… co się dzieje? — zaczął mi się uważnie przyglądać- Hej, Amy, spójrz na mnie- stanowczo zażądał zaciskając dłonie mocno na moich ramionach

— Czemu mi nie powiedzieliście, że moja siostra… — niestety nie dane było mi dokończyć, bo od nadmiaru emocji wszystko przed oczami zrobiło mi się czarne i urwał mi się film.

Obudziłam się czując zmęczenie i złość. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie znajduję się ani w swoim domu ani w domu Henry’ego. Gdyby tego było mało, po pomieszczeniu krzątał się ktoś jeszcze.

— Wreszcie wróciłaś do żywych- stwierdził Derek z typową dla niego ironią gdy tylko zauważył, że odzyskałam przytomność- Tak w ogóle wisisz mi masaż, jesteś bardzo ciężka i sama zwaliłaś mi się wprost w ramiona — zażartował pozornie, ale mój nowy radar emocji wyczuł, że bada to czy czuję się lepiej i jakie emocje we mnie teraz siedzą.

— Trzeba było mnie nie łapać- stwierdziłam coraz bardziej wściekła. Moja furia na obu braci sięgała zenitu.

— I pozwolić, byś zniekształciła swoją śliczną buźkę? Mowy nie ma.

— Gdzie my jesteśmy? -chciałam wiedzieć, próbując odwrócić uwagę Dereka od badania moich emocji.

— Witaj w mojej tajnej bazie. To tu wszystko rozpracowuję i planuję likwidacje Posiadaczy. Jeśli komuś o tym powiesz, będę musiał cię unicestwić. To miejsce jest ściśle tajne, nawet mój kochany braciszek nic o tym nie wie.

Tymczasem ja zaczęłam się rozglądać po tym wielkim pomieszczeniu. Całe było w jakiś dziwnych mapach, wykresach i urządzeniach o które nie chciałam nawet pytać. A kolekcja najróżniejszego rodzaju broni? Aż zrobiło mi się nie dobrze, a potężny dreszcz przeszedł mi po plecach. Na chwilę zapomniałam o tym, co mnie wprawiło w podły nastrój i moja furia ustąpiła miejsca zaciekawieniu.

— Czemu mnie tu… przyniosłeś? — chciałam wiedzieć

— Stwierdziłem, że po tych wszystkich rewelacjach, będziesz chciała gdzieś się zaszyć i pomyśleć, więc jesteśmy.

— Gdzie tu jest wyjście? — zaczęłam podnosić się do pozycji siedzącej- Zaczną się o mnie niepokoić.

— Jest weekend, masz 18 lat, to normalne, że nie ma cię w domu, więc przestań panikować. Musisz wrzucić trochę na luz, problemów będzie coraz więcej, a ty już na samym początku wymiękasz. Im wcześniej zaczniesz znikać i wymyślać jakieś bajeczki, tym łatwiej ci będzie puścić ściemę, gdy w Witched zrobi się za gorąco.

— Czy przyjechaliście do Witched wiedząc, że może spotkać mnie to samo, co moją siostrę? — zapytałam bez ogródek. Postanowiłam pogadać z nim otwarcie — Woleliście chuchać na zimne i zostać moimi sąsiadami, zanim we wszystkim bym się zorientowała?

— Walisz prosto z mostu, co? Ale podoba mi się to. Jak już wiesz Obrońcy wyczuwają swoich „Strażników” i tak było w przypadku mojego kochanego braciszka- rzucił z sarkazmem- Stwierdził, że ty też zostaniesz Strażnikiem i oto oboje jesteśmy- dodał drwiąco? -Czyli kilku Strażników może mieć tego samego Obrońcę? — zapytałam

— Bywa i tak, to wszystko jest cholernie pokręcone, zresztą co w tym świecie nie jest. Przecież nie jesteśmy nieśmiertelni, nasz trup też pada gęsto. Później coś przeskakuje i Obrońca albo Strażnik wiążę się z kimś „normalnym”. Dlatego bywa tak, że nie w każdym pokoleniu budzi się Obrońca albo Strażnik Ładu, czasem tych zdolności w danym rodzie już nie ma. Gdy straciliśmy twoją siostrę Henry przeszedł coś na kształt buntu do całego świata, wrócił do siebie, gdy zorientował się, że ty dołączysz w szeregi. Jednak tym razem postanowiłem pojechać za nim, nadal też sprawuję nad nim prawną opiekę. Zresztą chcąc nie chcąc Henry też jest moim Obrońcą, choć wolę działać na własną rękę i Obrońca wcale do życia nie jest mi potrzebny. Zresztą mój braciszek twierdzi, że wcale moim Obrońcą nie jest, a ja jestem mega dziwnym przypadkiem, bo działam w pojedynkę- Derek roześmiał się ponuro

— Chcę wiedzieć co z moją siostrą! — zażądałam stanowczo. Miałam nadzieję wyciągnąć jak najwięcej od Dereka póki był skory do rozmowy.

— Mogę ci tylko powiedzieć, że jesteście zupełnie inne, ją ciągnęło od początku w kierunku złej strony, uwielbiała manipulować, owijać sobie ludzi wokół palca, a oni omotani robili wszystko, czego sobie tylko zażyczyła, nawet nie będąc świadomi, że to robią.

— Ciebie też omotała? — zapytałam

— Z początku dałem się nabrać na jej sztuczki, tak samo Henry, tylko, że ten dał się bardziej zmanipulować, aż za bardzo się zaangażował. W czasie tego wszystkiego bronił jej jak lew, nie chciał przyjąć do wiadomości, że to przypadek beznadziejny. Czasem tak jest, że ktoś ma predyspozycje do bycia Strażnikiem czy Obrońcą i sam chce przejść na tę drugą stronę. On nie wierzył, nawet jak Mary przeszła już na stronę Posiadaczy, do końca zarzucał mi, że kłamię. Mary wykorzystuje swój talent i poluje na bogaczy, mota ich, a gdy się znudzi zabaweczką, zabija. Henry nie wierzył, póki nie zobaczył tego na własne oczy. I na tym byłby koniec tej smutnej historii, później ty obudziłaś się do bycia Strażnikiem i chyba resztę już wiesz.

— Czy macie w zanadrzu jeszcze jakieś niespodzianki? — chciałam wiedzieć

— Z czasem o wszystkim się dowiesz, po kolei, bo inaczej rzeczywiście ześwirujesz od tego nadmiaru. Ale to nie będą aż takie petardy, niż ta związana z Mary, obiecuję ci to. Tak jak mówiłem, twoja siostra jest ekstremalnym przypadkiem — zapewnił mnie

— Jeśli chcesz, potrafisz być miły- zauważyłam z uśmiechem. Po raz pierwszy jego obecność sprawiła, że poczułam się bezpieczna, a do tej pory mnie tylko irytowała.

— Tylko o tym nikomu nie mów, to popsuję moją reputację. Myślę też, że emocje już ci opadły, choć wolałbym, żeby opadło coś innego- czyli wraca dawny Derek-powinnaś porozmawiać z Henrym- dodał po chwili już poważnym tonem głosu.-Na pewno wyrywa sobie teraz włosy z głowy, a nie chcemy chyba, żeby był łysy.


Po powrocie do domu, w momencie gdy zdążyłam zamknąć za sobą drzwi wejściowe, natychmiast usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Henry.

— Co się z tobą działo? Gdzie byłaś? — wypytywał — Martwiłem się o ciebie. Na dodatek zostawiłaś telefon — paplał gorączkowo

— Derek zabrał mnie do swojej tajnej kryjówki — odpowiedziałam sucho — Byłam bezpieczna- stwierdziłam-Niepotrzebnie zaprzątałeś sobie tym głowę — choć dla mnie to wydarzenie było ledwo ważne, Henry zainteresował się tym bardzo.

— Co?! Byłaś tam?! — zapytał zdziwiony Henry — nawet ja nie znam lokalizacji tego miejsca, zresztą mniejsza o większość. Posłuchaj Amy, wiem, że powinienem ci powiedzieć o twojej siostrze wcześniej, ale obawiałem się jak może to wpłynąć na twoje szkolenie i nasze relacje. To było zbyt wcześnie na pełną wiedzę na ten temat.

— To nie ma znaczenia, bo to moja siostra, nieważne jaka jest, ale to moja rodzina i powinnam o wszystkim wiedzieć — zaprzeczyłam — nawet jeśli to byłoby zbyt dużo jak na początek, ale przeżyłam już dużo, poradziłabym sobie i z tym. Zresztą mając tę wiedzę, mogłabym uniknąć błędów, które popełniła ona. A co jeśli i mnie ciągnęłoby do bycia Posiadaczem? Derek wyjaśnił mi kilka rzeczy na ten temat.

— Derek rozmawiał z tobą na ten temat?! — przerwał mi Henry z furią w oczach — Co ci powiedział? — koniecznie chciał wiedzieć. Widać było jego ogromne niezadowolenie z tego powodu.

— Powiedział mi wszystko to, co powinnam wiedzieć — odrzekłam stanowczo widząc jego reakcję — te informacje pozwoliły mi spojrzeć na klika spraw bardziej obiektywnie i teraz wiem że, to co stało się z Mary to nie wasza wina. Mam jednak żal, że nie wiedziałam o tym od początku.

— Mam przez to rozumieć, że już się nie gniewasz? — spytał Henry z lekkim uśmiechem nadziei, który zakrył jego poprzednią minę. Od razu wyglądał lepiej niż z tym wyrazem przygnębienia.

— Nadal jestem zła, ale już trochę mniej — odpowiedziałam — Potrzebuję jednak jeszcze trochę czasu by wybaczyć ci te tajemnice. I obiecaj mi, że od tej pory nie będziesz nic przede mną ukrywać, dobrze?

— Dobrze obiecuję — odrzekł i przytulił mnie mocno, a ja poczułam się po raz kolejny, tego samego dnia, bezpiecznie.


Moje poczucie bezpieczeństwa trwało jednak bardzo krótko, bo kolejny Posiadacz pojawił się w mieście. Trzeba było go unicestwić jak najszybciej.

— To typ, który osacza, poluje- stwierdził Henry chcąc mi wyjaśnić, że każdy Posiadacz działa indywidualnie. Wszystko zależy od jego charakteru. — Chce, by ofiary się bały, czerpie energię z ich strachu. Trochę podobnie jak ten pierwszy, którego spotkałaś na swojej drodze.

— Czy wszyscy Posiadacze zabijają? — zapytałam

— Niektórzy dręczą ofiary latami, niektórym się nudzi i wybierają sobie kolejny cel, kolejnym zabijanie sprawia frajdę- do rozmowy wtrącił się Derek- Musimy czekać na to, by Posiadacz sam zrobił pierwszy krok. My sami nie możemy zaatakować jako pierwsi, no chyba, że zostaniemy sprowokowani.


Musieliśmy dość długo czekać. Posiadacz nie zrobił niczego takiego, co pozwoliłoby nam wkroczyć do akcji. Aż w końcu zaatakował. Tylko, że na swoją ofiarę wybrał sobie mnie. Okazało się, że obserwował mnie od jakiegoś czasu i postanowił mnie zaskoczyć jak zostanę bez opieki Henrego i Dereka. Moja pierwsza walka wyglądała koszmarnie, ale na swoje usprawiedliwienie muszę przyznać, że nie zbliżył się do mnie wystarczająco blisko, by mnie zabić, zdołałam utrzymać go wystarczająco z dala od siebie. Na szczęście w odpowiednim momencie na ratunek przybyli mi Henry z Derekiem i Posiadacz został unieruchomiony.

— Czemu to robisz? — zapytałam Posiadacza. Chciałam choć trochę poznać motywy jego postępowania. Chciałam naprawdę się przekonać o zaniku empatii, którym charakteryzowali się Posiadacze według opisu Dereka i Henrego.

— Bo sprawia mi to satysfakcję, a zabicie początkującej Strażniczki dałoby mi większe pokłady siły, zresztą zabiję całą waszą trójkę- zaczął grozić w odpowiedzi

— Masz złe rozumowanie koleś- wtrącił się zniecierpliwiony Derek- Ja mam go zabić, czy ty to wreszcie zrobisz? — zadał mi pytanie- Pamiętaj, że w tym czymś nie zostało żadnego pierwiastka ludzkiego, to tylko powłoka, która skrywa odrażające wnętrze. Wystarczy wycelować między oczy i to coś obróci się w pył- instruował bez żadnych emocji

— Nie mogę, nie dam rady- powiedziałam odwracając się nie mogąc na to wszystko patrzeć. To dla mnie za dużo i nie wiem, czy się kiedykolwiek przyzwyczaję.

— Więc ja to zrobię- rozległ się głos i nagle nie wiadomo skąd pojawił się mój wujek Matt i po jego jednym, celnym ciosie po Posiadaczu pozostała tylko kupka pyłu, którą natychmiast porwał za sobą wiatr.

— Jak to?! — nie mogłam we wszystko uwierzyć

— Chyba czas, bym wyznał całą prawdę- stwierdził wujek- Nie da się tego dłużej ukrywać, przecież sama widziałaś na własne oczy, ale lepiej zróbmy to u nas w domu- zaproponował


— Chcę wiedzieć wszystko- zażądałam stanowczo. Kolejna bliska dla mnie osoba, miała przede mną olbrzymie sekrety, co mnie bardzo zabolało. Przecież wuj Matt to brat mojego ojca. Czemu nie powiedział mi od razu? Na pewno wiedział, że się Przebudziłam.

— Jak wiesz dziedzictwo Obrońców i Posiadaczy jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. Może być tak, że u dzieci nie zostanie to ujawnione, ale u wnuków, czy w dalszych pokoleniach już tak. To tak jak z krzyżówką genetyczną. Twój ojciec miał zapisane w swoim kodzie genetycznym Hmm… jakby to nazwać, chyba nosicielstwo i na pewno przekazał je twojej siostrze i tobie. Twój dziadek był Strażnikiem, babka Obrońcą. Z tego co wiem, rodzice twojej mamy, to zwyczajni ludzie. Mój brat chyba jako nieliczny z ludzi o wszystkim się dowiedział i to go przerosło. Stwierdził, że woli porzucić rodzinę i uciec jak najdalej stąd, twierdząc, że gdzie indziej na pewno będzie bezpieczny, a nasza rodzina jest przeklęta i na pewno ściągnie na siebie jakieś pasmo nieszczęść. Twoja mama przeżyła załamanie nerwowe i jak wiesz z opowieści, nie była w stanie się wami zajmować. Ona nie widziała świata poza twoim ojcem, była wpatrzona w niego jak w święty obrazek. Gdy zostawił ją z dnia na dzień, kompletnie załamała się. Zdecydowaliśmy więc z ciotką, że zostaniemy waszymi prawnymi opiekunami, nie mogliśmy was przecież zostawić. Nie chodziło tu o fakt, że któraś z was może stać się Obrończynią czy też Strażniczką. Jesteście dla nas najbliżsi, nie darowalibyśmy sobie, gdyby was rozdzielono. Gdy się Przebudziłaś oczekiwałem na odpowiedni moment, by ci o wszystkim powiedzieć, a gdy wyczułem Posiadacza i zauważyłem cię na polu walki, uznałem, że nie mogę dłużej czekać. I tak powinienem powiedzieć ci od razu. Uznałem jednak, że za dużo informacji może cię przytłoczyć. Wiem teraz, że się myliłem, bo jesteś twardą osobą Amy.

— Czy ciocia…

— Tak- wujek ubiegł moje pytanie- Suzie jest Obrońcą.

— Wiedziałeś, że Henry i Derek…

— Tak- potwierdził kolejny raz wuj- Każdy Obrońca czy Strażnik tworzy wokół siebie specjalną aurę, dlatego łatwo jest rozpoznać kto jest zwykłym człowiekiem a kto nie.

— Ja zauważyłam różnice w kolorystyce naszego cienia. Pewnie cień jest odzwierciedleniem naszej aury. A że Posiadacz jej nie ma, może znaczyć, że przedstawia sobą jak najgorsze cechy.

— Od nich bije tylko chłód, mrok, zła poświata, z czasem sama lepiej to odkryjesz.

— Wszystko mam odkryć sama, ciągle to słyszę — zaczęłam marudzić — Jak mam nauczyć się skutecznie walczyć, skoro jest tyle rzeczy których mi nie mówicie, a powinnam to już wiedzieć. Nie mogę cały czas zgadywać, muszę wiedzieć o podstawach. Chcę być skuteczna w tym co robię.

— Postaram się abyś wiedziała wszystko to, co musisz wiedzieć na tym etapie — obiecał pokrętnie wuj Matt — a teraz odpocznij, masz za sobą ciężki dzień. — zakończył choć wiedziałam, że mnie zbywa tak jak pozostali.


Położyłam się spać nie tyle zmęczona, co kolejny raz przytłoczona nowymi faktami. Nie spodziewałam się, że moje życie tak diametralnie wywróci się do góry nogami i rozmyślając jakie niespodzianki przyniesie dzień jutrzejszy wreszcie osunęłam się w głęboki sen z zadowoleniem, że moje pierwsze starcie nie było aż tak wielką porażką.


— Homecoming party? Nie ma mowy, nigdzie się nie wybieram- stanowczo sprzeciwiłam się, gdy ciotka przypomniała mi o tej imprezie

— Każdy nas w życiu potrzebuje jakieś rozrywki. Nawet my- dodała znacząco-A ty dopiero co wchodzisz w ten świat więc przyda ci się trochę rozrywki.

— Po tym, co wydarzyło się w niespełna dwa miesiące, nie mam ochoty na nic, zastanawiam się tylko, kiedy nastąpi kolejny atak- przyznałam szczerze

— Amy, jeśli chcesz tak podchodzić do sprawy, zaczniemy odsuwać cię od tych kwestii- zezłościła się ciocia- Musisz zacząć zachowywać się normalnie, wtopić w społeczność. Wiem, że to trudna i skomplikowana sprawa, ale uwierz, że każdy z nas przez to przechodził i nie było to łatwe. Musisz próbować, inaczej dostaniesz świra. Musisz pogodzić się z tym, że świat nie jest taki, jaki powinien być, ale nie walczysz sama, jesteś otoczona rodziną i przyjaciółmi, znalazłaś chłopaka i mimo tych wszystkich przeciwności jakie spotkasz na swojej drodze, musisz nauczyć się korzystać z życia, a ta impreza jest krokiem naprzód.


Po długich namowach cioci udało jej się przekonać mnie do pójścia na tę imprezę mimo moich początkowych oporów. Ciocia miała rację, muszę zacząć prowadzić życie towarzyskie, inaczej realia tego świata za bardzo mnie przytłoczą. Po wybraniu odpowiedniego stroju oraz zrobieniu makijażu czego na co dzień unikałam jak ognia, czekałam na przyjazd Henry’ego, bo postanowiłam, że wybiorę się tam w jego towarzystwie. Ale otwierając drzwi po usłyszeniu dzwonka zamiast Henry’ego ujrzałam Dereka.


— Co ty tu robisz? -zdziwiłam się na jego widok. Spodziewałam się jednego brata, a pojawia się drugi. O co tu chodzi?

— Henry’emu wypadła dość nieoczekiwana sprawa i na imprezę dotrze później –wyjaśnił pokrętnie Derek — Zobowiązałem się, że do tego czasu, zastąpię go. Więc jedziemy? — Derek zaoferował mi ramię

— Tak- zgodziłam się dla świętego spokoju, ale w mojej głowie zaczął kiełkować cień podejrzeń dotyczących tego, co aż takiego ważnego mogło się stać, że Henry nie pojawił się tutaj.


Oczywiście nie muszę wspominać, że widok mnie i Dereka wzbudziło serię ploteczek, typu: wymieniłam jednego brata na drugiego, bądź jeden brat mi nie wystarczy muszę ich mieć obu.

— Będziemy tu tak stać i upewniać się, że ściana nie rozwali się, czy pójdziemy na parkiet i zatańczymy? — zapytał Derek

— Ale tylko raz- zastrzegłam i w tym momencie zaczęli grać coś wolnego i gdy tak tańczyliśmy, przepłynęło między nami jakieś dziwne napięcie od którego dostałam ciarek na całym ciele i lekko zakręciło mi się w głowie.

— Dobrze się czujesz? — zaniepokoił się Derek bacznie mi się przyglądając. Widać było, że jego spojrzenie jest bardzo czujne i badawcze.

— Potrzebuję wyjść na świeże powietrze, coś się ze mną dzieje- stwierdziłam- Czy w okolicy pojawił się jakiś Posiadacz? — chciałam wiedzieć. Taki niepokój zaczęła od niedawna wywoływać obecność Posiadaczy w okolicy.

— Zaczynasz ich wyczuwać, co? — Derek bardziej stwierdził niż zapytał

— Wiedziałeś? — zapytałam z wyrzutem

— Twoje wujostwo i Henry się tym zajęli- odpowiedział

— Nie wierzę, że nic mi nie powiedzieli! — miałam do wszystkich wielkie pretensje

— Lepiej się uspokój- powiedział stanowczo Derek- Nie zachowuj się jak jakaś rozkapryszona panienka i nie rozpaczaj nad rozlanym mlekiem. Masz całe życie przed sobą, z czasem będziesz mieć coraz mniej czasu na zabawy. Więc korzystaj, póki możesz. Zresztą, nie jesteś jeszcze w stanie stanąć do walki z Posiadaczem po tym, co stało się ostatnio. Skupmy się na razie na rozwijaniu twoich umiejętności. A teraz weź się w garść i wracamy na parkiet. I tak mam po dziurki w nosie tego plotkowania, nie chcę powodować kolejnych teorii spiskowych.

— Słyszałeś to wszystko? — spytałam z zaciekawieniem

— My Strażnicy mamy bardzo wyczulony słuch. Chyba sama zdołałaś już to pojąć.

— Oni szepczą między sobą, a ja czuję się tak, jakby wrzeszczeli mi wprost do ucha.

— Przyzwyczaisz się- powiedział olewczo Derek- a teraz wracajmy na imprezę i dobrze się bawmy.

— Masz rację- otrząsnęłam się- Na jeden wieczór chcę zapomnieć o tej brutalnej rzeczywistości — po czym przetańczyłam z Derekiem kilka kawałków zanim pojawił się Henry, co ponownie skutkowało plotkami, że gram na dwa fronty. Poza tym z niechęcią muszę przyznać, że starszy z braci tańczy znacznie lepiej od młodszego.

— Jak się bawisz Amy? — Henry przerwał moje rozmyślania na temat umiejętności tanecznych tej dwójki

— Bawiłabym się o wiele lepiej, gdybym była informowana na bieżąco o wszystkim– odpowiedziałam udając obrażoną –jak tak dalej pójdzie to odsuniecie mnie od wszystkiego

— Miałaś się dzisiaj wyluzować i odpocząć, a atak nastąpił nagle i nie chciałem byś rezygnowała z tej imprezy. Sama przyznasz, że bardzo długo trzeba było cię na nią namawiać. Poprosiłem Dereka o pomoc oraz o to, by ci nic nie mówił. Miałaś się odstresować i trochę wyluzować.

— Ale udało się pokonać Posiadacza? Nikt nie zginął? — chciałam wiedzieć. Nie darowałabym sobie, gdyby ktoś ucierpiał, a ja zamiast stanąć do walki, byłam na imprezie.

— Tak, to była prosta walka. Posiadacz działał w pojedynkę. Poradziliśmy sobie szybko — Henry się uśmiechnął — a teraz nie myśl o tym, tańczmy. I nie słuchaj tych plot. Plotki były, są i będą. Taka jest już ludzka natura- stwierdził

— Też to słyszysz? — chciałam się upewnić

— Nie chcę się przechwalać, ale Obrońcy mają jeszcze lepszy słuch od Strażników Ładu. Dlatego najczęściej my jako pierwsi możemy usłyszeć niebezpieczeństwo, wy bardziej je wyczuwacie- wyjaśnił Henry

Tak minął wieczór, spokojnie i już bez żadnych ataków. Gdy tańczyłam z Henrym, zauważyłam stojącego w kącie Dereka, który przyglądał nam się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy zauważył moje spojrzenie uśmiechnął się lekko do mnie, a gdy ponownie spojrzałam w jego stronę, już go nie było. Zniknął w ułamku sekundy.


Po ataku, który nastąpił w dniu imprezy wydawało się w Witched nastąpił chwilowy spokój. Tydzień płynął za tygodniem, wydawało się, że wszystko wróciło do stanu przed moim odkryciem prawdy. No może za wyjątkiem tego, że przechodziłam ostre treningi pod okiem wuja Matta oraz Dereka i Henry’ego. Natomiast Julie coraz więcej czasu spędzała z dziadkiem, który przekazywał jej cenne rady dotyczące świata, tego prawdziwego, który niedawno odkryłyśmy. Jak bardzo się wtedy myliłam. Powinnam właściwie odczytać znaki, że zbyt długa cisza może oznaczać wielkie niebezpieczeństwo.


Był piątek, koniec szkoły, początek weekendu, więc postanowiłam spędzić trochę czasu sama, odpocząć, zregenerować siły korzystając z tego, że jestem sama w domu. Zauważyłam, że poświęcenie pewnej ilości czasu na rozrywkę pozwala na łatwiejsze znoszenie obowiązków Strażnika. Lecz mój spokój trwał bardzo krótko. Usłyszałam gwałtownie otwierane drzwi wejściowe i szybkie kroki w stronę mojego pokoju.

— Dwa słowa- do mojego pokoju wpadł bardzo zdenerwowany Derek. Jeszcze nigdy nie widziałam go aż w takim stanie.

— Poszukiwacze planują atak na Witched, tym razem nie mamy do czynienia z pojedynczym przypadkiem, ale z całą grupą- wyjaśnił mi-Więc zbieraj się szybko- zarządził- Wszystko wyjaśnię ci po drodze.

— Poczekaj- złapałam go za rękę- Moja siostra… chcę mieć pewność, że będzie bezpieczna!

— Twoja ciotka już się tym zajęła, gdy znajdzie jej bezpieczne schronienie, niezwłocznie do nas dołączy- Derek ciągnął mnie schodami na dół


To co działo się na ulicach można było porównać do początków apokalipsy, płonące domy, ludzie uciekający w panice, tratujący innych i do tego żądni krwi Posiadacze pałający się strachem ludzi. Czułam, że posiadam znacznie więcej mocy i doświadczenia niż podczas poprzedniej walki, ale i tak nie byłam skłonna do tego, by unicestwić Posiadacza. Walczyłam, ogłuszałam ich, ale nadal nie potrafiłam zadać tego ostatecznego ciosu. wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała to zrobić. Taka była moja rola. I ten moment niestety nastąpił. Derek wpadł w kłopoty. Czterech Posiadaczy na niego samego, szanse Dereka spadały z sekundy na sekundę, więc nie miałam wyjścia, nie mogłam go stracić. W momencie gdy Derek miał otrzymać cios, skupiłam się i siłą umysłu pokonałam wszystkich, broń zaczęła latać i wcelowywała w to jedno miejsce, które jest słabe i tylko trafienie w nie skutkuje zniszczeniem. Po wszystkim zaczęłam się trząść, traciłam kontakt z rzeczywistością. Właśnie unicestwiłam czwórkę Posiadaczy. Wcale nie czułam się dobrze z tą myślą.

— Amy, patrz na mnie, skup się- gdzieś z daleka dobiegał głos Dereka, choć czułam go bardzo blisko siebie. W ogóle nie myślałam o tym co robię, przyciągnęłam go jeszcze bardziej do siebie i pocałowałam z całych sił, a on nie został biernym odbiorcą i to chyba było największym zaskoczeniem. Nie pocałunek, ale fakt, że został odwzajemniony. Po wszystkim zapadła kompletna ciemność.


Obudziłam się w swoim pokoju i od momentu, kiedy pokonałam Posiadaczy nie pamiętałam zupełnie niczego, męczył mnie tylko straszny ból głowy. Wiedziałam jednak, że później coś się wydarzyło i to coś bardzo istotnego. Niestety, mimo olbrzymich chęci, miałam pustkę w głowie.


— Co się ze mną działo? — chciałam wiedzieć gdy tylko do pokoju weszło wujostwo razem z Henrym, a za nimi wślizgnął się Derek.

— Byłaś nieprzytomna przez prawie 2 dni- wyjaśnił wuj Matt- Trochę martwiliśmy się o ciebie, ale z tego co zrelacjonował Derek, pokonałaś siłą woli aż 4 Posiadaczy. To rzadki i cenny dar, ale bardzo niebezpieczny i niezwykle wyczerpujący. Mogłaś nawet stracić życie, dlatego Strażnicy wolą zadać bezpośredni cios.

— Czy pamiętasz, co działo się później? — wtrącił Derek, koniecznie chciał wiedzieć co pamiętam. Jego twarz wyrażała pewnego rodzaju napięcie i potwierdzenie czegoś.

— Pamiętam zawroty głowy, później zrobiło się ciemno i obudziłam się w swoim pokoju- powiedziałam nadal zdezorientowana

— To na pewno wszystko? — zapytał z rozgoryczeniem Derek

— A działo się coś jeszcze? — zapytałam niepewnie

— Nie- powiedział nieszczerze Derek, ale nie miałam zamiaru go o to pytać- Witaj wśród żywych- rzucił z sarkazmem

— Czy podczas tych dwóch dni działo się coś dziwnego? — chciałam wiedzieć

— Uprzątnęliśmy bałagan, jaki zostawili po sobie Posiadacze- relacjonowała ciotka- wymazaliśmy pamięć ofiarom i świadkom…

— …ale jest coś jeszcze gorszego, prawda? — wiedziałam, że coś tu nie pasuje

— Przestańcie bawić się w podchody- zirytował się Derek- I tak się dowie. Mary wróciła i nie wiadomo co kombinuje.

— Mary? Widzieliście ją, prawda? Powiedziała chociaż czego chce? — zadawałam pytania

— Jak na razie jeszcze nie, ale wkrótce poznamy jej zamiary- powiedział spokojnie Henry

— Na pewno nie chce nas zabić- powiedział z przekonaniem Derek- Tak już byśmy wąchali kwiatki od spodu. Zresztą Amy, ja na twoim miejscu miałbym się na baczności. Wróciła Mary i chce swojego chłopaka z powrotem.

— Nie ma mowy, nie ulegnę kolejny raz jej urokowi- sprzeciwił się Henry- Chcę tylko dowiedzieć się, co ona tak naprawdę kombinuje.

— A ja chciałbym się jej pozbyć raz na zawsze- powiedział mściwie Derek- Bez urazy, ale ta dawna Mary, która była członkiem waszej rodziny już nie istnieje. Jeszcze do tego dochodzi ochrona tej najmłodszej. Jak ona miała na imię? — zaczął się zastanawiać- Emily, prawda?

— Opieką nad Emily zajmę się ja- stwierdziła ciocia- przy mnie nic się jej nie stanie. Wy lepiej zajmijcie się rozpracowywaniem planów Mary, bo raczej nie wpadła tu tylko przejazdem.


Pojawienie się Mary zwiastowało olbrzymie kłopoty, ale jak do tej pory działała bardzo ostrożnie, tak jakby chciała wybadać teren albo obmyślała jakiś skomplikowany plan. Wszyscy stwierdzili natomiast, że nadeszła dla mnie pora na dogłębną lekcję historii, co pozwoli mi na głębsze zrozumienie naszej roli. W tym celu czekała mnie podróż, ale oczywistym było, że na tę wyprawę nie mogę jechać z Henrym. Wybór ku mojemu niezadowoleniu padł na Dereka. Miałam jechać właśnie z nim. Czemu akurat z nim?

— Jesteś zły, że wyjeżdżam razem z twoim bratem? — zapytałam Henry’ego widząc, że coś go gryzie

— Będzie z wami jeszcze wasz wuj, a jeszcze bardziej przemawia przeze mnie fakt, że musisz się dowiedzieć skąd wzięli się pierwsi Posiadacze i twoi czy też moi przodkowie. Z nimi będziesz bezpieczna, a poza tym, skoro Mary chce mnie odzyskać, może mnie obserwować, śledzić bacznie każdy mój krok. Nie chcę cię niepotrzebnie narażać, ani pozwolić, by skarbnica wiedzy o prawdziwym świecie została odkryta przez Posiadacza.

— Chciałabym, żebyś jechał z nami.

— Niestety mam tu też inne zobowiązania, szkoła się powoli kończy, a ja muszę znaleźć jakąś pracę. Muszę z czegoś żyć, nie chcę ciągle polegać na bracie.

— A ja nadal nie mogę uwierzyć, że Derek został zastępcą szeryfa, czy on w ogóle skończył jakąś szkołę? — zaczęłam mieć wątpliwości

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 52.56