E-book
9.96
drukowana A5
49.67
Kurz II

Bezpłatny fragment - Kurz II

Powieść ta poświęcona jest pamięci wszystkich tych, którym nie dano szansy.

Objętość:
352 str.
ISBN:
978-83-8189-661-0
E-book
za 9.96
drukowana A5
za 49.67

Seria tajemniczych porwań wstrząsa i absorbuje cały świat. Stawką staje się życie niewinnych dzieci, których los już wcześniej był przesądzony. Panujący system uzależnień w medycynie zostaje zachwiany pod presją żądań porywaczy. To co wydaje się złem, staje się siłą ratującą życie. Z oparów kłamstw ujawnia się potęga prawdziwej mocy zakazanej rośliny. Czy uda się odwrócić przeznaczenie i zmienić los tych, którzy zostali skazani na śmierć?

Powieść ta poświęcona jest pamięci wszystkich tych, którym nie dano szansy.

Od autora.

W podzięce tym, którzy wspierali mnie podczas pisania, a przede wszystkim mojej żonie Małgorzacie z Las Vegas, Bogumile z Poznania i Piotrowi z Miami. Jesteście wspaniali. Bez waszego wsparcia, moja myśl nie zakończyłaby się przełożeniem na papier. To dzięki waszej obecności powstała opowieść o wartościach, które składają się na sens naszego istnienia. W mojej opowieści są one docenione i ważne. Zdrowie i życie łączą się w jedną całość, nie można ich rozdzielać. Niestety, jest to tylko fantazja. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

A przecież wszyscy powinniśmy mieć prawo do zdrowia, takie samo, jak prawo do życia. Nasze zdrowie, bowiem, jest podstawowym warunkiem istnienia drugiego. Nie zapewniając prawa do zdrowia, nie chroni się prawa do życia. Jeżeli moja opowieść stworzy szansę dla choćby jednej osoby, cel jej zostanie spełniony. Życzę wszystkim zdrowia, a co za tym idzie wspaniałej podróży przez czas, nazywany potocznie życiem.

Robert D. Biernaciński

Rozdział 4
Negocjator

Plan Zebra

Port Douglas, 28 sierpień 2019.

Klimat w Port Douglas to przede wszystkim duża ilość słońca, piękne ciepłe morze i orzeźwiającą morska bryza. Są tam w zasadzie dwie pory roku. Okres zimowy, charakteryzujący się wysokimi temperaturami i niskimi opadami, oraz okres letnich umiarkowanych temperatur i wysokich opadów.

Karol, Hogan Stone i John Wikvaya byli już na miejscu, przylecieli wczoraj rano. Mieli jeden wolny dzień zanim zjawi się Henry. Natomiast Matius i Steve, zaraz po wyjściu ze szpitala w Poznaniu zapowiedzieli się na dzisiejszy wieczór. Trójka obecnych postanowiła, więc wybrać się na krótką wyprawę po pięknej zatoce Wielkiej Rafy Koralowej. Polecieli tam helikopterem zaraz po przybyciu. Wylądowali na prywatnej plaży ze śnieżno-białym piaskiem, która należała do Henrego i Barbary. Carlos nie pojechał na wyprawę, musiał zająć się szczegółami akcji Zebra. Z przepięknej plaży wypłynęli na lazurowe wody zatoki łodzią motorową. Spędzali czas, relaksując się jazdą na nartach wodnych i skacząc po spienionych falach na skuterach wodnych Seadoo. Około południa Wikvaya zaproponował snorkeling.

— To świetny sposób na relaks — przekonywał — szczególnie w tak ciepłych wodach jak tutaj.

— Maska, fajka, płetwy i nic więcej nie potrzeba poza przejrzystą wodą, w której toczy się prawdziwe i kolorowe życie — zachęcał Indianin.

Wszyscy chętnie zgodzili się na propozycję, nawet Stone nie powstrzymał się od tej zabawy. Był to dzień aktywnego odpoczynku i relaksu przed rozpoczęciem akcji Zebra i odbicia Lorda z łap Morgana.

Matius za zgodą zarządu Grupy Kondor przetransportował Su do głębinowego szpitala. Dziewczyna po zapoznaniu się z terapią Gersona zgodziła się podjąć leczenie. Doktor Fergio postanowił osobiście prowadzić pacjentkę, więc pobyt jej na pokładzie Studni był jak najbardziej wskazany.

Su odbyła wiele rozmów z obecnymi tam lekarzami. Miała tysiące pytań i na wszystkie uzyskała bardzo ścisłe odpowiedzi. Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego jej dotychczasowe leczenie było aż tak nieskuteczne. Zdała sobie sprawę, że pozostając pod opieką oficjalnej medycyny nie miała szansy praktycznie od początku. Sprawę przekreślił ten jeden, nie do końca wycięty guz. Miesiące leczenia i wykańczania jej organizmu skazane były na niepowodzenie, a koszty leczenia rosły astronomicznie. Szpitale, lekarze i firmy farmaceutyczne zarabiały krocie przedłużając jej chorobę aplikując w nią wyniszczającą truciznę, a ona powoli umierała. Takich pacjentów jak Su były miliony. Teraz zrozumiała założenia akcji KURZ, poświęcenie ludzi obecnych na pokładzie Studni i ogrom całego przedsięwzięcia. Nie chciała być tutaj tylko pacjentem, chciała być jedną z tych osób, którzy przyczynią się do istotnych zmian w sposobie leczenia ludzi.

Przejęła się losem dzieci i zaoferowała swoją pomoc oraz współpracę z personelem Studni. Wiedziała, że każda pomoc była potrzebna. Podjęła się tego, w czym była dobra: zajęć humanistycznych i nauczania języka angielskiego. Język angielski był, bowiem na pokładzie podwodnego szpitala językiem oficjalnym. Utworzyła też kółko poezji, do którego już na samym początku zapisało się ponad dwudziestu małych pacjentów, a nawet trzy osoby dorosłe. Wykorzystywała każdą wolną chwilę, żeby pomóc w działaniach szpitala i stworzyć chorym jak najlepsze warunki.

Po dokładnym zbadaniu stanu zdrowia dziewczyny, doktor Fergio stwierdził, że organizm Su jest poważnie wycieńczony, ale ze względu na młody wiek ma ona bardzo duże szanse na wyleczenie. Zaznaczył jednak, że nie będzie to łatwe i, że sam proces regeneracji zajmie od 4 do 6 miesięcy. Cała terapia miała trwać około trzech lat. Do tej pory Su bardzo rzadko rezygnowała z mięsa w swoim jadłospisie, dlatego przejście na ścisłą dietę wegetariańską i to w dodatku w przeważającej części płynną, nie było dla niej łatwe. Matius bardzo ją w tym wspierał. Sam, będąc na pokładzie Studni, został tymczasowym wegetarianinem. Jednak najmocniejszym atutem w terapii było ich uczucie. Ich wzajemna miłość była siłą, która potrafiła zwalczać wszystkie przeszkody.

Na początku markery nowotworowe wykazywały poważny i szybki wzrost, a to oznaczało powiększanie się ilości komórek rakowych w organizmie pacjentki. Pierwszą fazą terapii Gersona jest zwolnienie tego procesu, a następnie zatrzymanie go. Ścisła dieta z soków z warzyw i owoców, oraz regularne wielokrotne lewatywy z kawy są podstawą. Wymagało to niesamowitej samodyscypliny i wiary w powodzenie, zarówno samej pacjentki jak i również jej otoczenia. Doktor Fergio zakładał, że przy obecnym stanie rozwoju choroby, biorąc pod uwagę wycieńczenie organizmu chemioterapią, proces tworzenia się nowych komórek rakowych powinien zacząć zwalniać nie wcześniej niż dopiero po dwóch miesiącach. Regularne, co dwutygodniowe badania i analizy krwi miały wskazać jak przebiega całość leczenia. Dochodziła do tego terapia oddechowa ozonem, oraz specjalne ćwiczenia, które miały na celu pobudzanie ruchu jelit. Wszystko to przyspieszało pozbycie się substancji toksycznych z wątroby i oczyszczanie całego organizmu. Głównym celem Gersona, jest ponowne uruchomienie systemu immunologicznego pacjenta i przebudzenie uśpionych rakiem i chemią reakcji samoobronnych organizmu. Pacjentka również otrzymywała dzienne dawki odpowiednio dozowanych ilości olejku CBD.

Matius chciał być z Su przez cały czas, ale kiedy otrzymał zadanie eskortowania Lorda w Poznaniu, nie miał wyjścia. Musiał jechać. Deep Hope właśnie przywiozła nowy transport leków i prowiantu. Poszedł zaraz do Henriego, który go poinformował, że następnego dnia odpływają.

Carlos siedział nad rozłożoną mapą wybrzeża Brazylii i analizował całe przedsięwzięcie. Oczekiwał powrotu wszystkich lada chwila. Razem z Barbarą McConney opracowali szczegóły. Drzwi się otworzyły i do biura weszli trzej przyjaciele. Byli spaleni słońcem i wyglądali, jakby wrócili z długich wakacji. W tym samy czasie, z radiostacji usłyszeli sygnał VENGO 5. Deep Hope właśnie przycumowała do doku w stoczni Costnera. Za chwilę rozpocznie się zapoznanie z planem akcji Zebra.

Najważniejsze było bezpieczeństwo Lorda. Carlos wiedział, że atakując hacjendę spowoduje zagrożenie życia więźnia. Miał jednak nadzieję, że Morgan nie zrobi krzywdy Lordowi, ponieważ tylko żywy więzień miał wartość przetargową. Nie można było jednak dopuścić Morgana do pozycji, w której miałby przewagę. Dlatego plan Zebra nie zakładał odbicia porwanego siłą, ale miał on zupełnie inny cel.

— Serwus wszystkim — powiedział Carlos, kiedy cały sztab akcji Zebra zebrał się już w biurze Costnera.

— Mam nadzieję, że odpoczęliście trochę — zwrócił się do trójki, która wróciła z wypadu na wody Wielkiej Rafy Koralowej — wyglądacie jak trzech opalonych żigolaków — zaśmiał się Południowiec.

— Sam nas wygoniłeś na ten wypad, a teraz się nabijasz. Tam ciężko było schować się przed słoneczkiem, a zresztą, po co — bronił się Karol — przynajmniej wyglądamy jak James Bond po wakacjach.

— Cieszę się, że mogliście się zrelaksować. Czekają nas ciężkie dni. Matius, jak Su? — zmienił temat

— Już się zaaklimatyzowała i czynnie włączyła w operacje szpitala. Doktor Fergio mówi, że wyjdzie z tego. Potrzebuje tylko czasu i wsparcia, a tego w Studni nie brakuje — odpowiedział.

— To dobrze. Mam nadzieje, że ty też się odprężyłeś po tym wszystkim. Będę cię teraz potrzebował w pełni funkcjonującego. Dasz radę?

— Tak. Jestem okay — odpowiedział z pełnym przekonaniem.

— Wakacje były, ale się skończyły — skwitował Carlos — teraz do rzeczy.

— W sprawie akcji Zebra mamy pełne pełnomocnictwa od Grupy Kondor. Wczoraj zaadaptowaliśmy z Barbarą plan do istniejącej sytuacji i opracowaliśmy wszystkie szczegóły. Jak wiemy, Lord przebywa obecnie w hacjendzie Morgana w nadmorskim miasteczku Algodoal na wyspie Marajó. Z tego, co wiem, jest to twierdza praktycznie nie do pokonania, szczególnie, kiedy mają tam kogoś, na którego życiu nam zależy. Plan Zebra jest, więc w tym wypadku najlepszą i praktycznie jedyną opcją.

Carlos przeszedł na bok i usiadł w skórzanym biurowym fotelu

— Barbaro, proszę włączyć projektor — zwrócił się do kobiety.

Światło przygasło. Projektor rzucił obraz na ekran ustawiony przy ścianie. Oczom zebranych ukazała się piękna willa nad brzegiem oceanu, który w tym miejscu tworzył wysoki na 50 metrów klif. Kolejne slajdy przybliżyły obecnym rozkład budynków, duży dziedziniec i dojazd do posesji. Całość była otoczona wysokim murem, odgradzającym posiadłość od świata zewnętrznego. Kilkanaście wieżyczek wartowniczych i wszechobecni ochraniarze dopełniały obraz. Hacjenda była rzeczywiście twierdzą nie do zdobycia.

— Jak sami widzicie podejście do tego więzienia jest praktycznie niemożliwe bez zwrócenia na siebie uwagi. Chciałbym jednak, żeby każdy zapamiętał rozkład wewnętrzny budynków. Może być to potrzebne w późniejszym działaniu. Oczekujemy jeszcze tylko zdjęć, zrobionych przez Ducha Ekstazy. Może na nich zobaczymy, gdzie trzymają Viktora. Jakieś pytania? — zakończył Carlos.

— Nie myślałeś, że podejście od morza byłoby do zrobienia? — zapytał Karol.

— Też tak myślałem. Można byłoby podpłynąć blisko przy pomocy Deep Hope, a później na łodziach desantowych. Jednak wejście na to urwisko mogłoby się nie udać. Na zdjęciach tego nie widać, ale mamy fotografie przesłane przez ZR03. Urwisko jest również strzeżone. Są tam zainstalowane szperacze, które są czułe na ruch, i samostrzałowe karabiny. Niepostrzeżone wejście jest praktycznie niemożliwe.

— Jakie mamy więc opcje? — zapytał konkretnie Wikvaya.

— Na razie hacjendę i jej mieszkańców zostawimy w spokoju — odpowiedział Indianinowi Carlos — za to mam pytanie do ciebie Matius

— Słucham.

— O ile wiem, masz przyjaciela, który pochodzi z Brazylii? Potrzebny jest nam ktoś, kto zorganizowałby niewielką grupę tam na miejscu, a sam wkręciłby się do tej prywatnej armii Morgana. Sądzisz, że twój przyjaciel mógłby coś takiego zrobić?

— Mike? Oczywiście, musiałbym tylko z nim pogadać. Czy chcesz żebym to zrobił?

— Tak, jego zadaniem będzie mieć oko na Lorda. Nie będzie się z nami kontaktował chyba, że w bardzo ekstremalnej sytuacji. Będzie czekał na określony sygnał po uzyskaniu którego, jego zadaniem będzie zabezpieczyć Lorda i poczekać na nas w określonym miejscu. Pomogliby mu w tym ludzie, których sobie sam zorganizuje.

— Kiedy mam się skontaktować z Mike ‘m? — zapytał Matius.

— Nawet dzisiaj, najpóźniej jutro rano, jeszcze przed wyjazdem do Kalifornii — odpowiedział Carlos

— To ja jadę do Kalifornii? — zapytał nieco zaskoczony.

— Wikvaya i Ty, — odpowiedział Carlos i zaraz zapytał– obydwaj znacie dobrze zachodnie wybrzeże Stanu, prawda?

— Tak, ja znam doskonale — Wikvaya potwierdził skinieniem głowy spoglądając na Matiusa.

— Ja też — potwierdził Matius. — W czym rzecz Carlos?

— Pojedziecie do Half Moon Bay. Wiem, że Santiago rozpoczął tam wielką akcję przerzutu towaru do południowej sekcji Stanu. Podobno Morgan opracował jakiś nowy sposób przemytu, którego do tej pory używali tylko na swoich terenach. Waszym zadaniem będzie zgarnięcie Santiago i przywiezienie go do mojej willi w Cancun. Macie na to tydzień.

— Kim jest Santiago? — zapytał Wikvaya.

— Santiago jest najstarszym synem Georga Morgana. Jego zadaniem jest wejście do Stanów i opanowanie tamtejszych rynków zbytu twardych narkotyków na zachodnich terenach. Jeżeli uda wam się go zdjąć, on posłuży nam, jako karta, którą przebijemy zagrywkę Morgana. Santiago jest oczkiem w głowie tatusia. Z tego, co wiem, jest bardzo niebezpieczny. Musicie być ostrożni i dokładni, żadnej brawury Matius.

— Czy jest jakiś kontakt dla nas w Kalifornii? — zapytał Indianin.

— W Half Moon Bay skontaktujecie się z Rayem, to mój człowiek. Rozpracowuje dla mnie, kto i w jaki sposób robi te przerzuty. Podobno używają do tego systemu, który nazywają WetArrow. Ray ma tam też swoich ludzi, którzy będą do waszej dyspozycji. Dalsze szczegółowe instrukcje przekaże wam Barbara po zakończeniu naszego spotkania. W tym czasie ja z Karolem polecimy do Brazylii. Nawiążemy kontakt z Mike’ m, oczywiście, jeśli zgodzi się nam pomóc, i zrobimy dokładne rozeznanie terenu. Henry i Steve zostaniecie tutaj z Barbarą. Będziecie negocjować i przeciągać sprawę z Morganem jak się odezwie. Jeśli wszystko pójdzie według planu, spotkamy się w Cancun za tydzień, to jest w czwartek 5 września. A Ty Hogan, wracaj do siebie do Niemiec. Macie mnóstwo pracy w laboratorium nad zapewnieniem potrzebnych lekarstw dzieciom. Wszyscy będą spokojniejsi, jak osobiście tego dopilnujesz.

— Jakieś pytania? — zakończył Carlos.

Pytań nie było. Matius i Wikvaya podeszli do Barbary, a Carlos omawiał z Karolem wyjazd do Brazylii. Jutro rozpocznie się akcja ZEBRA, jej celem jest zdobycie przewagi w rozgrywce z Morganem

Pamięć

Monachium, 30 czerwiec 2019, godzina 9:30.

Pociąg InterCity Express (ICE) to szybka kolej obsługiwana przez Deutsche Bahn, która łączy wszystkie większe miasta w Niemczech. ICE jest jednym z najszybszych sposobów podróżowania po kraju, gdyż może osiągać prędkość do 320 km/h. Muller siedział w luksusowym wagonie pierwszej klasy. Jechał do Monachium do domu córki, żeby spotkać się z żoną. Towarzyszył mu porucznik Stolz z monachijskiej policji, ten sam, z którym spotkał się podczas swojej ostatniej wizyty w Monachium. Stolz wracał do domu ze służbowej podroży. Policjanci rozmawiali na temat ostatnich zdarzeń, analizowali raporty w sprawie negocjacji z porywaczami. Sytuacja nie była dobra, od dnia pierwszej transmisji, żadnego więcej kontaktu nie udało się nawiązać.

— Mam tylko nadzieję, że zebrano wszystkie pieniądze, jest to warunkiem kontynuacji rozmów. Nie jestem zwolennikiem spełniania żądań porywaczy, ale tutaj mamy wyjątkową sytuację — odezwał się Muller.

— Było masę sprzeciwów, niespełnienie tego warunku to jedyna szansa na przyciśnięcie porywaczy. Jeżeli teraz zostanie zapłacony okup, z czym będzie można dalej negocjować? — Oponował Stoltz.

— To prawda, że jest to mocny argument, ale niech pan nie zapomina, panie poruczniku, że porywacze ujawnili cztery punkty żądań, pieniądze to dopiero pierwszy — skontrował Muller.

— Ja jednak sądzę, że głownie chodzi właśnie o pieniądze. Jak otrzymają przelew, wszystko może się skończyć. Ja bym nie ryzykował, będzie przecież okazja z nimi rozmawiać — odparł Stolz.

— Nie do końca Panie poruczniku. Oni wyraźnie powiedzieli, że jeżeli cała suma nie zostanie przekazana na podane przez nich konto, negocjacje zostaną bezpowrotnie przerwane. Nie chce pan przecież ryzykować życiem tylu chorych dzieci? — powiedział stanowczo komisarz.

— Oczywiście, że nie. Ja tylko obawiam się, czy ta reszta żądań, to nie jest zwykły blef — odpowiedział porucznik.

— Nie myślę, — odparł Muller — oni dokładnie wiedzą, czego chcą. Te zadania to prawda, jestem przekonany o tym. Zresztą z moich informacji wynika, że ze względu na olbrzymią presję społeczną, wszystkie szantażowane firmy zadeklarowały się, że spełnią warunki i przekażą żądane sumy.

— Rozumiem to, — odparł porucznik — nikt nie chce ryzykować przerwania negocjacji. Bezpieczeństwo dzieci jest i powinno zawsze być priorytetem.

— Z reguły porywacze nawiązują pierwszy kontakt telefonicznie — zmienił nieco kierunek rozmowy Muller — Jest to okazja do zebrania większej ilości informacji o nich. W tym przypadku nie było żadnego telefonu.

— No właśnie — odpowiedział porucznik — Standardowa procedura operacyjna przed takim kontaktem polega na ustawieniu urządzenia rejestrującego, w celu nagrania całej rozmowy.

— Dokładnie tak to wygląda. Można później przejrzeć takie nagranie, szukając jakichkolwiek oznak niepewności, obawy lub manipulacji — stwierdził Muller popijając kawę, którą podał mu właśnie kelner.

— Poza tym daje to możliwość przedłużania rozmowy. Czekanie, aż porywacze odwieszą słuchawkę, daje szansę, że mogą oni niedokładnie się rozłączyć, co stworzy okazję do słuchania ich prywatnej rozmowy. Ja kiedyś miałem taki przypadek — powiedział Stolz.

— I tutaj mamy problem poruczniku — ponownie odezwał się Muller — W przypadku porwań tych dzieci, wszystkie te opcje odpadły ze względu na to, że cały przekaz był nagrany już wcześniej. Zarówno Europol jak i FBI analizowały nagranie wiele razy. Niestety, ale nic oprócz przekazu, który był opublikowany nie udało się z tego wyciągnąć.

— Nie pozostaje nic innego, jak poczekać do jutra, jest to wyselekcjonowana przez porywaczy data drugiej transmisji z pen-drive. Wie pan komisarzu, nigdy jeszcze nie czułem się w swojej policyjnej karierze tak bezsilny — wyznał porucznik.

— Tak, ja też mam takie odczucie. — przyznał Muller i dodał

— Zapowiedzieli 15 minutową konferencję i na to liczymy najbardziej. Przygotowano najnowocześniejsze urządzenia namiarowe. Mamy nadzieję, że uda się zlokalizować skąd będzie pochodził sygnał rozmówcy.

— Europol będzie starał się zmusić porywaczy do okazania tzw. dowodu posiadania, inaczej mówiąc będą chcieli doprowadzić do bezpośredniej rozmowy z dziećmi. Nie wierzę, że to się uda — pokiwał przecząco głową Stolz.

— Ja też nie — przytaknął Muller — Myślę, że w tym wszystkim największym atutem będzie argument o potrzebie dostarczenia dzieciom niezbędnych medykamentów. Jeśli porywacze chcą wynegocjować swoje żądania, muszą zapewnić, że wszystkie dzieci są zabezpieczone w konieczne lekarstwa. Przejęcie tych leków natomiast stworzy konieczność, że porywacze zmuszeni zostaną do wyjścia z kryjówki.

— Nawet, jeśli to oni zadecydują o miejscu i sposobie przekazania lekarstw to i tak otwiera to nam olbrzymią szansę w zdekonspirowaniu, gdzie przetrzymywane są dzieci — zgodził się porucznik.

Muller spojrzał na monitor zawieszony nad przejściem do drugiej klasy. Jeszcze przed chwilą pokazywał prędkość pociągu ponad 310 km / h. Teraz ICE wyraźnie zwalniał. Dojeżdżali, więc do dworca głównego w Monachium.

— No, jesteśmy na miejscu. Będziemy w kontakcie poruczniku, życzę miłej niedzieli — powiedział Muller na pożegnanie.

— Do widzenia, zadzwonię do pana w poniedziałek po transmisji, komisarzu — odpowiedział Stolz i obaj mężczyźni podeszli do drzwi wagonu, aby poczekać na ich otwarcie.

Droga z Düsseldorfu do stolicy Bawarii zajęła niecałe 3 godziny. Monachium jest trzecim, co do wielkości miastem w Niemczech. Gitta mieszkała około 45 kilometrów na wschód od dworca. Żeby dojechać tam samochodem w godzinach szczytu trzeba było poświęcić ponad dwie godziny. Na szczęście dzisiaj była niedziela, więc nie powinno być dużych korków. Umówili się, że córka wyjedzie po niego na dworzec.

— Cześć skarbie — powiedział Muller, kiedy zobaczył Gittę na peronie.

— Cześć tato, dobrze, że przyjechałeś. Bardzo ci dziękuję. Mama czuje się lepiej i czeka na nas w domu. Jurgen jest z nią. Musimy coś zrobić, tak nie może dłużej być. Damy radę prawda? — powiedziała z nadzieją Gitta.

— Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze — zapewnił ją Muller. Wyjął z aktówki małą książeczkę i pokazując ją córce powiedział

— Wiem, jak mamę wyleczyć.

Do domu Gitty dojechali w niecałą godzinę. Po drodze Gitta musiała jeszcze wstąpić do sklepu po parę drobiazgów na śniadanie. Muller był zadowolony, że zdecydował się przyjechać. Nie miał dużo czasu, jutro była następna transmisja z porywaczami, ale sprawa Marty stała się bardzo pilna. Choroba niespodziewanie szybko postępowała, trzeba było działać i to działać natychmiast. Książkę, którą dostał od profesora Stone przeczytał nie raz, ale trzy razy. Zrozumiał, że jest to jedyna opcja dla jego żony, żeby wyzdrowiała. Niestety, medycyna konwencjonalna w przypadku Alzheimera była bezsilna. Natomiast to, co wyczytał w książce Stona ‘Alzheimer, można go wyleczyć” miało sens, a przynajmniej dawało jakąś szansę. Teraz chciał te wszystkie informacje przekazać córce i jej mężowi, żeby z nimi podjąć decyzję.

Śniadanie jak zwykle u Gitty było zdrowe i pełne wartościowych produktów. Gitta wierzyła w zasadę, że to, co w siebie wkładamy, z tego później się składamy. Miało to sens. Po skończonym posiłku przeszli do ogrodu. Marta poszła się położyć, więc była to doskonała okazja, żeby przedyskutować z Gittą i Jurgenem jak postępować w przypadku jej choroby.

Wszyscy troje wyszli teraz na niewielką werandę. Gitta zaparzyła doskonałą kawę, do której podała ciasto własnego wypieku. Pogoda dopisywała i kiedy już usiedli na ogrodowych fotelikach kobieta rozpoczęła rozmowę:

— Pokazałeś mi książkę na temat Alzheimera. Nie znam tego autora. Kto to jest?

— To profesor Hogan Stone. Jest on bratem ojca chłopca, którego porwali, a ja prowadzę śledztwo w tej sprawie. Stone jest neurologiem i psychiatrą, a jego specjalizacja to terapie alternatywne. Ta książka jest jego pracą na temat Alzheimera. Wyjaśnia on tam przyczyny choroby, jej źródło, a co najciekawsze, jak zatrzymać proces — wyjaśnił Muller.

— Sądzisz, że te metody to sprawdzone leczenie? Nie słyszałem, żeby Alzheimera można było zatrzymać, nie mówiąc już o wyleczeniu — powiedział Jurgen.

— Poprzez konwencjonalne leczenie nie, ale w tej książce jest opisana metoda alternatywna, która według autora może spowodować nawet całkowite zatrzymanie procesów chorobowych — odpowiedział Muller.

— Skoro medycyna konwencjonalna nic nie oferuje, to warto spróbować innych metod, nie sądzisz? — dodała Gitta.

— Ja nie twierdzę, że tak nie jest. Nie chciałbym tylko zaszkodzić. Mama nie jest w formie, żeby na niej eksperymentować jakieś niesprawdzone metody — odparł twardo Jurgen.

— Zgadzam się z tobą Jurgen. Chodzi tylko o to, że profesor Stone to nie byle kto, ale sława w swojej profesji. Prowadzi własne laboratorium w Wuppertalu i jest współzałożycielem jednej z największych firm produkujących i sprzedających leki alternatywne AltMed X — wyjaśnił Muller.

— Czy przeczytałeś tę książkę? — zapytał Jurgen

— Trzy razy, — odparł komisarz — naprawdę jest się, nad czym zastanowić. Znacie mnie przecież. Jestem policjantem, ja nie ulegam pozorom. Mój zawód nakazuje mi analizować każdy szczegół. Ja to robię już praktycznie instynktownie.

— Zgadzam się z ojcem- powiedziała twardo Gitta — Mama może mieć szansę, jeżeli się tę szansę dla niej stworzy.

— Kochani, przecież ja nie twierdzę, że nie należy spróbować. Uważam tylko, że powinniśmy dobrze się zastanowić zanim podejmiemy decyzję — usprawiedliwiał się Jurgen.

— Masz rację — poparł go Muller, — dlatego przez ostatnich parę tygodni studiowałem wszystko, co wpadło mi w ręce na temat Alzheimera. Nie wiem czy wiecie, ale całkiem niedawno urząd zdrowia i żywności w USA zatwierdził dwa leki z marihuany w postaci tabletek: “dronabinol” i “nabilone”.

— Czy medyczna marihuana może leczyć pacjentów z chorobą Alzheimera? — zapytała zaskoczona Gitta.

— Właśnie o tym mówi publikacja Stona. W jednym z ostatnich, i to oficjalnych badań, stwierdzono, że… zaraz wam to przeczytam — sięgnął po książkę leżącą na stoliku.

Przewertował kartki, otworzył na założonej stronie i przeczytał resztę zaczętego zdania.

— , …”że THC, czyli psychoaktywny składnik konopi indyjskich, stymuluje usuwanie toksycznych blaszek miażdżycowych w mózgu, co jest częstą cechą choroby Alzhaimera” — zacytował.

— Stone potwierdził te badania w swoim laboratorium w Wuppertalu i nawet udoskonalił metodę stymulacji — dokończył Muller.

— Jeśli ten profesor ma jakieś pozytywne wyniki leczenia taką metodą, to sadzę, że macie rację, warto jest spróbować — zgodził się Jurgen.

— Co więcej — rozochocił się Muller słysząc, że Jurgen skłania się pozytywnie do zagadnienia — z najnowszych badań wynika, że ten składnik psychoaktywny w marihuanie tzw. THC blokuje stan zapalny, który uszkadza… zaraz jak to się nazywa… — spojrzał ponownie w książkę — neurony w mózgu — dokończył… a to jest już bardzo poważny czynnik — dokończył komisarz.

— Dla mnie jest jasne — powiedziała Gitta, — że istnieje potencjał terapeutyczny marihuany w leczeniu choroby Alzheimera. Czy Stone podaje jakieś inne źródła oprócz własnych badań? — zapytała.

— Oczywiście — potwierdził Muller — jest tam cała masa podanych publikacji do niezależnych źródeł, które potwierdzają wyniki Stona. Dodatkowo jego firma AltMed X finansuje badania innych instytutów, widząc potencjał terapeutyczny w komponentach konopi.

— Problem w tym, że trudno powiedzieć, jaki wpływ może mieć takie leczenie na pacjentów, — podjął Jurgen — nawet, jeśli skutecznie przyczyniłoby się do wyleczenia samej choroby — zakończył sceptycznie.

— Ja uważam, że nadszedł czas na medyczną rewolucję. Jestem przekonana, że marihuana medyczna jest korzystna w leczeniu wielu dolegliwości — powiedziała z naciskiem Gitta.

— Stone opiera swoje spostrzeżenia nie tylko na własnych badaniach — bronił swojej strony komisarz — Posłuchajcie tego fragmentu… “Rozmawiałem z wieloma członkami rodzin osób z demencją. Byli oni przekonani, że THC i marihuana były bardzo skuteczne nie tylko w łagodzeniu skutków, ale również w leczeniu choroby” — zacytował słowa Stona, Muller.

— Widzisz, rodziny osób chorych potwierdzają pozytywne działanie. Uważam, że tutaj nie ma się, nad czym zastanawiać. Mamy stan pogarsza się i jest to najlepszy dowód, że lekarstwa, które otrzymuje obecnie, zupełnie nie działają — wpadła w słowo Gitta.

— Słuchajcie dalej — kontynuował cytowanie książki komisarz — “… laboratorium w Wuppertalu dokonało dwóch badań pokazujących, że THC leczy objawy behawioralne demencji. Potwierdziły to również niezależne prace naukowców holenderskich.”

— W porządku, ja już nie oponuję — poddał się Jurgen — zgadzam się z wami. Jestem za.

Ale komisarz nie skończył, widząc, że jego “oponent” się poddaje dodał:

— To nie wszystko, posłuchajcie tego fragmentu — przewrócił parę kartek — O tutaj…“Testy wykazały, że THC pomógł zmniejszyć objawy urojeń, pobudzenia lub agresji, drażliwości, apatii oraz braku snu u pacjentów z chorobą Alzheimera.

— Ja nie mam wątpliwości, mamę trzeba poddać tej terapii, którą opracował instytut profesora Stone. Jestem już do tego przekonana — powiedziała Gitta z pewnością siebie.

— Czy w książce jest napisane jak postępować? — zapytał Jurgen rzeczowo.

— Sama książka nie zawiera opisu leczenia. Stone powiedział, że jeśli się zdecydujemy, należy się z nim skontaktować. Chciałem z wami to przedyskutować i jeśli podejmiemy decyzję za, powiadomię o tym profesora — powiedział Muller.

Oboje spojrzeli na komisarza i zarówno Gitta jak i Jurgen jednocześnie skinęli głowami.

— Jestem przekonany, że złagodzenie objawów nastąpi natychmiast, a z czasem wyleczymy mamę z tej strasznej choroby — zakończył Muller dopijając kawę.

Komisarz nie czekając już dłużej sięgnął po swoją komórkę i wycisnął numer Hermannów. Po chwili odezwała się Greta.

— Tak słucham.

— Tutaj komisarz Muller, dzień dobry pani.

— Ah, dzień dobry komisarzu, czy ma pan może jakieś wiadomości na temat Thomasa? — zapytała jak zawsze z nadzieją w głosie, kiedy dzwonił Muller.

— Przykro mi, ale nie mam nic nowego. Jestem jednak przekonany, że jutro czegoś się dowiemy. Ja bardzo panią przepraszam, ale dzwonię tym razem w innej sprawie. Czy jest może pani mąż w domu?

— Tak. Chwileczkę. — odpowiedziała kobieta. Po chwili odezwał się Hans.

— Dzień dobry komisarzu, w czym mogę pomóc?

— Dzień dobry, jestem u swojej córki w Monachium i właśnie skończyliśmy rozmowę na temat choroby mojej żony. Doszliśmy do wniosku, że chcemy skorzystać z oferty pańskiego brata i poddać Martę terapii, którą proponuje profesor. Czy mógłby pan podać mi numer kontaktowy lub poprosić brata o kontakt?

— Oczywiście, już podaję –odpowiedział Hans i przedyktował obydwa numery telefonów do profesora.

— Bardzo dziękuję — odpowiedział Muller — czy sądzi pan, że mógłbym do niego jeszcze dzisiaj zadzwonić? Sprawa jest dosyć nagląca.

— Oczywiście. Mój brat na pewno ucieszy się, że będzie mógł panu pomoc. Nie jestem jednak pewien czy zastanie go pan, miał podobno gdzieś wyjechać w tym tygodniu.

— Nic nie szkodzi, spróbuję. Najwyżej zostawię wiadomość. Jeszcze raz bardzo panu dziękuję. Jutro będę w Düsseldorfie. Mam nadzieję, że będziemy w posiadaniu jakiś nowych, optymistycznych informacji.

— Dziękuję komisarzu i do zobaczenia jutro — odpowiedział Hans i rozłączył połączenie.

Komisarz Muller usiadł wygodniej w ażurowym wiklinowym fotelu wpatrując się w zielone pola rozciągające się za domem Gitty i Jurgena. Mieszkali oni w dzielnicy willowej, która graniczyła z polami i jeziorem. W oddali, niedaleko niewielkiego lasu stały trzy strzeliste elektrownie wiatrowe. Olbrzymie skrzydła monumentalnych urządzeń przecinały powietrze, kręcąc się wolno. W pewnym momencie jakiś nieostrożny ptak wleciał w pole obrotu śmigła. Zanim zdążył się zorientować w swoim błędzie, wielkie skrzydło uderzyło go, przecinając w pół. Stworzenie runęło w dół bez życia.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.96
drukowana A5
za 49.67