Bardzo długo musieliśmy namawiać Pająka, by zgodził się pójść z nami na łąkę. To teren, który widzieliśmy za płotem. Pająk w końcu się zgodził, ale postawił nam warunki: będziemy chodzić tylko po łące. Za płotem bowiem rozciąga się niebezpieczny świat. Jest ulica, po której jeżdżą samochody. Jest droga, którą chodzą ludzie. Są inne domy i sklepy.
Zgodziliśmy się na wszystko, czego zapragnął Pająk, byle tylko znów móc wyjść z szafy. Póki słońce jest takie ciepłe, warto pobiegać wśród traw i poznać nowych znajomych.
Znów czekaliśmy na odpowiedni moment, by wybiec z domu. I tym razem Pająk okazał się niezawodny i wszystko dobrze zorganizował. Wyszliśmy przez uchylone okno. Ścieżką przez ogród poszliśmy wprost do furtki. A tam już znaleźliśmy się w wysokich trawach.
Znów było wspaniale! Wielkie trawy otaczały nas, szumiały, dawały chłód i schronienie przed słońcem, a przede wszystkim pięknie pachniały. Poruszały się cały czas dotykane delikatnymi podmuchami wiatru. Chowaliśmy się wśród traw i wspinaliśmy się na kłosy.
Szybko spotkaliśmy mieszkańców łąki. Najpierw zainteresował się nami Ślimak. Szedł powoli i rozglądał się dookoła. Zapytał kim jesteśmy. Przedstawiliśmy się i zapytaliśmy go gdzie powinniśmy iść, by dobrze się bawić i odpocząć. Powiedział nam, że on najlepiej odpoczywa wśród polnych kwiatów. Można na nich też spotkać wiele owadów.
Kwiaty rosły w pobliżu. Wystarczyło przeskoczyć przez rów. Czerwony od razu zaczął je wąchać i zachwycać się ich kolorami. Pająk wymieniał ich nazwy. Były tu maleńkie stokrotki, koniczyny, ale też wysokie rumiany, maki i mlecze. Innych nazw już nie zapamiętaliśmy. Skakaliśmy po miękkiej trawie i wspinaliśmy się na liście. Wąchaliśmy i podziwialiśmy wszystko wokół.
Nad kwiatami latały Motyle i Pszczoły. Tutaj było ich więcej niż w ogrodzie i chętniej z nami rozmawiały. Motyle mówiły o kolorach i zapachach kwiatów. Pszczoły były zapracowane, ale pozdrawiały nas i dały nam skosztować pyłku, który zebrały.
Pająk pokazał nam zioła. Tłumaczył, że mają moc uzdrawiania. Czerwony od razu skoczył w kierunku drobnych białych kwiatuszków. Pająk nazywał je i co chwilę wskazywał na kolejne. Te na bolący brzuszek, inne na chrypkę, a inne jeszcze na rany.