„Nawet w najciemniejszym lesie zawsze istnieje droga do światła — trzeba tylko znaleźć w sobie odwagę, by nią podążyć”
Prolog
Gdzieś pomiędzy Górami Skalistymi a rozległym Lasem Zielonego Świtu znajdowało się miejsce, które wydawało się wyrwane prosto z najpiękniejszych baśni. Rozciągała się tam przepiękna łąka, tak niezwykła, że podróżnicy zatrzymywali się na jej widok, nie wierząc własnym oczom. Pokrywały ją tysiące kwiatów o delikatnych, perłowych płatkach. W świetle porannego słońca lśniły niczym rozsypane po ziemi klejnoty. Gdy nadchodził świt, krople rosy osiadały na ich płatkach, zamieniając całą okolicę w migoczące morze srebrzystych świateł.
Najbardziej niezwykłe było jednak to, co działo się, gdy przez łąkę przepływał wiatr. Delikatne podmuchy poruszały łodygami i liśćmi kwiatów, a wtedy z całej łąki rozlegał się cichy, melodyjny szmer. Brzmiał tak, jakby niezliczone głosy prowadziły ze sobą spokojną rozmowę. Niektórzy twierdzili, że kwiaty opowiadają sobie historie. Inni byli przekonani, że śpiewają pieśni pamiętające dawne czasy. Nikt jednak nie znał prawdy. Właśnie dlatego mieszkańcy okolicznych wiosek nazwali to miejsce Łąką Perłowego Szeptu.
Łąka graniczyła z Lasem Zielonego Świtu — pradawną puszczą pełną wysokich drzew, krystalicznie czystych strumieni i niezliczonych zwierząt. O świcie promienie słońca przenikały przez korony drzew, rozświetlając las zielono-złotym blaskiem. To właśnie od tego niezwykłego zjawiska wziął się jego piękny przydomek.
Rozdział 1
Łąka Perłowych Szeptów
Na skraju lasu i łąki stał niewielki drewniany domek. Nie był to pałac ani okazała rezydencja. Miał prosty dach pokryty gontem, niewielkie okna z błękitnymi okiennicami oraz kamienny komin, z którego niemal zawsze unosił się cienki strumień dymu. Wokół domku rosły kolorowe kwiaty, pachnące zioła i niewielkie krzewy owocowe. Miejsce sprawiało wrażenie cichego, spokojnego i pełnego ciepła. W tym niewielkim domku mieszkały dwie osoby.
Pierwszą z nich była starsza kobieta, którą wszyscy nazywali po prostu Babcią. Niewielu pamiętało jej prawdziwe imię. Dla mieszkańców okolicznych wiosek od zawsze była dobrą i mądrą kobietą, do której można było przyjść po radę, pomoc lub odrobinę nadziei. Była również znaną zielarką i opiekunką domowego ogniska. Potrafiła przygotowywać lecznicze napary, znała właściwości każdej rośliny i pamiętała wiele starych legend.
Drugą mieszkanką domku była jej ukochana wnuczka — Alicja.
Alicja była jeszcze dzieckiem. Miała jasne włosy, błękitne oczy i serce pełne dobroci. Choć była małą czarodziejką, nie marzyła o wielkich zaklęciach ani potężnej magii. Znacznie bardziej od nauki czarów kochała przyrodę.
Każdego ranka budziła się wraz ze śpiewem ptaków. Zanim zjadła śniadanie, wychodziła przed domek i odwiedzała swój ukochany ogródek. Rosły w nim dziesiątki różnych kwiatów. Niektóre miały płatki czerwone jak zachodzące słońce, inne błękitne niczym letnie niebo, a jeszcze inne złote jak pszeniczne pola. Dziewczynka pielęgnowała je z ogromną troską. Podlewała je, usuwała chwasty i dbała o to, by każda roślina miała odpowiednio dużo miejsca do wzrostu. Czasami rozmawiała z nimi cichym głosem, choć dobrze wiedziała, że nie odpowiedzą. Mimo to była przekonana, że rośliny potrafią odczuwać troskę. I być może miała rację.
Jeszcze bardziej od kwiatów Alicja kochała zwierzęta. Nie posiadała daru rozmawiania z nimi tak, jak czynili to niektórzy magowie. Nie słyszała ich myśli ani nie rozumiała ich mowy. Potrafiła jednak odczytywać ich gesty, spojrzenia i zachowanie. Wystarczało jej jedno spojrzenie na przestraszonego zająca, by wiedzieć, że potrzebuje on pomocy. Potrafiła rozpoznać, kiedy ptak jest głodny, kiedy jeż jest chory, kiedy młode liski zgubiły drogę do swojej nory. Dlatego zwierzęta szybko nauczyły się jej ufać.
Sarny nie uciekały, gdy przechodziła przez las. Wiewiórki zeskakiwały z gałęzi i obserwowały ją z ciekawością. Ptaki przysiadały niedaleko niej, śpiewając swoje melodie. Alicja była bowiem prawdziwą opiekunką zwierząt. Jeżeli któremuś stworzeniu przydarzyło się nieszczęście, dziewczynka natychmiast ruszała z pomocą.
Pewnego dnia znalazła młodego kosa ze złamanym skrzydłem. Przyniosła go do domu, przygotowała miękkie posłanie i codziennie się nim opiekowała, aż znów mógł latać. Innym razem uratowała małego jelenia, który zaplątał się w gęste krzewy. Zdarzyło się również, że przez całą noc czuwała przy chorej lisiczce, dopóki ta nie odzyskała sił.
Babcia często obserwowała wnuczkę z ciepłym uśmiechem. „Masz dobre serce, Alicjo — mówiła nieraz. — To największy dar, jaki może posiadać czarodziejka”. Dziewczynka zawsze wtedy lekko się rumieniła. Nie uważała się za wyjątkową. Po prostu pomagała tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Nie wiedziała jednak, że los przygotował dla niej znacznie większe zadanie.
Nieopodal, na zboczach Gór Skalistych, mieszkały bowiem dwie niezwykłe kobiety. Były to ciotki Alicji: Eliza i Marta. Każda z nich była potężną czarodziejką. Pierwsza sprawowała pieczę nad wszystkimi kwiatami rosnącymi pomiędzy górami a lasami. Druga opiekowała się zwierzętami i znała zwyczaje każdego stworzenia żyjącego w okolicy.
I choć dziewczynka jeszcze o tym nie wiedziała, wkrótce miała rozpocząć się historia, która na zawsze odmieni los Łąki Perłowych Szeptów, Lasu Zielonego Świtu i całego magicznego świata…
Rozdział 2
Lisek
Pewnego ciepłego popołudnia Alicja, jak niemal każdego dnia, spacerowała po skraju Lasu Zielonego Świtu. Słońce przeświecało przez korony drzew, a delikatny wiatr poruszał perłowymi kwiatami na Łące Perłowych Szeptów. Dziewczynka szła powoli, podziwiając przyrodę i sprawdzając, czy żadne zwierzę nie potrzebuje pomocy. Nagle usłyszała cichy skowyt. Zatrzymała się i uważnie nasłuchiwała.
— Ktoś potrzebuje pomocy… — szepnęła do siebie.
Dźwięk dobiegał z gęstych zarośli porośniętych dzikimi pnączami. Alicja ostrożnie rozsunęła gałęzie i zobaczyła małego liska. Zwierzątko było przestraszone i bezradnie próbowało się uwolnić. Jego łapki oraz ogon zaplątały się w grube, mocne pnącza, które z każdym ruchem zaciskały się coraz bardziej.
Lisek spojrzał na dziewczynkę wielkimi bursztynowymi oczami. Nie warczał ani nie próbował uciekać. Jakby przeczuwał, że przyszła mu pomóc.
— Spokojnie, maluchu. Już cię uwolnię — powiedziała łagodnie Alicja.
Dziewczynka uklękła obok niego i bardzo ostrożnie zaczęła rozplątywać pnącza. Nie było to łatwe. Niektóre gałązki oplotły się wokół łapek tak mocno, że musiała użyć małego zaklęcia, aby je poluzować. Po kilku minutach pracy lisek był wolny. Przez chwilę siedział nieruchomo, jakby nie wierzył, że udało mu się uwolnić. Potem ostrożnie wstał i zrobił kilka kroków. Na szczęście nie był ranny.
Alicja uśmiechnęła się.
— No już, biegnij do swojej rodziny.
Ku jej zdziwieniu lisek nie odszedł. Zamiast tego podszedł bliżej i delikatnie otarł się o jej nogę.
— Chyba mi dziękujesz? — zaśmiała się dziewczynka.
Lisek zamachał puszystym ogonem.
Od tego dnia zaczął często pojawiać się w pobliżu domku Alicji. Rano czekał przy furtce, gdy wychodziła do ogródka. Towarzyszył jej podczas spacerów po lesie i cierpliwie siedział obok, gdy pielęgnowała kwiaty. Z czasem stali się nierozłączni.
Babcia nieraz śmiała się na ich widok.
— Wygląda na to, że znalazłaś sobie najlepszego przyjaciela w całym lesie.
Alicja tylko się uśmiechała i głaskała liska po miękkim futrze. Choć nie potrafili rozmawiać słowami, rozumieli się doskonale. Lisek wiedział, kiedy Alicja jest smutna, i siadał wtedy obok niej, opierając łepek o jej ramię. Dziewczynka zaś zawsze potrafiła odgadnąć, kiedy jej przyjaciel jest głodny, zmęczony albo zaniepokojony.
Nikt jeszcze nie przypuszczał, że ten mały lisek odegra kiedyś ważną rolę w życiu Alicji i całej Łąki Perłowych Szeptów. Na razie byli po prostu dwójką przyjaciół, którzy każdego dnia odkrywali razem piękno Lasu Zielonego Świtu.
Rozdział 3
Lisek i naleśnikowa uczta
Pewnego ranka Alicja obudziła się wyjątkowo wcześnie. Z kuchni dochodził wspaniały zapach świeżych naleśników, które smażyła Babcia.
— Mmm… Cudownie pachnie! — powiedziała Alicja, ziewając.
Na parapecie siedział jej lisek i również z zainteresowaniem wąchał powietrze.
— Nie patrz tak na mnie — zaśmiała się dziewczynka. — To śniadanie dla wszystkich.
Lisek przechylił głowę i zamachał ogonem.
Babcia usmażyła wielki stos naleśników i postawiła go na stole.
— Zaraz przyniosę z piwniczki dżem — powiedziała.
Alicja wyszła do ogródka po świeże truskawki. W domu został tylko lisek. Przez chwilę siedział grzecznie. Potem spojrzał na naleśniki. Potem jeszcze raz. Ostatecznie uznał, że jeden malutki naleśnik na pewno nikomu nie zaszkodzi. Chwycił go w pyszczek i pobiegł do ogrodu. Po chwili wrócił. Stos naleśników nadal wyglądał imponująco. „Nikt nie zauważy” — pomyślał. Zabrał drugi. Potem trzeci. Potem czwarty. Gdy Alicja wróciła z truskawkami, na talerzu został tylko jeden samotny naleśnik.
— Babciu! — zawołała zdziwiona. — Przecież było ich dużo więcej!
Babcia wróciła z piwniczki.
— Było ich dokładnie piętnaście.
Obie spojrzały na siebie. Potem na liska. Zwierzątko siedziało niewinnie pod jabłonką. Problem w tym, że wokół niego leżało czternaście naleśników. Niektóre miał na głowie. Jeden był owinięty wokół ogona, a dwa przykleiły mu się do futra.
— Czy ty próbowałeś zbudować naleśnikową norę? — zapytała Alicja.
Lisek szczeknął radośnie.
Nagle z krzaka wyskoczył zając. Po chwili pojawiła się wiewiórka, a za nią dwa jeże. Okazało się, że lisek wcale nie zjadł naleśników. Rozdawał je wszystkim zwierzętom w okolicy.
— No cóż… Przynajmniej nie jest samolubny — westchnęła Babcia.
Od tego dnia mieszkańcy Lasu Zielonego Świtu nazywali go czasem Liskiem Naleśnikowym. Gdy tylko Babcia zaczynała smażyć naleśniki, wszystkie zwierzęta podejrzanie szybko pojawiały się w pobliżu domku. A lisek za każdym razem siedział obok kuchennych drzwi, udając, że nie ma z tym absolutnie nic wspólnego.
Rozdział 4
Księga młodej czarownicy
Mimo że Alicja była jeszcze młodą czarodziejką, bardzo pragnęła poznawać tajemnice magii. Wiedziała jednak, że prawdziwa moc nie bierze się z pośpiechu, lecz z cierpliwej nauki i zrozumienia świata.
Dlatego kilka razy w tygodniu wyruszała w drogę do swoich dwóch ciotek, które mieszkały na zboczach Gór Skalistych. Droga nie była krótka. Prowadziła przez Łąkę Perłowych Szeptów, wzdłuż srebrzystego strumienia, a następnie kamienistą ścieżką wspinającą się ku górom. Dziewczynce zawsze towarzyszył wierny lisek, który biegał wokół niej, co chwilę znikając w zaroślach i wracając z liściem, patykiem albo innym „skarbem”, który uważał za niezwykle cenny.
Ciotka Eliza była opiekunką wszystkich kwiatów rosnących pomiędzy górami a lasami. Znała imię każdej rośliny, wiedziała, kiedy zakwitnie i jakie właściwości kryją się w jej płatkach, liściach oraz korzeniach.
— Magia kwiatów nie polega na rzucaniu błyszczących zaklęć — tłumaczyła Alicji. — Trzeba najpierw nauczyć się słuchać natury.
Pod jej okiem dziewczynka poznawała tajemnice ziół, magicznych kwiatów i leczniczych naparów.
Ciotka Marta była opiekunką zwierząt. Potrafiła rozpoznawać ślady każdego stworzenia, znała zwyczaje ptaków, wilków, lisów i saren.
— Zwierzęta uczą cierpliwości — mówiła. — Kto nie szanuje ich wolności, nigdy nie zdobędzie ich zaufania.
Od niej Alicja uczyła się opieki nad zwierzętami oraz zaklęć pomagających leczyć drobne rany i uspokajać przestraszone stworzenia.
Po każdej lekcji Alicja wracała do domu pełna nowych pomysłów. Najbardziej jednak ceniła pewien szczególny przedmiot. Była to gruba księga oprawiona w ciemnobrązową skórę, którą otrzymała od Babci w dniu swoich dziesiątych urodzin.
— Każda czarodziejka powinna mieć własną księgę wiedzy — powiedziała wtedy Babcia. — Ale pamiętaj, że najcenniejsze zaklęcia nie zawsze są najpotężniejsze.
Od tamtej pory Alicja niemal wszędzie nosiła ze sobą księgę.
Wieczorami siadała przy oknie swojego pokoju. Światło lampy oświetlało karty, a za szybą migotały gwiazdy nad Lasem Zielonego Świtu. Dziewczynka starannie zapisywała wszystko, czego się nauczyła. Rysowała magiczne symbole, opisywała niezwykłe rośliny, tworzyła własne notatki o zwierzętach i zapisywała zaklęcia, których uczyły ją ciotki. Niektóre strony ozdabiała kolorowymi rysunkami kwiatów, a inne śladami łapek liska, który często wskakiwał na biurko i przypadkiem przechodził po jeszcze mokrym atramencie.
— Lisku! — śmiała się wtedy Alicja.
A on tylko merdał ogonem, jakby był bardzo dumny ze swojego wkładu w tworzenie księgi.
Z biegiem czasu księga stawała się coraz grubsza.
Rozdział 5
Tajemnica starego pisma
Pewnego dnia Alicja jak zwykle odwiedziła swoje ciotki, aby uczyć się magii i poznawać kolejne tajemnice świata. Tego ranka niebo było bezchmurne, a Góry Skaliste lśniły w blasku słońca. Lisek, jak zawsze, towarzyszył jej w drodze, skacząc po kamieniach i co chwilę znikając między krzewami.
Po skończonych lekcjach Alicja pomagała Elizie porządkować starą bibliotekę. Pomieszczenie znajdowało się głęboko we wnętrzu kamiennego domu i było pełne zakurzonych półek. Spoczywały na nich setki ksiąg, zwojów i map pamiętających czasy sprzed wielu pokoleń. Młoda czarodziejka uwielbiała to miejsce. Za każdym razem miała wrażenie, że za następną półką może odnaleźć jakąś niezwykłą tajemnicę.
Podczas układania starych tomów zauważyła w najciemniejszym kącie biblioteki niewielką skrzynię pokrytą kurzem. Wyglądała tak, jakby nikt nie otwierał jej od bardzo dawna.
— Ciociu, co jest w tej skrzyni? — zapytała.
Ciotka spojrzała w tamtą stronę i zamyśliła się.
— Szczerze mówiąc, nie zaglądałam tam od wielu lat.
Alicja ostrożnie otworzyła wieko. W środku znajdowały się stare pergaminy, kilka pożółkłych map i jedna gruba księga oprawiona w ciemną skórę. Jej okładka była niemal czarna, a na środku widniał srebrny symbol, którego dziewczynka nigdy wcześniej nie widziała.
Zaintrygowana otworzyła księgę. Jednak zamiast znanych sobie liter zobaczyła dziwne znaki. Były piękne i tajemnicze zarazem. Niektóre przypominały gwiazdy, inne gałęzie drzew, jeszcze inne wyglądały jak płomienie lub krople rosy. Całe strony zapisane były tym niezwykłym pismem.
— Co to za język? — zapytała zdumiona.
Ciotka podeszła bliżej.
— To bardzo stare pismo. Dawno temu posługiwali się nim najstarsi magowie tych ziem. Dziś prawie nikt nie potrafi go odczytać.
Alicja nie mogła oderwać wzroku od księgi. Każda strona wydawała się kryć sekrety minionych wieków.
— Czy ktoś jeszcze zna te znaki?
— Ja odpowiedziała Eliza
Przez dłuższą chwilę dziewczynka przewracała kolejne strony. Im więcej widziała, tym bardziej rosła jej ciekawość.
— Chcę nauczyć się tego pisma — powiedziała w końcu z przekonaniem.
Eliza uśmiechnęła się.
— To nie będzie łatwe.
— Wiem.
— Możesz poświęcić wiele miesięcy, a może nawet lat.
— Nie szkodzi.
Ciotka spojrzała na nią z uznaniem.
— W takim razie zacznij od cierpliwości. Każdy wielki mag najpierw uczy się słuchać przeszłości.
Tego dnia Alicja rozpoczęła nowe zajęcie. Przy każdej wizycie przepisywała kilka znaków do swojej własnej księgi. Najpierw uczyła się ich kształtów, potem próbowała zrozumieć ich znaczenie.
Wieczorami siedziała przy biurku w swoim pokoju, a obok niej leżał lisek zwinięty w kłębek. Dziewczynka starannie rysowała kolejne symbole. Na początku wychodziły krzywe. Niektóre wyglądały zupełnie inaczej niż w starej księdze. Czasami musiała przepisywać jeden znak dziesięć albo dwadzieścia razy. Nie poddawała się jednak, a z każdym tygodniem jej pismo stawało się coraz piękniejsze.
W końcu postanowiła, że stworzy własną księgę zapisaną właśnie tym dawnym alfabetem. Nie chciała jedynie kopiować starych tekstów. Pragnęła zapisywać własne odkrycia, zaklęcia, historie zwierząt, opisy magicznych roślin i wszystkie przygody, które przeżywała na Łące Perłowego Szeptu.
Tak narodził się pomysł stworzenia Wielkiej Księgi Alicji.
Rozdział 6
Lekcja magii przemiany
Pewnego dnia, gdy Alicja jak zwykle odwiedziła swoje ciotki w Górach Skalistych, ciotka Marta poprosiła ją, by została po zakończeniu lekcji. Dziewczynka była zaskoczona. Przez lata uczyła się magii kwiatów i roślin oraz poznawała sekrety zwierząt. Marta tego dnia wyglądała wyjątkowo poważnie.
— Alicjo — powiedziała spokojnie — sądzę, że jesteś już wystarczająco dorosła, aby poznać część wiedzy, którą przez wiele lat ukrywałam.
Dziewczynka natychmiast odłożyła pióro.
— Jakiej wiedzy?
Ciotka przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się, od czego powinna zacząć.
— Istnieją zaklęcia przemiany. Bardzo stare i bardzo potężne. Dzięki nim można zmieniać kształt rzeczy, odwracać niektóre czary i przywracać to, co zostało przemienione.
Alicja słuchała z ogromnym zaciekawieniem.
Ciotka zaprowadziła ją do niewielkiej kamiennej komnaty ukrytej wewnątrz góry. Na półkach znajdowały się stare księgi i dziwne przedmioty, których dziewczynka nigdy wcześniej nie widziała. Na środku pomieszczenia leżał zwykły kamień.
— Patrz uważnie — powiedziała ciotka.
Wypowiedziała kilka słów w pradawnym języku magii i dotknęła kamienia końcem swojej laski. Kamień rozbłysnął złotym światłem. Po chwili przed Alicją siedział mały szary królik.
— To niemożliwe! — Dziewczynka aż otworzyła usta ze zdumienia.
— W magii niewiele rzeczy jest niemożliwych. — Ciotka uśmiechnęła się.
Po chwili wypowiedziała kolejne zaklęcie. Królik zamienił się z powrotem w kamień.
Alicja przez długą chwilę nie mogła oderwać wzroku od niezwykłego pokazu.
— Tego właśnie będę cię uczyć — oznajmiła ciotka Marta.
Przez następne tygodnie mała czarodziejka poznawała coraz więcej zaklęć przemiany. Uczyła się, jak bezpiecznie zmieniać kształt przedmiotów, jak rozpoznawać ślady dawnych czarów oraz jak odwracać przemiany, które zostały rzucone przez innych magów.
Ciotka wielokrotnie przypominała jej jednak jedną zasadę:
— Magia przemiany wymaga wielkiej odpowiedzialności. Nigdy nie wolno używać jej dla zabawy kosztem innych ani do wyrządzania krzywdy.
Alicja zawsze kiwała głową. Doskonale rozumiała te słowa.
Wieczorami wracała do swojego domku na skraju Łąki Perłowego Szeptu i otwierała własną księgę pisaną dawnym, niemal zapomnianym pismem. Przy blasku lampy starannie zapisywała każdą nową lekcję. Rysowała symbole, tworzyła własne notatki i dopisywała uwagi przekazane przez ciotkę Martę. Jej księga stawała się coraz grubsza. Zapełniały ją tajemnice roślin, zwierząt i magii przemiany.
Lisek często siedział obok swojej opiekunki, obserwując, jak pióro przesuwa się po kartach. Czasami nawet próbował zaglądać przez jej ramię.
— Nie podglądaj, to bardzo ważne notatki — śmiała się wtedy Alicja.
Lisek odpowiadał cichym szczeknięciem, jakby chciał powiedzieć, że również chciałby nauczyć się czytać pradawne znaki.
Początkowo Alicja bardzo poważnie traktowała nauki swojej ciotki. Starannie ćwiczyła zaklęcia, zapisywała je w swojej księdze i pamiętała o ostrzeżeniach, że magia przemiany wymaga rozwagi. Jednak z czasem zaczęła nabierać coraz większej pewności siebie. Zaklęcia wychodziły jej coraz lepiej. Potrafiła bez trudu zmienić kamień w królika, gałązkę w ptaka, a potem przywrócić wszystko do poprzedniej postaci.
Pewnego dnia, gdy spacerowała po Łące Perłowego Szeptu, zobaczyła małego zająca skaczącego między kwiatami.
— To tylko na chwilkę — powiedziała do siebie.
Wypowiedziała krótkie zaklęcie. Zając natychmiast zamienił się w niewielki kamień. Alicja zaśmiała się. Po chwili odczarowała go z powrotem. Zajączek przez moment rozglądał się zdezorientowany, a następnie uciekł do lasu tak szybko, jak tylko potrafił. Dziewczynka nie przejęła się tym zbytnio.
Następnego dnia zamieniła polną myszkę w kępkę mchu. Innym razem przemieniła krzak dzikich róż w roślinę o długich, ruchliwych pnączach, która wyglądała jak groźny potwór z dawnych legend. Oczywiście po kilku minutach wszystko odczarowywała. Nikomu nie działa się krzywda. Przynajmniej tak jej się wydawało.
Nie zauważała jednak, że zwierzęta zaczynały się jej coraz bardziej obawiać. Sarny, które kiedyś spokojnie pasły się niedaleko domku, teraz odchodziły, gdy tylko czarodziejka pojawiała się na ścieżce. Wiewiórki przestały zeskakiwać z drzew, by ją obserwować. Ptaki odlatywały na inne gałęzie. Nawet jeże zaczęły omijać okolice jej ogródka.
Pewnego ranka Alicja zauważyła, że przy jej domu panuje niezwykła cisza. Nie było śpiewu ptaków, tupotu zajęcy ani nawet wiewiórek skaczących po płocie. Dziewczynka poczuła niepokój.
— Co się dzieje? — zapytała.
Jedynie lisek nadal jej towarzyszył, choć nawet on czasami spoglądał na nią z pewną niepewnością, gdy wyciągała swoją różdżkę.
Kilka dni później Alicja usiadła na pniu przy leśnej polanie. Niedaleko pasła się młoda sarna. Dziewczynka chciała do niej podejść, jednak gdy zwierzę ją zauważyło, natychmiast uciekło. Alicja zatrzymała się zaskoczona.
— Przecież nic ci nie zrobiłam…
Wtedy usłyszała głos za swoimi plecami:
— Jesteś tego pewna?
Odwróciła się. Stała tam Marta, opiekunka zwierząt. Na jej twarzy nie było gniewu, ale widać było smutek.
— Ciociu…
— Zwierzęta nie rozumieją magii tak jak my — powiedziała spokojnie kobieta. — Wiedzą tylko, że kiedy się pojawiasz, mogą nagle zamienić się w coś, czym nie są.
Alicja spuściła wzrok.
— Ale przecież zawsze je odczarowuję…
— Ty o tym wiesz. One nie.
Dziewczynka milczała. Po raz pierwszy spojrzała na wszystko z innej perspektywy. Przypomniała sobie przestraszonego zająca, uciekające sarny i ptaki odlatujące na jej widok. I nagle zrozumiała. Nie skrzywdziła ich fizycznie. Ale sprawiła, że przestały czuć się przy niej bezpiecznie.
Tego wieczoru Alicja długo siedziała przy swojej księdze. Na jednej z pustych stron zapisała swoim dawnym pismem ważną notatkę: „Prawdziwa moc nie polega na tym, że mogę coś zmienić. Prawdziwa moc polega na tym, że wiem, kiedy nie używać magii”.
Była to jedna z najważniejszych rzeczy, których kiedykolwiek się nauczyła.
Rozdział 7
Tajemnicza chatka przy źródle
Następnego dnia mała czarodziejka schowała różdżkę do kieszeni i postanowiła wybrać się na długi spacer. Chciała pobyć sama i przemyśleć wszystko, czego się nauczyła. Lisek oczywiście ruszył za nią, wiernie dotrzymując jej kroku.
Szli coraz głębiej w Las Zielonego Świtu. Mijali wysokie dęby, srebrzyste brzozy i miękkie kobierce mchu. Im dalej się zapuszczali, tym ciszej było wokół. Nawet wiatr zdawał się szeptać łagodniej pomiędzy gałęziami. Nagle Alicja usłyszała delikatny szum wody.
— Słyszysz to, lisku? — zapytała.
Zwierzątko nastawiło uszy i pobiegło przed siebie. Dziewczynka podążyła za nim i po chwili wyszła na niewielką polanę ukrytą pośród drzew.
Na środku polany znajdowało się źródło. Krystalicznie czysta woda wypływała spomiędzy jasnych kamieni i tworzyła mały strumyk biegnący przez las. Wokół rosły paprocie, dzikie kwiaty i miękki mech. Nad wodą unosiły się błękitne ważki, a promienie słońca przebijały się przez korony drzew, tworząc złote smugi światła. Alicja rozejrzała się zachwycona. Nigdy wcześniej nie widziała tak spokojnego miejsca. Przez dłuższą chwilę siedziała nad źródłem i słuchała plusku wody.
— Tu będzie moja kryjówka — postanowiła z uśmiechem.
Lisek szczeknął radośnie, jakby całkowicie zgadzał się z tym pomysłem.
Od tamtego dnia Alicja odwiedzała polanę niemal codziennie. Nie chciała używać wielkiej magii do budowy. Postanowiła własnymi rękami stworzyć małą chatkę. Zbierała gałęzie, które spadły z drzew, układała kamienie i przynosiła mech do wyściełania ścian. Babcia myślała, że dziewczynka po prostu coraz częściej spaceruje po lesie, i nie wiedziała o tajemniczym miejscu ukrytym przy źródle.
Praca trwała wiele tygodni. Powoli pomiędzy drzewami zaczęła wyrastać niewielka leśna chatka. Miała drewniane ściany, dach pokryty mchem i małe okienko wychodzące na źródło. Obok wejścia Alicja zasadziła kilka perłowych kwiatów przyniesionych z Łąki Perłowego Szeptu.
Gdy chatka była gotowa, czarodziejka weszła do środka i rozejrzała się z dumą. Była niewielka, ale była jej. W głównym pomieszczeniu stał prosty drewniany stół, krzesło i kilka półek. Najważniejsze miejsce Alicja przygotowała jednak przy tylnej ścianie. Zbudowała tam specjalny kamienny postument. Ostrożnie wygładziła jego powierzchnię i wyryła na nim symbole zapisane dawnym pismem, którego nauczyła się ze starej księgi odnalezionej u ciotek.
Kiedy wszystko było gotowe, przyniosła swoją własną księgę — tę samą, w której od miesięcy zapisywała zaklęcia, wiedzę o roślinach i zwierzętach oraz sekrety magii przemiany. Położyła ją na postumencie. Przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu.
— To będzie jej miejsce — powiedziała cicho.
Lisek usiadł obok i zamerdał ogonem.
Od tej pory chatka przy źródle stała się sekretnym schronieniem Alicji. Po lekcjach u ciotek przychodziła tam, siadała przy stole i otwierała swoją księgę. Zapisywała nowe zaklęcia, rysowała symbole, tworzyła własne notatki, a czasem próbowała nawet wymyślać własne czary. Każda zapisana strona sprawiała, że księga stawała się coraz bardziej niezwykła.
Rozdział 8
Cisza i spokój przy leśnym źródle