E-book
15.75
drukowana A5
32.35
Książę Rzeszy

Bezpłatny fragment - Książę Rzeszy


Objętość:
76 str.
ISBN:
978-83-8467-869-5
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 32.35

Rozdział 1

Ostatnia dzielnica

Od śmierci księcia Śląska Jana II Dobrego minęło kilkanaście lat.

Bolesław wychowany przez matkę na katolika po raz pierwszy usiadł na tronie książęcym bez matki u boku.

— Panie niedługo odbędzie się posiedzenie Sejmu Cesarstwa. — powiedział majordomus śląski.

Bolesław skrzywił się.

Nie rozumiał niemieckiego.

I go szczerze nienawidził.

Dla wielu śląskich możnych było to niezrozumiałe.

Urodził się przecież na Śląsku.

Rządził Śląskiem.

Był księciem Śląska.

A jednak od dzieciństwa słyszał głównie polską mowę.

Tak życzyła sobie jego matka.

— Panie? — majordomus odchrząknął.

Bolesław wrócił do rzeczywistości.

— Słucham.

— Sejm Cesarstwa nie będzie czekał.

— Wiem.

— Powinieneś się tam udać.

— Powinienem?

Majordomus spojrzał na niego ostrożnie.

— Jesteś księciem Rzeszy.

— Jestem Piastem.

— Jedno nie wyklucza drugiego.

Bolesław westchnął.

To właśnie słyszał od lat.

Na Mazowszu był Ślązakiem.

Na Śląsku Mazowszaninem.

W Rzeszy Polakiem.

A w Koronie księciem cesarskim.

Czasami sam nie wiedział, kim właściwie jest.

— Matka pojedzie ze mną? — spytał.

— Księżna Anna otrzymała zaproszenie, ale decyzję pozostawiła tobie.

Bolesław uśmiechnął się pod nosem.

To było do niej podobne.

Przez całe dzieciństwo prowadziła go za rękę.

Teraz coraz częściej pozwalała mu iść samemu.

— Kiedy wyruszamy?

— Za dwa tygodnie.

Książę skinął głową.

Gdy majordomus wyszedł, podszedł do okna.

Patrzył na dachy miasta.

Na kościoły.

Na ludzi.

To wszystko było jego.

Przynajmniej teoretycznie.

Bo im dłużej rządził, tym częściej dochodził do wniosku, że władca nie posiada ziemi.

To ziemia posiada władcę.

— Sejm Cesarstwa… — mruknął.

Przypomniał sobie słowa matki.

„Nie zapominaj nigdy, że jesteś Piastem.”

Wtedy wydawały mu się proste.

Dziś już nie.

Bo jeśli naprawdę był Piastem, to dlaczego miał składać ukłony ludziom mówiącym obcym językiem?

Dlaczego miał prosić o względy książąt, których przodkowie nigdy nie słyszeli o Chrobrym?

I dlaczego coraz częściej miał wrażenie, że Śląsk jest dla nich tylko kolejną prowincją na mapie?

Po raz pierwszy od objęcia samodzielnych rządów poczuł coś niepokojącego.

Nie strach.

Nie gniew.

Ambicję.

A ambicja bywała znacznie groźniejsza.

…

Ratyzbona była okazałym miastem, ale on specjalnie się nie przejął architekturą.

Reichstag zebrał się szybko.

Książęta bawarscy, sascy, pomorscy i inni.

Cesarz Karol V wszedł do sali obrad.

Odświętny strój symbolizował jego pozycję.

Na głowie lśniła Reichskrone.

Ubrany w purpurową szatę sprawiał wrażenie człowieka z innej epoki.

— Elektorzy, książęta, biskupi i mieszczanie. — zaczął. — Zebraliśmy się dziś tutaj, aby po raz kolejny omówić sprawę herezji lutrowej…

Na słowo herezja niektórzy książęta wykrzywili miny.

— A także ostatecznie zadecydować o losie tej części stanu rycerskiego, która nie jest z pochodzenia Sasami, Bawarczykami czy Szwabami.

Spojrzał kolejno na księcia pomorskiego i na Bolesława.

W sali zaległa cisza.

Młody Piast wyprostował się na swoim miejscu.

Nie podobał mu się sposób, w jaki cesarz wypowiedział te słowa.

Jakby Pomorzanie i Ślązacy stanowili osobną kategorię ludzi.

Karol V kontynuował:

— Cesarstwo jest wspólnotą wielu ludów. Niemców, Czechów, Włochów i innych narodów. Jednak każdy książę Rzeszy winien pamiętać, komu zawdzięcza swój status.

Kilku elektorów skinęło głowami.

Bolesław pozostał nieruchomy.

— Niepokoją mnie głosy — mówił dalej cesarz — jakoby niektórzy władcy przedkładali dawne dynastyczne ambicje ponad dobro całej Rzeszy.

Teraz młody książę był już pewien.

To była aluzja.

Być może nie tylko do niego.

Ale między innymi do niego.

W końcu był synem Anny Mazowieckiej.

Piastem.

Władcą dwóch księstw.

Po przeciwnej stronie sali siedział książę pomorski.

On również wyglądał na niezadowolonego.

Karol zakończył przemówienie i usiadł na tronie.

Natychmiast rozpoczęły się dyskusje.

Jedni mówili o reformacji.

Inni o podatkach.

Jeszcze inni o wojnach z Francją i Turkami.

Bolesław słuchał coraz bardziej znużony.

Wreszcie pochylił się ku siedzącemu obok tłumaczowi.

— Czy oni zawsze tyle gadają?

Tłumacz z trudem ukrył uśmiech.

— Tak, wasza książęca mość.

— I po tym wszystkim nadal nie podejmują decyzji?

— Najczęściej nie.

Bolesław westchnął.

Na Mazowszu matka rozstrzygała sprawy w ciągu jednego dnia.

Tutaj setki ludzi mówiły przez godziny.

Nagle usłyszał własne nazwisko.

A raczej jego niemiecką wersję.

Kilku książąt spojrzało w jego stronę.

Jeden z nich wstał.

— Książę śląski Bolesław Piast posiada znaczne dobra zarówno w granicach Cesarstwa, jak i poza nimi.

Po sali przebiegł szmer.

— W związku z tym należy jasno określić jego obowiązki wobec Rzeszy.

Tłumacz szybko przekładał słowa.

Bolesław zmrużył oczy.

Zaczynał rozumieć.

Nie przyjechał tutaj tylko po to, by wysłuchać sporów o Lutra.

Przyjechał, ponieważ część książąt chciała wiedzieć, komu naprawdę będzie służył.

Cesarzowi.

Czy własnej dynastii.

Młody Piast powoli podniósł się ze swojego miejsca.

W sali zrobiło się ciszej.

Niektórzy patrzyli na niego z zaciekawieniem.

Inni z pobłażaniem.

Dla większości był tylko młodzieńcem.

Synem sławnej matki.

Jeszcze nie samodzielnym graczem.

Bolesław rozejrzał się po zgromadzonych.

Po książętach, elektorach i biskupach.

A potem odezwał się po polsku.

— Jestem Bolesław, syn Anny Mazowieckiej i Jana Śląskiego.

Tłumacz pobladł.

Cała sala czekała na przekład.

— I nie przybyłem tutaj prosić o pozwolenie na to, kim jestem.

Zrobił pauzę.

— Niektórzy mówią tu o moim rodzie czy o Gryfitach tak… jakbyśmy byli obcy. — dodał. — A w szczególności tyczy się to mojej osoby.

Twarz wykrzywiła się w gniewie.

— Jeśli cesarz twierdzi, że będę mówił wyłącznie po niemiecku to się myli, że jeśli będę lojalny, wobec tego całego Reichu to będziecie mnie traktować inaczej.

Spojrzał na Karola V.

— A on sam twierdzi, że książęta o pochodzeniu słowiańskim to ludzie gorsi.

Kolejna pauza.

— Z tego co wiem to każdy Rzeszę ma za kawał czerwonego sukna, za który ciągnie kto żyw a jego celem nie jest wzmocnienie cesarza, a samego siebie.

W sali wybuchł gwar.

Kilku książąt poderwało się z miejsc.

Jeden z biskupów uczynił znak krzyża, jakby usłyszał bluźnierstwo.

Inni śmiali się pod nosem.

Karol V nie poruszył się nawet o cal.

To było chyba najbardziej niepokojące.

Cesarz siedział nieruchomo na tronie.

Patrzył na młodego Piasta.

Po prostu patrzył.

Wreszcie odezwał się jeden z elektorów.

— To oburzające!

— Niech książę odwoła swoje słowa!

— Tak przemawia buntownik, nie książę Rzeszy!

Bolesław nie usiadł.

— Które słowa mam odwołać?

— Wszystkie!

— A które są nieprawdziwe?

To tylko bardziej rozdrażniło zgromadzonych.

W końcu sam cesarz podniósł rękę.

Sala natychmiast ucichła.

— Młody książę śląski jest odważny. — powiedział spokojnie.

Bolesław nie odpowiedział.

— Albo nierozsądny.

Kilku książąt zaśmiało się.

— Wasza Cesarska Mość. — odparł Bolesław. — Powiedziałem tylko to, co wszyscy tutaj wiedzą.

Karol przyglądał mu się przez chwilę.

— A jednak większość obecnych zachowuje na tyle rozsądku, by nie mówić tego publicznie.

Po sali przebiegł cichy śmiech.

Bolesław zacisnął szczęki.

— Czyli mam milczeć?

— Nie. — odparł cesarz. — Masz się uczyć.

Te słowa zabolały bardziej niż gniew.

Karol powoli wstał z tronu.

— Myślisz, że jesteś pierwszym dumnym księciem, którego widziała ta sala?

Cisza.

— Widziałem królów. Widziałem zwycięzców. Widziałem ludzi, którzy wierzyli, że mogą zmienić świat jednym przemówieniem.

Spojrzał prosto na Bolesława.

— A potem świat zmieniał ich.

Młody Piast wytrzymał jego spojrzenie.

— Być może.

— Być może. — przyznał cesarz. — Ale skoro tak bardzo chcesz mówić własnym głosem, książę śląski, to mów.

Karol rozłożył ręce.

— Powiedz tej sali, czego właściwie chcesz.

Tym razem nikt się nie odezwał.

Wszyscy patrzyli na Bolesława.

Bo krytykować było łatwo.

Znacznie trudniej było przedstawić własną wizję.

A po raz pierwszy w życiu młody Piast musiał odpowiedzieć nie swojej matce, nie doradcom i nie poddanym.

Musiał odpowiedzieć Europie.

— Wasza cesarska mość. — przemówił w końcu. — Cesarstwo jest jak jedno ciało… sam powiedziałeś, mieszkają tu Czesi, Niemcy, Włosi, Ślązacy, Pomorzanie długo wymieniać.

Pauza.

— A spory są jak choroba zabijająca ten organizm.

— Co masz na myśli? — spytał cesarz.

— Oczyść z heretyków nasze szeregi. — powiedział Piast.

Cesarz mimowolnie się uśmiechnął.

Bo znalazł z Piastem nić porozumienia.

Rozdział 2

Reichstag

— Mocne słowa. — odezwał się cesarz.

— Prawdziwe.

— A jeśli połowa tej sali uzna cię za prześladowcę?

— Wtedy połowa tej sali będzie miała do mnie pretensje. — odparł Bolesław. — Ale Cesarstwo nie przetrwa, jeśli każdy książę będzie miał własną religię, własne prawa i własne interesy.

Niektórzy biskupi skinęli głowami.

Inni patrzyli na niego z rosnącym uznaniem.

— Interesujące. — powiedział Karol. — Najpierw zarzucasz książętom egoizm, a teraz wzywasz ich do podporządkowania się wspólnemu porządkowi.

— Bo jedno wynika z drugiego.

Cesarz przez chwilę milczał.

— Młody książę śląski ma więcej odwagi niż rozsądku.

Po sali przebiegł śmiech.

— Ale być może właśnie takich ludzi potrzebują niespokojne czasy.

Tym razem Bolesław nie odpowiedział.

Po raz pierwszy od początku obrad miał wrażenie, że cesarz przestał patrzeć na niego jak na syna Anny Mazowieckiej.

A zaczął patrzeć jak na samodzielnego władcę.

…

Po obradach Reichstagu szykował się do wyjazdu do Raciborza.

Westchnął ciężko.

— Czemu na Śląsku jest tylu Niemców…

Spojrzał mimowolnie na Ratyzbonę.

Miasto było typowo niemieckie.

Architektura, ludność.

Jedyną rzeczą, którą szanował była wiara.

Było to miasto katolickie.

A to znaczyło więcej niż wszystkie herby i granice.

— Wasza książęca mość?

Bolesław odwrócił się.

Obok stał jego sekretarz.

— Konie gotowe.

— Dobrze.

Jeszcze raz spojrzał na miasto.

Przypomniał sobie słowa matki.

„Nigdy nie zapominaj, kim jesteś.”

Problem polegał na tym, że im był starszy, tym częściej zadawał sobie pytanie, co właściwie miały znaczyć te słowa.

Był Piastem.

To wiedział.

Był księciem Śląska.

To również.

Ale sam Śląsk nie był już taki jak za czasów jego przodków.

W miastach dominowała niemiecka mowa.

Na dworach niemieckie obyczaje.

Coraz więcej możnych posyłało synów do niemieckich szkół.

Czasami miał wrażenie, że jest ostatnim człowiekiem, któremu to przeszkadza.

— Panie? — sekretarz spojrzał na niego niepewnie.

— Zastanawiam się.

— Nad czym?

Bolesław milczał przez chwilę.

— Nad tym, czy można utracić kraj, nie przegrywając wojny.

Sekretarz nie odpowiedział.

Bo nie znał odpowiedzi.

Sam książę również jej nie znał.

Wiedział tylko jedno.

Wracał do Raciborza z przekonaniem, że przyszłość Śląska nie rozstrzygnie się na polu bitwy.

Lecz w kościołach, szkołach, na dworach i w domach jego poddanych.

A była to walka znacznie trudniejsza od każdej wojny.

…

— Panie… to nierozważne. — powiedział sekretarz.

— Co jest nierozważne? — spytał Bolesław. — Śląsk to nie jest protestancki bastion.

— Ale może wybuchnąć bunt.

— Mam to w rzyci. — syknął po polsku.

Sekretarz wybałuszył oczy/

— Książę…

— Albo to, albo niemiecka interwencja. — wstał z fotela. — A ja wolę niemiecki bunt od wojsk cesarskich w moim księstwie.

Sekretarz zamilkł.

Nie dlatego, że przekonały go słowa księcia.

Po prostu nie wiedział, co odpowiedzieć.

Bolesław podszedł do okna.

Za nim widać było wieże Ratyzbony.

— Panie, wielu śląskich mieszczan przyjęło nauki Lutra.

— Wiem.

— Wielu rycerzy również.

— Wiem.

— A mimo to chcesz działać?

Piast odwrócił się.

— Właśnie dlatego.

— Nie rozumiem.

— Bo każdy rok zwłoki działa na moją niekorzyść.

Przez chwilę w komnacie panowała cisza.

— Dzisiaj są mniejszością. — powiedział w końcu Bolesław. — Za dziesięć lat mogą być większością.

Sekretarz przełknął ślinę.

— A jeśli sięgną po broń?

— Wtedy odpowiem siłą.

— Tak po prostu?

— Tak po prostu.

Sekretarz pokręcił głową.

— Księżno Anna nigdy nie powiedziałaby czegoś podobnego.

Na twarzy Bolesława pojawił się cień uśmiechu.

— Właśnie dlatego moja matka jest moją matką, a ja jestem sobą.

Po chwili spoważniał.

— Ona walczyła o przetrwanie Mazowsza.

— A ty?

Spojrzał na wiszący na ścianie herb.

Piastowski orzeł patrzył na niego nieruchomo.

— Ja walczę o to, by moje księstwo nie rozpadło się od środka.

Sekretarz chciał coś powiedzieć, lecz nagle do komnaty wszedł posłaniec.

Był zmęczony drogą.

Na jego płaszczu widniał śląski orzeł.

— Wasza książęca mość.

— Mów.

— Wiadomość z Raciborza.

Posłaniec uklęknął.

— Kilku szlachciców odmówiło udziału w procesji Bożego Ciała.

Bolesław zmrużył oczy.

— Tylko tyle?

— Twierdzą również, że nie uznają części decyzji biskupa.

W komnacie zapadła cisza.

Sekretarz spojrzał na księcia z niepokojem.

Bolesław natomiast wyglądał tak, jakby właśnie otrzymał potwierdzenie własnych obaw.

— Widzisz? — powiedział spokojnie. — Już się zaczyna.

Za oknem zadzwoniły dzwony ratyzbońskich kościołów.

A młody Piast po raz pierwszy poczuł, że największe zagrożenie dla jego rządów nie nadchodzi z Wiednia, Pragi ani Krakowa.

Nadchodzi z jego własnego księstwa.

…

List od matki przyszedł kilka dni później.

Nie był oficjalny.

Był prywatny, krótki.

,,Synu, nie poddawaj się kulturze niemieckiej… nie zniosę tego, że moje dziecko będzie mówiło mową Krzyżaków”.

— Nie pozwolę mamo. — szepnął cicho.

Pomyślał o siostrze.

Urodziła się w 1540 jako córka szlachcica o nazwisku Odrowąż.

— Ja nie jestem Niemcem. — powiedział głośno. — I nie pozwolę by Śląsk stał się tak samo niemiecki, jak Czechy.

Zwinął list i schował go do szkatuły.

Przez chwilę patrzył przez okno.

Pod dziedzińcem przechodzili mieszczanie.

Rozmawiali między sobą.

Po niemiecku.

Bolesław skrzywił się.

A potem nagle przypomniał sobie coś, co powiedział mu kiedyś Jan.

„Książę nie wybiera sobie poddanych.”

Wówczas nie zwrócił na te słowa uwagi.

Teraz wróciły ze zdwojoną siłą.

Bo większość tych ludzi była lojalna.

Płacili podatki.

Służyli w straży miejskiej.

Modlili się do tego samego Boga.

A jednak mówili innym językiem.

Rozległo się pukanie.

— Wejść.

Do komnaty wszedł sekretarz.

— Wasza książęca mość, przybyli przedstawiciele miast.

— Z jaką sprawą?

Sekretarz zawahał się.

— Chcą rozmawiać o szkołach.

— Jakich szkołach?

— Domagają się prawa do nauczania po niemiecku.

Twarz Bolesława stężała.

— W moim księstwie?

— Twierdzą, że tak uczono ich ojców i dziadów.

Książę przez chwilę milczał.

Jeszcze kilka minut wcześniej odpowiedziałby natychmiast.

Odmową.

Ale teraz przypomniał sobie dziedziniec.

Tych samych ludzi, których uważał za swoich poddanych.

— Ilu ich jest?

— Więcej niż byśmy chcieli przyznać.

Bolesław powoli usiadł.

Po raz pierwszy zaczął rozumieć, że wojna o przyszłość Śląska może okazać się znacznie trudniejsza od wojny z heretykami.

Bo z heretykiem można było walczyć.

Z własnymi poddanymi było znacznie trudniej.

— Zrobimy tak, Niemcy mogą uczyć w swoim języku, a Polacy w swoim z tym wyjątkiem, że wszyscy mają być katolikami.

— A co z protestantami? — spytał sekretarz.

— Tu pozostanę bezwzględny. — odparł.

— Panie…

— Nie chcę by moje księstwo rozsadziła wojna religijna. — powiedział Bolesław.

Podniósł się z miejsca i zaczął powoli chodzić po komnacie.

— Język nie jest najgorszym wrogiem państwa.

— Nie?

— Nie.

Zatrzymał się przy oknie.

— Niemiec może być lojalnym poddanym.

— A protestant?

— Protestanci są dziś podzieleni. Jutro będą jeszcze bardziej.

Sekretarz milczał.

— Spójrz na Rzeszę. — ciągnął książę. — Jedni słuchają Lutra, inni Zwingliego, jeszcze inni głoszą własne nauki. Każdy uważa się za posiadacza prawdy.

— To nie powód do prześladowań.

Bolesław westchnął.

— Nie zamierzam nikogo palić na stosie.

— Więc co chcesz zrobić?

— To, co powinien zrobić każdy władca.

Sekretarz uniósł brew.

— Czyli?

— Nie dopuścić do chaosu.

Przez chwilę w komnacie panowała cisza.

— Wiesz, czego nauczyła mnie matka?

— Czego?

Na twarzy Piasta pojawił się cień uśmiechu.

— Że państwo może przegrać wojnę i przetrwać.

— A czego nie może przetrwać?

— Rozpadu od środka.

Sekretarz zamyślił się.

Po chwili skinął głową.

Nie dlatego, że całkowicie zgadzał się z księciem.

Po prostu zaczął rozumieć jego tok myślenia.

Bolesław nie prowadził wojny z językiem.

Nie prowadził nawet wojny z Niemcami.

W jego oczach największym zagrożeniem była utrata jedności księstwa.

A jedność i wolność bardzo rzadko szły ze sobą w parze.

— Przygotuj dekret. — polecił w końcu.

— Jakiej treści?

— Szkoły pozostają otwarte dla wszystkich wiernych Kościoła. Nauczanie może odbywać się zarówno po polsku, jak i po niemiecku.

— A wyznawcy nowych nauk?

Bolesław spojrzał na wiszący nad kominkiem krucyfiks.

— Niech wiedzą, że w moim księstwie jest miejsce dla wielu języków.

Zamilkł.

— Ale tylko dla jednej wiary.

— Rozumiem. — odpowiedział sekretarz.

Gdy Bolesław został sam pomyślał.

,,Skoro mam być księciem Rzeszy muszę się nauczyć tego języka”.

Rozdział 3

Nauka niemieckiego

— Herzog von… Schlesien?

— Bardzo dobrze książę. — powiedział tłumacz.

— Boże paskudny język. — szepnął.

— Wiem, że dla ciebie to trudne, ale jak przeczytasz list od cesarza?

— Znam łacinę.

— Ale poddani jej nie rozumieją. — wyjaśnił tłumacz.

Bolesław skrzywił się.

— Niestety.

Spojrzał na leżący przed nim pergamin.

Pełno było dziwnych słów i jeszcze dziwniejszych zlepków liter.

— Kto normalny wymyślił takie wyrazy?

Tłumacz westchnął.

— Miliony ludzi mówią tym językiem.

— To nie znaczy, że jest dobry.

— Wasza książęca mość…

— Nie patrz tak na mnie. Nadal go nie lubię.

Tłumacz uśmiechnął się pod nosem.

Od kilku miesięcy prowadził lekcje i przywykł już do podobnych uwag.

— Spróbujmy jeszcze raz.

Bolesław spojrzał na kartę.

— Herzog von Schlesien.

— Doskonale.

— Brzmi okropnie.

— To tytuł, nie pieśń.

Książę parsknął śmiechem.

Po chwili jednak spoważniał.

— Wiesz, czego najbardziej nie cierpię?

— Czego?

— Tego, że matka miała rację.

— W jakiej sprawie?

— We wszystkich.

Tłumacz uniósł brew.

— Kiedy byłem dzieckiem, mówiła mi, że władca musi znać języki swoich sąsiadów.

— Mądra rada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 32.35