E-book
18
drukowana A5
53.57
Książę

Bezpłatny fragment - Książę


Objętość:
272 str.
ISBN:
978-83-8431-286-5
E-book
za 18
drukowana A5
za 53.57

Nawet gdyby bliźniaczki nie dowiedziały się, co zrobił, i tak bałby się z nimi zostać przez te dziewięć miesięcy bez mamy, i tak samo błagałby:

— Pozwól mi decydować o sobie. One są tylko o rok starsze, a im dajesz prawo…

— Masz szesnaście lat.

— Siedemnaście w przyszłym miesiącu.

— Ksawery — zaczęła mama ostrzegawczym tonem. — Żebyśmy się dobrze zrozumieli, ja z tobą nie dyskutuję na ten temat. Nie słyniesz z odpowiedzialności, synu, więc jesteś w rękach Ady i Hani, i ja już swojego zdania nie zmienię, więc przyzwyczajaj się.

Już się przyzwyczajał, od tygodnia, odkąd dowiedziały się, co zrobił Marice. Przyjechał tu, do nowego miasta, które widział na własne oczy może raz w życiu, jak miał kilka lat, i teraz zamiast włóczyć się po ulicach i zwiedzać, siedział zamknięty w murach, które otaczały ogród, bo taki był rozkaz Ady.

— No i jak tam, Książę? Jak się bawisz? — pytał go Marek. — Opowiadaj o dziewczynach.

A on kłamał, że pomaga w rozpakowywaniu pudeł, bo co miał odpowiedzieć? Że leży godzinami w hamaku, słucha muzyki i czyta książki? Kto by mu w to uwierzył?

Na pewno mama zdążyła się jeszcze zaniepokoić:

— Wszystko w porządku? Odkąd tu przyjechaliśmy, nie jesteś sobą.

— Wszystko ok.

— Ksawery, mój Książę Niebieski, już tęsknisz za mamą?

Odwzajemnił jej uśmiech i odparł:

— Trochę.

Usiadła na poręczy jego fotela i zaczęła przeglądać stosik książek, które położył na stoliczku, a potem w końcu odwróciła się do niego i pocałowała go w czoło.

— Ja za tobą też. Jak mi powiesz, żebym nie wyjeżdżała, to zostanę, bo nie umiem kochać ciebie mniej.

To by rozwiązało wszystkie jego problemy. Ale jakkolwiek bał się zostać z Adą, to jeszcze bardziej przerażała go myśl, że mama mogła być przez niego nieszczęśliwa, więc odrzekł:

— Mamo, nie szukaj wymówek, tylko jedź.

Przytuliła go jeszcze chyba z tysiąc razy, nim wreszcie wsiadła do taksówki. Bo tak, mógł się czuć synkiem mamusi. Byli w sobie nawzajem wręcz zakochani i, jeśli tylko mogli, spędzali ze sobą codziennie tyle czasu, ile zostaje chłopcu w jego wieku po wypełnieniu wszelkich zobowiązań towarzyskich. Szczerze mówiąc, bliźniaczki mu wiecznie za to dokuczały, no ale za co od nich nie obrywał?

Teraz miało mu się dostać za wszystko. I owszem, miał co nieco na sumieniu, sam to czuł. Ale dotąd tak dobrze się bawił, że lekceważył napomnienia sióstr. Zresztą z Adą miał zawsze na pieńku, jej uwagi z automatu puszczał mimo uszu, bo miał wrażenie, że wypływają z jakiegoś czarnego miejsca w jej sercu. Rodzeństwo nie musi się przyjaźnić, ale to, co było akurat między nim a nią, czasem przypominało wrogość. Dlatego bardzo się nie zdziwił, kiedy usłyszał od niej, co go czeka, kiedy mama wyjedzie.

Oddał jej potem grzecznie telefon i kartę, spakował do plecaka książki, nałożył przyniesione przez nią jakieś ohydne okulary oszpecające mu pół twarzy, i ubrania z drugiej ręki — chociaż nie pasowały do siebie i wyglądał w nich źle — i wprowadził się do pokoju znajdującego się w starym mieszkaniu w wieżowcu. Zaprotestował dopiero, jak kazała mu nałożyć jego stary aparat ortodontyczny:

— Ada, nie mogę czegoś takiego nosić. Rozwalę sobie zęby.

— Ok — ustąpiła niechętnie, ale zaraz jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu. — To będziesz miał tłuste włosy. Dam ci olejek.

Skrzywił się na swój własny widok w lustrze, co mu się jeszcze nie zdarzyło, a potem nałożył na usta sztuczny uśmiech, wyszedł z łazienki i ruszył z siostrami na przystanek.

Ksawerego dotąd wiele rzeczy ominęło i, chociaż miał zaraz skończyć siedemnaście lat, nigdy nie korzystał z transportu publicznego, nigdy nie wtopił się w tłum rówieśników, nigdy nie czuł się głodny przez cały dzień w szkole, nigdy nie korzystał z „wieszającego się” telefonu, nigdy nie musiał odzywać się do nikogo pierwszy, nigdy nie był sam wśród innych, nigdy tyle nie milczał i nigdy nie poczuł, jak to jest, kiedy ktoś przesuwa po tobie wzrokiem i się wcale nie zatrzymuje albo wręcz się pogardliwie uśmiecha. A teraz, pierwszego dnia w nowej szkole, zebrał te wszystkie doświadczenia naraz i jeszcze nie dość, że robił dobrą minę do złej gry, żeby nie dać satysfakcji Adzie, to jeszcze musiał wyobrazić sobie tak następne osiem miesięcy.

— Jak się czujesz, Książę? — zapytała Hania, otaczając go ramieniem na którejś przerwie.

— Cudownie?

— A jak ci mija dzień bez śniadania i kanapek? — zagaiła Ada.

— Pewnie jak tobie każdy na diecie.

Siostry wymieniły porozumiewawcze spojrzenie, które jednak za wiele nie znaczyło, przynajmniej dla Hani, bo jak zaraz zadzwonił dzwonek i dziewczyny zebrały się, żeby iść do swoich klas, Hania wsunęła mu dyskretnie w dłoń mały batonik. Zdążył pocałować ją jeszcze w policzek w ramach podziękowania, a potem dwoma kęsami pochłonął przegryzkę przed wejściem na zajęcia.

— Kto to? — zainteresował się natychmiast Olek, z którym dopiero co usiadł w ławce.

— Siostra — wyjaśnił spokojnie, ignorując zachwyt w głosie kolegi.

Hania była prześliczna, podobna, jak on, do mamy — miała jasnoblond włosy, ogromne zielone oczy, pełne, różowe usta, smukłą sylwetkę i spore piersi, co się pewnie zdarzało naturalnie jeszcze rzadziej niż to, że jej bardziej puszysta bliźniaczka Ada mogła wymieniać się z nią stanikiem.

Hania przyciągała spojrzenia, jak dotąd on, ale zwykle korzystała z tego dopiero pod wpływem alkoholu. Jeśli się zakochiwała, to tylko nieszczęśliwie, co w jej przypadku oznaczało chłopaków lubiących się zabawić i nieprzywiązanych nadmiernie do deklaracji rzucanych na brzegu łóżka. Miała romantyczną duszę i lubiła czasem przysłuchiwać się rozmowom Ksawerego z mamą, kiedy tamci płynęli przez oceany głupoty i wyobraźni, ale sama nigdy za wiele nie mówiła, nie dawała się wciągać w dyskusje. Zachwycała się tańcem, ruchem, ale wszystko, co miało w sobie jakąś głębszą myśl, wymagało zbudowania kilku pięter wyobrażeń, było już dla niej nużące, choć nadal możliwe.

Siostra Hani była jej dokładnym przeciwieństwem. Co geny poskąpiły Adzie w urodzie, to zwróciły w dwójnasób w zdolnościach umysłu, który był ostry jak brzytwa i chętny do wytężonej pracy, jakby miał działać za obie siostry. Ada rzeczywiście we wszystkim Hanię wspierała, ale nie chciała być „jej bliźniaczką” dla koleżanek i kolegów i pilnowała, żeby trafiać zawsze do innej klasy, podkreślała też ubiorem i makijażem, jak bardzo różniła się od siostry. Jak ojciec, miała własne zdanie na każdy temat, i jak on lubiła ćwiczyć Ksawerego. Codziennie stawała nad bratem, kiedy on siadał do fortepianu, i strofowała, ile tylko się dało. Zdarzało się nawet, że zdzieliła go nutami po głowie.

— Mamo! — skarżył się zaraz.

A ona powtarzała jak zdarta płyta:

— Książę znowu nie przykłada się do lekcji.

Mama siadała wtedy przy nich i słuchała, jak Ksawery grał, a Adrianna udzielała mu wskazówek, czepiając się już wówczas o wszystko. Mu było wstyd przed mamą, więc starał się, jak mógł, ale ponosił porażkę za porażką, bo nigdy Ady nie zadowalał.

Dlatego ucieszył się, że w trakcie odbywania kary to jedno go ominie, w końcu zamieszkali z dala od instrumentu. Tyle że jak wrócili do domu, te nadzieje okazały się płonne, bo zjawił się kurier z elektrycznym pianinem.

— Książę — powiedziała Ada, kiedy już pozmywał po obiedzie, co, nota bene, zajęło wieki…

Wzięła nawet nuty, choć niepotrzebnie, bo już wszystko znał na pamięć. Tym razem słuchała go uważnie zamiast gadać, i uśmiechnęła się na koniec:

— Pora na kolejny utwór.

Uczyła go, odkąd poszła do szkoły muzycznej, więc w teorii powinni byli być na tym samym poziomie, ale przez wiele lat on się za specjalnie nie przykładał do gry i dopiero jak w siódmej klasie miał zagrożenie z kilku przedmiotów, mama skapitulowała i oddała go w ręce Ady, która miała go nauczyć swojej żelaznej dyscypliny. Siostra zaczęła od nadzorowania codziennych ćwiczeń, a nie gonienia go do lekcji. Bardzo szybko zalazła mu tym za skórę, a potem za każdą złą ocenę w szkole przedłużała ćwiczenia.

— Mamo… — prosił.

A mama rozkładała ręce i wzdychała ciężko:

— Mój Książę Niebieski, kto dostał tę jedynkę, ty czy ona?

Ojciec jeszcze dorzucał do ognia:

— Ada ci poświęca tyle czasu, to chociaż byłbyś wdzięczny, Ksawery.

Według ojca to czerwony pasek na jego świadectwie na koniec podstawówki też był zasługą Ady, jak kilka innych sukcesów, które jego syn by jednak z chęcią zawdzięczał tylko i wyłącznie sobie. No, ale od początku było tak, że ilekroć rodzice nie mieli ochoty się z nim użerać, zlecali to jego starszej siostrze, a sami tylko zapewniali niezbędne minimum, czyli wymuszenie na nim posłuszeństwa. To stanowiło nie lada wyzwanie, ale im był starszy, tym łatwiej szło: wystarczyło zablokować mu pieniądze na koncie, a zaraz przychodził się kajać.

Tym razem jednak sytuacja wyglądała trochę inaczej. Rodzice byli daleko i już nikt nie czuwał nad tym, żeby pohamować Adę we wcielaniu w życie jej chorych zapędów, a Ada sama wymusiła na nim karność — szantażem. W dodatku nic nie wskazywało na to, żeby mu miała szybko cokolwiek darować, raczej musiał liczyć się z ośmioma miesiącami spędzonymi w szponach mszczącej się siostry. Czy on w ogóle był w stanie to przeżyć?

— Mamo, chciałbym jednak do ciebie przyjechać. Tam będę chodził do szkoły, poradzę sobie — powiedział jej, kiedy zadzwoniła.

— Och, Ksawery, tak ci tam źle beze mnie? — zapytała zaraz ze smutkiem w głosie. — Rozmawiałam z Adą, mówiła, że jesteś nie w humorze, że tęsknisz za przyjaciółmi. Tak mi przykro… Ustaliłyśmy, że jak na koniec miesiąca będziesz czuł się tak samo, kupię ci bilet, a ona odwiezie ciebie na lotnisko.

A potem powie mamie, co on zrobił Marice. Mógł się założyć, że poczeka, aż on tam doleci i będzie chciał się rzucić w matczyne ramiona.

Czy on by zniósł wzrok mamy w takiej chwili? Cóż, kiedyś będzie musiał… Może za miesiąc przebieranka i to życie pokutnika dadzą mu się na tyle we znaki, że nabierze odwagi? Bo teraz ewidentnie jej nie miał:

— Dobrze, mamo.

— A jak dziewczyny w twojej nowej klasie?

W pierwszej kolejności przyszła mu do głowy Lidka, co go przez chwilę wybiło z toku myślenia, ale zaraz przywołał siebie do porządku i odparł:

— Jest jedna śliczna. Róża.

— Ile dni jej dajesz?

— Mamo… — udał, że czuje się urażony, ale zaraz dodał — Ja stawiam, że do grudnia.

— Do grudnia? Ach, mój Książę Niebieski, co za optymizm! Ok, to w tym duchu daję jej czas do połowy października.

Zawsze się zakładali, kiedy Ksawery odkryje w potencjalnej sympatii jakąś skazę, której nie da rady przeboleć. I zwykle liczyli to co najwyżej w tygodniach, ale tym razem on nie tyle był pozytywnie nastawiony do Róży, co raczej tak negatywnie do swoich możliwości weryfikacyjnych. Taka piękna dziewczyna na pewno nie zwróciłaby uwagi na kogoś tak obrzydliwego jak on teraz. Natomiast… to mogło być ciekawe próbować ją poderwać.

Jeśli czegoś w dziewczynach nie rozumiał, to tego, że czyjaś uroda nie do końca grała dla nich pierwsze skrzypce. To znaczy lubiły sobie powzdychać do przystojniaków, na czym on do tej pory skwapliwie korzystał, ale potrafiły przymknąć oko na pewne mankamenty potencjalnej sympatii, jeśli chłopak miał się czym popisać. Wielokrotnie widział podobne rzeczy, i nawet jego najlepszy przyjaciel Marek złowił swoją wybrankę serca na coś innego niż własną fizys.

A co on, Ksawery, miał takiego, czym mógłby o Różę zawalczyć? Już na pewno nie urodę… ani kasę… ani fantazję w imprezowaniu… ani bogatą sieć towarzyską… W tych ciuchach i z takim mieszkaniem raczej nie powinien też opowiadać swoich podręcznych anegdotek, które dotąd robiły wrażenie…

— Haniu, czym ja mógłbym zaimponować dziewczynom przez te następne osiem miesięcy?

— Inteligencją… — odparła siostra, ale Ada zaraz wtrąciła:

— Przecież ma w głowie trzy po trzy.

— Ogładą towarzyską… — kontynuowała Hania.

— Która kuleje, bo to trzeba odróżnić od flirtowania — dopowiedziała Ada.

— Elokwencją…

— Chyba pięciolatka.

— Erudycją…

— Zawsze uczył się tylko za karę.

— Błyskotliwością…

— Czy tępotą, tu już się coś Hani widocznie myli.

— No i umiejętnościami, wiesz. Grasz na fortepianie…

— Aż uszy więdną.

— Śpiewasz…

— Sam siebie zagłuszasz prysznicem, to chyba ci powinno dać trochę do myślenia, Ksawery.

— Ale ja bym powiedziała, że przede wszystkim potrafisz słuchać i prawić komplementy. Dlatego każdej się wydaje, że jest dla ciebie najważniejsza, chociaż nie jest — Hania zakończyła wyliczankę w dość nieoczekiwanie uszczypliwy sposób, jakby w końcu do niej dotarło, co mówiła siostra.

Uśmiechnął się do niej szeroko:

— Jesteś jak prawdziwy przyjaciel — wspierasz, ale nie wahasz się wskazać mi błędów. Tyle się uczę podczas każdej naszej rozmowy, że gdybyśmy spędzali ze sobą więcej czasu, miałabyś dużo mądrzejszego brata. Dziękuję ci, Haniu. Bardzo mi pomogłaś.

Ada popatrzyła na siostrę, która sekundę wcześniej sama zauważyła, jak działa Ksawery, a teraz wpadała w opisaną przez siebie pułapkę — jej oczy zamgliła czułość. Nie było sensu jej jednak niczego tłumaczyć, ale warto było pozbyć się brata, nim znowu zacznie okręcać sobie Hanię wokół palca.

— Nie masz nic do roboty, Książę? Oprócz użalania się nad sobą? — zapytała, unosząc znacząco brwi.

— Przypominam, że zabrałaś mi wszystko.

— A czy nie mówiłeś kiedyś, że książki to dla ciebie wszystko? Bo je zostawiłam.

— Wczoraj skończyłem ostatnią. Chyba że mi kupisz nowe?

— Przetestujmy tę twoją słynną inteligencję. Kupię czy cię wyślę do biblioteki?

W teorii wiedział, co to biblioteka, ale jeszcze nigdy w takim miejscu nie był. Przeczytał więc przed wyjściem na swoim wiecznie zawieszającym się telefonie regulamin korzystania z tego ciekawego przybytku i ruszył na poszukiwania odpowiedniego adresu. Nawigacja w ogóle nie działała, rozzłościł się więc tylko i w końcu zapytał jakiegoś przechodnia o drogę, a ten pokręcił głową i odfuknął, jakby Książę kazał mu wskazać, w którą stronę jest Alfa Centauri:

— Nie mam pojęcia! No skąd ja mogę wiedzieć?!

Wtedy Ksawery usłyszał za sobą dziwnie znajomy głos:

— Ja ciebie zaprowadzę.

Odwrócił się, ale nim ją jeszcze zobaczył, zgadł, że to Lidka. Poznał tego dnia dwadzieścia różnych dziewczyn, z których może ze trzy były w jego typie i ona z pewnością nie należała do tego grona, a jednak ją sobie zapamiętał. Była taka zwykła, nic szczególnego — ani brzydka, ani ładna, ani dobrze ubrana, ani jakoś dramatycznie źle, ani nie powiedziała nic mądrego, ani nie palnęła żadnego głupstwa. Stanęła tylko w pewnym momencie na korytarzu i pokazała koleżance kroki jakiegoś tańca, i śmiała się, ucząc tamtą. Nigdy nie obserwował innych w takich sytuacjach, zawsze był zajęty rozmową, flirtem, w najgorszym wypadku spisywaniem pracy domowej, a teraz miał czas siedzieć i patrzeć, i jakoś go to uderzyło — ten ruch, jej entuzjazm, radość w oczach, beztroska.

I znowu na nią spoglądał, już w złocie popołudniowego słońca, jak ona bez cienia zainteresowania nim wyświadcza mu przysługę.

— Dzięki. Doceniam.

— Nie jesteś stąd?

— Nie. Przeprowadziliśmy się tu tydzień temu.

Mogła zainteresować się jego poprzednią szkołą albo wrażeniami z nowej, zaproponować, że go oprowadzi po mieście. On mógł ją zapytać o nauczycieli, kolegów i koleżanki z klasy, o atrakcje okolicy, no, o cokolwiek. Ale zamiast rozmawiać, szli jakiś czas w milczeniu — on, bo nie pamiętał, kiedy ostatnio prowadził niezobowiązującą konwersację z dziewczyną, i czuł się w tej sytuacji nieco zagubiony, ona, bo miała dziwne wrażenie, że Ksawery jest niezadowolony z tego ich spotkania i że ta jego wdzięczność jest raczej udawana. Zapytała go jeszcze:

— A jak na ciebie mówią? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że Ksawery. To aż trzy sylaby.

Przecież nie mógł jej powiedzieć, że „Książę” — to by zabrzmiało szyderczo, jak wyjęte z ust Ady. No i nagle do niego dotarło, że tak właśnie będzie wyglądało jego życie, że odtąd nie ma prawa być sobą, posyłać tych powłóczystych spojrzeń, rzucać komplementów, chwytać cudzych uśmiechów, przeglądać się w czyichś zachwyconych oczach, tylko jeszcze musi się tłumaczyć takim jak ona — brzydkim… no, a przynajmniej byle jakim ludziom, którzy ubierali się tak jak ona nie dlatego, że ktoś im kazał, i… nawet nie umieli być mili i życzliwi, i oczekiwali czegoś od niego, a to tylko on mógł oczekiwać od innych. Dlatego kiedy dostrzegł kątem oka napis „Biblioteka”, odparował:

— Zastanawiam się, jak bardzo trzeba być leniwym umysłowo, żeby nie móc wypowiedzieć trzech sylab czyjegoś imienia. Nigdy nie przyjaźniłem się z kimś aż tak ociężałym. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak można podawać się za istotę rozumną i nie posługiwać się dłuższymi słowami. Erudycja, elokwencja, inteligencja. Myślenie.

Widział w jej oczach zaskoczenie, a potem złość. I pierwszy raz usłyszał od kogoś innego niż Ady:

— Jaki ty jesteś złośliwy, Ksawery.

Sądził, że tu się rozstaną, ale Lidka weszła z nim do biblioteki i rzuciła jeszcze, nim zniknęła między regałami:

— Koniecznie weź coś z działu psy–cho–lo–gia. Bo może się okazać, że żeby się podawać za istotę rozumną, potrzeba jeszcze u–przej–mo–ści i em–pa–tii.

Uśmiechnął się mimowolnie, chociaż był nadal zły, ale jak się spotkali ponownie przy biurku bibliotekarki, zdążył już ochłonąć i pokazał jej książki, które bierze: „Moc empatii” i „Uprzejmość na co dzień i od święta”. Pokiwała głową z uznaniem, jakby przyjmując to za sygnał do zakopania topora wojennego, i puściła do niego oko:

— Ksawery się dokształci, to może jeszcze kiedyś pogadamy.

— Ksawery reaguje na swoje imię, to możesz zawsze śmiało wołać.

Teraz ona się uśmiechnęła, wzięła swoje książki i wyszła. Nie, nigdy dotąd kogoś takiego nie spotkała, oczywiście oprócz pięknego Filipa, do którego wzdychała już drugi rok, a który może robił jakieś podchody, ale do jej przyjaciółki Róży.

Ach, Filip… Był w ostatniej klasie, wiosną miał podchodzić do matury i zniknąć im z oczu, a one obie od początku liceum nieszczęśliwie się w nim podkochiwały. Przystojny, wysportowany, a jednocześnie utalentowany muzycznie — wydawał się chodzącym ideałem, który jednak podejrzanie często zmieniał obiekt swoich uczuć. Poznały go na kółku historycznym — bo po to na nie poszły — ale od tego czasu zaczęły obracać się w jego towarzystwie i… miały nagle okazję liczyć jego podboje. Jak się w ciągu roku rozstał z czwartą dziewczyną, zaczęły już nieco uważać z tymi swoimi uczuciami, a kiedy Filip na jednej z imprez flirtował przez chwilę z Różą, Lidka szepnęła jej:

— Nie spiesz się.

To była bardzo dobra rada, bo Filipowi się akurat spieszyło i zaraz przestał się Różą interesować, ale wracał do niej czasem, to znaczy w przerwach pomiędzy kolejnymi wybrankami serca. Zresztą z Lidką też się jakoś przyjaźnił, jak ze wszystkimi, bywało, że jej słodził, czulił się do niej, a za chwilę zachowywał się jak… Ksawery. Był pewny siebie, bezczelny, a jak coś nie szło po jego myśli, potrafił wyżyć się na pierwszej lepszej osobie, która mu się nawinęła pod rękę.

Tylko że Filip był w ich szkole bogiem, a Ksawery… Cóż, może po jednym dniu nie powinno się ferować wyroków, ale jednak nie zapowiadał się na kogoś, kto by umiał porwać tłumy. Może pod porysowanymi denkami od butelek umieszczonymi w fatalnej oprawie znajdowała się całkiem symetryczna połowa twarzy z zaskakująco ślicznie wykrojonymi ustami i ultrarównym białym uzębieniem jak z reklamy pasty, i może kolega był wysoki i jakiś taki… kształtny, ale ubierał się jak daltonista, w naprawdę żenujące ciuchy, do tego chyba od ponad tygodnia musiał nie myć włosów i ściągniecie ich mocno w kucyk nie dość, że nie ratowało sytuacji, to jeszcze ją pogarszało, bo wyglądał jak mokry pies z odstającymi uszami.

Musiała jednak przyznać, że obdarzony był naprawdę przyjemnym dla ucha głosem, a jak na kogoś, kto wyglądał tak niechlujnie, a może nawet trochę… obrzydliwie, pachniał nieziemsko. Zwróciła na niego uwagę w szkole, bo przecież był nowy, ale że przez cały dzień miał zły humor i za specjalnie się do nikogo nie odzywał — i naprawdę można było wyczuć, że to nie nieśmiałość stała za tym milczeniem — to tylko się przedstawiła, ale nie podeszła do niego później, omijając go szerokim łukiem przez resztę dnia, choć przecież zawsze z każdym próbowała zaraz nawiązać relację. Ale usłyszała, jak i co mówił Olkowi na angielskim, i jakoś tak zafrapowało ją to trochę.

Teraz poznała go już nieco lepiej i musiała przyznać sama przed sobą — bo przed nim nigdy by tego nie zrobiła — że mogła się z nim nieco bardziej… zaprzyjaźnić. Tak, Ksawery wydawał się ciekawy.

Lidka też była niczego sobie, choć oczywiście absolutnie nie w jego typie. Mimo to z jakiegoś głupiego powodu nie mógł jej łatwo wyrzucić z głowy i jeszcze tego wieczoru sięgnął po książki, które wybrał tylko dla ich tytułów, przypominając sobie, co mu powiedziała. Miał „się dokształcić”. No tyle to on potrafił.

— Idź już spać, bo znowu nie wstaniesz na śniadanie — rozkazała mu Ada, gasząc światło.

Sama też zaraz położyła się do łóżka, szepcząc siostrze:

— Pozwoliłam mu oddzwonić do Marka, a on nie chciał z nim rozmawiać.

— Może to taki foch? — podpowiedziała Hania. — W końcu zabrałaś mu telefon.

— Nie, to nie o to chodzi. Zna hasła do swoich esemów, a też nic nie publikuje. Odciął się od swoich przyjaciół.

— Na osiem miesięcy?

Ada westchnęła ciężko, a potem ubiła sobie jeszcze poduszkę, nim odparła:

— Mam nadzieję, że na zawsze.

Sam zainteresowany planował jednak zapaść się pod ziemię na ograniczony czas, kiedy i tak nic w jego życiu nie miało prawa się zadziać, by potem powrócić w nimbie niespodzianki i znowu się świetnie bawić.

W pierwszym tygodniu w nowej szkole też nie zamierzał się nudzić. Może wyobrażałby sobie, jak to on by im wszystkim siebie pokazał w całej okazałości, jak to by im dał do wiwatu, będąc bardziej sobą, ale z niezrozumiałego powodu zaczęła go wciągać inna gra — o Różę. Rozmawiał z nią kilka razy na angielskim, bo przypadkiem usiedli jakoś blisko siebie, i zaraz się okazało, że Róży podoba się to, jak on jej słucha i jakie jej mówi rzeczy, i nim się zorientował, wpadł w kategorię „przyjaciela”. A on już wiedział po Marice, jak się kończy przyjaźń z nim.

Lidka zaczęła mu patrzeć na ręce, bo szczerze wątpiła w jego dobre intencje wobec przyjaciółki, ale było mu to jakoś w smak. Lubił jej dokuczać i lubił też od niej dostawać. Ale najbardziej podobało mu się, że mógł z nią grać.

Ona chciała pomóc przyjaciółce z Filipem, a on próbował udowodnić Róży, że wcale nie warto za nikim chodzić, jak się ma taką urodę jak ona. Róża słuchała obojga doradców, ale jak Filip do niej podchodził, zapominała, jak się bronić ani jak walczyć, i zostawała zwykle z kilkoma pięknymi słówkami albo zaproszeniem, które po chwili wygasało przez jakąś jego kolejną wymówkę.

Aż raz Filip podszedł do ich trójki, kiedy rozmawiali o najnowszym filmie, i rzucił:

— Róża, pójdziemy na niego razem?

— Akurat na ten wybiera się ze mną — wtrącił się Ksawery.

Filip uśmiechnął się drwiąco i odparł, biorąc Różę za rękę:

— Koleżanka może chcieć zmienić towarzystwo.

A wtedy Hania, która przysłuchiwała się im dotychczas dyskretnie, wsunęła się bratu pod ramię i zapytała:

— Koleżanka zmienia?

Była tak zjawiskowo piękna, że na chwilę zapadła cisza, bo wszyscy obecni, oczywiście oprócz Ksawerego, wbili w nią wzrok w zdumieniu.

— Nie — odparła Róża, odwzajemniając uśmiech Hani, a ta zaraz zrobiła smutną minę i pocałowała Ksawerego w policzek, szepcząc mu jeszcze do ucha: „Znowu mnie porzucasz dla jakiejś dziewczyny. Nic się nie zmieniasz, Książę.”

Fakt, że byli wcześniej umówieni. Zawsze chodzili razem do kina na każdą premierę, oczywiście pod warunkiem, że Ksawery akurat nie próbował poderwać kogoś „wyjątkowego” i nie zostawiał siostry na lodzie, jak teraz.

Filip odszedł w ślad za Hanią, a dziewczyny popatrzyły na Ksawerego pytająco.

— Dziś o szóstej pod kinem? — zapytał swobodnie, jakby nic się nie wydarzyło.

Róża skinęła głową, ale Lidka wbiła w niego wzrok. O, znał to podejrzliwe spojrzenie jej ślicznych oczu, ale czuł się rozbawiony całą sytuacją.

— Kim była ta dziewczyna, która obejmowała ciebie przy Filipie? — zapytała go, kiedy ruszyli już sami z przystanku do domu, machając odjeżdżającej w autobusie Róży.

— A co, jesteś zazdrosna?

— Tak. O Filipa.

— To nie jemu szeptała na uszko…

— Ale on za nią już jakiś czas chodzi. No, Ksawery, przestań się wygłupiać. Martwię się.

— Czym?

— Że znowu zajmie się kimś innym niż Różą.

Ona swoje uczucia do Filipa starannie ukrywała, ale Ksawery widział, jak na tamtego patrzyła, słyszał, jak z nim rozmawiała, i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Lidka czuje do tamtego miętę. Z jakiegoś powodu strasznie go to irytowało. Może dlatego, że Filip nie był wart żadnej z obu koleżanek? Nie był pewien. Tym razem jednak zamierzał poruszyć z nią tę kwestię, bo znudziło mu się udawanie, że nie istnieje.

— Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, dlaczego chcesz jej go oddać, skoro jesteś w nim tak totalnie zakochana — oświadczył wprost, a ona, tak jak się tego spodziewał, rozzłościła się i opanowując się tylko lekko, wysyczała:

— Ksawery, ja, w przeciwieństwie do ciebie, znam swoje ograniczenia. Nigdy nie będziesz z Różą, tak jak ja nigdy nie będę z Filipem.

Otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Sam powiedział Marice:

— Wyobraź sobie, że nie ma ograniczeń. Cokolwiek zechcesz.

I nigdy więcej nie miał zamiaru tych słów powtórzyć.

— Kim była ta dziewczyna? — powtórzyła Lidka.

— Nazywa się Hania i chodzi do czwartej be.

— Ma kogoś?

— No raczej nie…

— Świetnie. To teraz przez ciebie Filip znowu oleje Różę. Mogę się założyć, że już tę Hanię gdzieś zaprosił.

Ksaweremu nie podobał się ten atak, ale jeszcze mniej fakt, że Lidka w ogóle nie była o niego zazdrosna. Nie interesowało jej, skąd on zna Hankę i czemu ona się do niego tak klei. Skoro tak, on miał zamiar udowodnić koleżance, że ona nie ma racji i on będzie z Różą.

Pewne rzeczy mogły rzeczywiście Lidce umknąć, ale inne były jasne jak słońce, o czym się zaraz przekonał, bo Hania oznajmiła mu, że też się wybiera na film — z Filipem.

— Ada, czy mogłabyś wybić siostrze z głowy tego… Filipa?

— Czy nie podrywał ci przypadkiem dziewczyny? — zdziwiła się Hania.

— Podrywał — zgodził się grzecznie. — Ale ja sobie poradzę bez twojego mieszania się w moje sprawy.

— Ada, czy mogłabyś Księciu wyjaśnić, że nie ma szans z przystojnym kolegą, kiedy jest w tym przebraniu?

Ada dyrygowała rodzeństwem w kuchni i była zajęta rozwałkowywaniem ciasta na pizzę, ale jej przedłużające się milczenie wynikało nie z zaabsorbowania pracą, a z tego, że nie wiedziała do końca, co myśleć. Została już wtajemniczona w sytuację przez swoją bliźniaczkę, ale wbrew opinii siostry nie była pewna, czy bez interwencji Hani Róża dałaby Ksaweremu kosza. Jej brat w coś grał i pierwszy raz miała dziwne wrażenie, że dziewczyna, z którą się wybierał do kina, wcale nie szła na randkę, a jeśli nawet szła, to Ada obawiała się, że nie z Księciem, którego znała.

On chyba sam jeszcze o tym nie wiedział. Obierał czosnek i przerzucał się z Hanią wymówkami, którymi mogła przekazać Filipowi złe wieści. Potem usiadł do pianina. Jak skończył grać, zjadł obiad i poprosił Adę o pieniądze, a ona bez słowa wręczyła mu banknoty.

Po drodze do kina ominął wzrokiem wszystkie szyby i lustra, i zaraz przypomniał sobie, jak to jest być Księciem. Jak on dawno nie mówił żadnej dziewczynie takich rzeczy! Jak on dawno nie widział w czyichś oczach tych wesołych iskierek, które zapalał i gasił, kiedy tylko chciał! Zbywał temat Filipa, słuchał jej, zgadywał, co ona chce usłyszeć, i mówił to, i nie myślał o niczym. Dopiero jak Róża wytarła mu z policzka keczup, który on przecież specjalnie tam nałożył, żeby poczuć dotyk jej palców, uderzyło go nagle, że coś szło jakby nie tak.

Róża się w nim nie zakochiwała, to na pewno. Od tego dzieliły ją lata świetlne, i on tego też się w ogóle po niej nie spodziewał. Zakładał sobie, że zdobywanie jej serca zajmie minimum dwa miesiące, jeśli nie trzy. Jego plan na dziś wymagał tylko otwarcia drzwi, i właśnie mu się to udało, widział to w jej oczach. A mimo to miał wrażenie, że znalazł się na trajektorii, która prowadziła tam, gdzie wcale nie chciał trafić.

— No i jak? — zapytała Hania, siadając na brzegu wanny, kiedy mył zęby.

— Ok.

— No Ksawery, co tobie? Opowiadaj.

— W pierwszej połowie padały kwestie niemal teatralne, a w drugiej to chodziło tylko o efekt za każdą cenę, choćby totalnych przekłamań. Końcówka była dobra, ale nie polecam ci, nie warto — splunął do umywalki.

— Czego ty mi nie polecasz? — nie zrozumiała.

— Filmu.

Ada przysłuchiwała się ich rozmowie zza drzwi i uśmiechała szeroko, a potem po cichu wsunęła się pod kołdrę, udając, że próbuje zasnąć. Coś się zmieniło, czuła to wyraźnie. Owszem, był to dopiero początek, ale jaki udany!

Tyle że wrzesień powoli dobiegał końca i Ksawery mógł się stąd zaraz zwinąć i polecieć do matki. Z tym trzeba było się jakoś szybko uporać, bo dziewczyna, dla której nie chciało mu się nawet przebrać, nie miała szans go tu zatrzymać.

— Nie chcę, żeby Książę był taki nieszczęśliwy — wyszeptała Hania, kładąc się obok siostry. — A ta randka wcale mu dobrze nie poszła, nawet nie chciał o niej mówić. I ten Filip tak mu bezczelnie próbował dowalić, że gdybym ja się nie wmieszała…

— To nic by się nie stało — przerwała jej. — Ludzie czasem dostają kosza, to nic złego.

Hania umilkła, bo uznała, że Ada takich rzeczy mogła nie rozumieć. Ona rozumiała. Tak jak brat była olśniewająco piękna i przywykła robić na innych odpowiednie wrażenie. No i jak już czuła do kogoś miętę, to jak Ksawery robiła wszystko, aby przy tym kimś być idealna. Co więc, jeśli on trafił na miłość swojego życia, a one mu właśnie odbierały wszelkie szanse na bycie z nią? Bo że ludzie go tak krzywdzili, jak ten podły Filip… o, już samo to łamało jej serce.

Zgadzała się z siostrą, że Książę nieco… zbyt swobodnie podchodził do uczuć innych i czasem za dobrze bawił się cudzym kosztem. To, co zrobił Marice, z pewnością też nie należało do jego najmądrzejszych decyzji. Ale co innego było zabrać mu te jego gadżety, kasę, którą umiał roztrwonić w najdzikszy sposób, rozdzielić go z przyjaciółmi, którzy w sumie namawiali go do złego, nawet wybierać mu ohydne ciuchy w lumpeksie, a co innego patrzeć, jak usychał z miłości za tą śliczną dziewczyną, która tak doskonale do niego pasowała. Hania nie miała do tego serca i na pewno jakoś by bratu pomogła, gdyby nie fakt, że przez osiemnaście lat swojego życia nauczyła się, że nie należy zadzierać z Adą. Oddała się więc tylko smutnym myślom i zaraz zasnęła, niepocieszona.

Ada miała jednak rację. Róża nie była dla Ksawerego nikim szczególnym, jak jego wszystkie poprzednie sympatie, które pojawiały się i znikały szybciej, niż to nawet zapamiętywał. Było się o co martwić. Książę był grzeczny i potulny, dawał po sobie jechać wielu różnym ludziom, nie samej Adzie, ale tylko i wyłącznie dlatego, że podjął już decyzję — zamierzał stąd wyjechać zaraz po swoich urodzinach.

Owszem, nieraz się tu dobrze bawił. Czuł się wolny od własnych i cudzych oczekiwań, co sprawiało mu nie lada przyjemność. Mógł obserwować wszystkich uważnie, bo nikt nie patrzył na niego. Słyszał o sobie więcej prawdy niż kiedykolwiek, szybko poznał rzeczywiste oblicza ludzi, bo nikt nie chciał mu się na siłę przypodobać, nikt mu nie słodził ani nie zmieniał niczego w jego obecności. Spodobało mu się też życie bez pieniędzy — książki brał z biblioteki, gdzie znajdował stare perełki nieobecne na półkach księgarni; nauczył się robić sobie kanapki do szkoły i nagle nie był uzależniony od ohydztwa sprzedawanego w barach; chwalił też sobie bilet miesięczny, który załatwiał mu absolutnie wszystkie niezbędne podróże, a jeszcze wymagał na nim spacery na przystanki, co nieoczekiwanie okazało się relaksujące.

Ksawery przychodził do szkoły wyspany, z pracą domową i powtórzonym materiałem w głowie. Rozmawiał z fajnymi ludźmi, zaczął się dogadywać z Adą. Pod koniec września poszedł nawet do parku na jakiś darmowy koncert z Olkiem, Lidką i Różą, i było całkiem miło.

Ale to był miesiąc. Jak szalone wakacje, wyprawa, na którą się udajesz z myślą o powrocie do domu. Czuł, że jest zmęczony, i po prostu musiał już być znowu sobą.

Jego urodziny przypadały w piątek. Wieczorem miał razem z siostrami świętować w ich prawdziwym domu, bo część tradycji wymagała zrobienia odpowiednich zdjęć na pamiątkę i przesłania ich rodzicom. Ada już poprzedniego dnia odebrała z cukierni tort i wstawiła go do lodówki, więc kiedy jego nowi przyjaciele zaskoczyli go prezentem, zaprosił ich do siebie na kawałek ciasta.

— Skąd wiedzieliście, że mam urodziny? — zdziwił się jednak najpierw, odpakowując bluzę i pudełko z soczewkami kontaktowymi.

— Widziałam w formularzu z biblioteki — odparła Lidka. — No i jak? Przymierzysz?

Nałożył bluzę i w odpowiedzi na jej gest obrócił się raz dookoła.

— Wow, pięknie! — zawołała z entuzjazmem Róża.

Ale go ucieszyło coś w spojrzeniu Lidki, co sugerowało, że całkiem ładnie mu w czerni, w której nie miał okazji chodzić od sierpnia. Niestety, radość była krótka. Filip zaprosił Różę na randkę — akurat tego dnia spośród wszystkich innych — i Ksaweremu nagle przestało być wesoło. Lidka posmutniała, choć zdziwiłaby się pewnie, że on to w ogóle odnotował.

Ożywiła się lekko, kiedy przyszli do niego, ale on z kolei poczuł się spięty, bo z jakiegoś tajemniczego powodu Ada nadal znajdowała się w mieszkaniu.

— Nie powinnaś być na zajęciach z pianina? — zapytał od razu.

— Nie powinieneś mnie przedstawić swoim przyjaciołom? — odbiła piłeczkę, przyglądając się jego nowej bluzie, a jak skończyli się witać, dodała jeszcze — Ładna. Chyba miałeś kiedyś podobną. Prezent?

— Dostałem też szkła kontaktowe.

— O, jaka szkoda, że masz na nie uczulenie — odparła z niezmąconym spokojem, a potem ruszyła do łazienki schować jego prawdziwe okulary.

Koleżanki były rozczarowane pokojem Ksawerego, bo nie było w nim nic ponad to, co już widziały. Za to z chęcią usiadły z Adą do krojenia tortu, który z jakiegoś powodu wyglądał na bardzo drogi, a smakował, jakby ktoś zrobił go dla siebie w domu.

— Pycha — wymruczał Olek.

— Ksawery nie chciał się pochwalić, że ma urodziny — powiedziała Róża z uśmiechem.

— A wspominał, że chce jutro wyjechać do matki i już nie wrócić? — odwzajemniła jej uśmiech Ada.

Cała trójka przyjaciół popatrzyła nagle na niego z zaskoczeniem, które szybko przerodziło się w żal, a Ksawery poczuł, że wychodzi właśnie na ostatnią świnię. Oni go tak ciepło przyjęli, w dodatku postarali się, żeby obejść jego urodziny, a on miał zamiar zniknąć bez pożegnania.

— Nie wspominał, bo postanowił, że jednak nie wyjeżdża — skłamał, żeby ratować sytuację, a Ada natychmiast sięgnęła po telefon i dodała:

— Doskonale. Od razu nagraj mamie wiadomość, żeby ci nie kupowała biletu, bo jest jakaś promocja i chciała teraz wiedzieć.

Nie miał jak się z tego wykręcić. Mógł jedynie rzucić Adzie wkurzone spojrzenie za plecami gości. Siostra rozjaśniła się zaraz w uśmiechu, wzięła od niego z powrotem telefon i nareszcie zostawiła ich samych.

Lidka pobrzdąkała trochę na pianinie, Olek zwiedził balkon, Róża przejrzała szafę, przymierzając dla śmiechu co bardziej tragiczne ubrania. Znowu zjedli trochę tortu i już mieli się zbierać, bo Róża musiała szykować się na randkę, kiedy Lidka spytała jeszcze Ksawerego:

— Pokażesz, jakie masz fajne książki z biblioteki? — i pociągnęła go do jego pokoju, a jak weszli, on odparł:

— Akurat nic nie mam.

— Bo odniosłeś wszystkie przed wyjazdem — bardziej stwierdziła, niż zapytała.

Milczał, bo widział po niej, że jego kłamstwa na nic by się nie zdały.

— Wyjeżdżasz bez słowa, bo ci powiedziałam, że nigdy nie będziesz z Różą? No to może będziesz. Trochę się jej spodobałeś na tej waszej randce. I pewnie jakbyś czasem umył włosy, to by nie zaszkodziło, ale jak wyjedziesz…

— To co? — przerwał jej. — Co to dla ciebie zmieni? Idzie dziś z Filipem na randkę. Myślisz, że jak zostanę i uda mi się ją poderwać, to Filip w końcu zabierze się za ciebie? Że niemożliwe stanie się możliwe nawet dla kogoś takiego jak ty?

— Ale ty jesteś chujem, Ksawery — pokręciła z niedowierzaniem głową.

— Nawet nie masz pojęcia jakim — odparł chłodno.

Jak zamknął za nimi drzwi, wyciągnął z szuflady Ady swój telefon, zamówił sobie taksówkę, spakował szkła kontaktowe i pół tortu, i pojechał do domu. Tam wziął prysznic, przebrał się i popatrzył w lustro. Tę twarz znał lepiej niż cokolwiek innego. Nie, nie był milutkim Ksawerym, który na urodziny zjadał tort z przyjaciółmi, cierpiąc po cichu, bo wybranka jego serca woli kogoś innego.

Usłyszał dzwonek i poszedł otworzyć ludziom, którzy go naprawdę rozumieli, z którymi spędził dwa lata, a nie miesiąc. Jechali do niego trzy godziny, tak im zależało na jego towarzystwie.

Nim Ada z Hanią przekroczyły próg domu, impreza przeniosła się z salonu na basen, a pijany Ksawery zniknął w swojej sypialni z koleżanką, żeby odbić sobie przymusowy celibat.

— Mamo, Książę… jest chwilowo niedostępny — powiedziała Hania do słuchawki.

— Dziś już nie wytrzeźwieje na tyle, żeby z tobą porozmawiać — dodała Ada, przejmując telefon siostry.

— No, trudno — odparła mama. — Jutro mu złożę życzenia.

Ada rozłączyła się z nią bez słowa, a potem usiadła na leżaku przy basenie i skinęła na Marka.

— Brał coś? — zapytała Hania.

— Nic — odparł natychmiast jego przyjaciel. — Możesz się rozejrzeć, jest tylko alkohol.

— Palił?

— Nie wiem, nie widziałem.

Ada zajrzała do esemów i rzuciła:

— Palił.

A potem ruszyła do jego sypialni, gdzie Ksawery leżał w łóżku z jakąś dziewczyną. Ona spała, on wpatrywał się w lustro zamontowane na suficie. Ada usiadła przy nim, wybrała z torebki pudełko, włożyła mu do ust próbnik, wyjęła i czekała na wynik testu, oparta o zagłówek.

— Zawiodłem cię — zauważył.

Zerknęła na zegarek:

— Za osiem minut przekonam się, jak bardzo.

— Wydaje ci się, że jak mnie przebierzesz za kogoś innego, to przestanę być chujem. Ada, czy to nie szczyt naiwności? Czy ty jednak nie jesteś zbyt inteligentna, żeby robić takie rzeczy, oczekiwać takich rezultatów?

Milczała przez dłuższą chwilę.

— Skłamałeś, żeby im nie robić przykrości.

— Miałem zamiar ich zostawić bez pożegnania.

— Nie ciągniesz Róży do łóżka.

— Zaciągnąłem Arletę — wskazał głową wtuloną w niego dziewczynę.

— Gryzie cię sumienie za to, co zrobiłeś Marice.

Teraz on zamilkł. Ada odczekała jeszcze kilka minut i sprawdziła test, który wyszedł negatywny.

— Coś jest jednak inaczej, Książę — powiedziała mu jeszcze. — To nie jest ta twoja wieczna melancholia. Ktoś ciebie zranił. Albo naprawdę do ciebie dotarło, że Marika to nie jest odosobniony przypadek, a Ada nie przypierdala się do ciebie bez powodu.

Pogłaskała go po głowie i poczuła, jakie ma miękkie włosy po miesiącu codziennego nakładania olejku. No, jeśli nic innego nie da się osiągnąć, trudno. Ale była dobrej myśli. Miała jeszcze siedem długich miesięcy, nim będzie musiała się już ostatecznie poddać.

W poniedziałek Ksawery wsiadł do autobusu w towarzystwie Hani, i to z nią stanął po drugiej stronie pojazdu, skinąwszy tylko dziewczynom z daleka w ramach pozdrowienia. Hania go obejmowała, przytulała, nawet dotykała tych jego obrzydliwych włosów, i opowiadała mu coś albo słuchała go uważnie.

— To jakaś jego kuzynka — wyjaśniła Róży Lidka. — Nie widziałaś, że Ada jest do niej podobna?

— A, masz rację! — ucieszyła się przyjaciółka.

Po piątkowej randce Róża nadal miała w sercu Filipa, ale już zauważyła, że od tamtego pamiętnego spotkania w kinie i potem długiej rozmowy w barze z fast foodem zwracała szczególną uwagę na Ksawerego. Było w nim coś takiego, że w piątek zdarzało się jej żałować, że to nie on siedzi po drugiej stronie stołu. To, jak jej słuchał… to, co mówił… Jak człowiek raz zakosztował takiej przyjemności, zaczynał do tego tęsknić, i ona tęskniła.

Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy, i nawet w piątek ignorowała to dziwne uczucie, patrząc na Filipa, ale że Ksawery pokłócił się o coś z Lidką i trzymał się na uboczu, gadając tylko z Olkiem, to przez kolejne dwa dni z jednej strony czuła radość i łaskotanie w brzuchu, coraz bardziej zbliżając się z Filipem, a z drugiej… zaczęła pisać do Ksawerego, a on jej tak ładnie odpisywał… Uśmiechali się do siebie dyskretnie nad głową Lidki i… i nigdy Róża nie czuła większego zagubienia niż teraz.

We wtorkowe popołudnie siedzieli jak zwykle we trójkę na przystanku, oczywiście tym razem nie odzywając się do siebie, jakby byli sobie obcy. Ksawery miał słuchawki w uszach, Lidka wypytywała Różę o Filipa, a ona musiała opowiadać, jak to wszystko zmierzało tam, gdzie od początku miało, myśląc jednocześnie o tym, że nie chciałaby, aby Ksawery usłyszał cokolwiek z tych jej wyznań. I wtedy podeszła Ada. Uśmiechnęła się do nich grzecznie, chociaż jej oczy rzucały gromy. Usiadła przy bracie, który wyglądał na rozbawionego, i wyciągnęła do niego rękę. On wyjął z uszu słuchawki, zwinął kabel i podał jej swój telefon, który ona schowała do plecaka. Pociągnęła łyk herbaty z jednorazowego kubka i wręczając mu go, wysyczała:

— Do dna.

A on wtedy przestał się uśmiechać i zagryzł wargę, wpatrując się z nietęgą miną w zawartość.

— Ada, na pewno są inne sposoby na załatwienie tej sprawy… — zaczął ostrożnie.

— Może i są, ale nie dałeś mi czasu, żebym nad nimi pomyślała — odparła chłodno.

Wziął łyk napoju i zaraz wsiadł z Adą do autobusu. Nie rozmawiali przez całą drogę, ale pili razem z tego samego kubka — raz ona, raz on.

— Czy to nie było… dziwne? — wszeptała Lidka Róży do ucha.

Różę wyraźnie zajmowało coś innego niż jej przyjaciółkę, bo odparła:

— Myślisz, że zabrała mu ten telefon tylko teraz czy na dłużej?

Okazało się, że na dłużej, bo Ksawery nie odbierał wiadomości, nie zjawił się też przez kolejne trzy dni w szkole. Dopiero w piątek Lidka zapytała o niego Adę.

— Jest chory, ale już mu lepiej.

— Jutro są urodziny Róży i idziemy do Astorii, restauracji jej mamy. Jakby poczuł się ok, to powiedz mu, żeby przyszedł. O czwartej.

Ada skinęła głową na zgodę. Jednak, jako że już zorientowała się po ilości przychodzących na telefon Ksawerego wiadomości od Róży, że Księciu udało się podbić jedno serce, i jak zwykle to, na którym mu w ogóle nie zależało, nie miała zamiaru przekazywać wiadomości w odpowiednim terminie — lepiej było trzymać go z daleka od tej biednej dziewczyny. Ale sama informacja bardzo się jej przydała, bo ojciec, którego Ksawery zaprosił do domu na te kilka ostatnich dni, w ramach pożegnania zarezerwował stolik w Astorii dokładnie w porze obiadowej.

— My z Hanią nie idziemy, tato. Spędziłyśmy z tobą tyle czasu, a Książę nie miał za wiele okazji. Niech to będzie wasze męskie wyjście — powiedziała, zaskakując Hanię.

Ksawery przeleżał ostatnie trzy dni w łóżku, rzygając co rano jak kot, i nie czuł się jeszcze najlepiej, dlatego nie dał rady dostrzec w zachowaniu Ady niczego podejrzanego. Dopiero jak usiadł z ojcem przy stoliku i zobaczył po drugiej stronie sali Lidkę, Różę i Filipa, zrozumiał, czemu siostry nie mogły się z nim pokazać.

— Nie powinieneś zamawiać sobie steka po takich problemach żołądkowych — doradził mu ojciec.

— Zjem, nawet jakby miał mi zaszkodzić, tato — odparł, łapiąc spojrzenie Róży i śląc jej swój najbardziej zniewalający uśmiech.

Zarumieniła się i spuściła wzrok. Filip zauważył jego zainteresowanie Różą i natychmiast ją objął, żeby pokazać, kto tu do kogo należy. Niestety, Lidka siedziała odwrócona tyłem do Ksawerego, więc nie mógł się zabawić tak, jak naprawdę miał na to ochotę.

— Powiem ci szczerze, że miałem dziwne wrażenie, jakbyś raczył się tym… zapomniałem, co to było… kardamon? Cynamon? To, na co jesteś uczulony.

— Tato, po co miałbym to robić? — udał rozbawienie, ale że kątem oka zauważył, że Lidka szła w stronę toalet, rzucił zaraz, wstając od stołu — Weźmiesz mi kieliszek wina? Z okazji moich urodzin.

— Ok.

Odczekał kilka chwil, nim Lidka wyjdzie z toalety, i ruszył, żeby po drodze na nią wpaść. Chciał przejrzeć się w jej oczach, zajrzeć w nie głęboko i jeszcze uśmiechnąć się czarująco, ale ona spuściła wzrok, jak tylko się zbliżał, jakby nie miała odwagi na niego spojrzeć.

Poczuł się nagle bardzo dziwnie. To tak by to wyglądało, gdyby…?

Umył ręce, patrząc w lustro. Co on jej powiedział? Że niemożliwe stanie się możliwe nawet dla kogoś takiego jak ona. Wow, teraz do niego dotarło, co to dokładnie znaczyło.

Usiadł z powrotem do obiadu i popijając wino, odkręcił kilka rzeczy, którymi wcześniej planował doprowadzić Adę do białej gorączki. Ojciec poprosił, żeby zamówił taksówkę, więc skłamał:

— Zostawiłem telefon w domu.

— Ty, Ksawery? — zdziwił się ojciec.

— Uczę się mindfulness, tato. Koncentrowania się na tu i teraz, naszej rozmowie, wiesz…

Ojciec uśmiechnął się lekko i przerwał mu:

— Widziałem właśnie. Jak jej na imię?

— Lidia — odparł, zanim pomyślał.

— Lubiłem tę… jak ona się nazywała? Martyna? Milena?

— Marika.

— O, właśnie.

Ksawery nic już na to nie odpowiedział. Kiedy jednak, pożegnawszy ojca, Ada zapytała, czy chcą zostać w domu do niedzieli, czy wracają, poprosił:

— Wracajmy.

Bo może jego pokój był nowy, może jego rzeczy dalej tkwiły nierozpakowane w kartonach, ale w szafie wisiał garnitur, który miał na sobie, kiedy spełniał marzenie swojej najlepszej przyjaciółki, a na półce w łazience stała jej ulubiona perfuma. Kiedy tu przyjechał po raz pierwszy i wyjmował flakon z walizki, w ogóle nie poświęcił temu uwagi, ale teraz przestawił go do szafki, jakby nagle nie mógł na niego patrzeć.

— Olejek — przypomniała Ada, a Hania zaraz się tym zajęła, i jak wyszli z domu i stanęli na przystanku, Ksawery poczuł, że już znowu nikt na niego nie patrzy.

— Chcę z powrotem mój telefon. Będę grzeczny — zapewnił Adę.

— Aż do momentu, kiedy znowu ci się znudzi — zauważyła, wahając się.

— Książę, przysięgnij — poleciła Hania. — Na życie naszej matki.

— Nie mam pięciu lat jak ty, więc mogę ci też dać słowo harcerza albo podpisać coś własną krwią — odparł rozbawiony, ale że patrzyła na niego wyczekująco, westchnął ciężko i powiedział — Przysięgam na życie mamy, że nie wykorzystam telefonu do robienia rzeczy, które mogą się nie spodobać Adzie.

— Zacznij od niemieszania w głowie Róży, bo to też mi się nie podoba — odpowiedziała Ada, wręczając mu komórkę.

Przejrzał wiadomości — niemal wszystkie od tamtej — i trafił na jedną od Lidki: „Naprawdę jesteś chory czy tym razem postanowiłeś być chujem dla Róży?” Ok. Musiał się tu jednak poprawić, jak zalecała Ada. Odpisał więc Róży niewiele, ale miło, złożył też życzenia i przeprosił za to, że nie mógł przyjść, a kiedy dotarł do domu i ułożył się już wygodnie na łóżku w swoim pokoju, zadzwonił do Lidki.

— Hej.

— No, Ksawery, szok i niedowierzanie. Po raz pierwszy odzywasz się sam. Czemu to zawdzięczamy? Pocałunkowi śmierci na tych twoich ślicznych ustach?

— Od kiedy to mam śliczne usta?

— Od kiedy dzwonisz. No i mam dla ciebie złą wiadomość, to chciałam ci ją najpierw trochę osłodzić. Róża jest z Filipem. Już przepadło.

— Yhm. To cieszę się.

— Z czego?

— Chciałem jej pomóc, pomogłem.

— Jakie ty masz nagle dobre serduszko, Ksawery! Kto w to uwierzy?

— Słyszę właśnie, że nie ty.

— Ależ masz głos. Radiowy. Tak się przyjemnie go słucha.

— No to co jeszcze? — westchnął teatralnie.

— Dziś w restauracji uśmiechał się do Róży najprzystojniejszy chłopak świata. I to po tym Filip poczuł się o nią zazdrosny, nie po randce z tobą. Także nie pomogłeś, czy chciałeś, czy nie chciałeś.

— Najpiękniejszy chłopak świata? — powtórzył rozbawiony.

— A żebyś wiedział. Jak go jeszcze kiedyś spotkam, zrobię zdjęcie. To się dopiero zdziwisz.

— Przystojniejszy od Filipa?

— Zdecydowanie.

— Tobie też się podobał?

— Ksawery, on wyglądał jak książę z bajki, jak mógł mi się nie podobać?

— To skoro Filip jest zajęty…

— No, sam mi powiedziałeś, gdzie moje miejsce.

— I właśnie dzwonię… przeprosić za to, co powiedziałem.

— Nie przepraszaj, bo jeszcze będę ci musiała współczuć, że masz złamane serce.

— Jak ty.

Umilkła, więc dodał:

— Akurat Filip nie był dla ciebie. Trudno. Ale, Lidka, kiedyś zakocha się w tobie najpiękniejszy chłopak na świecie, jestem o tym święcie przekonany. Może nawet już się zakochuje?

— To mu… powiedz… — poprosiła przez łzy — żeby… czasem zadzwonił… pogadać.

— Ok.

— Dobranoc… Ksawery.

— Dobranoc, Lidio.

Rozłączył się z ciężkim sercem. Czuł się… idiotycznie. W ogóle nie wiedział, skąd się wzięły nagle te wszystkie emocje. Ale nim się opanował, Ada przyniosła mu drugi telefon.

— Mama — wyjaśniła jeszcze, więc usiadł na podłodze na tle białej ściany i odebrał połączenie wideo.

— Boże, Ksawery, wszystko dobrze? Strasznie źle wyglądasz. Słyszałam, że wymiotowałeś, ale…

— Chyba się zakochałem — przerwał jej.

— Zakochujesz się średnio cztery razy do roku, to chyba wiem, jak wtedy wyglądasz, i na pewno nie tak.

— Tym razem zakochałem się nieszczęśliwie.

— To też już przerabialiśmy — zauważyła mama łagodnie, ale zaraz dodała już nieco gorzko — Przez tamte pół roku znalazłeś wiele pocieszycielek.

— Tym razem nie szukam.

— Naprawdę, mój Książę Niebieski? Bo słyszałam od Ady coś innego.

Popatrzył w sufit, opierając głowę o ścianę za sobą.

— No, masz rację. Rzygałem przez trzy dni i muszę dojść do siebie, dużo pić i jeść jakieś lekkostrawne rzeczy, to mi przejdzie.

— Książę… Ze wszystkich ludzi to ja najbardziej bym chciała ci uwierzyć. Ale już nie umiem na słowo. Jesteś jak Amorek, taki trochę rozkapryszony, niestały w uczuciach, egoistyczny. I powiem ci szczerze, że cieszę się, że rozdzieliłam ciebie z Mariką, bo to jest jedna jedyna dziewczyna, której nie skrzywdziłeś, a ja się zawsze bałam, że skrzywdzisz. Cieszę się, że już teraz nie muszę się o nią bać.

Zamknął oczy.

— Ksawery… Nie obrażaj się na posłańca, taka prawda, sam ją doskonale znasz.

— Tak, mamo. Masz rację. Bardzo mi przykro, że jestem kimś takim, że musisz znosić mnie i moje kaprysy. Patrzeć, jak ranię innych ludzi.

— Ksawery…

— Przepraszam, że się tyle przyjaźniłem z Mariką, że narażałem ciebie na ten lęk o nią. Nie powinienem był.

— Ksawery, przestań.

— Dobrze, mamo, przestaję — rozłączył się, a potem wyciszył telefon i odłożył go na bok.

Policzył do dziesięciu, wolno, nasłuchując, aż weszła Hania, uklękła obok i go przytuliła. Położyli się na łóżku, ona głaskała go po głowie i szeptała:

— Książę, ja widzę, że naprawdę jesteś nieszczęśliwy. Jeśli coś mogę zrobić… jeśli czegoś potrzebujesz… ja ci wszystko dam. Wszystko załatwię. Tylko powiedz.

Ale Ksawery pierwszy raz w życiu nie chciał niczego więcej niż tego, co już od niej otrzymywał. Bo nic więcej też nie mogła mu tym razem dać.


O ile wcześniej Ksawery nie miał za wiele do czynienia z Filipem, o tyle teraz spędzał mnóstwo czasu obserwując, jak ten ustawia podług siebie Różę i „otwiera się” przed Lidką, i żadna z tych rzeczy się Ksaweremu nie podobała. On nigdy czegoś podobnego nie robił. Może przyzwyczajał wszystkie swoje dziewczyny do tego, że dużo imprezował, może flirtował sobie czasem dla sportu, no i trzymał blisko Marikę, czy danej jego sympatii się to podobało, czy nie, ale jego flirty były zawsze niezobowiązujące, nigdy nikogo nie zdradził, to raz, a dwa, że on zawsze każdą wielbił, a nie, że wytykał jej mankamenty. A Filip chciał, żeby Róża ubierała się inaczej, zabawiała innych jak on, miała własne zdanie i umiała go bronić. No i siadał z Lidką i mówił:

— Uwielbiam ten twój cięty język. Dla mnie to takie ważne, żeby dziewczyna wiedziała, czego chce, jak ty, i żeby umiała o tym mówić, jak ty.

Lidka nigdy nie mówiła o tym, że chce Filipa, a chciała. To było idiotyczne złudzenie albo raczej przekłamanie, i ona chyba też wiedziała, że tak jest, ale była zakochana i wolała słyszeć swoje imię z jego ust, niż tylko patrzeć, jak on całuje Różę.

Z kolei Róża, choć całowana i niby noszona na rękach, coraz częściej siadała z Ksawerym i wypłakiwała się na jego ramieniu:

— Idziemy gdzieś, a on tylko rzuci na mnie okiem, i jak mam za długą sukienkę, to nic nie powie, ale cały wieczór komplementuje stroje innych dziewczyn. A ja mam takie uda, że… wiesz… nie chciałabym…

Ksawery starał się unikać Róży, ale ona do niego lgnęła, szukając akceptacji i wsparcia, więc jak już go usadziła naprzeciwko siebie, to tłumaczył jak kiedyś Marice:

— Nie musisz się dla kogoś zmieniać. Masz obowiązek zmieniać się tylko dla siebie.

I raz na jakiejś większej imprezie mówił jej właśnie:

— Następnym razem nie nakładaj na siebie czegoś, w czym się sama sobie nie podobasz, bo ubranie jest dla ciebie, nie dla innych.

Kiedy jego słowa usłyszał Filip, który akurat tę sukienkę kupił, i zaraz się wtrącił:

— Róża, czy ty przyjmujesz rady, jak się ubierać, od człowieka, który wygląda jak klaun?

— Ja uosabiam swoje ideały — Ksawery kontynuował niezrażony, dalej zwracając się do Róży. — Moje… stylizacje wymagają oczywiście pewnej odwagi, której, zauważ, nikt od ciebie nie ma prawa oczekiwać…

— Mycia włosów też? To chyba podstawa higieny — przerwał mu Filip.

— Może dlatego Ksawery myje je codziennie — zabrała głos Ada. — Natrząsanie się z cudzej choroby jest naprawdę słabe. Na drugi raz pomyśl, nim coś powiesz.

Ksawery zapłonął gniewem i już miał Adzie dać do wiwatu za wycięcie mu takiego numeru — no bo po jej interwencji wychodziło na to, że on zawsze już będzie dokładnie tak wyglądał, a on przecież wolał, aby dziewczyny uważały, że wystarczy go doszorować i będzie przypominał człowieka — ale wtedy Lidka wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą.

— Chodź, pokażę ci coś — powiedziała mu jeszcze na ucho, bo najpierw się zaparł.

Uległ jej, uznając, że doda kiedyś między wierszami, jak to się leczy i za kilka miesięcy będzie mógł nareszcie mieć normalne włosy, a w domu omówi z Adą… I dopiero wtedy do niego dotarło, że nie zna planu na zakończenie tej przebieranki. Jak to możliwe, że dotąd o tym nie pomyślał?! Przecież… nie może tak po prostu w maju przyjść do szkoły jako on. To znaczy do szkoły to mógłby przyjść, w tym nie było nic trudnego, tylko… Już pal sześć z tłumaczeniem, dlaczego nie był dotąd sobą, ale… jak on miał im nagle pokazać, kim jest?

Lidka poprowadziła go schodami na górę do sypialni rodziców Elwiry, do której należał ten dom, a potem wskazała brodą sufit nad ogromnym małżeńskim łożem. Był wyłożony lustrem, jak w jego pokoju.

— Widziałeś kiedyś coś takiego? Oczywiście nie pytam o porno, tam to pewnie standard. Ale wyobrażasz to sobie? Uprawiają seks, gapiąc się na siebie…

— Ja akurat jestem fanem — przerwał jej na wszelki wypadek, nim by dodała coś, czego nie chciał usłyszeć.

Zaśmiała się:

— Właśnie byłam przekonana, że ci się coś takiego spodoba, Ksawery — położyła się na łóżku i skinęła na niego, żeby przyszedł.

Ułożył się wygodnie obok niej i popatrzył w górę. Prześlicznie wyglądała w tej sukience, miała makijaż — wszystko starannie dopracowane, ale dla Filipa, nie dla niego.

— Chciałabym być taka pewna siebie jak ty — podjęła, przyglądając mu się uważnie w lustrze, jak on jej. — Czasem słucham, jak motywujesz Różę, żeby o siebie walczyła, i też bym chciała… wiesz, wziąć od ciebie kilka lekcji.

Milczał, a ona źle zinterpretowała to milczenie i sięgnęła ręką do jego koszuli, zaczęła ją powoli rozpinać, wpatrując się w jego oczy nad sobą. Było jej trudno cokolwiek w nich odczytać, bo lekko przyciemniane, grube i porysowane szkła okularów zbyt mocno je deformowały, ale mimo to wcale się nie zdziwiła, że przytrzymał jej rękę.

— Miałem taką przyjaciółkę od dzieciństwa, Marikę — odezwał się w końcu. — Tak jak ty, zakochała się w takim chłopaku jak… Filip. On lubił imprezować, więc ona zaczęła jeszcze więcej. On lubił uprawiać seks, więc ona jeszcze bardziej polubiła to robić. Stała się bardzo pewna siebie. Brała to, na co miała ochotę.

Przyglądał się jej dalej, zatapiając się we wspomnieniach, aż go ponagliła:

— I wzięła go w końcu? Czy nigdy się jej nie udało? No, Ksawery, jaki jest morał tej historii?

— Morał? Zaczęło się jej wydawać, że wie, czego chce. Taki jest morał — fuknął nieoczekiwanie. — Szukasz pocieszenia, Lidka?! Chcesz się na mnie nauczyć, jak mu zawrócić w głowie?! Dowiedzieć się, jak odbić go Róży?! Już ci się wydaje, że wiesz, czego chcesz, czy do ciebie dociera, że nie masz pojęcia?!

Rozpłakała się i wtuliła twarz w jego ramię, a on patrzył na nią dalej i czuł, jak bardzo nie chce tu być. Mógł ją przed chwilą namówić do wszystkiego, mógł… Ale nie chciał. I to byłoby pewnie jakoś dobre, a przynajmniej znośne, ale jednocześnie im bardziej kierował się tu sercem, tym bardziej rozumiał, co zrobił Marice, i to już było dla niego nieco za dużo. Dlatego się od niej delikatnie odsunął, wstał i wyszedł z sypialni.

Na dole jeszcze natrafił na Hanię, która miała jakiś dar odczytywania z jego twarzy wszelkich emocji, i zaraz porzuciła swoje towarzystwo, żeby wrócić z nim do domu.

— Nie musisz…

— Nie muszę, Książę — przerwała mu, wsuwając swoje ramię pod jego.

Szli całą drogę w mżawce. Ona mu opowiadała o swoim Robercie, potem o filmach, na które chciała się wybrać do kina, a on słuchał jej w milczeniu.

— Haniu… Czy ja jestem taki sam jak Filip? — odezwał się wreszcie.

— Oczywiście, że nie, Książę.

— A… jak bardzo jestem do niego podobny?

Westchnęła i wsunęła mu się cała pod ramię.

— W ogóle nie jesteś, Ksawery, ale… Wiesz, że ciebie kocham najbardziej na świecie, i… to jest bardzo trudne, żeby tak jasno ci to wytłumaczyć… Ta dziewczyna, z którą się przespałeś w swoje urodziny, to… na pewno wiesz, jak ma na imię… wiesz, o czym marzy, czego jej brakuje w życiu i… na pewno zauważyłeś u niej coś pięknego… albo wyjątkowego… i pewnie zadbałeś, żeby miała super wieczór, niesamowite przeżycia… Tylko ty nie myślisz, że ona się następnego dnia obudzi z tego snu, a ty jej będziesz dobrze życzył, ale zajmiesz się już czymś innym, kimś innym. To boli… jeszcze bardziej niż to, co robi Filip.

— Nie chciałem skrzywdzić Mariki.

— Wiem, Książę, wiem. Ale ty chyba nikogo nigdy nie chciałeś skrzywdzić.

Weszli do mieszkania, a tam czekała już na nich Ada, w wyraźnie złym nastroju.

— Możesz mi wytłumaczyć, Ksawery, dlaczego Lidka zamknęła się z tobą w sypialni, a potem wyszła stamtąd z rozmazanym makijażem?!

— A ty mi możesz wytłumaczyć, Adrianno, dlaczego zrobiłaś ze mnie człowieka cierpiącego na ekstremalny łojotok?!

— Lepsze to niż zarzut o elementarny brak higieny.

— Lepsze to niż zarzut, że wyszła z uśmiechem i rozpiętą sukienką.

— Książę…

— Królowo.

— Jeśli się dowiem, że ją skrzywdziłeś…

— To co mi zrobisz, Ada?! Już nic więcej się nie da! Co ty mi jeszcze możesz zabrać?!

— Mogę powiedzieć matce, co zrobiłeś Marice!

— Zrobiłem to, o co mnie Marika poprosiła!

— Super! To ja cię teraz proszę, żebyś na sześć miesięcy zostawił w spokoju wszystkie dziewczyny! Żadnych imprez! Żadnych randek! Żadnych flirtów! Są inne rzeczy w życiu, znajdź je!

— Ada, super, to teraz ja cię proszę, żebyś się ode mnie odpierdoliła! Nie jesteś moją matką! — opanował się zaraz i podjął spokojniej — Nie musisz mnie wychowywać. Nie musisz wiecznie stać nade mną i walić mnie po głowie, aż coś do mnie dotrze. Bo może nie dotrze. Nigdy. Może jestem chujem i nim zostanę, i albo się z tym pogodzisz, albo nie musimy mieć ze sobą nic wspólnego, jak z ojcem. Zaraz wyjeżdżasz na studia i mnie nie upilnujesz. I naprawdę łudzisz się, że to coś zmieni, co teraz robisz? Że mi to otworzy na coś oczy? No, Ada, jak mnie będziesz musiała w końcu spuścić z łańcucha, to pożałujesz, że mnie na nim trzymałaś, bo jedyne, czego ja się teraz uczę, to że chcę dalej tego, co było. Rozumiesz, Królowo?

— Telefon — odparła Ada, wyciągając do niego rękę.

Ksawery wyjął komórkę, a potem rzucił nią o ścianę i poszedł do swojego pokoju. Hania podeszła do Ady i objęła ją, szepcząc do ucha:

— Miałaś rację, zmienia się. Pytał mnie, w czym jest podobny do Filipa. Mówił, że nie chciał skrzywdzić Mariki. Myślę, że go to dręczy. Widzi, co spotyka te jego koleżanki, i chyba mu na nich zależy, tak naprawdę. Zobaczysz, Ada, jeszcze ci kiedyś podziękuje.

Ksawery nie miał zamiaru dziękować ani w tamtej chwili, ani przez cały listopad, kiedy szlaban i brak telefonu naprawdę dały mu się we znaki. Róża była całkowicie zaabsorbowana Filipem, Lidka odsunęła się od niego po tamtym i wyraźnie go unikała, a on nie miał co ze sobą zrobić poza chodzeniem z Hanią do kina i czytaniem książek. W końcu z desperacji usiadł do pianina i zaczął ćwiczyć granie piosenek, które lubił śpiewać. Robił to, kiedy siostry były jeszcze w szkole albo wychodziły gdzieś wieczorem, bo za nic nie przyznałby się do tego żadnej z nich. Ale raz trafił na fragment, którego nijak nie dawał rady idealnie zagrać, zebrał się na odwagę i poprosił Adę o pomoc. Posłuchała, jak brat gra, zaproponowała doskonałe rozwiązanie, a potem dodała:

— No to zaśpiewaj.

I zaśpiewał, a ona milczała przez cały utwór, wbijając wzrok w podłogę. No, tego jeszcze brakowało. Nie, nie to miała na myśli, każąc mu szukać innego hobby…

— Musisz jeszcze sporo poćwiczyć — rzuciła na odchodnym i dopiero Hani wyznała szczerze — Jak zacznie grać i śpiewać, to będzie już hurtowo łamał serca.

— Na razie, Ada, to tobie ufa i nigdy nikomu nie da siebie usłyszeć. Nawet mamie wstydzi się cokolwiek zaśpiewać. Ale ty go nie możesz trzymać w niewiedzy w nieskończoność.

— Mam jeszcze pięć miesięcy, potem to i tak wszystko przepadnie.

Ada nie za bardzo wiedziała, co zrobić. Żałowała zamknięcia Ksawerego w domu, odcięcia go od wszelkich kontaktów ze znajomymi, poza oczywiście tymi w szkole. Nie chciała go przecież tak naprawdę ukarać, tylko zmienić, choć było to założenie bardzo naiwne i jak jej to brat wyrzucał, czuła, że się wstydzi.

Książę umiał być sam i często sam bywał, nawet kiedy nie miał szlabanu. Lubił czytać, gubił się w książkach na wiele dni, i to Marika albo Marek przychodzili go z nich wyciągać. Problem polegał na tym, że te wszystkie historie i myśli, które zbierał, uczyły go, co, kiedy i komu mówić, a z jakiegoś tajemniczego powodu nie objaśniały mu wcale, że nie powinien.

Na początku Ada nie wtrącała się w jego przyjaźnie ani tym bardziej miłości. Był pięknym chłopcem, koleżanki obu sióstr wiecznie to powtarzały, tak jak koledzy wiecznie mówili to samo o Hani. W dodatku Ksawery, wychowywany przez trzy kobiety, tak świetnie potrafił nawiązywać kontakt z płcią przeciwną — no co było w tym złego? Może zakochiwał się i odkochiwał odrobinkę zbyt szybko, ale to też już była kwestia do rozwiązania dla dziewczyn, które spotykał, nie dla jego siostry. To one miały znać jego reputację i nie nabierać się na samą urodę.

Ale raz Marika usiadała z nią na jakiejś imprezie i powiedziała:

— Ada, wiesz, czemu on jest dla nas Księciem?

— Bo my go tak nazywamy?

— Nie.

— Bo Ksawery to zbyt długie imię i potrzebował krótkiej ksywki?

Zaśmiała się:

— Pewnie też — ale zaraz spoważniała, dodając — Bo dla najładniejszych dziewczyn na sali staje się takim przysłowiowym księciem z bajki.

— Staje się?

— Jak Ksawery zaczyna rozmawiać z dziewczyną, która mu się podoba, to się w niej natychmiast zakochuje. Zaraz jak kończy rozmowę, ta miłość mu mija, aż do następnego spotkania. Ale jak ma ochotę na seks, to bierze potem jedną z takich koleżanek za rękę i prowadzi do swojej sypialni.

Ada była mocno sceptyczna. Jej brat, owszem, miał rzesze przyjaciółek, ale raczej więcej czasu poświęcał używkom, którymi lubił podkręcać zabawę, niż podrywaniu dziewczyn. Jak już z jakąś chodził, nigdy jej nie zdradzał i nawet nie dawał jej zbyt wielu powodów do zazdrości. Ta… teoria sama w sobie już była absurdalna, ale Adę zastanowiło bardziej to, że Marika, która znała Ksawerego od dziecka i która się w nim pewnie od tamtego czasu beznadziejnie kochała, teraz posądziła go o lód zamiast serca i to jeszcze w rozmowie z nią. Zapytała więc:

— Czemu mi to mówisz?

Marika popatrzyła na Księcia i znowu się uśmiechnęła, tylko tym razem jakoś gorzko:

— Bo to, co on robi, to też twoja wina. Ty go nauczyłaś tego, co umie. Wyćwiczyłaś go tak, że weszło mu to w nawyk i on już tego nawet nie czuje.

— W czym ja go ćwiczyłam? — zdziwiła się Ada.

— Nigdy nie umiałam tego złapać, to… bardzo subtelne. Opowiem ci coś, co takie subtelne nie jest, żebyś zrozumiała. Kiedyś wychodziliśmy z Ksawerym z domu. Miał na sobie jakiś zwykły t–shirt i chciał się przebrać, ale ja mu powiedziałam, że mamy wyskoczyć po lody, a nie iść na imprezę. W korytarzu spotkaliśmy waszą matkę, która zasugerowała mu, żeby ten t–shirt zmienił, później ciebie, a ty wyśmiałaś go za to, co miał na sobie. Na końcu natknęliśmy się na Hankę, która wzięła go za rękę, zaprowadziła z powrotem do pokoju i wybrała mu coś „bardziej pasującego do jego szortów”. I tak było z każdą rzeczą, którą powiedział albo nawet pomyślał, Ada.

Nie chciała być niedelikatna, więc zamiast wyśmiać Marikę, przemilczała swoje odczucia. Jej brat nie rozwinął magicznych mocy, bo nauczyły go, jak się dobrze ubrać. A jeśli jakaś dziewczyna dawała się nabrać na jego gadanie, to szukanie winnych poza sobą nie wydawało się dobrym pomysłem. Może i Ksawery miał ładną buzię i fajne ciało, ale dla niej był dalej gówniarzem, który potrafił się naćpać w jacuzzi i o mało nie utonąć, a jednocześnie co wieczór prosił Hanię, żeby zrobiła mu kakao. Nie mogła uwierzyć, że jej brat mógł być dla kogokolwiek kimś więcej niż ślicznym chłopcem, choć widziała, że kiedy rozstawał się ze swoimi dziewczynami, one zawsze płakały, jakby właśnie kończył im się świat.

Aż pewnej nocy, gdy Ada wracała z kuchni ze szklanką wody, wpadła na korytarzu na swoją przyjaciółkę. Ewunia była całkowicie trzeźwa, zawstydzona, a jednocześnie miała w oczach jakiejś dziwne rozmarzenie. Minęła ją bez słowa i poszła prosto do drzwi, a Ada ruszyła do brata, który spał nago na łóżku.

— Ewa? — zapytała, budząc go.

— Ewa.

— Ma chłopaka.

— Artura, wiem.

— Znam ją. Ona go tak bardzo kocha. Nigdy by go…

— Ada, błagam cię, nic się nie wydarzyło. Idź już spać, jutro masz klasówkę z fizyki.

Jednak się wydarzyło, bo odtąd Ada codziennie słyszała od przyjaciółki o swoim bracie. Nagle Artur nie znaczył nic, a Ksawery — wszystko. Ewunia powtórzyła jej, co mówił tamtego wieczoru, i wcześniej, ilekroć się widzieli, a Ada nagle jakby zaczęła rozumieć, co powiedziała jej kiedyś Marika.

Potem Książę miał zły humor i wyżalił się Wioli, koleżance Hani, i niby do niczego nie doszło, a efekt końcowy był ten sam.

— Wiola się zakochała — wyznała Hania siostrze z lekką konsternacją. — To ostatnia ładna dziewczyna, którą mu przedstawiłam, rozumiesz? Żadnej innej nie zaproszę do domu.

I Ada nie miała wyjścia, jak uwierzyć w niemożliwe. Przyszła więc do Ksawerego po wyjaśnienia, a on ją tak wyśmiał, jak ona chciała wtedy Marikę:

— Ada, czy ty sama siebie słyszysz? Co ty mi teraz zarzucasz? Że ktoś się we mnie zakochał? Uważasz, że to jest moja wina? Nie mogę sobie pogadać z koleżanką? Czy ja którejkolwiek wyznawałem miłość? Obiecywałem cokolwiek?

— No, nie, Książę, ale…

— Ale co, Ada? No co?

Hania odpowiedziała wtedy za nią:

— Może to jest trudno ująć w słowa, ale wszyscy to czujemy, Ksawery. Jesteś nie fair i ty też o tym wiesz.

Popatrzył na nie i prychnął:

— Może jak Marika zaczniecie udzielać koleżankom wsparcia psychicznego? Ona uważa, że po rozmowie ze mną każda ładna dziewczyna powinna iść się leczyć.

On to mówił prześmiewczo, ale Ada poczuła, że Ewuni naprawdę odbiło, że zniszczyła sobie wszystko — od udanego związku z naprawdę fajnym chłopakiem przez spokój ducha po wyobrażenie o tym, czego chce w miłości.

— Ach, bo Ksawery… — zaczynała, a Adzie już robiło się niedobrze.

— Zgadzam się z Mariką — powiedziała w końcu Hania. — On chyba nie do końca rozumie, co im robi.

— Wybiera je — nie zgodziła się Ada. — Nie każdej próbuje zawrócić w głowie.

W końcu nawet mama, która zawsze widziała w Księciu wszystko co najlepsze, dała się przekonać, że popełniły gdzieś błąd, skoro Ksawery nie był stały w uczuciach — ale nawet z nią po swojej stronie Ada nie miała jak wpłynąć na brata. Narkotyki można było wyplenić, za palenie ścigać, alkohol i imprezy — ograniczyć, ale jak kazać się Księciu zamknąć, jak go nakłonić, żeby nie rzucał tych swoich powłóczystych spojrzeń i czarujących uśmiechów, jak mu zabronić się znowu zakochać?

Teraz nareszcie mogła go odciąć od wszystkiego — i odcięła, ale Ksawery dalej nie przestawał być sobą. Dwie dziewczyny, które sobie wybrał na towarzystwo w czasie niedoli, zerkały na niego ukradkiem, jakby czekały, aż on się w końcu do nich łaskawie odezwie, może je za coś przeprosi, może o nie zawalczy z Filipem. Tymczasem on rozsiadał się wygodnie na szkolnej podłodze, jadł swoją kanapkę i pochylał nad książką, zupełnie je ignorując. No i teraz jeszcze wracał do domu i ćwiczył swój piękny głos, i chyba już powoli orientował się, że umie świetnie grać i poradzi sobie bez siostry…

Cóż, gdyby Ada miała jakieś wyjście, to nie zgodziłaby się na szkolny wyjazd, ale że skończyły się jej pomysły na trafienie do brata, a na te warsztaty jechały tylko dwie klasy o tym samym profilu — jej i jego, i mogła poprosić o przydzielenie Ksawerego do swojego pokoju — uznała, że trzeba zaryzykować.

Może i Ksawery już się nieprzeciętnie wynudził przez miesiąc z hakiem, ale nadal nie uśmiechało mu się przebierać aż na tyle godzin, bo te wielkie okulary ze szkłami jak denka od butelek były bardzo ciężkie i uciskały mu mocno nos, powodując bóle głowy. Nie bez powodu nosił szkła kontaktowe, a na swoje prawdziwe okulary wydał fortunę, żeby pocienić je, ile się tylko dało.

— To będziesz spędzał czas wolny zamknięty w naszym pokoju — odparła Ada beztrosko.

Oczywiście, że nie było to możliwe, bo po zakończeniu warsztatów zaczęła się prawdziwa zabawa, która trwała długo w noc. Grali w bilard, mafię, kalambury; zbierali się w grupki i gadali o wszystkim. Filip wziął swoją gitarę i śpiewał jakieś fajne kawałki, które Ksawery wcześniej ćwiczył w domu i którym chciał się z ciekawości poprzysłuchiwać. No, a późnym wieczorem impreza dla części klasy Ady przeniosła się do jej pokoju.

Ksawery na to ostatnie z jednej strony narzekał, ale z drugiej — bardzo to docenił. Dopiero dzięki temu zrozumiał, dlaczego od tamtej ich małej potyczki Filip starał się być dla niego miły. Do tej pory było to zagadką — i uprzejmie zagadywanie, i fakt, że kolega go raz zaprosił na organizowaną przez siebie imprezę, mimo że sam chyba zabraniał Róży z nim rozmawiać.

Filipowi podobała się Ada, i to z wzajemnością. To jej grał i śpiewał, to ją zabawiał rozmową, kiedy tylko Róża znikała mu z oczu. A Ada brała od niego gitarę i grała sama, albo wchodziła mu w słowo, żartując tak, jak to ona tylko potrafiła.

— Ada… To nie wypada — powiedział jej brat, uśmiechając się znacząco.

— Książę, kto tu jest Królową? — zapytała go, rozbawiona.

— Wiem, masz zasady.

— Tylko się przyjaźnimy — odparła już poważniej.

Znał Adę z obu stron — i tej, która by absolutnie nie poderwała chłopca, który z kimś już był, i tej, która zawsze dostawała, czego chce. I szczerze mówiąc, wcale go ta cała sytuacja nie zdziwiła, ale trochę skomplikowała mu życie. Już by wolał, żeby Filip uganiał się za Hanią, sprawa byłaby bardziej przewidywalna — Hania bowiem nadal tęskniła za chłopakiem, którego musiała zostawić, przeprowadzając się tutaj, niemal co dzień prowadziła z nim długie rozmowy i chyba liczyła, że ich związek przetrwa na odległość ten jeden rok, który dzielił ich od wyjazdu na studia.

Po pierwszym dniu warsztatów Ksawery nie miał za specjalnie dobrego humoru. Był środek nocy, towarzystwo w jego pokoju nie zamierzało się zbierać, a on siedział z potwornym bólem głowy na korytarzu i już nawet nie udawał, że czyta.

— Nałóż słuchawki, bo jeszcze ktoś się do ciebie odezwie — rzuciła Lidka, mijając go.

— Nie mam ich do czego podłączyć — odparł natychmiast.

Zatrzymała się w pół kroku, a potem wróciła do niego.

— To dlatego przestałeś do mnie dzwonić?

— No, Lidka, a znasz jakieś inne powody, dlaczego miałbym przestać?

— Myślałam… że się obraziłeś… za tamto.

— To jak tak myślałaś, koleżanko, to czemu nie przyszłaś mnie przeprosić?

Uśmiechnęła się do niego szeroko:

— Bo nie chciałeś się spotkać po szkole? Nie poszedłeś nawet na imprezę Filipa.

— Mam szlaban.

— Szlaban… Brak telefonu… Co ty wyrabiasz, Ksawery, że tak ciebie ta siostra ciągle karze?

— A mam trochę na sumieniu.

Usiadła obok niego na parapecie i obserwowała go uważnie.

— Wyglądasz, jakbyś nie chciał ze mną rozmawiać.

— Od kilku godzin boli mnie głowa. Jestem zmęczony. Ale tak bardzo chcę z tobą rozmawiać, że możesz mnie przypalać teraz żywym ogniem, też wytrzymam.

Zaśmiała się, ale jej oczy pozostały poważne:

— Czasem mówisz takie rzeczy, a potem o mnie zapominasz. Tak to się robi?

— Co? — udał, że nie zrozumiał.

— Nic, Ksawery. Nie zaprosiłeś mnie na połowinki.

Wzruszył ramionami:

— I tak chciałaś iść z Filipem.

— A byłeś zazdrosny?

— Tak to się robi, Lidio?

— Co?

— Nic. Bardzo za mną tęskniłaś.

— Nie, Ksawery. Po prostu myślałam o tym, co mi powiedziałeś, i wybieram opcję uczenia się na tobie, jak mu zawrócić w głowie. Bo jak z tobą mi się uda, to potem z każdym.

Przechyliła się w jego kierunku, popatrzyła na jego usta, zwilżyła swoje, a potem przysunęła się do jego ucha i wyszeptała:

— I jak mi idzie? Musisz mi mówić, bo przez te twoje okulary nic nie widać.

A on wziął wdech, jakby chciał jej coś odpowiedzieć, ale najpierw pocałował ją w szyję, przytrzymując ją jednocześnie za ramiona, żeby się nie wyrwała, przesunął nosem po jej skórze, aż dotarł do ucha, gdzie poczuła jego ciepły oddech, i usłyszała, jak mówi:

— Mogłabyś się nieco poprawić.

Puścił ją, a ona odsunęła się od niego, śmiejąc się, zaciskając jednocześnie powieki i zasłaniając dłonią twarz:

— Ksawery, jesteś niemożliwy!

— Mówi się: „jak z bajki”, Lidka.

Otworzyła oczy i pokręciła głową z niedowierzaniem:

— Ok, tego się nie spodziewałam. Ale poprawię się. Tylko musisz odzyskać swój telefon i zacząć wychodzić z domu, bo tak to zapominam, że mam do czynienia z wagą ciężką i rzucam się z jakąś motyką na słońce.

Otworzyły się drzwi do pokoju Ksawerego i wysypała się z nich gromadka ludzi. Na końcu wyszła Ada, która oddała jeszcze Filipowi gitarę, a potem zerknęła na brata i Lidkę siedzących na parapecie okiennym i podeszła do nich z uśmiechem.

— Ksawery, widzę, że twój ból głowy jest uzależniony od towarzystwa.

— Mnie też narzekał — odparła za niego Lidka.

— No to czas na luli-luli — orzekła nieco chłodno, a Ksawery posłusznie zeskoczył z parapetu i rzucił tylko:

— Dobrej nocy.

— Słyszałam, jak chichocze — powiedziała Ada, zamknąwszy za nim drzwi do pokoju.

— Podrywa mnie — wyjaśnił spokojnie.

— Ona ciebie?

— Dla zabawy.

— Już chyba po Marice powinieneś wiedzieć, jak takie zabawy się kończą.

— Ada, oddaj mi telefon — poprosił. — Kazałaś mi skończyć z Różą, trzymam dystans. Jeżeli nie chcesz, żebym… żebym zrobił cokolwiek z Lidką, nie zrobię, przysięgam. Nie zaciągnę jej do łóżka, nawet jej nie pocałuję, tylko chcę sobie z nią czasem pogadać, a czasem się z nią spotkać, oczywiście w większym gronie, nie będę jej zapraszał na randki — dodał, widząc, jak marszczy brwi. — Przyjaźnimy się… trochę jak z Mariką, ale inaczej, bo ona kocha się w Filipie, a ja jestem tylko… nikim.

— Którego podrywa.

— Któremu łamie serce.

Ada popatrzyła na brata zdumiona, ale on zdjął już okulary, a nie założył tych drugich, i nie widział jej za dobrze, a już na pewno nie dostrzegł w jej oczach czułości i troski.

— Chcesz mi powiedzieć, Książę, że się znowu zakochałeś?

— Nie wiem… Może.

— Nie wiesz? — zdziwiła się.

Milczał. Ada usiadła obok niego, przyglądając mu się z ciekawością, aż zebrał się na odwagę i wyznał:

— Tyle razy mówiłem, że się w kimś zakochuję… że kogoś kocham, i czułem taki haj, wiesz, że patrzysz na kogoś i ten ktoś jest idealny, i wszystko, co mówi i robi jest takie… idealne. Ale ona nie jest idealna. Od początku nie była. I łazi za tym Filipem jak głupia… I… Nie wiem — wzruszył ramionami. — Chciałbym, żeby dostała tego fiuta, chociaż tak naprawdę to wolałbym, żeby wzięła mnie. Ale jak chce mi złamać serce, to niech łamie. Rozumiesz? Bo ja nie rozumiem.

Pozwoliła sobie na uśmiech, bo wiedziała, że jej nie widzi, a potem opanowała się i już szorstkim tonem dała mu znać, że się zgadza, dodając:

— Ale trzymam cię za słowo, Książę. Nie wolno ci jej nawet pocałować.

Skinął głową na zgodę, a ona zaraz poszła do łazienki niby umyć zęby i przebrać się w piżamy, ale przede wszystkim pomyśleć. Mógł ją oszukiwać, okręcać wokół małego palca, jak Hanię, żeby spełniła jego życzenia. Ale istniał cień szansy, że mówił prawdę. I jeśli cokolwiek Ada dobrze rozumiała, to to, że jej brat pierwszy raz mógł bać się tego, co będzie dalej. To z pewnością było dla niego pouczające doświadczenie.

On z kolei miał wrażenie, że boi się tego, co działo się tu i teraz. Oszukiwał Lidkę i to na jakimś kosmicznym poziomie. Pokazywał jej, że można być tak pewnym siebie w kontaktach damsko–męskich jak on, nie mając za specjalnie na czym opierać poczucia własnej wartości. A przecież za nim stało mnóstwo złamanych serc, wypłakanych oczu, jednorazowych „numerków”, szybkich podrywów i „zaliczeń”. W dodatku zgrywał się, że podoba mu się Róża — a od pierwszej ich rozmowy wolał ją, jej przyjaciółka miała mu posłużyć tylko do wzbudzenia w niej zazdrości, do zrobienia na niej wrażenia — że proszę, może mieć i taką. No i jeszcze przespał się z Arletą, w swoje urodziny, żeby sobie udowodnić, że nic się nie zmieniło, a poczuł, że wcale nie chciał uprawiać seksu z kimś innym niż Lidka.

Teraz oddał Adzie wszystko, żeby spełnić życzenie tej dziewczyny. Odtąd nie mógł Lidki pocałować, a chciał. Nie mógł z nią być. Nie, żeby mógł wcześniej, ale… samo wyobrażenie o tym musiał odłożyć na półkę. Ada nie znosiła, jak łamał raz dane słowo, i wiedział, że narażanie się na jej gniew mogło skończyć się bardzo źle, bo tym razem trzymała go w szachu.

Co miało się wydarzyć za niecałe pięć miesięcy? Jak on się miał wytłumaczyć ze swojej reputacji, która była ewidentna w sieci, jak się wiedziało, czego szukać? O tym wcale nie zamierzał na razie myśleć. Poszedł spać, wysławszy tylko Lidce jedną wiadomość: „Przepraszam, że nie zaprosiłem Cię na połowinki.” Jak się obudził, przeczytał: „Przepraszam za tamto, za co nie przeprosiłam.” Wcale nie musiała, ale miło było usłyszeć, że liczy się z jego uczuciami.

Miło też było móc znowu pogawędzić sobie z Lidką przez telefon. I na warsztatach, i w szkole nie mieli jak ze sobą swobodnie rozmawiać, ale kiedy dzwonił wieczorami, potrafili przejść przez wszystkie tematy bez żadnej cenzury.

— Róża zamknęła się w sobie, nie umiem z niej nic wydobyć. Ale mam wrażenie, że jest nieszczęśliwa — żaliła się Lidka.

Znał ten moment, kiedy cudze oczy gasły, i podpowiedział z ciężkim sercem:

— Filip chce już być z kimś innym. Czeka na odpowiedni moment. To kwestia miesiąca–dwóch. Zostawi ją.

— Ok, to wyobraź sobie, że jestem z Filipem i dochodzimy do tego momentu. Jakbyś mnie ratował?

Westchnął:

— Nie ratowałbym cię. Nie da się nikogo z tego uratować.

— Klin klinem?

— Lidka, czy ty właśnie zasugerowałaś, że jestem dla ciebie jak Filip?

Roześmiała się.

— Powiedziałam tylko, że obaj jesteście chłopcami, nic więcej.

— To mam poprosić Olka, jakby co?

— Jak będziesz zajęty, to poproś.

— A jak bym nie był, to mam rozumieć, że wolałabyś mnie?

— Nie mam z tobą szans, Ksawery… Ciągle jesteś o krok przede mną. Zobaczymy, jak ci pójdzie na żywo. Na imprezie u Filipa.

Książę doskonale wiedział, jak mu pójdzie, ale że szedł tam z Adą i Hanią, to jednocześnie rozumiał, że będzie musiał się jednak hamować w odnoszeniu sukcesów.

— Zero używek, popisów i flirtów — rozkazała mu jeszcze Ada przed wejściem.

— To co mam tam robić? Stanąć w kącie i jeść chipsy? — zapytał ją brat.

— Jedno piwo i niezobowiązująca pogawędka z koleżanką — zgodziła się w końcu Ada. — Piwo pijesz przy mnie.

— To już wolę wodę.

Kiedy przekroczyli próg ogromnego domu Filipa, każdy poszedł w swoją stronę. Ksawery szybko znalazł Lidkę. Miała na sobie obcisłą i zdecydowanie krótszą niż zwykle sukienkę, w której — jak ocenił już na pierwszy rzut oka — czuła się fatalnie. Na jego widok odegrała jednak swoją rolę i uśmiechnęła się pewnie.

— Ksawery, jak zwykle wyglądasz… nietuzinkowo.

— Nauczyłaś się doceniać mój oryginalny styl?

— Który wymaga odwagi, dobrze pamiętam?

— Doskonale. Jak ją masz, mogę ci dać moją koszulę, żebyś zakryła sobie tyłek.

— A muszę?! — oburzyła się.

— Absolutnie nie — pospieszył z wyjaśnieniem, wyraźnie rozbawiony. — Ale wyglądasz, jakbyś bardzo chciała.

Rozłożyła ręce, a potem usiadła na kanapie, on usiadł obok niej, bezczelnie oglądając jej nogi.

— Nie chodzę w takich na co dzień. Muszę się przyzwyczaić — powiedziała już bardziej swobodnie śledząc ruch jego głowy.

— Nie musisz, jak nie chcesz…

— Słyszałam, mówiłeś Róży — przerwała mu. — Ale ja dziś jestem ubrana na podryw, Ksawery.

— W sensie, że to dla mnie?

— Nie dla ciebie. Na tobie to ja tylko wypróbowuję, czy działa. Działa?

Już miał ją objąć w ramach odpowiedzi, kiedy dostrzegł wzrok Ady i cofnął rękę.

— Działa… łoby, gdybym był Filipem. Ale za dobrze ciebie znam, widzę, że źle się czujesz, i ja zaczynam się źle czuć.

— To przynieś mi piwo i zdejmij koszulę.

— W tej kolejności?

— Może w odwrotnej.

Wstał i zaczął rozpinać guziki, a ona patrzyła, jak on się rozbiera, i dopiero sobie uświadomiła, że nigdy nie widziała go w samym t-shircie. Miał bardzo ładne ciało — przynajmniej na ile mogła ocenić to, co wystawało spod ubrania — a nad prawym łokciem wytatuowaną maleńką niebieską koronę.

— A to co? — zapytała od razu, chwytając jego ramię, żeby się lepiej przyjrzeć.

Znieruchomiał na chwilę, ale zaraz zebrał myśli i odparł:

— Pomyłka zrobiona u znajomego po pijaku. Idę po twoje piwo.

— Sobie też weź — rzuciła za nim.

Wziął, ale nim do niej wrócił, Hania zabrała mu jedną butelkę, szepcząc do ucha:

— Nie pijesz tyle, Książę.

Sama już była wstawiona. Poczuł, jak obejmuje go za szyję i rozpina mu łańcuszek, który zaraz zsunął się pod jego koszulkę. Uciekła ze śmiechem, a on podał Lidce piwo i wybrał t–shirt ze spodni.

— Fajna jest ta twoja kuzynka — powiedziała Lidka, podziwiając jego brzuch.

— Yhm — wymruczał, wkładając łańcuszek do kieszeni i zastanawiając się, czy powinien prostować stopień pokrewieństwa między nimi. — Jest też pijana. Niedługo trzeba będzie ją zabrać do domu.

— Nosisz krzyżyk?

— Słucham?

— Na szyi.

Wyciągnął wisiorek z powrotem i pokazał jej małe zielone kółeczko w srebrnej oprawie. Trzymał je w palcach tak, żeby nie zauważyła graweru na spodniej części.

— Śliczne! — zawołała ze szczerym zachwytem. — Od kogo?

— Chyba ci wspominałem o takiej przyjaciółce z dzieciństwa, Marice. Od niej.

— To chyba nie była tylko przyjaciółką — zauważyła, ciągnąc go za rękę, żeby już usiadł na kanapie obok niej. — Wiesz, skoro nadal nosisz taką pamiątkę.

— Nie chcę o tym rozmawiać — odparł chłodno.

— Tęsknisz za nią — uśmiechnęła się, zupełnie ignorując jego niechęć do kontynuowania tematu. — Dopiero co się rozstaliście. Pewnie pierwsza miłość, a ona wolała tamtego przystojniaka, tak?

Wybrał jej butelkę z rąk i wypił duszkiem pół piwa, nim odpowiedział:

— Nie. Była dla mnie jak siostra. Nie wyobrażałem sobie jej nawet pocałować. Chodziliśmy razem do przedszkola, potem do podstawówki. Wspinaliśmy się po drzewach. Rzucaliśmy plasteliną w ścianę. Zarażaliśmy się ospą, dłubaliśmy w nosie i tym podobne.

— A Ada?

— Ada? — nie zrozumiał.

— No przecież jest od was tylko o rok starsza. Nie przyjaźniliście się we trójkę?

Nigdy mu nawet coś takiego nie przyszło do głowy, ale fakt, Lidka nie miała pojęcia, że Ada i Hania były bliźniaczkami, a wstęp do ich świata był zawsze mocno ograniczony.

— My z Adą mamy… trudną relację.

— Idzie — rzuciła dyskretnie Lidka, a wtedy Ksawery szybko przekazał jej butelkę.

— Hej — przywitała się Ada grzecznie, a potem zwróciła do brata — Hania potrzebuje już wrócić do domu. Zajmiesz się tym?

— Dopiero przyszliśmy — zauważył Ksawery, z niezadowoleniem marszcząc brwi. — Za pół godziny?

— Zamawiam ci taksówkę. Będzie tu za dziesięć minut.

Kiedy odeszła, Lidka patrzyła za nią jeszcze przez chwilę.

— Wow, ale jest… wiedźmowata. Strasznie źle ciebie traktuje. Ale ładnie dziś wygląda.

— Dla Filipa.

Uniosła brwi w zdumieniu, a za chwilę uśmiechnęła się leciutko:

— No to głupia sprawa, co? Ona w ogóle nie jest w jego typie.

Ksawery postanowił ugryźć się w język i nie wchodzić w dyskusję, ale zaraz dodała:

— Filip dokucza Róży, to sobie wyobrażasz, co by powiedział Adzie? Że nie maluje rzęs. Że nie chodzi w sukienkach. Że powinna schudnąć…

— Uważaj, Lidka — przerwał jej ostrzegawczym tonem.

— Na co?

— Na to, co ci się wydaje.

— A co mi się wydaje?

— Że masz z nią jakiekolwiek szanse. A nie masz żadnych.

Lidka odwróciła się do niego i aż przekrzywiła głowę, całą sobą wyrażając sceptycyzm, jeśli już nie lekką drwinę:

— Ksawery, rozumiem twoją braterską lojalność, ale znam Filipa trochę lepiej niż ty i na pewno Ada jest totalnym przeciwieństwem dziewczyn, za którymi się dotąd uganiał…

Urwała, bo patrzył w telefon, jakby jej nie słuchał, a on po chwili oderwał wzrok od ekranu, wstał i powiedział na odchodnym:

— Nie chcę ci robić przykrości, Lidka. Ale po Róży będzie Ada. Mógłbym ci pomóc, gdyby chodziło o kogoś innego, ale z Adą nie wygrasz, i nie mówię tego z jakiejś braterskiej lojalności, tylko to jest trzeźwa ocena sytuacji. Muszę iść.

Widział złość i żal w jej oczach, jakby ją strasznie skrzywdził, ale wolał to niż żeby… jak Marika…

Położył Hanię spać, a sam jeszcze sięgnął do szuflady, gdzie Ada trzymała jego telefon, i przejrzał nieodebrane połączenia, a potem wybrał jedno i oddzwonił.

— Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno…

— Och, Ksawery, nic nie szkodzi, dla mnie jesteś jak syn, możesz dzwonić o każdej porze. Jak dobrze ciebie słyszeć! Jak się czujesz? Jak ci jest w nowym miejscu?

— Nie wiem. Chyba… dobrze. Tylko czasem strasznie tęsknię. Robiła pani najlepsze naleśniki na świecie, to ciężko tak nagle odstawić, już z heroiną by mi lepiej poszło.

Usłyszał jej śmiech w słuchawce.

— Ksawery, kiedyś przyjedziesz, to ci jeszcze zrobię, twoje ulubione, z makiem i wiśniami. Ale… jeszcze teraz nie przyjeżdżaj, dobrze? Dzwoniłam, żeby ci powiedzieć… że Marysia wychodzi teraz na święta… I może będzie dzwonić… To nie odbieraj, dobrze? A jakby pisała… to nie odpisuj. Twoim siostrom powiedziałam to samo. Arletce i Markowi mówiłam, żeby nie dawali twojego adresu, tak na wszelki wypadek.

— A jak ona… się czuje?

— Dobrze, Ksawery, bardzo dobrze. Wszystko jest dobrze. Tylko potrzebuje trochę więcej czasu. Ja nie wiem… — jej głos zaczął się łamać. — Nie wiem, Ksawery, czy to jest dobry pomysł, żebyś ty w ogóle o niej myślał. Chyba najlepiej będzie, jak przestaniesz.

Teraz jemu łzy napłynęły do oczu.

— No, tak, oczywiście. Jak trzeba, to przestanę.

— Tak mi przykro, Ksawery… Ale musisz zrozumieć…

— Rozumiem. Niech się pani o nic nie martwi.

— Dziękuję. Za wszystko.

— A ja panią przepraszam, że…

— Nie przepraszaj. Już zostawmy to. Tym jej nie pomożemy. Po prostu… nie odbieraj od niej telefonu. Tylko tyle.

— Nie będę. To… dobranoc.

— Dobranoc, Ksawery.

Rozłączył się i odłożył telefon na miejsce, a potem wybrał jeszcze z kieszeni wisiorek i popatrzył na grawer, gdzie na znaku nieskończoności widniały literki K i M. Zawsze uważał, że to pretensjonalne, ale Marika mu powiedziała:

— Jadeit i srebro zamiast kawałka plastiku. Powiedz, kto ma taki breloczek do kluczy jak ty?

— Ale Zuzanna jest na mnie zła…

— Zuzanna. Co mnie obchodzi Zuzanna? Książę, a kto ciebie obchodzi?

Jak dostał wisiorek od Ani, to śmiała się, że nareszcie któraś mu założyła obrożę, a jak z Anią zerwał, włożyła to kółeczko na łańcuszek, który mu zaraz zapięła z powrotem na szyi.

— Obroża? — zapytał z przekąsem.

— Jak się znowu zgubisz, Książę.

Roześmiał się, ale nawet mu się to spodobało.

— Zdejmij to — rozkazała mu Ada.

Ale on wtedy nie przyjmował od niej rozkazów. Teraz jednak schował wisiorek pod jej majtkami. Tak było… mądrze.

Zadzwonił do Lidki, ale nie odebrała. Nie był pewien, czy nadal bawiła się na imprezie, czy po prostu nie miała zamiaru się więcej do niego odezwać. Wziął prysznic, przebrał się, nałożył szkła kontaktowe i wyszedł. W centrum miasta zaczepiły go jakieś dziewczyny, to sobie chwilę z nimi porozmawiał, nim ruszył znowu spacerem do domu.

I wtedy ją zobaczył. Szła pieszo, w pantofelkach, w których nie powinna była wychodzić zimą. Spod jej płaszcza wystawała jego koszula.

Płakała.

Znowu miała wzrok wbity w ziemię, więc przeszła obok niego, wcale go nie zauważając, a on stanął i patrzył za nią jak głupek. W końcu wybrał znowu telefon i jeszcze raz spróbował zadzwonić, ale zrzuciła go. Napisał jej: „Nikt nigdy nie wyglądał tak dobrze w mojej koszuli jak Ty dziś. Gdybym mógł, otworzyłbym mu na to oczy.”

Lidka przeczytała wiadomość i przestała płakać. Uspokoiła oddech, wydmuchała nos

i oddzwoniła.

— Ksawery, ja Filipowi sama otworzę oczy, ty się o to nie martw. Ale potrzebuję, żebyś mi najpierw moje zamydlił, rozumiesz? Żebyś mnie przekonał, że jestem cudowna.

— Czyli teraz chcesz, żebym to ja ciebie podrywał?

— Tak. Przez chwilę. Do świąt. Albo do Sylwestra. A potem w Nowym Roku ja znowu podrywam ciebie. Zgoda?

— Jestem na twoje rozkazy, pani — odparł, chociaż wiedział, że narazi się Adzie. — Tylko potrzebujemy kogoś, kto nas będzie pilnował, bo jeszcze się we mnie zakochasz, zanim wybije północ i zdołasz mi uciec.

— Zakocham się, Ksawery? Nie, to niemożliwe, bo ja już jestem zakochana.

*

Lidka wracała z wakacji zachwycona, bo ostatnie dwa tygodnie sierpnia spędziła w towarzystwie Filipa. Trafiły na niego z Różą na koncercie, dostały zaproszenie na ognisko, i jakoś tak odtąd zawsze znajdowały się w paczce osób, które zbierały się wieczorem w jego domu. Lidka nie była naiwna, wiedziała, że zawdzięcza to urodzie przyjaciółki, ale Filip często grał utwory na jej zamówienie, jakby doceniał właśnie jej gust, a jak był w melancholijnym nastroju, siadał z nią i brał gitarę, i tak sobie gadali godzinami o niczym, a on dbał o podkład muzyczny i przerywniki.

— Lubię cię — powiedział raz tego lata, zaglądając jej głęboko w oczy. — Cieszę się, że ciebie poznałem.

To nie była oczywiście kwestia przypadku. Specjalnie poszły z Różą na kółko historyczne, od razu w pierwszej klasie liceum, bo wiedziały, że on na nie chodził. Ale potrzeba było aż dwóch lat — i kilku dziewczyn Filipa — żeby od mówienia sobie „cześć” przejść do takiego stopnia zażyłości, tych uśmiechów i luźnych uwag rzucanych na szkolnym korytarzu.

— Ktoś dojdzie do naszej klasy — powiedział pierwszego września Olek.

— Chłopak czy dziewczyna? — zapytała Róża.

— Nie wiem.

— Olek, zdajesz sobie sprawę z tego, że to ty będziesz z tym kimś siedział? — wtrąciła Wiolka.

Rzeczywiście tylko on nie miał pary w ławce.

— Lidka, jak to będzie dziewczyna, to się ze mną wymienisz, ok? — upewnił się. — Przynajmniej na kilku przedmiotach.

— A jak to będzie gadatliwy chłopak? — odparła Lidka ze śmiechem.

Ksawery okazał się jednak wybitnie milczący. Może i grzecznie się im przedstawił, ale ucinał wszelkie small talki.

— I co, Olek, teraz żałujesz, że twoje modlitwy zostały wysłuchane? — zapytała go Lidka dyskretnie.

— No, nie wchodzimy sobie w drogę.

Nowy kolega wyglądał jak zlepek nieszczęść, ale chodził wyprostowany, Krzyśkowi na jakieś może i nieco złośliwe pytanie odparował z pewnością siebie graniczącą z arogancją, a jego usta wykrzywiały się raz po raz w drwiącym uśmiechu. Wcale nie był przyjemny w obyciu, chociaż przecież powinien przepraszać, że żyje.

Lidka obserwowała go z rosnącym zainteresowaniem. Chyba zorientował się, że trafił do trójki klasowych średniaków — z których tylko Róża wybijała się urodą, choć już nie talentem towarzyskim — i na pewno nie był zadowolony.

Wyobrażała sobie, jakie wrażenie zrobi na nim Filip, który przecież czasem do nich zaglądał — ale jak zajrzał, dla Ksawerego był równie przezroczysty jak oni wszyscy. Raz tylko pochwyciła spojrzenie „nowego” — pokazywała Wiolce kroki do układu, który ćwiczyły na zajęciach z tańca, Wiolka jak zwykle nie mogła nic załapać, co Lidkę niesamowicie bawiło. Odwróciła się, a on siedział na podłodze z zadartą głową i patrzył na nią, tak bezczelnie, jakby mógł tak robić, kiedy tylko chciał. Tym razem jednak wydawało się, że ten widok się mu podobał.

Podsłuchała, jak rozmawiał z Olkiem na angielskim, oczywiście na zadany temat, i znowu był uprzejmy, choć zdystansowany. Ale w pewnym momencie powiedział:

— My mum says I shouldn’t read books anymore or talk to other people that much…

Olek za wiele nie zrozumiał i nie pociągnął tego wątku, ale ona uśmiechnęła się do siebie. Ksawery tego dnia niczego nie czytał, no i przecież się do nikogo nie odzywał. Albo to był żart, albo jeszcze kolegi zbyt dobrze nie poznali, albo on nareszcie wziął słowa matki do serca — i każda z tych opcji miała swój powab, choćby nowości, której Lidce nieco w życiu brakowało.

Prawdę mówiąc, nie uśmiechało się jej dalej chodzić za Filipem. Czuła, że nic więcej nie osiągnie, że utkwiła w przegródce „koleżanki”, i chyba też zaczynał powoli dochodzić u niej do głosu rozsądek. Trzeba było wyrzucić Filipa z serca, choćby dlatego, że zbliżały się połowinki, a ona nie miała z kim na nie iść. No ale też… nie chciała już dłużej wypłakiwać się w poduszkę i czekać na coś, co na pewno nie przyjdzie.

Jeszcze tego samego popołudnia okazało się, że Ksawery naprawdę czyta — bo szukał biblioteki; za to rzeczywiście nie powinien się odzywać do ludzi — bo potrafił być złośliwy. Ale uśmiechał się do niej tak jakoś… inaczej. Strasznie ją drażniło, że przez te dziwaczne okulary nie dawała rady zobaczyć, co wyrażają jego oczy, bo to dopiero byłoby fascynujące, ale trzeba przyznać, że wiele przekazywał głosem. Chyba pierwszy raz w życiu poczuła, że ktoś z nią flirtuje, chociaż mówi rzeczy zupełnie przeciwne.

— Może jeszcze kiedyś pogadamy — zasugerowała mu wtedy życzliwie, że wybaczy wcześniejszy afront, a on na to odparł:

— Możesz zawsze śmiało wołać.

Był lekko ironiczny, traktował ją z góry, domagał się, żeby to ona o niego zabiegała, ale robił to tak, że miała przy tym wrażenie, jakby mówił jej ciągle: „Jak dobrze mi się z tobą gra. Proszę, nie przestawaj.” Następnego dnia zajął się jednak Różą, jak Filip, więc Lidka uznała, że jej się to wszystko tylko wydawało.

I za chwilę znowu jej się zaczęło to samo wydawać! Ksawery doradzał Róży, nawet mądrze, z troską, komplementował ją tak, że potrafiła się zaczerwienić, i Lidka była pewna, że chce zmiękczyć serce jej przyjaciółki, a potem się sam do niego wkraść na miejsce Filipa. Ale nowy kolega zaraz odwracał się do niej i rzucał kąśliwie:

— To może posłuchajmy teraz odmiennego zdania Lidki, która od dwóch lat odnosi na tym polu sukces za sukcesem.

Albo:

— Niech się jeszcze wypowie koleżanka, która wie o chłopcach więcej od nich samych.

A potem słuchał jej uważnie, kontrował wszystko, co miała do powiedzenia, tak rzeczowo i beznamiętnie, ale jakby czekał, aż ona się będzie starała mu przyłożyć.

— Może nie znamy historii podbojów Ksawerego, ale domyślamy się, że jest bogata, a kolega po prostu nie chce nas nią zanudzać… — mówiła na przykład, a on zaraz wchodził jej w słowo:

— Ciebie mogę zanudzać, Lidka. Daj mi tylko swój numer telefonu.

I nawet mu dała, ale nie dzwonił.

Jak zaproponował, że przy Filipie zaprosi Różę na randkę, wbiła mu natychmiast szpilę:

— Nawet gdyby Ksawery miał szlachetne intencje, a wiemy, że nie ma…

— Tak jak wiemy, że przez ciebie przemawia zazdrość o mnie, co mi niezwykle pochlebia…

Śmiała się z niego wtedy, ale coraz częściej kolega jednak trafiał ze swoimi uwagami. Wytykał jej, że na niego ciągle patrzy — i patrzyła. Zauważał, że go podsłuchuje — i słuchała, bo nie dość, że miał piękny głos, to jeszcze wyrażał się zawsze ładnie i mówił z sensem.

Spędzali też trochę czasu tylko we dwoje — a to on jej pomagał przy matematyce, ale tak, że dawali radę omówić wszystko inne, a nie sam materiał; a to jakoś wolno szli z przystanku, że udawało się im zamienić kilkanaście zdań, nim się rozchodzili w swoich kierunkach. A jak Róża się rozchorowała i zniknęła na tydzień ze szkoły, to Ksawery zagadywał Lidkę tak samo, jak wcześniej jej przyjaciółkę, jakby z nudów ćwiczył sobie na niej okazywanie zainteresowania. Na przykład pokazywała Olkowi zdjęcia sukienek, które rozważała na zbliżające się połowinki, a Ksawery zaraz przejmował od niej telefon i kręcił głową:

— No, Lidka, jak chcesz mi się bardzo podobać, to tylko ta czarna wchodzi w grę. Już ostatecznie ta niebieska, fajnie ci podbije kolor oczu i mogłabyś do niej rozpuścić włosy. Ale wybierz którąkolwiek, i tak będzie trudno od ciebie oderwać wzrok.

Albo śmiał się z niej, że przekręciła jakieś słowo, a zaraz spoważniał i powiedział:

— Możesz przekręcać, Lidka. Mam wrażenie, że i tak zawsze rozumiem wszystko, co mówisz.

— Bo nie mam nic do powiedzenia?

— Nie. Bo mówimy tym samym językiem.

Jak Róża wróciła, to automatycznie znowu przeniósł swoją uwagę na nią — a może raczej znowu ją podzielił między nie obie, w niezmienionych proporcjach, jakby ten tydzień w ogóle się nie wydarzył. Lidce nie przyszło do głowy, że nie zareagowała na żaden z jego komplementów, że nawet przez chwilę się nie uśmiechnęła, tak jakby puszczała wszystko mimo uszu, i że on zaprosił jej przyjaciółkę do kina, żeby sprawdzić, co się odmaluje na jej twarzy, jak Róża powie „tak”, a Lidka znowu miała ekspresję Sfinksa, który może raz przewrócił oczami, wyrażając bądź co bądź co innego niż zazdrość.

Jak za karę, Lidka poczuła ukłucie zazdrości, patrząc, jak Ksawerego przytula najpiękniejsza dziewczyna, jaką ona kiedykolwiek w życiu widziała. Co ciekawe, wcale nie myślała o prześlicznej twarzy tamtej, jej ogromnych zielonych oczach w niemal czarnej oprawie, niezwykle gęstych i bardzo jasnych włosach rozsypanych na krótkiej, obcisłej czarnej sukience, tylko o tym, że Ksawery, zsuwając ramię z jej ramion, objął ją wpół, jakby był przyzwyczajony trzymać ją w talii. W dodatku, kiedy tamta wyszeptała mu coś jeszcze na ucho, uśmiechnął się jakby lekko zawstydzony, ale też z jakąś czułością, której nigdy u niego dotąd nie widziała, i…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 18
drukowana A5
za 53.57