E-book
20.48
drukowana A5
32.96
Krwawy uczynek

Bezpłatny fragment - Krwawy uczynek

Objętość:
123 str.
ISBN:
978-83-8189-478-4
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 32.96

Pamięci moich rodziców

Rozdział 1

Był piękny wrześniowy poranek i zapowiadał się wyjątkowo ciepły dzień. W parku królowała typowa polska, złota jesień. Gałęzie kasztanowca uginały się pod ciężarem owoców, które wkrótce opadną i będą zbierane przez szczęśliwe i uśmiechnięte dzieciaki. Liście drzew tworzyły przepiękny, wielokolorowy kobierzec, dekorując świat dookoła. O tak wczesnej porze w parku można było spotkać zapalonych biegaczy lub wytrwałych rowerzystów. Daria zdecydowanie wolała tę pierwszą opcję. Wstawała godzinę wcześniej tylko po to, żeby dotlenić mózg i naładować akumulatory na cały dzień. Biegała codziennie, niezależnie od pory roku, stanu pogody czy jej samopoczucia. Pewnie dlatego miała idealną figurę, której zazdrościły jej koleżanki z pracy, a mężczyźni patrzyli na nią z podziwem i nie tylko. Ale Daria nie zwracała uwagi ani na jednych, ani na drugich. Była szczęśliwie zakochana. Miała swoją paczkę przyjaciół, sprawdzonych przyjaciół i nie szukała wrażeń na boku. Dbała o zdrową dietę i oprócz joggingu, dwa razy w tygodniu chodziła na basen i siłownię.

Dochodziła właśnie szósta trzydzieści, kiedy dobiegła do klatki swojego bloku. Mimo, iż mieszkała na szóstym piętrze, nigdy nie korzystała z windy. Wbiegła po schodach i już miała otworzyć drzwi mieszkania, kiedy zauważyła coś na swojej wycieraczce. Podniosła niebieską kartkę złożoną na pół, otworzyła ją i przeczytała. W momencie zrobiło jej się gorąco. Rozejrzała się dookoła i schowała kartkę do nerki zawieszonej na zgrabnych biodrach. Pomyślała, że to pewnie pomyłka albo ktoś zrobił jej głupi kawał. Może to ten szczeniak od sąsiadów z piętra niżej, który od jakiegoś czasu dziwnie się do niej szczerzy. Tak czy siak nie zamierzała powiedzieć o tym Olkowi. Jego zazdrość była ogromna i dawanie mu kolejnego powodu, byłoby z jej strony niepoważne. Daria otworzyła drzwi i weszła do swojego mieszkania. Już w przedpokoju przywitała ją kotka Nela. Swoim donośnym miauczeniem domagała się śniadania. Kobieta nasypała jej karmy do miski i poszła pod prysznic. Uwielbiała ten moment, kiedy strumień gorącej wody spływał na jej nagie, wysportowane ciało i w połączeniu z żelem pod prysznic o zapachu cytrusowym spłukiwał z niej pot powstały wskutek porannych ćwiczeń. -Cześć kochana -usłyszała głos Olka, kiedy wycierała włosy ręcznikiem. -Hej. Jak się spało? — zapytała całując go w czubek nosa jak tylko wszedł do łazienki. -Bardzo dobrze. Chcesz zielonej herbaty? — spytał nieco zaspanym jeszcze głosem. -Tak, poproszę — odpowiedziała zakładając szlafrok. Zaraz potem nałożyła na włosy odżywkę bez spłukiwania i wklepała w twarz krem nawilżający.

Z Olkiem poznali się podczas przygotowań świątecznych w miejscowej parafii. Jej przyjaciółka Melka, która bardzo lubi angażować się w pomoc dzieciom, była główną organizatorką Wigilii dla dzieci z ubogich rodzin. Poprosiła wtedy Darię o pomoc. Olek robił wtedy za Mikołaja. Od razu między nimi zaiskrzyło. Mężczyźnie nawet nie przeszkadzał fakt, że ma do czynienia z młodą wdową. Daria straciła bowiem męża w wypadku samochodowym. Niechętnie o tym mówiła, więc Olek omijał temat szerokim łukiem. Skupił się na tym co rodziło się między nimi od czasu szczęśliwej gwiazdki i już po paru miesiącach poprosił ją o rękę. Kobieta zgodziła się od razu i była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Tworzyli bardzo udany i zgodny związek. Rozumieli się bez słów i wspierali nawzajem. Wchodząc do kuchni Daria poczuła aromat świeżo zaparzonej kawy. Uwielbiała ten zapach o poranku. Wiedziała wtedy, że Olek jest w domu, a nie gdzieś w delegacji w dalekim świecie. -Zrobiłem ci śniadanie. Twoje ulubione płatki z jogurtem, rodzynkami i prażonym sezamem — powiedział przytulając ją czule i dodał: -Niestety miód się skończył. Po pracy zrobię zakupy — stwierdził i pocałował ukochaną w czubek głowy.

— Dziękuję. Możesz jeszcze kupić żwirek dla kota? Skończył się, a ja niestety nie dam rady dziś podjechać do zoologicznego. -Oczywiście. Rozumiem, że kuwetę też trzeba posprzątać? -zapytał rozbawiony, widząc błagającą minę swojej ukochanej. -O nic się nie martw. Lecę do pracy. Kocham cię i powodzenia na prezentacji. -Nie dziękuję — zawołała przez ramię delektując się pysznym śniadaniem. Kiedy tylko usłyszała zamykające się drzwi za Olkiem, złapała za telefon i napisała do niego wiadomość o treści: Ja ciebie też.

W pracy poranek był jak zwykle zabiegany i gorący. Sprawy do załatwienia na wczoraj, spotkanie za spotkaniem i ten wiecznie dzwoniący telefon. Daria z ledwością dawała radę, żeby odpowiedzieć na e-maile, bo te mnożyły się jak grzyby po deszczu. I jeszcze ta cholerna prezentacja. Na szczęście o trzynastej szef zarządził przerwę na lunch i dopiero wtedy Daria mogła się napić kawy. Zeszła do bufetu znajdującego się na parterze w tylnej części budynku. Od lat prowadziła go ta sama przemiła pani Marcelina, która parzyła smaczną kawę oraz gotowała wyśmienite, domowe obiady. Odkąd Daria podpowiedziała jej, żeby wprowadziła miesięczny abonament dla pracowników, właścicielka bufetu nie mogła narzekać na brak klientów. Pani Marcelina była osobą starszą, ale z niespożytą energią i zawsze w dobrym humorze. Służyła dobrą radą i nigdy nie wypytywała o więcej, niż nie chciał zdradzić jej rozmówca. Daria lubiła z nią rozmawiać i zwierzać jej się ze swoich sekretów, ponieważ wiedziała, że zachowa je wyłącznie dla siebie. Tak cenna cecha była rzadkością w dzisiejszych czasach, zwłaszcza wśród współpracowników korporacji. Większość osób niestety zawodziło innych ludzi tylko po to, aby wykorzystać ich słabość i dzięki temu wspiąć się choćby o jeden szczebelek wyżej w swej zawrotnej, ale jakże żałosnej karierze. Na szczęście Daria trafiła na osoby, które przyjaźń stawiały ponad wszystko, a bezgraniczne zaufanie było podstawą dla ich relacji. Po krótkiej rozmowie z panią Marceliną, Daria wzięła swoje zamówienie, robiąc miejsce przy ladzie dla innych klientów. Odwróciła się i rozglądała w celu znalezienia wolnego stolika. Zauważyła swojego przyjaciela. Błażej był mężczyzną koło trzydziestki. Jasne, kręcone włosy nosił spięte gumką z tyłu głowy, ale prawie zawsze jakiś kosmyk wydostał się z kucyka i przyjaciel odruchowo zakładał go za ucho. Jego oczy, koloru jasnego miodu, były idealnym odzwierciedleniem jego emocji. Kiedy był w dobrym humorze, wokół nich pojawiało się kilka delikatnych zmarszczek, a odcień przybierał ciemniejszą barwę. Kiedy zaś był smutny, co zdarzało się niezwykle rzadko, bo według Darii był duszą towarzystwa, zewnętrzne kąciki jego oczu zdawały się lekko opadać w dół. Kobieta bezbłędnie potrafiła odczytywać z twarzy przyjaciela aktualny stan jego emocji. Uważała bowiem, że powiedzenie, iż oczy są odzwierciedleniem duszy człowieka, idealnie pasuje do tego mężczyzny. Był mądry, oczytany i cholernie inteligentny. Mówił wprost co myśli, ale zawsze w taki sposób, żeby nie urazić drugiej osoby. Potrafił też słuchać. Zawsze miał czas, żeby porozmawiać z drugą osobą. Daria przecisnęła się między stolikami i bez pytania dosiadła się do przyjaciela. -Cześć Błażej. Też macie takie urwanie głowy od rana? — zapytała przyjaciela, który pałaszował sałatkę z kurczaka.

— Cześć. Daj spokój. Powiem ci w tajemnicy, że zaczynam mieć powoli dość tej roboty. Totalny wyścig szczurów. Tym bardziej, że Tomek coraz częściej namawia mnie na otwarcie lecznicy.

— To nad czym się zastanawiasz? — zapytała delektując się smakiem ciepłej, aromatycznej kawy.

— Sam nie wiem. Może jak rządy przejmie ten nowy prezes to nie będzie takiej gonitwy. Myślałem o otwarciu własnego gabinetu, ale nie mam czasu rozejrzeć się za jakimś lokalem w ciekawym miejscu. Weterynarz jest dzisiaj w cenie i robiłbym to co lubię — powiedział patrząc na Darię.

— Jakby co to wiesz, że możesz na mnie liczyć? — zapytała patrząc mu w oczy. -Mogę pomóc ci poszukać miejsca na twoją lecznicę. Kto wie, może nawet przepisałabym do ciebie swoją kotkę — zażartowała sobie i puściła do Błażeja oko.

— Wiem kochana i dziękuję. Pomyślę o tym. A teraz powiedz lepiej co u ciebie?

— Wszystko w należytym porządku. Z Olkiem mi się układa, zdrówko dopisuje, w pracy trochę młyn, ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić. Praca w tak dużej firmie ma swoje wady i zalety. Na szczęście nieźle płacą, więc nie narzekam. A jak Tomek? Lepiej się czuje? — zapytała bawiąc się solniczką.

— Tak. Zdecydowanie. Wczoraj wziął ostatni antybiotyk i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej — odpowiedział wkładając ostatni kęs swojego obiadu do ust. -Skończyłaś — zapytał pokazując na filiżankę Darii.

— Jeszcze chwila — odpowiedziała i dodała: -Wino wieczorem aktualne?

— Jasne. Będę na pewno. A teraz wybacz, ale muszę lecieć — powiedział wycierając usta serwetką. Cmoknął Darię w policzek, uśmiechnął się i wyszedł z bufetu. Daria odwróciła się z powrotem do stolika i zauważyła przed sobą serwetkę złożoną na pół. Rozejrzała się dookoła zdziwiona, ale nie zauważyła nikogo, kto mógłby ją zostawić. Rozłożyła ją powoli. Jej oczom ukazał się napis: Pamiętam, ile dla mnie zrobiłaś. Najpierw ją to zdziwiło, ale potem pomyślała, że to kolejny żart Błażeja. Może położył tę serwetkę, kiedy całował ją przed chwilą na pożegnanie. Uśmiechnęła się do siebie i złożoną serwetkę schowała do kieszeni. Wracając do biura, zajrzała jeszcze do swojej kuzynki, która pracowała na recepcji. Daria niedawno załatwiła jej pracę i była ciekawa jak sobie radzi. Niestety, zamiast niej za kontuarem siedziała inna kobieta. -Cześć. Szukam Zosi. Nie ma jej dzisiaj w pracy? — zapytała zdziwiona. -Cześć. Nie. To znaczy była rano, ale potem musiała gdzieś wyjść i poproszono mnie o zastępstwo — odpowiedziała uśmiechając się sztucznie. -Ok. Dzięki. Po tych słowach Daria zerknęła na zegarek. Uśmiechnęła się do dziewczyny i poszła do siebie. W gabinecie panował okropny zaduch, natychmiast otworzyła okno i wciągnęła w siebie tyle świeżego powietrza, ile zdołały pomieścić jej płuca. Zakręciło jej się w głowie i pociemniało w oczach tak, że ledwo zdołała usiąść. Nie zdążyła jeszcze dojść do siebie jak usłyszała pukanie do drzwi. Od razu domyśliła się, że to jej przyjaciółka. Zawsze pukała tak samo. -Cześć. Nie przeszkadzam? — zapytała wesoło Melka i weszła do środka nie czekając na zaproszenie. -Nie. Wejdź. Ty nigdy nie przeszkadzasz — odpowiedziała cicho, powoli dochodząc do siebie. -Co tam? -To ty o niczym nie wiesz? — przyjaciółka zapytała zdziwiona. -Niby o czym? -Jest zmiana prezesa. Za chwilę zaczyna się posiedzenie zarządu i kazali nam wszystkim iść do domu. -I prezes tak zarządził? Przecież on jakby mógł to by nas tutaj trzymał dwadzieścia cztery na dobę — stwierdziła Daria. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek wyszła z pracy przed czasem. Ba. Nawet nie pamiętała, żeby kiedykolwiek wyszła o czasie. Zawsze jej dzień kończył się na nadgodzinach. -Tak. To zarządzenie prezesa, ale tego nowego. Podobno niezłe ciacho. To co? Może jakaś kawa? -spytała, ale zaraz potem widząc, że Daria wygląda blado zapytała o jej samopoczucie. -Już w porządku. Zrobiło mi się tylko trochę słabo. Ale teraz już jest lepiej. -Na pewno? Poczekaj — powiedziała z troską w głosie i podeszła do stolika, gdzie stał dzbanek i szklanki. Nalała do jednej z nich wody i podała przyjaciółce. -Dzięki. Tego mi było trzeba. Nie martw się, naprawdę już mi lepiej — starała się uspokoić Melkę, widząc jej zatroskany wyraz twarzy. Wiedziała, że ona zawsze najpierw troszczy się o innych, a dopiero potem o siebie. Daria nie chciała nadużywać tej wspaniałej cechy przyjaciółki i dlatego wolała uspokoić ją od razu. -To dobrze. A może zadzwonić po Olka? — dopytywała wciąż zmartwiona. -Nie. Dam sobie radę. Dziękuję. -No dobra. To co z tą kawą? Masz ochotę? –pytała przyjaciółka. -Nie gniewaj się Melka, ale chyba pojadę prosto do domu. Wieczorem spotykam się z Błażejem. Może wpadniesz do pubu i napijesz się z nami wina? -A wiesz, że chętnie. O której? — dopytała. -Tak koło ósmej — odpowiedziała Daria dopijając resztę wody. -No to pa. I uważaj na siebie — powiedziała wychodząc z pokoju. -Pa — powiedziała głośniej Daria, ale przyjaciółka zdążyła już zamknąć za sobą drzwi. Daria wstała od biurka, przebrała wysokie szpilki na wygodne baleriny, wzięła torebkę, telefon i wyszła z pokoju. Po drodze do domu próbowała się skontaktować z Olkiem, ale bezskutecznie. Cały czas miał wyłączony telefon. Zrezygnowała po kilku próbach i postanowiła podjechać do sklepu, żeby kupić coś na obiad. Kiedy parkowała pod blokiem, zauważyła samochód narzeczonego. Bardzo ją to zdziwiło. Co on robi w domu o tej porze? Przecież miał dziś jakiś ważny dzień w pracy. Dziwne — pomyślała wyjmując zakupy z bagażnika. Kiedy otwierała drzwi mieszkania, dźwięki muzyki, które było słychać już dwa piętra niżej, stały się jeszcze głośniejsze. Zamknęła za sobą drzwi, położyła pocztę na komodzie w przedpokoju i poszła do kuchni. Nela od razu wskoczyła na blat i zaczęła domagać się odrobiny czułości, ale jej pani nie była teraz w nastroju. Przejechała dłonią po jej grzbiecie trzy razy, położyła zakupy na stole i zaczęła szukać Olka. Zaczęła od wyłączenia muzyki, która zaczęła ją irytować coraz bardziej. Wtedy usłyszała dziwne dźwięki z łazienki. Szum wody i coś jeszcze. Zapukała, ale bezskutecznie. Otworzyła więc drzwi i osłupiała. Jej narzeczony posuwał pod prysznicem jakąś panienkę. Niestety nie widziała jej twarzy, bo ściany kabiny były całe zaparowane. Stała jak wryta i nie mogła zrobić ani kroku. Gula rozczarowania i żalu stanęła jej w gardle, przez co nie mogła wydobyć z siebie głosu. Nela ocierała jej się o nogi, głośno miaucząc, ale Daria nie zwracała na nią uwagi. Ciągle łudziła się, że to nie Olek. Może pożyczył klucze któremuś ze swoich znajomych albo może przyjechał jego brat, który zapowiadał swoje odwiedziny już miesiąc temu — myślała. Dopiero kiedy woda przestała lecieć i drzwi kabiny się rozsunęły zrozumiała, że oprócz narzeczonego była tam też jej kuzynka Zosia. W momencie zrobiło jej się słabo. Czym prędzej wyszła z łazienki, nie słuchając co próbują mówić do niej kochankowie. Jeden tłumaczył się przez drugiego, ale do Darii nie docierało ani jedno słowo. W pośpiechu zabrała klucze, torebkę i czym prędzej wybiegła z domu. Zbiegła po schodach, wstrzymując oddech. Dopiero na dole zwolniła. Jej komórka zaczęła dzwonić. Wiedziała, że to Olek. Poznała po ustawionym dzwonku. Wyjęła telefon z torebki, odrzuciła połączenie i wyciszyła dźwięki. Wyszła na zewnątrz, złapała świeże powietrze w płuca i poszła prosto do auta. Siedziała dłuższą chwilę zanim ruszyła i powoli zaczęło docierać do niej, co przed chwilą zobaczyła. Ze zdenerwowania nie mogła oddychać. Otworzyła więc okno. Chciała płakać, ale nie mogła. Miała wrażenie jakby jej płuca skurczyły się do rozmiaru orzecha włoskiego i każdy oddech jaki złapała zdawał się być na wagę złota. Nie wiedziała co robić. Próbowała się wyciszyć i uspokoić, ale obraz z łazienki wciąż powracał w jej myślach jak bumerang. Próbowała myśleć o czymś innym, ale po paru sekundach wracał do niej temat zdrady, której przed chwilą doświadczyła. Oparła głowę o zagłówek i zaczęła oddychać powoli i miarowo. Nauczyła się tej techniki oddychania na zajęciach jogi. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji, żeby musiała z niej korzystać. Wszystko między nią, a Olkiem układało się idealnie. Planowali ślub, chcieli mieć dzieci, dom — swoje miejsce na ziemi. I w jednej chwili wszystko prysło jak bańka mydlana. Jej puls powoli wracał do normy. Uczucie duszenia się ustąpiło. Daria była już na tyle spokojna, że mogła prowadzić samochód. Postanowiła pojechać do Melki. Rozmowa z nią zawsze jej pomagała. Przyjaciółka zawsze wiedziała co jej doradzić, a w jej mieszkaniu, urządzonym według zasad Feng Shui, zawsze czuła się wyśmienicie. Panował w nim spokój i od razu po przekroczeniu progu, dało się wyczuć pozytywną energię. -Daria, co się stało? — zawołała na jej widok kobieta. -Mogę wejść? — zapytała roztrzęsiona. -Jasne. Wchodź — powiedziała Melka wpuszczając ją do środka. -Zaparzę kawę i wszystko mi opowiesz. Albo nie. Melisa będzie znacznie lepsza — zadecydowała, widząc, jak Daria trzęsie się z nerwów. Poszły więc do kuchni. -Olek mnie zdradził. Z Zosią. W moim mieszkaniu — mówiła łkając. -Co?! Z tą twoją kuzynką? Z tą co jej załatwiłaś u nas pracę? — pytała nie dając wiar. Daria tylko kiwnęła głową i znowu zaczęła płakać. -Boże jaka ja jestem głupia.

— O nie. To nie ty jesteś głupia, tylko oni — Melka próbowała ją pocieszyć. -Nie wie co stracił, a z tą twoją kuzynką to ja sobie pogadam. No nie płacz już. Nie ma po kim. Oboje będą żałowali tego co zrobili. Hej Daria — uspokajała przyjaciółkę Melka, ale ta nie potrafiła przestać płakać. -Tyle lat poszło na marne. Myślałam, że to ten jedyny, że na całe życie. -No wiem. Ale widocznie to dzisiaj rzadkość. Faceci chyba mają to we krwi — stwierdziła. Melka od dobrych kilku lat była sama, po tym jak jej mąż zdradził ją z koleżanką z pracy. Banał, ale jakże bolesny. Wtedy Daria zbierała ją do kupy przez dobrych kilka tygodni. Pocieszała ją jak mogła. Dopiero, kiedy zabrała przyjaciółkę do Grecji, Melka zrozumiała, że szkoda życia na rozpacz i postanowiła wtedy, że nigdy więcej nie będzie już płakać po żadnym mężczyźnie. Sławek długo prosił ją o wybaczenie i możliwość powrotu do niej, ale ona była nieugięta. Jeszcze pożałujesz swojej decyzji — powiedział na pożegnanie i przepadł jak kamień w wodę. Podobno wyjechał gdzieś za granicę, ale Melka w ogóle się tym nie przejęła.

— Wypij herbatę, to cię trochę uspokoi.

— Dziękuję ci. Wiedziałam, że u ciebie znajdę ukojenie mojego bólu — powiedziała Daria sięgając po kubek ciepłej herbaty.

— Daj spokój. Już nie pamiętasz jak to ty mnie wyciągałaś z dołka po zdradzie Sławka? Wiem jak się teraz czujesz, ale z czasem to minie, zobaczysz. Wiesz co? Zrobimy tak. Ty się teraz zdrzemniesz, a potem spotkamy się z Błażejem. Napijemy się winka, pogadamy. Hmm? Co ty na to? -Chyba nie mam innej propozycji na dzisiejszy wieczór — odpowiedziała Daria smutno się uśmiechając. Wciąż czuła się rozczarowana, upokorzona i oszukana. Ból był tym większy, że kochała Olka ponad wszystko, a Zosia była dla niej jak młodsza siostra.

Wieczorem, po porządnej drzemce i doprowadzeniu się do ładu kobiety poszły do pubu, gdzie czekał już na nie Błażej. Przyjaciel od razu zorientował się, że coś jest nie tak. -Olek ją zdradził — powiedziała cicho Melka widząc pytającą minę Błażeja. -Co?! — zapytał z takim samym niedowierzaniem co Melka zapytała Darię. -Możemy o tym nie gadać? Przynajmniej na razie. Proszę — powiedziała Daria. -Dobra. Ale i tak uważam go za kutasa — odpowiedział wściekły. -No dobra. To zamówcie coś, a ja muszę do toalety — powiedziała i oddaliła się od przyjaciół. Kiedy wróciła, na stoliku stały już drinki i piwo. Kobieta uśmiechnęła się do Błażeja i jednym łykiem wypiła zawartość ulubionego trunku. -Wy to wiecie czego mi trzeba w danym momencie. Dziękuję wam. Jesteście kochani i tacy niezawodni. No co? Nie patrzcie tak na mnie. Nie zamierzam dłużej przez niego płakać — powiedziała uśmiechając się do nich. Melka i Błażej dziwnie jej się przyglądali, ale ani jedno nie odważyło się tego skomentować. Oboje wiedzieli, że to tylko pozory. Po kilku godzinach, kilku drinkach i paru piwach Daria stwierdziła, że ma dość i wraca do domu. Kiedy została sama przy stoliku, zauważyła przed sobą kartkę. Kolejną już tego dnia. Otworzyła ją. Tym razem było na niej napisane: Nigdy ci tego nie zapomnę! Złożyła ją z powrotem i uśmiechnęła się do siebie. Była już nieźle wstawiona i wszystko wydawało jej się śmieszne. Nagle w tłumie ludzi przy barze mignęła jej znajoma twarz.

— Daria, halo! Jesteś tu? — zapytał Błażej machając jej ręką przed twarzą.

— Ta, jasne. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę Sławka.

— Jakiego Sławka? Mojego byłego męża? — dopytywała Melka rozglądając się dookoła.

— No tak. Ale najwidoczniej mi się wydawało — skwitowała i zaczęła zakładać kurtkę. -To idziemy? — zapytał Błażej niecierpliwie. — Dlaczego piszesz mi takie liściki? — wybełkotała Daria, wymachując mu przed nosem przed chwilą znalezioną karteczką. -Co? — zapytał odbierając od niej pomięty papier. Powoli go rozłożył i przeczytał. -Ale to nie ja. Chyba masz cichego wielbiciela — zażartował śmiejąc się do rozpuku. -Co go tak śmieszy? — dopytywała niczego nieświadoma Melka, ale żadne z nich jej nie odpowiedziało. -Dobra dziewczyny. Zbieram się. Wracam do domu. Zamówić wam taksówkę? — zapytał przyjaciel, ale dziewczyny popatrzyły na siebie, potem na niego i chórem odpowiedziały, że się przejdą.

Przed wejściem do pubu, Daria spotkała znajomego z siłowni.

— Cześć Kordian. Miło Cię widzieć — powiedziała, niezdarnie całując go w policzek na przywitanie.

— Cześć Daria — odpowiedział lekko ją przytrzymując, ponieważ zachwiała się w jego ramionach prawie upadając.

Kiedy Daria odzyskała równowagę przedstawiła znajomemu swoją najlepszą przyjaciółkę.

— Tak wiem, Melka — odpowiedział wyciągając dłoń w jej kierunku i kiedy się przedstawił, dodał: -Daria ciągle o tobie opowiada.

— Mam nadzieję, że same dobre rzeczy — powiedziała uśmiechając się do niego.

Lecz zamiast odpowiedzi, mężczyzna odwzajemnił jej uśmiech.

— Przepraszam Cię Kordian, ale musimy już iść — powiedziała Daria.

— Rozumiem. A może was odwiozę? — zaproponował mężczyzna, widząc w jakim stanie znajdują się kobiety.

— Nie. Przejdziemy się, ale dziękujemy za propozycję — wymamrotała Melka.

— Dobra, tylko uważajcie na siebie.

— Tak jest! — wykrzyknęła Daria i kobiety poszły w swoją stronę. Mężczyzna jeszcze przez chwilę je obserwował i dopiero, kiedy zniknęły mu z pola widzenia, wszedł do pubu. Po paru minutach ciszy Melka zapytała Darię o Kordiana.

— A, jest nowy na siłowni. Znam go może z miesiąc. Przyczepił się do mnie. Za każdym razem jak jestem w klubie i on też jest, to od razu do mnie podchodzi i nawija. Parę razy próbował się nawet ze mną umówić, ale ja jestem wierna Olkowi — ciągnęła Daria, czując, jak alkohol wiruje jej w głowie.

— Ale teraz już nie stoi ci nic na przeszkodzie, żeby się z nim umówić. Jest cholernie przystojny. Zawsze podobali mi się mężczyźni o blond włosach i szarych oczach. — powiedziała przyjaciółka, tym samym przypominając Darii o zdradzie jej narzeczonego. -Przepraszam cię, nie chciałam ci przypominać — tłumaczyła się, widząc, jak oczy Darii zaszły łzami.

— Daj spokój. Temat zamknięty. Jak wytrzeźwieję, poukładam sobie to wszystko na spokojnie w głowie i będę jak nowo narodzona — odpowiedziała potykając się o coś na chodniku. Szły razem pod rękę przytrzymując się nawzajem. Chodzenie na szpilkach po kilku głębszych jest nie lada wyczynem. Były w połowie drogi, kiedy Daria przystanęła i powiedziała: -Patrz tam. Czy to nie ta nowa? — wybełkotała pytanie, wskazując głową w stronę kobiety, która akurat przechodziła przez ulicę. Melka popatrzyła na kobietę i odpowiedziała równie niewyraźnie: -Ta z działu kadr? -No. Podobno to jakaś protegowana szefa — wypaliła Daria kładąc sarkastyczny ton na słowo protegowana nie bacząc na to czy kobieta ją słyszy czy nie. Obie zaczęły śmiać się na głos pokazując na nią palcami. Owa znajoma z pracy popatrzyła w ich stronę i odpowiedziała: -Nikomu nie dałam dupy, jeśli to właśnie próbujecie zasugerować. Po tych słowach odwróciła się na pięcie i poszła w swoją stronę.

— W firmie aż huczy od plotek w jaki sposób załatwiłaś sobie posadkę — krzyczała za nią Melka. Znajoma zatrzymała się, odwróciła, zrobiła parę kroków w ich stronę i powiedziała: -Nie każdy załatwia sobie pracę w ten sposób, ale jak widać wy znacie tylko ten jeden. Żal mi was! — krzyknęła w ich kierunku. -Ale to na twój temat plotkują, a nie nasz — przekomarzał się Daria. Znajoma nie odwracając się w ich stronę powiedziała: -Chcecie wojny, proszę bardzo — i nie czekając na ripostę, poszła w kierunku swojego osiedla. Kobiety początkowo miały dziwny wyraz twarzy. Wybałuszone oczy i otwarte usta, ale szybko wróciły im dobre humory i znowu śmiały się w głos. Lekko chwiejnym krokiem poszły dalej.

Rozdział 2

Nazajutrz Daria obudziła się w mieszkaniu Melki. Nie była w stanie podnieść głowy. Dudniło jej od samego patrzenia na otoczenie. Półprzymkniętymi oczyma rozglądała się po salonie i szukała czegoś do picia. Kiedy nic nie udało jej się znaleźć, zachrypniętym głosem zaczęła wołać przyjaciółkę. Niestety w mieszkaniu panowała głucha cisza. Zrezygnowana zmusiła się do wstania z sofy. Kręciło jej się w głowie do tego stopnia, że aż ją zemdliło. Pobiegła czym prędzej do łazienki i zwróciła całą zawartość żołądka. Potem umyła twarz, przepłukała usta płynem o smaku mięty i poszła do kuchni. Nalała sobie wody z kranu i wypiła wszystko duszkiem popijając tabletki od bólu głowy, które zawsze nosiła w torebce. Rzadko z nich korzystała, ale lubiła mieć świadomość, że ma je pod ręką. Potem sprawdziła zawartość lodówki. Szukała kefiru lub maślanki, ale niestety nie znalazła nic prócz tofu, ekologicznie uprawianych warzyw i kilku jabłek. Zamknęła lodówkę z powrotem i kiedy się odwróciła kątem oka zauważyła, że drzwi wejściowe są uchylone. Dziwne — pomyślała. -Nie byłyśmy przecież aż tak narąbane, żeby nie zamknąć za sobą drzwi. Podeszła do nich i sprawdzając czy na klatce nikogo nie ma, zamknęła je czym prędzej na zamek. Wróciła do salonu w poszukiwaniu swojego telefonu. Wolała mieć go przy sobie. Miała nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Znalazła go w kieszeni kurtki. Chciała nawet zadzwonić do Melki i zapytać, dokąd poszła i dlaczego nie zamknęła drzwi za sobą, ale stwierdziła, że najpierw sprawdzi czy przypadkiem przyjaciółka nie wyleguje się jeszcze w najlepsze w pościeli. Telefon, który akurat zasygnalizował, że jego bateria już długo nie pociągnie, włożyła do tylnej kieszeni spodni. Daria zignorowała ten dźwięk i poszła do pokoju Melki. Drzwi były zamknięte. Otworzyła je i krzyknęła na całe gardło. Widok jaki ukazał się jej oczom zmroził krew w jej żyłach, a ból głowy momentalnie przestał istnieć. Jej najlepsza przyjaciółka leżała na łóżku z nożem wbitym prosto w serce. Wszędzie było pełno krwi, a jej oczy były szeroko otwarte. Darii zdawało się, że Melka na nią patrzy. Nie wiedziała co ma robić. Pierwsze co przyszło jej do głowy to zadzwonić po policję. Niestety jej telefon był już kompletnie rozładowany i do niczego się nie nadawał. Rozejrzała się po pokoju, żeby zlokalizować telefon Melki. Leżał na komodzie pod oknem. Wzięła go do ręki i czym prędzej wyszła stamtąd do salonu. Drżącą ręką wybrała sto dwanaście i zdenerwowanym głosem opowiedziała o wszystkim operatorce. Ta kazała jej niczego więcej nie ruszać i czekać na pojawienie się odpowiednich służb. Po dwudziestu minutach na miejscu była policja i lekarz pogotowia, który po paru minutach spędzonych w sypialni Melki, stwierdził jej zgon. Zabrał swoją torbę lekarską i wyszedł. Jego miejsce zajął technik, który od razu wziął się do roboty.

Daria siedziała na sofie owinięta kocem. Po mieszkaniu jej najlepszej przyjaciółki kręcili się jacyś obcy ludzie. Obserwowała ich i nie mogła uwierzyć, że jej najlepszej przyjaciółki już nie ma. Myśli kotłowały jej się w głowie. Ciągle powtarzała sobie pytania kto i dlaczego zrobił to Melce, a świadomość, że mogło spotkać ją to samo paraliżowała jej roztrzęsione ciało. Nie była w stanie opanować drgawek. Potworny ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą i znowu zbierało jej się na wymioty.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 32.96