Kruk 1
Wśród nagich gałęzi dwóch kruków milczało,
gdy księżyc srebrzył popękaną ziemię.
Jedno ku drugiemu przysunęło skrzydło —
jakby noc chciała objąć własny cień.
Nie śpiewały o miłości.
Kruki znają język ciemności.
Wystarczył wspólny lot nad martwym lasem,
by zostać na zawsze razem.
Kruk 2
Mgła spływała po kościach starego lasu,
a noc sączyła atrament do korzeni drzew.
Księżyc, niczym martwe oko nieba,
patrzył bez litości na uśpioną ziemię.
Kruk przeciął ciszę pojedynczym krzykiem,
jak pęknięcie na zwierciadle świata.
Cienie wydłużyły swoje czarne dłonie,
szukając imion dawno oddanych mrokowi.
Kruk 3
Pod bladym księżycem splecione dłonie drżały,
gdy noc otulała świat czarnym aksamitem.
Kochali się cicho, jak kocha mrok ruinę —
wierni sobie bardziej niż śmierci i świtom.
I tylko wiatr pamiętał prawdę —
że wszystko, co żyje,
jest jedynie gościem w królestwie nocy.
Kruk 4
W pajęczynie cieni, gdzie marmur zamarza,
Gdzie księżyc jak ostrze tnie całun ołtarza,
Stoję w niemym lęku, pośród zimnych ścian,
Słuchając, jak bije dzwon śmiertelnych ran.
Lecz w tym mrocznym zamku,
gdzie noc wiecznie trwa,
Twoja dłoń lodowata drugą dłoń mą ma.
Witraże pękają, ryczy wokół grom,
A Ty jesteś moim schronieniem i tłem.
Niech świat się zapada w gotycki ten mrok,
Gdy w wieczność idziemy, krok w śmiertelny krok.
Bo miłość silniejsza niż grobu jest chłód —
W objęciach ciemności wydarzył się cud.
Kruk 5
Cienie rzucane przez strzeliste wieże,
Gdzie czas skamieniał w milczeniu i chłodzie,
Karmiony lękiem, w mroczną nocnej wierze,
Gotyk dyktuje swój odwieczny wyrok urodzie.
Witraże piją resztki krwawej zorzy,
Gdy chłód marmurów wnika głęboko w duszę,
W pustej nawie żaden szept się nie trwoży,
Choć wieczny niepokój rwie ciszy całun i kuszę.
Ponad ołtarzem, gdzie tli się groza,
Zasiadł czarny strażnik utraconych dni,
Skrzydła jak kir, w oku zimna hipnoza,
Kruk, co z ludzkich nadziei cicho się tli.
Skrzydłem rozcina gęsty, lepki mrok,
Jego krakanie to hymn dla zapomnienia
,W gotyckich murach zamiera ludzki krok,
Zostaje tylko cmentarny cień i kamienia.
Kruk 6
Mogił omglonych nieruchomy las,
Gdzie krzyże milczą w kamiennym chłodzie,
Kruk, czarny król, co przechytrzył czas,
Zasiada dumnie przy grobowej wodzie.
Siedzi na starym, spękanym marmurze,
Gdy noc całunem spowija ten świat,
Jego ślepia lśnią w głuchej purpurze,
Śmiejąc się z ludzkich, rozsypanych lat.
Kruk 7