E-book
13.65
drukowana A5
20.09
Krótkie opowiadania

Bezpłatny fragment - Krótkie opowiadania

na granicy świateł i cieni


5
Objętość:
47 str.
ISBN:
978-83-8126-704-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 20.09

...dziesięć krótkich opowiadań, to historia ludzi, którzy na przestrzeni swojego życia doświadczyli niezwykłych zdarzeń — trudnych
do wyjaśnienia…


„Czas nie daje odpowiedzi, on tylko stawia kolejne pytania”

/ Krystyna Siesicka /


Zbieżność miejsc, nazw i imion — przypadkowa.

Niecodzienne zjawisko

Eli od dawna obserwowała wokół siebie dziwne zjawiska. One przywoływały chwile z jej przeszłości. Cykl różnych zdarzeń, czasami trudny do zrozumienia, wyzwalał w niej niepokój oraz zadumę… nad istotą życia i przemijania.


Najbardziej intrygujące było światło, taki niewielki iskrzący punkcik, jakby ktoś zapalał i gasił małą kieszonkową lampkę. To iskrzące światełko, od czasu gdy zmarł jej mąż, było z nią wszędzie. W domu, w pracy, na ulicy, wśród znajomych. Nawet, kiedy wchodząc do mieszkania, otwierała kluczem drzwi, iskrzący punkcik był tuż obok.


Bardzo dziwne w tym wszystkim było to, że Eli tego zjawiska wcale się nie bała, bo przecież w takich sytuacjach ogarnia człowieka niekontrolowany lęk albo przerażenie.
Tymczasem minęło wiele lat, a wędrujące światełko było z nią nadal, lecz trzeba przyznać, że nie tak często jak dawniej.


Pewnego razu, będąc w domu ze swoją półroczną wnuczką, Eli doświadczyła niezwykłego zdarzenia. W piękną przedpołudniową sobotę, jak zwykle zajmowała się maleństwem. Wokoło panował dziwny bezruch, tylko świergot ptaków zakłócał magiczną ciszę. Przez uchylone okno zielone gałęzie drzew zaglądały do wnętrza pokoju.
Eli, siedząc na kanapie, nuciła swojej ukochanej wnuczce jej ulubioną piosenkę. Niemowlę na kolanach babci, otulone w kocyk, delikatnie bujane w rytmie znajomej kołysanki powoli zapadało w sen.


Jak zawsze przy usypianiu, dziecina swoją delikatną rączką kurczowo ściskała dekolt babcinej bluzki. Swoimi wielkimi oczkami wpatrywała się w pełną miłości twarz Eli. Ciężkie powieki uroczej kruszyny powoli opadały — maleństwo zasypiało.


Kobieta podniosła pochyloną nad dzieckiem głowę, przeciągłym wzrokiem spojrzała przed siebie.


Zdziwiona, wyraźnie zauważyła dawno przy niej nieobecne, małe iskrzące światło. Jak w kalejdoskopie, wokół niej zaczęły krążyć różne myśli.


Znów wyczuwała niesamowitą aurę. Niewidzialny dotyk przeszłości wypełniał przestrzeń jej domu.


Nagle — wśród tej niecodziennej chwili — trzymane na jej kolanach, prawie już śpiące niemowlę zaczęło się budzić. Z malutkiej dłoni wypuszcza kurczowo uchwycony dekolt babcinej bluzki. Odwraca całe swoje maleńkie ciałko w przeciwną stronę — ożywione przebiera nóżkami, wyciąga rączki jakby do kogoś, kto przykucnął vis a vis obu pań. Niemowlę zapatrzone w bliską przestrzeń zaczyna gaworzyć, uśmiecha się całkiem jak do kogoś, kto znajduje się blisko, tuż przy nich, lecz ta niezwykła sytuacja pokazuje, że postać jest widzialna tylko dla dziecka. Natomiast dla babci Eli obecność tego zjawiska jest jedynie mocno wyczuwalna.


Kobieta wiedziała, że ktoś z przeszłości odwiedził jej dom. Mógł to być nieżyjący ojciec, którego bardzo kochała albo dziadkowie, lecz najbardziej swoje myśli kierowała w stronę dawno zmarłego męża, tłumacząc sobie, że przyszedł zobaczyć swoją wnuczkę.


Pomimo, że Eli była trochę zaniepokojona, to jednak ze stoickim spokojem obserwowała to intrygujące zjawisko. Podświadomie czuła, że przecież nic złego nie może im się przydarzyć.


Po kilku minutach rozbudzone niemowlę ucichło, przestało gaworzyć — odwróciło się w stronę babci, malutką rączką chwyciło, jak zawsze za dekolt bluzki i spokojnie zasnęło. W pokoju, pośród tej tajemniczej przedpołudniowej scenerii zapanowała mistyczna cisza.


Eli delikatnie położyła śpiące dziecko na kanapie. Przyglądając się swojej ukochanej wnusi, z czułością okryła ją leciutkim puszystym kocykiem. Natomiast sama usiadła w wygodnym fotelu. Była jakby nieobecna.


Wśród tej niecodziennej aury wędrowała myślami po ścieżkach swojego życia, do niezapomnianych miejsc i chwil z przeszłości, które już nigdy nie powrócą.

Dom pod lasem

Na zachodnich rubieżach kraju, w niewielkiej malowniczej miejscowości Wrzosowo, mieszkało młode małżeństwo z trójką małych dzieci. Były to czasy powojenne. Tamtejsza społeczność tworzyła enklawę ludzi zaradnych oraz bardzo ze sobą zżytych. Pewnego popołudnia ojciec rodziny postanowił odwiedzić kuzynostwo, mieszkające również w tej samej miejscowości, lecz daleko na obrzeżach osady, w domu pod lasem.


W czasie wojny mężczyzna został poważnie ranny — uciążliwym następstwem był uszkodzony wzrok. Dlatego, wychodząc gdzieś dalej poza granice swojego domostwa brał ze sobą sześcioletnią córeczkę i wówczas ona była jego oczami. Młody człowiek przy mniej wyrazistszym świetle słabiej widział. Działo się tak w pochmurne dni, lub pod wieczór, gdy słońce znikało za horyzontem, a nad światem zapadał półmrok.


Któregoś dnia, późnym popołudniem ojciec z córeczką szedł w stronę posesji bliskiej rodziny. Jak zawsze radośnie ze sobą rozmawiali, lecz gdy już dochodzili do domu wujostwa, dziewczynka odruchowo szarpnęła trzymaną dłoń taty. Mężczyzna przystanął. Zatroskany zapytał, co się stało. Przerażone dziecko cichutko oznajmiło: 
— Tatusiu, dalej nie pójdziemy. 
— A dlaczego? — zapytał zaniepokojony ojciec. 
— No bo przy furtce siedzi wielki, czarny, kudłaty pies i jest taki duży, że głową sięga aż do płotu — odpowiedziała córeczka.


Rodzice dziewczynki wiedzieli, że mała pociecha niejednokrotnie opowiadała niewiarygodne historyjki. Jej czasami dziwne zachowania traktowali bardzo poważnie. Starali się dużo z nią rozmawiać, lecz nawet bardzo wyczerpujące dyskusje niewiele poczyniły zmian w osobowości dziecka. Dziewczynka dosyć często relacjonowała, widziane swoimi oczyma różne zdarzenia, które nie zawsze i nie bardzo były zrozumiałe dla innych.
Ojciec podjął rozmowę. Zaczął zadawać córce pytania. 
— A co ten pies robi prócz tego, że siedzi przy furtce? Czy szczeka lub warczy? Czy jest agresywny?
Na to dziewczynka odpowiedziała: 
— Przygląda się nam, ale jest grzeczny, nie szczeka. Dodała, że po podwórku chodzi jeszcze jeden wielki pies ale jest cały biały, lecz też jest spokojny.


Mężczyzna wiedział, że w całej miejscowości nikt nie miał takich psów, jak to opisywała jego mała córeczka, a już na pewno nie kuzynostwo. Znając latorośl, starał się swoją pociechę uspokoić, tłumacząc jej, że są to dobre, przyjazne psy i na pewno nikomu nic złego nie zrobią. Tymczasem dziewczynka wciąż bacznie przyglądała się czworonogim zwierzętom.


Niebawem weszli na posesję. Czarny pies, siedzący przy furtce, z zaciekawieniem prowadził gości wzrokiem aż do drzwi domu, natomiast biały, w głębi podwórka, spokojnie obgryzał dużą kość.


Po wielu latach, gdy córka była już dorosła i samodzielna, podczas urlopu przyjechała w bliskie jej strony odwiedzić swój rodzinny dom. W tym samym czasie do posesji kuzynów, którzy wciąż mieszkali pod tym samym adresem zawitała niemiecka rodzina, która przed wojną była właśnie tu osiedlona.


Przybysze zza Odry zostali gościnnie przyjęci. Biesiadując na powietrzu, pod gruszą, przy suto zastawionym stole prowadzili z miejscową rodziną przyjazne rozmowy. Opowiadali różne historie z czasów dosyć odległych, pokazywali stare zdjęcia z przedwojennego okresu, gdy dawno temu mieszkali w tej posiadłości.


Zdziwienie głównej bohaterki opowiadania było ogromne, ponieważ na oglądanych fotografiach zobaczyła dwa znajome psy, które widziała, będąc małym dzieckiem, gdy pewnego popołudnia szła ze swoim ukochanym ojcem odwiedzić bliską rodzinę, mieszkającą w domu pod lasem.

Stary zamek i zabytkowa studnia

Od jakiegoś czasu Milena miała ten sam, wciąż powtarzający się sen. Głęboką nocą, jak na jawie widziała okazały zamek. Wśród dostojnych, wiekowych drzew, położony na płaskim, malowniczym wzgórzu, zachwycał swoją okazałością.


Od wschodniej strony tajemnicza budowla była otoczona wielkim, zabytkowym murem, porośniętym zielonymi pnączami. Wysoko, na dziedziniec zamczyska pięły się wydeptane schody. Zbudowane z sędziwego kamienia, wśród mistycznej przyrody robiły niesamowite wrażenie.


U podnóża zabytkowej budowli rozciągał się długi rząd niskich domów, zamieszkałych przez miejscową ludność oraz okazały plac wyłożony brukiem. W samym środku placu stała starodawna, cembrowana kamieniami studnia. Na okalającym schodku tej niewielkiej budowli siedziała mała dziewczynka. Ubrana w starodawną, długą sukienkę trzymała na kolanach niewielki wiklinowy koszyk, do którego zerkała z dużym zainteresowaniem — za nią stał uroczy chłopiec o kruczoczarnych włosach — zaglądał przez jej ramię również z zaciekawieniem. Zastanawiał się, co ona też chowa w tym wiklinowym koszyczku. Tuż obok, na tym samym placu bawiła się gromadka hałasujących dzieci, przyodzianych w szaty nie z tej epoki.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 20.09