E-book
20.48
drukowana A5
37.24
Krople

Bezpłatny fragment - Krople


Objętość:
63 str.
ISBN:
978-83-8440-734-9
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 37.24

Przedmowa

Na załamanej jednolinii

tkwią krople wielobarwne

a każda z nich przedświtem chwili

nim z dźwiękiem głuchym spadnie

Tobie, który zatrzymujesz się, aby zajrzeć w moją duszę;

Bądź, jak i ja staram się każdego dnia — być…


Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku! Oto trzymasz w ręku mój debiutancki tomik. Nie bez powodu ukazuje się on w okolicy moich czterdziestych drugich urodzin, z czterdziestoma dwiema pozycjami. To symboliczna forma wyrażenia siebie i zaznaczenia swojej obecności na tej przedziwnej ścieżce, tytułowanej szumnie jako „życie”.

Z wielu względów nie nazwę go „tomikiem poezji”, choć niektórzy na siłę próbują nazywać mnie poetką. Ludzie w ogóle lubią kategoryzować, szufladkować, wciskać innych ludzi w jakieś ramy — niekoniecznie zważając na to, czy jest im z tym dobrze. Dzisiejszy świat jest niestety tak skonstruowany, że ważniejsze stało się „kim”, a nie — „jaki” jest określony człowiek. Ogromnie nad tym ubolewam, bo o wiele bardziej wolałabym, żeby ktoś zapamiętał, jak czuł się, czytając moje — nazwijmy to — wiersze, od tego, kim byłam. Pogodziłam się już jednak z faktem, iż świata i jego prawideł nie zmienię. Jedyne, co mogę zrobić, to wyrazić słowem odczucia, jakie mi towarzyszą i spróbować poskładać je w wersy.

Jako, że emocje to rzecz subiektywna, nikomu nie narzucam, aby tu i natychmiast się ze mną zgodził w tym czy w tamtym. Liryka ma to do siebie, że przedstawia zazwyczaj jeden punkt widzenia — osoby, która patrzy i opisuje. Teksty zamieszczone w niniejszej publikacji nie są tekstami łatwymi i przyjemnymi. Daleko im do nurtu łagodności, wręcz przeciwnie — stanowią odzwierciedlenie moich, niejednokrotnie traumatycznych przeżyć z dotychczas przebytej ziemskiej drogi. Przeżyć, które ukształtowały mnie w określony sposób i zdefiniowały jako człowieka. Biorąc pod uwagę kaliber emocjonalny związany z takim a nie innym doborem tekstów, tym bardziej Ci dziękuję, że jesteś tutaj ze mną! Otwieram przed Tobą mroczniejszą część mojego świata — z nadzieją, że pomimo burz, śnieżyc i permanentnej zawieruchy, spojrzymy kiedyś prosto w słońce.

część 1 — przebłyski

swąd

mieszkanie na poddaszu

stara kamienica

blisko drzwi do wyjścia

przedpokój a w nim

szkrab na oko półtoraroczny

zezowaty berbeć w centrum burzy

na środku oni

pochłonięci szaleńczym tańcem

tak bardzo że nie widzą

jak dziecko wciska się w kąt

nawet bez okularów

i pod peleryną kurtek

zdolne ich zobaczyć

a krew na ścianach krzepnie

swąd spalonych włosów

rozwiewa się po domu

gdzie czarne loki mamy

gdzie ciężka ręka kogoś

kto śmiał zwać się ojcem

czy będą już na zawsze

brakiem powonienia

alergią na bliskość

pierwszą z wszystkich przestróg

by nie ufać nikomu

nie chwytać się za ręce

mleczna Babcia

pukanie do drzwi i ja

pierwsza do witania

przychodzi na chwilę

mojej mamy mama


co chowasz w torbie pokaż

nie przychodzisz przecież

z pustymi rękami

wiem najlepiej na świecie


czy coś przyniosłaś dla mnie

wsadzam w siatkę głowę

nie każ dłużej czekać

co masz Babciu powiedz


wyszarpię torbie uszy

chociaż to niegrzeczne

ja — spragniona mleka

jestem tylko dzieckiem

kolorowe kredki

czerwone pudełko z nazwą

której nie pamiętam

może Faber Castell

na pewno nie Bambino

poznałabym od razu i dziś

tak leżały w ręce

miękko i wygodnie

swym trójkątnym kształtem


rysowałam na godziny

bo co miałam robić

lepsze to niż po raz setny

słuchać tych samych szant

z nich tylko Biała sukienka

zdatna do woskowania

gdy on ze swą panią

znikał bez przyczyny


nowe kolorowe kredki

dziecięce marzenie

ponoć narysują wszystko

dokładnie i kompletnie

szczęście rozbitej rodziny

prawdziwe ich uśmiechy

a w tle park i drzewa

nie szklane butelki

papużka

to bez wątpienia był samiec

niebiesko — żółto — zielony

mała papużka falista

mieściła się na dłoni


niczym przez mgłę dziś pamiętam

nić krótką naszej przyjaźni

bo mieć takiego zwierzaka

to kłopot najwyraźniej


szczególnie kiedy ze szkoły

wracało dziecię przykładnie

a ptaszek wolno puszczony

srał wszędzie gdzie popadnie


a potem żeby go złapać

zdyszana, prawie spóźniona

latałam z nim po pokoju

rwąc pióra dwa z ogona


nie dziwię się wcale mamo

może za słabo słuchałam

dziś nawet chyba rozumiem

dlaczego ją oddałaś

bolinoga

przychodnia — pawilon

oko blokowiska

pięć minut od domu

jeśli jechać autem

tata wóz prowadzi

ja się trochę trzęsę

wcale się nie boję

przecież jestem duża


tata mój wysoki

podaje mi rękę

jak to zwykle bywa

znów zachorowałam

wchodzimy do środka

każą spuścić gacie

igła i wstrzyknięcie

krótkie i bolesne


czuję jak drętwieję

jedną stroną władna

drugą nie za bardzo

zdolna kontrolować

skurcz gna poprzez ciało

niczym stado koni

jutro wrócę znowu

aga bolinoga

pierszy motylek

rozkładam ręce w załamaniu

to chyba odruch bez warunku

pieprzony pierszy motylek

a kartka wyrwana spada


świadomość że czekają wszyscy

aż ten morderczy wiersz przepiszę

i nie zapomnę znów o „wu”

co czai się gdzieś tam w środku


pierszy motylek to ci heca

zostanie ze mną do starości

wnukom opowiem niczym żart

że dziś nie wyjdę już z domu


po co on wzleciał nad tę łąkę

czy nie mógł siedzieć cicho w trawie

dziś żal mi wyrwanych kartek

kara dla drzew za Broniewskiego

odznaka

zawsze marzyła mi się taka

lecz w klasie naszej „ce”

wychowawczyni pani Teresa

dzieliła ją między trzech


święta to trójca bez dyskusji

ja wciąż na drugi plan

bo choć w dzienniczku same szóstki

to jednak ogłady brak


więc pożyczałam ją od Madzi

na jednej z długich przerw

przypięta agrafką do mundurka

jakby ją każdy mógł mieć


potem na lekcję dzwonił dzwonek

kończący łaskę chwil

i jeśli dostał ktoś uwagę

na pewno wiesz kto to był


wzrowy uczeń to nie dla mnie

gdyż zachowanie złe

może się później ciut ogarnie

to dziecko z ADHD

część 2 — zaczątek świadomości

nie rzucim ziemi

pan Maciej był supergościem

lubianym przez wszystkich w szkole

na co dzień uczył historii

miał pełną pomysłów głowę

to mogła być siódma klasa

gdy nas wezwano na salę

konkurs na pieśń patriotyczną

lecz najpierw doń przesłuchanie


przyszliśmy więc wystraszeni

kazano Rotę zaśpiewać

moc z nas wraz cała opadła

a słabość to przecież bieda

wtem się odezwał pan Maciej

gestykulując gorliwie

niczym Jack BlackSzkole rocka

muzykę w nas chcąc ożywić


zatrzęsły się szkolne mury

od dźwięków z płyty puszczonych

ach żeby jak oni głos mieć

po coście tu? a no, po nic…

uciekli wszyscy jak jeden

nikt wtedy w sali nie został

i tylko nie rzucim ziemi

ciągle nie może być proste

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 37.24