E-book
16.38
drukowana A5
87.32
drukowana A5
Kolorowa
136.11
Król Myśli Tom II

Bezpłatny fragment - Król Myśli Tom II


5
Objętość:
751 str.
ISBN:
978-83-8221-943-2
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 87.32
drukowana A5
Kolorowa
za 136.11

Wstęp do II tomu.


Oddaję do rąk czytelników II tom powieści Król Myśli. Rozpocząłem go pisać 4 listopada 2019 roku, czyli na miesiąc przed premierą tomu pierwszego, która to premiera miała miejsce trzeciego grudnia 2019 roku w Kaplicy Świętego Ducha w Pyrzycach przy ulicy Zabytkowej. Drugi tom powieści to kontynuacja przygód bohaterów tomu pierwszego, którzy pod nieobecność demiurga zmuszeni są bronić swoją Planetę przed obcymi bóstwami i cywilizacjami. Ludzie wyposażeni w magię i wyjątkowe, jednostkowe zdolności zmuszeni są stawić czoła zakusom obcych bogów. Stwórca opuszczając Planetę nie pozostawił ich jednakże samych sobie. Obok ludzi w książce pojawiają się zapożyczeni z wierzeń słowiańskich boginowie i boginki, których osobowości zaadaptowałem do celów powieści, znacznie odmieniając cechy, przypisywane im przez prasłowian. Świat duchowy, jak go nazywam, uzupełniają wymyślone przeze mnie grendule i andały — astrale, które wykorzystywane były w procesie stwórczym. Na kartach powieści pojawiają się także znane z różnych mitologii i wierzeń smoki, lewiatany i gryfy. Oprócz nich świat zwierzęcy planety, na której dzieje się akcja tej dwutomowej powieści, wzbogacają ponadto mamutumy i polujące na drapieżniki sczygły, których bardzo ogólny opis znajduje się w pierwszym tomie. Miejscem akcji powieści jest wymyślona planeta, nieposiadająca swojej nazwy własnej, którą dla potrzeb książki nazywam właśnie Planetą, pisząc ją z dużej litery. Akcja powieści dzieje się także w szeroko rozumianym kosmosie, który otoczony jest w książce “pustką”, za którą to pustką znajduje się jeszcze coś, o czym w tym momencie napisać nie mogę, bo zdradziłbym zbyt wiele. Planeta, a wraz z nią ludzkość mają swoją historię, z którą czytelnik zapoznaje się bardzo pobieżnie. Geografia Planety znana jest czytelnikom pierwszego tomu powieści z map autorstwa Pani Grażyny Jeznach z Kurzętnika. Jeśli już mowa o geografii, to warto w tym miejscu wspomnieć, że kilka wątków powieści dzieje się w twierdzy Pirissa. Pirissa, to średniowieczna nazwa miasta Pyrzyce leżącego w Polsce, w województwie zachodniopomorskim. Pomysł przeniesienia akcji powieści do Pyrzyc jest pomysłem Pani Marzeny Podzińskiej — Burmistrz Miasta Pyrzyce. Za ten pomysł Pani Burmistrz bardzo dziękuję. Przenosząc akcję powieści do Pirissy postarałem się w miarę dokładnie, na podstawie ogólnodostępnych informacji opisać obwarowania obronne tej średniowiecznej twierdzy. Rysunki bram i baszt, a także Kaplicy Świętego Ducha dla potrzeb powieści wykonała Pani Grażyna Jeznach. Za te cudowne rysunki Pani Grażynie bardzo dziękuję. Oprócz istniejących po dziś dzień obwarowań obronnych Pirissy, w powieści znalazły się także faktycznie istniejące w pobliżu Pyrzyc miejsca, takie jak jezioro Miedwie, Jezioro i rzeka Płoń, Jezioro Chłop, Jezioro i miejscowość Rokity, wały morenowe leżące obok Starego Przylepu, rzeka Czarna Struga (Sicina, Kanał Młyński). Nie pominąłem w swojej powieści jednego z wielu leżących nieopodal Pyrzyc megalitycznych kurhanów, który jako jeden z niewielu zapewne Pyrzyczan miałem okazję zobaczyć na własne oczy, a który wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Przenosząc akcję powieści fantasy do rzeczywistego miasta długo zastanawiałem się nad tym, czy umieścić w swojej książce prawdziwych mieszkańców Pyrzyc. Kiedy zapadła decyzja na tak, musiałem się zastanowić nad wyborem osób. Nie było to łatwe. W historii miasta Pyrzyce zapisało się pozytywnie wielu jego mieszkańców. Wybór był bardzo trudny. Niektóre osoby ostatecznie pojawiające się na kartach powieści niestety już nie żyją. Dlatego nie mogłem zapytać ich o zgodę. Tymi osobami są: Pani Kazimiera Nowakowska — pyrzycka Królowa Kwiatów oraz Pan Artur Marcinkiewicz, nasz niezapomniany muzyk. W powieści pojawiają się też inne osoby żyjące rzeczywiście. Taką osobą jest mieszkający w USA Pan Arkadiusz Wolosko, który użyczył swojego imienia i nazwiska jednemu z bohaterów książki, wygrywając konkurs, organizowany w związku z wydaniem pierwszego tomu powieści. W książce znalazła się także Pani Beata Statkiewicz, korektorka tekstu, ukryta w postaci jednej z dalszoplanowych bohaterek. Jeśli któryś z moich znajomych wśród bohaterów powieści znajdzie osobę, która jest do niego podobna, to nie jest to błędnym skojarzeniem. Jestem ciekawy, który z moich znajomych rozpozna siebie?

Po tych słowach wstępu czytelnik ma prawo podejrzewać, że trzyma w rękach nie tylko bajkę. Jako autor nie przeczę temu podejrzeniu. Tak dwutomowa powieść Król Myśli, to nie tylko powieść fantasy, to także książka pokazująca moje spojrzenie na świat.

W tym miejscu muszę także z całego serca podziękować mojemu sponsorowi, który z własnej woli pozostaje anonimowy, a dzięki któremu mogłem pokryć koszty wydania tej powieści.

Bardzo dziękuję też za owocną współpracę Pyrzyckiej Bibliotece Publicznej pod dyrekcją Pani Magdaleny Brzozowskiej Wróblewskiej, oraz Pyrzyckiemu Domowi Kultury pod dyrekcją Pana Rafała Roguszki.

Marek Malman


Rozdział 1


Świadomość wracała do niego powoli, stopniowo, skokami. Odzyskiwał ją na jedną małą chwilkę trwającą nie dłużej niż mgnienie powiek, by stracić ją ponownie na bliżej nieokreślony czas. Przytomniał wielokrotnie i wielokrotnie zanurzał się w otchłań niebytu. Nie potrafił nad tym zapanować. Jedyne co do niego docierało to fakt, iż w trakcie tych krótkich powrotów świadomości, odczuwał coraz bardziej wzmagającą się potrzebę oprzytomnienia. Uczepił się tej potrzeby i za każdym razem, kiedy wracała mu świadomość, próbował ją coraz bardziej wydłużać. Za którymś razem to się udało i wtedy poczuł ból. Ksin Puk w swoim życiu ból odczuwał wiele razy, zarówno ten fizyczny, jak i psychiczny, spowodowany odrzuceniem go przez ludzi z jego otoczenia. Do bólu przyzwyczaił się, ale go nie lubił. Ból to dyskomfort, który przeszkadza w życiu. Tym razem ból oznaczał powrót do życia. Ksin chwycił się tego bólu jak tonący brzytwy, wczuwał się w niego, pozwalał mu, aby panował nad jego ciałem. Dzięki temu, że czuł ból, mógł wydłużać coraz bardziej czas pozostawania w świadomości. Zaczął celebrować chwile odczuwania bólu i szukać na swoim ciele miejsca jego pochodzenia. W końcu udało mu się je zlokalizować. Bolały go nadgarstki, ciasno związane silnym rzemieniem. Takim samym rzemieniem związane były jego nogi w kostkach, o czym przekonywał się w chwilach coraz dłuższej świadomości. Wraz z powrotem świadomości zaczęły wracać wspomnienia. Pierwszym z nich był ból, bo cóż by innego, jaki wiele lat temu zadał mu książę Dahul Kambeldon. Ksin nie widział na własne oczy, jaką karę wymierzył księciu za pobicie małego, nic nieznaczącego chłopca brat księcia Arion. Dowiedział się o tym wiele lat później od nauczyciela fechtunku. Ksin nie znał pobudek, jakimi kierował się Król Wojny, wymierzając swemu bratu tak srogą karę. Dopiero szczera rozmowa z Arionem rzuciła światło na sprawę.

— W mojej obecności żaden niewinny nie zostanie niesprawiedliwie ukarany — odpowiedział król, którego władzy ludzie byli nieświadomi. Od tej chwili Arionowi Kambeldonowi przybył kolejny poddany, nie pierwszy, ale z tego niewiele osób zdawało sobie sprawę.

Rozmyślając Ksin uświadomił sobie, że ból, którego się uczepił jako kierunkowskazu do świadomości, był nie do zniesienia. Nie to było najgorsze! Bardziej martwiło go to, że otwierając oczy widział ciemność. Nieprzeniknioną, niosącą niepokój ciemność, która przeraziła go tak mocno, że aż zakłuło go w mostku. Nie przejął się tym ukłuciem, bardziej zmartwiło go to, co go otaczało. Ponieważ nic nie mógł z tym zrobić, postanowił uwolnić się z więzów. Szczęściem ten, który go krępował pozostawił mu ręce z przodu. Dla więźnia taki sposób skrępowania rąk był prawdę mówiąc, obraźliwy. Świadczył o tym, że więzień uznawany jest za osobę niegroźną, bądź też co gorsze, mało ważną. Ksin nie przejął się tym faktem. Zdawał sobie sprawę z tego, że dla nieśmiertelnych cenny był nie on, lecz król Arion Kambeldon. Spokojnie chwycił rzemień w swoje zęby i zaczął go powoli gryźć. Jak się okazało przecięcie starej wysuszonej skóry nie było wcale łatwe. Ksin nie rezygnował, powoli rozmiękczał rzemień swoją śliną i gryzł. Przez cały czas zastanawiał się co stało się z królem. Ostatni raz widział go wtedy, gdy nieśmiertelni kazali mu go nakarmić. Król wyglądał marnie, był blady i osłabiony. Mimo fatalnej sytuacji, w jakiej się znajdował monarcha, z jego oczu dało się wyczytać, że nie jest pozbawiony nadziei. Zaraz po tym, jak Ksin nakarmił związanego króla, nieśmiertelni chwycili go, postawili przed nim jedzenie, a kiedy skończył jeść, związali go. Wtedy zemdlał, a może nie zemdlał tylko zasnął? Jeśli tak, to do jedzenia albo do napoju dodany był jakiś silny środek usypiający. Żując rzemień, rozmyślał o tym wszystkim, co go ostatnio spotkało. W końcu trawiona śliną i miażdżona zębami stara skóra pękła. Rozprostował dłonie i poczuł jak krew pulsując zaczęła wpływać do jego palców. Było to bolesne, ale jednocześnie radosne doświadczenie. Kiedy ból w rękach minął, zaczął je masować, pocierając dłoń o dłoń, aby przywrócić im dawną sprawność. Niedokrwione dłonie długo jeszcze go bolały. Pogodził się z tym i zaczął dotykać podłogi wokół siebie w nadziei, że znajdzie coś, czym łatwo przetnie rzemień krępujący mu nogi. Niczego takiego nie było. Przesunął się po podłodze, szukając dalej. Zbadał całe pomieszczenie od ściany do ściany, nie było ono wielkie. Na podłodze nie stał żaden mebel. W jednym z rogów udało mu się namacać schody. Ucieszył się. Pomyślał, że ogarniająca go ciemność może być spowodowana tym, że znajdował się w piwnicy. Schody wykonane były z cegieł, co rozpoznał dotykiem. Położył się obok nich i zaczął trzeć rzemieniem krępującym jego nogi o kant jednego ze schodków. Prostował i zginał swoje obolałe nogi tak długo, aż w końcu krępujący je rzemień pękł, po czym padł na posadzkę piwnicy wykończony. Leżał długo w bezruchu odzyskując normalny oddech, zanim zebrał w sobie wystarczająco dużo siły, by się podnieść. Krew pulsowała mu w skroniach, słyszał w uszach swoje tętnice, które pulsując w rytm uderzeń serca pompowały krew do jego komórek. Powoli zaczął wchodzić po schodach. Spodziewał się, że piwnica nie leży bardzo głęboko i nie mylił się. Już po kilkunastu schodach poczuł nad sobą sufit. Zbadał go dokładnie, obmacując rękami. To, co było nad nim z pewnością zrobione zostało z surowych desek. Nietrudno było się domyślić, że dotyka drewnianej pokrywy włazu. Pchnął ją do góry. Ku jego zdziwieniu ustąpiła bez większego oporu. Zupełnie nieoczekiwanie w jego oczy przyzwyczajone do ciemności, uderzyło światło słonecznego dnia. Ksin poczuł ból w oczach, zakręciło mu się w głowie, stracił równowagę i runął po ceglanych schodach w dół ciemnej piwnicy. Miał dużo szczęścia spadając, nie uderzył głową ani o ścianę, ani o schody. Radość z tego, że nie stracił wzroku, była tak wielka, że nie miało dla niego znaczenia to, jak bardzo się poturbował przy upadku. Drugą próbę otwarcia pokrywy wykonał już z zamkniętymi oczami. Wyszedł z piwnicy, usiadł na podłodze i powoli zaczął otwierać powieki. Minęło trochę czasu zanim jego wzrok przyzwyczaił się do światła. Rozejrzał się wokół. Izba w której się znalazł była kuchnią. W kącie stał wymurowany z cegieł piec kuchenny, którego górny otwór pokrywała żelazna płyta z okrągłymi żeliwnymi fajerkami. Na ten widok zaburczało mu w brzuchu, a żołądek skurczył się boleśnie. Na piecu nie stało żadne naczynie, obok pieca nie było niczego do jedzenia, stół kuchenny był pusty.

Dziwna ta kuchnia — powiedział sam do siebie, rozglądając się wokoło. W pomieszczeniu było dwoje drzwi, jedno z nich zapewne prowadziło do pokoju, drugie do sieni. Otwierając drzwi, które znajdowały się przy zewnętrznej ścianie kuchni zorientował się, że coś jest nie tak. Początkowo nie potrafił określić tego czegoś, co wzbudzało w nim niepokój. Za drzwiami rzeczywiście była sień, z drzwiami prowadzącymi na zewnątrz, a także z tymi drugimi drzwiami, za którymi jak się spodziewał była spiżarnia. Otworzył drzwi i ku swojemu zadowoleniu, z uśmiechem na ustach przyznał, że miał rację. Znalazł się w dość dużym pomieszczeniu, przy którego ścianach ustawiono regały, na których znajdowały się gliniane dzbany, słoje i naczynia, na podłodze stały dwie dębowe beczki. W pomieszczeniu czuć było zapach kiszonej kapusty. Ksin podniósł wieko beczki i nie widząc powodu, aby miał kogokolwiek pytać o zgodę, skosztował kiszonki, składającej się z drobno posiekanej kapusty i marchewki. Szybko zrozumiał swój błąd. Pusty żołądek potraktowany kwaśną strawą zaburczał głośno i zaszczypał. Ksin nic sobie z tego nie robiąc, zajrzał do dzbanów i słojów. Spiżarnię opuścił dopiero wtedy, gdy zaspokoił swój głód. Wyszedł na zewnątrz, rozejrzał się i zrozumiał, co wcześniej wzbudzało w nim niepokój. Tym czymś była cisza, niezakłócona ludzkimi głosami ani żadnymi dźwiękami świadczącymi o czyjejś obecności. Wioska nieśmiertelnych była pusta. Nie było w niej nawet zwierząt hodowlanych czy domowych, choć ich świeże jeszcze ślady były widoczne w piaszczystym gruncie na którym znajdowała się wioska. Analizując ślady racic i kopyt można było przypuścić twierdzenie, że bydło i konie zostały wyprowadzone z zagród i wypuszczone do puszczy. Podobnie postąpiono z owcami i kozami. Ksin nie znalazł w piasku śladów trzody, nie było też żadnego budynku, który nazwać by można chlewnią. Najwyraźniej nieśmiertelni nie hodowali świń. Byli natomiast zapalonymi ogrodnikami. Przy każdym domu znajdował się zadbany ogródek warzywny, w którym oprócz warzyw rosły krzewy i drzewa owocowe. Wioska wyglądała na efektywnie zaprojektowaną, a myśl jaka przyświecała jej projektantowi, godziła ze sobą zarówno potrzebę estetyki, funkcjonalności, jak i dobrego zorganizowania. Pośrodku wioski znajdowała się mała altanka, pozornie niepasująca do otaczających ją gospodarstw. Zbudowana była z inkrustowanego w roślinne motywy drewna. Ksin obejrzał ją dokładnie, po czym przekroczył jej próg. To, czego w tej chwili doświadczył, nie mieściło mu się w głowie. Wyszedł na zewnątrz, by sprawdzić czy wzrok nie wprowadził go w błąd. Altanka z zewnątrz była altanką, niczym innym. Zdziwiony wszedł jeszcze raz do środka i znalazł się w pięknej i tajemniczej zarazem bibliotece. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Książnica zbudowana na planie prostokąta miała szklany, kopulasty sufit, pod którym podwieszone były, tworząc dość osobliwy plafon małe, wielkości paznokcia lusterka rozpraszające światło. Jeśli przyjrzeć się uważniej można było zauważyć, że światło z lusterek wędrowało do równie małych pryzmacików, rozmieszczonych w wielu miejscach biblioteki, nie tylko na ścianach, lecz także na filarach, półkach i regałach. Dzięki zastosowaniu pryzmatów światło wpadające do wnętrza padało nie tylko prostopadle z góry na dół, ale także ukośnie z boku. Takie rozproszenie światła powodowało, że biblioteka była pomieszczeniem bezcieniowym. Co ciekawe, największe natężenie światła skupione było na wysokości ludzkich łokci i poniżej, nie oślepiając stojących lub chodzących po bibliotece. Ksin zauważył to zmyślne oświetlenie dopiero podchodząc do jednego z obrotowych regałów na książki, które stały pośrodku boksów, jakie tworzyły stałe regały z książkami leżące po prawej stronie od wejścia. Dzięki temu rozwiązaniu powierzchnia biblioteki wykorzystana została optymalnie, zapełniając puste przestrzenie, a jednocześnie umożliwiając wielu ludziom swobodne przemieszczanie się między regałami, co z pewnością ułatwiało i przyspieszało znajdowanie poszukiwanej księgi czy zwoju. Po lewej stronie nad boksami na ścianie znajdowała się eliptycznego kształtu płaskorzeźbiona mapa Planety wykonana z materiału, który przypominał na pierwszy rzut oka zabarwione na niebiesko szkło. Ksin początkowo sądził, że do wykonania mapy wykorzystano szkło barwione tym samym sposobem, jakim barwiono szyby witrażowe. Szybko jednak porzucił tę myśl. Przyglądając się dokładniej mapie, ze zdziwieniem rozpoznał, że materiałem, którego użyto do zobrazowania mórz i oceanów był szafir. To odkrycie zdziwiło go i uruchomiło w podświadomości szereg pytań, na które obecnie nie znał odpowiedzi. Z czego wykonano lądy i wyspy, nie wiedział. Mapa poza wyjątkowością materiałów, z jakich została wykonana, nie była niczym szczególnym. Z podobną mapą Ksin zapoznał się kilka lat temu w szkole, do której uczęszczał w Królewskim Porcie, którą to szkołę opłacił jego ojciec Yns. Ksin dawno nie widział ojca, który trudniąc się kupiectwem wyjechał wiele lat temu na wschód obiecując, że wróci po syna, kiedy ten skończy naukę. Wspomnienie o ojcu przywołało uczucie tęsknoty i zamglone sceny z dzieciństwa. Ksin nie mógł sobie przypomnieć mimo częstych starań żadnej sceny z życia, w której uczestniczyłaby jego matka. Pamiętał dobrze swego ojca, pamiętał górską podkowę zwaną Tronem Północy, ale matki nie pamiętał. Porzucił wspomnienia i skierował wzrok w prawą stronę. Nad boksami tej części biblioteki unosił się na całej długości balkon, wsparty o filary boksów, spełniające funkcję elementów nośnych. Balkon boczny łączył się z balkonem głównym, zawieszonym nad końcowymi regałami po przeciwnej stronie wejścia. O ile na balkonie bocznym widać było z dołu regały z księgami, to balkon główny wydawał się czymś w rodzaju czytelni lub też pracowni skrybów. Ksin postanowił to sprawdzić. Schody znalazł dopiero na końcu biblioteki, po prawej stronie za ostatnim regałem. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość, postanowił wejść na górę. Niestety, jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mu wkroczyć na schody. Próbował wiele razy postawić nogę na pierwszym stopniu, lecz za każdym razem coś niewidzialnego blokowało tę czynność. Rozejrzał się, by rozwikłać zagadkę i dopiero teraz dostrzegł napis, jaki wyświetlał się dzięki grze świateł na ścianie półpiętra. Ksin rozpoznał ogniste pismo. Zdziwił się. Przypomniała mu się scena, która rozegrała się w Bibliotece Zachodu po tym, jak wrócił do zdrowia pobity wcześniej przez Dahula.

Nauczyciel heraldyki i historii omawiał tego dnia ostatni okres Wojny Rodów, w którym przez zniszczone królestwa przetaczały się bandy rzezimieszków rabując, gwałcąc i mordując wszystkich, którym udało się przeżyć. Tamten okres bezprawia na szczęście zakończył się opamiętaniem. Na Diamlandii powstały wtedy cztery królestwa, zarządzane przez Dziedziców Rodów pierwszych ludzi. Wschód i Południe wzięli we władanie królowie z Rodu Szmaragdu, w Królewskim Porcie, najmniej zniszczonym przez wojnę, władzę dzierżył podobnie jak przed wojną dziedzic Rodu Rubinu, natomiast na Tronie Północy zasiadł potomek Rodu Jantaru. To w tamtym czasie na terenie Wilczej Puszczy powstała zakryta silną magią wioska nieśmiertelnych z Rodu Szmaragdu, w której nie zdając sobie z tego sprawy, przebywał obecnie Ksin.

— Zostań na chwilę po lekcji — oschle nakazał mu nauczyciel. Ksin czuł lęk przed tym człowiekiem. Orlo, bo tak na imię miał bibliotekarz i nauczyciel jednocześnie, był osobą, która poinformowała króla o nic nieznaczącym zdaniem chłopca incydencie, który to incydent doprowadził zarówno jego, jak i księcia Dahula na łoża boleści. Ksin od tamtego zajścia nie ufał swojemu nauczycielowi, wręcz go nie znosił. Kiedy ostatni z uczniów zamknął za sobą drzwi salki, Orlo wolnym ruchem rąk otoczył siebie i swojego ucznia magią blokującą dźwięk. Ksin widząc to, przeraził się, nie podejrzewał swego nauczyciela o umiejętność posługiwania się mocą.

— Nie bój się chłopcze, nic złego ci nie grozi, przeciwnie. He, he. Widzę, że mnie nie lubisz, myślę, że to się niebawem zmieni. He, he.

Ksin nie wierząc w słowa nauczyciela, bezwiednie oddzielił się od niego, ściskając w rękach grubą księgę, którą przytulił do swoich piersi.

— Usiądź chłopcze i uważnie mnie wysłuchaj. He, he — nauczyciel z powagą patrzył w oczy Ksina. — Pamiętaj, że to, czego się za chwilę dowiesz, musi pozostać tajemnicą na zawsze. He, he. Nie możesz z nikim, nigdy, w żadnych okolicznościach podzielić się tą wiedzą. He, he. Nie może się o tym dowiedzieć nawet Arion Kambeldon. He, he. To, co odkryjesz w przyszłości, po tym, jak twoim oczom ukaże się płonący napis, przeznaczone jest tylko dla niej, dla Dziecka Przepowiedni. He, he. Jej i tylko jej przekażesz zdobytą wiedzę. He, he.

Orlo w tajemnicy wyjawił przed Ksinem kim w rzeczywistości jest. Opowiedział mu o bożych mieczach i zapoznał z przepowiednią o Królu Wojny.

Ksin widząc i słysząc to wszystko, otworzył oczy i usta ze zdziwienia, zamarł w bezruchu, a jego umysł nastawił się wyłącznie na rejestrowanie i zapamiętywanie wszystkiego o czym mówił nauczyciel.

— Domyśliłeś się już, kim jest osoba z przepowiedni o Królu Wojny, o której mówi się, iż jest posłańcem? He, he.

— Tak, to chodzi o mnie — przyznał z niepokojem.

— Nie wolno mi cię uczyć ognistego pisma. He, he. Nie należysz do osób, które z racji urodzenia mają prawo znać ten język i to pismo. He, he. Gdybyś przez przypadek wyjawił umiejętność posługiwania się ognistym pismem, ściągnąłbyś na siebie kłopoty. He, he. Niemniej informacje, które zdobędziesz, które masz zdobyć, zapisane będą właśnie tym pismem i w tym języku. He, he. Kiedy ujrzysz płonący napis, dostosuj się do tego, co będzie napisane. He, he. Od tej chwili nie zwracaj uwagi na zwykłe pismo i zwykły język. Szukaj tylko ognistych liter, bo tylko one niosą w sobie prawdę. He, he.

— Nie znając ognistego pisma, nie będę rozumiał tekstu. W jaki sposób mam zapamiętać to, o czym mam opowiedzieć Dziecku Przepowiedni?

Nauczyciel uśmiechnął się.

— Nie wolno mi cię uczyć ognistego pisma, ale muszę dopilnować, aby przesłanie, które ma trafić do Dziecka Przepowiedni za twoim pośrednictwem, trafiło do niej. He, he. Jestem boginem, chłopcze i choć na to nie wyglądam, dysponuję bardzo dużą mocą i wielkimi umiejętnościami. He, he. Nawet nie zauważyłeś, kiedy rzuciłem na ciebie szarm. He, he. Dzięki niemu w momencie, kiedy twoim oczom ukaże się ten właściwy ognisty napis, twój umysł posiądzie umiejętność czytania i rozumienia ognistych słów. He, he. Do tego czasu wszystko, co ujrzysz zapisane ognistymi literami, będzie dla ciebie zwyczajnie niezrozumiałe.

Ognisty napis jarzący się na ścianie w bibliotece brzmiał: „Zakrytą jest wiedza górnego piętra dla tego, kto nie posiadł całej wiedzy leżącej na jego poziomie”.

Ksin zerknął na regały biblioteki, jego twarz wykrzywiła się w uśmiechu, który nie był uśmiechem szczęściarza, a raczej niedowiarka. Podszedł do pierwszego boksu i przyjrzał się tytułom na grzbietach książek. Wszystkie traktowały o florze. Dopiero teraz zauważył wyrzeźbiony na krawędziach półek napis potwierdzający jego odkrycie, że w boksie, w którym się znalazł, ułożono księgi i zwoje o tematyce przyrodniczej, roślinnej. Księgi trzech kolejnych boksów traktowały o tym samym.

— Mam się uczyć o roślinkach? — pomyślał zrezygnowany.

Regały następnego boksu miały wyrzeźbiony napis „fauna”. Wziął do ręki jedną z książek, otworzył, przekartkował. Książka opisywała wilki. Były w niej informacje o pochodzeniu tych zwierząt, budowie ich ciała, sposobie odżywiania i rozmnażania. Jeden bardzo długi rozdział opisywał organizację i stosunki wilczej watahy. Ksina zaciekawiło to zagadnienie. Wczytał się w tekst zapamiętale. Niespotykana wśród ludzi doskonała i przejrzysta hierarchia wilczego stada zachwyciła go do tego stopnia, że nie zauważył upływającego czasu. Dopiero brak dziennego światła uświadomił mu, że nadciągała noc. Nie miał ze sobą żadnej świecy czy pochodni. W bibliotece nie znalazł niczego, co mogłoby posłużyć za źródło światła. Zapewne w obawie przed zaprószeniem ognia nie korzystano tu ze świec. Księgozbiór był cenny, co z pewnością skłoniło właścicieli do takiej ostrożności. Ksin nie mógł wiedzieć, że system luster i pryzmatów, o którego zaletach mógł się przekonać, wykorzystywany był do oświetlenia wnętrza także nocą. Pokaźnych rozmiarów zewnętrzny kandelabr z lustrzaną konstrukcją odkrył dopiero po dłuższym pobycie w wiosce. Wyszedł na zewnątrz. Wokół wioski rosły gęste drzewa zasłaniające horyzont z każdej strony. Lekko zaróżowiony nad szczytami drzew nieboskłon świadczył o tym, że słońce właśnie zachodzi. Księżyc, jeśli w ogóle miał się tej nocy pojawić, zanim dotrze do wioski, będzie zmuszony wspiąć się po wcale niemałych drzewach Wilczej Puszczy. Upewnił się jeszcze raz, że nikogo nie ma, po czym wszedł do jednego z domów. Korzystając z ostatniego, słabnącego z każdą chwilą światła, znalazł świecę i krzesiwo. Zapalił światło i rozejrzał się po pomieszczeniach. Jednym z nich była pokaźnych rozmiarów sypialnia. Odniósł wrażenie, że sypialnia ma większą powierzchnię od budynku, do którego wszedł. Mając w pamięci altankę, która okazała się wielką książnicą, wprawdzie zdziwił się tym spostrzeżeniem, ale nie był już zaskoczony. Poszukał spiżarni, zjadł trochę chleba, który tam znalazł, popił zsiadłym już mlekiem i poszedł spać.

Następnego dnia po śniadaniu zrobił obchód wioski. Zajrzał do kilku domów, by zobaczyć, jakie kryją w sobie niespodzianki, przy czym nie odmówił sobie przeprowadzenia dokładnej inspekcji znajdujących się w nich spiżarni. Skosztował wielu przetworów, serów i wędzonek. Ku jego zaskoczeniu w każdej ze spiżarni znajdował się na osobnej półce zielnik z ususzonymi roślinami. Każda z roślin była przechowywana oddzielnie na osobnej półeczce, którą krawędź zdobił napis wykonany ognistym pismem. Ksin ku swojemu zaskoczeniu potrafił odczytać nazwy roślin. Fakt ten zmusił go do głębszego zastanowienia. Ogniste pismo jak słusznie sądził, było kluczem w zagadce, jaką odkrył wczoraj na schodach biblioteki. Nie zwlekając dłużej udał się w stronę altanki. Wszedł do środka i natychmiast zaczął przyglądać się napisom na półkach boksów, które wczoraj pominął. Znalazł książki o geografii Planety, medycynie, matematyce, historii, odkrył poezję, a także podręczniki rzemieślnicze. Zrezygnowany wszedł do ostatniego boksu. O dziwo, tu książki i zwoje nie były podpisane. Sięgnął po jedną z nich, otworzył. Jego oczom ukazał się tytuł napisany ognistym pismem: HISTORIA BOGÓW. TOM PIERWSZY. Przepełniło go uczucie euforii.

— To może być interesujące! — pomyślał — albo nudne — dodał po chwili. — Sprawdzę.

Odłożył książkę na miejsce i sprawdził co zawierały pozostałe. Ich tytuły niewiele mu mówiły, ale kolorowe ryciny szokowały bogactwem barw i starannością wykonania. Poczuł, jak wzrasta w nim ogromny głód wiedzy, który zapragnął zaspokoić. Wrócił do pierwszej księgi, zdjął ją z półki i szybkim krokiem udał się w stronę bujanego fotela stojącego pod mapą Planety. Studiowanie ognistego księgozbioru i zrozumienie zawartej w nim wiedzy, zajęło Ksinowi około pół roku. W tym czasie robiąc sobie przerwy w czytaniu, aby dać odpocząć oczom i pozwolić umysłowi na przeanalizowanie zdobytych informacji, poznał wioskę nieśmiertelnych bardzo dokładnie. Znalazł w niej kuźnię, garncarnię, szwalnię, pralnię, łaźnię, warsztat szewski, i kilka innych pomieszczeń, których przeznaczenia nie był w stanie określić.

Podczas przerw w studiowaniu ognistego księgozbioru, sięgał po książki o roślinach. Szczególnie interesowały go te rośliny, które znajdował ususzone w spiżarniach domostw. Nietrudno było się domyślić, że są to zioła o bardzo różnych właściwościach leczniczych i nie tylko leczniczych. Ksin z zaciekawieniem poznawał te właściwości, czytając kolejne księgi.

W końcu nadszedł dzień, w którym zakończył studiowanie ksiąg pisanych ognistym alfabetem. Nie zastanawiając się nawet nad tym, od razu udał się w kierunku schodów, prowadzących na balkon książnicy. Był pewien, że żadna siła, żadna magiczna moc nie zabroni mu teraz wstępu na piętro. Tak też się stało. Na piętrze nie było boksów podobnych do tych, które spotkał na parterze. Tu księgi ustawione były na regałach stojących wzdłuż balkonu. Balkon podzielony był na dwie części. Jedna z nich zawieszona była wzdłuż dłuższej ściany budynku mającego podstawę prostokąta. Druga część balkonu z metalową barierą zwisała nad krótszym bokiem prostokąta. Tu znajdowały się stoły, sztalugi, krzesła, kałamarze, pióra i farby. Jak się domyślił, to właśnie tutaj pisano bądź też kopiowano księgi. Nad całością unosiło się duże okno, którego górna część zwężała się zaokrąglonym stożkiem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 87.32
drukowana A5
Kolorowa
za 136.11