E-book
15.75
drukowana A5
50.33
Korytarze Myśli

Bezpłatny fragment - Korytarze Myśli

Objętość:
190 str.
ISBN:
978-83-8455-691-7
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 50.33

Tak po prostu…

Tak po prostu …

Odnaleźli się w gęstwinie życia…

Tacy po prostu normalni- nienormalni

Ze swoim nietuzinkowym stylem bycia

Czują się czasem niebanalni


Tak po prostu dla siebie stworzeni…

Tacy po prostu w sobie zakochani

Nikt i nic tego nie zmieni, chyba że zechcą tego sami


Tak po prostu a jednak inaczej

Tacy po prostu a jednak inni

Wielce wzajemnie sobie oddani...niemal jak nikt inny


Żyją sobie tak po prostu

bez pośpiechu...nie pędzą tak jak robią to inni

Są tacy po prostu, bo tego chcieli, swą drogę wybrali …

Uważa ktoś może że żyć tak nie powinni?


Zakochani tak po prostu

Tacy po prostu w sobie zakochani

Celny jest ciągle amora strzał

A oni jak łabędzie dwa…

Wpatrzeni w siebie bez pamięci…

Jakby świat cały wokół nie istniał

Tylko gdzieś indziej się kręcił

Nowa droga

Szła pomału…

Niosąc bagaż doświadczeń w plecaku

W drodze towarzyszył jej wiatr

Włosy w nieładzie…

Pod stopami ostre kamienie

Gdzieś w głąb duszy wkradał się strach


Podążała za marzeniami

Wiatr wiernie przy niej trwał…

Był wsparciem oraz cieniem w tych trudnych dla niej dniach


Z czułością wplatał we włosy

Tęczowych barw tysiące

Muskając ciepłem jej dłonie

Prowadził prosto w słońce


Smutne oczy skrywała pod błękitną nieba chustą

Mimo słów wielu i myśli w głowie

Milczeć kazała swym ustom


Wiatr dotykał jej ramion

Kręcąc wokół piruety,

Chciał zgłębić tajemnicę duszy tej smutnej kobiety.


Poczuła lekki wiatru powiew i jego starania

Ciało przeszywały dreszcze i dziwne doznania

Uroniła łzę spod przymrużonych powiek.

Próbowała myśli poukładać w głowie


Szuka nowej drogi…

Mocno zagubiona…

Powietrze drży…

Wiatr stale trzyma ją w ramionach…

Wiatr wierny przyjaciel

nie pozwala kobiecie pogrążyć się w rozpaczy

Zamknięta w tęsknoty szponach

Czy to tak wiele mój drogi panie, że chcę bliskości Twoich oczu?

Czułych spojrzeń i a w nich ciepła…

Drżenie serca w sobie poczuć.


Czy to tak wiele, że chcę codziennie uśmiechem witać nowy dzień

Każdą myślą w głowie być bardzo blisko …

Niczym dłonią dotykać Cię.


Jeśli niewiele to, dlaczego,

serce wciąż pełne jest tęsknoty…

Smutku jest tyle… i łez jest tyle

Niewiedzy a może głupoty


Zamknięta w tęsknoty szponach

Wyjścia szukam…

Niczym skazaniec w lochu uwięziona

Tylko serca słucham


Spragniona słońca

w nastroju jak deszczowe niebo, snuje marzenia ciągle o tym…

Aby się wyrwać z tęsknoty objęć…

Brakuje mi słońca pieszczoty


I spojrzeń Twych oczu niebieskich jak niebo

Takie bezchmurne i czyste

Czy to tak wiele mój drogi panie by móc znowu zaistnieć?

Puzzle

Rozsypałam się jak puzzle

Poukładaj mnie od nowa

Przytul mocno i nie puszczaj

Zbędne tu są jakieś słowa


Trzymaj mnie mocno w swych silnych ramionach

Nie puszczaj nawet na chwilę

Nie chcę być sama nie jestem gotowa

Wiem co mówię i się nie mylę


Pomóż mi podnieś mą siłę z ziemi

Bo chyba tam gdzieś upadłam

Jestem słaba więc pochyl się ze mną

Wiara we mnie też dziwnie zbladła


Myśli pomóż poukładać

Są jakby nie moje…

We łzach toną…

Miast śmiać się, że mną

Nie ma w nich teraz spokoju


Pomóż mi proszę …

Przecież wiesz…

Że ja nigdy nie upadam

Rozsypałam się na chwilę

Więc mnie tylko poukładaj

Abym znowu mogła twardo stąpać po ziemi…

Nie pytaj o dzisiaj

Nie pytaj mnie o dzisiaj…

Zapytaj mnie o jutro…

O myśli zagubione…

Pogrążone w smutku


Nie pytaj ich, dlaczego swego miejsca nie mogą znaleźć

Miejsca, gdzie mogłyby

Spokój odnaleźć


Tyle złego się dzieje

Gdziekolwiek spojrzą oczy

Więc łkają myśli po cichutku

Z wielkiej niemocy


Choć łzy płyną strumieniami

Nikt widzieć ich nie chce

Odwracają się plecami

Szydząc przy tym jeszcze


Myśli płaczą…

Dusza łka…

Może ktoś nieco dobra im da


Nasyci myśli dobrym słowem…

Dobrymi czynami…

jak wiosną kwiatem zakwitnie przyjaźń między ludźmi

..narodami


Niech dobro tańczy na parkiecie życia

swym palcem wszystkiego i wszystkich dotyka


Nie pytaj mnie o dzisiaj …

o jutro mnie zapytaj …

Lękam się…

dłoń twą mocno chwytam

A Ty Przytul mnie mocno

Bez łez

Ja już nawet nie płaczę…

Już brakuje mi łez…

Zapukał do mnie smutek

jak ulewny deszcz …


Przemoczył do cna mą duszę

Nasączył ją chłodem…

Zabrał słońce ze sobą…

Uśmiechnąć się bardzo chcę…

Lecz zrobić tego nie mogę…


Oglądam się wstecz i wypatruję…

Szczęścia, które zawsze było we mnie…

Tej radości, którą dawał każdy dzień…

Wszystko jakoś...nadaremnie


Może gdybym usiadła gdzieś w cieniu…

Na ławce… takiej ławce mego zapomnienia

Otuliła się całym szalem prawdy

Posłuchała swego sumienia


Może wtedy dałabym radę

To co złe usunąć w cień…

Smutek w radość zmienić

Wszak życie dalej toczy się


Nieważne, że inaczej…

Widać tak miało być…

Muszę pokonać ten smutek

On nie pozwala mi na to …

By tak jak lubię żyć


Patrzę w niebo nie ma słońca

Tonę w myślach przerażona

Wypatruję wiosny…

Ona mi pomoże rozpacz i smutek pokonać…


Powiedz mi tylko że dam radę!

Całą resztą sama się zajmę

Księżyc do snu

Przytuliła księżyc jak poduszkę do policzka

Spojrzała na gwiazdy na ich srebrne lica…


Zamknęła oczy…

Dzień się kończy…

Słońce gaśnie…

Ona dzisiaj nie zaśnie…


Jej myśli krążą daleko…

Gdzieś niemal pod nieboskłonem

Co noc czeka na niego…

Na te czułości upragnione


Tęskno jej do objęć…

Do zapachu ciała…

Stygnie herbata w filiżance…

Świeca na szafce się dopala


Ucisz jej samotność…

Tak bezwstydnie…

Niech drżą usta…

Płonie ciało…

Niech miłość nie stygnie


Niech pojawią się dreszcze…

Bo tęsknota tak wielka, że woła o jeszcze!


To nienormalne jest, aby tak kochać…

To nienormalne…

Oszaleć tak bez pamięci …

Tak naturalnie…


Miłością tak wielką, że się nie mieści w słowach…

Nie można jej wypowiedzieć

Jedynie w sercu schować …

Wiesz…!?

Powiem więc tylko dobranoc…

Jak wygląda szczęście?

Co to jest szczęście?

Jak wygląda?

Gdzie go szukać?

Dokąd iść by je odnaleźć w jakie drzwi zapukać?


Jeśli tego nie wiesz to podpowiem Ci…

Nie musisz do szczęścia szukać żadnych drzwi

Wystarczy otworzyć oczy wraz z nimi swoje serce

Rozejrzeć się dookoła…

Nie potrzeba wiele więcej


Jest ono na wyciągnięcie ręki

Wyciągnij więc dłoń przed siebie

Szeptem wypowiedź trzy słowa

Szczęście potrzebuję Ciebie!


A ono wnet przyjdzie nie będziesz długo czekać

Odnajdziesz je w kwiatach i w płynących rzekach


W gwiazdach na niebie i w słońca blasku

W szumie morza i złotym piasku

W koronach drzew piękną zielenią przystrojonych

Gdzie słychać ptaków śpiew piękną nutą umajony


Znajdziesz je na łące i w górskim strumieniu

W teraźniejszości i pięknym wspomnieniu


Choć szczęście wiele imion ma

Nie znajdziesz ich w kalendarzu

Żyj chwilą i ciesz się życiem Tym wszystkim co się w nim przydarzy

Nim zgasnę

Nim zgasnę jeszcze rozświetlę mrok…

Jeszcze się uchwycę życia …

I trzymać je będę ze wszystkich sił…

Do końca mego istnienia…

Do końca mego tu bycia


Jak ziarno będę rozsiewać, mój uśmiech promienny …

Niech dotrze wszędzie tam, gdzie teraz jest potrzebny…


Do życia też się uśmiechnę niech zobaczy, jak je kocham …

Obejmę je mocno i trzymać będę…

Idąc nieśpiesznie po różnych drogach


Na Twe dłonie złożę mą miłość…

Pięknie ułożoną w serce…

Aby było Ci miło…

Wtedy, gdy mnie nie będzie


Nim zgasnę bądź przy mnie

Trzymaj mnie mocno za rękę

Strach wkrada się ukradkiem

Przeraża mnie wielce.


Nie pozwól mi odejść w samotności...bez słów pożegnania…

Smutno mi będzie ogromnie…

Nie będzie spokojnego spoczywania.


Chcę czuć blisko Twój oddech…

Zapamiętać Twój zapach na zawsze…

Na pamiątkę go wezmę ze sobą …

Przytulę mocno ...nim zgasnę…


Byś zawsze był przy mnie…

Bo nie może być inaczej…

Czując blisko Twój zapach

Przez mgłę postać Twą zobaczę


O jedno tylko Cię proszę …

Kiedy nadejdzie już ten czas…

Nie płacz wtedy, że odchodzę…

Kiedyś znowu się spotkamy Znowu stanę na Twej drodze


Połączy nas los jak teraz

wielkiej miłości darem

Łącząc nas już w inny życiu w nierozłączną parę


Nie znam dnia ani godziny…

Ktoś się rodzi, ktoś odchodzi

Czas cenny jest wielce…


Wykorzystam więc go do cna

Nie bacząc na to co będzie.


Nim zgasnę…

Gdybyś

Gdybyś mi tylko wskazał którą mam wybrać drogą

Gdybyś mi tylko pomógł w tym czego zrobić nie mogę


Dni byłyby piękniejsze do cna radością wypełnione

Wszystko dotknięte mą dłonią

Wszystko docenione…


Nie chcę dużo… tylko nieco więcej…

Może mały zaworek?

Aby tak nie dokuczało serce

Gdybyś tylko przyłożył palec i zatkał mi dziurę w głowie

Bo czasami z bólu wytrzymać nie mogę


Tak ciut, ciut gdybyś tylko mógł

Nie chcę dużo tylko troszeczkę

Dosłownie malutką łyżeczkę

Tak jak zupa szczypty soli, żeby smaku nabrała…

Takiej szczypty potrzebuję więcej nic nie będę chciała


Cierpliwie wszystko znoszę i z pokorą.

Mogę zatem poczekać…

Idę przed siebie choć nogi bolą

Z nadzieją, że nie będziesz zwlekać

Bo ciągle biegnę za marzeniami

Upadam i wstaję z nowymi ranami… a one bolą


Wiedz nigdy się nie poddam

Pokonam wszystkie przeszkody…

Nawet wysokie mury i mosty

Dlatego mając pomoc byłoby mi prościej


Zegar wystukuje godziny mknie czas jak oszalały

Gdybyś tylko mógł mi pomóc

Podczas dni i godzin, które mi pozostały


Gdybyś....pamiętaj wtedy o mnie

Ciche poranki

Lubię te ciche poranki

Gdy świat do życia się budzi

Lubię, gdy mnie całujesz

W swoich ramionach tulisz


Lubię, gdy patrzysz mi w oczy

Choć nieco są jeszcze przymknięte

Poprawiasz mi dłonią włosy

Twoja twarz jest uśmiechnięta


Lubię, gdy delikatnie dotykasz mego policzka

Szepczesz cicho do ucha

— leż sobie moja śliczna


Jeszcze nie musisz wstawać jesteś zmęczona przecież

Daj swemu ciału odpocząć

Nigdzie nie musisz się spieszyć


Przekręcam się z boku na bok

Twarz w poduszkach chowam

Lubię słyszeć od rana jak mówisz do mnie kocham


To krótkie, małe słowo moje zmysły karmi od rana

Lubię otworzyć oczy i czuć, że jestem kochana

Jestem wiatrem

Jestem wiatrem pędzącym przez pola

Kłosy zbóż w pas kłaniają się

Nie możesz mnie złapać…

Nie potrzebnie wołasz i tak nie dogonisz mnie…


Chowam się w koronach drzew

Zielenią otulam …

Nie szukaj...nie znajdziesz mnie

Choćbyś nawet miał okular


Kołyszę gałązkami …

Liśćmi sobie szumię …

Śpiewam im piosenkę

Nie pytaj jaką… i tak nie zrozumiesz


W takt mej wietrznej nuty

Wirują już drzewa

Składają pokłony

Ptak gdzieś w dali śpiewa

Wiatr widzi i czuje…

Wszytko to postrzega


Wzbijam się na szczyty gór

Wplatając swój taniec w ciszę…

Snuję się nad dolinami

Żeby świerszcze słyszeć


Tkam delikatnie między chmurami

Niewidzialne osnowy mych zmysłów

By poczuć… pobyć

Wzlatać ...by czar nie prysnął


Mówię…

Może za cicho… za bardzo szeptem

Może jest ktoś kto wiatr zrozumie

Zauważy, że nim jestem

Deszcz

Pada deszcz… pada

Tyle kropel z nieba kapie

Wyciągnę swe dłonie i trochę ich złapię


Obmyje nim twarz i zmęczone stopy

Napoi deszcz świat…

Ziemię spękaną od żaru i potu


Orzeźwi gorące, uśpione ulice

Kwiatom oddech przywróci

Uśmiechną się trawy zielenią

Życia się w nich się obudzi


W odpowiedzi na listy suchych dni

Które o deszcz w swych słowach błagały

Spadły krople jak rzęsiste łzy

Próśb gorących dni wysłuchały


Kropla kroplę goni

Ziemia pełna piersią oddycha

Wypełniają się wreszcie płuca powietrzem

Ptak śpiewem się wita


Deszcz zmył smutek z mojej twarzy.

Ciało chłodnym

płaszczem otulił… jak przyjemnie

Cieszy się ziemia gasząc pragnienie

Radość jest też we mnie

Wśród fal

Wśród szumu fal

Wśród krzyku mew

Spokojnie bez pośpiechu

Idą zakochani …


Zakochani w morzu…

W wietrze zakochani…

Stawiając stopy na złotym piasku …

Karmią się wspomnieniami


Śpiewa wiatr…

Niesie w świat melodię znad morza

O nim… o niej…

O uniesieniach, że wspólnego łoża


O dłoniach wiecznie splecionych w uścisku

O szczęściu, które jest przy nich blisko …


W swych ramionach mocno przytuleni

Śmieją się w głos lub cieszą się ciszą idąc w milczeniu

Nic już nie dziwi…

To ich miejsce… ich czas …

Tutaj po prostu są szczęśliwi


Morze ich obejmuje swymi ramionami…

Przytula miłość, którą czują do siebie

Szumią fale… szumią

Mewa kręgi zatacza na niebie


Płyną łzy po policzkach

Spadając na piach

W gardle mocno ściska

Czy to jakiś znak?

To tylko wzruszenie odpowiada dusza

Kiedy jest szczęśliwa zawsze się tak wzrusza.

Nie wyszło

Chciałam coś napisać…

Nie wyszło…

Choć w głowie kłębią się myśli…

Rozmywa się wszystko


Chciałam coś powiedzieć…

Lecz ust nie otwieram

Zanurzona w ciszę …

Pustka…

Nie chcę myśleć teraz


Chciałam dobrze, lecz nie wyszło…

Czego nie rozumiesz?

Otworzyłam swoje serce…

A to trzeba umieć…


Nie pytaj więc już o nic…

Mówić nie ma o czym…

Powstrzymuję gorzkie łzy…

Zamykając oczy…


Przełknę gorycz tej porażki…

Chociaż serce boli…

Nie rozumiem… nawet nie chcę…

Ranę czas zagoi


Opadają ręce…

Na myśl o tym co się stało…

Brak zrozumienia…

Brak słów jakby ciągle ich za mało


Lepiej milczeć…

Schować w kieszeń dobre chęci ...niech samo się kręci…

Żałosne to wszystko…

Źle nie chciałam…

Cóż inaczej wyszło.


Dziś zamykam usta…

Zamykam serce…

O jakże byłam głupia!

Niech się wali ...niech się pali...nie zrobię tego więcej


Każde w życiu zdarzenie uczy nas mądrości …

Z całej tej historii

wyciągnęłam wnioski

Chociaż w sercu smutek czuję …

Nieprzyjemne drgania…


Więcej wiem… więcej widzę nie zadając żadnego pytania

Ze słońcem

Jeszcze chwilę pocieszę się słońcem

Nim niebo zacznie przeciekać jak sito

Ubrana ciągle w zwiewną sukienkę

Cieszę się chwilą… zanim słoneczne dni miną


Jesień pomału wdziera się w moje życie

Kubek herbaty trzymam w dłoni…

Tkwię ciągle w objęciach lata …

Choć liść za liściem już goni


Tulę do serca wspomnienia …

Zatrzymały się chwile w kadrach filmu z minionego lata

We wszystkim widzę piach złoty, szum morza I wiatr co we włosy się wplata


Płaszcz melancholii odsunę od siebie

Schowam do ciemnej szafy …

Niech na ramionach się nie układa

Mam weselsze szaty…


Nostalgię spakuję do pudla po letnich kapeluszach

Niech tam siedzi jak najdłużej i nawet się nie porusza


Zbieram liści nie zamierzam …

Żadne z nich bukiety

Ciągle jeszcze szukam kwiatów

Choć już mało ich niestety


Razem z wiatrem jeszcze zatańczę w rytm letniej muzyki

Mimo że jesień...lato trwa

Promienie mienią się pod stopami…

Grają mi niczym na skrzypcach smyki

Lubię ciszę

Lubię tą ciszę, która mnie otacza

Spokój co jak kurz po meblach się snuje

Mój azyl...moja bezpieczna przystań.

To ja tutaj króluję


Tu w ścianach ukryte są moje myśli

Niczym skarby w wielkiej szkatule

Tajemnice zapisane na betonowej płycie

Farbą je zamaluję


Czasami z tymi myślami wyruszam gdzieś w nieznane…

W podróż, która nie ma końca.

Raz jest długa a raz krótka

Lecz zawsze prowadzi mnie do słońca


Powstają tu listy do kochanych osób,

których przy mnie już nie ma.

Smutkiem podszyte są i tęsknotą

Dobrego i złego wspomnienia


Podlewam je jak zwiędnięte kwiaty

Czekając na cud ich kwitnienia

Choć wiem...to wszystko już do mnie nie wróci.

Tego po prostu już nie ma.


Psi oddech uśpiony leży na poduszce

W snu objęciach cicho sobie mruczy

Myśli we mnie złe koi

Gdy je drapię palcami za uchem


Dywan patrzy na mnie kolorami

Okno na świat się otwiera szeroko

Dzień inny niż wczoraj a jednak podobny

Bose stopy na podłodze

Pomału otwiera się ze snu oko


Dar przebudzenia trzymam w swych ramionach

Wdzięczna losowi za każdą życia godzinę

Lubię ciszę w moim pokoju co jak długi warkocz się plecie

Cisza… cóż może być innego

Skoro październik nas wita...mamy jesień

Poduszka

Przytulam mocno poduszkę do swej twarzy

Dziś ona mi daje ciepło upragnienie

Nie czeka z mej strony na wzajemność

Już jej rogi oplatają mnie jak dłonie


Słyszę bicie mego serca, które dziwnie dziś szaleje

Usta milczą w zamyśleniu…

Nawet dusza się nie śmieje


Wszytko jest zbyt odległe, aby spojrzeć temu w oczy

Ujrzeć w nich prawdę…

Dostrzec nadzieję…

Dziwna gra beze mnie się toczy

Chłodem dookoła wieje


Zatapiam dłonie coraz głębiej

W przyjemną miękkość i to miłe ciepło

Tul mnie chwilo… Spraw, żeby to co czuję nagle nie uciekło


Przytul mnie do siebie przyjaciółko z pierza…

Dobrze mi jest w twych objęciach

Pustkę wypełnij…


Wyszło jak wyszło…

Nie chcę tego pamiętać


Zapomnieć …

Nie myśleć o tym co się dzieje…

Dzisiaj moja wiara w ludzi dość mocno kuleje

Ślady istnienia

Widnieją na szybach ślady istnienia

Dotyków dłoni rozmazane obrazy

Mgłą firanki przysłonięte

Chronione są jak okazy


Na szybie widzę jak w lustrze, odbicie swego myślenia

Tyka zegar zakłócając ciszę…

Kreślę palcem nowe na szybie zdarzenia


Dziwne wzory powstają…

Coraz większe zataczam koła …

Zaczął deszcz padać

Oby ich zetrzeć nie zdołał


Zjawił się nagle, czy ktoś go przywołał?


Krople po szybie spływają jak łzy po policzku…

Coraz mocniej pada

Do cna moczy wszystko


Kapie kropla kap.…kap

Chce zmyć z okna czasu ślad.


Nie zna pewnej prawdy, więc się stara, zetrzeć wszystkie bohomazy

Poci się i sapie…, lecz nie daje rady.


Niech więc prawdę jak świat starą pozna…

Śladów istnień… tak jak myśli moich

niczym zmyć nie można…

Pogoń za szczęściem

Niczym pociąg pędzimy za szczęściem

Drogą nie zawsze przez nas wybraną

Ciągnąc za sobą ciężkie wagony

Bez szans na to, że kiedyś przystaną


Pędzą koła po torach w oszalałym tempie

Nie ma, kiedy nawet spojrzeć w okno

Czas nieubłagalnie płynie

Coraz bardziej wdziera się samotność


To co ważne bezpowrotnie gdzieś umyka

Rozmywa się jak wzrok zbyt długo w jedno miejsce wpatrzony

Chustką czoło wycierasz z potu … Pędząc dalej choć jesteś już bardzo zmęczony


Snu za mało…

Za mało chwil spędzonych z rodziną

Jest za to dom,

samochód, wielki telewizor.


Ten pęd nie wyszedł nikomu na dobre

Posypało się wszystko

Leżysz dziś w chorobie

Robiłeś jak większość...myśląc, że tak trzeba

A szczęścia nadal, jak nie było, tak nie ma

Przed snem

Bose stopy przesuwam po miękkim dywanie.

Dłoń mebli delikatnie dotyka…

Palce płyną jak po klawiaturze fortepianu

po krawędzi nocnego stolika


Żegnam przed snem wszystko co kocham

To co jest mego życia codziennością

Za chwilę wyruszę do krainy nieznanej

Otulona tajemnicą i ciemnością.


Jeszcze tylko spojrzę na cienie tańczące na białej ścianie

Światło wpadające przez okno z ulicy

Lubię przed snem patrzeć na nie.…

Pogrążona już w ciszy.


Zabieram Cię w moją podróż…, bo jakże tak bez Ciebie

Spełniać będziemy nasze marzenia…

Mocno wtuleni w siebie


Śnić będziemy krainy nieznane

Krocząc gdzieś po złotym piasku

Serca i myśli w jedno złączone

Księżyc dziś świeci tak jasno.


Sny teraz są tym co najlepsze

Nie ma nic co nas zasmuca

Nikt nie mówi, jak żyć mamy

Szczęścia niczym nie zakłóca


Lubię, gdy mnie odwiedzasz we śnie

Kładąc się przy mnie blisko

Tylko głuchą ciszę słychać

Bez słów wtedy wiemy wszystko


Noc czule zmysły pieści…

Ciała płoną

namiętnością

Tu nie ma limitu wspólnych dreszczy

Obnażone z szat ciała…

kuszą swą nagością


Przytul mnie mocno

Bym we mgłę nie odpłynęła

Tam, gdzie wieczna ciemność panuje

Przytul …pocałuj…

Wiedzieć musze, że ciągle przy sobie Twoje ciało czuję.


Noc już ciemna i głucha

Nawet gdzieś zniknęły gwiazdy

Bicia Twojego serca słucham

Tak zasypiać chciałby każdy


Już nie wiem czy jestem, czy mnie nie ma?!

Śnię na jawie czy we śnie?

Słyszę jak ktoś cicho ziewa, nocnych słucham opowieści


Pragnę już tylko jednego…

O nic więcej nie proszę…

Jeśli to sen.…kochaj mnie we śnie

Jeśli nie.…to kochaj nim zasnę… tej nocy

To już jesień

Więc to już jesień kochana…

Mówię… do mej przyjaciółki brzozy…

Jesteś już żółtą suknię ubrana

Wiesz! -przekwitły już mimozy!


Widzę jak chłód cię całuje …

Mrozi swym zimnym oddechem …

Opadają do twych stóp liście…

Choć wcale tego nie chcesz


Biała kora…

Jak siwe włosy u staruszki…

Pęka tak jak zmarszczka na twarzy

Przecież na starość jeszcze nie pora

Jeszcze się wiele może zdarzyć


Widzę jak w oddali przytulają się drzewa

Między sobą ściskają się mocno

Dużo miłości im teraz trzeba

Smutna jest przecież samotność


Jeszcze nieraz zatańczmy…

Na leśnej scenie…

Ubrane w wygodnie trzewiczki

Okryjesz się znowu liści zielenią…

Moją twarz ozdobi rumieniec…

Czerwienią pokryje policzki


Znowu twe liście niczym bujne włosy

Będzie wiatr kołysał

Słońce ogrzeje powietrze

U twych stóp świeża trawa się pojawi

Nie trzeba będzie już chodzić w swetrze


Każda z nas zna życia ścieżki…

Jesień wkrótce nas pożegna w swojej nostalgicznej pieśni.


Zaraz potem przyjdzie zima i już tylko krok do wiosny

No a z wiosną jak wiadomo…

każdy dzień bardziej radosny.


Chociaż teraz w sen zapadasz chłodem zewsząd otulona

Jeszcze będą piękne chwile… uwierz proszę...niebawem się o tym przekonasz

Nikt ich przecież nigdy jeszcze do cna nie wyczerpał…

Zawsze z optymizmem trzeba w naszą przyszłość zerkać

Taniec na leśnej scenie

Przyjdzie taki dzień, że znowu zatańczę na leśnej scenie.

Poczuję lekkość…

Siła powróci…

Opadnie ciężaru brzemię


Unosić się będę tak jak puch

Stopami nie zdołam ziemi dotykać

Czekają drzewa…

Czy to już?

Niebawem!

Muszę trochę na to poczekać.


Teraz na jesień patrzę przez okno

Rozmyślam i nowe plany snuję

Tęsknię za lasem i leśną drogą

Po niej najchętniej spaceruję


Przez szybę do mnie zagląda brzoza,

namiastka tego co bardzo kocham…

Pożółkłe liście i biała kora …

Kuchnia jest miejscem naszych spotkań

Taka tu cisza

Taka tu cisza…

Śpiew ptaków słyszę…

Szum drzew, którymi wiatr lekko kołysze…

Lśni słońce na niebie, jest piękna pogoda

Przede mną jeziora niezmącona woda.


Oczy wpatrzone w dal…

Uśmiech sam się rysuje na twarzy

Nic więc tylko się śmiać a może jeszcze przy tym marzyć …?


Chylą się drzewa nad wodą

spokojne

Przeglądając się w wodzie jak w lustrze

Spokojne tu i pusto…

Ja lubię taką pustkę.


Cicha woda jak sen, który daje od trudu dnia wytchnienie

Ja to wiem…

Takie miejsca to dla mnie wybawienie.


Tu wiatr wraz ze mną wzdycha

Jakby mu też coś na sercu leżało

Łokciami się rozpycham

Bo takich miejsc jest ciągle mi mało


Jak samotna łódka unoszę się na wodzie

Lekko fale mnie kołyszą …

Bryzą jezioro cicho śpiewa

Rozpuściłam swoje włosy

We wszystkie strony wiatr je rozwiewa


Rozwiewa włosy …

Rozwiewa myśli…

Cała mą duszę, że złego czyści.


Ulatują gdzieś w przestworza

złego wszelkie znaki

Natura trzyma mnie w ramionach

Twarz wodą obmywa…

Oczy suszy wiatrem…


Czuję się jak nowo narodzona…

Jak rankiem trwa rosą zroszona

Czekam na nowy słoneczny dzień

Bo nocą już jestem zmęczona

Nadzieja

Tak cicho zapukała do okna

Nieśmiało zajrzała do środka

Do drzwi podeszła bliżej

By móc się lepiej wszystkiemu przyjrzeć


W końcu weszła do środka

Z głową podniesioną ku górze

Ciekawa co ją tam spotka

Czy zostanie tu na dłużej?


Ściany malowały słoneczne promienie

Było jasno i miło wszędzie

Usiadła w dużym fotelu

Czy na stałe tu już będzie?


Myśli swoje układa w głowie

Bacznie patrzy na twą twarz

Ciągle milczy, nic nie powie?

Wleje trochę słońca w nas?


Potem wstała pomału

Skinęła głową w drzwi stronę

Stanęła już przed progiem i już chciała odejść.


Nadzieja odchodzi, jeśli jej do siebie nie zaprosisz

Kiedy wiary w sercu nie ma a

życia ciągle o nic prosisz

Szukam swego miejsca

Wciąż szukam miejsca, aby odpocząć …

Myślom swoim dać wytchnienie…

Powiedz mi proszę jak mam to zrobić.

Aby nie spadały łzy moje na ziemię.


W okno pukają smutki…

Wciąż płyną krople deszczu po szybie…

Dni coraz bardziej są krótkie… temu akurat się wcale nie dziwię…


Groźnie brwi marszczy szare niebo

Sońce zasłania ciemnymi chmurami

Cicho jest w całym domu

Tylko coś skrzypi gdzieś pod schodami


Śpiewu ptaków nie słychać wcale…

Ani cykad świerszcza w kominie…

Czas jesieni dopiero się zaczął i z pewnością szybko nie minie.


Pójdę na chwilę do parku…

Usiądę na ławce pośrodku dywanu utkanego z liści…

Choć nie pachnie tu już latem… żadną trawą, żadnym kwiatem

Przymknę wilgotne, ciężkie powieki…

Spróbuję odnaleźć moje własne myśli.


Ze swym sercem prowadząc rozmowę…

Poważną jak to zwykle między nami bywa…

Wrota raju przed nami otworzę

Zaświeci słońce i wróci lato, bo lato się w sercu ukrywa.


Może jeszcze tylko wiatr muśnie mą twarz swym chłodem.

Splącze włosy jednym mocnym ruchem…

Nieco je dłonią potem

poprawię, mocniej otulę się szalem…

Wstanę pomału i wpatrzona w jesień…

No cóż… pójdę dalej.

Przytulam miłość

Przytulmy naszą miłość,

Biorąc ją czule w ramiona.

Otulamy ciepłym kocem

Niech zawsze z nami będzie

Nie czuje się osamotniona.


Wplećmy ją jak kokardy w życia włosy długie

Dbając o każdy najmniejszy kosmyk

Dawajmy miłości to co najbardziej lubi.


Ten widok jak patrzysz mi prosto w oczy

Łzy wzruszenia pod powieką ukryte

Z pewnością sobą zauroczy

Pofruną w górę motyle


Tulmy wciąż tą naszą miłość Szepnijmy jej zawsze dobre słowo

Niech czuje się wyjątkowa

My czujmy się wyjątkowo


Wznieśmy się na słów wyżyny Ponad ich przeciętność …

Ułożone jak bukiety od stóp do głów …

Miejmy co do słów tych pewność


To najlepsze, co może w życiu się zdarzyć

Mieć miłość tuż obok i nie musieć o niej marzyć


Niepodzielność ciał i dusz…

Wzajemne miłowanie…

Wciąż odkrywane życia nowe karty

Nie żałuję ani jednej chwili.

Było i jest warto

Stopy

Stawiam stopy wśród pożółkłych liści

Pomału snuje się noga za nogą

Jesień się kończy, zima już bisko

A ja niezmiennie tęsknię za Tobą


Deszcz mnie przytula jak

czuły kochanek

Mokrą dłonią dotyka twarzy

Szukając drogi do serca

Uczuciami mnie darzy.


Jesień, która w lesie mieszka wcale nie pomaga

W dal tęsknotę niesie jak echo

Nowe smutki wokół tka

Rozwiewając je daleko


Zatapiam zmysły w drzew smutne granie

W szelest tego co w duszy wciąż śpiewa

Niebo nad głową daje mi znaki

Serca ból ukoić trzeba


Ocieram z łez oczy widząc jak słońce przez szare chmury oblicze swe przeciska

Ciepło czuję jak dotyk twej dłoni, kiedy jeszcze byłaś blisko.


Cała w uśmiechu idę dalej

Podziwiam z pajęczyn utkane pejzaże

Zrywam nić cienką którą nas łączy

Nie rezygnuję ze swoich marzeń

Życie się jeszcze dla mnie nie kończy.


Wiesz, że jesienie mijają tak szybko

Co rok starsza…

Zmarszczki na twarzy i włosy mam siwe

Nie tęsknię już tak mocno, bo w Twoim kierunku idę.


Zamknęłam cię w sercu

Wraz z jego biciem otulam słońcem


Żyje… choć i mój czas kiedyś się skończy …

Nie będę musiała nawet nic mówić

Wtedy po prostu do Ciebie dołączę

Świat stworzony dla nas

Kto dla nas stworzył ten świat i piękne w nim pory roku

Kwitnącą wiosnę, słoneczne lato…

Ach… w gardle coś mocno z zachwytu ściska, a na myśl samą łza kręci się w oku.


Kwiaty pąki otwierają jakby chciały świat zobaczyć.

Więc już chyba czas najwyższy świat kolorem zacząć znaczyć.

Zielenią pokryć trawniki i liście na wysokich drzewach.

Niech wysoko w białych chmurach

Słowik swą cudowną piosnkę zacznie śpiewać.


Coraz więcej kolorów wokoło

W siną dal odeszła zima

Z głów spadają ciepłe czapki

Szalik już tak kurczowo się szyi nie trzyma.


Od lasów i ogrodów wiatr zapach ziół niesie

Gruchają w gniazdach gołębie Gałąź brzozy lekko w moje okno puka

Dużo bardziej radośnie, już nie tak jak wcześniej…

smętnie


W kominku drwa ciągle się palą

Chłodne są jeszcze ranki i wieczory

Choć miłość nas grzeje i wino czerwone…

Lubimy patrzeć na ogniste w kominku stwory


Delikatnie cisza nas kołysze niczym wiatr źdźbła traw na łące.

Wszystko jest takie sielskie, bliskie i takie nasze a na dodatek wiosną pachnące.


Cisza a w ciszy tej my …

Siedzimy obok siebie blisko…

W skupieniu, zamyśleniu… jedna dłoń drugą ściska.

Nieco zmęczeni…

Jedno już wiemy…

Kolejną wiosnę razem rozpoczniemy.


Ach Panie, któryś nam ten świat stworzył…

Dzisiaj pokłon Ci składamy w podzięce za to, że wciąż siebie mamy i trzymamy się za ręce.

Oddycham jesienią

Oddychałam dziś jesienią

Wszystkimi jej kolorami

Patrząc jak liście się mienią

różnymi barwami.


Oddychałam dziś jesienią całą sobą

Szłam wtedy po mchu zielonym

Szedłeś przy mnie obok


Trzymałeś mą dłoń kurczowo

Jakbym uciec chciała

Bo w tym całym oddychaniu aż się zapomniałam.


Szłam coraz dalej …

Nieco pośpiesznie…

Dzielić się nie chciałam

Jesiennym powietrzem


Chłonęłam więc ile mogłam każdą piękną chwilę

Chcąc na dłużej dzisiejszy dzień zapamiętać…

Zobaczyć jeszcze tyle…

Już nie trzeba mnie zachęcać


Tyle pięknych obrazów dookoła że aż słów brakuje…

Oczy szeroko otwarte …

Nowe odkrywam, zmysłami smakuję.


Idźmy więc w milczeniu…

Dłoń w dłoni zamknięta.

Ramię przy ramieniu

Trzaska pod stopami gałązka uschnięta.


Raz jeszcze wezmę głęboki oddech…

Moje oczy są tylko w Ciebie wpatrzone

Otul mnie swoim ramieniem,

sercem ogrzej moje dłonie.

Pooddychajmy jeszcze jesienią.

Pośród smutków

Pośród wszelkich smutków, płynących łez i czarnej ciemności…

Jest coś, co za nic upaść nie da …

Pilnuje byś jak ptak latał a latając dotykał nieba.


Złapie za rękę w chwili niemocy, mocno będzie ją trzymać nawet kiedy życie będzie się toczyćpodczas gdy łzy jak wodospad płyną


Wskaże drogę, którą teraz iść trzeba.

Wiele mądrych słów Ci powie

Abyś znowu mógł sam siebie odnaleźć na nowo w sobie.


Łzy szybko ociera choć nie ma chusteczki.

Popycha do przodu, z całych sił walczyć każe…

Nie pozwala na ucieczki

Chyba że w kierunku marzeń.


Pozwala też zobaczyć i dotknąć na nowo, tego czego już nie ma

Chociaż tak niedawno było jeszcze obok.


Nieustannie kolorami pokrywa wspomnienia

Sprawia, że są ciepłe i miłe...nie do zapomnienia


Taką wielką ma siłę, że gdy weźmie w ramiona już za nic z nich nie wypuszcza

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 50.33