Tak po prostu…
Tak po prostu …
Odnaleźli się w gęstwinie życia…
Tacy po prostu normalni- nienormalni
Ze swoim nietuzinkowym stylem bycia
Czują się czasem niebanalni
Tak po prostu dla siebie stworzeni…
Tacy po prostu w sobie zakochani
Nikt i nic tego nie zmieni, chyba że zechcą tego sami
Tak po prostu a jednak inaczej
Tacy po prostu a jednak inni
Wielce wzajemnie sobie oddani...niemal jak nikt inny
Żyją sobie tak po prostu
bez pośpiechu...nie pędzą tak jak robią to inni
Są tacy po prostu, bo tego chcieli, swą drogę wybrali …
Uważa ktoś może że żyć tak nie powinni?
Zakochani tak po prostu
Tacy po prostu w sobie zakochani
Celny jest ciągle amora strzał
A oni jak łabędzie dwa…
Wpatrzeni w siebie bez pamięci…
Jakby świat cały wokół nie istniał
Tylko gdzieś indziej się kręcił
Nowa droga
Szła pomału…
Niosąc bagaż doświadczeń w plecaku
W drodze towarzyszył jej wiatr
Włosy w nieładzie…
Pod stopami ostre kamienie
Gdzieś w głąb duszy wkradał się strach
Podążała za marzeniami
Wiatr wiernie przy niej trwał…
Był wsparciem oraz cieniem w tych trudnych dla niej dniach
Z czułością wplatał we włosy
Tęczowych barw tysiące
Muskając ciepłem jej dłonie
Prowadził prosto w słońce
Smutne oczy skrywała pod błękitną nieba chustą
Mimo słów wielu i myśli w głowie
Milczeć kazała swym ustom
Wiatr dotykał jej ramion
Kręcąc wokół piruety,
Chciał zgłębić tajemnicę duszy tej smutnej kobiety.
Poczuła lekki wiatru powiew i jego starania
Ciało przeszywały dreszcze i dziwne doznania
Uroniła łzę spod przymrużonych powiek.
Próbowała myśli poukładać w głowie
Szuka nowej drogi…
Mocno zagubiona…
Powietrze drży…
Wiatr stale trzyma ją w ramionach…
Wiatr wierny przyjaciel
nie pozwala kobiecie pogrążyć się w rozpaczy
Zamknięta w tęsknoty szponach
Czy to tak wiele mój drogi panie, że chcę bliskości Twoich oczu?
Czułych spojrzeń i a w nich ciepła…
Drżenie serca w sobie poczuć.
Czy to tak wiele, że chcę codziennie uśmiechem witać nowy dzień
Każdą myślą w głowie być bardzo blisko …
Niczym dłonią dotykać Cię.
Jeśli niewiele to, dlaczego,
serce wciąż pełne jest tęsknoty…
Smutku jest tyle… i łez jest tyle
Niewiedzy a może głupoty
Zamknięta w tęsknoty szponach
Wyjścia szukam…
Niczym skazaniec w lochu uwięziona
Tylko serca słucham
Spragniona słońca
w nastroju jak deszczowe niebo, snuje marzenia ciągle o tym…
Aby się wyrwać z tęsknoty objęć…
Brakuje mi słońca pieszczoty
I spojrzeń Twych oczu niebieskich jak niebo
Takie bezchmurne i czyste
Czy to tak wiele mój drogi panie by móc znowu zaistnieć?
Puzzle
Rozsypałam się jak puzzle
Poukładaj mnie od nowa
Przytul mocno i nie puszczaj
Zbędne tu są jakieś słowa
Trzymaj mnie mocno w swych silnych ramionach
Nie puszczaj nawet na chwilę
Nie chcę być sama nie jestem gotowa
Wiem co mówię i się nie mylę
Pomóż mi podnieś mą siłę z ziemi
Bo chyba tam gdzieś upadłam
Jestem słaba więc pochyl się ze mną
Wiara we mnie też dziwnie zbladła
Myśli pomóż poukładać
Są jakby nie moje…
We łzach toną…
Miast śmiać się, że mną
Nie ma w nich teraz spokoju
Pomóż mi proszę …
Przecież wiesz…
Że ja nigdy nie upadam
Rozsypałam się na chwilę
Więc mnie tylko poukładaj
Abym znowu mogła twardo stąpać po ziemi…
Nie pytaj o dzisiaj
Nie pytaj mnie o dzisiaj…
Zapytaj mnie o jutro…
O myśli zagubione…
Pogrążone w smutku
Nie pytaj ich, dlaczego swego miejsca nie mogą znaleźć
Miejsca, gdzie mogłyby
Spokój odnaleźć
Tyle złego się dzieje
Gdziekolwiek spojrzą oczy
Więc łkają myśli po cichutku
Z wielkiej niemocy
Choć łzy płyną strumieniami
Nikt widzieć ich nie chce
Odwracają się plecami
Szydząc przy tym jeszcze
Myśli płaczą…
Dusza łka…
Może ktoś nieco dobra im da
Nasyci myśli dobrym słowem…
Dobrymi czynami…
jak wiosną kwiatem zakwitnie przyjaźń między ludźmi
..narodami
Niech dobro tańczy na parkiecie życia
swym palcem wszystkiego i wszystkich dotyka
Nie pytaj mnie o dzisiaj …
o jutro mnie zapytaj …
Lękam się…
dłoń twą mocno chwytam
A Ty Przytul mnie mocno
Bez łez
Ja już nawet nie płaczę…
Już brakuje mi łez…
Zapukał do mnie smutek
jak ulewny deszcz …
Przemoczył do cna mą duszę
Nasączył ją chłodem…
Zabrał słońce ze sobą…
Uśmiechnąć się bardzo chcę…
Lecz zrobić tego nie mogę…
Oglądam się wstecz i wypatruję…
Szczęścia, które zawsze było we mnie…
Tej radości, którą dawał każdy dzień…
Wszystko jakoś...nadaremnie
Może gdybym usiadła gdzieś w cieniu…
Na ławce… takiej ławce mego zapomnienia
Otuliła się całym szalem prawdy
Posłuchała swego sumienia
Może wtedy dałabym radę
To co złe usunąć w cień…
Smutek w radość zmienić
Wszak życie dalej toczy się
Nieważne, że inaczej…
Widać tak miało być…
Muszę pokonać ten smutek
On nie pozwala mi na to …
By tak jak lubię żyć
Patrzę w niebo nie ma słońca
Tonę w myślach przerażona
Wypatruję wiosny…
Ona mi pomoże rozpacz i smutek pokonać…
Powiedz mi tylko że dam radę!
Całą resztą sama się zajmę
Księżyc do snu
Przytuliła księżyc jak poduszkę do policzka
Spojrzała na gwiazdy na ich srebrne lica…
Zamknęła oczy…
Dzień się kończy…
Słońce gaśnie…
Ona dzisiaj nie zaśnie…
Jej myśli krążą daleko…
Gdzieś niemal pod nieboskłonem
Co noc czeka na niego…
Na te czułości upragnione
Tęskno jej do objęć…
Do zapachu ciała…
Stygnie herbata w filiżance…
Świeca na szafce się dopala
Ucisz jej samotność…
Tak bezwstydnie…
Niech drżą usta…
Płonie ciało…
Niech miłość nie stygnie
Niech pojawią się dreszcze…
Bo tęsknota tak wielka, że woła o jeszcze!
To nienormalne jest, aby tak kochać…
To nienormalne…
Oszaleć tak bez pamięci …
Tak naturalnie…
Miłością tak wielką, że się nie mieści w słowach…
Nie można jej wypowiedzieć
Jedynie w sercu schować …
Wiesz…!?
Powiem więc tylko dobranoc…
Jak wygląda szczęście?
Co to jest szczęście?
Jak wygląda?
Gdzie go szukać?
Dokąd iść by je odnaleźć w jakie drzwi zapukać?
Jeśli tego nie wiesz to podpowiem Ci…
Nie musisz do szczęścia szukać żadnych drzwi
Wystarczy otworzyć oczy wraz z nimi swoje serce
Rozejrzeć się dookoła…
Nie potrzeba wiele więcej
Jest ono na wyciągnięcie ręki
Wyciągnij więc dłoń przed siebie
Szeptem wypowiedź trzy słowa
Szczęście potrzebuję Ciebie!
A ono wnet przyjdzie nie będziesz długo czekać
Odnajdziesz je w kwiatach i w płynących rzekach
W gwiazdach na niebie i w słońca blasku
W szumie morza i złotym piasku
W koronach drzew piękną zielenią przystrojonych
Gdzie słychać ptaków śpiew piękną nutą umajony
Znajdziesz je na łące i w górskim strumieniu
W teraźniejszości i pięknym wspomnieniu
Choć szczęście wiele imion ma
Nie znajdziesz ich w kalendarzu
Żyj chwilą i ciesz się życiem Tym wszystkim co się w nim przydarzy
Nim zgasnę
Nim zgasnę jeszcze rozświetlę mrok…
Jeszcze się uchwycę życia …
I trzymać je będę ze wszystkich sił…
Do końca mego istnienia…
Do końca mego tu bycia
Jak ziarno będę rozsiewać, mój uśmiech promienny …
Niech dotrze wszędzie tam, gdzie teraz jest potrzebny…
Do życia też się uśmiechnę niech zobaczy, jak je kocham …
Obejmę je mocno i trzymać będę…
Idąc nieśpiesznie po różnych drogach
Na Twe dłonie złożę mą miłość…
Pięknie ułożoną w serce…
Aby było Ci miło…
Wtedy, gdy mnie nie będzie
Nim zgasnę bądź przy mnie
Trzymaj mnie mocno za rękę
Strach wkrada się ukradkiem
Przeraża mnie wielce.
Nie pozwól mi odejść w samotności...bez słów pożegnania…
Smutno mi będzie ogromnie…
Nie będzie spokojnego spoczywania.
Chcę czuć blisko Twój oddech…
Zapamiętać Twój zapach na zawsze…
Na pamiątkę go wezmę ze sobą …
Przytulę mocno ...nim zgasnę…
Byś zawsze był przy mnie…
Bo nie może być inaczej…
Czując blisko Twój zapach
Przez mgłę postać Twą zobaczę
O jedno tylko Cię proszę …
Kiedy nadejdzie już ten czas…
Nie płacz wtedy, że odchodzę…
Kiedyś znowu się spotkamy Znowu stanę na Twej drodze
Połączy nas los jak teraz
wielkiej miłości darem
Łącząc nas już w inny życiu w nierozłączną parę
Nie znam dnia ani godziny…
Ktoś się rodzi, ktoś odchodzi
Czas cenny jest wielce…
Wykorzystam więc go do cna
Nie bacząc na to co będzie.
Nim zgasnę…
Gdybyś
Gdybyś mi tylko wskazał którą mam wybrać drogą
Gdybyś mi tylko pomógł w tym czego zrobić nie mogę
Dni byłyby piękniejsze do cna radością wypełnione
Wszystko dotknięte mą dłonią
Wszystko docenione…
Nie chcę dużo… tylko nieco więcej…
Może mały zaworek?
Aby tak nie dokuczało serce
Gdybyś tylko przyłożył palec i zatkał mi dziurę w głowie
Bo czasami z bólu wytrzymać nie mogę
Tak ciut, ciut gdybyś tylko mógł
Nie chcę dużo tylko troszeczkę
Dosłownie malutką łyżeczkę
Tak jak zupa szczypty soli, żeby smaku nabrała…
Takiej szczypty potrzebuję więcej nic nie będę chciała
Cierpliwie wszystko znoszę i z pokorą.
Mogę zatem poczekać…
Idę przed siebie choć nogi bolą
Z nadzieją, że nie będziesz zwlekać
Bo ciągle biegnę za marzeniami
Upadam i wstaję z nowymi ranami… a one bolą
Wiedz nigdy się nie poddam
Pokonam wszystkie przeszkody…
Nawet wysokie mury i mosty
Dlatego mając pomoc byłoby mi prościej
Zegar wystukuje godziny mknie czas jak oszalały
Gdybyś tylko mógł mi pomóc
Podczas dni i godzin, które mi pozostały
Gdybyś....pamiętaj wtedy o mnie
Ciche poranki
Lubię te ciche poranki
Gdy świat do życia się budzi
Lubię, gdy mnie całujesz
W swoich ramionach tulisz
Lubię, gdy patrzysz mi w oczy
Choć nieco są jeszcze przymknięte
Poprawiasz mi dłonią włosy
Twoja twarz jest uśmiechnięta
Lubię, gdy delikatnie dotykasz mego policzka
Szepczesz cicho do ucha
— leż sobie moja śliczna
Jeszcze nie musisz wstawać jesteś zmęczona przecież
Daj swemu ciału odpocząć
Nigdzie nie musisz się spieszyć
Przekręcam się z boku na bok
Twarz w poduszkach chowam
Lubię słyszeć od rana jak mówisz do mnie kocham
To krótkie, małe słowo moje zmysły karmi od rana
Lubię otworzyć oczy i czuć, że jestem kochana
Jestem wiatrem
Jestem wiatrem pędzącym przez pola
Kłosy zbóż w pas kłaniają się
Nie możesz mnie złapać…
Nie potrzebnie wołasz i tak nie dogonisz mnie…
Chowam się w koronach drzew
Zielenią otulam …
Nie szukaj...nie znajdziesz mnie
Choćbyś nawet miał okular
Kołyszę gałązkami …
Liśćmi sobie szumię …
Śpiewam im piosenkę
Nie pytaj jaką… i tak nie zrozumiesz
W takt mej wietrznej nuty
Wirują już drzewa
Składają pokłony
Ptak gdzieś w dali śpiewa
Wiatr widzi i czuje…
Wszytko to postrzega
Wzbijam się na szczyty gór
Wplatając swój taniec w ciszę…
Snuję się nad dolinami
Żeby świerszcze słyszeć
Tkam delikatnie między chmurami
Niewidzialne osnowy mych zmysłów
By poczuć… pobyć
Wzlatać ...by czar nie prysnął
Mówię…
Może za cicho… za bardzo szeptem
Może jest ktoś kto wiatr zrozumie
Zauważy, że nim jestem
Deszcz
Pada deszcz… pada
Tyle kropel z nieba kapie
Wyciągnę swe dłonie i trochę ich złapię
Obmyje nim twarz i zmęczone stopy
Napoi deszcz świat…
Ziemię spękaną od żaru i potu
Orzeźwi gorące, uśpione ulice
Kwiatom oddech przywróci
Uśmiechną się trawy zielenią
Życia się w nich się obudzi
W odpowiedzi na listy suchych dni
Które o deszcz w swych słowach błagały
Spadły krople jak rzęsiste łzy
Próśb gorących dni wysłuchały
Kropla kroplę goni
Ziemia pełna piersią oddycha
Wypełniają się wreszcie płuca powietrzem
Ptak śpiewem się wita
Deszcz zmył smutek z mojej twarzy.
Ciało chłodnym
płaszczem otulił… jak przyjemnie
Cieszy się ziemia gasząc pragnienie
Radość jest też we mnie
Wśród fal
Wśród szumu fal
Wśród krzyku mew
Spokojnie bez pośpiechu
Idą zakochani …
Zakochani w morzu…
W wietrze zakochani…
Stawiając stopy na złotym piasku …
Karmią się wspomnieniami
Śpiewa wiatr…
Niesie w świat melodię znad morza
O nim… o niej…
O uniesieniach, że wspólnego łoża
O dłoniach wiecznie splecionych w uścisku
O szczęściu, które jest przy nich blisko …
W swych ramionach mocno przytuleni
Śmieją się w głos lub cieszą się ciszą idąc w milczeniu
Nic już nie dziwi…
To ich miejsce… ich czas …
Tutaj po prostu są szczęśliwi
Morze ich obejmuje swymi ramionami…
Przytula miłość, którą czują do siebie
Szumią fale… szumią
Mewa kręgi zatacza na niebie
Płyną łzy po policzkach
Spadając na piach
W gardle mocno ściska
Czy to jakiś znak?
To tylko wzruszenie odpowiada dusza
Kiedy jest szczęśliwa zawsze się tak wzrusza.
Nie wyszło
Chciałam coś napisać…
Nie wyszło…
Choć w głowie kłębią się myśli…
Rozmywa się wszystko
Chciałam coś powiedzieć…
Lecz ust nie otwieram
Zanurzona w ciszę …
Pustka…
Nie chcę myśleć teraz
Chciałam dobrze, lecz nie wyszło…
Czego nie rozumiesz?
Otworzyłam swoje serce…
A to trzeba umieć…
Nie pytaj więc już o nic…
Mówić nie ma o czym…
Powstrzymuję gorzkie łzy…
Zamykając oczy…
Przełknę gorycz tej porażki…
Chociaż serce boli…
Nie rozumiem… nawet nie chcę…
Ranę czas zagoi
Opadają ręce…
Na myśl o tym co się stało…
Brak zrozumienia…
Brak słów jakby ciągle ich za mało
Lepiej milczeć…
Schować w kieszeń dobre chęci ...niech samo się kręci…
Żałosne to wszystko…
Źle nie chciałam…
Cóż inaczej wyszło.
Dziś zamykam usta…
Zamykam serce…
O jakże byłam głupia!
Niech się wali ...niech się pali...nie zrobię tego więcej
Każde w życiu zdarzenie uczy nas mądrości …
Z całej tej historii
wyciągnęłam wnioski
Chociaż w sercu smutek czuję …
Nieprzyjemne drgania…
Więcej wiem… więcej widzę nie zadając żadnego pytania
Ze słońcem
Jeszcze chwilę pocieszę się słońcem
Nim niebo zacznie przeciekać jak sito
Ubrana ciągle w zwiewną sukienkę
Cieszę się chwilą… zanim słoneczne dni miną
Jesień pomału wdziera się w moje życie
Kubek herbaty trzymam w dłoni…
Tkwię ciągle w objęciach lata …
Choć liść za liściem już goni
Tulę do serca wspomnienia …
Zatrzymały się chwile w kadrach filmu z minionego lata
We wszystkim widzę piach złoty, szum morza I wiatr co we włosy się wplata
Płaszcz melancholii odsunę od siebie
Schowam do ciemnej szafy …
Niech na ramionach się nie układa
Mam weselsze szaty…
Nostalgię spakuję do pudla po letnich kapeluszach
Niech tam siedzi jak najdłużej i nawet się nie porusza
Zbieram liści nie zamierzam …
Żadne z nich bukiety
Ciągle jeszcze szukam kwiatów
Choć już mało ich niestety
Razem z wiatrem jeszcze zatańczę w rytm letniej muzyki
Mimo że jesień...lato trwa
Promienie mienią się pod stopami…
Grają mi niczym na skrzypcach smyki
Lubię ciszę
Lubię tą ciszę, która mnie otacza
Spokój co jak kurz po meblach się snuje
Mój azyl...moja bezpieczna przystań.
To ja tutaj króluję
Tu w ścianach ukryte są moje myśli
Niczym skarby w wielkiej szkatule
Tajemnice zapisane na betonowej płycie
Farbą je zamaluję
Czasami z tymi myślami wyruszam gdzieś w nieznane…
W podróż, która nie ma końca.
Raz jest długa a raz krótka
Lecz zawsze prowadzi mnie do słońca
Powstają tu listy do kochanych osób,
których przy mnie już nie ma.
Smutkiem podszyte są i tęsknotą
Dobrego i złego wspomnienia
Podlewam je jak zwiędnięte kwiaty
Czekając na cud ich kwitnienia
Choć wiem...to wszystko już do mnie nie wróci.
Tego po prostu już nie ma.
Psi oddech uśpiony leży na poduszce
W snu objęciach cicho sobie mruczy
Myśli we mnie złe koi
Gdy je drapię palcami za uchem
Dywan patrzy na mnie kolorami
Okno na świat się otwiera szeroko
Dzień inny niż wczoraj a jednak podobny
Bose stopy na podłodze
Pomału otwiera się ze snu oko
Dar przebudzenia trzymam w swych ramionach
Wdzięczna losowi za każdą życia godzinę
Lubię ciszę w moim pokoju co jak długi warkocz się plecie
Cisza… cóż może być innego
Skoro październik nas wita...mamy jesień
Poduszka
Przytulam mocno poduszkę do swej twarzy
Dziś ona mi daje ciepło upragnienie
Nie czeka z mej strony na wzajemność
Już jej rogi oplatają mnie jak dłonie
Słyszę bicie mego serca, które dziwnie dziś szaleje
Usta milczą w zamyśleniu…
Nawet dusza się nie śmieje
Wszytko jest zbyt odległe, aby spojrzeć temu w oczy
Ujrzeć w nich prawdę…
Dostrzec nadzieję…
Dziwna gra beze mnie się toczy
Chłodem dookoła wieje
Zatapiam dłonie coraz głębiej
W przyjemną miękkość i to miłe ciepło
Tul mnie chwilo… Spraw, żeby to co czuję nagle nie uciekło
Przytul mnie do siebie przyjaciółko z pierza…
Dobrze mi jest w twych objęciach
Pustkę wypełnij…
Wyszło jak wyszło…
Nie chcę tego pamiętać
Zapomnieć …
Nie myśleć o tym co się dzieje…
Dzisiaj moja wiara w ludzi dość mocno kuleje
Ślady istnienia
Widnieją na szybach ślady istnienia
Dotyków dłoni rozmazane obrazy
Mgłą firanki przysłonięte
Chronione są jak okazy
Na szybie widzę jak w lustrze, odbicie swego myślenia
Tyka zegar zakłócając ciszę…
Kreślę palcem nowe na szybie zdarzenia
Dziwne wzory powstają…
Coraz większe zataczam koła …
Zaczął deszcz padać
Oby ich zetrzeć nie zdołał
Zjawił się nagle, czy ktoś go przywołał?
Krople po szybie spływają jak łzy po policzku…
Coraz mocniej pada
Do cna moczy wszystko
Kapie kropla kap.…kap
Chce zmyć z okna czasu ślad.
Nie zna pewnej prawdy, więc się stara, zetrzeć wszystkie bohomazy
Poci się i sapie…, lecz nie daje rady.
Niech więc prawdę jak świat starą pozna…
Śladów istnień… tak jak myśli moich
niczym zmyć nie można…
Pogoń za szczęściem
Niczym pociąg pędzimy za szczęściem
Drogą nie zawsze przez nas wybraną
Ciągnąc za sobą ciężkie wagony
Bez szans na to, że kiedyś przystaną
Pędzą koła po torach w oszalałym tempie
Nie ma, kiedy nawet spojrzeć w okno
Czas nieubłagalnie płynie
Coraz bardziej wdziera się samotność
To co ważne bezpowrotnie gdzieś umyka
Rozmywa się jak wzrok zbyt długo w jedno miejsce wpatrzony
Chustką czoło wycierasz z potu … Pędząc dalej choć jesteś już bardzo zmęczony
Snu za mało…
Za mało chwil spędzonych z rodziną
Jest za to dom,
samochód, wielki telewizor.
Ten pęd nie wyszedł nikomu na dobre
Posypało się wszystko
Leżysz dziś w chorobie
Robiłeś jak większość...myśląc, że tak trzeba
A szczęścia nadal, jak nie było, tak nie ma
Przed snem
Bose stopy przesuwam po miękkim dywanie.
Dłoń mebli delikatnie dotyka…
Palce płyną jak po klawiaturze fortepianu
po krawędzi nocnego stolika
Żegnam przed snem wszystko co kocham
To co jest mego życia codziennością
Za chwilę wyruszę do krainy nieznanej
Otulona tajemnicą i ciemnością.
Jeszcze tylko spojrzę na cienie tańczące na białej ścianie
Światło wpadające przez okno z ulicy
Lubię przed snem patrzeć na nie.…
Pogrążona już w ciszy.
Zabieram Cię w moją podróż…, bo jakże tak bez Ciebie
Spełniać będziemy nasze marzenia…
Mocno wtuleni w siebie
Śnić będziemy krainy nieznane
Krocząc gdzieś po złotym piasku
Serca i myśli w jedno złączone
Księżyc dziś świeci tak jasno.
Sny teraz są tym co najlepsze
Nie ma nic co nas zasmuca
Nikt nie mówi, jak żyć mamy
Szczęścia niczym nie zakłóca
Lubię, gdy mnie odwiedzasz we śnie
Kładąc się przy mnie blisko
Tylko głuchą ciszę słychać
Bez słów wtedy wiemy wszystko
Noc czule zmysły pieści…
Ciała płoną
namiętnością
Tu nie ma limitu wspólnych dreszczy
Obnażone z szat ciała…
kuszą swą nagością
Przytul mnie mocno
Bym we mgłę nie odpłynęła
Tam, gdzie wieczna ciemność panuje
Przytul …pocałuj…
Wiedzieć musze, że ciągle przy sobie Twoje ciało czuję.
Noc już ciemna i głucha
Nawet gdzieś zniknęły gwiazdy
Bicia Twojego serca słucham
Tak zasypiać chciałby każdy
Już nie wiem czy jestem, czy mnie nie ma?!
Śnię na jawie czy we śnie?
Słyszę jak ktoś cicho ziewa, nocnych słucham opowieści
Pragnę już tylko jednego…
O nic więcej nie proszę…
Jeśli to sen.…kochaj mnie we śnie
Jeśli nie.…to kochaj nim zasnę… tej nocy
To już jesień
Więc to już jesień kochana…
Mówię… do mej przyjaciółki brzozy…
Jesteś już żółtą suknię ubrana
Wiesz! -przekwitły już mimozy!
Widzę jak chłód cię całuje …
Mrozi swym zimnym oddechem …
Opadają do twych stóp liście…
Choć wcale tego nie chcesz
Biała kora…
Jak siwe włosy u staruszki…
Pęka tak jak zmarszczka na twarzy
Przecież na starość jeszcze nie pora
Jeszcze się wiele może zdarzyć
Widzę jak w oddali przytulają się drzewa
Między sobą ściskają się mocno
Dużo miłości im teraz trzeba
Smutna jest przecież samotność
Jeszcze nieraz zatańczmy…
Na leśnej scenie…
Ubrane w wygodnie trzewiczki
Okryjesz się znowu liści zielenią…
Moją twarz ozdobi rumieniec…
Czerwienią pokryje policzki
Znowu twe liście niczym bujne włosy
Będzie wiatr kołysał
Słońce ogrzeje powietrze
U twych stóp świeża trawa się pojawi
Nie trzeba będzie już chodzić w swetrze
Każda z nas zna życia ścieżki…
Jesień wkrótce nas pożegna w swojej nostalgicznej pieśni.
Zaraz potem przyjdzie zima i już tylko krok do wiosny
No a z wiosną jak wiadomo…
każdy dzień bardziej radosny.
Chociaż teraz w sen zapadasz chłodem zewsząd otulona
Jeszcze będą piękne chwile… uwierz proszę...niebawem się o tym przekonasz
Nikt ich przecież nigdy jeszcze do cna nie wyczerpał…
Zawsze z optymizmem trzeba w naszą przyszłość zerkać
Taniec na leśnej scenie
Przyjdzie taki dzień, że znowu zatańczę na leśnej scenie.
Poczuję lekkość…
Siła powróci…
Opadnie ciężaru brzemię
Unosić się będę tak jak puch
Stopami nie zdołam ziemi dotykać
Czekają drzewa…
Czy to już?
Niebawem!
Muszę trochę na to poczekać.
Teraz na jesień patrzę przez okno
Rozmyślam i nowe plany snuję
Tęsknię za lasem i leśną drogą
Po niej najchętniej spaceruję
Przez szybę do mnie zagląda brzoza,
namiastka tego co bardzo kocham…
Pożółkłe liście i biała kora …
Kuchnia jest miejscem naszych spotkań
Taka tu cisza
Taka tu cisza…
Śpiew ptaków słyszę…
Szum drzew, którymi wiatr lekko kołysze…
Lśni słońce na niebie, jest piękna pogoda
Przede mną jeziora niezmącona woda.
Oczy wpatrzone w dal…
Uśmiech sam się rysuje na twarzy
Nic więc tylko się śmiać a może jeszcze przy tym marzyć …?
Chylą się drzewa nad wodą
spokojne
Przeglądając się w wodzie jak w lustrze
Spokojne tu i pusto…
Ja lubię taką pustkę.
Cicha woda jak sen, który daje od trudu dnia wytchnienie
Ja to wiem…
Takie miejsca to dla mnie wybawienie.
Tu wiatr wraz ze mną wzdycha
Jakby mu też coś na sercu leżało
Łokciami się rozpycham
Bo takich miejsc jest ciągle mi mało
Jak samotna łódka unoszę się na wodzie
Lekko fale mnie kołyszą …
Bryzą jezioro cicho śpiewa
Rozpuściłam swoje włosy
We wszystkie strony wiatr je rozwiewa
Rozwiewa włosy …
Rozwiewa myśli…
Cała mą duszę, że złego czyści.
Ulatują gdzieś w przestworza
złego wszelkie znaki
Natura trzyma mnie w ramionach
Twarz wodą obmywa…
Oczy suszy wiatrem…
Czuję się jak nowo narodzona…
Jak rankiem trwa rosą zroszona
Czekam na nowy słoneczny dzień
Bo nocą już jestem zmęczona
Nadzieja
Tak cicho zapukała do okna
Nieśmiało zajrzała do środka
Do drzwi podeszła bliżej
By móc się lepiej wszystkiemu przyjrzeć
W końcu weszła do środka
Z głową podniesioną ku górze
Ciekawa co ją tam spotka
Czy zostanie tu na dłużej?
Ściany malowały słoneczne promienie
Było jasno i miło wszędzie
Usiadła w dużym fotelu
Czy na stałe tu już będzie?
Myśli swoje układa w głowie
Bacznie patrzy na twą twarz
Ciągle milczy, nic nie powie?
Wleje trochę słońca w nas?
Potem wstała pomału
Skinęła głową w drzwi stronę
Stanęła już przed progiem i już chciała odejść.
Nadzieja odchodzi, jeśli jej do siebie nie zaprosisz
Kiedy wiary w sercu nie ma a
życia ciągle o nic prosisz
Szukam swego miejsca
Wciąż szukam miejsca, aby odpocząć …
Myślom swoim dać wytchnienie…
Powiedz mi proszę jak mam to zrobić.
Aby nie spadały łzy moje na ziemię.
W okno pukają smutki…
Wciąż płyną krople deszczu po szybie…
Dni coraz bardziej są krótkie… temu akurat się wcale nie dziwię…
Groźnie brwi marszczy szare niebo
Sońce zasłania ciemnymi chmurami
Cicho jest w całym domu
Tylko coś skrzypi gdzieś pod schodami
Śpiewu ptaków nie słychać wcale…
Ani cykad świerszcza w kominie…
Czas jesieni dopiero się zaczął i z pewnością szybko nie minie.
Pójdę na chwilę do parku…
Usiądę na ławce pośrodku dywanu utkanego z liści…
Choć nie pachnie tu już latem… żadną trawą, żadnym kwiatem
Przymknę wilgotne, ciężkie powieki…
Spróbuję odnaleźć moje własne myśli.
Ze swym sercem prowadząc rozmowę…
Poważną jak to zwykle między nami bywa…
Wrota raju przed nami otworzę
Zaświeci słońce i wróci lato, bo lato się w sercu ukrywa.
Może jeszcze tylko wiatr muśnie mą twarz swym chłodem.
Splącze włosy jednym mocnym ruchem…
Nieco je dłonią potem
poprawię, mocniej otulę się szalem…
Wstanę pomału i wpatrzona w jesień…
No cóż… pójdę dalej.
Przytulam miłość
Przytulmy naszą miłość,
Biorąc ją czule w ramiona.
Otulamy ciepłym kocem
Niech zawsze z nami będzie
Nie czuje się osamotniona.
Wplećmy ją jak kokardy w życia włosy długie
Dbając o każdy najmniejszy kosmyk
Dawajmy miłości to co najbardziej lubi.
Ten widok jak patrzysz mi prosto w oczy
Łzy wzruszenia pod powieką ukryte
Z pewnością sobą zauroczy
Pofruną w górę motyle
Tulmy wciąż tą naszą miłość Szepnijmy jej zawsze dobre słowo
Niech czuje się wyjątkowa
My czujmy się wyjątkowo
Wznieśmy się na słów wyżyny Ponad ich przeciętność …
Ułożone jak bukiety od stóp do głów …
Miejmy co do słów tych pewność
To najlepsze, co może w życiu się zdarzyć
Mieć miłość tuż obok i nie musieć o niej marzyć
Niepodzielność ciał i dusz…
Wzajemne miłowanie…
Wciąż odkrywane życia nowe karty
Nie żałuję ani jednej chwili.
Było i jest warto
Stopy
Stawiam stopy wśród pożółkłych liści
Pomału snuje się noga za nogą
Jesień się kończy, zima już bisko
A ja niezmiennie tęsknię za Tobą
Deszcz mnie przytula jak
czuły kochanek
Mokrą dłonią dotyka twarzy
Szukając drogi do serca
Uczuciami mnie darzy.
Jesień, która w lesie mieszka wcale nie pomaga
W dal tęsknotę niesie jak echo
Nowe smutki wokół tka
Rozwiewając je daleko
Zatapiam zmysły w drzew smutne granie
W szelest tego co w duszy wciąż śpiewa
Niebo nad głową daje mi znaki
Serca ból ukoić trzeba
Ocieram z łez oczy widząc jak słońce przez szare chmury oblicze swe przeciska
Ciepło czuję jak dotyk twej dłoni, kiedy jeszcze byłaś blisko.
Cała w uśmiechu idę dalej
Podziwiam z pajęczyn utkane pejzaże
Zrywam nić cienką którą nas łączy
Nie rezygnuję ze swoich marzeń
Życie się jeszcze dla mnie nie kończy.
Wiesz, że jesienie mijają tak szybko
Co rok starsza…
Zmarszczki na twarzy i włosy mam siwe
Nie tęsknię już tak mocno, bo w Twoim kierunku idę.
Zamknęłam cię w sercu
Wraz z jego biciem otulam słońcem
Żyje… choć i mój czas kiedyś się skończy …
Nie będę musiała nawet nic mówić
Wtedy po prostu do Ciebie dołączę
Świat stworzony dla nas
Kto dla nas stworzył ten świat i piękne w nim pory roku
Kwitnącą wiosnę, słoneczne lato…
Ach… w gardle coś mocno z zachwytu ściska, a na myśl samą łza kręci się w oku.
Kwiaty pąki otwierają jakby chciały świat zobaczyć.
Więc już chyba czas najwyższy świat kolorem zacząć znaczyć.
Zielenią pokryć trawniki i liście na wysokich drzewach.
Niech wysoko w białych chmurach
Słowik swą cudowną piosnkę zacznie śpiewać.
Coraz więcej kolorów wokoło
W siną dal odeszła zima
Z głów spadają ciepłe czapki
Szalik już tak kurczowo się szyi nie trzyma.
Od lasów i ogrodów wiatr zapach ziół niesie
Gruchają w gniazdach gołębie Gałąź brzozy lekko w moje okno puka
Dużo bardziej radośnie, już nie tak jak wcześniej…
smętnie
W kominku drwa ciągle się palą
Chłodne są jeszcze ranki i wieczory
Choć miłość nas grzeje i wino czerwone…
Lubimy patrzeć na ogniste w kominku stwory
Delikatnie cisza nas kołysze niczym wiatr źdźbła traw na łące.
Wszystko jest takie sielskie, bliskie i takie nasze a na dodatek wiosną pachnące.
Cisza a w ciszy tej my …
Siedzimy obok siebie blisko…
W skupieniu, zamyśleniu… jedna dłoń drugą ściska.
Nieco zmęczeni…
Jedno już wiemy…
Kolejną wiosnę razem rozpoczniemy.
Ach Panie, któryś nam ten świat stworzył…
Dzisiaj pokłon Ci składamy w podzięce za to, że wciąż siebie mamy i trzymamy się za ręce.
Oddycham jesienią
Oddychałam dziś jesienią
Wszystkimi jej kolorami
Patrząc jak liście się mienią
różnymi barwami.
Oddychałam dziś jesienią całą sobą
Szłam wtedy po mchu zielonym
Szedłeś przy mnie obok
Trzymałeś mą dłoń kurczowo
Jakbym uciec chciała
Bo w tym całym oddychaniu aż się zapomniałam.
Szłam coraz dalej …
Nieco pośpiesznie…
Dzielić się nie chciałam
Jesiennym powietrzem
Chłonęłam więc ile mogłam każdą piękną chwilę
Chcąc na dłużej dzisiejszy dzień zapamiętać…
Zobaczyć jeszcze tyle…
Już nie trzeba mnie zachęcać
Tyle pięknych obrazów dookoła że aż słów brakuje…
Oczy szeroko otwarte …
Nowe odkrywam, zmysłami smakuję.
Idźmy więc w milczeniu…
Dłoń w dłoni zamknięta.
Ramię przy ramieniu
Trzaska pod stopami gałązka uschnięta.
Raz jeszcze wezmę głęboki oddech…
Moje oczy są tylko w Ciebie wpatrzone
Otul mnie swoim ramieniem,
sercem ogrzej moje dłonie.
Pooddychajmy jeszcze jesienią.
Pośród smutków
Pośród wszelkich smutków, płynących łez i czarnej ciemności…
Jest coś, co za nic upaść nie da …
Pilnuje byś jak ptak latał a latając dotykał nieba.
Złapie za rękę w chwili niemocy, mocno będzie ją trzymać nawet kiedy życie będzie się toczyćpodczas gdy łzy jak wodospad płyną
Wskaże drogę, którą teraz iść trzeba.
Wiele mądrych słów Ci powie
Abyś znowu mógł sam siebie odnaleźć na nowo w sobie.
Łzy szybko ociera choć nie ma chusteczki.
Popycha do przodu, z całych sił walczyć każe…
Nie pozwala na ucieczki
Chyba że w kierunku marzeń.
Pozwala też zobaczyć i dotknąć na nowo, tego czego już nie ma
Chociaż tak niedawno było jeszcze obok.
Nieustannie kolorami pokrywa wspomnienia
Sprawia, że są ciepłe i miłe...nie do zapomnienia
Taką wielką ma siłę, że gdy weźmie w ramiona już za nic z nich nie wypuszcza