Mojej żonie Kasi za ogromną cierpliwość, jaką wykazała się, podczas tworzenia tej opowieści.
Dziękuję, że jesteś.
„Po pięciu latach bezskutecznego śledztwa w sprawie zabójstwa młodej kobiety oraz jej trzy letniego synka sprawę umorzono. Opieszałość organów ścigania, oraz nieudolne śledztwo po raz kolejny pokazała, że polska policja wymaga gruntownej reformy.
— Jak pan skomentuje sprawę panie inspektorze? — zapytała dziennikarka.
— Brakuje dowodów, świadków itp., więc nie możemy nikomu postawić zarzutów. Nie mamy też żadnych podejrzanych — odpowiedział spokojnie.
— Jak to? Przecież mąż ofiary był świadkiem przestępstwa. Te zeznania nie wniosły nic do sprawy? — Nie dawała się zbyć reporterka.
— Zeznania świadka są nie spójne, dodatkowo świadek był w szoku, więc nie możemy traktować tych zeznań jako dowody, lub na tej podstawie nikogo oskarżyć — odparł poirytowany rozmową.
— Może powinniście ponownie zbadać sprawę i wiarygodność zeznań teraz…
— Ja pani nie pouczam jak przeprowadzać wywiady! Prokuratura i policja znają się na swojej pracy, doskonale wiedzą, co robić! — przerwał jej w pół zdania.
— Mam wątpliwości, co do tego…
— Lepiej niech pani uważa na słowa. — Znów jej przerwał.
— Czy to jest groźba? — zapytała zaskoczona.
— Ostrzeżenie, żeby pani nie grzebała w sprawach, które panią przerastają — burknął pogardliwie, odwrócił się i odszedł.
Tak, więc drodzy państwo, sprawa przerosła śledczych. Czy może jest drugie dno? Nie mniej pozostaje nam jedynie współczuć tragedii, jaką przeżył mąż ofiary. Nie tylko stracił żonę i synka, ale także nadzieję, że winni zostaną ukarani.
Dla kanału trzynastego Joanna Żytko.”
Marcin dobrze zbudowany młody mężczyzna wyłączył telewizor. Rzucił pilota na stolik i spojrzał na pismo potwierdzające słowa dziennikarki.
— Skurwysyny — rzucił kierując się do kuchni.
Przygotowując kolejną kawę, myślami wrócił do dnia, kiedy rozegrała się tragedia. Była to sobota wieczór. Syn bawił się na dywanie w salonie. Żona przygotowywała kolację. On siedział w fotelu z gazetą, od czasu do czasu spoglądając na dziecko. Byli szczęśliwą, kochającą się rodziną. Nawet w najgorszych koszmarach nie przyśniłoby się im to, co ich spotka.
Pamiętał moment, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. W chwili, kiedy tylko je otworzył, otrzymał pierwszy cios w głowę, a trzech kolejno wtargnęło do środka. Otrząsnął się po pierwszym uderzeniu, lecz nie zdążył nic zrobić, nadszedł kolejny cios. Poczuł mocny ucisk na szyi. Drugi napastnik wymierzył kopnięcie w brzuch. Marcin zamroczony upadł na podłogę, poczuł jak pętają mu ręce. Słyszał krzyki żony i syna, był bezsilny, usiłował odzyskać dech w piersiach, a wściekłość dodawała mu siły. Opanował ból i zawroty w głowie po pierwszym ataku. Spróbował wstać, lecz nie spodobało się to napastnikom. Poczuł kilka kopnięć w brzuch i głowę. Krzyki się wzmogły. Z trudem spojrzał w kierunku wrzasków. To, co tam zobaczył zmroziło krew w jego żyłach. Jego żona z rozdartymi ubraniami była gwałcona przez dwóch napastników, raz po raz brutalnie bita po twarzy. Trzeci trzymał zapłakanego, krzyczącego chłopca, zmuszając do patrzenia na matkę. Kiedy kobieta straciła przytomność z bólu, na twarzach bandytów pojawił się grymas niezadowolenia. Jeden z nich zaciągnął młodego do salonu. Przywiązał dziecko do krzesła, po czym wrócił do pozostałych. Zamienił z kompanami kilka słów…
Otrząsnął się, zalał wrzątkiem kawę i wrócił do salonu. Sięgnął po jedną z teczek zawierających dokumenty dotyczące sprawy. Przeglądał je po raz kolejny, z nadzieją, że natrafi na jakąś wskazówkę, która naprowadzi jego lub nieudolne organy ścigania na trop. Całkowicie stracił szacunek do policji. Powiedział na przesłuchaniu wszystko, przestępcy byli na tyle zuchwali, że nawet nie usiłowali zasłaniać swoich twarzy. Podał dokładne rysopisy sprawców i nikogo nie mogą znaleźć. To dla Marcina było całkowitą kpiną. Oczywiście sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby sytuacja dotyczyła, któregoś z nich. Wtedy przetrząsnęliby niebo i ziemie, ba nawet i piekło by splądrowali. Ale nie, zwykły szary człowieczek nie jest wart zachodu. Zresztą drogówka zarabia więcej dla budżetu państwa.
Wypił łyk kawy z grymasem pogardy sięgając po inną teczkę. Każda z nich zawierała bolesne wspomnienia, ale musiał to robić. Przysiągł nad grobem żony i syna, że dopóki żyje, zrobi wszystko, co możliwe żeby ich pomścić. Czytał kolejne kartki. Oczy zaczęły się buntować, odłożył dokument. Odchylił się do tyłu zakładając ręce za głowę. Zamknął oczy, lecz to był błąd.
Wróciły wspomnienia tragedii. Tym razem zobaczył syna przywiązanego do krzesła. Napastnicy dla zabawy rzucali do chłopca jak do żywej tarczy. Czym? Co tylko wpadło im w ręce. Stawiali zakłady czyj rzut doprowadzi do większego bólu malca. Marcin jedynie mógł tylko szamotać się, przeklinając zbirów. Jednak ci jakby go nie słyszeli lub ich to bawiło. Skończyły się przedmioty, którymi można dalej ciskać w dziecko, zaczęli się rozglądać po pomieszczeniu. Nie znalazłszy niczego ciekawego jeden z bandytów szturchnął drugiego z wielkim uśmiechem, zwrócił się do chłopca.
— Młody palisz?…
Marcin poderwał się z fotela jak oparzony. Twarz miał bladą, oblaną potem.
— Skurwysyny, znajdę i zabiję. Powoli, bardzo po woli, po kawałeczku.
Wyobrażanie, co zrobi, kiedy… jeśli dopadnie, chociaż jednego z nich, przerwał dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu przeczytał, numer nieznany. Odrzucił połączenie i odłożył telefon na stolik, skierował się do łazienki, by obmyć twarz. Zdążył odkręcić wodę, a telefon znów zadzwonił. Nie przejął się tym. Oblał twarz wodą nabraną w dłonie. Dźwięk urządzenia nadal rozbrzmiewał. Wytarł twarz, spojrzał w lustro. Zaczerwienione oczy domagały się snu, chociaż trzy, cztery godziny. Cały organizm wymagał regeneracji. Poszedł przygotować kolejną kawę. Na odpoczynek przyjdzie jeszcze czas. Telefon znów rozbrzmiał. Poirytowany podszedł do urządzenia, historia ta sama, numer nieznany i nachalnie długie połączenie. Rzucił sprzęt w kąt nie dbając czy się uszkodzi. Wrócił do kuchni wlać wrzątek do kubka. Wyjrzał przez okno. Było już ciemno, poza tym widok bez zmian. Wyludniała ulica, włączone latarnie, ten sam samochód po drugiej stronie ulicy, a wewnątrz delikatne światło i dwie osoby. Uśmiechnął się na ten widok z lekkim poirytowaniem.
— Zamiast działać to pilnują mnie. Może to ja jestem podejrzany? — Teraz pogarda zmieszała się irytacją
Dźwięk komórki znowu rozbrzmiał. Marcin spojrzał w kierunku, z którego dobiegał dzwonek. Z rezygnacją na twarzy poszedł odebrać.
— Słucham — powiedział niechętnie.
— Dzień dobry. Nazywam się Joanna Żytko. Jestem dziennikarką z kanału trzynastego — zaczęła kobieta. — Wiem, że to dla pana trudny temat nawet po tylu latach, ale czy zechciałby pan odpowiedzieć mi na kilka pytań odnośnie morderstwa żony i syna?
— Powiedziałem już wszystko policji i nic nie zrobili.
— Właśnie o to chodzi. Chciałabym dowiedzieć się, co dokładnie przekazał pan śledczym. Jakimi informacjami dysponują, oraz czy zrobili wszystko, co było możliwe? Chcę podzielić się z panem moimi wnioskami, może razem uda nam się dotrzeć do ludzi, którzy mogą pomóc w doprowadzeniu winnych przed sąd. — Reporterka miała nadzieję, że rozmówca da się przekonać do pomysłu.
— Doceniam pani zaangażowanie, niestety przestałem już wierzyć w policję i sprawiedliwość w tym kraju — skomentował bez emocji.
— Panie Marcinie, proszę o spotkanie, przekażę panu moje materiały i co mogę zaoferować w ramach współpracy. Możemy się spotkać w wyznaczonym przez pana miejscu. Jeżeli po rozmowie nie będzie pan zainteresowany, dam panu spokój. Będę czekała na telefon, jeśli się pan zgodzi. Za chwilę prześlę mój numer telefonu.
— Przemyślę sprawę i jutro się odezwę. Do widzenia. — Chciał szybko zakończyć rozmowę.
— Będę czekała na telefon. Do usłyszenia.
Odłożył telefon. Miał mieszane uczucia. Zastanawiał się, jak do cholery zdobyła jego numer. Jednak bardziej intrygowało go, o jakich materiałach mówiła dziennikarka. Może warto nagłośnić sprawę i ośmieszyć policję? Na jego twarzy na samą myśl pojawił się ironiczny uśmieszek. Tylko czy to ma sens? Przecież sprawa jest zamknięta, a oni i tak mają w dupie sprawiedliwość. Wszyscy wiedzą, że najwięcej prawa łamią politycy pozostając bezkarni. Pozbierał dokumenty ze stolika. Odkładając teczki na półkę spojrzał na zdjęcie, cała rodzina była na nim uśmiechnięta. Stał tak przez chwilę wpatrzony w fotografię wspominając szczęśliwe chwile. Nagle przewrócił zdjęcie kryjąc radosne postacie przed złem tego świata.
— Przepraszam! Przepraszam, że nie zdołałem Was obronić! — wykrzyknął uderzając pięścią w komodę. Ruchem ręki zrzucił z frustracją wszystko z mebla. Oparł dłonie o blat wpatrując się w leżącą ramkę. Gdy wściekłość ustąpiła miejsca bezsilności, skierował się do barku. Nalał szklankę whiskey, po czym ruszył na fotel. Butelkę ustawił na podłodze obok siebie. Opróżnił pierwszą porcję jednym łykiem, od razu dolewając drugą porcję. Alkohol prawie natychmiast dał o sobie znać. Myśli zaczęły się mieszać, na przemian przewijały się chwile dobre, jak i te z tragicznego wieczora. Co chwilę dolewał kolejne porcje trunku. Agresja, bezsilność, smutek i frustracja targały pijanym już mężczyzną. Nadmiar napoju zrobił swoje, mężczyzna zasnął wypuszczając z ręki pustą szklankę.
Około południa obudził Marcina okrutny dzwonek telefonu. Głowę bezlitośnie rozsadzał ból. Odnalazł urządzenie, odrzucił połączenie nie sprawdzając nawet, kto dzwoni. Dla pewności, że dźwięk za chwilę nie zabrzmi ponownie, całkowicie wyłączył telefon. Poszedł do łazienki doprowadzić się do porządku. Wracając znalazł tabletki przeciwbólowe. Zjadł jakieś marne śniadanie z resztek zapasów, jakie pozostały w lodówce.
— Trzeba kupić jakieś żarcie — powiedział do siebie.
Założył jakieś czyste ciuchy, odnalazł klucze do mieszkania i auta. Włączył telefon i sprawdził ostatnie nieodebrane połączenie. Na wyświetlaczu pojawiły się kolejne trzy próby, wszystkie należały do zapisanego wczoraj numeru reporterki.
— Przecież mówiłem jej, że zadzwonię. — Schował urządzenie do kieszeni i wyszedł.
Przed domem stał jego ford mustang w kolorze srebrnym. Po drugiej stronie ulicy zauważył czarne audi, a wewnątrz dwóch typów. Nie przejął się tym faktem. Przecież już od wielu dni go pilnują, tylko nie wiedział dlaczego. Wsiadł do auta i powoli ruszył. W lusterku widział cały czas pojazd sprzed domu. Zrobił kilka kółek jadąc tymi samymi ulicami, żeby upewnić się w swoich przekonaniach. Miał rację, był śledzony. Pytanie tylko, dlaczego i przez kogo? Wjechał na trasę prowadzącą do pobliskiego centrum handlowego, teraz mocno przyspieszył. Był świetnym kierowcą, bez trudu zgubił ogon. Liczył jednak, że za chwilę go odnajdą, chciał się dowiedzieć czegoś więcej na ich temat. Celowo zwolnił przed zmianą świateł na czerwone, spokojnie zatrzymał auto. Tym razem też się nie pomylił, znaleźli go. Zatrzymali się na sąsiednim pasie za pojazdem obok Marcina.
— Macie mnie za idiotę? — Pomyślał z ironią.
Gdy tylko światła zmieniły się na zielone ostro ruszył wjeżdżając tuż przed maskę samochodu na pasie obok. Kierowca musiał gwałtownie zahamować, przez co doprowadził do kolizji nieszczęśnika obok z autem śledzących go mężczyzn. Ci, żeby nie wzbudzać dodatkowych podejrzeń musieli przerwać zadanie.
— Mam was! — Szyderczy uśmiech pojawił się na twarzy Marcina.
Na następnym skrzyżowaniu zawrócił, żeby przyjrzeć się, kto go śledzi. Na wysokości miejsca kolizji zwolnił, przyglądając się mężczyznom. Wyglądali przeciętnie, jeansy, jakieś pospolite skórzane kurtki.
— Za biedni na mafię, ale za głupi na policję. Kim do cholery jesteście? — Zastanawiał się kontynuując podróż do sklepu.
Droga powrotna odbyła się bez sensacji, standardowe korki w godzinach szczytu. Przed domem dostrzegł kolejny samochód z podejrzanymi typkami wewnątrz. Uśmiechnął się, po czym wyjął torby z zakupami. Rozpakował prowiant, sięgnął po czystą szklankę i nową butelkę trunku. Zasiadł w fotelu z naczyniem napełnionym do połowy. Sącząc powoli rozmyślał o słowach dziennikarki. Był ciekawy, co ma do zaoferowania, a przede wszystkim, czego chce w zamian i jaki jest jej prawdziwy cel? Może tamci ją wynajęli, żeby dowiedziała się, co wie i jakimi informacjami dysponuje, albo, co dalej planuje robić w tej sprawie? Co jeśli nadarza się okazja do wymierzenia sprawiedliwości, chociażby na własną rękę? Przecież przysięgał nad grobem, że zrobi wszystko, co możliwe. Nieważne jest w tym momencie jego wewnętrzne cierpienie. Przez ostatnie miesiące usiłował zapomnieć o całej tragedii. Jeśli przystanie na propozycję reporterki, będzie to oznaczało, że cały ból tamtego wieczora wróci ze zdwojoną siłą. Przerwał rozmyślania, wstał z fotela, żeby uzupełnić zawartość szklanki. Tym razem zabrał butelkę ze sobą. Rozległ się dzwonek telefonu. Z poirytowaną miną zobaczył na wyświetlaczu numer dziennikarki.
— Słucham — powitał rozmówcę bez emocji.
— Całe szczęście. Nic panu nie jest? Próbowałam pana ostrzec, ale chyba wyłączył pan telefon.
— Przed czym chciała mnie pani ostrzec? — zapytał bardziej zaciekawiony, niż wystraszony słowami Joanny.
— Jakieś typy kręciły się przed pana domem, przed moim zresztą też… — Zamilkła na chwilę.
— Halo? Jest pani tam? — Przerwał ciszę.
— Tak. Jestem. Zastanawiałam się czy nasza rozmowa jest podsłuchiwana.
— Ja nie mam nic do ukrycia — skomentował spokojnie. — Zresztą już od dawna mnie obserwują. Cały czas stoi samochód zaparkowany naprzeciwko mojego domu. Tylko się wymieniają, co jakiś czas.
— Możliwe, że komuś zależy, żeby winni pozostali bezkarni — powiedziała podenerwowanym tonem.
— Możliwe. Jak widać od ponad pięciu lat robią to skutecznie.
— Właśnie to jest jedna ze spraw, na które chciałabym znaleźć odpowiedzi. Czy przemyślał pan moją propozycję? — Dziennikarka nie ustępowała.
— Tak, przemyślałem. Proszę zostawić tą sprawę. Jeżeli zaczęli panią obserwować, to znaczy, że może pani grozić niebezpieczeństwo. Tak będzie dla pani bezpieczniej.
— Jest pan pewien? Liczyłam, że chce pan sprawiedliwości — zapytała zaskoczona taką odpowiedzią.
— Jestem pewien. Życzę miłego wieczoru. — Rozłączył się nie czekając na odpowiedź.
Ponownie napełnił szklankę alkoholem. Z każdym kolejnym łykiem coraz intensywniej rozmyślał o całej sprawie. W głowie miliony myśli, pytania bez odpowiedzi. „Czy dobrze robię? Kim są ci ludzie? Czego dowiedziała się ta kobieta? Komu depcze po piętach?” Te i inne kwestie na przemian wirowały w głowie mężczyzny. Włączył telewizor, żeby oderwać myśli od natłoku pytań. Nie znalazł nic godnego obejrzenia. Tylko jakieś nudne filmy, rozmowy polityczne, programy pseudo życiowe. Wyłączył urządzenie. Odchylił głowę opierając o zagłówek, zamknął oczy. Spora ilość trunku w połączeniu z kłębiącymi się w głowie sprawami ostatnich dni sprawiły, że nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
Obudził się wczesnym rankiem z bólem karku. Pozycja, w jakiej usnął dała o sobie znać.
— Cholera — zaklął masując bolące miejsce.
Poza tym dzień nie zwiastował nic szczególnego. Wziął prysznic, zasiadł w fotelu z przygotowaną przed chwilą kawą. Wpatrując się w gorący napój rozmyślał o tym, co wydarzyło się wczorajszego wieczora. Zaczął zastanawiać się czy może jednak warto spróbować. Co ma do stracenia? I tak od kilku lat nie jest w stanie wrócić do normalnego funkcjonowania.
— Cholera! Co ona mi zrobiła? — Powiedział do siebie poirytowany. — Mam się zgodzić?
Kolejny raz wyciągnął akta i zaczął czytać. Przejrzał już dokumenty z dwóch pierwszych teczek, lecz ponownie nic ciekawego nie znalazł. Wstał od stolika, by dać odpocząć oczom, a także zrobić kolejny kubek czarnego napoju. Przez okno zauważył ten sam samochód, który wczoraj doprowadził do kolizji.
— Jeszcze wam mało? — Zadrwił uśmiechając się do siebie.
Może jednak reporterka faktycznie natrafiła na jakiś ciekawy trop. Może to, co ona wie jest w stanie zaszkodzić jakiemuś wysokiemu urzędnikowi. Z gotowym napojem wrócił do przerwanego zajęcia. Jednak tym razem świadomość stojącego przed domem auta nie pozwalała się skupić. Podszedł do okna, przyglądał się trzymając w ręku kubek z kawą. Po chwili odstawił napój, biorąc telefon. Chciał porozmawiać z dziennikarką, jednak nim wybrał numer przypomniał sobie, co mówiła reporterka. Ich rozmowy mogą być podsłuchiwane.
Dopił kawę, a w internecie sprawdził adres stacji telewizyjnej, w której pracowała. Wyszedł z domu, a gdy tylko ruszył audi ruszyło za nim. Tym razem nie miał ochoty na zabawę w kotka i myszkę. Szybko zgubił jadących za nim mężczyzn. Teraz był przekonany, że to jacyś amatorzy. Zatrzymał się trzy przecznice od miejsca docelowego. Wszedł do sklepu odzieżowego, sprawdzając za sobą czy nikt podejrzany go nie obserwował. Nie przebierając w fasonach kupił kurtkę i jakąś czapkę. Sekundę przed jego wyjściem, ulicą przejechał samochód, który go śledził. Uśmiechnął się szyderczo i spokojnie wyszedł.
Bez zbędnego pośpiechu skierował się do celu swojej podróży. Na miejscu przedstawił się portierowi jako daleki krewny Joanny. Recepcjonista jednak nie uwierzył w te słowa. Marcin musiał trochę się namęczyć, żeby wreszcie osiągnąć swój cel. Dowiedział się, że reporterka wkrótce wróci. Usiadł w jednym z foteli, ze stolika wziął pierwszą, lepszą gazetę. Obserwując od czasu do czasu okolice, na zewnątrz i wewnątrz budynku, udawał, że czyta. Tak jak podejrzewał, dziennikarka, także była obserwowana.
Oczekiwanie zaczęło go nudzić. W pewnym momencie zauważył nerwowe ruchy portiera, kątem oka przyglądał się podejrzanemu zachowaniu. Spostrzegł, że mężczyzna, co chwilę spogląda na niego i coś notuje. Zaczął baczniej obserwować okolice, nie przestając zerkać na recepcjonistę. Wreszcie podjechał wóz transmisyjny, z którego wysiadła dziennikarka. Weszła do budynku, kierując kroki do recepcji. Po krótkiej rozmowie z portierem dało się zauważyć u reporterki zaskoczenie i lęk. Chciała odwrócić głowę, aby zobaczyć tajemniczego, nieoczekiwanego gościa. Portier chwycił ją za rękę i coś wyszeptał, wywołując jeszcze większy strach. Opuścił głowę, czytając swoje notatki. W tym momencie Marcin nie wytrzymał, wstał z fotela kierując się w ich stronę. Recepcjonista natychmiast dał głową znak Joannie. Ta gwałtownie odwróciła się, niestety jej słowa były szybsze niż myśl.
— Nawet jak mnie zabijesz to i tak pogrążę ciebie i twojego mocodawcę! — wykrzyknęła wywołując zainteresowanie najbliższej okolicy.
— Już? Skończyłaś tą histerię? — Spokojnie zapytał gość. — Jeżeli tak to możemy usiąść i porozmawiać jak cywilizowani ludzie?
— Wybacz. Na piętrze jest kawiarnia. — Wskazała ręką w kierunku schodów. Gestem dała znak portierowi, że wszystko jest w porządku.
W małej kawiarni znajdowały się tylko cztery stoliki, niewielki bufet z kilkoma krzesłami barowymi. Na pierwszy rzut oka dało się odczuć, że lokal nie ma charakteru zarobkowego. Zajęli stolik usytuowany najdalej od wejścia. Zamówili po kawie wstrzymując się z rozmową, aż obsługa dostarczy zamówienie. Dopiero wtedy zaczęli rozmowę.
— Po pierwsze proponuję żebyśmy mówili do siebie po imieniu. Tak będzie przyjemniej — zaczął Marcin.
— Dobrze, jestem jak najbardziej za — zgodziła się.
— Świetnie. Od dawna panią śledzą?
— Przed sekundą coś ustaliliśmy i to z Twojej inicjatywy — uśmiechnęła się przyjacielsko — odpowiadając na pytanie, to przynajmniej od momentu, kiedy się z Tobą skontaktowałam po raz pierwszy.
— To nawyk grzecznościowy — odwzajemnił uśmiech — nie domyślasz się, kto to może być?
— Mam pewne podejrzenia, ale najpierw chcę się nieco bardziej upewnić. Jeśli potwierdzę trochę bardziej moje podejrzenia natychmiast się dowiesz, kogo mam na myśli. Poza tym zjawiłeś się bez zapowiedzi, więc nie mam przy sobie materiałów, które zebrałam.
— Nie chciałem się kontaktować telefonicznie, żeby moi „ochroniarze” nie wiedzieli zbyt wiele. Po drodze też zgubiłem amatorów, więc mamy chwilę spokoju. — Te słowa poparł sarkastycznym uśmiechem.
— Rozumiem. W takim razie ustalmy kolejne spotkanie, wtedy zabiorę zebrane materiały. Będziemy mogli bardziej szczegółowo omówić sprawę — zaproponowała reporterka.
— Może pager? — zaproponowała.
— Nie mam — odparł krótko.
— Weź mój. Skontaktuję się z Tobą i podam miejsce i godzinę.
— Wydaje mi się, że i to mogą śledzić
— Możliwe, ale mam pewien pomysł jak możemy przynajmniej na jakiś czas wyprowadzić w pole tych jak ich nazwałeś „amatorów”. — Uśmiechnęła się z tymi słowami.
— Słucham uważnie. — Na twarzy Marcina pojawił się chytry uśmiech.
— Jeżeli napiszę, żebyś przyjechał do biura o dziesiątej, to znaczy, że będę u Ciebie o trzynastej. Jeżeli Ty napiszesz, że mam przyjechać do Ciebie o trzynastej, to znaczy, że przyjedziesz do mnie o dziesiątej — wyjaśniła.
— Rozumiem. Zanim się połapią, chwilę potrwa — zgodził się Marcin.
W tym momencie do kawiarni wszedł mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i jasnoniebieskich jeansach. Rozejrzał się po sali, na chwilę zatrzymał na nich wzrok. Usiadł przy bufecie zamawiając coś u obsługi.
— Spójrz na tamtego typka — powiedziała szeptem wskazując gestem źrenic mężczyznę — tutaj przychodzą tylko pracownicy i ich goście, a jego pierwszy raz tu widzę.
— Kochanie masz może lusterko? Chyba coś wpadło mi do oka — powiedział głośno do reporterki pocierając jednocześnie powiekę.
— Tak, mam w torebce. — Szybko zrozumiała grę swojego towarzysza. Zaczęła szperać w torebce, jednak Marcin dał jej znak. Po chwili dodała — Przepraszam skarbie, nie mogę znaleźć.
Mrugnął do niej okiem, lekko się uśmiechając. Zrozumiała, że zaczyna się teatrzyk dla nieproszonego gościa.
— Do cholery! Nigdy nic nie możecie znaleźć w tych waszych torbach! Im większa torba tym więcej gratów tam macie, a tego, co potrzeba to nie ma! Idę do łazienki skorzystać z lustra! — Gwałtownie wstał powodując głośne odsunięcie krzesła. Skierował się w stronę toalet, cały czas trzymając się za oko. Wejście do łazienki znajdowało się za obserwującym ich mężczyzną. Przechodząc obok, trącił go niby przypadkiem, ten zerwał się na równe nogi.
— Przepraszam, nie oblał się pan? — zapytał obcego z udawaną skruchą.
— Nie, w porządku, idź pan w swoją stronę, ja i tak już wypiłem swoją kawę. — Mężczyzna nie wdając się w dalszą rozmowę wyszedł z kawiarni.
Marcin nie musiał dłużej udawać, jednak na wszelki wypadek wszedł na chwilę do toalety, gdyby tamten jednak wrócił. Odczekał moment, wychodząc rozejrzał się po okolicy. Wewnątrz siedziała tylko Joanna. Wrócił do stolika, jeszcze raz obejrzał wnętrze.
— Nie wiem, dla kogo mogą pracować. Nie pasują mi, ani do mafii, ani do policji. Czego ty się dowiedziałaś i komu nadepnęłaś na odcisk? — powiedział do dziennikarki.
Reporterka wskazała wzrokiem kolejnego gościa. Ubrany podobnie jak poprzedni. Ten jednak usiadł przy stoliku pod oknem.
— Nie puszczę Cię w takim stanie! — krzyknęła. Szeptem dodała — chyba musimy na dzisiaj skończyć, robi się tłoczno.
— Nie ma takiej potrzeby! — Oboje zaczęli podwójną rozmowę. Dla szpiegującego mężczyzny, a drugą dla siebie. — Ustalimy spotkanie w wyznaczony sposób.
— Owszem jest! Jeszcze doprowadzisz do wypadku i tylko problemów narobisz! — Reporterka wczuła się w rolę. — Zbiorę materiały i odezwę się.
— Nie traktuj mnie jak dziecka! Sam dojadę do domu Ty wracaj do pracy! — Teraz już tylko grali swoje role.
— Nie wkurwiaj mnie! Idziemy! Odwiozę Cię i wracam do reportażu! — Wstała spoglądając na reakcję mężczyzny
— Już nie drzyj ryja! Idę, bo wstyd tylko robisz — Marcin wstał powoli, uśmiechając się do Joanny. Był pod wrażeniem, z jaką łatwością wczuła się w rolę.
Był zadowolony z przebiegu spraw. Z takim partnerem miał szansę doprowadzić winnych, jeżeli nie przed sąd, to przynajmniej sam ich dopadnie, a wtedy… uśmiechnął się na samą myśl, co by zrobił. Kiedy para zbliżała się do stolika typka w skórze, ten pisał wiadomość w telefonie. Wstał i ruszył za nimi, gdy tylko zniknęli za drzwiami. Joanna podeszła do portiera.
— Zatrzymaj tego pajaca w skórze na sekundę lub dwie.
— Nie ma sprawy. Policje też wezwać? — zapytał recepcjonista
— Nie ma potrzeby. Potrzebujemy tylko parę minut przewagi, żeby nie wiedział, w którą stronę jedziemy.
— W porządku. — Nie wdawał się w zbędne pytania.
Mężczyzna pojawił się na parterze. Dziennikarka tylko spojrzała, po czym chwyciła Marcina za rękę i ruszyli w dalszą drogę. Udali się do auta reporterki. Wsiadając Marcin spojrzał w stronę wejścia do budynku. Nikt nie wychodził.
— Chyba drzwi nie działają — powiedział do Joanny zapinając przy tym pasy.
— Jak mi przykro — skomentowała z nieukrywanym uśmiechem.
Nie czekając na dalszy rozwój zdarzeń spokojnie ruszyli. Po chwili dotarli do samochodu Marcina. Szybko się rozdzielili, każde z nich pojechało w swoją stronę.
W mieszkaniu usiadł ze szklanką swojego ulubionego trunku. Rozmyślał o dzisiejszych wydarzeniach. Pojawił się cień szansy na doprowadzenie sprawy do właściwego finału, do ukarania winnych. Była też szansa, że wreszcie dowie się, dlaczego doszło do takiej tragedii, jaka dotknęła jego najbliższych. Ma to związek z jego misjami w cudzych wojnach? Zaciągnął się, przecież nie po to żeby walczyć za obcy kraj. Chciał tylko zarobić, żeby zapewnić rodzinie spokojne życie. Nie znał żadnych sekretów, ani państwowych, ani najbogatszych czy też polityków. Teraz z pomocą Joanny ma szansę znaleźć odpowiedzi na te pytania. Nalał kolejną szklankę, wygodnie rozsiadł się w fotelu i zamknął oczy. Tym razem przyszły miłe wspomnienia. W takim stanie zasnął.
***
Ewa prowadziła spokojne życie, pracowała w biurze kancelarii adwokackiej. Wesoła, pomocna, zawsze życzliwa. Była lubiana przez wszystkich. Jej hobby nie kolidowało z obowiązkami zawodowymi, czy też rodzinnymi. Oddana swojej ojczyźnie podobnie jak mąż, który uczestniczył w misjach jako ochotnik. Oczywiście bała się o niego, ale wiedziała, że wróci. Niedawno urodził się ich syn, więc musiał wrócić. Zresztą sam jej to powtarzał za każdym razem, kiedy szykował się do wyjazdu. Wtedy uśmiechał się i mocno przytulał, żeby odgonić od niej złe przeczucia oraz zmartwienia.
W wolnym czasie pisała artykuły na bloga. Nie ograniczała się do jakiejś konkretnej tematyki. Wpisy dotyczyły wszystkiego, co uznała za ciekawe. Dodatkowo szperała w sieci w poszukiwaniu ciekawych smaczków, kompromitujących obecną paranoję światowych przepisów i wytycznych. Każdą informację potwierdzała naukowymi dowodami. Kontaktowała się z profesorami, badaczami, szukała wyników eksperymentów, wszystko po to żeby uwiarygodnić swoje słowa.
Obecnie szykowała wpis odnośnie wpływu ludzkości na zmiany klimatu. Potwierdzały się słowa wielu ludzi, że samochody spalinowe, duże skupiska ludzkie, hodowle bydła, czy inne czynniki wskazywane przez polityków w różnorakich zakazach i nakazach są bzdurą. Nasuwało się pytanie, co chcą osiągnąć ustanawiając kolejne durne ustawy.
Wszystkie te czynniki tak naprawdę mają znikomy wpływ na środowisko. Owszem stare auta wytwarzają więcej smrodu niż nowe. Jednak nie lepiej doprowadzić do niższej ceny nowych, niż dzielić społeczeństwo na bogatych i biednych? Bo jak inaczej wytłumaczyć strefy czystego powietrza w dużych miastach? TY jesteś bogaty to wjedziesz, a TY jesteś biedny, więc zasuwaj pieszo.
To samo z bydłem. W tym kraju jest za dużo krów i mają większą produkcje mleka? Dowalimy im ustawą limit na produkcję mleka. Przecież idioci nie przetłumaczą krowie, że ma dziennie dawać tylko dwa litry mleka, więc będą płacili gigantyczne kary. Albo pozbędą się stadka.
Sprawiało jej przyjemność to, co robi. Tym bardziej, że grono jej czytelników powiększało się po każdym artykule. Miała nadzieję, że ludzie zaczynają się budzić i zaczynają częściej myśleć. Niestety przybywało jej wrogów. Jak na razie były to tylko obraźliwe komentarze. Nie zwracała nawet na to uwagi, nie wdawała się w puste gadki z ich autorami. Przecież sama udowodniła, że tacy ludzie są opłacani przez konkretne środowiska komunistyczne, żeby tylko podzielić społeczeństwo. Skłóconym tłumem łatwiej manipulować. To jest znane już od starożytności — dziel i rządź.
Musiała już tylko wstawić kilka odnośników do odpowiednich materiałów i ENTER. Uśmiechnęła się do siebie zadowolona ze swojej pracy. Może kolejnych kilka osób przemyśli, kilku poda dalej do swoich znajomych. Zamknęła laptopa.
Spojrzała na łóżeczko, syn jeszcze śpi. Poszła przygotować małemu mleko, za chwilę powinien się obudzić i na pewno będzie głodny. Kilku miesięczne dzieci przecież tylko jedzą i śpią. Wstawiła butelkę do podgrzewacza, w tej chwili rozległ się płacz dziecka. Uśmiechnęła się do siebie, odczekała chwilę, wyjęła podgrzany posiłek dla malca i ruszyła do łóżeczka.
— Masz głodomorze. — Wzięła dziecko na ręce podając jedzenie zniecierpliwionemu maluchowi.
Rano opiekunka przyszła jak zwykle kilkanaście minut przed czasem. Młoda studentka architektury lubiła zajmować się malcem, a Ewa już przestała korzystać z ukrytych w mieszkaniu kamer. Rozmieściła kilka na wypadek, gdyby niania źle zajmowała się dzieckiem. Jednak po przejrzeniu paru nagrań była pewna, że jej skarb jest w dobrych rękach. One obie też często rozmawiały na przeróżne tematy. Czas ruszać do pracy. Zabrała niezbędne rzeczy, ucałowała malucha i wyszła.
W kancelarii czekała masa pracy, wiele dokumentów do zredagowania, przygotowanie spotkań, akta do spraw sądowych. Zrobiła kawę i zabrała się do pracy. Najpierw akta na dzisiaj, poukładała według porządku godzinowego. Na drugi ogień poszły przygotowania spotkań w biurze. Najłatwiejsze zrobione, teraz czas na papierologię.
Czas zleciał jej szybko, uśmiechnęła się na widok wyświetlanej godziny. Nie zaczynała kolejnego pisma, uporządkowała biurko, nie lubiła zostawiać po sobie bałaganu. Do domu wyszła trochę wcześniej, nikomu to nie przeszkadzało, wszyscy wiedzieli, że jest sumienna.
— Wróciłam — odezwała się, gdy tylko weszła do domu.
Z pokoju wychyliła się opiekunka gestem nakazując ciszę. Wychodząc z pokoju spojrzała jeszcze za siebie.
— Przed chwilą usnął — powiedziała podchodząc do Ewy.
— Mam nadzieję, że nie obudził się — zapytała przyciszonym głosem. — Możesz już iść, dziękuję Ci.
— Dobrze, ale mam dla pani temat, który może panią zainteresować. — Słowa niani wzbudziły zainteresowanie kobiety.
— Chodźmy do kuchni, wypijemy herbatę i porozmawiamy. No chyba, że się spieszysz? — zaproponowała.
— Mam czas. Chłopak ma po mnie przyjechać za jakąś godzinę — odparła i obie ruszyły. Ewa zaczęła przygotowywać ciepłe napoje.
— No, więc, jak zapewne pani wie, rząd zamyka kopalnie. Niby nic nadzwyczajnego. Górnicy stracą prace, węgiel będzie coraz droższy, a ten tańszy będzie gównianej jakości i na dodatek sprowadzany z innych krajów — zaczęła studentka.
— Niestety wiem. To smutne, ale nic nie można z tym zrobić. Rząd już wszystko podpisał w porozumieniu z unią — Ewa dosiadła się podając dziewczynie filiżankę.
— A wie pani, że kilka kilometrów od zamykanych kopalń ma powstać elektrownia węglowa?
— Jak to? Po co, skoro zamykają kopalnie? — zdziwiła się blogerka.
— Owszem zamykają, ale nasze. Elektrownia będzie obcych, a kopalnie po całkowitym zamknięciu zostaną sprzedane i już też nie będą nasze — wytłumaczyła niania.
— To pewne informacje? — Chciała się upewnić, że to, co słyszy to nie podpucha. Jednak ciekawostki, które do tej pory słyszała od studentki były prawdziwe. Dlaczego więc tym razem miałaby kłamać?
— Mój chłopak pracuje na stażu w urzędzie i czasem dyskretnie podgląda poufne pisma. Tym razem natrafił na takiego newsa — wytłumaczyła się dziewczyna.
— To jest nielegalne. Ja nikomu nie doniosę, ani nigdzie nie zasugeruję źródła tej informacji. Jednak musi uważać, żeby nie narobił sobie kłopotów. — Ewa była wdzięczna za taką nowinkę, jednak martwiła się o młodzieńca.
— Zdradzę tak poza tematem, że jest pani fanem. Czyta wszystkie pani wpisy. Dlatego tak grzebie w papierach urzędu — powiedziała to z uśmiechem.
— To miło, jednak wolałabym, żeby nie ryzykował za bardzo — te słowa wypowiedziała z serdecznym uśmiechem.
— O wilku mowa. Już po mnie przyjechał mój szpieg — uśmiechnęła się dziewczyna.
— W porządku, bawcie się dobrze.
Ewa odprowadziła nianię, po czym wróciła posprzątać ze stołu. Zastanawiała się ile jeszcze takich spraw szykują potajemnie politycy. Jak bardzo rząd zdradza kraj? Malec jeszcze spał, usiadła, więc do komputera, żeby sprawdzić prawdziwość niedawnej informacji. Poszperała w zagranicznych serwisach, dziewczyna miała rację, znalazła kilka wzmianek potwierdzających tą wiadomość. Postanowiła opisać sprawę na swoim blogu. Zaczęła gromadzić materiały, zagraniczne wpisy, notatki, artykuły medialne. Będzie musiała spotkać się z odpowiednimi ludźmi i popytać tu i tam, przecież nie może się opierać wyłącznie na poszlakach i tłumaczonych danych.
***
Dni mijały, lecz nie znalazł nic godnego uwagi, żadnego tropu, żadnej wskazówki. Reporterka również nie kontaktowała się od czasu ich ostatniego spotkania. Sam nadal był pilnowany przez dziwnych typków, którzy nie pasowali, ani ubiorem, ani zachowaniem do żadnej sensownej grupy. Zupełnie jakby zostali wynajęci na szybko poprzez urząd pracy, bez sprawdzenia, czy w ogóle się nadają do tej roboty. Śledzili każdy jego krok, jednak nie przejmował się tym, z łatwością zgubi tych pseudo profesjonalistów.
Postanowił przejrzeć rzeczy żony. Wzbraniał się przed tym od chwili jej śmierci, jednak może tam znajdzie jakąś informację. Wszedł do pokoju, w którym głównie pracowała. Były to głównie jakieś drobiazgi osobiste, które nie wzbudziły jego zainteresowania. Podszedł do biurka, zaczął przeglądać leżące tam dokumenty. Wszystkie dotyczyły pracy w kancelarii. Wziął do ręki telefon. Niestety, jak można było się spodziewać rozładowany. Podłączył do gniazdka, po czym zaczął przeglądać zawartość. Wszystkie wiadomości tekstowe, maile, czy przeglądane strony okazały się nie wiele warte.
Tak jak to sobie ustalili dawno temu, nie mieszali życia prywatnego z pracą. Wszystko dotyczyło tylko spraw służbowych. Jednak coś go zaciekawiło. W rejestrze połączeń jeden powtarzający się numer, w dodatku niepodpisany jak pozostałe. — kochanek? — zdziwił się. Jednak szybko odrzucił tę myśl. Zdecydował się sprawdzić, kto odbierze. Na próżno, usłyszał tylko, że nie ma takiego numeru. To go zaciekawiło, musi o tym powiedzieć Joannie. Odłożył urządzenie, kierując wzrok na laptopa, po uruchomieniu na pulpicie pojawiło się ich wspólne zdjęcie, zrobione podczas ostatniego wyjazdu w góry. Wpatrywał się chwilę, wspominając ten czas. Potrząsnął głową, ma przecież inne zadanie niż wspominać to czy tamto. Ogarnął wzrokiem ikony na monitorze, tu też nic nadzwyczajnego. Kilka programów, głównie edytorów tekstu i grafiki, kilka folderów opisanych tematycznie żargonem kancelarii.
Jeden zwrócił jego uwagę. Poufne. Zabezpieczony hasłem, którego nie znał. Wpisał parę możliwości, bez oczekiwanego efektu. — Co tam ukrywasz kochanie? — zadał sobie pytanie. Postanowił ukryć telefon oraz laptopa, by omówić to z dziennikarką. Może Joanna zna kogoś zaufanego, kto pomoże dostać się do zawartości. Kto wie, może uda się także dowiedzieć, do kogo należał tajemniczy numer telefonu?
Niewiele znalazł w rzeczach zmarłej żony. Poczuł jednak nadzieje, na znalezienie sprawcy i przede wszystkim odpowiedzi, jaki był motyw takiej rzezi na jego rodzinie. Był jednak świadomy niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą doszukiwanie się odpowiedzi. Nie dbał o siebie, nie chciał narażać osób, które udzielają mu pomocy. Im mniej ludzi jest wtajemniczonych w jego misję, tym lepiej.
Następnego dnia wysłał do reporterki wiadomość w ustalony sposób. Chciał spotkać się jak najszybciej, jednak wiedział, że pośpiech nie jest wskazany w tak delikatnej sprawie. Jeszcze przez przypadek ochroniarze zatrybią, że coś odkrył, choć wątpił w ich intelekt. Miał o nich kiepskie zdanie. Mimo to zaproponował spotkanie za dwa dni wieczorem. Oczekiwanie zdawało się wydłużać, jakby czas zwolnił bieg. Emocje kotłowały się w nim niemiłosiernie, a ciekawość niemalże kipiała. Szukał sobie jakiegoś zajęcia, żeby choć na chwilę oderwać myśli od czekania. Bezskutecznie.
Wreszcie nadeszła wyczekiwana godzina. Chodził niecierpliwie od drzwi do pokoju i z powrotem. Rozbrzmiał dzwonek do drzwi, już jest, dawno nie cieszył się tak na widok drugiego człowieka. Pomimo, że łączyła ich tylko chęć poznania prawdy, przywitał ją jak dobrą przyjaciółkę. Zaprosił Joannę do salonu i od razu zaczął opowiadać o swoim odkryciu.
— Chwila — przerwała mu wywód studząc jego radość — na zewnątrz jest zimno, nie zasłużyłam, chociaż na kawę?
— Przepraszam, to z emocji. Czego się napijesz? — zapytał zakłopotany.
— Kawę z mlekiem poproszę, bez cukru — odparła z delikatnym uśmiechem.
Marcin poszedł do kuchni przygotować napój. Reporterka poszła za nim. Obserwowała go przez chwilę w milczeniu. Mężczyzna poczuł to i odwrócił się powoli. Dziennikarka zmieszała się jak dziecko przyłapane na podkradaniu cukierków.
— Więc mówisz, że numer jest niepodpisany i na dodatek już nieaktualny — powiedziała prawie natychmiast. — Mam przyjaciela, który może będzie w stanie nam pomóc. Natomiast laptop… To będzie większy problem, ale nie jest niemożliwe.
— Ale zdajesz sobie sprawę, że nie możemy ufać praktycznie nikomu — wypowiedział te słowa bardziej jako stwierdzenie niż pytanie.
— Tak. Dlatego powiedziałam, że laptop będzie większym problemem. — Znów ten sam życzliwy uśmiech pojawił się na jej twarzy.
— Chciałem się tylko upewnić — usprawiedliwiał się.
— No dobrze. Powiedz, co jeszcze znalazłeś. Może coś przeoczyłeś?
Opowiedział jej wszystko dokładnie, co odnalazł w rzeczach żony. Starał się nie przeoczyć żadnego drobiazgu. Nie pominął nawet mało istotnych elementów.
— Rozumiem. Jednak mam prośbę, ale jeżeli jest to dla ciebie bolesne to zrozumiem. Chciałabym rzucić okiem na ten pokój. — Joanna starała się wypowiedzieć te słowa najdelikatniej jak to było możliwe.
Marcin był zaskoczony. Stał w milczeniu. Po chwili jednak zgodził się na prośbę reporterki. Razem poszli do pokoju żony. Stanął po środku, Joanna za nim. Początkowo przyglądała się całemu pomieszczeniu, jednak po chwili chodziła po całym pokoju. Oglądała wszystko bardzo uważnie, jednak nawet nie próbowała niczego dotykać.
— Oglądałeś pokój syna? — zapytała nieoczekiwanie.
— Nie — odpowiedział zaskoczony.
— Mogę się tam rozejrzeć?
— Po co? Co chcesz tam znaleźć? — W jego głosie dało się poznać rozdrażnienie.
— Nie denerwuj się. Czasem najlepszą kryjówką dla sekretów są ulubione zabawki, czy przytulanki, jakieś miejsce w pokoiku — wyjaśniła reporterka.
Marcin milczał rozmyślając nad jej prośbą. Każde wspomnienie lub widok przedmiotów należących do żony, to jak rozdrapywanie zabliźniającej się rany. Trauma będzie tak samo wielka, jak nie większa, kiedy otworzy drzwi, których bał się otwierać.
— Dobrze — odpowiedział wreszcie — ale niczego nie próbuj dotykać.
— Nie ma problemu. — Bez wahania się zgodziła.
Opuścili pokój żony, kierując się do pokoju dziecka. Z każdym krokiem przybliżającym Marcina do kolejnego pomieszczenia wspomnienia wracały. Zupełnie jakby to było ostrzeżenie. Miał odpuścić tą sprawę? Czy to lęk przed myślami o straconej rodzinie?
Nie zwlekając otworzyła drzwi i weszła do środka. Marcin zatrzymał się tuż po przekroczeniu progu. Pustym, nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w głąb pokoju. Reporterka przyglądała się każdemu przedmiotowi, każdej zabawce, każdej dekoracji. Nic, co znajdowało się wewnątrz nie umknęło jej uwadze.
— Tak nic nie znajdę, obiecuję, że wszystko odłożę dokładnie tak jak było — stwierdziła dziennikarka.
— Dobrze — zgodził się zamyślony.
Natychmiast wróciła do swojego zadania. Oglądała wszystko raz jeszcze, jednak tym razem każdy przedmiot ze wszystkich stron. Oczywiście dbała, żeby pozostawić całość idealnie tak, jak to zastała wchodząc tutaj. Marcin wycofał się z pokoju, chcąc uwolnić się od powracających wspomnień. Na przemian szczęśliwe momenty mieszały się z dramatem, który rozegrał się jednej nocy. Joanna robiła swoje nie zważając na mężczyznę. Jej zaangażowanie było ogromne.
— Spójrz — powiedziała niespodziewanie.
Marcin otrząsnął się ze wspomnień. Podszedł do łóżeczka, gdzie Joanna przyglądała się zagłówkowi.
— Spójrz na to.
Kiedy była pewna, że mężczyzna jest obok wskazała wizerunek auta, wyraźnie odbiegający wypukłością od całości mebla.
— To jest lampka nocna wbudowana w łóżeczko — wyjaśnił rozczarowany.
Miał nadzieję, że znalazła jakiś trop
— To widzę, ale spójrz tutaj. — Wskazała logo marki samochodu.
Marcin przyjrzał się uważniej. Spostrzegł, że zamiast logo jest miejsce na niewielki kluczyk.
— Kto to zrobił? — Pytanie skierował raczej do siebie, niż do dziennikarki. Nawet nie oczekiwał odpowiedzi.
— Jeśli znajdziemy klucz, być może dowiemy się, kto i co tam ukrył. Co ważniejsze, to, co może się tam znajdować, może być na tyle groźne, że mogło doprowadzić do zabójstwa. Niektóre fakty są zbyt niebezpieczne, żeby mogły ujrzeć światło dzienne. Na pewno słyszałeś o takich sprawach. Politycy niejednokrotnie eliminują osoby zagrażające ich pozycji pozorując samobójstwa lub nieszczęśliwe wypadki. Oczywiście nie są aż tak głupi, by robić to samodzielnie. Wynajmują chłopców od brudnej roboty — wyjaśniła obszernie dziennikarka.
— Mam na dzisiaj dość — powiedział Marcin. — Wrócimy do tematu za kilka dni.
Joanna miała nadzieję na kontynuowanie poszukiwań. Nie sprzeciwiała się jednak. Nie chciała zniechęcić mężczyzny do całej sprawy. Wyszła z pokoju, Marcin zamknął drzwi, cały czas myślami błądząc pomiędzy wspomnieniami. Wrócili do salonu, tutaj jakby wrócił do rzeczywistości. Reporterka zauważyła jednak, że coś zaprząta jego myśli.
— Chcesz się czegoś napić? — zapytał zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
— Może coś mocniejszego — odparła.
— Whiskey z lodem będzie dobre? — Chciał się upewnić czy o coś takiego jej chodziło.
— Idealnie — potwierdziła krótko.
Poszedł do kuchni zostawiając ją samą w salonie. Wyjął dwie szklanki z szafki, wrzucił po kilka kostek lodu, ale nie wyszedł z kuchni. Podszedł do półki, na której stały książki kucharskie. Jedna z nich była dosyć gruba. Sięgnął po nią, położył delikatnie na blacie. Otworzył księgę, wewnątrz ukazał się mały sejf. Ustawił szyfr otwierając skrytkę. Zawartość nie była imponująca, wydobył pistolet wsadzając za pasek. Starał się nie narobić hałasu, żeby dziennikarka nie zorientowała się w jego zamiarach. Odstawił książkę na półkę, wziął szklanki i wrócił do salonu.
Joanna stała przyglądając się zdjęciu stojącemu na komodzie. Podszedł do barku, by uzupełnić naczynia trunkiem. Kobieta nie oglądając się na gospodarza, nadal wpatrywała się w fotografię. Marcin dołączył do dziennikarki podając szklankę. Stali teraz oboje wpatrując się bez słowa. Jego wspomnienia ponownie zaczęły wracać. Wspólny spacer jesienią wśród kolorowych liści, kiedy malec jechał na rowerku po raz pierwszy. Marcin zamknął oczy chcąc zachować ten obraz na dłużej. Jednak gwałtownie je otworzył, to nie był dobry moment na takie sentymenty. Odwrócił się od fotografii.
— Dopatrzyłaś się czegoś? — przerwał ciszę.
— Nie. Zastanawiałam się tylko, komu twoja żona nadepnęła na odcisk, że doszło do… — przerwała widząc posępną minę Marcina.
Nic nie odpowiedział. Zastanawiało go zaangażowanie reporterki w całą tą sprawę. Wątpliwości, co do jej intencji zaczęły w nim narastać. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, z jakim zapałem przeszukiwała pokój dziecka. Spojrzał na kobietę, która ponownie przyglądała się zdjęciom.
— Dla kogo pracujesz? — zapytał bez ogródek.
— Jestem dziennikarką. Już ci mówiłam, chcę poznać prawdę. Chcę żeby winni zostali ukarani — usiłowała wyjaśnić.
Marcin nie był przekonany jej słowami. Odstawił szklankę na stolik obserwując kobietę. Joanna poczuła, że coś jest nie tak. Wzięła głęboki łyk trunku. Odstawiła pustą szklaneczkę na komodę.
— I mam uwierzyć, że tylko z ciekawości ryzykujesz życiem? — W tonie głosu było słychać drwinę.
Kobieta nie zareagowała. Wpatrywała się w niego z lekkim niepokojem. Marcin wyciągnął zza paska broń celując w reporterkę. Była zaskoczona taką sytuacją.
— Zapytam raz jeszcze. Dla kogo pracujesz? Kto cię przysłał? — Te pytania zadał stanowczo, bardzo zimnym tonem.
— Nie zastraszysz mnie. Znasz motywy mojej pomocy i nie zmienię żadnego z nich. Jeśli mi nie wierzysz to strzelaj. — Zamknęła oczy czekając wyprostowana.
Był pod wrażeniem jej postawy. Więc albo mówi prawdę, albo doskonale gra. Co do tego drugiego, poznał jej zdolności aktorskie w kawiarni. Mimo wszystko drżała, nie była w stanie całkowicie ukryć strachu.
— Nadal nie wiem, dlaczego, aż tak zależy ci na poznaniu prawdy. Przecież ta sprawa nie dotyczy bezpośrednio ciebie. — Głos miał nadal chłodny. — Dlaczego jesteś, aż tak zdeterminowana, nawet teraz, kiedy wiesz, że możesz zginąć? Czy twoje intencje są tego warte?
Otworzyła oczy. Jednak nie zobaczył w nich strachu, ani złości. Nie wyrażały żadnych emocji, a jej spojrzenie było wręcz puste. To zastanawiało go jeszcze bardziej.
— Pozwolisz, że nie odpowiem na te pytania? — Jej słowa były równie chłodne jak jego, jakby w jednej chwili straciła zdolność okazywania i odczuwania uczuć. — Jednak przysięgam ci, że nie pracuję dla nikogo. Nie zdradzę ciebie, ani żadnych twoich tajemnic. Chcę poznać prawdę. We właściwym czasie dowiesz się, jaki mam w tym cel.
Nie wiedział, co ma myśleć po tych słowach. Nadal nic nie wiedział o jej motywacji, ale czuł, że mówiła prawdę. Niespodziewanie podeszła na wyciągnięcie ręki cały czas wpatrując się głęboko w jego oczy. Był całkowicie zaskoczony, stali tak chwilę próbując odczytać wzajemnie intencje wprost ze spojrzenia. Bez ostrzeżenia podeszła jeszcze bliżej, pocałowała go jak dobrego kochanka. Zrobiła krok w tył, złapała jego dłoń, w której trzymał wycelowaną w nią broń. Jednak nie próbowała oddalić od siebie zagrożenia. Wręcz przeciwnie, zimną lufę przystawiła sobie do czoła, cały czas obserwując zszokowanego Marcina. Czuła jego ciepłą dłoń pod swoją, jednocześnie zimno stali na swojej głowie. Bała się. Co jeśli pociągnie za spust? Całe życie wirowało w jej głowie.
— Wybierz teraz. Ufasz mi? Jeśli nie, to jestem gotowa. Strzelaj — sama nie wierzyła w to, co mówi.
Nie była gotowa. Bała się jak nigdy wcześniej. Przez chwilę patrzyła wprost w jego oczy. Strach okazał się silniejszy, nie mogła dłużej wytrzymać jego wzroku. Marcin nadal nie okazywał emocji.
— Dlaczego mnie pocałowałaś? — zapytał.
— Sama nie wiem. Może dlatego, że jeśli mam teraz zginąć to chcę, żeby było choć odrobinę przyjemniej. — W jej słowach bardzo wyraźnie było słychać strach.
Głos Joanny drżał. Nadal miała zamknięte oczy, była pewna, że zginie. Jeszcze to oczekiwanie na jego decyzję. Strzeli czy nie? Ta niepewność była najgorsza. Cały czas trzymając broń przy jej głowie zbliżył się do niej. Teraz on pocałował ją. Teraz miała pewność, że zginie, bo po co innego miał by ją pocałować w takiej chwili? Z oczu pociekły jej łzy. Położył drugą dłoń na tej, w której kurczowo zaciskała lufę. Powoli opuścił broń. Kobieta drżała, jednak odczuła ulgę, kiedy zimna stal oddaliła się od jej głowy. Była cała blada, jej oddech przyspieszył, jednak wciąż miała zamknięte oczy.
Marcin schował pistolet za pasek. Dłonią dotknął jej policzka, a kciukiem otarł łzę. Jego dotyk wywołał u niej dreszcz. Strach nadal rodził pod zaciśniętymi powiekami drastyczne wizje. Otworzyła powoli oczy, jego spojrzenie wciąż było chłodne. Przyglądał się jej twarzy. Próbował poukładać sobie to, co przed chwilą zaszło. Czy ryzykowałaby własnym życiem, gdyby kłamała? Czy raczej walczyłaby o życie? Może ją szantażują i nie ma nic do stracenia? Cała masa pytań, wątpliwości, niepewność, co do jej motywów.
— Nie musisz się bać. Wierzę ci, chociaż nie wiem czy dobrze robię. Jednak pamiętaj, że jeżeli mnie okłamałaś… Zabiję cię bez mrugnięcia okiem.
— Wiem o tym, znam twoją przeszłość. Wiele lat w wojnach na obcych ziemiach robi swoje — potwierdziła jego słowa głosem wciąż drżącym.
***
Ewa zastanawiała się, jakie jeszcze ciekawostki znajdzie w zagranicznych portalach informacyjnych. Rozmowy z ludźmi z poza sfery politycznej ujawniły interesujące fakty. Dlaczego większość z tych informacji nie trafiała do społeczeństwa? Jednak znała odpowiedź na to pytanie. Doszłoby do obalenia rządu, może nawet do krwawej rewolucji. Zwolennicy przeciwnych partii politycznych ślepo broniliby „prawdy” swoich mentorów sejmowych.