Prolog
Pięcioletni chłopiec spojrzał na mamę. Wszyscy na kontynencie już wiedzieli, że zaraz rozpęta się katastrofa. Już teraz wstrząsy były dużo większe, niż zapowiadano, a to był dopiero początek. Sejsmolodzy bardzo się pomylili. Trzęsienie ziemi było na tyle intensywne, że zaczęły bić syreny alarmowe. Mama z chłopcem patrzyli ze strachem na rozpoczynającą się apokalipsę. Mały z całej siły ściskał pluszowego misia grizzly. Gdy wszyscy myśleli, że zaraz zginą, nagle wstrząsy ustały. Tłum przerażonych ludzi rozejrzał się po rumowisku ze zdziwieniem. Nikt nie mógł wyjaśnić, co spowodowało zatrzymanie kataklizmu.
Tymczasem za rogiem kamienicy, w ciasnym zaułku stali dziewczyna z dziadkiem. Nastolatka patrzyła na starca z uznaniem.
— Też bym chciała kiedyś być taka jak ty. — powiedziała
— Będziesz Miśko, obiecuję.
1) Półfinał
Niedźwiedzie pędziły jak wiatr. Jeźdźcy robili wszystko, aby wyprzedzić tego chłopaka jadącego na przedzie. Gość ów jechał na misiu grizzly i był znany z tego, że był jednym z najlepszych na archipelagu.
A właśnie — jakim archipelagu? Ano całkiem sporym, składającym się z tysiąca wysp zamieszkiwanych przez cywilizację Misiów. Właściwie to ludzi, którzy czcili niedźwiedzie tak jak założyciel plemienia i odkrywca archipelagu — Ursus Misienstone.
To był półfinał wyścigów niedźwiedzi, odbywał się na wyspie Pazurado. Finał miał mieć miejsce na jednej z najbardziej rozbudowanych metropolii na archipelagu — na wyspie Miśdom.
Nagle ktoś przekroczył linię mety.
— I oto półfinał wyścigów niedźwiedzi wygrywa Ursus von Bear! Moje gratulacje! — rozległ się głos komentatora.
Zwycięzca uśmiechnął się i rozejrzał po tłumie. Odebrał nagrodę i stanął na podium. Po pięciu minutach dla fotoreporterów Ursus szepnął do swojego misia:
— Widzisz Grizz, udało się nam. Pojutrze będzie finał.
***
Gdy Ursus wrócił do domu, mama właśnie robiła obiad, a tata nakrywał do stołu.
— O, hej! I jak Ci poszło? — zapytała mama.
— Wygrałem! — zawołał entuzjastycznie chłopak.
— Naprawdę? Ale super! — ucieszył się tata.
— Jest tylko jeden problem … — zawiesił się Ursus.
— Jaki? — zdziwili się rodzice.
— Jutro muszę jechać do Miśdom.
— O rety! To będzie Twoja pierwsza samodzielna podróż! — zawołała mama.
— Spokojnie, nie będę sam, będę miał Grizza,
— Racja, poradzisz sobie — uspokoiła się mama.
— No właśnie, przecież jak wyjedziesz, to świat się nie zawali. Poza tym, może znajdziesz sobie dziewczynę — zażartował tata Ursusa.
— Toto!
— Co? To prawdopodobne.
— No dobrze, idę się już spakować.
Ursus poszedł do pokoju i zaczął wkładać do plecaka najważniejsze rzeczy.
***
Ursus otworzył oczy. Był zaspany i najchętniej zostałby w łóżku, jednak musiał wyruszać, bo następnego dnia miał być wyścig finałowy.
Droga na Miśdom była w miarę prosta. Trzeba było popłynąć promem na wyspę Wspomnień i Przypomnień, potem znowu statkiem na wyspę Zakochanych Misiów, jeszcze na wsypę Bardzo Duża Puszcza i stamtąd bezpośrednio na Miśdom.
Ursus jednak wstał i żeby się rozbudzić, włączył telewizor. Już miał przełączyć kanał na ciekawszy, gdy usłyszał głos prezenterki:
— Wiadomość z ostatniej chwili: w związku z zapowiadanym niewielkim tsunami na wyspie Miśdom, została tam zamknięta plaża. Fala nie będzie jednak duża i raczej nie dotknie zabudowy w mieście. A teraz serwis…
Zwycięzca półfinału konkursu nie przejął się za bardzo, najwyżej odpuści sobie zwiedzanie plaży.
***
Rodzina von Bearów wyszła na ganek. Ursus miał łzy w oczach, chociaż jechał tylko na trzy dni. Jednocześnie był podekscytowany i zastanawiał się, czy wygra finałowy wyścig.
— Mamo, tato, kocham Was! — powiedział Ursus objuczając Grizza.
— Dasz sobie radę, nie zapominaj o tym! Wrócisz szybciej, niż myślisz. — mama uśmiechała się lekko.
— Oczywiście. Jestem pewien, że wygram wyścig. W ogóle będzie super. Co najgorszego może się stać? Świat się nie zawali. — Ursus szukał pozytywów.
— Zgadza się. Musisz się wreszcie nauczyć dorosłości. — wtrącił się tata.
Ursus spojrzał w dal, nie wiedział, co powiedzieć. Właśnie miał wyjechać na całe trzy dni, czyli dwie noce. Był naprawdę przerażony, ale jednocześnie nie mógł się doczekać. Wreszcie wsiadł na Grizza i ruszył w drogę.
— Do zobaczenia! — krzyknął jeszcze na pożegnanie i zniknął za rogiem.
***
Siedząc w siodle, Ursus się nudził. Grizz szedł wolno, było strasznie suche powietrze, co było dziwne, bo zazwyczaj przylatywała wilgoć znad oceanu. Ursus zaczął bawić się lejcami, a Grizz w końcu się wkurzył i zaryczał.
— No już dobrze misiu, już nie będę, ale mi się po prostu nudzi. Wiem, wiem, nie powinienem narzekać, bo to w końcu Ty mnie wieziesz. Ech… ale co ja mam robić? Podziwiać widoki? No w sumie, całkiem ładne to nasze Pazurado. Przypatrz się, jest mało zabudowy, a z niej to głównie domy jednorodzinne i niskie bloki. Dużo zieleni. O! Patrz, tam stoi krowa! A nie, to panda, przecież na tym archipelagu nie hoduje się krów, tylko misie, niedźwiadki najróżniejszych rodzajów. O Grizz, pamiętasz? To właśnie w tym miejscu Cię znalazłem. Byłeś wtedy taki mały, to właśnie wtedy odkryłem swoją miłość do niedźwiedzi i pasję do wyścigów. Ech…, kiedy to było? O rety, już dojeżdżamy do portu. Ależ to minęło! A ja narzekałem, że mi się nudzi.
2) Wyspa Wspomnień i Przypomnień
Ursus i Grizz wsiedli na prom. Finalista wyścigów niedźwiedzi wyjrzał za burtę. Widok zapierał dech w piersiach. Za nimi była tylko majestatyczna, oddalająca się wyspa Pazurado, przed nimi piękny ocean, a na horyzoncie zaczynała się powoli ukazywać Wyspa Wspomnień i Przypomnień. Ursus westchnął.
— Widzisz Grizz. Jaki niezły widoczek, nigdy wcześnie nie byłem na tej wyspie. Podobno bez przerwy ktoś Cię zaczepia i próbuje Ci wcisnąć kit. Ale ja się nie dam!
Ursus uśmiechnął się i pogładził misia za uchem.
— Kurczę, strasznie dzisiaj duszno. Powietrze stoi w miejscu, jakby nie było wiatru. Nie cierpię takiej pogody. No cóż, może to przez to tsunami na Miśdom. Nieważne, w każdym wypadku cieszę się, że spełniam marzenia. A Ty? Coś nic nie mówisz. Ano tak, chciałbym być misiem, chociaż podobno poza naszym archipelagiem niedźwiedzie są nic niewarte. A przecież to niesamowite zwierzęta. O kurczę, już dopłynęliśmy, za dużo gadam.
***
Wreszcie statek dobił do portu, Wyspa była nieduża i strasznie pstrokata, jednak majestatyczna i z klimatem. W porcie rzeczywiście było dużo namiotów. W niektórych szklane kule a w innych było zupełnie coś innego, jednak to miało swój urok.
To był właśnie krajobraz Wyspy Wspomnień i Przypomnień, ale Ursus nie przyglądał się mu za bardzo. Szedł wolno między tłumem a Grizz dreptał za nim. Jeździec niedźwiedzi nie lubił zbiegowisk i starał się jakoś powoli wydostać z portu, a potem leśną drogą przejechać przez wyspę.
Szedł między stoiskami, starając się na nie nie patrzeć i je omijać. Wyspa Wspomnień i Przypomnień słynęła z tego, że można na niej poznać swoją przyszłość. Jednak Ursus w to nie wierzył i chciał jak najszybciej opuścić gwarny port.
I w tym momencie jakaś przekupka zaczepiła Ursusa.
— Witaj Młodzieńcze! Już miałam Cię zignorować, tak jak Ty ignorujesz mnie, lecz przeraziło mnie to, co stanie się w przyszłości i widzę, że to Ty jesteś „wybrany”, aby temu zapobiec.
— Nie wierzę w te bajki. Jestem zwykłym człowiekiem, a świat się nie zawali.
— Nie jesteś zwykły. Jesteś Ursus von Bear. I świat dosłownie lunie Ci na głowę.
— Ok, nie podoba mi się to.
— I słusznie.
— Ale nie mam zamiaru brać tego na poważnie.
— Człowieku, możesz ocalić ludzkość!
— Sorry, nie. — Ursus odszedł i udał się w stronę leśnej drogi a Grizz powlókł się za nim.
***
Ursus jechał na Grizzie leśną drogą, promienie słońca majestatycznie prześwitywały przez korony drzew. Miś biegł szybko, a jeździec wydawał się zamyślony.
— Wiesz Grizz, mówiłem, że nie wierzę w te bajki z przepowiadaniem przyszłości. — powiedział Ursus, a Grizz zawarczał cicho. — Mówiłem też, że nie mam zamiaru tego brać na poważnie — Grizz znowu zawarczał na znak aprobaty. — Ale mimo wszystko jestem ciekawy, co ta baba miała na myśli, pewnie zmyślała. Muszę jednak przyznać, że nie dało się tego zignorować.
Ursus jechał dalej wyraźnie zamyślony, jednak Grizz dokładnie wiedział, dokąd zmierzają. Musieli poruszać się cały czas tą drogą, aby dostać się na drugą stronę wyspy. Stamtąd musieli wsiąść na prom i popłynąć na Wyspę Zakochanych Misiów.
— Hej Grizz! Nie zastanawiasz się, co miała na myśli tamta babka, mówiąc, że „świat lunie mi na głowę”. Przecież to niemożliwe, prawda?
Grizz nic nie odpowiedział, no bo w końcu nie miał jak. Jechali dalej w zamyśleniu. Ursus wiedział, że to niemożliwe przewidywać przyszłość, a jednak był zdecydowanie mniej spokojny jak wcześniej — głównie dlatego, że bał się problemów podczas pierwszej samodzielnej podróży.
Jechali w ciszy, a na horyzoncie pojawiały się powoli namioty z portu po drugiej stronie wyspy.
***
Ursus i Grizz zeszli z leśnej drogi i znaleźli się w równie gwarnym co poprzedni porcie. Wiele przekupek próbowało ich zatrzymać, jednak tym razem byli jeszcze bardziej czujni.
Doszli na przystań, gdzie miał przypłynąć prom. Czekając na niego, Ursus dostrzegł wielki billboard. Na tablicy widniała ogromna reklama aquaparku „Rybołów”. Był to iście oryginalny pomysł na promocję. Znajdował się tam wielki biurowiec, który był właśnie zalewany przez tsunami. Poniżej znajdował się napis: „Przyjdź do nas, zanim świat lunie Ci na głowę”.
— Hej Grizz! Patrz: „świat lunie na głowę”. Co to ma być? — w oczach Ursusa widać było zaskoczenie.
W tym momencie do portu dobił statek.
— Nieważne. Pewnie tu była i użyła tej reklamy do mojej przepowiedni. Mało kreatywne.
Grizz i jego właściciel wsiedli na prom. Ursus uśmiechnął się i podrapał misia za uchem.
— Wiesz co? Płyniemy właśnie na najbardziej romantyczną wyspę, na Wyspę Zakochanych Misiów. Będziemy tam nocować w hotelu „Pod wodospadem”. Nie mogę w to uwierzyć, jeszcze nigdy nie nocowałem sam w hotelu. Może to ciut dziwne, ale nie podróżowałem od lat, Pazurado było idealne, wszystkie mistrzostwa jeździeckie, w których brałem udział, odbywały się tam. Teraz myślę, że w sumie nic strasznego. Ba! Jestem Ursus von Bear — finalista i być może laureat Mistrzostw Archipelagu i ja nie boję się niczego!
Miś i właściciel wyglądali za burtę i obserwowali pojawiającą się na horyzoncie Wyspę Zakochanych Misiów. Była cudna, wysokie góry i spływające z nich potoki, lasy odziane zieloną łuną przyrody. To było piękne. Miłe było też to, że Ursus był tam ze swoim ukochanym misiem.
Niesamowite to było. Jeździec odwrócił się i w tym momencie masa pasażerów zaczęła się podrywać z siedzeń. Bycie słynnym jeźdźcom wiązało się z posiadaniem fanów. Pewnie co drugi mieszkaniec archipelagu gdy słyszał nazwisko von Bear, od razu wiedział, o kogo chodzi.
W końcu statek dobił do portu. Ursus i Grizz pożegnawszy się z fanami, ruszyli w drogę do hotelu.
3) Wyspa Zakochanych Misiów
Wreszcie! Po długiej wędrówce Aleją Róż, Ursus i Grizz doszli do hotelu „Pod Wodospadem”. Był wprost cudowny. Znajdował się pod wielkim zboczem, z którego spływał majestatyczny górski potok. Widok zapierał dech w piersiach. Ursus nie mógł oderwać oczu.
Weszli do przyjemnego wnętrza recepcji. Za ladą siedziała około trzydziestoletnia kobieta.
— Dzień dobry! — przywitał się Ursus. Mam zarezerwowany pokój przyjazny niedźwiedziom na nazwisko von Bear…
— Och, jesteś Ursus von Bear! — podekscytowała się recepcjonistka. Upchnęłabym pana nawet bez rezerwacji. Dobrze, a więc ma pan pokój numer 10 z widokiem na wodospad. Śniadanie jest od 7:00 do 11:00. Jak będzie pan czegoś potrzebował, proszę pytać. Miłego pobytu!
Ursus i Grizz udali się do swojego pokoju. W środku było pięknie. Gdy się wchodziło, od razu rzucało się w oczy większe okno. Znajdowało się tam też łóżko dziewięćdziesiątka i posłanie dla misia.
Było już późno, więc Ursus umył się i położył do łóżka. Myślał, że z podekscytowania nie zaśnie, jednak zmęczenie wzięło górę.
***
Ursus obudził się i spojrzał na zegarek, była ósma rano. Nie lubił tak wcześnie wstawać, lecz tego dnia nie miał wyboru. Po południu był finałowy wyścig. Zsunął się więc z łóżka i razem z Grizzem udali się na śniadanie.
W restauracji Ursus i miś zjedli. Musieli szybko się spakować, jeśli chcieli zdążyć. Poszli więc do recepcji się wymeldować. Za ladą siedziała ta sama kobieta co poprzednio.
— Dzień dobry! Mam nadzieję, że podobał się państwu pobyt? — przywitała ich
— Było iście niesamowicie! Do widzenia.
— Do widzenia.
***
Ursus jechał dalej na grzbiecie Grizza. Znaleźli się w niezwykłym punkcie widokowym. Było to z pewnością najbardziej rozpoznawalne miejsce na tej wyspie. Z tarasu widać było prześliczne wodospady Misienstone Falls. Woda pryskała na wszystkie strony, jednak widok wynagradzał mokre ciuchy. Jeśli ktoś kiedykolwiek pytałby o najromantyczniejsze miejsce na ziemi, to z pewnością odpowiedzią byłaby ta wyspa.
Ursus niestety nie miał czasu się dłużej przyglądać. Pojechał dalej i jego oczom ukazała się piękna zatoka. Był tam także port, do którego właśnie dobijał prom. Jeździec pośpieszył Grizza, po czym oboje wsiedli na statek. Przyjaciele byli podekscytowani, bo został im tylko jeden przystanek przed Wyspą Miśdom.
***
Ursus siedział na swoim miejscu, a Grizz musiał zostać w miejscu dla niedźwiedzi. Chłopak wiedział, że już niedługo odbędzie się wyścig. To było takie dziwne uczucie, gdy za dosłownie kilka godzin weźmie udział w Mistrzostwach Archipelagu. Kiedy jako dzieciak, który znalazł misia w lesie, usłyszałby to od kogoś, na stówę by nie uwierzył. Jednak rzeczywistość często nas zaskakuje, szczególnie wtedy, gdy wychodzimy ze swojej strefy komfortu. Nawet taki realista jak Ursus von Bear zdawał sobie z tego sprawę.
— Drodzy pasażerowie! — nagle z głośników rozległ się głos — Mówi wasz kapitan. Witam serdecznie na pokładzie rejsu na Wyspę Bardzo Duża Puszcza. Pragnę was ostrzec, szczególnie tych, którzy nigdy tam nie byli, przed tym, że niezwykle łatwo się tam zgubić. Chciałbym państwa także poinformować o innych niebezpieczeństwach czyhających w lesie. Warto wziąć mapę. Dziękuję za uwagę i życzę miłego rejsu.
Ursus tylko pokręcił głową. Przecież kto jak kto, ale on się nie zgubi. Trzeba tylko iść cały czas prosto. Taka filozofia, serio? Rozsiadł się na fotelu i się uśmiechnął. Poradzi sobie. Wychował się na Wyspie Pazurado, tam to dopiero dzicz.
A tymczasem statek płynął już bardzo długo. Przez to tsunami na Miśdom poziom wody się obniżył, i to całkiem dużo zważywszy na to, jak mała miała być fala.
— Kurczę, strasznie niski poziom wody. A przecież niedawno padało i to intensywnie.- powiedział Ursus sam do siebie
— No co ty nie powiesz młodzieńcze. — odparła starsza kobieta — Całe życie mieszkam na Wyspie Miśdom i od kilku dni przy plaży po jednej stronie widać dno. Mówię ci, młodzieńcze, że na mojej wyspie to tak pięknie. Ale plaża zamknięta. Po drugiej stronie też się kąpać nie wolno, bo podobno jakieś prądy. Cóż za beznadzieja. To takie wkurzające. Na naszym archipelagu to tyle tych żywiołów. A to jakiś huragan, a to burza, teraz znowu tsunami. Mówią mi: „jak ci się nie podoba, to się wyprowadź”, ale ja tam w końcu mieszkam. Skoro tam mieszkam, to jest nielogiczne, żebym się wyprowadziła. No ale takich ludzi to już się nic nie nauczy. Ale moim zdaniem ta fala będzie dużo większa, niż się ludziom wydaje. Mówię ci, pewnie dotrze nawet do Honey Tower.
4) Wyspa Bardzo Duża Puszcza
Prom dobił do brzegu. Starsza pani wstała i odeszła. Ursus poszedł po Grizza, który musiał zostać gdzieś indziej. Chwycił obrożę misia i zeszli z pokładu na usłaną pięknym piaskiem plażę.
— Wiesz co niedźwiadku? Ta dżungla wygląda niesamowicie. Na bank ten cały kapitan przesadzał. Urodziłem się i wychowałem na Wyspie Pazurado. Tam to dopiero jest prawdziwy las deszczowy. Na stówę znajdę drogę, w końcu Ursus von Bear się nie gubi.
Jeździec był wyjątkowo pewny siebie, chociaż tak naprawdę potwornie bał się niebezpieczeństw czyhających w dżungli. Mało wiedział o Wyspie Bardzo Duża Puszcza. Głosiły legendy, że mieszka tu kilku członków plemienia Misiów, ale jak już zresztą zdążyliśmy się przekonać, Ursus lubił zgrywać niedowiarka. Zwykle, aby przyjął coś do swojej świadomości, potrzeba było dużo czasu.
Pod nogami misia i jego właściciela piasek zaczął powoli ustępować trawie pokrytej błotem. Znaleźli się w lesie deszczowym. Było tam wprost nieziemsko. Wszystkie drzewa, krzewy i krzaki porośnięte kwiatami miały na sobie krople rosy. Chociaż Ursus nie wierzył, że mieszkają tu jacyś ludzie, to wiedział jedno — chciałby mieć tu swój dom.