E-book
34.13
drukowana A5
53.96
Konie nie! i nie tylko…

Bezpłatny fragment - Konie nie! i nie tylko…


5
Objętość:
115 str.
ISBN:
978-83-8189-790-7
E-book
za 34.13
drukowana A5
za 53.96

Konie Nie!!

To książka z myślą o tych którzy kochają konie, ale nie tylko ta książka poświęcona jest moim babcią które bardzo mocno kocham… kto ma uszy niechaj słucha…

Tomek mieszka bardzo blisko swojej stadniny koni, ma ją prawie przed nosem, widać jego stadninę w oknie, a po drugiej stronie płynie rzeka, która grodzi jedne konie od drugich, najgorzej jak ta rzeka zamarza, a to dla tego że tam są dzikie konie i nie raz się zdarza pomyłka i konie które tam żyją czasami znajdują się w środku zagrody koni które służą do szkółki jeździeckiej, lub na rehabilitacje. Tak jest w tej zagrodzie że Panowie odgrywają rolę biegaczy i ćwiczebnych ról w szkółce za to Panie, Panie to powozy zaprzęgają i są końmi do rehabilitacji. Pewnego dnia zrobiła się zmiana, dla tego że zauważyliśmy samochód ale za nim ten samochód opowiem o mojej rodzinie…

...Mam na imię DEREK jestem koniem wyścigowym tak jak DOBRAWA, a to dla tego że ściga się na nim niepełnosprawna osoba której ojciec jest prezydentem miasta Koronowa ona jako jedyna ściga się z nami. Najstarszy koń to ADMIRAŁ i AGAMA które były na samym początku za nim jeszcze nie było Tomka, żyły prawie jak dzikie lecz upatrzyły sobie stajnie, i tak już zostało, nawet Tomek się nie sprzeciwiał aby były tam na swoim miejscu, od AGAMY urodziła się DEREK czyli ja, ale jeszcze mam rodzeństwo DUKATA, DOBRAWE, DELIKTA, choć na DELIKTA mówi się DELIKT, choć nie lubi tego jak się do niego mówi i gryzie, ale kiedyś było inaczej, ja DEREK jestem koniem adoptowanej dziewczynki Weroniki, zaś Kasieńka nie miała jeszcze konika i jeździła na czym się dało, lecz coś mi się wydaje że DOBRAWA to jej najlepszy konik choć czasami miewa humory tak jak my, lecz srogi koń panujący od wielu dni to mój ojciec ADMIRAL podobno był wujek AKCENT lecz mówiono że zginął lecz mateczka pociesza nie on był sprzedany. No to już zajrzymy do auta ciężarowego…

Opuścić rampę, mówi Tomek do jakiś dwóch facetów, piękny koń, maści białej rzadko znanej i spotykanej, no coś mi się zdaje że będzie nowy koń w naszej zagrodzie, ale nie mówi do mnie moja mamuś, to kuc, lecz to piękna dama, o mamo może dla mnie, to nie dla ciebie synku to pewnie na rehabilitacje, nie masz się na razie zadawać się z tym koniem ja muszę sprawdzić, a dopiero ty… Zgoda mamo. Ze smutkiem przyglądałem się nowemu konikowi, jaki biedny boi się i bardzo wierzga kopytami, jak by chciał wykopać dla siebie miejsce. No dobra i jak podoba się mówi Tomek do Weroniki do swojej adoptowanej córki, tak bardzo ładny, lecz pewnie nie dla mnie, może być dla ciebie, obojętnie macie dać jej na imię coś na D a tak mówi Weronika, dobra ze śmietaną i galaretką w białej polewie, no tak myślisz o DELICJI no dobra a ja myślałem że będzie miała imię jak twoja najlepsza koleżanka DOROTKA, och tato nie ona wygląda jak delicja z bitą śmietaną Weronika nie miałaś wciąż myśleć o jedzeniu, a tato a podobno ma przyjechać drugi koń jutro taki podobny do DELICJI, tak kochanie, idź sprawdź gdzie Łukasz i Kasia aby im pokazać konia….

Łukasz z ukochaną Kasieńką stali blisko rzeki, Kasia obserwowała dzikie konie i dawała im imiona na SZ i w ogóle wiedziała który koń jak ma na imię i jak wyglądał… Tam było ich sześć lecz stado drugie było tam gdzie mieszkali Państwo PROZACZENKO, tylko nie wiem dla czego bo Państwa PROZACZENKO konie były na P, to się zgadza a nasze były na SZ, nie wiem bo przecież Tomek miał na nazwisko BURSKI MAJ, choć w środku było R, to już w ogóle nic z tego nie rozumiałem a te nasze konie to były SZARA, SZORO, SZERE SZIRI SZYRY, SZURU… a może dla tego że Kasia uczyła się logopedii bo nie umiała dobrze SZ i z trudem wymawiała R. Chyba ja jestem koniem młodym no tak młodym jeszcze wszystkiego nie wiem, lecz co to auto, znów lecz osobowe, no tak zapomniałem jeszcze żona Tomka Emilka przyjechała, zapomniałem o niej powiedzieć już z daleka było słychać wołanie mamo!! Zobacz konik, ale piękny mówi mama, a teraz idź na drugą stronę zawołaj rozmarzonych bo już podgrzewam zupę, wujek jeszcze musi zobaczyć konika, no tak też bym zapomniał… Weronika cioci nie znosi, a ciocia jej się boi bo jest chora. Tak to się rozwinie zanim się spostrzeżecie to już nie będę musiał mówić że coś mi się przypomniało…
Trochę smutno mi było gdy po objedzie wszyscy zachwycali się nową DELICJĄ nawet Weronika na mnie nie patrzyła tylko na nowego wzięła lejce i pojechała na DELICJI, DERKU mówi do mnie mamusia ona nacieszy się wróci do ciebie, o by tak było mamusiu…

Idąc na drugą stronę blisko Kasi i Łukasza a za nami brat DELIKT na którym Łukasz lubił jeździć przepytywali się z różnych słów Kasia i Łukasz, mówili do siebie słówka kocham i całowali się, ona trzymała mnie bo się bała że ucieknę, lecz DELIKT patrzył to na mnie to na Łukasza skubał zamarzniętą trawę a Kasia wciąż się śmiała i mówiła który koń jak ma na imię Łukaszowi, jak ładnie bawią się dzikie konie, gdy nagle padło pytanie, Dla czego nie dosiadamy dzikich koni?? Po takim spacerze byłem wykończony i nieszczęśliwy patrząc na pole na którym Weronika jeździ na DELICJI a o mnie zapomniała, lecz choć Kasia jeździ na różnych koniach często przychodzi bawić się z nami w fryzjera uwielbiam czesanie, i poszedłem ze spuszczoną głową, tak lepsza zabawa w fryzjera, Kasia czesała delikatnie z wyczuciem nie to co Weronika nie dokładnie i bardzo mocno, ona nie raz opowiadała straszne rzeczy nam że jak będziemy niegrzeczni nie słuchać się pana to zrobią z nas kiełbaski, lub mielone z konia, bardzo lubiła jedzenie wyżerała nawet suchy chleb który należał do nas, a nie do niej, ale ja parskałem wtedy Tomek się odwracał i na gorącym uczynku była złapana, lubiłem bo czasami miałem dość Werki jak za mocno czesała rżałem i potrząsałem głową, lecz dziś nawet to mocne czesanie Weroniki było mi potrzebne sobie myślałem wróć już taki nie będę wróć bo jak jest nowy koń… z resztą czesz Kasiu,

Następnego dnia, przyszli do szkółki jeździeckiej ci ludzie którzy do niej należeli, zapowiada się dobry dzień mówi któryś z panów do Tomka, tak zwłaszcza że drugi koń przyjeżdża dziś do nas, posmutniałem gdy Weronika złapała za mordkę nowego konia i zaczęła go całować, no DELISZYNS no to ty dziś będziesz na zawsze mój, odsuń się mówi do mnie DOBRAWA która zrozumiała że jest mi źle, bo matka z ojcem mieszkali w innej zagrodzie inne drzwi, ojciec też wyszedł potrząsnął na nas nerwowo głową zarżał ze złości że zrobiła się cisza, ADMIRAŁ ty przodem dało się słyszeć głos naszego pana Tomka, o zapowiada się na zimowy spacer, no tak było naprawdę, Tomek wyjechał przodem na ADMIRALE, jego żona na AGAMIE, na mojej mamie, Kasia tym razem z Łukaszem na DELIKCIE, ja tylko pozostałem z DOBRAWĄ w stajni, mówi jeszcze my też wyjdziemy, zaraz po nas Tomek przyjdzie, lecz stało się inaczej wzięli nas stajenni, którzy sprzątali no tak i znów nie opowiedziałem, lecz teraz wy już będziecie wiedzieć jest stajennych ośmiu na zmianę, po dwóch na pół dnia przychodzi, lecz to tak jak mówi moja mama nie jest to aż takie ważne, lecz to moja przygoda książka, wiec wszystko temu kto będzie ją czytał musi wiedzieć co się dzieje kto kim jest, i co się dzieje to będzie wiedział o każdej porze. Och jak miło było wdychać mroźne powietrze lubię parę wydychać i patrzeć jak wiatr tą parę rozwiewa jak bym był małym parowym pociągiem którym jechałem raz, a dla czego zaraz wyjaśnię, bo nastąpiła pomyłka razu pewnego bo oprócz nas są takie konie które są na sprzedaż nie mieszkają z nami ani nie są dzikimi, lecz u sąsiadów ale nie u PROZACZENKO ale po sąsiedniej stronie mieszkają MADEJE, oni też mają konie podobne do naszych i raz zaczął do nas przychodzić piękny koń DOLITULS a że nastąpiła pomyłka bo byliśmy podobni do siebie i był bym sprzedany prawie gdy by nie pomysł Tomka aby nas pieczętować to bolesne ale znośne, no nie długo tak mi się przypomniało że nowa DELICJA też będzie pieczętowana.

Na spacerze czuje że żyje, lubię spacer ale jednak dziś patrząc na DELICJE na której jechała Weronika robiło mi się smutno, kroku nie mogłem zrobić na widok taki, wciąż stawałem, a jeden ze stajennych poczęstował mnie batem, lecz i to tak nie pomogło wciąż było mi smutno. Jedząc obiad coraz bardziej było mi smutno pokładałem się jak chory koń, może ktoś zauważy tak ojciec z innego końca stajni DEREK rżał nie zwracaj na siebie uwagi, tak tato. Przez parę dni próbowałem się utrzymać lecz zauważył Tomek że coś jest nie tak, mówi co tam DEREK, widzę ze się zmieniło, tak parsknąłem cichutko zaprowadził mnie w inny kąt stajni tam gdzie było cicho, dał mi świeżego owsa i dał mi pić wody, co jest konik mówił głaszcząc mnie po łepku, on zawsze wiedział jak nami się zajmował a potem mówi no dobrze porozmawiam z Weroniką, na pewno… Tak byłem chory przez parę dni że nie zauważyłem ze już jest nowy koń u nas jeszcze bardziej piękniejszy bielszy, i o wiele mniejszy niż my, co i jak nie wiem, dopiero go ujrzałem gdy trochę się ożywiłem gdy byłem sam, ten konik chodził sobie po zagrodzie a to wychodził na dwór był na pół chyba dziki nie miałem pojęcia, lepiej jak wrócę to spytam się mamy.

Na reszcie wróciłem do mojej kochanej rodziny która śmiała się żartowała z Kasieńki że imię na D to była WERA nie bywała ta dziewczyna i w końcu nie wiem na czym stanęło bo konie rżały na nową jak opętane, ponieważ tylko ona chodziła sobie gdzie chciała, o której jej się podobało, w końcu spytałem się mamy gdy przestała rżeć mamo co tu się dzieje? Opowiem, ale to tajemnica.

Pewnego dnia nowa WERA obudziła nas też rżeniem i stukaniem kopyt, ponieważ byliśmy zamknięci nie wiadomo czemu, nigdy te drzwi nie były zamknięte jedynie ojca nie było, o to pewnie pojechali gdzieś ojca zostawili na straży no tak jak ktoś jest chory z tęsknoty to może mu się wydawać wszystko w szarych barwach. Lecz słyszeliśmy szczekanie psów ujadały straszliwie, lecz to nie budzi gospodarza ani stajennych, coś nie tak ten dzień był magiczny, nigdy nie było tak, lecz po chwili przyjechał Tomek na moim ojcu o jesteś ADMIRALE mówię do taty, co widziałeś, ojciec zarżał i do mnie odwrócił się na pięcie powiem tylko tyle pierwszy raz byłem na polowaniu, bardzo źle dzieje się na gospodarstwach musimy się strzec, złodzieje koni grasują dla tego ja z koniem sąsiada PIORUNEM byłem rozejrzeć się po okolicy i byliśmy na polowaniu upolowaliśmy dwa jelenie, i parę królików, zatarliśmy ślady aby nikt na nas nie napadł ale co to będzie to dni pokażą!…

No dobra mówi do nas Weronika która zajrzała późno jak na jej możliwości, mówi mam ferie dziś sobie zaklepuje dwa konie, ucieszyło mnie to bo padło w końcu moje imię DEREK, a potem padła DELICJA. Och jak to dobrze że znów wróciła ucieszyłem się i zacząłem skakać jak mały konik po pastwisku, potem moja siostra uspokoiła mnie, bo w ogóle cię nie weźmie jak skakał będziesz, DOBRAWA miała mowę która mnie przekonywała, po paru podskokach uspokoiłem się, i dałem zapiąć strzemię, nałożyć siodełko, i powróz. Nareszcie z tobą na dworze, dobrze że tata pojechał z wujkiem do lekarza bo Kasia potrzebuje leku, a ja zostałam sama mogłam się wyrwać tak jak Kasia czasami, powiedziałam że będę grzeczna i nie będę was ujeżdżać, ale kłamałam i dobrze bo teraz tylko dla Ciebie mam czas, tu się zatrzymałem zarżałem i zacząłem powoli galopować — a tym czasem nie spodziewanie matka na mnie patrzyła bo ojciec w galopie drzwi otworzył on miał taką siłę i wypuścił matkę, a nie spodziewał by się nikt ale Kasia patrzyła, stała przy okienku na poddaszu ale patrzyła nie na Weronikę ale czy nie jedzie już jej ukochany Łukasz.

Kiedy oni przyjechali, Weronika powiedziała że była grzeczna i miała by jedno marzenie, jakie Weroniko abym mogła się wybrać sama z DERKIEM na samotny spacer, wiesz że to nie możliwe mów Tomek, wiesz że są złodzieje i psy się tułają bez pańskie, tak a Kasia może, tak ale musisz zrozumieć Kasia jest dorosła jest twoją ciocią, ale jest chora, przerywa Weronika, tu zamilkł Tomek, resztę to ci w domu wytłumaczę… Minął dzień w kłamstwie choć bardzo miło jeździło się daleko z Weroniką, ani psa ani złodzieja, choć rzeczywiście rano było niebezpiecznie, przy czesaniu przez Weronikę mojej sierści trochę za mocno ale dziś mnie nawet tak specjalnie nie chciało się rżeć lecz tylko szczotkę gryzłem trochę aby pokazać jej że za mocno, reszta to och, chce mi się spać…

Minęło chyba tak mi się zdaje dużo godzin, przyjechał stajenny na zmianę dał nam jeść, i takie tam to co do niego należało zrobił, poklepał mnie po grzbiecie dosiadł i pojechaliśmy na spacer, a potem co dnia wyruszaliśmy wszyscy razem na krótki spacer, znów dosiadła DELICJE i zrozumiałem muszę się nauczyć być cierpliwy, i nauczyć się dzielić Weroniką no tak teraz ma nas dwoje.

Pewnego dnia zimowego w ferie, Kasia przyszła z Tomkiem aby mu towarzyszyć ponieważ Łukasz był w pracy, Weronika musiała zostać z mamą w domu aby się uczyć mówiła mi na ucho razu pewnego nie lubię tabliczki mnożenia, lecz to nie ważne, Kasia przytulała po kolei konie nawet niektórych z nas całowała miała taki styl bycia, miła była ale bała się dawać z ręki ja uwielbiałem z ręki a ona się bała, ale to nic, miała w kieszeni kostki cukru które rzucała choć Tomek powtarzał nie bój się patrz sam dawał z ręki. Lecz Kasia się rozpłakała i kazała aby WERA miała siodełko chciała bym na chwilę choć do rzeczki przejechać się, ok mówi Tomek ale nie mów że tobie pozwoliłem bo Weronika nie może bo za młoda nie zna jeszcze dobrze życia, tak Tomek nie nic nie powiem, pojechała WERA i Kasia nad rzekę, chciałem za nimi ale drzwi były zamknięte och szkoda…

Dużo WERA nam opowiadała gdy wróciła z Kasią opowiadała o ćwiczeniach Kasi, i dobrze zapamiętała imiona dzikich koni i jak one wyglądają i dowiedziała się że tęskni za Łukaszem, i że ocierała łzy jak sopelki przytulała się do mnie, powiedziała że wszystkie te koniki są piękne i na pewno w potrzebie uratują jak psy które mieszkają w Laskach koło Warszawy takie na rehabilitacje, swoje marzenia zdradziła, i coś jeszcze opowiadała ja ziewnąłem i zasnąłem, zmęczony byłem a tak było ciekawie co WERA przeżyła gdy były razem jeszcze kiedyś posłucham do końca…

Następnego dnia Kasia zalała się przy nas łzami mówiła że do Weroniki przyjechała koleżanka Dorota, i że w domu już dokazują wolę spać u was trochę z żalem mówiła, WERKA która mieszkała sama i jej drzwi były wciąż otwarte wyszła i przytuliła płaczącą, mówiąc a raczej rżała do Kasi, nie martw się zobaczysz będzie wszystko dobrze. Tak na pewno koniku płakała.

Przez noc spadło dużo śniegu mróz szczypał w uszy, wybraliśmy się wszyscy na wycieczkę, a po niej dano nam dużo chleba i ciepłej paszy dla koni, zostały z nami tym razem Weronika i Dorota, Weronika od czasu do czasu obserwuje Kasie z okna, mówi Dorocie gdy ona wyjedzie z WERĄ z zagrody to my za nimi, chciała bym gdzieś dalej jechać jeśli pojedziemy za ciocią to upiecze się nam to będzie jej wina na nią nikt nie krzyczy, a na mnie trochę tak, ona tylko łzy wylewa dla tego dla niej są tacy mili, a nawet Łukasz nie wie gdy ona jest w pokoju zabawowym to często tak jest że do późna siedzi a potem się ubiera i dosiada swojego Konia, wraca a raz ją stajenny nakrył jak spała z WERĄ na sianie i zaniósł ją do Łukasza, ona może robić co chce czyta jakieś książki o koniach a potem robi to co w książce jest napisane dziwoląg z niej, nie lubię tej dziewczyny ona moją ciocią to wujek Łukasz jest od niej lepszy choć nie ma swojego świata i swoich kredek. Dorota patrzyła na nią i nic nie mówiła lecz przytakiwała jej jak to najlepsza kumpela… Musimy mówię do swojej siostry DOBRAWY nie dopuścić do tego, tak to co mówił tata może być niebezpieczne ale Kasia tylko jeździ do rzeki i z powrotem więc nic się nie może stać, ale jak co chrońcie wszystkich i uważaj DERKU na siebie to ważne, tak mamo na pewno ja wiem że coś nie dobrego się szykuje na pewno, usnąłem….

Kasia bawiła się do północy w SZANTI i POMARAŃCZOWEGO KONIA, tak a tym pomarańczowym koniem jest WERA, no tak czas się spotkać z końmi z innego pastwiska bo przecież gdzieś w tych szalonych dzikich koniach a zwłaszcza w SZURU tkwi pomarańczowa barwa która przyciąga i która nie zgaśnie do puki jej się nie dosiądzie, lecz czy ty SZURU dosiądziesz to jeszcze nie wszystko stracone… Ubrała się i prosto do naszej stajni po WERE, dostała od mojej mamy WERA przestrogę uważajcie na siebie, tak wiem mówi też do nas Kasieńka jak by nas rozumiała, pojechały, zaraz za węgła wyległa Weronika i Dorota pojechały mówi Weronika którego konia dosiadasz ja DELICJE, a ty DERKA bo ich znam otworzyły bramę nie zamknęły więc mogła także uwolnić się DOBRAWA, DOBRAWO mówi moja mamuś bo tylko tyle zdążyłem usłyszeć obserwuj ich a jak coś to tata otworzy bramę i zrobi alarm… i przybiegniemy na ratunek.

Noc najpierw wydawała się spokojna i cicha gdy nagle zaczęły WERĘ i siedzącą na niej Kasie gonić psy, bezpańskie Kasia się nie lękała jechała prosto nad rzekę przejechała zamarzniętą rzekę bez żadnej przeszkody i puściła się sierści WERY, WERO mówiła stój tu ja dosiadam pomarańczowego konia SZURU. Zdjęła popręg i siodełko już miała usiąść gdy nagle usłyszała strzały, ujadanie dzikich psów i krzyki jakiś dzieci, przerażona schowała się za drzewem w śród dzikich koni, gdy nagle usłyszała ratunku, ten głos był znajomy, chciała jak najszybciej pomóc ale trzymała ją WERA bo blisko była lodu i mogła wpaść do wody, drugie strzały już nie były takie miłe bo WERA zarżała a z nią pogłos Kasia znieruchomiała bo przygalopowała do niej moja siostra, DOBRAWA pociągnęła za sobą WERĘ, a mnie przeciągnęła przez rzekę rżąc ze strachu zobaczyłam zbliżające się w moją stronę psy a potem dwa inne konie i na nich postacie i znów psy, O mamo co wy tu robicie mówię na pół żywa co wy tu robicie!! Nagle strzał zmienił się w huk nie do zniesienia, ja na pół żywa i zamroczona światłem śrutu mknęłam bez trzymanki na WERCE a za nami parskając DEREK z Dorotą a za nami biegła DOBRAWA, a na niej Weronika, lecz gdzie DELICJA, nie wiadomo parskały do siebie konie musimy uciekać strzelają do nas i psy szczekają gdy nagle już ruszyliśmy z biegiem jakieś ścieżki.

DELICJA co jeszcze tego nie wiedzieliśmy wróciła ranna i rżała koło okna aż Tomek się obudził. Wyszedł z łóżka jak oparzony i zaraz się ubrał i wyszedł, krew leciała DELICJI jak marmolada która nie zdążyła wsiąknąć w krem, DELICJA co się stało!! Konik, szybko pobiegł do stajni patrzy drzwi otwarte, konie rżały jak opętane nawet ADMIRAŁ otworzył drzwi i wyszedł Tomkowi z zagrody, co tu się do choinki dzieje, nagle usłyszał szczekanie psów, i dwa strzały z daleka domyślił się że to złodzieje zaczął krzyczeć Ratunku!!! I wszyscy domownicy przebudzili się lecz popatrzył Tomek i zdębiał nie ma dwóch siodełek, i czterech koni, gdzie są konie, najpierw zamarł bo myślał że to złodzieje lecz jak jego żona przybiegła i Łukasz, to Tomek zamkniętym od środka głosem mdlejącym a gdzie dzieci i Kasia, na poszukiwanie dosiadł ADMIRAŁA i szybko pobiegł wzdłuż rzeki zostawiając wszystko za sobą, gdy mknął jeszcze usłyszał dwa strzały i tak jak by płacz, zaczął krzyczeć z całych sił nasze imiona, lecz my mknęliśmy dalej przed siebie ze strachu…

Po tym zdarzeniu zrobiło się jeszcze ciemniej, Kasia płakała że chce wracać, kazała mnie puścić abym pobiegł do Tomka bo tak to zamarzniemy, DEREK do domu!! Nie głupia ciocia mówi Weronika puść swojego konia, Dorota nic się nie odzywała i Kasieńka uległa Weronice i kazała WERCE iść do domu, lecz stała się jasność WERKA została z Kasią, ogrzewała ją zaś moja siostra DOBRAWA ogrzewała Dorotę i Weronikę a ja pogalopowałem do domu z powrotem. Zostawiając ich byle gdzie lecz przez ciemność i mgłę która się zbierała nie mogłem za nic w świecie znaleźć drogi do domu….

Leciałem tam gdzie mnie oczy poniosły, lecz to na nic zgubiliśmy drogę, musimy iść wszyscy dalej bo zamarzniemy lecz gdy zrobi się dzień i zrzuci swą mgłę pogalopuje do Tomka, obiecuje. Jestem przecież duży silny, choć nie tak mądry jak ojciec ale będę. Szliśmy nocą i szliśmy — a tym czasie DELICJA krwawiła wezwano weterynarza, Tomek szukał nas, wołał lecz nikt nie słyszał przebiegł tam gdzie Kasia próbowała siadać na SZURU, znalazł tam siodełko, popręg i szal, no tak mówi ze smutkiem to tu musiała coś sobie zrobić wąchaj ADMIRAŁ szukamy tego zapachu, galopowali jeszcze jakiś czas to nic z tego ADMIRALE wracamy do domu, jutro od nowa poszukamy, kiedy przyjechał zdjął kask, i mówi do Łukasza oni nie daleko musieli zajść lecz i tak potrzebne jest aby zadzwonić na policje, weterynarz już był, tak mówi jego żona potem odwróciła się do Łukasza, to co pijemy wino grzane? Nie ja nie pije będę czekał bo wierze w to że wrócą, ale Łukasz chyba musiały się wystraszyć psów i strzały które padły to musieli być ci złodzieje, ale ja wiem swoje jutro razem brat znajdziemy dzieci i moją żonę…

Po pewnym czasie drogi zatrzymaliśmy się bo Kasia zaczęła mocno płakać uspokoiła ją WERKA, dobry konik Kasi, lecz musimy iść dalej było nam tak zimno, gdy przechodziliśmy przez czyjeś nie znane pole, ktoś szarpie mocno za lejce i woła uciekajcie!! Kasia mówi do WERY wio i WERKA mocno popędziła przed siebie lecz krzyczy do nas wszystkie konie wio!!!!!! Lecz się nie udało ktoś nas zwinął z drogi i zaprowadził do innego stada, dziewczynki ktoś prowadził jakiś chłopak, lecz widziałem że Kasi i WERCE udało się uciec, a potem, zaprowadzono nas do jakieś innej stadniny koni, lecz zaczynało się nie zbyt fajnie bo nawet nie dano nam jeść bito nas batem i zmuszano byśmy ruszali się szybciej, lecz miałem przed oczami tylko jedno jak by tu wrócić do domu nie uda nam się!! Dobra spać konie obsrane ktoś krzyczał jakiś facet w tatuażach jutro przerobimy was na szaro, śmiał się klnąc coś pod nosem i oblewając naszą zagrodę wodą zrobiło mi się jeszcze zimniej, ale potem jakiś koń mówi no mały ale wpadłeś, lecz go nie słuchałem w zimie usnąłem zobaczę co się da zrobić jutro…

Kasia mknęła na WERCE jak najdalej od pól rzek i łąk, zobaczyła że robi się jasno, popatrzyła a tu las rozciągał się, a gdzie droga do domu zaczęła płakać, gdzie dzieci gdzie konie, przysiadła koło konia, co jeść to nic że zrobiło się jasno jak nie wiem gdzie dom, to wszystko przez te dwie smarkule które mnie obserwowały, zabawimy się WERA mówi do niej, a więc znajdź te konie które widzimy nad rzeką, znajdziemy coś najpierw do jedzenia, popędziły przez las, jakiś dom opuszczony w lesie stał, dobra tam się zatrzymamy a potem pójdziemy w dalszą drogę.

Tym czasem DEREK i DOBRAWA stali koło zagrody było im bardzo zimno, rozgrzewało ich tylko to że byli razem, ciekawe jak tam Kasia, i Weronika, Dorota, nie martw się znajdą nas mówi pociesznie siostra lecz to mnie nie przekonywało, gdy nagle znów zrobiło się gwarno, to inne konie przyszły do zagrody, popędzane przez tych samych panów którzy nas porwali dzieciom. No dobra konie macie żarcie i kto pierwszy ten lepszy, jedna z koni która stała ze swoimi przyjaciółmi do nas szepce nie wyrywajcie się za bardzo, bo was stracą, oni tak robią aby który koń będzie się wyrywał pojedzie na żeś my już z przyjaciółkami głodujemy trzeci dzień wam też radze,

jestem DORA kiedyś pracowałam jako listonoszka, ponieważ pewien listonosz nie lubił jeździć na rowerze więc zawsze z nim woziłam listy, zostałam porwana bo złodzieje dostali się do naszej zagrody, i zagrody sąsiadów i tak jesteśmy razem przyjaciółmi… Tu urwała bo dwa konie poszły do innego miejsca… No dobra a reszta koni nie będzie żarła, głośno ryknął facet no dobra, jedziecie na sprzedaż, oj złamią was będziecie ciężko pracować, załadować pełne wagony koni, jazda ryczał facet a reszta go słuchała, robiła to co on kazał.

Kasia w opuszczonym domu nie znalazła ani łóżka ani niczego zupełnie pusty ale było choć trochę ciepło, trzeba będzie gdzieś jechać do ludzi nie możemy tu zostać, mówiła do konia czule gdy nagle słyszy krzyk dzieci Kasia, Kasia!!! Odwraca się a tu Weronika i Dorota, Co wy tu robicie? A ty? Ja bawiłam się w pomarańczowego konia zaczęła mówić Kasia, gdy by nie wy wróciła bym do domu, obserwowałyście mnie, a teraz nie dość to że galopowałyście za mną to jeszcze przyszłyście bez koni, a tak w ogóle to gdzie są konie? Dorota zaczęła płakać ukradli nam konie strzelali do nas to mało, ale ty wiesz wszystko lepiej tak twierdzi Weronika. Oj Weronika co teraz zaczęła Kasia, jeśli nie uda nam się znaleźć dzikich koni nigdy nie wrócimy do domu, a Tomek nas chyba… tu się zatrzymała, bo Weronika jej przerwała, Tomek i Łukasz na wszystko tobie pozwalają i mówią że jesteś dorosła, ale schorowana, więc ja myślałam że będzie tak że jak ty taka jesteś jaka jesteś to możesz tyle samo co ja? Kasia zmartwiła się tym co mówi Weronika, tak tyle że ja jestem twoją ciocią, ja już konie znam od dwudziestu lat wciąż się uczę koni nikt nie zna koni nawet Tomek też się myli, więc po co mnie śledziliście? Teraz to już za późno wszystkie razem jeśli nie wymyślimy jak iść do domu zginiemy. Kasia zaczęła zbierać kamyki patyki oraz trochę jakiś śmiecie z domu, po co ci to wszystko mówi Dorota, a no dla tego będziemy budować drogę znaczyć ścieżki aby wrócić w razie czego w to samo miejsce, nie wiem jak wy mówi Weronika ale ty naprawdę jesteś jakaś szurnięta, tu Dorota przerywa to nie głupi pomysł bo świat ma cztery strony dwie ścieżki które prowadzą do jednej jedynej, to tu gdzieś musi być miasto, a więc dobry pomysł aby zostawiać ślady, a więc Kasiu prowadź nas, ja nie idę mówi Weronika, co ty głupia jesteś ty a nie Kasia próbujemy się wydostać a nie słuchać co ty masz do powiedzenia idziemy i już, Kasiu prowadź…

Gdzie jesteście myślę tylko jak się wydostać z tej zagrody, a dostać się na swoją posiadłość tam gdzie mieszkam, słuchaj no ty koniu parska ktoś nad moim uchem kim jesteś bo ja DEREK, a ja UŁANKA, jestem koniem który był kiedyś wolny, a to ludzie sprawili to że jestem uwięziona razem z moją rodziną żyliśmy na pustkowiu dzicy i bardzo wolni lecz teraz.. Tu przerwałem a ja mówię ze smutkiem próbuję wrócić z kąt mnie porwano, marzę aby być znowu w mojej zagrodzie z dziećmi niepełnosprawnymi które się czasem mylą, tu ukradkiem parsknąłem żałośnie, kiedyś tak się stało UŁANKO że zamiast kostki cukru dostałem kostkę soli, tu się zatrzymałem a potem mówię dalej, nie dobre było, ale teraz tak teraz mi tego brakuje…

Pisana dla mojej babuni kochanej która jest bardzo chora, natchniony duch koni…

DEREK niespokojnie prychał parskał był głodny i tak jak by czół się osłabiony i chory z wycieczenia ciągle jakieś krzyki a to parskanie i bicie kopytami przez inne konie tudzież baty i oblewanie wodą, co od razu chciało się uciekać, DERKU mówi UŁANKA wiesz niedługo będziemy szczęśliwi to się w końcu skończy, mam nadzieje mówię do siebie, lecz UŁANKA nadal mówi masz siostrę a ja nikogo dopiero co cię poznałam, miły jesteś że słuchasz, niedługo się spełni i będziemy szczęśliwi, w tej samej chili UŁANKA dobiegła do płotu chciała skoczyć lecz moja siostra ją ostrzegła ty koń!! Uważaj to płot pod napięciem….

Konie niektóre w wagonach ściśnięte jak kiełbaski poukładane w małej lodówce prychały parskały i się kopały walcząc o życie lecz co dalej nie wiem zamroczyło mnie, a gdzie siostra — nie wiedziałem, lecz co u moich się dzieje chyba znajdę jakiś kont bezpieczny ułożę się i zasnę, śniło mi się pole pełne zielonej trawy skubię ją sobie, lecz bolą mnie wszystkie moje mięśnie nawet wszystko mnie boli ech co za sen….

Kasia i Weronika i Dorotka i koń Kasieńki WERA szły dalej zostawiając flagi zrobione z mocnych patyków i rozerwanego szala Doroty, no dobra dziewczyny idziemy dalej może kto nam pomoże, szły dosyć długo zanim znalazły okoliczne domy, było jasno lecz zimno, musimy się dowiedzieć czy nas w ogóle wpuszczą do tego domu i trzeba będzie szybko dzwonić tu się zamyśliłam bo nie miałam telefonu, nie lepiej zadzwonić gdziekolwiek aby nam pomogli, wciąż Weronika stękała pod nosem mruczała głupia ciotka, a raz wyrwało jej się głupia ciota, co Dorota się zdenerwowała i dała przyjaciółce po twarzy, nie będziesz tak mówić kto cię wychował, tu Weronika oblała się łzami i mówi dom głupiego dziecka!, o tak płacz krzyczy Dorota jak by była jej matką teraz to na pewno Tomek cię wychowa zobaczysz!! Tu zaraz umilkła bo ja już dzwoniłam do pierwszego z domów, otworzono nam, lecz gdy zobaczyli konia, przestraszyli się i nie chcieli już przyjąć nawet drzwi szybko zamknęli gdy mówiłam czy mogę skorzystać z telefonu? Drugi dom to nas ugościł i pozwolił skorzystać z telefonu, kiedy wzięłam słuchawkę z nerwów zapomniałam numeru, przepraszam mówię do domownika który nas wpuścił a gdzie zadzwonić gdy zapomniałam numeru do domu?…

DEREK tęsknił coraz bardziej gdzie w ogóle jestem inna stajnia inne konie, co to czy to dom… nie no nie mogło się tak zmienić, zacząłem parskać głośno siostra też była i parsknęła też że jest, w końcu okazało się że i jest DORA i UŁANKA i inne konie które przedtem spotkałem żyjemy w końcu ciepło przyjemnie świeże siano woda, hura nie do końca ale uratowani może teraz pan przyjedzie po nas cieszyłem się ale na krótko…

Bolało mnie wszystko a to dla tego że spałem a inne konie zaczęły mnie gryźć byłem schorowany ale szczęśliwy że chociaż w ciepłej zagrodzie ale i tak tęsknie za panem dziećmi Kasią Weroniką która lubiła DELICJE ale nawet i za tymi się tęskni którzy tak naprawdę na chwilę cię opuszczają i znów wracają….

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 34.13
drukowana A5
za 53.96