E-book
22.05
Konie & feng shui

Bezpłatny fragment - Konie & feng shui


5
Objętość:
215 str.
ISBN:
978-83-8189-119-6
Moją książkę dedykuję wszystkim koniom i ich ludziom: jeźdźcom, dżokejom, powożącym i trenerom.

Podziękowania

Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy ze znajomym lekarzem weterynarii Grzegorzem Chajęckim. Opowiadałam o moich studiach charakterologicznych pary jeździec-koń bazujących na feng shui. Zasugerował, abym napisała artykuł, może dwa i wydrukowała go w którymś z koniarskich magazynów. Napisałam, ale moje próby wydruku spełzły na niczym. Czy temat był zbyt science fiction, czy forma piśmiennicza zbyt uboga, czy moja determinacja zbyt słaba, aby zainteresować któreś z szacownych pism.

Był to czas, gdy najbardziej doskwierała mi depresja, a studiowanie feng shui pod okiem nauczyciela Remigiusza Senska, było jednym z panaceum na ten stan.

W huśtawce nastrojów, której podlegałam powróciłam do serialu, który wspomniał mój syn, i obejrzałam również następne sezony. „Tożsamość szpiega/Burn notice” jest świetnie wkomponowanym w krajobrazy Miami serialem akcji. Spalony szpieg bez środków do życia podnosi się z beznadziejnego położenia jak feniks z popiołów zawdzięczając odrodzenie własnej determinacji i pomocy oddanych przyjaciół. Przez osiem sezonów nieprzerwanie bawi i zaskakuje umiejętnościami dostosowania się do stale zmieniających się warunków. Co takiego jest w filmach o szpiegach, że tak przyciągają uwagę ludzi? Tajemnice, umiejętności radzenia sobie w każdych okolicznościach i oczywiście podejrzane koneksje rządowe. Ten serial był moim drugim panaceum na wszechogarniającą depresję. Studiując materiały dodatkowe zauważyłam, że jeden z aktorów z tego serialu zaczął lansować swoją książkę. Nabyłam książkę, przeczytałam oraz, aby zrozumieć ją w pełni, obejrzałam inne filmy, w których grał Bruce Campbell. Dotarło do mnie, że nie święci garnki lepią i, że ja również mam wystarczająco dużo materiału do napisania własnej książki. Aby poznać bliżej branżę, w której tak świetnie poczynał sobie Bruce, obejrzałam większość jego wywiadów i rozmów na temat powstania i znaczenia jego książki dla czytelników. Zaczęłam pisać własne dziełko.

Następne doświadczenia to kolejne próby pozyskiwania funduszy i wsparcia pomocnych ludzi. Jeżeli ma się zaplecze w postaci młodych ludzi np.: synów i interdyscyplinarnej kuzynki, na którą można liczyć w każdej sytuacji, trudno było nie pokusić się o samodzielne wydanie książki na portalu Ridero, który nazywają spiskiem pisarzy.

Pierwsze podziękowania składam na ręce ludzi, bez których ta książka by nie powstała. Z jednej strony mój nauczyciel mistrz feng shui Remigiusz Senska, a z drugiej źródło wszelkiego wsparcia moi synowie Michał i Janek oraz źródło dobrej nadziei moja kuzynka Danuta.

Aby zmaterializować marzenia korzystałam z kreatywnych pomysłów Dagmary Rybickiej-Rafalak, za co jej bardzo dziękuję.

Dziękuję również wszystkim znajomym za rozmowy, za konsultacje i za nowe pomysły, za wsparcie i zainteresowanie tematem zawartym w książce począwszy od doktora Grzegorza Chajęckiego, przez trenera i sędzię Zofię Górską, poprzez Alinę Kuleszyńską, moją przyjaciółkę Katarzynę Fehring, wieloletnią znajomą Anię Górską, znajomą z dawnych lat, którą poznałam na nowo Anię Weimann, alergolog moich synów Bogusławę Cimoszko, Jolę Glajzer, Dorotę Kałkowską-Pozarzycką, Olgę Trzosowską najbardziej medialną osobę w stajni, Przemysława Zająca wspierającego mój pomysł, Dariusza Młynarskiego i rozmowy o inteligencji, Piotra Frączka i rozmowy o biznesie i wszystkich innych rozmówców, z którymi prowadziłam dłuższe i krótsze dysputy.

Dziękuję również za sceptycyzm, to też było potrzebne.

Składam podziękowania za fachowe porady z branży wydawniczej dla Tomasza Żmuda-Trzebiatowskiego i Ewy Miłek.

Dziękuję wszystkim, którzy przekazali fundusze na powstanie tej książki za pośrednictwem portalu polakpotrafi.pl.

Składam podziękowania dla portalu Ridero za emocje towarzyszące tworzeniu książki.

Dziękuję fotografom zawodowym i fotografom amatorom za zdjęcia.

Specjalne podziękowania za słowa napisane w swojej książce i słowa wypowiedziane w wywiadach dla aktora Bruce’a Campbell’a. Swoją postawą życiową i wspaniałą grą aktorską oraz dystansem w podejściu do siebie stał się inspiracją do podjęcia przeze mnie trudu pisarskiego. Zaryzykuję stwierdzenie, że pomógł mi spełnić amerykański sen w Europie. Pozdrowienia od wiedźmy feng shui z Dortmundu.

Za pośrednictwem mojej książki chciałabym podziękować nieżyjącym już: Piotrowi Paszkowskiemu i Heniowi Szyszkowskiemu, którzy stanąwszy na mojej ścieżce ukształtowali koniarską osobowość i pomogli zobaczyć więcej. Aby ich wolny i niezależny duch korzystał ze swobody i wolności.

Prolog. Moja droga feng shui

Moja własna droga feng shui pozwoliła mi, nie tylko nie pogrążyć się w depresji po upadku osobistym i materialnym, który najwyraźniej został mi przeznaczony, ale również podnieść się i powstać jak feniks z popiołów. Droga ta pozwoliła mi odnaleźć ścieżkę dostępu do tajemnic umysłów jeźdźców i ich rumaków i napisać tą książkę o ich relacjach partnerskich. Jest to dziedzina tak może odległa i nigdy do tej pory nierozważana, przez współczesnych mistrzów feng shui, mimo że klucz do rozwiązania i do poznania jest w zasięgu ręki, a dwa gatunki, ludzie i konie, współpracujące ze sobą od wielu wieków jeszcze bardziej się do siebie zbliżyły przechodząc z namiotów ludzi pustyni do naszych stajni.

Jeżeli komuś się wydaje ze feng shui to panaceum, jakiś rodzaj talizmanu na szczęście odpowiem, że feng shui pomoże pokonać, przejść i przebrnąć okres, w którym nasze problemy zdrowotne lub finansowe będą nas przytłaczać. Otworzy oczy na cykliczność wydarzeń i pokaże, że to, co nam w aktualnym momencie, wydaje się stanem beznadziejnym można przekuć, wykorzystać czy zamienić w początek czegoś nowego lub początek innej drogi życia.

Dla mnie studiującej relacje partnerskie ludzi i koni, feng shui połączyło wiele wątków dotyczących tych wspaniałych zwierząt i odcisnęło piętno na mojej własnej drodze feng shui. Być może takie połączenie świata mistrzów chińskich i świata jeździeckiego nie wszystkim odpowiada, ale dla mnie oba światy przenikają się nawzajem. Poprzez relacje końsko-ludzkie żywioły feng shui stają się dla mnie bardziej zrozumiałe, reprezentatywne, bliższe. Dostrzegam łatwiej cykliczność i oddziaływanie roczne feng shui wędrujących gwiazd i ich wpływ na zdrowie, kondycję i psychikę wierzchowców, a przez to również ich jeźdźców.

Aby pokazać związki przyczynowo-skutkowe jakim poddaje nas przeznaczenie, sugerując że każde niepowodzenie może być początkiem nowej drogi, chciałam wspomnieć opowieść, którą znalazłam w książce Barbary Antonowicz „Tarot intuicyjny Arkana Wielkie”.

W pewnej wsi żył bogaty gospodarz, który jako jedyny posiadał konia do ciężkich prac polowych. Inni mieszkańcy wsi przychodzili do niego i gratulowali mu szczęścia. Odpowiadał Być może…. Pewnego dnia koń uciekł. Mieszkańcy odwiedzili go współczując mu nieszczęścia. Odpowiedział Być może…. Za kilka dni koń wrócił i przyprowadził dwa dzikie konie. Mieszkańcy wsi pospieszyli z gratulacjami na jego szczęśliwy los na co odpowiedział Być może …. Kolejnego dnia, jego syn, ujeżdżając jednego z nowych koni złamał nogę. Mieszkańcy przyszli ze współczuciem. Odpowiedział Być może …. Za tydzień do wioski przyszli żołnierze rekrutować młodzieńców. Tylko syn gospodarza pozostał bo miał złamaną nogę. I znowu mieszkańcy wsi, nie mogąc nie zauważyć jego szczęścia, gratulowali mu. Filozoficznie odpowiedział Być może ….

1. Konie Ogniste

Boże mój, Boże mój daj konia,

 niech mu mięśnie zagrają pode mną,

Niech wiatr w twarz spokój da, ukojenie,

 Panie spraw bym nie prosił daremno.


Panie mój, Boże mój daj konia,

 niech mnie niesie w nowe przeżywania,

Chociaż strach bierze mnie w ramiona,

 czy mi starczy sił do dziękowania.

Nefrytowy Cesarz posiadał w swojej niebiańskiej menażerii posłańca. Był to wspaniały, dumny i wyniosły okaz Konia z parą pierzastych skrzydeł, zdolny poruszać się po niebie, ziemi i wodzie. Pewnego razu, gdy niósł wiadomość dla Smoka, króla Wschodniego Morza, został zatrzymany przy bramie przez strażników. Z wściekłości i niecierpliwości zabił jednego z nich. Za ten postępek został osądzony i skazany na obcięcie skrzydeł i zamknięcie pod górą. Po dwustu latach nieopodal góry przechodził przodek człowieka i uwolnił Konia z jego więzienia. Od tamtej pory Koń służy człowiekowi.

Chociaż Nefrytowy Cesarz pozbawił dumnego rumaka skrzydeł, my ludzie wyczuwamy ich zalążki, ich ideę. Koń w naszych snach ma postać Pegaza. Marzymy, by oderwał się od ziemi i spełnił wszech-wieczny, człowieczy sen o lataniu w przestworzach. Koń w galopie wygląda jakby nie dotykał ziemi kopytami. Cwał tak miękki, że wierzchowiec zdaje się płynąć w powietrzu, tak szybki i obszerny, że każda noga zdąży postawić swoje kopyto, tak absorbujący, że upajamy się demonem ruchu, tak lekki, że ziemia umyka spod nóg, a sklepienie horyzontu zdaje się przybliżać w ogromnym pędzie.

Podziękujmy pierwszemu człowiekowi, który oswoił i dosiadł wierzchowca, czyniąc go partnerem doli i niedoli, swoich wzlotów i upadków, człowiekowi, który wyrwał to szlachetne zwierzę z niewoli i wstawił się u Nefrytowego Cesarza, aby Koń stał się jednym ze znaków chińskiego zodiaku.

Podstawowym żywiołem Konia jest Ogień. Wiemy, jak łatwo podsycić ogień w pożogę lub stłamsić i zdusić w zarodku. Wydawałoby się, że te emocje są zarezerwowane tylko dla ludzi, ale nasze ogniste konie zazwyczaj przesadnie reagują na bodźce. Zwyczajny przestrach wytrąca je z toku pracy i trudno im się skupić na wymaganiach jeźdźca. Niecierpliwość tak dobrze znana wszystkim jeźdźcom i miłośnikom koni — tupanie, grzebanie przednim kopytem. Pytanie zadawane całym ciałem, całym jestestwem konia czy już …?, czy już możemy …?, czy już możemy galopować?. Młode konie, którym galop pozwala wykrzyczeć swój strach, swoje niezadowolenie z jeźdźca i siodła i współpracować z człowiekiem na grzbiecie.

Ogień galopu, galopu który pobudza narządy w końskim ciele i rozżarza każdą kroplę krwi. Wiele koni jeszcze długo po biegu, po wyścigach z wiatrem nie może się uspokoić.

Ogniste rumaki w rydwanach wojowników jako partnerzy walczący po zawsze dobrej stronie. Ogniste bachmaty Berberów przemierzające rozżarzone, piekielne piaski pustyń. Rumaki wojowników Chyngis-chana wiozące na grzbietach nieokrzesanych barbarzyńców.

Cwałujące konie husarzy spod Wiednia, szwoleżerów spod Samosierry, czy innych mniej znanych miejsc, dzielące los ludzi, dla których podjęły szarżę. Sekundy, minuty czasu rzeczywistego wydają się wiecznością dla pędzących w bitewnej ekstazie kawalerzystów.

Odwaga jeźdźców, determinacja połączona ze ścigłością, ogniem bachmatów, partnerów tych samobójczych akcji. Szarża, ulotna chwila, w której wydaje się, że cwałujące kopyta naszych rumaków zmienią historię, wydrą bogom wpływ na losy nasze, choćby w tak mizernej perspektywie czasowej jak 100—200 lat.

I współczesne konie wyścigowe, których wyrzeźbione sylwetki pozowały posągom, niecierpliwiące się w boksach startowych.


Sama urodziłam się w roku Konia Ognistego. Moje własne, często przesadne reakcje na to, co mnie spotkało w życiu, niecierpliwość i duma, trudność przełknięcia porażek oraz ogień godny Feniksa, który pozwala zacząć od nowa, przyzywają postać i charakter Konia, który w tym moim wcieleniu objął w posiadanie moje emocje, moje odczucia i moje reakcje. Nie bez przyczyny całe moje życie chciałam umieć, mieć możliwość poruszania się po niebie, ziemi i wodzie. Od początku kochałam swobodę, jaką daje możliwość przemieszczania się. Uwielbiałam podróżować pociągiem i patrzeć, jak ziemia przesuwa się w oknie, brał mnie we władanie demon ruchu i prędkości. Mogłam jechać z misją, poleceniem nawet na koniec Polski. Oczywiście na bliższe odległości liczne wyprawy rowerami, motorynką, później motocykle i samochody. Samochodem najlepiej podróżowało się w nocy. Pojazd, szosa i ja oraz nieliczne, inne, w tamtych czasach, wehikuły. Aby skutecznie podróżować po wodzie zaczęłam pływać na jachtach, a później na desce windsurfingowej. Jak przyjemnie czuć deskę w ślizgu. Jeszcze chwila i poszybujesz, oderwiesz się od tafli wody lub wielkim łukiem wpadniesz w żagiel, gdy zgubisz wiatr. Aby dopełnić umiejętności i oswoić następny żywioł — powietrze, w którymś momencie mojego życia zaczęłam skakać ze spadochronem (dla mniej zorientowanych — to tańsza forma pobytu w przestworzach) oraz udało mi się załapać na przelot szybowcem i motolotnią.

Wszystkie te sposoby poruszania się przy pomocy, mniej lub bardziej uosobionych przez nas ludzi, maszyn są tylko namiastką prawdziwego pokonywania przestrzeni, którego można doznać jedynie na grzbiecie wierzchowca. Konie, o które był zazdrosny, ojciec moich dzieci, zawsze zajmowały wysokie miejsce w moim życiu. Na początku pierwsze, a po urodzeniu dzieci, drugie. Wierzchowce, ich żywotność i piękno, swoboda łączyły się w jedno z odczuciami i estetyką mojej własnej duszy.

Konie są tak elektryzującym i ekscytującym, nie tyle sportem co stylem, sposobem życia, że znajomy, który, jak sam powiedział, wyleczył się z tego nałogu dawno temu, zaproszony przeze mnie na krótką przejażdżkę po lesie, odmówił, bojąc się znowu zacząć, aby nie wsiąknąć w konie ponownie.

Wierzchowiec pode Mną/pod Tobą, czekający na sygnał dzwonka, na pozwolenie aby przyjąć tempo parkurowe. „Czy jesteś gotowa/gotowy oddać mi kontrolę nad prędkością?” „Pokaż kierunek i przeszkody, usiądź spokojnie i podążaj za mną, ja zrobię resztę.” Nie ma czasu, ani przestrzeni, są przeszkody i koń, który lata nad nimi a Ja/Ty mamy wrażenie że poruszamy się na czterech, a nie na dwóch nogach.

To zdarza się tylko nielicznym z nas jeźdźców. Doznanie połączenia z koniem, połączenia takiego, że zdaje ci się, że poruszasz się na czterech nogach, że siedząc stanowisz jedność ze swoim wierzchowcem, że nie krępujesz jego ruchów w pędzie, a jego grzywa delikatnie muska twoją pochyloną nad jego szyją twarz, że żywa tkanka krwi dociera też do twoich żył i każdą cząstką istnienia dopełniasz istnienie rumaka-przyjaciela, rumaka-druha i partnera, rumaka wyzwoliciela od czasu i przestrzeni. Jeżeli doznajesz takich uniesień, zaczynasz się zastanawiać, czy twój koński partner ma duszę, zdolną doznawać przyjemności płynącej z pędu, lotu pomiędzy drobinkami przestrzeni i okruchami czasu.

W tak niezwykłych momentach wydaje ci się, że wyczuwasz skrzydła, które zaniosą cię w inny wymiar czasoprzestrzeni lub, jak mówią inni, do bram raju.

Chyba tylko koń, zasłużył na honor śmierci przez strzał w głowę, w chwili gdy nie było szansy na uratowanie jego życia. Przychodzą mi na myśl sceny z filmu Honor Kawalerzysty/In Pursuit of Honor (1995) i idea utylizacji niepotrzebnych już armii zwierząt, na rzecz bezdusznych, acz nowoczesnych pojazdów. W ostatnich kadrach filmu trąbka sygnałówka i kilku odważnych, niesubordynowanych kawalerzystów podrywa konie do cwału przez graniczną rzekę pomiędzy USA a Kanadą, ostatniego rozpaczliwego wysiłku koni, który ratuje im życie.

Trąbka sygnałówka podrywała do biegu wiele pokoleń koni, koni ufnych, koni posłusznych i wiernych, które swoim udziałem zapewniły sobie miejsce w historii ludzkości.

Wiele ognistych rumaków, skazanych przez emocje ludzkie na emeryturę, wysłanie na łąki poza ekscytację i adrenalinę wyjazdów, poza sygnał startowy dzwonka, atmosferę zawodów, czyniły życie koni sportowych niepotrzebnym, nudnym na tyle, aby bardzo szybko wycofać się w cień, odejść w ciemność. Szanujmy nie tylko to co wydaje nam się emocjonalnie dobre dla konia, ale to co jemu jest potrzebne; pęd galopu, wiatr rozwiewający grzywę czy współpraca z człowiekiem do końca.


Koń z krwi i ciała, wspaniały Wierzchowiec, ognisty Dzianet, pustynny Bachmat splata się nierozerwalnie w jedno, z Pegazem natchnionych poetów, ze skrzydlatym Koniem Nefrytowego Cesarza, z Koniem z chińskiego zodiaku, z Cienistogrzywym z trylogii Tolkiena, Mówiącym Koniem z Narnii, z Koniem, który unosi Nas w świat marzeń, pragnień i snów.

2. Konie Współczesne

Konie wybaczają nam emocje, nie wybaczają braku konsekwencji.

W maju 2016 roku uczestniczyłam w kursie feng shui. Zgłębiając tajniki powstawania właściwych relacji międzyludzkich opartych, nie tylko na związkach nam przeznaczonych, lecz również na trwałości tych związków w przeciągu czasu, doszłam do wniosku że podobne relacje mogą zachodzić również w przypadku naszych końskich partnerów.

Dosiadałam w swoim życiu około 300 koni, z niektórymi rozumiałam się gorzej z innymi lepiej. Były to konie uczniów dosiadane na chwilę, konie na których jeździłam parę lat oraz młode konie lub konie z problemami przygotowywane na sprzedaż. Niektóre wierzchowce są w stanie prawie odgadnąć nasze myśli i mamy wrażenie, że jeżdżąc na nich posługujemy się, jeżeli nie telepatią to empatią na wysokim poziomie. I to nie tylko nasze umiejętności są za to odpowiedzialne, ale również zgranie temperamentów, potrzeb i oczekiwań.

Wydaje się, że to tylko my wpływamy na naszego wierzchowca i uczymy go przyporządkowaniem, konsekwencją, powtarzalnością ćwiczeń i dyplomacją, ale to tylko połowa prawdy. Nasz wierzchowiec wpływa też na nas dopełniając nasze emocje, wrażenia, pasje i marzenia.

Dlaczego konia można oceniać w oparciu o techniki zarezerwowane do tej pory tylko dla ludzi? Uważam że w chwili obecnej, w Europie, konie są hodowane i utrzymywane w mniejszych stadach niż dawniej. Ich relacje z członkami własnego końskiego stada, w którymś momencie są przekazywane na stado typu: człowiek, pies, kucyk, kot lub koza, inny towarzysz koński w boksie obok lub na wybiegu obok. Znika gdzieś więź stada ściśle końskiego na rzecz stada mieszanego. I tak jak pies, istota o mniejszej pojemności mózgu od małpy, a co za tym idzie i mniejszej inteligencji, przebywając z człowiekiem, rozwinął potrzebne umiejętności do pełnej współpracy i zrozumienia nawet ludzkich reakcji emocjonalnych, tak powoli i konie przebywając wśród ludzi przystosowały się do zmieniającej się rzeczywistości.

Obserwując konie, jakże często można zauważyć, że nie płoszą ich wytwory cywilizacji, maszyny, podnośniki, pługi śnieżne, lecz na przykład stadko kaczek zrywające się do lotu ze stawu. Można by rzec, że konia w obecnych czasach bardziej płoszy dzika przyroda niż zdobycze cywilizacyjne człowieka.

Powracając myślami do lat nastoletnich, która z amazonek nie wspomni jak przychodziła z problemami, do boksu ulubionego wierzchowca i siedziała tam godzinami, mając wrażenie, że on rozumie jej rozterki, jej wahania lepiej niż ktokolwiek inny na świecie.

W związku z tym, że konie zaczęły zajmować miejsce do tej pory zarezerwowane dla psów, możemy mówić nie tylko o użytkowaniu wierzchowców, ale również o relacjach końsko-ludzkich.

Monty Roberts próbując nam ukazać i przekonać nas do korzystania z końskiego języka, nie jest w stanie przełamać europejskiej tradycji przemawiania, szczebiotania i rozmowy z koniem, w stylu, w którym przemawialibyśmy do małego dziecka. Bardzo często amazonki, rzadziej jeźdźcy, traktują swoje rumaki jak dzieci, których im brakuje, lub które już dorosły.

Wydawać by się mogło, że konie nie rozumieją, co się do nich mówi i to co w Europie jest normalne: rozmawiamy z koniem, w USA jest źle widziane. W Stanach Zjednoczonych nie rozmawia się z koniem.

W czasie gdy pracowałam w Niemczech przy koniach, poznałam projektantkę mebli, która opowiedziała mi historię jednego, ze swoich czterech ogierów, przywiezionego z Rosji. Koń ten po przywiezieniu do Niemiec, bardzo dziwnie przekrzywiał głowę, gdy w jego obecności rozmawiała ze swoim niemieckim trenerem, tak jakby tym sposobem, usiłował zrozumieć o czym oni mówią po niemiecku. Wyprowadzając go następnego dnia na karuzelę, wypowiedziałam do niego parę słów po rosyjsku, a on zareagował, tak jakby obudził się na chwilę i chciał powiedzieć mów do mnie jeszcze w tym języku.

Spotkałam również inną sytuację. Pewna, nowo przywieziona do stajni, roczna klaczka próbowała posłużyć się końskim językiem i powiedzieć współtowarzyszom stajennym, że jest tylko małym, niegroźnym roślinożercą. Dorosłe konie nie chciały z nią współpracować, ignorowały ją, jakby nie rozumiały co ona chce im powiedzieć, okazywały duże niezadowolenie i brak zrozumienia. Niektóre pokazywały agresję, tuląc uszy i odsłaniając zęby.

Jedna z bliżej mi znajomych klaczy, pochodząca z Niemiec, gdy jej oczekiwania i duma, były urażone propozycjami współpracy z człowiekiem, odwracała się do okna jakby chciała powiedzieć: „obraziłam się, język polski jest niewskazany, mów do mnie po niemiecku”

Jeżeli nasz wierzchowiec pochodzi z innych, europejskich środowisk językowych, po jakimś czasie przyzwyczai się do naszego szeleszczącego narzecza, ale mogę zagwarantować, że jeżeli chcemy go nagrodzić lub zdyscyplinować słowem, najlepiej użyć języka kraju, w którym się urodził, oczywiście z odpowiednim akcentem.

Tak jak, my sami, wyznając miłość tą jedyną, tą prawdziwą, wiemy że tylko słowo w języku ojczystym niesie całą pełnię emocji, wrażeń, odczuć i marzeń, tak nasze rumaki mają szybszą, często emocjonalną reakcję na słowo znane od źrebaka.

Czy tylko fenomenalna pamięć czyni konia w naszych oczach bardziej inteligentnym niż jest? Marlitt Wendt opisuje miniaturowe koniki, które świetnie się sprawdzają jako przewodnicy niewidomych, w zadaniach do tej pory zarezerwowane wyłącznie dla psów. Wielu z nas, zdarzyło się zabłądzić na przejażdżce w lesie. Wystarczyło wtedy poluzować wodze, by koń sam odnalazł drogę do domu.

Nie posądzamy naszych koni o zdolności aktorskie ale jednak… Pewna klacz była nastawiona wrogo i agresywnie do ludzi dorosłych i ich żądań. Mój pierwszy kontakt z nią skończył się boleśnie. Gdy tylko odwróciłam się na moment otrzymałam cios powyżej pasa i bolesne ugryzienie w łopatkę. Chcąc zachować resztki godności oraz pozycję alfa w stadzie, oddałam pięknym za nadobne, szybko i bez wahania ukarałam klacz. Od tamtej pory, gdy klacz miała do mnie jakiekolwiek pretensje, odwracała się do ściany i kłapała zębami w powietrzu. Ta sama klacz przechodziła metamorfozę w kontaktach z dziećmi. Była najlepszym koniem do początkowego instruktażu i prób jazdy konnej dla najmłodszych adeptów sztuki jeździeckiej. Jej normalnie, w kontaktach z dorosłymi, stulone uszy, zmieniały pozycję o 180 stopni. Tworzyły coś na kształt rogów, wysuniętych do przodu, aby nikt, nawet na chwilę, nie posądził jej o jakiekolwiek niecne lub bolesne zamiary. Ona wiedziała, że tylko pokazując minę niewiniątka, będzie mogła korzystać ze wszystkich smakołyków przyniesionych w nadmiarze przez dzieci. Przysmaki te wyjmowała delikatnie wargami z dziecięcych rączek.

Klacz po zakończeniu wyjazdowej pracy z dziećmi, rżała do każdej przejeżdżającej przyczepy wyglądającej jak bukmanka, gotowa bez żadnych problemów skorzystać z tego środka transportu, aby wrócić do stajni.

Inny znajomy wałach już wchodząc na parkur pokazywał, jak ukończy jego przebieg. Jeżeli, wchodząc na plac z przeszkodami, dumnie prostował głowę, naprężał sylwetkę i prezentował podniesiony ogon, pewne było, że ukończy parkur bez zrzutek. On chłonął uznanie i poklask tłumów, uwielbiał być podziwianym i pożądanym. Świetnie bawił się na arenie międzynarodowych zawodów. Na równi ze swoim jeźdźcem czuł atmosferę wielkiego sportu i uwielbienie spragnionej igrzysk gawiedzi.

Opisane przykłady zachowań koni wskazują, nie tylko na mocną więź łączącą je z ludźmi, ale również na zaobserwowanie przez konie mechanizmów jak, są one postrzegane przez człowieka i wykorzystanie tej wiedzy na swoją korzyść.

Wszyscy opisujący inteligencję konia, porównują ją do inteligencji ludzkiego dziecka na poziomie, zależnie od autora, od 1.5 roku do 3 lat. Ci którzy mieli i konie, i dzieci wiedzą jak trzeba zabezpieczać szafki, szafeczki, półki, półeczki, elektryczne gniazdka i paki z owsem przed niepohamowaną ciekawością małych i dużych szkodników. A sceny terroru odgrywane przez naszych milusińskich w sklepach, przed półkami z zabawkami można porównać z, wyrażaną tupaniem i grzebaniem nogą, zazdrością naszego jednego wierzchowca o przysmaki podawane drugiemu.

Ciekawy przykład dwuletniej klaczki, która od urodzenia pije, chłepcząc wodę językiem jak pies i innej wiekowej klaczy, która niewątpliwie poznała zasady hydrauliki, gdyż jeżeli z jakichś przyczyn mechanicznych jej poidło utraci język, ona potrafi nacisnąć zawór swoim własnym zębem, i w ten sposób je napełnić.

Wnioski z powyższych przykładów proszę wyciągnąć samodzielnie. Tak jak u ludzi, tak u koni trafiają się osobniki bardziej lub mniej inteligentne, łatwiejsze lub trudniejsze w treningu i w codziennej obsłudze. Ta końska inteligencja, lub jak mówią inni, empatia daje mi podstawy do zastanawiania się nad relacjami końsko-ludzkimi i porównanie ich do związków międzyludzkich, ponieważ sami niejednokrotnie przekraczamy granice międzygatunkowe i traktujemy nasze wierzchowce, tak jak gdyby były ludźmi.

Z jednej strony przypisujemy naszemu wierzchowcowi ludzkie zalety i wady, często zbyt pochopnie oskarżając go o działanie pod wpływem złośliwości, o premedytację i wręcz taktyczne działania na ludzką szkodę, najczęściej nazwane przez koniarzy: „bo on/ona taka jest…” Z drugiej strony odmawiamy mu praw i nie liczymy się z jego emocjami i uczuciami. Najczęściej ma to postać emocjonalnego podejścia, pocałunku w pysk i hasła wypowiadanego najczęściej przez amazonki: „Pańcia kocha”, by za chwilę, gdy nie spełni oczekiwań i nie sprosta zbyt trudnemu treningowi, przekształcić je w hasło: „Pańcia nienawidzi” i skazać sportowego konia na karę monotonii i powtarzalności użytkowania przez szkółkę, aby spokorniał.

I nawet jeżeli nasze frustracje w kontakcie z koniem, temperament, emocje i siła reakcji na bodźce, nie są dostosowane do pary koń-człowiek i pokazują, jakbyśmy jeździli za karę, to nie jest to bez przyczyny leżącej w naszym przeznaczeniu. Coś nas bardzo przyciąga do tego szalonego rumaka, tak jakby życie chciało nas czegoś nauczyć lub wpłynąć na naszą osobowość, zmieniając nasz punkt widzenia lub jakieś cechy naszego charakteru.

Relacje tego typu opisuje autor w książce „Zaklinacz koni”: "...kobiety...kupowały...dzikie, drogie konie i śmiertelnie się ich bały. Szukały czegoś, co pomogłoby im pokonać ten strach, a może strach w ogóle. Mogły równie dobrze wybrać latanie na lotniach, górskie wspinaczki albo zapasy z rekinami...ale… wybrały jazdę konną.”

Każdy z nas, na pewno w swoim życiu poznał lub pozna taką osobę, i często zastanawiamy się dlaczego ta osoba, trwa w tej relacji z koniem.

Zachęcam do ponownego przeczytania książek „Zaklinacz koni” oraz „Człowiek, który słucha koni” jako podstawowej lektury do lepszego poznania psychologii koni oraz do własnych przemyśleń i rozważań o doświadczeniach przeżytych z końmi, na bardziej chłodnej, racjonalnej a nie emocjonalnej płaszczyźnie postrzegania.

Po opadnięciu emocji, możemy zastanowić się nad oddziaływaniem przyczynowo-skutkowym w zaistniałych sytuacjach, i nie do końca wyjaśnionych zachowaniach końskich, i nie zakładać, że to my mamy problem z koniem, bo może jest dokładnie odwrotnie.

3. Konie w Numerologii

Wszystkie historie opisane w poprzednim rozdziale wskazują, z jednej strony na coraz większą zażyłość naszych koni z nami, ale z drugiej strony, również na silne działanie przeznaczenia, stawiające na naszej drodze właśnie te, a nie inne wierzchowce. Przeznaczenie i karma to dziedziny, którymi zajmują się mistrzowie feng shui zgłębiając zawiłości relacji partnerskich w świecie ludzi. Dlaczego nie spróbować zastosować tej wiedzy również do naszych odniesień końsko-ludzkich.

Ktoś może powiedzieć, że numerologia nie dotyczy koni. Michał Wierusz-Kowalski w swoim artykule o koniach „pijących wiatr” powołuje się na starą beduińską legendę, według której Allach stworzył konia z tchnienia wiatru południowego, a prorok Mahomet uznał konia za niezbędnego towarzysza do obrony wiary islamskiej. Dla niezorientowanych, w islamie koń jest zwierzęciem wyższym, a pies i małpa są traktowane na równi z nieczystą świnią.

Stara rasa koni arabskich, uznana za czystą od VII wieku, wywodząca się ze słynnych czterech klaczy Mahometa, które pomimo całodziennego braku wody, w odpowiedzi na sygnał „do boju” jako jedyne nie pobiegły do źródła, lecz stanęły w gotowości, aby lojalnie i wiernie towarzyszyć człowiekowi w walce. Ponieważ dokumenty rodowodowe koni, jako jedna z cenniejszych rzeczy, przechodziły z ojca na syna, możemy się w nich doszukać śladów tej szlachetnej krwi, sięgających nawet 4 tysięcy lat wstecz.

Beduini od wieków stosowali zasady numerologi dla swoich koni. Każde narodzenie źrebaka determinowało nie tylko jego przyszłość, ale także przyszłość właściciela oraz całego plemienia. Konie arabskie żyjąc i mieszkając w namiotach swoich właścicieli były włączone do rodziny. Ich mądrość, inteligencja, empatia wywodziły się z obserwacji i większego zrozumienia potrzeb i oczekiwań towarzysza, partnera wydarzeń — człowieka.

Trudne pustynne warunki bytowe, doskonale selekcjonujące osobniki, utrwaliły rasę nie tylko odpornych, odważnych i inteligentnych zwierząt, ale również pięknych, długonogich, delikatnych w rysach, o tanecznym ruchu rumaków, będących dumą i miłością ich właścicieli.

Przykłady tego rodzinnego traktowania koni arabskich można zobaczyć w filmie Ben Hur z 1959 roku, w którym właściciel czwórki siwych koni przygotowuje je do wyścigu rydwanów oraz w filmie Hidalgo z 2001 roku o mustangu-mieszańcu rasowym, biorącym udział w wyścigu pustynnym, zarezerwowanym wcześniej tylko dla koni czystej krwi.

W XXI w. konie arabskie mają ekskluzywne, często kapiące od złota stajnie z klimatyzacją, solarium i basenem, ale czy nie utraciły swojego kontaktu, swojej więzi z człowiekiem, który wieki temu mieszkał z nimi w namiotach.

Większość z ras koni współczesnych ma wśród swoich przodków i protoplastów konie arabskie i berberyjskie, co pozwala rozszerzyć numerologię, czyli wibracje liczb daty urodzenia, na praktycznie cały gatunek a szczególnie na konie użytkowane wierzchowo.

Przy pomocy bardziej zaawansowanej formy feng shui jaką jest dobór partnerski, numerologii zachodniej i chińskiej oraz w oparciu o wibracje liczb, doskonalone od niemal 5 tysięcy lat przez mistrzów chińskich, a zauważone przez Platona, możemy wgłębić się w relacje końsko-ludzkie i poszukać właściwej sekwencji liczbowej łączącej jeźdźca i jego wierzchowca.

Do oceny związków pomiędzy koniem a człowiekiem, potrzebna jest, nie tylko znajomość algorytmów i technik porównawczych wibracji liczb z daty urodzenia, dopasowanie żywiołów reprezentowanych przez obie strony, ale również porównanie liczb kua z feng shui, oceniających zaangażowanie w daną relację, związane z przeznaczeniem.

Od jesieni 2016 roku testowałam zdobyte na kursie feng shui umiejętności w relacjach partnerskich: rozmawiając z jeźdźcami o ich koniach, rysując diagramy magicznego kwadratu lo shu oraz sprawdzając wibracje numerologiczne wszystkich danych, które można odczytać z daty urodzenia. Podążając tą drogą zdałam sobie sprawę, że tylko diagramy końskie w uzupełnieniu z diagramami ich jeźdźców dają pełnię odczytu i uzupełniają się nawzajem. Na przykład miałam duże wątpliwości co do zgodności i przydatności wierzchowców dla ich amazonki, gdyż obrazek jeźdźca na koniu, nie pasował do obrazu z diagramów lo shu. Okazało się, że data urodzenia potrzebna do utworzenia diagramów, nie jest zgodna z oficjalną datą urodzenia osoby. Amazonka została urodzona przez cesarskie cięcie, o dzień szybciej, niż data pasująca w pełni do diagramów jej rumaków.

Związki międzyludzkie rozpatrujemy na bazie typowych, opisanych przez mistrzów feng shui sposobów. Aby opisać konie i ich relacje z nami, nie możemy używać terminologii zarezerwowanej dla ludzi np.: świetny finansista lub genialny mózg.

Konie mają wibracje liczb, określone bardziej przez pierwotne chińskie żywioły, niż nadane im później znaczenia, funkcjonujące w sferze ludzkiej.

W feng shui określono 5 żywiołów: Drzewo, Ogień, Ziemia, Metal, Woda oraz korelacje pozytywne (wspierające) i negatywne (wyczerpujące) pomiędzy nimi.

W pozytywnych korelacjach Drzewo podtrzymuje Ogień, Ogień ogrzewa Ziemię, Ziemia rodzi Metal, Metal pobudza Wodę i Woda ożywia Drzewo.

Negatywne korelacje to Drzewo, które rozsadza korzeniami Ziemię, Ziemia zasypująca Wodę, Woda, która gasi Ogień, Ogień topiący Metal i Metal, który tnie Drzewo.

Jeżeli np. wierzchowiec o wibracjach liczb określonych przez Ogień, próbuje współpracować ze swoim ludzkim partnerem o wibracjach liczb określonych Wodą, mogą nie być w stanie się zrozumieć. Chociaż z doświadczeń własnych, z rozmów z innymi koniarzami i ze studiowania diagramów feng shui jeźdźców i ich wierzchowców, można wywnioskować, że bardziej lub mniej, ale jednak kieruje nami karma-przeznaczenie, które sprawia że jeździmy na konkretnych koniach.

Należy dodać, że feng shui stosuje przeliczanie naszej zwykłej daty urodzenia, z kalendarza słonecznego, na datę urodzenia opartą na kalendarzu księżycowym i ta data stanowi punkt wyjścia dla odpowiednich obliczeń i tworzenia kwadratu magicznego, diagramu urodzeniowego lo shu.


Nasze relacje z końmi, tak jak związki międzyludzkie, korzystając z obliczeń numerologicznych dróg życia, można podzielić na związki typu A,B,C,D. Związki typu A to związki mistrzowskie. Koniarze i zawodnicy mówią, że koń mistrzowski trafia się raz w życiu, a czasami nigdy. Na podstawie moich badań mogę podać przykład Johna Whitakera i Miltona, których drogę mistrzostwa znamy. Innym przykładem, opisanym przez Monty Roberts’a, jest jego wierzchowiec Johnny Tivio. Relacja pomiędzy nimi, potwierdzona diagramami feng shui, wskazuje nie tylko na pełne współbrzmienie wibracji liczbowych, ale również pełną harmonię żywiołów.

Następnym typem są związki B. Dobre zrozumienie jeźdźca i konia, oraz współgranie żywiołów — do tego typu związków każdy z nas powinien dążyć. Są to konie, na których nie tylko jeździ nam się dobrze, ale tak dopełniają nasze cechy osobowości, że chcemy często przebywać w ich towarzystwie. To konie, w grzywy których nastolatki wypłakują problemy, starzy jeźdźcy omawiają sprawy życiowe. Konie, z którymi dobrze się pracuje. Mamy wrażenie, że wierzchowiec przenosi nas w czasie jazdy w inny wymiar rzeczywistości.

Związki typu C są najczęściej spotykane. W związku tym, każdy z partnerów ma swoją własną osobowość. Musimy szanować upodobania naszego wierzchowca i konsekwentnie dążyć do tego, aby on szanował nas. Musimy przypominać dosyć często, że to my tu jesteśmy szefem i drogą kompromisu albo dyplomacji, a na pewno żelaznej konsekwencji, wymagać, ale i pozwalać na pewne ustępstwa. Jeżeli harmonogram praw i obowiązków jest w miarę ustalony, możemy osiągnąć sukcesy sportowe lub przyjemność jazdy rekreacyjnej.

Wspomniane przeze mnie, w poprzednim rozdziale, problemy kobiet, z ich końmi rekinami, to zazwyczaj związki typu C, w których to strona ludzka często śmiertelnie boi się swojego wierzchowca, ale czuje też bardzo silny pociąg emocjonalny, aby jeździć właśnie na tym, a nie innym koniu.

Związki typu D. Bardzo trudne do realizacji, wymagające dużej uwagi. Zazwyczaj szybko się rozpadają i niechętnie dosiadamy takich wierzchowców lub są to konie, które przygotowujemy pod innych jeźdźców.

Na prośbę mojej koleżanki Kasi scharakteryzowałam dwa jej wierzchowce. Pierwszy koń, to związek typu C i już się skończył. Drugi koń, to związek typu B, trwa i przynosi korzyści obu stronom.

Katarzyna jest osobą, która mieszkając w Niemczech, pomagała mi dwanaście lat temu kupować konie u naszych sąsiadów. Jedna z wybranych przez nas klaczy towarzyszy mi do dzisiaj. Właśnie, w związku z tą klaczą, wydarzyła się następująca historia. Kasia widząc moje próbne jazdy, doznała jakby olśnienia i powiedziała, że ten koń byłby dobrym wierzchowcem dla John’a Whitakera. Potraktowałam to wtedy jako żart. Obecnie, po dwunastu latach i po trzech latach studiowania feng shui, mogę powiedzieć, że moja klacz ma te same wibracje liczbowe z Johnem Whitakerem, co Milton. Stanowiłaby z tym jeźdźcem związek typu A, a więc mistrzowski. Nawiązując do olśnienia mojej koleżanki, napisałam i wysłałam e-mail do Johna Whitakera, opowiadając o zaistniałym zdarzeniu. Nie otrzymałam odpowiedzi.

Przy pomocy algorytmu opartego na feng shui, jestem w stanie nie tylko potwierdzić przydatność i wysokie zaangażowanie obu partnerów w związku, ale również przybliżyć użyteczność nowych mistrzowskich koni dla zawodników.

Być może część właścicieli koni, chciałaby dowiedzieć się, czy ich koń mógłby osiągnąć mistrzostwo pod innym wybranym jeźdźcem. Moja metoda pozwala to sprawdzić za pomocą odpowiednich obliczeń.

Część osób kocha swoje wierzchowce i to jest sens ich związku z nimi, bez względu na ich wady, nie oddaliby lub nie zamienili, tych koni na żadne inne.

Ale być może, przy wyborze następnego końskiego partnera, warto zastanowić się i sprawdzić parametry udanego związku lub jasno powiedzieć sobie, że nie jeżdżę przecież za karę i zrezygnować w porę z relacji, która niszczy obie strony, poprzez strach lub brak harmonii między żywiołami konia i jeźdźca. Tak jak często tkwimy w beznadziejnych małżeństwach, bez szansy na dogadanie się.

Inni, bardziej ambitni w ocenie swoich wierzchowców, przyjmą może inną wersję wydarzeń i pozwolą wybranym jeźdźcom osiągnąć mistrzostwo na swoim koniu.

4. Zachodnie Drogi Życia

Kto z nas, nie chciał poczuć się przez chwilę bogiem stworzycielem na miarę Dr Frankensteina czy Fausta i powołać do życia swojego homunkulusa.

Wielu miłośników koni i koniarzy, hodowców i amatorów jeździectwa, zawodników i właścicieli koni, pomyślało kiedyś, że może uda się im samym, wyhodować dla siebie źrebaka o określonych cechach. Zaczynając od osób, które znają się na hodowli koni czy to z racji wykształcenia (rolnicze, zootechniczne) czy też z racji pochodzenia z rodzin zajmujących się końmi, kończąc na osobach typu pewnej właścicielki koni, mającej inklinacje ku hodowli która, zapytana o doświadczenie w tej materii odpowiedziała „to proste chowałam psy i koty, to i konie potrafię hodować”.

W mojej czterdziestoletniej praktyce spotkałam różne konie wyhodowane przez amatorów. I tak zdarzyło mi się usłyszeć opinię od domorosłych miłośników koni, których dziadek lub wujek przed wojną hodował konie, do swojego dziecka: „kupimy czy wyhodujemy źrebaka, to go sobie wychowasz”. Co z tego wyszło, miałam okazję sama wypróbować. Trzylatek około 160 cm w kłębie zapragnął, tak jak był nauczony od źrebaka, skoczyć mi na „opka”. Bardzo delikatnie, jak na dużego konia, położył mi kopyto na ramieniu. Skończyłam z siniakiem w tym miejscu. Konia tego nie można było prowadzić na kantarze i trzeba było bardzo uważać przy obsłudze naziemnej. Nie próbowałam, czy może jeszcze dodatkowo aportuje patyk. Podobny przypadek wspomina w swojej książce Monty Roberts. Czyli głupie pomysły są realizowane na każdym kontynencie.

Wracając do zagadnienia wyhodowania sobie konia sportowego. Czy znając inteligencję klaczy, jeżdżąc na niej, wygrywając razem wiele konkursów i dobierając wyselekcjonowanego, znakomitego, ewentualnie modnego ogiera, powinniśmy osiągnąć sukces hodowlany i nasz upragniony źrebak za parę lat może być w stanie odnosić podobne zwycięstwa jak jego matka? Przez kilka lat próbowałam zajmować się hodowlą i uzyskać to, co najbardziej mnie interesowało, źrebaka z inteligencją jego matki. Moje amatorskie próby niestety zakończyły się niepowodzeniem. Poszukiwałam konia, który nie tylko wspaniale reprezentował swoją rasę eksterierem, wyglądem i posłuszeństwem, ale również byłby moim inteligentnym partnerem. Pomijając czasochłonność hodowlaną, bo od momentu krycia klaczy do momentu otrzymania gotowego produktu — konia sportowego upływa zazwyczaj cztery, pięć lat, są jeszcze inne czynniki uniemożliwiające nam powołanie do życia konia dla nas idealnego.

Podstawowa rzecz, tak podziwiana przez nas, opisywana i uznawana, jako wybitna zaleta, mądrość koni arabskich wynikała z ich hodowli po liniach żeńskich. To klacze stanowiły największe bogactwo i dumę hodowców i one były selekcjonowane i wybierane pod względem przekazywania cech potomstwu, przekazując jednocześnie inteligencję.

Dlaczego klacze? Zaobserwował i opisał to w swojej książce Monty Roberts. W dzikim stadzie mustangów to klacz alfa jest głównym i niepodważalnym logistykiem i organizatorem życia stada, a ogier alfa co najwyżej ochroniarzem i reproduktorem, wbrew opiniom niektórych autorów artykułów o inteligencji koni np. Fredrico Tesio.

Czołowy polski jeździec z Pomorza Grzegorz Psiuk powiedział kiedyś, że jeżeli dogadasz się z klaczą to ona poda ci swoje serce na talerzu.

Jednak europejska hodowla koni sportowych została utworzona i wyselekcjonowana w oparciu o linie męskie. To ogier ma przekazywać swoje cechy, poprawiać i dominować nad materiałem genetycznym klaczy. Produktem takiego chowu są osobniki silne, bardzo skoczne, atletyczne, posłuszne i niekoniecznie inteligentne. Chociaż ta ostatnia cecha, inteligencja, może być związana z brakiem pokory, często własnym zdaniem, a co za tym idzie koniecznością stosowania niekonwencjonalnych metod treningu, co nie każdemu odpowiada. Na przykład w niemieckiej hodowli i szkole jazdy, w której liczy się określona, niezmienna metoda treningu, porządek i jakość, bez udziwnień i bez innowacji, konie, które nie akceptują tego, albo z powodu innej budowy ciała albo z powodu braku pokory, są odrzucane z eksploatacji sportowej i hodowlanej, z przypiętą etykietką „crazy horse”.

Nasuwa się pytanie czy te metody hodowli i treningu są wystarczające na dłuższy czas. Światowi ustawiacze parkurów, nie mogąc przekroczyć bariery 160 cm wysokości przeszkód, zaczynają stosować inne metody utrudnienia przejazdu; czy to ekstremalnie wyśrubowana norma czasu, czy to niekonwencjonalne odległości pomiędzy przeszkodami, czy to dobór przeszkód zmuszających do szybkiej zmiany tempa, wzmożonej uwagi, braku zaskoczenia i przygotowaniu na to, że po bardzo szerokim skoku nastąpi skok przez wąską, wysoką pionowiznę. W takim wypadku trzeba się zastanowić, czy posłuszny, atletyczny koń z linii niemieckich sprawdzi się, gdy na chwilę zawiedzie szef, boss czyli czynnik ludzki.

Być może zaczyna być potrzebny koń inteligentny, lżejszy, z własnym zdaniem, który w sytuacji kryzysowej wyratuje siebie i swojego ludzkiego partnera z opresji i jeszcze pokona parkur bez zrzutek. Pozostawiam to do oceny czytelników, aczkolwiek niemieckie sukcesy z lat ubiegłych powoli przechodzą w ręce, a może w kopyta, zawodników innych nacji. Można to było zauważyć na parkurach sopockiego CSIO5* w 2018 roku.

Wracając do moich niepowodzeń hodowlanych spowodowanych zbyt długim czasem oczekiwania na gotowy produkt czyli dorosłego konia sportowego oraz niepełną zgodność rzeczywistości z marzeniami o koniu idealnym, zaczęłam poszukiwać innych metod znalezienia wierzchowca zgodnego z moimi wyobrażeniami o nim, z którym będzie łączyła mnie głęboka więź partnerska.

Prawie dziesięcioletnia znajomość, nauka i współpraca z mistrzem feng shui Remigiuszem Senska, podstawowy kurs feng shui, własne trzyletnie studia: feng shui i chińskiej numerologii z dostępnych książek oraz poznanie feng shui doboru partnerskiego w oparciu o wibracje liczb, doskonalone od 4000 lat przez chińskich mistrzów, a zauważone przez Platona, nasunęły mi myśl, że podobne zależności mogą zachodzić również w relacjach ludzko-końskich. Dysponując 40-letnim doświadczeniem w pracy z końmi, zazwyczaj trudnymi często „crazy horse”, dla których trzeba było znaleźć indywidualne, czasami niekonwencjonalne metody przekazywania „O co mi właściwie na tym treningu chodzi?”, mogłam spróbować połączyć pary jeździec-koń.

Sprawdzając daty urodzenia koni, na których jeździłam i które wyhodowałam, odkryłam jeszcze pewną prawidłowość, którą poznałam na kursie. Zauważyłam, że o ile ja sama jestem związana karmicznie bardziej lub mniej z moimi wierzchowcami, to bardzo często (u mnie w 90% wypadków) mój pierwszy koń sportowy tak jakby przyciągnął drugiego, z którym był karmicznie związany i to samo zdarzyło się z każdym następnym. Podobnie w moich próbach hodowlanych bardzo często klacz jest związana karmicznie ze swoim źrebakiem.

Myślę, że źrebaki wyhodowane przez nas są jak ptaki albo dzieci, które trzeba wypuścić z gniazda. Naszym przeznaczeniem, karmą jest powołać je do życia i dać się toczyć ich własnemu losowi, nie nastawiać się na wyłączność, lecz umożliwić start w życie i znalezienie własnego przeznaczenia.

Bazując na wszystkich moich własnych doświadczeniach i studiując daty urodzenia jeźdźców i ich wierzchowców doszłam do pewnych wniosków.

Opracowana przeze mnie autorska metoda obliczeń i rozważań numerologicznych i feng shui, potrzebnych do wskazania relacji partnerskich, pomiędzy jeźdźcem a jego wierzchowcem, jest realizowana przez przeanalizowanie założonych siedmiu punktów, zwierających porównanie wielopłaszczyznowe oddziaływania sekwencji liczb i żywiołów chińskich. Rozpatrujemy następujące zależności:

1. Oddziaływanie numerologiczne na bazie numerologii zachodu.

2. Kwadraty magiczne lo shu, wzajemne tworzenie linii i redukcja strzał.

3. Oddziaływanie karmiczne liczb kua, zachodzące pomiędzy jeźdźcem i wierzchowcem albo pomiędzy kolejnymi końmi tego samego jeźdźca.

4. Oddziaływanie żywiołów reprezentowanych przez liczby kua.

5. Oddziaływanie wzajemne zwierzęcych znaków chińskiego zodiaku jeźdźca i wierzchowca.

6. Oddziaływanie żywiołów rocznych, reprezentujących znaki chińskiego zodiaku jeźdźca i konia wzajemnie.

7. Oddziaływanie żywiołów rocznych chińskich znaków zodiaku w odniesieniu do pierwotnych żywiołów przypisanych do konkretnych zwierząt z chińskiego zodiaku.

W kolejnych rozdziałach przeprowadzę rozważania teoretyczne powyższych punktów a w części praktycznej zastosuję je, opiniując relacje partnerskie przykładowych par jeździec-wierzchowiec.

W pierwszym punkcie sprawdzamy oddziaływanie numerologiczne na bazie numerologii zachodniej. Należy dodać wszystkie cyfry daty urodzenia jeźdźca i sprowadzić je do liczby jedności, np. osoba urodzona w dniu 12.11.1987 po wykonaniu dodawania kolejnych cyfr 1+2+1+1+1+9+8+7=30, otrzymany wynik również sprowadzamy do jedności 3+0=3; będzie reprezentowana przez liczbę 3. Podobne działanie należy wykonać dodając wszystkie cyfry daty urodzenia konia, np. 07.05.2005; po dodawaniu 7+5+2+5=19, sumując dalej 1+9=10 i w następnym kroku 1+0=1 otrzymujemy 1. Cechy naszego przykładowego wierzchowca określają wibracje liczby 1. Powyższy schemat opracowałam na podstawie książki Zbigniewa Królickiego „Feng Shui Nieba i Ziemi”, w której autor nazywa liczby, otrzymane przez sumowanie cyfr daty urodzenia, Drogami Życia.

Jeżeli w naszych obliczeniach pojawią się liczby mistrzowskie, np.11 lub 22 w przypadku związków partnerskich końsko-ludzkich, należy również sprowadzić je do pojedynczej cyfry 2 lub 4, gdyż metoda posługuje się jak największym uproszczeniem, aby właściwe zinterpretować wibracje liczbowe dla koni w ich pierwotnym, archetypicznym znaczeniu.

Mamy numerologiczną cyfrę drogi życiowej jeźdźca 3 oraz konia 1. Posługując się tabelą zgodności Dróg Życiowych partnerów, publikowaną w książce Zbigniewa Królickiego „Feng Shui Nieba i Ziemi” oraz przytoczoną w tym rozdziale, możemy podzielić związki partnerskie końsko-ludzkie na związki typu A — idealne, mistrzowskie, związki typu B — bardzo dobre, dające pełne zrozumienie i radość ze współpracy z wierzchowcem, związki typu C — dobre, najczęściej spotykane, (sama z moimi najlepszymi końmi tworzyłam związki C, które wymagały zrozumienia i znalezienia indywidualnej metody współpracy). Na koniec związki typu D — wymagają dużo pracy i nie są tak zadowalające i pełne porozumienia jak inne związki. Dla kogoś, kto jeździ sportowo na większej ilości koni, są to wierzchowce zazwyczaj przygotowywane na sprzedaż, pod innych jeźdźców. Dla osób jeżdżących rekreacyjnie, które próbują się zaprzyjaźnić z koniem ten typ związku będzie najmniej pożądanym i najmniej polecanym. Podany przeze mnie powyższy przykład to właśnie związek typu D.

Oczywiście jest to tylko jeden z czynników charakteryzujących naszą relację z koniem, ale jeżeli szukamy rumaka, w którym pokładamy wielkie, wręcz mistrzowskie nadzieje sportowe, to każdy element oceny jest bardzo ważny.

Tabela zgodności Zachodnich Dróg Życiowych

Zbigniew Królicki „Feng Shui Nieba i Ziemi” Wydawnictwo „Kos”

Wspomniany w poprzednim rozdziale, Milton to cyfra 6, która z 6 John’a Whitaker’a tworzył oczywiście związek A. Przeglądając daty urodzenia innych koni tego światowego mistrza znajdujemy kilka koni o numerologicznej cyfrze drogi życia 6 i 3, które tworzą związki A, oraz inne o cyfrach 1, 5 i 8 tworzące związki C.

Monty Roberts, również przeze mnie wspomniany, to numerologiczna cyfra 1 a jego wierzchowiec Johnny Tivio to 4, też tworzyli związek typu A.

Może niektórzy z nas próbowali zastosować inny wzorzec, metodę znalezienia idealnego wierzchowca, wykorzystując do tego celu którąś ze szkół wróżenia, numerologii, zachodnich znaków zodiaku. Dopóki na mojej drodze nie stanął nauczyciel feng shui wszystkie moje wcześniejsze próby były skazane na niepowodzenie, ponieważ były zbyt ogólne i podobnie wieloznaczne, jak horoskopy, które można znaleźć jako dodatki ezoteryczne do kolorowej prasy. Dopiero spełnienie wszystkich punktów mojej metody, pozwala na znalezienie niepowtarzalnej sekwencji danych, wyznaczających relacje partnerskie związku pomiędzy koniem a jego jeźdźcem i wgłębiające się w istotę tych zależności. Czasami brzmi to jak wyrok: „Twój wierzchowiec jest ci potrzebny jak powietrze”, gdyż dopełnia wszystkie twoje braki i niweluje dysharmonie żywiołów w rozumieniu feng shui.

Patrząc z odwrotnej strony zagadnienia, jeżeli hipotetycznie poszukiwalibyśmy konia o określonych parametrach, podobnego do wierzchowca mistrzowskiego, który odszedł, spełniających nasze wymagania i dopełniających nasz własny, magiczny kwadrat lo shu określoną sekwencją liczb, w cyklu 12 letnim feng shui, istnieje co najwyżej jeden rok, a w nim dwa, trzy takie dni, w których może się urodzić lub już się urodził nasz upragniony, idealny wierzchowiec.

5. Wykresy Urodzeniowe Lo Shu. Linie i Strzały

Następnym punktem mojej metody, oceny relacji partnerskich pomiędzy jeźdźcem a jego wierzchowcem, jest wzajemne uzupełnianie swoich magicznych kwadratów lo shu znanych też pod nazwą wykresów urodzeniowych lub map urodzeniowych.

Magiczny kwadrat Lo Shu znalazł się w rękach mistrzów feng shui około 4000 lat temu za sprawą legendarnego cesarza Ta Yu, który był pierwszym człowiekiem, posiadającym wiedzę i zdolności do poskromienia wód potężnej rzeki Lo. W nagrodę za swój wysiłek i cierpliwość oraz umiejętności inżynierskie został obdarzony przychylnością niebios. Otrzymał skorupę żółwia z inskrypcją w postaci kwadratu, podzielonego na dziewięć pół, którym można było przypisać liczby od 1 do 9 w określony sposób. Cyfry parzyste, żeńskie, yin zajmowały rogi kwadratu, cyfry nieparzyste, męskie, yang znajdowały się w czterech podstawowych kierunkach geograficznych oraz w środku. Centralna piątka oraz pozostałe cyfry tworzyły w każdej linii pionowej, poziomej i przekątnej liczbę 15, która równa jest liczbie dni dzielących nów Księżyca od jego pełni. Według legendy, Ta Yu za swoje osiągnięcia został mianowany cesarzem, sprawował rządy przez czterdzieści lat, a za jego mądrego panowania, kraju nie dotknęła klęska suszy, powodzi czy głodu.

Mistrzowie feng shui uważają, że wzajemne oddziaływanie liczb i ich łączenie ze sobą na wykresie magicznego kwadratu Lo shu, pokazuje wibracje sił odpowiedzialnych za przepływ kosmicznej energii chi w naszym otoczeniu i w nas samych.

Przedstawiony poniżej kwadrat Lo Shu pokazuje oryginalne ustawienie cyfr we właściwych polach.

Kwadrat Lo Shu

Dla uzyskania wyników najbardziej zbliżonych do naturalnego oddziaływania żywiołów, najlepiej odzwierciedlających zachowania naszych końskich partnerów, podążam ścieżką dawnych mistrzów feng shui i wypełniam odpowiednie pola kwadratu lo shu przy pomocy cyfr daty urodzenia w systemie wschodnim, czyli dat z naszego solarnego kalendarza przeliczonych na kalendarz księżycowy. Odpowiednich przeliczeń można dokonać przy pomocy portalu astrological weight at birth.

Gdy mamy obie daty urodzenia jeźdźca i konia, przeliczone według kalendarza księżycowego wstawiamy cyfry w odpowiednie pola kwadratu.

Następnie znajdujemy linie i strzały, w oddzielnych kwadratach dla jeźdźca i konia, oraz porównujemy co wydarza się w wyniku interakcji obu kwadratów. Jakie strzały zostaną zniwelowane oraz jakie linie pojawią się przynosząc obopólne korzyści.

Istnieje osiem dużych linii i osiem dużych strzał. Linie niosą pozytywną energię dzięki wibracjom cyfr znajdujących się w odpowiednich polach kwadratu. Strzały to negatywne oddziaływanie pustych pól kwadratu.

Linia intelektu

Linia rozumu, intelektu

Liczby 4,9,2 tworzą pierwszą poziomą linię rozumu. U ludzi linia ta wskazuje na dominację aktywności umysłowej i intelektualnej z pominięciem odczuć i emocji. Często są to osoby aroganckie, nie tolerujące innych, z mniejszym ilorazem IQ. Wierzchowce, które mają w swoim kwadracie lo shi linię rozumu lub tworzą ją z kwadratem jeźdźca, trudno namówić na nierozważne, rozpaczliwe decyzje jeźdźców, jak skoki z tzw. piątej nogi czy skok zza daleka na przeszkodę szeroką. Konie te są ostrożne, podczas parkuru myślą razem z jeźdźcem lub w przypadku koni rekreacyjnych myślą za jeźdźca.

Linia duchowości

Linia duchowości

Linię poziomą utworzoną z liczb 3,5,7 nazywamy linią duchowości, ponieważ w przypadku ludzi wskazuje na osoby interesujące się sprawami duchowymi, religijnymi i ogólnie sensem życia. Osoba ta posiada łatwość rozumienia emocjonalnego i psychologicznego tła zaistniałych sytuacji. Nie spotkałam osobiście konia z tą linią w kwadracie lo shu, ale linia utworzona przez dopełnienie kwadratów jeźdźca i wierzchowca, będzie wskazywała na duchowe porozumienie obu partnerów na płaszczyźnie emocjonalnej i często niewerbalno-materialnym a wręcz telepatycznym odczycie poleceń przez konia.

Linia powodzenia

Linia powodzenia

Linia powodzenia powstaje w poziomie z cyfr 8,1,6. Aby osiągnąć spektakularne sukcesy, nie tylko na miarę tytułów mistrzowskich, ale również odczuwalne finansowo, wskazane jest aby jeździec lub koń posiadali linię powodzenia. Jeżeli jej nie mają osobno, to być może uzupełniają swoje kwadraty magiczne lo shi w taki sposób, że linia ta powstaje z połączenia obu kwadratów w związku partnerskim.

Z moich własnych doświadczeń, tylko jeden mój wierzchowiec, kasztanowata klacz, taką linię w swoim kwadracie posiadała. Jeśli porównać wymiar finansowy i wymiar prestiżowy, to nie startowałyśmy w wysokich konkursach, bo tylko L i P (100 cm i 110 cm), ale starty te przyniosły najwięcej wymiernych korzyści materialnych.

Linia strategii

Linia strategii

Linia siły woli

Pionowo ułożone cyfry 4,3,8 tworzą linię strategii. Jest to linia osób sprytnych, zręcznych i obrotnych czyli linia dla ludzi posiadających siłę i władzę, linia dla polityków i biznesmenów. Jeżeli wierzchowiec dopełnia kwadrat jeźdźca i tworzą razem linię strategii, pomaga ona planować taktyczne posunięcia na parkurze aby osiągnąć jak najlepszy wynik.

Linia siły woli

Liczby 9,5,1 tworzą pionową linię siły woli. Ludzie posiadający tą linię wykazują się ponadprzeciętnym uporem, z trudem znoszą wszelką dyscyplinę i potrzebują przestrzeni do wyrażania swojej indywidualności. Linia ta występuje w kwadratach lo shu najskuteczniejszych polityków. Rumaki z linią siły woli potrafią być uparte i mieć swoje własne podejście do zagadnienia. Raz zrażone jakąś nieprzyjemną lub bolesną sytuacją, nie zapominają i trudno je namówić na powtórne próby. Takich koni nie da się przekonać siłą, często na zawsze pozostaną niepewne lub wymagające pełnego skupienia i siły woli ze strony jeźdźca.

Linia akcji

Linia akcji

Pionowa linia utworzona z cyfr 2,7,6 to linia akcji. Osoby posiadające w swoim kwadracie tę linię wykazują ponadprzeciętny poziom aktywności. To ludzie kochający sport oraz wszelkie inne przejawy aktywności i ruchu. Konie z linią akcji często wyprzedzają działania jeźdźca porozumiewając się z nim, jakby telepatycznie odczuwały jego zamierzenia. Trzeba za nimi nadążać i pozwolić im działać. One kochają to co robią, kochają występować i uwielbiają być podziwiane.

Jeden z moich wierzchowców, siwa klacz, z którą po dopełnieniu kwadratów uzyskiwałyśmy linię akcji, nadawała naszym przejazdom parkurowym, wymiar przyjemności z wzajemnej współpracy, przyjemności skoków, lotów nad przeszkodami i galopu pomiędzy nimi.

Mistrz John Whitaker sam posiada linię powodzenia w swoim kwadracie lo shu, w związku z tym najlepszy jest dla niego taki wierzchowiec, który dopełnia linię akcji. Wspomniany przeze mnie Milton był właśnie takim koniem.

Linia równowagi emocjonalnej

Linia równowagi emocjonalnej

Pierwsza z ukośnych linii to cyfry 4,5,6 stanowiące linię równowagi emocjonalnej. Osoby obdarzone tą linią posiadają siłę świadomości, zdolność rozumienia oraz wewnętrzną równowagę. Ludzie ci świetnie sprawdzają się jako doradcy, a zajmujący się końmi nierzadko są zaklinaczami wczuwającymi się w emocje tych zwierząt jak nikt inny.

Koniem, który posiadał tą linię w swoim kwadracie był Jonny Tivio wierzchowiec Monty Roberts’a. Jego zdolności adaptacji do każdej sytuacji, spokój i opanowanie, opisuje w swojej książce jego jeździec.

Linia determinacji

Linia determinacji

Drugą ukośną linię tworzą cyfry 8,5,2. Linię determinacji posiadają w swoim kwadracie osoby uparte i zdecydowane, mobilizujące się w obliczu niebezpieczeństwa oraz cierpliwie czekające na okazję do działania. Ze względu na równowagę, którą ze sobą niesie, linia ta jest przejawem siły i mocy. W kontekście tej linii dotyczącej wierzchowców nasuwa się przysłowie: „Gdyby koń o swojej sile wiedział, żaden by na nim nie siedział”.

Strzała słabej pamięci

Strzała słabej pamięci

Odpowiednio puste pola w poziomie u góry kwadratu, brak cyfr 4,9,2 tworzą „teoretyczną” strzałę słabej pamięci, występującą dopiero w następnym tysiącleciu, w którym 9 lub 2 nie będą występować powszechnie w każdej dacie urodzenia.

Strzała samotności

Strzała samotności

Puste pola w poziomie po środku, brak cyfr 3,5,7 tworzą powszechnie spotykaną strzałę samotności. Wiele kwadratów lo shu, tak ludzkich jak i zwierzęcych, jest naznaczone strzałą samotności. My ludzie, świetnie obywamy się bez tłumu innych osobników naszego gatunku, potrzebę bliskości innej istoty przenosząc, na przykład na konie lub psy czy koty. Zwierzęta, które nie posiadają strzały samotności, zazwyczaj nawiązują końskie przyjaźnie i ciężko im rozstać się z towarzyszem stajennym. Konie obarczone tą strzałą, często potrafią się same ze sobą świetnie bawić na padoku, brykając wesoło i galopując wokoło. Ale strzała samotności bardziej dotyczy nas ludzi niż naszych wierzchowców.

Strzała strat

Strzała strat

Puste pola w poziomie u dołu kwadratu, czyli brak cyfr 8,1,6 tworzą strzałę strat. W poprzednim tysiącleciu, ze względu na powszechną obecność cyfry 1, nie było to możliwe, ale w naszym tysiącleciu będzie się ta strzała pojawiać. Osoby z tą strzałą, pomimo inwestycji w łatwych i szybko przynoszących efekty biznesach, będą konsekwentnie ponosiły straty, aż do momentu, gdy zaczną inwestować w siebie. Koniom na razie nie grozi inwestowanie w biznesie, a w kwadracie jeźdźca znajdą się liczby, które pomogą zniwelować tą strzałę.

Strzała chaosu

Strzała chaosu

Odpowiednio brak cyfr 4,3,8 w pionie to strzała chaosu i nieporządku. Osoby obarczone tą strzałą mają problemy z opracowaniem długoterminowych planów, jak również ze skończeniem rozpoczętych przedsięwzięć. Często wśród jeźdźców, są to osoby mające problem z ostatnią przeszkodą parkuru. Wierzchowiec, niwelujący przy pomocy swojego kwadratu tą strzałę, zmusza jeźdźca do konsekwencji i większego uporządkowania swojego sposobu bycia w kontakcie ze sobą.

Strzała niezdecydowania

Strzała niezdecydowania

Brak cyfr 9,5,1 to następna pionowa strzała niezdecydowania, która w ubiegłym tysiącleciu nie występowała, a w naszym obecnym tysiącleciu będzie się pojawiała. Osoby z tą strzałą dążące do akceptacji i uznania ze strony otoczenia, nie będą w stanie przeforsować własnego zdania, jeżeli będzie ono niezgodne, z ogólnie panującym poglądem.

Strzała apatii

Strzała apatii

Brak cyfr 2,7,6 to kolejna pionowa strzała, strzała apatii, która w obecnym tysiącleciu nie wystąpi, ze względu na obecność przynajmniej jednej dwójki w dacie urodzenia. Osoby ze strzałą apatii najlepiej charakteryzuje przysłowie „Co masz zrobić dziś, zrób za dwa dni, będziesz miał dwa dni na odpoczynek”. Jeżeli zdarzają się, tak leniwe wierzchowce, że przewracają się przez własne nogi to prawdopodobnie są obarczone tą strzałą.

Strzała podejrzliwości

Strzała podejrzliwości

Odpowiednio puste pola po przekątnej, 4,5,6 to strzała podejrzliwości. Osoby obarczone tą strzałą są czarnowidzami, ulegają nastrojom i mają własny negatywny odbiór świata. Są nieufne, sceptyczne i podejrzliwe. Często, z powodu nieustannego zamartwiania się, cierpią na silne bóle głowy. Konie ze strzałą podejrzliwości są bardzo ostrożne i płochliwe, czujne na każdą zmianę otoczenia. Często bardzo zdziwione, gdy na codziennym placu treningowym nastąpiły zmiany, na przykład pojawiły się podmurówki pod przeszkodami. Konie takie świetnie sprawdzają się na zawodach wyjazdowych, gdzie wszystko jest nowe i nie trzeba skupiać się na porównywaniu zmian, a na samych skokach przez przeszkody. Ulubione powiedzenie pani Zofii Górskiej(trenera i międzynarodowego sędziego) oddające charakter podejrzliwości koni to „Czujny jak ważka”.

Strzała frustracji

Strzała frustracji

Brak cyfr 2,5,8 czyli drugiej przekątnej to strzała frustracji, która w naszym tysiącleciu również nie wystąpi. W poprzednim tysiącleciu, ludzi nią obarczonych, nękała nieustającymi problemami, rozczarowaniami i niespełnionymi marzeniami. Jeżeli jesteś osobą, która tą strzałę posiada w swoim kwadracie, to aby się dźwignąć, musisz sięgnąć do swojego wnętrza albo znaleźć wierzchowca, który zniweluje swoim kwadratem działanie tej strzały.


Aby w pełni wykorzystać wiedzę dotyczącą kwadratów lo shu należy jeszcze uwzględnić cztery małe linie: szczegółu, kłótliwości, spokoju umysłu oraz nauki.

Linia szczegółu

Linia szczegółu

Powstaje, gdy w naszym kwadracie są obecne cyfry 1 i 3. Osoby posiadające w swoim magicznym kwadracie te cyfry przywiązują wielką wagę do szczegółów dążąc do perfekcjonizmu. W negatywnym znaczeniu pojawia się skłonność do oszustw właśnie w drobiazgach i szczegółach. Jeżeli w połączeniach kwadratów jeźdźca i wierzchowca pojawia się ta linia, kluczem do sukcesów na parkurach jest perfekcja najazdów na przeszkody oraz często dokładność konia w czystym pokonywaniu przeszkód.

Linia kłótliwości

Linia kłótliwości

Pojawia się, gdy w kwadracie znajdują się cyfry 3 i 9. Osoby z ta linią wykazują skłonności do kłótni i sporów do upadłego, potrafią kłócić się dla samej potrzeby czy może przyjemności wykłócania się. Czasami widzimy jeźdźców, którzy za wszelką cenę próbują zaistnieć, robiąc szum wokół siebie i dostrzegając problemy tam gdzie ich nie ma. Innym przykładem są konie z czerwonymi wstążkami w grzywie lub ogonie, na które trzeba bardzo uważać, aby nie otrzymać niespodziewanego kopniaka lub ugryzienia. Wiele z tych istot, pokazuje swoim sposobem bycia obecność linii kłótliwości w swoim kwadracie lo shu.

Linia spokoju umysłu

Linia spokoju umysłu

Występujące cyfry 9 i 7 łączą się w linię spokoju umysłu, która charakteryzuje ludzi ufnych i pozytywnie nastawionych do świata, wierzących że wszystko dobrze się skończy. Pogodne i spokojne wierzchowce, łagodnie nastawione do ludzi, lubiące pieszczoty, często reprezentują tą linię w końskim wydaniu.

Linia nauki

Linia nauki

Tworzą ją cyfry 1 i 7. Osoby zaopatrzone w tą linię wykazują ogólną ciekawość świata i chęć poznania jego tajemnic. W negatywnym działaniu brną w poszukiwaniach w ślepy zaułek. Wierzchowce obdarzone niezaspokojoną ciekawością, mogą posiadać tą linię w swoim kwadracie lo shu.


Jeżeli w naszych kwadratach pojawiają się niekorzystne strzały lub brakuje nam cyfr aby otrzymać pożądaną linię Chińscy mistrzowie feng shui proponują uzupełnić kwadrat lo shu. Każdej cyfrze od 1 do 9 przyporządkowany jest określony chiński żywioł. Otaczając się przedmiotami lub kolorami symbolizującymi ten żywioł, a w domyśle cyfrę lub cyfry, których nam brakuje, uzupełniamy luki własnego kwadratu magicznego. Często przeznaczenie, które skierowuje nas, ku temu a nie innemu wierzchowcowi, służy uzupełnieniu kwadratu jeźdźca liczbami, których mu brakuje, przez kwadrat konia, tak aby w ogólnym rozrachunku u obu partnerów zniknęły niekorzystne strzały a pojawiły się wartościowe linie.

Oglądamy często feerię kolorów w czasie przejazdów dzieci na kucach. Tak jak kamuflaż pomaga schować się w dżungli, tak kolor czerwony, różowy symbolizujący żywioł ognia, wspomaga brak pewności siebie i motywuje do działania. Dzieci często wyczuwają, którego koloru czyli wibracji, której cyfry brakuje im w kwadracie lo shu i, jeżeli nie będziemy ingerować, dobiorą osprzęt i dodatki w odpowiednim kolorze symbolizującym potrzebny żywioł.

Wydaje się, że my ludzie dojrzali, wyrośli z dziecięcego zapału, chęci działania i wrażliwości na kolory nie zwracamy uwagi na wspomaganie własnego szczęścia ale… czerwone pomponiki, chwościki, ozdóbki i kokardki, dodatki, osprzęt, nie tylko jeździecki, w pełnej gamie kolorów żywiołu ognia od purpury, przez burgund po pomarańcz, maskotki przyczepiane do kantarów. … Bardziej wyrafinowani wieszają amulet „oko proroka” nad boksem najlepszego konia.

Często kolor symbolizuje potrzebę: czerwony-żywioł ognia to większa motywacja; zielony-żywioł drzewa to rozwój, kreatywność; żółty-żywioł ziemi to stabilność, pewność; niebieski, czarny-żywioł wody to relacje z ludźmi; złota, srebrna biżuteria-żywioł metalu to skupienie, dzielność.

Niech nie budzi naszego zdziwienia, gdy nasza koleżanka ze stajni, jeżdżąca na koniu, który stoi w boksie obok, zaopatrzy siebie i wierzchowca w osprzęt i dodatki w najmodniejszym, według niej, kolorze pistacji lub błękitno-niebieskim lub innym równie krzykliwym, widocznie odczuła potrzebę zmiany lub wsparcia swojej osobowości kolorem reprezentującym żywioł, który prawdopodobnie uzupełnia jej kwadrat lo shu w brakujące cyfry.

6. Liczby Kua

Aby przeanalizować następny punkt mojej metody oceny relacji partnerskich pomiędzy jeźdźcem i jego wierzchowcem, trzeba się zastanowić czym właściwie jest mądrość i inteligencja. Zacznijmy od ludzi. Jakiego człowieka określamy mianem mądrego? Czy wykształconego, genialnego profesora w dziedzinie fizyki kwantowej, który jest absolutnym ignorantem w codziennym życiu czy pana Janeczka, złotą rączkę, który może nie wie ile neutronów ma tryt, ale potrafi naprawić cieknący kran, uszkodzony toster, zamontować kabinę prysznicową lub położyć panele? A może księgowa w dużej firmie, która odnajduje się w skomplikowanym programie komputerowym i prowadzi perfekcyjne finanse przedsiębiorstwa? Czy może młody programista łączący w całość bioniczną rękę i organizm ludzki? Do kogo przychodzimy po porady? Do geniusza matematyki czy do osoby praktycznej, obeznanej z mechanizmami egzystowania wśród pułapek tego świata?

Co w naszym postrzeganiu nadaje komuś aurę człowieka inteligentnego? Zazwyczaj jest to umiejętność znalezienia rozwiązania w każdej praktycznej kwestii, funkcjonalność, tak zwana zdolność używania mózgu, ogólna znajomość zjawisk świata i wiedza teoretyczna połączona z praktyczną w wielu dziedzinach, którą można wykorzystać w życiu. Czyli tłumacząc w bardziej naukowy sposób — uruchomienie obu półkul mózgowych, współpraca lewej półkuli logicznej z prawą artystyczną i ciągły przepływ impulsów przez spojenie międzypółkulowe.

Czym wobec tego będzie inteligencja u koni? Co takiego jest w tym zwierzęciu że można to określić inteligencją?

Czy można zaliczyć do niej otwieranie własnego boksu, odwiązywanie uwiązów, bezproblemowe wchodzenie do trajlera? Czy może płynne pokonywanie pułapek parkurów i perfekcja przejść na czworoboku? A może przystosowanie się do zmieniającego się, pełnego dziwnych maszyn i wytworów ludzkiej cywilizacji świata?

Pierwotny koń reagował na bodźce, trawa- jedzenie, agresor, drapieżca- ucieczka. Potrzebował do tego tylko jednej półkuli mózgowej, aby ucieczka była szybka, a trawa soczysta. Tego typu jednopółkulowe postrzeganie świata, niesie ze sobą jednocześnie jednooczny odczyt rzeczywistości, o czym jeźdźcy doskonale wiedzą. Przejeżdżamy obok czegoś, baneru, dekoracji, parasola czy śmietnika z lewej strony i nie ma żadnego sprzeciwu ze strony konia. Zmieniamy kierunek, przejeżdżamy z prawej i obraz z prawego oka dostarczony do lewej półkuli jest różny, od poprzedniego z lewego oka odczytanego przez prawą półkulę. Efekt znamy. Koń ma opory, boczy się, płoszy lub stosuje inne metody wyrażania swojej obawy i niechęci przejścia.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.