drukowana A5
21.83
Komercyjna huśtawka (Commercial swing)

Bezpłatny fragment - Komercyjna huśtawka (Commercial swing)

TOMIK POEZJI-POETRY BOOK


5
Objętość:
80 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-8440-015-9

WERSJA POLSKA — POLISH VERSION

Znasz moje imię

Jest cienka linia

pomiędzy tym co prawdziwe

a tym co oczy cieszy

Są tacy którzy widzą symbole

Są tacy którzy znudzoną leniwą powieką

ignorują wszytsko


Biegnę samotnie błagając

o pomoc

Czy mogę wejść do twego

umysłu by napić się mleka (?)


To jak dziecko które oderwane od piersi

Kołysze się samotnie

Martwe wnętrzności (!)


Jest cienka linia

pomiędzy tym co zwą absolutem

a tym co jest trucizną dla duszy


Jest tylko jedna prawda co się

cieszy własną wartością

Wszystsko jest martwe kiedy

zabijasz nadzieje


Życie jest tam gdzie księżyc

nie stawia granic


Biegnę samotnie próbując

zrozumieć

Kim jesteś i jaki jest adres do ciebie


Mam tyle pytań o nicość

O przestrzeń

O wszechświat


O małego człowieka

którego serce choć tak wielkie

Nie pojmie czym pokrywa się…


W i e l k o ś ć

Witaj córeczko

Witaj córeczko okryta poduszeczką

Witaj córeczko w świetle nagich prawd

Nie myśl że nienawidzę cię/nie myśl że życzę ci źle

Tylko jedna jest prawda/zła prawda o świecie

Tak bardzo nieczuły/zadaje ból


Witaj córeczko zaoszczędzić chcę ci tego

Dlatego miłości ci nie dam bo przyzwyczaisz się (kto wie?)

Witaj córeczko okryta pierzyną jeszcze

Mam nadzieję że zrozumiesz kiedy odejdę

Jak bardzo kochałam ciebie

I dlatego nigdy nie dałam ci mleka


Witaj córeczko żyjąca w świecie niepohamowanej rozkoszy

Uwierz że świat cię zaskoczy

I kiedy stanie przed tobą naga prawda

Moja złośliwość/moja zgryźliwość… powiesz że to tylko nauka!

Witaj córeczko ja naprawdę nie mam serca płakać

(nad twoją marną uciechą)

I tak świat zrani cię mocno

Widzisz!… córeczko… śpisz…

Pod rozerwaną/śmierdzącą poduszeczką

Dlaczego nie widzisz że w czystej jesteś

P o ś c i e l i (?!)

Gałgańskie dzieło

Chciałabym oszukać myśl byle jaką

I nocą zasnąć w pokoju ze świata

bezsmakiem

Chciałabym zrozumieć żal sieroty

co pustką pokryty

Owiany w porwane szaty

Zatapiam się w głuchą samotność

Znikam

Umieram w twym cierpieniu

I pytam

Czyj jest ten świat?

Słodko tu a nadmiar cukru

Zwymiotował strach

Popatrz w oczy

Popatrz i zatop się w tym

Czego powiedzieć nie chcą

Popatrz i zrozum tak wiele

Czego świat w stanie nie jest

Zaśpiewaj na sen

Wyszeptaj ten dźwięk

Ojcze za tobą płaczę

Bo bólu pozbawić nie mogę cię

Chronię

To czego nie chcą ci powiedzieć

Jest pewna niedorzeczność

W trzepocących skrzydłach motyla

Dla jednego to nicość

Dla innego głębia odwieczna

I nim zapytam jak żyć

W świecie bez nazwy

Przebiją serce sztyletem

Nim zasnę

Nim zaśniesz…

COMA

Brakuje mi pięknych umysłów

Brakuje mi snów

Roztapiam się w kryształowej przestrzeni

Myśląc że/ marząc że uratuje mnie

Jej bezdźwięczny bieg/ pozorny sens

Chcę być blisko ciebie

Chcę najeść się twym umysłem

Chcę wypić twoją krew

Czy zechcesz być światłem moich wad???


Brakuje mi kolorowych świateł

Brakuje mi nas

Umieram za dnia w nicości swych warg

W prze- masturbowanej rzeczywistości

W firanie zawiści i zazdrości


Chcę oddychać

Chcę podziwiać

Chcę nakarmić serca wrak

Czy zechcesz być przyjacielem mym za dnia???

Lalka za tania

Lalka bez głowy

Lalka za tania

Może pobawimy się

Jeśli odżyjesz

Jeśli wrócisz

OBIECUJĘ!

Pobawimy się

Nogę ci sprawimy

I sukieneczkę

I bluzeczkę

Nieważne że inni odejdą

Popatrzą obojętnie

Ja wiem że ty ze mną zostaniesz

Poszukamy twojej głowy

Doklejona!

Pobawimy się zaraz

Nieważne że nie patrzą na nas wcale

Pobawimy się sami

Tylko uśmiechnij się

Pomóż mi!

Uśmiechnij się i

udawaj że dobrze się bawisz

Pajęcza nić

Nie ma takiej osoby

bez której nie można żyć

Choć życie takie martwe w uścisku

I teraz wiem

Nie ma/ o tak!

Ale kiedy sięgam do serca

W mych dłoniach widzę go

I żal ściska

Bo osoba mi bliska

A tak zraniła

Nie ma takich róż

których kolce nie bolą

Choć kwiaty piękne w swej

woni i kolorze

Nie ma takich róż!

I żal ściska

Bo marzy się kwiat

Taki czysty/taki niewinny

Każdy musi wypić trochę mazi/

przeklętej mazi!!!

Każdy musi kiedyś odejść

Każdy musi kiedyś zejść…

A w głowie mojej pląta się myśl

(wciąż taka sama)

Myśl niby…

Niby pajęcza nić,

Myśl, że nie ma na świecie tak drogiej osoby,

Bez której nie można żyć

SAMOTNIE ŁKAJĄC

Nigdy nie pojmiesz czym okrywa się

Szklana łza

Dopóki sama nie wypijesz goryczy

Smak co zabija

W bólu człowiek jest sam

W bólu człowiek tonie za dnia

I choć podadzą ci rękę

Uczynią jedynie martwy gest

Powieka opadnie

Zwiędnie chwast

Zostaniesz sam


Nigdy nie pojmiesz czym okrywa się ich łza

Popłyniesz błędnie

Omijając wołających o pomoc

W bólu człowiek tonie

W bólu człowiek krzyczy nieprzytomnie:

„Nakarm mnie!”

Umieramy głodni

Z każdym dniem kradnie nas zapomnienie…

Balerina

O Anno!

Na czerwonym dywanie

Złamałam nogę

Już nie zatańczę

Nie będę najlepsza

Tracę kontrolę!

Zwymiotowałam oszustwem dnia

Sukces i sukcesu brak

To wszystko jest w głowie

J a d ł o w s t r ę t!

Anna okrutna!

Daj mi koronę (!!!!!!!!!)

Krzyczę!

W baletkach białych

Jak łabędź na wodzie

Wołam Cię Panie

Bo już nie mogę

I czy w ludziach

Znaleźć można oparcie

Wątpię!

Szkieletor

Włóknem postać przyodziana

Ciągle ja/ o mnie/ tak bardzo w sobie zakochana

Tracę kontrolę…

Kiedy o śmierci myślę Twej Mamo!

Łzy same do oczu mi płyną

Kiedy o śmierci Twej myślę Mamo

I wiem jedno

Już nikt na tym świecie nie pojmie

Już nikt na tym świecie nie wesprze mych ramion!

Jest godzina dwunasta

Klękam zatem pokornie

I choć w nic już nie wierzę

To modlę się

Mój Boże!

Dać chciałam Ci wszystko

Blask swój

Wiarę i… Dumę

Lecz nie zdążyłam

Zbyt wcześnie powitałaś trumnę!!

Łzy same do oczu mi płyną

Choć żyjesz Mamo


Kiedy o śmierci Twej myślę

Pragnę na zawsze spleść

Cię do serca mych ramion


I zaśpiewać Tobie

z nadzieją

Wyszywanka

We mgle kolor swój traci

W deszczu rozpływa się

samo

I nim dotkną prawdziwej wiary

Marzą....baśnie tworzą


Źdźbło trawy tak wielkie w swej

nicości

Dlatego onieśmiela ich oczy

I choć pragną słowem wyrazić

To każde ułomnym się staje


Sukieneczkę haftowaną

spłodziła mi czarownica!!!


W kolorze czerni umiera

W sercu pustką się

pokrywa


I nim usłyszą prawdziwą historię

Fałszują… uczą się śpiewać

Jej dłoń naga onieśmiela swoją

prostotą

Dlatego ból połykają

I choć pragną go zwymiotować

To każda próba na nic się zdaje


Sukieneczkę haftowaną

spłodziła mi czarownica!


W bordowej rozpaczy

W agonii

I nim zobaczą

Stracą całą nadzieję


A lalki śpiewają

la la la la

I damy wzdychają

och uff och uff


I fałszem pokryte

niemalże wszystko!


Sukieneczkę haftowaną

spłodziła mi czarownica!


Do kogo o pomoc

mam wołać

P a n i e (?)

Wybór

Hermetycznie zamknięte hybrydy

Pięść bolesna

Zmierzająca do pierwszeństwa

Pokłon w stronę nie-ugięcia

Pokłon w stronę szaleństwa

Przecież nie to jest najważniejsze!

Sprzedaj wszystko

Nie spoglądaj wstecz

Biegnij aż do utraty tchu

Aż do ugięcia

Szmaciana lalka

czy

Marionetka

(Co jest najdroższe?)

Twarz błazeńska…

Układanka przeklęta

A jej części

I stara piosenka

Znana od dawna

Hermetycznie zamknięte hybrydy

(Co jest lepsze?)

Biel a może czerń…

Sama nie wiem już!

Tabletka szczęścia a może złoty strzał (?!)

Pokłon w stronę nie-ugięcia

Pokłon w stronę szaleństwa

Przecież nie to jest najważniejsze

Bezbarwna bladość

Za cieniem idzie dusza

Niebytem a bytem… w co wierzyć(???)

Płonie w mych dłoniach

Bezbarwna bladość

Zagrała mi matka na skrzypcach

A może na fortepianie

Zgubiłam tożsamość (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)

Za berłem idzie chciwość

Skarby a godność… czego pożądać(???)

Pragnę ze wszystkich sił

Uczyła mnie matka

To jest dobre a tamto nie

A może na odwrót

Zgubiłam cel (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)

Za cieniem idę

Obłąkana

We flanelowej sukience

I płaczę

I płace za… cieniem

Próżnia

Postanowiłam pomodlić się dzisiaj

do Boga

Boga którego nie ma

Albo Boga który tak bardzo pyszny

i dumny odtrąca mnie swoją wielkością

Krzyczałam głośno (!)

Tak jak krzyczy człowiek zepsuty

Do kości szpiku

Tak jak krzyczy człowiek zraniony

Zdławiony/doprowadzony do ostateczności

I nim uzyskałam jakąkolwiek odpowiedź usłyszałam

śmiech… ale nie jego

Tylko ludzi

I czy on istniejąc bądź nie

Skrzywdziłby mnie swoją bezbarwną

Powieką

Cisza głucha…

Podeszłam do lustra

Obejrzeć swą błazeńską twarz

Pełną złota i purpury

Malowideł i pachnideł

Co się rozkoszują ludzką tylko uciechą

I oto dusza (bo ciało uciekło w sen)

zaczęła płakać dziecięcą rozterką

Mądrość która okazała się głupotą

Też nie pomogła

Choć starania podjęła

Postanowiłam pomodlić się dzisiaj

do Boga

Pełna zarozumiałości i pretensji

Schowałam to do szuflady

I nawet zmazałam ozdoby

I zapach (choć piękny)

Ale przytłaczał

Wyrzuciłam go więc by mnie nie

Zdusił

Przestałam dbać o formę

Bo czymże ona w Boskich oczach

Dostrzegłam w tym wszystkim

niewinną skrajność

Więc i tym razem nie dorosłam (!!!)

Maska

Jestem aktorem

W teatrze zgwałconych lalek

Z oberwaną ręką

I chorą głową

Nie zaśpiewam dziś

Bo dziś jest czas na płacz

Jestem aktorem

W teatrze ludzkich wyobrażeń

Próżnych

Czasem trochę chorych

Dziś umrę

Bo dziś jest czas na żałobę…

I chociaż dostałam złotą koronę

O Akte!

Płaczę po tobie…


Wciąż brakuje mi czegoś

Nazwać nie umiem tego

I tak bardzo się boję

Że tylko ja czuję…

Płaczem maluję

Naiwność moich pragnień…

Komercyjna huśtawka

Może mógłbyś płynąć niewinnie jak dziecko

Lecz maszyna co gwałci umysł

Zagubiła koło które napędza marzenia

Teraz mam pewność w sobie i idę

z podniesioną głową

Moja piękna moc/ mój potencjał

Zabije ich pyszną dłoń

Zdławi oddech

I już się nie boję…

I teraz znowu się rodzę

Komercyjna huśtawka

Zaśpiewaj mi o tym jak tata

Buja cię/buja/płynie bujawka (!)

A przed oczami opowieść nowa

I wciąż taka sama

Ludzie których rozkoszą jest berło

Płoną w swojej nicości

A ich pseudo rozkosz gorsza od

śmierdzącej próżności

Pokrytej pyłem martwym

Może mógłbyś zdobyć cały świat

Lecz maszyna co spełnia marzenia wyczerpała

nieskończoną baterię

Pobujaj/pobujaj/moją obolałą głowę (!)

SŁABOŚĆ

SPRZEDAJ ODROBINĘ NIEPOWTARZALNOŚCI

BYM NIE STAŁA SIĘ WYPŁOWIAŁA

W ZAMRAŻALCE NOWOCZESNOĆI LEŻY

MOJE SERCE

ODPADA GŁOWA

ZWISA RAMIĘ

OCZY NA KREDYT

GŁOS WYSIADA(!)

PROSZĘ…

PRZYTUL MOCNO

ALE TAK BY NIE WIDZIAŁ ŚWIAT

WIESZ ONI MAJĄ TAK DROGI UŚMIECH

WIESZ ONI MAJĄ TAK DUŻO

I WCIĄŻ CHCĄ WIĘCEJ…

SPRZEDAJ ODROBINĘ SWEGO DYSTANSU

BY NIE POPĘKAŁA GŁOWA

NA TAŚMIE ZNALAZŁAM ZNAJOME TWARZE

W FABRYCE MARZEŃ

W BAŚNIOWEJ KRAINIE…

PROSZĘ…

PRZYTUL MOCNO

ALE TAK BY NIE WIDZIAŁ ŚWIAT

Przyjaciel

Noc może odejść

Noc może się rozpłakać

Noc może zamknąć oczy

Ale oni…

Oni rosną nie zwracając na nic

Dzień może być święty

Dzień może być tym jedynym

Dzień może nie-być

Ale oni…

Oni są obrzydliwi

Stań się uszczęśliwionym mordercą

I we własnych snach

kalecz przyjaciela

Przecież zdarza się to każdemu

Owiń się w szaty

Zabłyśnij jak gwiazda

To twoja meta

Wrażliwość może być śmieszna

Wrażliwość może być bezużyteczna

Noc goni dzień

By splatać świata bezsens

I w bezdźwięcznej otchłani

beznadziejności

Otulić okaleczenie

Witaj fiolecie

Nikt nie był winien temu

Mam rację fiolecie?

Zgubiłeś swoje wnętrze

i jest ci z tym dobrze

Czujesz się samotnie

Ale wygodnie

Przełączasz kanał!

To cię cieszy

więc chcesz być tu

Lubisz zmiany

A samotność

już nie przeszkadza

Następny kanał!

Witaj fiolecie

Płakać mam do ciebie?

Nie! Ja już nie poddam się

Choćby świat miał cierpieć

Już się nie poddam

Witaj fiolecie!

To co było chore

Seksualność i potrzeba

To co było zdrowe

Uczucie i potrzeba

W nich już wygasło

A ja nie poddam się

Będę kwitnąć

Choćby świat umarł

Ja żyć będę bo czuwa

nade mną fiolet…

Kochana Anoreksja

Rośniesz w umyśle

Tyję… tyję od powietrza

Powieki mdleją na widok jedzenia

Chodź… zjedz moją wątrobę

Chodź… napij się krwi zepsutej

Rośniesz w brzuchu

Jestem wielka

Znowu rządzę światem

Mam władzę!

Mam nadzieję!

Ukryję przed nimi słabość

Zwymiotuję brudem dnia

I o świcie oszukam się

promieniem koślawym

Mama zaśpiewa kołysankę

W końcu zaśpiewa

tylko dla mnie

A kiedy nie dojrzę w sobie

spojrzenia szaleńca

Pójdę spokojnie spać

Rośniesz w sercu

Zakrwawione/zgwałcone

wszystkie potrzeby

Marzenia

Tyję… z braku spełnienia

Umieramy ponownie

Dotyk może zabić

Dotyk może zranić

Oczy przebijają serce

Gorące słowa z fałszem bolą

Umieramy ponownie i

przychodzi po nas dobry anioł

Umieramy ponownie i

wreszcie czujemy szczęście

Kocham cię moja niespełniona auro

Kocham cię mój przyjacielu

Dotyk może zniszczyć drugą rękę

Dotyk może wykorzystać przyjazne

powitanie

Oczy zabijają swoją mocą

Prawdziwe słowa ranią

Umieramy ponownie i

przychodzi po nas

biały anioł

Umieramy ponownie by

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.