E-book
2.73
drukowana A5
9.93
Kocie szlaki

Bezpłatny fragment - Kocie szlaki

Objętość:
23 str.
ISBN:
978-83-8155-425-1
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 9.93

Kocie szlaki

Dwa kotki — Kazik i Lenka — wylegiwały się w złocistych promieniach wschodzącego słońca. Odbijały się one na kołyszącej się wodzie, tworząc błyszczący dywan. Pomimo tego, że płynęli już od wielu miesięcy, widok ten zawsze niezmiernie zachwycał kotki. Nad ich głowami zataczała koła ich przyjaciółka — mewa Różowoskrzydła. Lekki wiatr delikatnie muskał jej puszyste, śnieżnobiałe piórka. Lenka i Kazik z zapartym tchem śledziły każdy jej ruch. Wiedziały, że ptak zaraz usiądzie na rufie statku, aby razem z nimi czekać na narodziny słońca. Zapowiadał się wyjątkowo piękny dzień, jednak nie zawsze tak było. Czasami słońce chowało się za ogromnymi, ciemnymi chmurami lub pochłaniały je wzburzone, granatowe fale oceanu. Właśnie tak było wczoraj, kiedy straszny sztorm zmusił kotki do schowania się w kajucie kapitana. Zwierzątka wiedziały, że są tam bezpieczne. Przez malutkie okienko widziały, jak kapitan i jego załoga biegają po pokładzie, próbując ujarzmić żywioł, o którym nawet nigdy wcześniej nie śniły. Doskonale pamiętały dzień,

w którym statek przybił do portu, barczysty mężczyzna wyszedł na brzeg i pierwsze, co zauważył, to dwie malutkie kuleczki, które spały wtulone w swoje futerka. Jeden z nich był cały biały z małą, czarną plamką na nosku, natomiast drugi brązowo-szary w łatki. Spały, cichutko pochrapując, jeszcze nieświadome tego, ile czeka je przygód.

— Spójrzcie no tylko, co takie dwa małe kotki robią same w porcie? Gdzie wasza mama? — spytał kapitan.

— To sieroty kapitanie! — odkrzyknął mu jakiś starszy człowiek — Odkąd ich matka zginęła, błąkają się tu same.

— W takim razie ja was przygarnę. Moja córeczka Marcysia kocha kotki, będzie się wami dobrze opiekować — powiedział kapitan i podniósł z ziemi pulchne kuleczki.

W taki właśnie sposób Kazik i Lenka znalazły się na pokładzie ogromnego statku towarowego, gdzie od tego czasu miały spędzić razem wiele niesamowitych dni.

Tak oto zaczyna się przygoda dwóch kotów, które przeżyły więcej niż niejeden człowiek.

A co będzie dalej… cóż, przekonajcie się sami!

Rozdział I
Pierwsze łapki na statku

— Dlaczego się kołysze ziemia? Cóż to za zmiana olbrzymia? — pomyślała Lenka, leniwie otwierając oczka — A Kazik gdzie jest? Niechże da jakiś gest!

— Kazik! — krzyknęła głośno, przeciągając się na czymś miękkim — Zaraz, zaraz — pomyślała — - Dlaczego ziemia jest tak mięciutka? Czuję się taka leciutka!

Szybko rozejrzała się dookoła i zdała sobie sprawę z tego, że wcale nie leży na ziemi, ale na jednej z wielu puchowych poduszek rozrzuconych na niepościelonym łóżku.

— Kazik! — krzyknęła raz jeszcze.

— O, widzę, że już się obudziłaś — usłyszała czyjś głos — Od teraz to twój nowy dom. Jak ci się podoba?

— Muszę jak najszybciej znaleźć brata mojego! Kazika niesfornego!

— Jesteś głodna? Chodź, twój brat już dawno wstał i czeka na ciebie.

Kapitan wyciągnął do niej ręce i Lenka poczuła, jak szybuje w górę. W pierwszej chwili bardzo ją to przeraziło. Mężczyzna był wysoki i silny, a ona jeszcze bardzo mała. Nie wiedziała, że to właśnie on uratował ją i jej brata od bezdomnego życia. Potem zauważyła Kazika, siedzącego na stole i wpatrującego się w pewien punkt. Powędrowała tam wzrokiem i jej oczom ukazało się niezwykłe stworzenie. Jego pióra mieniły się tysiącem kolorów, a z dzioba wydobywało się wiele słów.

— Ach! — wykrzyknęła Lenka — Jaki jesteś piękny! Nigdy nie widziałam podobnego stworzenia.

— Witam nowych gości! Jestem Arturek papużka, wyszeptam ci tajemnicę do uszka.

— Dość już tych rozmów — powiedział kapitan, stawiając Lenkę na stole obok Kazika — zapraszam moich małych przyjaciół na obiad.

— Braciszku, jak to dobrze, że cię znalazłam! Gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce?

— Jesteśmy na statku, Lenko!

— Statek? Jak to, my na statku?

— Nie bądź niemądra siostrzyczko. Kapitan nas przygarnął i płyniemy na nieznane lądy!

— Och, naprawdę? A gdzie jest nasz dom?

— To jest od teraz nasz dom. Zapomnij o dawnym życiu. Chodź, musimy wszystko zobaczyć.

Dwa małe kotki wyszły z kajuty na pokład. Ich oczom ukazała się niezmierna przestrzeń błękitnego oceanu.

— Ojej! Czy to jest niebo braciszku? — zapytała Lenka, otwierając szeroko oczy ze zdumienia.

— Ależ nie! To ocean, duże morze, rozlana cisza wielkiej wody. Popatrz tylko, jak pięknie faluje i unosi nasz statek na powierzchni — odpowiedział Kazik.

— Czy wiesz, gdzie płyniemy?

— Musimy zapytać Arturka, on wszystko wie. Podróżuje z kapitanem już od wielu lat.

Kotki udały się na wędrówkę wzdłuż statku. Wszystko bardzo je dziwiło, po pokładzie chodziło wielu ludzi i robiło różne rzeczy, których kotki nie rozumiały. Niektórzy z nich sprzątali, jeszcze inni naprawiali drobne rzeczy z wyposażenia statku.

W końcu odnalazły Arturka, siedział dumnie na ramieniu kapitana i wraz z nim kierował statkiem.

— Powiedz nam Arturku, dokąd płyniemy? — zapytały wspólnie Kazik i Lenka.

— Ha ha, przecież to oczywiste! — krzyknęła papuga, bo bardzo lubiła krzyczeć — Płyniemy

w kierunku Indii po herbatę dla kapitana i jego córki. A potem...Nie wiem, gdzie popłyniemy potem, ale na pewno gdzieś bardzo daleko. To niesamowita szansa dla takich małych kotów, jak wy!

— Ale gdzie są Indie? — zapytała Lenka.

— Zmęczyłam się tą dyskusją, dowiecie się kiedy indziej. Jesteście strasznie ciekawskie. Bywajcie! — odpowiedziała papuga.

Kotki postanowiły nie czekać na złośliwą papugę, tylko same przekonać się, gdzie znajdują się sławne Indie. Wdrapały się więc na bocianie gniazdo, a nie było to zadanie łatwe! Kotki dzielnie pokonywały każdy metr wysokości, aż w końcu wykrzyknęły:,,Jesteśmy!”. Wygodnie usadowiły się w pobliżu marynarza, który pełnił tego dnia wahtę. Zawołał on Lenkę i Kazika, aby usiadły na jego kolanach. Ach, co to był za widok! Zwierzątka nigdy wcześniej nie widziały niczego równie zachwycającego. Płynęły majestatycznym,

biało — niebieskim statkiem z napisem Perła, przed którym nawet największe fale ustępowały miejsca. Ogromne żagle trzepotały od morskiej bryzy, a woda połyskiwała od palącego słońca. W oddali słychać było pracę marynarzy i krzyki mew, krążących wokół statku. Nagle rozległ się potężny i donośny głos kapitana, aż cały statek zadrżał.

— Gdzie te urwisy się podziały?!

Marynarz z bocianiego gniazda domyślając się, kogo woła kapitan, odważył się jednak ukryć na chwilę fakt, że maluszki znajdują się na jego kolanach. Nie chciał bowiem ten jeden raz czuć się tak bardzo samotny. Kotki natomiast, nieświadome, że ktoś je woła, wtuliły się

w marynarza i zwinąwszy się w kłębuszek, zapadły w głęboki sen.

Nawet nie zdawały sobie sprawy, ile przygód przyniosą następne dni…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 9.93