E-book
2.73
drukowana A5
15.94
Kocie królestwo

Bezpłatny fragment - Kocie królestwo

O czym mruczą Skarpetka i Barnaba

Objętość:
23 str.
ISBN:
978-83-8221-978-4
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 15.94

Skarpetka nie była zwykłą kotką. Ciągle mówiła o ludziach i nie zawsze chodziła swoimi ścieżkami, jak inne mruczki. Bały się one trochę, że biało-ruda psotnica może któregoś dnia zdradzić jakiemuś człowiekowi drogę do ich świata. Miała ona bowiem niezwykły dar. Potrafiła rozmawiać z dziećmi, gdy w pobliżu nie było żadnego dorosłego. Na szczęście, duzi ludzie i tak pewnie nie uwierzyliby w słowa maluchów.


Pewnego dnia Skarpetka została wezwana do kociego króla. Kocie królestwo znajdowało się w piwnicy wielkiego, opustoszałego domu. Nikt w nim nie mieszkał od wielu lat. Ogród wokół niego tak bardzo zarósł krzewami i chwastami, że trudno go było dostrzec z pobliskiej szosy. Kiedyś mieszkała w nim samotna staruszka, dokarmiająca miejscowe koty. Miały one teraz dla siebie dużo więcej przestrzeni niż tylko piwnicę, ale ją sobie najbardziej upodobały. Szacowna pani była córką bogatych Państwa, którzy zostawili jej posiadłość w spadku. Historia domu sięgała więc kilku pokoleń i wyraźnie czuć w nim było ducha przeszłości.


— Wejdź, proszę — powiedział Barnaba, tłusty i puszysty kocur o błękitnych oczach i pobłażliwym uśmiechu. Leżał na welurowym siedzisku, u którego podstawy znajdował się drapak ze sznurków.

— Wiesz, że nie przepadam zbytnio za ludźmi, ale trzeba pomóc pewnej rodzinie, która mimo własnych kłopotów, wiele razy pomagała nam przetrwać zimę.

— Rozumiem — odpowiedziała Skarpetka, wpatrując się pokornie w króla.

— Zadanie nie będzie łatwe, nawet dla Ciebie — tak cudacznej kotki, która ma tyle sympatii dla ludzi. Może nawet więcej niż dla nas — Barnaba zaśmiał się donośnie, ale z pełną sympatią wobec urwisa.


Król wyjaśnił swojej podwładnej, w czym tkwi problem. W pobliskiej wsi mieszkali mama i tata 6-letniej Lenki. Dziewczynka stała się bardzo niegrzeczna, odkąd zachorował tata i zabrakło pieniędzy na zabawki i inne miłe rzeczy, do których zdążyła się tak bardzo przyzwyczaić. Zadaniem Skarpetki miało być zaprzyjaźnienie się ze złośnicą i uświadomienie jej, że w życiu nie zawsze i nie tylko liczą się przyjemności. Drobna kotka ze śnieżnobiałymi łapkami najpierw ucieszyła się bardzo. Po chwili jednak zrozumiała że, ludzkie problemy nie są jej aż tak dobrze znane.


— Nie przejmuj się. Mam plan. Poradzimy sobie — zapewnił pocieszny grubas w koronie z rybich ości. Barnaba wskazał łapą na wielką miskę ze świeżym mlekiem. Było ono nieco za chłodne dla Skarpetki. Jednak przez grzeczność i szacunek dla swojego władcy, kotka chłeptała napój, przy okazji mocząc w nim solidnie długie wąsy.


Miauczące istotki urządziły się tam wspaniale. Na podłogach poduszki, poduchy i poduszeczki we wszelkich możliwych rozmiarach oraz kolorach. Długie korytarze pełne były zakamarków i wnęk, w których dawno temu bogaci Państwo trzymali butelki z winem, konfitury, kompoty i bez liku zapraw warzywnych. Koty uwielbiają ciemne zaułki, w których mogą się schować i spać całymi dniami. A gdy się wyśpią, to czas na zabawę. Młode kocurki poznosiły do królestwa niezliczone myszki z pluszu, piłeczki tenisowe, szpulki z nićmi i wszystko, co tylko się kręciło, zawijało, bujało oraz wydawało jakiś dźwięk. Nie brakowało tam stołków, taboretów i ławeczek, co chyba przesądziło ostatecznie o zadomowieniu się całej zgrai. Musicie wszak też wiedzieć, że nic tak nie cieszy kota jak skakanie z jednego mebla na drugi. I co z tego, że w piwnicy prawie zawsze było ciemno? Tym lepiej!


— Zaczynam w przyszłym tygodniu. Będę się do niej przymilać, aż w końcu zmięknie jej serce — Skarpetka oznajmiła swoim rodzicom, nieco zaniepokojonym całą sytuacją.

— Jestem pewien, że Ci się uda — powiedział tatuś, próbując ukryć swoje obawy i wątpliwości.

Teraz drobna kotka miała przejść krótkie, ale intensywne szkolenie w gronie doradców króla Barnaby. Prawda jest jednak taka, że nie było jej ono tak bardzo potrzebne. Wszak najważniejsze jest doświadczenie. A tego miała ona więcej, niż wszystkie koty ze starego domu razem wzięte.


W sali mlecznej dwie noce później odbyło się przyjęcie na cześć małej bohaterki. Zastępca Barnaby, szacowny sekretarz Wąsisław, uwielbiał organizować takie wydarzenia. Starannie odkurzył misterne puchary na mleko, przyrządził myszy z grilla w sosie śmietanowym i zaprosił do zabawy w wyżki. Wygrywał ten kot, któremu z miejsca udało się wskoczyć na najwyższą półkę spiżarni, pamiętającej jeszcze czasy świetności. Wygrał Cyryl — młody, zwinny i silny kocur. Czarny jak diabeł i dumny jak paw. Wszyscy już jednak zdążyli się przyzwyczaić do jego pychy. Trzeba też przyznać, że żaden z czworonogów nie wracał z polowań z tak obfitymi zapasami, jak on. I potrafił się nimi dzielić z innymi członkami wesołej, piwnicznej bandy.


Tej nocy Skarpetka miała dziwny sen. Zamieniła się w nim ciałami z Lenką. Mimo że kotka lubiła ludzi bardzo, to nie wyobrażała sobie, aby pozostać człowiekiem na zawsze. Bo przecież ludzie kiedyś dorastają, przestają się bawić oraz za dużo mówią o poważnych sprawach i chorobach. Dziewczynka nie chciała zwrócić Skarpetce jej normalnej postaci i śmiała się złośliwie hi hi hi, ha ha ha:

— Spodobały mi się kocie harce. Nie chcę być znowu dawną Lenką i chodzić do głupiej szkoły.

— Jesteś okropna. Proszę Cię, to niesprawiedliwe.

— Nie obchodzi mnie, co jest sprawiedliwe! Chcę się bawić i nie mieć żadnych obowiązków.

— Tylko Ci się wydaje, że koty nie mają żadnych zmartwień…


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 15.94