Oboje nie chcieli dostać się do tej podobno najlepszej ze szkół w mieście i wybrali te same strategie, żeby oblać egzamin, a mimo to zakwalifikowali się do ostatniego etapu rekrutacji i teraz czekali przed wejściem do gabinetu pani dyrektor i przyglądali się sobie nawzajem z uśmiechem zrozumienia. Nałożyli niewyprasowane ubrania, nie umyli włosów, ale Miśka zdecydowała się jeszcze na za krótką spódniczkę, a Feliks — rozdarte spodnie i brak guzika w koszuli.
— Tak ciebie wypuścili z domu? — zapytała.
— Nie, dodałem po drodze — odparł.
— Ja idę do trzeciego, a ty?
— Też.
Otworzyły się drzwi i wyszły pani dyrektor z uczennicą. Uścisnęły sobie dłonie i wymieniły grzeczności na pożegnanie. Obie były bardzo starannie ubrane, w granatowe sukienki i pantofelki, tylko pani dyrektor miała na sobie jeszcze biały żakiet.
— Czy… mogłabym o coś zapytać? — zebrała się na odwagę dziewczyna.
— Oczywiście, Patrycjo.
— Ile miejsc jest dostępnych w trzeciej klasie?
— Dwa.
— A ilu kandydatów w… finale?
— Czwórka. Pozwolę sobie jedynie zaznaczyć, że nie mamy obowiązku tych miejsc obsadzić. Dla przykładu, właśnie te dwa miejsca są wolne od początku, bo dotąd nie zdecydowaliśmy się na żadnego kandydata.
Miśka wymieniła się spojrzeniami z Feliksem. Ich plan właśnie zyskał 100 proc. szans powodzenia.
Kiedy Patrycja wyszła, wyraźnie niepocieszona, pani dyrektor obrzuciła ich zaciekawionym spojrzeniem, a potem poprosiła oboje naraz do swojego gabinetu. Tam obok jej biurka zobaczyli fotel, stoliczek kawowy i zieloną pluszową kanapę, na której usiedli oboje, podczas gdy pani dyrektor stanęła przy otwartym oknie i… wybrała papierosa.
— Będzie wam przeszkadzało, jak zapalę?
Pokręcili przecząco głowami, oboje lekko zaskoczeni niecodzienną sytuacją.
— Straszny nałóg — podjęła pani dyrektor, zaciągając się dymem. — Nie ma chyba na świecie nic głupszego. Jak się człowiek napije, to chociaż jest wyraźna zmiana świadomości. A ze szlugami to cała przyjemność z zaspokojenia głodu… Rzucam to cholerstwo już ze dwadzieścia lat. Chcecie zapalić?
— Ja dziękuję — odparła Miśka. — Nie palę.
— Ja też nie — mruknął pod nosem Feliks.
— No, jaka mądra ta dzisiejsza młodzież. — Uśmiechnęła się pani dyrektor.
Miśce zdawało się, że powiedziała to nieco ironicznie, a Feliksowi — że z nieumiejętnie maskowanym znudzeniem. Po chwili jeszcze dodała:
— Oboje dopiero się tutaj przeprowadziliście. Nie znacie naszej szkoły, bo zwyczajnie nie mieliście okazji się z nią wcześniej zapoznać. To może zacznijmy od tego, że Ada was oprowadzi.
— Zdawaliśmy egzamin — zauważył Feliks, chcąc zaoszczędzić trochę czasu. — Widzieliśmy kilka sal i halę sportową. Imponujący budynek, dobre wyposażenie klas, piękny ogród.
— Tak, ogród robi niesamowite wrażenie — wtrąciła się Miśka. — Ciekawe miejsce. Słyszałam, że najlepsza szkoła w mieście, wszyscy chcą się tu dostać…
— Tylko nie wy — przerwała jej pani dyrektor, mrużąc oczy.
Oboje się lekko zaczerwienili ze wstydu, bo przyłapała ich na bądź co bądź niewłaściwych intencjach. Feliks pierwszy uznał, że warto odpłacić szczerością za szczerość, i przyznał:
— Mnie brakuje ambicji. Uczyłem się już w najlepszej szkole, ale znacznie odbiegałem od poziomu i wyraźnie nie miałem zdolności, żeby sobie poradzić z wysokimi wymaganiami. Obniżałem tylko średnią.
— Ja byłam w takiej przeciętnej szkole i tam sobie jakoś radziłam — wyznała Miśka. — Ale na więcej mnie nie stać, a tu widać, jak wszystkim mocno zależy, żeby… rozwijać swój potencjał. Nie wyobrażam sobie zabierać komuś miejsce.
Pani dyrektor pokiwała ze zrozumieniem głową.
— To słuszne podejście — zgodziła się. — Tak czy siak, Ada was oprowadzi, bo taka jest procedura, a my tu, niestety, jesteśmy zobowiązani jej przestrzegać. Ale oczywiście powiem Adzie, żeby skrócić zwiedzanie, o ile to będzie możliwe.
— Dziękujemy — powiedział Feliks. — I przepraszamy.
— Tak, przepraszamy za zmarnowanie pani czasu — dodała Miśka.
Pani dyrektor zgasiła papierosa, otworzyła drzwi i wpuściła wysokiego i bardzo przystojnego chłopaka ubranego dość swobodnie, w zwykły t-shirt i krótkie spodenki. Feliks go natychmiast rozpoznał, bo miał z nim egzamin ustny z angielskiego. Pogadali sobie wtedy całkiem długo na kilka tematów zupełnie niezwiązanych z obrazkami rozłożonymi na ławce. Tamten przedstawił mu się jako Adrian. Miał świetny akcent i nawet jak go od czasu do czasu poprawiał, Feliks dobrze się bawił naśladując wydawane przez niego dźwięki, a Adrian śmiał się, że kolega jest jak papuga.
— To jest Ada, nasza szkolna zakała. Dlatego go tu widzicie w wakacje, odbywa karę za to, co nawywijał w roku szkolnym. Ady lepiej nie naśladować. Prawda, Ada?
— Cokolwiek pani dyrektor powie jest światłe i cenne.
— Światłe i cenne — zgodziła się łaskawie. — Oprowadzisz Feliksa i Michalinę, potem możesz iść do domu. Myślę, że druga trasa wystarczy.
— Oczywiście, pani dyrektor. Z największą przyjemnością.
Jak tylko wyszli z gabinetu, uśmiech zniknął Adzie z ust i teraz wyglądał na pochmurnego. Ruszyli razem po schodach w dół, dość szybko, a potem wpadli do pierwszego lepszego pomieszczenia. Ada zamknął za nimi drzwi.
— Możemy sobie odpuścić łażenie po szkole? — zapytał.
— Oczywiście — zgodził się Feliks.
Miśka skinęła tylko głową, bo czuła się nieco onieśmielona urodą Ady. Rozejrzała się za to uważnie po sali i zauważyła na tablicy rysunek, który był na teście. Wskazała go brodą i powiedziała:
— Szukałam, jak poruszają się żuki, i nie znalazłam. To znaczy, którymi nogami i kiedy idą. Wy wiecie?
— Ja też tego szukałem — odparł Feliks. — Pierwsza i ostatnia noga po jednej stronie i środkowa po drugiej, a potem zamiana.
— Niektóre pytania były niezłe — podjęła Miśka. — Wydawało mi się, że wiem, jakiego koloru jest słońce, ale wyszło, że nie wiedziałam. Ty wiesz, Ada?
— Białe — wymruczał, zajęty przeglądaniem papierów w szufladzie biurka. — Jakby było żółte, śnieg byłby żółty.
Wreszcie wyciągnął zgiętą kartkę i ją rozprostował.
— Tu jest test z zeszłego roku, jak chcesz zobaczyć.
Miśka z Feliksem usiedli nad pytaniami i zaraz zaczęli dyskutować, Ada wyjął komórkę i czytał coś sobie, podrzucając im od czasu do czasu pytanie naprowadzające albo rozstrzygając spór, jak nie mogli znaleźć konkretnego wyjaśnienia w Internecie, a kiedy skończyli, podniósł na nich wzrok:
— Zbieramy się?
— Ok — rzucił Feliks.
Miśka wzięła swoją torebkę i wyszli. Na parterze natrafili jeszcze na panią dyrektor, a wtedy Ada powiedział nieco głośniej:
— Tu kończymy naszą wycieczkę. Dziękuję za uwagę i życzę miłego popołudnia — a potem otwarłszy drzwi wejściowe, dodał jeszcze — Mail z wynikami rekrutacji przyjdzie w piątek.
Wymienili się jeszcze grzecznymi uśmiechami. Feliks wsiadł na rower, Miśka pomachała mu na pożegnanie i sama ruszyła na przystanek. Tymczasem pani dyrektor stanęła za Adą i popatrzyła za nimi.
— No i? — zapytała.
— Przyjęci.
— Napiszesz maila od komisji egzaminacyjnej?
— A nie masz żadnego z poprzednich lat?
— Jakbym miała, to bym sobie sama podmieniła nazwiska.
Westchnął ciężko.
— Masz burdel w papierach. Mogłabyś się lepiej zorganizować. Albo przekazać to komuś, kto się na tym zna.
— Kiedyś przekażę — obiecała z uśmiechem, zerkając na niego.
*
Miśka skasowała mail ze szkoły bez czytania, Feliks zerknął jednak na treść i o mało nie wylał wody na klawiaturę. Musiała nastąpić jakaś pomyłka, bo stało jak wół, że się dostał i że serdecznie zapraszają go pierwszego września do auli.
No, przecież oblał test! Tak się starał, żeby na 97% pytań odpowiedzieć nieprawidłowo… Pani dyrektor też nie wyglądała na zadowoloną w trakcie finalnego spotkania. Może tylko na egzaminie z angielskiego przestał udawać, że nic nie umie, bo Ada zaczął od opowiedzenia mu świetnej historyjki i Feliks nie mógł się powstrzymać, żeby sobie z nim normalnie nie pogadać. Ale przecież na tej podstawie nikt będący przy zdrowych zmysłach nie zakwalifikowałby go do jakiejś megapoważnej placówki kształcącej przyszłe elity.
Był tego pewien, bo w takiej szkole spędził swoją dotychczasową edukację. Spodziewał się, że czeka go dokładnie to samo i w tym mieście, ale okazało się, że lider tutejszego rankingu wymaga przejścia przez proces rekrutacji, którą mógł zwyczajnie zawalić. No i proszę. Albo to była zmyłka i brali wszystkich uczniów jak leci, albo jakiś debil źle wpisał punktację w rubryczki i nazwisko Feliksa pojawiło się na liście.
Skasował mail i zszedł z ciężkim sercem na dół przekazać rodzicom tę jakże smutną wiadomość.
— Oblałem test — powiedział. — Nerwy mnie zjadły…
— Feliks, Gałczyński to najlepsze liceum. Wychowankowie tej placówki odnoszą ogromne sukcesy w biznesie. Położyłeś swoją karierę, młody człowieku. Jesteś zupełnie nieodpowiedzialny. Trzeba było wziąć coś sobie na stres. W apteczce jest pełno pigułek.
— Marysiu, jakby ta szkoła brała pod uwagę świadectwa, to przecież Feliksa by wzięli, i to z pocałowaniem ręki — odparł ojciec. — Ale nie, woleli oceniać go po jednym teście. To strata dla szkoły.
— Trzeba będzie coś z tym zrobić, Arturze… — zaczęła matka, ale przerwał jej dzwonek do drzwi.
Nikogo tu jeszcze nie zdążyli poznać, a dla listonosza była to raczej późna godzina, więc Feliks przysłuchiwał się uważnie odgłosom dobiegającym z korytarza, chcąc wyłowić jakieś znajome dźwięki. Tyle że jak już zgadł, kto się zjawił, było za późno, bo ojciec zajrzał do nich i oznajmił:
— Przyszła pani Lipszyc, dyrektorka liceum imienia Gałczyńskiego. Może pójdź szybko się przebierz, Marysiu. Feliks, ty też — dorzucił rozkazująco.
Pewnie musiała wyjaśnić pomyłkę… I zjawiła się osobiście, a on będzie teraz udawał, że dostał poprawny mail? Dobrze, że zdążył go skasować… Gorzej, jak pani dyrektor pogawędzi sobie z rodzicami o jego zachowaniu podczas ostatniego etapu rekrutacji…
Szybko wciągnął na siebie spodnie i koszulę, nawet przeczesał włosy, i zbiegł na dół, zwalniając kroku dopiero na ostatnich schodkach.
— Dzień dobry — przywitał się grzecznie, szybko omiatając wzrokiem twarze rodziców, którzy jeszcze nie wyglądali na oburzonych.
— Ach, dzień dobry, Feliksie — pani Lipszyc wstała i wyciągnęła do niego dłoń, którą on uścisnął, robiąc dobrą minę do złej gry, tyle że na jego twarzy zaraz odmalowało się zdumienie, kiedy dodała — Przyszłam ci osobiście pogratulować. Dostałeś się do specjalnego programu dla wybitnie uzdolnionych.
— Dostałem się?
— Dostał się? — zapytali rodzice Feliksa, oboje zaskoczeni wiadomością.
Pani dyrektor uśmiechnęła się szeroko:
— Oczywiście. Feliks zrobił ogromne wrażenie na komisji rekrutacyjnej. Ja akurat jestem wyłączona z tego procesu, nie podejmuję żadnych decyzji, przekazuję jedynie informację. Ale słyszałam, że świetnie sobie poradził na teście. Miał tylko 3% błędnych odpowiedzi. Muszą państwo być bardzo dumni z syna.
— Oczywiście — odparła pani Rejewska. — Feliks zawsze miał najwyższą średnią w szkole. Wygrał olimpiadę z matematyki, także indeks ma w kieszeni. Ale martwiliśmy się, że nie znajdzie miejsca, w którym będzie mógł się dalej rozwijać. Nie chcieliśmy, żeby spoczął na laurach.
— Rozumiem. Myślę, że nasz specjalny program będzie wystarczająco ambitny dla Feliksa — podjęła pani Lipszyc. — Bardzo przepraszam za niezapowiedzianą wizytę. Byłam akurat w okolicy, a zawsze odwiedzam domy naszych nowych wychowanków, więc pomyślałam, że skorzystam z okazji. Już nie zajmuję państwu więcej czasu. Feliksie, odprowadzisz mnie do drzwi?
— Oczywiście, pani dyrektor — odparł karnie.
A ona odwróciła się jeszcze do niego, kiedy znaleźli się poza zasięgiem słuchu państwa Rejewskich, i wyjaśniła, wyraźnie rozbawiona:
— Widziałam po minach twoich rodziców, że nadal nie porzuciłeś pomysłu rezygnacji z naszej oferty edukacyjnej, więc nim zawieruszą się twoje papiery albo zdarzy się jaki inny nieszczęśliwy wypadek, zaznaczę, że Miśka jest z tobą w klasie. Oboje wiemy, że ci się podoba. Pomyśl o tym, Feliksie. Skargi na komisję rekrutacyjną możesz składać na ręce swojego nowego nauczyciela angielskiego — to on był przewodniczącym. Do zobaczenia pierwszego września!
Zamknął za nią drzwi i stał jeszcze przez chwilę z głupią miną. Pani Lipszyc była dziwna, to fakt. Ale… przy okazji też całkiem spostrzegawcza i domyślna.
Miśka mu się naprawdę spodobała. Pogadali sobie w sumie może z godzinę, i to o nauce, ale było w niej coś takiego… No, jej uroda na pewno też go pociągała, nie ma co udawać, że nie. Miała brązowe oczy i sięgające za ramiona ciemne włosy, a do tego jasną karnację i piegi, śliczne pełne usta, po których krążył jakiś zawadiacki uśmiech. Podobały mu się jej nogi w ekstrakrótkiej spódnicy, a nawet kościste ramiona. Miśka była wyraźnie chudsza niż grubsza. Może nawet musiałaby nieco przytyć, żeby zyskać zdrowy wygląd, ale mu to akurat nie przeszkadzało.
Miała wesoły głos, iskierki w oczach, kiedy ją coś zaciekawiło, i jakoś tak fajnie się z nią rozmawiało. Swobodnie, że jak nawet zakradła się chwila ciszy, to to było ok.
Ale jak wszedł Ada, po Miśce było od razu widać, że to on był w jej typie. Zerkała na niego ukradkiem, a Feliks ją na tym kilka razy przyłapał. Ada co prawda nie wyglądał na zainteresowanego nią, ale może jak się poznają bliżej, coś im z tego wyjdzie…
Feliks nie był ani odstręczająco brzydki, ani oszałamiająco przystojny, raczej… zwykły, chociaż miał w podstawówce koleżanki, którym się podobał. No i spotykał się przez chwilę z taką jedną Moniką… To akurat była totalna porażka. Jakoś nie potrafili znaleźć wspólnego języka, chyba że jak się całowali, to im w sumie wychodziło.
Miśka sprawiała wrażenie, jakby z nią można było zrobić wszystko: i dobrze się bawić, i długo rozmawiać. Stworzyć coś więcej niż kilka przyjemnych chwil. A Feliks tego właśnie chciał, a nawet zwyczajnie potrzebował.
Nie znosił swojej poprzedniej szkoły, bo czuł się w niej bardzo samotny. Większość uczniów była nastawiona na osiągnięcie czegoś w życiu i z dziwnego powodu uważała, że zaczyna się to od odpowiedniej średniej w szkole. Owszem, Feliks miał najwyższą, szeroką gamę celujących na każdym świadectwie, ale dlatego, że spełniał zachcianki rodziców. Mówili: „idź na olimpiadę”, to szedł. „Zobacz, czy jesteś w stanie wybić się z muzyki”, to „się wybił”. Przychodziło mu to dość łatwo, bo jak siadał do czegoś, świat przestawał istnieć. Czegokolwiek by nie tknął, było fascynujące, więc zagłębiał się w tym, jak tylko mógł.
Tylko że Feliks lubił też sobie z kimś pogadać… Albo pograć w pingla… Albo pójść na coś do kina, przeczytać fajną książkę. I o ile w podstawówce jego koleżanki i koledzy robili to z nim, o tyle w liceum wszystko się zmieniło. Wszyscy mieli obsesję na punkcie ocen, wkuwali materiał, chodzili na korepetycje. Tymczasem Feliks był wiecznie do przodu. Już dawno przestał zaglądać do podręczników, bo nie musiał. Czytał sobie coś, oglądał, tak bardziej z nudów.
Chciał tym razem trafić do szkoły, gdzie ludziom będzie zależeć na wielu rzeczach, nie tylko na tzw. „przyszłości”. A wyszło, że go ktoś jeszcze bardziej „przyciśnie”, żeby zaliczył trudniejsze testy. Tak, Feliks był rozczarowany. Ale jednocześnie czuł, że coś się tu nie zgadza.
To nie była pomyłka, że go przyjęli. Pani dyrektor, która okazała się dużo bardziej inteligentna, niż to sobie wcześniej założył, przyszła przecież nie po to, żeby mu gratulować, tylko żeby udaremnić mu próbę sabotowania procesu składania papierów. Niby nie uczestniczyła w rekrutacji, ale powołała się na te 3% nieprawidłowych odpowiedzi, które, jak doskonale wiedział, były jedynymi prawidłowymi. No i kusiła go Miśką. Kto poważny tak robi?
Kiedy Feliks godził się już z myślą, że nie ma wyjścia, jak pójść do Gałczyńskiego, Miśka się jeszcze łudziła, że ją to ominie. Przynajmniej do momentu, kiedy nie otworzyła drzwi pani dyrektor i nie przywitała jej z wyrazem szoku w swoich brązowych oczach.
— Michalino, bardzo mi przyjemnie pogratulować tobie miejsca w naszej szkolnej społeczności — wyjaśniła od razu pani Lipszyc. — Chciałam przedstawić się twoim rodzicom. Mogę wejść?
Miśka odsunęła się od drzwi, robiąc przejście, a potem zaprowadziła ją do salonu, w którym aktualnie panował bałagan na granicy czegoś, co ona by już nazwała syfem. Bliźniaczki właśnie zjadły swoje zupki, rozsypały klocki, pocięły ze trzy kartki na najdrobniejsze kawałeczki, rozlały sok i mleko, i nakruszyły biszkoptami, i…
— Dziecięcy rozgardiasz — zauważyła uprzejmie pani dyrektor.
— Mam dwie małe siostry i brata, który urodził się pięć miesięcy temu. Przechodzimy etap adaptacji do nowych warunków. Zajrzę do mamy i zaraz wracam.
— Poczekaj. Jeśli mama śpi, to nie budź jej z mojego powodu.
— Oczywiście.
Miśka zajrzała do sypialni, w której mama rzeczywiście zasnęła w trakcie usypiania bliźniaczek i Tomka. Wróciła więc do gościa i rozłożyła ręce:
— Niestety.
— Trudno. Za to będę miała chwilę pogadać z tobą. To powiedz mi, czemu nie chcesz chodzić do naszej szkoły. Tylko tym razem szczerze.
— Nie wydaje mi się, żebym była wybitnie zdolna, a na pewno jestem wybitnie leniwa. Najlepsza szkoła to kiepski pomysł.
— Bo?
— Będę musiała siedzieć i wkuwać, a i tak niczego nie osiągnę?
— Najlepsza szkoła umie uczyć, a nie tylko wymaga, żeby uczeń nauczył się sam. Motywuje też ucznia, a nie zniechęca…
— I na pewno takie najlepsze szkoły istnieją w naszych głowach i sercach — weszła jej w słowo Miśka. — Ale obawiam się, że w rzeczywistości to już niekoniecznie.
— Tak właśnie myślałam, że będzie ciebie trudno przekonać. Jaki jest twój ulubiony przedmiot?
— Angielski. Polski też.
— To zróbmy tak, że jak nie przekona ciebie do siebie nauczyciel angielskiego, a powiedzmy, że ma na to czas do października, to załatwię z dyrektorem trzeciego liceum, żebyś się tam przeniosła. Ok?
Miśkę zdziwiła ta propozycja, ale że ciężko było odmówić, zgodziła się, tylko zaraz zapytała:
— Dlaczego pani tak zależy, żebym przyszła? Przecież zawaliłam test.
— Szczerze? Mnie w ogóle nie zależy. Nie miałyśmy okazji się poznać. To przewodniczący komisji egzaminacyjnej uznał, że zostałaś zakwalifikowana. Ja się tylko upewniam, że trafisz tam, gdzie trzeba.
— Ktoś jeszcze się dostał?
— Ada mówił, że w jego klasie będziesz ty i Feliks.
Na dźwięk imienia Ady Miśce wyraźnie wzrosło zainteresowanie rozmową, ale pani Lipszyc dorzuciła jeszcze Feliksa, tak na wszelki wypadek. Podobno wyraźnie się polubili.
Nie, nie była z siebie dumna, że sprzedaje Adę. No, ale czasem trzeba było improwizować.
— Fajnie. Przynajmniej znam już dwie osoby — zauważyła Miśka konwersacyjnie, ale nim coś zdążyła dodać, pani dyrektor wstała i szykowała się do wyjścia. — Będę miała z panią jakieś zajęcia? — zapytała jeszcze przy drzwiach.
— Na tym etapie ciężko powiedzieć — odparła pani Lipszyc i pożegnała się grzecznie.
Ada… To o nim teraz myślała Miśka. Był prześliczny. Miał piękne oczy… chociaż akurat oczy Feliksa też były całkiem niezłe. Ale wszystko Ady było idealne: i niesamowicie przystojna, opalona twarz, i dłuższe jasne włosy, i fajnie umięśnione ciało, i przyjemny głos, i to, jak się uśmiechał, i to, jak mówił, i jak siedział, i jak na nią patrzył.
Może nie był nią zainteresowany, ale przecież miała brudne włosy, zero makijażu, beznadziejne ciuchy… W swoim prawdziwym wydaniu wpadnie mu w oko dość szybko, tego była pewna. Jeszcze nigdy nie miała problemu z poderwaniem żadnego chłopaka, chociaż trzeba przyznać, że Ada był z tej najwyższej ligi, z którą już bywało trudniej. Ale ona była wyjątkowa, jej się takie rzeczy udawały — jak nie od razu, to za chwilę–dwie. A przecież będzie miała miesiąc!
Ada miałby niezły ubaw, gdyby wiedział o planach Miśki. Nie dlatego, że go nie pociągała, bo akurat lubił takie dziewczyny, ale od trzech lat był z Agnieszką, z którą zresztą chodził do tej samej szkoły. Oni z Agą byli nierozłączni. Może nie podobało się to wcale matce Ady, ale matka ta grzecznie nie mieszała się w sprawy syna.
Agnieszka była cudowna, dokładnie taka, jakiej zawsze chciał. Mocno imprezowa, ale z fantazją. Radosna i często uśmiechnięta. Miała zasadę, że nie wolno dużo narzekać, i cokolwiek się działo, widziała w tym tylko szklankę do połowy pełną.
Jak się nie dostała do specjalnego programu z Adą, uznała, że i tak nie znieśliby się w takim natężeniu. Jak mama Ady wprost wyraziła niezadowolenie z faktu, że się spotykają, ucieszyła się, że nie musi już przed nią niczego udawać i zaczęła pomijać small talki. A jak podczas jednej z imprez trochę ich poniosło i schlali się tak, że zgarnęła ich policja, to zakwalifikowała to jako świetną historyjkę do opowiadania dzieciom, które kiedyś adoptują. Chociaż fakt, że jej rodzice machnęli na to ręką, a jego mama się porządnie wściekła. Miał szlaban przez dwa miesiące, a potem dostało mu się jeszcze w szkole, bo jednym z policjantów był ojciec jego koleżanki z klasy, informacja się rozniosła i nagle wyszła totalna awantura.
Chodzili z Agą w różne ciekawe miejsca, jeździli na wycieczki, imprezowali, i na to wszystko Ada musiał zarobić, bo ona za bardzo nie miała jak, a on przecież mógł. To było jedyne, co niby rozumiał, ale nie do końca akceptował. Szczególnie że kończył pracę późno i był już zmęczony, a ona chciała się iść bawić.
Ale on też nie narzekał. Codziennie ją widział, codziennie z nią rozmawiał, i wcale mu się nie nudziła. A jeszcze potrafiła zachwycić. Miała taką cudowną artystyczną duszę, nakładała na siebie niesamowite rzeczy, i jak barwny motyl unosiła się nad ziemią. Uwielbiał na nią patrzeć. Nawet podobało mu się, że inni też patrzą, choć nie każdy doceniał jej szalone pomysły. Na pewno nie pani dyrektor.
— Ada, czy ty mógłbyś wytłumaczyć swojej dziewczynie, że pośladki może mieć na wierzchu wszędzie, tylko nie w szkole?
— W kościele też nie powinna.
— Zakres przekazywanej wiedzy mnie nie interesuje, Ada. Tylko skuteczność.
— Zawsze możesz wprowadzić mundurki.
— Już to widzę, jak Ada chodzi na galowo i w pantoflach… — rozmarzyła się zaraz.
— Przecież komplementujesz moje trampki — udał, że jest urażony.
— Ozdabianie butów to jedyne, do czego ci się przydaje ta twoja Agnieszka.
Wymieniali się zwykle spojrzeniami, powstrzymując się od pokazania sobie nawzajem języka, i rozchodzili się każde w swoją stronę.
Może więc Agnieszka u dorosłych nie wzbudzała entuzjazmu, ale u jego kolegów i koleżanek to już robiła furorę. Chłopcy ją nosili na rękach, również dosłownie, dziewczyny przytulały ją i całowały na powitanie, zwierzały się jej z problemów, szukały u niej rady. Czasem miał wrażenie, że wszystko kręciło się wokół niej, że jak ktoś organizował swoje urodziny, to się najpierw upewniał, czy Agnieszka będzie zadowolona z przygotowanych potraw (koniecznie wegańskich) i muzyki (tylko ambitnej albo ciężkiej).
— Jesteś boska — mówił jej z uśmiechem, który dopowiadał, co on jej zrobi, jak znajdą się za zamkniętymi drzwiami.
— Jestem — odpowiadała, posyłając mu to spojrzenie, którym już zaczynała go rozbierać.
Wakacje spędzili jak zwykle nad jeziorem u jej rodziców na domku, organizując ogniska i mniejsze czy większe bibki. Ada zatrudnił się w barze pensjonatu dla turystów i może marnie zarabiał, ale wyciągał drugie tyle z napiwków, flirtując sobie czasem z gośćmi. Mimo to idąc pierwszego września do szkoły, był tak spłukany, że musiał pójść do matki po pieniądze na bilet.
Pokręciła z niedowierzaniem głową, ale sięgnęła do komórki i przelała mu odpowiednią kwotę. Tymczasem Ada zapakował sobie kanapki i już mógł ruszyć tam, gdzie uwielbiał być.
Feliks z Miśką nie pędzili do szkoły jak na skrzydłach, ale na pewno zjadała ich już ciekawość. Trafili na siebie przed wejściem i od razu rozpoznali w tłumie.
— Hej — powiedziała, uśmiechając się szeroko.
— Hej — odparł, nieco speszony.
Wyglądała prześlicznie, dużo lepiej, niż sobie zapamiętał. Tym razem włosy zaplotła w warkocz francuski, pociągnęła tuszem rzęsy, narysowała kreskę na powiece, i już naprawdę trudno było od niej oderwać wzrok. Miała na sobie białą koszulę przewiązaną pod szyją czerwoną aksamitką, czarne lniane spodnie, a na stopach sandałki.
— Teraz by nam się przydało to oprowadzenie — zauważyła jak zwykle swobodnie, udając, że to spotkanie nie zrobiło na niej żadnego wrażenia.
— Może po prostu idźmy tam, gdzie reszta?
Skinęła głową i ruszyła za tłumem, zastanawiając się, jakim cudem fiołkowe oczy Feliksa stały się jeszcze piękniejsze, niż kiedy je widziała poprzednio. Chyba po prostu było mu do twarzy w tej granatowej marynarce. Kolegę musiała ubierać matka, bo przypominał bardziej nauczyciela niż ucznia, ale z jakiegoś powodu współgrało to z jego urodą.
Weszli do hali sportowej, usiedli na ostatnich wolnych miejscach i rozglądali się wokół. Wszyscy byli ubrani na galowo, ale jakoś tak… inaczej, jakby nosili mundurki. Dziewczyny miały na sobie spódnice i białe bluzki, chłopcy — spodnie i białe koszule. Tak jak w ich poprzednich szkołach ktoś zawsze przychodził w t–shircie albo krótkich spodenkach, albo kolorowych ciuchach, tak tu wszyscy byli nie do odróżnienia.
— Jest dyscyplina — powiedziała Miśka.
— Jest — potwierdził z niepokojem Feliks.
Wtedy na halę od zupełnie innej strony wszedł Ada — w japonkach, szortach i koszulce z jakimś kolorowym napisem — niosąc mikrofon na statywie. Popatrzył na trybuny, a potem zatrzymał się nagle w pół kroku, a wszyscy wybuchnęli śmiechem, a potem wstali ze swoich miejsc i zaczęli skandować:
— A–da — Lip–szyc, ze–ro do jed–ne–go.
Teraz on się roześmiał, postawił statyw i bił im brawo. Feliks i Miśka popatrzyli na siebie nawzajem nieco zagubieni, ale zaraz do mikrofonu podeszła dziewczyna mniej więcej w ich wieku i oznajmiła:
— No, to zaczęliśmy rok od udanego dowcipu. Ada mówił, że dał się nabrać i serce mu stanęło, także nasza kochana pani dyrektor może się w najbliższym czasie spodziewać stosownej zemsty. Ada, jak zwykle życzymy ci powodzenia. Drodzy, plan na dziś: witamy się po wakacjach, zapoznajemy ze wszystkim, ale przede wszystkim otaczamy opieką nasze nowe koleżanki i naszych nowych kolegów. Rozglądacie się, wyławiacie z tłumu obce twarze i już podchodzicie do nich i oferujecie pomoc. Niech poczują, co to jest Gałczyński! Wiwat nam!
A uczennice i uczniowie zawołali:
— Wiwat! Wiwat! Wiwat!
Może Miśka z Feliksem wymieniliby się tutaj szyderczymi uśmiechami, ale nie zdążyli, bo natychmiast podeszła do nich jakaś Julka i zapytała, czy nie są nowi i czy ich nie zaprowadzić do klasy.
— Byłoby cudownie. Do trzeciej, ale nie wiemy dokładnie której — zauważył Feliks.
— Do tej, gdzie chodzi Ada — podpowiedziała Miśka.
— No, to kawałek. Chodźcie — Julka wzięła ich za ręce i pociągnęła za sobą.
Rzeczywiście, przeszli niemal cały budynek i wspięli się jeszcze na poddasze znajdujące się na trzeciej kondygnacji. Po drodze natknęli się na Adę, który niósł w jednym ręku dwa kubki, w drugim miskę jabłek, pod pachą dziennik, a na ramieniu swój plecak. Przywitał się z nimi wesoło, a Miśka od razu zaoferowała pomoc w niesieniu rzeczy, przechwytując miskę.
— Dzięki — powiedział Ada, wybierając jedno jabłko i zaraz je zagryzając. — Nie jadłem śniadania — dodał z pełnymi ustami.
Julka zostawiła ich w rękach kolegi i ruszyła w swoją stronę. Tymczasem oni weszli, we trójkę, do sporej sali, w której na kanapie zrobionej z palet i poduszek siedziała młoda nauczycielka z pięciorgiem uczniów. Każdy trzymał w ręku kubek.
— Hej. To Miśka i Feliks, nowi — przedstawił ich Ada. — Miśka, Feliks, to nasza wychowawczyni Ola Dermont i… wszyscy. Sami się poznacie. Ja bym wam tylko w międzyczasie zrobił coś do picia. Kawa? Herbata? Co my tam jeszcze mamy, Marta?
— Aktualnie to tylko wodę — odparła pulchna brunetka, zabierając jabłka z rąk Miśki.
Wszyscy byli niesamowicie mili, do wychowawczyni zwracali się „pani Olu”, opowiadali o swoich wakacjach, podczas których robili naprawdę przeróżne rzeczy, tak, że Feliksowi zaświeciły się oczy, bo czuł, że z każdym mógłby porozmawiać o poruszanych tematach. A potem Ada powiedział, że pracował latem w barze, na co cała grupa huknęła na niego:
— Ada!
— Musisz się nauczyć odpoczywać — zauważyła pani Ola. — To twoje zadanie od nas na ten rok.
— Nie ma nic prostszego niż odpoczywanie — uśmiechnął się Ada, rozkładając się wygodnie na poduszkach. — Już to umiem.
— W zeszłym roku pracowałeś siedem dni w tygodniu — odezwała się Marta. — I ja nawet nie liczę szkoły.
— Zawaliłeś projekt z biologii — dorzucił Kacper.
— Opuściłeś warsztaty świąteczne — dodała Milena.
— Nie podszedłeś do konkursu z polskiego — wtrąciła pani Ola.
— Oddałeś ze dwa miesiące kuponów na stołówkę — doniósł Tomek.
— Czy to jest interwencja? — Ada zmarszczył brwi, przerywając wyliczankę, która, sądząc po minach zgromadzonych, mogłaby się dalej ciągnąć. — Ok, może wziąłem na siebie za dużo. W tym roku nie wezmę.
— Czego? — dopytała niewinnie Marta. — Zajęć czy pracy?
Ada popatrzył na Martę ze złością, ale potem podniósł obie ręce na znak, że się poddaje.
— Ok, zastosuję się do waszej dobrej rady. Wpisuję sobie w cele. Jak proponujecie to mierzyć? Godzinami snu? Czasem przeznaczonym na rozwijanie pasji i zainteresowań?
Wszyscy zastanawiali się, jak Ada chce ich teraz przechytrzyć, więc zapadła cisza. W końcu przerwał ją Feliks, po raz pierwszy zabierając głos:
— Godzinami bezproduktywności.
To był w sumie dobry pomysł, z którym Adzie było trudno dyskutować, co nie znaczy, że miał zamiar się poddać. Zmrużył lekko oczy i uśmiechnął się chytrze:
— To ile mam ich mieć?
Feliks rozejrzał się po pozostałych, czekając, aż ktoś inny odpowie, ale że jakoś nikt się nie kwapił, wzruszył ramionami:
— Ja bym przez tydzień oszacował sytuację wyjściową, a potem omówił z grupą spodziewany wzrost w ujęciu procentowym.
— Świetnie — fuknął Ada, rzucając Feliksowi ponure spojrzenie, ale zaraz uśmiechnął się. — To przeszliśmy płynnie do wyznaczania sobie celów. Ile na to mamy?
— Tydzień — odparła pani Ola, zwracając się w stronę Miśki i Feliksa. — Jeden cel osobisty, jeden edukacyjny, jeden zwykle dostajemy od grupy, ale możemy tak szybko akurat naszym nowym koleżance i koledze nie znaleźć, to na ten semestr pewnie będziecie z tego zwolnieni. Cel osobisty może być dowolny, chodzi o pracę nad sobą albo spełnienie jakiegoś marzenia lub podejście do zadania, które was zawsze ciekawiło. Cel edukacyjny jest związany ze ścieżką naukową. Tu można poradzić się nauczycieli od różnych przedmiotów, ale to mogą być też wasze pomysły. Ważne, aby osiągniecie tych celów można było zmierzyć i ocenić. Na przykład Marta chciała się nauczyć zdrowo odżywiać, więc uznała, że na koniec semestru będzie wiedziała, czego potrzebuje jej organizm oraz jakie są mity dotyczące odżywiania, będzie umiała ocenić wartość odżywczą produktów i dań, przygotować sobie zbilansowany posiłek na śniadanie, obiad i kolację. Czas na osiągnięcie celów przypada zwykle od września do okolic ferii zimowych, ale można zrobić krótsze dystanse z celami cząstkowymi. Czy o czymś zapomniałam?
— Rozliczamy się z tego — dodał Maciek. — Jak masz problem, żeby osiągnąć cel, to musisz przyjść po wsparcie do swojego buddy.
— Buddy? — zapytała Miśka.
— Co roku dobieramy się w pary, żeby się nawzajem motywować — wyjaśniła pani Ola. — Już rozmawialiśmy o tym, jak was dwoje wesprzeć, i zdecydowaliśmy, że Ada zajmie się Feliksem, a Marta tobą, Michalino. Na pewno będzie wam najpierw trudno przystosować się do realiów tego specjalnego programu. Zresztą w ogóle nasza szkoła jest nieco… inna. Mamy swoje zwyczaje, które mogą was zaskoczyć. Zaraz odbędzie się spotkanie dla wszystkich nowych uczniów z programu. Tam nauczyciele opowiedzą, jak to działa, więc może nie będę wchodzić w szczegóły.
No i opowiedzieli, owszem. Każdy ma zaliczyć określoną ilość godzin dla poszczególnych przedmiotów, ale może przychodzić na zajęcia różnych klas albo w ogóle samodzielnie rozwijać swoje zainteresowania, tylko konsultując się z nauczycielem. Trzeba zdać dwa testy: jeden z materiału do początku listopada, drugi z materiału z całego semestru. Obowiązkowe i w określonych godzinach są tylko języki obce. Dodatkowo uczeń musi wziąć udział w dwóch warsztatach, a raz na kwartał pojawić się w gabinecie pani dyrektor, aby opowiedzieć o swoich planach i postępach.
Na koniec jeszcze wyszli nauczyciele angielskiego, francuskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, i przybliżyli swoje metody nauczania. Feliks z Miśką przyglądali się uważnie anglistom — ona, bo osobowość któregoś z nich miała zdecydować, czy zostanie tu do października, on — bo zapamiętał sobie, że któryś z tych ludzi go przechytrzył i przyjął do szkoły. Oboje mieli jednak nieco mieszane uczucia po ich wystąpieniach, bo żaden nie sprawił na nich większego wrażenia.
Pani Ola kazała obojgu stawić się o 11:00 u pani dyrektor, na co zareagowali alergicznie, niechętnie myśląc o przebywaniu sam na sam z panią Lipszyc. Ale jak zapukali do drzwi, otworzył im Maciek, a w środku tłoczyli się już pozostali uczniowie z ich grupy. Pani dyrektor stała, opierając się tyłem o parapet, i rozmawiała ze zgromadzonymi na jakieś prywatne tematy. Dopiero po chwili zerknęła na zegarek i zreflektowała się:
— No, chyba pora zaczynać. To co ode mnie chcecie?
— Chcemy utrzymać zajęcia z literatury i dodać godziny konsultacyjne z angielskiego — oznajmiła Marta.
— Literatura ok — zgodziła się pani dyrektor. — Ale co do konsultacji, to jest was teraz ośmioro. Po pół godziny na głowę w tygodniu, to mamy dodatkowe cztery godziny zegarowe. Proponuję jedną konsultację na miesiąc, to wtedy wyjdzie dodatkowa jedna godzina w tygodniu.
— Może być — stwierdził Maciek.
— Ok — powiedział Ada.
— Z czego poprowadzicie swój warsztat? — zapytała pani Lipszyc.
— Jeszcze ustalamy — odpowiedziała Marta, która najwidoczniej objęła rolę liderki grupy. — Chcieliśmy dać nowym szansę na włączenie się.
— Ach, jak pięknie — uśmiechnęła się szeroko pani Lipszyc. — Mnie się marzy coś bardziej… artystycznego. Chcecie utrzymać literaturę, to jednak coś tam was kusi, nie tylko biologia, chemia, fizyka i informatyka.
— Możemy napisać 10–minutową sztukę i potem ją wystawić — zaproponowała Miśka jak gdyby mimochodem. — Albo zaprojektować jakąś pozytywną akcję w szkole.
Oczy wszystkich zwróciły się na nią.
— Co to są 10–minutowe sztuki? — zapytał Maciek, ale pani Lipszyc zaraz się wtrąciła:
— Tak, Miśka, to brzmi świetnie. I jeden, i drugi pomysł, chociaż mnie dużo bardziej pociągają te sztuki. Ludzie mogliby się wyżyć pisarsko, a potem jeszcze zabawić w aktorów, reżyserów, scenografów. Tak, podoba mi się to — zamyśliła się.
— Ok, to jeszcze to sobie przedyskutujemy, a dziś byśmy kończyli, bo słyszę, jak za drzwiami niecierpliwi się klasa maturalna. Oni mają dużo więcej postulatów — zauważył Ada.
Zebrali się więc i ruszyli z powrotem do swojej sali, gdzie zrobili sobie znowu coś do picia, rozsiedli się wygodnie, i Miśka już chciała przerwać milczenie, które nieoczekiwanie zapanowało w sali, kiedy Ada zaczął:
— Let’s have only one hour today, like on a regular day, shall we? I’m afraid I’m not that well–prepared. This week we’ll have the consult for Felix, Michaela and whoever’s come up with this crazy idea in the first place.
— Me — odparła Marta.
Ada spojrzał na nią z ukosa i uniósł brwi:
— I don’t feel you really need this, Martha.
— Thank God, it’s not you who decide.
— Thank God it’s not up to me, then — poprawił ją z uśmiechem, a potem zapytał, co chcieliby zrobić w tym roku na angielskim.
Miśka i Feliks przyglądali się mu, jak uzupełnia dziennik, i TERAZ rozumieli, co powiedziała pani dyrektor. Miśka właśnie straciła swój plan ucieczki do trzeciego L.O., bo przecież musiałaby powiedzieć, że Ada się jej nie spodobał jako nauczyciel…. No, a już się podobał, w każdej roli… Mógłby ją uczyć medytacji i też byłaby zadowolona. Do Feliksa zaś dotarło, jak został przeegzaminowany i kto go wyprzedził o krok.
Jako pierwszy na swoje pół godziny dodatkowego angielskiego został Feliks. Ada powiedział, że chciałby, żeby popracował nad wymową, przekazał mu mailem materiały, przez które Feliks miał przejść do października, przećwiczył z nim ułożenie ust i języka, rysując pomocny schemat, i już, czas minął, trzeba się było zbierać.
— Lipszyc mówiła, że to ty… zdecydowałeś, że mam przejść do trzeciego etapu rekrutacji. Dlaczego? — zapytał jeszcze Feliks. — Przecież zawaliłem test. Na egzaminie ustnym też mnie non stop poprawiałeś.
Ada siadał już do komputera, przerzucał papiery na biurku i tak pochylony nad nimi odpowiedział zupełnie obojętnym tonem:
— Zrobiłeś sobie wzorki na teście. W pierwszej części zacząłeś chyba od e, żeby ominąć jak najwięcej dobrych odpowiedzi. W drugiej części musiałeś zmienić wzór, ale też sobie przeliczyłeś, co ci da maksymalny efekt. A my zawsze przyjmujemy tych, którzy lubią — i umieją — się bawić. — W jego głosie przez chwilę wybrzmiała jakaś nuta uznania, która jednak zniknęła zbyt szybko, żeby Feliks był pewny, że się w ogóle pojawiła, i zaraz Ada dodał już zwyczajnie — Poza tym… ten ustny to podpucha. Nie sprawdzamy poziomu języka, tylko to, czym się interesujesz, jak myślisz. To bardziej test na inteligencję i osobowość. Zresztą robiłeś nienaturalne błędy, Feliks. I masz jeszcze smykałkę do języków, to po prostu słychać. Byłem pewien, że się tu odnajdziesz.
— Yhm.
Feliks wziął swój plecak i już miał wyjść, kiedy Ada dodał nagle, nie odrywając oczu od ekranu:
— Ale odkąd zobaczyłem twoje świadectwo, to mam wątpliwości.
No tak. Kto by nie miał na jego miejscu… Feliks wiedział, jak to wygląda. Znał ludzi z podobnymi wynikami i, prawdę mówiąc, żałował, że ich znał. Pewnie każdy z nich na którymś etapie robił takie rzeczy dla rodziców — no bo chyba nie dla siebie… Ale on miał siedemnaście lat i dalej dla świętego spokoju uzupełniał ćwiczenia i przygotowywał idiotyczne projekty. Nie chciał wchodzić w żadne dyskusje z matką. Wymagała szóstek, przynosił je. No, ale wiadomo, że na zewnątrz to wychodziło nieciekawie…
Zresztą, mógł się nie wcinać Adzie z tym celem… Wolałby się z nim zaprzyjaźnić, niż się mu narażać. I może mógłby kiedyś… trochę z nim poimprezować? Chodzenie w japonkach wydawało się Feliksowi całkiem przyjemne, w ogóle taki… luz, na który go nigdy nie było stać.
Nie do końca rozumiał, jak niby Ada miał go motywować — ani jak on miał być dla niego „kumplem” przez ten rok. Ale mogło to oznaczać spędzenie czasu w jego towarzystwie, a to zapowiadało się wyjątkowo ciekawie.
Miśka też by chciała spędzić z Adą dużo więcej chwil tego dnia, ale że nie było to na ten moment takie proste, postanowiła wyciągnąć od Marty jak najwięcej na jego temat. Myślała, że będzie to trudne, ale jak tylko zostały same w autobusie, koleżanka uśmiechnęła się nagle szelmowsko i powiedziała:
— Masz oko na Adę, Miśka.
— Może.
— No nic w tym złego. Ani dziwnego. Fajny jest.
— Ale rozumiem, że więcej osób czeka w kolejce?
Marta roześmiała się, a potem przesunęła językiem po zębach i wyjaśniła:
— Nie, Miśka. Problem jest inny. Nazywa się Agnieszka i Ada już tu z nią przyszedł. Ale teraz mam dla ciebie twist w całej historii — dziewczyny już próbowały, nie przebiły się, i chcemy, żebyś ty, wiesz, zawalczyła o niego. Bo Aga jest dla Ady jak kryptonit. On przy niej traci rozum, wpada w kłopoty. Chodzi o to, żeby się jej pozbyć. To wspólny cel nie tylko nasz, ale i nauczycieli. Stawiam, że dlatego Lipszyc się uparła, żeby ciebie wziąć. Nie obraź się, ale nie jesteś geniuszem jak Feliks, za to bardzo przypominasz Agę z urody. A Lipszyc dałaby wszystko, żeby Adę wyciągnąć ze szponów tej jego nieszczęsnej dziewczyny.
Prawdę mówiąc, to brzmiało bardzo… przekonująco. Raz, że pani dyrektor podsuwała Miśce Adę pod nos. A dwa, że Miśka nie pasowała do tego specjalnego programu nauczania. W niej nie było nic wyjątkowego. Zresztą na egzaminie stało się to oczywiste. Totalnie poległa na teście. Na ustnym to egzaminatorka przeszła z nią na polski, tak źle jej szło. Wcześniej w poczekalni siedziała obok niej pani Lipszyc, wypełniała jakieś papiery, jeszcze coś sobie mrucząc pod nosem, a Miśka akurat gadała z kolegą przez telefon — to wtedy pani dyrektor musiała się jej przyjrzeć i ocenić jako faworytkę do serca Ady.
Ok. No, może Miśce zrobiło się odrobinkę przykro. W końcu każdy chciałby czuć się wybrany spośród tylu kandydatów ze względu na swoją… błyskotliwość czy inteligencję, a nie urodę. Pewnie jak się nie sprawdzi, jak nie zdoła poderwać Ady, to ją zaraz stąd jeszcze wykopią — jak obiecała Lipszyc, do trzeciego L.O.
— Spróbowałabym swoich sił i bez waszej… zgody — zauważyła Miśka, wróciwszy myślami do Marty i reszty koleżanek. — Nie potrzebuję…
— Pomożemy ci — przerwała jej Marta, nieco zakłopotana tym, jak została zrozumiana. — Zorganizujemy wam dużo czasu sam na sam. Zaprosimy w parę miejsc. Chodzi o to, żebyś reagowała na te zaproszenia.
— Żaden problem.
Wymieniły się jeszcze namiarami i Miśka wyskoczyła z autobusu i wróciła tanecznym krokiem do domu. Nie, nie uznała Marty za przyjaciółkę. Raczej za wroga, który stawał ciągle za jej plecami, szukając wzrokiem noża. No, ale pewne rzeczy można było odpowiednio ograć, a tak się składa, że Miśka umiała.
— Jak było w szkole, Misia? Opowiadaj! — przywitała ją mama, karmiąc Tomka i kołysząc się na bujanym fotelu. — Są jacyś chłopcy warci grzechu?
— Nawet dwóch — odparła, siadając naprzeciwko niej. — Jeden nazywa się Ada, ma dziewczynę, ale jakąś toksyczną. Jest prześliczny, pewny siebie i wyluzowany. Dwa razy go widziałam, i dwa razy był w klapkach, to sobie wyobraź. No i wszyscy go uwielbiają. Drugi nazywa się Feliks i też ma to coś… Jest bardzo inteligentny, ale taki… trochę nieśmiały. Miałam nadzieję, że będzie mnie podrywał, ale on chyba nie z tych.
— A z których? — zapytała mama, wyraźnie rozbawiona.
— No, że trzeba się najpierw zaprzyjaźnić, a potem ni z tego, ni z owego ciebie całuje. Albo zaprasza oficjalnie na randkę po tym, jak już z pół roku razem wszędzie chodzicie. Ale jest fajny, ma w sobie coś takiego, że mnie do niego ciągnie.
— To za którego się zabierasz, Misia? Czy może tym razem skupisz się na nauce? A może nawet — ho, ho — znajdziesz jakieś koleżanki?
Miśka uśmiechnęła się szeroko, głaszcząc Tomka po główce.
— To dziwna szkoła… I ja chyba trafiłam nie tam, gdzie powinnam, więc nie zamierzam się skupiać na nauce, mamo, musisz mi wybaczyć. Myślę, że zacznę od Ady, bo Feliks potrzebuje jeszcze z pół roku na rozprostowanie skrzydeł.
— Mówi się: „rozwinięcie skrzydeł”.
— Moim zdaniem, mamo, to on te skrzydła już rozwinął. One tam są, tylko musiał je upchnąć ciasno pod tą swoją koszulą. Tak z pół roku i, jak mi nie wyjdzie z Adą, to ja mu te piórka poodginam.
— A jak wtedy będzie zajęty?
Miśka wzruszyła ramionami:
— To poczekam.
Feliks byłby co najmniej zaskoczony, gdyby usłyszał tę konwersację. Michalina jawiła mu się jako totalnie nieosiągalna bogini, która dziś wyraźnie wymieniła kilka głębszych spojrzeń z Adą, a potem jeszcze wzięła od tamtego gryz jabłka. Feliks widział, jakie wrażenie zrobiła na Adzie, choć może nie zauważył, że kiedy wyjmowała mu z rąk miskę, specjalnie dotknęła jego dłoni, ani że przyłapała Adę na gapieniu się na jej nogi, sięgnęła do bransoletki, którą miała na kostce, a potem przesunęła dłonią wysoko, aż nie spojrzał na jej twarz, a wtedy posłała mu uśmiech.
Może i Feliks nie dostrzegł tych wszystkich drobnych gestów, ale wiedział, że Miśka wybrała Adę. Już na ich ostatnim spotkaniu zorientował się, jakie Miśka ma preferencje, chociaż po cichu liczył, że trafią do innej klasy niż Ada, że to się jeszcze przeciągnie, a on zyska czas, żeby jakoś podbić jej serce. No, ale miał pecha.
Dopiero jak zobaczył Adę całującego się namiętnie z jakąś dziewczyną przed wejściem do szkoły, uznał, że jego szanse nieco wzrosły, chociaż za chwilę musiał znowu zrewidować swoje szacunki, bo jak się jej lepiej przyjrzał — a miał na to czas, bo przypinał rower do stojaka — okazało się, że dziewczyna była bardzo podobna do Miśki. Miała taką samą karnację i szczupłą budowę ciała, podobne ciemne włosy i brązowe oczy, tylko jej strój i makijaż były dużo bardziej… ekscentryczne. Feliks nie potrafiłby sobie dotąd wyobrazić kogoś z papuzio pomarańczowymi powiekami, maleńkim serduszkiem na policzku i warkoczami splecionymi z tęczowymi wstążkami, kto byłby jeszcze ubrany w długą do kostek narzutkę, króciutkie szorty i mocno przeźroczystą bluzkę.
— Cześć Feliks — powiedział Ada, zauważając go w końcu. — Pomóc?
Feliks siłował się z kluczykiem, który nie chciał wyjść z zamka w zabezpieczeniu, i czuł się jak prawdziwy idiota, szczególnie że Ada przekręcił lekko kluczyk i wysunął go w sekundę.
— Dzięki.
— Nie ma sprawy. Aga, to jest mój nowy „buddy”, Feliks — przedstawił jej go. — Poznajcie się.
Podali sobie ręce, uśmiechając się grzecznie. Gdyby zapytać Feliksa, czy coś się w tamtym momencie wydarzyło, roześmiałby się szczerze, bo przecież absolutnie nic na to nie wskazywało. Ot, przywitali się — on, jakaś totalna sierota towarzyska, i ona, dziewczyna najprzystojniejszego i najbardziej popularnego chłopca w szkole. Tyle że z perspektywy Agi cała sytuacja wyglądała nieco inaczej.
Ada jej opowiadał, że do jego klasy dołączył wybitnie inteligentny chłopak, który tę swoją inteligencję próbuje ukrywać, więc Aga już była zafrapowana nowym kolegą. Ada rzadko mówił o kimś z takim uznaniem, a tym razem na usta cisnęły mu się same komplementy.
— Mam wrażenie, że będę miał się z kim bawić — powiedział nawet.
Reputacja więc Feliksa wyprzedzała, ale to nie to ujęło Agę. Kolega miał najdroższy rower, jaki stał przed szkołą, i gdyby podliczyć wszystko, co miał na sobie, łącznie z bezprzewodowymi słuchawkami i smartfonem, który wsunął sobie do kieszeni, to wystarczyłoby na wypłatę jej matki przez dobrych kilka miesięcy.
I jeszcze, żeby był chociaż brzydki… Ale miał piękne, fiołkowe oczy, którymi przeszył ją z jakąś niesłychaną pewnością siebie; do tego już nieco widoczny zarost, idealnie uczesane kruczoczarne włosy… No i Aga poczuła, że z Feliksem mogłoby być ciekawiej.
Nie, żeby Ada nie był cudowny, bo był. Tylko nie miał tyle czasu na imprezy i tułanie się po mieście, ile miała ona. No i nie dość, że nie pochodził z bogatego domu, to jeszcze zarabiał jakieś grosze przez swoją naiwność. Na przykład udzielał korepetycji, ale jak jego stały uczeń nie miał kasy albo miał jej mniej, to zgadzał się na zawieszenie płatności albo niższe stawki. Za prowadzenie zajęć dla swojej klasy w szkole dostawał… kupony na stołówkę. I tylko w weekendy wpadały mu do kieszeni konkretniejsze sumy z napiwków, ale i one byłyby wyższe, gdyby Ada nie dzielił się nimi z resztą ludzi pracujących w barze.
Ada był wręcz irytująco społecznikowski, w dodatku w ogóle nie obchodziło go, jakie sprawia wrażenie. Od trzech lat Aga próbowała go jakoś do siebie dostosować, ale im bardziej się starała, tym większą ponosiła klęskę. To ona namówiła go na te wszystkie prace — i teraz żałowała podwójnie: nie miała ani jego towarzystwa, ani większych pieniędzy do przepuszczenia na imprezach. Chciała, żeby się lepiej ubierał, wybierała za niego ciuchy, to nakładał je do pracy, gdzie flirtował z klientkami, a w szkole zjawiał się zaspany, w byle czym, co uznawał za wygodne, a czego od lat nie zastępował nowymi rzeczami, bo przecież cała kasa szła na te lepsze ubrania…
Ale wszystko jedno w czym, Ada był nadal najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. W dodatku ustawiały się do niego prawdziwe kolejki fanek, a Aga lubiła posiadać rzeczy, które budziły zazdrość innych. Poza tym doceniał jej kreatywność, podziwiał jej umiejętności, zachwycał się jej stylem — i był naprawdę lojalny i wierny. Gdyby tylko był jeszcze tak bogaty jak Feliks… I ubierał się tak jak Feliks… I miałby gadżety takie jak Feliks… Byłby ideałem.
Ada pożegnał Agę kolejnym pocałunkiem, za który dostał zaraz kuksańca w bok od Lipszyc. Niby pani dyrektor nie podobało się, że on sprawdza komuś migdałki na terenie szkoły, ale wiedział, że nie była wcale taka zasadnicza. Gdyby chodziło o kogoś innego niż Agę, mógłby pewnie stać tak i pięć minut na środku lobby, a Lipszyc nawet nie drgnęłaby powieka.
Ruszył, trochę się ociągając, w kierunku sali, którą nazywali „domkiem”. Zgarnął po drodze Feliksa, który zagapił się na obrazy wywieszone na jednej ze ścian.
— Chodź, szczęściarzu. Nie masz klucza do domku, to ciebie wpuszczę.
Ada przyłożył swoją kartę i otworzył drzwi, a potem zaraz usiadł do komputera, wyjaśniając swojemu „buddy’iemu”:
— Plany będą w systemie od dziewiątej, na razie możesz sobie usiąść i zastanowić się, co chcesz robić. Rozumiem, że odpada ci matma, to ze stałych masz angielski codziennie o ósmej, literaturę w poniedziałki i środy o dziewiątej. Musisz dobrać sobie resztę przedmiotów, ale możesz je zmieniać, jak ci nie podpasuje nauczyciel albo poziom. Możesz chodzić do klasy maturalnej, jeżeli masz ochotę.
— Ktoś tak chodzi?
— Praktycznie wszyscy są z czegoś do przodu. Niektórzy skończyli program licealny dla jakichś przedmiotów i robią coś innego. Możesz teraz wypełnić testy, żeby sprawdzić, ile ci zostało.
— Ok, to bym tak zrobił.
Ada wstał od komputera i zaprosił go gestem. Feliks usiadł do panelu, gdzie było już jego nazwisko, i kliknął na fizykę, wybrał trzecią klasę, potem przeszedł do czwartej. Te testy były bardzo przyjemne, więc nim zjawiła się reszta, zdążył zaliczyć dwa przedmioty.
— Będziesz podchodził do czegoś jeszcze… bez przygotowania? — zapytał Ada, zerkając mu w ekran.
— Do kilku — odparł Feliks, patrząc na zegarek. — Ale oczywiście po angielskim.
— Oczywiście.
Tym razem po zajęciach wszyscy się rozeszli, tylko Feliks zalogował się znowu w swoim panelu — Ada dał mu hasło, a sam wziął Miśkę na konsultacje do przyszkolnego ogrodu. Usiedli w oplecionej gęsto jakimś pnączem altanie, z dala od wejścia.
— Jestem bardzo słaba — powiedziała z uśmiechem zakłopotania na swoich ślicznych ustach, a on dopiero zauważył, że w jej policzkach robiły się dołeczki. — Chyba nie dam rady nadrobić tyle, żeby za wami nadążać na zajęciach. Nie rozumiem połowy rzeczy, które mówicie, chyba że Feliksa, bo on jakoś tak wyraźnie… Wy za szybko…
— Nie martw się — przerwał jej stanowczo. — Nikt by ciebie tu nie przyjął, gdybyś miała sobie z czymś nie poradzić.
No w to akurat Miśka już nie wierzyła, ale postanowiła przemilczeć ten wątek.
— Nie nadrobię tego sama, Ada. Możesz mi dać książkę, robić testy ze słówek i z gramatyki, ale ja już widzę, że powinnam chodzić na zajęcia do jakiejś mniej zaawansowanej klasy, iść innym trybem.
Zapatrzył się przez chwilę na widok za jej plecami, bo akurat tam znajdował się prześwit, który sam zostawił, ale zaraz wrócił do niej spojrzeniem i zaczął niby spokojnie, ale z jakimiś dziwnymi emocjami buzującymi pod powierzchnią:
— Słuchaj, Miśka, to nie jest takie proste. Lipszyc kazała mi się tobą szczególnie zająć. Mogę ci to przetłumaczyć, bo pewnie nie rozumiesz. Mam dla ciebie stanąć na głowie. Cokolwiek trzeba. Masz być dla mnie teraz priorytetem. Ja nawet nie słyszałem, jak mówisz po angielsku, nie widziałem, jak piszesz, nic nie wiem, ale to nie ma żadnego znaczenia. Liczy się rozkaz Lipszyc i fakt, że jak ja go nie wypełnię, to ona mnie powiesi. Tu już nie chodzi o ciebie, Miśka, tylko o mnie. Ja nie mogę wisieć. Ok?
Popatrzyła na niego nieco sceptycznie.
— Nie wyglądasz, jakbyś się jej bał…
— Bo się jej nie boję — odparł od razu, ale widać było po nim, że się waha, czy coś wyznać, i w końcu dodał — Lipszyc mnie szantażuje, bo może… zaszkodzić komuś innemu, na kim mi zależy. Dlatego teraz spełniam jej specjalne prośby. Ty jesteś taką prośbą. Będę zostawał z tobą tyle, ile tego potrzebujesz. Tłumaczył tyle, ile tylko mnie zniesiesz. Ale nie mogę ci pozwolić się poddać.
— Ok. — Pokiwała głową.
Lipszyc była genialna. Najzwyczajniej w świecie pakowała Miśkę Adzie pod nos, i tylko sam Ada chyba się jeszcze tego nie domyślał.
Miśka nigdy nie miała tyle pomocy ze strony innych przy podrywaniu kogokolwiek. Zapowiadało się, że będą z Adą spędzać naprawdę sporo czasu razem, bo ustalili, że spotykają się codziennie, dopasują sobie plany, a jeszcze przecież Marta obiecała zapraszać Miśkę na imprezy i wszelkie inne wieczorne schadzki. Ada musiałby być ze stali, żeby w takiej sytuacji nie pomyśleć o niej cieplej.
Na razie jednak wcale dużo o niej nie myślał, bo miał na głowie zupełnie inne rzeczy. Z ogrodu poszedł z Miśką prosto na francuski, gdzie, ku swemu zaskoczeniu, natknął się na Feliksa, który przed wejściem do sali dyskutował żywo z Agnieszką i przedstawił jej Miśkę.
— Zaprosiłam Feliksa na wieczór — szepnęła Adzie na ucho Aga, nim weszli na zajęcia.
Ada czuł się nieco zagubiony, bo mógłby przysiąc, że widział na świadectwie Feliksa ocenę z niemieckiego — zresztą celującą — i dlatego w ogóle się tu kolegi nie spodziewał. Jeszcze większe zaskoczenie towarzyszyło mu w trakcie lekcji, bo Aga była dla Feliksa bardzo… miła? i niesamowicie się wysilała, żeby coś mu odpowiedzieć po francusku i nie wyjść na totalną ignorantkę, którą akurat była, przynajmniej pod tym względem.
Miśka obserwowała uważnie Adę, więc szybko zorientowała się w sytuacji, i z maskowanym rozbawieniem pokazała mu, jak jej idzie francuski. Ada był dobry — trzeba przyznać: lepszy niż ona — ale nie tak diametralnie lepszy jak w angielskim, a już na pewno nie aż tak skupiony na tym, co mówi, jak powinien.
— Je suis désolé — przeprosił ją w którymś momencie, zupełnie zawaliwszy ćwiczenie.
— C’est OK — odparła z uśmiechem.
Ale nie było OK. Ada wyglądał na skonsternowanego. Jeszcze nigdy Aga nie usiadła z kimś innym w ławce i jeszcze nigdy go tak po prostu nie ignorowała. Może i mieli się zobaczyć tego dnia wieczorem, ale przecież sama zawsze narzekała, że spędzają ze sobą zbyt mało czasu, że to głupie pisanie do siebie w zeszycie, trzymanie się za ręce, całusy na przerwie przed i na przerwie po zajęciach były dotąd czymś nieomal świętym.
— Bardzo z ciebie ciekawy człowiek, Feliks — pożegnała kolegę Aga, a potem nareszcie odwróciła się do swojego chłopaka i wpiła się w jego usta, trochę robiąc z tego pokazówkę dla tej podejrzanej Miśki, a trochę przepraszając Adę za chwilowe nieokazywanie mu odpowiedniego zainteresowania.
— Jaka ona jest miła — zauważył Feliks konwersacyjnie, próbując zwrócić na siebie uwagę Miśki, kiedy odchodzili już od tamtych.
Nigdy nie wiedział, jak zacząć rozmowę, a że oboje dopiero co minęli nadal całującą się parę, wydało mu się to dobrym zagajeniem.
— Podoba ci się? — zapytała ona jakoś dziwnie wesoło.
— Podoba? — zdziwił się. — Nie… To moja koleżanka.
— No to uważaj, bo twoja koleżanka ma wobec ciebie inne plany.
Zaśmiał się:
— Miśka, za dużo masz tej wyobraźni.
— O, a skąd wiesz, że ją w ogóle mam? — zerknęła na niego kątem oka, on miał jednak nieprzenikniony wyraz twarzy i trochę się odsłonił dopiero, jak odpowiedział:
— Znalazłem ciebie na esemach. Dobrze piszesz.
Dla Miśki to był komplement najwyższej próby. Nie, że ją znalazł, tylko że zamiast mówić o zdjęciach, pochwalił teksty.
— Naprawdę bardzo ciekawy z ciebie człowiek, Feliks — odparła, rzucając mu jeszcze powłóczyste spojrzenie. — Ale musisz się jeszcze nauczyć, jak się zorientować, że ktoś ciebie podrywa.
Skręciła w inny korytarz, najwidoczniej idąc na kolejne zajęcia, a nie do domku, a Feliks, który i tym razem nie zauważył, że zrobił na kimś wrażenie, poszedł sprawdzić, ile jeszcze musi się nauczyć, i resztę dnia spędził, rozwiązując testy. Nie wyszedł nawet nic zjeść, chociaż wcześniej miał zamiar zajrzeć do stołówki, ale bał się, że bez karty nie wejdzie z powrotem do sali. Po drugiej w domku zjawił się Ada i rozsiadł się wygodnie na kanapie.
— Feliks…
— Yhm?
— Została ci biologia dla czwartej klasy, historia, język polski i filozofia.
— Daj mi dwie minuty — wymruczał, nie odrywając wzroku od ekranu, i zaraz dodał — Już mam biologię. Strasznie wciągające są te testy. Kiedy mógłbym je zdawać? Już chyba wiem, do czego bym podszedł.
Ada milczał, więc Feliks wylogował się z platformy, a potem przysiadł niepewnie naprzeciw niego. Ada wyciągnął komórkę i pokazał mu panel nauczyciela, gdzie w zakładce widniało jego imię i nazwisko z ocenami wpisanymi przy niemal wszystkich przedmiotach.
— Nie rozumiem — powiedział Feliks.
— Jak na kogoś, kto właśnie bez przygotowania pozbył się większości zajęć w szkole, to naprawdę dziwne.
Ada ironizował, mrużąc oczy, jakby się złościł, więc Feliks poczuł się nieswojo.
— To to było… naprawdę? Przecież mogłem korzystać z Internetu, z telefonu… Nikt mnie nie sprawdzał — zauważył przytomnie.
— A korzystałeś?
— No nie, ale…
— Feliks, zaliczyłeś — Ada przerwał mu, już nieco zirytowany. — Zostało ci sześć plus wychowawcza, z czego trzech możesz się jeszcze pozbyć. Filozofia, potem język polski, potem historia.
Feliks przyglądał się Adzie podejrzliwie. Prawdę mówiąc, nie mógł uwierzyć, że tak po prostu nie musi nigdzie iść.
— A pozostali też…?
— Mają lekcje. W przeróżnych konfiguracjach — wyjaśnił Ada już bardziej obojętnym tonem. — Zwykle na tym etapie pozbyli się ze dwóch przedmiotów–przystawek, jeden porządny mają zaawansowany. Nikt nie jest taki jak ty, Feliks.
Ale Feliks uśmiechnął się i powtórzył:
— Filozofia, potem język polski, potem historia. To twój plan. Nikt nie jest taki jak ja poza tobą.
Ada zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią, a potem odparł już zrezygnowany:
— To był mój plan. Zmieniłem zdanie. Ale wolałbym teraz pogadać o tym, jak ciebie dzisiaj podrywała moja dziewczyna.
Feliks zamarł. Dopiero co poczuł się przy Adzie jakoś… rozumiany, co nigdy dotąd mu się nie przydarzyło, a teraz nagle nie wiedział, co ze sobą zrobić.
— Chociaż się zorientowałeś? — dodał Ada, świdrując go wzrokiem.
— Nie… Ale Miśka mi powiedziała — przyznał niechętnie.
Ada przyglądał mu się przez dłuższy czas wyzywająco, aż Feliks stracił wszelką pewność siebie.
— Przyjdziesz dziś wieczorem? — zapytał Ada, wstając z kanapy.
— Jak nie chcesz, to nie przyjdę.
Oczy Ady aż się zaświeciły. Pochylił się lekko do kolegi i wycedził:
— Ależ chcę, Feliks. Bardzo chcę. Jakbyś nie przyszedł, byłbym zawiedziony.
Wyszczerzył jeszcze zęby w uśmiechu, poklepał Feliksa uspokajająco po ramieniu, zgarnął swój plecak i wyszedł.
Feliks nigdy dotąd nie uczestniczył w jakichś rozgrywkach, a tu się one najwyraźniej toczyły z jego udziałem. Ada był wściekły, ale nie na niego, tylko na Agnieszkę. I chciał zobaczyć, co będzie się działo dalej, a Feliks miał nie stawać okoniem, ale dać się ponieść temu dziwnemu prądowi…
I może by się dał, ale na imprezie, na którą wszedł w towarzystwie Agi i Ady, była też Miśka, która widocznie zakończyła etap cichej obserwacji i przeszła do czynów. Piła, tańczyła, bawiła się, i nim się ktokolwiek zorientował, zaczęła udowadniać Adzie, że umie mówić po angielsku i zna całe mnóstwo bardzo szczegółowego słownictwa: od różnego rodzaju alkoholi i drinków po części ciała takie jak philtrum, czyli miejsce między nosem a wargami.
— Starożytni Grecy twierdzili, że to najczulszy punkt na ciele — powiedziała, a potem wyciągnęła rękę i dotknęła palcem tego miejsca u Ady. — I co? Pewnie znasz czulszy? — puściła do niego oko.
Ada po kilku shotach też był już wstawiony i Feliks usłyszał, jak mówi:
— Na ciele dziewczyny na pewno.
Aga, która najpierw poszła w obchód po lokalu, żeby się ze wszystkimi przywitać, przysiadła się zaraz do Ady i objęła go ramieniem.
— Marta, prawda? — zapytała pełnym słodyczy głosem.
A Miśka odparła:
— Tak, Marta. Jak miło, że zapamiętałaś!
Odwróciła się zaraz do Feliksa i wyciągnęła go do tańca.
— Ale ja nie tańczę — wykrzyczał jej do ucha.
— Teraz już tak — odkrzyknęła, obejmując go za szyję.
Zmieniła się muzyka, poszło coś naprawdę wolnego, a ona przytuliła się do niego i powiedziała błagalnie:
— Pomóż mi, Feliks. Weź gdzieś Agę.
— Nie umiem — odparł szczerze. — Naprawdę. Strasznie mi głupio…
Obrócili się raz, a wtedy ona nagle położyła głowę na jego ramieniu i wyszeptała:
— No i za późno. Pogodzili się.
Dopiero wtedy dostrzegł, że rzeczywiście Ada i Aga się całują.
— Philtrum — powtórzył sobie na głos.
— W tradycji żydowskiej to miejsce, gdzie anioł dotyka dziecko w brzuchu, żeby zapomniało o niebie — wyjaśniła, kierując głos prosto do jego ucha. — Wiesz, jako ludzkość nie chcemy wierzyć, że pochodzimy znikąd, a potem znikamy. Że sens ma tylko to, co jest tu.
— A ma?
— Jakiś większy? Nie, nie ma. Ale mniejszy ma — pocałowała go w szyję. — Dla ciebie.
Znowu zmieniła się muzyka. Miśka odsunęła się od Feliksa, puściła mu oko i zniknęła w tłumie.
Była cudowna. No, co zrobić? Feliks usiadł jeszcze pogadać z Mileną, potem natknął się na Kacpra i Tomka, i bardzo przyjemnie spędził resztę imprezy, ale… W jego głowie i sercu ktoś jakby podlał ziarenko, które puściło właśnie korzenie i ten jeden nieszczęsny pęd. „Jak wypuści liść”, pomyślał Feliks, „to już będę wiecznie chodził za słońcem, a słońce to będzie wiecznie uciekać”. Ale czy ten mniejszy sens, o którym mówiła Miśka, nie polegał na tym, żeby czuć? Po prostu.
Feliks zaraz się zwinął z imprezy, po nim zniknęły Marta i Miśka. Najpóźniej wyszedł Ada. Wracał zresztą pieszo, bo był bez grosza przy duszy. Kiedy wszedł na osiedle zabytkowych drewnianych domków, na którym mieszkał, natknął się na Lipszyc, która właśnie wyprowadzała psa.
— Jak minął dzień? — zagaiła, po czym zapaliła papierosa.
— Świetnie — uśmiechnął się pod nosem, obserwując, jak płomień zapalniczki rozświetla jej twarz.
Ruszyli powoli przed siebie.
— Jak ci poszło z Miśką?
— Chciała dać nogę, to jej coś tam nakłamałem. Zrobiłem z ciebie szantażystkę.
Zaśmiała się:
— Idealnie. A jak ci minęła noc?
— Świetnie. Też mi dobrze poszło z Miśką. Podrywa mnie.
— O, proszę. Kto by pomyślał… I jak jej idzie?
Wzruszył ramionami.
— Jeszcze nie wiem. Ale jest w tym zajebista — przyznał z podziwem.
— Ada… — napomniała go zaraz Lipszyc, a on przewrócił oczami.
— Fenomenalna. Lepiej?
— Lepiej. A Feliks?
Twarz Ady rozjaśniła się w ciepłym uśmiechu:
— Jest cudowny, wiesz? Myślałem, że tylko ja to będę widział, ale Miśka ma takie czułki… No, miałaś nosa.
— Zapowiada się ciekawy rok.
— Przynajmniej w szkole — zauważył chłodno.
— Ada… — zaczęła łagodnie, ale zaraz jej przerwał:
— Muszę iść spać, zaraz będzie… świtać.
Dał susa przez płot i zniknął w bluszczu rozciągniętym między budynkami. Lipszyc popatrzyła jeszcze za nim, dopaliła papierosa i też ruszyła do domu, gwiżdżąc cicho na psa.
Pierwsza obudziła się Miśka, z lekkim kacem, którego się zaraz pozbyła, wypijając sporo soku pomarańczowego mocno rozcieńczonego wodą. To nie sok jej jednak pomógł szybko stanąć na nogi, tylko fakt, że wcale nie wypiła tak wiele, jak się innym zdawało. Lubiła panować nad sytuacją, kontrolować siebie w każdym momencie, i móc odpowiednio prowadzić i rozmowy, i wydarzenia. Pijacki bełkot ani upijanie się w trupa nie miały dla niej sensu. Cała przyjemność to było gadać z ludźmi, słuchać dobrej muzyki, trochę potańczyć, pośpiewać, ale przede wszystkim… poflirtować sobie z fajnymi chłopcami.
Marta była wczoraj pod ogromnym wrażeniem Miśki. Paplały o głupotach, obie trochę podśmiewały się z Ady, nim Marta zostawiła ich samych na dyskretny sygnał koleżanki. Miśka nigdy się tak dobrze nie bawiła z żadną dziewczyną. Nie dlatego, że miały wspólny cel, tylko jakoś tak… pasowały do siebie. Miśka nie zamierzała zaraz opuszczać gardy, bo wcale Marcie nie ufała, ale musiała przyznać, że było miło, i tym razem na angielskim popatrzyła na koleżankę nieco życzliwiej.
Wcześniej myślała o niej same złe rzeczy. Marta była raczej chłodna i rzeczowa. Lubiła szybko przechodzić do meritum czy narzucać własne zdanie, i w dodatku dążyła we wszystkim do porządku. Miśka się jednak szybko zorientowała, że mimo tej gruboskórnej otoczki Marta coś w sobie musiała mieć, choćby dlatego, że Ada się z nią przyjaźnił. Widać było, że zależało im na sobie nawzajem i że znali się dużo lepiej, niż to okazywali.
Dziś Ada był nie w humorze, więcej milczał, niż mówił, a Marta ani nie ciągnęła go za język, ani nie próbowała dokuczać, że jest wczorajszy. Miśka to natychmiast wychwyciła i dostosowała swoje zachowanie do zachowania koleżanki, zamiast opierać się na tym, co się zadziało między nią a Adą poprzedniego wieczoru; a jak wyszły z Martą na przerwie do łazienki, po prostu zapytała ją o te huśtawki nastojów u kolegi.
— Mama Ady jest chora — odparła Marta po chwili namysłu. — Od wakacji jest już coraz gorzej. On nie chce o tym rozmawiać, no, ale z tego, co rozumiem, ona umiera.
Miśka poczuła przypływ współczucia, a jednocześnie ulgę, że nareszcie wszystko jej w Adzie pasowało, bo wcześniej miała dość mieszane uczucia. Ada był zawsze na luzie i nie chodziło tu tylko o jego strój. Rozmawiał z każdym nauczycielem jak z dobrym kumplem, przymykał oko na niefajne zachowania Agnieszki — bo np. wyciągała od niego kupony na stołówkę albo prosiła o odrobienie za nią pracy domowej — no i szybko mu przeszła złość o ten flirt Agnieszki z Feliksem, a już zupełnie nie przyszło mu do głowy złościć się na kolegę, który powinien był w porę zastopować zapędy Agi. A jednocześnie coś w Adzie było takiego… innego, coś się czaiło pod powierzchnią. Miśce wydawało się, że Ada zarządza grupą nie tylko na swoich zajęciach, i że pozwolił się jej podrywać, ale mógł w każdej chwili przestawić granice. Pił z nią, ale z umiarem, patrzył na nią, ale wtedy, kiedy to on miał ochotę się zgubić. Może to był tylko ten smutek albo rozpacz, które pozwalały mu się nagle odciąć od świata i kontrolować uczucia, podchodzić do wszystkiego na chłodno?
— Gdzie mamy literaturę? — zapytał Feliks, bo jakoś nikt się nie ruszał z „domku”, a zbliżała się dziewiąta.
— Tutaj — odparł Ada. — Jak się coś zmieni, dostaniesz smsa.
No i natychmiast dostał, jak wszyscy. „Zapraszam do biblioteki. Twoja ulubiona pani dyrektor.” — widniało w wiadomości.
— Lipszyc nas uczy literatury? — rzuciła Miśka w przestrzeń, próbując nie zdradzić się ze swoim niezadowoleniem.
— To jej konik. Naprawdę świetnie to robi. My jesteśmy bardziej umysły ścisłe, a fajnie do niej chodzić, zobaczysz — odparła Milena uspokajająco.
W bibliotece była wydzielona sala z kanapami i fotelami. Miśka usiadła jak najdalej od pani dyrektor, to samo zrobił Ada, więc znaleźli się obok siebie. Lipszyc obrzuciła ich badawczym spojrzeniem, ale nie powiedziała ani słowa, tylko zwróciła się do Feliksa:
— Co nam daje literatura? Oprócz rozrywki.
— Pozwala przyjąć cudzą perspektywę, czyli pewnie ćwiczy z empatii. Umożliwia przeprowadzenie bardziej rozbudowanych eksperymentów myślowych. Łączy pokolenia, bo daje wgląd w myślenie w danej epoce. Uczy, tak już podchodząc zupełnie utylitarnie; przemyca różne informacje.
Ada uniósł brwi i uśmiechnął się, Miśka dostrzegła jego rozbawienie, choć nie rozumiała do końca, z czego wynikało. Zaraz jej to jednak wyjaśniła sama Lipszyc:
— To samo powiedział nam kiedyś Ada, po czym przyznał się, że nie czyta książek dla tych trzech pierwszych powodów. A ty czytasz, Feliksie?
— Rzadko — odparł ten zakłopotany.
— Dlaczego?
— Bo poświęcam czas na inne rzeczy?
— Jakie rzeczy?
— Poznawanie świata.
— Czy człowiek jest dużą czy małą częścią tego świata?
— Dużą?
— To czy uczenie się o człowieku jest niezbędne do poznania świata?
Feliks rozejrzał się już wokół w poszukiwaniu pomocy, ale że nigdzie jej nie znalazł, w końcu odpowiedział:
— Lubię dobre książki o psychologii człowieka. To nie wystarczy?
— Miśka, jak myślisz?
Miśka zastanowiła się przez chwilę i odrzekła:
— To pewnie jak przeczytać instrukcję obsługi komputera. Masz jakieś wyobrażenie o tym, jak to działa, ale jak włączysz ten komputer i zaczynasz go używać, to to jest zupełnie inne doświadczenie.
— A nie wystarczy spotykać się z ludźmi i ich obserwować? Trzeba koniecznie czytać, co sobie wymyślili, że sami myślą? Wszystko, co zapośredniczone, jest mniej wiarygodne — odezwał się nagle Ada.
— Ktoś odpowie Adzie? — zapytała Lipszyc.
— Literatura to miejsce, gdzie można spotkać mądrych ludzi — powiedziała Miśka z lekkim wahaniem w głosie. — Nie wiem, Ada, czy to nie jest ważne, żeby prowadzić rozmowy z takimi ludźmi, a nie tylko z tymi, którzy nas otaczają. To zapośredniczenie to koszt tego, że możesz spotkać kogoś mądrego ze starożytnego Rzymu albo szesnastowiecznego Paryża, albo z dzisiejszego Nowego Jorku albo, nie wiem, Kyoto.
— To są ludzie, którzy mają inne doświadczenie niż ja — zauważył Ada, a Miśka uśmiechnęła się do siebie i odparła:
— Dlatego rozmawiasz z nimi o rzeczach uniwersalnych. O tym, co to znaczy być człowiekiem.
— A to jest jakieś bardzo skomplikowane? — zapytał Ada z przekąsem.
— Jesteśmy jedynymi zwierzętami na tym świecie, które mają świadomość, że umrą — zabrał znowu głos Feliks. — Sądząc po liczbie wierzeń, które próbują nam pomóc to jakoś ogarnąć, musi to być skomplikowane.
Ada wbił wzrok w podłogę i więcej się nie odezwał. Marta zaraz zapytała o lektury do omówienia w tym roku; Lipszyc chyba też była wtajemniczona w życie rodzinne Ady, bo nie ciągnęła dalej tej dyskusji, tylko opowiedziała pokrótce o tym, co będą czytać i dlaczego.
— Kacper, przypomnij, jak czytamy.
— Ze zrozumieniem — odparł Kacper. — Zapisujemy, co jest fajne, a co nie. Czy pojawia się jakaś oryginalna myśl. Patrzymy nie tylko na treść, ale i na formę, czyli co sprawia, że coś działa, a coś nie działa. Analizujemy język, postaci, narrację, kompozycję. Zbieramy to w mapę myśli do dyskusji. Zapisujemy skojarzenia z innymi utworami i rzeczami. No i to, co my myślimy na poruszany temat.
— Świetnie. To wszystko na dziś, możecie iść. Ada, ty zostań.
Ada nie miał ochoty zostawać, ale nie miał też wyjścia. Poczekał, aż wszyscy opuszczą pomieszczenie, a potem zwrócił się do Lipszyc:
— Czego ty znowu ode mnie chcesz?! Mam już ciebie dosyć! Ile można gadać?!
Popatrzyła na niego smutno i odparła:
— To jedź do szpitala i pogadaj z nią. Albo idź na spacer.
— Bo ty lepiej wiesz, czego potrzebuję? — uśmiechnął się drwiąco.
— Wiem.
— Odpierdol się ode mnie! — rzucił jeszcze i wyszedł z sali, trzaskając drzwiami.
Zaszył się w swojej pracowni, z której nie wychodził aż do pory obiadowej, kiedy ruszył na stołówkę. No i to nie był najlepszy pomysł, bo przy stoliku, gdzie zawsze siadał tylko z Martą i swoją dziewczyną, zastał też Feliksa. Aga była tak pochłonięta rozmową z kolegą, że nawet Ady nie zauważyła.
— Posmarował miodem liście, tak, że gąsienice wyjadły w nich znaki. Uznano, że to święte drzewo, że alfabet pochodził od bóstw, i w ten sposób Koreańczycy zyskali własne pismo i uwolnili się od chińskich ideogramów — opowiadał Feliks.
— Fascynujące — odparła Aga. — No, ale to też ciekawe, że czego nie ruszyć, to ty się na wszystkim znasz, Feliks. Nie pamiętam, kiedy ostatnio prowadziłam z kimś tak fascynujące rozmowy.
Feliks popatrzył na Adę, a Aga poszła za jego wzrokiem i aż zmrużyła oczy ze złości na widok swojego chłopaka, a potem dodała:
— Nie zwracaj uwagi na Adę, dziś ma wisielczy humor. Jeszcze raz dzięki, Feliks, za postawienie obiadu. Umieram z głodu, a Ada nie chce się ze mną podzielić swoim. Straszny z niego egoista.
— Nie jadłem dziś śniadania… — zaczął się usprawiedliwiać Ada, ale Aga mu zaraz przerwała:
— Słyszałam od Marty, że masz dodatkową godzinę pracy. Nic więcej za to nie dostajesz?
Ada milczał, wbiwszy wzrok w stół, więc Aga podjęła:
— No oczywiście, że o tym jeszcze nie rozmawiałeś — i zaraz zwróciła się do Feliksa — Ada niby zaliczył matmę, ale nawet dzieci w podstawówce lepiej sobie radzą z liczeniem niż on. Dokładają mu pracy, ale nie zwiększają… wynagrodzenia, i on najwyraźniej uważa, że to jest ok. Wcześniej za 5 lekcji w tygodniu dostawał 5 kartek na stołówkę, to chyba szósta mu się należy?
Feliks uśmiechnął się lekko:
— Nawet biorąc pod uwagę najdroższy zestaw z napojem i deserem, to ci się to totalnie nie opłaca. Za korepetycje dostaniesz dwa razy więcej.
Adzie aż oczy pociemniały z gniewu i odpowiedział koledze:
— Może nim zaczniesz udzielać mi rad co do finansów, zastosuj je najpierw u siebie?
— Nie muszę — odparł Feliks, choć już nieco niepewnie.
— Nie musisz… A w jakim sensie nie musisz? Chodzi ci o to, że świetnie zarabiasz, czy że masz bogatych rodziców i ciebie to zwyczajnie nie dotyczy, bo sam nie musisz pracować? A może, Feliks, powinieneś jednak czasem pomyśleć o tym, że inni mieli mniej szczęścia od ciebie? Jeden taki smartwatch to prawie 18 zestawów ratujących życie dzieci w Krajach Trzeciego Świata. Ale wystarczyłaby ta koszulka — to 5 takich zestawów…
— Ada, ja ciebie bardzo lubię… — zaczął Feliks z wyrazem żalu w swoich wielkich oczach, ale Ada mu natychmiast przerwał:
— I może tu leży problem? Lubisz mnie, ciągle się widzimy, a chyba nie mamy ze sobą za wiele wspólnego, bo jesteś rozwydrzonym bachorem i kujonem, któremu się wydaje, że najważniejszy jest prestiż, najwyższa średnia, olimpiady i konkursy, no i te koszulki za jakieś chore pieniądze, czas spędzony na robieniu niczego, ściubieniu testów… Nie znoszę takich przemądrzałych ludzi jak ty, którym się wydaje, że pozjadali wszystkie rozumy — sączył jad, uśmiechając się drwiąco, a zaraz rzucił do koleżanki — Marta, zamieńmy się na buddy’ich, ja wezmę Miśkę, a ty weź tego…
— Wstań od stołu i wyjdź — wtrąciła się nagle Lipszyc, kładąc ręce na ramionach Ady.
— Nie zacząłem nawet jeść…
— Trudno, to nie zjesz. Nie chcę ciebie dzisiaj widzieć ani tutaj, ani w ogóle w szkole.
Używała tonu nieznoszącego sprzeciwu, ale Ada nadal ciskał oczami gromy, i przez chwilę Feliks obawiał się, że kolega zrzuci na ziemię tacę z naczyniami i zacznie miotać przekleństwa. Mimo to Ada posłusznie wstał i wyszedł, a Lipszyc usiadła na jego miejscu i spokojnie zabrała się za jedzenie. Aga szybko się zwinęła, Marta też chwilę pozabawiała panią dyrektor rozmową, a potem się w pośpiechu ulotniła. Jednak Feliks czuł się tak urażony i było mu tak niewymownie przykro, że w ogóle nie myślał o tym, kto siedzi obok niego. Jedli więc oboje w milczeniu, zresztą zaraz skończyła się długa przerwa i zostali w stołówce sami, nagle zanurzeni w zupełnej ciszy.
Feliks naprawdę lubił Adę. Nie miał poczucia, że zasłużył sobie na ten atak, szczególnie że Ada sam mu wcześniej sugerował, że może być z Agą swobodny, a on tylko… Może nie powinien był wtrącać się z tą kasą… Trzymanie języka za zębami zawsze przychodziło mu z trudem, ale miał nadzieję, że Ada go jakoś rozumie… Że są podobni… A on go wyśmiał, jak inni.
— Nie bierz do siebie tego, co powiedział — odezwała się nagle Lipszyc. — Dziś ma zły dzień. Jutro cię przeprosi.
— Bo mu pani każe? — zapytał Feliks obojętnie.
Zaśmiała się:
— Myślisz, że przyjmuje ode mnie takie polecenia?
Jako że Feliks milczał, Lipszyc westchnęła ciężko i dodała:
— Ok, powiem ci coś w sekrecie, tylko nie mów Adzie. Strasznie się na ciebie cieszył i tak się bał, że do nas nie przyjdziesz, że uprzykrzał mi życie, dopóki nie poszłam do twojego domu upewnić się, że jednak się zjawisz. Chciał, żebyś był jego buddy’im…
— A ja go rozczarowałem — przerwał jej Feliks chłodno, bo czuł się jeszcze gorzej po opowieściach Lipszyc niż przed ich usłyszeniem.
Obrzuciła go rozbawionym spojrzeniem, którego nie zauważył, i podjęła spokojnie:
— Dam ci dobrą radę. Zacznij myśleć, Feliks. Nie ufaj wszystkiemu, co ci ktoś podsuwa pod nos, a już szczególnie nie Ada. On się tu długo sam nudził, szukał sobie różnych rozrywek i wyspecjalizował się w gubieniu ogona. Ale to dobry chłopak, jak ty. Tylko… trochę trudniejszy. Spełnij jego kaprys, pobaw się z nim. On tego bardzo potrzebuje.
Teraz ona go zostawiła, nie wyjaśniając nic więcej. Feliks pogrążył się w myślach. Nie miał najmniejszego pojęcia, o co jej chodziło z tą zabawą. Może jednak był za głupi dla Ady? A może po prostu pani dyrektor nie wiedziała, o czym mówi?
Na historii spotkał Miśkę, a po zajęciach wsiadł z nią do autobusu.
— No i co myślisz po tych trzech dniach? — zapytała z ciekawością.
— Dziś akurat nie wiem, co myśleć — odparł, nadal zasępiony. — Wszyscy są strasznie dziwni. Ada. Pani dyrektor. Wczoraj pierwszy raz w życiu byłem na imprezie i wydawało mi się, że to miejsce to spełnienie moich marzeń, że poznałem fajnych ludzi, dobrze się bawię. A dziś mam wrażenie, że to jedna wielka pomyłka.
— A co się stało? — zaniepokoiła się.
Westchnął:
— Nic.
Pokiwała ze zrozumieniem głową, a potem powiedziała:
— Tak naprawdę to nigdy nic się nie dzieje, Feliks. Całe nasze życie jest złożone z niczego. Każda sytuacja. Słowa też nic nie znaczą. To dopiero my nadajemy temu znaczenie, bo coś czujemy. Co czujesz?
— Że jestem zagubiony — wyznał jej nieoczekiwanie dla samego siebie. — I że ktoś mnie skrzywdził.
— Kto?
— Ada — powiedział nagle stanowczo.
Czekał, aż Miśka zareaguje, bo chciał znowu poczuć ból, jak wczoraj, kiedy podrywała kolegę. Ale ona popatrzyła na niego nagle ze współczuciem.
— Powiedz mu to — doradziła. — Jak jeszcze coś wywinie, przyjdź z tym do mnie.
Zaraz wysiadła, całując go na pożegnanie w policzek.
Ok, tego się nie spodziewał. Sądził, że ona stanie w obronie Ady. Ale Miśka od początku była dla niego zagadką. Miał nieodparte wrażenie, że go lubi. Co się spotykali sam na sam, jak dziś na historii, to była dla niego tak niesamowicie miła, że aż mu się zdawało, że na coś czeka z jego strony, ale on nie miał najmniejszego pojęcia na co.
Następnego dnia przyszedł do „domku” jak zwykle o siódmej, Ada wszedł może pięć minut po nim, przywitał się, jak gdyby nigdy nic, i usiadł do komputera. Normalnie Feliks nie powiedziałby ani słowa i jak Ada udawał, że wszystko jest w porządku, ale uważał Miśkę za mistrzynię w radzeniu sobie z ludźmi, więc poszedł za jej radą.
Ada wysłuchał go w milczeniu, nawet nie odrywając wzroku od ekranu ani nie przerywając klikania, ale zaraz wstał, zrobił sobie herbatę i usiadł naprzeciwko.
— Masz rację, byłem nie fair. Przepraszam — powiedział łagodnie i zaraz wyjaśnił — Miałem zły humor i się na tobie wyżyłem. Jeśli mógłbym ci to jakoś wynagrodzić, mów.
Feliks nie spodziewał się po koledze pokory, ciepła i otwartości, i jednak doszedł w tym momencie do wniosku, że Lipszyc, którą, swoją drogą, naprawdę polubił i skrycie nawet podziwiał, znała Adę od dwóch lat i mogła mieć dużo lepsze wyobrażenie na jego temat niż on po zaledwie tygodniu. Zagrał więc va banque:
— Chcę wiedzieć, co robisz w szkole.
— Co robię w szkole? — nie zrozumiał Ada.
— Nie chodzisz na filozofię i historię, to już zdążyłem ustalić. A jesteś tu codziennie od siódmej do trzeciej. Powinieneś wychodzić po trzech zajęciach.
— Mam WF.
— Nie, jesteś zwolniony z WF-u, jak my wszyscy.
Adzie rozświetliły się oczy. Nareszcie! Tyle czekał, że już powoli tracił nadzieję…
— Pozbądź się swoich przystawek i ci pokażę — odparł w końcu, ale jakoś tak radośnie.
Feliks uśmiechnął się do Ady szeroko:
— Zostawiam sobie historię. Wiesz, za twoją radą.
— Słusznie. Historia to najlepszy wybór w twoim przypadku.
— Ale wiesz, że to dziecinne, że czekałeś, aż zapytam?
Ada wzruszył ramionami:
— Jestem dziecinny. Na przykład chcę, żebyś udawał, że jesteśmy pokłóceni.
— Dla Agnieszki — domyślił się Feliks.
I nagle cała tyrada, za którą przed chwilą Ada przepraszał, wydała się Feliksowi podejrzana. Przypomniało mu się, co Lipszyc powiedziała o „zabawie” i „gubieniu ogona”, i aż otworzył usta ze zdumienia, a potem dodał:
— No, Ada… Naprawdę? Odgrywałeś to?
— Skorzystałem tylko z okazji — Ada puścił mu oko. — Przecież wiesz, że ciebie lubię, Feliks. Ale pamiętaj, że na razie jesteśmy wrogami.
Feliks coś by mu wspomniał o Miśce, która chciała go przed nim bronić, ale zaraz do domku wszedł Tomek, a potem Maciek, i musiał się zamknąć. Po angielskim Miśka była umówiona z Adą na swoje dodatkowe zajęcia i Ada miał okazję sam się zorientować, że coś jest jakby… inaczej.
— Miśka, jak ty mnie będziesz olewać… — zaczął groźnie.
— To ciebie Lipszyc powiesi czy cokolwiek tam się ma wydarzyć. Pomyśl o tym, Ada, a potem idź przeprosić Feliksa.
Ada uśmiechnął się w duchu, ale całkiem poważnie wyjaśnił:
— Wiem, że Feliks potrzebuje… dużo empatii i wyrozumiałości. Na jednej imprezie zdążył opisać Milenie, jak dokładnie przebiegnie jej eksperyment, wytłumaczył Tomkowi, gdzie się myli przy swoim projekcie, i pokazał Kacprowi, jak przejść najwyższy poziom w grze, w którą nigdy nie grał, a nad którą Kacper spędził ostatnie pół roku. Ale, Miśka, to wcale nie znaczy, że może flirtować sobie z moją dziewczyną, wyśmiewać mnie przy niej, a ja będę go jeszcze przepraszał za to, że puściły mi nerwy.
— Ada, nie wmówisz mi, że jesteś zazdrosny…
— A ty mi nie wmówisz, że jak sama Jarema przestała mnie podrywać, żeby bronić Feliksa, to on nie jest w stanie zawrócić Adze w głowie swoimi niekończącymi się opowieściami o tym, jaki ten świat jest fascynujący. I ma takie piękne oczy, co? Piękniejsze niż moje?
Miśka uśmiechnęła się do niego, szczerze rozbawiona.
— Jak Feliks kiedykolwiek zada mi podobne pytanie, przestanę być taka nadopiekuńcza wobec niego, ok? A na razie idź go przeproś.
— Już go przeprosiłem — wyjaśnił niechętnie. — Uznaliśmy po prostu, że będziemy trzymać dystans, żeby sobie więcej nie wchodzić w drogę. Możesz go o to zapytać, potwierdzi.
Pokiwała głową z jakimś smutkiem, który zaraz wyjaśniła:
— Szkoda, Ada. Feliks potrzebuje zaprzyjaźnić się z kimś takim jak ty.
— No, szkoda. Ale pozwolisz, że nie będę uświadamiał ani swojej obecnej, ani swojej przyszłej dziewczynie, że potrzebują przyjaźnić się z kimś takim jak Feliks.
Posłał jej jeszcze całusa i odszedł do swoich spraw.
Miśka popatrzyła za nim przez prześwit wśród liści, które ciasno oplatały altankę. Dostrzegła skrzydło budynku, w którym znajdowała się biblioteka, gabinet pani dyrektor i stołówka. Jedno z okien zastawione było roślinami, które zasłaniały niemal całą szybę.
Ada był trochę jak tamto okno — niby przezroczysty jak inni, ale tak gęsto porośnięty czymś od wewnątrz, że w praktyce nie dało się zajrzeć do środka. Dotąd jak ona flirtowała z nim, łaskawie dawał się podrywać, nawet dobrze się bawił w jej towarzystwie, ale zaraz podkreślał, że jest z Agnieszką i nie w głowie mu wiarołomstwo. Wystarczyło jednak, że wstawiła się za Feliksem, i Ada mówił nagle o przyszłych dziewczynach…
Niby wiecznie na luzie, trochę wyjęty poza nawias grupek, które potworzyły się w ich „klasie”, nie do końca członek grona nauczycielskiego, ale i nie do końca też zwykły uczeń, w dodatku objęty specjalną opieką przez panią dyrektor, Ada stanowił dla niej nie lada zagadkę. Zwierzył się Marcie ze swojej sytuacji rodzinnej i bywało, że dawał się jej opieprzać, ale na zajęciach punktował ją częściej niż innych, bardziej ją onieśmielając, niż motywując do nauki. Rozmawiał z Kacprem po francusku, pytał go zresztą o pomoc, odrabiając przy nim pracę domową, ale jak Kacper nie wiedział, jak coś rozwiązać z matematyki, rozłożył ręce i wysłał go do Feliksa.
— Jaki on jest? — zapytała Martę, jak wracały tego wieczoru razem z imprezy.
— Nie wiem, co mam ci odpowiedzieć. Normalny. Miły. Pomocny. Fajnie uczy. Troszczy się, żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby każdy sobie ze wszystkim poradził, bo na początku to wielu sobie nie radziło, on jeden ogarniał. Wiesz, że zaliczył wiele przedmiotów do przodu? — popatrzyła, jak Miśka kręci głową, a potem dodała z ciężkim sercem — Taki inteligentny, zdolny… Ale wbrew pozorom to my się wiecznie o niego martwimy. Ta jego Aga to go wkręca w mnóstwo głupich sytuacji, a on niby wie, że tak się dzieje, ale jej ciągle wybacza, jakby wierzył, że ją zmieni. Jego mama coraz częściej ląduje w szpitalu, a jak jest w domu, to też już się raczej niczym nie zajmuje, więc Ada robi wszystko, od zakupów i sprzątania po płacenie rachunków i opiekowanie się nią… Mówi, że ona ma jakąś rentę i on wcale nie musi zarabiać na dom, ale cholera wie, czy to prawda.
Marta miała zatroskany głos, czuć było, że naprawdę jej na Adzie zależy i że jest gotowa zdradzić każdą tajemnicę, byleby mu jakoś pomóc. Miśka zdecydowała się więc skorzystać z okazji i pociągnąć ją za język:
— A jego ojciec?
— On nie ma ojca — powiedziała z naciskiem, ale zaraz się zreflektowała, że to, co mówi, jest bez sensu, i pospieszyła z wyjaśnieniem — To znaczy… jest adoptowany. Były mąż jego matki pracuje w szpitalu i tam się nią zajmuje, podobno bardzo dobrze, ale ma własną rodzinę i nie jest jego… adopcyjnym ojcem. Tyle wiem. Ale wiesz co, to chyba dla Ady nie jest problem. On jest bardzo wrażliwy, nie mówię, że nie. Nie daje po sobie poznać, ale wszystko mocno przeżywa, tylko nie to.
— A co na przykład?
Marta uśmiechnęła się pod nosem, bo Miśka wydawała się jej idealną osobą, której można było opowiedzieć akurat tę historię. Prawdę mówiąc, innym było tu bardzo trudno Adę zrozumieć, jej trochę też, ale Miśka wydawała się pod pewnymi względami tak samo dziwna jak Ada i mogła w tym zobaczyć to coś, co Marcie jakoś umykało.
— Dwa lata temu wymyślił sobie, że przygotuje nasz szkolny ogród na zmiany klimatu. Latał z łopatą przez całą jesień i wiosnę, zimą to sobie robił jakieś modele, obliczał coś tam, przygotowywał eksperymenty…
— Sądząc po ogrodzie, to odniósł sukces, chyba nie musiał tego jakoś szczególnie przeżywać? — przerwała jej Miśka, bo zaraz miały się rozstać i nie było czasu na długie opowieści, trzeba było przejść prędko do sedna sprawy, a tymczasem co Marta zaczynała mówić o Adzie, to jej krótkie i zwięzłe wypowiedzi traciły wewnętrzny porządek i rozlewały się na boki.
— No tak, ale… Zobaczył taki basen, który jest stawem z idealnie działającym ekosystemem, gdzie woda była przejrzysta, ryby się świetnie czuły, ludzie mogli pływać, a roślinność wszystko to filtrowała… no i sobie wymyślił, że to zrobi. Mieliśmy taki… staw czy basen zewnętrzny? trudno powiedzieć, ale nieużywany, bez wody, jeśli nie liczyć deszczówki, więc on się za niego wziął, Lipszyc mu pozwoliła, no bo sama widzisz, co zrobił z ogrodem. Spędził nad tym kilka dobrych miesięcy, ale wyglądało, że będzie działać. Wpuścił kilka ryb. No i te ryby jakoś szybko zdechły. W czymś się widocznie pomylił, nie wchodziłam w szczegóły — wzruszyła ramionami, jakby mówiła o czymś, co można było wytrzeć gumką. — Strasznie to przeżył, no, ale ryby były niezbędne, żeby ten ekosystem działał, więc znowu siadł nad tym i tak długo się męczył, aż przygotował bezpieczną procedurę. Znowu wpuścił ryby i one znowu wypłynęły do góry brzuchem jakiś tydzień później. Poddał się, nie dokończył projektu, chociaż wszystkim zależało, wiesz, basen się przydaje, a my tu często przychodzimy w wakacje. Namawialiśmy go, żeby spróbował jeszcze raz, bo on to odbiera jako swoją totalną porażkę, ale jak z nim rozmawiałam, to powiedział, że zabił ryby, i że za pierwszym razem mógł sobie jeszcze wybaczyć, ale za drugim już nie.
Ta historia powiedziała Miśce o Adzie więcej niż wszystkie pozostałe informacje, które gromadziła od poniedziałku. Ada miał serce po właściwej stronie. Może nie był do końca fair wobec Feliksa, może siedział potulnie cały wieczór przy swojej Agnieszce, w ogóle nie dając Miśce szans się podrywać, ale miał wyrzuty sumienia z powodu „kilku ryb”. No i rzeczywiście przeprosił kolegę, bo upewniła się jeszcze, czy to prawda.
— Tak. Między nami jest ok — odparł Feliks.
Ale co z tego, skoro wieczorem Feliks nie zjawił się na imprezie u Kasi, a co Miśka zaglądała do domku albo widziała go w stołówce, siedział sam, z nosem w książce? Ada był mu niezbędny. A konkretnie: przyjaźń z Adą. Tymczasem przez Agnieszkę ta przyjaźń właśnie została udaremniona.
Tyle złych rzeczy działo się przez tę nieszczęsną Agę… Ale trzeba było przyznać, że trafiła się też i jedna dobra, bo dzięki niej Ada chodził kibicować graczom w bilard. W bibliotece stał jeden stół, wokół którego na długiej przerwie gromadzili się wszyscy fani tej rozrywki, żeby grać na punkty. Każdy mógł dołączyć do rozgrywek we wrześniu, wystarczyło się wpisać na listę i przychodzić w wyznaczonym czasie.
Stół był na co dzień mocno oblegany, jeśli więc ktoś miał ochotę sobie poćwiczyć, musiał przyjść z samego rana, co zrobiła w piątek Miśka. Owszem, wcześniej była nawet niezła, ale dawno nie miała okazji odbijać bil, a że o piątej obudził ją Tomek, którego z łaskawości swojej nakarmiła i położyła z powrotem do łóżeczka, stwierdziła, że ma mnóstwo czasu, żeby pojechać do szkoły i zaryzykować.
Jakież było jej zdziwienie, kiedy o siódmej w bibliotece zastała Adę. Co prawda czytał, a nie grał, ale sam fakt, że wstał tak wcześnie, uznała za ciekawy.