E-book
6.83
drukowana A5
24.22
drukowana A5
Kolorowa
50.36
Kocham cię na zabój 1/2

Bezpłatny fragment - Kocham cię na zabój 1/2

Prequel „Kocham cię na zabój”


Objętość:
139 str.
ISBN:
978-83-8221-004-0
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.22
drukowana A5
Kolorowa
za 50.36

Mętnym spojrzeniem ogarniał duszną salę. Zastanawiał się, co tutaj w ogóle robi. Nigdy nie przepadał za tłocznymi miejscami. Jednak teraz, gdy został sam, czuł, że czegoś mu brakowało. Krył się w tłumie. Najchętniej zniknąłby całkiem. Jednak coś, sam nie wiedział co, trzymało go wciąż na powierzchni.

— Wódkę z lodem! — Poprosił, siadając za barem.

— Jarr, przecież ty nie masz głowy do picia — Znajomy barman życzliwie wyśmiał jego wybór.

Nie chcąc wdawać się w niepotrzebne dyskusje, skwitował żart skąpym uśmiechem. Niezwykle oddziaływającym na kobiety, dzięki skierowanym w dół kącikom ust. Tak przynajmniej twierdziły. Jednak czy naprawdę chodziło o uśmiech, tego nie wiadomo.

W Każdym razie czuł coraz intensywniejsze spojrzenie kobiety siedzącej kilka hokerów dalej.

Widywał ją tam zawsze, gdy zaglądał do drinka w tym pubie. Zastanawiał się, czy ona przypadkiem nie jest na wyposażeniu baru, czy może czeka na okazję. Jednak te dywagacje nigdy nie trwały długo.

Tak samo i tym razem, choć powód był tym razem inny niż zazwyczaj.

Nagle znajomą-nieznajomą niewiastę zasłonił pijany adorator z papierosem. Dotknął jej dłoni, pochylił się nad nią, po czym coraz śmielej wsuwał dłoń pod skąpą sukienkę dziewczyny. Sącząc kolejnego łyka, nie popijając niczym, Jarr dziwił się, że para nie opuściła jeszcze lokalu, by udać się w bardziej ustronne miejsce.

— Ty ...rwo! Co ty sobie myślisz, że kim jesteś?! Takich jak ty to ja mogę… — Strzępy „rozmowy” dotarły do jego uszu.

Nie reagował na całą sytuację, póki mężczyzna nie zaczął szarpać kobiety.

— Nie za brutalne te zaloty?! — Zapytał krewkiego adoratora, odstawiając do połowy upitego drinka.

— Brutalnie będzie, jak się nie zamkniesz! — Usłyszał w odpowiedzi.

Po czym mężczyzna podszedł w stronę Jarra i zgasił niedopałek w jego szklance — Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy łajzo, nie mam ochoty nikogo bić, ale zrobię dla ciebie wyjątek, jak nie zewrzesz ryja! Rozumiesz?! — Dodał gasząc papierosa.

Jarr obserwował opadający w przeźroczystej cieczy popiół. Zastanawiał się, czemu zawsze musi być w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu i czy naprawdę musi tak samo opaść na dno, tak jak te strzępy, które jeszcze przed chwilą były papierosem.

— Ale ja mam ochotę i zaraz dostaniesz solidny wpierdol, jeśli się nie odczepisz od tej dziewczyny i nie odkupisz drinka — Odparował wbrew logice.

Na co nieznajomy typ roześmiał się zaciekle i wyprowadził cios w twarz Jarra, który jednak nie osiągnął celu, po czym podciął hoker, na którym siedział zaatakowany. Jednak Jarr nie dał się wytrącić z równowagi, pociągnął za zblokowaną wcześniej dłoń agresora w kierunku stołu bilardowego. Uderzył jego szczęką w kamienną płytę, czym skutecznie unieszkodliwił napastnika, który wyglądał na niezwykle zdziwionego z bilą w ustach.

— Jarr, czy ci kompletnie odwaliło?! Wiesz kto to był? — Zapytał barman już bez resztek uśmiechu.

— Był? Przecież żyje…

— Nie żartuj sobie! Teraz będziemy mieli tutaj niebieskich na cały etat, po tym, jak synuś komendanta dostał u nas oklep

— Co ja mogę zrobić, mógł lepiej wychować albo pilnować potomka. Przecież ten gościu ma ze 30 lat, coś powinien o życiu wiedzieć. Sądząc po ryju, kilka podobnych lekcji go spotkało. Lepiej zadzwoń po karetkę, bo charczy coś, zębami się zakrztusi…

— Przykro mi Jarr, nie ma tutaj już dla ciebie miejsca. Wątpię, czy w ogóle gdziekolwiek jest.

— Też w to wątpię. To do nigdy…

***

Spoglądała przez zimną szybę na zewnątrz. Wpadające przez nią promienie słoneczne rozgrzewały jej kolana. Podobnie jak rozgrzewał ją widok par spacerujących chodnikiem, od których biło uczucie, płynące przez ich splecione dłonie, spajające zakochanych w sobie ludzi.

Serce szalało w piersi Kari. Pytała się w duchu, jak długo jeszcze na jej drodze do szczęścia będzie tkwiła podobna zimna niewidzialna szyba, oddzielająca ją od tego wszystkiego, o czym marzyła. Od kochającego partnera, domu z ogródkiem, dzieci…


Od rana do wieczora uwiązana do biurka w pracy niczym pies przy budzie.

Był co prawda interesujący brunet, ale nie chciał albo bał się zostać kimś więcej niż jej kolegą z pracy. Jedyne co ich łączyło to „romans” przy automacie z kawą na „ich” piętrze. Jednak poza oglądaniem jej nóg i zaglądaniem w dekolt niewiele robił, by znajomość potoczyła się do przodu.


Spojrzała na zegarek. Do końca dnia pracy pozostało niecałe dwie godziny. Tak, trzeba dziś się wybrać na zakupy — szepnęła do siebie, rozpromieniając się przy tym trochę, a jednocześnie krzywiąc usta na myśl o tym, że czas spędzony w galerii jest dla niej substytutem szczęścia, którego tak naprawdę pragnęła.


***

W tym samym czasie gdy Kari rozpoczynała shopping po drugiej stronie kraju, inna kobieta wsparta o blat baru spoglądała na rzekę, nad którą usypana była sztuczna plaża.

Ubrana w czarną żałobną sukienkę kontrastowała z wakacyjnym otoczeniem. W jej oczach nie było jednak ciepła. Był w nich jedynie chłód. Przenikliwy skryty w czerni kapelusza z woalką.

Sączyła swoje Tequila Sunrise, czując rozbierający ją wzrok młodego chłopaka z przeciwnej strony plażowego baru.

Po wydarzeniach ostatnich godzin nie miała ochoty na nową znajomość. I to mogło uratować młodego mężczyznę śliniącego się na widok dojrzałej kobiety. Jednak wszystko potoczyło się inaczej.


Uwagę obydwojga odciągnęła reklama, która pojawiła się pomiędzy teledyskami w telewizorze zawieszonym pod sufitem. Atakowała promiennym uśmiechem młodzieńca przekonującego o skuteczności nowego środka na wszystko dobrze robiącego.


„Ból ręki nie pozwalał mi oglądać moich ulubionych filmów.

Aż do momentu, gdy zastosowałem Marszczywała od Pani Małgosi z apteki.

Teraz wszystko jest znowu jak dawniej.

W jednej ręce pilot. A w drugiej torba! Z chipsami.”


— Zdecydowanie bardziej polecam Panią Małgosię! — Zażartował barman.


Kobieta w czerni i chłopak spojrzeli na barmana, potem na siebie nawzajem. Czuł, że trafia się okazja na coś więcej, podszedł bliżej i zaproponował kolejnego drinka. Jednak „tajemnicza ona” odmówiła, odwróciła się i chciała odejść, gdy usłyszała za plecami słowa.


— Co robisz? Gdzie uciekasz? Ty głupia dupo! Myślisz, że jesteś jedyna na tej planecie?!

— Myślę, że jeszcze kilka miliardów się znajdzie… — Odrzekła, tłumiąc irytację zachowaniem chłopaka.

— Pójdziemy razem plażowa szmato. Przyszedłem tutaj poruchać i nie odejdę z niczym! — Krzyknął, złapał kobietę za ramię i pociągnął ku sobie.


Odruchowo wsunęła rękę do torebki. Chwyciła polimerową rękojeść zwieńczoną ostrzami, na których jeszcze dobrze nie zastygła krew poprzedniej ofiary.

„Nie, nie tutaj, nie tak…” — pomyślała. Wypuściła narzędzie. Odwróciła twarz w stronę napastnika i zaczęła grać swoją nową rolę.


— Podniecają mnie konkretni zdecydowani mężczyźni. — Uśmiechnęła się chytrze.

— Wszystko w porządku? — Odezwał się barman zainteresowany nagłym ruchem.

— W jak najlepszym. — Odparła kobieta i oddaliła się wraz z napastliwym młodzieńcem w głąb plaży.

***

Zaparkowała z rozmachem przed galerią handlową swoje ukochane wierne Punto, którego nie zmieniała od lat wierna hasłu: Jazda Fiatem — całym moim światem.

Zgasiła silnik. Spojrzała w lusterko. Makijaż był w porządku. Poprawiła bluzkę. Spojrzała w dół. Spódniczka, podczas jazdy podciągnęła się wysoko, odsłaniając wdzięki Kari na bogato.

„Co ze mną jest nie tak” — Pytała się w myślach. „Dlaczego nie potrafię złowić wartościowego faceta z wyobraźnią, którego wygląd nie będzie środkiem antykoncepcyjnym…” — Dręczyła się, myśląc wciąż o swoim ulubionym brunecie z pracy.


Wysiadła, zamaszyście zatrzasnęła drzwi samochodu, doprowadziła do ładu spódnicę i skierowała się w kierunku obrotowych drzwi. W ogóle nie zauważyła śledzącego ją samochodu ani mężczyzny zahipnotyzowanego powłóczystymi ruchami jej bioder.


Będąc w holu, zastanawiała się, gdzie zajrzeć najpierw. Wybór padł na drogerię. Dotknęła znajomego flakonika, po czym szybko odsunęła dłoń. „Po cholerę będę robiła zapas. Dla kogo? Zabraknie, to wystarczy mi szare mydło z jelonkiem. Nie mam do cholery dla kogo się stroić, pachnieć, być… a jeleni to w moim życiu mam dość!” — katowała się w myślach.

Wyszła rozeźlona na siebie, że tak łatwo dawała się owładnąć złym myślom.


W dalszym ciągu nie zauważała mężczyzny, który był coraz bliżej. Pożerał spojrzeniem każdy ruch jej falistej fryzury, rozbujanych piersi i nóg napinających się z każdym krokiem od łydek po pełne powabu silne uda.


Schowała się w świecie bielizny. Szukała czegoś w nowym kroju i z innego materiału niż dotychczas. By udawać przed sobą wieczorem, że to od „niego”. Czuć dotyk koszulki na nagim ciele, pachnącym kąpielą. Tak jak by to był dotyk „jego dłoni”. Podciągać ją coraz wyżej i śmielej i… oddawać się w najbardziej wyuzdany sposób.

„Tylko komu ja mam się oddawać? Sobie? Koszuli? Od tej samotności już mi całkiem odwala!” — pomyślała z zaciśniętym gardłem. Czuła jak jej oczy nabierają wilgoci. Chciała wyć jednocześnie piękna i beznadziejna.


— Przymierz to. — Zabrzmiał nad ramieniem Kari męski zdecydowany głos.


Obejrzała się, ale nie zdążyła nic powiedzieć wepchnięta nagle do przymierzalni. Mężczyzna „zakneblował” jej usta pocałunkiem. Napastliwym, lecz nie obleśnym. Poddała mu się oszołomiona.


Co prawda nie tak do końca wyglądało spełnienie jej marzeń, ale coraz bardziej jej się to podobało.


Napierał na nią coraz silniej. Wątłe ściany przymierzalni łączone budżetowymi wkrętami trzeszczały pod naporem ich ciał.


Mężczyzna wsuwał dłonie coraz głębiej i głębiej pod ubranie Kari. Dopadł ustami jej szyi. Wyprężyła się niczym kotka. Dyszącym tonem wyszeptał — Pragnę cię, od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałem. Po czym wsunął koniec języka do ucha dziewczyny. Gorący dreszcz przeszył jej ciało. Rozszedł się z głębi jej piersi we wszystkich kierunkach.

Otworzyła na moment oczy. Tak to był jej nieśmiały kolega z pracy, którego tak pragnęła. Jednak nie była pewna czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy też zwariowała całkowicie i poniosło ją w przymierzalni.

Złapała „zjawę” za włosy i energicznie odciągnęła do tyłu, gryząc swe urojenie w szyję.


Jednak mężczyzna okazał się prawdziwy, zawył z rozkoszy. Złapał Kari jeszcze łapczywiej. Rozdarł jej bluzkę i dopadł jej piersi spragnionych pieszczot. Stanik ustąpił pod naporem męskiej ordynarnej siły. Po chwili brunet pochłaniał ustami dorodne „poziomeczki” rozpalonej kobiety. Jego pocałunki zdobywały kolejne czułe powierzchnie krągłych piersi. Między nimi, a także delikatne obszary pod nimi.


Czuła na udzie coraz wyraźniej jego męski kształt. Nie chciała, by całujący ją coraz niżej i niżej chłopak za szybko zbliżył się do jej kobiecości. Oplotła go nogą i przyciągnęła do siebie z całej siły, chciała pocałunku, jeszcze więcej pocałunków…

***

Zniecierpliwiony młodzian położył dłoń na pośladku tajemniczej kobiety. Przesunął rękę w dół. Rozbiegane męskie palce zwiedzały jej krągłe kształty. Coraz napastliwiej wciskały się w przestrzeń pomiędzy jej pośladkami. Ciepły dreszcz przebiegł po kręgosłupie statecznej i zarazem niebezpiecznej kobiety.

Nagły mocny napastliwy chwyt za tyłek zniweczył jej całą początkową przyjemność z nieśmiałych pieszczot.


— Jeszcze nie! — Rzekła stanowczo, odpychając chłopaka.

— To kiedy? Jak przejdziesz na emeryturę?! — Niecierpliwił się.

— Wszystko w swoim czasie, kobieta potrzebuje trochę czułości, romantyzmu. A nie pchania palców w tyłek.

— Chyba tracę czas! Chcę cię tu i teraz! — Wysapał pożądliwie i przylgnął do kobiety, zagradzając jej drogę.

— Dobrze robaczku teraz, ale tam. — Wskazała zacienione miejsce, w którym plaża spotykała się z parkową zielenią.

— Wiedziałem, że mi nie uciekniesz już z haczyka rybeńko. — Zamruczał, oblizał wargi obleśnie, po czym zagryzł je pełen emocji.


„Kretyn najwyraźniej nigdy nie był na rybach i nie wie, że na haczyk najpierw trafia robak” — Zakpiła w myślach, opluwając cały męski ród.


Obserwowała uważnie czy nikogo nie ma w pobliżu, gdy schowali się za drzewami, złapała chłopaka za krocze i rozkazała — Rozbieraj się!


— Zaraz najpierw ty zdejmij ten kapelusz, bo wyglądasz jak Zorro.

— Ok — Zamaszystym ruchem odrzuciła nakrycie głowy na bok. Natychmiast fala bujnych włosów zalała jej ramiona. Potrząsnęła głową na boki.


Gdy mężczyzna w końcu ujrzał w pełni oblicze tajemniczej damy, uroda jej twarzy o wyrazie zdeprawowanej wiewióreczki powaliła go na kolana.

Bez słowa pozwolił jej zrobić ze sobą, co tylko chciała.

Powoli ściągnęła z niego podkoszulek, ale nie do końca. A w taki sposób, by skrępować nim ręce mężczyzny. Nie protestował, jedyna komórka mózgowa, jaką dysponował, orbitowała w okolicach jąder.

Tam też znajdowały się dłonie kobiety. Pozbawiły go paska. Pieściły guzik jego spodni, który szybko wyskoczył z dziurki. Patrzyła mu prosto w oczy i penetrowała głębiej podległą jej męskość.

Zgrzyt zamka i spodnie były już w okolicach kostek młodzieńca.


— Leżeć! — Rozkazała.


Mężczyzna posłusznie wykonał komendę i ułożył się w grajdołku wieńczącym plażę.

Szybko skrępowała jego nogi spuszczonymi spodniami oraz ściągniętymi szybkim ruchem slipami. Dla pewności przywiązała ręce uległego kochanka do jednej z latarenek upiększających leśne wybrzeże. Teraz był zdany na jej wolę.


Delikatnym ruchem gładziła jego dokładnie wygoloną twarz. Gryzła w szyję. Chłopak wił się pod jej dotykiem i błagał o więcej. Dotykała jego torsu, coraz śmielej atakując sutki. W końcu gryzła je, do momentu aż zajęczał.

Uwielbiała sprawiać ból w każdej postaci, szczególnie mężczyznom.

Gładziła brzuch chłopaka. Rozhuśtany pełnym emocji i spłoszonym oddechem.

Po czym chwyciła w garść piasek i zaczęła nim obsypywać męskie przyrodzenie. Pobudzała je w ten sposób do działania. Jednak nie pozwoliła mu nabrać kształtów, jeszcze nie.

Gdy męskość zniknęła pod kopczykiem złotego piasku, kobieta odwróciła się w stronę twarzy młodzieńca. Podniosła się i dopadła nagle. Usiadła na jego twarzy. Skryła mężczyznę pod rozpostartą sukienką i zacisnęła uda na jego szyi, bardziej niż by się tego spodziewał…

***

W tym samym czasie gdy tajemnicza dama dawała lekcję dobrego wychowania chłopakowi z baru, Kari ogarniały coraz większe żądze w sklepowej przebieralni.

Położyła dłonie na głowie mężczyzny. Wsunęła palce w jego włosy. Pociągnęła do góry. Pragnęła jego ust całą sobą.

Drobnymi pocałunkami wspinał się po jej szyi.

Odchyliła głowę do tyłu, wyprężyła się oparta o trzeszczącą ścianę przebieralni.

Drżała smagana falami dreszczy. Tak bardzo pragnęła poczuć smak mężczyzny.

Przymknęła oczy, przechyliła głowę. W tym samym momencie on dotarł do jej lekko uchylonych ust.

Złapał pocałunkiem jej wargę. Smakował ją powoli serią drobnych gryzących i ssających pocałunków. Najpierw jedną, a potem drugą. Westchnęła rozkosznie.

Kari płonęła. Jej zmysły szalały do tego stopnia, że nie wiedziała gdzie były ręce mężczyzny. Miała wrażenie, że w jednej chwili dotykają ją wszędzie. Spódnica dawno przestała skrywać jej wdzięki. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie, czuła się pożądana.


— Gieniu, zajrzyj do przebieralni. Coś tam się dzieje podejrzanego. — Zabrzmiał trzeszczący głos w krótkofalówce ochroniarza. Był to komunikat operatora monitoringu obserwującego zabawy pary przez szpary w zasłonie.


Ochroniarz Eugeniusz ruszył z interwencją z drugiego końca sklepu.


W tym czasie para kontynuowała, nic nie podejrzewając.

Spleceni w objęciach rąk nóg i języków zapomnieli o całym świecie.


— Wejdź we mnie… — Westchnęła głośno Kari.


Zasłonka rozsunęła się z rozmachem i wszedł Eugeniusz.


— Osz… Co tutaj się dzieje? To przymierzalnia, a nie…

— Właśnie przymierzaliśmy się do… to znaczy czy pasujemy do siebie. — Mężczyzna wszedł Eugeniuszowi w słowo.

— O nie tak łatwo to nie będzie. Ubierać się i proszę za mną.


Para posłusznie wykonała polecenie i po chwili byli już w pomieszczeniu dla zatrzymanych.


— Co my takiego zrobiliśmy? Przecież nic nie ukradliśmy. — Bronili się.

— Zakłócanie porządku a przede wszystkim skradliście mój czas. Muszę tutaj teraz z wami siedzieć, zamiast flirtować z kasjerkami. — Wyjaśnił ochroniarz.

— Ależ Panie Gieniu, czy nie można by jednak zrobić czegoś, by pominąć tę całą szopkę z policją? — Zapytali chórkiem.


Eugeniusz łypnął lisim spojrzeniem — Może by się nawet coś dało, zależy czy będziecie współpracować.


***

Nieme potwierdzenie chęci współpracy ze strony pary rozochociło Eugeniusza. Chwycił Kari za rękę i pociągnął w stronę niewielkiego stolika.

— Wypnij się niegrzeczna dziewczyno! — Rozkazał, wyciągając służbową tonfę.

Posłusznie wykonała rozkaz. Ochroniarz zsunął z niej majtki, które opadły na podłogę. Następnie podciągnął spódnicę Kari wysoko i zaczął wymierzać karne uderzenia służbową pałką.

Przyjemny dźwięk klapsów na jędrnych pośladkach kobiety pobudzał także drugiego mężczyznę. Zazdroszczącego im zabawy.

Choć Kari nie chciała się do tego przyznać przed sobą, to z każdym klapsem podobało jej się to coraz bardziej. W końcu mężczyzna przestał. Złapał silną dłonią za zaczerwieniony pośladek i obrócił dziewczynę twarzą do siebie.


— Teraz pora na coś specjalnego. — Rzekł i szybkim ruchem rozsunął rozporek.


Położył na swoim kroczu jej roztrzęsioną dłoń. Rozumiała bez dalszych słów, co ma robić.

Zsunęła slipy mężczyzny i natychmiast z rozporka wyskoczył jego męski atrybut. Nieustępujący, w jej oczach, rozmiarem i twardością służbowej pałce ochroniarza.

Zaczęła go masować, najnamiętniej jak potrafiła.


Drugi mężczyzna z coraz większą zazdrością wpatrywał się w ich pieszczoty. Kreatywność Kari nie pozwoliła na odtrącenie kochanka. Drugą dłonią chwyciła za pasek jego spodni i przyciągnęła energicznie ku sobie.

Kolejny szybki ruch i mężczyzna stał bez spodni. Wyprostowany niczym stalowy bolec tylko dla niej.


Całkowicie przejęła kontrolę nad obydwoma mężczyznami, dostarczając im coraz intensywniejszych doznań coraz śmielszymi pieszczotami.


Wszystko to rejestrowały kamery monitoringu.

Ich operator na widok akcji w pokoju nie był w stanie utrzymać na wodzy emocji. Zupełnie zapomniał o kamerze w dyżurce, która obserwowała jego pracę.

Z kolei obraz z tej kamery wpłynął silnie na kierowniczkę ochrony, obserwującą swoich podwładnych.

Szybko uruchomiła fantazje, palce oraz telekonferencję z mężem.

Ten zaskoczony wepchnął będącą właśnie u niego kochankę pod biurko. Pomimo tego ani na moment nie przestawała go pieścić.

Zupełnie zapomniała na tę chwilę o swoim narzeczonym. Nie miała pojęcia, że on akuratnie teraz oddawał się orgii wraz z Kari i Eugeniuszem.


W tym samym czasie gdy tajemnicza dama dawała lekcję dobrego wychowania chłopakowi z baru, Kari ogarniały coraz większe żądze w sklepowej przebieralni.


Położyła dłonie na głowie mężczyzny. Wsunęła palce w jego włosy. Pociągnęła do góry. Pragnęła jego ust całą sobą.

Drobnymi pocałunkami wspinał się po jej szyi.

Odchyliła głowę do tyłu, wyprężyła się oparta o trzeszczącą ścianę przebieralni.

Drżała smagana falami dreszczy. Tak bardzo pragnęła poczuć smak mężczyzny.

Przymknęła oczy, przechyliła głowę. W tym samym momencie on dotarł do jej lekko uchylonych ust.

Złapał pocałunkiem jej wargę. Smakował ją powoli serią drobnych gryzących i ssających pocałunków. Najpierw jedną, a potem drugą. Westchnęła rozkosznie.

Kari płonęła. Jej zmysły szalały do tego stopnia, że nie wiedziała gdzie były ręce mężczyzny. Miała wrażenie, że w jednej chwili dotykają ją wszędzie. Spódnica dawno przestała skrywać jej wdzięki. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie, czuła się pożądana.


— Gieniu, zajrzyj do przebieralni. Coś tam się dzieje podejrzanego. — Zabrzmiał trzeszczący głos w krótkofalówce ochroniarza. Był to komunikat operatora monitoringu obserwującego zabawy pary przez szpary w zasłonie.


Ochroniarz Eugeniusz ruszył z interwencją z drugiego końca sklepu.


W tym czasie para kontynuowała, nic nie podejrzewając.

Spleceni w objęciach rąk nóg i języków zapomnieli o całym świecie.

— Wejdź we mnie… — Westchnęła głośno Kari.


Zasłonka rozsunęła się z rozmachem i wszedł Eugeniusz.


— Osz… Co tutaj się dzieje? To przymierzalnia, a nie…

— Właśnie przymierzaliśmy się do… to znaczy czy pasujemy do siebie. — Mężczyzna wszedł Eugeniuszowi w słowo.

— O nie tak łatwo to nie będzie. Ubierać się i proszę za mną.


Para posłusznie wykonała polecenie i po chwili byli już w pomieszczeniu dla zatrzymanych.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.22
drukowana A5
Kolorowa
za 50.36