E-book
20.48
drukowana A5
28.9
Kobiety zapomniane

Bezpłatny fragment - Kobiety zapomniane

Objętość:
18 str.
ISBN:
978-83-8126-213-2
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 28.9

Kochani, to NIE jest to książka fabularna i nie dowiecie się z niej żadnych nowinek wojennych. JEŚLI TEGO SZUKACIE — TUTAJ TEGO NIE ZNAJDZIECIE. Tutaj jest kilka stron opowieści jednych z najbliższych mi osób. Babci Janiny, babci Marianny i starszej sąsiadki Józefy.

Po co to spisałam? Żeby zachować o nich pamięć. Dla potomnych. To nie książka — TO WSPOMNIENIA. DLA WAS PEWNIE NIE WARTE ZBYT WIELE, A DLA MNIE NIESAMOWICIE CENNE. DZIĘKUJĘ!

Zapomniani, zapomnieni bohaterowie…

Chcę wsłuchać się w bicie

Waszych walecznych serc…

Serc pełnych odwagi,

serc przepełnionych wiarą.

Niech opowiedzą mi

te wszystkie historie sprzed lat…

Niech przybliżą mi bieg tamtejszych dni…

Pewnie wielokrotnie dobijał ich

ciężar przeszłości,

Pewnie rozsiały też wiele dobra

na swej drodze,

One nigdy nie zapomną,

one na zawsze pozostaną nieśmiertelne…

One nigdy nie zgasną,

niczym płomień świecy…

Zapomniani, zapomnieni bohaterowie…

Ja o Was wciąż pamiętam…

Historia Pani Józefy

Miałam dwanaście lat, gdy po raz pierwszy zaczęłam interesować się historią z czasów II wojny światowej. Pytałam o nią moją kochaną babcię Anię, jednak ona przecież była za młoda i dzięki Bogu nie doświadczyła okrucieństw tego okresu. To właśnie babcia skierowała mnie do kobiety, która żyła w tamtym czasie, do świętej pamięci pani Józefy Wójtowicz, którą zawsze będę ciepło wspominać. Chciałam dowiedzieć się od niej wszystkiego co pamiętała z tamtego okresu, by lepiej poznać panujące wtedy mroczne czasy, byłaby to dla mnie cenna lekcja historii.

Pamiętam, że ten dzień w którym poszłam do pani Józefy był bardzo deszczowy a ja szłam do niej spokojnie, nie miałam daleko, bo moja bohaterka była praktycznie moją sąsiadką. Nie byłam sama, ale z babcią Anią, która niosła wielki, czerwony parasol. Bałam się iść bez niej, gdyż nie znałam wtedy za dobrze pani Józefy, byłam lękliwym dzieckiem. Drzwi otworzyła mi urocza staruszka w okularach, była to pani Józefa. Lęk od razu zniknął, gdy zobaczyłam jej pogodną twarz.

— Dzień dobry Aniu, Edytko. Co u was słychać? — zapytała. A ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Dobrze, że moja babcia odezwała się.

— Dzień dobry, przyszłyśmy do pani, bo Edyta chciałaby się dowiedzieć czegoś odnośnie II wojny światowej. — zakończyła serdecznym głosem.

— Ooo… Naprawdę? Myślałam, że nikogo to nie interesuje… — zdziwiła się starsza kobieta — No dobrze, usiądźcie. — oznajmiła.

Ja miałam już przygotowany zeszyt i długopis, chciałam wszystko sobie zapisać, nie pominąć żadnego szczegółu, wyciągnęłam je na stół i popatrzyłam na starszą kobietę, która przygotowywała dla mnie ciepłą herbatę z sokiem malinowym. Wszyscy w Naprawie mówili, że pani Józefa była po prostu aniołem! Zawsze wszystkim pomagała — chętna do pomocy, dbała o swoje dzieci, sąsiadów, zawsze się uśmiechała mimo tego wszystkiego co kiedyś przeszła. Cieszyła się życiem, które miała przed sobą, nie marnowała żadnego dnia — tak mówili wszyscy mieszkańcy Naprawy.

Pani Józefa uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać, a przy tym widać było jak nawiedzają ją wspomnienia. Kobieta smutniała z każdym wypowiedzianym słowem, jednak nie chciała kończyć opowieści. Musiała ją komuś przekazać, czułam to. Ja z kolei chciałam jej wysłuchać. Zapisywałam wszystko bardzo uważnie. Oto czego się dowiedziałam, gdy pani Józefa zaczęła swoją opowieść:

,,W dzisiejszych czasach ludzie przejmują się byle czym, wszystko wydaje im się takie trudne! Nie doceniają w ogóle tego co mają, marnują czas na zamartwianie błahostkami… Zastanawiam się co powiedzieliby, gdyby przyszło im żyć sześćdziesiąt osiem lat temu, gdy na ziemiach Polskich pojawił się silny wróg dążący do zagłady Żydów, a także wyniszczenia narodu Polskiego zarówno od strony biologicznej, jak i kulturowej, materialnej…

Pierwszego września 1939 roku o godzinie 4.45 zaczął się nasz koszmar… Ta data brzmi mi ciągle w głowie. Ludzie poczuli prawdziwy strach, zapanowała panika, z którą ciężko było sobie poradzić. Trzeba było pozostać dzielnym, mężnym, odważnym i patriotycznym, gotowym poświęcić nawet swoje życie za ojczyznę.

Rok 1939 wspominam bardzo źle.

Jest jesień, początek września, nasza wioska — Naprawa ma małe gospodarstwa i już jest gotowa do zbliżającej się wielkimi krokami zimy. Oj zimy w tamtych latach były potężne, dlatego zawsze trzeba było się na nie dobrze przygotować.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 28.9