E-book
25.04
drukowana A5
38.34
Kalendarz z sonetem

Bezpłatny fragment - Kalendarz z sonetem

Zbiór sonetów


Objętość:
58 str.
ISBN:
978-83-8467-662-2
E-book
za 25.04
drukowana A5
za 38.34

Słowo wstępne

O tym, jak cenne są słowa poety, przekonujemy się już od pierwszych lat edukacji. Porządkują świat, najpełniej ujmują jego piękno, ujawniają wymiar etyczny i sakralny. O wadze i urodzie słowa poetyckiego zapewne przekonamy się po raz kolejny, zagłębiając się w lekturę wierszy Kazimierza Jana Dejera zebranych w zbiorze „Kalendarz z sonetem”.

Tomik, który trafia do naszych rąk, jest pięknym ukoronowaniem półwiecznej działalności poetyckiej twórcy związanego emocjonalnie i egzystencjalnie z Hrubieszowszczyzną, bowiem w 2026 roku mija pięćdziesiąt lat od jego debiutu.

Utwory skupione w tomiku to subtelny sposób utrwalania refleksji o pięknie, upływającym czasie, odwiecznym porządku wpisanym w naturę i zagrożeniach, jakie wywołuje współczesna cywilizacja.

W wydaniu jubileuszowym poeta sięgnął po sonet, który jako gatunek literacki, przez wieki uchodził za sprawdzian umiejętności poetyckich. Teksty zachowują dyscyplinę wersyfikacyjną.

Twórca z wyraźną swobodą posługuje się zarówno wersją włoską z tercynami jak i francuską z dystychem. Język utworów urzeka szczerością i prostotą wypowiedzi.

Podmiot liryczny sonetów Kazimierza Jana Dejera uwypukla niezwykły urok natury, zmieniającej się wraz z porami roku. Poszukując porządku egzystencjalnego, odnajduje go w naturze, stąd twórca przywiązuje wielką rolę do kalendarza naturalnego, co więcej osobliwy urok zbiorku polega na obecności trzech kalendarzy. Autor w subtelny sposób wydobył niezwykły związek kalendarza naturalnego z sakralnym i egzystencjalnym. W tomiku można dostrzec, tzw. „układ rozkwitania”.

Autor wychodzi od specyficznego uroku każdego dnia tygodnia. Kieruje uwagę czytelnika na prawdy typu „…niedziela to czas odpoczynku i miłości…”, mówi o środowym przesileniu, zaś w sobotę radzi „chwytaj w obie dłonie czas wolny i miły”… Następnie, płynnie przechodzi w miesiące.

Opierając się na ich swoistym kolorycie, zwraca uwagę na wpisane weń porządki egzystencjalny i sakralny, które odpowiednio odczytane przez człowieka, gwarantują mu właściwy odbiór urody życia. Nad tymi porządkami góruje postać Stwórcy.

Bardzo ważna w omawianych sonetach jest postać Boga. Poeta odkrywa w tekstach swoją osobistą więź z Bogiem, co więcej zapewnia czytelnika, zwracając się bezpośrednio „…Bóg, patrząc okiem słońca, nie da skrzywdzić ciebie!”. Życie zgodne z Bożym porządkiem jest gwarantem wewnętrznego ładu, a często i jedyną ostoją w zmaterializowanym świecie. Stąd trudno zrozumieć i zaakceptować działania bliźniego, który „absurdem otoczony,/Ciągle psuje nasz świat przez Boga stworzony”.

Na szczególną uwagę w zbiorze zasługują „Sonety okazjonalne”. To w nich twórca ujawnia proces poszukiwania odpowiedzi na osobiste rozterki, ale jednocześnie z dużą wrażliwością analizuje bolączki człowieka kresów wschodnich.

Sonety Kazimierza Jana Dejera to utwory, które warto kontemplować, by umożliwić im zaistnienie w pełni. Każdy tekst otwiera niezwykły świat, zawierający niepowtarzalne obrazy i idee. Oferuje przygodę intelektualną i emocjonalną zaklętą w precyzyjnie zbudowanej wypowiedzi.


Edyta Woroniewicz — Fornal

TYDZIEŃ W SONECIE

Sonet niedzielny

Kiedy się tydzień wypełni treścią jak słowo,

A zmęczenie i troski odejdą do przeszłości,

Obudź w swoim sercu starą prawdę na nowo,

Że niedziela, to czas odpoczynku i miłości.


Wypełniony radością błogiego poranka,

Poozdabiaj uśmiechem wszystko wokół siebie.

Nie zaskoczy cię wówczas żadna niespodzianka.

We własnym domu poznasz przedsmak życia w niebie.


Niech odpoczną umęczone dusza i ciało

Po tygodniowym boju — z życiem oraz gonitwie.

Poświęć czas, którego w tygodniu za mało.

Na serdeczną miłość. Ukojenie w modlitwie.


Zważaj, by nie były czczym klepaniem pacierze,

Wznieś wzrok ku niebu, westchnij do Boga, szczerze.

Sonet poniedziałkowy

A w poniedziałek o świcie tak bywa,

Gdy sen jeszcze mocno powieki skleja,

Że rodzi się w głowie nowa nadzieja,

Przez którą człowiek po nocy ożywa.


Nowe plany, mocno jeszcze zaspane,

Wydobywa z nocy brzask porankowy.

I chociaż człowiek jeszcze nie gotowy,

Rozsądkiem gasi emocje rozedrgane.


Obowiązek weźmie górę nad rozleniwieniem,

Niechciejstwo pryśnie jak bańka mydlana,

Gdy zawalczysz o sprawy z rozsądkiem,


Stwierdzisz wtedy, z niemałym zdziwieniem,

Że plany nieśmiałe przywołane z rana,

Wykonasz, gdy zgrasz je z Bożym porządkiem.

Sonet wtorkowy

Po miniony poniedziałku wtorek się zjawia

I jak każdy dzień budzi nas świtu blaskami,

Byśmy ze snu powstali z nowymi myślami,

Które zaspany umysł leniwie wyłania.


Westchnienie ku Bogu oraz łyk mocnej kawy

Przepędza do niebytu wszystkie nocne mary,

A kiedy jaźnią codzienne zawładną gwary,

Zbudzą chęć do wszystkiego; do pracy, zabawy.


Zebrane w jedno plany, na tydzień cały,

Uskrzydlą chęć działania — zapał wtorkowy

I aby zamysły wszystkie ręce wykonały.

Musisz być chętny, zwarty i gotowy.


A jak praca będzie uczciwa, bogobojna,

Każdy dzień będzie jasny, każda noc spokojna.

Sonet środowy

Ten dzień dzieli, jak na środę przystało,

tydzień na dwie równe połowy

I trzeba sięgnąć po rozum do głowy,

By wykonać plany, których niemało.


Zaczerpnięte w niedzielę, moc i siła,

Tracą powoli na swym znaczeniu,

Więc by zapobiec apatii, zniechęceniu,

Odpocznij, ażeby chęć znowu wróciła.


Aby chęć czynu znowu zagościła

A ku miłemu wszystkich zaskoczeniu

Łaskę i wdzięczność w sercu zaskarbiła


Oraz w słuszności dzieła trwale umocniła.

Bo kto z ochota pracę wykonuje

Ten nie traci niczego — ten zyskuje.

Sonet czwartkowy

Po środowym przesileniu zjawia się czwartek

I z piętnem czwartego dnia tygodnia,

Przerywa sny i z łóżka podnosi do dnia,

Szelestem spadających z kalendarza kartek.


Odchodzą w niebyt wszystkie mary, nocne marzenia,

Skłębione myśli w jasne się formują plany,

Umyka z wyobraźni własny lęk niechciany,

Niepewność każda, w pewnik rychło się zamienia.


Prace czynisz na maksa, a nie od niechcenia

I każdym krokiem do sedna sprawy zmierzasz,

A wiedząc, że wysiłek życie twoje odmienia,


Siebie oraz pracę Opatrzności powierzasz.

Tam, gdzie wielki zapał z chęcią pospołu kroczą,

Trudności żadne wykonawcy nie zaskoczą.

Sonet piątkowy

Gdy piątek do drzwi zapuka nieśmiało,

Od razu się robi przyjemnie, miło,

Bo jakby nie patrzeć, było nie było,

Czasu na mękę niewiele zostało.


Piątunio, piąteczek, to zwykły piątek —

Wolną od pracy przybliża sobotę,

Hamuje on pośpiech, pęd na robotę

I wypoczynku obwieszcza początek.


To koniec trudów, wolnego zaczątek,

Czas, kiedy wyzwolisz ochotę w sobie,

Aby zajrzeć w swojej duszy zakątek,


Ocenić swoja pracę — doba po dobie.

Gdy praca i ocena uczciwą będzie,

Odczujesz radość zawsze oraz wszędzie.

Sonet sobotni

A jak w kalendarzu pojawia się sobota,

Albo, jak j zwą niektórzy ludzie, zapiątek,

Uchodzi z człowieka na działanie ochota,

Wszak to dla ciała i duszy laby początek.


Błogie lenistwo jak szlafrok otula ciało.

Brak porannych, pilnych planów myślenie spowalnia,

I nawet, gdyby nagle pracy się zachciało,

Dzień odpoczynku z obowiązków wszystkich zwalnia.


Zatem chwytaj w obie dłonie czas wolny, miły,

Otul miłością bliskich, rozwiąż ich kłopoty

Lecz pamiętaj o ruchu — spraw by nogi chodziły.

Ćwicz sprawność, bo po wolnym wrócisz do roboty.


Odpoczynek bierny zamień na czynną rekreację,

A nie pożałujesz, sam sobie przyznasz rację.

ROK KALENDARZOWY W SONECIE

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 25.04
drukowana A5
za 38.34