E-book
6.83
drukowana A5
25.68
KADET

Bezpłatny fragment - KADET

ODDZIAŁ OMEGA


Objętość:
125 str.
ISBN:
978-83-8126-314-6
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 25.68

Rozdział pierwszy

— Słyszeliście o najnowszym pomyśle tutejszej akademii policyjnej? — zapytał Casey, wchodząc do pokoju socjalnego.

Mimo, że było już po dziewiątej, były w nim tylko trzy osoby.

— Co tym razem wymyślili? — zapytała siedząca przy stoliku kobieta.

Obdarzyła kolegę surowym spojrzeniem. Jako jedyna kobieta w wydziale zabójstw, długo musiała walczyć o pozycję. W wydziale prewencyjnym, do którego trafiła zaraz po ukończeniu akademii policyjnej, długie lata musiała borykać się z, często niestosownymi i niesmacznymi, żartami mundurowych. Obiecała sobie wtedy, że nigdy nie pozwoli na to, by ktokolwiek odebrał jej marzenia o zdobyciu odznaki detektywa. Dopięła swego. Od czterech lat piastowała urząd detektywa w wydziale zabójstw. Początkowo nowi koledzy nie byli jej zbyt przychylni, ale dość szybko udowodniła im na co ją stać.

Oprócz Alexis O’Donell w tej jednostce pracowała jeszcze trójka detektywów. Najstarszy z nich to Casey Thather. Policjanci ochrzcili go pseudonimem Lis, bo wiedzieli, że kiedy on zabiera się za przesłuchiwanie świadków, ci zawsze powiedzą mu to co chce się od nich dowiedzieć. Pracuje w policji od zaledwie dziesięciu lat. Wcześniej był żołnierzem. Wszystkim ten fakt jest bardzo dobrze znany, chociaż nikt nie wie, dlaczego porzucił armię. Dawniej chodziły pogłoski o tym, jakoby miał zostać z niej wyrzucony. Podobno kilkukrotnie nie wykonał poleceń przełożonego. Plotka ta szybko rozeszła się po komisariacie. Zważywszy na dość ciężki charakter Casey’a, wielu w nią uwierzyło. Ale nie śledczy wydziału zabójstw. Tylko im jest znany prawdziwy powód rezygnacji Thathera ze służby wojskowej. Trzymają się jednak, danego koledze, słowu, że zatrzymają tę wiedzę dla siebie. Jest ona przeznaczona tylko dla wybranych.

Nieco młodszy od Casey’a Thathera jest Otto Langer. Uchodzi za speca i maniaka komputerowego. Każdy na posterunku dobrze wie, że nie istnieje dla niego kod nie do złamania, czy zabezpieczenie nie do obejścia. Z tego powodu został ochrzczony mianem Dextera. Kiedy pierwszy raz przybył na posterunek w Denver miał spory problem z nawiązywaniem kontaktów. Nie jest powiem Amerykaninem z pochodzenia. Sprowadził się do stanów wraz z matką z Niemiec. Po komisariacie krążyła pogłoska zgodnie z którą, jego ojciec miał być niemieckim oficerem, który odsiadywał wyrok za zbrodnie wojenne w więzieniu w Monachium. Tam miał zostać zamordowany. On sam nigdy tych plotek ani nie potwierdził ani nie zdementował. Na temat ojca zawsze milczy. Kiedy ktokolwiek w rozmowie poruszy ten temat Otto albo usilnie próbuje go zmienić, albo milczy dopóki nie zostanie zmieniony.

Najmłodszym detektywem w wydziale zabójstw jest Daniel Wills. Kiedy wśród mundurowych rozeszła się wieść, że ma on zostać mianowany detektywem wydziału zabójstw spekulowano, ile czasu w nim wytrzyma. Wynikało to z faktu, że oddział, do którego miał dołączyć cieszy się specyficzną renomą. Nie ma dla nich sprawy nie do rozwiązania, ale słyną ze swoich niekonwencjonalnych metod działania. Detektyw, który ukończył akademię policyjną z wyróżnieniem, a takim właśnie jest Daniel Wills, niezbyt perfekcyjnie wpisywał się w ten kanon. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.


Reszta obecnych w pokoju socjalnym również spojrzała na Casey’a z zaciekawieniem.

— Mianowicie, dostaniemy do wydziału nową koleżankę.

— Jest! — krzyknęła wyraźnie uradowana Alexis.

Jej uciesze towarzyszyło postękiwanie kolegów.

— A co wspólnego ma z tym akademia policyjna? — zapytał dociekliwie Otto.

To właśnie była cecha, którą wszyscy funkcjonariusze cenili w nim najbardziej. Zwraca uwagę na każde wypowiedziane słowo.

— I tu jest właśnie haczyk. — powiedział Casey, siadając na najbliższym wolnym krześle. — Nasza nowa koleżanka to świeżo upieczona absolwentka akademii policyjnej.

Wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.

— Chwila. Chyba nie nadążam. — Alexis podniosła się z krzesła. — Chcesz mi powiedzieć, że dostaniemy do wydziału żółtodzioba?

— Nie dostaniemy tylko już dostaliśmy. — odpowiedział, siląc się na uprzejmy uśmiech.

— To są jakieś jaja. — skomentowała krótko i opadła na krzesło.

— To już jest pewne? — zapytał Daniel.

W jego głosie słychać było niedowierzanie.

— Tak. Właśnie wracam od Harry’ego. Jeśli was to pocieszy, zapewnił mnie, że każdy z wydziałów dostanie absolwenta. Niektóre nawet po kilku. Zarzeka się, że ta jest najlepsza.

— A ja zarzekam się, że kiedyś go zamorduje. — powiedziała zrezygnowanym tonem detektyw.

Na twarzach wszystkich widać było powątpiewanie.

— Powiedz, że żartujesz. — Po chwili milczenia powiedziała Alexis.

Na jej twarzy pojawił się niepewny uśmiech.

— Lubię żartować z ludzi, ale nie w taki sposób. — odpowiedział Casey wstając.

Skierował się do drzwi. Gdy trzymał już rękę na klamce z zamiarem zniknięcia po ich drugiej stronie ponownie odezwała się kobieta.

— A gdzie właściwie jest ta nowa dziewczyna? — zapytała zerkając na zegarek.

— Zaczyna od jutra. Harry tylko w geście życzliwości nas o tym poinformował. Nie miał obowiązku tego robić. Podobno większość wydziałów jeszcze o niczym nie wie. Założę się, że Kevin nikogo nie poinformował w narkotykowym.

— To by było bardzo w jego stylu. — powiedział z uśmiechem na twarzy Otto zerkając na Daniela.

— Jak ja się cieszę, że przenieśli mnie tutaj. Miałem już powyżej uszu tego dupka. — odezwał się Wills, po czym zabrał się za przygotowywanie kawy.

Kevin Martinez jest szefem wydziału narkotykowego. Piastuje to stanowisko już siódmy rok. Jako jednemu z nielicznych udawało się utrzymać na nim tak długo. Nic nie wskazuje na to by miało się to zmienić w ciągu najbliższych kilku lat. Nie cieszy się zbyt dobrą opinią wśród funkcjonariuszy. Według nich jest bezwzględnym i bezdusznym biurokratą. Nikt nie chce z nim pracować. Wielu, jego awans, uważa za skutek podlizywania się szefostwu. Za dawnych lat był partnerem Daniela Wills’a, gdy ten jeszcze należał do wydziału narkotykowego. To właśnie Daniel był jego głównym rywalem w walce o posadę szefa wydziału. Miał na koncie większe osiągnięcia i cieszył się lepszą opinią od Martineza. Komendant jednak zdecydował inaczej. Wills nie raz wspominał, że najwspanialszym dniem jego życia był ten, w którym dowiedział się o przeniesieniu do wydziału zabójstw.


Alexis siedziała przy swoim biurku kończąc pisać raport z ostatniego dochodzenia. Nigdy nie lubiła tej części pracy detektywa. Tona papierów do wypełnienia. Masa, jej zdaniem, straconego czasu. Wszelka praca biurowa zawsze ją przerażała.

Postawiła kropkę na końcu ostatniego zdania i złożyła podpis u dołu strony. Odchyliła się lekko do tyłu, wpatrując się w wypisane przez siebie słowa.

— Co się tak wpatrujesz? Raport to nie dzieło sztuki nowoczesnej. — zadrwił Otto.

Postawił jeden, z trzymanych przez siebie, kubków kawy na jej biurku.

— Zastanawiał się, dlaczego to zawsze ja muszę wypełniać te cholerne raporty. Jest nas czwórka, ale to zawsze ja muszę to robić. — powiedziała, mierząc kolegę morderczym spojrzeniem.

— Bo jesteś kobietą.

Uśmiechnął się i usiadł przy swoim biurku naprzeciwko.

— A co to ma do rzeczy? — oburzyła się.

— No wiesz… — zaczął.

— Gdybyśmy my mieli je pisać, trzeba by było zatrudnić speca od hieroglifów. — Z pomocą przyszedł mu Daniel, który właśnie wszedł do biura.

— Moglibyście pisać je na komputerze. Chyba, że przekracza to wasze zdolności intelektualne. — zadrwiła, sięgając po kawę.

— W zasadzie nie. — odpowiedział Otto.

Zerknął z nadzieją na Daniela licząc, że ten zajdzie jakikolwiek argument w ich damsko-męskiej potyczce o raporty.

— Moglibyśmy je pisać na komputerze, to fakt, ale trzeba by było je wydrukować. Niestety komendant wprowadził drastyczne cięcia budżetowe. Tusz i te sprawy. Rozumiesz?

Alexis posłała mu mordercze spojrzenie.

— Myślałeś kiedyś nad karierą adwokata? — zapytała wstając z fotela.

Ściągnęła z oparcia szarą marynarkę, założyła ją i skierowała się do drzwi.

— Nie. A dlaczego pytasz?

— Bo mówią, że to zawód diabła. Czyli coś dla ciebie.

— Też cię lubię.

— Spróbowałbyś powiedzieć inaczej. Lecę do domu. Do jutra. — rzuciła wychodząc z biura.

Była już prawie przy windzie kiedy usłyszała za plecami głos swojego zwierzchnika. — O’Donell wychodzisz już? — zapytał.

W jego głosie nie słychać było pretensji czy dezaprobaty. Kobieta odwróciła się w jego stronę. Stał przed nią trzydziestoparoletni brunet, o pięknym ale przenikliwym spojrzeniu.

Harry McDower jest szefem wydziału zabójstw. W przeciwieństwie do Kevina Martineza, on cieszy się sympatią swoich współpracowników. Ma na koncie sporo zasług i sukcesów. Jedyną osobą, która może na tym polu z nim konkurować jest tylko Alexis O’Donell. Ale ona przecież jest kobietą.

— W zasadzie tak. Raport jest gotowy na moim biurku. Nowej sprawy nie mamy, więc w zasadzie na dziś skończyłam.

— Prosiłbym cię jeszcze na chwilę. Chciałbym pogadać z całym oddziałem. — uśmiechnął się delikatnie, jakby właśnie zaprosił ją na randkę.

— Tak, jasne. — odpowiedziała i razem z nim wróciła do biura oddziału Omega.

Panowie toczyli zażartą dyskusję na temat najnowszego modelu Jaguara.

— I po co wam to? I tak was na niego nie stać. — zaśmiał się Harry, zwracając tym samym na siebie ich uwagę.

Detektywi odwrócili się w jego stronę.

— Pomarzyć można. — odpowiedział żartobliwie Otto.

Posiadał zaskakującą zdolność szybkiego i skutecznego rozładowywania stresujących i nieprzyjemnych sytuacji. Niewątpliwie zaliczyć do nich można wizytę przełożonego. Mimo, że Harry należy do grona raczej bezkonfliktowych ludzi, to jednak w dalszym ciągu jest szefem.

— Zajmę wam dosłownie minutkę. — zaczął obiecująco McDower. — Za chwilę będziecie mogli iść spokojnie do domu. — Spojrzał z uśmiechem na Alexis.

Odpowiedziała tym samym. Usiadła na krawędzi biurka. Złożyła ręce na piersiach, czekając na to, co ma do powiedzenia ich przełożony.

— Jak zapewne wiecie, bo mniemam, że Casey, jako dobry kolega, podzielił się z wami tą informacją, od dnia jutrzejszego dołączy do waszego zespołu młoda absolwentka akademii policyjnej.

— Casey nie jest naszym kolegą.

Otto miał poważny problem z zachowaniem powagi i w każdym możliwym momencie rzucał żartami.

— Usunę cię ze swojego testamentu. — odpowiedział Casey i cisnął w niego ołówkiem.

Detektywi znowu się zaśmiali.

— A więc. — Harry za wszelką cenę starał się przywrócić tej rozmowie poważny ton, ale za dobrze znał ludzi tworzących oddział Omega, by łudzić się, że mu się to uda.

Są to nie tylko zgrani zawodowo profesjonaliści swojego fachu. Są przede wszystkim przyjaciółmi, potrafiącymi się razem świetnie bawić, a w razie konieczności, stanąć wzajemnie w swojej obronie.

— Wasza nowa koleżanka, kadet Andrea Green, dołączy do was w ramach nowego programu podyplomowych szkoleń akademii policyjnej. Sam program ma na celu zaznajomienie kadetów z rzeczywistością, z jaką mają do czynienia funkcjonariusze policji. Aby sami, na własnej skórze przekonali się, jak to wygląda naprawdę, a nie na filmach pokazowych. Ma również za zadanie określić predyspozycje konkretnych funkcjonariuszy do pracy w konkretnych wydziałach.

— Czyli to oznacza, że jeśli się sprawdzi… — zaczęła niepewnie Alexis.

— Istnieje możliwość, że zostanie z wami na stałe. Ale tego dowiemy się po stażu.

— Jak długo ma trwać ten staż? — zapytał Casey.

— Około dwóch tygodni. — odpowiedział Harry. — Jakieś pytania? — zerknął na detektywów.

— Naprawdę musi do nas dołączyć?

W głosie Otto słychać było nadzieję.

— Tak.

— Ale co mamy jej pokazać? — zapytała rzeczowo Alexis.

— Codzienność waszej pracy. Miejsce zbrodni, badanie dowodów, przesłuchiwania świadków. — wyliczał na palcach.

— Autopsja na pewno zrobi na niej wrażenie. — zaśmiał się Otto.

— O tak. Na pewno ją zaciekawi. Oby tylko nie skończyła tak jak ty podczas swojej pierwszej wizyty w prosektorium. — rzucił Danie i odwracając się do Casey’a przybił mu piątkę.

— Czyli jak? — Alexis nie miała pojęcia o co chodzi.

— Zemdlał. — zaśmiał się Harry.

Policzki Otto pokryły się rumieńcem.

— Co takiego? — zapytała z niedowierzaniem.

Zawsze uważała go za twardego, nie odczuwającego strachu mężczyznę.

— Pracowaliśmy już wtedy razem. — zaczął wspominać Casey. — Zeszliśmy do prosektorium by uczestniczyć w sekcji zwłok. To był pierwszy raz Otta. Założyliśmy rękawiczki, ochraniacze. Stanęliśmy przy stole autopsyjnym. Nie minęło pięć minut jak usłyszeliśmy huk. Odwracam się i co widzę? Otto leży jak długi na podłodze.

Wszyscy zaczęli się śmiać.

— Szkoda, że nie wspomniałeś, że ofiarą był mężczyzna, który spłoną żywcem. — bronił się detektyw.

— Autopsje możecie sobie darować. — zakomunikował Harry, gdy udało mu się w końcu opanować.

— Hej, szefie. Nie niszcz nam zabawy. — zaprotestowała Alexis.

— Nie spieszyłaś się przypadkiem do domu? — zapytał mężczyzna kierując się już w stronę swojego gabinetu.


Weszła do mieszkania. Plecak i marynarkę położyła na kanapie. Odpięła z paska kaburę z pistoletem i odznakę. Schowała je do szuflady biurka, które do złudzenia przypominało to, przy którym urzędowała na komisariacie. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej puszkę coli. Usiadła przed telewizorem. Tego wieczora mogła oddać się w ręce błogiego lenistwa. Wszystkie sprawy w wydziale, prowadzone przez oddział Omega, zostały oficjalnie zamknięte. Nie było żadnych dowodów czekających dopiero na zbadanie. Żadnych świadków do przesłuchania. Ani żadnych cholernych raportów do wypisania. Bezmyślnie przerzucała programy poszukując czegoś interesującego. Wygrał teleturniej. Siedziała wpatrzona w szklany ekran, i choć zawsze odgadywanie odpowiedzi wraz z uczestnikami stanowiło dla niej niezłą zabawę, tego wieczora nie zwracała na nie kompletnie uwagi.

Rozmyślała nad tym, co czeka ich następnego dnia. Powróciły wspomnienia z jej początków w oddziale Omega. Stres i obawa, jak zostanie przyjęta przez nowych kolegów. Niepewność, czy podoła nowym obowiązkom. Z początku było jej bardzo ciężko, ale koledzy okazali jej mnóstwo wsparcia. Z dnia na dzień było coraz lepiej. To właśnie za jej przyczyną jednostka zyskała nazwę Omega. W oryginalnej wersji miał to być żart śledczych z innych wydziałów. Symbol końca jednostki po dołączeniu do niego kobiety. Dowcip ten najbardziej wkurzał Casey’a. Alexis odnosiła czasem wrażenie, że bardziej dotknęło to jego niż ją. W końcu, wraz z Otto, wymyślili inne tłumaczenie. O wiele sensowniejsze. Nazwa Omega miała oznaczać, że każda podjęta przez ten oddział sprawa doczeka się finału. Taka opcja zdecydowanie bardziej przypadła Alexis do gustu. Mimo, że jednostki na ich posterunku nie zwykły nadawać sobie nazw, to miano oddziału Omega przyjęło się wśród funkcjonariuszy na stałe. Niezależnie od tego, którą wersję tłumaczenia przyjmowano, każdy mundurowy doskonale wiedział, o jaką jednostkę chodzi. Bardzo szybko zyskali miano tej najlepszej, a marzeniem każdego detektywa śledczego było móc do niej należeć.

Wypiła colę do końca. Wzięła prysznic i położyła się do łóżka. Długo jeszcze nie mogła zasnąć, rozmyślając nad tym, jak długą drogę musiała przejść, by jej koledzy po fachu przestali sobie stroić z niej żarty. Zastanawiała się, co czuliby jej rodzice widząc, że ich córka nosi odznakę i broń. Czy byliby z niej dumni? Czy drżeliby za każdym razem gdy odbierała telefon z informacją o, czekającym na rozwiązanie, morderstwie? Tego niestety nigdy się nie dowiedziała i nigdy nie będzie miała okazji się dowiedzieć. Jej rodzice zginęli w pożarze rodzinnego domu gdy miała dziesięć lat. Zginął w nim również jej brat, Patrick. Ją uratowało to, że tamtą feralną noc spędzić miała u przyjaciółki. Od tamtej pory była sama. Nigdy nie udało się namierzyć żadnej jej rodziny. Po długich poszukiwaniach okazało się bowiem, że matka była jedynaczką, a starszy brat ojca zmarł kilka lat wcześniej na raka.

Z rozmyślań wyrwał ją powrót Adama. Spojrzała na zegarek stojący na szafce nocnej. Godzina dwudziesta trzecia trzydzieści. Powoli wygramoliła się z łóżka i weszła do salonu. Wiedziała już, w jakim stanie zastanie swojego narzeczonego. Nie myliła się. Już z daleka czuć było od niego alkohol.

— Co tym razem świętowaliście? — zapytała z pogardą.

Usiadła na kanapie i szczelniej okryła się szlafrokiem. Adam nie spieszył się zbytnio z odpowiedzią. Położył swoją torbę roboczą koło szafki na buty i skierował się do kuchni po butelkę piwa.

Alexis coraz częściej zadawała sobie pytanie, dlaczego w ogóle jeszcze jest z Adamem. Czasy swojej świetności ten związek miał już dawno za sobą. Za każdym razem gdy dopadały ją takie myśli dochodziła do wniosku, że przyczyną jest jej obawa przed samotnością. Przez większość życia była sama. Więc kiedy na horyzoncie pojawił się mężczyzna poczuła, że jej życie w końcu nabiera kolorów. Do tamtej pamiętnej chwili, gdy po raz pierwszy spotkała Adama, całym sensem jej życia była praca. Dobrze wiedziała, że z racji na wykonywany zawód, większość facetów będzie omijała ja szerokim łukiem. Nie myliła się. Ale Adam był inny. Od samego początku akceptował to, że jego dziewczyna nosi odznakę i mundur. Wszystko diametralnie się zmieniło kiedy awansowała na detektywa i została włączona do jednostki Omega. Wtedy zaczęły się kłótnie, najczęściej z głupich powodów. Coraz późniejsze powroty mężczyzny do domu. Coraz częściej czuła od niego alkohol. Najgorsze dla niej było uczucie bezsilności. Czuła, że go traci ale nic nie mogła na to poradzić. Nie potrafiłaby pogodzić się z faktem porzucenia pracy w policji. Nie wyobrażała sobie, co innego mogłaby w życiu robić.

— Odpowiesz na moje pytanie? — zapytała gdy mężczyzna opadł ciężko na kanapę.

— O co pytałaś?

Spojrzał na nią chociaż miał spory problem ze skupieniem wzroku na jednym punkcie.

— Pytałam co tym razem świętowaliście? Czuć od ciebie alkohol na kilometr.

— Oddaliśmy dzisiaj kolejny dom w willowej dzielnicy. Oblewaliśmy koniec budowy. Przecież wiesz, że taki mamy zwyczaj. — odpowiedział i zdrowo pociągnął z butelki.

No tak. Kolejna budowa. Szkoda tylko, że budowa naszego związku powoli lega w gruzach. Pomyślała.

— Odstaw już te butelkę. Mało już dzisiaj wypiłeś?

— A jak jej nie odstawię to co? Aresztujesz mnie? Pani detektyw?

Ostatnie słowa wypowiedział z taką pogardą jakiej Alexis jeszcze nigdy u niego nie słyszała. Mimo, że w pracy uchodziła za zimną, bezwzględną i nieustępliwą, w tym momencie nie była w stanie powstrzymać łez.

— Dlaczego to robisz? — zapytała, a łzy pociekły maleńkimi strumyczkami po jej policzkach.

— Dlaczego co? Ciągle się mnie o coś czepiasz. Ciągle coś jest źle. Zawsze to ty masz być najważniejsza. Nieustraszona pani detektyw.

— Dobrze wiedziałeś jaką mam pracę. Wiedziałeś jaka jest dla mnie ważna. Wiedziałeś z kim się wiążesz. Kiedyś ci to nie przeszkadzało. Co się zmieniło? To, że awansowałam? To, że dobrze wykonuję swoją pracę? Może w końcu otwarcie powiesz o co chodzi? Co ci nie pasuje?

— Co mi nie pasuje? Twoja praca. To, że kiedy wrócę zmęczony do domu, nie słucham o niczym innym tylko o kolejnym śledztwie. Ciągle tylko ta pieprzona Omega. Odnoszę wrażenie, że już kompletnie się dla ciebie nie liczę.

Po tych słowach, nie czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia ze strony Alexis, wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Tej nocy już nie wrócił, a kobieta nie zasnęła. Dawno już nie płakała tak jak wtedy.


— Cześć Alexis. — powitał ją, jak zwykle uśmiechnięty Otto.

— Czy ten uśmiech znika kiedyś z twojej twarzy? — zapytała, biorąc kubek by nalać sobie ciepłej kawy z termosu.

— Czasem potrafię być poważny.

— Chyba jak zemdlejesz na widok trupa. — odpowiedziała siadając do biurka.

W tym momencie żałowała, że skończyła pisać raport poprzedniego dnia. Miałaby przynajmniej zajęcie, które zmusiłoby ją do myślenia o czymś innym niż kłótnia z Adamem.

— Czołem załoga. — zawołał Casey wchodząc do biura.

Spojrzał na Alexis i od razu poznał, że coś jest nie tak. Podszedł do niej, położył jej dłoń na ramieniu i zapytał.

— Wszystko gra?

— Tak. — skłamała, nie podnosząc nawet wzroku znad gotowego raportu. — Dlaczego pytasz?

— Bo widzę, że coś jest na rzeczy. — odpowiedział spokojnym, wręcz ojcowskim tonem.

— Jak ty to robisz? — spojrzała na niego. — Dopiero wszedłeś. Jeszcze nie zdążyliśmy zamienić ani słowa, a ty już wiesz.

— Tym razem to nie było trudne. — Uśmiechnął się. — Trzymasz raport do góry nogami.

Alexis uśmiechnęła się zawstydzona ale nie odezwała się już ani słowem. Nie miała zamiaru opowiadać kolegom z pracy o swoich problemach w relacjach z narzeczonym. Nigdy nie popierała przenoszenia problemów rodzinnych do miejsca pracy.

— Gdzie Daniel? — zapytał Otto.

Chyba bardziej kierowała nim chęć przerwania panującej ciszy, niż troska o kolegę z jednostki.

— Jak wchodziłam to widziałam go w kawiarence. — powiedziała Alexis odchylając się na krześle. — Wyglądał jakby na kogoś czekał.

— Pewnie na Elize.

— Jaką Elize? — zapytała detektyw, patrząc na Casey’a ze zmarszczonymi brwiami.

Nie przypominała sobie, żeby Daniel wspominał kiedykolwiek o jakiejś, bliskiej jego sercu, kobiecie.

— To jego siostra. Ale on nie lubi o niej rozmawiać. Wręcz unika tego tematu. Nie wiem o co chodzi. I was też proszę, nie mówcie mu, że wam o tym powiedziałem. Będzie chciał to sam powie.

W tym momencie do biura wszedł brakujący członek jednostki. Alexis od razu poznała, że nie tylko ona ma dzisiaj podły nastrój. Mężczyzna usiadł ciężko przy biurku. Wpatrywał się przez chwilę w okno, po czym odwrócił się w ich stronę.

— Co jest? Umarł tu ktoś? — zapytał siląc się na uśmiech. Efekt był jednak dość mizerny.

— Zdaje się, że dobry humor twój i Alexis. — odpowiedział Casey, zerkając na kolegę.

— Ja tam nie narzekam. — odpowiedział dziarskim tonem Otto.

— Ty prędzej sam umrzesz niż opuści cię dobry humor. — skwitowała krótko kobieta.

Wszyscy się zaśmiali. Chwilo powróciła dobra atmosfera.

— Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale niech ten cholerny telefon w końcu zadzwoni. — milczenie przerwał Daniel.

— Chyba jesteśmy zbyt dobrzy. Dawno już nie zabrnęliśmy do momentu kiedy wszystkie sprawy były zamknięte. Sami siebie wysyłamy na bezrobocie. — zauważył Casey.

— Czyżbyś uważał, że za bardzo się staramy? — zapytała ironicznie Alexis.

— Mordercy w Denver chyba doszli w końcu do wniosku, że z nami nie ma żartów i zmienili pole łowieckie poza naszą jurysdykcję. — zaśmiał się Otto.

Z braku lepszego zajęcia postanowili posegregować wszystkie, luźno leżące dokumenty. Nie dane im jednak było dokończyć zadania. Po niecałej godzinie do biura wszedł Harry McDower. Towarzyszyła mu młoda brunetka. Uśmiechnęła się do nich nieśmiało.

— Witam załoga. — powiedział przełożony. — Przedstawiam wam waszą nową koleżankę. Andrea Green spędzi z wami dwa tygodnie. Zapoznajcie ją, jak najlepiej tylko potraficie, z pracą śledczych wydziału zabójstw.

— Ale jak? — zapytał Daniel.

— Rozmawialiśmy wczoraj na ten temat. — powiedział cicho Harry, mierząc go lodowatym spojrzeniem.

— Szefie, chodzi o to, że nie mamy żadnej otwartej sprawy. — Alexis pospieszyła Danielowi na ratunek.

— Nic? — zapytał zdziwiony. — Kompletnie nic?

— Nie. Chyba, że na potrzeby szkoleniowe sam szef kogoś sprzątnie. — podsunął Otto.

— Najlepiej Kevina Martineza. — dorzucił z uśmiechem Daniel.

— Jego akurat by chyba nikt nie żałował. — zauważył Casey.

— Za dobrzy jesteście. Mówiłem wam już to? — zapytał z uśmiechem Harry. — To detektywi wydziału zabójstw. — powiedział zwracając się do dziewczyny. — Słynna jednostka Omega. Obserwuj ich pracę i ucz się.

Po tych słowach wyszedł z biura i skierował się w stronę swojego gabinetu.

— No to witamy w jednostce. — pierwsza odezwała się Alexis.

Spojrzała na kolegów szukając w nich poparcia.

— To detektyw Casey Thather. Pracuje w wydziale najdłużej z nas wszystkich. To Otto Langer, nasz spec komputerowy i Daniel Wills. Jeszce do zeszłego roku pracował w wydziale narkotykowym.

— Dlaczego Omega? — zapytała nieśmiało dziewczyna.

Rozdział drugi

Było już grubo po jedenastej. Większość gości opuściła już pub O’Hara świadoma konieczności pobudki następnego dnia rano. Przy stoliku zostały tylko Alexis i Andrea. Młoda dziewczyna samotnie mieszkała w Denver, od kiedy sprowadziła się tutaj w nadziei zdobycia odznaki policyjnej.

— Dlaczego zostałaś gliną? — zapytała Alexis, kończąc już trzecią butelkę piwa.

— Rodzinny zawód. Tata jest policjantem, dziadek też nim był. Brat się wyłamał i został prawnikiem.

— To też stróż prawa, jakby nie patrzeć. — zaśmiała się detektyw.

— No nie do końca. Brat jest adwokatem. I to cholernie dobrym adwokatem.

— Boże, naprawdę? Uwielbiam kiedy w pokoju przesłuchań pada hasło „żądam adwokata”.

— Tak. Tata próbował namówić go na szkołę oficerską ale nic to nie dało. Upór to my mamy chyba we krwi.

— To pożądana cecha u dobrego policjanta.

— Tak, wiem. Ty też pochodzisz z rodziny policjantów?

— Nie. Moi rodzice zginęli gdy miałam dziesięć lat więc, w sumie niewiele o nich wiem.

— Wybacz. — powiedziała cicho.

— Nic nie szkodzi. Nie przepraszaj. — odpowiedziała, delikatnie się uśmiechając.

Przez chwilę panowała cisza. Słychać było tylko dźwięk odkładanych przez barmana kufli na półkę za barem.

— Twój tata pracuje na naszym posterunku? — zapytała Alexis, bo za nic nie potrafiła skojarzyć nazwiska Green z jakimkolwiek znanym jej funkcjonariuszem.

— Nie. — zaśmiała się dziewczyna. — Ja w ogóle nie pochodzę z Denver. Tutaj przyjechałam do akademii. Moja rodzina mieszka w Portland.

— W Portland? — zapytała zszokowana detektyw. — Przecież to kawał drogi stąd.

— Zgadza się. — potwierdziła z uśmiechem dziewczyna.

— Nie chciałaś uczyć się gdzieś bliżej.

— Mój ojciec jest znanym i szanowanym oficerem policji. Nie chciałam by ktokolwiek mnie posądzał o czerpanie korzyści z faktu bycia jego córką.

— No tak. To zrozumiałe.

Ich rozmowę przerwał dźwięk telefonu Alexis. Odpięła go od paska i spojrzała na ekran. Jeden rzut oka wystarczył by wiedziała o co chodzi.

— Mamy sprawę. — powiedziała do Andrei, po czym nacisnęła przycisk odbierania połączeń i przyłożyła telefon do ucha.

— O’Donell. — rzuciła i dopiła piwo do końca.

Dwie minuty później schowała telefon do kieszeni.

— Chodź. Robota wzywa.

— Mogę jechać na miejsce zbrodni? — zapytała dziewczyna nie dowierzając.

— A jak inaczej chcesz się czegoś nauczyć? — z uśmiechem odpowiedziała detektyw i obie wyszły z pubu w ciemną noc, kierując się w stronę srebrnego passata Alexis.


Dwadzieścia minut później dotarły do skrzyżowania ulicy siódmej i Franklina. Już z daleka widać było niebieskie światła radiowozów policyjnych. Podjechały najbliżej jak tylko było to możliwe. Tłum zgromadzonych gapiów nie ułatwiał sprawy. Wysiadły z samochodu i przeszły pod żółtą taśmą policyjną, kierując się w stronę domu. Na werandzie czekał już na nich Otto Langer.

— Ty już tutaj? — dziwiła się Alexis.

Otto zazwyczaj docierał na miejsce zbrodni jako ostatni. Czasem nie pojawiał się tam wcale.

— Mieszkam po drugiej stronie parku. — odpowiedział.

— To co mamy tym razem? — zapytała detektyw, zacierając ręce gotowa do działania.

Założyła lateksowe rękawiczki i ochraniacze na buty.

— Małżeństwo. Kobieta to Joanne Faren, lat trzydzieści dziewięć. Mężczyzna Thomas Faren, czterdzieści dwa lata. Brak śladów włamania. — odczytał Otto, przerzucając kartki w swoim notesie.

— Coś więcej o ofiarach? — zapytała Alexis, kiedy cała trójka weszła do kuchni.

— Oboje lekarze. Ona ginekolog, on internista. Według sąsiadki, która nas zawiadomiła, miłe, spokojne małżeństwo. Chociaż dzisiaj podobno doszło między nimi do kłótni.

— Która to sąsiadka?

— Z domu obok. Daniel i Casey już z nią rozmawiają.

— Czyli tym razem to my przyjechałyśmy ostatnie? — zapytała z niedowierzaniem detektyw.

Andrea uśmiechnęła się delikatnie, a Otto wzruszył ramionami.

— Bywa i tak.

Alexis spojrzała na ciała. Zwłoki kobiety leżały w głębi kuchni. Rana na piersi ewidentnie świadczyła o tym, że została zastrzelona. Błękitna koszula, którą miała na sobie, nasiąknięta była krwią.

— Kobieta zmarła na wskutek wykrwawienia po postrzale. — powiedział wysoki blondyn ściągając rękawiczki. Był to Edmund Holt, lekarz sądowy.

— A on?

Detektyw wskazała na mężczyznę leżącego przy drzwiach w kałuży krwi.

— Samobójstwo. Rana na głowie jednoznacznie świadczy o strzale z bliskiej odległości. — odpowiedział patolog.

Kucnął przy zwłokach i wskazał prawą skroń denata.

— Brzegi rany nie są poszarpane i widać na nich resztki prochu.

— Czyli co? Zabił ją i strzelił sobie w łeb? — zapytała zerkając na Otto.

— Sąsiadka twierdzi, że słyszała ostrą kłótnię. Później dwa wystrzały. Między jednym, a drugim miała być chwila przerwy. — odpowiedział, zaglądając do swojego nieodłącznego notesu.

— Mówiłeś, że uchodzili za szczęśliwą parę. O co mogli się pokłócić? — zapytała Alexis.

— Może o rozwód? — wtrąciła się Andrea.

— Co? — Otto odwrócił się w jej stronę.

— Na stoliku, w salonie, leżą niepodpisane przez niego papiery rozwodowe.

— Może ona chciała rozwodu. On nie chciał podpisać papierów. To by miało sen. — powiedziała po chwili zastanowienia Alexis. — Jakieś ślady?

— Brak śladów włamania. Na tarasie znaleźliśmy odcisk buta. Męska dziesiątka, najprawdopodobniej ofiary. Dwie łuski. Kaliber dwadzieścia dwa. Leżały koło ciała mężczyzny. Zabezpieczyliśmy też broń, z której strzelano. Denat trzymał go w prawej dłoni. Dostaniecie jutro zdjęcia. — wyrecytował technik zabezpieczający dowody.

— Na kogo jest zarejestrowana broń? — zapytał Otto.

— Na waszego denata. Miał pozwolenie. Należał do lokalnego klubu strzeleckiego.

— Czyli klasycznie. — skwitowała Alexis.

— Zdaje się, że tak. — zgodził się Otto.


— O której mniej więcej godzinie słyszała pani wystrzały? — zapytał Casey starszą kobietę trzymającą na kolanach rudego kota.

— O dwudziestej. — odpowiedziała bez chwili wahania.

— Jest pani tego pewna? — dopytywał Daniel.

— Tak. Na pewno była to godzina dwudziesta bo dawałam wtedy Feliksowi kolację. W budziku mam ustawione alarmy żeby mi o tym przypominały. Wiecie panowie jak to jest ze starszymi osobami. Pamięć już nie ta.

— Ale pamięta pani, że to była godzina dwudziesta?

— Tak. Alarmy ustawione są na godzinę ósmą, trzynastą i dwudziestą. Pierwszy huk usłyszałam kiedy alarm przestał piszczeć. Przestraszyłam się, że może budzik eksplodował. Te chińskie rzeczy. Nie wiadomo co się ma człowiek po nich spodziewać. Zajrzałam do pokoju ale nie zobaczyłam nic dziwnego. Wtedy usłyszałam drugi huk. Przestraszyłam się i po was zadzwoniłam.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 25.68