drukowana A5
25.84
Jogawianki

Bezpłatny fragment - Jogawianki

Wiersze dla dzieci dużych i małych


Objętość:
43 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-8155-782-5

Joga-wianki

Na tej łące, co jak morze

Tata z mamą ćwiczą jogę

A ty dziecię zbieraj kwiatki

Chabry, mlecze i bławatki

Piękny wieniec upleć z tego

I roześmiej się z niczego


I podglądaj jak rodzice

Ćwiczą dzielnie

Dzieckiem bycie

Wąż

Panie wężu, drogi panie

Co pan jada na śniadanie

Jak pan spędza całe dnie?

No i przede wszystkim gdzie?

To jest przecież jakiś cud

Tak poruszać się bez nóg!

Co pan myśli, kiedy pływa

Czy pan w karty czasem grywa?

Ile dni pan sypia w roku


Wąż zasyczał:

— Daj mi sssssspokój!

Księżyc

Wielki, srebrny, zimny, blady

Wciąż rozmyśla- Nie dam rady

Świecić tak jak złote słońce

I promienie słać gorące

Żebym choć był wielkim królem

No bo przecież rządzić umiem

Chciałbym piękną mieć koronę

Służbę, powóz i ochronę

Pałac, skarby, złota tonę

Najpiękniejszą z wszystkich żonę

Albo mógłbym wilkiem zostać

Taka to wesoła postać

Zjeść kapturka czerwonego

Schrupać babcię, leśniczego


I tak snuje swe powieści

Któż je wszystkie w głowie zmieści

Miesiąc w miesiąc śni i marzy

O tym co się nie wydarzy

Świeca

Świeca poszła do doktora

I powiada- Jestem chora

Przez ten pożar nie śpię wcale

Zaraz cała w proch się spalę


Doktor chwycił kubek wody

Chlusnął na nią dla ochłody

— Sprawa jest już załatwiona

Świeca zgasła, lecz zmartwiona


— Wolę chyba wcale nie żyć

Niż bez światła życie przeżyć

Zapłonęła więc ponownie

Już nie skarży się pochopnie

Mój dom

W moim domu jest miotła, co smutki zamiata

Jest wielka miękka i ciepła kanapa

I stół dębowy, a na nim dzban

A w nim bogactwo zapachów i barw

I gdy do domu swojego wracam

Cieszą się wszyscy: stołek i szafa

Śmieje się grzebień, choć stary szczerbaty

Cieszy się dywan kupiony na raty

Swe grzbiety prężą książki stęsknione

Pieszczot i spojrzeń nie nasycone

Nawet żyrandol, choć dumny wyniosły

Z radości rozświetlił największe ciemności

Fotel ramiona szeroko rozkłada

I kiedy głęboko w niego zapadam

Gapię się w ogień, deszcz stuka o szyby

Nie pragnę niczego, jestem szczęśliwy

Pisklak

Gdzieś całkiem blisko, a może tu

Żył pisklak brzydki i smutny

I się wszystkiego strasznie bał

I płakał i chodził brudny


A że malutki jeszcze był

I fruwać nie umiał wcale

Grzebiąc się w ziemi pomyślał

Ech, żyć mi się nie chce dalej


I wlazł na skałę klnąc na los

I w czarną rzucił się przepaść

I uratować nie miał kto

I pisklak w otchłani przepadł


I wtedy się wydarzył ten

Największy z cudów świata

I poszybował pisklak hen

Bo się nauczył latać

Chmurki dwie białe

Pisklunia z pisklaczkiem

Się przemienili w chmurki dwie białe

I sobie siedli na niebieskiej trawie

I popłynęli patrząc ciekawie

W dół

Tam gdzie ziemia

A na niej rwetest

Śmiech, płacz i wrzawa

Jajko na twardo

Gorąca kawa

Misje i sprawy

Leczenia kaca

Hulanki zabawy

I ciężka praca


I tak patrzyli

Jak to się wszystko w kółko obraca

W kałuży

Kiedy już mnie życie nuży

Wchodzę sobie do kałuży

Oczy lekko wybałuszam

Kumkam, skrzeczę, piszczę grucham

I szeroko śmieję się

Czy deszcz pada

Czy też nie

Pisarz

Pisarz pisał, pisał, pisał

A długopis cicho zgrzytał

Wreszcie krzyknął: dość już STOP

Chcę napisać swego coś

Dostał kartkę tak jak chciał

Zaczął pisać właśnie tak:


Jestem martwy

Więc normalne że się martwię

Że te słowa co je kreślę, są nie moje

A ja myślę, że przydało by się czasem

Wylać sobie się na papier

Że te życie jest paskudne

I że kocham pióro w pudle

Co to stoi w górnej szafie

Kleksy robi, drapie papier

Mam też kupę innych spraw

Tak bym pragnął pisać sam…..

Odtąd pisał sobie czasem

Gdy pan pisarz pił herbatę

.

Dziewczynka za oknem

Dziewczynka za oknem, smutna i blada

Patrzy na ptaki radosne

Pewnie tak samo chciałaby latać…

Wolna i lekka …jak one

I dnia pewnego o pewnej porze

Ktoś okno zostawił otwarte

I koń skrzydlaty wpadł do pokoju

Tak było, było naprawdę!

Witaj dziewczynko z oczami jak morze

Powiedział machając ogonem

Kiedyś Cię może nauczę latać

Dziś na przejażdżkę zabiorę

Wsiadła na konia, chwyciła za grzywę

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.