Język opowiadacza — Bajka z morałem
Pewnego razu była sobie biblioteka, która mieściła się na dużym i silnym drzewie.
Zamiast liści miała przeróżne, fantastyczne książki. Kraj ten nazywał się: Baśniowym Światem. Z miłymi i bardzo mądrymi władcami: królową — pisarką i pisarzem — królem.
Ludzie, którzy tam żyli nazywali się: Czytelnikami. Mówili ni w baśniowym języku, który zwali: językiem opowiadacza.
Wszyscy mieli karty czytelnika, ze zdjęciem i informacjami, jak wiele książek przeczytali. Jeśli któryś z czytelników przeczytał mniej niż sześć książek w miesiącu, musiał udać się do królowej — pisarki i opowiedzieć jej interesującą historię, którą władczyni spisywała. Te historie płynęły bezpośrednio do drewniaej biblioteki. Literka po literce.
Ciała czytelników, którzy przeczytali najwięcej książek, pokrywały baśniowe tatuaże. Mieli je również na włosach.
W drewnianej bibliotece żyło dużo, dużo przeróżnych książek: małych i dużych, grubych i chudych, czarno — białych i w magicznych kolorach, z ilustracjami i bez, w języku opowiadacza i w innych językach, rymowanych i kryminałów, kucharskich i podróżniczych i wiele, wiele innych.
Pewnego razu do Baśniowego Świata przybył człowiek zza siedmiu gór i zza siedmiu rzek. Mówił on w innym języku niż język opowiadacza i nikt go nie rozumiał.
Nie miał on tatuaży ani karty czytelnika. Było to trochę dziwne dla innych. Człowiek ten potrzebował pomocy, ale nikt go nie rozumiał. Dlatego wybrał się do drewnianej biblioteki w poszukiwaniu słownika. Niestety nie znalazł go tam.
W tej bibliotece było mnóstwo książek, ale żadnego słownika.
Książki krzyczały:
Przeczytaj mnie!
Ja jestem najlepsza!
Mnie wybierz!