E-book
23.63
drukowana A5
63
Jeszcze jeden dzień (zanim zniknę 2)

Bezpłatny fragment - Jeszcze jeden dzień (zanim zniknę 2)


Objętość:
114 str.
ISBN:
978-83-8440-235-1
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 63

Jeszcze jeden dzień

Prolog

To nie historia. Nie ma tu początku, środka ani sensownego zakończenia. Są wiersze. Oddzielne, porozrzucane, czasem sprzeczne. Jak dni, które trzeba było przeżyć, choć nikt nie pytał, czy się chce.

„Jeszcze jeden dzień” nie obiecuje niczego. Ani światła, ani ulgi, ani tego, że jutro będzie lepsze. Obiecuje tylko tyle, ile zawsze dostajemy: kolejne otwarcie oczu i kolejną próbę nie zniknąć. Każdy wiersz to jeden dzień, jedno pęknięcie, jeden moment, w którym coś bolało za bardzo albo dziwnie wcale.

To tom o trwaniu bez patosu. O zmęczeniu, które nie wygląda efektownie. O ciszy, która nie jest spokojem. O ciele i głowie, które nie zawsze grają do tej samej melodii. O myślach zapisywanych po to, żeby nie musieć ich dłużej nosić.

Nie trzeba czytać po kolei. Te wiersze nie chcą dyscypliny. One powstały z chaosu, z przerw, z niedokończonych zdań. Z dni, które były tylko „jeszcze”.

Jeśli coś tu zaboli, to znaczy, że żyje.

Jeśli coś wyda się znajome, to nie jesteś sama.

A jeśli nic nie poczujesz — też w porządku. Czasem przeżycie dnia to już wystarczająco dużo.

— Wrzesień

Wrzesień uczy szeptem,

Że to co najcięższe,

Na twarzy „uśmiechnięte”.

To miesiąc, w którym świat

Zatrzymuje się na chwilę,

By przypomnieć,

Że ktoś obok,

Dzięki Tobie żyję.

I choć milczenie krzyczy,

A ciężar przygniata,

Ktoś widzi w Tobie,

kawałek swego świata.

Więc wyciągnij rękę.

Może ktoś tam tkwi,

Na krawędzi ciszy,

Na granicy swych dni,

Twoje słowo,

Obecność,

Jeden mały gest,

Może ocalić kogoś sens.

Bo jeśli świat ciąży,

Noc przytłacza,

A ból twe serce

Na kawałki rozkłada,

Pamiętaj — Rozmowa naprawdę wystarcza

— Jestem chora

Mamo

Jestem chora

Proszę, pojedziemy do doktora

Mamo

Proszę, tak bardzo chcę być już zdrowa

Gdzie ten lekarz to dobry lek mi poda

Mamo

Bo czuję że już wszystko we mnie kona.

— Biało tu

Białe ściany, białe łoże,

dezynfekcji zapach czuć,

stosy leków i lekarzy,

we mnie jakiś dziwny trud.

Jakby mgła mi zasłaniała

piękno świata, słońca blask,

dziś już nie wiem co tu czuję.

Chyba to nie jestem ja.

Tyle ludzi i problemów

tyle ran i tyle blizn

każdy przyszedł tu z chorobą

którą uzdrowić może tylko cud.

Dziś próbuje stać na nogach,

wziąć się w garść,

poskładać ból.

Lecz jak ułożyć układankę

skoro brak mi ciągle tchu.

Boli dusza, boli ciało,

chociaż jest mnie już tak mało,

ciężkość w sercu, w głowie strach,

jak wyzdrowieć, gdy tlenu brak?

— W białej ciszy

Siedzę tu, mamo, w białej ciszy.

Gdzie zegar tyka jakoś ciężko,

tchu mi brak,

a każdy krok to próba by trwać.

Ściany są białe, trochę puste,

nawet powietrze tutaj drży,

jakby ktoś schował w nim historię

której boimy się nawet my.

Leki smakują jak próba naprawy,

choć nadal boli próbuje być,

choć nadal nie wiem jak dobrze żyć.

Lecz w tym miejscu pełnym nocy,

czasem zapala się jakiś blask,

bo wiem, że czekasz, mimo zmęczeń,

wciąż trzymasz mój świat.

Jestem tu, mamo, nadal walczę.

Choć dzień potrafi zabrać wiele sił.

I wrócę, kiedy będę mogła,

gdy będzie spokojniej niż dziś.

— Dom na barkach

Miałaś dom na własnych barkach,

Choć nikt nie liczył twoich strat.

Prawie sama, dzień po dniu,

Niosłaś nas i cały świat.

Gdy ja znikałam w murach sal,

Gdzie szpitalny gasł mi wzrok,

Ty siedziałaś obok ciszy,

Łzy chowałaś w noc i mrok.

Kiedy ja znów trafiałam

Tam, gdzie pachnie leków mgła,

Siedziałaś przy moim łóżku,

Bałaś bardziej się niż ja.

Byłaś tarczą, byłaś światłem,

Kiedy gasło we mnie tchu,

Nawet jeśli nikt nie widział,

Jak cię ranił każdy ruch.

Dziś już widzę to wyraźnie:

Twoje walki, ciszę, trud.

Gdyby nie ty, mamo, chyba

Nie było by mnie tu.

— Twój rozdział

Twój rozdział w mojej książce

już się skończył,

ale z jakiegoś powodu, nie potrafię przekręcić kartki.

Ten rozdział jest już zamknięty.

Atrament wyschły sam.

Kartka przede mną drży,

chodź to tylko papier.

Serce robi hałas,

jakby miało się złamać na pół.

Jeśli pójdę dalej, to znikniesz.

A ja nie jestem gotowa, by stracić Twój ślad.

Wiem, że nie ma już sensu wracać do treści,

że każde kolejne czytanie niczego

nie wskrzesi, że to co było między wersami

 i snami, nie pozostanie nagle innymi słowami.

Więc trzymam tę stronę, choć boli jak grzech,

bo czasem łatwiej jest zostać na końcu niż zrobić

następny wdech.

— Praca w grupie

Lubię pracę w grupie.

Wtedy mam kontakt z ludźmi i czuję,

że coś znaczy, wiem wtedy,

żeby wykonania wyznaczonego mi zadania,

grupa nie będzie cała.

Czuję się wtedy ważna.

Odrobinę ważne.

Mam wtedy jakieś znaczenie, a nie papier zwykle.

Żyję, bo żyje. Jestem, bo jestem.

W pracy zespołowe czuję,

że mam znaczenie w końcu w wykonaniu

zadania chodzi o to,

aby było całe a nie tylko jego części.

Dlatego lubię pracę w grupach.

Wtedy czuję, że mam sens.

— Z poszarpaną sukienką

Z poszarpaną sukienką przez życie kroczyłam

Z krwawymi rękoma innych leczyłam

Z rozczochranymi włosami z bólem walczyłam

Z szkłem w ciele z ogniem się biłam

Z bagażem na plecach z cierpieniem grałam

Ze złamaną nogą maraton wygrałam

Z e łzami w oczach w kącie leżałam

Z  bandażem na nogach innych pocieszałam

Z ranami na rękach w szpitalu spałam

„Jesteś silna”

Dziękuję, myślałam, że rady nie dałam

— Przywiązanie

Nie chcę się przywiązywać

I ty nie przywiązuj się do mnie

Wiem że umiem zranić

Choć robię to nieświadomie

Nie wiem jaki czas mi dany

Mogę zasnąć

Światła więcej nie zapalić

Przywiązanie to tęsknota

A tęsknota to ból

Więc się do mnie nie przywiązuj

Bo choć bardzo chciałam żyć

Nie zawsze dane było mi żyć

— Paluszek

Uściśnij mój mały paluszek dwa razy powiedz,

że kochasz i nie zostawisz.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 63