Jeszcze jeden dzień
Prolog
To nie historia. Nie ma tu początku, środka ani sensownego zakończenia. Są wiersze. Oddzielne, porozrzucane, czasem sprzeczne. Jak dni, które trzeba było przeżyć, choć nikt nie pytał, czy się chce.
„Jeszcze jeden dzień” nie obiecuje niczego. Ani światła, ani ulgi, ani tego, że jutro będzie lepsze. Obiecuje tylko tyle, ile zawsze dostajemy: kolejne otwarcie oczu i kolejną próbę nie zniknąć. Każdy wiersz to jeden dzień, jedno pęknięcie, jeden moment, w którym coś bolało za bardzo albo dziwnie wcale.
To tom o trwaniu bez patosu. O zmęczeniu, które nie wygląda efektownie. O ciszy, która nie jest spokojem. O ciele i głowie, które nie zawsze grają do tej samej melodii. O myślach zapisywanych po to, żeby nie musieć ich dłużej nosić.
Nie trzeba czytać po kolei. Te wiersze nie chcą dyscypliny. One powstały z chaosu, z przerw, z niedokończonych zdań. Z dni, które były tylko „jeszcze”.
Jeśli coś tu zaboli, to znaczy, że żyje.
Jeśli coś wyda się znajome, to nie jesteś sama.
A jeśli nic nie poczujesz — też w porządku. Czasem przeżycie dnia to już wystarczająco dużo.
— Wrzesień
Wrzesień uczy szeptem,
Że to co najcięższe,
Na twarzy „uśmiechnięte”.
To miesiąc, w którym świat
Zatrzymuje się na chwilę,
By przypomnieć,
Że ktoś obok,
Dzięki Tobie żyję.
I choć milczenie krzyczy,
A ciężar przygniata,
Ktoś widzi w Tobie,
kawałek swego świata.
Więc wyciągnij rękę.
Może ktoś tam tkwi,
Na krawędzi ciszy,
Na granicy swych dni,
Twoje słowo,
Obecność,
Jeden mały gest,
Może ocalić kogoś sens.
Bo jeśli świat ciąży,
Noc przytłacza,
A ból twe serce
Na kawałki rozkłada,
Pamiętaj — Rozmowa naprawdę wystarcza
— Jestem chora
Mamo
Jestem chora
Proszę, pojedziemy do doktora
Mamo
Proszę, tak bardzo chcę być już zdrowa
Gdzie ten lekarz to dobry lek mi poda
Mamo
Bo czuję że już wszystko we mnie kona.
— Biało tu
Białe ściany, białe łoże,
dezynfekcji zapach czuć,
stosy leków i lekarzy,
we mnie jakiś dziwny trud.
Jakby mgła mi zasłaniała
piękno świata, słońca blask,
dziś już nie wiem co tu czuję.
Chyba to nie jestem ja.
Tyle ludzi i problemów
tyle ran i tyle blizn
każdy przyszedł tu z chorobą
którą uzdrowić może tylko cud.
Dziś próbuje stać na nogach,
wziąć się w garść,
poskładać ból.
Lecz jak ułożyć układankę
skoro brak mi ciągle tchu.
Boli dusza, boli ciało,
chociaż jest mnie już tak mało,
ciężkość w sercu, w głowie strach,
jak wyzdrowieć, gdy tlenu brak?
— W białej ciszy
Siedzę tu, mamo, w białej ciszy.
Gdzie zegar tyka jakoś ciężko,
tchu mi brak,
a każdy krok to próba by trwać.
Ściany są białe, trochę puste,
nawet powietrze tutaj drży,
jakby ktoś schował w nim historię
której boimy się nawet my.
Leki smakują jak próba naprawy,
choć nadal boli próbuje być,
choć nadal nie wiem jak dobrze żyć.
Lecz w tym miejscu pełnym nocy,
czasem zapala się jakiś blask,
bo wiem, że czekasz, mimo zmęczeń,
wciąż trzymasz mój świat.
Jestem tu, mamo, nadal walczę.
Choć dzień potrafi zabrać wiele sił.
I wrócę, kiedy będę mogła,
gdy będzie spokojniej niż dziś.
— Dom na barkach
Miałaś dom na własnych barkach,
Choć nikt nie liczył twoich strat.
Prawie sama, dzień po dniu,
Niosłaś nas i cały świat.
Gdy ja znikałam w murach sal,
Gdzie szpitalny gasł mi wzrok,
Ty siedziałaś obok ciszy,
Łzy chowałaś w noc i mrok.
Kiedy ja znów trafiałam
Tam, gdzie pachnie leków mgła,
Siedziałaś przy moim łóżku,
Bałaś bardziej się niż ja.
Byłaś tarczą, byłaś światłem,
Kiedy gasło we mnie tchu,
Nawet jeśli nikt nie widział,
Jak cię ranił każdy ruch.
Dziś już widzę to wyraźnie:
Twoje walki, ciszę, trud.
Gdyby nie ty, mamo, chyba
Nie było by mnie tu.
— Twój rozdział
Twój rozdział w mojej książce
już się skończył,
ale z jakiegoś powodu, nie potrafię przekręcić kartki.
Ten rozdział jest już zamknięty.
Atrament wyschły sam.
Kartka przede mną drży,
chodź to tylko papier.
Serce robi hałas,
jakby miało się złamać na pół.
Jeśli pójdę dalej, to znikniesz.
A ja nie jestem gotowa, by stracić Twój ślad.
Wiem, że nie ma już sensu wracać do treści,
że każde kolejne czytanie niczego
nie wskrzesi, że to co było między wersami
i snami, nie pozostanie nagle innymi słowami.
Więc trzymam tę stronę, choć boli jak grzech,
bo czasem łatwiej jest zostać na końcu niż zrobić
następny wdech.
— Praca w grupie
Lubię pracę w grupie.
Wtedy mam kontakt z ludźmi i czuję,
że coś znaczy, wiem wtedy,
żeby wykonania wyznaczonego mi zadania,
grupa nie będzie cała.
Czuję się wtedy ważna.
Odrobinę ważne.
Mam wtedy jakieś znaczenie, a nie papier zwykle.
Żyję, bo żyje. Jestem, bo jestem.
W pracy zespołowe czuję,
że mam znaczenie w końcu w wykonaniu
zadania chodzi o to,
aby było całe a nie tylko jego części.
Dlatego lubię pracę w grupach.
Wtedy czuję, że mam sens.
— Z poszarpaną sukienką
Z poszarpaną sukienką przez życie kroczyłam
Z krwawymi rękoma innych leczyłam
Z rozczochranymi włosami z bólem walczyłam
Z szkłem w ciele z ogniem się biłam
Z bagażem na plecach z cierpieniem grałam
Ze złamaną nogą maraton wygrałam
Z e łzami w oczach w kącie leżałam
Z bandażem na nogach innych pocieszałam
Z ranami na rękach w szpitalu spałam
„Jesteś silna”
Dziękuję, myślałam, że rady nie dałam
— Przywiązanie
Nie chcę się przywiązywać
I ty nie przywiązuj się do mnie
Wiem że umiem zranić
Choć robię to nieświadomie
Nie wiem jaki czas mi dany
Mogę zasnąć
Światła więcej nie zapalić
Przywiązanie to tęsknota
A tęsknota to ból
Więc się do mnie nie przywiązuj
Bo choć bardzo chciałam żyć
Nie zawsze dane było mi żyć
— Paluszek
Uściśnij mój mały paluszek dwa razy powiedz,
że kochasz i nie zostawisz.