E-book
27.3
drukowana A5
13.46
drukowana A5
Kolorowa
33.32
Jestem Alicją

Bezpłatny fragment - Jestem Alicją


5
Objętość:
51 str.
ISBN:
978-83-8273-113-2
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 13.46
drukowana A5
Kolorowa
za 33.32

Dedykuję Kochanej Mamie.


Nie będę Alicją

Zakładam pończochy,

swoją ulubioną sukienkę

ozdabiam wonią kwiatów.

Nie przyjdzie.

Układam karty w stos,

a słowa stają się melodią,

pieśnią o końcu świata.

(Niedługo wrócisz do domu,

zaraz nadejdzie wiosna).

Kolejna zima minęła,

więc przechodzę

na drugą stronę lustra.

KróIowa Kier mruga powiekami,

ma asa w rękawie

i patrzy na mnie

spod długich, gęstych rzęs.

Zna moje myśli.

Nigdy nie będę Alicją.



Niekochani

Anonimowi odkrywcy przyszłości

co dzień zakładają maski.

Spędzają popołudnia

w zaciszu ostatnich ławek,

podczas gdy z drzew spadają

pierwsze jesienne liście.

Wieczorami,

w zaciszu tych samych ławek,

łkają cicho, pragnąc świata,

w którym nie trzeba nosić masek.


W ich oczach odbijają się

kolorowe ekrany

utrwalone na płótnie słońca —

jak obrazy malowane słowami

martwej natury.

Tylko czasem, gdy cichy głos

kołysze do snu

ich zamknięte serca,

trwają w prozie świata,

jesieni życia —

umierają z miłości.


Ostatni płatek róży

Dziś księżyc jest nagi.

Kształty zarysowane na szybie

tańczą z cieniem kobiety.

Złote kontury

ukryte w garści srebrników

chowają się przed pełnią.


Pod osłoną nocy

wszyscy zanurzają palce

w ukrytej sieci,

usilnie patrząc w światło,

a łzy parzą dłonie.


Nawet wtedy,

gdy upada ostatni płatek róży,

wcielenie złego wilka

ostrzy sobie zęby

na dzieci utkane z mgły.

Wokół pełno ludzi.

Ani jednego człowieka.


Malarz — czas

Czas — samotny wędrowiec —

bez trudu maluje wszystko,

co widzi swym starczym okiem.

Widział, jak drżały jej dłonie,

usta układały się do pocałunku,

kiedy szeptała jego imię.


Nocą namalował jej portret,

śladami poprzedników zostawił

ledwie widoczną bruzdę

na opuszkach jej palców.


Jak czas maluje ją dziś

rozebraną ze złudzeń?

Dzisiaj drży jak na uwięzi

z podciętymi skrzydłami,

głosem skowronka,

sercem, którego nie potrafi

unieść.

O trzeciej nad ranem

wciąż pali się światło.

(Nie chcąc przyznać,

że boi się ciemności —

czeka).


Oddech przeszłości

Znów ubrałam się niestosownie

do pogody:

we włosy wpleciona kokarda,

na wietrze powiewa tiul sukienki.

Krocząc ulicami starego miasta,

nie lękam się chłodu —

znów oddasz mi marynarkę.

Obok kroczy czas, życie i człowiek.

W tle gra świateł i woda,

a wspomnienia są jak one —

wieczne.

Słychać dziecięcy śmiech,

niosący się echem

nad wieczorami życia.

Dzisiaj przemierzam ulice

bez marynarki.

Na ulicach starego miasta

spotykam czas —

dziś jest sam.


Kobieta w oknie

Smutna kobieta w oknie

obserwuje kawałki szkła.

Rozbite na części

szepty łączą się w krzyk.

W końcu milkną, patrząc

w owdowiałą twarz nieba.

W wieży wolniej mija czas,

a ślady na widnokręgu widać

gołym okiem.

Ludzie przestają pamiętać.


Siedzimy nad brzegiem rzeki,

ktoś ociera łzy z policzków.

Łzy są nieśmiertelne jak ta rzeka —

myślimy.

A pośrodku świata ona —

wciąż uwieziona w wieży.

Płacze,

wypatrując z oddali

wolności na krańcu tęczy.


Póki płomień się tli

Biały się zrodził świat,

a jego kolory to my,

kilka wspomnień wciąż trwa,

jak i kwiatów minionych sny.


Mimo głuchego milczenia

chór aniołów śpiewa w snach,

by chronić od zapomnienia

tych, którzy pukają do bram.


Anioły z naszych serc

zostawiły trwały ślad,

a on zawsze będzie biec —

nieskończony, biały świat.


Gasną nikłe światła w oknach,

człowiek z daleka szepcze: „Wróć,

póki tli się płomień w sercach,

dopóty nie ugasił go chłód”.


Drzwi zegara

Pukam do zamkniętych drzwi.

Kiedyś brzmiał tu tykot zegara,

jednak kazano mu milczeć.

Milczy więc do tej pory.


ldziemy korytarzem życia.

Znajdujemy ukojenie w muzyce

grającej w płatkach konwalii

i kryształach pierwszego śniegu.

O miłości, obiecujemy sobie,

opowiemy kiedyś,

jeśli nie zabraknie nam czasu.


Pukam do zamkniętych drzwi.

Dziś milczę razem z nim,

usypiam w jego płatkach.

Głęboko senny, strapiony

w końcu odzywa się —

w gościnie zmarszczek.


Jestem tobą.


Otwieram, zdaje się —

nie wystarczyło nam czasu.


Roża bez kolców

Szukam róży bez kolców,

zamkniętej niegdyś

w ciepłych gestach

i w dotyku, który pieścił skórę.


Jak co dzień mijam tę samą wystawę.

Widzę odcisk dłoni

po drugiej stronie lustra.

Panna na wystawie wciąż się smuci.

Pragnie tego jednego uścisku dłoni,

którego nikt jej jeszcze nie ofiarował.


Nadszedł zimny wiatr północy,

(Długo i szczęśliwie,

tak kończą się wszystkie bajki),

widzę w tłumie twarz kobiety.

Odbija się w niej cały smutek tłumu.

Za najpiękniejszą sukienką

nie ukryje blizn.

(Nie nasza).


Ona wciąż szuka róży bez kolców,

świata bez blizn.

Jeśli je odnajdzie —

wróci.


(Nie)pamięć

Zanurzając się w rzece zapomnienia,

w lustrze wody nie rozpoznam siebie,

a znajome twarze rozpłyną się

jak deszcz po spopielałej jesieni.


Nie wskażę drogi tym, którzy zbłądzili,

nie rozpoznam Słońca ani gwiazd.

Nie wspomnę o dawnych kochankach,

którzy w świetle dnia zbierali tulipany,

a w świetle nocy wyli do Księżyca.


Czasem tylko wspomni ich cyklamen —

jedyny świadek ich pożegnania.


Zanurzyłam się w rzece zapomnienia,

ziemia na dnie miała kolor złota.

Ucałowałam tę rzekę i tę ziemię.

Oddając mi pocałunek,

wydrążyły ostatnią kroplę pamięci.


Paradoks szczęścia

Między nami drży cisza,

a serca zatrute są słowami.

Próbując uciec od zgiełku,

zmierzamy do drogowskazu

z ogromnym napisem: „szczęście”,

lecz wciąż oddychamy

tym samym skażonym powietrzem

nieświadomi świata,

w którym może nie być jutra.

Czy znajdziemy szczęście,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 13.46
drukowana A5
Kolorowa
za 33.32