E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
29.99
Jest dobrze

Bezpłatny fragment - Jest dobrze


Objętość:
218 str.
ISBN:
978-83-8221-468-0
E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
za 29.99

Pobierz bezpłatnie

Wstęp

Każdy kolejny tekst pisarza powinien być lepszy. Nie wiem czy zasługuję na to zaszczytne miano, ale mimo to mam nadzieję, że ta zasada sprawdza się również w moim wypadku i moje utwory coraz bardziej zbliżają się do przyzwoitego poziomu.

Po bezpłatnym e–booku „A miało być tak pięknie” zawierającym szesnaście opowiadań przyszedł czas na kolejne. Tym razem znów próbowałem podjąć różnorodną tematykę — mamy rozważania na temat wyboru najlepszego sposobu oceny dzieł kultury, próby wyjaśnienia hasła inteligentna inwersja, wizję rozwoju Polski przez emigrantów, słowo o „poważnej” epidemii i wirusie głupoty, co nieco o dochodzie podstawowym, obowiązkowych zmianach płci, zespole Queen i literaturze sensacyjnej z policjantami w roli głównej.

Czy w dobie „literatury wyczerpania” i hasła „wszystko już było” można wymyślić coś jeszcze?

Teksty w kilku miejscach nie mają formy typowych opowiadań — zdarzają się ledwo zarysowane miejsca, które każdy może uzupełnić własną interpretacją.

Może warto czytać je od ostatniego do pierwszego?

Dziękuję bardzo ludziom z fantastyka.pl, a w szczególności Asylum. Portal ostatnio poniósł ogromną stratę w postaci odejścia regulatorów. Dziękuję jej bardzo, jak również tym, którzy wykazali cierpliwość i tym, którzy chcieli dobrze, ale może czasem troszkę się pogubili.

A dedykacja… idzie do Berci Bercikowskiej.

Srebra rodowe (są smaczne i zdrowe)

Niedaleka przyszłość

— Panie przewodniczący, posłowie niezależni wnoszą o dodanie zdjęć utytułowanej artystki Teresy Orlikowski. Mamy ze sobą ekspertyzę niezawisłego sądu, którą chcielibyśmy przedstawić członkom wysokiej komisji. — Poseł na sejm Andrzej Lipper odsunął od siebie mikrofon, wstał popychając ze skrzypieniem tanie metalowe krzesełko, z dumą poprawił biało–czerwony krawat i z podniesioną głową zaniósł kilka wydrukowanych stron do stołu, przy którym zasiadali najważniejsi eksperci od spraw kultury.

— Panie pośle, to może od razu dodamy siostrę Ewę i inne tak zwane gwiazdy? Po co się ograniczać? To skandal, że ktoś rozważa treści pornograficzne. To kpina z sejmu, senatu i całego państwa polskiego. — Jeden z jego przeciwników nie czekał na pozwolenie, tylko wzburzony powiedział, co myśli, i zakrył mikrofon ręką, rozmawiając gwałtownie z kolegą po prawej stronie.

Lipper również nie wytrzymał, i zaczął gestykulować i krzyczeć przez salę do dawnego przyjaciela z ławy szkolnej:

— Wolność słowa. Mówi ci to coś?

— Panie pośle, prosimy przestrzegać regulaminu. — Zabrał głos przewodniczący, patrząc na wzburzonego mężczyznę, który w zacietrzewieniu kontynuował swoją tyradę:

— Twój ojciec…

— Panie pośle!

— …wszystko…

— Przywołuję pana do porządku!

— …cenzurował…

— Panie pośle, proszę się zachowywać.

— …ale z nami nie pójdzie tak łatwo. — Lipper pokazał oskarżycielsko palcem.

— Nakładam karę porządkową. Czy ktoś jeszcze chce zabrać głos? — Przewodniczący rozejrzał się po zgromadzonych w sali Konstytucji 3 Maja i dodał: — Panie pośle, naprawdę? Trochę powagi, bo będę musiał pana wyprosić.

— Za co? Że podnoszę rękę? — Znany z szybkich zmian nastroju Lipper już trochę ochłonął.

— Tak, widzę pana rękę. Ktoś jeszcze? Nikt? No dobrze. — Przewodniczący ciężko westchnął: — Pan Lipper proszę. W jakim trybie?

— W trybie sprostowania, rzecz jasna — odpowiedział mężczyzna, tym razem przez mikrofon. — Wysoka komisjo, zdjęcia zostały pozytywnie ocenione przez trzy miliony osobników płci męskiej, którzy pomimo wysiłków rządu są pełnoprawnymi obywatelami tego kraju. Dziękuję.

— Panie pośle, bez osobistych wycieczek proszę. — Jego przeciwnik również użył mikrofonu. — Hańba, że wymieniana jest płeć. I jak niby wyliczono liczbę trzech milionów? Jeśli zebrano ich PESEL, to mamy nadużycie związane z ustawą o seksualności, którą państwo tak usilnie promowali. Obawiam się, że zmuszeni jesteśmy złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

W sali nastał harmider. Część posłów z lewej strony ostentacyjnie zaczęła wstawać i zbierać się do wyjścia.

— Cisza, powtarzam cisza. — Przewodniczący próbował zapanować nad zgromadzonymi, ale w końcu zrezygnował i dla formalności dodał: — Obrady komisji zostaną wznowione jutro o dziewiątej. Dziękuję państwu.

Dziennikarze z tyłu zaczęli się pakować. Wiedzieli z doświadczenia, że nic ciekawego raczej się nie wydarzy, a na zewnątrz można próbować złapać którego z posłów i przekonać go, żeby wygłosił choć krótkie oświadczenie.

Co najmniej pół roku. — Graszka oceniła, wkładając do torebki notatnik, w którym narysowane zostały długopisem dziesiątki serduszek. Cyrk jak zawsze. Czas coś zeżreć.

Poszła oczywiście do restauracji „Sejmowa”, gdzie stanęła w długiej kolejce. Przymknęła na chwilę oczy, chwilowo odcinając się od zgiełku i szumu wokół. Odruchowo pobrała plastikową tacę i metalowe sztućce, następnie trzymając ją zaczęła przesuwać się w stronę sklepowych chłodni z szybami, za którymi wstawiono metalowe pojemniki gastronomiczne z jedzeniem.

Zakupy, serial, kosmetyczka. — Robiła w głowie listę rzeczy na ten tydzień, gdy jej spokój przerwał jeden z posłów, stojący daleko na początku kolejki prawie przy kasie:

— Z czego robione były te gołąbki? Kompletny skandal. Jakaś wątroba dla kotów! To jest ohydne — awanturował się mężczyzna, którego próbowali powstrzymać koledzy wokół:

— Adam, daj spokój.

— No chodź. Podrzucimy cię do domu.

— Wyśpisz się, wypoczniesz. Świat będzie lepszy.

— No co daj spokój? Powąchaj to. No powąchaj. — Poseł zaczął wachlować ręką nad tacą z jedzeniem w stronę jednego z nich. — To tak śmierdzi, że ja nawet nie mogę przy tym stać.

Któryś z jego bardziej krzepkich kolegów złapał go za ramię, a on instynktownie szarpnął się tak mocno, że nieszczęśliwie wpadł na kobietę z tyłu.

— O pardon szanowna pani! — Odskoczył jak oparzony, podniósł przepraszająco ręce i zaczął krzyczeć, wymachując nimi absolutnie bez żadnej logiki i sensu: — Widzicie, co narobiliście? No widzicie? Dajcie mi spokój do cholery!

Kółko wokół mężczyzny się powiększało, a on najwyraźniej nakręcał, bo zrzucił swoją tacę na ziemię i skierował oskarżycielsko palec w stronę kobiety wydającej jedzenie:

— A ty co się tam cieszysz? Nie panimajesz? Ale gówno dajesz!

Ona wzruszyła ramionami, ale nic nie powiedziała.

W tym momencie w sali restauracji pojawiła się straż marszałkowska w postaci dwóch młodych byczków w mundurach:

— Panie pośle, pójdzie pan z nami.

— Ale…

— Panie pośle, prosimy. Proszę zachować powagę urzędu.

— Dobrze już dobrze, idę. — Adam niespodziewanie skapitulował, znów podniósł przepraszająco ręce, i wszyscy skierowali się w stronę wyjścia.

Ludzie wokół Graszki zaczęli komentować całą sprawę:

— Żona się puszcza.

— Są w separacji, a ona chce trzy bańki…

— Był w więzieniu podobno…

— Ja słyszałem, że miał wypadek i od tamtego czasu ma coś z głową…

— Pracował na komisji w nocy i chyba nie wytrzymał…

— ...biedny facet, nie ma już szans na kolejną kadencję.

Dziewczyna niejedno już tu widziała i na powrót zajęła się swoimi sprawami, w międzyczasie kładąc tacę na grubych metalowych rurkach z przodu lady. Przesuwała się i nie myślała o niczym innym aż do momentu, gdy kobieta z obsługi spojrzała na nią badawczym wzrokiem cwanej mamuśki i zapytała tonem „tych klientów nie obsługujemy”:

— Co podać?

— Dzień dobry, poproszę schabowego, o tego pierwszego z lewej. — Graszka pokazała czerwonym paznokciem, którego złamała dwa dni wcześniej. — Do tego ziemniaczki i surówkę z kapusty.

— Co do picia?

— Kawę z mlekiem. Dziękuję.

Jedzenie zostało szybko i sprawnie nałożone na talerz, talerz wraz ze szklanką powędrował na ladę i Graszka przełożyła je na tacę, podczas gdy kobieta przeszła już do obsługiwana następnej osoby.

Jezu święty, dlaczego tu zawsze musi być kolejka? Jak w PRL. Cholerny skansen. — Graszka zirytowała się trochę, podnosząc tacę i ustawiając się do kolejki do kasy. Mogliby w końcu połączyć wydawanie z opłatami.

— Dzień dobry, sześć pięćdziesiąt jeden poproszę. — Ekspedientka za kasą wbiła zamówienie, odczytała kwotę z wyświetlacza, zainkasowała pieniądze i położyła na tacy paragon i resztę.

Graszka wzięła posiłek, odwróciła się i zaczęła wzrokiem szukać wolnego stolika. Było ich kilka. Udała się do najbliższego, gdzie wytarła o serwetkę lekko brudne poszczerbione sztućce.

Chwilę później zajadała danie firmowe i przysłuchiwała się urywkom rozmów pań i panów posłów, którzy nie kryli się z niczym i mówili o zmianach prawa jak o przejściu przez ulicę:

— Jak damy kontrakt Hydrobudowie, to dadzą zniżkę na kolejne kilometry. — Korpulentny mężczyzna wkładał do spasionej gęby kawał ociekającego tłuszczem mięcha.

— Dobra, dobra. Czy kanał augustowski ma być przekopany już w tym roku? — Dwa stoliki dalej ktoś, kogo Graszka nie znała, omawiał gospodarkę wodną, podczas gdy siedząca z grubasem starsza matrona pytała go bez ogródek:

— Będzie jak z bramkami na autostradach?

— A weź, ciągle się o to czepiają. — Mężczyzna nadział na widelec ziemniaka, którym przejechał po sosie ogórkowym na talerzu. — Trzeba im podrzucić coś nowego.

— Taka praca.

Żrą i się śmieją, świnie jedne. Jedna wielka fabryka. I jak ma być dobrze w tym popierdolonym kraju?

Graszka popatrzyła dłuższą chwilę na całe to kolesiostwo, przekupstwo i warcholstwo, ale nie usłyszała nic, czego mogłaby się uczepić, więc wyszła, przeszła na parking i w popołudniowym korku pojechała do domu, gdzie czekało na nią zwietrzałe wino i kot z burą pręgą na grzbiecie.


***


O kurwa, moja głowa. Która godzina? Jezu, zabiją mnie, jak nie zdążę.

Niewątpliwie było rano i najwyraźniej musiała zasnąć, oglądając jeden z dreszczowców. W pokoju śmierdziało rozlanym winem i było ciemno, bo rolety zostały przysłonięte. Satynowa pościel na łóżku leżała w nieładzie, a ona sama we wczorajszej bieliźnie prezentowała się niewiele lepiej. Ledwo żyła i nie chciało się jej zwlec z łóżka, ale w końcu przemogła się, wypiła ogromną kawę z kapsułki, wzięła szybki prysznic, zrobiła pospieszny makijaż i udała do sejmu tanią służbową Skodą.

— Co tu tak mało ludzi? — wychrypiała do kolegi z TVP, który rozkładał sprzęt.

— Gazet nie czytasz? W buszu mieszkasz? — zakpił sobie, a potem spojrzał badawczo. — Kiepsko wyglądasz. Może małpkę?

Spojrzała na niego wzrokiem pełnym dezaprobaty.

— To może Red Bulla?

Przyjęła z wielką wdzięcznością puszkę energetyku i zaczęła go łapczywie łeptać, podczas gdy on referował:

— Ty naprawdę nic nie wiesz? Ale jaja, trąbią o tym od rana. — Spoważniał. — Premier ma ogłosić zmianę ministra obrony i jakaś tam trzeciorzędna komisja nie jest ważna. Podobno ma być cyrk, bo to jakiś gówniarz będzie. Ja też bym pojechał, gdyby nie decyzja góry, że mam tu być.

— Panie i panowie, zaczniemy od wniosków formalnych. — Przewodniczący rozpoczął obrady komisji z przodu sali. — Potem przejdziemy do punktu pierwszego, jakim jest zgłaszanie proponowanych materiałów.

— Panie przewodniczący, zgłaszam wniosek o zmianę przewodniczącego. — Do ataku przystąpił mężczyzna, który dzień wcześniej mówił o zdjęciach Teresy Orlikowski.

— Jakie jest uzasadnienie wniosku panie pośle?

— Ograniczenie wolności słowa poprzez przerwanie obrad. — Odpowiednia kartka została przekazana sprawnie i szybko do stołu przewodniczącego.

— Zasadniczo wszystko w porządku. — Ten odpowiedział po kilku minutach ciszy. — Ma pan do tego pełne prawo. Tak, tylko że to pan opuścił salę. Ale dobrze, nie widzę przeciwwskazań formalnych. — Wytrawny polityczny gracz wiedział, że ma większość w komisji i blokowanie opozycji nie ma sensu. — Czy są jeszcze jakieś inne wnioski? Nie widzę. Dobrze. Panie posłanki i panowie posłowie, proszę unieść prawą rękę przy głosowaniu. Kto jest za? Dziękuję. Kto jest przeciw? Dziękuję. Informuję, że wniosek został odrzucony. Czy jeszcze jakieś wnioski? Dziękuję. Proszę pań posłanki i panów posłów o zgłaszanie kandydatów do paragrafu trzy ustęp dwa proponowanej ustawy. Pan poseł Wolnewicz proszę.

— Wysoka komisjo, zgłaszamy filmy Stanisława Barei, takie jak „Miś”, „Zmiennicy” i „Alternatywy 4”.

— Dziękuję. Czy państwo mają jakieś pytania do wniosku? Proszę pani posłanka Bygier.

— Panie przewodniczy, o którą wersję chodzi? Okrojoną przez cenzurę PRL? Zremasterowaną? Bez przekleństw?

— Pan Wolnewicz proszę.

— Najlepiej wszystkie, według naszych szacunków wystarczy pięćdziesiąt gigabajtów. Wyliczenia złożymy ekspertom w formie pisemnej.

— Dziękuję, kto jeszcze?

— Panie przewodniczący, proponujemy trylogię „Sami swoi” i „Czterech pancernych”.

— Wersję czarno–białą czy pokolorowaną?

— Obie, szczególnie że czarno–biała nie zajmuje tyle miejsca.

— Kto jeszcze?

— A my proponujemy zapis z przebiegu komisji sejmowej Rywina.

— Rozumiem.

— Panie pośle, to może od razu wszystkie polskie piosenki z Eurowizji? — odezwał się ktoś z sali.

— Pani poseł, z punktu widzenia historii to by było bardzo dobre — odpowiedział poważnie mężczyzna przez mikrofon.

— To może występ pani Górniak z hymnem? I wszystkie „Mam talent” — dodał ktoś kpiąco.

— Wchodzimy tutaj w kwestie praw autorskich, ale tak, jeżeli będzie możliwe ustalenie szczegółów prawnych, to jak najbardziej.

— A ja proszę państwa proponuję „Wielką grę” i wszystkie odcinki „Sondy” i „Zrób to sam”.

— No to jeszcze może całą Polską Kronikę Filmową?

Kolejne propozycje padały z sali tak szybko, aż podniósł się szum.

— Panie i panowie posłanki, spokój proszę. Spokój. — Przewodniczący zaczął wręcz krzyczeć do mikrofonu. — Ogłaszam przerwę trzydzieści minut.

— Ale cyrk. — Graszka uśmiechnęła się słodko do reportera obok.

— Jak zawsze. Gdzie Polaków sześć, tam nie ma co jeść.

— Chyba żreć.

— Jeden chuj. Człowiek też bydlę.


***


— Proszę zaprotokołować. Do przetargu na razie przystąpiły firmy Siemens, Samsung i Wilk Elektronik. Komisja uda się na naradę. Dziękuję państwu. — Przewodniczący komisji wyłączył mikrofon.

W całej sali dało się słyszeć trzaski obiektywów, gdyż dziennikarze zaczęli robić setki zdjęć, zupełnie jakby urzędnicy państwowi byli celebrytami albo znanymi gwiazdami rocka.

Graszka poczuła nieodpartą potrzebę wypalenia papierosa i nie czekając na nic wyszła przed gmach, gdzie jej koleżanka z tego samego roku studiów właśnie referowała do kamery:

— Znajdujemy się przez budynkiem senatu, gdzie przedstawiono szczegóły kontraktu stulecia na dostarczenie kart szklanej pamięci holograficznej Biblioteki Narodowej, zwanych potocznie kostkami. Nowy nośnik ma mieć gwarantowaną trwałość rzędu setek lat i zawierać zapis najważniejszych dzieł kultury polskiej. Projekt patronowany przez UNESCO i sponsorowany przez rząd i prywatnych darczyńców szokuje wielkością i rozmachem. Wszystko zaczęło się od ustawy, która docelowo ma określać zakres załączonych utworów. Pierwsza debata w sejmie na ten temat ma odbyć się w najbliższy piątek.

Nic tu po mnie. — Graszka pomyślała, patrząc na młodą gwiazdkę, zagryzła zęby, wsiadła do służbowej skody i pojechała do redakcji, gdzie od razu wezwał ją naczelny:

— No i?

— Trzy firmy. W piątek to idzie do sejmu.

— Jak myślisz?

— Bubel.


***


— W dzisiejszym porządku obrad mamy debatę na temat ustawy dotyczącej kostki. Na liście mam zapisanych piętnaście pan i panów posłów. — Rozległo się w sali plenarnej sejmu.

— Panie marszałku, wnoszę o głos. — Jeden z posłów nie wytrzymał, tylko próbował coś powiedzieć poza ustaloną kolejnością.

— W jakim trybie?

— Sprostowania.

— Jakie sprostowanie? Obrady się nie zaczęły. — Podniosły się głosy z sali.

— Panie pośle, proszę się zapisać na listę.

— Ale…

— Panie pośle, proszę. A na mównicę prosimy panią posłankę Płowicz.

— Panie posłanki, panowie posłowie. — Chwilę potem zaczęła przemawiać kobieta z grubymi jak denko okularami. — Dawno temu żyli ludzie, których dzisiaj uważamy za wartych zapamiętania. Zastanówmy się jednak nad postępem. Jan Kochanowski żył pod lipą i pisał fraszki, które dzisiaj trącą myszką i są znacznie gorsze od tego, co tworzy pierwszy lepszy komputer. I stąd moje pytanie. Czy powinniśmy zajmować miejsce dla takiego dzieła?

— Hańba. — Podniosły się pierwsze nieśmiałe głosy, ale ona kontynuowała:

— Zastanówmy się, czy warto uhonorować poetów, którzy byli po prostu pierwsi i czy chcemy brodzić w zmurszałych prochach przeszłości czy wolimy patrzeć w przyszłość.

— Hańba! Hańba! — Odgłosy były bardziej słyszalne, ale ona mówiła coraz głośniej i twardo:

— I właśnie dlatego klub Prawo i Solidarność wnosi o to, żeby na kostce były wyłącznie utwory nie starsze niż sto lat albo żeby do starszych utworów zastosować zasadę niewielkiego rozmiaru. Dziękuję.

Posłowie na sali wstali krzycząc, a ona spokojnie zeszła z mównicy i przeszła do swoich kolegów, którzy zaczęli klepać ją po plecach.

Marszałek sejmu stukał laską, ale to nic nie dało, zaś jedna z posłanek próbowała coś mówić przez mikrofon, ale okazało się, że ten został wyłączony.

— Proszę o spokój, panie i panowie ogłaszam dziesięć minut przerwy.


***


— Panie marszałku, wysoka izbo. Lista pozycja jest długa, chciałbym jednakże pochylić się nad fantastyką, a konkretnie dziełami, które z różnych, często personalnych, przyczyn wyłączano z kanonu. „Delta powraca na Ziemię” Zbysława Góreckiego z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego. „Przez ocean czasu” Bohdana Korewickiego z tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego. „Gar’lngawi — Wyspa Szczęśliwa” Anny Borkowskiej z tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego. Wszystkie one wyprzedziły swoje czasy i nie dostały należytej szansy. Spójrzmy dalej. „Baszta czarownic” Krzysztofa Kochańskiego z dwa tysiące trzeciego. „Opowieści Praskie” Tomasza Bochińskiego z dwa tysiące dwunastego. Twórczość Rafała Orkana. Wnosimy, aby te utwory dostały swoją szansę. Chcemy powołać specjalną komisję, która wyłoni podobne perełki i odkłamie rzeczywistość, podobnie jak zrobiono to z historią po tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym. Wnosimy również, żeby zmniejszyć ilość miejsca na utwory nagrody Zajdla, co do której wielokrotnie były podejrzenia o kolesiostwo i kumoterstwo. Dziękuję.

— Pan poseł Burakiewicz proszę. — Marszałek sejmu wskazał na kolejnego mężczyznę.

— Szanowna izbo, o nagrodzie Zajdla mówią autorzy odrzuceni, których dzieła często nie spełniały minimalnych wymagań. To tytułem komentarza, natomiast jeśli chodzi o wniosek, to wnoszę o nacjonalizację i dodanie do kostki wszystkich dzieł Lema. Odpowiedni projekt został już przekazany. Dziękuję.

— A my wnosimy o dodanie naszych polskich ekranizacji „Wiedźmina”, kolejnych przygód pana Kleksa i pana Samochodzika. Odpowiadając na zarzuty o marną jakość tych produkcji, chcę tylko powiedzieć, że jest to jednak nasze dziedzictwo narodowe. Wnosimy również o dodanie „Wiedźmina” i „1983” z Netflixa. Dziękuję — dodał kolejny mówca.

— Panie i panowie posłowie, wszystkie sugestie zostały zarejestrowane. Czy ktoś ma coś jeszcze do dodania?

— Panie przewodniczący, nasz wniosek dotyczy zarchiwizowania między innymi takich dzieł z lat dziewięćdziesiątych jak programy Mks_Vir i TAG. W stosunku do filmów zajmują niewiele, a jest to ważny element naszej kultury. Niewiele z nich się zachowało i proponujemy pobranie ich kopii z Web Archive i Pirate Bay.

— Hańba! Hańba!

— Panie marszałku, w trybie komentarza. — Podniosła się korpulentna posłanka Krystyna, która gestykulując podeszła do marszałka i zaczęła krzyczeć: — To potwarz dla ciężko pracujących firm i ludzi, i usankcjonowanie piractwa, które nie istnieje od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego.

— Pani posłanko, będzie miała pani swój głos. — Marszałek opozycji nie wdawał się w polemikę, tylko odpowiedział jej przez mikrofon i zwrócił się do posła, który wcześniej przemawiał. — Proszę kontynuować.

— Panie i panowie, chcieliśmy odtworzyć klimat tych lat, gdy ludzie jeździli na ulicę Grzybowską i kopiowali programy, często z różnymi demami i dodatkami w kodzie. Dziękuję.

Cyrk, zaraz zaproponują jeszcze reklamy z telewizji — pomyślała Graszka, pamiętając reklamy Simplusa z piękną dziewczyną z wielkim biustem i niezbyt urodziwą odpowiedniczką o wdzięcznym imieniu Heyah.

Poseł zszedł z mównicy, tymczasem na sali podniósł się tak spektakularny zgiełk, że marszałek znów zwołał konwent seniorów i ogłosił dziesięć minut przerwy.


***


— Wznawiamy obrady, pan poseł Pietrasz.

— Polska Partia Piratów wnosi o dodanie oryginalnej i jedynie prawdziwej wersji reżyserskiej epizodu IX „Gwiezdnych Wojen”.

Cała sala zamarła. Połowa ludzi bez słowa wstała i zaczęła wychodzić.

Tego jeszcze nie grali — pomyślała Graszka. Przebili wszystkich.

— Panie i panowie, znów zwołuję konwent seniorów. — Marszałek nie miał wątpliwości, że należy zastanowić się nad całą sytuacją.


***


— Panie i panowie, wznawiam obrady.

Kolejne osoby wchodziły na mównicę i przedstawiały swoje wnioski i uwagi:

— Ile wersji „Pana Tadeusza” należy tam umieścić i czy powinny to być skany w 4K czy coś innego? Czy mamy dodać komentarze i opracowania ekspertów? Wnosimy o to, żeby dokonać odpowiednich analiz i głosowania.

— Panie marszałku, nasz klub wnosi o dodanie wszystkich podręczników szkolnych z kilkudziesięciu lat. Chcemy, żeby to były publikacje wydawnictw państwowych i firm, które się zgodzą udzielić licencji. Zaczniemy od elementarza Falskiego.

— Panie marszałku, wysoka izbo. Jeżeli dopuszczona będzie pornografia, to my chcemy również dzieła pokazujące uciśnione mniejszości w Polsce. Dziękuję.

— Spójrz na nich. Tłuste koty czują żer. — Kolega Graszki odezwał się do niej teatralnym szeptem.

— Szanowni państwo, zastanawia mnie, że nikt dotąd nie podniósł tematu energii. Chcemy wyprodukować miliony kostek, a następnie ich używać. Jak wygląda kwestia czytników i ich cen? Czy biblioteki dostaną dofinansowanie na komputery i czytniki? W jakim trybie ogłoszony zostanie przetarg? Kto zapłaci za licencję na część dzieł? Czy nie lepiej byłoby sfinansować projekty takie jak Wolne Lektury? Jakie formaty będą użyte do zapisu? Czy dodamy informacje, jak je odczytać? I jakie będą opłaty z tytułu używania tych formatów? Czy dodamy też informacje techniczne o platformach, na których można było używać zapisanych programów? Czy będą tam jakieś emulatory? W jakich wersjach? Dziękuję.

— Szanowny panie marszałku, panie posłanki, posłannice, poślice, szanowni panowie posłowie. Posłowie niezrzeszeni wnoszą do laski marszałkowskiej projekt nowej ustawy, która nakazuje nową twórczość umieszczać w rządowej chmurze.

Sala ucichła, a mężczyzna kontynuował:

— Chcemy doprowadzić do sytuacji, gdzie materiały do archiwizacji do kolejnych kostek będą dostępne z jasno określoną licencją. Chcemy tez doprowadzić do sytuacji, gdzie obywatele dostaną utwory z gwarancją, że są legalne. Dziękuję.

— Słyszałem, że chcą, żeby państwo udostępniło całą twórczość za darmo obywatelom, którzy uczciwie płacą podatki. — Graszka usłyszała, jak jej koledzy wymieniają się informacjami na temat projektu, tymczasem na mównicy poniżej właśnie zgłaszany był kolejny wniosek:

— Niezrzeszeni proponują umieszczenie na kostce kodu programu, który sam generuje dzieła, korzystając przy tym ze wzorców stworzonych na podstawie znanych dzieł. Obserwujemy coraz większe stężenie dwutlenku węgla w atmosferze i przez to spadanie średniego współczynnika inteligencji. Uważamy, że warto zachować pewne algorytmy, dopóki rozumiemy ich działanie.


***


— I co się tam stało? — Redaktor zapytał Graszki, która siedziała i próbowała się skupić.

— Ustawa wróciła do komisji, zebranie jutro — burknęła zła jak osa.

— Doskonale.

— Chodzą też słuchy, że niektóre fundacje naciskają na więcej materiałów z kobietami. Podobno sponsorują je najbogatsze Polki, które chcą uzyskać dla celebrytek nieśmiertelność.

— Ktoś naciska na to, żeby wepchnąć jakieś gnioty?

— Może. I…

— Tak?

— Słyszałam, że ktoś tam rozważa wersje dla dorosłych.

— Że jak? Porno za państwową kasę?

— Nie, nie. — Machnęła ręką. — Chodziło o inne filmy przyrodnicze. Jakieś zabijanie zwierząt i tym podobne rzeczy.


***


— Otwieram panel ekspertów i konsultacje społeczne. Odpowiadać będzie pan profesor Wolniewicz. Może pani w czerwonym? — Przewodniczący rozpoczął jedną z sesji.

— Aneta K, wydawnictwo Wolne Media. Czy w książkach nie powinno usunąć się informacji o znakach towarowych znanych firm? Inaczej to wszystko jest moralnie wątpliwe, a firmy powinny raczej zapłacić za reklamę.

— Nie może być informacji, że ktoś wypił Pepsi? — zapytał ktoś z sali.

— Nie posuwajmy się aż tak daleko, i jeśli Pepsi nie będzie mieć nic przeciwko pisaniu o ich produktach, to wszystko w porządku. Dziękuję.

— Pan w różowej koszuli. — Wskazał prowadzący.

— YouTube zażądał, żeby umieścić tam filmy z największych kanałów. Czy będą to również kanały tak zwanych patostreamerów?

— Tak, o ile eksperci się na to zdecydują. Prezydenci naszych krajów mają o tym rozmawiać we wrześniu.

— Czy będziemy płacić od tego jakieś kwoty?

— Prawdopodobnie tak.

— Czyli mamy umieszczać ich materiały i płacić?

— Taki scenariusz jest rozważany.

— Jakość dźwięku jest żenująca i wystarcza do odtworzenia przez słuchawki, ale na pewno nie przez profesjonalny sprzęt. Czy jest to do przyjęcia?

— YouTube to siła. Ludzie tego chcą, i Amerykanie również bardzo mocno sugerują, żeby go uwzględnić.

— Sugerują, czyli zmuszają?

— Nie odpowiem na to pytanie.

— Pójdźmy dalej. Mam tu takie video, gdzie ktoś zapętlił reklamę przez dziesięć godzin. Ma ona miliony odwiedzin i myślę, że stanowi swego rodzaju artystyczny happening. Czy takie utwory też państwo będą uwzględniać?

— Prawdopodobnie nie.

— To może wideo, gdzie mamy filmy z przejazdów tramwajami przez miasto? Bardzo dobrze pokazują codzienność.

— Nie wiem.

— Reklamy, które zmieniły rynek?

— Naprawdę nie wiem.

— A filmy z treściami zbliżonymi do pornografii albo sceny egzekucji?

— To oburzające, że pan w ogóle o tym mówi.

— Niektóre z nich mają bardzo dużo wyświetleń i nasze źródła informują, że kilka państw już wysłało noty, w których sugerują uwzględnienie ich ideologii.

— Państwo polskie będzie podejmować decyzje samodzielnie.

— Przekleństwa? Przemoc? Na przykład „Psy”?

— Nie wiem.

— To jakie będą kryteria doboru?

— Pracuje nad tym sztab ekspertów.

— Ten sam, który kiedyś przygotował reklamę promującą Warszawę na Euro 2012?

— Nie jestem teraz w stanie odnieść się do tego materiału.

— Przypomnę, był oficjalny, ale zebrał miażdżące recenzję z uwagi na skojarzenia z gwałtem.

— Nie wiem nic na ten temat.

— Może ktoś inny? — Nieśmiało zaproponował prowadzący. — Odpowiedź na pytanie została chyba udzielona. Może pan?

— Dziękuję. Tomasz G., artysta niezależny — odparł wskazany mężczyzna. — Chciałbym się zastanowić nad kwestią udostępniania materiałów wywołujących różne reakcje. Możliwe, że na kostce znajdą się treści pornograficzne albo inne, których odczyt powinien być co najmniej monitorowany albo ograniczony. Czy w ogóle zostanie wprowadzona jakakolwiek kontrola, skoro kostka to wyłącznie nośnik danych?

— Na razie przyjęto zasadę mówiącą, że nie będzie ograniczeń wieku. Rozważaliśmy szyfrowanie i udostępnianie kluczy, ale tu by było ryzyko ich wycieku. Zbieranie statystyk mogłoby być teoretycznie wbudowane w czytniki, ale to dopiero w drugiej fazie projektu.

— Dziękuję, mam jeszcze jedno pytanie. Co z dziełami, które zostały porzucone przez twórców albo wydawców?

— Nie ma czegoś takiego jak abandoware, jeśli o to panu chodzi.

— Ale są znane produkcje, co do których pretensje zgłasza kilka firm. Nie można znaleźć ich autorów albo łańcuch spadkobierców jest tak długi, że nie sposób go prześledzić.

— Tak, to jest pewien problem, który musi być jakoś rozwiązany przez prawo.

— Można pana zacytować?

— Jak najbardziej.


***


— Pan poseł Piernacki? — Kilku mężczyzn otoczyło znanego lobbystę na parkingu, gdy chciał wsiadać do swojego samochodu.

— Tak.

— Jest pan zatrzymany pod zarzutem posiadania pornografii dziecięcej.

— Ale… ale mam immunitet.

— Wszystko odbędzie się zgodnie z procedurą. Tutaj jest uchylenie immunitetu, a tutaj są panowie z ochrony sejmu i policji — Wskazani funkcjonariusze pokazali legitymacje.

— Ale… ale… Żądam obecności innego patrolu policji.

— Proszę przystąpić do przeszukania. — Przywódca grupy zignorował jego słowa.

— Rozstaw nogi! Szeroko! — Mężczyźni zaczęli wyjmować mu wszystko z kieszeni i kłaść na masce auta przed nim, głośno komentując do elektronicznego protokołu: — Klucze, portfel, ulotki.

— To oburzające! — Próbował protestować, ale jak na złość w pobliżu nie było żadnego kolegi z jego partii.

— Proszę sprawdzić pana posła pod kątem urządzeń elektronicznych. — Dowódca nie zważał na nic, a jeden z jego podwładnych po chwili potwierdził, patrząc na ekran miernika i jedną z kartek:

— Tutaj jest nośnik.

— Ale… ale ja tę ulotkę dostałem na ulicy. — Poseł spurpurowiał na twarzy.

— Panie pośle, o wszystkim zdecyduje niezawisły sąd. Jest pan zatrzymany.


***


„YouTube rozważa odcięcie Polski od serwisu”

Graszka gapiła się z głupią miną na ekran telefonu. Dziewczyna stała w windzie, trzymając aparat w jednej ręce i dzielnie dzierżąc kubek kawy w drugim. Powoli zatrzymała stronę i przeszła do artykułu, gdzie mogła przeczytać:

„Jak donoszą nasze źródła, YouTube rozważa tymczasowe usunięcie treści polskich, jeżeli na kostce nie pojawią się treści z serwisu. Negocjacje trwają, a na razie rozważane jest umieszczenie na kostce całych filmików, ale z reklamami. W całej sprawie ważne jest rozwiązanie chociażby problemu niskiej jakości materiałów, która jest ograniczana przez osoby dokonujące remiksów, żeby nie zostać posądzonym o łamanie praw autorskich”

Wróciła do spisu treści, gdzie kolejny artykuł był znacznie bardziej ciekawy.

„Przekręty czy misja”

Co do kurwy nędzy?

Patrzyła z niedowierzaniem na swoje nazwisko przy tekście, który najwyraźniej napisał któryś z praktykantów. Była tak zdziwiona, że nie zauważyła nawet momentu, gdy otworzyły się drzwi windy.

— Dzień dobry, gwiazdo. — Usłyszała.

— Cześć szefie. — Wróciła do świata i uśmiechnęła się machinalnie, patrząc na młodego człowieka, który stał za otwartymi drzwiami i blokował je ręką.

— Idziesz czy stoisz? — zapytał.

— Co tu się, kurwa, dzieje?

Zignorował jej pytanie i podał tablet:

— Zobacz, co pojawiło się w sieci z rana.

Bez wyrazu na twarzy oddała mu kawę i wzięła urządzenie, na ekranie którego widać było, jak jeden z posłów ucieka do swojej limuzyny, a filmująca go ekipa wyraźnie próbuje go złapać:

— Panie pośle, czy to prawda, że prezesem spółki Libra jest pana żona i że spółka wniosła o dodanie jej wersji pana Tadeusza? — Jakaś reporterka próbowała się dopytać, trzymając w ręku mikrofon z napisem „Niezależna TV”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
za 29.99

Pobierz bezpłatnie