E-book
25.2
drukowana A5
65.24
Jego teren

Bezpłatny fragment - Jego teren

Część druga

Objętość:
273 str.
ISBN:
978-83-8455-119-6
E-book
za 25.2
drukowana A5
za 65.24

Playlista

— Alex Warren „Ordinary”

— The Weeknd „The Abyss”

— Jacob Lee „Author”

— Adele „Love in the dark”

— Kirby „Loved by you”

— N’y pense plus „Tayc”

— Beyonce „Haunted”

— Calum Scott „You’re the reason”

— Michael Jackson „Dirty Diana”

— Hugel „I adore you”

— The Weeknd „Coming down”

— Zayn „Entertainer”

— BB Cooper „WYTWM”

— Joria Smith „The one”

— Jacob Lee "I belong to you"

Rozdział 20

Minęło kilka dni, odkąd Ali wyjechała. Nie odbierała ode mnie telefonów, ani nie odpisywała na wiadomości. Byłem głupi, wierząc, że po tym, czego się o mnie dowiedziała, nic się między nami nie zmieni. Zmieniło się wiele. Odsunęła się ode mnie.

Te kilka dni razem były tak piękne, że aż nie realne. Żadne z nas nie myślało o tym, co będzie potem. Czerpaliśmy bez wyrzutów sumienia, przez ten krótki czas była, dało się to czuć fizycznie jak i duchowo. Zagarniałem ją całą, jakby należała tylko do mnie. Oddawała mi się i poddawała, a ja brałem wszystko, co była w stanie mi dać.

Może gdybym powiedział jej, kiedy była z Arturem i Darią na ognisku, skąd u mnie narzucony przez siebie rygor, może sytuacja wyglądałby inaczej. Gdybym wtedy nie odezwał się na temat jej otwartego związku, o którym, jak mniemam, nie miała zielonego pojęcia, może bardziej by mnie zrozumiała?

Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz w lesie na tym pieprzonym kamieniu, poczułem dawno uśpione żądze. Kiedy stanęła tuż przed moimi drzwiami, zaintrygowała mnie. A w klubie, kiedy trzymałem ją w ramionach, a nasze ciała stopiły się w jedno na parkiecie, zapragnąłem posiąść jej ciało i duszę. Czy to nazywa się miłością? Nie wiem, nigdy tak naprawdę nie kochałem. Nie znałem uczucia miłości do utraty tchu, takiej, która przysłania cały świat. Znałem definicję, ale nigdy nie przełożyła się na życie.

Postanowiłem się czymś zająć, żeby nie oszaleć. Nie poznawałem siebie, nigdy w życiu żadna kobieta nie miała takiej władzy nad moim umysłem, ciałem. Czułem, że gdyby teraz znowu do mnie zadzwoniła, bez zwłoki wsiadłbym w samochód, tak jak stoję, i pojechałbym po nią nawet na drugi koniec świata. Poszedłem do sypialni pozbierać brudne rzeczy. Odkąd jej nie było nie zmieniłem pościeli, bałem się, że stracę jej zapach już na zawsze, że pozbędę się namacalnych dowodów na jej obecność, jakby mogła rozmyć się jak marzenie senne.

Zostawiła moje rzeczy, które nosiła, w łazience na półce. Wziąłem dresy i przystawiłem materiał do nosa, ciągle pachniały waniliowymi kwiatami. Zostawiłem je, tak jak leżały, obiecałem sobie, że wypiorę je dopiero, jak tutaj wróci. Przyjrzałem się starannie złożonej odzieży i zorientowałem się, że brakuje mojej ulubionej, i jej chyba też, białej, lnianej koszuli. Zabrała ją ze sobą. Zachodziłem w głowę, czy stało się tak przez przypadek, czy może wzięła ją celowo, ponieważ chciała zachować mój zapach albo choćby wspomnienie o mnie.

Byłem w totalnej dupie. Mogłaby chociaż napisać jakąkolwiek wiadomość. Coś w stylu: było miło, a teraz spierdalaj, albo: czekaj na mnie. Z natury byłem bardzo cierpliwy i spokojny, ale wkurwiałem się sam na siebie, że pozwoliłem sobie aż tak popłynąć. Z drugiej strony nikt mnie do tego nie zmuszał, sam tego chciałem. Pragnąłem jej całym sobą. Nie chodziło tylko o seks, który zresztą był fantastyczny, ale o ogólną bliskość.

Przez te cztery dni bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Nie wiem, co musiało się wydarzyć w jej życiu, że wybrała mnie na swojego pocieszyciela, spowiednika. Szukała rozgrzeszenia w moich oczach. Gdybym był Bogiem powiedziałbym jej, że nie mam jej z czego rozgrzeszać. Pod tą maską sarkazmu i uszczypliwości kryła się bardzo wrażliwa, pełna empatii i łaknąca uczucia dziewczyna. Tak niewiele wystarczyło jej dać, aby wynieść ją na wyżyny zadowolenia. Czynności z lekka prozaiczne takie jak przygotowanie posiłku, zapewnienie odzienia, czy zwyczajnie bycie uprzejmym dla Ali były czymś niezwykłym, dziwnym, nadzwyczajnym. Jeśli takie minimum było dla niej hojnym gestem, to co by powiedziała, gdybym się jeszcze bardziej postarał? Wielokrotnie podczas jej pobytu dostrzegałem momenty wzruszenia, co świadczyło o jej wrażliwości.

Nie miałem pojęcia, co dalej robić. Próbować się z nią skontaktować? Odpuścić i poczekać? A może pojechać do niej do domu? Pierwszy raz od dawna nie znałem klucza odpowiedzi i byłem zablokowany.

Z tej całej bezsilności poszedłem pobiegać. Muzyka rozbrzmiewała w słuchawkach i nawet nie zauważyłem, kiedy wybiło mi 20 kilometrów. Moje ciało przyjęło jakiś dziwny tryb oczekiwania i nie czułem się specjalnie zmęczony. Zazwyczaj intensywny wysiłek bądź polowanie pomagało mi ogarniać mętlik w głowie, wyciszało niespokojne myśli, podsuwało gotowe rozwiązania. Nie tym razem. Jeśli chodziło o Ali, nic nie było proste, ona sama taka nie była. Była najbardziej złożoną i wielowymiarową kobietą, jaką dane mi było poznać. Intrygowała mnie na każdym polu. Miała wiele nieodkrytych i niedostępnych warstw. Po trochę zaczęła się otwierać, dzięki temu miałem okazję je w niej dostrzec.

Była niezwykle inteligentna, zawsze miała coś do powiedzenia, nie znałem dziewczyny, której cięte riposty wylatywały z rękawa jak u niej. Kiedy przestaliśmy sobie dogryzać zauważyłem, że bardzo dobrze nam się rozmawia. Ali zawsze słuchała z uwagą tego, co miałem jej do powiedzenia, jeżeli czegoś nie wiedziała, z nieudawaną ciekawością dopytywała. Milczało nam się także dobrze. Była idealną towarzyszką do picia kawy. Potrafiła docenić jej niebanalny smak, stopień palenia i pijała ją ze mną w ciszy, także napawając się widokami, jakie zewsząd nas otaczały. Tworzyliśmy duet idealny.

Miałem trochę pietra, jak znalazła pozostałości mojej mrocznej seksprzeszłości. Myślałem, że z marszu mnie potępi i nazwie jakimś jebaką, który pragnie dobrać się do jej majtek, ale pozwoliła sobie na to, żeby zacząć mnie poznawać. Nie skarciła mnie. Od razu szukała wytłumaczenia moich czynów. Skoro tak łatwo przychodziło jej znajdowanie pozytywów u innych, dlaczego nie potrafiła znaleźć ich także w swoich działaniach? Siebie od razu stawiała na przegranej pozycji, zbierając baty ze wszelkie niepowodzenia tego świata.

Seks z nią to był inny wymiar przyjemności. Był pełen pasji i pożądania. Oboje byliśmy wobec siebie zachłanni, tak jakby każdy pocałunek, pieszczota i dotyk miał być tym ostatnim. Wiem, że miała narzeczonego, więc z jej punktu widzenia to, co było między nami, stanowiło coś zakazanego, coś, co nie powinno dojść do skutku. Wiedziałem, że komplikowałem jej życie, utrudniałem w jej świecie oczywiste wybory. W miarę zbliżania się — ja i mój świat i wszystko, co mogłem jej zaoferować — stawałem się dla niej trudną do oparcia się pokusą.

Potrzebowałem z kimś porozmawiać. Wykręciłem numer do Artura.

— Co tam w lesie? — zapytał przyjaciel zamiast powitania.

— Hej, byłem z Ali przez kilka dni — wypaliłem.

— Domyślaliśmy się z Darią, że zaszyła się gdzieś z tobą. I co w związku z tym?

— No, teraz jej nie ma, nie wiem, co mam ze sobą zrobić. — Położyłem się w hamaku.

— To się nazywa tęsknota stary, wpadłeś jak śliwka w kompot. Wiedziałem, że coś z tego będzie już w klubie.

— Tak, właśnie, tęsknie. Kurwa, rozpierdala mnie, że nie mogę jej przytulić, że jej nie czuję.

— Ale ty kurwa widzisz problem, zadzwoń do niej, pogadajcie.

— Sęk w tym, że odkąd odwiozłem ją do domu, nie odbiera ode mnie, nie odpisuje. Zachowuje się, jakbym nie istniał. Chyba znam powód.

— Co jej powiedziałeś? Albo inaczej, co jej zrobiłeś?

— Powiedziałem jej o sobie wszystko, o tamtych latach także — nagle w słuchawce zapadła cisza i słyszałem jak Artur głośno wypuścił powietrze.

— Wybacz, ale muszę zapytać, poszliście do łóżka, po tym jak się dowiedziała, czy przed?

— I przed i po, ale co to ma do rzeczy?

— Wszystko, myślę, że twoja przeszłość nie ma nic do tego. Chciała cię zanim wiedziała i po tym także. Więc problem tkwi gdzie indziej. Pokłóciliście się o jakąś pierdołę?

— No nie, powiedziała tylko, że musi pozamykać sprawy z narzeczonym i z matką.

— Ja pierdolę Kuba zachowujesz się jak osiemnastolatek. Bądź cierpliwy. Powiedziała, że musi pozałatwiać swoje sprawy? Daj jej kurwa czas, a nie od razu chcesz być jak ten jebany głaz i zabrać jej resztki dopływu powietrza.

— No, ale mogłaby dać znać, że mam na co czekać.

— Weź zajmij tymi swoimi dzikami, zajmij się robotą. Sama do ciebie wróci i błagam cię nie zjeb tego, bo jak widzę, gra jest warta świeczki, a ty już trzęsiesz gaciami, że spierdoli. Od kiedy ty taki bojaźliwy?

— Widocznie od teraz. Zależy mi. Widzisz na początku kpiłem z losu, potem, jak coraz częściej stawiał ją na mojej drodze, chciałem ją posiąść, ale zanim do tego doszło, zacząłem ją odkrywać i żadna kobieta mnie tak nie zainteresowała jak ona. Chcę ją całą dla siebie. Nie mam pewności, czy ona chce mnie, czy nie byłem dla niej odskocznią od toksycznego związku, chwilową zabawą.

— Dobra, powiem ci coś, ale nie wyjeb mnie ani przed Ali ani przed Darią. Rozmawiałem z Darią o niej, o was. Nie jestem ślepy, widzę, kiedy gdzieś iskrzy, a ciebie znam lepiej niż ty sam. Musisz się uzbroić w cierpliwość, myślę, że ona też chce ciebie, ale w chuj się boi. Ten jej zjeb to faktycznie toksyk jak nic. Nie tak łatwo wyjść z takiej relacji, postaw się na jej miejscu. Ona utrzymuje jego, mieszkanie, w którym mieszkają, nawet pieprzone auto, a ten cwel od wielu lat bzyka dupy na boku, notorycznie.

— Kurwa, jaki kwas, zajebałbym go — zacząłem się wkurwiać.

— Właśnie, musisz poczekać na swoją kolej, że tak powiem. Ona musi mieć poczucie, że jesteś nadal jej oazą spokoju, wyspą bezpieczeństwa itd. Po to, by móc podjąć decyzję. Daria mówiła, że się w chuj waha, odkąd jej pokazała Darka z jakąś laską. Jak będziesz kładł nacisk, to ucieknie.

— Nie wiedziałem — byłem w lekkim szoku.

— To teraz już wiesz i się, kurwa, uspokój, żadnych pochopnych ruchów. Daj jej przestrzeń na decyzję. Przecież zawsze powierzałeś los przeznaczeniu. Gdzie twoje hasło, że wszystko dzieje się po coś? Więc wróciła do domu też po coś i miejmy nadzieję, że z czasem dowiemy się, po co. Kurwa pierwszy raz widzę cię tak rozkojarzonego. Musisz ją kochać.

— Kochać? Nie kochałem nigdy, nie wiem, jak to jest. Skąd będę wiedział, że to miłość?

— Kuba, ty gamoniu, będziesz wiedział, a jak nie, to ci pierdolnę w ten czerep i cię uświadomię. I nie sraj się tak. Cierpliwości.

— Postaram się. Dobrze, że cię mam

Artur zaczął się śmiać w słuchawkę.

— I na chuj suszysz te zęby?

— Nawet nie wiesz, jaki jesteś zabawny, jak jesteś wobec czegoś bezradny. Ty niewzruszony niczym kolumna, a tutaj jedna ruda niewiasta owinęła sobie ciebie wokół palca.

— Ona jest wyjątkowa, doskonała.

— Wiem, wiem, droczę się z tobą, ktoś cię musi powkuriwać. To co uspokoiłeś się trochę?

— Tak, dzięki, że słuchasz tych moich jęków.

— Niezmiennie od 16 — dodał.

— Odezwę się później.

— Trzymaj się — zakończył Artur, po czym się rozłączył.


Na dworze zrobiło się chłodno i ponuro. Zanosiło się na ulewę. Nic dziwnego, kilka nieznośnie dusznych dni musiały zaowocować ulewą. Deszcz dawał przyjemne wytchnienie. Dochodziła dwudziesta, nalałem sobie szklaneczkę whisky i włączyłem telewizor. Na jakieś stacji leciał film „Pamiętnik”. Kojarzyłem co nieco, ale w tym swoim roztargnieniu postanowiłem obejrzeć ponownie. Przyniosłem sobie butelkę swojego ulubionego trunku i w jego towarzystwie pochłaniałem film. Widziałem trochę podobieństwa między relacją bohaterów a moja z Ali. Noah czekał na swoją ukochaną Allie. Był cierpliwy, zajął się życiem, obowiązkami, a ona w końcu po latach wróciła do niego, zostawiając narzeczonego. Czy nam także było pisane szczęśliwe zakończenie? Czy widziałem nas w tym domu jako dwoje staruszków dokuczających sobie nawzajem? Czy chciałem takiej przyszłości z Ali? Czy nadawałem się do takiego życia? Pytania kłębiły mi się w głowie. Zacząłem kwestionować wszystko, całą dotychczasową relację, każdy swój ruch wobec niej. Gówno mi z tego wychodziło.

Obudziłem się nazajutrz na kanapie w salonie. Musiałem wczoraj zasnąć. Na stole stała paczka zjedzonej suszonej wołowiny i pusta butelka po whisky. Poszedłem wziąć prysznic. Stałem dobre 15 minut w strumieniach lodowatej wody. Żel o zapachu mięty pieprzowej podkręcił efekt chłodu na skórze. Ubrałem się i pojechałem na zakupy, po drodze odwiedziłem pocztę. Wczoraj zorientowałem się, że miałem w skrzynce awizo z wczoraj. Odebrałem list, otworzyłem i oniemiałem. Wyznaczono termin sprawy rozwodowej na piątek. To oznaczało, że odwiedzę Artura szybciej niż myślałem.


Darek wyjątkowo się starał. Przez ostatnich kilka dni przynosił kwiaty i czekoladki, zasypywał mnie komplementami, robił małe przyjemności i szukał bliskości. Wychodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy, oglądaliśmy wspólnie telewizję wieczorami. Było jak na początku; delikatny dotyk, czułe, niewinne pocałunki, trzymanie się za ręce i wspólne spędzanie czasu bez złośliwości, wybuchów gniewu, tylko… ja byłam inna. Nie mogłam na niego spojrzeć tak jak wcześniej, nie czułam potrzeby chwytać jego dłoni i całować jego ust. Te cztery dni wiele we mnie zmieniły. Nie wytłumaczyłam nikomu, gdzie byłam, nie przeprosiłam, że nie odbierałam telefonów. Nie wymyśliłam żadnej wygodnej wymówki i żadnego prostego kłamstwa. Przyjęłam na siebie gniew rodziny i zmierzyłam się z nim, odwrotnie niż dotychczas.

Szliśmy powoli przez park w świetle lamp późnym wieczorem, a nasze ręce zwisały luźno wzdłuż boków. Szłam milcząca i nieobecna, a Darek dostosowywał swoje tempo do mojego.

— Zdradziłaś mnie prawda? — zapytał od niechcenia.

— Tak — przyznałam beznamiętnie.

W tym momencie nie robiło mi żadnej różnicy, jak zareaguje. Czy wścieknie się i odejdzie, czy zrozumie i zostanie. Wręcz chciałabym wymusić na nim wybuch złości i zerwanie relacji. Łatwiej by mi było zostać porzuconą, nawet, gdybym musiała pokutować za nieswoje winy.

— Wybaczyłem ci już. Nie chciał cię i wciąż jesteś moja — zauważył nie bez satysfakcji.

Odwróciłam wzrok, nie zwalniając kroku. Nie miałam ochoty komentować tego stwierdzenia. Nie wiedziałam też, dlaczego jest z tego powodu taki zadowolony. A już na pewno, dlaczego tak bardzo ukuły mnie te słowa.

— Pasujemy do siebie — ciągnął — dla ciebie postaram się bardziej. Mogę być ci wierny i być dobrym mężem.

— Doprawdy? — zapytałam odruchowo.

— Jesteśmy jak dwa półdupki, czasem trochę bliżej czasem dalej, ale zawsze razem.

— To bardzo poetyckie — mruknęłam.

— Dzięki tobie jestem lepszym człowiekiem — wyznał, zahaczając swoja dłonią o mój rękaw.

— Dzięki tobie jestem gorsza — powiedziałam, wkładając dłonie do kieszeni.

— Ale nadal tu jesteś, więc wciąż mnie kochasz. Wszystko naprawię, obiecuję.

Mruknęłam tylko enigmatycznie. Moje myśli krążyły wokół Jakuba, nie było w nich miejsca dla Darka. Nigdy nie czułam się wysłuchana, nigdy nie miałam przestrzeni do wypowiadania własnych myśli, nigdy nie czułam się zauważona i dopiero kiedy to dostałam, zrozumiałam.

— Moja matka chciała, żebyśmy wpadli do niej w sobotę na obiad. Zrobi specjalnie dla ciebie pana cottę.

— Twoja matka mnie nie lubi — przypomniałam.

— Ale cię polubi. W końcu zostaniesz moją żoną.

Skrzywiłam się z niesmakiem. „Żona” w mojej głowie brzmiało uwłaczająco, zwłaszcza w kontekście tego człowieka.

— Nie wiem, czy chcę brać ślub — powiedziałam.

Darek milczał długą chwilę.

— Zawsze chciałaś — powiedział zaskoczony — Dlaczego teraz nie?

Milczałam, obserwując chodnik pod stopami.

— Nie mów, że się zakochałaś — zauważył z dużą dozą ostrożności.

Serce przyspieszyło mi do delikatnego crescendo. Zacisnęłam w pieści dłonie tkwiące w kieszeniach.

— Chce skupić się na sobie — wyznałam.

Reszta spaceru minęła nam w milczeniu, a każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność. Czułam się pusta w środku, jakbym zostawiła całą siebie w tym lesie z dala od ulicznego zgiełku. U boku Darka nie czułam nic oprócz frustracji. Nie było już tych burzliwych uczuć, które we mnie wywoływał, tych dylematów i desperackiej walki. Oddalały się już od dłuższego czasu, by zniknąć jak pęknięty balonik.

Musiałam zadbać o własny fundament, by mieć więcej opcji.

Pozostałe pokłady siły skupiłam na moich własnych planach, które odepchnęłam na bok w którymś momencie mojego związku. Nie chciałam wiecznie tkwić na stanowisku zastępcy Adama, miałam własne marzenia, o których zdążyłam zapomnieć. Wczoraj nawet wykopałam z dna szafy moje dawne szkice projektów bielizny. I wciąż uważałam, że są dobre. Gdybym tylko dostała szansę komuś je pokazać, być może mogłabym stworzyć własną kolekcję lub chociaż stać się współtwórcą innej. Nie. Muszę stworzyć sobie szansę.

Wracając do domu, na korytarzu spotkaliśmy sąsiadkę. Krępa blondynka w roztrzepanych włosach pukała do naszych drzwi. Była zwykłą, bardzo przeciętną panią domu, która dorabiała, gdy tylko nadarzyła się okazja, a jej mąż pracował jako kierowca w firmie transportowej. Często zostawała sama w domu z dwójką rozwydrzonych dzieciaków, których wrzaski czasem zakłócały nasz spokój.

— Dobry wieczór pani Agnieszko — zagadnęłam, uśmiechając się przyjaźnie. — Coś się stało?

Darek skinął jej głową na przywitanie i wyciągnął klucze z kieszeni. Zaczął otwierać drzwi wejściowe.

— Sąsiadko, jest taka sprawa — zerknęła na Darka nieśmiało. — Zlew mi się zapchał, a hydraulik może przyjechać dopiero za tydzień, sama pani rozumie…

— A pan Stefan spod 5?

— Wyjechali z żoną na wieś na dwa tygodnie — westchnęła. — Mój brat mógłby przyjechać w niedzielę, ale to jeszcze 2 dni. I kreta wlewałam i próbowałam przepchnąć, ale nic nie działa… Może pani chłopak mógłby zerknąć? Zapłacę.

— Nie znam się na hydraulice — powiedział Darek. — Zaraz bym coś urwał i wtedy to ja bym musiał płacić, ale Ulka potrafi.

— Patrzyłam to na Darka to na sąsiadkę. Poklepałam ją pocieszająco po ramieniu.

— Pani się nie martwi, pani Agnieszko, ja postaram się pomóc.

— Pani Uleńko, pani się zna na tym? — zapytała niepewnie jakbym oświadczyła, że jestem kosmitką.

Zaśmiałam się z wyrazu jej twarzy.

— To naprawdę są proste urządzenia, wystarczy mieć narzędzia, rozkręcić i wyczyścić.

Darek wypiął pierś i uśmiechnął się szeroko.

— Moja narzeczona to zdolna bestia, na pewno sobie poradzi. Do takiej małej usterki nie potrzebny jest fachowiec, a małe rączki potrafią działać cuda — mrugnął zawadiacko. — Nawet pralkę potrafi ustawić w poziomie, oszczędziliśmy na fachowcu.

Jeszcze tydzień temu spłonęłabym rumieńcem, słysząc pochwały z jego ust. Słowa spływające dumą teraz kuły jak komary i miałam ochotę wydrapać mu oczy. Brzmiał jak leser i skończony dupek. Przymknęłam powieki na krótką chwilę. Brzmiał, dobre sobie, był nim.

— Da mi pani 20 minut. Mam klucz francuski i żabkę w szafce, pomoże mi pani i raz dwa będzie po kłopocie — mój ton wybrzmiał niespodziewanie ostro.

Odprowadziła mnie niepewnym spojrzeniem, ale nie zgłosiła żadnego sprzeciwu. Nie afiszowałam się swoimi męskimi umiejętnościami, ale będąc wychowywaną przez samotną matkę, musiałam sobie umieć ugotować, sprzątnąć i przepchać zlew.

Rozdział 21

Pierwszy raz włożyłam absolutne minimum w przygotowanie się do wyjścia. Zwinęłam włosy w niedbały kucyk i włożyłam jedynie stare dżinsy i różowy oversizowy T-shirt, a na nogi wzułam białe trampki z poprzedniego sezonu. Makijaż zajął mi mniej niż 5 minut, nałożyłam tylko maskarę i krem BB. Naprawdę przestało mi zależeć, żeby prezentować się dobrze przed jego rodziną. Odkąd mnie im przedstawił, robili wszystko, bym czuła się obca.

Matka Darka — idealna pani domu — uważała, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna i na każdym kroku starała się to podkreślić. Ojciec za to był zadufanym w sobie skurwielem, który wiedział wszystko najlepiej. Aldona była jego trzecią żoną, a różnica wieku pomiędzy nimi wynosiła 23 lata. Wizyty u „teściów” nie należały do przyjemnych. Szłam tam, ale obiecałam sobie, że jeśli cokolwiek będzie nie tak, po prostu wyjdę i nie będę przejmować się zdaniem kogokolwiek.

Powąchałam ukrytą na dnie kartonu z ozdobami lnianą koszulę, którą ukradłam bezczelnie Jakubowi — wciąż nosiła zapach jego rozgrzanego ciała. Dodało mi to odwagi. Jeśli kiedykolwiek przyszłoby mi stanąć z nim twarzą w twarz, chciałabym być z siebie dumna, stać się lepszą wersją siebie, odważniejszą i ładniejszą, taką, która bez wstydu mogłaby spojrzeć mu w oczy i uśmiechnąć się szczerze. Nawet, gdyby mnie wtedy odtrącił, mogłabym to przetrwać. Ale było za późno, popełniłam zbyt wiele błędów, a w jego oczach byłam tylko głupią, łatwą idiotką. To nic — włożyłam koszulkę z powrotem jak jakiś amulet — zbuduję siebie na nowo.

Jakub dzwonił do mnie i pisał, ale nie mogłam z nim teraz rozmawiać, nie czułam się wystarczająco silna. Wiedziałam, że powinnam mu się jakoś wytłumaczyć, tylko sama jeszcze nie rozumiałam, co chcę mu przekazać, więc jak on niby miałby mnie zrozumieć? Jak mogłam mu powiedzieć, że jest dla mnie spełnionym marzeniem i że chcę więcej, tylko nie czuję się w stanie więcej wziąć? Nie mogłabym stać u jego boku na równi, szybko stałabym się przeszkodą, kulą u nogi, a nie tego chciałam. Potrzebowałam trochę czasu, ale nie śmiałam o niego prosić. Nie miałam prawa hamować jego planów życiowych i ograniczać szans. Nie miał wobec mnie żadnych zobowiązań i nie powinien czuć się w obowiązku mnie wspierać.

Wykorzystałam go? Tak, użyłam jego gościnności, dobrego serca i jego ciała. To dobrze, że nie myślał o mnie na tyle poważnie, by mnie pokochać, bo nie dałabym sobie z tym rady. Wsadziłam telefon do plecaczka i stanęłam uszykowana w przedpokoju.

Darek już na mnie czekał. Miał na sobie białą koszulę na krótki rękaw i jasne bermudy, wyglądał sportowo i odświętnie zarazem. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zlustrował od góry do dołu.

— Tak idziesz? — zapytał, jakby dawał mi szansę na poprawienie błędu.

Podniosłam głowę ostrzegawczo.

— Coś ci nie odpowiada?

— Od razu nie odpowiada — żachnął się. — Po prostu do pracy się tak szykujesz, pindrujesz, a tu tylko koszulka i trampki. Nawet się nie pomalowałaś.

— Mogę w ogóle nie iść. Nie mam z tym żadnego problemu. — Wzruszyłam ramionami.

— No już, nie bocz się — próbował zmierzwić mi włosy, ale uchyliłam się zręcznie.

Darek nie był zadowolony, ale nie powiedział nic więcej, nie zrobił nawet tej swojej pokazowej, naburmuszonej miny, choć mięsień szczeki drgał mu ostrzegawczo. Wyszliśmy jak para współlokatorów. Zamówiona taksówka już czekała na dole. Darek nie chciał jechać samochodem. Jego ojciec miał w zwyczaju częstować gości alkoholem i niezbyt dobrze przyjmował odmowę. Zgodziłam się pod warunkiem, że pokryje koszty przejazdu w obie strony. Po powrocie z moich małych wakacji zaczęłam stawiać warunki w naszym związku, a on, ku mojemu zdumieniu, przystawał na nie. W innych okolicznościach byłabym wniebowzięta.

Dojazd na obrzeża miasta zajął 25 minut. Byliśmy spóźnieni, ale Darek zdawał się nie przejmować się tym za bardzo. Jego rodzice mieszkali w domu jednorodzinnym z ogrodem, który otaczał kamienny płot z ogromną bramą wjazdową. Na podjeździe przed posesją stały ustawione cztery samochody.

— Nie mówiłeś, że jest jakaś okazja — mruknęłam, wskazując głową na auta.

— Bo nie ma — odrzekł, pogwizdując. Wydawał się być w znakomitym nastroju. — To musi być przypadek.

Dziwne. Zmrużyłam oczy podejrzliwie, obserwując jego skoczne kroki. Nie wiedziałam, czy wierzę w takie przypadki, ale nie miałam ochoty tego analizować. Odpuściłam. Darek zadzwonił do drzwi, a ja pospiesznie wyjęłam z plecaczka opakowanie ptasiego mleczka. Drzwi otworzyła Aldona, matka Darka. Przez ten czas, w którym się nie widziałyśmy, zdążyła zrobić sobie nowe cycki, o dwa rozmiary większe od poprzednich. Przez tę nieproporcjonalnie dużą miskę jej figura wydawała się wypaczona jak w słabej kreskówce. Podałam jej poczęstunek, starając się nie krzywić. Uśmiechnęła się do mnie sucho i pocałowała syna w policzek.

— Wchodźcie, wchodźcie, wszyscy już czekają — zaśpiewała tym swoim piskliwym, irytującym głosikiem.

Bezgłośnie wymówiłam: „wszyscy”, patrząc na Darka karcąco. Wzruszył ramionami i zachęcił mnie gestem do podążania w głąb domu. Przygryzłam wargę. Ręce drżały. Nie chciałam tam wchodzić, a mimo to przekroczyłam próg jak potulna owieczka. Kroki zdawały się ciężkie, a gdy weszłam do salonu, stanęłam jak wryta. Wokoło suto zastawionego stołu stało mnóstwo ludzi. Było tam pół rodziny Darka i — o zgrozo — moja własna rodzona matka. Wszyscy ubrani odświętnie i z kieliszkami szampana w dłoniach.

— Co tu się do cholery…? — zaczęłam bezradnie, ale natychmiast urwałam, kiedy Darek szturchnął mnie delikatnie w bok.

Odwróciłam się ku niemu, żeby zażądać wyjaśnień i zostałam jeszcze bardziej zaskoczona. Stał przede mną z bardzo znaczącym uśmiechem na ustach, a jego oczy błyszczały z podekscytowania. Pochylił się i szepnął mi na ucho:

— Zaprosiłem ich wszystkich na nasze zaręczyny.

Zamarłam, czując jak serce staje mi w piersi, a ciało przechodzi lodowaty dreszcz. To chyba jakiś pieprzony żart…!

— Przecież powiedziałam ci…

Mój głos był mały, malutki. Tyle czasu czekałam na ten moment i tyle razy zdążyłam się rozczarować, że uwierzyłam, iż już nigdy nie nadejdzie. A teraz gdy nadszedł, marzyłam, żeby uciec. Serce waliło w piersi, a wszelkie myśli wymiotła czysta panika.

— Powinien być twój już lata temu — wyszeptał, wyciągając z kieszeni pudełeczko — Nie musimy brać ślubu, ale chcę, żebyś go miała. Na pamiątkę.

Jego słowa obijały się echem w mojej głowie, gdy prezentował mi złoty pierścionek misternie zdobiony diamencikami. Jeszcze niedawno ten gest wywołałby we mnie euforię, ale czułam tylko nieznośna suchość w gardle i drętwienie palców. Spojrzałam bezwiednie na grupkę ludzi, którzy stali w oczekiwaniu, trzymali kieliszki i kciuki, gotowi wydać z siebie entuzjastyczne okrzyki w każdej chwili. Wszyscy oczekiwali pozytywnego rezultatu i nikt nie był gotowy zaoferować pomocy. Odetchnęłam. Wbiłam wzrok we własne drżące palce.

— Na pamiątkę… — powtórzyłam głucho.

— Na pamiątkę — potwierdził.

Darek ujął moją dłoń i po prostu wcisnął mi pierścionek na palec. Otarł go boleśnie o kostkę.

Krtań zacisnęła się boleśnie i nie mogłam wydać żadnego dźwięku z gardła. Mężczyzna uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, a ja kompletnie spetryfikowana nie zareagowałam. W tym momencie zebrani w mieszkaniu goście wznieśli toast, z nich ust spłynęły gratulacje, a ja miałam wrażenie, że mnie tu nie ma.


Siedziałam przy stole, przede mną stał nietknięty kieliszek szampana, na talerzu nieruszona sałatka jarzynowa, a mnie mdliło od mieszanki perfum i stresu. Rozmowy zbiegały się w bezsensowny szum przeplatane z pobrzękiwaniem sztućców i przerywane głośnymi śmiechami. Kuzynka Darka, Ala, szturchnęła mnie w łokieć i coś powiedziała, ale jej słowa nie ułożyły się w mojej głowie w żadną zrozumiałą treść.

— Co powiedziałaś? — zapytałam, próbując się skupić.

— Pytałam, kiedy ślub? — zaśmiała się. — Mogę ci polecić piękną salę niedaleko, ooo… i mogę ci pomóc wybrać ozdoby! Znam świetną dekoratorkę, jest droga, ale warto. W końcu takie wydarzenie jest raz w życiu, prawda? Nie ma co żałować pieniędzy. Nawet jakbyście wzięli kredyt…

Reszta jej bełkotu utonęła w głośnym dudnieniu mojego serca. Jej słowa uderzyły we mnie z siłą młota pneumatycznego. Organizacja ślubu — z Darkiem. Kredyt — z Darkiem. Życie — z Darkiem. Wstałam gwałtownie, ściągając na siebie wzrok wszystkich zebranych. Zaczerwieniałam się, sięgnęłam po swój plecaczek i odeszłam od stołu.

— Córeczko, coś się stało? — zapytała moja matka, wstając za mną.

— Coś mi wypadło — powiedziałam spanikowana. — Przepraszam, muszę iść.

Szybkim krokiem skierowałam się do drzwi i wyszłam. Słyszałam jak Barbara i Darek wołają za mną, ale nie odwróciłam się w ich kierunku. Szłam przed siebie, czując, jak krew pulsuje mi w uszach, a zatrzymałam się dopiero na następnej ulicy. Kucnęłam przy krawężniku i wpatrywałam się długo w pierścionek tkwiący na moim palcu, który dziwnym sposobem kojarzył mi się z wyrokiem. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Musiałam z kimś porozmawiać. Z kimś, kto jest dla mnie szczerze życzliwy.


Zadzwoniłam do Darii i poprosiłam ją o natychmiastowe spotkanie. Nie obchodziły mnie jej plany, ani to, z kim będzie spędzała wieczór. Potrzebowałam jej dzisiaj i miałam zamiar zagarnąć jej czas choćby siłą. Poinformowałam ją, że będę u niej za 40 minut i tak też się stało. Byłam roztrzęsiona i niepewna, gdy wchodziłam na górę do jej mieszkania. Gorączkowo załomotałam do drzwi i z bijącym sercem czekałam, aż je otworzy. Gdy tylko uchyliły się do wewnątrz, popchnęłam je ciałem i wbiłam się do środka. Zaskoczona Daria zrobiła wielkie oczy, ale nie powiedziała ani słowa. Stanęłam na środku salonu i pokazałam ostentacyjnie prawą dłoń, a na niej pierścionek zaręczynowy. Widziałam, jak wyraz jej twarzy zmienia się z zaskoczonego na przerażony.

— Ja pierdolę… — Daria bezradnie przykryła ręką czoło.

Krążyłam jak pijana mucha dookoła stolika. W głowie miałam mętlik, a jedyne uczucie, którego doświadczałam, to panika. Przyjaciółka patrzyła na mnie kątem oka, tak, jakby nie była w stanie znieść mojego widoku.

— Czyli co? — zapytała. — To koniec?

Nie byłam w stanie zrozumieć, do czego pije. W mojej głowie panował kompletny chaos. W taksówce zrozumiałam, co tak właściwie się stało, i jak zgrabnie Darek mnie podszedł. Zrobił mnie jak dziecko. A ja nie zrobiłam nic, by mu przeszkodzić, choć obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Zawiodłam się na sobie tak bardzo, że miałam ochotę płakać.

— Przyszłaś mi powiedzieć, że zrywasz ze mną? — ciągnęła Daria — Że nie będziemy już przyjaciółkami? Dokonałaś już swojego wyboru?! Jesteś szczęśliwa?!

Te pytania zadały mi fizyczny ból, rozdzierały skórę jak noże. Po policzkach popłynęły gorące łzy.

— Wyglądam ci na szczęśliwą?! — niemal zawyłam i zamarłam zszokowana własną reakcją.

Daria odetchnęła z trudem i spojrzała na mnie ostrożnie. Chwilę potem uśmiechnęła się z politowaniem.

— Wyglądasz, jakby wyruchał cię lew.

To porównanie było tak absurdalne, że wybuchłam śmiechem. Śmiałam się, płacząc, aż w końcu, drżąc, oparłam się o kanapę.

— Kurwa, w co ja się wpakowałam? — wydusiłam słabym głosem. Świadomość tego, że przyjmując pierścionek zaręczynowy, zobowiązałam się związać swoją przyszłość z Darkiem i zrobiłam to przy całej jego rodzinie, zdawała się wnikać we mnie porcjami. Pamiątka — jak chuj.

— Co z Kubą? — zapytała ze smutkiem Daria. — Myślałam, że go kochasz.

Zrobiłam wielkie oczy i zaczerwieniłam się mimowolnie. To imię działało na mnie jak zaklęcie, w jakimkolwiek stanie psychicznym bym nie była, nie mogłam na nie nie zareagować.

— Przecież go kochasz — wypomniała bezlitośnie Daria. — Dlaczego mu to robisz? Spodziewałam się po tobie czegoś więcej. Zawsze myślałam, że jesteś lepsza.

Przygryzłam wargę, żeby zmusić się do milczenia. Te słowa były takie bezbronne, jakby stała przede mną 4 letnia dziewczynka, która, zawierzając drugiej osobie, została ostatecznie wykorzystana. Czułam, jak gardło ściska mi się boleśnie, a do oczu napływa kolejna fala łez.

— A co miałam zrobić? — krzyknęłam łamiącym się głosem, jakbym próbowała chwycić się czegoś, czegokolwiek, co służyłoby mi do samoobrony. — Jakub nie myśli o mnie poważnie, jestem tylko dupą do…

— Jesteś idiotką!!! — zawyła Daria. — Tchórzliwą, głupią pizdą!!! Boisz się Ali, taka jest prawda! Trzymasz się tego skurwiela, bo w siebie nie wierzysz — Daria oddychała ciężko, zaciskając pięści. — Sprawiasz, że czuję się głupio, że w ciebie wierzyłam… — wyznała malutkim głosem.

Odwróciła głowę z żalem, smutkiem i rozczarowaniem. To mnie złamało. Poczułam się bezradnie, a strach wydusił ze mnie łzy, za którymi podążyło okrutne łkanie. Schowałam twarz w dłonie, próbując się opanować — bezskutecznie. Poczucie, że coś straciłam, przytłoczyło mnie. To, co wymknęło mi się z rąk, było tak cenne, że nie mogłam przeżyć bez. Zdałam sobie sprawę, że wymieniam Darię i Jakuba na Darka. I zdałam sobie sprawę z tego, że on nie był wart nawet jednej dziesiątej tego, co dla niego poświęciłam. Poczułam, jak Daria obejmuje mnie i gładzi po włosach, jakby się żegnała. Uczepiłam się jej jak tonący brzytwy, a gdy łkanie nieco osłabło, wydusiłam:

— Przepraszam.

— Co teraz zamierzasz?

Pokręciłam bezradnie głową.

— Nie wiem. Nie oszukujmy się, Jakub nie myśli o mnie poważnie. Spójrz na niego, taki facet może mieć każdą laskę, jaką zechce, dlaczego miałby chcieć mnie? Nawet jeśli będzie ze mną to tylko na chwilę, dopóki mnie lepiej nie pozna i nie zobaczy, jaką okropną osobą jestem. Zawiodłam ciebie, siebie i wszystkich dookoła, ciągle zawodzę.

— Gość nie ma gustu do kobiet, fakt — stwierdziła. — Ale jesteś w błędzie…

— Tylko nie próbuj wciskać mi kitu, jaka to ja jestem cudowna — przerwałam.

Daria pokręciła głową.

— Nie jesteś cudowna — powiedziała. — Nie na tym polega błąd. Naprawdę myślisz, że możesz decydować za niego? — zapytała, a ja nie mogłam znaleźć żadnej odpowiedzi. Zabrakło mi słów, a wszelkie wytłumaczenia przestały mieć sens. — To nie ty zdecydujesz, kto ciebie wybierze — kontynuowała Daria. — Tak samo jak nie możesz do tego nikogo zmusić. A on cię wybrał. Nie wiem dlaczego, ty też tego nie wiesz, ale… to nie ma znaczenia, o ile ty też go wybierzesz.

— A jeśli nic z tego nie wyjdzie? — mruknęłam cichutko.

Daria długo milczała, potem wstała i podeszła do okna.

— Wtedy nic się nie zmieni — odpowiedziała. — Nadal będziesz, jaka będziesz, a dni będą płynąć tak samo i utkniesz, wiecznie szukając czegoś podobnego.

Patrzyłam na nią z niedowierzaniem i respektem. Promienie słońca oświetlały jej twarz, rzucały długi cień zamazujący się w konturach w miękkim dywanie. Miałam ochotę wyciągnąć do niej rękę, żeby ją złapać nim przybliży się choćby centymetr do okna. Miałam wrażenie, że mogłaby przekroczyć niewidzialna barierę i wypaść na zewnątrz jak mewa bez skrzydeł.

— Mówisz z własnego doświadczenia? — odważyłam się zapytać.

— Tak — odwróciła się do mnie, a pod słonce nie widziałam zbyt wyraźnie jej twarzy.

Wstałam i podeszłam do niej. Nieśmiało położyłam jej rękę na ramieniu. To był ważny moment dla nas obu.

— Dlatego nie chcesz z nikim być? — dotknęłam delikatnie jasnych włosów, jakby chciała tym sposobem dać jej odrobinę ulgi.

— Wybrałam nieodpowiedniego mężczyznę, ale nie był toksyczny, tak, jak to sobie wyobrażasz. Był wyniszczający. Jak trucizna. Opium. Nie mogłam przestać i nie mogłam kontynuować. Wciąż nie mogę zapomnieć. Był moim wszystkim, piekłem, niebem, moim czyśćcem.

— Dlaczego się rozpadło?

— Nic się nie rozpadło Ali, bo on nigdy mnie nie wybrał. Jego wybór zawsze był jeden: Bóg.

Próbowałam przetrawić i zrozumieć słowa, które do mnie powiedziała, ale byłam zbyt zszokowana i rozedrgana, by skleić ich sens.

— Jest księdzem — dodała.

Wstrzymałam powietrze, a potem wypuściłam je z płuc z głośnym świstem.

— Ile czasu to trwało?

— Za długo. Był moim pierwszym we wszystkim. Nikt nie może sprawić, że o nim zapomnę.

— Artur może.

Daria spojrzała mi prosto w oczy chłodnym, stalowym spojrzeniem.

— Nikt nie może.

— Myślałaś o terapii? — W swojej bezradności chwytałam się wszystkiego, co zdawało się rozsądne.

Prychnęła drwiąco.

— Nie można pomóc człowiekowi, który nie chce pomocy. Terapeuta może mi dać narzędzia, może wskazać mi kierunek, może określić cel, ale to ja muszę wykonać robotę. A ja wciąż go kocham.

Przytuliłam ją do siebie mocno. Pozwoliła mi na to. Zachowywała się tak, jakby zdążyła już dawno się poddać. Bolało.

— Zaufałam ci, bo jesteś taka ciepła, jakbyś mogła zrozumieć każdego — powiedziała drżąco — Jeśli wymienisz mnie na Darka, to nigdy ci tego nie wybaczę.

— Wiesz, że cię kocham? — zapytałam, głaszcząc ja po włosach.

— Tak. Ja ciebie też. Nawet bardziej niż sądzisz.

— Nie wymienię cię na nikogo — obiecałam.

— Trzymam cię za słowo — westchnęła.

I nie odsunęła się nawet na milimetr.

Rozdział 22

Było już po, wyszedłem z Kamilem z sądu. Czułem z jednej strony ulgę, a z drugiej miałem trochę żal do siebie, że zabrakło mi wcześniej jaj i pozwoliłem sobie i Magdzie tkwić w związku, który dawno zatrzymał się w miejscu i nie miał szans ewoluować. Teraz ten koniec oznaczał dla mnie nowy początek. Moja już była żona również wyszła, podszedłem do niej i pożegnałem się z nią, dziękując jej za 10 lat wspólnego życia. Nie była mi dłużna. Rozstaliśmy się w pokoju i z pełną kulturą, tak jak sobie tego życzyłem.

— Powiem ci Jakub, masz klasę — powiedział Kamil.

— Podobno mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Więc myślę, że nie jest ze mną aż tak najgorzej.

— Naprawdę, rozwód klasa sama w sobie. Nawet sędzia był w szoku. Uwierz mi, nieraz na takich rozprawach toczyła się ostra jatka. Zero szacunku, zero czegokolwiek. Ludzie żyją ze sobą załóżmy 25 lat, kochają się, a wystarczy chwila, aby stali się dla siebie najgorszymi wrogami.

— No cóż są ludzie i ludziska. Chciałem zaprosić cię dziś na drinka do Oblivionu. Artur uparł się, że powinienem uczcić zakończenie swojego małżeństwa, a gdyby nie ty, nie poszłoby tak sprawnie, więc czuję się zobowiązany.

— Jasne, wpadniemy z żoną, tylko najpierw sprzedamy dzieciaki dziadkom — odpowiedział z entuzjazmem.

— To super, widzimy się na miejscu — uścisnąłem dłoń swojemu prawnikowi i oddaliłem się do samochodu.

Jeździłem po mieście bez większego celu, w głośnikach rozbrzmiewały kawałki The Weeknd. Byłem singlem, wolnym mężczyzną z czystą kartą. Mogłem wszystko. Zdałem sobie jednak sprawę, że nie było tak do końca. Moje myśli krążyły wokół szmaragdowych oczu. Oczu, które wpatrywały się we mnie spragnione, które błagały mnie o więcej. Oczy, które ufały coraz bardziej, których pragnąłem i których nie widziałem od dwóch tygodni.

Nawet nie wiem, jakim cudem znalazłem się przed budynkiem, w którym pracowała Ali. Zaparkowałem na wolnym miejscu i wyciągnąłem telefon. Chciałem do niej zadzwonić i powiedzieć, że już jest po, że jestem wolny cały tylko dla niej. Nie odbierała. Nadal milczała. Stałem zawiedziony i wpatrywałem się w wielkie szklane okna, mając nadzieję, że gdzieś za chwilę ją zobaczę, jak przechadza się pomiędzy pomieszczeniami. Minęło dobre 20 minut, ale nic takiego nie miało miejsca. Miałem ochotę wyjść z auta i znaleźć ją w tym wieżowcu, ale obiecałem sobie i Arturowi także, że nie zrobię nic głupiego. Tęskniłem za nią tak po ludzku i nie potrafiłem sobie poradzić z tą tęsknotą.

Dochodziła 15, nie miałem planu na dzisiejsze popołudnie tym bardziej we Wrocławiu. Udałem się od razu do mieszkania przyjaciela. Kiedy wszedłem do środka zauważyłem, że nikogo nie ma. Na wyspie zostawił karteczkę: obiad jest w lodówce. Poczułem się znowu tak jak kiedyś, kiedy mieszkaliśmy razem na studiach. Od zawsze miał dryg kulinarny i ile razy miewaliśmy ciężkie poranki po imprezach, szykował dla nas pożywne śniadania. Ja nie miałem głowy do kombinowania w kuchni, chociaż gardziłem gotowcami. Od zawsze ceniłem wysoką jakość w jedzeniu, może być prosto, ale musi być smacznie i bez chemii.

Zaniosłem walizkę do sypialni, którą zazwyczaj zajmowałem. Wróciłem do salonu i spojrzałem na ogromną, czarną kanapę. Przypomniałem sobie jak niespełna dwa miesiące temu, w tym samym miejscu Ali po raz pierwszy rozpadała się, doznając mego dotyku. Wtedy moje morale wzięły górę i pomimo ogromnego pragnienia odmówiłem sobie i jej przyjemności.

Zajrzałem do lodówki, czekała tam na mnie solidna porcja chłodnika litewskiego z jajkiem, a także kotlety cielęce wraz z miską fasolki szparagowej. Od porannej kawy i butelki wody nie miałem nic w ustach, a to co zastałem, wyglądało niezwykle apetycznie. Zajadając chłodnik, odgrzałem resztę. Wyczyściłem talerze w mgnieniu oka. Napisałem do przyjaciela, miał jakieś sprawy do załatwienia na mieście, więc pomyślałem, że nie będę mu truć dupy.

Przyniosłem laptopa i sprawdziłem notowania na giełdzie. Ten miesiąc mi sprzyjał, byłem z siebie zadowolony. Odpisałem też na zaległe maile. Moją uwagę przykuł tytuł wiadomości: Czekam tu na Ciebie. Kliknąłem, a moim oczom ukazały się nagie zdjęcia Julki Fic. Ja pierdolę, ta mała siksa wysłała mi swoje nudesy. Nie chciałem tego oglądać, wyjebałem wszystko do kosza i od razu usunąłem z poczty. Boże, jak ona mnie wkurwiała, nie miałem pojęcia, czy wzięła sobie za jakiś jebany punkt honoru, aby mnie przelecieć. Niestety nie ze mną te numery, nie gustowałem w podlotkach, a przede wszystkim nie interesowały mnie kobiety bez mózgu. Julka niestety bardzo często wykazywała się jego brakiem, zdecydowanie za często. Byłem wystarczająco poirytowany swoją obecną sytuacją życiową, smarkula mi jeszcze dołożyła. Potrzebowałem dać upust emocjom. Poszedłem się przebrać i zszedłem na dół na siłownię trochę się wyżyć i oczyścić myśli przed wieczornym wyjściem. Doceniałem starania Artura i nie chciałem wyjść na niewdzięcznego buca.

Wybrałem standardowy outfit na dzisiejszy wieczór; czarne spodnie i czarną koszulę, do tego zaskoczeniem nie były czarne buty. Wyglądałem elegancko, jednakże zachowując swobodę. Dostałem wiadomość od przyjaciela, że widzimy się na miejscu. Miał idealne poczucie czasu, takie samotne popołudnie tylko ze swoimi myślami było mi dziś bardzo potrzebne.

Było już sporo po 21, ludzi w klubie przybywało. Artur nie stał dziś za barem. Siedzieliśmy w loży kolejno ja, on, Daria i Kamil z żoną. Kiedy zobaczyłem przyjaciółkę Ali liczyłem, że i ona tutaj będzie. Niestety rozczarowałem się, nawet nie pytałem, czy w ogóle się zjawi.

Piliśmy drinki, ja jak zwykle whisky. Atmosfera była bardzo swobodna wszyscy się śmiali, ja jednak myślami byłem zupełnie gdzie indziej.

— Panie i panowie chciałbym ogłosić wszem i wobec, że największy myśliwy rusza znowu na polowanie — zaczął Artur.

Zaczęliśmy się śmiać.

— Wszystkie sarenki strzeżcie się, bo żadna nie wie, kiedy znajdzie się na celowniku. A z tego, co wiem, Kuba nigdy nie chybił — obracał się ze szklanką whisky, wskazując na dziewczyny w sąsiednich lożach.

Czułem na sobie wzrok tych wszystkich ludzi.

— A tak szczerze — skierował słowa bezpośrednio do mnie. — Cieszę się, że znowu dostałeś szansę na szczęście. Wznieśmy toast za nowy początek, oby nigdy nie miał końca.

— Faceci — wtrąciła Justyna, żona Kamila. — Wszystko byście chcieli no limit. Ja bym dodała Jakubie, że życzę ci właśnie szczęśliwego końca, takiego, o jakim marzysz — wzniosła swój kieliszek z martini i posłała mi serdeczny uśmiech.

— To jeszcze ja, życzę ci Kubuś, żebyś upolował i usidlił w końcu swoją sarenkę — puściła mi oczko Daria.

— Jeszcze raz zdrowie Jakuba — powiedział Kamil.

Miałem tylko jedno marzenie. Chciałem Ali, dla siebie, ze sobą już na zawsze. Pragnąłem jej jak nikogo na świecie i rozpierdalała mnie myśl, że jest dla mnie czymś nieosiągalnym.

— Dziękuję bardzo moi drodzy za ten wodospad życzeń. Tak suto opite nie mają szansy się nie spełnić. Bawmy się znakomicie tego wieczoru. — Wstałem i posłałem wszystkim zawadiacki uśmiech. Wyzerowałem swoją szklankę. Potem kolejne 3.

Siedzieliśmy, śmialiśmy się, trochę tańczyliśmy. Humor wszystkim dopisywał. Czułem, że zaczyna szumieć mi w głowie. Nagle Daria poderwała mnie z kanapy. Parkiet pękał w szwach, didżej grał klubowe kawałki. Tańczyliśmy we trójkę z Arturem i Darią, gdzie Daria była między nami. Złapaliśmy jeden rytm. Zamknąłem oczy i dałem się ponieść muzyce. Dawno się tak nie zapomniałem w tańcu, w głowie miałem jeden kocioł, ewidentnie za dużo wypiłem. Pomyślałem, że jak to wytańczę, będzie mi lepiej. Daria co chwilę nerwowo spoglądała w stronę drzwi. Było już grubo po 23. Miałem wrażenie, że na kogoś czeka. Kamil z Justyną wirowali na parkiecie obok nas. To było cudowne dryfować wraz z ludźmi w rytm muzyki, miałem wrażenie, że wszyscy tańczyli niczym w transie.

Zrobiło mi się w chuj gorąco, potrzebowałem chwilę ochłonąć. Klepnąłem Artura w plecy i powiedziałem, że idę na chwilę do biura. Wziąłem sobie butelkę zimnej wody z lodówki za barem i udałem się na górę. Nasze biuro mieściło się na piętrze. Jedną całą ścianę wykonano z lustra weneckiego, dzięki czemu można było obserwować parkiet z góry, pozostając niezauważonym. Ściany były dźwiękoszczelne, co dawało komfort pracy. W czarnym wnętrzu jedyna innowacje kolorystyczną stanowiła spora kanapa w kolorze karmelu. Wszystko oblewało ciepłe światło, a stare, ciężkie, drewniane biurko wydawało się bardziej korpulentne. Usiadłem wygodnie w fotelu, rozpiąłem guziki koszuli, odsłaniając tym samym swój tors. Ustawiłem klimatyzację na najniższą temperaturę. Nawiew chłodził moje rozgrzane od tańca ciało, a lodowata woda przyjemnie gładziła gardło. Sprawdziłem telefon, żadnej wiadomości od Ali, odczytała moje, jednak na żadną nie odpisała.

Po jakiś 30 minutach trwania w bezruchu wstałem i udałem się do szyby dzielącej mnie od klubowego gwaru. Lustrowałem parkiet w poszukiwaniu przyjaciół i nagle mój wzrok utkwił w jednym punkcie. To była ONA. Przetarłem oczy, bo przestałem im wierzyć. Pomyślałem, że to omamy spowodowane obsesyjnymi myślami i sporą ilością alkoholu. Była ubrana w świecącą krótką sukienkę, która opinała jej idealny biust. Długość sięgała przed kolano, ale rozporki po obu stronach kończyły się w połowie bioder. Plecy nęciły nagością, materiał zaczynał się dopiero tam, gdzie zaczyna się pupa. Włosy miała rozpuszczone i lekko pofalowane. Wyglądała jak milion dolarów, emanowała pewnością siebie, kipiała kobiecością niczym wulkan seksu. Na sam widok zrobiłem się twardy. Nie tak dawno spalała się przy mnie, pode mną, a teraz ją widzę w jej rozkwicie niczym feniksa odrodzonego z popiołu.

Moje porywy zaczęły stygnąć, kiedy zauważyłem u jej boku tego cwela. Odjebany w białą, obcisłą koszulkę podkreślającą jego sztuczne mięśnie i rurki kończące się przed kostką. Gdybym miał teraz swoją strzelbę, wypierdoliłbym w niego od razu. Nie rozumiałem, co robiła tutaj z tym zjebem. Przecież miała zakończyć sprawy, wyjaśnić, pozamykać. Poczułem, jak gniew we mnie wzrasta coraz bardziej.

Szli razem przez parkiet, nie mieli ze sobą żadnego kontaktu cielesnego. Nagle zauważyłem, że Darek złapał ją za ramie, ale Ali skutecznie je z siebie strąciła. Coś mi tutaj w chuj nie grało. Zadzwoniłem do Artura, potrzebowałem z nią porozmawiać, sam na sam. Po tym wszystkim należały mi się wyjaśnienia. Poprosiłem go, żeby kazał jej przyjść na górę. Wszystko obserwowałem. Daria podeszła do Darka, dało się dostrzec, że nie jest zadowolona z tego, że go widzi. Artur wziął Ali na bok. Spojrzała na górę w moją stronę. Nie miała pojęcia, że patrzę.


Patrzyłam na siebie w lustrze jakbym była inną osobą. Wyglądałam tak samo, ale wzrok, którym się obdarzałam, był zupełnie różny. Dzięki ostatniej rozmowie z Markiem uświadomiłam sobie, że naprawdę mogę sięgać po to, co sobie wymarzę, i nawet jeśli mi się to nie uda, mam wokół osoby, które mnie wesprą, wyśmieją i popchną do przodu.

Nieskromnie mówiąc, wyglądałam jak milion dolarów — w ostrym makijażu i w wyzywającej kreacji z odsłoniętymi plecami. Oprószyłam się delikatnie ulubionymi perfumami i sięgnęłam po złotą torebkę na cienkim łańcuszku.

— Myślałem, że zaproponujesz mi, żebym dołączył, skoro razem z Darią chcecie świętować nasze zaręczyny — zaczął Darek, stając w drzwiach i blokując przejście.

— Nie idziemy świętować zaręczyn, skąd w ogóle taki pomysł? To damski wypad, mężczyźni nie są mile widziani — fuknęłam.

— Nie wzięłaś pierścionka — zauważył.

Tak, nie nosiłam pierścionka. Nie mogłam się przemóc, żeby trzymać go na palcu. Nie sądziłam, że Darek będzie na tyle uważny, żeby to dostrzec.

— Nie przywykłam do niego — odpowiedziałam lekceważąco. — Jest zbyt krzykliwy.

— Będę zazdrosny — wyznał, stając przede mną twarzą w twarz.

Nie wydawał się być skłonny do kompromisu, jego twarz wyrażała ośli upór, a ściągnięte brwi stanowiły wisienkę na torcie. To wyglądało jak zalążek kłótni. Spojrzałam mu prowokująco w oczy, czekając na rozwój wydarzeń. Nie zamierzałam ustępować miejsca, które było moje.

— Obiecałaś, że spróbujesz, że dasz mi szansę naprawić nasz związek, dlaczego teraz robisz wszystko, żeby mi to utrudnić? — zapytał poważnie. — Dałem ci pierścionek, którego zawsze chciałaś, a ty go nie nosisz. Teraz nawet chcę spróbować zakolegować się z Daria, a ty nie chcesz mnie ze sobą zabrać. Dlaczego?

Jego zachowanie mnie zaskoczyło — był poważny, w tym co mówił, tak poważny jak nigdy.

— Chcesz zakolegować się z Darią? — zapytałam, nie mogąc ukryć zdumienia w głosie.

— W końcu będziemy rodziną prawda? — mruknął niechętnie. — Zrozumiałem w końcu, że jest dla ciebie jak siostra. Powinienem chociaż spróbować się z nią dogadać. Skoro ty możesz to ja pewnie też, po prostu muszę postarać się bardziej.

Wprost nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Czy to możliwe, żeby ten człowiek w tak krótkim czasie zmienił się aż tak bardzo? A może to tylko kolejna z jego prostackich zagrywek? Nie mogłam tego ocenić.

— Nigdy ci na tym nie zależało — wypomniałam.

— Nie zależy mi na niej, tylko na tobie. Zwłaszcza, że mi obiecałaś.

Widziałam, że to przejaw manipulacji, a mimo to wciąż pozwalałam mu na siebie oddziaływać, bo, cholera, czułam się zobowiązana. Westchnęłam. Darii na pewno się to nie spodoba, jak przyprowadzę go ze sobą. Określiłam swoje priorytety wtedy, w mieszkaniu Darii.

— To nie jest dobry moment — powiedziałam, próbując go wyminąć.

— Dlaczego? — zapytał, znów zagradzając mi drogę. — Jeśli coś nie wyjdzie, po prostu usiądę grzecznie przy barze i zamówię drinka albo dwa i pójdę do domu, a wy będziecie sobie szaleć. Przecież nie przyniosę ci wstydu.

To, co mówił, brzmiało aż nazbyt racjonalnie. W jego tonie głosu nie było pretensji, wyrzutów i negacji, była chęć porozumienia. Westchnęłam ciężko, przypatrując mu się uważnie. Czy naprawdę mogłam, mu wierzyć?

— No dobrze — zgodziłam się z trudem. — Masz 15 minut i ani sekundy dłużej.

— Zobaczysz, będzie super — Darek pocałował mnie szybko w czoło i pobiegł do łazienki.

Czekałam, zastanawiając się, czy nie powinnam sięgnąć po telefon i uprzedzić Darię, ale ostatecznie nie zrobiłam tego z obawy, że przyjaciółka odwoła spotkanie. Po ostatnich wydarzeniach zrozumiałam ją znacznie lepiej. Zawsze uważałam ją za wolną i niezłomną, choć tak naprawdę wcale taka nie była. Chciałam spróbować połączyć ziemię z wodą, jak to kiedyś zasugerował Jakub. Jeśli by mi się to udało, to… cóż, to i tak niczego nie zmieniało.

Darek starał się jak nigdy dotąd, a ja nie potrafiłam tego docenić, bo jego trud przyszedł za późno. W międzyczasie zdążyłam oddać się innemu mężczyźnie i znaleźć w jego ramionach coś, czego nie znalazłam nigdy dotąd — wolność. Wiedziałam już, że do żadnego ślubu nie dojdzie, a ten pierścionek istotnie był dla mnie tylko pamiątką. Jednak wciąż nie mogłam znaleźć w sobie tyle siły, by odciąć się od niego. Co było ze mną nie tak?

Darek wyszedł z łazienki ogolony i oblany nieprzyzwoitą ilością wody kolońskiej, pobiegł do sypialni, a, mijając mnie, próbował klepnąć mój pośladek. Na szczęście zdążyłam uchylić się zręcznie. Seks między nami od dawna już nie istniał, nawet nie pragnęłam dotyku jego dłoni, nie szukałam jego czułości. Odwrotnie: miałam wrażenie, że unikałam tego jak ognia.

Mój narzeczony starał się zdobyć mnie na nowo i to widocznie przynosiło mu sporo radości. Im bardziej niedostępna byłam, tym bardziej mnie pragnął. Może uważał, że to gra z mojej strony? Ja jednak tak tego nie pojmowałam.

Po niecałych 10 minutach stał przede mną ubrany i gotowy. Widziałam skrzywiony kołnierzyk jego białej koszulki, ale nie poprawiłam go swoim zwyczajem. Włożyłam szpilki i nacisnęłam klamkę.

— Ali, zapomniałaś o czymś — zauważył głośniej.

Nie przychodziło mi na myśl nic, o czym mogłabym zapomnieć. Miałam kartę płatniczą w torebce, klucze od domu, chusteczkę na w razie czego i telefon — wszystko, co było mi potrzebne. Darek ujął moją dłoń i włożył na właściwy palec pierścionek zaręczynowy, a ja skrzywiłam się widocznie i nawet nie próbowałam tego ukryć.

— Wyglądasz tak nieziemsko, że musisz go dziś mieć na palcu, żeby nikt cię nie podrywał, kocico — mruknął gardłowo ze swoim łobuzerskim uśmieszkiem.

Wywróciłam oczami i zamknęłam za nami drzwi. I tak go zdejmę przy najbliższej okazji. Szłam w milczeniu obok wysokiego mężczyzny, który jeszcze niedawno był tak bliski mojemu sercu.


Oblivion zdawał się przyciągać mnie magnetycznym urokiem. Znów tu byłam, ale tym razem z bagażem — w postaci jeszcze aktualnego i całkiem formalnego narzeczonego. Nie wiedziałam, jak Daria zareaguje na jego widok, w końcu umówiłyśmy się we dwie, żeby trochę się zrelaksować i, tak, powinnam była mu odmówić.

Niezadowolenie z życia kładło się cieniem na każdej mojej decyzji. Nie chciałam już dryfować pomiędzy wzburzonymi falami jak statek bez kapitana. Złożyłam obietnice, których chciałam dotrzymać, miałam plany, które chciałam zrealizować, i pierwszy raz od dawna spoglądałam z iskierka nadziei w przyszłość. Już nie oszukiwałam się, że wystarczy mi to, co mam. Chciałam więcej.

Gdybym nie dostała tyle wsparcia od Marka, mogłabym nie ułożyć sobie w głowie tego całego chaosu. Jego spojrzenie na życie było metodyczne ani stuprocentowo męskie ani damskie, udzielał naprawdę dobrych rad i zachęcił mnie do inwestowania w siebie. Nawet sukienka, którą miałam dziś na sobie, była prezentem od niego.

Weszliśmy do wypełnionego po brzegi klubu, w którym rozbrzmiewały rytmy reggetonu. Stanęłam, szukając wzrokiem Darii, umówiłyśmy się na prawo od baru, żeby móc łatwiej się znaleźć, ale ku mojemu zdziwieniu to Darek najpierw ją odszukał i wyszedł jej naprzeciw. Blondynka nie wyglądała wcale na zadowoloną, ale podeszła. Stałam z boku, obserwując rozwój wydarzeń, w gotowości do zareagowania na każdy niepokojący zwrot akcji. Z tej odległości nie słyszałam, o czym mogliby rozmawiać, i nie odrywałam od nich wzroku. Dopiero delikatny dotyk, który osiadł na moim ramieniu sprawił, że odwróciłam głowę. Obok mnie znikąd pojawił się Artur, miał dość napięty wyraz twarzy.

— Właściciel klubu chce się z tobą widzieć — wyrzekł, pochylając się ku mojemu uchu, abym mogła wyraźnie go słyszeć.

— Właściciel klubu? Mnie? — zapytałam. — Czy to nie ty jesteś właścicielem?

— Współwłaścicielem — poprawił. — Chodź ze mną.

Podążyłam za nim przez tłum, aż do drzwi dla personelu, które otworzył, wpisując na panelu kod. Czując lekkie zdenerwowanie, zastanawiałam się, co takiego mogłam przeskrobać, że wzywają mnie na dywanik do wielkiego bossa tego grajdołka i to tuz po przekroczeniu progu lokalu. Zaraz. Przecież literalnie NIC nie zrobiłam.

— Idziemy do twojego szefa? — zapytałam, chcąc pociągnąć nieco zbyt milczącego dziś Artura za język.

— To mój dobry kumpel — odparł, gdy wchodziliśmy na górę po schodach.

— Znam go?

Stanęliśmy przed szerokim drzwiami, które Artur otworzył delikatnym pchnięciem.

— Sama się przekonaj — powiedział, wpuszczając mnie do środka.

Weszłam niepewnie do biura ze ścianą z lustra weneckiego, przez którą można było obserwować ludzi z dołu. Zapewniała całkowitą prywatność przebywającym w środku. Po prawej znajdowała się karmelowa sofa ze stolikiem, na środku dębowe biurko. A przed nim mężczyzna zwrócony do mnie plecami. W przytłumionym świetle widziałam tylko jego niezbyt wyraźne odbicie w szybie, ale ta sylwetka… była niesamowicie znajoma.

Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Zrobiło mi się gorąco i poczułam, jak policzki płoną żywym ogniem.

Gdy Jakub obrócił się do mnie przodem, nie mogłam nie westchnąć z zachwytu. Był piękny jak zawsze, szalenie męski i idealnie proporcjonalny. Jego ciemne oczy spoczęły na mnie pytająco, a zmarszczka pomiędzy brwiami pogłębiła się nieznacznie. Jakub zaplatał ręce na piersi, cała jego postawa emanowała pewnością siebie.

— Co ty tu robisz? — zapytałam oniemiała.

— Co ja tu robię? Pracuję kochanie.

Byłam zszokowana jego obecnością i nie wiedziałam jak zareagować. Tyle pytań kłębiło mi się w głowie, że nie wiedziałam, które zadać najpierw. A przede wszystkim — powiodłam nieskupionym spojrzeniem po wnętrzu — szukałam miejsca, w którym mogłabym się schować przed własnym wstydem.

— Jesteś właścicielem razem z Arturem? — spróbowałam, zanim zabraknie mi odwagi. — Dlaczego nigdy o tym nie wspomniałeś?

— Nie lubię się chwalić. Czy ta wiedza cokolwiek by zmieniła? Siadaj, musimy porozmawiać.

Ton jakim wypowiedział te słowa połączony z pogłębiającą się zmarszczką między brwiami, nie wróżyły nic dobrego. Odetchnęłam. Wiedziałam, że w końcu będę musiała z nim wyjaśnić pewne rzeczy, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to w takich warunkach. Usiadłam ostrożnie na brzegu krzesła twarzą twarz z mężczyzną, który był mi tak bliski i jednocześnie tak daleki. Dzielił nas blat biurka i ciężkie milczenie. Jakub układał w głowie kwestię, którą chciał wypowiedzieć, ale ja pragnęłam jedynie…

— Przepraszam — powiedziałam.

— Śmieszne… przepraszasz. Miałaś pozamykać sprawy, jak zdążyłem zauważyć sprawa przyszła z tobą. Znowu puste słowa Ali, tak naprawdę nawet nie wiesz, za co mnie przepraszasz. Czy ty myślisz, że jestem twoją nagrodą pocieszenia? Zabawką?

— To nie jest takie proste, nie rozumiesz. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, sprawy się skomplikowały, zresztą… — gryzłam się w myślach, czy wypowiedzieć swoje wątpliwości na głos. — Ty nawet nie myślisz o mnie poważnie. Serio Kuba, nie mam pojęcia, co o tym myśleć.

— Ja nie myślę o tobie poważnie? A myślisz, że co kurwa robię od dwóch tygodni? Dzwonię, piszę, wystaję pod twoją pracą, żeby cię zobaczyć choć przez chwilę. A ty nie raczysz mi nawet powiedzieć wprost, żebym spierdalał. Zero jebanego kontaktu. Wystraszyłem cię? Zrobiłem coś źle? Czekam cierpliwie i odchodzę od zmysłów, bo nie wiem, co jest nie tak. Ale moja cierpliwość się kończy, nie jestem z kamienia Ali.

Serce waliło mi w piersi, a dłonie pokryły się potem. Byłam cholernie zestresowana pod jego stanowczym spojrzeniem. Czy mogłam mu wierzyć? Czy mogłam zaufać? Czy chciałam… tak, kurwa, chciałam. To jedyne czego byłam pewna.

— Zrobiłeś wszystko… za dobrze — wyznałam ciężko, spoglądając na niego wstydliwie. — Nigdy nie było mi tak wspaniale, boje się, że zaraz coś spieprzę, albo się obudzę i… — głos zadrżał mi znacznie i ugrzązł w krtani.

— Za dobrze? Skarbie ja się nawet nie postarałem. Po prostu byłem i zawsze będę. Nie padnę dziś na kolana i ci się nie oświadczę. Ale pragnę mieć ciebie u swojego boku i poddać się temu, co się rodzi. Nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi i też się w chuj boję, ale będziemy w tym razem. Tu i teraz Ali. Tylko to się liczy, bo jutro może nie nadejść. I, jeśli także się temu poddasz, sprawię, że będziesz śnić najpiękniejszy sen.

Tak, ten mężczyzna nie był bezpieczną opcją, nie był nudny i przewidywalny jak Darek. Był całkowicie sobą ze wszystkimi cieniami i blaskami. Nie mógł nic obiecać i ja też nie mogłam. Wiedziałam tylko, że jeśli mu ulegnę, moje całe życie się zmieni. Nie będzie powrotu do ciepłej znanej rzeczywistości, zostanie całkowita rewolucja. Zadrżałam z emocji. To było takie kuszące, że mimowolnie przesunęłam językiem po wargach.

— Jutro może nie nadejść — powtórzyłam za nim — Tak, chcę śnić sen, w którym jesteś.

Rozdział 23

Siedziała na fotelu naprzeciwko mnie. Nagle drzwi się uchyliły i wszedł Krystian. Przyniósł drinka dla Ali i szklankę whisky z lodem dla mnie. Byłem zdezorientowany, wkurwiony, poirytowany i rozdarty. Wiedziałem jedno, że kobieta, która siedzi przede mną, nawet nie będąc pewną, czego chce, jest moja. Pragnąłem ją posiąść, pragnąłem, żeby znowu błagała, żeby krzyczała moje imię. Byłem świadomy tego, jaki wywierałem na nią wpływ. Nie mogła mi się oprzeć, tak będzie i tym razem.

Upiłem łyk bursztynowego płynu i wstałem. Niczym gepard na polowaniu obszedłem powoli biurko dookoła, po to, by móc stanąć przed swoją ofiarą. Oparłem się tyłkiem o blat i skrzyżowałem ręce na piersi. Zlustrowałem ją wzrokiem. Była skonsternowana, wychyliła prawie całe mohito prawdopodobnie na odwagę. Wbiłem w nią spojrzenie.

— I co ja mam z tobą zrobić Sarenko? — zapytałem.

— Nie wiem — odpowiedziała, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Była głodna, ale w jej oczach malował się również strach. Chciałbym się go pozbyć i miałem na to pewien sposób. Wziąłem od niej szklankę i odstawiłem na biurko. Złapałem oburącz za podłokietniki fotela i pochyliłem się nad nią. Zaczęła szybciej oddychać. Dostrzegłem przez materiał sukienki, że jej sutki stwardniały. Zbliżyłem nos do boku jej twarzy, zaciągając się słodkim zapachem, dotknąłem nosem jej ucha, schodząc ku szyi.

— Tak dobrze pachniesz, kochanie — wymruczałem.

Zadrżała. Trzymała ręce na kolanach i nie odważyła się mnie dotknąć. Coraz bardziej ściskała uda, które były widoczne w całej okazałości dzięki rozcięciom po bokach sukienki. Śmiałem twierdzić, że nie ma na sobie bielizny. Oddychała coraz ciężej, a ja sunąłem nosem po obojczykach, szyi, włosach, przedłużając torturę.

— Kuba, ja… — wysapała.

— Tak skarbie?

— Przepraszam — wyszeptała. — Naprawdę przepraszam, gdybym tylko była lepsza…

Spojrzałem jej prosto w oczy. Mówiła szczerze. Wpiłem się natychmiast w jej pełne wargi, smakując jej ust. Były tak słodkie, tak miękkie i chętne. Złapała mnie za włosy i przyciągnęła do siebie bliżej niemal chaotycznie. Całowaliśmy się namiętnie spragnieni siebie. Nasze języki natychmiast znalazły wspólny rytm. Obojgu nam zabrakło tchu. Chwyciłem ją w talii i jednym ruchem obróciłem się, sadzając ją na biurku. Lizałem jej dekolt, a Ali oparła się z tyłu rękami i chętnie prężyła swoje ciało. Rozchyliła nogi, abym mógł stanąć pomiędzy nimi. Materiał sukienki opadł pomiędzy uda, zasłaniając jej kobiecość. Na pewno nie miała majtek.

Gładziłem jej nogi i schodziłem coraz niżej. Wystarczyło pociągnąć zębami materiał odrobinę niżej i moim oczom ukazały się jej cudowne piersi. sterczały nabrzmiałe i stęsknione. Trzymając jej pupę, zassałem jedną, następnie drugą. Ali wygięła głowę do tyłu i zaczęła rozkosznie jęczeć. Jedną rękę zostawiłem na jej pośladkach, drugą głaskałem jej cipkę. Kurwa, naprawdę przyszła w sukience bez bielizny. Opierdol za ten czyn dostanie później, teraz mi to nie przeszkadzało. Drażniłem palcem jej nabrzmiałą łechtaczkę. Ali zaczęła cichutko jęczeć.

— Krzycz kochanie, nikt nas tutaj nie usłyszy. Ściany są dźwiękoszczelne.

Ociekała swoim podnieceniem, wiła się, doznając przyjemności jakby dawno jej nie miała. Klęknąłem pomiędzy jej nogami. Założyłem je sobie na ramiona i zacząłem lizać jej słodką cipkę. Kurwa, smakowała doskonale. Wsadziłem w nią dwa palce i zacząłem ją posuwać, podgryzając co chwilę jej pączek. Krzyczała moje imię, błagała o więcej. Jej piersi falowały miarowo wraz z każdym moim ruchem. Poczułem, że zaraz dojdzie. Przyspieszyłem ruchy w środku, a także zassałem mocno jej łechtaczkę. Doszła na moim języku, znowu rozpadła się na milion kawałków pod moim dotykiem.

Wstałem i pocałowałem ją namiętnie, pozwalając jej tym samym smakować swojej przyjemności. Była coraz bardziej zachłanna. Zaczęła gładzić ręką zgrubienie w moich spodniach. Mój kutas był nabrzmiały od momentu, kiedy zobaczyłem ją przez szybę. Rozpięła pasek i wydostała go na zewnątrz.

— Zamieńmy się — wydyszała.

— Mam lepszy pomysł — usiadłem na fotelu, na którym niedawno mościła swój tyłeczek.

Odsunąłem się na tyle, aby zrobić przestrzeń między mną a biurkiem. Uklęknęła, rozsunęła moje nogi na boki, wchodząc pomiędzy nie coraz głębiej. Zebrała swoje piękne rude włosy na jedno ramię i zaczęła masować moją męskość. Moje podniecenie błyszczało na twardej główce. Od razu je zlizała. Wzięła mnie po same jajka. Obciągała mi z ogromną pasją, stymulując moją żołądź. Kurwa, byłem w niebie. Złapałem ją za głowę i zacząłem nadziewać na swojego twardego kutasa. Patrzyła na mnie, a jej oczy zaszły łzami. Czułem, że jestem bliski spełnienia, jednak nie tak to sobie zaplanowałem.

Ująłem w dłonie jej twarz. Spojrzałem na nią czule. Ja pierdolę, była taka seksowna.

Wstała, podciągnęła sukienkę i usiadła na mnie okrakiem, nabijając swoją mokrą cipkę na mój pal. Złapała się oparcia fotela i zaczęła mnie ujeżdżać. Trzymałem ją za pośladki i pieściłem ustami piersi. Po chwili, idealnie przed moim wybuchem, zaczęła krzyczeć, a ja czułem jak jej kobiecość pulsuje na moim kutasie. Zsadziłem ją z siebie, opierając o biurko. Była zaskoczona, dlaczego przerwałem, dlaczego odmówiłem sobie przyjemności, a wiedziała, że byłem na jebanej granicy.

Chwyciłem za szklankę z whisky i wyzerowałem ją razem z kostką lodu, która nie zdążyła się rozpuścić. Ali rozłożyła nogi, widziałem, jak jej soki ściekają do samych kostek. Zagłębiłem się pomiędzy jej wargi i przesunąłem lodem po jej łechtaczce. Krzyknęła i wygięła się w łuk. Wyciągnąłem lód i trzymając go w palach, powiedziałem:

— Zaufaj mi.

Przełknęła ślinę i pokiwała znacząco głową. Polizałem drugą dziurkę poniżej wejścia do raju i delikatnie wsunąłem kostkę lodu w odbyt. Nie była zbyt duża, ale wystarczająca, aby dać rozkosz. Zaczęła jęczeć, a ja lizałem jej cipkę od góry do dołu.

— Wypierdol mnie Kuba — wydyszała.

Chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do ściany z lustra weneckiego. Zdjąłem z niej sukienkę, obnażając nagość Pochyliłem ją, aby móc ją zerżnąć, tak, jak chciałem. Oparła się rękami o ścianę, wypinając dla mnie swój chętny tyłeczek. Pieprzyłem ją od tyłu. Krzyczała z rozkoszy. Owinąłem sobie jej włosy wokół nadgarstka i jebałem ją do granic przytomności.

— Zobacz Ali jakie to piękne, spójrz na dół — zachęciłem.

— Kuba, proszę… — wyjęczała.

— Chcę, żebyś patrzała na tego cwela zwanego twoim narzeczonym, kiedy zaleje cię swoim nasieniem, kiedy znowu dojdziesz dla mnie, kiedy twoja gorąca cipka będzie oplatać mojego kutasa, a ty będziesz krzyczeć moje imię. Jesteś i będziesz tylko moja. I przysięgam, że to ostatni raz, kiedy pozwalam ci od siebie spierdalać.

— Kuba… ja… — dyszała.

— Moja, tylko moja, teraz i na wieki — wystrzeliłem w nią, a ona znowu doszła.

Nie przestawałem ją pierdolić, widziałem, że opada z sił, ale nie miałem już żadnych hamulców. Obróciłem ją jednym ruchem i oparłem plecami o szybę. Oplotła mnie nogami w pasie, a ja znowu zacząłem ją posuwać. Trzymała się kurczowo mojej szyi, a ja wbijałem palce w jej tyłek.

— Ja pierdolę, Kuba… — jęczała Ali.

Nagle zalała nas fala kosmicznego orgazmu, a Zielonooka trysła z podniecenia. Kurwa, było mi tak nieziemsko dobrze. To, co się teraz stało, utwierdziło mnie w przekonaniu, że należy do mnie. To, jak na siebie reagowaliśmy, jak siebie pragnęliśmy. Kiedy ją brałem i pozwalałem jej patrzeć na tego chuja przez szybę… W pewien sposób ją naznaczyłem.

Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę. Chwyciłem kartonik chusteczek z biurka i zacząłem ją wycierać. Pomogłem jej się ubrać. Była wykończona, zadowolona, ale na jej twarzy znowu pojawiło się mieszane uczucie, które mi się nie podobało. Chciałem, żeby zostawiła przeszłość za sobą. Dziś z tego klubu wyjdziemy razem, za rękę.

Usiadłem obok niej i ująłem jej dłoń w swoje. Pocałowałem je delikatnie.

— Powiedz, co cię trapi? Zrobiłem ci krzywdę?

— Nigdy nie przypuszczałam, że jestem taką wyuzdaną perwersyjna szmatą, żeby bzykać się, patrząc na… i wciąż mi się podobało.

— Przestań, to że doznajesz przyjemności, wychodząc poza normy, nie czyni cię szmatą, a perwersja nie jest czymś złym. Pomyśl, ile jeszcze granic do przekroczenia przed tobą.

Ali się roześmiała.

— To było tak niesamowite, że Daria będzie mi zazdrościć.

— Nie żartowałem z tym, że jesteś moja. Czy masz świadomość, co to oznacza?

— Co to oznacza?

— Straciłaś status narzeczonej tego buraka, odbierasz telefony i odpisujesz na wiadomości. Przyzwyczaj się, że jestem w twoim życiu Sarenko — puściłem jej oczko.


Byłam tak rozkosznie zmęczona i tak bardzo zrelaksowana, że nawet nie zastanawiałam się nad tym, co robię. Moje serce łopotało lekko jak skrzydła motyla, a myśli oczyściły się, kierując tylko na przyszłość. Pewnym ruchem zdjęłam pierścionek zaręczynowy i przyjrzałam mu się uważnie. Kompletnie nie był w moim stylu, nie miałam w stosunku do tego przedmiotu żadnego sentymentu. Kuba obserwował mnie uważnie, gdy wstałam i wyrzuciłam pierścionek do kosza na śmieci.

— Zakończę to, jak powinnam — oświadczyłam z pewnością, która nawet mnie samą zszokowała. — Obiecuję. Przepraszam, że to trwało tak długo. Chyba… potrzebowałam cię zobaczyć.

Jakub oceniał mnie spojrzeniem, jakby zastanawiał się, czy może mi zaufać, jakby wątpił, czy będę w stanie. Ujęłam jego twarz w dłonie i podarowałam mu delikatny, słodki jak miód pocałunek, który rozprostował zmarszczkę zmartwienia między jego brawami.

— Tym razem będzie jak trzeba — wyszeptałam w jego szyję. — Zaufaj mi.

— Nie będzie kolejnej szansy — odrzekł z powalającą szczerością.

Skinęłam głową, akceptując jego emocje i własną słabość. Tak, właśnie tak powinno być.

Oboje ogarnęliśmy się na tyle, by móc wyjść do ludzi i wyszliśmy z biura, trzymając się za ręce. W mięśniach mojego kochanka nie było napięcia, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moją twarz. Byłam dumna, że mogłam znaleźć się u jego boku. Patrzyłam na niego ukradkiem, gdy schodziliśmy schodami i w korytarzu, jak otwierał drzwi prowadzące ku rozbawionej gawiedzi. Moją klatkę piersiową przepełniało jakieś gorące, duszące uczucie, które układało się w wyznanie, na które jeszcze nie przyszedł czas. Dlatego milczałam, zachwycając się ciepłem jego dłoni, grubością brwi i ciepłym spojrzeniem, którym mnie obdarzał.

Ten mężczyzna będzie potrafił utrzymać mnie w ryzach, pozbawić tchu i przyjąć wszystko, co mam do zaoferowania. Potrafił brać i dawać, wymagać i pobłażać i na ten moment już wiedział o mnie więcej niż Darek przez cały okres naszego związku. Nieważne, jak zakończy się nasz romans, nigdy go nie pożałuję.

Tłum tańczących ludzi, który nas otoczył, wydawał się być absurdalnie daleko, jakby w innej alternatywnej rzeczywistości, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od Jakuba. Szedł krok przede mną, torując sobie drogę, a ja podążałam jakby to była moja naturalna i przeznaczona funkcja i czułam się z tym dobrze. Byłam dumna, że mogę iść za tym mężczyzną, nawet jeśli miałby być to tylko krótki spacer.

Jakub nagle zatrzymał się, a ja wpadłam na jego plecy. Wyjrzałam zza niego, żeby zobaczyć, co go zaskoczyło, i sama zamarłam. Darek stał z wysoką brunetką i rozmawiali głowa przy głowie jak bliscy znajomi. Ręka dziewczyny dotykała jego koszuli, a on wydawał się być zadowolony z takiej bliskości. Ten widok już nawet mnie nie bolał, czułam tylko… smutek.

Pociągnęłam Jakuba w przeciwnym kierunku, ale nie drgnął nawet o milimetr, a jego ciemne oczy nie schodziły z mojego byłego narzeczonego. Wyglądał jak jastrząb, który wypatrzył w gęstwinie tłustą mysz. Chwilę potem ujął ciaśniej moją dłoń i poszedł przed siebie prosto ku rozanielonemu Darkowi. Poczułam przypływ niepokoju, ale podążyłam.

Zatrzymaliśmy się bezpośrednio przed nimi. Nigdzie w pobliżu nie widziałam Darii. Gdy Darek zorientował się, że ma nieproszone towarzystwo, przybrał bojową postawę.

— Gdzieś ty była? — zapytał, gdy zobaczył moją sylwetkę wyłaniającą się zza pleców Jakuba. A potem jego wzrok padł na nasze splecione ręce. — Kim ci się wydaje, że jesteś? — warknął do Jakuba, zaciskając dłonie w pięści. — Łapy precz od mojej kobiety!

— Właścicielem tego lokalu jebany szczurze. I to był twój ostatni raz, kiedy odzywasz się do niej w ten sposób, rzekłbym, że ostatni, kiedy odzywasz się w ogóle.

Widziałam, jak Darka zatyka na chwilę. Zatrząsnął się ze złości i obdarzył mnie lodowatym spojrzeniem. Nie wyglądał już na tak pewnego siebie jak zawsze.

— Puszczasz się z nim, bo ma więcej kasy niż ja?

— Przed wszystkim ma więcej klasy — odrzekłam cicho.

— Po co to robisz? Chcesz wzbudzić moją zazdrość? — prychnął z pretensją. — Wychodzimy stąd! — sięgnął po moją wolną rękę, ale cofnęłam ją, zanim zdążył ją pochwycić.

— Ty tępy chuju, powiedziałem, szacunek to raz, a dwa ty stąd wypierdalaj, kanał jest kilka pięter niżej — warknął gniewnie Jakub.

— To ty jesteś tępym chujem. Myślisz, że jak mnie puszcza bokiem, to ciebie nie będzie? Fajnie się ruchało? Wszystkiego ją nauczyłem…

Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść jego podłego uśmiechu i tego prześmiewczego tonu w głosie. Naprawdę potrafił uderzyć tam, gdzie bolało.

Nie mogłam zareagować, gdy Jakub bezceremonialne przywalił mu w mordę, to stało się za szybko. Bez żadnego ostrzeżenia wyprowadził mocny cios prosto w jego roześmianą szczękę. Słyszałam wokół nas zdziwione i zszokowane okrzyki. Próbowałam złapać Kubę za ramię, ale zostałam natychmiastowo odsunięta. Ten mały ruch pozwolił Darkowi otrząsnąć się i przybrać obronną pozycję przed kolejnym uderzeniem, które padło chwilę potem. Tym razem Darek uchylił się zręcznie i zaatakował prawym sierpowym. Ludzie dookoła zaczęli cofać się w pośpiechu i wołać ochronę. Patrzyłam, jak Jakub łapie jego wyprowadzoną z duża siłą pięść jak rączkę małego dziecka i ściska ją, wydzierając z ust mojego byłego narzeczonego jęk bólu. Potem złapał jego przedramię i wykręcił mu rękę, kopiąc w kolano. Darek ukląkł.

— Przeproś panią ty podła szowinistyczna szmato — nakazał.

— Nie trzeba… — wydyszałam w szoku.

— Przepraszam… — mruknął ledwo słyszalnie Darek.

Wyraz furii na twarzy Jakuba odrobinę osłabł, pchnął Darka na podłogę ze słowami:

— Spierdalaj mi sprzed oczu, żebym cię tu więcej śmieciu nie widział, bo cię zgniotę.

Darek podniósł się i otrzepał, spojrzał z nienawiścią na mnie i na Jakuba i — gdy miałam już wrażenie, że odpuści i wyjdzie — rzucił się ponownie z pięściami na Kubę. Chciałam ich jakoś rozdzielić, ale zostałam odciągnięta przez jednego z uczestników imprezy. Mogłam tylko patrzeć z boku na wymianę ciosów rodem z ulicznych walk gangsterskich. Jakub zdawał się wpaść w szał. Jego uderzenia były silne i celne i nie przestawał, nawet gdy Darek zalał się krwią. Nie mogłam na to patrzeć.

Błagałam już w myślach, żeby ktokolwiek zainterweniował i go powstrzymał, ale nikt z obecnych się nie odważył. Dopóki zza pleców Jakuba nie wyłonił się Artur, który założył mu chwyt za szyję od tyłu i zmusił do ustąpienia.

Oddychałam szybko i gwałtownie. Niewiele myśląc, podbiegłam do Darka, żeby zobaczyć, czy żyje. Był mocno poobijany, krew ciekła mu z wargi, łuku brwiowego i skroni, w ustach miał krew prawdopodobnie od wybitego zęba, a kostki jego prawej dłoni były zdarte do krwi. Podniosłam go za łokieć do góry, a on skorzystał z mojego oparcia i stanął na nogach. Nie czułam nic do tego mężczyzny, który się na mnie podpierał, wiedziałam tylko, że muszę zakończyć sprawy, jak należy, i jak przystało na mnie — godnie.

Jakub, którego Artur zdążył już wypuścić, patrzył na mnie oniemiały i gruntownie zszokowany, a w jego spojrzeniu kryła się niepewność. Odetchnęłam, powstrzymując się przed spontaniczną reakcją. Byłam dorosła do cholery. Nie mieliśmy po 17 lat. Byłam absolutnie zdecydowana na jednego mężczyznę. I nie był nim Darek.

— Wychodzimy — oznajmiłam twardo Jakubowi, patrząc mu prosto w oczy — Nic się nie zmieniło, zaufaj mi. Tym razem będzie jak trzeba.

Nie otrzymałam od niego żadnej reakcji, czułam tylko jego przenikliwy wzrok na własnych plecach, gdy wyprowadzałam zakrwawionego i chwiejącego się dupka z klubu.

— Jebany skurwiel — syknął, wypluwając zęba na chodnik.

Odwróciłam wzrok zniesmaczona do granic. Zadzwoniłam po taksówkę i czekaliśmy przy chodniku, a obcy ludzie obserwowali nas, szepcząc cicho. Nagle ni stąd ni zowąd Darek zaczął się śmiać. Czułam, jak drży, zanosząc się śmiechem, a brak trzeciego zęba po lewej stronie rzucał się w oczy. Ten widok bolał mnie fizycznie.

— Miałem rację — wydusił, ocierając łzy, gdy napad już minął. — Zawsze wybierzesz mnie, niezależnie, co by się stało.

Pokręciłam głową, a gdy nadjechała taksówka, wcisnęłam go na tylne siedzenie, a sama usiadłam z przodu. Podróż ciągnęła się nieprzyjemnie, a Darek na przemian klął i pojękiwał, co bardzo nie podobało się taksówkarzowi. Gdy stanął pod blokiem i wychodziłam z samochodu, krępy mężczyzna wydawał się przeszczęśliwy. Dorzuciłam mu 50 zł napiwku za uszczerbek na zdrowiu psychicznym i zawinęłam Darka do domu.

W drodze powrotnej zdawał się już trzymać na nogach o własnych siłach, więc przestałam służyć mu za podporę. Dyskomfort gniótł mnie od środkach jak samonapędzająca się lawina. Miałam wrażenie, że zaraz pęknę jak zbytnio nadmuchany balon. Marzyłam, żeby to był już koniec.

Weszliśmy do mieszkania. Darek opadł ciężko na kanapę, a ja stanęłam przed nim z założonymi rękoma. Patrzyłam na niego, zapamiętując ten obraz — symbol degradacji, upadku i miernoty.

— Z nami koniec — oświadczyłam. — Spakuj się i wynocha.

Patrzył na mnie, jakby nie rozumiał, co do niego powiedziałam. Jakbym nic nie powiedziała. Jakby moje usta się nie otworzyły. Pokręcił głową, ściągając brwi.

— Uderzyłaś się w głowę? — zapytał oniemiały.

— Ja nie żartuję — powiedziałam głośniej. — Wynoś się, albo dzwonię na policję. Masz godzinę na spakowanie rzeczy.

Wstał wyraźnie wkurzony.

— I co wymienisz mnie na tego gogusia? — zapytał, podchodząc i patrząc na mnie z góry jak głodny sęp. — Jesteś żałosną hipokrytką.

Milczałam — miał rację, byłam hipokrytką, tylko już przestałam być żałosna. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, wypatrując oznak wahania, ale gdy ich nie dostrzegł, zaklął głośno i chwycił portfel komórkę i klucze…

— Klucze zostaw — powiedziałam. — Są do mojego mieszkania.

— Mieszkanie jest wspólne — warknął.

— Tak? To pokaż mi chociaż jeden rachunek za czynsz opłacony z twojego konta.

— Jeszcze przyjdziesz do mnie na kolanach błagać o wybaczenie tępa kurwo — Darek zostawił klucze na stole.

Milczałam, choć wybuchałam od środka chęcią odgryzienia mu się. Wyzwałabym go, wyciągnęła na wierzch wszystkie brudy, wyśmiała go i zdeptała, ale nie zrobiłam tego, bo chciałam, cholera, chciałam tak bardzo, żeby nasze rozstanie było godne. Był, jaki był, ale należał mu się szacunek za te wszystkie lata, które ze mną spędził. Dawałam mu szacunek, którego on dla mnie nie miał, ani podczas ani po naszej relacji. Trudno. Był już przeszłością, którą zamierzałam definitywnie zostawić za sobą.

— Oddaj mi pierścionek — Darek stał przed mną z wyciągnięta ręką, a ja czułam tylko zażenowanie i litość.

— Poproszę Jakuba, żeby wyciągnął go dla ciebie ze śmietnika — odparłam zmienionym głosem.

Widziałam, jak mięśnie szczęki napinają mu się tak bardzo, że żyła na szyi wychodzi na wierzch, odwrócił się na pięcie i wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że na pewno słyszało go pół bloku.

Zostałam sama w domu.

Gapiłam się w ścianę.

Nie miałam pojęcia, co zrobić, ale decyzja została podjęta.

Czekało mnie nowe.

Odetchnęłam i sięgnęłam po telefon. Zadzwoniłam do Jakuba, ale nie odbierał. Po chwili napisałam sms: To już koniec. Pożegnałam go. Chce pierścionek z powrotem, możesz wyciągnąć go ze śmieci zanim ktoś wyrzuci worek?

Nic.

Kompletny brak odpowiedzi.

Rozdział 24

Od całego incydentu w klubie minęło kilka dni. Chodziłem wkurwiony do granic możliwości. Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć, co myśleć o Ali. Jeszcze tego samego dnia napisała, że zerwała z narzeczonym, dzwoniła. Nie chciałem z nią rozmawiać. Powiedziała, że postąpi, jak należy, tylko zastanawiałem się, po chuj chce być tak bardzo fair wobec człowieka, który traktował ją jak gówno?

Z tego całego wkurwienia zacząłem sprzątać kamienie, które zalegały mi na tyłach domu już tyle lat. Nie zważałem, jak bardzo piekły mnie mięśnie, potrzebowałem gdzieś wyładować wszystkie frustracje i oczyścić umysł. Nawet wczorajsze pływanie w jeziorze przez 3 godziny nic nie dało. Zbyt mało wysiłku. Usiadłem na chwilę i wychyliłem butelkę wody. Zachodziłem w głowę, czy czasami Ali i ten jej zjeb to nie jest związek na zasadzie syndromu sztokholmskiego. Nie ważne jakby ją ranił, co by jej nie zrobił i tak potulnie wracała. Chciałem jej wierzyć, że to definitywny koniec, ale ostatnim razem, jak mi powiedziała, że zrobi z tym porządek, nie zrobiła nic. A ja i tak pojechałem po nią i dałem jej schronienie, tylko po to, żeby wpadła w jego ramiona.

Nie dawała mi żadnej gwarancji.

Lubiłem konkrety, dla mnie nie istniało pomiędzy. Tego wieczoru w klubie nie dało się ukryć tego, że oddała mi się w stu procentach, była moja tak, jak tego chciałem. Brałem ją i dostawałem w zamian całą. Dochodziła dla mnie, patrząc na tego pajaca. Była moja, cała moja. A jednak nadal nie miałem pewności, że jutro znów będzie. Liczyłem, że tego pięknego wieczora wyjedziemy z klubu razem, trzymając się za rękę. Stało się inaczej. Gdyby nie Artur prawdopodobnie zabiłbym tego zjeba Darka gołymi rękami bez żadnych wyrzutów sumienia. Dobrze jednak mieć przyjaciela, który uratuje cię od totalnej zguby. Myślałem, że Ali pójdzie ze mną, ona jednak poszła zbierać tego zasmarkańca.

Kiedy Artur zaprowadził mnie na górę do biura, abym ochłonął, prawie rozjebałem szybę. Byłem wkurwiony potrójnie. Na to jak ten hemoroid odzywał się do Ali, potem jak traktował mnie, a mojej wściekłości dopełniło zachowanie Zielonookiej. Tam w biurze, kiedy trzymaliśmy się za ręce, kiedy była dla mnie, czuła jak nigdy, zaufałem jej. Kurwa, kłamię, zaufałem jej wtedy, kiedy zadzwoniła po mnie cała roztrzęsiona, wtedy, kiedy znalazła schronienie przy moim boku. Czułem się skołowany, może tamtego wieczoru powinienem odebrać?

Dochodziło już popołudnie, a ja jechałem na umówioną kawę do Krysi i Tomka. Nie miałem ochoty się z nikim widywać, nie chciałem także z nikim gadać, ale czułem się w obowiązku pojawić się u Ficów. Kiedy dotarłem na miejsce, Krysia niosła do altanki jakieś ciasto i od razu mnie zauważyła.

— Kubuś, no nareszcie jesteś, zaszyłeś się w tej swojej głuszy i zapomniałeś o całym świecie — zakrzyknęła.

Szedłem w jej stronę, lekko się uśmiechając.

— Gdzie ten stary zgred? — zagadnąłem.

— Tomek? Pojechał do miasta do banku. Julce skończyły się pieniądze, to co zrobi zatroskany tatuś? Wyśle jej więcej. Ja mówiłam, powtarzałam, pracuje, niech gospodaruje. W ten sposób nigdy szacunku nie nauczy się ani do pracy ani do pieniądza. Chodź, siadaj.

Usiedliśmy w altance. Krysia po chwili przyniosła dwa kubki mocnej czarnej kawy i zaczęliśmy zajadać pyszną bezę z owocami. Przy okazji poopowiadała jeszcze jak zła jest na męża za wieczne pobłażanie córce.

— No to opowiadaj, jak było w tym Wrocławiu?

— Rozwiodłem się, doglądnąłem interesu i wróciłem.

— Ale żeś powiedział, taki kit to ty wiesz komu możesz wciskać. Widziałeś się z nią?

— Z kim?

— No z tą pięknością co u ciebie rezydowała kilka dni.

Byłem totalnie zaskoczony. Czułem, jakby ktoś odkrył moją największą tajemnicę.

— Tak widziałem, ale nic z tego nie będzie — mruknąłem.

— Oj chyba będzie, widzę ten błysk w oku. Wystarczyło o niej wspomnieć, a tobie serce wali jak młot.

— Było miło, ale się skończyło — odpowiedziałam, żeby uciąć temat.

— Czemu się skończyło? — Krysia nie dawała za wygraną.

— Była u mnie, było nam cudownie, potem wróciła do swojego świata. Czekałem na nią cierpliwie. Potem zobaczyłem ją w klubie, rozmawialiśmy — zaczerwieniłem się.

— No chyba nie tylko Kubusiu. Wybacz, ale nie wierzę, że wasza relacja to tylko rozmowy i trzymanie się za ręce.

— Masz mnie — uśmiechnąłem się pod nosem.

— I co się stało w tym klubie?

— Najebałem jej byłemu narzeczonemu, w sumie, gdyby nie Artur to bym go zabił.

— Matko, Kuba bój się Boga. Zabić? Zwariowałeś?!

— Myślałem, że pójdzie ze mną, ale powiedziała tylko, że zakończy to, jak należy. I tyle ją widziałem.

— Powiem ci trafiłeś na kobietę z klasą. Widzisz, Magda doprawiała ci rogi. A ona, mimo że, zgaduję, narzeczony niebardzo, to i tak szacunek dziewczyna ma. Jedno kończy dopiero drugie zaczyna.

— No niby tak, ale nadal ze sobą nie rozmawiamy — zakryłem twarz rękoma. Byłem sfrustrowany tą całą sytuacją.

— Kochasz ją?

— Że co?

— Pytam, czy kochasz tę dziewczynę?

— Nie wiem, co to znaczy tak naprawdę kochać, nigdy nie kochałem. Chciałbym mieć ją przy sobie, iść z nią przez życie, budzić się przy niej i zasypiać. Chcę, żeby nosiła moje stare koszulki, bo cholernie seksownie w nich wygląda. Chcę dzielić z nią swoją przestrzeń, troski i radości, oddychać tym samym powietrzem. Chcę być dla niej i żeby ona także była przy mnie. Chcę być dla niej wszystkim, tak jak ona jest dla mnie całym światem. Nie wiem, czy to się nazywa miłością, ale Krysiu przysięgam, że im dalej jestem od niej tym trudniej mi oddychać — spuściłem głowę i jedna łza spłynęła po moim policzku. Nigdy nie pozwalałem sobie na takie emocje tym bardziej przy kimś. Jednak wiedziałem, że Krysi mogę ufać

— Choć tutaj dzieciaku, nie płacz — przytuliła nie z czułością. — Miłość nie jest prosta, ale jak razem ciągnie się ten wózek jest piękniej i łatwiej. A ja czuję, że wy swój spokojnie pociągnięcie choćby był załadowany po samo niebo. Daj jej czas, ale daj jej poczucie, że czekasz na nią. Rozumiem, że czujesz, jakby zawiodła twoje zaufanie, ale przestań się bać.

— Nie boję się.

— Właśnie, że się boisz. Co zrobisz krok do przodu, ona się wycofa krok, a ty się cofasz dwa. Powinieneś stać w miejscu i czekać. Bądź cierpliwy.

— Jestem.

— Za mało. Po co się denerwujesz? To nie Magda, że przytaknie na wszystko. Nie znam dziewczyny, ale ma charakter i to się chwali. Zauważyłam, że odkąd się pojawiła więcej w tobie radości, emocji więcej okazujesz, a tak to chodziłeś jak sprana ścierka. Teraz chociaż te twoje życie od linijki ktoś poprzestawiał i bardzo dobrze.

— To co radzisz, czekać, czy się do niej odezwać?

— Synu masz 35 lat, ja mam cię uczyć?

— Nie, poradzę sobie. Dziękuję, że jesteś Krysiu — ucałowałem jej dłonie.

— Wiesz dobrze, że kocham cię jak syna, zawsze możesz się do mnie zwrócić — uśmiechnęła się z troską kobieta.

Wróciłem do domu. Od razu udałem się na taras, nalałem sobie szklaneczkę whisky włączyłem muzykę i usiadłem wygodnie na kanapie. Byłem zakochany. Kompletnie to do mnie nie docierało, ale miałem wytłumaczenie na wszelkie moje dotychczasowe zachowania. Tak właśnie działa człowiek, którym targają wyższe uczucia. Popijałem bursztynowy napój i szukałem w głowie momentu, w którym to mogło nastąpić.

Przewijałem niczym film wszystkie wspomnienia związane z Ali, każdą sytuację, każdy dotyk, każdy pocałunek. I znalazłem. Kiedy zobaczyłem ją w ramionach innego, zapragnąłem, aby była moja. Byłem pewny, że stało się to właśnie wtedy, ponieważ od tego spotkania nad potokiem nie mogłem pozbyć się jej z głowy. Pragnienie jej pokierowało moimi decyzjami, dla niej się rozwiodłem.

Kurwa, jaki byłem głupi, obrażałem się na to, że chciała zakończyć sprawy po swojemu, a sam zrobiłem dokładnie to samo. Odmówiłem jej przyjemności, pomimo że mnie pragnęła, z powodu małżeństwa. Teraz wiem, co miała na myśli, mówiąc, że będzie, jak należy. Krysia miała rację, trzeba zakończyć jedno, żeby zacząć drugie. Ja działałem w myśl tej dewizy, ale nie brałem pod uwagę, że Ali także. Nie mogłem jej stracić, tego byłem pewny. Chciałem chwycić za telefon i powiedzieć jej, że przepraszam i kocham. Nie wiedziałem jednak, jak ona to przyjmie, po tym jak nie odebrałem od niej.

Byłem wściekły, nie chciałem wyładowywać swoich frustracji na niej. Ale byłem też głupcem, bo mogłem poinformować, dlaczego nie odbieram i zapewnić ją, że jestem. Kurwa, co za kretyn ze mnie. Nie wiedziałem, co Ali do mnie czuje. Czy jeszcze mnie przyjmie? Czy podejmie to ryzyko ponownie i w końcu staniemy ramię w ramię naprzeciw światu? Nie chciałem jej stracić, nie mogłem i koniecznie musiałem coś zrobić. Miałem pewien plan w głowie. Zadzwoniłem do znajomej od pierogów i zamówiłem 50 sztuk z truskawkami na jutro. Wykonałem także telefon do kwiaciarni do Wrocławia i dałem zlecenie na 5 ogromnych bukietów z polnych kwiatów na podany adres. Wszystko dograne, jutro pierogi wraz z kwiatami trafią prosto do pracy Ali. Myślę, że potrawa z naszej kolacji, która okrasiła pierwszą wspólną noc i znajomy zapach kwiatów dadzą jej poczucie, że czekam, że nie rezygnuję.

Kurwa, kochałem ją. Pierwszy raz w życiu kochałem i chciałem zrobić dla niej wszystko, być dla niej wszystkim. Czułem, jakby mi ktoś przyprawił skrzydła. Nie mogłem się doczekać, kiedy jej powiem te magiczne słowa.


Pustka — to było jedyne, co teraz czułam.

Dom był pusty, moje życie było puste. Darek zabrał swoje rzeczy, a mieszkanie nagle zrobiło się takie wielkie i niekompletne. Od czterech dni często rozmawiałam z Markiem, był moim jedynym wsparciem w tych trudnych chwilach. Dzwoniłam do niego, żaląc się nawet na matkę, która to swoim autorskim bardzo wyrachowanym sposobem zaczęła traktować mnie, jakby ze mnie zrezygnowała, jakby kompletnie straciła nadzieję co do mojej osoby.

Zawsze byłam dla niej niewystarczająca, ale tym razem potraktowała mnie tak, jakbym popełniła zbrodnię, a ona wstydziła się do mnie przyznać. Bolało mnie to wyjątkowo mocno, bo wciąż jej potrzebowałam. Była moją jedyną rodziną i ciągle łudziłam się, że w trudnych chwilach znajdę w niej choć minimum oparcia. Życie już wielokrotnie mi pokazało, że tak nie jest. Ile razy musiałam zderzyć się ze ścianą, by to zrozumieć?

Obiecałam sobie, że będę o siebie walczyć. Codziennie rano wstawałam do pracy malowałam się, ubierałam uśmiech na twarz i szłam walczyć o swoje szanse. Kroki miałam lekkie, kontakty z ludźmi nie sprawiały mi problemów, skupiałam się na pracy bez zarzutu, tylko po to, by nie myśleć. Gdzieś głęboko w sercu tkwiła zadra kująca jak drzazga, której nie można wyciągnąć.

Gdy emocje opadły, zrozumiałam.

Jakub mi nie uwierzył, wątpił w moje postanowienie i siłę, dlatego nie odzywał się, pomimo tego, że jasno poinformowałam go, że mój patologiczny związek dobiegł końca. Następne dwa dni spędziłam w rozpaczy przetykanej kompletnym niedowierzaniem. Był taki przekonujący w tym, co mówił, taki zdecydowany, ale gdy podjęłam decyzję i uczyniłam wiążący krok, stchórzył. Wystraszył się, bo nie miał we mnie ufności, a nie miał we mnie ufności, bo byłam słaba. Wierzyłam ludziom, którym nie powinnam i nie stawiałam na pierwszy plan swojego dobra, widocznie to zauważył i stwierdził, że nie chce mieć kogoś takiego przy boku.

Oczywiście łatwiej było udawać biedną, wypłakiwać oczy i oczekiwać współczucia od świata, ale gardziłam taką drogą. Widziałam wielokrotne, jak robi to matka, i zawsze wzbudzało to we mnie mdłości. Obłuda zakłamanie i przerzucanie odpowiedzialności nigdy nikogo nie zaprowadziło do niczego wartościowego. A ja nie zamierzam się poddać. Musiałam tylko działać odpowiednio.

Przemyślałam sobie wszystko. Tak po prawdzie nie zrobiłam nic, żeby facet się mną zachwycił, nie pokazałam żadnej swojej dobrej strony, więc czemu nie miałby się poddać, gdy straty przewyższyły zyski? Musiałam to naprawić i zacząć od nowa, od kompletnego zera, być dla niego kobietą, którą naprawdę jestem, udowodnić, że mam do zaoferowania więcej niż tylko cipkę i wygląd.

Jakub jeszcze tego nie wiedział. Jeszcze go nie uświadomiłam.

Musiałam tylko doczekać do weekendu. Chciałam do niego pojechać i zamienić z nim kilka słów, przekazać dobitnie, że będę czekała na jego decyzję cierpliwie i tak długo, jak tylko trzeba, ale pod jednym warunkiem. Przemyślałam go wyjątkowo starannie. Będę czekała i będę zabiegała o niego jak należy, jeśli obieca mi, że nie będzie w tym czasie romantycznie spotykał się z żadna inną. W razie, gdy się nie zgodzi, cóż… nie zakładałam takiej opcji.

Dostałam sms od Darii z zaproszeniem do spa od piątku do niedzieli i odmówiłam początkowo, ale przyjaciółka zadzwoniła w chwilę po mojej odpowiedzi.

— Nie pozwolę ci ryczeć w poduszkę cały weekend, ani puszczać się po klubach. Musisz zregenerować urodę — zaczęła zamiast „hej”.

— Mam zamiar jechać do Jakuba.

— Pogodziliście się? — zapytała podekscytowana.

— Nie, ale mam taki zamiar.

— Zajebisty pomysł Bejbe — zadrwiła. — Lataj za nim jak mucha wkoło gówna, to na pewno nie pomyśli, że jesteś jebniętą desperatką. Daj mu czas, tak jak on dał tobie. Wiem, co mówię, więc nie gęgaj tylko jedziemy do spa.

— Chcę tylko go zapewnić… — zaczęłam.

— Nie! — ucięła ostro Daria. — Gość musi zrozumieć, że ma cię traktować poważnie. Chyba, że chcesz go wychować na drugiego Darka. Zastanów się nad tym.

Poczułam ukłucie bólu, słysząc te słowa, i w pierwszym momencie zareagowałam oburzeniem, ale nie mogłam się odgryźć, bo miałam świadomość, że Daria ma dużo racji. Pozwoliłam Darkowi na wszystko, nigdy nie mówiłam, co mnie boli, zawsze byłam dostępna i nie oczekiwałam niczego. Po części stworzyłam go takim, jakim był teraz, i nie chciałam powtarzać tego błędu.

— Nigdy nie dawałaś rad — zauważyłam. — Co się nagle stało?

— No cóż, tak się składa, że aktualnie jesteśmy dla siebie jedyną rodziną.

Zamknęłam powieki, walcząc ze wzruszeniem. Od mojej własnej biologicznej matki nie dostałam tyle ciepła i wsparcia co od niespokrewnionej ze mną osoby. Ten fakt wzbudzał we mnie rozedrganie.

— To o której w piątek mam po ciebie przyjechać? — zapytałam.

— Zamówiłam nam jeden pokój ślicznotko — wyszeptała z przerysowana zalotnością, jakby parodiowała rozmowę kochanków. — Bądź dla mnie gotowa na 18 i ani sekundy później, bo dostaniesz klapsa, zrozumiano?

Zachichotałam, a mój humor od razu się polepszył.

— Obiecuję, że będę grzeczną dziewczynką.

— Mrauu — wymruczała do słuchawki, ale zbytnio obniżyła ton głosu i chwycił ją kaszel.

Zgięłam się ze śmiechu. Tyle z romantycznej inscenizacji.


Było mi tak błogo jak jeszcze nigdy wcześniej. Leżałam i mruczałam z rozkoszy, gdy masowano mi plecy. Mięśnie stawały się jak z gumy, jakby ktoś rozciągnął je o parę dobrych centymetrów i nie przytrzymywały niczego. Byłam ugniatana jak kawałek plasteliny i było mi kurewsko dobrze. Tak bardzo dobrze, że myśli odpływały w nieznane, a mózg wyłączał działanie.

Daria relaksowała się obok, wzdychając od czasu do czasu, a czas zdawał się zatrzymywać. Nie pamiętałam za bardzo, gdzie jestem, ani jak się tu znalazłam. Jedyne, co istniało, to obezwładniająca błogość, dlatego, gdy masaż dobiegł końca, nie mogłam zmusić się do wstania. Masażyści dali nam chwilę na dojście do siebie, bo Daria też zadawała się zostać wyrwana z wysoce przyjemnego snu. Naciągnęłyśmy na siebie szlafroki i wyszyłyśmy z gabinetu.

Niesamowicie rozluźnione i kompletnie zrelaksowane udałyśmy się do pokoju hotelowego, żeby nalać sobie po drinku z bogatego i kompletnie w cenie barku.

— Skąd wiesz o tym miejscu? — zapytałam, wyciągając się w wygodnym fotelu naprzeciw panoramicznego okna z widokiem na piękne szmaragdowe jezioro.

— Przespałam się kiedyś z szefem obiektu — mruknęła lekceważąco.

Nawet nie uniosłam brwi. Dlaczego mnie to nie dziwiło?

— Dobry był?

— Szczerze to średni, dupy nie urwało — zachichotała. — Pokojówka była lepsza.

Zaczęłam się śmiać, wyobrażając sobie jak filigranowa blondynka podrywa pracownicę hotelu. Chciałabym zobaczyć, jaką ta kobieta miała minę.

— Lubisz kobiety prawda? Powiedz, naprawdę nigdy nie przeszło ci przez myśl, żeby spróbować ze mną? — dopiero, gdy zapytałam, a Daria nie udzieliła natychmiastowego zaprzeczenia, coś mnie tknęło.

Daria zastanawiała się nad odpowiedzią, jakby to było naprawdę ważne pytanie.

— Nie, bo nie jesteś kobietą na jedną noc — wyznała z westchnieniem. — To się czuje, a ja nie idę w takie. Nie idę też w zatwardziałe baby hetero zakochane w drwalach z lasu.

— Kuba nie jest drwalem — fuknęłam.

— To bez różnicy kim jest. Jeśli nie będzie cię chciał to, co planujesz zrobić?

Odetchnęłam głęboko, odpychając od siebie nieprzyjemne uczucia.

— Nic — wyznałam. — Jeśli taka będzie jego decyzja, zaakceptuję ją, tylko muszę ją usłyszeć jasno i wyraźnie. Nie będzie mi łatwo, ale pójdę dalej, zainwestuję w siebie i być może ktoś inny pojawi się na mojej drodze.

— Matka ci tego nie wybaczy.

— Nie wybaczy, tak jak niczego innego. Nie zdziwiłabym się, gdyby knuła z Darkiem jak mnie przekonać, żebym się opamiętała.

— Co jest z nią nie tak, tak właściwie?

To było bardzo dobre pytanie. Zrozumienie, że coś jest z nią nie tak, zajęło mi prawie 23 lata życia, a określenie, co dokładnie może zająć następne tyle.

— Jest moją matką, nienawidzę ją i kocham jednocześnie. Jest jak chodząca bomba z odpalonym minutnikiem.

Daria nagle wybuchła śmiechem tak bardzo, że aż się zaniosła.

— Co? — zapytałam zbita z tropu.

— Przypomniał mi się widok Darka — wydusiła z trudem, ocierając łzy. — Wielki trener personalny, 120 kilo na rękę wyciska i dostał bęcki od drwala z pierdolonego lasu, który siłowni na oczy nie widział. Hahaha…!

— Nie przesadzaj, Jakub nie jest zacofany.

— Postępowy też nie jest — wyznała, gdy się uspokoiła. — To dobry mężczyzna. Warto się dla niego troszkę postarać.

Patrzyłam na Darię sączącą drinka. Wiedziałam, że mnie wspiera i mi kibicuje. Wiedziałam, że nie lubi, gdy robi się poważnie. Wiedziałam, że nie jest zainteresowana ani mną ani Jakubem. Ale, cholera, nic nie mogłam poradzić na to, że poczułam się zazdrosna. Wypiłam drinka do dna, a pustą szklankę postawiłam na stoliku. Odetchnęłam głęboko. To był trudny czas, ale musiałam być silna.

Rozdział 25

Dzisiaj mieliśmy luźniejszy dzień. Wczoraj była emisja półfinału pokazu i wyłoniono 12 dziewczyn, które przeszły do finałów. Oglądalność okazała się wysoka i prezes był zadowolony z przychodu, a skoro ten był zadowolony, to Adam pękał z dumy, a jego nastrój szybował po wyżynach. Od rana krzątał się z Markiem po pracowni, ćwierkając do niego jak wróbelek i chwaląc się osiągnięciami. Marek słuchał tego z wyważoną wyrozumiałością, od czasu do czasu pomrukując na znak zaangażowania.

Ładnie się na nich patrzyło, gdy Adam był spełniony. Byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami, ale tworzyli w jakiś niezrozumiały, nielogiczny sposób bardzo spójną całość. Tam, gdzie brakowało Adamowi, dopełniał go Marek, a tam, gdzie Marek nie dawał rady, wkraczał Adam. Chociaż gdyby mieli ze sobą pracować i nie odstępować się na krok całą dobę, to ich związek by tego nie przetrwał.

Marek przywitał się ze mną ciepło, gdy tylko pojawiłam się w drzwiach. Uściskał mnie swoim zwyczajem i pocałował w policzek. Zdążył już zmienić perfumy i przeprowadzić poważną rozmowę z Adamem na temat szkodliwości zazdrości w związkach. Adam ewidentnie należał do zazdrośników, mogłam to odczuć, gdy świdrował mnie chłodnym spojrzeniem.

— Widzę, że nie masz co robić i z nudów chcesz odbić mi chłopaka — stwierdził złośliwie.

— Ona jest zakochana, dajże spokój — syknął Marek, puszczając mi oczko.

— Zakochana? — Adam był w wyraźnym szoku. — W tym typie w okularach?

— Boże, ale z ciebie zimny skurwiel. Mówiłem ci o tym, Ali też ci mówiła! — powiedział z wyrzutem Marek. — Może wyjrzyj kiedyś trochę poza czubek własnego nosa?

— No nieważne — zbył to lekceważącym gestem. — W sobotę mamy imprezę pracowniczą, będziemy świętować sukces w hotelu Grand. Jeśli masz ochotę przyjść to jest dla ciebie miejsce.

Starałam się nie skrzywić na to naprawdę pozbawione stylu i taktu zaproszenie. Wiedziałam, że Adam nie miał tego na myśli i że był mało rozwinięty towarzysko, a subtelność nie była jego domeną, ale zabrzmiało to tak, jakby zaproponował mi resztki ze stołu. Z westchnieniem skinęłam głową. I tak nie miałam planów na następny weekend.

— A ty nie miałaś narzeczonego przypadkiem? — zapytał nagle mój przełożony, jakby przypomniał sobie, gdzie zgubił kluczki dwa tygodnie temu.

— Rozstaliśmy się — oświadczyłam.

— Może to nawet lepiej — stwierdził nieoczekiwanie. — To był wyjątkowy buc. Ta branża jest bezlitosna, mając kogoś takiego przy sobie, nie można iść w górę. Nie znoszę szowinistycznych homofobów.

— Tylko raz go zabrałam na imprezę — zaczęłam się tłumaczyć.

— Wystarczyło — syknął Adam, wkładając rękę do kieszeni Marka.

Przygryzłam wargę, zastanawiając się krótką chwilkę. Atmosfera była rozluźniona i niemalże miła, Adam był wyjątkowo pogodnie nastawiony i prowadziliśmy prawie rodzinną rozmowę. Dlaczego miałabym nie zaryzykować teraz?

— Mam kilka projektów bielizny, które chciałabym urzeczywistnić, znacie może kogoś, kto mógłby być zainteresowany? — zapytałam.

Marek i Adam stali, obejmując się nawzajem w pasie. Marek zerknął na mnie ciekawie, a Adam obserwował go z niekłamaną przyjemnością.

— Dobre są? — zapytał Adam od niechcenia.

— Uważam, że tak.

— No to przynieś mi je, zobaczę, co da się zrobić.

— Może Renata będzie zainteresowana? — mruknął Marek. — Ona lubi takie tematy, a kasy ma jak lodu, tylko jest totalnie kontrowersyjna, nie interesują ją ograne tematy.

— To nie jest tak do końca ograne — mruknęłam. — Wiadomo, że nie można szyć majtek w kształcie wiadra, bo to, owszem, może być ciekawe, ale nigdy się nie sprzeda, a chodzi głównie o zysk prawda?

— Filantropią raczej nikt się nie zajmuje — zaśmiał się Marek. — Cieszę się, że zaczęłaś w końcu myśleć o sobie — wyznał.

— Dobra, dobra — krzyknął Adam, mrużąc podejrzliwie oczy i odciągając Marka w stronę swojego gabinetu. — Proszę o niespoufalanie się w pracy.

— Kiedy Marek tu nie pracuje — odpyskowałam.

— Ale ty pracujesz! — warknął Adam. — Weź się do roboty. Trzeba…

Patrzyłam na niego z rozbawianiem, gdy usilnie szukał rzeczy, którą musiałabym natychmiast wykonać, bo była taka niby wielce ważna, ale żadnej nie mógł wymyślić. Podczas tej małej sytuacji mogłam dostrzec, co Marek może w nim wiedzieć. Tak, jego uczuciowa nieporadność i otwartość reakcji była w gruncie rzeczy urocza.

— Powiedziano mi, że znajdę tu niejaką Ali — zakrzyknął spomiędzy drzwi kurier, wytykając głowę do środka.

Odwróciłam się zaskoczona i podeszłam do młodego mężczyzny, będąc obserwowaną przez dwie pary ciekawskich oczu.

— To ja, ale niczego nie zamawiałam.

— Przesyłka została nadana na ten adres i opłacona z góry. Pozwoli pani ze mną, jest tego trochę.

Spojrzałam za siebie na Adma i Marka, szukając pomocy.

— Wykorzystywać swojego przełożonego w taki sposób — warknął Adam. — Karygodne.

— Karygodne — przyznał Marek. — Ja tu nie pracuję, to mogę pomóc.

— Ani mi się waż — syknął w odpowiedzi. — Muszę mieć na was oko. Ostatnio ciągle się koło ciebie kręci. Nie podoba mi się to.

Rozmawiali na tyle głośno, bym mogła ich słyszeć i znałam już ich na tyle dobrze, żeby rozumieć, że żartują. Bardziej prawdopodobnie rozpoczynali grę wstępną, która wieczorem przeniesie się do sypialni, wykorzystując przedmiotowo moją skromną osobę.

I tak oto najbardziej niedobrana czwórka osób zjechała windą na parter budynku. Naszym oczom ukazał się bus do połowy wyładowany polnymi kwiatami. Marek gwizdnął z uznaniem. Pięć gigantycznych bukietów idealnie dobranych kolorystycznie kwiatów uwalniały nieziemski, bardzo delikatny zapach. Gdy podniosłam pierwszy, nie miałam pojęcia, co znajduje się przed mną, bo zasłaniał mi cały widok.

A potem przeżyłam kolejny szok, gdy kurier wyciągnął skrzynię chłodniczą, a w niej popakowane w pudełka pierogi z truskawkami. Pięć opakowań po dziesięć sztuk w każdym. Złapałam się za głowę, a serce przyspieszyło nieoczekiwanie. Miałam w myślach tylko jedną osobę, która mogłaby łączyć ze sobą polne kwiaty i truskawki.

— Przepraszam — dopadłam kuriera, który próbował wydobyć z wnętrza busa dwa bukiety naraz. — Czy jest jakiś liścik, karteczka, cokolwiek?

— Coś było — kurier pogrzebał głębiej i wyciągnął zmiętą, brązową kopertę.

Wyrwałam mu ją z ręki i otworzyłam pospiesznie. Wyciągnęłam złożoną na cztery kartkę, na której odręcznym pismem widniał zapisany tekst:

Kochanie, moje kochanie,

dobranoc, już jesteś senna —

i widzę twój sen na ścianie,

i noc jest taka wiosenna!

Jedyna moja na świecie,

jakże wysławię twe imię?

Ty jesteś mi wodą w lecie

i rękawicami w zimie.

Tyś szczęście moje wiosenne,

zimowe, latowe, jesienne —

lecz powiedz mi na dobranoc,

wyszeptaj przez usta senne:


za cóż to taka zapłata,

ten raj przy Tobie tak błogi?…

Tyś jesteś światłem świata

i pieśnią mojej drogi.


Patrzyłam na te słowa, a tekst zamazywał się przed oczami i dopiero, gdy pismo zaczęło rozpływać się po papierze ciemną smugą, zdałam sobie sprawę, że płaczę. Pociągnęłam nosem i otarłam twarz łokciem, ale nie mogłam się opanować.

Myślał o mnie. Cały czas pamiętał o mnie.

Nie wiedziałam, co miał znaczyć ten hojny gest, ale to wystarczyło, bym czuła przemożne pragnienie znalezienia się u jego boku. Wypadłam zapłakana, ściskając kartkę papieru w garści, czym wywołałam poruszenie u Marka i Adama. Panowie kompletnie nie spodziewali się takiego rozwoju wypadków. Marek przytulił mnie ciasno, a Adam wczytywał się w pomięty papier, który wyciągnął mi z ręki.

— Jedź, jak chcesz — powiedział, siląc się na obojętność. — Jesteś mi dzisiaj niepotrzebna. Żebym cię tu nie wiedział w następnej sekundzie.

Nie trzeba mi było drugi raz powtarzać. Wysunęłam się z objęć Marka, chwyciłam kartkę z listem i pobiegłam po kluczyki do auta. Musiałam jechać do Jakuba.


Gdy dotarłam do domu w lesie, miałam w głowie ułożone dokładnie, co chce powiedzieć. Zatrąbiłam dziko, zanim wysiadłam z samochodu i pospiesznie pobiegłam do środka. Pchnęłam drzwi.

— Kuba, musimy porozmawiać!

Odpowiedziała mi cisza. Rozejrzałam się gorączkowo, jakbym mogła wydłubać go ze słojów drewna albo wyciągnąć spomiędzy futrzanych dywanów. Z frustracją zrozumiałam, że dom jest pusty i, cholera, otwarty na oścież. Jakie to nieodpowiedzialne! A jakby przyszli jacyś złodzieje?

Pobiegłam z powrotem do drzwi, pragnąc poszukać go na podwórku. Wypadłam na zewnątrz i moim oczom ukazała się sylwetka postawnego mężczyzny bez koszulki. Miał na sobie stare, podziurawione dresy, a jego tors świecił się od potu. Na rękach, ramionach i klatce piersiowej miał ślady kurzu i ziemi. Był nieziemsko przystojny. I właśnie dlatego poczułam się cholernie zestresowana na jego widok. Zbyt dawno się nie wiedzieliśmy, zbyt dużo się pomiędzy nami zdarzyło. Nie wiedziałam, czego mogę oczekiwać, nie miałam pojęcia, czego on oczekuje. Czy te słowa, które między nami padły, nadal przedstawiały wartość, czy już straciły na aktualności?

Szedł w moją stronę szybkim krokiem, a moje serce waliło jak młot pneumatyczny. Ściskałam w dłoni odręcznie napisany list i czekałam, aż podejdzie.

— Muszę ci coś powiedzieć — zaczęłam natychmiast, gdy zbliżył się wystarczająco, by usłyszeć. — Zrobiłam, co ci obiecałam. Jestem wolna. Wiem, że nie zachowałam się tak, jak powinnam wobec ciebie i miałeś prawo mi nie ufać. Miałeś prawo zdystansować się, wszystko przemyśleć, rozumiem to. Chcę, żebyś wiedział jedno, będę na ciebie czekała. Czy będziesz chciał, żebym była twoją kochanką, czy przyjaciółką, zaakceptuje to. Niezależnie, ile czasu to potrwa, będę czekała na twoją odpowiedź.

— To koniec Ali, ja nie mam zamiaru dłużej czekać, zwlekać. Wkurwia mnie już bycie wiecznie cierpliwym. Nie chcę żebyś była moją kochanką, przyjaciółką, koleżanką.

Jego słowa szumiały mi w głowie dziwnym pogłosem, serce waliło, a policzki i oczy szczypały.

— To czego chcesz Jakub? Ja mogę się dla ciebie postarać, ale nie mogę być tym, kim nie jestem ani dla ciebie, ani dla nikogo innego — uśmiechnęłam się z trudem. — Nie jestem idealna, ale byłam od samego początku prawdziwa we wszystkim, co robiłam.

— Spójrz mi w oczy i posłuchaj uważnie — nachylił się nade mną. — Nie będę na ciebie dłużej czekać, od dziś jesteś cała moja, tak jak ja jestem cały twój. Czy nie widzisz, że od dłuższego czasu płonę tylko dla ciebie? Nie wyobrażam sobie życia z dala od ciebie, od twojego dotyku, twoich oczu, twojego zapachu. Jesteś dla mnie wszystkim i nie mam zamiaru cię stracić. Nic dla mnie nie ma znaczenia, jeśli obok nie ma ciebie.

Poczułam jak boleśnie ściska mnie w gardle, a serce niemal wyrwało się z piersi. Czy naprawdę dobrze słyszałam? Dłonie pokryły się potem i łagodnie, jakbym nie chciała uszkodzić delikatnego motyla, ujęłam jego wielką dłoń opuszkami palców.

— Od samego początku jestem twoja — wyznałam drżąco. — Odkąd cię tylko zobaczyłam tam w lesie nie mogłam o tobie zapomnieć. Broniłam się przed tym, ale nie miałam szans się temu oprzeć. Nie mogę cię nie pożądać, jesteś moim własnym prywatnym marzeniem.

— Powiadają, że marzenia się spełniają. Po co stawać im na drodze?

Jakub obdarował mnie hojnie spojrzeniem swoich ciemnych głębokich oczu. Nie odwróciłam wzroku, wygłodniale chłonąc je całą sobą. Ścisnął moją rękę. I to mi wystarczyło. To był znak, którego potrzebowałam.

Przysunęłam się bliżej, a on objął mnie w pasie. Nasze wargi zetknęły się nieśmiało, jakby spotkały się po raz pierwszy, ale ten świeży całus szybko zapłonął namiętnością, która płynnie przeszła w wygłodniałą żądzę. Oplotłam jego szyję rękami, starając się zgłębić wnętrze jego ust tak szczegółowo, jak jeszcze żadna inna kobieta tego nie zrobiła. Czułam jak wielkie dłonie Jakuba spoczywają ciasno na mojej tali i schodzą wzdłuż kości miedniczej na pośladki. Czułam, jak chwyta mnie za pupę i unosi do góry. Chwyciłam zębami jego dolną wargę, ssąc ją i kąsając przepełniona podnieceniem. Oplotłam go w pasie nogami.

Po raz pierwszy górowałam nad tym zwalistym mężczyzną o głębokim spojrzeniu i sile woła pociągowego — człowiekiem, który mi się ofiarował.

Wplotłam ręce w jego włosy i, drżąc, pocałowałam go ponownie tym razem z ostrożną czułością, jak jakiś pieprzony kruchy skarb, który można stracić przez najdrobniejszą chwilę nieuwagi, a on poniósł mnie w tylko sobie znanym kierunku.

Nie obchodziło mnie, gdzie idziemy. Czułam tylko promieniujące do kości ciepło i niespełnione pulsowanie mojej mokrej kobiecości.


W końcu trzymałem ją w ramionach. Po wielu godzinach rozłąki, czekania i niepewności. Całowaliśmy się niczym wygłodniałe zwierzęta, penetrując wnętrza swoich ust, pieszcząc się nawzajem językami. Ściskałem jej ponętną pupę i szedłem w stronę warsztatu. Jednym kopniakiem otworzyłem drzwi. Wszedłem ze swoją Sarenką do środka i posadziłem ją na stole, na którym pracowałem.

Miała na sobie białą, lnianą sukienkę przed kolano, którą rozerwałem jednym ruchem, chwytając oburącz boki jej głębokiego dekoltu. Pod spodem przywitała mnie biała koronkowa braletka i takie same figi do kompletu. Zacząłem lizać jej szyję, schodząc w dół w kierunku jej nabrzmiałych piersi. Szarpnąłem zębami za stanik, miseczka od razu się porwała, ukazując twardy sutek łaknący uwagi. Pieściłem go delikatnie językiem, okrążając miejsce raz za razem. Ali wbiła palce w moje włosy, przyciskając mnie bardziej do siebie.

Nagle ją ugryzłem, a ona jęknęła z rozkoszy. Złapałem za stanik na środku i także go podarłem, błyskawicznie jego strzępy znalazły się na ziemi. Zerwałem z niej majtki. Byłem głodny, spragniony, zakochany i nie miałem już hamulców. Uklęknąłem przed nią, a ona rozłożyła dla mnie nogi, ukazując ociekającą podnieceniem kobiecość. Zbliżyłem się na tyle, aby poczuła na niej mój oddech. Błagała, abym ją pieścił. Zatopiłem język w jej słodkiej dziurce i zacząłem ją nim posuwać. Kurwa była taka ciasna i jednocześnie chętna. Przesuwałem język od dołu do góry, po drodze kąsając łechtaczkę. Krzyczała, wiła się i pragnęła więcej. Zassałem jej gorącą cipkę, doprowadzając ją do orgazmu. Był na tyle silny, że zaczęła się trząść. Wstałem szybko i mocno ją objąłem. Złożyłem delikatny pocałunek na jej wargach.

— Ufasz mi kochanie? — zapytałem.

— Zawsze — odpowiedziała.

Totalnie nie wiedziała, co miałem w planach. Zostawiłem ją na stole i podszedłem do szafki z narzędziami. Wyciągnąłem z niej szpulę bawełnianego sznura, a z szuflady wyciągnąłem nóż. Widziałem, jak na jej twarzy zaciekawienie walczy ze strachem. Ufała mi, czułem to, ale jednocześnie nie wiedziała, czego się spodziewać.

— Chcesz mnie związać? — zapytała, przełknąwszy głośno ślinę.

— Wręcz przeciwnie, chcę cię wyzwolić — odpowiedziałem z uśmiechem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 25.2
drukowana A5
za 65.24