Czy naprawdę musisz znaleźć „swoje miejsce”?
„Muszę znaleźć swoje miejsce w życiu” brzmi jak zdanie, które powinno prowadzić do konkretnej odpowiedzi. Problem w tym, że często nie wiadomo nawet, co dokładnie miałoby być tą odpowiedzią. Czy chodzi o właściwy zawód? Miasto, w którym poczujesz się u siebie? Odpowiednich ludzi? Związek? Sposób spędzania czasu? A może o poczucie, że twoje życie wreszcie ma sens i nie musisz każdego ranka zastanawiać się, po co właściwie robisz to wszystko?
Samo sformułowanie „swoje miejsce” może być więc trochę zdradliwe. Sugeruje, że gdzieś istnieje konkretna przestrzeń, rola albo sposób życia przeznaczony właśnie dla ciebie i że wystarczy go odnaleźć. Tymczasem życie rzadko działa w tak prosty sposób. Możesz znaleźć pracę, która odpowiada twoim zainteresowaniom, a po kilku latach przestać jej potrzebować. Możesz przeprowadzić się do wymarzonego miasta i odkryć, że problem wcale nie tkwił w miejscu. Możesz poznać odpowiednich ludzi, stworzyć udany związek, osiągnąć finansową stabilność, a mimo to nadal mieć poczucie, że coś się nie zgadza.
Dlatego zanim zaczniesz szukać swojego miejsca, warto zastanowić się, czego właściwie szukasz. Być może nie potrzebujesz odnaleźć jednego punktu, w którym wszystko nagle zacznie pasować. Być może potrzebujesz lepiej zrozumieć, jakie życie jest zgodne z tobą, a następnie stopniowo je zbudować.
Co właściwie oznacza „mieć swoje miejsce w życiu”
„Swoje miejsce” nie jest jedną konkretną rzeczą. Dla jednej osoby będzie oznaczało wykonywanie pracy, która daje poczucie sensu, dla innej życie blisko rodziny, a dla jeszcze innej możliwość częstego podróżowania, niezależność finansową albo spokojną codzienność bez ciągłego pośpiechu. Ktoś może czuć się na swoim miejscu w małym mieście, prowadząc przewidywalne życie, podczas gdy dla kogoś innego dokładnie takie życie będzie źródłem frustracji. Nie ma jednej definicji, którą można zastosować do wszystkich.
W praktyce „mieć swoje miejsce” można rozumieć jako poczucie względnego dopasowania pomiędzy tym, kim jesteś, czego potrzebujesz, co jest dla ciebie ważne i jak wygląda twoja codzienność. Nie chodzi więc wyłącznie o to, gdzie mieszkasz albo czym się zajmujesz. Chodzi o relację pomiędzy różnymi elementami twojego życia. Możesz mieć dobrą pracę, ale jeśli wymaga ona stylu życia, którego nie znosisz, trudno będzie uznać, że jesteś na swoim miejscu. Możesz mieszkać w pięknym mieście, ale jeśli nie masz tam żadnych bliskich relacji, samo miejsce może niewiele zmienić. Możesz też mieć bardzo przeciętną pracę, ale jeśli daje ci wystarczające pieniądze, dużo wolnego czasu i możliwość życia w sposób, który naprawdę ci odpowiada, możesz być z niej znacznie bardziej zadowolony niż ktoś, kto wykonuje prestiżowy zawód.
Warto więc rozdzielić kilka rzeczy, które często wrzucamy do jednego worka. Jedną z nich jest komfort. Możesz żyć wygodnie, mieć dobre warunki i niewiele powodów do narzekania. Drugą jest satysfakcja — poczucie, że to, co robisz, odpowiada twoim potrzebom i oczekiwaniom. Kolejną jest poczucie sensu, czyli przekonanie, że twoje działania mają dla ciebie znaczenie. Jest też przynależność, czyli poczucie, że jesteś częścią jakiejś społeczności, relacji lub środowiska. Te rzeczy mogą się ze sobą łączyć, ale nie są tym samym.
Dlatego możesz powiedzieć: „Mam dobre życie, ale nie jest ono moje”. Możesz też powiedzieć: „Nie mam idealnego życia, ale dobrze się w nim czuję”. Oba stwierdzenia mogą być prawdziwe.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujesz znaleźć „swoje miejsce”, nie zastanawiając się, jakie konkretnie elementy tego miejsca są dla ciebie ważne. Wtedy łatwo zacząć kopiować cudze definicje szczęścia. Możesz uznać, że potrzebujesz awansu, bo wszyscy wokół awansują. Możesz sądzić, że powinieneś kupić mieszkanie, bo w twoim wieku „wypada”. Możesz marzyć o przeprowadzce do dużego miasta, bo wydaje ci się, że właśnie tam zaczyna się prawdziwe życie. Możesz też zazdrościć komuś, kto podróżuje, prowadzi firmę albo pracuje zdalnie, nie zastanawiając się, czy naprawdę chciałbyś żyć dokładnie tak jak ta osoba.
W tym sensie pierwszym krokiem do znalezienia swojego miejsca nie jest znalezienie odpowiedzi. Jest nim ustalenie, jakie pytanie naprawdę próbujesz rozwiązać.
Dlaczego można mieć pracę, związek, mieszkanie i nadal czuć, że jest się nie na swoim miejscu?
Jedną z najbardziej mylących sytuacji jest moment, w którym z zewnątrz twoje życie wygląda dobrze, ale wewnętrznie nie czujesz się z nim związany. Masz pracę, która zapewnia dochód. Masz mieszkanie, które daje ci bezpieczeństwo. Masz partnera albo partnerkę, znajomych, samochód, wakacje i wszystkie elementy życia, które powinny — przynajmniej według popularnego wyobrażenia — oznaczać, że wszystko jest w porządku. A jednak pojawia się myśl: „To chyba nie jest moje życie”.
Nie musi to oznaczać, że któryś z tych elementów jest obiektywnie zły. Problem może polegać na niedopasowaniu. Praca może być dobrze płatna, ale nie odpowiadać twojemu sposobowi funkcjonowania. Mieszkanie może być wygodne, ale znajdować się w miejscu, w którym nie chcesz spędzić kolejnych kilkunastu lat. Związek może być udany, ale jednocześnie możesz mieć inne potrzeby dotyczące sposobu życia niż osoba, z którą jesteś. Możesz mieć wielu znajomych, ale nie mieć wokół siebie ludzi, z którymi możesz naprawdę być sobą.
Czasami problemem nie jest więc brak czegoś, tylko nadmiar rzeczy, które nie są zgodne z tobą.
Wyobraź sobie osobę, która przez lata dążyła do stabilności. Uczyła się, zdobyła zawód, znalazła dobrze płatną pracę, kupiła mieszkanie i zaczęła budować bezpieczne życie. Wszystkie kolejne decyzje były logiczne. Żadna pojedyncza decyzja nie musiała być błędem. Problem może pojawić się dopiero wtedy, gdy suma tych decyzji stworzy życie, którego ta osoba w rzeczywistości nie chciała. Każdy krok był rozsądny, ale kierunek okazał się nie jej.
To ważne, ponieważ łatwo wtedy dojść do błędnego wniosku: „Skoro mam wszystko, czego powinienem chcieć, a nadal nie jestem szczęśliwy, problem musi być we mnie”. Nie zawsze. Czasami problem polega po prostu na tym, że realizujesz scenariusz, którego nigdy świadomie nie wybrałeś.
Drugim źródłem problemu może być zmiana. To, czego potrzebujesz w wieku dwudziestu kilku lat, niekoniecznie będzie tym samym, czego potrzebujesz dekadę później. Możesz przez kilka lat chcieć kariery, wyzwań i szybkiego rozwoju, a później zacząć bardziej cenić spokój, czas wolny i niezależność. Możesz wcześniej marzyć o życiu w centrum miasta, a później potrzebować przestrzeni i ciszy. Możesz przez lata dobrze funkcjonować w jednej branży, a następnie odkryć, że przestała cię interesować.
To niekoniecznie oznacza, że wcześniej się pomyliłeś. Oznacza, że się zmieniłeś.
Jest też trzecia możliwość: problemem może być brak równowagi. Życie może być zbudowane wokół jednego obszaru kosztem pozostałych. Jeśli całą energię poświęcasz pracy, możesz osiągać sukces zawodowy, ale jednocześnie zaniedbywać relacje, odpoczynek czy własne zainteresowania. Jeśli natomiast całkowicie podporządkowujesz życie bezpieczeństwu i unikaniu ryzyka, możesz mieć stabilność, ale brakować ci doświadczeń, których potrzebujesz, żeby czuć się żywym.
Dlatego pytanie „Dlaczego nie czuję się na swoim miejscu?” jest często bardziej użyteczne niż „Co jest ze mną nie tak?”. To pierwsze kieruje uwagę na relację między tobą a twoim życiem. Drugie od razu zakłada, że problem znajduje się w tobie.
Warto też pamiętać, że poczucie niedopasowania nie zawsze oznacza potrzebę całkowitej rewolucji. Czasami wystarczy zmienić jeden element. Innym razem potrzebna jest większa przebudowa. Kluczowe jest ustalenie, który element rzeczywiście nie pasuje, zamiast niszczyć całe życie tylko dlatego, że jeden jego fragment przestał działać.
Czy każdy człowiek ma jedno właściwe miejsce, czy raczej wiele możliwych dróg?
Jedna z najbardziej kuszących wizji mówi, że gdzieś istnieje twoje prawdziwe powołanie, właściwy zawód, właściwe miasto i właściwi ludzie, a kiedy je odnajdziesz, wszystko stanie się jasne. Taka wizja jest atrakcyjna, ponieważ upraszcza problem. Nie musisz wybierać spośród wielu możliwości. Musisz tylko znaleźć tę jedną właściwą.
Życie rzadko daje jednak dowody na istnienie jednej takiej ścieżki.
Możesz być dobry w wielu rzeczach. Możesz czerpać satysfakcję z różnych rodzajów pracy. Możesz dobrze funkcjonować w kilku różnych miejscach. Możesz stworzyć udany związek z więcej niż jedną osobą. Możesz mieć kilka zainteresowań, które mogłyby stać się ważną częścią twojego życia. Możesz też w różnych okresach życia potrzebować zupełnie różnych rzeczy.
Oznacza to, że prawdopodobnie nie istnieje jedna kombinacja elementów, która jest „twoim przeznaczeniem”. Istnieją raczej różne wersje życia, które mogą być z tobą zgodne.
To bardzo istotna różnica. Jeśli zakładasz, że istnieje tylko jedna właściwa droga, każdą decyzję zaczynasz traktować jak potencjalny błąd. Zastanawiasz się, czy wybrałeś odpowiedni kierunek, odpowiednią pracę, odpowiednią osobę, odpowiednie miasto. Każda alternatywa zaczyna wyglądać jak utracona szansa. W efekcie zamiast żyć, próbujesz nie popełnić błędu.
Jeśli przyjmiesz, że istnieje wiele możliwych dróg, decyzje wyglądają inaczej. Nie pytasz już: „Która opcja jest tą jedyną właściwą?”. Pytasz: „Która z dostępnych możliwości najbardziej odpowiada temu, czego obecnie potrzebuję, i którą jestem gotów wypróbować?”.
To podejście nie oznacza, że wszystkie wybory są równie dobre. Nie są. Niektóre będą wyraźnie sprzeczne z twoimi wartościami, możliwościami czy potrzebami. Chodzi raczej o to, że nie musisz odnaleźć jednej magicznej odpowiedzi, żeby móc zacząć działać.
Możesz również zmienić zdanie.
To szczególnie ważne w przypadku decyzji, które nie zamykają wszystkich innych możliwości. Wybór konkretnej pracy nie musi oznaczać, że będziesz wykonywać ją do emerytury. Przeprowadzka nie musi być decyzją na całe życie. Rozpoczęcie działalności nie musi oznaczać, że nigdy nie wrócisz na etat. Nauka nowej umiejętności nie musi prowadzić do zmiany zawodu.
Wiele decyzji można potraktować jako eksperyment. Sprawdzasz, jak się czujesz w określonych warunkach, czego dowiadujesz się o sobie i czy chcesz iść dalej w tym kierunku.
To pozwala zastąpić pytanie „Co powinienem robić przez resztę życia?” pytaniem znacznie łatwiejszym: „Co chcę sprawdzić w najbliższym czasie?”
Nie potrzebujesz znać całej trasy, żeby zrobić następny krok.
Różnica między znalezieniem miejsca a stworzeniem go
Słowo „znaleźć” sugeruje, że twoje miejsce już istnieje i wystarczy je odkryć. Tymczasem w wielu przypadkach bardziej trafne byłoby słowo „stworzyć”. Twoje miejsce może nie czekać na ciebie gotowe. Może powstać dopiero w wyniku wielu decyzji, prób, zmian i kompromisów.
Możesz znaleźć pracę, która częściowo ci odpowiada, a następnie z czasem wynegocjować większą elastyczność. Możesz przeprowadzić się do miasta, w którym nie znasz nikogo, a dopiero później stworzyć tam własne środowisko. Możesz zacząć zajmować się czymś, co początkowo jest tylko zainteresowaniem, a po kilku latach zbudować wokół tego dużą część swojego życia.
„Swoje miejsce” często powstaje właśnie w taki sposób: nie przez jedno olśnienie, ale przez serię małych korekt.
To ważne także dlatego, że rzeczywistość rzadko pozwala znaleźć idealne rozwiązanie. Praca może być ciekawa, ale wymagać dojazdów. Mieszkanie może być świetne, ale znajdować się daleko od rodziny. Życie w spokojnym miejscu może dawać ci potrzebny spokój, ale ograniczać możliwości zawodowe. Praca dająca dużą niezależność może wiązać się z niestabilnymi dochodami.
Nie chodzi więc o znalezienie życia pozbawionego wad. Chodzi o znalezienie albo stworzenie takiej kombinacji warunków, której zalety są dla ciebie warte jej kosztów.
To właśnie dlatego pytanie o „swoje miejsce” powinno obejmować również cenę, którą jesteś gotów zapłacić.
Jeżeli cenisz niezależność, prawdopodobnie będziesz musiał zaakceptować część niepewności. Jeżeli cenisz bezpieczeństwo, prawdopodobnie zaakceptujesz mniejszą swobodę. Jeżeli chcesz mieć dużo czasu dla siebie, być może zgodzisz się na wolniejszy rozwój zawodowy. Jeżeli zależy ci na ambitnej karierze, być może część czasu wolnego zostanie podporządkowana pracy.
Nie istnieje życie, w którym maksymalizujesz wszystkie wartości jednocześnie. Każdy wybór coś daje i coś odbiera.
Dlatego stworzenie swojego miejsca wymaga nie tylko odpowiedzi na pytanie „Czego chcę?”, ale również „Z czego jestem gotów zrezygnować?”.
To może być trudniejsze, ale jest też znacznie bardziej realistyczne.
Możesz również stworzyć swoje miejsce poprzez zmianę otoczenia, zamiast zmieniać siebie. Jeżeli przez lata próbujesz dopasować się do środowiska, które jest całkowicie sprzeczne z twoim sposobem funkcjonowania, być może kolejne próby „naprawienia siebie” niewiele zmienią. Czasami lepszym rozwiązaniem jest znalezienie ludzi, pracy albo przestrzeni, w której twoje cechy przestają być problemem.
Nie każda trudność jest dowodem na to, że musisz się zmienić. Czasami jest informacją, że jesteś w niewłaściwym miejscu.
Dlaczego zagubienie nie musi oznaczać, że coś z nami jest nie tak?
Poczucie zagubienia jest nieprzyjemne przede wszystkim dlatego, że często chcemy mieć jasną odpowiedź. Chcemy wiedzieć, co dalej. Chcemy móc powiedzieć: „To jest moja droga”. Tymczasem w wielu momentach życia taka pewność po prostu nie istnieje.
Możesz być zagubiony, ponieważ znajdujesz się pomiędzy dwoma etapami. Stary sposób życia już ci nie odpowiada, ale nowy jeszcze się nie ukształtował. Możesz wiedzieć, czego nie chcesz, ale nie wiedzieć jeszcze, czego chcesz. Możesz mieć kilka możliwości i żadnej pewności. Możesz też odkrywać siebie dopiero dlatego, że dotychczasowe życie przestało dostarczać ci odpowiedzi.
To wszystko może być częścią normalnego procesu podejmowania decyzji.
Szczególnie łatwo poczuć się zagubionym wtedy, gdy porównujesz własne życie z życiem innych. Widzisz kogoś, kto ma konkretny zawód, rodzinę, mieszkanie, firmę albo określony styl życia, i zaczynasz zakładać, że ta osoba już „wie”, gdzie jest jej miejsce. Nie widzisz jednak całego obrazu. Widzisz rezultat, a nie wszystkie wątpliwości, kompromisy, zmiany zdania i przypadkowe decyzje, które do niego doprowadziły.
Co więcej, cudzy sposób życia może być dla ciebie całkowicie nieodpowiedni, nawet jeśli z zewnątrz wygląda atrakcyjnie.
Zagubienie może więc być sygnałem, że potrzebujesz zatrzymać się i sprawdzić swoje założenia. Być może dotychczasowy cel nie jest już twoim celem. Być może realizujesz cudzy plan. Być może próbujesz osiągnąć coś, czego w rzeczywistości nie potrzebujesz. Być może masz zbyt wiele możliwości i nie wiesz, którą wybrać. A być może po prostu jesteś zmęczony i zanim zaczniesz podejmować wielkie decyzje, potrzebujesz odpoczynku.
Nie warto automatycznie interpretować zagubienia jako porażki.
Można spojrzeć na nie inaczej: „Nie wiem jeszcze, czego chcę, więc mam coś do sprawdzenia”.
Taka zmiana perspektywy nie rozwiązuje problemu, ale pozwala podejść do niego praktycznie. Zamiast zmuszać się do natychmiastowego znalezienia odpowiedzi, możesz zacząć zbierać informacje o sobie. Obserwować, przy czym masz energię. Sprawdzać, jakie sytuacje ci służą. Zauważać, czego zazdrościsz innym i dlaczego. Zastanawiać się, jak wyglądałby twój zwyczajny dzień, gdybyś nie musiał spełniać oczekiwań innych ludzi. Testować różne możliwości w małej skali.
Najważniejsze jest jednak to, żeby nie zamienić poszukiwania swojego miejsca w kolejną pułapkę.
Nie musisz pewnego dnia obudzić się z poczuciem: „Wreszcie znalazłem swoje miejsce i już nigdy nie będę miał wątpliwości”. Tak może się nie wydarzyć. Twoje potrzeby będą się zmieniać, okoliczności będą się zmieniać, a wraz z nimi może zmieniać się również twoja odpowiedź.
Być może więc właściwsze pytanie nie brzmi: „Gdzie jest moje miejsce w życiu?”
Może powinno brzmieć: „Jakiego życia chcę teraz i co mogę zrobić, żeby było coraz bardziej moje?”
To pytanie nie wymaga odnalezienia jednej właściwej ścieżki. Wymaga poznania siebie, podejmowania decyzji, sprawdzania ich w praktyce i gotowości do korekty kierunku. Nie obiecuje życia bez wątpliwości. Daje za to coś znacznie bardziej użytecznego: możliwość świadomego budowania życia, w którym coraz mniej rzeczy robisz wyłącznie dlatego, że ktoś kiedyś powiedział ci, że właśnie tak powinno wyglądać twoje życie.
Najpierw ustal, czego właściwie szukasz?
Kiedy czujesz, że nie jesteś w swoim miejscu, naturalnym odruchem jest szukanie rozwiązania. Myślisz o zmianie pracy, przeprowadzce, nowym związku, rozpoczęciu działalności, podróży albo całkowitym przewróceniu swojego życia do góry nogami. Problem polega na tym, że możesz bardzo aktywnie rozwiązywać problem, którego jeszcze dobrze nie zdefiniowałeś. Wtedy nawet duża zmiana nie musi przynieść oczekiwanej poprawy. Możesz rzucić pracę, która cię męczy, i po kilku miesiącach odkryć, że nowa również ci nie odpowiada. Możesz przeprowadzić się do innego miasta i zorientować się, że nadal masz dokładnie to samo poczucie pustki. Możesz zakończyć relację, która nie była dla ciebie dobra, a następnie wejść w kolejną, w której powtarzają się podobne problemy.
Dlatego zanim zaczniesz szukać „swojego miejsca”, warto zrobić coś znacznie mniej efektownego: dokładnie ustalić, czego właściwie szukasz. Samo stwierdzenie „nie jestem szczęśliwy” niewiele mówi. Tak samo niewiele mówi „chcę zmienić życie”. To dopiero początek. Potrzebujesz rozłożyć swoje obecne życie na części i sprawdzić, która z nich rzeczywiście powoduje problem, czego w niej brakuje oraz czy problem dotyczy jednego obszaru, czy całego sposobu funkcjonowania.
Im dokładniej nazwiesz problem, tym większa szansa, że nie będziesz próbował naprawić swojego życia za pomocą przypadkowych zmian.
Czym jest „swoje miejsce”: praca, ludzie, miasto, styl życia, rola społeczna czy coś więcej?
Kiedy mówisz, że chcesz znaleźć swoje miejsce, możesz mieć na myśli zupełnie różne rzeczy. Dla jednej osoby będzie to przede wszystkim praca. Ktoś inny będzie szukał odpowiedniego miasta albo kraju, w którym chce mieszkać. Dla jeszcze kogoś najważniejsze okażą się relacje i poczucie przynależności. Możesz również szukać określonego stylu życia: większej wolności, spokoju, podróżowania, kontaktu z naturą, niezależności albo przeciwnie — stabilności, rutyny i przewidywalności. Możesz też mieć poczucie, że problem dotyczy roli, jaką pełnisz w społeczeństwie: jesteś pracownikiem, rodzicem, partnerem, przedsiębiorcą, opiekunem, specjalistą, ale żadna z tych ról nie wydaje się naprawdę twoja.
Dlatego „swoje miejsce” nie powinno być automatycznie utożsamiane z jednym konkretnym miejscem na mapie. Możesz mieszkać w odpowiednim mieście, a jednocześnie prowadzić nieodpowiedni styl życia. Możesz mieć dobrą pracę, ale być otoczony ludźmi, z którymi nie czujesz więzi. Możesz mieć wspaniałych znajomych i udany związek, ale spędzać większość dnia na pracy, która odbiera ci energię. Możesz też być zadowolony z każdego pojedynczego elementu, a mimo to mieć poczucie, że ich suma nie tworzy życia, którego naprawdę chcesz.
Warto więc spojrzeć na swoje życie jak na kilka nakładających się obszarów. Pierwszym jest praca i sposób zarabiania pieniędzy: nie tylko to, co robisz, ale również ile czasu zajmuje ci praca, jak dużą masz kontrolę nad swoim czasem, jakie masz możliwości rozwoju i czy warunki pracy odpowiadają twoim potrzebom. Drugim są relacje: partner, rodzina, przyjaciele, znajomi i ludzie, z którymi spędzasz codzienność. Trzecim jest miejsce, czyli nie tylko miasto lub kraj, ale również otoczenie, klimat, tempo życia, dostęp do natury, infrastruktury i ludzi. Czwartym jest styl życia — sposób, w jaki wykorzystujesz czas poza pracą, ile masz swobody, jak często podróżujesz, jak odpoczywasz i jak wygląda twoja zwyczajna codzienność. Kolejnym obszarem są wartości i priorytety, czyli to, co uważasz za ważne i czemu chcesz poświęcać swój czas. Jest też rola społeczna, czyli oczekiwania, które wiążą się z tym, kim jesteś w oczach innych i kim sam uważasz, że powinieneś być.
Dopiero kiedy rozdzielisz te obszary, zaczynasz widzieć, że „nie jestem na swoim miejscu” może oznaczać bardzo różne rzeczy. Być może nie potrzebujesz zmieniać całego życia. Być może potrzebujesz tylko innego sposobu pracy. Albo większej ilości czasu dla siebie. Albo ludzi, przy których nie musisz udawać kogoś innego. Albo życia w miejscu, które bardziej odpowiada twojemu temperamentowi.
Jest jeszcze jeden poziom, którego nie da się łatwo przypisać do konkretnej kategorii. To zgodność pomiędzy życiem, które prowadzisz, a człowiekiem, którym jesteś. Możesz mieć wszystko, co na papierze powinno wystarczyć do zadowolenia, ale jeżeli twoja codzienność wymaga od ciebie ciągłego funkcjonowania wbrew własnym potrzebom, prędzej czy później możesz zacząć odczuwać dyskomfort.
Przykładowo, jeśli bardzo cenisz niezależność, ale twoje życie jest oparte na ciągłym dostosowywaniu się do innych, możesz czuć ograniczenie. Jeśli potrzebujesz kontaktu z ludźmi, ale pracujesz samotnie i większość czasu spędzasz w izolacji, możesz odczuwać brak. Jeśli cenisz spokój, ale świadomie zbudowałeś życie oparte na ciągłym pośpiechu, problemem może nie być brak odpoczynku podczas weekendu, tylko sam sposób organizacji codzienności.
„Swoje miejsce” jest więc raczej układem elementów, które do siebie pasują, niż jednym punktem, który musisz znaleźć.
Jak rozpoznać, czego naprawdę brakuje?
Najtrudniejsze w szukaniu swojego miejsca jest często nie znalezienie rozwiązania, ale ustalenie, czego właściwie ci brakuje. Człowiek łatwo myli objaw z przyczyną. Możesz powiedzieć „nienawidzę swojej pracy”, kiedy w rzeczywistości problemem jest brak autonomii. Możesz myśleć „muszę się przeprowadzić”, kiedy tak naprawdę potrzebujesz nowych ludzi. Możesz sądzić, że potrzebujesz związku, podczas gdy brakuje ci poczucia bliskości, przynależności i kontaktu z innymi. Możesz też marzyć o rzuceniu wszystkiego, kiedy jesteś po prostu przemęczony.
Dlatego warto zacząć od bardzo prostego pytania: „Co dokładnie jest teraz nie tak?” Nie „dlaczego jestem nieszczęśliwy?” i nie „co powinienem zmienić?”, tylko właśnie: co konkretnie nie działa?
Jeśli odpowiadasz „praca”, idź krok dalej. Co w pracy? Ludzie? Zarobki? Godziny? Dojazdy? Brak wpływu na własny czas? Nuda? Presja? Brak możliwości rozwoju? Charakter wykonywanych obowiązków? A może sama praca jest w porządku, ale jej ilość sprawia, że nie masz życia poza nią? Każda z tych odpowiedzi prowadzi do innego rozwiązania.
To samo dotyczy miejsca zamieszkania. Jeżeli mówisz „nie chcę tu mieszkać”, sprawdź, co dokładnie ci przeszkadza. Czy chodzi o klimat? Koszty? Brak natury? Zbyt duże tempo? Brak znajomych? Odległość od rodziny? Transport? A może po prostu masz poczucie, że utknąłeś i zmiana adresu wydaje się symbolem nowego początku? Jeśli nie rozpoznasz prawdziwego problemu, możesz przeprowadzić się na drugi koniec kraju i zabrać ze sobą dokładnie to samo niezadowolenie.
Pomocne jest również przyjrzenie się sytuacjom, w których czujesz się dobrze. Nie tylko wielkim wydarzeniom, ale zwyczajnym momentom. Kiedy ostatnio miałeś poczucie, że jesteś dokładnie tam, gdzie chcesz być? Co wtedy robiłeś? Z kim byłeś? Jak wyglądało twoje otoczenie? Ile miałeś kontroli nad swoim czasem? Czy byłeś zajęty, czy miałeś dużo wolnego czasu? Czy robiłeś coś wymagającego, czy właśnie niczego nie musiałeś?
Takie obserwacje są bardziej wartościowe niż próba wymyślenia idealnego życia z głowy. Łatwo powiedzieć „chcę być wolny”, ale dopiero konkretne doświadczenia pokazują, co dla ciebie oznacza wolność. Dla jednej osoby będzie to możliwość spontanicznego wyjazdu. Dla innej praca bez przełożonego. Dla jeszcze innej wystarczająco dużo pieniędzy, żeby nie martwić się o każdy wydatek. Jeszcze ktoś inny będzie rozumiał wolność jako możliwość spędzania kilku godzin dziennie samotnie.
Warto również przyjrzeć się własnej zazdrości. Nie chodzi o to, żeby traktować każdą zazdrość jako wskazówkę, że powinieneś mieć dokładnie to samo. Zazdrość może jednak pokazywać, czego sam sobie odmawiasz albo czego ci brakuje. Jeśli zazdrościsz komuś możliwości pracy zdalnej, być może nie chodzi o konkretną pracę tej osoby, lecz o swobodę dysponowania własnym czasem. Jeśli zazdrościsz komuś podróży, być może naprawdę potrzebujesz przygody, a być może po prostu masz dość powtarzalności. Jeśli zazdrościsz komuś spokojnego życia, może brakuje ci odpoczynku, a nie przeprowadzki na wieś.
Dobrym narzędziem jest też analiza energii. Przez kilka tygodni możesz obserwować, które aktywności dodają ci energii, które są neutralne, a które regularnie cię wyczerpują. Nie chodzi o to, żeby każda czynność była przyjemna. Praca, nauka czy trening mogą wymagać wysiłku, a mimo to dawać poczucie satysfakcji. Ważne jest rozróżnienie pomiędzy zmęczeniem po czymś wartościowym a wyczerpaniem po czymś, co stale działa przeciwko tobie.
W końcu zadaj sobie jeszcze jedno pytanie: „Gdybym mógł zmienić tylko jedną rzecz w swoim obecnym życiu, co by to było?” Odpowiedź może bardzo dużo powiedzieć. Jeśli natychmiast pojawia się konkretna rzecz, prawdopodobnie nie masz problemu z całym swoim życiem. Jeśli natomiast nie potrafisz wskazać jednej zmiany, bo właściwie wszystko wydaje się nie na miejscu, problem może być bardziej fundamentalny.
Różnica między niezadowoleniem z konkretnego elementu życia a poczuciem niedopasowania do całego życia?
To rozróżnienie jest kluczowe, ponieważ dwa podobnie brzmiące doświadczenia mogą wymagać zupełnie innego podejścia. Możesz być niezadowolony z konkretnego elementu swojego życia albo możesz mieć poczucie, że cały sposób, w jaki żyjesz, nie jest zgodny z tobą. W pierwszym przypadku niekoniecznie potrzebujesz wielkiej zmiany. W drugim sama wymiana jednego elementu może niewiele dać.
Wyobraź sobie, że masz satysfakcjonującą relację, lubisz swoje miejsce zamieszkania, masz przyjaciół, odpowiada ci styl życia, ale praca od kilku lat staje się coraz bardziej frustrująca. W takim przypadku problem może być stosunkowo dobrze zlokalizowany. Nie musisz zastanawiać się, czy całe twoje życie ma sens. Możesz skupić się na pracy: zmienić stanowisko, firmę, zakres obowiązków, sposób organizacji czasu albo całkowicie przekwalifikować się, zachowując inne elementy życia.
Jeżeli jednak zmieniasz pracę i po kilku miesiącach nadal czujesz dokładnie to samo, warto się zatrzymać. Być może praca nie była głównym problemem. Jeśli podobne poczucie pojawia się w różnych miejscach, przy różnych ludziach i w różnych okolicznościach, być może dotyczy czegoś bardziej podstawowego.
Możesz wtedy odkryć, że nie chodzi o konkretny zawód, tylko o sposób, w jaki chcesz żyć. Może potrzebujesz większej autonomii, a każda praca na etacie będzie cię frustrować. Może potrzebujesz kontaktu z ludźmi, a problem pojawi się wszędzie, gdzie większość dnia spędzasz samotnie. Może masz silną potrzebę różnorodności i dlatego szybko tracisz zainteresowanie przewidywalnymi obowiązkami. Może twoje życie jest zbyt mocno skoncentrowane na pracy i niezależnie od tego, jaka będzie ta praca, nadal zabraknie ci czasu na inne rzeczy.
Poczucie niedopasowania do całego życia często można rozpoznać po tym, że zmiana jednego elementu nie daje trwałej poprawy albo że niezadowolenie pojawia się w wielu różnych sytuacjach. Nie oznacza to automatycznie, że powinieneś rzucić wszystko. Oznacza jedynie, że warto poszukać wspólnego mianownika.
Dobrym sposobem jest spojrzenie wstecz. Przypomnij sobie kilka różnych okresów swojego życia i zastanów się, kiedy pojawiało się poczucie niedopasowania. Czy występowało tylko w obecnej pracy? Czy pojawiało się także wcześniej? Czy czułeś je w poprzednim mieście? W poprzednich relacjach? Podczas nauki? A może przeciwnie — kiedyś znikało, gdy żyłeś w określony sposób?
Jeżeli problem powtarza się niezależnie od okoliczności, warto szukać głębszego wzorca. Jeżeli natomiast znikał w konkretnych warunkach, te warunki mogą być dla ciebie ważną wskazówką.
Warto także uważać na pokusę totalnej zmiany. Kiedy jesteś niezadowolony z jednego elementu życia, łatwo uznać, że „wszystko trzeba zacząć od nowa”. Takie myślenie może być kuszące, bo daje poczucie działania. Jednocześnie możesz zniszczyć elementy życia, które były dobre, tylko dlatego, że jeden z nich przestał działać.
Zanim więc podejmiesz dużą decyzję, spróbuj odpowiedzieć na pytanie: „Gdybym usunął z mojego życia tylko to, co obecnie mi przeszkadza, czy reszta nadal byłaby życiem, którego chcę?”
Jeżeli odpowiadasz „tak”, prawdopodobnie nie szukasz nowego życia. Szukasz sposobu na poprawienie konkretnego elementu obecnego życia.
Jeżeli odpowiadasz „nie”, warto przyjrzeć się szerszemu obrazowi.
To rozróżnienie może oszczędzić ci wielu niepotrzebnych rewolucji.
Jak nazwać problem, zanim zacznie się go rozwiązywać?
Największym błędem w poszukiwaniu swojego miejsca jest próba znalezienia odpowiedzi zanim dokładnie określisz pytanie. Jeśli nie wiesz, co jest problemem, każda zmiana będzie trochę eksperymentem wykonywanym po omacku. Czasami się uda, ale równie często możesz po prostu przenieść swoje niezadowolenie w nowe miejsce.
Dlatego przed podjęciem decyzji warto spróbować sformułować problem w jednym konkretnym zdaniu. Nie: „Nie jestem szczęśliwy”. Nie: „Muszę coś zmienić”. Nie: „Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem”. To są opisy stanu, a nie problemu.
Spróbuj zamiast tego powiedzieć: „Nie odpowiada mi praca, ponieważ nie mam wpływu na swój czas”. Albo: „Mam dobre relacje, ale brakuje mi ludzi, z którymi dzielę zainteresowania”. Albo: „Lubię swoje miasto, ale nie odpowiada mi tempo życia, które prowadzę”. Albo: „Nie mam problemu z konkretną pracą, tylko z tym, że większość dnia spędzam na wykonywaniu cudzych priorytetów”. Takie zdania są już znacznie bardziej użyteczne, ponieważ wskazują możliwy kierunek działania.
Możesz zastosować prosty schemat: co się dzieje → co mi w tym przeszkadza → czego potrzebuję zamiast tego.
Przykładowo: „Pracuję od rana do wieczora → brakuje mi czasu na własne życie → potrzebuję większej kontroli nad swoim czasem”. Albo: „Mieszkam w dużym mieście → męczy mnie hałas i tempo → potrzebuję spokojniejszego otoczenia”. Albo: „Mam dużo znajomych → większość tych relacji jest powierzchowna → potrzebuję kilku bliższych relacji”.
Ważne jest, żeby nie przeskakiwać od razu do rozwiązania. Jeśli powiesz „muszę zmienić pracę”, zamykasz sobie część możliwości. Być może problem można rozwiązać poprzez zmianę godzin, zakresu obowiązków, miejsca wykonywania pracy albo liczby godzin. Jeśli powiesz „muszę się przeprowadzić”, możesz przeoczyć fakt, że tak naprawdę potrzebujesz nowych ludzi albo większej ilości czasu wolnego.
Najpierw nazwij potrzebę, dopiero później szukaj sposobu jej zaspokojenia.
Pomocne jest również rozróżnienie między tym, czego chcesz, a tym, czego potrzebujesz. Chcesz mieszkać nad morzem, ale być może potrzebujesz przede wszystkim większego kontaktu z naturą. Chcesz prowadzić własną firmę, ale być może potrzebujesz autonomii. Chcesz podróżować przez pół roku, ale być może potrzebujesz różnorodności i poczucia przygody. Konkretne rozwiązanie jest tylko jedną z możliwości realizacji głębszej potrzeby.
Nie oznacza to, że twoje konkretne pragnienia są nieważne. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żebyś wiedział, co właściwie próbujesz osiągnąć.
Na końcu tego procesu powinieneś być w stanie opisać swój problem znacznie dokładniej niż na początku. Zamiast „nie znalazłem swojego miejsca” możesz dojść do stwierdzenia: „Moje życie jest stabilne, ale brakuje mi niezależności i różnorodności”. Albo: „Lubię swoją pracę i miasto, ale większość moich relacji jest przypadkowa i brakuje mi poczucia przynależności”. Albo: „Nie potrzebuję zmieniać zawodu. Potrzebuję zmienić sposób, w jaki organizuję swoje życie poza pracą”.
To ogromna różnica.
Kiedy problem jest nieokreślony, możesz zmienić wszystko i nadal nie wiedzieć, czy posuwasz się w dobrym kierunku. Kiedy problem jest dobrze nazwany, nie musisz od razu znać rozwiązania. Wiesz przynajmniej, czego szukasz.
A to jest właściwy moment, żeby zacząć szukać swojego miejsca.
Nie od odpowiedzi na pytanie „gdzie powinienem być?”, ale od znacznie prostszego: „Czego właściwie potrzebuję, żeby moje życie było bardziej moje?”
Oddziel swoje życie od życia, które wybrano za ciebie
Jednym z najtrudniejszych problemów związanych z szukaniem swojego miejsca w życiu jest ustalenie, które elementy obecnego życia rzeczywiście wybrałeś sam. Możesz być przekonany, że podejmujesz własne decyzje, a jednocześnie realizować plan, którego nigdy świadomie nie stworzyłeś. Nie musi za tym stać żadna konkretna osoba. Czasami nikt nie mówi ci wprost, co masz robić. Wystarczy, że przez lata słyszysz, co „warto”, co „wypada”, co jest „rozsądne” i kiedy „powinieneś” mieć kolejne osiągnięcia. Z czasem cudze oczekiwania mogą stać się tak dobrze znane, że zaczynasz odczuwać je jak własne potrzeby.
To właśnie dlatego pytanie „Czego chcę?” bywa trudniejsze, niż się wydaje. Zanim na nie odpowiesz, trzeba czasami ustalić, ile z tego, czego chcesz, rzeczywiście pochodzi od ciebie. Czy chcesz dobrze zarabiać, czy po prostu boisz się, że bez pieniędzy będziesz mniej wartościowy? Czy naprawdę zależy ci na awansie, czy chcesz usłyszeć od innych, że odniosłeś sukces? Czy marzysz o własnym mieszkaniu, czy po prostu trudno ci zaakceptować, że w twoim wieku go nie masz? Czy chcesz założyć rodzinę, czy boisz się, że odstajesz od znajomych? Czy chcesz mieszkać w dużym mieście, czy uwierzyłeś, że właśnie tam powinno wyglądać dorosłe życie?
Oddzielenie własnego życia od życia, które wybrano za ciebie, nie oznacza odrzucenia rodziny, społeczeństwa, pieniędzy, kariery czy stabilizacji. Chodzi o coś bardziej podstawowego: żebyś wiedział, dlaczego dokonujesz swoich wyborów. Możesz wybrać stabilność, karierę, własne mieszkanie czy rodzinę i nadal być to twoje życie. Problem pojawia się wtedy, gdy realizujesz te cele wyłącznie dlatego, że boisz się konsekwencji ich nieosiągnięcia albo potrzebujesz spełnić oczekiwania innych.
Wpływ rodziny, szkoły, znajomych i kultury na nasze decyzje
Nikt nie podejmuje decyzji w próżni. Od najmłodszych lat uczysz się, co jest uznawane za właściwe, wartościowe, bezpieczne i pożądane. Rodzina przekazuje ci określone przekonania dotyczące pracy, pieniędzy, relacji i odpowiedzialności. Szkoła uczy nie tylko przedmiotów, ale również określonego sposobu funkcjonowania: oceniania, porównywania się, wykonywania poleceń i osiągania kolejnych poziomów. Znajomi pokazują ci, jak wygląda życie ludzi w podobnym wieku. Kultura dostarcza natomiast gotowych scenariuszy dotyczących tego, jak powinno wyglądać „udane życie”. Większość tych wpływów jest tak powszechna, że trudno nawet zauważyć, kiedy zaczynają kształtować twoje własne decyzje.
Nie oznacza to, że wpływ innych ludzi jest czymś złym. Dzięki niemu uczysz się funkcjonować w świecie, poznajesz zasady, wartości i konsekwencje określonych zachowań. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajesz odróżniać wartości, które świadomie przyjąłeś, od przekonań, które po prostu odziedziczyłeś. Możesz na przykład naprawdę cenić bezpieczeństwo finansowe, ale równie dobrze możesz całe życie gromadzić pieniądze dlatego, że w domu słyszałeś, iż tylko posiadanie oszczędności daje poczucie bezpieczeństwa. Możesz rzeczywiście chcieć stabilnej pracy, ale możesz też panicznie bać się każdej zmiany, ponieważ od dziecka uczono cię, że najważniejsze jest „mieć pewną posadę”.
Szczególnie silny wpływ ma rodzina. Nie zawsze poprzez bezpośrednie nakazy. Czasami wystarczy sposób, w jaki rodzice reagowali na twoje wybory. Jeśli zainteresowanie sztuką było traktowane jako strata czasu, możesz jako dorosły nawet nie rozważać związanej z nią ścieżki. Jeśli w domu bardzo ceniono wykształcenie i prestiż, możesz automatycznie kierować się w stronę zawodów, które zapewniają status. Jeśli rodzice sami rezygnowali z własnych planów na rzecz bezpieczeństwa, możesz nauczyć się, że marzenia są czymś, co należy odłożyć „na później”.
Równie silny może być wpływ grupy rówieśniczej. Gdy jesteś młodszy, chcesz przede wszystkim przynależeć. Z czasem pewne wybory zaczynają być postrzegane jako normalne, a inne jako dziwne. Wybór kierunku studiów, pierwszej pracy, sposobu spędzania wolnego czasu, miejsca zamieszkania czy modelu związku może być częściowo związany z tym, co robią ludzie wokół ciebie. Nie zawsze zauważasz tę zależność, ponieważ nie czujesz, że ktoś ci coś narzuca. Po prostu „wszyscy tak robią”.
Właśnie dlatego warto czasami zadać sobie niewygodne pytanie: „Gdybym nie znał opinii mojej rodziny, znajomych i społeczeństwa, czy nadal chciałbym tego samego?”
Nie chodzi o eksperyment, którego da się przeprowadzić dosłownie. Nie możesz wyłączyć całego wpływu otoczenia. Możesz jednak spróbować wyobrazić sobie sytuację, w której nikt nie zna twojej decyzji i nikt jej nie ocenia. Nie musisz nikomu tłumaczyć, dlaczego wybrałeś określoną pracę, dlaczego nie chcesz awansu, dlaczego mieszkasz w konkretnym miejscu albo dlaczego twoje życie wygląda inaczej niż życie znajomych.
Jeśli wtedy twoje pragnienia wyglądają zupełnie inaczej, jest to ważna informacja.
Nie oznacza to jeszcze, że powinieneś odrzucić wszystko, czego nauczyli cię inni. Dojrzałość nie polega na robieniu dokładnie odwrotnie niż rodzice czy społeczeństwo. Polega na tym, że potrafisz powiedzieć: „To przekonanie dostałem od innych, ale po sprawdzeniu nadal jest moje” albo „Kiedyś było mi potrzebne, ale dzisiaj już nie pasuje do mojego życia”.
Dopiero wtedy wybór naprawdę staje się twój.
„Powinienem” kontra „chcę”
Jednym z najprostszych sposobów rozpoznawania cudzych oczekiwań jest zwracanie uwagi na słowo „powinienem”. Samo jego pojawienie się nie oznacza oczywiście, że robisz coś wbrew sobie. Wszyscy mamy obowiązki, zobowiązania i odpowiedzialność. Nie zawsze robimy to, na co mamy ochotę. Problem pojawia się wtedy, gdy ogromna część twojego życia jest zbudowana z rzeczy, które „powinieneś” robić, a bardzo niewiele z rzeczy, które rzeczywiście chcesz robić.
„Powinienem więcej zarabiać”. „Powinienem kupić mieszkanie”. „Powinienem znaleźć lepszą pracę”. „Powinienem założyć rodzinę”. „Powinienem mieć już własną firmę”. „Powinienem podróżować”. „Powinienem ćwiczyć”. „Powinienem osiągnąć więcej”. „Powinienem wreszcie się ustatkować”. Takie zdania mogą dotyczyć niemal każdej sfery życia.
Warto przy tym zauważyć, że „powinienem” i „chcę” nie muszą się wykluczać. Możesz chcieć zarabiać więcej i jednocześnie uważać, że powinieneś. Możesz chcieć mieć dzieci i jednocześnie czuć presję społeczną. Możesz naprawdę marzyć o własnym domu, ale jednocześnie realizować ten plan częściowo dlatego, że boisz się, co pomyślą inni. Ludzkie motywacje rzadko są całkowicie czyste.
Dlatego nie chodzi o mechaniczne wykreślanie wszystkich „powinienem”. Chodzi o ustalenie, co znajduje się pod tym słowem.
Kiedy mówisz „powinienem zmienić pracę”, zapytaj: „Dlaczego?”. Jeśli odpowiedź brzmi: „Bo nie rozwijam się i chcę robić coś innego”, prawdopodobnie kryje się za tym twoja potrzeba. Jeśli jednak odpowiedź brzmi: „Bo znajomi zarabiają więcej ode mnie”, źródło motywacji jest inne. Jeżeli mówisz „powinienem kupić mieszkanie”, zapytaj, co chcesz dzięki temu osiągnąć. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo i niezależność, to może być autentyczna potrzeba. Jeśli jedyną odpowiedzią jest „bo w moim wieku już się powinno”, warto się zatrzymać.
Szczególnie ważne jest rozróżnienie między obowiązkiem a społecznym oczekiwaniem. Masz zobowiązania wobec innych ludzi, których nie można po prostu odrzucić w imię „życia po swojemu”. Jeśli masz dzieci, partnera, kredyt czy inne zobowiązania, twoje decyzje siłą rzeczy wpływają również na innych. Życie zgodne ze sobą nie oznacza ignorowania konsekwencji własnych wyborów. Oznacza natomiast świadomość, że odpowiedzialność i konformizm to nie to samo.
Dobrym ćwiczeniem jest wypisanie kilku najważniejszych planów na najbliższe lata i dopisanie do każdego z nich pytania: „Czy chcę tego, czy uważam, że powinienem tego chcieć?”
Niektóre odpowiedzi będą oczywiste. Przy innych pojawi się mieszanka. To właśnie te drugie są najciekawsze.
Możesz odkryć, że część celów, które uważałeś za własne, jest ci właściwie obojętna. Możesz też odkryć coś odwrotnego: że pewne cele naprawdę są twoje, tylko do tej pory nie potrafiłeś ich odróżnić od presji otoczenia. W obu przypadkach zyskujesz coś ważnego — większą świadomość własnych powodów.
Jak rozpoznać cudze oczekiwania ukryte we własnych planach?
Cudze oczekiwania są najtrudniejsze do wykrycia wtedy, gdy dawno przestały brzmieć jak cudze. Jeśli przez dwadzieścia lat słyszałeś, że sukces oznacza dobrą pracę, wysokie zarobki i własne mieszkanie, możesz po prostu uznać to za oczywisty fakt. Nie musisz już nikogo słuchać, żeby dążyć do tych rzeczy. Sam będziesz pilnować realizacji tego scenariusza.
Jednym ze sposobów na jego rozpoznanie jest pytanie: „Kto będzie zadowolony, jeśli to osiągnę?” Nie chodzi o to, żeby każdą decyzję podejmować przeciwko rodzinie czy znajomym. Chodzi o zauważenie, czy twoja satysfakcja z danego celu wynika przede wszystkim z tego, że sam go chcesz, czy z wyobrażenia reakcji innych ludzi.
Jeżeli kupisz mieszkanie, kto najbardziej poczuje, że „wreszcie ci się udało”? Jeśli dostaniesz awans, komu będziesz chciał się tym pochwalić? Jeśli zmienisz zawód, czego najbardziej będziesz się bał: utraty dochodu czy opinii innych? Jeśli zrezygnujesz z określonej ścieżki, czy największym problemem będzie to, że sam będziesz żałować, czy raczej to, że będziesz musiał tłumaczyć swoją decyzję rodzinie?
To nie są pytania mające wskazać jedną właściwą odpowiedź. Mają ujawnić źródło motywacji.
Kolejnym sygnałem jest brak zgody na alternatywę. Jeśli ktoś naprawdę czegoś chce, zwykle potrafi powiedzieć, dlaczego właśnie tego potrzebuje. Jeśli natomiast cel jest mocno związany z oczekiwaniami społecznymi, często pojawia się myślenie: „Po prostu tak trzeba”. Nie wiadomo dokładnie dlaczego, ale wiadomo, że odstępstwo od normy wydaje się czymś złym.
Warto również przyjrzeć się temu, czego boisz się najbardziej w przypadku rezygnacji z danego planu. Załóżmy, że od lat planujesz określoną karierę. Wyobraź sobie, że rezygnujesz z niej jutro. Co jest najgorszym scenariuszem? Jeśli najbardziej przeraża cię to, że stracisz źródło utrzymania, być może problemem jest bezpieczeństwo. Jeśli przeraża cię utrata statusu, być może ważną rolę odgrywa uznanie. Jeśli boisz się, że rodzina uzna cię za osobę, która zmarnowała swoje możliwości, masz do czynienia z presją społeczną. Jeśli natomiast najbardziej żałujesz utraty samej pracy i tego, że nie będziesz robić tego, co naprawdę lubisz, prawdopodobnie cel ma mocniejsze zakorzenienie w tobie.
Czasami bardzo dużo mówi również język, którego używasz. „Trzeba”, „wypada”, „normalni ludzie”, „w moim wieku”, „wszyscy moi znajomi”, „rozsądny człowiek”, „dorosły powinien” — to słowa, które warto zatrzymać i przeanalizować. Nie dlatego, że są zawsze błędne, ale dlatego, że często ukrywają założenie, którego nigdy świadomie nie sprawdziłeś.
Możesz również zrobić prosty test: wyobraź sobie, że osiągasz dany cel, ale nikt poza tobą nigdy się o tym nie dowie. Nie ma gratulacji, zdjęć, pochwał, zazdrości znajomych ani aprobaty rodziny. Czy nadal chciałbyś go osiągnąć?
Jeżeli tak, jest to mocna wskazówka, że sam cel może być dla ciebie ważny. Jeżeli nagle traci większość atrakcyjności, być może znaczną część jego wartości stanowiło uznanie innych.
To nie oznacza, że musisz z niego zrezygnować. Uznanie społeczne, pieniądze czy status mogą być realnymi wartościami. Chodzi o to, żebyś wiedział, co dokładnie kupujesz za cenę wysiłku, który wkładasz w osiągnięcie celu.
Presja sukcesu, pieniędzy, stabilizacji i statusu?
Współczesna presja nie zawsze wygląda jak bezpośrednie polecenie. Częściej przypomina nieustanny ranking. Ktoś zarabia więcej. Ktoś wcześniej kupił mieszkanie. Ktoś założył firmę. Ktoś awansował. Ktoś podróżuje po świecie. Ktoś ma rodzinę. Ktoś zbudował dom. Ktoś może pracować zdalnie. Ktoś pokazuje w internecie życie, które wygląda jak dowód na to, że wszystko robi właściwie.
Jeżeli regularnie porównujesz się z innymi, łatwo zacząć traktować cudze osiągnięcia jako listę własnych braków.
Problem polega na tym, że sukces nie ma jednej definicji. Wysokie zarobki mogą być ważne dla osoby, która chce zapewnić rodzinie bezpieczeństwo, ale mogą być znacznie mniej istotne dla kogoś, kto najbardziej ceni czas. Stabilizacja może być dla jednej osoby ogromną wartością, a dla innej źródłem poczucia uwięzienia. Status może być dla kogoś ważnym elementem kariery, podczas gdy ktoś inny wolałby mieć mniej prestiżową pracę, ale więcej swobody.
Nie ma nic złego w żadnym z tych wyborów. Problem pojawia się wtedy, gdy przyjmujesz cudzą definicję sukcesu jako własną bez sprawdzenia, czy naprawdę jej potrzebujesz.
Pieniądze są tutaj szczególnym przypadkiem. Nie można udawać, że nie mają znaczenia. Zapewniają bezpieczeństwo, możliwości i niezależność, a brak pieniędzy może realnie ograniczać wybór. Jednocześnie istnieje różnica między dążeniem do poziomu dochodów, który daje ci potrzebną swobodę, a nieustannym zwiększaniem zarobków tylko dlatego, że zawsze można mieć więcej.
Możesz zapytać: „Ile pieniędzy potrzebuję, żeby prowadzić życie, którego chcę?”. To zupełnie inne pytanie niż: „Ile pieniędzy powinienem zarabiać?”.
Podobnie jest ze stabilizacją. Stabilność może być świadomym wyborem i ogromną wartością. Nie ma powodu, żeby traktować ją jako coś gorszego od przygody czy ryzyka. Problem pojawia się wtedy, gdy stabilizacja staje się celem samym w sobie, a ty zaczynasz rezygnować z rzeczy, które są dla ciebie ważne wyłącznie po to, żeby niczego nie zmieniać.
Możesz też znaleźć się po drugiej stronie tej presji. W niektórych środowiskach stabilne życie jest przedstawiane jako coś nudnego, a ciągła zmiana, podróżowanie, przedsiębiorczość czy maksymalizacja doświadczeń jako dowód odwagi i sukcesu. To również może być cudzym scenariuszem. Jeśli wybierasz nieustanną zmianę tylko dlatego, że boisz się wyglądać na osobę, która „stoi w miejscu”, nadal niekoniecznie żyjesz po swojemu.
Najważniejsza jest więc nie sama odpowiedź, ale źródło odpowiedzi.
Jeżeli chcesz zarabiać dużo, możesz to robić. Jeżeli chcesz mieć spokojną pracę i więcej wolnego czasu, również możesz tego chcieć. Jeżeli chcesz mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu, prowadzić własną firmę, pracować na etacie, mieć dzieci, nie mieć dzieci, mieszkać w mieście albo poza nim — każda z tych dróg może być świadomym wyborem. Nie stają się własnymi tylko dlatego, że są przeciwieństwem tego, czego oczekuje społeczeństwo.
Właśnie dlatego celem nie powinno być życie „inne niż wszyscy”. Celem jest życie, którego powody są dla ciebie zrozumiałe.
Co zostaje, kiedy przestajesz próbować komuś coś udowadniać?
Wyobraź sobie, że przez chwilę znika publiczność. Nikt nie obserwuje twojego życia, nie porównuje twoich wyników, nie ocenia zarobków, nie pyta o awans, nie sprawdza, gdzie mieszkasz, czym jeździsz, ile podróżujesz i czy osiągnąłeś wystarczająco dużo. Nie musisz niczego publikować, nikogo przekonywać i nikomu tłumaczyć swoich decyzji.
Co wtedy zostaje?
To jedno z najciekawszych pytań, jakie możesz sobie zadać, jeśli próbujesz ustalić, czego naprawdę chcesz.
Być może okaże się, że nadal chcesz wykonywać swoją pracę. Nadal chcesz zarabiać więcej. Nadal marzysz o własnym domu albo firmie. Nadal chcesz podróżować, rozwijać się, mieć rodzinę czy osiągnąć określony cel. To bardzo dobra informacja. Oznacza, że nie musisz odrzucać tych rzeczy tylko dlatego, że inni również ich chcą.
Ale możesz również odkryć, że niektóre cele tracą znaczenie. Może nie potrzebujesz stanowiska, które robi wrażenie na innych. Może nie zależy ci na mieszkaniu, które będzie symbolem sukcesu. Może nie chcesz prowadzić firmy, tylko dlatego że przedsiębiorczość jest obecnie przedstawiana jako bardziej ambitna od etatu. Może wcale nie potrzebujesz maksymalizować dochodów. Może nie interesuje cię życie, które dobrze wygląda na zdjęciach, ale źle znosi codzienność.
To, co zostaje po odjęciu potrzeby udowadniania czegoś innym, nie musi być spektakularne.
Może zostać spokojny dzień. Więcej czasu dla bliskich. Możliwość robienia czegoś, co lubisz. Mniejsze mieszkanie. Prostsza praca. Częstsze podróże. Własny projekt. Więcej snu. Czas na hobby. Życie w miejscu, które naprawdę lubisz. Albo po prostu świadomość, że nie musisz już stale biec do kolejnego celu.
To ważny moment, ponieważ łatwo pomylić ambicję z potrzebą uznania. Możesz być bardzo ambitny i jednocześnie nie potrzebować niczego nikomu udowadniać. Możesz również osiągać wiele rzeczy głównie po to, żeby poczuć się wystarczająco dobrym. Z zewnątrz oba przypadki mogą wyglądać identycznie. Różnica ujawnia się dopiero wtedy, gdy zapytasz siebie, co stanie się z twoją motywacją, jeśli nikt nie będzie tego widział.
Nie chodzi o całkowite wyeliminowanie potrzeby uznania. To naturalna część funkcjonowania człowieka. Chodzi o to, żeby nie oddać jej kontroli nad najważniejszymi decyzjami.
Możesz chcieć sukcesu i jednocześnie sam określić, czym ten sukces jest.
Możesz chcieć pieniędzy i jednocześnie zdecydować, ile pieniędzy rzeczywiście potrzebujesz.
Możesz chcieć stabilizacji i jednocześnie określić, jaką cenę jesteś gotów za nią zapłacić.
Możesz chcieć wolności i jednocześnie zaakceptować jej koszty.
Możesz chcieć życia, które wygląda zupełnie zwyczajnie, jeśli właśnie tego potrzebujesz.
Najważniejsze jest to, że po raz pierwszy możesz zacząć wybierać nie po to, żeby potwierdzić swoją wartość w oczach innych, ale dlatego, że określony sposób życia rzeczywiście odpowiada tobie.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe oddzielanie własnego życia od życia, które wybrano za ciebie. Nie polega ono na odrzuceniu wszystkich zasad, oczekiwań i wartości, które otrzymałeś od innych. Polega na ich ponownym sprawdzeniu. Możesz zatrzymać część z nich, zmienić inne, a jeszcze inne całkowicie odrzucić.
Ostatecznie twoje życie nie musi być przeciwieństwem życia twoich rodziców, znajomych czy większości społeczeństwa. Nie musi być również imponujące, oryginalne ani wyjątkowe. Wystarczy, że coraz lepiej rozumiesz, dlaczego żyjesz właśnie w taki sposób.
Bo dopiero wtedy możesz powiedzieć, że to naprawdę jest twoje życie.
Poznaj siebie bez tworzenia kolejnego testu osobowości
Poznanie siebie brzmi jak coś oczywistego, dopóki nie spróbujesz odpowiedzieć na pytanie: „Jaki właściwie jestem?”. Możesz szybko wymienić kilka cech, powiedzieć, czym się interesujesz, jaki masz charakter i co jest dla ciebie ważne. Problem w tym, że taki opis często przedstawia bardziej obraz siebie, który stworzyłeś przez lata, niż człowieka, którym rzeczywiście jesteś. Możesz uważać się za osobę odważną, a jednocześnie przez większość życia unikać ryzyka. Możesz mówić, że cenisz wolność, ale bardzo źle znosić brak przewidywalności. Możesz twierdzić, że jesteś introwertykiem, choć w rzeczywistości po prostu nie lubisz konkretnych ludzi albo określonych sytuacji społecznych.
Dlatego poznawanie siebie nie powinno polegać wyłącznie na wypełnianiu kolejnych testów osobowości. Test może być ciekawym narzędziem, ale nie powie ci, jak wygląda twoje życie w praktyce. Znacznie więcej informacji dostarczają twoje decyzje, zachowania, reakcje, relacje, sposób spędzania czasu i sytuacje, w których czujesz się dobrze albo źle. Jeśli chcesz znaleźć swoje miejsce w życiu, potrzebujesz przede wszystkim wiedzieć, jakiego człowieka próbujesz umieścić w tym miejscu.
Nie chodzi przy tym o stworzenie idealnego profilu własnej osobowości. Nie musisz wiedzieć, do której kategorii należysz, ani znaleźć jednego słowa, które opisze cię najlepiej. Człowiek jest bardziej skomplikowany niż etykieta. Potrzebujesz natomiast zrozumieć kilka rzeczy: co jest dla ciebie ważne, czego potrzebujesz, jak reagujesz na określone warunki, co cię interesuje, jakie masz możliwości i ograniczenia oraz jakiego poziomu ryzyka, samotności, stabilności i zmian jesteś w stanie dobrze funkcjonować.
Wartości — co jest dla ciebie naprawdę ważne?
Wartości to nie lista ładnych słów, które dobrze wyglądają w opisie osobowości. To zasady i priorytety, które wpływają na twoje decyzje. Problem polega na tym, że łatwo pomylić wartości z tym, co powinno być dla ciebie ważne. Możesz powiedzieć, że cenisz rodzinę, rozwój, zdrowie, wolność, uczciwość, bezpieczeństwo czy ambicję, ale dopiero twoje codzienne decyzje pokazują, jaką rzeczywiście mają dla ciebie wagę.
Jeśli mówisz, że cenisz wolność, ale dobrowolnie wybierasz życie, w którym każda godzina jest podporządkowana pracy, warto sprawdzić, co właściwie rozumiesz przez wolność. Jeśli twierdzisz, że ważny jest dla ciebie rozwój, ale od lat nie uczysz się niczego nowego, być może rozwój nie jest obecnie twoim priorytetem. Nie ma w tym nic złego. Wartości mogą się zmieniać, a deklaracja sama w sobie niczego nie rozstrzyga.
Jeszcze ważniejsze jest to, że wartości często wchodzą ze sobą w konflikt. Możesz jednocześnie cenić bezpieczeństwo i niezależność. Możesz chcieć wysokich zarobków i dużej ilości wolnego czasu. Możesz cenić bliskość z ludźmi, ale również potrzebować dużej ilości prywatności. Możesz chcieć stabilnego życia, a jednocześnie potrzebować przygody. Problem nie polega na tym, że nie potrafisz wybrać właściwej wartości. Problem polega na tym, że nie możesz w maksymalnym stopniu realizować wszystkich wartości naraz.
Dlatego poznawanie swoich wartości wymaga również ustalenia priorytetów. Co jest dla ciebie ważniejsze, kiedy dwie rzeczy zaczynają się wykluczać? Ile niezależności jesteś gotów oddać za bezpieczeństwo? Ile pieniędzy jesteś gotów poświęcić za większą ilość wolnego czasu? Ile wygody jesteś gotów poświęcić za możliwość podróżowania? Ile stabilności jesteś gotów oddać za rozwój?
Właśnie te sytuacje mówią o tobie więcej niż lista dziesięciu wartości wybranych z internetu.
Możesz więc zacząć od prostego ćwiczenia: wypisz rzeczy, które uważasz za ważne, a następnie spróbuj ograniczyć listę do pięciu. Potem do trzech. Na końcu zapytaj: „Co wybieram, kiedy nie mogę mieć wszystkiego?” Odpowiedź może być znacznie bardziej użyteczna niż jakikolwiek test.
Potrzeby — czego potrzebujesz, żeby dobrze funkcjonować?
Wartości mówią o tym, co jest dla ciebie ważne. Potrzeby dotyczą tego, jakich warunków potrzebujesz, żeby dobrze funkcjonować. To bardzo istotne rozróżnienie, ponieważ możesz cenić coś, czego jednocześnie nie potrzebujesz w dużej ilości.
Możesz na przykład cenić kontakty społeczne, ale potrzebować codziennie kilku godzin samotności. Możesz cenić rozwój zawodowy, ale potrzebować przewidywalnych godzin pracy. Możesz lubić podróże, ale źle znosić ciągłą zmianę miejsca. Możesz być ambitny, ale potrzebować dużej autonomii. Możesz lubić ludzi, a jednocześnie źle funkcjonować w głośnym i zatłoczonym środowisku.
Potrzeby są bardzo praktyczne, ponieważ mówią ci, jakie warunki powinno spełniać twoje życie, żeby było dla ciebie możliwe do utrzymania na dłuższą metę.
Zastanów się więc, czego potrzebujesz w pracy. Czy potrzebujesz jasnych zasad, czy swobody? Czy dobrze funkcjonujesz pod presją terminów, czy wolisz spokojne tempo? Czy potrzebujesz częstego kontaktu z ludźmi, czy najlepiej pracujesz samodzielnie? Czy potrzebujesz różnorodności, czy lubisz rutynę? Czy ważniejsza jest dla ciebie możliwość rozwoju, czy przewidywalność?
To samo dotyczy miejsca zamieszkania. Czy potrzebujesz ciszy? Natury? Dostępu do usług? Bliskości rodziny? Dużej liczby ludzi wokół? Samochodu? Transportu publicznego? Ciepłego klimatu? Możliwości częstych wyjazdów? Nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Chodzi o to, żebyś znał swoją.
Ważne jest również odróżnienie potrzeby od zachcianki. Możesz bardzo chcieć mieszkać w określonym mieście, ale jeśli po przeprowadzce odkryjesz, że najbardziej brakuje ci bliskich ludzi, problemem prawdopodobnie nie był adres. Możesz marzyć o pracy zdalnej, a po kilku miesiącach odkryć, że izolacja jest dla ciebie trudniejsza niż dojazdy do biura. Możesz uważać, że potrzebujesz większej ilości pieniędzy, a później zauważyć, że największym problemem był brak czasu.
Dlatego pytaj nie tylko „czego chcę?”, ale także: „Co musi być obecne w moim życiu, żebym dobrze funkcjonował?”
Ta odpowiedź będzie miała ogromne znaczenie, kiedy zaczniesz wybierać pracę, miejsce życia, relacje czy styl codzienności.
Charakter i temperament
Charakter i temperament nie są tym samym, ale oba wpływają na to, w jakich warunkach możesz czuć się dobrze. Nie musisz jednak tworzyć z nich sztywnej etykiety. Celem nie jest powiedzenie „jestem introwertykiem” albo „jestem człowiekiem ryzyka”, tylko zrozumienie, jak reagujesz na konkretne sytuacje.
Zwróć uwagę na swoje reakcje na presję, konflikt, niepewność, zmianę, krytykę i odpowiedzialność. Czy w trudnych sytuacjach zaczynasz działać, czy potrzebujesz czasu? Czy niepewność mobilizuje cię, czy wyczerpuje? Czy lubisz podejmować decyzje samodzielnie, czy dobrze czujesz się, gdy masz jasne wytyczne? Czy szybko przyzwyczajasz się do nowych miejsc, czy potrzebujesz czasu, żeby poczuć się bezpiecznie?
Nie chodzi o wartościowanie tych cech. Ostrożność nie jest wadą, podobnie jak skłonność do ryzyka nie jest automatycznie zaletą. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy próbujesz budować życie wymagające od ciebie funkcjonowania w sposób całkowicie sprzeczny z twoimi naturalnymi tendencjami.
Jeżeli bardzo źle znosisz ciągłą niepewność, życie oparte na częstych zmianach może wymagać od ciebie znacznie więcej energii niż od osoby, która dobrze funkcjonuje w chaosie. Jeżeli natomiast szybko się nudzisz i potrzebujesz różnorodności, bardzo przewidywalna praca może stać się dla ciebie źródłem frustracji, nawet jeśli jest dobrze płatna i bezpieczna.
Jednocześnie nie należy używać charakteru jako wymówki. To, że coś nie przychodzi ci naturalnie, nie oznacza, że nie możesz się tego nauczyć. Człowiek może rozwijać swoje kompetencje, zmieniać zachowania i przyzwyczajać się do nowych warunków. Warto jednak wiedzieć, ile energii kosztuje cię określony sposób funkcjonowania.
Możesz nauczyć się występować publicznie, ale jeśli po każdym wystąpieniu potrzebujesz kilku godzin samotności, jest to ważna informacja. Możesz nauczyć się pracować w grupie, ale jeśli najlepiej skupiasz się samodzielnie, warto brać to pod uwagę przy wyborze pracy. Możesz nauczyć się podejmować ryzyko, ale jeśli każda duża niepewność powoduje u ciebie silny stres, nie musisz budować całego życia wokół ryzykownych decyzji.
Poznanie siebie nie polega na znalezieniu etykiety. Polega na poznaniu własnego kosztu funkcjonowania w różnych warunkach.
Zainteresowania i ciekawość
Zainteresowania są ważne, ale nie musisz znaleźć jednej wielkiej pasji, która wskaże ci drogę przez całe życie. To jeden z najbardziej szkodliwych uproszczeń związanych z szukaniem swojego miejsca. Możesz mieć wiele zainteresowań, możesz nie mieć jednej dominującej pasji, a twoje zainteresowania mogą zmieniać się wraz z wiekiem.
Znacznie ciekawszym wskaźnikiem jest ciekawość. Zwróć uwagę na tematy, do których wracasz bez przymusu. O czym czytasz, kiedy nikt ci nie każe? Jakie problemy lubisz rozwiązywać? Jakie filmy, książki, podcasty czy artykuły wybierasz spontanicznie? Jakie rzeczy potrafią sprawić, że przez dłuższy czas zapominasz o upływie czasu?
Ciekawość może być bardzo dobrym początkiem, ale nie należy jej mylić z gotową ścieżką zawodową. To, że lubisz czytać o psychologii, nie oznacza automatycznie, że powinieneś zostać psychologiem. To, że lubisz podróże, nie oznacza, że powinieneś pracować w turystyce. To, że interesują cię samochody, nie oznacza, że musisz zostać mechanikiem.
Zainteresowanie mówi raczej: „Sprawdź ten kierunek dokładniej”.
Warto też obserwować różnicę między konsumowaniem a tworzeniem. Możesz godzinami oglądać materiały o gotowaniu, ale niekoniecznie chcesz sam gotować. Możesz uwielbiać filmy podróżnicze, ale nie lubić organizowania własnych wyjazdów. Możesz czytać o przedsiębiorczości, ale nie chcieć prowadzić firmy. Samo zainteresowanie tematem nie mówi jeszcze, że odpowiada ci związana z nim aktywność.
Dlatego jeśli coś cię fascynuje, sprawdź to w praktyce. Nie musisz od razu zmieniać zawodu. Możesz poświęcić temu kilka godzin, zrobić mały projekt, zapisać się na kurs, porozmawiać z kimś, kto zajmuje się tym na co dzień, albo przez miesiąc regularnie wykonywać daną czynność.
W ten sposób ciekawość staje się narzędziem poznawania siebie, a nie kolejną etykietą.
Mocne i słabe strony
Mówienie o mocnych i słabych stronach łatwo zamienić w tworzenie listy cech, które mają dobrze wyglądać w CV. „Jestem komunikatywny, kreatywny, odpowiedzialny i dobrze pracuję w zespole” niewiele mówi o tym, jak naprawdę funkcjonujesz. Jeśli chcesz poznać swoje mocne i słabe strony, patrz przede wszystkim na powtarzalne rezultaty i zachowania.
W czym rzeczywiście jesteś dobry? Jakie zadania wykonujesz szybciej niż inni? Z jakimi problemami ludzie przychodzą do ciebie po pomoc? Co potrafisz robić długo bez poczucia ogromnego wysiłku? W jakich sytuacjach inni ludzie zauważają twoją skuteczność? To są znacznie lepsze pytania niż „jakie mam mocne strony?”.
Słabe strony warto traktować podobnie. Nie pytaj tylko „czego nie umiem?”. Zapytaj: „Jakie warunki powodują, że funkcjonuję gorzej?” Możesz świetnie radzić sobie z analizą, ale źle znosić pracę pod presją czasu. Możesz być bardzo kreatywny, ale mieć problem z konsekwentnym kończeniem wielu rozpoczętych projektów. Możesz dobrze działać samodzielnie, ale mieć trudności w dużych zespołach. Możesz szybko podejmować decyzje, ale czasami robić to zbyt pochopnie.
To nie są wyłącznie wady. To informacje dotyczące dopasowania.
Jednocześnie trzeba uważać, żeby nie używać „poznawania swoich słabości” jako usprawiedliwienia dla braku rozwoju. Jeżeli jakaś cecha utrudnia ci życie, możesz nad nią pracować. Ważne jest tylko, żeby wiedzieć, czy bardziej opłaca ci się ją rozwijać, czy tak zmienić środowisko, aby miała mniejsze znaczenie.
Jeżeli jesteś dobry w pracy analitycznej, ale bardzo źle funkcjonujesz w sprzedaży, nie musisz na siłę udowadniać sobie, że potrafisz być świetnym sprzedawcą. Możesz nauczyć się podstaw sprzedaży, jeśli będą ci potrzebne, ale możesz też zbudować swoją karierę wokół innych kompetencji.
Poznanie mocnych stron nie służy więc temu, żeby znaleźć powód do samozadowolenia. Ma pomóc ci odpowiedzieć na pytanie: „Gdzie moje naturalne możliwości mogą być naprawdę użyteczne?”
Granice
Granice są jednym z najbardziej praktycznych elementów poznawania siebie, ponieważ pokazują, czego nie jesteś gotów tolerować, nawet jeśli dana sytuacja z zewnątrz wydaje się atrakcyjna.
Granice dotyczą czasu, pieniędzy, prywatności, kontaktu z ludźmi, pracy, relacji, przestrzeni osobistej i sposobu, w jaki inni mogą się wobec ciebie zachowywać. Możesz mieć dużą tolerancję na intensywną pracę, ale niewielką na kontrolowanie cię przez przełożonego. Możesz lubić bliskość, ale nie chcieć, żeby ktoś ingerował w każdą część twojego życia. Możesz być gotowy na niskie zarobki przez pewien czas, ale nie chcesz zadłużać się, żeby finansować określony styl życia.
Problem z granicami polega na tym, że często zauważasz je dopiero wtedy, gdy ktoś je przekroczy. Warto więc wcześniej zastanowić się, gdzie przebiegają.
Co jest dla ciebie nieakceptowalne w pracy? Ile czasu jesteś gotów poświęcać na dojazdy? Czy odbierasz telefon służbowy po godzinach? Ile potrzebujesz prywatności w związku? Jak często chcesz spotykać się ze znajomymi? Ile pieniędzy jesteś gotów wydać na komfort? Na jakie zachowania innych ludzi się nie zgadzasz?
Granica nie jest próbą kontrolowania innych. Jest informacją o tym, co zrobisz, jeśli określona sytuacja się pojawi. Możesz nie być w stanie sprawić, żeby ktoś przestał cię kontrolować, ale możesz zdecydować, że nie chcesz pracować w takim środowisku. Nie możesz zmusić znajomego do szanowania twojego czasu, ale możesz ograniczyć kontakt z osobą, która stale go nie szanuje.
Dobre poznanie siebie obejmuje więc również świadomość tego, gdzie kończy się twoja gotowość do kompromisu.
Preferowany poziom stabilności, ryzyka, samotności, kontaktu z ludźmi i zmian
Niektóre różnice między ludźmi są bardzo praktyczne, a mimo to często się o nich zapomina, kiedy próbujemy ustalić, jak chcemy żyć. Każdy z nas ma określony poziom tolerancji na ryzyko, potrzebę kontaktu społecznego, potrzebę samotności, zapotrzebowanie na stabilność oraz stosunek do zmian. Nie musisz umieszczać się na jednej ze skrajności. Najważniejsze jest poznanie własnego zakresu.
Zacznij od stabilności. Jak dobrze czujesz się, kiedy nie wiesz, co wydarzy się za miesiąc? Czy brak przewidywalnego dochodu jest dla ciebie ekscytujący, czy przede wszystkim stresujący? Czy lubisz mieć plan, czy możesz działać spontanicznie? Jeśli potrzebujesz wysokiego poziomu stabilności, nie oznacza to braku odwagi. Jeśli dobrze czujesz się w niepewności, nie oznacza to automatycznie lekkomyślności. Są to po prostu różne sposoby funkcjonowania.
Podobnie wygląda kwestia ryzyka. Możesz być gotowy zaryzykować zmianę pracy, ale nie chcesz ryzykować utraty wszystkich oszczędności. Możesz lubić spontaniczne podróże, ale potrzebować stabilnego miejsca do życia. Możesz zaakceptować ryzyko zawodowe, ale nie finansowe. Dlatego pytanie „Czy jesteś ryzykantem?” jest zbyt ogólne. Znacznie lepiej zapytać: „Jakiego rodzaju ryzyko jestem gotów podejmować i w jakiej skali?”
Istotna jest również samotność. Nie chodzi wyłącznie o to, czy jesteś introwertykiem albo ekstrawertykiem. Możesz lubić ludzi, ale potrzebować dużo czasu samemu. Możesz być osobą bardzo towarzyską, ale źle znosić powierzchowne relacje. Możesz dobrze funkcjonować w dużym mieście, ale potrzebować regularnych okresów wyciszenia. Zamiast przyklejać sobie etykietę, sprawdź, ile kontaktu z ludźmi rzeczywiście ci służy.
To samo dotyczy zmiany. Niektórzy potrzebują nowości, żeby czuć zainteresowanie życiem. Inni potrzebują powtarzalności, żeby móc się skoncentrować i odpocząć. Jeszcze inni dobrze funkcjonują, jeśli zmiany pojawiają się od czasu do czasu, ale nie cały czas. Nie ma tutaj lepszej i gorszej odpowiedzi.
Najważniejsze jest dopasowanie.
Jeżeli potrzebujesz dużo stabilności, budowanie życia opartego na ciągłych przeprowadzkach i nieregularnych dochodach może być dla ciebie trudne. Jeżeli potrzebujesz dużej różnorodności, praca składająca się codziennie z tych samych obowiązków może cię wyczerpywać. Jeżeli potrzebujesz dużej ilości samotności, życie w środowisku, w którym jesteś stale dostępny dla innych, może odbierać ci energię. Jeżeli natomiast potrzebujesz kontaktu z ludźmi, długotrwała izolacja może być równie problematyczna.
Warto więc zamiast pytać „Jaki powinienem być?”, zapytać: „W jakich warunkach działam najlepiej?”
To jedno z najważniejszych pytań, jeśli próbujesz znaleźć swoje miejsce.
Jak obserwować własne zachowanie zamiast budować obraz siebie na podstawie deklaracji?
Najlepszym sposobem poznania siebie jest potraktowanie własnego życia jako źródła danych. Nie musisz prowadzić skomplikowanych analiz psychologicznych. Wystarczy, że przez pewien czas zaczniesz obserwować, co rzeczywiście robisz, jak reagujesz i w jakich sytuacjach funkcjonujesz najlepiej.
Zwracaj uwagę na rozbieżności między tym, co mówisz o sobie, a tym, co robisz. Jeśli twierdzisz, że uwielbiasz spontaniczność, ale większość wolnego czasu spędzasz na planowaniu, warto to zauważyć. Jeśli mówisz, że zależy ci na karierze, ale regularnie wybierasz więcej czasu wolnego kosztem możliwości awansu, być może cenisz czas bardziej, niż wcześniej sądziłeś. Jeśli twierdzisz, że chcesz więcej kontaktu z ludźmi, ale po każdym spotkaniu czujesz ogromną ulgę, kiedy zostajesz sam, warto dokładniej sprawdzić, jakiego rodzaju kontakt rzeczywiście ci odpowiada.
Nie chodzi o to, żeby uznać zachowanie za jedyną prawdę. Czasami robisz coś, czego nie chcesz, ponieważ jesteś zmęczony, boisz się konsekwencji albo masz obowiązki. Pojedyncze zachowanie niewiele mówi. Znaczenie ma powtarzający się wzorzec.
Możesz przez miesiąc zapisywać kilka prostych rzeczy: co robiłeś, z kim byłeś, ile miałeś kontroli nad swoim czasem, jak dużo było w tym nowości, jak dużo rutyny oraz jak się czułeś po zakończeniu danej aktywności. Nie musisz tworzyć rozbudowanego dziennika. Wystarczy kilka zdań albo krótkie notatki. Po kilku tygodniach możesz zobaczyć prawidłowości, których wcześniej nie zauważałeś.
Zwróć uwagę szczególnie na sytuacje, w których czas mija szybciej, niż się spodziewasz, oraz na te, których nie możesz się doczekać końca. Obserwuj, przy jakich zadaniach sam szukasz dodatkowych informacji, a przy jakich stale odkładasz działanie. Sprawdź, kiedy spontanicznie podejmujesz inicjatywę, a kiedy potrzebujesz zewnętrznego impulsu.
Bardzo dużo informacji dostarczają również twoje decyzje dokonywane wtedy, gdy masz prawdziwy wybór. Jeżeli masz wolny dzień bez żadnych zobowiązań, co robisz? Jeżeli dostajesz dodatkowe pieniądze, na co je wydajesz? Jeżeli możesz wybrać między pracą za większe pieniądze a większą ilością wolnego czasu, co wybierasz? Jeżeli możesz spędzić weekend samotnie albo z grupą ludzi, co wybierasz? Jeżeli masz możliwość wyjazdu w nowe miejsce albo pozostania w znanym, co wybierasz?
Nie każda taka decyzja definiuje twoją osobowość, ale ich suma może powiedzieć bardzo dużo.
Warto też pytać innych ludzi o informacje zwrotne, ale nie o ocenę ciebie jako człowieka. Zamiast „Jaki jestem?”, zapytaj kogoś, kto dobrze cię zna: „W jakich sytuacjach widzisz, że działam najlepiej?”, „Kiedy wydaję się najbardziej zaangażowany?”, „Co twoim zdaniem przychodzi mi naturalnie?”, „W czym najczęściej komplikuję sobie życie?”. Odpowiedzi mogą być zaskakujące, ponieważ inni ludzie czasami zauważają wzorce, których sam nie widzisz.
Najważniejsze jest jednak to, żeby nie zamienić poznawania siebie w kolejne zadanie do perfekcyjnego wykonania. Nie potrzebujesz stworzyć kompletnej instrukcji obsługi własnej osoby. Potrzebujesz wystarczająco dobrze rozumieć siebie, żeby podejmować lepsze decyzje.
Nie musisz wiedzieć, „kim jesteś raz na zawsze”. Wystarczy, że coraz lepiej wiesz, co ci służy, czego potrzebujesz, czego nie tolerujesz, co cię interesuje i w jakich warunkach możesz dobrze funkcjonować.
I właśnie dlatego poznawanie siebie nie powinno kończyć się na teście osobowości. Test może dać ci kilka interesujących hipotez. Twoje własne życie może je dopiero potwierdzić albo podważyć.
Jeżeli chcesz znaleźć swoje miejsce, nie potrzebujesz więc przede wszystkim dobrej etykiety opisującej twoją osobowość. Potrzebujesz dobrych obserwacji na temat samego siebie. To one pozwolą ci później wybierać pracę, ludzi, miejsce zamieszkania i styl życia nie na podstawie tego, jaki według ciebie powinieneś być, ale na podstawie tego, jak rzeczywiście funkcjonujesz.
Zwróć uwagę na to, jak naprawdę czujesz się w swoim życiu
Kiedy próbujesz znaleźć swoje miejsce w życiu, łatwo skupić się na tym, co powinieneś robić, czego jeszcze nie osiągnąłeś albo co według innych ludzi powinno dawać ci szczęście. Możesz analizować swoje wartości, zainteresowania, mocne strony i potrzeby, a mimo to nadal nie wiedzieć, czy zmierzasz w dobrą stronę. Problem polega na tym, że wiedza o sobie nie zawsze pokrywa się z tym, jak rzeczywiście funkcjonujesz. Możesz uważać się za osobę, która lubi stabilizację, a jednocześnie od lat źle znosić przewidywalność. Możesz mówić, że cenisz wolność, ale większość swoich decyzji podejmować tak, aby ograniczyć ryzyko. Możesz twierdzić, że zależy ci na spokojnym życiu, a jednocześnie stale szukać nowych wyzwań. Dlatego oprócz zadawania sobie pytania „czego chcę?” warto nauczyć się obserwować coś bardziej konkretnego: jak naprawdę czujesz się w życiu, które prowadzisz.
Nie chodzi przy tym o ciągłe analizowanie własnych emocji ani o traktowanie każdego gorszego dnia jako sygnału, że trzeba zmienić całe życie. Samopoczucie jest zmienne, a emocje zależą również od snu, zdrowia, sytuacji finansowej, relacji czy chwilowych wydarzeń. Znacznie ważniejsze są powtarzające się wzorce. Jeśli przez kilka miesięcy zauważasz, że określone sytuacje regularnie dodają ci energii, a inne konsekwentnie cię wyczerpują, jest to informacja. Jeśli w jednych warunkach tracisz poczucie czasu, a w innych nie możesz doczekać się końca dnia, również warto się temu przyjrzeć. Twoje życie dostarcza ci takich danych cały czas. Problem w tym, że często ich nie zbierasz, tylko przechodzisz nad nimi do porządku dziennego.
Co daje energię, a co ją odbiera?
Jednym z najprostszych sposobów poznawania własnego miejsca w życiu jest obserwowanie poziomu energii po różnych aktywnościach, kontaktach z ludźmi i sytuacjach. Nie chodzi wyłącznie o to, czy coś było przyjemne. Możesz przecież lubić swoją pracę, a mimo to być po niej całkowicie wyczerpany. Możesz nie przepadać za jakimś zadaniem, ale po jego wykonaniu czuć satysfakcję i większą gotowość do działania. Energia nie jest więc prostym odpowiednikiem przyjemności. Chodzi raczej o to, w jakich warunkach czujesz się bardziej żywy, zaangażowany i gotowy do działania, a w jakich stopniowo gaśniesz.
Zwróć uwagę na zwykły dzień. Co dzieje się z tobą po kilku godzinach pracy? Jak czujesz się po spotkaniu z konkretnymi osobami? Co się dzieje, kiedy masz cały dzień dla siebie? Jak reagujesz na podróż, nowe miejsce, naukę, tworzenie czegoś, rozwiązywanie problemu, pomaganie komuś, rywalizację albo wykonywanie powtarzalnych obowiązków? Nie zakładaj z góry, że znasz odpowiedź. Obserwuj. Czasami okazuje się, że energia nie zależy od samej czynności, ale od sposobu jej wykonywania. Możesz nie lubić pracy w zespole, ale świetnie funkcjonować w małej grupie. Możesz nie mieć problemu z dużą odpowiedzialnością, ale źle znosić brak wpływu na decyzje. Możesz lubić ludzi, lecz potrzebować dużo czasu w samotności, żeby się zregenerować.
Warto też odróżnić zmęczenie od wyczerpania. Nie każda aktywność, która męczy, jest dla ciebie zła. Wysiłek fizyczny może zostawić cię zmęczonego, ale jednocześnie zadowolonego. Intensywna praca nad czymś ważnym może wymagać koncentracji i odebrać energię na kilka godzin, a mimo to dawać poczucie, że dzień został dobrze wykorzystany. Znacznie bardziej niepokojący jest powtarzający się schemat, w którym określona część życia nie tylko cię męczy, ale powoduje niechęć, napięcie, zobojętnienie albo potrzebę ciągłego odreagowywania. Jeżeli po każdym poniedziałku potrzebujesz kilku dni, żeby dojść do siebie, a weekend służy wyłącznie odzyskaniu sił przed kolejnym tygodniem, warto sprawdzić, co dokładnie jest źródłem tego obciążenia.
Nie ograniczaj obserwacji do pracy. Źródłem energii mogą być również ludzie, sposób spędzania czasu, miejsce zamieszkania, aktywność fizyczna, podróże, nauka, kontakt z naturą, tworzenie, rozmowy, samotność albo poczucie sprawczości. Tak samo energia może być odbierana przez ciągłe powiadomienia, konflikty, hałas, presję, brak prywatności, monotonię, nadmiar obowiązków czy życie wbrew własnym potrzebom. Jeżeli zauważysz powtarzalność, nie ignoruj jej tylko dlatego, że „tak wygląda dorosłe życie”. Być może nie musisz zmieniać wszystkiego. Być może wystarczy zmienić jeden element, który każdego dnia pochłania nieproporcjonalnie dużo twoich zasobów.
Kiedy czas płynie szybko, a kiedy się dłuży?