E-book
7.88
drukowana A5
20.86
Jak się zemścić za zdradę?

Bezpłatny fragment - Jak się zemścić za zdradę?


5
Objętość:
54 str.
ISBN:
978-83-8440-197-2
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 20.86

Jak się zemścić za zdradę?

Wrzuciłam ten post bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek.

Nie spodziewałam się, że w ciągu jednej nocy zareaguje na niego kilka tysięcy osób.

I to nie tylko one — porzucone.

W dużej części oni. Mężczyźni.

Zrobiło się gorąco.

Komentarze zaczęły żyć własnym życiem.

Pytanie było proste:

jaka jest najlepsza zemsta za zdradę?

Jeden komentarz wywołał u mnie uśmiech i dziwne poczucie, że karma jednak nie śpi:

„Kiedy kochanek rzuca moją żonę, bo się nią znudził„.

No właśnie.

Bo czy naprawdę da się zbudować szczęście na cudzym nieszczęściu?

Większość komentarzy mówiła jedno:

odciąć się.

żyć dalej.

być szczęśliwym.

I tak, to jest prawda.

Najlepsza zemsta to moment, w którym przestajesz się mścić.

Sama kiedyś zostałam brutalnie zdradzona.

Zmieniło mnie to na zawsze.

Ale czy coś bym w swoim życiu zmieniła?

Nie.

Ta zdrada była trampoliną.

Odbiłam się od niej i doskoczyłam dokładnie tam, gdzie jestem dziś.

Dlatego wiem, jak ciężko jest na początku,

kiedy ktoś pruje Ci serce na strzępy

i zostawia z milionem głupich myśli w głowie.

Przeprowadzę Was przez ten chaos.

Przez te myśli, których wszyscy się wstydzą,

a które ma każdy.

Żebyście wiedzieli jedno:

nie jesteście w tym sami.

Jest nas więcej.

To nie jest poradnik.

To jest książka dla tych, którzy myślą,

że po zdradzie już nigdy nie będzie dobrze.

Będzie.

Tylko jeszcze o tym nie wiecie.

10 wyjątkowych wypowiedzi zdradzających

(czyt. „jak nie powiedzieć: zdradziłem/am”)

„To nic nie znaczyło.”

Dlatego powtórzyłem/powtórzyłam.

„To był tylko błąd.”

Z harmonogramem.

„Nie planowałem/am tego.”

Ale miałem/miałam czas.

„Bałem/am się, że cię stracę.”

Więc zaryzykowałem/am wszystko.

„Było mi ciężko.”

Wszyscy mamy ciężko. Nie wszyscy zdradzają.

„To się samo stało.”

Samo się rozebrało i umówiło.

„Ty też nie byłeś/byłaś idealny/a.”

Idealnie dobrany moment na zmianę tematu.

„To nic nie zmienia.”

Oprócz fundamentów.


Do Ciebie, który to czytasz

Jeśli te zdania brzmią znajomo, to nie dlatego, że jesteś słaby lub naiwna.

Brzmią znajomo, bo zdrada prawie zawsze mówi tym samym językiem.

To język, który próbuje zmniejszyć ból, zamiast go unieść.

Uprościć odpowiedzialność, zamiast ją wziąć.

Chcę, żebyś wiedział/wiedziała jedno:

to, że słyszysz takie tłumaczenia, nie oznacza, że coś z Tobą było nie tak.

Oznacza tylko, że ktoś inny nie potrafił stanąć w prawdzie bez ochronnych zdań.

Masz prawo czuć się zagubiony/zagubiona.

Masz prawo nie wiedzieć, co dalej.

Masz prawo potrzebować czasu, ciszy albo rozmowy — albo wszystkiego naraz.

Nie musisz dziś rozumieć.

Nie musisz dziś wybaczać.

Nie musisz dziś podejmować żadnych decyzji.

Twoja reakcja jest normalna.

Twój ból jest uzasadniony.

A Twoje granice — ważne.

Zdrada mówi wiele o tym, kto ją popełnia.

O Tobie mówi jedno: że potrafisz ufać.

I to nie jest wada — to jest wartość, którą teraz trzeba ochronić, nie oddać.

Oddychaj.

Nie jesteś sam/sama.

I to, że dziś jest ciężko, nie przekreśla Ciebie ani Twojej przyszłości.

Co zaczynasz robić ty (automatycznie, nie pytany/a)

(czyli rzeczy, których nikt nie planuje, a wszyscy robią)

Zaczynasz analizować każde zdanie z ostatnich miesięcy.

Retrospekcja level: ekspert sądowy.

Szukać momentu, w którym „powinno ci się zapalić światło”.

Oczywiście — już po fakcie.

Porównujesz się z kimś, kogo nie znasz.

I przegrywasz z własnej inicjatywy.

Zastanawiasz się, czy mogłeś/mogłaś zrobić coś inaczej.

Jakby cudze decyzje były twoim zadaniem domowym.

Minimalizujesz własny ból.

„Inni mają gorzej” — klasyk.

Szukasz logiki tam, gdzie był wybór.

Logika bardzo się stara. Bezskutecznie.

Zaczynasz być „rozsądny/a”.

Za szybko. Zdecydowanie za szybko.

Myślisz o wybaczeniu, zanim pomyślisz o sobie.

Bo tak „lepiej o tobie świadczy”.

Zadajesz sobie pytanie: „czy to naprawdę było aż tak złe?”

Spoiler: było.

I nagle to ty czujesz się niezręcznie.

Jakbyś przeszkadzał/a w cudzej historii.


To jest ten moment, w którym robisz rzeczy, których nigdy nie planowałeś/aś.

Nie dlatego, że chcesz.

Dlatego, że Twój mózg próbuje poskładać coś, co rozsypało się bez instrukcji.

Ta lista nie jest poradą ani planem naprawczym.

To spis odruchów, które pojawiają się same —

często w nocy, często po cichu, często z myślą: „przecież ogarniam”.

Analizujesz zdania, bo wierzysz, że między wierszami kryje się sens.

Porównujesz się, bo liczysz, że istnieje jakiś wzór.

Minimalizujesz ból, bo łatwiej powiedzieć „inni mają gorzej” niż „mnie boli”.

Jest w tym sporo ironii:

ktoś złamał zaufanie,

a Ty robisz wszystko, żeby być najbardziej rozsądną osobą w tej historii.

I w którymś momencie orientujesz się, że

to nie zdrada zaczyna być problemem —

tylko to, ile miejsca jej oddałeś/aś w swojej głowie.

Spokojnie.

To nie jest etap, w którym zostajesz na stałe.

To tylko przystanek między szokiem a powrotem do siebie.

Teksty, które słyszysz od innych

(czyli wsparcie, po którym masz ochotę wyjść oknem)

„Musisz to sobie poukładać w głowie.”

Dziękuję, właśnie się rozsypała.

„Spróbuj zrozumieć drugą stronę.”

Oczywiście. Najpierw empatia, potem ja.

„Każdemu może się zdarzyć.”

Statystycznie — nie każdemu.

„Może to znak, żeby coś zmienić w sobie.”

Tak. Najlepiej wszystko.

„Nie wszyscy zdradzający są źli.”

Uspokajające. Naprawdę.

„A może przesadzasz?”

Klasyk gaszenia pożaru benzyną.

„Ja bym na twoim miejscu…”

Na szczęście nie jesteś.

„Daj sobie czas, ale nie żyj przeszłością.”

Powiedz to jeszcze wolniej.

„Najważniejsze, że powiedział/powiedziała prawdę.”

Gratulacje za minimum.

„Będzie dobrze.”

Konkret jak mgła.


Czasem zdrada to dopiero początek problemu.

Potem przychodzą zdania.

Wypowiadane spokojnie, z troską, z przekonaniem, że „pomagają”.

Te teksty brzmią znajomo, bo są społecznie poprawne.

Łatwe do powiedzenia.

Bezpieczne dla mówiącego.

Trudne dla słuchającego.

Każde z nich ma jedną wspólną cechę:

przesuwają ciężar z tego, co się stało, na to, jak Ty masz to unieść.

Masz poukładać.

Masz zrozumieć.

Masz nie przesadzać.

Masz być dalej.

Jest w tym cicha ironia:

ktoś złamał zaufanie,

a Ty dostajesz listę zadań do wykonania,

żeby wszystkim było lżej.

Jeśli po takich „radach” czujesz złość, zmęczenie albo chęć zniknięcia —

to nie brak dystansu.

To zdrowa reakcja na słowa, które omijają sedno.

Nie musisz tłumaczyć, dlaczego te teksty Cię drażnią.

Nie musisz ich prostować ani edukować świata.

Czasem największą ulgą jest uświadomić sobie jedno:

to nie z Tobą jest problem.

To język jest za mały na to, co przeżywasz.

Rzeczy, które robisz w tajemnicy

(i potem udajesz, że nigdy)

Czytasz stare wiadomości.

Jakby między wierszami miała być instrukcja obsługi.

Sprawdzasz daty.

Nagle jesteś specjalistą od kalendarzy.

Porównujesz szczegóły.

Godziny. Miejsca. Słowa. Jak puzzle, które i tak bolą.

Wyobrażasz sobie rzeczy, których nie widziałeś/nie widziałaś.

Wyobraźnia nie zna litości.

Szukasz winy w sobie.

Bo to szybciej niż przyjąć, że ktoś po prostu wybrał źle.

Udajesz, że wszystko rozumiesz.

Głównie po to, żeby nie zadawać kolejnych pytań.

Sprawdzasz, czy „tamta osoba” też coś straciła.

Sprawiedliwość w wersji prywatnej.

Myślisz, że powinieneś/powinnaś zachować się lepiej.

Cokolwiek to znaczy w tym momencie.

Tłumaczysz cudze decyzje.

Jakbyś był/była ich rzecznikiem prasowym.

I nikomu o tym nie mówisz.

Bo „przecież już wystarczy”.


Jeśli robisz to wszystko po cichu

Jeśli rozpoznajesz siebie w tych punktach, chcę, żebyś na chwilę się zatrzymał/zatrzymała.

To, co robisz w tajemnicy, nie jest oznaką słabości.

To są próby odzyskania kontroli nad czymś, co wymknęło się z rąk.

Czytanie starych wiadomości, sprawdzanie dat, porównywanie szczegółów —

to nie obsesja.

To umysł, który próbuje zrozumieć moment, w którym rzeczywistość pękła.

Wyobrażanie sobie scen, których nie widziałeś/nie widziałaś,

szukanie winy w sobie, tłumaczenie cudzych decyzji —

to nie brak godności.

To sposób, w jaki próbujesz oswoić ból, nadać mu ramy, znaleźć przyczynę.

A milczenie?

Często bierze się z przekonania, że „już wystarczy”,

że nie chcesz obciążać innych,

że powinnaś/powinieneś sobie poradzić szybciej.

Ale to, że nie mówisz, nie znaczy, że to zniknęło.

To znaczy tylko, że nosisz to sam/sama.

Chcę, żebyś wiedział/wiedziała:

nie musisz się wstydzić tych reakcji.

Nie musisz się tłumaczyć z tego, jak próbujesz przetrwać.

To etap. Trudny, cichy, bardzo ludzki.

I nie — to nie zostanie tak na zawsze.

Przyjdzie moment, w którym przestaniesz szukać odpowiedzi w przeszłości,

a zaczniesz powoli wracać do siebie.

Na razie wystarczy, że wiesz jedno:

to, co robisz w tajemnicy, nie czyni Cię gorszym/gorszą.

Czyni Cię człowiekiem w bólu.

Rzeczy, których nie robisz

(chociaż potem mówisz, że „nie wiedziałeś/aś”)

Nie wierzysz temu, co widzisz.

Wierzysz temu, co wygodniejsze.

Nie mówisz „to mi nie pasuje”.

Mówisz: „może przesadzam”.

Nie kończysz rozmów, które cię pomniejszają.

Zbierasz je jak dowody przeciwko sobie.

Nie nazywasz rzeczy po imieniu.

Bo wtedy nie da się już udawać.

Nie wychodzisz, kiedy powinieneś/powinnaś wyjść.

Zostajesz, żeby „mieć pewność”.

Nie przyznajesz, że ktoś cię zranił.

Przyznajesz, że „to skomplikowane”.

Nie słuchasz pierwszej reakcji.

Ona jest zbyt niewygodna.

Nie robisz miejsca na złość.

Za to robisz miejsce na racjonalizację.

Nie stajesz po swojej stronie w rozmowie.

Wolisz być obiektywny/a.

Nie wybierasz siebie.

Bo boisz się, że to egoizm.


Jeśli widzisz siebie w tych punktach

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 20.86