E-book
9.56
drukowana A5
19.09
INTERNET CAFE

Bezpłatny fragment - INTERNET CAFE

wiersze z lat 2007 — 2017


Objętość:
38 str.
ISBN:
978-83-8126-629-1
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.09

JEDNOSTAJNY SZUM

Roleta

takiego poranka nie sposób ominąć

od brzasku dowodzi, że skutek z przyczyną

nie zawsze się spikną jak chłopak z dziewczyną,

a także, że sznurek związany z tkaniną

nie stworzą rolety, chyba że ktoś z miną

zdziwioną i senną za sznurek pociągnie


i ujrzy kształt w ruchu wyrwany tkaninie

to ptaszek przysiada nie tam gdzie powinien

z wiedzą swą ułomną o każdej przyczynie

swego przysiadania nie jest przecież winien,

że pośrednik w trawnik wbił planszę z napisem —

posesja na sprzedaż i poszedł jak przyszedł


nie zatęsknią za nim stokrotki zdeptane

nie wspomną go bluszcze pnące się na ścianę

tego, co istnieje — bo będzie sprzedane

nie spojrzy mu w oczy magnolia kwitnąca

i juka w doniczce, którą butem trącał

zapomni go szybko na zawsze mu obca


nie pozna go nigdy wąż do nawadniania

choć rzecz, lecz ruchoma i nie do sprzedania

w granicach umowy o spłacie kredytu

zraszacz i sekator nie wydadzą zgrzytu

szpadel, grabki, wiadra utracą swój tytuł

do bycia widocznym — zejdą do niebytu


z którego przez okno wyłania się postać

stoi sztywno, patrzy w rozświetloną przestrzeń

potem płoszy ptaka pozdrowienia gestem

coś mówi, zapewne — to dobrze, że jesteś

początkiem, stworzeniem, pretekstem, protestem,

czymś więcej niż porą na full english breakfast

Attleborough, kwiecień 2009

Z Cumbrii

1.


Troszkę tu biedniej, kochana, smród farby olejnej,

a świata kierunki — jak twój mistrz zwykł mawiać?

Wyznaczają lamperie?


Jestem, tak, tak jestem. W pubie krzesła trzeszczą,

nad kominkiem, jak zwykle, uśmiechy z przeszłości.

Smak piwa? Oczywiście, gorzki.


W oknie deszczyk nieszczery kreśli kadr nieostry.

Spojrzenie na kościół, na sklepik i resztę.

Nigdzie iść się nie chce.


Pewnie, że nie warto, bo ciebie tam nie ma.

Twej postaci kruchej nawet mgła nie znajdzie.

Banalnie? Pewnie, że banalnie.


Ta mgła? Mgła to obowiązek. Owce w niej się kąpią.

Tylko one wychodzą z jej objęć bez szwanku.

Zwykle o poranku.


Zostaję? Nie. Wyjeżdżam. Mgiełkę znajdę wszędzie.

Z piosenką na ustach pokażę jej plecki. Co mówisz?

Ciebie tam nie będzie?


2.

W tej krainie wełnistej,

w której figle z pieskiem za całą są czułość.

A rzeka i szosa mają ten sam kolor.

I są tak samo puste.

W tej krainie wiecznych sąsiadów,

gdzie nie ma rozkładów jazdy.

W tej krainie:


przebywanie w niej — mycie zębów, śniadanie, sen

są tak samo nieważne jak przebywanie jej w tobie.


To mogłoby znaczyć,

że powiew smutku zastąpił tu trwogę,

albo, że nie ma już żadnych powiewów

i nawet oddechy straciły znaczenie.

W tej krainie:


ale właśnie — pyzata i szerokobiodra dziewczyna

zwalnia ręczny hamulec i poprawia lusterko.


Odjeżdżamy.

Shap, luty 2009

Fotografia trzyminutowa

kim byłem wówczas — afiszem

farbą drukarską czy klejem

murem — zaprawą — cegłą


Poranne metro — kiepska metafora

nadjeżdża i nie zdarza się nic


kim byłem wtedy — tamże

nie tak daleko od końca

miasta i świata i życia


Poranne metro — kiepska metafora

nadjeżdża i nie zdarza się nic


kim zatem byłem — świtem

który przepycha podziemia

chłodem — porannym — lękiem


Poranne metro — kiepska metafora

nadjeżdża i nie zdarza się nic


tym oto byłem — kiedyś

istotą wciąż obcą sobie

odliczającą wagony

Clapham Junction, sierpień 2007

Fiona, Fiona, Fiona

Monochromatyczny portret wisi w salonie.

Są na nim jej oczy i tło. Ją samą

sadzamy tyłem do obrazu i bokiem do okna,

tak, aby nie oślepiało jej słońce:


ogrodnik zgrabia liście z trawnika,

dostawcy mrożonek taszczą kartony,

inspektor pije kawę na ławce — my wszyscy —

specjaliści od stawiania diagnoz i ułaskawiania strachu

przegrywamy z bezruchem.


Trwa tylko ona — Fiona, Fiona, Fiona.


I niech mi nikt nie mówi,

że fiołkowe oczy Fiony

to naturalistyczny chwyt.


Nie widział oczu Fiony,

ani fiołków za oknem, tych,

które i nam

zdążyły spowszednieć.

Copthorne, listopad 2008

Wizyta

odwiedził mnie sąsiad — spawacz

z przetrąconym kręgosłupem — marzyciel

dotoczył się na wózku


nikt nie chciał słuchać moich jęków — powiada

po tym jak to wszystko spadło mi na łeb

ty wiesz jak działa morfina


wy chłopaki stamtąd znacie lepsze historie

ale nie macie o czym opowiadać

albo wam się nie chce


tylko nie częstuj mnie brandy

wszystko przetrwam — tylko nie brandy

to świństwo gorsze niż śmierć

Copthorne, listopad 2008

To dry up

— Chodźmy!

Wyszliśmy na papierosa.

On miał skośne oczy i życie przed sobą,

albo dwa, trzy…

W ogrodzie przycupnął motocykl,

dosychało pranie, wiewiórka skakała

z płotu na drzewo, z drzewa

na płot.

To była chwila, drgnięcie czasu.

— Trawa się nudzi — powiedział.

Bournemouth, maj 2007

Malarstwo z dobrym widokiem na rzekę

W terpentynie mieszka dżinna —

mawiał

podnosząc pędzel wyżej powiek.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.09