E-book
5.46
drukowana A5
46.15
drukowana A5
kolorowa
75.56
Inspiracje Wiersze Wybrane

Bezpłatny fragment - Inspiracje Wiersze Wybrane

Objętość:
324 str.
ISBN:
978-83-8126-790-8
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 46.15
drukowana A5
kolorowa
za 75.56

Te wiersze poświęcam mojej całej Rodzinie: dzieciom i wnukom, przyjaciołom i znajomym, którzy mnie zainspirowali do napisania niektórych wierszy.

Jestem jak wiatr

Krystyna Wanda Serdeczna - autorka

Jestem nieokiełznana jak wiatr,

bo coś nieustannie mnie gna,

choć myślę, że to pęd metafizyki,

na przekór brnę z nim pod prąd.


Pędzę za nim w pośpiechu przez życie,

choć wiem, że jest szybszy ode mnie.

Dlatego kocham wolność i przestrzeń.

Nie znoszę jak on wszelkich ograniczeń.


Wiem, że go w tym pędzie nie dogonię,

ale sprawia mi przyjemność ten bieg,

gdy czuję podmuch wiatru we włosach

i jego dziką, nieposkromioną naturę.


Wplątuje się w rozwichrzone włosy

i rozczesuje je potem jak tkliwy kochanek.

Nigdy nie jest zmęczony w swym pędzie,

dlatego hula i dmie, gdzie tylko zechce.


Beztrosko wieje nad pustynnymi wydmami,

dopiero w dolinach szuka schronienia.

Jest niefrasobliwy, czasem nawet frywolny

ale kocham go, bo jest jak ja szalony.

Radom, dnia 10.01.2017 r.

Jestem taka, jaka jestem

Jestem taka, jaka jestem,

ani młoda, ani stara,

ani piękna, ani za bogata.

po prostu jestem sobą.


Idę w stronę słońca,

gnam z pędem wiatru.

Gonię w locie marzenia,

sięgając wysokich gwiazd.


Każdą chwilę zamykam

w kokonie pajęczej sieci,

z której tkam białą szatę,

którą wdziewam od święta.


Wiem, że mam jedno życie

i serce, które na przekór

kocha wszystkich bez umiaru,

i Anioła, który czuwa nade mną.


Jestem na wskroś romantyczna,

czasem zupełnie zwariowana,

innym razem pragmatyczna,

ale zawsze jestem sobą.

Radom, dnia 18.05.2017 r.


Sokratesowe pogaduchy

Nie jestem Sokratesem,

ani Platonem czy Kantem,

choć lubię chodzić w tunice

i spodniach trzy czwarte.


Nie jestem żadnym filozofem,

choć ciekawi mnie mentalność

wielkich ludzi, choć czasem

nie rozumiem ich założeń.


Zastanawiam się, dlaczego

ludzie kłamią, skoro prawda

wyjdzie na jaw albo mówią źle

o innych, choć sami nic warci.


Albo czemu kobiety są zazdrosne,

skoro każda jest wyjątkiem.

Albo po co nam uroda i młodość,

gdy rozum tylko się liczy.


Choć nie jestem Sokratesem,

wciąż myślę nad sensem życia,

i gonię za prawdą, choć nie zawsze

wychodzi mi to na dobre.


Wiem tylko jedno, im więcej

zgłębiamy wszelkie tajemnice,

piętrzą się przed nami nowe,

wciąż niezbadane i niepojęte.

Radom, dnia 01.03.2019 r.

Drzewo

Dzisiaj przez chwilę byłam starym drzewem.

Chropowata szorstkość kory raniła moje dłonie.

Konary niczym szczudła wyciągały ramiona

i obejmowały mnie, szeleszcząc zeschłymi liśćmi.


Czułam jednak płynące w nim soki życiodajne

i ciepło bijące z środka drewnianego pnia.

Lekki wiatr rozwiewał wokoło różne wonie:

leniwie płynącej rzeki, grzybów, mchów i traw.


Słońce oświetlało czubki wysokich drzew,

skrzyło się na tafli lekko falującej wody,

rozświetlało pożółkłe liście złotą poświatą,

i barwiło wysokie trawy słomianym kolorem.


Przez chwilę byłam drzewem, wysoką topolą.

Słyszałam jak śpiewają w jej konarach ptaki,

ważki przelatywały nad wąską strugą wody,

i spijały wodę z pożółkłych liści nenufarów.

Radom, dnia 18.10.2017 r.


fot. Maria Guzik

Zaczarowany ogród

W zaczarowanym ogrodzie,

po środku kolorowej rabaty

rosła sobie nadobna Róża,

była najpiękniejszą z róż.


Jak udzielna królowa wiodła

prym pośród dwórek i paziów.

Wszystkie kwiaty pokłon

jej składały i wciąż wzdychały:


Dlaczego tylko w niej kocha się

tulipan, żonkil a nawet bez?

Dlaczego tylko ona rozsiewa urok

i serca wszystkim kradnie?


Róża nic sobie z tego nie robiąc,

uśmiechała się do jaśminu,

który dawał jej kawałek cienia,

aby nie uschła z pragnienia.


Gdy nadchodził późny wieczór,

wszystkie kwiaty zasypiały,

tylko Róża stała na rabacie

i czekała na chłodne krople rosy.


A gdy dość kąpieli już miała,

zwinęła pąki i błogim snem zasnęła,

aby rano stać się śliczną i powabną,

najpiękniejszą z wszystkich róż.

Radom, dnia 21.01.2019 r.

Dla Agnieszki — mojej kochanej siostrzenicy — z okazji urodzin — z najlepszymi życzeniami

Biedronka

Na skraju wsi stoi chata pochylona nisko do ziemi,

ogrodzona drewnianym płotem, w otoczeniu malw.

Pod oknem na zydlu usiadła staruszka.

Siedzi, rozgląda się wokoło i myśli zadumana:

Dokąd prowadzi ta wąska ścieżka?

Albo te pierzaste chmurki na niebie?

Albo, co robi ta mała biedronka na liściu dziewanny?

Beztroską ciszę przerywa wiatr głośnym łopotem,

jak skrzydła motyla lub anioła w locie:

— To dla ciebie człowiecze — szepcze głośniej.

— To całe piękno złotej, polskiej jesieni,

szelest liści pod nogami i sznur odlatujących gęsi,

i oddech ciepłej jeszcze ziemi, daję tobie, człowiecze!

Ciesz się więc tą chwilą! — słyszy z oddali.

Siedzi staruszka na ławie i już nie duma,

ale dziękuje Bogu, że może oglądać te cudeńka,

ciesząc się z przynależności do Matki Ziemi,

jak ta mała, niepozorna biedronka.

Radom, dnia 01.07.2013 r.

Nadejście Wiosny

Nadeszła z ciepłym tchnieniem wiatru

cichutko z wdziękiem, na paluszkach,

jakby nie chciała umoczyć stópek w rosie

i splamić sobie zwiewnej sukienki.


Potem weszła do lasu i wysypała z kosza

pąki białych zawilców i konwalii,

po których stąpała jak po kobiercu,

nucąc z wiatrem skoczne piosenki.


W ferworze uniesień nie spostrzegła,

że wiatr rozplótł jej warkocze i zgubiła

kolorowe wstążki, a z fartuszka

wysypały się jej wszystkie kwiaty.


Teraz nie tylko łąki pyszniły się paletą barw,

ale i drogi usłane były polnymi makami,

nawet pszczoły ubrały się w aksamitne fraki,

bo chciały Wiosnę przywitać należycie.

Radom, dnia 09.03.2019 r.


Wiosna na osiedlu "Południe"
Wiosna na osiedlu "Południe"

Wiosna

Przychodzi ubrana na zielono.

Ciekawe, dlaczego nie na różowo lub fioletowo?

Ale i tak wygląda pięknie rozśpiewana

na zielonych łąkach bocianim klekotem,

a w stawach żabim rechotem.


Próbuje nastrajać nas kolorowo,

choć nam po zimie wcale nie jest wesoło.

Mimo że z ramion ściągamy ciepłe kapoty

i w wiosennym grzejemy się w słońcu,

z utęsknieniem czekamy na skwar lata gorący.


Nawet widok rozkwitłych pierwiosnków,

kwitnących w sadach jabłoni

nie ostudzi w nas tęsknoty

za widokami złocistych łanów,

czerwonych maków i kąkoli.


Wiosna jest więc oczekiwaniem,

nie tylko na ciepło lecz także na zmiany,

na rodzące się w nas nadzieje,

na pokładane uczucia i nowe plany.

Radom, dnia 01.04. 2008 r.

Wiosna na osiedlu Potkanów fot. autorki

Kłótnia kwiatów

Kto jest z nas najpiękniejszy? — zapytał Irys,

który stał wyprostowany na ogrodowej rabacie

jak żandarm w błękitnym mundurku.

Obok stały jego siostry w żółtych sukienkach.


— Oczywiście, że ja — odparła Róża z przekąsem,

wydymając pąsowe usta w grymasie.

— Jak śmie ktoś w to wątpić? — dodała z sarkazmem

i wypięła dumnie pełną pierś.


— Nie byłbym tego taki pewny — odparł Jaśmin

i zaszeleścił listkami, aż posypały się z niego

białe kwiatki, wyścielając zielony trawnik.

— Każdy z nas ma niepowtarzalny zapach.


— Jaśmin ma rację — poparł go liliowy Bez.

— Sam miałbym kłopot z wyborem —

i zerknął na kolorowe Tulipany, a po chwili

na różowe Floksy i białe Piwonie.


— My jesteśmy najpiękniejsze! — krzyknęły

biało różowe Niezapominajki i roześmiały

się wesoło, tuląc do siebie, a zaraz do nich

przyłączyły się wdzięczne, fioletowe Fiołki.


Jaśmin z Bzem rzuciły im pobłażliwe uśmiechy,

pełne ciepłego zrozumienia istoty rzeczy.

— Macie rację, choć rośniecie tuż przy ziemi,

macie swój nieodparty wdzięk i czar.


— No więc, który z nas jest najpiękniejszy?

— zapytał skromnie pomarańczowy Nagietek

— i spojrzał na wdzięczącą się do niego Nasturcję.

— No, kto? — dopytywał natarczywie.


— Poprośmy o werdykt Asię — zdecydował Irys.

Dziewczynka zajmowała się sama ogródkiem.

— Wszystkie jesteście cudne, a wasze zapachy

roznoszą piękną woń! — oznajmiła promiennie.


A kwiaty na tę wdzięczną i głośną owację,

skłoniły nisko głowy z podziękowaniem,

rozsypując wokoło złotym pyłem, wabiąc

tym sposobem roztańczone pszczoły.

Radom, dnia 19.02.2018 r.

fot. wykonana przez autorkę

Przywitanie wiosny

Nadeszła po mroźnej zimie z ociąganiem,

jakby nie było jej spieszno do świata i ludzi.

Ubrana w kolorowe muśliny z kwiatami we włosach,

strojna i wyniosła, uśmiechała się, jakby chciała

przeprosić za swe niezdecydowanie.


Najpierw swój czar rzuciła na drzewa, które

się zazieleniły i białym kwieciem oprószyły,

potem rzuciła czar na podwórka, lasy i pola,

a potem rozkazała młodym ptakom,

aby rozpostarły skrzydła i latać się uczyły.


Potem wiatru kazała, aby schował się w komorze.

Słoneczku zaś przykazała grzać mocniej, by ziemia

i ludzie na dobre się rozbudzili z zimowej drzemki.

Ptaki lecące w przestworzach krzyczały:

Wiosna, Wiosna wreszcie nadeszła!


I zawtórowało im wszelkie stworzenie,

które nadziwić się nie mogło, że pozwolono

im wyjść z obory i z gąszczu dzikich chaszczy.

Do nich dołączyło ptactwo domowe.


Indor wypiął swą pierś i zagulgotał do koguta:

Wiosna przyszła, panie bracie!

Na to kogut zapiał, zwołując czeladź podwórzową:

Niech się wszyscy obudzą, nie czas na leniuchowanie!

Czas Wiosnę należycie przywitać!


I z pobliskiego stawu kaczki i gęsi przywołał:

Nie pora na chlapanie w tej sadzawce!

Gęsi z gąsiątkami, kaczki z kaczątkami,

posłusznie podreptały na środek podwórka.


I tak, jak stały, wszystkie zawołały chórem:

Witaj, nam Wiosno kochana!

Pies podwórzowy nie chciał być gorszy,

zaszczekał na kota, który wygrzewał się przy piecu

i razem dołączyli do podwórzowej ferajny.


Koń nie chciał być też ostatni i zarżał radośnie,

aż świnie obudziły się z porannej drzemki,

ciekawe harmideru wyjrzały z chlewika

i zakwiczały naburmuszone:

kto nam przeszkadza w leżakowaniu?


— Wychodźcie natychmiast! — zawołali wszyscy.

— Czas witać Wiosnę, a nie gnuśnieć na słomie!

— zrugał ich pies podwórzowy i dał znak kogutowi.

Niech żyje nam Wiosna! — krzyknęli wesoło.

Niech żyje Wiosna! — zawtórowało im ptactwo.


A Wiosna tylko się do nich uśmiechała

i w podzięce tych hołdów złotym pyłem posypała.

I rozbłysły żółtymi mleczami zielone łąki,

przybrzeżne rowy błękitnymi bławatkami,

a lasy białymi przebiśniegami!

Radom, dnia 01.04.2015 r.

Wspomnienie o wiośnie

Jeszcze zima na dobre nie odeszła,

a ja już myślę o przedwiośniu,

o kwitnących w sadach jabłoniach,

o żółtych mleczach na łące.


O białych obłokach na niebie

i o pierwszym dniu wiosny,

kiedy przynosiłeś mi kwiaty:

błękitne hiacynty lub frezje.


Dziś zostały mi tylko wspomnienia

i żal z tęsknotą pomieszany,

że nie wrócą już tamte dni,

przepełnione żarliwym kochaniem.


Został mi tylko po nich gliniany dzban,

w którym stoją zasuszone kwiaty,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 46.15
drukowana A5
kolorowa
za 75.56