E-book
16.38
drukowana A5
21.15
Ingrit

Bezpłatny fragment - Ingrit


Objętość:
43 str.
ISBN:
978-83-8155-456-5
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 21.15

Nikt nigdy nie używa wobec niej słowa wariatka, choć wiele przemawia za tym, żeby tak ją nazwać. Jej osobowość stanowi konglomerat najrozmaitszych cech, często dziwacznych, odległych od siebie, niespotykanych. Poranek zaczyna się zwykle swoistym rytuałem, przed którym następuje pewnego rodzaju szok poznawczy. Oto otwiera ona swoje oczy i zaraz potem ukazuje się jej fragment łóżka i białej ściany, na której nie wiszą żadne obrazy. Zawsze przez kilka minut wpatruje się w tę ścianę, myśląc o tym, jak trudne jest jej życie i życie w ogóle. Jej myśli błąkają się wówczas bezładnie, nieporadnie, niespokojnie. Czuje bliżej niezdefiniowany lęk przed dniem, przed ludźmi, przed przyszłością. Pewnego rodzaju uspokojenie przynosi wówczas jedynie zadany samemu sobie rytuał: najpierw powolne podniesienie się z posłania, później równie powolne ubieranie się, a następnie ospałe przemieszczenie się do łazienki celem umycia się. Machinalne sięgnięcie po szczoteczkę do zębów, mechaniczne szczotkowanie zębów, automatyczne spłukanie wodą, a potem będzie jeszcze grzebień w dłoni i czesanie włosów. Wszystko to po to, aby doprowadzić siebie samą do rzeczywistości. Czy jest w tym coś dziwnego? Pozornie nic, gdyby nie fakt pewnego rodzaju autorefleksji, który pojawia się u niej przy tych czynnościach. Oto czynności higieniczne, wykonywane w sposób miarowy i jednostajny, mające doprowadzić jednostkę ludzką do stanu praktycznej używalności, a może mające na celu coś innego? Może jest to coś, co należy wykonać codziennie, aby móc w ogóle poczuć się pewnie, poczuć się sobą, bo jak żyć bez tego, bez tych rytuałów? Wstać i w piżamie wyjść do pracy o obojętnej godzinie, a potem wrócić, kiedy bezczynne siedzenie tam już się znudzi? A może rozebrać się tam i siedzieć całkiem nago, witając kolejnych pracowników i klientów, zacząć malować tam, zacząć tańczyć, zacząć śpiewać? Czy to, że coś wygląda inaczej, jest inaczej, inaczej się wydarza, znaczy, że jest gorzej, mniej adekwatnie, niewłaściwie? Zaczyna się od szczoteczki, na którą spada namiętnie wyciskana pasta do zębów. Ingrit, bo tak ma na imię ta kobieta, obserwuje, jak pasta wiruje lekko w powietrzu i bezszelestnie opada na końcówki włosów szczoteczki. Następnie trafia szczoteczką nie do oka, a do buzi. Jakie to mądre, myśli, że zostaliśmy automatycznie wyuczeni wykonywania tylu czynności, w przeciwnym razie, jak byśmy sobie radzili w życiu? A może nie myśli tego w ogóle, może wydaje się jej, że to myśli, bo przecież tak trywialna myśl nie mogłaby przejść jej przez głowę. Więc myśli znów o czymś innym, machinalnie myjąc zęby, a później całą siebie. Siebie, czyli w zasadzie kogo? To ciało, które jest miękkie i sztywne zarazem, to ciało, które reaguje na bodźce zewnętrzne, takie jak ciepło lub zimno, ale przede wszystkim — na ludzi? Ciało, które posiada w sobie jakąś energię fizyczną i duchową, energetykę, o której mówi wielu, a która nie wiadomo, czy istnieje rzeczywiście czy nie? Ciało, które odczuwa inne ciała, przejmuje ich stany i emocje? Czy może, jeśli myje siebie, to myje tak naprawdę każdego dnia swoją tożsamość, swoją osobowość, swoje ja? Myje swoją nieugiętość i nachalność, swoją krnąbrność i niepoukładanie, swoją hardość i zdecydowanie, myje wszystko to, co w niej siedzi, oczyszcza to i pozwala się temu ukształtować na nowo? A może myje swoją duszę? Tylko czy można ją umyć? Zapewne nie, ale czy Ingrit nie może tak pomyśleć, czy nie może pomyśleć, że właśnie to robi? Mówi się, że tylko modlitwa i medytacja oczyszczają duszę, więc wątpliwe jest, aby ona oczyszczała ją płynem do kąpieli, ale może właśnie tak chce myśleć, może to jest łatwiejsze niż modlić się, wypowiadać ciągi tych niezrozumiałych słów, bełkotać, mamrotać? Czy niezrozumiałych? Może płynem do kąpieli można jednak oczyścić duszę szybciej, mocniej, trwalej? Każdego dnia zmywać swoje problemy, bo przecież nie grzechy i doprowadzać się do coraz większego porządku? Czy ta jej myśl to już profanacja czy raczej jedynie luźna dygresja, niewiele zresztą wnosząca do tematu duchowości człowieka? Ingrid nie wie.


Pochyla się nad kartką. Próbuje uzmysłowić sobie, dlaczego chce w ogóle pisać, dlaczego chce trudzić się, męczyć, sprawiać sobie nieprzyjemność tym zadaniem. Bo w gruncie rzeczy pisanie jest dla niej nieprzyjemne, jest pewnego rodzaju przymusem, tylko po to, aby pozbyć się części siebie, ale też po to, aby czegoś dokonać, a może nawet po to, aby zapisać się w historii. Historia, którą porusza tym razem, jest jej bliska. Tak, jak kiedyś ona zakochała się w pewnym muzyku, tak teraz, na kartach swojej książki, Ingrit przedstawia postać pisarza wraz z żoną, w której on się kocha i która kocha się w nim. Ingrit zastanawia się, jaką postać powinna nakreślić, czy powinien być to silny, duży, ekstrawertyczny mężczyzna, czy jednak typowo kojarząca się sylwetka pisarza, czyli chudy, wysoki, w okularach, z wiecznym wyrazem równocześnie natchnienia i napięcia na twarzy. Zawsze, kiedy ma zacząć pisać, wpada w jakiegoś typu letarg. Wówczas nagle otwiera się na inne obszary egzystencji, wówczas nagle zaczynają pojawiać się u niej różnego typu wizje, wręcz zaczyna widzieć postacie w całej ich okazałości, w naturalnych warunkach, w których żyją. Tak więc i tym razem widzi mężczyznę w brązowym garniturze, siedzącego przy stoliku nad kartką papieru i pochyloną nad nim kobietę. Są zajęci rozmową, prawdopodobnie dyskutują nad stworzoną przez niego przed chwilą partią tekstu. Najgorsze jest to, że chwilami Ingrit traci kontrolę nad tymi wizjami, że pojawiają się one u niej o różnych porach dnia, w różnych momentach jej życia, a to w banku, a to w sklepie, a to podczas kąpieli. Wpada wówczas w głębsze zamyślenie, odrealnia się i z trudem, przestraszona, po chwili wraca do rzeczywistości. Od jakiegoś czasu śledzi, napastuje, dokucza jej kilka wizji związanych z owym mężczyzną, przede wszystkim on, siedzący w fotelu, palący fajkę i zastanawiający się nad swoją nową powieścią, dalej on rozbierający się i całujący swoją ukochaną, a także on w niemalże szale pisania, zaabsorbowany tym procesem, odległy. Ingit wie, że czym prędzej musi przełożyć te wizje na formę papierową, gdyż nie dadzą jej one żyć. Sama ma coś z cech tego pisarza, bo przecież również pisze i również bywała zakochana. Nigdy jednak nie doznała dostatecznej namiętności i nigdy też nie stworzyła dzieła, które w pełni by ją zadawalało. Nie zastanawia się nad tym, czy owe wizje mogłyby jej zaszkodzić, czy mogłyby sprawić, że popadłaby w nie całkowicie, nie wyszłaby już z zamyślenia, czy nawet trafiła do zakładu dla obłąkanych. Wie, że musi z tym żyć, jakoś to opanować, oswoić, zneutralizować. Uzmysławia sobie, że dlatego chce w ogóle pisać, trudzić się, sprawiać sobie nieprzyjemność, gdyż w ten sposób pozbywa się zbędnego balastu samej siebie, definiuje i nazywa życie. Uświadamia sobie, że bez pisania czułaby się pusta, odległa, niepotrzebna, ale nie czytelnikom, tylko czemuś większemu poza nią samą, jakiemuś nadrealnemu bytowi, czemuś nieokreślonemu i nienazwanemu. Pisanie jest dla niej swoistym katharsis, autoterapią, ale i kreacją nowych światów. Daje jej siłę i pozwala oderwać się od życia. Tego dnia tworzy jedynie prosty obrazek, scenę, w której pisarz domyśla swoją historię, dotyczącą jego pobytu na wsi i związanych z tym wrażeń oraz scenę, w której jego ukochana kobieta komentuje jego dzieło. Wszystko jest wyważone, delikatne, interesujące. Zamknąwszy ten wątek, Ingrit postanawia oderwać się od pisania i wybiera spacer jako metodę relaksu. Spacer po ścieżkach pobliskiego, niewielkiego parku z fontanną w Oslo, bo tu mieszka Ingrit, ma ją ciągnąć od pracy i gwarantować uspokojenie napierających na nią wizji, co nie zawsze jednak jest możliwe. Może zatem i jest wariatką, żyjąc w ten sposób, mijając na spacerze inne osoby, które zajęte są przewijaniem niemowlaków, rozmową o rzeczach codziennych, chwaleniem się lub narzekaniem. Może i jest wariatką, ale jako taka nie została jeszcze rozpoznana.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 21.15