E-book
27.3
drukowana A5
35.12
Ingrit

Bezpłatny fragment - Ingrit


Objętość:
45 str.
ISBN:
978-83-8155-456-5
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 35.12

Nikt nigdy nie używa wobec niej słowa wariatka, choć wiele przemawia za tym, żeby tak ją nazwać. Jej osobowość stanowi konglomerat najrozmaitszych cech, często dziwacznych, odległych od siebie, niespotykanych. Poranek zaczyna się zwykle swoistym rytuałem, przed którym następuje pewnego rodzaju szok poznawczy. Oto otwiera ona swoje oczy i zaraz potem ukazuje się jej fragment jej łóżka i białej ściany, na której nie wiszą żadne obrazy. Zawsze wtedy, przez kilka minut, wpatruje się w tę ścianę, myśląc o tym, jak trudne jest jej życie i życie w ogóle. Jej myśli błąkają się wówczas bezładnie, nieporadnie, niespokojnie. Czuje bliżej niezdefiniowany lęk przed dniem, przed ludźmi, przed przyszłością. Pewnego rodzaju uspokojenie przynosi w tych chwilach jedynie zadany samej sobie rytuał: najpierw powolne podniesienie się z posłania, później równie powolne ubranie się, a następnie ospałe przemieszczenie się do łazienki celem umycia się. Machinalne sięgnięcie po szczoteczkę do zębów, mechaniczne szczotkowanie zębów, automatyczne spłukanie jamy ustnej wodą, następnie grzebień w dłoni i czesanie włosów. A wszystko to po to, aby doprowadzić siebie samą do rzeczywistości. Czy jest w tym coś dziwnego? Pozornie nic, gdyby nie fakt pewnego rodzaju refleksji, która pojawia się u niej przy tych czynnościach. Oto czynności higieniczne, wykonywane w sposób miarowy i jednostajny, mające doprowadzić jednostkę ludzką do stanu używalności, a może mające na celu coś innego? Może jest to coś, co należy wykonać codziennie, aby móc w ogóle poczuć siebie, poczuć się sobą, poczuć się pewnie, bo jak żyć bez tych rytuałów? Wstać i w piżamie wyjść do pracy o obojętnie której godzinie, a potem wrócić do domu, kiedy bezczynne siedzenie tam już się znudzi? A może rozebrać się tam i siedzieć całkiem nago, witając kolejnych pracowników i klientów, zacząć malować tam, zacząć tańczyć, zacząć śpiewać? Czy to, że coś wygląda inaczej, istnieje inaczej, inaczej się wydarza, znaczy, że coś wydarza się gorzej, mniej adekwatnie, niewłaściwie? Zaczyna się od szczoteczki, na którą spada namiętnie wyciskana pasta do zębów. Ingrit, bo tak ma na imię ta kobieta, obserwuje, jak pasta lekko wiruje w powietrzu i bezszelestnie opada na końcówki włosów szczoteczki. Następnie Ingrit trafia szczoteczką nie do oka, a do buzi. Jakie to mądre, myśli, że zostaliśmy automatycznie wyuczeni do wykonywania tylu czynności, w przeciwnym razie, jak byśmy sobie radzili w życiu? A może nie myśli tego w ogóle, może wydaje się jej, że to myśli, bo przecież tak trywialna myśl nie mogłaby przejść przez jej głowę. Więc myśli znów o czymś innym, machinalnie myjąc zęby, a później całą siebie. Siebie, czyli w zasadzie kogo? To jej ciało, które jest miękkie i sztywne zarazem, to ciało, które reaguje na bodźce zewnętrzne, takie jak ciepło lub zimno, ale przede wszystkim — na ludzi? To ciało, które posiada w sobie jakąś energię fizyczną i duchową, energetykę, o której mówi wielu, a która nie wiadomo, czy rzeczywiście istnieje czy nie? To ciało, które odczuwa inne ciała, przejmuje ich stany i emocje? Czy może, jeśli myje siebie, to myje, każdego dnia, tak naprawdę, swoją tożsamość, swoją osobowość, swoje Ja? Myje swoją nieugiętość i nachalność, swoją krnąbrność i niepoukładanie, swoją hardość i upór, myje wszystko to, co w niej siedzi, oczyszcza to i pozwala się temu ukształtować na nowo? A może myje swoją duszę? Tylko czy można ją umyć? Zapewne nie, ale czy Ingrit nie może tak pomyśleć, czy nie może pomyśleć, że właśnie to robi? Mówi się, że tylko modlitwa i medytacja oczyszczają duszę, więc wątpliwe jest, aby ona oczyszczała ją płynem do kąpieli, ale może właśnie tak chce myśleć, może to jest łatwiejsze niż modlić się, wypowiadać ciągi tych niezrozumiałych słów, szeptać, szemrać, mamrotać? Czy niezrozumiałych? Chyba tylko dla niej. Może płynem do kąpieli można jednak oczyścić duszę szybciej, mocniej, trwalej? Każdego dnia zmywać swoje problemy, bo przecież nie grzechy i doprowadzać się do coraz większego porządku? Czy ta jej myśl to już profanacja czy raczej jedynie luźna dygresja, niewiele zresztą wnosząca do tematu duchowości człowieka? Ingrid nie wie.


Pochyla się nad kartką. Próbuje uzmysłowić sobie, dlaczego w ogóle chce pisać, dlaczego chce trudzić się, męczyć, sprawiać sobie nieprzyjemność tym zadaniem. Bo w gruncie rzeczy pisanie jest dla niej nieprzyjemne, jest pewnego rodzaju przymusem, po to, aby pozbyć się pewnej części siebie, ale też po to, aby czegoś dokonać, a może nawet po to, aby zapisać się w historii literatury. Historia, którą Ingrit porusza tym razem, jest jej bliska. Tak, jak kiedyś ona zakochała się, ze wzajemnością, w pewnym muzyku, tak teraz, na kartach swojej książki, przedstawia postać pisarza wraz z żoną, w której on się kocha i która kocha się w nim. Ingrit zastanawia się, w jaki sposób powinna nakreślić tę postać, czy powinien być to silny, duży, ekstrawertyczny mężczyzna, czy jednak typowo kojarząca się sylwetka pisarza, czyli chudy, wysoki, w okularach, z wiecznym wyrazem równoczesnego natchnienia i napięcia na twarzy. Zawsze, kiedy ma zacząć pisać, wpada w jakiegoś rodzaju letarg. Wówczas nagle otwiera się na inne obszary egzystencji, na egzystencję pozazmysłową. Wówczas nagle zaczynają pojawiać się u niej różnego rodzaju wizje, wręcz zaczyna widzieć postacie w całej ich okazałości, w naturalnych warunkach, w których żyją. Tak więc i tym razem widzi mężczyznę w brązowym garniturze, siedzącego przy stoliku z kartką papieru i pochyloną nad tym mężczyzną kobietę. Są zajęci rozmową, prawdopodobnie dyskutują nad stworzoną przez niego przed chwilą partią tekstu powieści. Najgorsze jest to, że chwilami Ingrit traci kontrolę nad tymi wizjami, że pojawiają się one u niej o różnych porach dnia, w różnych momentach jej życia, niespodziewanie, a to w banku, a to w sklepie, a to podczas kąpieli. Wpada wówczas w głębsze zamyślenie, odrealnia się i z trudem, przestraszona, po chwili wraca do rzeczywistości. Od jakiegoś czasu śledzi ją, napastuje, dokucza jej kilka wizji, związanych z owym mężczyzną: przede wszystkim on, siedzący w fotelu, palący fajkę i zastanawiający się nad swoją nową powieścią, dalej on rozbierający się i całujący swoją ukochaną, a także on w niemalże szale pisania, zaabsorbowany tym procesem, odległy. Ingrit wie, że czym prędzej musi przełożyć te wizje na papier, gdyż nie dadzą jej one żyć. Sama ma coś z cech tego pisarza, bo przecież również pisze i również bywała zakochana. Nigdy jednak nie doznała dostatecznej namiętności i nigdy też nie stworzyła dzieła, które w pełni by ją zadowalało. Nie zastanawia się nad tym, czy owe wizje mogłyby jej zaszkodzić, czy mogłyby sprawić, że popadłaby w nie całkowicie, że nie wyszłaby już z zamyślenia, czy że nawet trafiłaby do zakładu dla obłąkanych. Wie, że musi z tym żyć, jakoś to opanować, oswoić, zneutralizować. Uzmysławia sobie, że dlatego w ogóle chce pisać, trudzić się, sprawiać sobie nieprzyjemność, gdyż w ten sposób pozbywa się zbędnego balastu samej siebie, definiuje i nazywa życie. Uświadamia sobie, że bez pisania czułaby się pusta, odległa, niepotrzebna, ale nie czytelnikom, tylko czemuś większemu poza nią samą, jakiemuś nadrealnemu bytowi, czemuś nieokreślonemu i nienazwanemu. Pisanie jest dla niej swoistym katharsis, autoterapią, ale i kreacją nowych światów. Daje jej siłę i pozwala jej oderwać się od życia. Tego dnia tworzy dwa proste obrazki: scenę, w której pisarz domyśla swoją historię, dotyczącą jego pobytu na wsi i związanych z tym wrażeń oraz scenę, w której jego ukochana kobieta komentuje jego dzieło. Wszystko jest wyważone, delikatne, interesujące. Zamknąwszy ten wątek, Ingrit postanawia oderwać się od pisania i wybiera spacer jako metodę relaksu. Spacer po ścieżkach pobliskiego, niewielkiego parku z fontanną, w Oslo, bo tu mieszka Ingrit, ma ją odciągnąć od pracy i gwarantować uspokojenie napierających na nią wizji, co nie zawsze jednak jest możliwe. Może zatem i jest „wariatką”, żyjąc w ten sposób, mijając na spacerze inne osoby, które zajęte są przewijaniem niemowlaków, rozmową o rzeczach codziennych, chwaleniem się lub narzekaniem. Może i jest „wariatką”, ale jako taka nie została jeszcze rozpoznana.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 35.12