E-book
4.1
drukowana A5
23.01
Idealne święta

Bezpłatny fragment - Idealne święta


5
Objętość:
155 str.
ISBN:
978-83-8221-941-8
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 23.01

Dedykuję mamie Dorocie

Scena 1

1 grudnia

(studio telewizyjne)


TOMASZ ZDZIWISZ

(Ubrany w welwetową bordową marynarkę, czarne spodnie, białą koszulę i brokatową muchę, stoi na tle bożonarodzeniowych dekoracji. W tle słychać świąteczne dzwoneczki.)

Już w Wigilijny Wieczór na naszej antenie odbędzie się finał wyjątkowego reality show „Idealne święta”. Piątka wyłonionych finalistów zmierzy się w niezwykłej konkurencji. Teresa, Nadia, Liliana, Małgorzata i Grzegorz zaprezentują przed naszymi kamerami efekty końcowe swoich przygotowań do tego jedynego dnia w roku. Transmisja z ich domów na żywo już od godz. 20. Laureat, którego wyłoni głosowanie telewidzów, otrzyma 100.000 zł nagrody. Kto przygotuje idealne święta? Poznajmy uczestników.


(Dziennikarz robiąc zgrabny półobrót, znika z ekranu. Następuje przedstawienie uczestników show. Jako pierwsza, na ekranie pojawia się starsza, krótkowłosa i ufarbowana na rudo kobieta. Ubrana jest w sztywną, staromodną garsonkę z białym żabotem. Wałkując ciasto, uśmiecha się nieco sztucznie i krzywo.)


GŁOS LEKTORA

Teresa (70 l.) to emerytowana urzędniczka z Płocka. Studentka Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W wolnym czasie piecze ciasta oraz gotuje przysmaki dla swoich bliskich. Śpiewa też w lokalnym chórze. W nadchodzącym roku chciałaby nauczyć się pływać.


(Rozpoczyna się kolejny spot. W roli głównej szczupła, atrakcyjna brunetka z perfekcyjnym makijażem i zadbaną fryzurą. Ubrana w jedwabną koszulę i ołówkową spódnicę, znajduje się w jasnym, przestronnym gabinecie z widokiem na panoramę Warszawy. Siedząc przy szklanym biurku, trzyma na kolanach małe dziecko.)


GŁOS LEKTORA

Nadia (29 l.) — pracownica międzynarodowej korporacji z Warszawy. Matka rocznego syna, która po urlopie macierzyńskim właśnie wróciła do pracy. Kocha operę, francuską kinematografię oraz sztukę nowoczesną. Fanka zdrowego odżywiania. W przyszłym roku planuje zrobić kurs nurkowania.


(Trzecia z prezentowanych uczestniczek ma krótkie, rozczochrane brązowe włosy. Ubrana w luźny strój w kolorach ziemi, pobrzękuje przy każdym ruchu zawieszonymi na nadgarstkach oraz szyi, etnicznymi ozdobami. Spot nakręcony w nieco zagraconym, ciemnym, ale przytulnym mieszkaniu w kamienicy. Dookoła dużo książek, na ścianach zdjęcia i pamiątki z podróży.)


GŁOS LEKTORA

Liliana (36 l.) to podróżniczka, reporterka i blogerka z Krakowa. Singielka zakochana w Afryce. W swoich podróżach nie ogranicza się jednak do jednego kontynentu. Jak dotąd zwiedziła 56 krajów. Ostatni miesiąc spędziła na Fidżi. Marzy o własnym jachcie, na którym mogłaby wyruszyć w rejs dookoła świata.


(Na ekranie ukazuje się panorama Tatr. Na pierwszym planie uśmiechnięta, pulchna blondynka w średnim wieku. Ubrana jest w szarą, luźną sukienkę do kolan i góralskie, czerwone korale.)


GŁOS LEKTORA

Małgorzata (48 l.) — nauczycielka historii z Bielanki, koło Nowego Targu. Matka dorastających dzieci. Zakochana w kulturze Podhala. Uwielbia góralską muzykę, tradycyjną kuchnię oraz piesze wędrówki po Tatrach. W przyszłym roku chciałaby wydać własną książkę kucharską.


(Ostatnia prezentacja przenosi widzów do wnętrza restauracji. Jej właściciel to łysy i szczupły mężczyzna z gęstą, rudawą brodą. Z patelnią w ręku, ubrany w biały strój kucharza, puszcza oczko do kamery.)


GŁOS LEKTORA

Grzegorz (39 l.) — gdańszczanin. Szef kuchni i jednocześnie właściciel restauracji U Grega. Ojciec kilkuletnich bliźniaczek. Pasjonat fotografii oraz niebanalnych przepisów. Marzy o gwiazdce Michelin.

Scena 2

1 grudnia

(Nadia je śniadanie ze swoim mężem Radkiem. Towarzyszy im ich roczny syn Bonifacy, który siedząc w krzesełku bawi się plastikową łyżką.)


NADIA

(do męża)

Pamiętaj, że pani od angielskiego przychodzi dzisiaj do Bonia o 17.30.


(Radek kiwa głową, przeżuwając tosta)


NADIA

(wypija łyk kawy)

Wiesz, ciekawa jestem który język bardziej mu się podoba?


(do Bonifacego)

Boniu kochanie, co wolisz? Angielski czy Francuski?

(karmiąc syna łyżką)

Am, am, am. Good? Bien?


RADEK

(ze smartphonem w ręce)

Patrząc po nauczycielkach, ja wolałbym angielski.


NADIA

A wiesz… Mnie ta anglistka też chyba bardziej przypadła do gustu. Pani od francuskiego jakaś taka mało przyjemna… Ciekawe, która nauczy Bonia więcej…

(rozmarza się)

Och, jak świetnie byłoby, gdyby Bonifacy wypowiedział swoje pierwsze słowo po angielsku lub francusku podczas tej Wigilii.

(uśmiechając się do syna)

Boniu, zrobisz tę przyjemność mamusi? Co? Chociażby jakieś yes? Boniu, powtórz: yeeeeees.


BONIFACY

(śmiejąc się, zrzuca na podłogę łyżkę)

Eeeeeeeeee eeee eeeeeeeee


NADIA

(Ze zniechęconą miną podnosi upuszczony przedmiot. Następnie spoglądając na zegarek, z impetem wstaje od stołu.)

Ojej. Ale już późno.


(do syna)

Boniu, zbieramy się.


(do męża)

Wrócę nie wcześniej niż po 20. Po pracy idę na zakupy. Muszę w końcu zacząć przygotowania do tych świąt.

(rozglądając się po salonie)

No i trzeba będzie trochę zmienić wystrój mieszkania.


RADEK

Zmienić wystrój? Po co?


NADIA

(szybko i nerwowo)

Jak to po co? Radek! Chcesz żeby mnie cała Polska obsmarowała i zhejtowała? Trzeba zrobić coś z tym blatem w kuchni. Kupić jakieś ładne gadżety. Ten wazon… Jakiś taki staromodny. Też trzeba zmienić. I o inne krzesła warto byłoby się postarać. Prześlę ci linka do strony internetowej, na której ostatnio widziałam takie fajne, designerskie meble.

(biorąc na ręce Bonifacego, uważnym wzrokiem lustruje ściany)

Koniecznie musimy zmienić ten obraz. Za bardzo kiczowaty.


RADEK

(spoglądając na obraz, mówi z obojętnością)

Mnie się ten obraz podoba.


BONIFACY

(wystawiając ręce w stronę obrazu)

Auu auauua


NADIA

Ale zupełnie do mnie nie pasuje. Jakby ludzie z mojego działu to zobaczyli, to by mnie obśmiali… Wiesz, jak ta Anka — wiesz ta, co ci opowiadałam — zna się na sztuce? Ze swoim mężem chodzą po galeriach, bywają na aukcjach. Skupują dzieła sztuki. Dzieła! A my co? Jeleń na rykowisku, namalowany na jakiejś dykcie…

(chodząc szybko po całym mieszkaniu)

Nie, no trzeba kupić coś nowoczesnego. Może jakiegoś niszowego artystę… To by zrobiło wrażenie… Jak myślisz?


RADEK

(nadal z telefonem w ręce, siedzi przy stole i przeżuwa śniadanie)

Mhm… Niszowy artysta powieszony na ścianie? Na pewno…


NADIA

(z sypialni)

Nie artysta tylko jego obraz… Mówię poważnie, a tobie ciągle jakieś żarty w głowie.


(z dziecięcego pokoju)

Wpadnę może do jakiejś galerii i poszukam.


(zakładając płaszcz w przedpokoju)

No… To my lecimy, kochanie.


RADEK

(zapatrzony w ekran telefonu)

Pa.

Scena 3

2 grudnia

(Liliana pije kawę ze swoją koleżanką Angelą. Siedzą w małej knajpce. Za oknem pada drobny śnieżek. W środku panuje przytulna atmosfera.)


ANGELA

Nie wiem po kiego grzyba zgłosiłaś się do tego konkursu. Przecież ty zupełnie nie potrafisz gotować…


LILIANA

To nie jest konkurs kulinarny.


ANGELA

No, ale Wigilia to Wigilia… Trzeba coś ugotować.


LILIANA

(buńczucznie)

I ugotuję!


ANGELA

(z powątpiewającą miną)

Ciekawa jestem co…


LILIANA

(z ekscytacją)

Wiesz, wymyśliłam sobie, że zrobię świąteczne potrawy z całego świata. Zobaczysz! Takiej Wigilii nikt jeszcze nie widział.


ANGELA

(parska śmiechem)

Domyślam się…


LILIANA

Zresztą Widzowie nie będą tego jedli, tylko oglądali. Ważne żeby było ładnie i z pomysłem.


ANGELA

Ale po co ci to? Naprawdę chcesz zdobyć tytuł Pierwszej Gospodyni IV RP?


LILIANA

Chcę zdobyć 100.000 zł. Mam już w głowie projekt na fantastyczny wyjazd. Potrzebuję tylko kasy.

Scena 4

2 grudnia

(Sypialnia. W łóżku, przykryci pościelą leżą siwiejący Karol i Iwona — młoda, atrakcyjna blondynka.)


KAROL

(całując kobietę po ramieniu, mruczy)

Jesteś taka fantastyczna.

Taka piękna.

Boska.

I tak pięknie pachniesz.


IWONA

(lekko zniecierpliwiona)

Wiem, wiem… Ale pytam, czy już z nią rozmawiałeś?


KAROL

Jeszcze nie. Ale obiecuję, zaraz po świętach porozmawiam.


IWONA

(odpychając go, z obrażoną miną)

Po świętach, po urodzinach, po imieninach, po 18tce syna… Mam dość tych wymówek. Zwodzisz mnie już od 3 miesięcy. Musisz się w końcu zdecydować. Albo ona, albo ja.


KAROL

(przytula się do niej)

Ależ kochanie… Porozmawiam. Muszę tylko poczekać aż Gośka skończy tę swoją świąteczną szopkę. Nie wiem po co bierze w tym udział. Ale nie mogę przecież jej teraz prosić o rozwód.


(przymila się)

Dziubuś… Zrozum. Zaraz po świętach, obiecuję.

Scena 5

2 grudnia

(Karol wraca do domu. Wchodzi do kuchni, w której wita się z żoną Małgorzatą i jedzącym już kolację teściem.)


KAROL

(jedząc)

Pyszny ten schabik, kochanie. Nikt nie potrafi gotować tak jak ty.


MAŁGORZATA

(uśmiechnięta)

Daj spokój. Zwykły kawałek mięsa z warzywami.


KAROL

(z pełnymi ustami)

Niebo w gębie.


MAŁGORZATA

(bacznym wzrokiem przygląda się kołnierzykowi na koszuli męża)

A co to? Ta smuga?


KAROL

Gdzie?


MAŁGORZATA

(dotykając kołnierzyka koszuli)

A tu…


KAROL

A tuuu… To marmolada. Zbyszek częstował nas dzisiaj słodkimi bułkami i chyba się upaćkałem.


(do kuchni wchodzi osiemnastoletni syn Małgorzaty i Karola, Wiktor)


MAŁGORZATA

(do syna)

Poprawiłeś matmę?


WIKTOR

Taaaa…


MAŁGORZATA

A polski?


WIKTOR

Z polaka nie musiałem się poprawiać. Przecież mam dwóję.


MAŁGORZATA

(patrzy lekko skrzywiona na ubranie syna)

Musimy pójść na zakupy i kupić ci jakieś porządne ubranie.


WIKTOR

(zapalony do pomysłu)

No… możesz dać mi kasę, to skoczę na shopping z Majką. Widziałem świetne bluzy w…


MAŁGORZATA

(wchodzi synowi w słowo)

Miałam na myśli zakupy ze mną. Musimy kupić ci coś na Wigilię. Nie możesz przecież pokazać się w telewizji w tych znoszonych dziurasach.


WIKTOR

(krzywi się)

Może mi garniturek i lakierki kupisz?


MAŁGORZATA

(uśmiechając się)

Czemu nie?


WIKTOR

(obruszony)

Już na pewno!


MAŁGORZATA

W sobotę jedziemy na zakupy całą rodziną. Jak nie chcesz jechać, to kupię ci coś sama…


WIKTOR

(zniechęcony)

Dobra… Pojadę. Jak ty mi zaserwujesz outfit, to będzie jeszcze większa siara.

(przełykając kęs kolacji)

A ojca i dziadka też zamierzasz przebrać? Bo na Marcelę to chyba już nic nie wejdzie…


(Dziadek Lucek usłyszawszy swoje imię, podnosi wzrok znad talerza)


MAŁGORZATA

(patrzy na męża i ojca)

Każdemu przyda się coś nowego. Trzeba jakoś wyglądać. W końcu będziemy w telewizji.


DZIADEK LUCEK

(sam do siebie)

Jakiej znowu Elizji? O czym oni godojo?


WIKTOR

(wzdycha)

Ale będzie siara…

Scena 6

5 grudnia

(Teresa rozmawia przez telefon ze swoją synową Zosią. Kobieta siedzi przy dużym stole. Wnętrze tradycyjne, dookoła stare meble kuchenne. W garnku paruje zupa. Przed sobą trzyma w ręce kartkę z listą rzeczy do zrobienia.)


TERESA

Zosiu, dzwonię żeby zaprosić was na Wigilię. Tylko was proszę: nie spóźnijcie się. Przyjedźcie najlepiej już przed 7. To ważne, żeby wszyscy siedzieli przy stole, kiedy zacznie się nagranie.


ZOSIA

Dobrze mamo. Będziemy pamiętać.


TERESA

I wyprasuj porządnie koszule Tomka i chłopaków. Ostatnio na naszej rocznicy mieli strasznie wygniecione…


ZOSIA

(wzdychając)

Wyprasuję.


TERESA

No, to trzymaj się. Do zobaczenia. Pamiętaj, o 7.


(Gdy kobieta odhacza kolejny podpunkt na liście, w kuchni gaśnie światło. Teresa złorzeczy sama do siebie.)

Ci cholerni elektrycy znowu majstrują przy kablach.


(pod drzwiami łazienki pojawia się mąż Teresy, Wiesiek)


WIESIEK

Żarówka się znowu spaliła?


TERESA

Spaliła, spaliła… Głupiś. Elektrycy się bawią, żeby tylko człowiekowi na złość zrobić.

Scena 7

6 grudnia

(Grzegorz przygotowuje zamówione danie. Jego pomocnik Jakub krojąc cebulę, roni łzy. Kelnerka Karolina wchodzi do kuchni z tacą. Na talerzu wnosi dwa napoczęte tatary.)


KAROLINA

(nieśmiało stawiając przed szefem niedojedzone potrawy)

Szefie, zwrot…


GRZEGORZ

(zirytowany)

Znowu?! Co tym razem?


KAROLINA

Powiedzieli, że jakby chcieli zamówić lody, to poszliby do lodziarni.


GRZEGORZ

(poczerwieniały ze złości)

Że co?!


KAROLINA

(niepewnie)

No… że za zimne było…


GRZEGORZ

(mamrocze pod nosem)

Zimne, zimne… Tatar musi być zimny. Gdzie go miałem trzymać, jak nie w lodówce? Może jeszcze w mikrofalówce powinienem go podgrzewać?!


(krojąc nerwowo mięso)

Oczywiście nie zapłacili?


KAROLINA

(kręci głową)

Odstawili talerze i wyszli…


GRZEGORZ

(rzucając ścierkę na blat, drugą ręką ociera pot z czoła)

I weź tu się staraj… Nikt nie doceni. Tylko narzekają i narzekają. Jak tak dalej pójdzie, będzie trzeba zwijać ten interes… Ostatnia nadzieja w tej telewizyjnej Wigilii…


KAROLINA

Szefie, a co w ogóle będzie na tej pana Wigilii?


GRZEGORZ

(zamyślony)

Właśnie obmyślam menu. Na pewno będzie barszcz, a do niego paszteciki z ciasta francuskiego z serem pleśniowym. Śledź z rodzynkami, orzechami i granatem. Pierogi z kaszą gryczaną. Dorsz w porach i…


JAKUB

(z zaczerwienionymi oczami)

A kutia będzie?


GRZEGORZ

Może będzie. Ale muszę ją jakoś przełamać. Nie może być taka zwyczajna, tradycyjna.


KAROLINA

I myśli szef, że ten program coś pomoże?


GRZEGORZ

A gdzie ja taką darmową reklamę dostanę? Mam nadzieję, że po udziale w tym programie moja knajpa ruszy w końcu pełną parą. Mam w planach pokazać przed kamerą jak przygotowuję którąś z potraw. Wyobraźcie sobie, rodzina siedzi przy stole, a ja niczym Gordon Ramsay w kuchni siekam i mieszam składniki. Później wnoszę taki dymiący półmisek i stawiając go przed gośćmi, mówię: U Grega tak jest każdego dnia.


JAKUB

(ocierając ciągle mokre oczy)

Tylko niech szef nie obiera wtedy cebuli…


GRZEGORZ

(prycha z wyższością)

Dzieciaku, moje oczy są odporne na cebulę.

Scena 8

7 grudnia

(Liliana siedząc na sofie, szuka w internecie przepisów na świąteczne potrawy z całego świata.)


LILIANA

(mamrocząc pod nosem)

Dobra… Co my tu mamy. Skandynawia — pasztet z renifera.

(ze sceptyczną miną)

Fani Rudolfa Czerwononosego mogą mieć wątpliwości… Może lepiej zrobić tę norweską zupę mleczną z cynamonem i suszoną wędliną…

(przewijając stronę)

Hmm… portugalskie bacalhau. O tak. To koniecznie.

(przewijając stronę)

A w RPA?

(z obrzydzeniem)

Smażone gąsienice… Fuj. To jednak sobie daruję.

(z zainteresowaniem)

O… Grenladnia. Muktuk? A cóż to takiego? Skóra i kawałki pęcherza pławnego wieloryba. Hmm… Byłoby ciekawie. Ale co jeszcze?

(czytając z obojętnością)

Wielka Brytania i pudding. Jasne.

Francja i foie gras. Obowiązkowo.

Włoskie Cannelloni. To też.

Gruzja. Bakłażanowe roladki z nadzieniem orzechowym.

Brazylia. Pieczony indyk z rabanadą.

(zastanawiając się)

Może zrobić jeszcze te gwatemalskie tamales albo ghańskie roku? A na popitkę…? Niech będzie likier canelazo. Z Ekwadoru.

Scena 9

10 grudnia

(Teresa wałkuje ciasto na pierniczki.Przybiegają do niej jej kilkuletnie wnuki: Lena i Igor. Dzieci próbują dotknąć wyjętych właśnie z piekarnika ciastek.)


TERESA

Nie dotykać niczego! To pierniczki na święta.


LENA

A będziemy mogli je udekorować?


TERESA

Tych nie. Ja sama je udekoruję.


IGOR

(sepleniąc)

A dlacego ty?


TERESA

Bo będą pokazywane w telewizji.


LENA

(podskakując i przymilając się do babci)

A dasz spróbować? Proszę, proszę.


TERESA

Nie teraz. W święta.


IGOR

Ale ja chceeeee teraaaaaaz…


LENA

Ja też! Ja też chcę teraz!


TERESA

A mama nie może wam zrobić?


LENA

U mamy nie są takie smaczne.


TERESA

(wznosi wzrok do góry, po czym wzdychając, kręci głową)

A zawsze mówiłam Piotrkowi, żeby szukał żony, która będzie umiała gotować i piec…

Scena 10

10 grudnia

(Nadia i Radek leżą w łóżku. Każde ze swoim laptopem na kolanach. Sypialnia w stylu glamour. Różowo, szare ściany, złote dodatki, wielkie lustro w bogato zdobionej ramie na ścianie.)


NADIA

Przesłałam ci na maila scenariusz Wigilii. Rzuć okiem jak będziesz miał czas.


RADEK

(nie odrywając wzroku od swojego ekranu)

Zostałaś scenarzystką?


NADIA

(z ironią)

Tak, dostałam angaż w telewizji.


RADEK

(zamyślony i nieobecny)

To świetnie kochanie… Co to będzie za film?


NADIA

(syczy z irytacją)

Radek! Idioto! Mówię o scenariuszu naszej Wigilii.


RADEK

(podnosi wzrok i zdziwiony pyta)

To nasza Wigilia potrzebuje scenariusza?


NADIA

Oczywiście… A niby jak miałaby się odbyć? Trzeba choćby pokrótce ustalić tematy, które będziemy poruszać. No i kwestie, które będziemy wypowiadać.

(milknie na chwilę, po czym patrząc na odbicie męża w lustrze, mówi dalej)

Właśnie… Moim rodzicom, siostrze i twojemu bratu już wysłałam konspekty. Zostali jeszcze tylko twoi rodzice. Oni są tacy staroświeccy…

(wzdycha)

Żeby nawet poczty elektronicznej nie obsługiwać?! Musisz wydrukować scenariusz i im podrzucić, żeby się nauczyli na pamięć. Dobrze?


RADEK

(zapatrzony w ekran, znowu nieobecny)

Jasne.

Scena 11

12 grudnia

(Małgorzata wraz z Marcelą, Wiktorem i Karolem stoją przed przymierzalnią w sklepie odzieżowym. Wiktor kłóci się z matką. W przymierzalni Marcela z zaokrąglonym brzuszkiem próbuje wcisnąć się w za małe spodnie. Karol odchodzi na bok, żeby porozmawiać przez telefon.)


WIKTOR

(zły)

Mamo, ty chyba oszalałaś. W życiu nie założę tego swetra i spodni.


MAŁGORZATA

A niby czemu?


WIKTOR

Będę wyglądał jak pedzio.


MAŁGORZATA

Nie wyrażaj się. Jeżeli już, to jak homoseksualista.


WIKTOR

(głośno na cały sklep)

Jak zwał, tak zwał. Będą mówić, że jestem pedałem.


(klienci i ekspedientki patrzą z zaciekawieniem w ich stronę)


MAŁGORZATA

(zawstydzona, szuka na wieszakach innego swetra)

Synu, nie bądź takim homofobem…

(wskazując na kolejny sweter)

A może ten?


WIKTOR

Czy wyglądam na studenta Oxfordu?


MAŁGORZATA

Przynajmniej przymierz…


(Wiktor bez słowa, z obrażoną miną ucieka do przymierzalni)


MAŁGORZATA

(zdenerwowana, rozgląda się po sklepie w poszukiwaniu męża)

Karol, chodź tu. Porozmawiaj z nim, bo ja już nie mam siły.


KAROL

(do telefonu)

Tak, panie Marku. Jutro wszystko będzie załatwione.


(do żony)

Czy ja naprawdę muszę o wszystkim myśleć? Nie potraficie załatwić nawet tak prostej sprawy jak zakupy?


MAŁGORZATA

(obrażona)

A róbcie sobie co chcecie! Ja mam już dość. O 18 spotykamy się przy samochodzie. Jak ktoś się spóźni, to wraca do domu na własną rękę.


(przez zasłonkę przymierzalni, do Marceli)

I jak te spodnie?


MARCELA

(żałosnym głosem)

Za małe…


MAŁGORZATA

(Szuka większego rozmiaru, po czym podaje córce kolejną parę spodni. Czeka chwilę, przestępując z nogi na nogę.)

I jak?


MARCELA

(żałośnie)

Za małe…


MAŁGORZATA

(zirytowana i zdziwiona)

Niemożliwe! W te to nawet ja bym weszła.


MARCELA

(zniechęcona)

A jednak za małe…


(Małgorzata zamaszystym gestem odchyla zasłonkę i wchodzi do przymierzalni. Marcela rozebrana, zasłania się przed wzrokiem wścibskich klientów.)


MARCELA

Mamo, co ty wyprawiasz. Ludzie patrzą…


MAŁGORZATA

(głośno, na cały sklep)

A na co tu patrzeć? Niech się sobie poprzyglądają. No, pokaż te spodnie.


MARCELA

(cicho, nieśmiale)

Wiesz mamo… Bo my musimy porozmawiać…


MAŁGORZATA

(bierze do ręki spodnie i mierzy w pasie)

Przecież rozmawiamy.

(przykładając spodnie do siebie)

No… pasowałyby na mnie jak ulał. Marcelka, jak możesz się w nie nie mieścić? Przymierz jeszcze raz…


MARCELA

Mamo, ale ja muszę ci o czymś powiedzieć…


MAŁGORZATA

(przyglądając się swojemu odbiciu)

Nie marudź, zakładaj…


MARCELA

(z ociąganiem wkłada spodnie, po czym nie mogąc zapiąć guzika, szybko zaczyna je zdejmować)

Mówiłam, że za małe…


MAŁGORZATA

(próbuje rozciągnąć materiał i na siłę zapina guzik)

Muszą wejść. Niemożliwe, żeby…

(guzik odpada)

Niech to! Rzeczywiście za małe! Cóż… Zapytamy ekspedientkę o jeszcze większy rozmiar.


(Marcela ubiera się pospiesznie, Małgorzata wkłada urwany guzik do kieszeni i opuszcza przymierzalnię. Jak gdyby nigdy nic odwiesza spodnie na wieszak, a potem podchodzi do ekspedientki.)


EKSPEDIENTKA

(słodziutkim głosem)

Może w czymś pomóc?


MAŁGORZATA

Szukamy dla córki spodni. Macie może jakieś większe rozmiary niż te tutaj… Wie pani, chodzi o to, żeby były szersze, zwłaszcza w pasie…


EKSPEDIENTKA

(lustruje wzrokiem Marcelę)

U nas nie ma już niczego większego. Proszę pójść do działu z modą ciążową. Tam na pewno znajdą panie coś odpowiedniego.


MAŁGORZATA

(oburzona, pociąga córkę do wyjścia)

Też coś… Wychodzimy. Co za opryskliwa obsługa!

(przyglądając się córce, szepcze w jej stronę)

Ale trzeba przyznać, że chyba rzeczywiście trochę ostatnio przytyłaś. Zwłaszcza w brzuchu. Musisz pomyśleć o diecie…


MARCELA

(zatrzymawszy się przy stoisku z bielizną, bierze do rąk czerwony, koronkowy komplet)

Może chociaż kupmy bieliznę?


MAŁGORZATA

(spogląda na cenę)

Ile? 189,90?

(biorąc do ręki koronkowe majtki)

Za te kilka nitek prawie 200 zł?


MARCELA

Mamo… Bez majtek mam chodzić?


MAŁGORZATA

(wychodząc ze sklepu)

Kupię ci bawełniane za 5,90.

Scena 12

12 grudnia

(Małgorzata i Marcela siedzą w samochodzie. Wiktor wsiada do środka.)


MAŁGORZATA

(spoglądając w lusterko wsteczne)

Kupiłeś coś?


WIKTOR

(sadowiąc się)

Ojciec powiedział, że szkoda kasy na tę szopkę i nic mi nie kupił.


MAŁGORZATA

(niezadowolona)

Wspaniale. Nie ma co! Doskonały tatuś!

(spoglądając na zegarek)

18. Jedziemy do domu.


MARCELA

(siedząc obok matki, rzuca jej zdziwione spojrzenie)

A tata?


MAŁGORZATA

(uruchamiając silnik)

Mówiłam, że jak ktoś się spóźni, wraca na własną rękę.


(Kiedy samochód rusza, na parkingu pojawia się Karol. Biegnie w kierunku samochodu.)


WIKTOR

(do matki)

Poczekaj. Biegnie.


(Małgorzata nie zatrzymuje auta)


WIKTOR

Mamo. Nie słyszysz? Tata już biegnie.


(Małgorzata ze złośliwym uśmieszkiem lekko zwalnia, ale ciagle nie zatrzymuje auta. W lusterku wstecznym obserwuje męża.)


KAROL

(zziajany wsiada do powoli poruszającego się samochodu)

Zwariowałaś? Czemu nie czekałaś?


MAŁGORZATA

18 minęła. Przecież mówiłam, że nie będę czekać.


KAROL

(wyciąga z torby niebieską koszulę)

Kupiłem koszulę. Zobacz. Może być?


MAŁGORZATA

(spoglądając kątem oka)

Już masz taką samą.


KAROL

Niemożliwe.


MAŁGORZATA

Dostałeś taką na imieniny od mojej mamy, ale nigdy jej nie założyłeś.

(z naciskiem)

Jest identyczna.


KAROL

(przygląda się koszuli)

Niemożliwe… Ta ma inne guziki.

(chowając w torbie swój zakup, spogląda w stronę żony z ironią)

A wy? Ile wydałyście? No, pochwal się…


MAŁGORZATA

(obrażonym głosem)

Nic. To chyba powinno cię ucieszyć.


KAROL

Nie wierzę… Marcela co tam upolowałaś?


MARCELA

(mrukliwie)

Nic.


MAŁGORZATA

Wszystko było na nią za ciasne. Na dodatek chuda jak szczapa ekspedientka wysłała nas do działu z modą ciążową! Wyobrażasz sobie?!


KAROL

(patrząc na ulicę z obojętnym wyrazem twarzy)

Zawsze ci mówiłem, że przekarmiasz dzieci.

Scena 13

15 grudnia

(Grzegorz razem z żoną Beatą siedzą na wielkiej kanapie. W telewizji emitowany jest spot reklamujący bożonarodzeniowe show, w którym mają wziąć udział.)


BEATA

Kiedy ubieramy choinkę?


GRZEGORZ

(zapatrzony w ekran telewizora)

Przecież już ubrana.

Zobacz… Nawet nieźle tu się zaprezentowałem, co?


BEATA

(patrzy na niego zdziwiona)

O czym ty mówisz?


GRZEGORZ

O moim występie.

(wskazuje na ekran, na którym widać jego sylwetkę)

O… Patrz teraz mówię o sobie.


BEATA

Ja o choinkę pytam. Powiedziałeś, że już ubrana.

Kiedy? Gdzie?


GRZEGORZ

Noooo w restauracji… Stoi już od początku grudnia.


BEATA

Ale ja miałam na myśli domową…


GRZEGORZ

Ach… no tak. Ale w sumie, czy jest sens stawiać tu jakiegoś wiechcia? Postoi to tydzień i będzie się tylko sypać…


BEATA

Grzesiek! No co ty? Co na to dziewczynki? Gdzie położymy prezenty, jeśli nie będzie choinki?


GRZEGORZ

Właśnie… Wiesz… Tak sobie pomyślałem… Gdyby to wigilijne nagranie zrealizować w restauracji? Co? Dzieciaki miałyby tam tę swoją choinkę i wszystkie świecidełka… Ty byś zaoszczędziła czasu i energii. No i tam łatwiej byłoby wyeksponować nazwę knajpy. W ogóle byłoby…


BEATA

(nieprzekonana)

Ale to jakoś dziwnie… Wigilia w knajpie?


GRZEGORZ

(spogląda na żonę)

Przecież w końcu o knajpę tu chodzi. Co ty myślisz? Że ja cyrk z siebie i z was chcę robić tylko dla głupiego fejmu? To ma być reklama.


BEATA

(krzywi się)

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 23.01