E-book
16.38
drukowana A5
28.16
I że cię nie opuszczę…

Bezpłatny fragment - I że cię nie opuszczę…


5
Objętość:
93 str.
ISBN:
978-83-8221-027-9
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 28.16

Rozdział 1

Był piękny upalny dzień. Postanowiliśmy, że wybierzemy się nad Wisłę, by uczcić ostatnie dni bez szkoły.

— Kochanie, chodź tutaj! — krzyknęłam.

Pewnie zastanawiacie się kim jest chłopak, którego wołałam. To Stefan, mój ukochany. Niedługo minie 3 lata jak jesteśmy razem i wszystko na to wskazuje, że to ten jedyny. Byliśmy na plaży i cieszymy się ostatnimi chwilami wytchnienia. Za tydzień czekała nas szkoła. Kolejne kartkówki, sprawdziany i egzaminy, ale nie narzekałam. Po cudownym lecie z moim chłopakiem trzeba wrócić do szkoły, zdobywać doświadczenie i potrzebną wiedzę.

On kąpał się w Wiśle, a ja czytałam książkę. Gdy go zawołałam, usiadł przy mnie na ręczniku i chlapał mnie wodą.

Byłam wtedy piękną blondynką o kręconych, długich włosach i niebieskich oczach. Nigdy nie narzekałam na powodzenie u chłopaków, ale Stefan od razu zwrócił moją uwagę. Wyróżniał się wśród innych chłopców. Był zawsze bardziej dojrzały od swoich rówieśników, a mnie traktował najlepiej jak mógł. Za to go kochałam. Za to że martwił się o mnie bardziej niż o siebie. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Uwielbiałam jak w jego oczach widziałam, że jestem najważniejsza. Z rozmyśleń wyrwał mnie jego głos:

— Ty też powinnaś trochę popływać. Nie wiadomo kiedy znów tutaj przyjdziemy.

— Nie, nie mam jakoś ochoty, wolę sobie trochę poczytać, a ty okryj się ręcznikiem, bo się przeziębisz.

— Spokojnie nic mi nie będzie. Aż tak się o mnie martwisz?

— Oczywiście że tak, przecież cię kocham.

— Ja ciebie też. Bardzo. Jesteś moim największym szczęściem. — mówiąc to posłuchał się mnie i szczelnie okrył się ręcznikiem.

Stefan był równie przystojny jak i inteligentny. Wtedy, gdy tak patrzyłam na niego, jak cudownie promienie słońca odbijały się od kropel na jego włosach miałam świadomość jak bardzo mi na nim zależy. Kochałam go. Byłam pewna, że w chwilach zwątpienia wybrałabym jego. Następnie popatrzyłam się na jego umięśniony brzuch i ramiona podczas wycierania. Mogłam śmiało powiedzieć, że jestem szczęściarą. Kocham i jestem kochana, a to chyba najważniejsze. Miałam wszystko czego mi trzeba.

— Czemu się mi tak bacznie przyglądasz? -zapytał

— Bo jesteś piękny.

Na te słowa uśmiechnął się do mnie, pochylił się nade mną i pocałował w usta. Położyłam się na ręczniku nadal go całując. Krople wody spływały z jego brązowych, kręconych włosów, a ja jedną ręką zaczęłam je mierzwić.

Później jak mi się znudziły, zaczęłam głaskać go po jego nagim torsie. Na chwikę oderwał się od moich ust tylko po to, by spojrzeć mi w oczy po czym złączył nas z powrotem w pocałunku. Po dłuższej chwili oderwał się ode mnie, pokazując bym się podniosła i usiadła obok niego. Oglądaliśmy zachód słońca wtuleni w siebie. Nasze dłonie złączyły się i nie chciały puścić. Słońce leniwie się chowało najpierw za most, później do wody aż w końcu całkowicie zniknęło za horyzontem. Nie chciałam iść do domu. Chciałam tu zostać już na zawsze. Z miłością mojego życia. Z nim mogłam zapuścić korzenie i rozkwitnąć jak najpiękniejszy kwiat. To on był moją wodą, moją glebą, moim słońcem. Wszystkim czym mi było do życia potrzebne.

Przy nim mogłam latać wysoko ponad ziemię. Z nim nic mi nie groziło. Nic nam nie było straszne, ponieważ przeszlibyśmy przez to razem. Był moją busolą, która zawsze wskazywała mi drogę do domu, gdy zabłądziłam. Moim domem były jego troskliwe ramiona w, które mogłam się schować przed szarą rzeczywistością. To on zawsze był przy mnie i niech tak zostanie. Dzisiaj. Jutro. Po prostu już na zawsze. Kochałam go. I już nikt i nic nie był w stanie nas rozdzielić.

Rozdział 2

— Co byś powiedziała na kino? — zapytał

— Świetnie. Dawno tam nie byłam.

— Podobno grają nowy film z Eugeniuszem Bodo.

— To na co czekamy chodźmy szybko.

Z nieba zaczęły lecieć krople letniego deszczu. Zapowiadało się na burzę. Zaczęliśmy biec do kina, żeby nie zmoknąć. Biegliśmy przez ciemne warszawskie uliczki oświetlane latarniami. Gdy znaleźliśmy się pod kinem, wyrównując oddech po biegu przyciągnęłam swoją miłość do siebie i zaczęliśmy się całować nie zważając już na deszcz.

Czułam przyjemny dreszcz, gdy na moje rozgrzane ciało spadały zimne krople deszczu. Czułam jak przyciąga mnie do swojego ciała ręką znajdującą się na mojej talii. Miałam już całą mokrą sukienkę, ale nie zważałam na to.Chciałam być blisko niego. Chciałam czuć jego ciepły oddech i czuć jego gorące usta na moich. Wtedy cały świat nie istniał.

Czas się zatrzymywał. Byliśmy tylko my dwoje. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy grzmot pioruna rozdzielił nas. Popatrzyłam w jego piękne oczy w, których widziałam tylko i wyłącznie dobroć i miłość. Uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam mu się na szyję. On czując jaka jestem zimna wziął mnie szybko na ręce i zaczął biec ze mną do swojego domu, by się ogrzać.

Mimo, że było już późno jego rodziców nie było w domu. On widząc moją minę powiedział:

— Dzisiaj poszli do teatru.

— Czyli jesteśmy sami?

— Tak.

— Powinnam się w coś przebrać. Nie chciałabym być chora w pierwszy tydzień szkoły.

Wtedy usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza.Stefan założył szybko suchą koszulę, a ja poszłam za nim do salonu. W drzwiach pojawili się rodzice mojego ukochanego. Było mi strasznie głupio, gdy zobaczyłam wzrok pani Dąbrowskiej na moim ciele.Dopiero teraz się zorientowałam, że moja sukienka trochę prześwituje. Stefan widząc moje zakłopotanie powiedział:

— Widzieliście jak się rozpadało. Chcieliśmy wraz z Anią pójść do kina, ale tak zaczęło padać, że pobiegliśmy do mnie, bo Ania mieszka znacznie dalej.

— Dobrze. Przecież nic się nie stało. Chodź, skarbie dam ci coś na przebranie.

— Dziękuję, pani. To bardzo miłe.

Pani Maria ma świetny gust. Mimo, że jest ode mnie starsza zawsze ubierała się z gracją i elegancją. Na przebranie dała mi czerwoną sukienkę z guzikami na plecach.

Poszłam do pokoju mojego chłopaka, by się przebrać, lecz gdy chciałam zdejmować już moją przemoczoną sukienkę wszedł do pokoju Stefan otulił mnie i obrócił tak bym patrzyła w jego piękne oczy. Zbliżył swoje usta do moich i ucałował mnie delikatnie.

— Ogrzałaś się już choć trochę?

— Tak. Proszę podziękuj mamie za tą sukienkę. Gdyby nie ona ciekawa jestem w czym bym wróciła.

— Nie ma sprawy. Dobrze wiesz, że moja mama cię wręcz uwielbia. Według niej nie mogłem lepiej trafić i w tym się z nią zgadzam.

Zaśmiałam się lekko i skradłam jeden pocałunek. Stefan pogłaskał mnie po ramieniu i wyszedł bym mogła się przebrać. Nie chce by Stefan myślał, że jestem desperatką. Czuję, że jestem gotowa, ale jeśli on chce poczekać to oznacza, że traktuje nasz związek poważnie.

Gdy wyszłam z pokoju do salonu Stefan już na mnie czekał. Wzięłam mokrą sukienkę i poszedł mnie odprowadzić. Na szczęście przestał padać już deszcz i czuć było rześkie powietrze.

Szliśmy w spokoju i w ciszy. Spletliśmy nasze palce ze sobą. Stefan odprowadził mnie pod same drzwi. Widziałam w jego oczach smutek, że się rozstajemy. Jutro znów go zobaczę. I pewnie pojawi się jeszcze dzisiaj w moich snach jak co dzień. Pocałował mnie znów namiętnie i poszedł.

Gdy widziałam jak się oddala z każdym krokiem moja tęsknota rosła. Patrzyłam tak na niego aż znikł mi z oczu. Spokojnie Ania przecież jutro go znów zobaczysz. Nie martwiąc się o nic weszłam do domu i poszłam spać. Znów byłam razem z nim. Z moim ukochanym.

Rozdział 3

Tydzień później

Był trzydziesty sierpnia. Jutro miała zacząć się szkoła. Z jednej strony cieszyłam się, ponieważ byłam ciekawa nowych rzeczy, lecz czułam również smutek z powodu rzadkich spotkań z moim ukochanym. Teraz siedzieliśmy w kinie na obiecanym mi wcześniej filmie. Mimo, że chciałam bardzo iść na tą premierę to nie byłam nią za bardzo zainteresowana. Wpatrywałam się w nasze splecione ręce. Podziwiałam miękkość i ciepło jego dłoni. Takie samo było jego serce. Przepełnione miłością i dobrocią, mało tego biło tylko dla mnie.

Gdy zobaczył, że nie oglądam spytał:

— Chcesz wyjść?

— Nie, spokojnie. Na chwilę się rozproszyłam. Wybacz.

Po seansie wyszliśmy i stanęliśmy znów pod „naszą"latarnią. Jak na wspomnienie minionych dni przyciągnęłam do siebie cały mój świat, a on przytulił mnie najczulej jak tylko potrafił oraz obdarzył mnie najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Nie chciałam go puścić. Chciałam być tylko przy nim. Gdy miałam jego, czułam, że posiadam wszystko. Z nim mogłam pójść na sam koniec świata. Tylko jego chciałam. Nikogo innego. Odsunął się ode mnie i poszliśmy do mojego domu. Tam Stefan nastawił radio, cały dom śpiewał wraz z nami Eugeniusza Bodo. Kiedy rozsiadłam się wygodnie na kanapie, wstał i wyciągnął ku mnie rękę.

— Mogę panią prosić do tańca?

— Oczywiście

Położyłam swoją dłoń na jego. Objął mnie delikatnie w talii i zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Podczas tańca patrzyłam cały czas w jego piękne oczy i myślałam sobie „Boże jak ja go kocham”.

Tańczyliśmy tak przez całą piosenkę a następnie ułożyliśmy się razem na kanapie. Stefan poszedł po książkę z naszymi ulubionymi wierszami i zaczął czytać. Kochałam chwile kiedy go słuchałam. Przymykałam oczy i dawałam się porwać w świat poezji. Sposób w jaki interpretował każdy wyraz przynosił mi ukojenie. Spędzaliśmy swój wolny czas jak typowa, młodzieńcza para. Z perspektywy czasu sądzę, że tamte lata były najpiękniejsze w całym moim życiu. Chciałam tak spędzać swój czas, lecz nie dane nam to było. Tego dnia wszystko było piękne, natomiast jutro miało przynieść niepewność i strach. Skończyła się nasza beztroska. Byliśmy zmuszeni szybko dorosnąć, walczyć o to co najważniejsze, o siebie nawzajem. W ciągu jednego dnia nasz idealny świat zmienił się w wyzwanie, które musieliśmy wygrać. Już niebawem wszystko co nam znane miało nie być takie samo.

Rozdział 4

Spałam jak zabita, kiedy obudziła mnie głośna praca...samolotów? Tak to były samoloty. Spojrzałam na zegarek było parę minut po siódmej nad ranem. Przestraszyłam się i poszłam do pokoju rodziców.

Gdy weszłam do nich wyglądali przez okno. Zwrócili się w moją stronę, a w ich oczach było widać strach. Pomyślałam: „Jezu co tu się dzieje”. Nagle coś wybuchło gdzieś w oddali.

— To bomba!!! -krzyknął tata.

— Jak to bomba? Co tu się dzieje? -zapytałam.

— Nie wiem, córeczko, ale wiem, że dzieje się coś niedobrego. Pewnie z Gdańska przenieśli się na nas.

Po tych słowach ja także się zmartwiłam. Przebrałam się szybko. Wybuchy ucichły. Czyżby to koniec? Oby tak. Musiałam iść do Stefana i sprawdzić czy aby nic mu nie jest.

Gdy chciałam już zakładać pantofle, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam zdyszanego mojego ukochanego. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam w nich troskę. Wszedł do przedpokoju i przytulił mnie jak najmocniej potrafił. Później podniósł do góry i pocałował. Gdy się od siebie oddaliliśmy powiedział:

— Musiałem cię zobaczyć i upewnić się, że nic ci nie jest. Tak się martwiłem. Słyszałem strzały i wybuchy i …

I przyłożyłam mu palec do ust, bo zaczynał mówić coraz szybciej i szybciej. Widziałam jak jego strach w oczach pomału ustępuje.

— Jestem tu. Nic mi się nie stało. Spokojnie. Już zawsze będę przy Tobie, rozumiesz?

— Tak. Nie wytrzymałbym gdyby Tobie się coś stało -powiedział.

Na te słowa w oczach stanęły mu łzy, podniósł moją dłoń sobie do ust i zaczął całować opuszki moich palców. W promieniach słońca dostrzegłam, że jego łzy lśnią na policzkach jak diamenty. Pochyliłam się w stronę jego twarzy i zaczęłam je scałowywać jego słone łzy.

— Zawsze będę przy Tobie. Zawsze. Niezależnie co się stanie. Będę z Tobą. Kocham Cię i nigdy nie przestanę.

— Ja Ciebie też kochanie.

Po długich namowach moi rodzice puścili nas na dwór. Szliśmy wraz ze Stefanem za rękę. Chcieliśmy się dowiedzieć co się dzieje. Gdy spacerowaliśmy po Starym Mieście zauważyliśmy zniszczone budynki, najpewniej zniszczone przez bomby. Słyszeliśmy tylko pogłoski o tym jak dzielnie walczą żołnierze z Westerplatte, od podróżnych o ostrzeliwaniu pociągów z ludźmi oraz alarmy lotnicze. Nic więcej. Nie mogłam tak stać bezczynnie nie wiedząc co nas czeka.Ciekawość wzięła nade mną górę. Podeszłam do starszego mężczyzny. Czułam na sobie wzrok Stefana, ale nie zatrzymałam się tylko spytałam.

— Proszę pana wie pan co się dzieje?

— To panienka nic nie wie?

— Niestety nie.

— Wszyscy mówią, że niemieccy żołnierze zaatakowali Warszawę.

— O nie. To nie może być prawda.

— Niedługo cała Polska będzie zajęta przez Niemców. To pewne.

Rozdział 5

Do oczu napłynęły mi łzy. Wtuliłam się w silne ramiona Stefana, a on delikatnie mnie objął. Czułam jak moje policzki robią się całe mokre. Oderwałam głowę od jego ramienia i wpiłam się ustami w jego. Czułam na ustach swoje łzy. Stefan również musiał je poczuć, bo oderwał się ode mnie, wytarł wierzchem dłoni słone krople i powiedział:

— Nie płacz proszę, bo mi serce pęka. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.

— A jeśli nie? To w końcu wojna.

— Ale jesteśmy razem i nic tego nie zmieni rozumiesz? Mi nic innego do szczęścia nie potrzeba tylko Twój uśmiech. Nie łzy. Chociaż nawet je kocham, gdy należą do Ciebie.

Mimowolnie się uśmiechnęłam. Zawsze wiedział co mi powiedzieć, bym choć na chwilę poczuła się lepiej. On też się uśmiechnął i przytulił mnie tak jak zawsze. Delikatnie, choć w tym słabym uścisku było czuć siłę jego uczucia do mnie. Siłę przerastającą wszystko inne. Tak bardzo chciałam zostać w ostoi jego ciepłych ramion już na zawsze. W moim azylu, gdzie nie było wojny, złości i agresji.Byłam tylko ja i on. Nikt więcej. Tylko my dwoje.

Stefan

~~~~~~

Kilka dni później

Wyszliśmy z Anią na krótki spacer korzystając z tego, że nie chodziliśmy do szkoły. Staliśmy tak wtuleni w siebie. Nic innego nas nie obchodziło. Trzymałem w swoich ramionach swój największy skarb. Swój cały świat. Widziałem w jej oczach strach. Ja też się bałem tego wszystkiego, ale nie bałem się o siebie, tylko o nią. Że coś się jej stanie. Że ją stracę, a tego bym nie przeżył.

Mimo, że sam byłem zrozpaczony z powodu ataku na naszą ojczyznę to nie chciałem tego po sobie pokazywać. Nie chciałem jej martwić. Mojej Anii. Mojej ukochanej na dobre i złe.

Z rozmyśleń wyrwał mnie niemiecki śpiew. Wziąłem Anię za rękę i poprowadziłem na bok ulicy, ponieważ przez środek rynku w Warszawie szło niemieckie wojsko. W pięknych mundurach, z uśmiechem na ustach śpiewali coś po niemiecku. Nie mogłem ich zliczyć. Było ich tak wiele.

Szli na Warszawę. Teraz wszystko było pewne. Właśnie byliśmy świadkami jak nasze miasto przestaje istnieć, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy.

Rozdział 6

Stefan

Widziałem jak w jej oczach pojawiają się łzy. Wiedziałem jaka jest delikatna i wrażliwa. Patrzyła na maszerujących żołnierzy i czułem jak cała zesztywniała. Była w krótkim rękawku, a zerwał się wiatr dlatego powiedziałem:

— Chodźmy do domu. Zimno ci.

Ona mnie zignorowała i ocierając łzę z policzka powiedziała załamanym głosem:

— Stefan co teraz z nami będzie?

Patrzyła tylko na mnie i czekała na odpowiedź. Sam nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Nie wiedziałem co będzie jutro. Co przyniesie następny dzień. Chciałem ją jakoś pocieszyć, ale jak skoro ona już straciła nadzieję? W jej błyszczących oczach, w których zawsze widziałem miłość i radość życia wtedy dostrzegłem tylko strach i łzy.

Przytuliłem się do niej, a ona wtuliła się we mnie tak mocno jakby chciała się ukryć w moich ramionach przed całym światem. Nie mogąc już na to wszystko patrzeć złapałem ją za rękę i poprowadziłem do mojego domu. Przez całą drogę nie odezwała się ani razu. Zaczynałem się coraz bardziej o nią martwić. Była taka drobna. Taka krucha, a ja musiałem uważać by nikt jej nie zranił. Lecz zawiodłem.

Gdy patrzyłem jak coraz bardziej zaczyna podupadać na duchu i ja cierpiałem. Chciałem jej jakoś pokazać, że nie jest sama. Że może na mnie liczyć. Że zawsze będę przy niej.

Otworzyłem drzwi i weszliśmy do salonu.

— Kochanie chcesz herbaty?

— Tak poproszę.

Uśmiechnąłem się do niej, a ona go odwzajemniła, ale bez takiego przekonania jak kiedyś. Postawiłem wodę na herbatę i wróciłem do mojej Anii. Siedziała na kanapie kiedy przyszedłem do salonu. Gdy patrzyłem na nią serce mi się krajało. Gdy ona cierpiała i ja cierpiałem.

— Kochanie proszę nie smuć się.

— Jak mam się nie smucić?

— Bo zastosuję moją tajną broń. Pamiętasz? Jeśli nie bedziesz się uśmiechać nie będę miał skrupułów.

Zauważyłem jak jej kąciki ust się pomału podnoszą a ja świętowałem. Ania miała straszne łaskotki. Zrobiłaby wszystko bym jej nie łaskotał ją. Teraz także podziałało.

Przybliżyłem się do niej i …zaskoczyła mnie. Obróciła mnie tak, że leżałem pod nią.Jej uśmiech jest taki piękny jakby cały świat się uśmiechał choć w zaistniałej sytuacji to było chyba niemożliwe. Chciałem zapamiętać jej uśmiech, jej słodkie dołeczki i zapach jej perfum.

Przybliżyła się do mnie i zaczęła mnie całować. Ja położyłem ręce w jej talii i gładziłem jej szczupłe ciało. Była piękna. Miałem niesamowite szczęście, że to właśnie mnie wybrała. Tylko mnie. Ona jest tylko moja a ja cały jej.

Chyba w takich okolicznościach najlepiej jest mieć kogoś przy swoim boku. A ja będę z nią już zawsze.

Gdy oderwaliśmy się od siebie, zasnęliśmy wtuleni w siebie. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie. Śniłem o niej nie zważając już na gotującą się wodę.

Rozdział 7

Stefan

Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. To moja mama wróciła z zakupów. Niewiele tego było. Teraz wszystko podrożało. Jadąc tramwajem teraz musieliśmy gnieździć się na tyłach, gdy część „nur fur deutsche” była cała pusta. Nie byli u siebie mimo to traktowali nasz kraj jak swoją własność. Pomogłem mamie rozpakować zakupy i wyszedłem do mojej ukochanej. Teraz się o nią jakby bardziej troszczyłem. Zresztą chyba trudno mi się dziwić. W zaistniałych okolicznościach każdy by się bał i martwił o swoją drugą połówkę.

Gdy tak szedłem ulicą Marszałkowską moją uwagę zwrócił plakat na, którym widniał napis: „Ojczyzna wzywa! Zaciągnij się w szeregi Armii Polskiej!”.

Idąc dalej cały czas myślałem o plakacie, który pewnie niedługo będzie ściągnięty przez niemieckich żołnierzy. Poważnie zastanawiałem się nad tym co zrobić. Wcześniej chciałem znaleźć sobie dobrą pracę, ale teraz po pierwszym września to wszystko się zmieniło. Na razie nic nie powiem Anii, bo pewnie niepotrzebnie by się zdenerwowała.

Jeszcze nie byłem pewny czy rzeczywiście chciałem się zaciągnąć. Co ja mówię! Chciałem. Chciałem pokazać tym szkopom gdzie ich miejsce, ale było coś jeszcze, co mnie tutaj zatrzymywało. Ania. Znienawidziłaby mnie za to, że zostawiłbym ją samą. Z drugiej strony to dobra i mądra dziewczyna na pewno by zrozumiała. Kochałem ją i to bardzo, ale w tamtej chwili musiałem wpierw zadbać o ojczyznę, a jeśli trzeba to i walczyć i przelać krew. Polska to tak dziwny kraj. Niepodlewana krwią żołnierzy zwiędnie na naszych oczach jak kwiat. Miałem mętlik w głowie. Najtrudniejszy wybór czy siedzieć w Warszawie z Anią i w nic się nie mieszać czy też walczyć, by pokazać, że my i tak się nie poddamy.

Idąc tak przed siebie nie wiedząc kiedy znalazłem się koło kamienicy Anii. Ona mieszkała na Starym Mieście ja z kolei w Śródmieściu. Bałem się tam wejść. Wiedziałem, że muszę jej prędzej czy później powiedzieć o moich myślach i jeszcze nie dokonanych postanowieniach.

Wskoczyłem szybko na schody i zapukałem do mieszkania numer 16 na trzecim piętrze. Otworzyła mi oczywiście Ania. Przywitał mnie jej pogodny uśmiech i jej troskliwe ramiona. Ucałowała mnie delikatnie w policzek i czekała aż ja także ją w taki sam przywitam, lecz tak się nie stało. Z jej twarzy zniknął uśmiech mimo to nie przestawała mnie obejmować. Nie wiem kiedy na moim policzku pojawiła się samotna łza. Ania szybko ją starła wierzchem dłoni. Widząc jej troskę w oczach próbowałem przestać, lecz w mojej głowie chodziła tylko jedna myśl. Myśl, która diametralnie zmieni nasze życie. Wywróci je do góry nogami. Miałem jej nie mówić o moich planach, lecz już postanowiłem. Poprosiłem Anię, żeby usiadła, ponieważ czekała mnie trudna rozmowa. Najtrudniejsza w całym moim życiu.

Rozdział 8

Anna

Miałam mieszane uczucia. Poprosił mnie bym usiadła, ponieważ chce mi coś powiedzieć. Czyżby chciał ze mną zerwać? Znalazł sobie inną? Nie wiem. Nic innego nie przychodziło mi do głowy. Bałam się tego co chce mi powiedzieć. Pragnęłam by przerwał moją katorgę. Moje rozmyślenia przerwał jego smutny głos:

— Aniu… ja… ja chcę wstąpić do wojska.

Nie mogłam tego słyszeć. Już bym chyba wolała, żeby ze mną zerwał dla innej. Chociaż wtedy miałabym pewność, że żyje, a teraz miałam codziennie myśleć czy do mnie wróci czy też nie. Do oczu napłynęły mi łzy. Z bezsilności zaczęłam go walić pięściami po klatce piersiowej.

— Czemu mi to robisz? Czemu chcesz mnie zostawić samą? Ja sobie nie poradzę bez Ciebie. Nie chcę. Prędzej zginę, niż będę sama. W takim razie ze mną zerwij. Będzie mniej bolało niż wiadomość o Twojej śmierci. Nie zniosę tego. Nie dam rady.

On jedynie zacisnął swoje dłonie na moich nadgarstkach bym go dalej nie biła. Nie wiedziałam już co robić. Przegrałam. On już zdecydował. Widziałam to w jego oczach. Był zawsze taki uparty. Wtuliłam się w jego silne ramiona i wybuchłam gromkim płaczem. Czułam jak jego całe ciało się napięło i też zaczął płakać.

— Nie zostaniesz sama… ja gdzieś zawsze będę. W twoim sercu… w myślach i wspomnieniach. Dla mnie to też jest trudne, ale ja chce walczyć. To mój wręcz obowiązek, zresztą i wolna wola. Nie mam zamiaru patrzeć codziennie na represje i mieć świadomość, że nie zrobiłem nic by temu zaradzić. Proszę… zrozum mnie.

— A co jeśli do mnie nie… wrócisz? -zapytałam łamiącym się głosem.

Nastała chwila ciszy. Pewnie zastanawiał się co mi odpowiedzieć. Kiedy miałam już mu coś powiedzieć, on był szybszy.

— Wtedy zakochasz się w kimś innym. Weźmiecie ślub. Będziecie mieli dzieci, a ja będę na zawsze w twoich wspomnieniach. Będę nad Tobą czuwał, by nie stała Ci się żadna krzywda.

— Ja nie chcę nikogo innego… ja chcę ciebie i tylko ciebie.

— Wiem kochanie...ale i tak nic nie wpłynie na moją decyzję. Ja już postanowiłem.

Nie miałam już siły płakać i mówić. Położyliśmy się razem na łóżku. Odwróciłam się w jego stronę i chciałam go jak najlepiej zapamiętać. Jego włosy. Jego piękne oczy teraz wykrzywione bólem. Jego dłonie. I oczywiście usta, które zawsze wiedziały jak mnie pocieszyć.

Położyłam się na jego klatce piersiowej i słuchałam jak bije jego serce. Możliwe, że już niedługo zamilknie. Na ta myśl znów wybuchłam płaczem, a on objął mnie i ucałował w czubek głowy. Nie, nie mogłam tak myśleć. On wróci. Musi. To tylko chwilowe rozstanie umocni nas w tym uczuciu. Wiedziałam, że wkrótce jego pocałunki staną się jedynie wspomnieniami, a tęsknota nie będzie pozwalała normalnie funkcjonować.

— Będę pisać listy. Obiecuję.

— Ja chciałabym byś był przy mnie. Listy to tylko zbiór słów, obecność jest czymś innym. -odpowiedziałam.

Jeszcze jedno pytanie dźwięczało w mojej głowie.

— Kiedy mnie opuszczasz?

— Za tydzień.

Zacisnęłam mocno moje powieki, żeby się nie rozpłakać. Tak mało czasu. Za jakie grzechy to wszystko się działo. Nagle Stefan gwałtownie się poruszył. Widziałam w jego oczach, że wpadł na jakiś pomysł. Już miałam się do niego przytulić kiedy on złapał mnie za dłonie i powiedział:

— Wyjdź za mnie!

Zaskoczenie odebrało mi mowę. Kiedy w końcu doszłam do siebie wypowiedziałam tylko:

— Co? Zwariowałeś? Jesteśmy za młodzi.

— Wyjdź za mnie. Bądź moją żoną! Możemy się orzenić jeszcze przed moim wyjazdem. Bądź tylko moją, proszę.

— Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Wydobyłam z siebie tylko:

— To nie może się udać!

— Wiem. Dlatego w to wierzę. Więc jak?

Nie musiał długo czekać na odpowiedź.

— Oczywiście, że się zgadzam.

Na moje słowa porwał mnie w objęcia, zakręcił mną w powietrzu i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.

Rozdział 9

Ania

~~~~~

Dwa dni po oświadczynach dostałam od Stefana pierścionek po jego mamie. Był piękny. Duży, złoty z brylantem koloru czerwonego. Nadal nie mogę uwierzyć, że już za kilka dni będę zamężna. Kochałam Stefana i chciałam z nim być już na zawsze, lecz jedna rzecz nie dawała mi spokoju, mianowicie „jak jemu się coś stanie na froncie?”. Postanowiłam, że z nim jeszcze o tym porozmawiam. Może jakoś wpłynę na jego decyzję.

Postanowiłam, że założę jego ulubioną czerwoną sukienkę z dość dużym dekoldem i guziczkami na plecach. Pierścionek wciąż tkwił na mojej dłoni i idealnie współgrał z moją kreacją. Wyszłam z swojego pokoju i udałam się do ganku, gdzie założyłam swoje czerwone buciki na lekkim obcasie. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że może być mi trochę zimno w krótkim rękawku, dlatego też wróciłam się po biały sweterek w czerwone różyczki i po małą, czerwoną torbę-kopertówkę. Postanowiłam także lekko pomalować usta na czerwono i spiąć włosy w eleganckiego koka. Przejrzałam się w lusterku jeszcze raz upewniając się, że wyglądam ładnie, wyszłam z domu i udałam się do Stefana.

Idąc przez moje miasto czasami go nie poznawałam. Kiedyś było inne, weselsze. Wydawało mi się, że ludzie żyją, bo muszą. Już nikt nie mówił „dzień dobry”, mężczyźni nie uchylali kapelusza. W oczach przechodniów było widać przygnębienie i strach przed represjami ze strony Niemców.

Przechodząc na drugą stronę ulicy stanęłam jak wmurowana. Na balkonie jednej z kamienic zwisały wisielce. Zaczęłam ich liczyć. Dziewięć dusz straciło życie. Smutek schwytał moje serce i nie mogąc już dłużej patrzeć na tych biedaków pobiegłam czym prędzej do Stefana.

Wbiegłam na schody i zapukałam do drzwi. Otworzył mi mój narzeczony. Widząc moje zaskoczenie i strach przytulił mnie do siebie i spytał:

— Kochanie, co się stało?

— Widziałeś co Niemcy zrobili? Powiesili dziewięć osób! Niewinnych ludzi!

— Wiem. Widziałem. Chcą u nas wzbudzić strach nic więcej.

— Udaje im się to doskonale.

— Nie mów tak. Nie pozwolę by coś ci się stało.

— Jak? Przecież będziesz tu jeszcze tylko tydzień i właśnie o tym musimy porozmawiać.

— O moim wyjeździe?

— Tak.

— Kochanie ja już powiedziałem, że podjąłem decyzję i jej nie zmienię.

— Ale Stefan! Nie zostawiaj mnie tu samej. Bez Ciebie nie ma mnie. Zostań ze mną. Ja już nie proszę, ja błagam!

Czułam jak do moich oczu napływają łzy. Nogi miałam jak z waty i musiałam się przytrzymać stołu w salonie by się nie przewrócić. Widziałam jak Stefan przeżywa katorgę widząc mnie całą zapłakaną i to jeszcze z jego powodu, ale to dobrze może moje łzy na niego jakoś wpłyną. Może niektórzy pomyślą, że postępuję samolubnie, lecz ja po prostu się o niego martwię. Że już nigdy do mnie nie wróci. Że może słucham jego bicia serca ostatni raz. Ja po prostu tak nie mogłam. Nie mogłam żyć w niepewności czy on żyje czy też zginął. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Stefana:

— Kochanie proszę nie płacz. Nie mogę patrzeć jak płaczesz.

— A ja nie mogę patrzeć na Ciebie i nie wiedzieć czy jeszcze kiedykolwiek Cię zobaczę!

— Zobaczysz mnie. Wrócę. Przecież mam do kogo. Do mojej przyszłej żony, która będzie na mnie czekać. Będę ostrożny. Nie martw się.

Wtedy wiedziałam, że już nic nie wskóram. Stefan był pewny tego co robi, a mi nie pozostało nic innego jak zaakceptowanie jego decyzji. Więc odpowiedziałam tylko:

— Dobrze.

— Kocham Cię.

— Ja Ciebie też.

Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać o zbliżającym się ślubie. Jutro miałam iść z mamą wybrać suknię ślubną, kwiaty i welon, lecz wtedy nie miałam w głowie zakupów. Nastawiłam radio, a do naszych uszów dostała się melodia „Chryzantemy złociste”.

Zatraciłam się w melodii, kiedy Stefan powiedział:

— Mogę prosić moją narzeczoną do tańca?

Bez słowa podałam mu rękę i zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki.

Rozdział 10

Anna

Ten tydzień minął tak szybko. Już za kilka godzin miałam wyjść za mąż za moją największą miłość. Ze ślubu cieszyłam się niemiłosiernie, lecz myśl, że to jedno z naszych ostatnich przeżyć była nie do zniesienia.

Mama szykowała moją fryzurę bym wyglądała jak najlepiej przed ołtarzem. Lekko się stresowałam choć wiedziałam, że słusznie robię wychodząc za Stefana. Chciałabym przytulać go do siebie cały czas jak najmocniej, by nigdzie ode mnie nie uciekł. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Czemu właśnie nam przyszło żyć w tych nieludzkich czasach? Czemu nie możemy jak normalni ludzie wziąć ślub i być ze sobą już na zawsze? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy:

— Nie płacz kochanie. On wróci. Zobaczysz. A tam na froncie jestem pewna, że będzie cały czas o Tobie myślał. Widać jak bardzo cię kocha. Wiem, że ci jest ciężko, lecz wszystko się jakoś ułoży. Zawsze byłam pełna podziwu jak bardzo jesteście za sobą. To wręcz nie spotykane. Jeszcze nie spotkałam kogoś kto by tak mocno kochał dziewczynę jak on Ciebie, dlatego wróci cały i zdrowy.

— Dziękuję mamo.

— Nie ma za co, a teraz nie marz mi się, bo chcę cię ładnie umalować. Stefan padnie na twój widok. Idź załóż suknię.

Wykonałam polecenie mamy i wróciłam. Miałam na sobie białe pantofelki na lekkim obcasie i piękną, długą suknię z koronkowymi rękawami i białą wstążką w pasie. Mama już mnie w niej widziała, gdy ją wybieraliśmy, lecz teraz przyłożyła dłonie do twarzy, a po jej policzku popłynęła samotna łza. Podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno.

— Nie płacz mamo.

— To ze szczęścia. No cóż tylko ty mi tu nie becz. Choć umaluję cię.

Usiadłam z powrotem, a mama zaczęła się krzątać koło mnie. Gdy skończyła swoje dzieło, przyjrzała się mi i zniknęła w sąsiednim pokoju. Gdy po paru minutach przyszła miała ze sobą białe pudło z, którego wyciągnęła piękne białe rękawiczki, welon i niebieską broszkę.

— Należała do Twojej babci. Dała mi ją kiedy ja wychodziłam za mąż za Twojego tatę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 28.16