E-book
6.83
Homo homini lupus est

Bezpłatny fragment - Homo homini lupus est

Czyli pierwszy blog o starszakach


Objętość:
178 str.
ISBN:
978-83-8104-027-3

Dla naszych dzieci, aby nigdy nie wątpiły, że bardzo je kochamy!


„… żeś z duszą, snem zżartą

Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze

Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą

Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.”

Wilczyczka za Bolesławem Leśmianem

23/05/03

Pomysłowy Dobromir


Dzisiaj opowieść o Wilku któremu zepsuł się samochodzik. Niezawodna włoska technologia…

A było to tak:

Kiedy Wadera odwoziła starsze wilcze szczenię do przedszkola zostawiła wilkowóz przed przedszkolem. Ale kiedy wróciła po 2 minutach pojazd nie dawał znaku życia. Zadzwoniła do mnie i do swojej mamy o podwózkę. Wilkowóz zepchnęła na plac zabaw i pojechała na polowanie (do pracy).

Po moim polowaniu przyjechała po mnie drugim wilkowozem i odpaliliśmy go „na kablach”. Przyjechaliśmy do nory a po obiedzie zabrałem się za „naprawę”.

Wszystko wskazywało na to, że zepsuł się akumulator — ale żeby być pewnym zawołałem ojca.

Razem wybadaliśmy że na pewno to akumulator i że trzeba jechać do sklepu.

W sklepie się zaczęło: nie było dokładnie takich jak potrzebowałem — wiec wyszedłem spytać ojca czy może być mocniejszy. Powiedział że tak.

Kiedy go kupowałem to przy przekładaniu (to było w supermarkecie — inne sklepy już pozamykane) polałem się tym kwasem co jest w środku. Całą łapę miałem w tym kwasie, a kolejka do kasy była duża. Patrzyłem na dłoń i czekałem co się będzie dziać — coś mnie zaczęło szczypać pod obrączką — to ją przełożyłem na drugą łapę. Jakoś dotrwałem — i pobiegłem umyć ręce.

Kiedy już go przywieźliśmy do domu okazało się, że jest nie tylko za mocny ale też za duży gabarytowo. Postanowiliśmy, że nie będziemy go już zwracać tylko tak przerobimy w aucie, że się zmieści.

Wiec poszedłem po szlifierkę kątową.

Powiedziałem jeszcze do taty — „Ale trochę strach, bo tu dużo kabli " — wiec ojciec pousuwał wszystkie na bok.

Jak się okazało — nie wszystkie…

Przeciachał jakąś wiązkę — 5 kabli całkiem przecięte a 2 ponacinane…

No to poleciałem po lutownicę.

Okazało się, że moja lutownica za słabo grzeje i nie da się nią lutować. No to ojciec do auta i do domu po swoją ( 6 km w jedną stronę). Na końcu jak już kończył lutować to przyszedł ten wujek z Niemiec co to u nas jest i zaczął się wypytywać co się stało.

Na szczęście sam powiedział: „Co? Kabel się przetarł pod tym akumulatorem?” — na co ja skwapliwie przytaknąłem, żeby nie rozbić dalszego widowiska…

ufff…

dobrze że to już dzisiaj…


23/05/03

Thanx God it«''»s Friday!


Kupowanie niepasujących rzeczy staje się powoli moją specjalnością. Wczoraj kupowałem klamkę — bo stara została Niemieckiemu wujkowi w ręce. Oczywiście zmierzyłem wszystkie możliwe wymiary oprócz jednego: odległości klamki od dziurki od klucza — no i oczywiście ten wymiar nie pasował.

Uruchomiłem jednak mój nowy nabytek — czyli szlifierkę kątową za bajońska sumę 40 PLN i szast-pras dziurka na klucze wydłużyła się do gigantycznych rozmiarów. Następnie znalezionym w szufladzie po dziadku złodziejskim pilniczkiem (taki mały, poręczny i bardzo ostry) dopiłowałem do rozsądnych kształtów. Niech teraz mi tylko ktoś zacznie narzekać że nie potrafi kluczem do dziurki trafić: niemożliwe!

Wilczyca idzie dzisiaj — biedactwo — na całonocny dyżur, wilczki już wiedzą co będzie na kolację — jak stary wilk zostaje sam w domu to musowo będą naleśniki. Jeż też opcja na pizzę — ale to zależy czy znajdę gotowe spody w sklepie.

W lodówce mrozi się też piwo ratunkowe.

Ratunkowe dlatego — że wypija się duszkiem kilka łyków tuż przed tym, jak babcia przychodzi prosić aby przywieźć lub odwieźć Niemieckich wujków skąś-tam. Potem trzeba rozłożyć ręce i ze zbolałą miną

— „oj ja chętnie ale… — ...może zadzwonią po taksówkę… — …taki pech… — gdybym wiedział wcześniej…”


26/05/03

Lepszy dzień


Z życia admina — autentyczne, moje:

— „Panie Informatyku! Dyskietka nam się zepsuła — potrzebujemy nowej!”

— „Nie ma sprawy — już daję.” „Proszę”

po chwili

— „Ale ta też jest zepsuta!”

— „OK — teraz dziadostwo robią — proszę następną, sprawdziłem.”

po chwili

— „Proszę Pana, ta też jest zepsuta.”

— „OK idę zobaczyć”

Poszedłem, zobaczyłem — dyskietka działa, ta pierwsza, druga i trzecia… hmm

— „Proszę mi pokazać jak Pani to robi” — zwracam się do pracownicy zgłaszającej błąd.

— „Oczywiście, program mówi: proszę włożyć dyskietkę i nacisnąć Enter, więc ja wkładam dyskietkę i naciskam Enter”

w tym momencie faktycznie wkłada prawidłowo dyskietkę i mówiąc „Naciskam Enter” naciska przycisk na obudowie służący do wyciągnięcia dyskietki z napędu.

Jestem dzielny, przygryzam policzki od wewnątrz — chyba krwawią…

— „Proszę Panią ENTER jest TUTAJ…”

— „Ahaa…”

Odchodzę pomalutku i myślę: " Babka pracuje przy tym od co najmniej 3 lat — chyba miała dzisiaj dobry dzień i szybciej przycisnęła ENTER…”


26/05/03

alef zero


— „Tatusiu, a morze to jest takie niekończliwe. Jezioro jest kończliwe — bo widać drugi brzeg — ale morze jest takie niekończliwe


26/05/03

Świadomy konsument


Świątynia amerykańskiego konsumpcjonizmu — McDonald. Ja kupuję kawę i gorące ciastko, Wilczyczka kręci się koło mnie. Widząc że na „Happy meal” nie ma szans zauważa baloniki.

Teatralnym szeptem: " Tato, ja chcę balonik” — zwraca uwagę miłej pani. Ona „przypadkiem” usłyszała i wręczyła balonik. Wtedy Wilczyczka, już pełnym głosem i z nutką oburzenia:

— " No a Paweł to co?”

Stado to stado…


26/05/03

Sokole oko


W sobotę wilcze stado wybrało się do Zoo. Ponieważ Wilczyca była bardzo zmęczona nocnym dyżurem, została sobie w Dolinie Dinozaurów a reszta stada poszła pooglądać zwierzaki. Widzieliśmy słonie — żebraki, hipopotamy — wygłupiaki, żyrafy, węże, małpki i inne zwierzaki, nie doszliśmy jednak do drapieżnych kotów.

Wieczorem przed zaśnięciem pytam młodszego wilczka:

— „Jakie zwierzątka widziałeś w ZOO i które Ci się najbardziej podobało?”

Wilczek na to: „Lyś”

Ale gdzie Ty rysia widziałeś?

No tam w lasku za dzewkami…

Hmm

m … uciekł był jakiś?


26/05/03

Solidarność plemników


Musiałem zostać na jakiś czas z wilczętami. Starsza Wilczyczka poszła „na chwile” do babć a ja musiałem zejść na chwilę do piwnicy po coś ważnego. Wziąłem więc za rękę małego wilczka i poszliśmy razem. Na schodach spotkaliśmy babcie wilkową.

— „Chodź do nas Pawełku” — mówi babcia.

A wilczek na to: — „Nie! Idę s tatusiem. Chłopy to chłopy!”


28/05/03

Show must go on


W środę starsze wilczę wystąpi przed zgromadzoną publicznością jako Indianka z plemienia „brudne stopy”. Przedstawienie to odbędzie z okazji połączonych Świąt matki i ojca. Jestem zaproszony na 16-tą — i mam zamiar pójść jakiem Szary wilk. Przygotowania są prowadzone w atmosferze tajemniczości. Mieliśmy jedynie dostarczyć obszerny T-shirt w indiańskich kolorach, pióra i koraliki. W akcję gromadzenia piór zaangażowaliśmy dziadków. Spisali się dzielnie przywożąc z wycieczki górskiej wyrwane indykowi skrzydło. Skrzydło było całe pozyskane ze zwłok indyczych. Pomimo to, rozniosła się wieść, jakoby to dziadki nieszczęsnego ptaka przydybali i żywcem owego skrzydła pozbawili.

Wilcze przekazało tę wiadomość do przedszkola bawiąc całą kadrę pedagogiczną.


29/05/03

Money makes the world go round.


Wieczorkiem, tuż przed spaniem, młodszego wilczka opanowała pasja kolejarska. Uciekał przed myciem i tylko krzyczał: " Ja kce kolejkę, ja kcę kolejkę”.

Więc ja zastosowałem standardowy tekst o chceniu: „A ja chcę willę z basenem i nowego mercedesa. O!”

Wilczek nie zastanawiając się długo odpalił: „Ale ja zia to wsiśtko nie ziapłace.”


02/06/03

Westchnienie


Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce!

Brrr


02/06/03

Wilczy pęd :-)


A propos nóg.

Szary wilk ma już 30-tkę na karku. Wracał sobie na rowerku z pracy. Piątek po południu — słońce mocno grzeje a on na swojej czarnej maszynie o nazwie „Ragazzi” pedałuje ubrany po biurowemu a krawat wesoło powiewa wokół szyi. Jednym słowem widok śmiesznawy.

Na przejeździe kolejowym spotyka trzech chłopaków ok. 18 latek każdy. Siedzą na tuningowanych rowerach górskich i pobłażaniem patrzą na staruszka na rowerku.

Szlabany się podniosły i cała grupa ruszyła. Oczywiście młodziki ruszyły przodem pedałując mocno i oglądając się za siebie.

O dziwo staruszek bez dużego, widocznego wysiłku trzyma się im na ogonie i rozgląda spokojnie na około ( to było na prawdę piękne popołudnie).

Droga zaczyna się powoli podnosić aby w końcu stać się wcale niezłym i długim podjazdem. Ale na początku wznosi się leciutko, więc najlepiej przypakowany małolat ucieka do przodu. Po kilkunastu metrach peleton rozciąga się a droga zaczyna wznosić coraz mocniej.

I wtedy dzieje się coś dziwnego.

Staruszek na rowerku naciska troszkę mocniej na pedały i dwaj młodzieńcy zostają w tyle. Kąt nachylenia drogi rośnie, a wilczysko staje na pedałach i ucieczka pakera zlikwidowana.

Na tym raczej się nie kończy, po chwili dystans jeszcze bardziej się zwiększa — do około 50 metrów i po kilku chwilach szary wilk niknie za zakrętem.

A za zakrętem wilcza nora.

Wilk stoi sobie otoczony witającymi go wilczętami i wilczycą a za chwilkę z baaardzo niemądrymi minami defiladują wyprzedzone młodziki.

Nie oceniaj po pozorach… hihi


03/06/03

Dzień wilczka


„To będzie miły dzień” — powiedziało starsze wilczę w niedziele rano.

Faktycznie dzień zapowiadał się miło — rano wilczki obudziły się w pokoju wypełnionym nadmuchanymi balonami. Po śniadanku Wilczyczka pojechała ze mną do kościoła w nowej sukience i po drodze czekała ją następna niespodzianka: w naszym Kościele w niedzielę był odpust. Cała ulica zastawiona kolorowymi straganami. Ale ze względu na instynkty stadne nie zatrzymaliśmy się, tylko pojechaliśmy po młodszego wilczka.

Razem wpadliśmy w alejkę pomiędzy straganami i zaczęło się polowanie. Młodszy wilczek bardzo chciał jakiś samochód — ale ponieważ wiedziałem co przywiozą wilcze dziadki — skierowałem jego uwagę na plastikową lornetkę. Mocnym kandydatem była również plastikowa kosiarka — ale cena była troszkę zaporowa.

Za to starsze wilczę wybrało sobie ładny prezent. Zrobioną przez chińskich więźniów, bambusową klatkę ze sztucznymi ptaszkami które ćwierkają na odgłos klaśnięcia.

Kiedy wracaliśmy po obwitych łowach, starsze wilczę odezwało się w te słowa: " Ale jesteś kochany tatuś, że kupiłeś mi taka ładną klatkę, zawsze o tym marzyłam.”

Młodszy wilczek zapewnił mnie o tym samym w odniesieniu do „lolnetki”.


Po powrocie wilczki nie mogły się doczekać na zapowiedzianą na obiad wizytę dziadków. Było to podejście z lekka materialistyczne, ale kto by się nie cieszył na obiecane prezenty. Szczególnie, że była to z dawna obiecana aluminiowa hulajnoga a dla młodszaka autobus przegubowy z otwieranymi drzwiami.

Ogólnie dzień dziecka minął w naszej norze dość wesoło, pomimo popołudniowej burzy i perspektywy, że jutro jest poniedziałek i znowu trzeba będzie pójść do przedszkola.


Pomimo wspomnianego dnia, wilczki wieczorem niestety musiały pójść do kąpieli.


05/06/03

Wielkie zawody


Wczoraj z okazji dnia wilczka przedszkole zorganizowało rodzaj festynu połączonego z różnymi zawodami i grami zespołowymi. Kiedy doszedłem tam z pracy Wilczyca akurat przygotowywała się do zawodów w przeciąganiu liny. Oczywiście starsza Wilczyczka spłakana stała obok uspokajana przez panie z przedszkola. Młodszy wilczek z czapką założoną daszkiem do tyłu bawił się świetnie. Skakał po rozstawionych plastikowych domkach i zawierał nowe znajomości. Drużyna wilczycy zwyciężyła i wszyscy otrzymali prezenty — były to te miśki-plecaczki z herbaty Saga. (ups — to chyba kryptoreklama).

Do następnych zawodów wystąpiłem osobiście. Polegały na rzucaniu do obręczy woreczków z grochem.

Siłą zaciągnąłem Wilczyczkę i ta oczywiście jak już się uspokoiła to wrzuciła dwa woreczki w centrum koła bez problemu ( ja o mało nie chybiłem). Dostaliśmy drugi plecaczek i oba wilczki były już sprawiedliwie obdzielone.

Ogólnie zabawa była przednia i byliśmy pełni podziwu dla pań przedszkolanek za tak dobrą organizację. Dostaliśmy tam nawet po grzanej kiełbasce i kawałku ciasta z kawą.

Wilczyczka wieczorem określiła dzień jako „dziwny” — co oznacza mniej więcej w jej terminologii, że mieliśmy racje przymuszając ją do rzeczy które nie lubi ale, że się jej podobały.

To tak jak w definicji Tyma słowa „ambiwalentny”

Ambiwalentne uczucia to jak widzisz kiedy Twoja teściowa spada w przepaść w Twoim nowym samochodzie.


06/06/03

Specjalista


Dzisiaj rano wilcze stado zaintrygował dziwny dźwięk dochodzący zza okna. Jako wytrawny myśliwy rozpoznałem w nim okrzyk godowy bażanta. Rzeczywiście, na zarośniętej łące rozciągającej się pod naszymi oknami dumnie spacerował samiec bażanta, pyszniąc się swoimi barwnymi piórami. Pokazałem go małemu wilczkowi i wytłumaczyłem, że to bażant.

„Ładny baziant” — zachwycił się wilczek.

„Idź powiedz mamusi co widziałeś” — zaproponowałem.

Wilczek pobiegł do kuchni i wykrzyczał radosną nowinę: „Mamusiu widziałem BARANA”

Kiedy już wytłumaczyliśmy mu subtelna różnicę, wilczek znowu wsłuchał się w odgłosy wydawane przez tokującego bażanta i spytał: " A dlaciego on tak ścieka?”


09/06/03

Dziwny jest teeeeen świaaaat…


Aby dotrzeć do opowieści Wilczyczki o przygodach przedszkolnych trzeba wykazać się dużą cierpliwością i sprytem. Zwykłe pytania zbywane są najczęściej dyżurnym: " Aaaa… nic”.

A mnie wczoraj udało się dotrzeć do miłosnych tajemnic mojej córki.

Sytuacje ułatwił fakt, iż byliśmy długo razem na osobności ( spróbujcie domyć takiego wilczka po całym dniu brykania na podwórku). Kiedy właśnie szorowałem jej kolana nie będąc pewny, czy kolor który mają to efekt opalania, wywrotek na hulajnodze czy po prostu „Matka Ziemia”, Wilczyczka z rozmarzonym wzrokiem powiedziała: „Wiesz tatusiu, a wczoraj Krzysiu pogłaskał mnie, o tak…” — i pogłaskała się po policzku.

Zrobiłem zaraz pokerową minę — bo wiem, że zbytnie zainteresowanie może ją spłoszyć.

— „Taaak? A kiedy to było i co Ci powiedział?” — zapytałem od niechcenia.

— „Nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął i mnie pogłaskał.”

— „O, to miłe, a Ty też go pogłaskałaś?”

— „Nie! To chłopaki powinny całować dziewczyny a nie odwrotnie” — szczerze oburzyła się Wilczyczka.

 „Hmmm, a mówiłaś, że cię pogłaskał — to co z tym całowaniem?”

— „No nic, z głaskaniem jest tak samo.”

— „Aha…”

Zapadła chwila ciszy rozpraszana szumem lejącej się hektolitrami wody.

Przerwała ją Wilczyczka:

— „Ale on najpierw był bardzo niedobry dla mnie, kiedy byliśmy na podwórku!”

— „A co robił?”

— „No, zabierał mi klocki”

— „A Ty co wtedy mu powiedziałaś?”

— „Nic, tylko zrobiłam Groźną Minę” — tu nastąpiła prezentacja Groźnej Miny.

Znowu chwila zadumy.

— „Ale dziwni Ci chłopcy, wiesz tatusiu, najpierw mi nadokuczał, a potem mnie pogłaskał.”


Oj Wilczyczko — żebyś wiedziała jak dziwne są dziewczyny…


09/06/03

Wierszokleta


W niedziele rano zaintrygowała nas dłuższa nieobecność młodszego wilczka. Nie było go przy nas w kuchni, nie było też w jego pokoju. Usłyszeliśmy za to jego głosik recytujący coś zawzięcie z naszej sypialni. Kiedy tam zajrzeliśmy ukazał się naszym oczom następujący widok:

Wilczek siedział sobie zadowolony na naszym zaścielonym już łóżku (oczywiście w swoich brudnych, podwórkowych sandałkach) na kolankach miał rozłożoną książkę z wierszykami Brzechwy i „czytał”:

— „Jaskółko, jaskółko, powiedz mi coś na uszko! Nic Ci nie powiem bo jesteś plotkarz — wszystkim powiesz”

i tak w kółeczko.

Widać było, że tekst nie jest w pełni doskonały dlatego za chwilkę usłyszeliśmy zremasterowaną wersję:

— „Kurko, kurko, powiedz mi coś na uszko…”


09/06/03

Córka miłosierdzia


Ten weekend nie był dla mnie najlepszy. Od tygodnia trzyma mnie jakieś choróbsko — tak, że nawet wilczyca rozważa zaaplikowanie mi „czegoś mocniejszego”.

Tak, czy inaczej po niedzielnym obiedzie dostałem dyspensę na poobiednią drzemkę.

Oczywiście leżący bezproduktywnie tatuś skusił Wilczyczkę. Najpierw po cichutku wśliznęła się do sypialni i cichutko położyła się koło mnie.

Następnie powierciła się i przykryła mnie malutkim kocykiem pod którym zwykle sypia mały wilczek.

Znowu się powierciła i aby już w pełni dać upust swoim macierzyńskim uczuciom zadecydowała: „Coś Ci przeczytam tatusiu”.

Jak powiedziała, tak zrobiła. Otwarła z hukiem drzwi i dalej przegrzebywać swoje półki w poszukiwaniu „odpowiedniej” lektury. Znalazła takową i wróciła do mnie. Słyszałem jak kartkuje książkę i wreszcie usłyszałem to czego spodziewałem się od początku:

— „Tatusiu może Ty mi poczytasz?”

— „Oczywiście”…


10/06/03

Definicja


Mały wilczek maszeruje w piżamce w małpki przez kuchnie, patrzy sobie w małe lusterko i mruczy pod nosem: „idiota, idiota…”

— „Co Ty mówisz wilczku?” — pytam.


Wilczek nie zmieszany: „Idiota”

— „A co to znaczy?” — pytam.

I tu następuje ciąg dość interesujących definicji.

— „Idiota to jest jak jest wojna”

— „Hmm, jaka wojna?”

— „No w Ilaku”

— „A co jest w Iraku?”

— „No wojna, żołnierze strzelają z karabinów.”

— „Do czego strzelają?”

— „No do POTWOLÓW!”

— „No to co z tym idiotą — co to jest?”

Tu widzę, że definicja jest tworzona on-line: „Idiota to taki duzi, duzi ziamek.”

— „Uff, rozumiem…”


10/06/03

Pogromca POTWOLÓW


Mały wilczek od dłuższego czasu przybiegał do nas wieczorem, już po położeniu go do łóżeczka z informacją, że się boi POTWOLÓW. Oczywiście zaglądanie pod łóżko i otaczanie pluszowymi zabawkami wiele nie pomagało. Dlatego postanowiłem przyspieszyć wilczą edukacje mojego synka. Przy nadarzającej się okazji zakupiłem mu zestaw szeryfa z dwoma fantastycznie strzelającymi, srebrnymi koltami, paskiem i gwiazdą szeryfa. Następnie przeszkoliłem w używaniu i zabroniłem celowania w ludzi (z Wilczyczką na czele). Pistolety te miały służyć do straszenia a w razie konieczności likwidowania POTWOLÓW.

Następnej nocy wilczek zasnął słodziutko z koltem pod poduszką, odkładając na bok szmacianą laleczkę z którą spał do tej pory.

Od tej pory POTWOLY omijają nasz dom z daleka, wiedząc że na straży czuwa Sojowy Joe ze swą parą srebrnych PISTOLETOS!


11/06/03

Profesor Miodek


Kiedy usadowiłem mniejszego wilczka w jego foteliku a następnie pochyliłem się nad nim aby zapiąć mu pasy, tak że prawie cały WSZEDŁEM do samochodu, wilczek zapytał: „Tatusiu, po co WEJDŁEŚ do siamochodu?”


11/06/03

Makłowiczówna


Może nie śmieszne, ale chcę to zapamiętać:

Wieczorem Wilczyca pojechała uczyć się języka wilków z wysp brytyjskich a ja dostałem strategiczne zadanie ułożenia do snu moich wilczków. W moim przypadku zadanie jest ułatwione, bo wilczki nie przejawiają aż takiej postawy roszczeniowej w stosunku do mnie, wiedzione doświadczeniem, że jak „przegną” to tatuś owarczy. Ale chyba faktycznie nie chciało im się spać bo Wilczyczka wyciągnęła z repertuaru śpiewkę o bolącej głowie, niemożności zaśnięcia i takie tam.

Najlepszy w takich sytuacjach jest „twardy reset” czyli skierowanie uwagi na coś całkowicie innego od spania i wdanie się w krótką pogawędkę. Otóż najlepszym tematem ostatnio okazują się kulinaria.

Wilczyczka zaczęła rozwodzić się nad tym jakie to pyszne jedzonko dostała w przedszkolu, że herbatka jest tam taka słodziutka i bardzo wystudzona ( nie taka brrr gorąca jak w domu). Podobno studzi się przed podaniem na stół 12 dni (!?). Poza tym Wilczyczka podzieliła się ze mną życzeniem, iż obiadek to powinien się składać z co najmniej trzech dań. Jednej zupy i dwóch „drugich”.

Oto wymarzone menu mojej córeczki:

Na śniadanko chlebek z szyneczką, pomidorem i ogórkiem.

na zupę: rosołek

na drugie: kotlecik, ziemniaczki i buraczki

na trzecie:....hmmm.. to samo co na drugie

podwieczorek: uhh — chyba bym już nie zjadła…

I z tak wspaniałą wizją w główce Wilczyczka, już bez zastrzeżeń, oddała się w ramiona Morfeusza.

P.S. Naszym wspólnym, ulubionym programem w telewizji są „Podróże kulinarne” Makłowicza.


11/06/03

Rozmowy w wilkowozie


Najlepszym momentem do zbierania różnego rodzaju wilczkowych powiedzonek jest wspólna jazda wilkowozem.

Kiedy jechaliśmy dzisiaj do dziadków minęliśmy po drodze kilka patroli policyjnych.

Zaintrygowało to Wilczyczkę: „Tatusiu, dlaczego tyle policji stoi przy drodze?”

— „No chyba, żeby nas pilnować” — odpowiedziałem.

— „Można by pomyśleć” — zamyśliła się Wilczyczka — " że złodziei jest więcej niż ludzi…”

Podczas tej samej jazdy narodziła się definicja „dziadków”.

„Wiesz Pawełku, kto to są dziadki?” — zapytała Wilczyczka brata — „To są tak jakby rodzice tylko na wiele więcej pozwalają…”


12/06/03

Intercyza


Przy kolacji znowu wzięło nas na snucie planów. Wilczyczka powiedziała, że jak będzie dorosła i będzie mieć męża to nie będzie budować własnego domu, tylko wprowadzi się do nas.

Ukazaliśmy jej pewne trudności: „Widzisz, na dole mieszkają babcie, u góry my, to gdzie Ty będziesz mieszkać ze swoim mężem?”

— „Kupimy sobie tylko łóżko i gdzieś będziemy tu spać” — rezolutnie odparła Wilczyczka.

W tym momencie z porcją świeżych pomysłów wyskoczył wilczek: „O tak, tu, tu będziecie śpać” — wykrzyknął z buzią pełną kanapki z jajkiem i wskazując paluszkiem na przestrzeń pod ławą na której właśnie siedział.

— „Nie, w tym dużym pokoju, gdzie jest telewizor, przecież i tak tam nie śpicie.” — sprecyzowała Wilczyczka.

— „No ale tam będzie wtedy bardzo zagracone — jak tam wstawić jeszcze łóżko?” — dalej droczyła się Wilczyca.

— „No to dobrze, będziemy w takim razie spać w waszym łóżku.” — zakończyła dyskusję Wilczyczka.


12/06/03

Dla uważnych


Informacja dla uważnych czytelników:

W polanej kwasem akumulatorowym wilczej kurtce wypadła wspaniała dziura tuż koło mankietu.

...pech…


15/06/03

Astronomowie


Ufff, to było pracowite popołudnie. Szary Wilk uzbrojony w narzędzie XXI wieku — spalinową kosę — zabrał się do koszenia swoich „areałów” natomiast wilcze stadko spacerowało sobie po okolicznej Recie.

Oglądali łąki, baranki, zachwycali się bliskością lasu — ale największą zaletą tego miejsca — według Wilczyczki — była bliskość McDonalda…

W drodze powrotnej — a było już na prawdę późno — wilczki zachwycały się zachodem słońca:

— „Popatrzcie wilczki jaki piękny zachód słońca” — powiedziała Wilczyca.

— „Oooo.. zamek słońca” — powtórzył wilczek.

— „Zachód” — poprawiła go Wilczyczka.

— „Tak, zabór słońca…”

Kiedy doszli już do porozumienia wilczka zaintrygował księżyc wschodzący po drugiej stronie nieba.

— „O księżyc, a dlaczego on nie ma promieni?”

No dlaczego?


15/06/03

Wielka włóczęga


W piątek, po pracy, całe wilcze stado wybierało się na Wielką Wyprawę w Góry. Pakowanie poszło, jak zwykle, po wojskowemu, nawet pomimo tego, że przygotowane i położone obok drzwi śpiwory zostały stamtąd wyniesione i po krzykach wilczych rodziców zwrócone — lekko licząc piętnaście razy.

Kiedy wreszcie wilczym zwyczajem zakomenderowałem: „Do Wooozu!” — było już dobrze przed Dobranocką.

Najbardziej na „nocną” wyprawę cieszyła się Wilczyczka. Z tej radości usnęła po kilkuset metrach by obudzić się w połowie drogi z pijackim: „Co ja tutaj robię? Dlaczego ja tu leżę?”

Wreszcie oba wilczki zakrzyknęły: „O widać góry!” i po niejakim czasie wjechaliśmy na ostatni odcinek drogi.

„Droga” — to dość megalomańskie określenie leśnego duktu z mostkami — loteriami (pod kim się teraz załamie) i urwiskami — testerami mocnych nerwów. Wilczki oczywiście nie martwiły się trudnościami nawigacyjnymi ale przyglądały się ciemnemu lasowi otaczającemu dukt.

— „Uch, ale ciemny las” — powiedziała Wilczyczka.

— „A po mojej stronie jest oświecony!” — pocieszył ją wilczek.

Wreszcie dotarliśmy do celu podróży, którym jest mały domek na stoku Baraniej Góry, ukryty w lesie i przechowujący w swych fińskich deskach niejedno wspomnienie wilczej młodości.

Wilczki, jak tylko dostały się do środka, zaraz pognały po stromych, kręconych schodach na pięterko i odtańczyły taniec radości witając się z każdym z 10 łóżek. (Tak, tak — w czasach świetności było ich tam jeszcze więcej).

Zanim położyły się spać zdołały wykorzystać swe nadprzyrodzone i ponad naturalne zdolności. Otóż w jednej sekundzie dwuczęściowe lusterko przeobraziły w dwa jednoczęściowe. Dalsze dokonania zostały brutalnie przerwane przez opadające na oczy powieki.

Uff.


16/06/03

Król Kulania


Dzień drugi rozpoczął się tradycyjnym, weekendowym skakaniem po rodzicielskich brzuchach. Koziczek ani Czerwonego Kapturka nie wyskakano, więc całe stado zeszło z sypialnego pięterka na pierwszy w tym dniu posiłek. Nie byłoby to warte znaków ASCI w niniejszym opowiadaniu, gdyby nie fakt, iż Wilczyczka spożyła go siedząc na drewnianych schodach (ot taka stara, wilcza tradycja).

Po śniadaniu stado rozdzieliło się na dwie grupy zadaniowe. Pierwsza w składzie: Szary Wilk i jego pchły rozpoczęła bardzo hałaśliwy proceder koszenia trawy (to z koszeniem wygląda trochę na zespół prześladowczo-maniakalny — ale na prawdę nie jest tak źle). Natomiast reszta stada udała się na zwiadowczy obchód polanki. Jednym z odkryć był widok kury „w połogu”. Otóż Wilczyczka, zaraz po powrocie oznajmiła: „Tatusiu, a kura właśnie URODZIŁA pisklaki!”

Wilczek natomiast zajął się rozmnożonym poprzedniego dnia lusterkiem. Wpatrywał się w nie i recytował:

— „Lustereczko, lustereczko powiedz przecie

kto jest najpiękniejszy w świecie.

Nic Ci nie powiem boś ty plotkarz

wszystkim powiesz…”


Wieczorową porą, przy płonącym ognisku i piekących się smakowicie stekach stado rozpoczęło wilcze harce. Gwoździem programu było toczenie się po stoku a następnie szybkie wstawanie na nogi i pijacki Taniec Rozbełtanego Błędnika. Kiedy Szary Wilk tłumaczył zasady zabawy i układał zawodników do startu Wilczyczka powiedziała: „Ty tatusiu pierwszy się kulaj — bo Ty jesteś Królem Kulania!”


17/06/03

Konsultacja


Dłuższa podróż wilkowozem, ze zrozumiałych względów, prowadzi do dziwnych zachowań wilczków.

Kiedy wracaliśmy wczoraj z Wielkiej Wyprawy w Góry wilczki rozrabiały ochoczo na tylnych siedzeniach, poprzypinane niemiłosiernie do swych fotelików. W pewnym momencie zrobiło się podejrzanie cicho.

Taka cisza w uszach dorosłych wilków brzmi jak najgłośniejsza syrena alarmowa. Kiedy Wilczyca odwróciła się do tyłu ujrzała następujący widok:

Wilczyczka siedziała cichutko i z zapałem śliniła sobie udo wystające z krótkich spodenek. Wilczek nachylał się w jej stronę z uwagą profesora medycyny poproszonego o ważną konsultację. Na pytanie Wilczycy: „Co robicie?” wilczki odpowiedziały zgodnie:

— „USG nogi”.


18/06/03

Veni, vidi, narravi


Wczoraj Wilczyca nie była w dobrej formie. Wizja dwóch dyżurów „okalających” Boże Ciało trochę ją przygnębiła. Reszta stada postanowiła coś zrobić dla Wadery. Napadliśmy ją ze wszystkich stron i wypchnęliśmy najmłodszego wilczka, żeby zrobił swój show.

Otóż wilczek potrafi robić tak śmieszne minki, że nawet człowiek zjadający właśnie pół kilo cytryn z czosnkiem — musi się uśmiechnąć.

Oczywiście show poskutkował a Wilczyczka zakrzyknęła:

— „Tatusiu, tatusiu on zrobił taką śmieszną minę! Napisz to w komputerze!”

Proszę bardzo!


18/06/03

Agitacja


Kiedy Szary Wilk wraca do domu małe wilczki dają mu dyspensę co najwyżej na zjedzenie obiadu, później wszelkie nieuzasadnione lenistwo jest ściśle tępione. Tak też było wczoraj, kiedy objedzony siedziałem na ławeczce przed norą. Starsza Wilczyczka postanowiła „SIĘ POGONIĆ”. A ponieważ „SIĘ GONIENIE” jak mylnie nazwa wskazuje zakłada uczestnictwo kogoś drugiego rozpoczęła agitację:

— „POGOŃ SIĘ ze mną Tatusiu!”

— „Oj nie Wilczyczko, tak się najadłem, mam pełny brzuch, nie chce mi SIĘ GONIĆ”

— „Chodź Tatusiu, ostatnio się mało ruszasz, na rowerku nie jeździsz, tylko Mamusia Cię wozi do pracy i z pracy, chodź, chociaż SIĘ POGONISZ!”

Hmmm racja… Masz go!


20/06/03

Kup PAN cegłę


To jest wieczór kiedy Wilczyca znowu musiała pójść na nocne łowy. W takie wieczory dom wygląda „troszkę inaczej” — przynajmniej do momentu kiedy nie zdążymy posprzątać.

Pierwszym wyjątkiem było pozwolenie na wyrzucenie wszystkich zabawek ze wszystkich trzech skrzyń.

Podłogę zaległa kolorowa sterta różnego rodzaju klocków, autek, lalek i innych plastikowych różności. Ja leżałem sobie na jednym z dziecięcych łóżeczek i jak każdy porządny wilk po jedzeniu — pasłem brzuch. Wtem na łóżeczko wskoczył wilczek z niedziałającym kalkulatorem wygrzebanym ze sterty.

Tonem i akcentem rasowego handlowca zapytał:

— „Co chcesz PAN?”

— „Hmm, no nie wiem…”

— „No co chcesz PAN?” — wiedziałem, że jak w arabskim sklepie — muszę coś kupić.

— „Hmm, no, ja.. chcę… całuska!” — powiedziałem licząc na upust.

Wilczek niezmieszany pochylił się z poważną miną nad kalkulatorem, postukał w klawisze a następnie pokazując mi wyświetlacz — tak na wypadek gdybym nie wierzył — powiedział:

— „O, to będzie drogo!”


Co mi tam, niech stracę… daj PAN


22/06/03

Zagadka


— „Wiesz, co one sobie mówią?” — zapytała Wilczyczka.

— „Nie, powiedz…”

— „Mówią: Odsuń się!, Nie ty się odsuń! Nie ty się odsuń! … I tak w kółko.”

— „Raz jedna ucieka na stojąco, a druga ją goni, potem druga ucieka na leżąco i znowu ta pierwsza ją goni”

Kto zgadnie kto tak nieładnie zachowuje się w naszym wilkowozie?


22/06/03

Teoria względności


Strych w wilczej norze pełni wielorakie funkcje. Jedną z nich jest „odnawianie zabawek”. Zasada jest prosta: zabawki dzieli się na 2 grupy i jedną z nich pakuje i wynosi na strych. Zniesione po jakimś czasie cieszą „jak nowe”.

W piątek po południu byłem na strychu z wilczkami w celach reorganizacyjnych, a wilczki dopadły wór z zabawkami i dalej dopraszać się o zniesienie kilku z nich. Po długich negocjacjach stanęło na wózku dla lalek Wilczyczki i ogromnym wozie strażackim wilczka.

Nie bardzo chciało mi się tachać wspomniane precjoza po schodach więc długo nie chciałem się zgodzić. W końcu wymknęło mi się: „zobaczymy”.

Usłyszałem radosne „Hura!” — Wilczyczki.

— „Dlaczego się cieszysz? Przecież powiedziałem tylko: ZOBACZYMY”

— „Bo jak Ty mówisz ZOBACZYMY to znaczy, że się zgodzisz, a jak mamusia mówi ZOBACZYMY to znaczy, że się nie zgodzi.” — wyjaśniła Wilczyczka.


Hmm, miała rację.


24/06/03

Lekarzu wylecz się sam?


Dzisiaj wczesnym popołudniem byliśmy umówieni z wilczymi dziadkami na obiad. Dziadkowie wykazali się gestem i zaprosili nas do restauracji. Wilczyca jednak zaczęła narzekać na różnorodne dolegliwości: a to że boli ją brzuch, że słabo się czuje, ma lekkie dreszcze i tym podobne. Wyzwoliło to w Wilczyczce odziedziczone talenty i odruchy. Podeszła do Wilczycy, spojrzała jej w oczy, chwyciła za rękę ( prawie jak do badania pulsu) i poważnie orzekła:

„Wiesz Mamusiu, może Ty sobie zostań w domu, ubierz sobie sweterek, napij się ciepłej herbatki. Może lepiej nie jedź z nami jeść w restauracji, w domu jest rosołek” on jest bardziej DIETETYCZNY”.

Pacjentowi cieplej zrobiło się od razu (koło serca) a ból brzucha ustał od niekontrolowanych lecz ukrywanych spazmów śmiechu.


25/06/03

Dzień starego wilka


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.