E-book
15.75
drukowana A5
Kolorowa
113.64
Gloria olivae

Bezpłatny fragment - Gloria olivae


Objętość:
446 str.
ISBN:
978-83-8440-930-5
E-book
za 15.75
drukowana A5
Kolorowa
za 113.64

Wstęp

Narodziny i śmierć człowieka od wieków wyznaczają rytm życia kolejnych pokoleń, niczym rzucone koło, które obracając się, wraca w końcu do swego punktu wyjścia. Tak też i my, żyjący współcześnie, jesteśmy częścią tego ruchu. Nie żyjemy jednak na Ziemi tylko my — ludzie. Obok nas nieustannie obracają się podobne kręgi. Myślę tu o świecie, który nas otacza i w którym żyjemy — świat zwierząt i roślin.


Człowiek od swego zarania był i nadal pozostaje częścią tego ekosystemu. Tak jak wszystkie inne gatunki, jesteśmy wytworem trwającej ponad trzy i pół miliarda lat ewolucji. Jest jednak coś, co odróżnia nas od reszty gatunków zamieszkałych na Ziemi, pędzących w zawrotnym wirze prokreacji. Tym czymś jest nasz mózg, który w wyniku ewolucyjnych zmian, na przestrzeni kilku milionów lat począwszy od pierwszych Hominidów aż po Homo sapiens — znacznie powiększył swoją objętość.


Są to fakty ogólnie znane. Dzięki temu tak sprawnemu narządowi jesteśmy „myślącą istotą”, stojącą na czele Królestwa Zwierząt. Właśnie ta zdolność myślenia jest tym, co zdeterminowało naszą przyszłość jako gatunku. Użycie kamienia do obrony przed innymi zwierzętami, jak i do zdobywania pożywienia, było pierwszym przełomem w tym procesie.


Później umiejętna jego obróbka doprowadziła do powstania różnorakich narzędzi. „Ujarzmienie ognia”, umiejętność wytopu metali, udomowienie zwierząt, przejście z koczowniczego trybu życia do uprawy ziemi i hodowli zwierząt, ewolucja stosunków społecznych — wszystkie te osiągnięcia są pochodną tych zmian.


Ludzie różnią się od zwierząt jeszcze jedną ważną cechą. Aby ten proces wykorzystywania „wynalazków” następował bez zakłóceń, potrzebna jest jeszcze umiejętność przekazywania sobie, z pokolenia na pokolenie, tych wszystkich zdobyczy rozwoju cywilizacyjnego. W tym miejscu chciałbym przytoczyć słowa Newtona skierowane w liście do Roberta Hooke’a: „Jeśli mogłem sięgać wzrokiem dalej niż inni, to dlatego że stałem na ramionach olbrzymów” — cytat z J. Gronkowski, O karłach i olbrzymach, „Świat Nauki” 2000, nr 11.


Przytoczyłem fragment tego listu nie bez powodu, albowiem w tej pracy wielokrotnie używam cytatów czy też zdjęć innych autorów. Dotyczą one szerokiego spektrum dyscyplin naukowych, takich jak: kosmologia, fizjologia, filozofia, religioznawstwo, historia itp. Nie było moim celem ślepe naśladownictwo czy też plagiat tych dzieł, lecz tylko i wyłącznie ukazanie stanu wiedzy naszej nauki.


Opierając się na autorytecie naukowców, których dokonania powinny być dla nas lekturą obowiązkową, dodaję także od siebie nowe treści. Zmienią one, jak sądzę diametralnie, spojrzenie na naszą przeszłość. Główną inspiracją i motorem moich przemyśleń jest wiara w to, iż to, co piszę, jest zgodne z tym, co widzi Największy z Olbrzymów.


Każda nowa myśl, wynalazek, niejednokrotnie stoi w sprzeczności z już istniejącymi prawami. Czym innym jest wymyślenie czegoś od nowa, a czym innym, gdy jakaś obrazoburcza prawda zmienia cały dotychczasowy porządek. Przykładem mogą być np.: teoria kopernikańska, teoria Darwina, następujące po sobie systemy społeczno-polityczne, nowe technologie wypierające stare. W książce tej znajduje się wiele takich „nowych” idei. Czy są one epokowymi odkryciami? Czy jest to rzecz godna uwagi?


Każdy z nas ma jakieś tabu, jakąś świętość, na naruszenie której w żaden sposób nie możemy się zgodzić, jesteśmy głusi na jakiekolwiek argumenty. Przed zagłębieniem się w tekst tej książki każdy z czytelników powinien wyzbyć się wszelkich uprzedzeń dotyczących wiary, religii czy też seksualności człowieka. Należy pozbyć się tego balastu, który przygniata do ziemi i zawęża widnokrąg naszego spojrzenia, aby wznieść się jak ptak i poszybować ku wolnej i nieskrępowanej przestrzeni, z której widać nowe horyzonty wiedzy.


Człowiek w swojej historii przeszedł daleką drogę i zdawałoby się, że oto teraz jesteśmy u szczytu naszego potencjału rozwoju cywilizacyjnego. Życie raz po raz dostarcza nam dowodów na takie twierdzenie. Podróże w kosmos, komputery, elektrownie atomowe, biotechnologia, szczepionki i leki na choroby, które jeszcze zupełnie niedawno uśmiercały miliony ludzi. Sądzę jednak, iż znajdujemy się dopiero w połowie tego cyklu i do pełni możliwości jeszcze nam daleko. Co skłania mnie do takiego twierdzenia?


Otóż, jak wiadomo, mózg ludzki jest wykorzystywany tylko w niewielkim zakresie — w około 30 procentach. Z tego też tytułu można założyć, że nasze komórki nie wykorzystują całego swego potencjału możliwości. Podobnie jest z genami. W naszym organizmie jest mnóstwo nieczynnych genów, zawierających jakieś informacje. Jakie — można się tylko domyślać. Futurolodzy mają w tej dziedzinie wielką „niezagospodarowaną przestrzeń”, którą wypełniają różnymi pomysłami — telepatią, telekinezą, spirytyzmem itp.


„Są rzeczy w niebie i na ziemi, które nie śniły się nawet filozofom” — cytat z W. Szekspir, Hamlet, akt I, s. 48. Aby urzeczywistnienie tych „przypuszczeń” stało się możliwe, człowiek musi zrobić „następny krok naprzód”. Czy jest to możliwe? Jest coś, co każe mi wierzyć w to, że tym co może być naszą „odskocznią”, jest Biblia.


W latach 70. XX wieku amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pioneer 10, którego zadaniem jest dotarcie jak najdalej w głąb naszego wszechświata. Do kadłuba sondy przymocowana została aluminiowa płytka pokryta cienką warstwą złota. Wygrawerowano na niej zakodowany rysunek — świadectwo poziomu rozwoju rasy ludzkiej, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywilizacji pozaziemskich.


Są tam zawarte informacje: o naszej pozycji w szeregu planet Układu Słonecznego, o naszym gatunku — postacie kobiety i mężczyzny na tle sondy kosmicznej, o poziomie naszej wiedzy — schemat wodoru w dwóch różnych stadiach fizycznych. Człowiek wysyła więc w Kosmos swoje Credo, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. Jej brak też jest znamienny. Skąd przybywamy? Jaki jest cel ludzkiej egzystencji? Czy są we wszechświecie inne cywilizacje? Jeżeli tak, to na jakim poziomie rozwoju inteligencji? Czy to Bóg jest „sprawcą” tego całego „zamieszania”?


Zapatrzeni w niebo, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na te i inne podobne pytania są odpowiedzi. Tą odpowiedzią jest właśnie Biblia. W Biblii, podobnie jak w Pioneerze, zawarta jest cała nasza mądrość, zapisana przed wiekami przez ludzi, którzy „zakodowali” w jej treści im znane prawdy, które my — ich potomni — musimy dopiero rozszyfrować.


Jak wiadomo, na treść Biblii składają się: Stary i Nowy Testament. Są to dwie święte księgi wyznawców religii judaistycznej i chrześcijańskiej. W islamie świętą księgą jest Koran, który swoje źródła ma w tradycji starotestamentowej. Na szczególne wyróżnienie zasługuje pierwsza księga Starego Testamentu — Genesis — oraz ostatnia część Nowego Testamentu — Objawienie św. Jana, chociaż i inne księgi, ewangelie i listy są równie ważne. Powyższe elementy Biblii stanowią znakomitą klamrę, spinającą całą wiedzę o tym, co było i co jeszcze nas czeka. Mam nadzieję, że poszczególne rozdziały tej książki dostarczą „argumentów” na udowodnienie tego twierdzenia.


Chociaż jest to główny „trop”, nie tylko w Biblii odnajdujemy przesłanki świadczące o „sygnałach z przeszłości”. Wokół nas, nawet przez nasze ciała, nieustannie przepływają fale radiowe, setki obrazów telewizyjnych, których nie widzimy, dopóki nie włączymy odbiornika.


Potrzebna jest umiejętność, „dostrojenia” naszego „odbiornika” i spojrzenie na historię naszych najdawniejszych cywilizacji: Sumeru, Egiptu, Grecji, Chin, Doliny Indusu, Majów, Inków, ludów Afryki, Ameryki Północnej, Europy, różnych zakątków Azji, Australii, Polinezji, aby dostrzec i pojąć ich tajemniczą historię. Przedstawiciele tych cywilizacji odeszli w niepamięć, ale tylko pozornie. Pozostały po ich kulturach skamieniałości, niczym po wymarłych prehistorycznych zwierzętach. Są też i inne tropy. Odnajdujemy je w piśmiennictwie, filozofii, a nawet w historii. Wszystko to jest tematem tej książki.


Na początku tego wstępu była mowa o ewolucji człowieka.      Było to czysto materialistyczne spojrzenie na nasze „genesis”.      Później powoływałem się na Biblię jako koronny „argument” pomocny w zrozumieniu meritum sprawy. Nauka i wiara są wartościami przeciwstawnymi sobie, skrajnościami wręcz wykluczającymi się. Czymże jest wiara w Stwórcę Wszechświata — dającego życie człowiekowi (Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz), tworzącego raj, zsyłającego na ziemię potop wszechmocnego Boga, wobec naukowych dowodów na to, że głównym „winowajcą” i ojcem człowieka jest ewolucja — jak mówi teoria Darwina.


Najdoskonalszą rzeczą, jaką można sobie wyobrazić, jest zrozumienie tych dziedzin — wiary i nauki — jako całość. Jednostki te w parze ze sobą tworzą jedność — jedno bez drugiego daje zafałszowany obraz rzeczywistości. Myśl ta jest esencją filozofii tej książki. Na ten sam temat już przed wiekami pisali najwięksi geniusze ludzkiego rodzaju.


Takim prekursorem był niewątpliwie Heraklit z Efezu. To on pierwszy z jedności przeciwieństw uczynił myśl przewodnią swojej nauki. Idee tego myśliciela na trwałe wpisały się w rozwój filozofii. Jego wypowiedzi dotarły do naszych czasów jedynie we fragmentach. Odnajdujemy je w pracach późniejszych autorów, filozofów i dziejopisów. Poniższe cytaty pochodzą z tekstu G. S. Kirka, The Cosmic Fragments, Cambridge 1962, (wedle numeracji H. Diesla) — Ryszard Palacz, Klasycy filozofii.


8. Przeciwstawne łączy się, z niezgodności — najpiękniejsza zgodność i wszystko następuje poprzez walkę […].

10. Harmonijne połączenia: całość i niecałość, zgodne i niezgodne, melodyjne i dysonanse, z całości jedność i z jedności — wszystko.


Naukę filozofii w każdej szkole uczelni rozpoczynają rozdziały o Jonii — traktowanej jako tygiel różnych kultur i religii, w którym kształtowały się idee polityczne i teorie filozoficzne. Jako pierwszy terminu „miłośnik mądrości” użył właśnie Heraklit z Efezu. Wybrzeża Azji Mniejszej leżały na styku kultury greckiej i kultur Wschodu.


Wszyscy wielcy myśliciele starożytnej Grecji pełnymi garściami czerpali wiedzę z pozostałości tych kultur, które chyliły się już ku upadkowi i stopniowo odchodziły w zapomnienie (Egipt, Mezopotamia, Daleki Wschód). Filozofię grecką można więc porównać do „wytopu” powstałego w „wielkim piecu hutniczym”.


Materiałem wyjściowym do tego „wytopu” są nie tylko te kultury, które tworzyły pierwsze cywilizacje, ale także i inne. O poziomie zaawansowania ich wiedzy wiemy niewiele. Jak już wspomniałem, jednym z najważniejszych sposobów przekazywania wiedzy jest pismo. Dzięki niemu wiemy już dużo o naszej przeszłości (np. egipskie pismo hieratyczne, sumeryjskie pismo klinowe, pismo chińskie, kreteńskie pismo linearne).


Początki pisma są związane z kulturą Sumerów i sięgają 3200 r. p.n.e. Przed tą datą ludzie musieli całą swoją wiedzę przekazywać, używając mowy, która choć ulotna, pamiętana jest relatywnie długo, jeśli za pomocą jakiejś zwięzłej formy „opowiadana” jest z pokolenia na pokolenie.


Do tego właśnie celu służyły legendy, mity, epopeje, rymowane wiersze itp. Mówi się, że każda bajka ma w sobie ziarno prawdy. Mity, mitologie, legendy także zawierają w sobie takie „ziarno”, które jest naszym kolejnym ukrytym tropem. Nadszedł już czas, aby go rozszyfrować. Otóż moim zdaniem mity zawierają w sobie więcej prawdy, niż nam się zdaje, od obecnej prawdy, która jest tylko mitem.


Sumę wiedzy współcześnie żyjącego człowieka wchodzącego w trzecie tysiąclecie porównałbym do drzewa. Liście symbolizują całą ludzkość, rozwijającą się z pokolenia na pokolenie. Co rok drzewo to zrzuca je na zimę, aby z nastaniem wiosny z nowych pęków całą swoją zielonością odrodzić się do życia. Każdy taki listek to człowiek, jednostka społeczeństwa. Zmaga się on z życiem, ulegając nieustannie różnym „podmuchom” historii, np. wojnom, kataklizmom, epidemiom.


Liście wyrastają z gałązek, gałęzi, konarów. Jest to cały dorobek ludzkości. Wszystko, co człowiek w ciągu rozwoju swojej cywilizacji osiągnął — jego wierzenia, religie, rozwój nauki i techniki, systemów społeczno-politycznych (od niewolnictwa do demokracji) itp. Cały przebieg tego procesu zapisywany jest nieustannie w pniu tego drzewa. Każda „zmiana” odkładana jest „słój po słoju”, od początku naszej historii w jego wnętrzu.


Tak więc historia jest pniem tego drzewa. Dzięki paleologii możemy „zobaczyć” inne takie prehistoryczne drzewa. Znajdują się one w „skamieniałym lesie” w głębi Ziemi.


Jak potwierdzają to badania naukowe, 99 procent gatunków zamieszkujących w różnych epokach Ziemię wymarło (np. w epoce panowania dinozaurów, w czasie permskiego wymierania gatunków itp.). Wiele z nich pozostawiło po sobie skamieniałości.


Drzewo nie składa się tylko z liści, gałęzi i pnia. Jak każdy dobrze wie, jego najważniejszą częścią składową są korzenie. To dzięki nim drzewo czerpie soki potrzebne do życia. Czym w tej „układance” są korzenie? Dla człowieka, tymi korzeniami, bez których nie mógłby nie tylko żyć, ale i istnieć — jest Bóg.


Jakkolwiek by go nie nazywano, czy byłby to Bóg judaizmu, chrześcijaństwa, islamu, czy też innych wiar i religii niemonoteistycznych, to Bóg jest naszą „alfą i omegą”. Jest naszym początkiem i końcem, od którego wszystko zależy i do którego w końcu zmierzamy (Rodz. 1: 27). Jakże śmiesznie w tym kontekście brzmi teza niektórych sceptyków, filozofów, nie mówiąc już o ateistach, że to człowiek jest „twórcą” Boga.


Na zakończenie jeszcze jedna sprawa. Religie monoteistyczne, a w szczególności chrześcijaństwo, swoją wiarą zastąpiło w różny sposób, bardziej lub mniej ludzki, całą gamę lokalnych wierzeń. Nie przepadły one jednak całkowicie. Oprócz mitów, o których już wspominałem, odnajdujemy je „zahibernowane” w „zakazanej archeologii”, szczególnie zaś w architekturze.To dzięki architekturze, pozostałych „przy życiu”, starych przedchrześcijańskich budowli, możemy dziś coś więcej powiedzieć o naszej przeszłości.


Piramidy egipskich faraonów, zigguraty starożytnego Sumeru, tajemnicze menhiry Carnac, kręgi w Stonehenge i w Averbury, kurhany Newgrange, piramidy Azteków i Majów, świątynie Dalekiego Wschodu, Mur Chiński i wszystkie inne budowle całego świata nie powstały po to, by być „tylko” grobowcami czy też „pamiątką” zbytku rządzących, wykorzystujących swoich poddanych.


Jest to ostatni ważny, jeżeli nie najważniejszy, obok Biblii „sygnał” z przeszłości. Wysłany on został do nas z rozmysłem. Wielokrotnie przewyższył on swoim rozmachem tę „drobinkę” wysłaną w kosmos w próbniku Pioneera.


Ileż geniuszu potrzeba było, by całą wiedzę naszych przodków przekazać, (mając przy tym tak „prymitywny” zasób możliwości), tak by nie została ona zniszczona przez walec historii (pozostając przy tym nierozszyfrowana do naszych czasów), by stać się na tyle prosta do zrozumienia, aby mogła być przez nas przyjęta, bez żadnych zastrzeżeń.


Najbardziej skomplikowane rzeczy można czasami rozwiązać sposobami, które później wydają się być bardzo proste i logiczne. Jaki jest więc cel całej tej „armady” dowodów ludzkiej przemyślności?


Wyjaśnienie „problemów”, które zawarte są w tym wstępie, będzie treścią książki. Czytając jej poszczególne rozdziały, mam nadzieję przeciąć ten węzeł gordyjski niewiedzy i, używając logicznej argumentacji, ukazać całą naszą skomplikowaną historię w jej prawdziwym, zgodnym z faktami świetle.

Rozdział I

System doktora Smoły i profesora Pierza — czyli trochę Kosmologii

Jaka będzie przyszłość wszechświata? Czy będzie się on nieustannie rozszerzał i rozproszy się w mroku ciemności, czy też powstaną nowe formy materii? Może alternatywą dla kosmosu są inne teorie? Na przykład teoria strun, która przewiduje istnienie dziesięciu wymiarów, M-teoria, czyli teoria dwóch trójwymiarowych powierzchni zwanych branami, oddzielonych niewielką przerwą wzdłuż jedenastego wymiaru.


Czy też przyszłością naszego wszechświata jest „nowy” wszechświat we wnętrzu czarnej dziury. Te i inne fantastyczne teorie nie wytrzymują konkurencji z teorią kwintesencji. Chociaż ma ona w sobie jakąś logiczną jakość, nie jest jeszcze tą teorią, pod którą bym się podpisał.


Jak zauważyłeś, szanowny czytelniku, rozdział ten zatytułowany jest — System doktora Smoły i profesora Pierza. Jest to tytuł jednego z opowiadań Edgara Allana Poe. Jakiż on może mieć związek z kosmologicznymi teoriami? Otóż żaden lub prawie żaden. Samo opowiadanie nie jest wcale istotne w tej sprawie. Czytając je kilka lat temu, wcale nie zwróciłem uwagi na jego tytuł, lecz w wytłumaczeniu zagadnienia, o którym piszę, jest nad wyraz trafnym stwierdzeniem.


Tematem tego rozdziału jest przyszłość naszego wszechświata. Z całą stanowczością chciałbym stwierdzić, że: jego przyszłość jest, od początku jego powstania, ściśle określona i zdeterminowana. Głównym i podstawowym przeznaczeniem naszego wszechświata jest jego końcowy kolaps. Cóż to oznacza? Ano to, że po okresie niezwykle intensywnej inflacji z pierwszej sekundy naszego wszechświata, po epoce rekombinacji, powstaniu pierwszych gwiazd i współczesnych galaktyk, znajdujemy się w zwrotnym punkcie naszej historii, po którym nastąpi powolne, lecz systematyczne i w końcu coraz szybsze, aż do kosmicznych wręcz prędkości, zapadnie się całej materi i promieniowania z powrotem ku centrum.


Logicznym jest, że jeżeli Wielki Wybuch był punktem wyjściowym całego procesu, to punktem zwrotnym jest właśnie jego powrót. No dobrze, ale co ma z tym wspólnego — z teorią kwintesencji — ten śmiesznie brzmiący tytuł?

Obserwacje dokonane w ciągu ostatnich pięciu lat przekonały kosmologów, że pierwiastki chemiczne oraz ciemna materia w sumie dają mniej niż połowę zawartości wszechświata, natomiast reszta to wszechobecna „ciemna energia” charakteryzująca się niezwykłą własnością: jej grawitacyjne oddziaływanie polega nie na przyciąganiu, lecz odpychaniu. Podczas gdy pod wpływem grawitacji pierwiastki chemiczne i materia ciemna skupiają się w gwiazdy i galaktyki, energia dąży do równomiernego wypełnienia całej przestrzeni na podobieństwo mgły. W starciu z tymi dwiema tendencjami górę bierze grawitacja odpychająca, która pokonując przyciąganie grawitacyjne materii, stopniowo przyśpiesza ekspansję wszechświata. […]

Z pomiarów obecnego tempa ekspansji, przy założeniu że ulega ona spowolnieniu wynikałoby, że wiek wszechświata wynosi mniej niż 12 miliardów lat. Tymczasem obserwacje świadczą o tym, że niktóre gwiazdy w naszej galaktyce liczą sobie 15 miliardów lat. Przyspieszając tempo ekspansji wszechświata, odpychanie pozwala pogodzić obliczony wiek wszwchświata z obserwowanym wiekiem ciał niebieskich.

cytat: J. P. Ostriker, P. J. Steinhard, Wszechświat kwintesencyjny, „Świat Nauki” 2001, nr 3.

Biorąc pod uwagę, że ciemna energia jest w 70 procentach składnikiem wszechświata o olbrzymiej masie oraz to, że gęstość tej ciemnej energii jest wręcz znikoma, ciemną energię porównałbym właśnie do tytułowego „pierza”.


Wyobraźmy sobie, że jest to puch, którego praktycznie nie widać, ale jest go tak dużo, iż skumulowany w sobie jest potwornie dużym ciężarem. W tej wyliczance ciemna materia, zwykła materia i promieniowanie są „smołą”. Jak wiadomo, substancja ta o stałej lub podgrzanej konsystencji ma stosunkowo mniejszą objętość od puchu. Obie te „ciężkości” — puch i smoła — tak jak odpowiednio ciemna energia i materia z promieniowaniem są nierozerwalnie ze sobą związane w sposób wręcz genialnie prosty.


Niektóre gwiazdy w naszej galaktyce liczą sobie 15 miliardów lat, co świadczyłoby o wieku wszechświata. Ale zgodnie z teorią grawitacji odpychającej wiek wszechświata obliczany jest na 12 miliardów lat. Zachodzi pewna sprzeczność. Można ją wytłumaczyć właśnie systemem doktora Smoły i profesora Pierza.


Jak wiadomo, po Wielkim Wybuchu nastąpiła ogromna ekspansja energii i masy od centrum wybuchu. Całą masę stanowiła plazma. Masa ma większą gęstość od energii, dlatego też w tym procesie wybuchu prędkość masy była po pewnym czasie większa od tak zwanej ciemnej energii. Rzućmy bryłą smoły, poleci szybciej od wielkiej kuli puchu.


Tak więc to masa eksplodowała pierwsza, a za nią poleciała ciemna energia. Aby całą tę „teorię” doprowadzić do końca, należy założyć, że Wielki Wybuch nie był początkiem procesu. Jak to jest możliwe, że ta wielka bomba tkwiła sobie w czasie i w przestrzeni, której, z tego wynika, nie było, i nagle, nie wiadomo z jakiej przyczyny, wybuchła sobie. Według mnie nie był to początek czasoprzestrzeni.


Cały ten proces porównałbym do kosmicznego perpetum mobile — samonapędzającej się machiny, która raz po raz wybucha i kurczy się, tworząc megacykl. I my właśnie znajdujemy się w jego środku.


Jeżeli to założenie o cykliczności jest prawdziwe, to cały ten proces widziałbym tak: materia o większej gęstości od ciemnej energii oddaliła się pierwsza, ale i też pierwsza wyhamowuje swój pęd, ponieważ jej ciężar całkowity jest mniejszy od całkowitego ciężaru ciemnej energii. Ciemna energia ma co prawda większy ciężar całkowity, ale dzięki małej gęstości podąża za całą materią. Ciemna energia, w końcu, dzięki większemu całkowitemu ciężarowi wyprzedza (przenika) całą masę i pędzi dalej w przestworza.


To właśnie ten proces jest „odpowiedzialny” za cały problem wieku wszechświata. Niewidzialna ciemna energia, cięższa od masy, grawitacyjnie przyciąga w końcu tę masę swoim ogromnym ciężarem. Dlatego skraje naszego obserwowalnego wszechświata nie są odpychane ujemną energią próżni, tylko wręcz odwrotnie — są przyciągane przez ciemną energię. Ciemna energia chociaż ma bardzo małą gęstość, to też w końcu musi kiedyś „zwolnić”.


Przez to, że ciemna energia ma bardzo małą gęstość, rozciąga się jak bardzo długa guma. Dzięki temu niewyobrażalnemu rozciągnięciu ciemna energia traci swoją wartość jako ogromny ciężar. Tu następuje kluczowy, krytyczny moment w megacyklu. Skupiona masa osiąga w końcu przewagę nad rozciągniętą ciemną energią i grawitacyjnie z całą swoją „stanowczością” przyciąga ciemną energię.


Ta z początku nie ma dużej prędkości „powrotu”. Lecz z czasem prędkość ta rośnie, osiągając taką siłę, że cała ta „armada” — ciemna energia oraz cała masa wszechświata — pędzi z powrotem ku centrum. I to centrum jest końcowym momentem megacyklu. Nowy, następny wybuch jest początkiem następnego…


Tak więc to ten ruch w tę i z powrotem jest podstawą naszego wszechświata. Ma to zasadnicze znaczenie dla wszystkich jego części składowych. Myślę tu zwłaszcza o naszej planecie i jego mieszkańcach.


Jest to tylko teoria i potrzebne jest potwierdzenie jej założeń przez innych. Kosmologowie mający do dyspozycji cały arsenał wiedzy naukowej oceniają to z pewnością bardzo wnikliwie. Jeśli to, co napisałem, jest sprzeczne z nauką, należy się z tym zgodzić bez zastrzeżeń. Oddając tę teorię pod osąd nauki, chciałbym stwierdzić, iż w przypadku gdyby okazała się ona „nieporozumieniem”, to cała dalsza część tej książki właściwie nie ma żadnego znaczenia.


Być może są w niej jakieś nieścisłości, to jednak podstawowym znaczeniem teorii „doktora Smoły i profesora Pierza” jest cykliczność wszechświata, na potwierdzenie której przedstawiam kilka dowodów, które będą tematem większości przedstawionych rozdziałów.

Rozdział II

Dwa szczegóły — czyli trochę Historii życia na Ziemi

— Około 4,5–5 miliardów lat temu — z chmury gazowo-pyłowej tworzy się Układ Słoneczny z centralnie położonym Słońcem (ponad 99 procent wagi układu) oraz pozostałe planety, w tym także Ziemia.

— Około 4,2 miliarda lat temu — w wyniku stygnięcia formuje się skorupa ziemska.

— Około 3,5 miliarda lat temu — tworzą się pierwsze organizmy — bakterie. Sinice, jedne z najstarszych organizmów, dzięki fotosyntezie wydzielają tlen, który tworzy warstwę ozonową pochłaniającą promieniowanie ultrafioletowe.

— Około miliarda lat temu — powstają pierwotne organizmy.

— Około 600–700 milionów lat temu — powstają pierwsze bezkręgowce.

— 500 milionów lat temu — powstają pierwsze kręgowce.

— 400 milionów lat temu — w ślad za roślinami kręgowce „wychodzą” dosłownie i w przenośni z wody.

— 250 milionów lat temu — ulega zagładzie 80–90 procent gatunków (permskie wymieranie gatunków).

— 220 milionów lat temu — początek panowania dinozaurów.

— 65 milionów lat temu — w wyniku uderzenia meteorytu w Ziemię zagładzie ulegają dinozaury (wszystkie większe zwierzęta wymierają). Następuje rozwój gadów ssakopodobnych, które dzięki umiejętności kopania nor przeżywają katastrofę. Później — lawinowy wzrost panowania ssaków na Ziemi.


Historia życia na Ziemi została już bardzo dobrze i szczegółowo opisana, chciałbym jednak przedstawić dwa dość istotne szczegóły. Pierwszym jest sprawa epoki dinozaurów oraz niezwykle intensywny rozwój lasów w epoce karbonu 345–280 milionów lat temu.


Jak wiadomo, ropa naftowa to ciekła kopalina, mieszanina węglowodorów, zawierająca także związki siarki, tlen azot i inne. Przyjmuje się, że powstaje wskutek przeobrażania w warunkach beztlenowych ze szczątków organizmów nagromadzonych w osadach morskich. Jakie znaczenie ma ona dla człowieka, dla rozwoju współczesnej techniki?


Z ropy naftowej dzięki procesom technicznym otrzymujemy: benzynę, gaz, płynny asfalt i wiele innych produktów. Wydobywaniu ropy naftowej towarzyszy wydobywanie gazu ziemnego (mieszanina lotnych węglowodorów, głównie metanu, etanu, propanu i butanu). Gaz ten służy jako surowiec chemiczny, a także jako opał. Jakie ma znaczenie gaz ziemny dla człowieka?


Wyobraźmy sobie, że w historii ewolucji Ziemi zabrakłoby tych dwóch elementów: lasów karbońskich i epoki dinozaurów. Jak wyglądałoby życie człowieka? Odpowiedź nasuwa się sama. Te dwie kopaliny są dla człowieka podstawowym materiałem rozwoju współczesnej cywilizacji technicznej. Bez nich człowiek do tej chwili opalałby swoje lepianki drewnem, a wszystkie zdobycze techniki: samochody z autostradami, samoloty, statki (oczywiście z wyjątkiem żaglowców), przemysł ciężki (hutnictwo), chemia z jej produktami — wszystko to byłoby tylko snem lub mrzonką.


No tak, ale takie okresy były i te materiały są, więc należy z nich korzystać i cóż mogą obchodzić współczesnego człowieka tamte dzieje. Pozostaje „problemem” żywych skamieniałości.


Są nimi zwierzęta czy też rośliny, które uległy zagładzie gatunków, pozostawiając jednak po sobie „przedstawiciela”. Skamieliny te są jedynymi formami ocalonymi z poprzednich epok.


Naukowcy zajmujący się tą dziedziną zakładają, że przetrwały one do naszych czasów tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Skrzypłocze, hatterie, sagowiec, dziobak, Myxotericha paradoxa, Celacanti — te i inne skamieniałości są bardzo dobrymi śladami w historii ewolucji życia na Ziemi. Dzięki tym właśnie śladom (oraz dzięki prawdziwym skamieniałościom) możemy poznać i zrozumieć historię ewolucji.


Te dwa szczegóły są bardzo słabo widocznymi śladami, które zostały odciśnięte niczym na śniegu „zimą”. Teraz mamy „lato” i aby tropy te (mam wrażenie, że pozostawione zostały celowo) „odczytać”, należałoby się podeprzeć chyba tylko mistyką i wiarą.


Czyż nie było w tym „ręki” Stwórcy, który wypuszczając w świat swoje „dzieło”, dba jednocześnie o jego przyszłość i ułatwia mu zarazem poznanie jego prawdziwej przeszłości? Że tak właśnie było, nie ma na to oczywiście żadnych dowodów, zrozumiały jest więc każdy kategoryczny sprzeciw.


Nie jest to łatwy temat, sądzę jednak, że po przeczytaniu kolejnych rozdziałów wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane i tym łatwiej, bo już nie na podstawie tylko domysłów, będzie można zgodzić się z tymi dwoma „szczegółami”.

Rozdział III

Neandertalczyk — czyli trochę Archeologii

Jak już we wstępie zaznaczyłem, jednym z podstawowych źródeł moich informacji jest Biblia. Twierdziłem, że jest ona znakomitym źródłem poznania naszej przeszłości. Przyszedł czas, aby się nią posłużyć. Jak wiadomo, Biblia rozpoczyna się księgą Genesis. Pierwsze zdanie tej księgi to: „Na początku stworzył Bóg Niebo i Ziemię” (Rodz. 1, 1).


Każdy na pewno zna dalszy ciąg tej księgi, nie jest więc celowym przytaczanie jej w całości. Mowa jest w niej o tym, że to Bóg stworzył Ziemię, wszystkie rośliny i zwierzęta oraz człowieka, którego umieścił w Edenie. Później nastąpił upadek pierwszych ludzi (Adama i Ewy) i tak dalej.


To, co teraz piszę, może wydać się każdemu z czytelników dość nieprawdopodobne, ale uważam, że aby dokładnie i zgodnie z prawdą zrozumieć sens Starego Testamentu, należy cały ten tekst potraktować bardzo symbolicznie. Każdy wyznawca wiary monoteistycznej wierzy, że to Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, że chcąc ukarać człowieka, spuścił na niego potop, że dzięki Noemu i jego arce uratował gatunek ludzki i wszystkie zwierzęta z tego pogromu. Każdy wierzący wyznaje to za podstawę, kanon swojej wiary — Bóg jest Stwórcą.


No tak, ale jak ma się to do tych wszystkich niezaprzeczalnych dowodów z rozdziału pierwszego, a także drugiego. Dlaczego akurat tego ostatniego szczególnie?


Ponieważ są tam opisane stuprocentowe dowody odnajdywane w głębi Ziemi. Jak mają się te wszystkie dowody do wiary w Boga-Stwórcę? Zachodzi tutaj szczególna zależność. Wydawałoby się, że jest to sprzeczne z logiką, ale na zasadzie tej kwintesencji wiedzy, jaką jest zgodność przeciwieństw, można udowodnić, że nauka i wiara nie stoją ze sobą w sprzeczności.


Otóż jeżeli treści zawarte w Biblii postaramy się potraktować w sposób symboliczny, to okaże się, że tropy pozostawione przez naszych przodków ukazują nam w całej swojej okazałości odrodzoną niczym Feniks z popiołów wiedzę o naszej przeszłości. Na tematy związane z Genesis będzie jeszcze mowa w dalszej części tej książki. Teraz jednak chciałbym „odkodować” tylko jego fragment dotyczący tego tematu.


Zacznę od razu bez żadnych większych wstępów. Przyjmując, że Biblia jest symboliczną przenośnią o ukrytym znaczeniu, zawarty w niej fragment o Ablu i Kainie należy „rozumieć” jako opowieść o losach neandertalczyka i człowieka z Cromagnon, z czasów gdy te dwa gatunki żyły obok siebie. Do pewnego momentu spokojnie egzystowały ze sobą. Później nastąpiła rywalizacja, a w konsekwencji zagłada jednego, słabszego gatunku.


W nauce jest to już dość dobrze opisana historia. Wiara ten fakt opisuje własnymi słowami. Dopiero łącząc te dwie „opowieści”, mamy całą prawdę o tym, co wtedy (około 40–30 tysięcy lat temu) zaszło. Mając do dyspozycji „fakty” i „motywy” tej niezaprzeczalnej „zbrodni”, jasne staje się, że to Kain — człowiek z Cromagnon, „unicestwił” Abla — neandertalczyka. Fantastyka? Być może. Jednak jeszcze raz powtarzam, że Biblię trzeba traktować symbolicznie, a nie dosłownie.

Chociaż rodowód neandertalczyka jest nadal nieznany, większość faktów przemawia za tym, że powstał w Afryce 200–150 milionów lat temu. Nowoczesne wzorce zachowań pojawiły się jednak znacznie później.


Najwięcej danych pochodzi z Izraela i okolic, gdzie neandertalczycy żyli już przed 200 tysiącami lat, a może nawet wcześniej. Około 100 tysięcy lat temu dołączył do nich nowoczesny anatomicznie człowiek rozumny, a — co znamienne — po obu gatunkach hominidów pozostały niemal identyczne stanowiska i narzędzia. O ile wiadomo, obie te formy ludzkie zachowywały się podobnie mimo różnic anatomicznych. Dopóki tak się działo, udawało im się koegzystować w lewantyńskim środowisku. W Europie sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Najwcześniejsze tutejsze stanowiska ze szczątkami ludzi rozumnych pochodzą sprzed 40 tysięcy lat, a już mniej więcej 10 tysięcy lat później po tak niegdyś wszędobylskich neandertalczykach nie odnajdujemy ani śladu. […]

Na obszarze Lewantu współistnienie dobiegło końca około 60 tysięcy lat temu, gdy zaczęły się pojawiać narzędzia podobne do górnopaleolitycznych. Mniej więcej 40 tysięcy lat temu miejsce Neandertalczyka w Lewancie — podobnie jak w Europie — zajęli bogatsi kulturowo ludzie rozumni.

cytat: J. Tattersall, Nie zawsze byliśmy sami, „Świat Nauki” 2000, nr 4.

Kiedy stosuje się tę zasadę — Biblii jako kodu — jasne okazuje się, kto był głównym „inspiratorem” tego bezwzględnego w skutkach czynu. Tu już wkraczamy w zakres kompetencji samego Boga-Stwórcy. Nie naszą sprawą jest oceniać jego zamierzenia i czyny. On to, mając w zamiarze uczynienie (z drobnych organizmów pierwotnych, później z gadów ssakopodobnych, z ssaków wielkości lemura, z hominidów), Człowieka, mając tak „mierny materiał wyjściowy”, musiał „pozbywać” się jego form pośrednich, aby dojść do formy końcowej, czyli Człowieka współczesnego.


To, czy powinny jednocześnie istnieć pośrednie „mniej doskonałe prototypy” człowieka: homo habilis, homo erectus, homo sapiens neandertalensis, jest tylko i wyłącznie decyzją Stwórcy. Czy była to decyzja słuszna? Wyobraźmy sobie, że te wszystkie gatunki, jednak przeżyły. Jak wyglądałaby nasza nowożytna historia? Jak wyglądałyby nasze dzieje?


Byłaby to istna planeta małp. Filmy fantastycznonaukowe w swojej historii nie wymyśliły jak do tąd tego, co by się wówczas mogło wydarzyć.


Wyobraźmy sobie, jak wpłynęłoby to na psychikę współczesnego człowieka, na jego zachowania (wojny, rewolucje, epoki historyczne, systemy społecznopolityczne, np. niewolnictwo, feudalizm). Koszmar.


To tak jakby człowiek dorosły chodził po ulicy, a obok niego chodziły poprzednie wcielenia (człowiek-nastolatek, człowiek-dziecko, człowiek-niemowlę, człowiek jeszcze nienarodzony-płód). Dlatego też jestem przekonany, że wszystko to, o czym zdecydował, wszystko co uczynił i to, co jeszcze uczyni Bóg-Stwórca, było, jest i będzie najlepsze.


W całej tej sprawie jest tylko jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. To właśnie ten już „prawie dojrzały”, lecz nie całkiem jeszcze doskonały twór ewolucji człowieka — neandertalczyk! Jestem jednym z przedstawicieli gatunku człowieka z Cromagnon, dlatego też chciałbym z tego tytułu odnieść się z całym szacunkiem dla tego, wcale nie takiego głupiego (jakim widzą go niektórzy) neandertalczyka.


To, że człowiek z Cromagnon wyparł i zastąpił go na Ziemi, już wiemy. Ale dokonania neandertalczyka wcale nie są takie małe. Pierwszą i podstawową sprawą jest to, że neandertalczyk poprzez kilkadziesiąt tysięcy lat „symbiozy” z kromaniończykiem mógł poprzez obserwację, naśladownictwo wiele się od niego nauczyć. Mogło to być na przykład podglądanie jego postępu technicznego. Mógł również próbować naśladować zachowania symboliczne człowieka z Cromagnon (pochówki zmarłych).


Mając tak niewielki zasób możliwości umysłu, próbował naśladować młodszego, znacznie lepiej wyposażonego przez naturę człowieka (mózg neandertalczyka tylko nieznacznie różnił się od mózgu kromaniończyka — 1450 do 1600 gramów). Ale możliwości neandertalczyka były mocno ograniczone, i dalszy jego rozwój był z „konieczności” niemożliwy.


Jak dotąd nie natrafiono na żadne bezsporne dowody zachowań symbolicznych neandertalczyków. Sporadycznym pochówkom zmarłych nie towarzyszą nigdy dary, które mogłyby stanowić dowód odprawiania jakichś obrzędów i wiary w życie pozagrobowe. Bóg-Stwórca dopuszczając „do głosu” człowieka z Cromagnon, przyśpieszył i to zdecydowanie cały proces ewolucyjnego dochodzenia do form współczesnych. Pozostaje zatem tylko pamięć o naszym „starszym bracie”, który zasługuje na to, by nie nazywano go hominidem, czyli istotą człowiekowatą, czy „Homo — coś tam”, ale człowiekiem.

Rozdział IV

Bonobo — czyli Konkluzja — część pierwsza

Mam nadzieję, że czytelnikami tej książki są ludzie dorośli i w pełni dojrzali emocjonalnie. We wstępie pisałem, że czytając ją, należy wyzbyć się różnorakich uprzedzeń czy też fałszywie rozumianej skromności. Tematy poruszane w tym rozdziale mają w zamyśle tylko i wyłącznie naukowe wyjaśnienie spraw dotyczących seksualności człowieka, a w szczególności fizjologiczne przyczyny powstawania oraz znaczenie erekcji.

Układ współczulny, jedna z dwóch części autonomicznego układu nerwowego, w dużej mierze automatycznie kontroluje reakcje wewnętrzne naszego ciała, takie jak ciśnienie krwi czy częstość skurczów serca. Reakcja członka i całego układu nerwowego mężczyzny jest odzwierciedleniem dynamicznej równowagi między bodźcami pobudzającymi a hamującymi. O ile współczulny układ nerwowy hamuje erekcję, o tyle układ przywspółczulny, czyli druga część autonomicznego układu nerwowego, stanowi jedną z kilku ważnych dróg przewodzących bodźce pobudzające. W fazie podniecenia bodźce te mogą powstawać w mózgu, uaktywniając się na przykład pod wpływem myśli lub stymulacji narządów płciowych. Niezależnie od miejsca, w którym powstają owe bodźce, nerwy pobudzające w członku reagują, uwalniając tak zwane neurotransmitery wyzwalające erekcję, m.in. tlenek azotu i acetylocholinę. Te chemiczne przekaźniki sygnalizują włóknom mięśniowym tętniczek prącia, aby się rozluźniły, zwiększając do niego dopływ krwi. Ciała jamiste wewnątrz członka wypełniają się krwią, powodując w miarę powiększania się zwężenie żył, które normalnie odprowadzają z niego krew. Pod wpływem ciśnienia żyły kurczą się i dochodzi do ich prawie całkowitego zamknięcia. Krew zostaje uwięziona w ciałach jamistych, co prowadzi do wzwodu.

cytat: I. Goldstein i in., Tajemnice męskiej erekcji, „Świat Nauki” 2000, nr. 11.

We wstępie oraz w dalszych rozdziałach dużo było o tym, że Bóg pozostawił człowiekowi pewne tropy, by dzięki nim mógł łatwiej trafić do „prawdy”. Była mowa o tym, że do tego celu służyły między innymi żywe skamieniałości. Jeszcze jednym takim „śladem na śniegu” jest właśnie to skromne zwierzę — bonobo.


Najbardziej zadziwiającą cechą bonobo jest jego seksualne szaleństwo, ale to właśnie dzięki temu nieustannemu zainteresowaniu seksem małpy te tworzą w swoim stadzie struktury, które w zadziwiający sposób przypominają życie rodzinne panujące wśród ludzi. Co może być główną przyczyną tego fenomenu? Otóż ciągłe uprawianie seksu, a zasadzie „pobudzanie” fallusa i nieustanna erekcja, jest tym „przyśpieszaczem”.


Zauważmy, że bonobo jest chyba najinteligentniejszym zwierzęciem po człowieku. Właśnie to nieustanne i świadome uprawianie seksu było najważniejszym czynnikiem w rozwoju inteligencji. To nieustanne drażnienie narządów rodnych powoduje wzrost ilości testosteronu z gonad oraz nadnerczy. Dzięki ciągłej erekcji następuje stały napływ tego hormonu do organizmu. Testosteron powoduje między innymi wzrost ciśnienia tętniczego. Prawie każdy z nastolatków w okresie dojrzewania ma z tym problemy. Wzrost ciśnienia powoduje zwiększone ukrwienie nie tylko narządów rodnych, ale także i mózgu.


Nasi przodkowie — małpy człekokształtne, hominidzi — w ciągu kilku milionów lat dzięki bardzo powolnemu procesowi nieustannego dopływu testosteronu do organizmu znacznie powiększyli objętość swego mózgu. To właśnie testosteron był akceleratorem tego procesu, przyczyniając się do wzrostu inteligencji człowieka.


No tak, ale są zwierzęta, które równie często kopulują, lecz nie następuje u nich tak zauważalny wzrost inteligencji, np. króliki, szczury.


Najważniejszą przyczyną tego faktu, że zwierzęta pozostały zwierzętami jest to, że kopulują one wyłącznie w celu prokreacji. Tylko człowiek zdolny jest do nieustannego uprawiania seksu dla przyjemności. To właśnie uczyniło z nas człowieka. Bonobo jest „najmądrzejszym” ogniwem łączącym świat zwierząt z człowiekiem. Pokazuje nam naszą przeszłość. Zanim „staliśmy się” australopitekiem i rozpoczęliśmy bieg ku inteligencji kromaniończyka, byliśmy takimi właśnie małpami bonobo.

Rozdział V

Księga Rodzaju

Jak wiadomo Biblia rozpoczyna się Księgą Rodzaju (z greckiego Genesis). Mowa jest w niej o tym, że to Bóg stworzył Ziemię, wszystkie rośliny i zwierzęta oraz człowieka, którego umieścił w Edenie. Później nastąpił upadek pierwszych ludzi (Adama i Ewy).


Pierwsze zdanie tej Księgi to: „Na początku stworzył Bóg Niebo i Ziemię” (Księga Rodzaju 1, 1). Każdy wyznawca wiary monoteistycznej wierzy, że to Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, że chcąc ukarać człowieka, spuścił na niego Potop, że dzięki Noemu i jego Arce uratował gatunek ludzki i wszystkie zwierzęta z tego pogromu. Wierzący wyznają to za podstawę, kanon swojej religii — Bóg jest Stwórcą. No tak, ale jak ma się to do naukowo potwierdzonych dowodów, iż Ewolucję Życia na naszej planecie należy liczyć w miliardach lat.


Wydawałoby się, że jest to sprzeczne z logiką ale można udowodnić, iż nauka i wiara nie stoją ze sobą w sprzeczności. Przyjmując, że Biblia jest symboliczną przenośnią o ukrytym znaczeniu, to zawarty w niej fragment o Ablu i Kainie należy „rozumieć” jako opowieść o losach Neandertalczyka i Człowieka z Cro-Magnon, z czasów gdy te dwa gatunki żyły obok siebie.


Do pewnego momentu spokojnie egzystowały ze sobą. Później nastąpiła rywalizacja i w konsekwencji zagłada jednego, słabszego gatunku. W nauce jest to dość dobrze opisana historia. Wiara fakt ten opisuje własnymi słowami.


Jednakże dopiero łącząc te dwie „opowieści”, mamy całą prawdę o tym, co wtedy, (około 40—30 tysięcy lat temu), zaszło. Mając do dyspozycji „fakty” i „motywy” tej niezaprzeczalnej „zbrodni”, jasne staje się, że to Kain — człowiek z Cro-Magnon, „unicestwił” Abla — Neandertalczyka. Fantastyka? Być może. Jednak jeszcze raz powtarzam, iż Biblię trzeba traktować symbolicznie, a nie dosłownie.


Stosując zasadę — Biblii jako kodu — jasnym okazuje się, kto był głównym „inspiratorem” tego bezwzględnego w skutkach czynu. Tu już wkraczamy w zakres kompetencji samego Boga-Stwórcy. Nie naszą sprawą jest oceniać jego zamierzenia i czyny. On to, mając w zamiarze uczynienie (z drobnych organizmów pierwotnych, później z gadów ssakopodobnych, z ssaków wielkości lemura, z hominidów), człowieka, mając tak „mierny materiał wyjściowy”, musiał „pozbywać” się jego form pośrednich, aby dojść do formy końcowej, czyli człowieka współczesnego. To, czy powinny jednocześnie istnieć pośrednie „mniej doskonałe prototypy” człowieka: homo habilis, homo erectus, homo sapiens neandertalensis, jest tylko i wyłącznie decyzją Stwórcy.


Takich przykładów w Pierwszej Księdze Mojżeszowej znajdziemy więcej. Cały proces tworzenia Wszechświata, Życia na Ziemi, odpowiada szczegółowo i bez żadnych odstępstw od wiedzy współczesnej Nauki.


1. Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię (Księga Rodzaju 1, 1–5).

Wielki Wybuch i utworzenie się skorupy ziemskiej.


2. Powstanie sklepienia i oddzielenie wody pod sklepieniem (1, 6–8).

Sinice, utworzenie się atmosfery.


3. Suchy ląd, zielona trawa (1, 9–12).

Pierwsze rośliny na Ziemi.


4. Światła na sklepieniu (1, 14–18).

Słońce i Księżyc.


5. Wielkie potwory (1, 21–22).

Era panowania dinozaurów.


6. Bydło, płazy i inne zwierzęta (1, 24–25).

Epoka już po wyginięciu dinozaurów.


7. Uczyńmy człowieka na obraz nasz (1, 26–31).

Proces „tworzenia” człowieka — od małp człekokształtnych po hominidy. Zwraca uwagę bardzo ważne stwierdzenie „nasz”. Dlaczego twórcy Biblii użyli określenia „Bóg” w liczbie mnogiej? Odpowiedź na to zasadnicze pytanie w dalszej części książki „Gloria Olivae”.


8. Tak zostały ukończone niebo i ziemia (2, 1–7).

Proces „uczłowieczania” hominidów został już ukończony. Ostatnim etapem tego procesu był Człowiek z Cro-Magnon — w pełni już ukształtowany i z przygotowanym do dalszej „obróbki” umysłem.


9. Potem umieścił człowieka w Edenie (2, 8–25).

„Prymitywny” Człowiek kromanioński opanował Lewant i Europę. Stworzenia kobiety z żebra Adama nie należy traktować dosłownie. Chodzi tu o to, że zarodek ludzki posiada zarówno samcze, jak i samicze zawiązki płciowe. Jeżeli zarodek ma chromosom Y, powstaje białko wywołujące rozwój jąder. Te z kolei wydzielają hormony powodujące rozwój penisa i męskich gonad. Jeśli nie ma chromosomu Y, powstają organy kobiece.


10. Upadek pierwszych ludzi (3, 1–24).

Wąż kusiciel i wypędzenie człowieka z raju. Człowiek kromanioński uzyskał samoświadomość o własnym człowieczeństwie. „Zobaczył”, iż nie jest już „nagim” hominidem, ale człowiekiem, który musi wziąć w swoje ręce dalszą przyszłość. Musi wziąć się do pracy — nastąpiło przejście z łowiectwa do zaczątków rolnictwa. W całej tej sprawie najważniejszy jest wąż. Wąż jako przenośnia będzie bardzo ważnym elementem „układanki”, którą przedstawię w kolejnych rozdziałach.


11. Kain i Abel (4, 1–16).

Tę historię już znamy.


12. Potomkowie Kaina (4, 17–24).

Człowiek z Cro-Magnon rozprzestrzeniając się, opanowuje coraz to nowe lądy.


13. Kolejny syn Adama i Ewy — Set i jego potomkowie (4, 25–26).

Potomkowie Kaina rozprzestrzeniają się po świecie. Set symbolizuje te ludy i plemiona, które mieszkały na terenach Lewantu — czyli na Bliskim Wschodzie.


14. Wtedy zaczęto wzywać imienia Pana (4, 26).

Jest to bardzo ważny moment w całej „egzystencji” człowieka. Kromaniończyk nie jest już „ciemnym” człowiekiem. Dzięki „inspiracji” Boga tworzy sztukę — figurki, ryty, malowidła jaskiniowe. Pochówki zmarłych świadczą o wierze w życie pozagrobowe — wierzy już w Boga-Stwórcę.


15. Potomkowie Adama (5, 1–32).

Najwcześniejszymi potomkami Adama, są po wielu pokoleniach: Sem, Cham i Jafet. Długość życia tych wszystkich pokoleń nie jest oczywiście dokładnym odzwierciedleniem ich życia. Z pokolenia na pokolenie długość ta zmniejsza się. Oznacza to, że ci najstarsi w stosunku do młodszych stanowią perspektywę upływu czasu — od czasów najdawniejszych do czasów coraz nam bliższych. Tak więc Sem — jest praojcem Semitów, Cham — plemion chamickich, a Jafet — ludów indoeuropejskich.


16. Zepsucie rodzaju ludzkiego (6, 1–8).

Tego, że możliwości życia człowieka są ograniczone do mniej więcej 120 lat, nie trzeba tłumaczyć. Sprawa olbrzymów i zgładzenie człowieka z powierzchni Ziemi stanowi przygotowanie do podjęcia tematu Noego i jego Arki.


17. Noe, jego Arka i Potop (6, 6 — 8, 22).

Wyjaśnienie tematu Potopu w innych rozdziałach.


18. Wtedy zbudował Noe ołtarz Panu (8, 20–22).

Ołtarz należy rozumieć jako religie monoteistyczne. Najpierw judaizm, później chrześcijaństwo i islam. Nie zapominajmy jednak i o innych religiach: buddyzmie, szintoizmie czy religiach „Nowego Świata”, Afryki, Polinezji.


19. Przymierze Boga z Noe (9, 1–17).

Czasy „po potopie”. Sprawa łuku też jest ważna, jednakże podobnie jak sprawa węża czy Potopu będzie omówiona w innym miejscu.


20. Noe i jego synowie (9, 18 — 10, 32).

Są tu wymienieni poszczególni potomkowie Jafeta — czyli ludy indoeuropejskie, synowie Chama — plemiona, państwa nieżydowskie — Babilon, Akkad, Kannan, Kusz, Filistyni, synowie Sema — plemiona żydowskie: Hebrajczycy, Elam i inne.


21. Wieża Babel (11, 1–9).

Nie jest to tylko bajeczka dla wytłumaczenia mnogości języków na Ziemi. Wieża Babel symbolizuje raczej Wiarę Babel. Wyjaśnienie tego problemu związane jest z czasami sprzed potopu.


22. Potomkowie Sema (11, 10–32).

Ciąg dalszy „wyliczanki” aż do Abrahama.


23. Powołanie Abrahama (12, 1 — 15, 21).

Jest to ogólnie znana historia jego życia. Temat ten jest osią całej historii Religii judaistycznej.


24. Hagar i Ismael (16, 1–16).

Przyczynek do powstania historii religii Islamu.


25. Obrzezka znakiem przymierza (17, 1–27).

To też jest ważny temat. Wyjaśnienie jak w punkcie 23.


26. Abraham, Izaak, Jakub, Józef, wędrówka „ludu wybranego” do Egiptu (18, 1 — 50, 26).

Jest to historia Izraelitów.

Rozdział VI

Przedszkole — czyli trochę Sztuki

Tak więc Bóg stworzył człowieka. Trafniejsze w tym miejscu byłoby stwierdzenie, że Bóg, który został naszym „Ojcem”, został obdarowany przez „Matkę Naturę” niemowlęciem. Człowieka kromaniońskiego, który został ostatnim — końcowym elementem procesu ewolucji — można porównać właśnie do tego nowo narodzonego dziecka. „Ciąża” trwała bardzo długo — od początków życia na Ziemi, aż do szczęśliwego narodzenia — człowieka z Cromagnon.


Ale spłodzić dziecko to żadna sztuka, ważniejszą sprawą jest teraz jego wychowanie. Od oseska do człowieka dojrzałego trzeba się nim opiekować, uczyć go w szkole życia. Metoda nauki, jaką obrał nasz Ojciec, jest bardzo prosta: żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba najpierw je zrobić. Ale tę metodę można zastosować, dopiero gdy „niemowlę” będzie w stanie cokolwiek zrozumieć.


Człowiek kromanioński (jak wiemy z rozdziału trzeciego) „urodził się” około 100 tysięcy lat temu. Przez następnych 70 tysięcy lat następował powolny proces przechodzenia człowieka z okresu niemowlęcego do wieku, który umożliwiałby jakąkolwiek naukę.    Około 30 tysięcy lat temu człowiek osiągnął wiek mniej więcej odpowiadający wiekowi przedszkolaka, 3–4 lata. Jak wiadomo, dzieci w tym wieku coraz więcej czasu powinny poświęcać na naukę. Taką nauką mogą być na przykład czynności, dzięki którym rozwijają się jego zdolności umysłu.


Zdolności manualne, umiejętności komunikowania się z otoczeniem i inne rozwijane są u dziecka poprzez zabawę, malowanie, rysowanie. Czynności te rozwijają u dziecka także i psychikę.   Czymże właśnie są te wszystkie malowidła odnajdywane w jaskiniach całej Europy i Lewantu, rzeźby wykonywane z kości i kamienia, ryty naskalne, jak nie pozostałościami po epoce „przedszkolnej” człowieka. Dzięki tym malowankom umysł człowieka powoli dojrzewał do tego, by dziecko posłać do „szkoły życia”. Naukowe opracowania dziejów sztuki dokładnie opisują cały proces rozwoju „talentu” człowieka:


— faza szatelperońska (35 tysięcy lat p.n.e.), oryniacka (30–27 tysięcy lat p.n.e.), grawersko-protosolutrejska (25–18 tysięcy lat p.n.e.), solutrejska i wczesnomagdaleńska (17–13 tysięcy lat p.n.e.), środkowomagdaleńska (13–10,8 tysięcy lat p.n.e.), późnomagdaleńska (10,8–8,5 tysięcy lat p.n.e.).


Najważniejszą sprawą w całej tej „radosnej” twórczości kromaniończyka jest omówienie przy pomocy punktu 14 z rozdziału piątego pewnego znamiennego w skutkach faktu. Otóż w punkcie tym mowa była o bardzo ważnym momencie w całej egzystencji człowieka. Mianowicie wtedy zaczęto wzywać imienia Pana (Rodz. 4, 26). Okres ten omówiony w punkcie 14 rozdziału piątego odpowiada mniej więcej okresowi „przedszkola” Człowieka.

Oprócz malowideł naskalnych kromaniończyk rzeźbi figurki kobiety zwanej paleolityczną »Wenus«. Są to lata między 25–18 tysięcy lat p.n.e. Wcześniej, między 30–27 tysięcy lat p.n.e., obok występującego nadal barwienia ciała, skór zwierzęcych, broni, pojawiają się pierwsze próby rycia i modelunku na niewielkich i luźnych odłamkach skalnych. Pojawiają się ułamkowe zarysy łba, grzbietu czy odnóży zwierzęcia, schematyczne przedstawienie organów rodnych czasem zestawione ze sobą w sposób świadczący o budzeniu się wyobrażeniowych skojarzeń, które w dalszych fazach będą stanowić wątek przewodni całej tej sztuki. Drugi etap rozwoju języka plastycznego epoki paleolitu 25–18 tysięcy lat p.n.e. — przy całym zróżnicowaniu i zmienności kamiennych »przemysłów« — znamionuje pewną jedność kulturową plemion myśliwskich na ogromnym obszarze od Atlantyku po Bajkał.


Wyrazem tej jedności są właśnie te figurki paleolitycznej »Wenus«. Figurki »Wenus« charakte ryzuje ogólnikowo zarysowana, pozbawiona rysów głowa, drobne ramiona, ledwo zaznaczone ręce, jakby szczątkowe, często wręcz pomijane stopy przy silnie rozbudowanych partiach centralnych — piersi, bioder, brzucha. Ta wspólna rygorystycznie respektowana formuła nie wyklucza znacznego bogactwa indywidualnych wariantów interpretacyjnych — od najbliższych prawdzie anatomicznej statuetek z Kostinek czy Dolnich Vestonic, poprzez krępy przysadzisty kształt Wenus z Willendorfu, aż po najbardziej przestylizowaną, abstrakcyjną nieomal w swym narastającym regularnie układzie krągłych form Wenus z Lespuge itd.

cytat: M. Porębski, Dzieje sztuki w zarysie.

To podkreślone zdanie oraz cała ta sprawa z figurkami Wenus są najważniejszymi „elementami” tego rozdziału. Tak więc według punktu 14 rozdziału piątego człowiek kromanioński znał już pojęcie Boga-Stwórcy. To, że plemiona kromaniończyków stanowiły jedność kulturowo-plemienną (od Atlantyku, po Bajkał), co zostało potwierdzone przez jednakową twórczość artystyczną, świadczy o tym, że gdziekolwiek by on nie przebywał: czy w Hiszpanii, czy Bliskim Wschodzie, aż po Bajkał, stanowił jedność pod względem wiary w Boga-Stwórcę.


Nie była to może tak dojrzała wiara w Boga, jaka jest obecnie, ale weźmy pod uwagę, że jego poziom percepcji rzeczywistości był zaiste na poziomie przedszkolaka. A jednak ta, niedoskonała być może, wiara była powszechna. Rozpościerała się nie tylko wśród ludów Europy, Lewantu i Dale kiego Wschodu, ale także i na pozostałych kontynentach. W tym miejscu można już chyba „odszyfrować” znaczenie punktu 21 z rozdziału piątego mówiącego o Wieży Babel.


Cała ziemia miała jeden język i jednakowe słowa (Rodz. 11, 1). Tą Wieżą Babel była jednakowa wiara w Stwórcę, jednakowa kultura i sztuka plemienna. Rozproszenie się języków jest tylko nawiązaniem do tego, że w istocie po potopie, to nie języki, ale wiara podzieliła się na różne wyznania — Wiara Babel.


Być może jest w tym momencie jest jeszcze za wcześnie na taką teorię, ale następne rozdziały dostarczą więcej dowodów na ten temat. Pozostaje jeszcze kwestia figurki „Wenus”, którą tworzyły wszystkie plemiona. Służyła ona do ściśle określonego celu.       Zagadnienie to zostanie opisane w stosownym momencie.

Rozdział VII

Szkoła — czyli rzecz o Einsteinie

W poprzednim rozdziale zajmowaliśmy się okresem między 30–8,5 tysiąca lat p.n.e. W Biblii odpowiada to mnie więcej punktowi 15 w rozdziale piątym. Nadszedł czas intensywnej nauki, ale też i pracy.

Najdawniejsi ludzie byli koczownikami polującymi na zwierzęta i zbierającymi jadalne części dzikich roślin. Przejście do uprawy roślin i życia osiadłego dokonywało się stopniowo. Najwcześniej rolnictwo rozwinęło się prawdopodobnie na Środkowym Wschodzie około 9000 r. p.n.e. na urodzajnym obszarze w kształcie półksiężyca. Kiedy ludzie zajęli się rolnictwem, zaczęli budować dla siebie stałe siedziby, a nawet całe miasta. Jednym z najbardziej znanych jest Jerycho, które około 8000 r. p.n.e. miało aż 2000 mieszkańców (później zniszczone i ponownie odbudowane). Około 6000 r. p.n.e. Catal Huyuk było kwitnącym miastem zamieszkanym przez około 5000–6000 ludzi. Zajmowali się rolnictwem, handlem, garncarstwem, tkactwem. W owym czasie tego typu ośrodki były bardzo nieliczne.

cytat: J. Chisholm, Historia świata w datach.

Ludzie żyli, pracowali na roli, ich wiedza coraz bardziej „rosła w siłę”. Ale jak to z takim uczniem — „nastolatkiem” czasami bywa, złapawszy trochę wiedzy, zaraz chce być mądrzejszy od swego nauczyciela. I o tym właśnie mówi punkt 16 z rozdziału piątego. Jakie są na to dowody? Bóg-Stwórca w czasach przedpotopowych miał o wiele bardziej „namacalny” kontakt z człowiekiem, niż możemy to obecnie „zaobserwować”.


Na czym ten kontakt miałby polegać? Otóż twierdzę, że: Bóg mógł się z człowiekiem kontaktować, wpływać na jego czyny, postępowania poprzez mózg — który stanowił swoistą antenę odbiorczą.

Sposób funkcjonowania mózgu jest niewytłumaczony w kategoriach zwykłych od działywań elektromagnetycznych. Działanie mózgu — we wszystkich jego aspektach świadomości, nadświadomości i nieświadomości zbiorowej, telepatii, prekognicji, zmienionego stanu — stanie się bardziej zrozumiałe, jeśli założymy, że mózg to antena biologiczna zdolna do odbierania sygnałów z zewnątrz, z wszechogarniającego subtelnego pola informacji. W 1955 r. 76-letni Albert Einstein podarował swój mózg nauce. Mózg ten został pocięty na 240 części, które sfotografowano i każdą z osobna, zatopiono w celuloidzie, po czym zaaplikowano formaliną. Dopiero w 1999 r. Sandra Witelson — profesor na wydziale psychiatrii i neurologii Uniwersytetu McMaster w Hamilton w stanie Ontario — w wyniku pomiarów mózgu wykazała, że płaty ciemieniowe, które znajdują się w tylnej górnej części czaszki, były wyraźnie, bo o 15 procent większe niż zazwyczaj, a także niespotykanie symetryczne na obu półkulach. […]

Uczona stwierdziła także, że normalnie głęboka bruzda Sylwiusza oddzielająca płat skroniowy, który odpowiada za słyszenie i mowę — od czołowego i ciemieniowego, u Einsteina niemal nie istniała. Wynika stąd wniosek, że komórki nerwowe nie miały przeszkody w tworzeniu rozległych połączeń pomiędzy płatami i budowaniu w korze mózgowej wysoce zintegrowanej sieci.

cytat: M. Kuczyński, Majowie, Einstein i antena mózgowa, „Nieznany Świat” 2000, nr 10.

Tak więc to kształt naszego mózgu (nie rozpatrujemy na razie innych aspektów tego problemu) jest odpowiedzialny za telepatyczny „kontakt”. Wszystko to nie było by możliwe bez „inspiracji” samego Boga, bez której nasz mózg byłby tylko zwykłym „nieczynnym odbiornikiem”. Człowiek żyjący w tamtych czasach, czyli „nastolatek”, osiągnął taki poziom wiedzy, iż uświadomił sobie, jakie potencjalne możliwości ma jego „odbiornik”. Ale zamiast powoli „udoskonalać” swoją wiedzę i poziom życia (czekały go jeszcze długie lata terminowania), postanowił „przyspieszyć” nieco ten proces.

U Majów ucisk deseczek nakładanych na czoło, potylicę i skronie niemowlęcia sprawiał, że w ściskanej puszcze (jak w tubie pasty do zębów zgniatanej palcami), substancja mózgowa przesuwała się ku górze, swobodniej rozwijały się płaty ciemieniowe, a w ściśniętej części w masie mogły znikać bruzdy ciemieniowe, co umożliwiło powstawanie połączeń nadliczbowych.


Kompilowała się w ten sposób i poszerzała sieć neuronów — antena zyskiwała większą pojemność i zdolność dostrajania się do szerszego zakresu subtelnych sygnałów. Następował łatwiejszy i obfitszy niż u innych ludzi odbiór sygnałów, intuicyjnej wiedzy i archetypicznych idei z subtelnego pola, wymiana z innymi mózgami, a wreszcie z wyższymi bytami. Majowska sztuka ukazuje postacie niemal zawsze z profilu. Na malowidłach i płaskorzeźbach wyraźnie więc widać spłaszczone, wydłużone ku tyłowi czaszki, najczęściej zresztą skryte pod ozdobnymi czapami z piór, liści i futer.

cytat: M. Kuczyński, Majowie, Einstein i antena mózgowa, „Nieznany Świat” 2000, nr 10.

Miejsca odnajdywania czaszek o wyraźnie zniekształconych kształtach stanowi jeszcze jeden argument na to, że wiedza człowieka — wiara w Boga była w prechistorii powszechna.

Odkształcenia zaczynają się na skroniach, od czoła czaszka wybrzusza się, a potem zwęża ku górze, jak odwłok osy. Często potylica ma objętość trzykrotnie większą niż w normalnej czaszce. Deformacje czaszek spotykamy u Inków, w Peru, Ameryce Północnej, Meksyku, Ekwadorze, Boliwii, Patagonii, Oceanii, w euroazjatyckim pasie stepów, w środkowej i zachodniej Afryce, w górach Atlasu, w prehistorycznej Europie (Bretanii, Holandii), w starożytnym Egipcie.

cytat: E. von Daniken, Oczy Sfinksa, Warszawa 1992.

Tak więc, drogi czytelniku, te deformacje czaszek i próba „przyspieszenia” nauki czy też próba „podglądania” samego Boga — to właśnie ta zakodowana informacja z Biblii: Zepsucie rodzaju ludzkiego (Rdz 5, 1 — 6, 8). Właśnie to — „podglądanie” Boga — stało się podstawową przyczyną „potopu”. Ale sam „potop” nie jest również (zgodnie z zasadą „zakodowania” Genesis) potopem w dosłownym tego słowa sensie. Żadnych opadów deszczu i potopu nie było. Jest to tylko przenośnia. O tym w następnych rozdziałach.

Rozdział VIII

Arka Noego — czyli trochę Architektury

Tak wiec doszliśmy już do punktu 17 z rozdziału piątego. Czasy przedpotopowe odpowiadają w Biblii części Rodz. 6, 9 — Noe buduje Arkę. Przyczyny „potopu” opisane są w rozdziale siódmym.     Przypomnimy sobie wers 3, 22: „I rzekł Pan Bóg: oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia i nie zjadł, a potem żył na wieki!”.


Ostrzeżenie to, tak dramatyczne, jednak na nic się zdało. Zniekształcanie czaszek stało się przyczyną „potopu”. Bóg w stosunku do człowieka miał swoje zamiary, dlatego też nie unicestwił go całkowicie. Tego „nastolatka” spotkała zasłużona kara. Karą było całkowite wyczyszczenie pamięci z tej „taśmy filmowej”, jaką jest nasz mózg. Wszystko to, co „podejrzał” człowiek, zostało zalane niczym potop, który zalewa ziemię. Tak, więc to słowo użyte w Biblii — „potop” — to ten proces „kasowania pamięci”.


Kim był Noe? Noe — jest tylko symbolem (a nie człowiekiem z krwi i kości) tych wszystkich ludzi, którzy dzięki „inspiracji” Boga mieli zbudować dla przyszłych pokoleń, równie symboliczną arkę, my zaś jesteśmy następnymi pokoleniami synów Noego. Nie znamy swojej przeszłości, została ona „zalana” w „potopie” przez Boga-Stwórcę. Zostaje jeszcze sprawa arki. Jest to główny temat tego rozdziału. Arka w Biblii była tylko niewielką barką, która jednak pomieściła w swoim wnętrzu wszystkie gatunki zwierząt. Każdy niedowiarek mógłby się z tego tylko śmiać. Ale ta arka jednak naprawdę istnieje, choć tylko w symbolicznym znaczeniu.


Tą arką są wszechogarniające nas, znajdowane na całej kuli ziemskiej, pozostałości po kulturach i cywilizacjach prehistorycznych. Myślę tu szczególnie o architektonicznym aspekcie tych wszystkich budowli, grobowców, piramid, petroglifów, rzeźb, rysunków naskalnych i naziemnych. Materiał jest tak ogromny, że z chęcią chciałbym przedstawić czytelnikom wszystkie jego elementy. Jednak z powodu braku miejsca przedstawię tylko pojedyncze przykłady, które są reprezentatywne dla poszczególnych typów i rodzajów budowli. Najpierw mały wstęp.


Z rozdziału szóstego wiadomo, że człowiek kromanioński tworzył figurki „Wenus”. Były to figurki przedstawiające nagą kobietę o wyraźnie uwypuklonych kształtach i z wyeksponowanymi miejscami „erogennymi” — biustem i kroczem kobiety. Te cechy kobiecości figurek miały, dla ich twórców i oglądających te figurki, bardzo wyraźny podtekst erotyczny.


Wiadomym jest, że mężczyzna-samiec osiąga bardzo wiele zadowolenia z samego tylko oglądania nagiego ciała kobiecego — krótko mówiąc, jest „wzrokowcem”. Poza tym figurki te mogły być „substytutem” kobiety. Znaczenie tego „substytutu” może być wielorakie. Będzie jeszcze o tym mowa w dalszej części książki. Dlatego też tak powszechnie znane pojęcie, figurki „Wenus”, przedstawiające ideę „Matki Ziemi” należy uznać za niewłaściwe.


Figurki „Wenus” miały bardzo ważną rolę do spełnienia. Cały świat człowieka sprzed „potopu” był nasycony takim samym erotyzmem i seksualnością, jaki znamy już ze świata bonobo. Tak jak u bonobo: fallus, testosteron i mózg były głównymi czynnikami wzrostu inteligencji człowieka „przedpotopowego”.


Człowiek dokładnie wiedział, jaka czeka go „kara”, i podobnie jak amerykańscy naukowcy (próbnik Pioneera) postanowił przekazać nam „zaszyfrowaną” informację o swoim świecie. Głównymi i najważniejszymi informacjami przekazywanymi przez naszych przodków są, jak się okazuje, te informacje, dzięki którym my, „ciemni” jego potomkowie, będziemy mogli, czytając te „szyfry”, dowiedzieć się o tym, co lub kto był przyczyną naszego przyjścia na świat.


Wyobraźmy sobie, że my żyjący współcześnie jesteśmy po wielu latach niewiedzy „odhibernowani”. Kto nam udzieli wskazówek i informacji o przeszłości? Człowiek w wyniku procesu „potopu” został właśnie „zahibernowany” i nie ma już tej pamięci. Naszym „akuszerem” i „anestezjologiem” jest Bóg, ale może on się porozumieć (przez antenę mózgową) tylko z istotą o „pewnej” już inteligencji i wiedzy. Nastał wiek ciemny. Powoli człowiek musiał od nowa, niejako za karę, zdobywać wszystkie wcześniej zdoby te umiejętności. Ale dzięki zmyślności człowieka „przedpotopowego” możemy odnaleźć jego zakodowane ślady.


Do odkodowania tych szyfrów potrzebny jest klucz. Tym kluczem jest właśnie konkluzja. Posługując się wszystkimi informacjami z rozdziału czwartego będziemy mogli z łatwością rozszyfrować problem przedpotopowej architektury, która jest tym szyfrem.


Petroglify — są to ryty naskalne wydrapywane na zboczach skalnych na Saharze Tassili (Algieria), w dżungli Mato Grosso, w dalekim Jemenie, na wybrzeżach południowego Chile. „Widokówki” z dalekiej przeszłości znajdujemy od Hawajów po środkowe Chiny, od Syberii po południową Afrykę. Na mroźnej Alasce i na rozpalonej słońcem Wyżynie Kimberley w Australii.

Niedaleko Peterborough w prowincji Ontario na potężnym bloku krystalicznego wapienia zwanego »białym marmurem« o wymiarach 55 na 30 metrów znajduje się ponad 900 rysunków wykonanych przypuszczalnie przez Algonkinów w okresie 900–1400 r. n.e.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Dla lepszego zrozumienia sensu ukrytych znaczeń „przedpotopowej architektury” zatrzymajmy się na chwilę przy tym petroglifie. Samo słowo — petroglif — wskazuje na to, że te „obrazki” można zobaczyć tylko i wyłącznie z lotu ptaka.

Tę zapomnianą przez stulecia świętą skałę odkrył ponownie w 1924 r. historyk Charles Kingam. Wyryte tu łodzie różnią się od tych, jakimi pływali Indianie, natomiast jedna łódź słońca — stylizowany statek szamana z długim masztem za kończonym słońcem — przypomina petroglify z północnej Rosji i Skandynawii. Jak twierdzą Romas i Joan Vastokas — najwięksi znawcy Peterborough — Indianie uważali jedno z pęknięć w skale za wejście do podziemnego świata lub symboliczne łono »Matki Ziemi«.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

W tej jednej skale wapienia zawiera się cały sens rytów naskalnych i wszystkich innych wspomnianych wcześniej budowli. Otóż Bóg-Stwórca nie tylko zaplanował, że człowiek „przedpotopowy” wykona te ślady, ale ten, który te ślady odnajdzie, swoim poziomem wiedzy musi być gotowy, by móc je odczytać. Ten moment właśnie nadszedł. Głównym założeniem było, by te tropy mógł odczytać tylko człowiek, który uniesie się w powietrze i z tej perspektywy odczyta, dzięki kluczowi — konkluzji — ich sens.


Szyfrem jest architektura, kluczem konkluzja, brakowało tylko jednego elementu — by człowiek jak ptak uniósł się w powietrze. I ten warunek został już spełniony. Wcześniej przez całe stulecia ludzie widzieli te wszystkie budowle, piramidy, kopce, kręgi i „nie widząc”, nie znali ich ukrytego sensu.


Jednak byli tacy ludzie, którzy w przebłysku swojego geniuszu „domyślali się” ukrytych znaczeń tych czy też i innych śladów, np. Leonardo da Vinci. Lecz nie był spełniony podstawowy warunek, warunek czasu — człowiek nie był jeszcze gotowy, by się o wszystkim dowiedzieć. Przykładem tej „szczątkowej” wiedzy jest kult „Człowieka-Ptaka”. Jest to traumatyczne marzenie człowieka o tym, by móc wznieść się w powietrze i odczytać ukryty sens petroglifów oraz by dzięki temu móc obudzić „śpiącego przedpotopowego nastolatka”.


Ten moment „przebudzenia” właśnie nastąpił. Kult „Człowieka-Ptaka” odnajdujemy na całym świecie. Marzenie, by wznieść się w powietrze, było istotą tego kultu. Najbardziej spektakularnym przykładem miejsca, w którym rozwinął się ten kult, jest Wyspa Wielkanocna.

Rysunki naskalne w Peterborough

Ale wróćmy do skały w Peterborough. Po bliższym przyjrzeniu się choćby fragmentowi tego bloku kamienia, widać „zamysł” jego twórców. Łódź słońca symbolizuje to, że to Słońce jest naszym „życiodajnym światłem”, bez którego nasza egzystencja na Ziemi nie byłaby w ogóle możliwa. Obok przedstawiony jest symboliczny zarys człowieka, który został stworzony przez Boga. Widoczne jest Oko Boga — symbol Opatrzności Bożej, które nad nim nieustannie czuwa.


Linia łącząca Boga z głową człowieka świadczy o tym, że kontakt między Bogiem a człowiekiem odbywa się za pomocą właśnie takiej „anteny biologicznej”, jaką jest ludzki mózg. Obok przedstawione są różne postacie człowieka i zwierzęta.


Symbolizuje to genezę i ewolucję człowieka (patrz rozdział drugi). Poszczególne rodzaje budowli różnią się nieco między sobą swoją architekturą, jednak że wszystkie one mówią o jednym: o historii człowieka, o tym, co było, dzięki komu lub czemu (konkluzja) człowiek stał się człowiekiem.


Symboliczne łono „Matki Ziemi — sens i znaczenie tego łona mam nadzieję częściowo już zostało wyjaśnione — jest, z powyższych powodów, przedstawieniem figurki „Wenus”, którą tak zapamiętale rzeźbili kromaniończycy na całym świecie. I jeszcze jedna sprawa. Wszystkie te budowle, architektoniczne tropy, tworzone były w różnym czasie. Najstarsze około 3–6 tysięcy lat temu.


Skała w Peterborough powstała już w naszym wieku. Zachodzi pewna sprzeczność różnicy czasu. Otóż jak wskazują na to dowody, symboliczny „potop” wcale nie musiał odbywać się jednakowo, w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Jest jedna podstawowa przyczyna tego procesu.


Wszystkie te cywilizacje, plemiona, kultury osiągały apogeum swojego rozwoju w różnym czasie, ale podlegały podstawowemu schematowi — tworzyły swoje cywilizacje i po zostawiały po sobie te „ślady na śniegu” w postaci budowli. Cały ten proces będzie dokład nie wyjaśniony na przykładzie Wyspy Wielkanocnej, a także i innych cywilizacji: Majów, Egiptu, Chin itp.

Wiosną 1927 r. peruwiański archeolog Torbio Mejia Xesspe spostrzegł rysunki na ziemne. Dopiero w 1940 r. napisał na temat swojego odkrycia. Niemiecka geografka Maria Reiche zainteresowała się Nazca.            Rysunki naziemne nazwano potocznie drapańcami. Rysunki te wyobrażają tylko jedną małpę, pająka, wieloryba, psa, legwana, kolibra, za to ponad dwadzieścia wizerunków ptaków. Wizerunek małpy ma tylne łapy z trzema palcami, jedną z czterema, a druga z pięcioma.

Te dziwne linie na peruwiańskiej pustyni nazwano największą zagadką świata. Gigantyczne linie proste na piasku, odkryte ponownie dopiero niedawno z pokładu przelatującego samolotu, ciągną się na obszarze 500 kilometrów kwadratowych.

Metodą węgla aktywnego rysunki datowano na połowę IV wieku n.e., mogą być jednak starsze. Są one dziełem kultury Nazca. Dlaczego jednak widać je tylko z powietrza?

cytat: E. Von Daniken, Znaki z przeszłości.

Powtórzę: dlaczego rysunki Nazca widać tylko z powietrza?! Używając naszego klucza oraz tego, o czym „mówi” wstęp poświęcony petroglifom, znalezienie odpowiedzi na to pytanie będzie dziecinnie proste. W rysunkach kultury Nazca wyraźnie widać, jakimi geniuszami (oczywiście w odpowiednich proporcjach) byli ci, którzy tak jak w Peterborough w tak zwięzłej formie potrafili przekazać swoje „credo” nam — ich następcom.


Ale „credo” to mogło być odczytane tylko z pokładu samolotu. Ludzie kultury Nazca użyli tego samego kodu, co wszyscy inni — kultu Człowieka-Ptaka. Co jest takiego genialnego w tych rysunkach? Otóż, aby poinformować nas, że ludzie z Nazca byli świadomi tego kultu — użyli wizerunków ptaków, których jest najwięcej.


To, że znajdowało się tam tylko po jednym wizerunku zwierząt — świadczy o ich znajomości teorii ewolucji. Wyróżnili podstawowe rodzaje zwierząt: gady, ssaki, ryby, pajęczaki itp. Dzięki rysunkowi małpy z różną, zwiększającą się liczbą palców genialnie wykazali swoją znajomość teorii ewolucji, dużo wcześniej przed Darwinem. Ten rysunek małpy zasługuje, na to by porónać go z rysunkiem z próbnika Pionieera.


W Peru na wybrzeżu Pacyfiku znajduje się miasteczko rybackie Pisco. W miejscowości tej na brzegu zatoki, w ścianie grzbietu górskiego można zobaczyć znak olbrzymiego trójzębu lub świecznika — „El candelarbo”. Wyjaśnienie tego znaku będzie tematem innych rozdziałów.

Przez cały XX wiek Amerykanie próbowali rozwiązać zagadkę usypanych przez ludzi kopców występujących w wielu miejscach Stanów Zjednoczonych od południowego wschodu po środkowy zachód.

Wysunięto hipotezę, że tereny te zamieszkiwała jakaś obca rasa, przybyła być może z Meksyku, Skandynawii, a nawet legendarnej Atlantydy.          Kopiec Węża w stanie Ohio jest dziś bodaj najważniejszą z indiańskich budowli tego typu. Kto zbudował Kopiec Węża? Nie wiemy tego na pewno, ale najwięcej świadectw wskazuje na Indian Adena, którzy żyli tu od VI wieku p.n.e. do początków I wieku n.e. Cały nasyp ma 366 metrów długości i 1,5 metra wysokości. Z lotu ptaka przypomina węża z jajem bądź żabą w pysku. Z poziomu ziemi sylwetka węża jest trudno rozpoznawalna.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Kopiec Węża

Jaki jest ukryty sens tego kopca? Powtarza się sytuacja z poprzednich punktów tego rozdziału. Cały kompleks jest widoczny tylko z powietrza. Genialność tej konstrukcji jest porównywalna z poprzednimi. Indianie Adena ponad dwa tysiące lat temu symbolem węża przekazali nam całą swoją wiedzę na temat tego, co było i co nas jeszcze czeka w przyszłości. Kopiec Węża swoją budową symbolizuje to, o czym była mowa w rozdziale pierwszym. Jest to apoteoza cykliczności wszechświata.


Ogon tego węża symbolizuje Wielki Wybuch, jego ciało zaś pokrętne i zmienne koleje ewolucji, a pysk — końcowy etap „megacyklu” — pamiętany z teorii doktora Smoły i profesora Pierza. Genialnie proste!

Kopiec Cahokia — park stanowy nad środkową Missisipi obejmuje tereny zamieszkane niegdyś przez największą prekolumbijską społeczność Ameryki Północnej. Wznosiło się tu ponad sto piramid i kopców grobowych należących do przeszło 50 szczepów. Kultura Indian Cachokia rozkwitała mniej więcej w latach 1050–1250 n.e., na długo jednak przed przybyciem Europejczyków upadła. Najważniejszą budowlą był tu wysoki na ponad 33 metry Kopiec Mnichów, zajmujący powierzchnię 6,6 hektara, usypany z 623 000 metrów sześciennych.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Kopiec Cahokia

Wyjaśnienie idei tego kopca oraz jego kształtu znajduje się w rozdziale poświęconym Egiptowi. Przed omówieniem kolejnego tematu potrzebne będzie kolejne małe wprowadzenie. Być może powinno ono być ono zamieszczone w punkcie dotyczącym kopców, ale w po łączeniu z głazami będzie ono pełniejsze, a zarazem łatwiejsze do zrozumienia.


Każda kultura, każda cywilizacja, każde państwo na świecie ma swoje kopce. Czy będą to sztucznie usypane pagórki, kurhany, czy też naturalne wzniesienia lub szczyty gór (np. Newgrange, Uluru, Góra Chełmska oraz tysiące innych podobnych obiektów), to kopce generalnie swoją budową i kształtem symbolizują brzuch ciężarnej kobiety.


Każda nowa ciąża to nowe pokolenie, to coraz dalej posunięty krok w przyszłość. Dzięki tej przemianie pokoleń nastąpi w końcu upragniony przez wierzących w symbol „siły sprawczej” dzień, kiedy z tej „ciąży” narodzi się (odhibernuje) nowy, tym razem „rozumniejszy” człowiek. To, że takie czasy kiedyś nadejdą, wszyscy ci przedpotopowi ludzie wiedzieli i wierzyli w to, że dzięki tym ich potomkom będą mogli ponownie odrodzić się i zaistnieć w jakimś nowym, lepszym świecie.


Tak im obiecał Bóg-Stwórca (Genesis) i dzięki tej obietnicy tym bardziej ochoczo budowali swoje obiekty, nierzadko poświęcając na to całą swoją energię i możliwości. Weźmy pod uwagę, że niejednokrotnie ogromne kopce i inne obiekty budowane były przez społeczność o niewielkim potencjale, a jednak tylko i wyłącznie dzięki ich wierze było to możliwe.


Każde spojrzenie człowieka na taki wystający symboliczny brzuch przepełnione było tęsknotą i nadzieją na lepsze czasy. Różne kultury, cywilizacje, przemawiają do nas w odmienny sposób.


Idea kopców nierozerwalnie związana jest z ideą ustawiania głazów. W temacie głazów największymi specjalistami byli przedpotopowi Europejczycy. Mając do dyspozycji kilka tysięcy lat p.n.e. tak skromny zasób możliwości, także oni (tak jak inne ludy na pozostałych kontynentach) postarali się o różne genialne budowle.


Menhir — podłużny kamień ustawiony pionowo, mający charakter kultowy. Z celtyc kiego: man — kamień, hir — długi. Największe w Europie skupisko menhirów (ustawionych na sztorc głazów), w sumie około 3000, znajduje się nieco na północ od bretońskiego miasteczka Carnac.

Wszystkie — prócz 70 głazów — tworzą tu równoległe rzędy, jakby aleje. W Kremario znajduje się dziesięć takich rzędów, składających się z 1220 głazów. Jak dotąd ustalono wiek tylko jednego z tutejszych kurhanów — »St. Michel« — który powstał około 5000 lat p.n.e., czyli co najmniej 2000 lat wcześniej niż przypuszczano. Carnac było miejscem kultu w czasach rzymskich, później na głazach pojawiły się również chrześcijańskie krzyże. Wśród okolicznych mieszkańców przetrwała jednak pamięć o ich pogańskim pochodzeniu. W wieczór świętojański przy wejściu do alei rozpalają oni ogniska, a następnie przepędzają między rzędami głazów bydło i owce, nawiązując do pradawnych obrzędów, które miały zapewnić przychylność bogów urodzaju. Do dziś głazom przypisuje się magiczną moc, radząc parom, które mają problemy ze spłodzeniem potomstwa, by tańczyły między kamieniami, a młodym mężatkom, by na nich siadały. Przeznaczenie tych potężnych głazów ustawionych w długich szeregach jest wielką zagadką dla archeologów. Od hipotezy, że Carnac był potomkiem jakiegoś nieznanego narodu żeglarzy poprzez świątynie druidów, obserwatorium astronomiczne badające ruch Słońca i Księżyca, aż do koncepcji »kamiennego papieru milimetrowego« mającego obliczać położenie Księżyca.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Wszystkie te hipotezy świadczą o indolencji lub niewiedzy tych „naukowców”. Żeby wyjaśnić tę zagadkę, wystarczyłoby nie sięgać do fantastyki, tylko pochylić się z całym szacunkiem nad tymi wierzeniami ludowymi. W nich to właśnie, niczym we śnie (kiedy się obudzimy i niewiele pamiętamy), zawarta jest nasza cała „traumatyczna wiedza” na ten temat.

Menhiry w Carnac

Otóż zdania o bydle i młodych mężatkach dobitnie świadczą o tym, że ci przedpotopowi mieszkańcy Bretanii i całej Europy w menhirach widzieli symboliczną „spermę”, która niczym w chwili największego — szczytowego, symbolicznego uniesienia mężczyzny — wytryskuje całą swoją „energią”, w postaci strug w oczywistym kierunku. To są właśnie te kamienie ustawione w szeregi.


Mam nadzieję, że moimi czytelnikami, zgodnie z ostrzeżeniem ze wstępu, są ludzie dorośli. Wśród tych strug spermy — szeregów kamieni — czy też w pobliżu zawsze lub prawie zawsze znajduje się jeden, oczywiście największy kamień — symbolizujący męski narząd rozrodczy — fallus. Zgodnie z zasadą, że tam, gdzie są plemniki i pojedyncze głazy, tam musi znajdować się ich „spiritus movens”.

Wielki menhir z Locmariaquer — w rejonie Morbihan (Francja), to masywna iglica granitowa o długości 23 metry i ważąca około 348 000 kilogramów. Ciągnięcie jej po ziemi byłoby niemożliwe. Aby ją podnieść i podłożyć drewniane walce, potrzeba rozmieścić równomiernie 300 ludzi wokół 40 dźwigni. Do przetoczenia jej trzeba by 1750 ludzi lub 250 wołów. Lekkie wniesienie wymagałoby wysiłku 2100 ludzi lub 300 wołów. Wszystkie te prace wymagały idealnej koordynacji wysiłków.

cytat: L.-R. Nouqier, Tak żyli ludzie.

Jakie znaczenie miały głazy dla tych ludzi, już wiemy, ale aby stanowiło to jakąś całość, należy do tych głazów dodać równie symboliczne „jądra”. Przedstawiane są one w postaci dwóch głazów, ale także w formie kręgu — „worka mosznowego”. Na to, że taki był architektoniczny zamysł ich budowniczych, są dowody, np. Wielkie Zimbabwe, Egipt, La Venta, Wzgórze Tara, a w szczególności — najpiękniej zachowany tego przykład — Avebury. O wszystkich tych i innych budowlach będzie jeszcze mowa.


Zamysł twórców tych „sanktuariów ludzkiej prokreacji” nie byłby pełny bez jeszcze jednego, chyba najważniejszego elementu. Powyżej pisałem o kopcach. To właśnie kopce — czyli „ludzka ciąża” — są efektem tej męskiej „zapobiegliwości”.


Wszystkie te elementy: głazy — sperma, menhir — fallus, kręgi — jądra (worek mosznowy), kopce — kobiecy brzuch, stanowią doskonale przemyślaną i z wielką precyzją wykonaną architektoniczną całość. Od zbudowania tych obiektów minęło już wiele lat. Niektóre z nich czy w wyniku działalności misjonarzy, czy przez upływający czas zostały zniszczone, ale to, co pozostało, zaświadcza w całej swojej rozciągłości o zamiarach ich budowniczych.


Te perły „przedpotopowej” architektury są zarazem świadectwem jedności kulturowej i wiary całego tam tego świata. Idea tych budowli wszędzie była taka sama. Wszystkie te „tropy” przeszłości można odczytać tylko z pewnej wysokości (kult Człowieka-Ptaka). Można to wszystko dostrzec tylko wtedy, gdy na obiekty te spojrzymy z perspektywy lotu ptaka. Koronnym argumentem tego twierdzenia są Silbury i Avebury.

Silbury i Avebury Hill — wielki, megalityczny kompleks koło wsi Avebury w hrabstwie Wiltshire wyglądał niegdyś jeszcze okazalej niż Stonehenge, a jego najstarsza część, »Sanktuarium«, pochodzi mniej więcej z tego samego okresu (3000 lat p.n.e.). Wewnątrz potężnego kredowego wału wznosił się największy znany nam krąg. Tworzył go główny pierścień z 90 bloków, ważących około 5 ton każdy, i dwa mniejsze, liczące po 30 głazów. Aleja ustawionych pionowo kamieni łączyła Avebury z pobliską świątynią na wzgórzu Overton. Na południe od Avebury wznosi się Silbury Hill, największy w Wielkiej Brytanii usypany przez ludzi kopiec z około 2500 r. p.n.e. mający 183 metrów obwodu u podstawy oraz 55 metrów wysokości.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Na południe od Silbury Hill znajdują się dwa mniejsze kopce o wydłużonym kształcie, tzw. West Kennet i East Kennet, datowane na 3600 r. p.n.e. Kiedy spogląda się na Silbury Hill z wnętrza kamiennego kręgu, widać tylko górny segment kopca, wy stający ponad horyzont wytyczony przez naturalne wzgórze Waden Hill z lewej strony i inne naturalne wzniesienie w oddali z prawej. Linia horyzontu układa się w ten sposób, że wierzchołek Silbury Hill jest jakby wciśnięty między zbocze wzgórza Waden Hill a szczyt oddalonej grani. Rzeka Kennet, przepływająca przez sam środek kompleksu Avebury, wypływa ze źródła Swallowhead, biegnącego niecałe 800 me trów od Silbury Hill. Swallowhead to źródło okresowe — jesienią wysycha i wznawia działalność dopiero wczesną wiosną. Rzeka Kennet jeszcze stosunkowo niedawno, bo w osiemnastym stuleciu kojarzona była przez miejscową ludność z kobiecą waginą.

cytat: „Faktor X” 2001, nr 62.

Wszystkie elementy tej układanki w tym sanktuarium są genialnie umiejscowio ne. Avebury to nic innego jak „worek mosznowy z dwoma jądrami”. Gdzie są jego plemniki?

Przypuszcza się, że w samym środku mniejszego kręgu północnego wznosiła się jakaś konstrukcja, z której do dziś zachowały się tylko dwa głazy, zwane Cove. W centrum kręgu południowego stał niegdyś ogromny blok skalny o wysokości 6 metrów i obwodzie około 2,5 metrów. Pierwsi badacze tego miejsca nazwali go Obeliskiem. Niestety, w 1723 r. ten olbrzymi kamień runął, a następnie został pokruszony i usunięty.

cytat: „Faktor X” 2001, nr 62.


Silbury i Avebury Hill

Mogły to być właśnie w jednym przypadku plemniki, a w drugim równie „symboliczny” fallus. Silbury Hill to oczywiście symbol kopca — brzucha kobiety. Rzeka Kennet to symbol okresowej płodności kobiety, bardzo pomysłowo wkomponowany w całość kompleksu, który nie został zbudowany tylko po to, by sobie stał i by ludzie czasami na niego spoglądali. Co roku odbywały się tam uroczyste ceremonie, podobne w swoim charakterze do tych, które odbywały się w starożytnym Egipcie, Grecji i w innych cywilizacjach.


Na czym te ceremonie polegały? Ogólnie rzecz ujmując, związane one były z kultem Słońca. Poprzez fakt, że na zboczu wzgórza Waden Hill corocznie uprawiane jest zboże oraz, że łany tego zboża co roku o tej samej porze zasłaniają szczyt Silbury Hill, a po czasie żniw szczyt ten ponownie się ukazuje, można wysnuć jeden generalny wniosek.


Społeczność Silbury i Avebury (i inne im podobne żyjące ponad 5 tysięcy lat temu) w ten sposób „zaszyfrowanym” zespołem budowli świadczą o swej wiedzy, o tym, czego my tak „bardzo wykształceni” dopiero się domyślamy. Czyż ta cykliczność pojawiania się i znikania życia (ciąża kobiety Silbury symbolizuje zmienność pokoleń) nie jest analogiczna do „megacyklu” kosmologicznej teorii Wielkiego Wybuchu i końcowego kolapsu wszechświata? Właśnie w ten sposób to „kosmiczne perpetum mobile” zostało nam — ludziom z czasów „Człowieka-Ptaka” — przekazane.

Postawienie Stonehenge, najsłynniejszej budowli w Wielkiej Brytanii, musiało być nie lada wyczynem. Jak się szacuje, do przeciągnięcia każdego z pionowych głazów przez wzgórza Marlborough na dystansie 39 kilometrów 1500 ludzi potrzebowało dwóch miesięcy. Dawniej uważano, że była to świątynia, w której druidzi celtyccy kapłani składali ofiary z ludzi. Dopiero w XX wieku astronom Norman Lockyer wysunął do dziś powszechnie już przyjmowaną hipotezę o faktycznym przeznaczeniu Stonehenge — był to mianowicie rodzaj kalendarza, który pozwalał dawnym kapłanom obliczać położenie Słońca, Księżyca i planet w różnych porach roku. Lockyer odkrył, że w dniu letniego przesilenia Słońce wschodzi dokładnie nad główną Aleją w Stonehenge. To dlatego tradycyjnie świętowano tu co roku z tej okazji. Około 3300 lat p.n.e. w Stonehenge wzniesiono pierwszą budowlę z drewna. Pierwszy krąg kamienny, składający się z okrągłego nasypu o średnicy 98 metrów i otaczający 56 „jam Aubreya”, zbudowano około 2200 lat p.n.e. Stonehenge II, czyli dwie podkowy z błękitnego kamienia, powstało około 2000 lat p.n.e. Wiele z tych głazów usunięto następnie podczas budowy Stonehenge III — wielkiego kręgu z 30 megalitów spiętych poziomymi płytami i otaczającymi pięć trylitów w formie podkowy, wzniesionego około 1900 lat p.n.e.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Trylit — grupa złożona z trzech megalitów — dwóch stojących i jednego leżącego na ich wierzchołkach.

Megalit — wielka budowla wzniesiona z dużych bloków kamiennych i bez zaprawy. Wyraz pochodzi od greckich słów megai litos, co oznacza „wielki kamień”

Zewnętrzny pierścień głazów na wspornikach tworzył niegdyś pełne koło. Na ze wnątrz koła ułożone są na planie czworokąta — cztery kamienie zwane Station Stones — wyznaczające punkty wschodów i zachodów Słońca. Znajduje się tam również głaz zwany Heel Stone, który wyznacza punkt wschodu Słońca w dniu przesilenia letniego 21 czerwca. Meteorolog Terence Meaden zauważył zupełnie niedawno, że cień głazu zwanego Heel Stone wnika do wnętrza kręgu podczas wschodu Słońca w dniu przesilenia. Jego zdaniem jest to symbol współżycia Ojca Nieba z Matką Ziemią, przy czym krąg Stonehenge symbolizować ma boską macicę.

cytat: „Faktor X” 2000, nr 61.

Zrozumienie idei Stonehenge jest bardzo proste. Nie jest to żadne obserwatorium astronomiczne starożytnych „naukowców” ani także świątynia druidów, jak twierdzą różni „znawcy”. Najbliższy wyjaśnienia tego „problemu” jest Terens Meaden, lecz nie całkiem i nie do końca.


Znamiennym jest, że głaz Heel Stone 21 czerwca wnika w głąb kamiennego kręgu. Rzeczywiście rację ma Terens — cień padający od tego głazu w kierunku podkowy wnika w nią we wnętrzu kręgu i idealnie, niczym plemnik połączony z komórką jajową, „zagnieżdża się” w macicy. O tego momentu rozwija się nowy organizm, „nowe życie”. Swoją budową kompleks ten w istocie przypomina nie tylko macicę, ale także i pozostałe narządy, a mianowicie: cały brzuch wraz z jajnikami — żeńskimi gruczołami rozrodczymi.

Stonehenge

O tym, że jest to narząd parzysty, możemy się „przekonać”, przyglądając się uważnie dołkom 18 i 46, znajdującym się w kręgu Aubreya. Dołki 1, 55 tworzą swoiste „labia maiora”, zaś dołek 56 — substytut kobiecej łechtaczki.


Pozostaje kwestia udziału Słońca w tym procesie zapłodnienia, tej symbolicznej „kobiety”, jak chciał Terens — „Matki Ziemi”. Tak jak to już omawiałem przy okazji petroglifów — nie jest to żadna „Matka Ziemia” ani „Ojciec Niebo”, podobnie jak i figurki „Wenus”, które również nie są przedstawieniami „Matki Ziemi”.


Wszystkie te Matki — to nie Matki, tylko symbol Odradzania się Życia. Słońce, które 21 czerwca pojawia się zawsze w tym samym miejscu jest symbolem ponownych narodzin — po „zimowej śmierci”. Symbolizuje to, że ludzie, którzy już umarli i odeszli „w smugę cienia”, tak jak Słońce, które nieustannie, co roku pojawia się na „niebie życia”, powrócą kiedyś z „krainy ciemności”.


Avebury, Silbury Hill i Stonehenge są zatem potwierdzeniem idei cykliczności Wszechświata. Słońca w tym przypadku nie nazwałbym „Ojcem Nieba” tylko Bogiem-Stwórcą, a „Matkę Ziemię” Człowiekiem, którego to Bóg-Stwórca tworzy od podstaw (punkty 1, 2 rozdziału piątego).


Petroglify Peterborough i inne rysunki naziemne, np. Nazca, rysunki naskalne, głazy np. Carnac, wielki megalityczny kompleks Avebury i Silbury Hill, Stonehenge — wszystkie te obiekty, jakie zbudował ten sam symboliczny „Noe”, czyli „przedpotopowy nastolatek”, zawierają różne idee. Chociaż różnią się trochę przekazem lub formą, wszystkie jednak mówią jednym głosem i — co najważniejsze — mówią o tym samym. Mówią, że to Bóg jest stwórcą człowieka, że wszystko to, co człowiek czyni, wynika z „intencji i inspiracji” naszego Ojca.


Wszystko to jest „możliwe” dzięki trzem głównym czynnikom, którymi są: fallus, testosteron (ogólnie rzecz ujmując) oraz mózg człowieka, czyli dzięki konkluzji (symbolicznemu kluczowi).               Potwierdzeniem teorii „interwencji” Boga — tu rozumianego jako Słońce i poczęcie „nowego życia” w ciele symbolicznej kobiety — jest przykład kompleksu w Newgrange, chyba najpiękniejszy z zachowanych.

Wielki kurhan w Newgrange to jedna z najwspanialszych prehistorycznych budowli w Europie. Tradycyjnie uważany za miejsce pochówku królów Tary, powstał w istocie znacznie wcześniej, bo około 3200 r. p.n.e. Jest to w zasadzie typowy grobowiec galeriowy: długi tunel pod kopcem prowadzi do sklepionej wysoko komory z trzema niszami upodobniającymi ją do trójlistnej koniczyny. Współcześni archeolodzy twierdzą, że mogło to być obserwatorium astronomiczne. Po przeprowadzonej w 1962 r. przez Michaela O’Kelly’ego pieczołowitej renowacji udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że kopiec jest precyzyjnie usytuowany względem stron świata. O świcie w dniu zimowego przesilenia wnętrze grobowca oświetla przez kilka minut wąski promień. To samo można zaobserwować w dwóch innych kurhanach w okolicy, w Knowth i Dowth. Kiedy patrzy się na Newgrange z boku i z lotu ptaka, widać mur z przodu kopca obudowany białym kwarcem.

U podstawy ściana ma szerokość 97 kamieni ciasno ułożonych jeden obok drugiego. Wokół kurhanu stoi 12 spośród oryginalnych 35 głazów, tworzących niegdyś kamienny krąg. Pośrodku kurhanu znajduje się pomieszczenie z nadwieszonym sklepieniem. Ułożone poziomo warstwy kamieni zwężają się stopniowo ku górze. Wejścia do Newgrange „strzeże” potężny (3 metry na 1) kamień krawężnikowy.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Drogi czytelniku, jesteś już w takim miejscu tej książki, że sam już powinieneś umieć oddzielić ziarno od plew. Jeśli uważasz, że kurhan Newgrange jest „astronomicznym obserwatorium” lub też miejscem pochówku jakichś królów, to wynika z tego, że niezbyt dokładnie czytałeś poprzednie rozdziały.


Jeśli jednak nadążasz za moim tokiem rozumowania, to sam, bez mojej pomocy uznasz, że nie jest to ani obserwatorium, ani żaden grobowiec. Oto oczom twoim ukazuje się jedna z „najpiękniejszych kobiet świata”! Szczegółowiej rzecz ujmując, jest to najważniejszy „podmiot” ludzkiej prokreacji, a mianowicie: te 37 głazów wokoło kopca — to nic innego jak brzuch kobiety.


Sam kopiec swoim wypukłym kształtem symbolizuje ciążę, która — jak wiadomo — trwa dziewięć miesięcy. Sprawcą tego „największego z darów” jest Słońce, czyli nasz Ojciec — Bóg. Wracając cyklicznie, co roku o tej samej porze zimowego przesilenia, „odwiedza” swoim „słonecznym promykiem” wnętrze kopca — czyli najważniejsze miejsce w ciele kobiety.


Patrząc na zdjęcie, od razu można dostrzec, że kamienie z białego kwarcu swoim odblaskiem są jakby podkreśleniem tego „najczulszego” erogennego miejsca. Cóż widać dalej? Pozostałe elementy w swojej wymowie podobne są do tych ze Stonehenge. Ten potężny głaz przy wejściu do kopca, tak ładnie ozdobiony spiralnymi wzorkami, to nic innego jak „substytut” kobiecej kępki włosów nad sromem.

Newgrange

Samo wejście — tego nie muszę już chyba tłumaczyć.            Wewnątrz kopca są również bardzo ciekawe rzeczy. Długi tunel prowadzący do komory z trzema niszami — to wewnętrzne kobiece narządy z dwoma jajnikami — trójlistna koniczynka. Pozostaje kwestia misy — najważniejszego elementu kopca. Odpowiedzią na tę „zagadkę” jest już Stonehenge.


Ta kamienna misa — to miejsce, gdzie „promyk Słońca zagląda raz na rok” — macica. W niej to zagnieżdża się „dar” od Boga, gdzie wzrasta i rodzi się „nowe życie”. Dzięki cykliczności „odradzania się” tego życia jest symbolem perpetum mobile wszechświata (patrz rozdział pierwszy). Wiedza o cykliczności Wszechświata nie była, nie jest jednak całkowicie zapomniana.


W tym miejscu chciałbym przypomnieć to, co pisałem we wstępie: mity zawierają w sobie więcej prawdy (niż nam się zdaje) od obecnej prawdy, która jest tylko mitem. Sentencja ta, użyta tym miejscu, nabiera w końcu swego znaczenia. Przekonać się o tym można, zapoznając się z pięknymi mitami: o Dagdzie, bogu Słońca i królu Irlandii, oraz jego ukochanej Boand.

Mity także są częścią dorobku (choć dotychczas „nieznaną”) naszej cywilizacji. Będzie o nich jeszcze mowa przy okazji opisywania innych kultur, np. Egiptu czy też Grecji. Avebury i Silbury Hill stanowiły kompleks „symbolicznego” Mężczyzny i Kobiety.

Niedaleko Newgrange, po drugiej stronie Boyne wznosi się Tara, centrum duchowe i legendarna siedziba królów Irlandii. Na wzgórzu znajduje się Warownia Królewska z otoczonymi wałem i fosą Siedzibą Króla oraz Domem Cormaca. Pośrodku tego ostatniego stoi »kamień przeznaczenia«, czyli prastary słup płodności i głaz inaugu rujący królów Tary.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Tara

Już sam widok tego obiektu z lotu ptaka odbiera oręż z rąk wszelkim „naukowcom”. Kształt tego owalu, a w nim dwóch mniejszych kół, z tym „prastarym słupem płodności”, mówi sam za siebie. Ten słup płodności jest takim samym symbolem męskiego nasienia jak głazy Carnac czy Heel Stone w Stonehenge, zaś wzgórze Tara jest kopcem, którego znaczenie jest tożsame z Newgrange.


Odległość między francuską Bretanią a Anglią czy też Irlandią jest dość duża. Jest jednak coś, co łączy te krainy. Tym „spoiwem” jest nazwa tego symbolicznego nasienia: Carnac i Dom Cormaca. Są to moje przypuszczenia, ale Carnac i Cormac mają to same etymologiczne źródło (to jeszcze jeden przykład przedpotopowej jedności). Źródło to biło nie tylko w tych miejscach, ale to już inna historia.


Dolmen — grób komorowy, w etymologii bretońskiej dol — stół, men — kamień. W rzeczywistości termin ten stosuje się w odniesieniu do konstrukcji złożonych z dużej płyty kamiennej wspartej na kamieniach ustawionych pionowo. Całość tworzy charakterystyczną okrągłą, wielokątną lub kwadratową komorę, czasami poprzedzaną korytarzem wejściowym.

Niewielkie grupy ludności zamieszkujące Bretanię i ujście rzeki Tag w okresie mezolitu około 10 000 lat p.n.e. znały już prymitywną formę megalitów. Najwcześniej megality pojawiły się we Francji — 4500 lat p.n.e., później w Portugalii i Hiszpanii — 3900 lat p.n.e., a na Wyspach Brytyjskich w 3600 r. p.n.e. Odmienna tradycja konstrukcji megalitycznych rozwinęła się na wyspach maltańskich, gdzie pojawiły się świątynie i grobowce skalne. W grobach megalitycznych oprócz kości i broni czy resztek żywności znaleziono także świadectwa dowodzące związków kultu zmarłych z kultem płodności. W Portugalii wśród znalezionych w niektórych grobach dóbr natrafiono na cylindryczne przedmioty z kamienia i kości przedstawiające schematyczną postać Bogini Matki. Jej wizerunek tworzono także na ścianach grobów w pół nocnej Europie. Najstarsze groby megalityczne znaleziono w Bretanii — m.in. grób z korytarzem pod tumulusem Kercado w Carnac. Podobne konstrukcje znane są z Półwyspu Iberyjskiego, Irlandii, Niemiec, Danii i Szwecji.

cytat: C. Renfrew, Archeologia.

Opisując fenomen stojących w rzędach głazów Carnac, twierdziłem, że jest to symbol męskiej ejakulacji. Averbury z Silbury Hill, Newgrange czy Wzgórze Tara i Dom Cormaca stanowią przykład kobiecej i męskiej „współpracy”. Czy Carnac było osamotnionym przejawem męskości? Nie. Jego drugą połówką były właśnie dolmeny. Swoją budową, kształtem i proporcją idealnie wręcz pasują do koncepcji „kobiety i mężczyzny”, znanej z brytyjskich budowli.


W powyższym cytacie wyszczególniłem jedno zdanie, które dobitnie i bez żadnych wątpliwości wskazuje na konkretny cel tych strug spermy z Carnac. Tym celem był właśnie tumulus Kercado. Zresztą grobowców galeriowych w tej okolicy jest więcej. Na wschód od Carnac, w Gavrinis, znajduje się zorientowany według letniego przesilenia podłużny kopiec — piękny przykład „kobiecego wnętrza”. To, że takich tumulusów było tak dużo, świadczy o powszechności zjawiska.


Całą Europę ogarnął niesłychany i trudny do zrozumienia impuls budowy sanktuarium symbolu Kobiety i Mężczyzny. Każdy region, każde plemię stawiało sobie za punkt honoru, aby w ich okolicy znajdowały się takie monumentalne i rzecz jasna trudne do zbudowania obiekty, których nie budowano li tylko z czystej chęci zaimponowania innym, ale zapewne spowodowane to było impulsem, który był wręcz ich imperatywem — bezwarunkowym nakazem moralnym.


Przyczyną tego imperatywu było po części „przedpotopowe szaleństwo”, ale także inna, być może jeszcze ważniejsza sprawa, ale będzie o tym mowa w innym rozdziale. Jednym z najsłynniejszych dolmenów w Bretanii jest imponujący swoim wyglądem dolmen La Roche aux Fees. Budowniczowie tych wszystkich „tropów z przeszłości” chcieli nam dać do zrozumienia, że kobieta i mężczyzna, mimo iż są diametralnie różnymi elementami (charakterologiczne, anatomiczne i inne), stanowią jednak nierozerwalną całość.


To symbol jedności przeciwieństw, znany nam już z filozofii Heraklita. Kobieta i mężczyzna są „sprawcami” nowego życia. Bóg-Stwórca człowieka, przedstawiony w tych architektonicznych kompleksach jako promyk Słońca wnikający w głąb „kobiecego sanktuarium” symbolizuje cykliczność powstawania życia na Ziemi, nie tylko w postaci zmienności pokoleń, ale przede wszystkim jako cykliczność powstawania wszechświata. Wszystkie te „tropy z przeszłości” miały być odczytane w „odpowiednim ku temu czasie”, a mianowicie wtedy gdy człowiek będzie w stanie wznieść się, niczym ptak w powietrze (kult Człowieka-Ptaka). Na potwierdzenie powszechności tej idee fixe przedstawiam poniżej przykłady z innych regionów świata.

Wielkie Zimbabwe — ruiny dawnego Zimbabwe bez wątpienia należą do najbardziej imponujących budowli w Afryce Południowej i Środkowej. Najstarsze osiedle w tym miejscu pochodzi z IV wieku p.n.e., ale największy rozkwit przeżyło między X a XV wiekiem. Najważniejszym obiektem jest tu eliptyczna Wielka Zagroda z masywnymi murami, których grubość dochodzi do ponad 6 metrów. Wielkie Zimbabwe prawdopodobnie zawsze pełniło funkcję miejsca kultu. Ruiny na wzgórzu, położone o 400 metrów na północ od Wielkiej Zagrody, pochodzą z najstarszego okresu w historii Wielkiego Zimbabwe i obejmują m.in. Wschodnią Zagrodę, czyli główne sanktuarium, w którym na okrągłych kamiennych platformach wznosiły się monolity zwieńczone niekiedy kamiennymi posągami ptaków. Mury Wielkiego Zimbabwe zbudowano ze ściśle dopasowanych granitowych bloków, bez fundamentów i bez użycia zaprawy. Zewnętrzna ściana Wielkiej Zagrody ma 5154 metrów sześciennych objętości i jest największą zabytkową budowlą w Afryce subsaharyjskiej. Jedną z większych zagadek Wielkiego Zimbabwe jest 10-metrowa zwężająca się ku górze wieża.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Nie przedłużając, rozszyfrujmy od razu ten „kod” z Afryki Południowej. Główny kompleks, czyli Wielka Zagroda — to nic innego jak „męskie klejnoty”. Ta zagadkowa stożkowata wieża jest inaczej niż w poprzednich przypadkach symbolicznym przedstawieniem męskiego fallusa, zaś niezwykły korytarz to równie symboliczne drogi moczowo-płciowe, które doprowadzają „nasienie” do „męskiej armaty”.

Wielkie Zimbabwe

Wschodnia Zagroda, stojąca na Wzgórzu Ruin — to nic innego niż „cel” tej „armaty” — żeńskie narządy rozrodcze. W tym sanktuarium odbywały się, jak sądzę, doroczne misteria ku czci Boga Mwari — Stwórcy ich i całego świata. Tak jak i w innych przypadkach, spotykamy się tu z kultem Człowieka-Ptaka — świadczą o tym posągi bożków-ptaków. Nie są one „zwykłymi” posążkami, symbolami ptaków, lecz znacznie więcej — symbolizują człowieka przyszłości — czyli człowieka, który wzniesie się kiedyś w powietrze i odczyta ich przesłanie. Wierzyli, że taki dzień kiedyś nadejdzie i nie pomylili się.


Pozostaje kwestia figurek symbolizujących wodzów czy klany. Niestety, nie symbolizują one wodzów. Są to znane nam już wcześniej figurki „Wenus”, a jak już wspominałem, nie są to symbole „Matki Ziemi”. Figurki te służyły do innych celów — ale o tym w innym miejscu.

Almendras i Anta Grande Zambujeiro –podobnie jak północna Francja i Wielka Brytania, Portugalia i południowa Hiszpania obfitują w prehistoryczne budowle megalityczne. Największy i jeden z najefektowniejszych kamiennych kręgów zwanych kromlechami znajduje się w portugalskim Almendras. Ustawionych na sztorc głazów jest tu wyjątkowo dużo, bo aż 95. Tworzą one podwójny owal z »płatkami« na obu końcach, przy czym wschodni jest większy od zachodniego. Krąg w Almendras powstał między 3500 a 1500 rokiem p.n.e. Anta Grande Zambujeiro — ten potężny kurhan kryje jeden z najpiękniejszych grobowców galeriowych w Portugalii. Po rozkopaniu kopca odsłonięto tu potężną komorę wysoką na niemal 6 metrów. Znaleziona w pobliżu kamienna płyta ma charakterystyczne zagłębienia, w których być może zbierano krew podczas rytualnych ofiar.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Myślę, że po lekturze na temat Newgrange „fenomen” Almendras i Anta Grande Zambujeiro nie stanowi już dla nikogo tajemnicy. Także i na terenie Niemiec znajdują się podobne obiekty.

Visbeck — Okolica Ahlhorn, Visbeck, Dotlingen i Wildeshausen o powierzchni 39 hektarów. Tworzy czysto magiczny kwadrat zawierający około 500 kamiennych kręgów i megalitów. Nazwa jednego z kręgów — Visbecker Braut (Panna Młoda z Visebeck) — istniała na mapie z 1765 roku, a że w okolicy znajduje się także Glaner Braut, jest to wskazówka, że kręgi częściej służyły zaślubinom niż pogrzebom. Tańczące kamienie — największy kamienny krąg w Niemczech — Visebecker Broutigam (Pan młody z Visbeck), o długości 104 i szerokości 8–9 metrów — 130 głazów. Stół ofiarny — najczęściej fotografowany kamień w Niemczech. Zachowana część „blatu” waży ponad 40 ton — aktualna długość 5 metrów, szerokość 3 metry, grubość do 1,2 metra.

cytat: A. Miroński, Tajemnica Siedmiu Pieczęci, „Nieznany Świat” 2001, nr 5.

Być może ktoś mógłby mnie posądzić o jakąś manię, ale „stół ofiarny” wydaje się nie być wcale tym, czym chcą go widzieć „znawcy”. Ten najczęściej fotografowany kamień, jak wskazuje na to jego kształt, a zwłaszcza wcześniej opisywany kontekst — to nic innego, tylko ogromny fallus. Wszystkie te symbole geniuszu i przemyślności naszych przodków są pojedynczymi, jednakowoż reprezentatywnymi przykładami swoich kultur.


Są one „klasykami”, każda w innej konwencji i w sposobie przedstawienia tematu. Carnac i cała Bretania słynie z megalitycznych głazów, prehistoryczne cywilizacje z Wysp Brytyjskich specjalizowały się w budowie kręgów i kopców. Inne regiony także wnoszą coś nowego, np. Zimbabwe — 10-metrową, zwężającą się ku górze wieżę. Jest jednak takie miejsce na świecie, w którym zebrane zostały prawie wszystkie te tendencje.


Zwiedzając to miejsce, można poznać większość typów i form budowli, które niczym kopie z kserokopiarki powielone zostały później w innych rejonach całego świata. W kształcie tych obiektów można dostrzec jakiś architektoniczny archetyp, który powoduje, że rozpoznajemy w nich poszczególne sanktuaria, w wyniku czego można dojść do wniosku, który jednak niekoniecznie jest zgodny z prawdą, iż musiały one mieć swój początek właśnie w tym miejscu. Takim miejscem jest megalityczna Sardynia.

Charakter wyspy określiły dwie ważne kultury: podziemna architektura grobowa (tzw. ipogeum) z trzeciego tysiąclecia p.n.e. i architektura nuragiczna z drugiego i częściowo pierwszego tysiąclecia. Ta pierwsza, zwana prenuragiczną, przyjmuje najróżniejsze formy: na wyspie znajduje się ponad 1000 wydrążonych w skałach grobowców zwanych »domus de janas«. Jednak najbardziej charakterystyczne dla krajobrazu Sardynii okazują się budowle zwane nuragami, znajdujące się tam od 3800 lat. Jest ich ponad 7000. Religia tego okresu, której główne ślady można jeszcze odnaleźć, opierała się na dualizmie: zasada męska — żeńska, ziemia — nasienie, Słońce — Księżyc.

cytat: J. Burakowska, Zagadkowa cywilizacja megalityczna na Sardynii, „Nieznany Świat” 2001, nr 11.

Sardynię można porównać do istnej „wyspy kobiet” — Lesbos, znanej z innej opowieści. Wszystkie te „domus de janas”, „nuragi”, a nawet studzienne świątynie — są to w bardzo „symboliczny” sposób — przedstawienia żeńskich „walorów”, identyczne w swojej idei z wcześniej opisywanymi. Każda cywilizacja, każda kultura budowała te swoje „sanktuaria jedności przeciwieństw” w inny sposób.

Domus de janas

Domus de janas swoim kształtem mają przypominać żeńskie narządy płciowe. Największy otwór to wejście do pochwy, zaś dwa otwory obok niego — to symbol żeńskich gonad. Po przełomie z połowy drugiego tysiąclecia także i nuragi przedstawiają powyższe narządy, lecz w inny sposób, a mianowicie wychodzą na powierzchnię”. Nuragi są już „tylko” wieżami z jednym otworem, jednakże o porównywalnym z domus de janas znaczeniu, o czym świadczy promień Słońca wnikający do ich wnętrza.


O tym, że świątynie studzienne także są symbolem kobiety, świadczy ich kształt (dziurka od klucza) oraz największy dowód — woda w studni. Przypomnijmy sobie Avebury, gdzie budowniczowie zastosowali podobny manewr. Odbijający się w głębokiej studni Księżyc symbolizuje oczywiście kłopoty, jakie mają wszystkie dojrzałe kobiety w każdy „księżycowy” miesiąc. W istocie, bardzo przemyślany to sposób zaprezentowania „tematu”.

Nuragi

Ta „księżycowa kobiecość”, będąca symbolem zmienności, będzie odtąd wyznaczać kontrapunkt dla mężczyzny widzianego jako Słońce, który — tak jak Słońce dla symbolicznej Ziemi — jest „sprawcą” kobiecej brzemienności. Tak więc symbolem kobiety jest Księżyc, mężczyzny zaś — Słońce.


W tym miejscu chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną rzecz. Otóż po bliższym przyjrzeniu się kształtom domus de janas oraz budowli z Goni Pranu Mutteddu z okolic Caglian można dość do wniosku, że są one identyczne z tymi z: Boliwii (Brama Słońca w Tiahuanaco), Meksyku (Świątynia Lalek w Dżibilchaltum), Angkor Wat i innych! Studnie w ziemi odbijające światło Księżyca, ze swoim kształtem wejścia podobnym do dziurki od klucza, spotykane są także m.in. w Japonii, Chinach czy też w Dolinie Indusu!


Opisany został element żeński. A gdzie znajduje się męska — antagonistyczna połówka? Jest także ona. Reprezentują ją „Grób Gigantów” w Sa Enaje Thomesfallus, menhiry oraz święty kamień omfalos, który w tej „opowieści” symbolizuje jeden plemnik, z którego po połączeniu się z elementem żeńskim „powstaje” „ludzkie nasionko”.

Omfalos

Z tego nasionka wyrasta cała roślina — człowiek. Takie „ziarenka” można spotkać także i w innych cywilizacjach. Czymże są kamienne głowy Olmeków, bryły platońskie znalezione w Szkocji, kamienny delfijski omfalos — jeśli nie takim właśnie „ziarenkiem — człowiekiem”? !


Omfalos — już sama nazwa wskazuje na bezpośredni, nie tylko etymologiczny, związek z fallusem. „Strugi energii” znane z Carnac również występują na Sardynii, podobnie jak słynne figurki Wenus, których symbolika jest oczywiście odmienna od Matki Ziemi. O budowlach i architektonicznych kompleksach znajdujących się na innych kontynentach będzie mowa w następnych rozdziałach, teraz jednak chciałbym przedstawić kilka ciekawostek.


Gigant Cerne — na stoku kredowego wzgórza uwieczniono postać nagiego mężczyzny z maczugą w dłoni. Jak widać, najważniejszymi elementami tego rysunku są maczuga i wyraźnie „bojowo nastawiony” fallus. Całość tego rysunku ma niezaprzeczalny związek z konkluzją, a więc, że to właśnie fallus jest najważniejszym „modulatorem” naszej ewolucji: począwszy od człowieka prymitywnego (stąd maczuga) aż do chwili obecnej.


Long Man — „Długi człowiek” z Wilmington powstał z prostokątnych kamiennych płyt, które o zmierzchu odbijają światło. Jest to oczywisty symbol „zgodności przeciwieństw”. Człowiek „doskonały” opiera się na dwóch laskach — na przeciwstawnych sobie siłach. Jeśli z jednej strony mężczyzna — Słońce, to z drugiej kobieta — Księżyc. Żadna z tych stron nie powinna, wręcz nie może, być większa, silniejsza od drugiej. Jeśli jakaś strona osiągnie przewagę nad drugą — nie będzie człowieka doskonałego, nie będzie harmonii między tymi dwiema siłami. W dalszej części książki będę o tym jeszcze wielokrotnie i do znudzenia powtarzał.


Płonący Orzeł — w pobliżu Eatonton w stanie Georgia z białego kwarcu ułożono podobiznę orła. Ptak powstał prawdopodobnie 5000 lat temu. Od czubka do ogona mierzy 30 metrów. Orzeł ten symbolizuje z pewnością Kult Człowieka Ptaka. Co ten kult oznacza — już wspominałem, zadziwia tylko jedno — ogrom przedsięwzięcia oraz niesamowite piękno ptaka, który trafił w końcu do „czasu” swego przeznaczenia. Ci, którzy „kodowali” ten rysunek, niestety nie mieli tej przyjemności, aby go podziwiać w całej okazałości.


Menantol — kamień z otworem i towarzyszące mu dwa inne pionowo ustawione głazy być może są pozostałością po grobowcu z epoki brązu. „Kamieniowi z dziurką” przypisywano właściwości lecznicze. Dziś już wiemy, co on oznacza i do jakich celów służył. Tłumaczenie tego „fenomenu” jest z pewnością zbyteczne.

Posąg Światowida — znaleziony w Zbruczu — pochodzi z pierwszego tysiąclecia p.n.e. Na terenie Polski również znajdują się zagadkowe zabytki, o których niewiele wiadomo. Posągi zwierząt na górze Sobótce koło Wrocławia i dwa kopce (Krakusa i Wandy) koło Krakowa. Najbardziej znaczący jest jednak właśnie ten Światowid. Jest to słup czterościenny, wapienny, pokryty płaskorzeźbami. U góry cztery postacie męskie i cztery twarze nakryte wspólnym kapeluszem. Pewne cechy stylowe ma wspólne z przedstawieniami w Skandynawii i rzeźbami celtyckimi.

cytat: K. Estreicher, Historia sztuki w zarysie, Warszawa 1998,

Wierzenia ludów mieszkających na terenie Polski również nie stanowią już żadnej zagadki. Były one tożsame z wszystkimi innymi wcześniej przedstawionymi. Jakie znaczenie mają „święte góry” czy też inne kopce — już wiemy.

Posąg ze Zbrucza

„Światowid” swoją formą i sposobem przedstawienia tematu jest zdecydowanie najciekawszy (skądinąd nie o to w tym wszystkim chodzi). Jak widać, na samym szczycie „prezentuje się” sylwetka Boga — Stwórcy, zaś poniżej jego dzieło — człowiek. Dziecko to nie jest jeszcze „dojrzałe” i nie jest jeszcze „świadome” swego istnienia, ale jest ktoś, kto nad nim czuwa i kto się nim opiekuje. Sam posąg swoim kształtem symbolizuje oczywiście to, co jest jednym z głównych tematów konkluzji — czyli fallusa.


Podobne w swojej wymowie są indiańskie totemy, np. ten z wioski Gitanmaks w Hazelton (Kolumbia Brytyjska). Niewiele mniejsze znaczenie dla wierzeń innych ludów miały obeliski.  Słowo to wywodzi się z greckiego — obeliskos, co oznacza „włócznię”, „ostrosłup”, „rożen”. Arabscy pisarze używali sformułowania „misallatfiraun” — co oznacza „wielka igła faraona”, albo „ajn-aszsems” — czyli źródło Słońca. Więcej na ten temat znajduje się w rozdziale poświęconym starożytnemu Egiptowi.


Na zakończenie jeszcze raz przypomnę to, co każdy z czytelników powinien z tego rozdziału zapamiętać. Kult Słońca jest symbolicznym przedstawieniem Boga Stwórcy. Kobieta i mężczyzna „dzięki” swemu dymorfizmowi płciowemu stanowią doskonały przykład dualizmu — czyli przeciwności dwóch zasad: męskiej i kobiecej, Słońca i Księżyca. Tym dualizmem człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do cykliczności wszechświata. Kopiec Węża, Long Man — „Długi człowiek” — dobitnie o tym świadczą.


Dualizm: dobro i zło — początek i koniec świata, który jest „megacyklem”, jest życiem i śmiercią całego wszechświata. Jeśli kogoś te „kamyczki” nie przekonały, to mam nadzieję, że następne rozdziały zamienią się w ogromną kamienną lawinę, która zasypie „wąwóz sceptycyzmu”.

Rozdział IX

Kobieta — czyli Księżyc

Proces tworzenia się historii od początków życia na Ziemi, aż do dziś, stanowi pewien logiczny ciąg. Jedna epoka, czy era, następuje po drugiej, stale jednak prąc w tym procesie do przodu.  Nic w naszej historii nie dzieje się od nowa. Tak też to, co było tematem poprzedniego rozdziału: budowle i kamienne kompleksy Europy Zachodniej, są integralną częścią innych budowli w innych czasach. W epoce „przedcywilizacyjnej” były to dość „prymitywne świątynie”, jednakże stanowiły one „wzór” dla innych, bardziej zaawansowanych i efektowniejszych w swoim rozmachu budowli.


Należy podkreślić, że głównym „spoiwem” idei budowy tych obiektów były mity i wierzenia tych wielkich cywilizacji. Dzięki nim można dostrzec, że ich wiara w Boga Stwórcę, w początek stworzenia świata była taka sama jak wiara tamtych kamiennych „przedcywilizacji”. Świadczy to o ciągłości wierzeń oraz o tym, że wiara i mitologia „tamtych” plemion i ludów były inspiracją dla „tych” ludów sprzed epoki pierwszych starożytnych cywilizacji.

Mezopotamię, czyli Międzyrzecze, krainę pomiędzy dwoma wielkimi rzekami — Tygrysem i Eufratem — często nazywa się »kolebką historii«. Około 10 000 lat p.n.e. ludzie zaczęli tu uprawiać ziemię, opanowali sztukę tkania płótna i udomowili pierwsze zwierzęta. […] W poczet bogów zaliczano także władców, m.in. Urnamunu, który wzniósł większość świątyń i stworzył potężne imperium. Jego następcy okazali się znacznie mniej utalentowani i w 2006 r. p.n.e. Ur zostało podbite przez Elamitów, którzy pozwolili miastu obrócić się w ruinę. Według Biblii w Ur Chaldejczyków urodził się Abraham. Największy rozkwit miasta położonego na wschodnim brzegu Eufratu nastąpił około 2100 r. p.n.e., za panowania Urnammu. Centrum miasta stanowił otoczony murem święty obszar z potężnym zigguratem i świątyniami w większości poświęconymi

bogowi księżyca Nannie oraz jego żonie Ningal. W latach 20. XX wieku brytyjski archeolog Leonard Woolley odkopał tu ogromny cmentarz królewski (ok. 2600–2300) z prawie 1500 grobowcami pełnymi cennych przedmiotów, które świadczyły o bogactwie cywilizacji Sumerów.

cytat: C. Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

Stary Testament, który jest podstawowym źródłem poznania wiary i religii naszych przodków, został napisany pomiędzy 1200 a 150 rokiem p.n.e. Sprawy i tematy zawarte w tej księdze nie wzięły swego początku z wiedzy ludzi żyjących tylko w tym okresie. Zaczerpnięto ją z wiary ludów „przedcywilizacyjnych”. Między wierzeniami „przed cywilizacyjnymi” a wiarą zawartą w Biblii jest pewna luka. Nie może ona być jednak przestrzenią niezagospodarowaną. Lukę tę w bezdyskusyjny sposób wypełniają mity i wierzenia prehistorycznych cywilizacji. Przekonującym dowodem na to są mity starożytnego Sumeru.

Enuma Elisz (Gdy w górze) — w pierwotnym bezmiarze istniały więc trzy bóstwa: Apsu (utożsamiany ze słodkimi wodami rzek), jego żona Tiamat (słone morze) oraz Mummu, łono chaosu. Z nich wyłoniło się szereg innych bóstw w wyniku emanacji. Nowi bogowie wyłaniali się jeden z drugiego, parami i w miarę postępów boskiej ewolucji każdy zyskiwał większą wyrazistość. Najpierw pojawili się Lahmu i Lahamu (ich imiona oznaczają »szlam« — woda i ziemia ciągle jeszcze nieoddzielone). Potem ukazali się Anszar i Kiszar, utożsamieni odpowiednio z horyzontem nieba i morza. Później przybyli Anu (niebiosa) i Ea (ziemia) i na nich zakończył się ten proces. Boski świat miał niebo, rzeki, ziemię, wyraźnie oddzielone od siebie. Ale akt tworzenia dopiero się rozpoczął: siły chaosu i rozpadu można trzymać na wodzy jedynie przez bolesne i nieustanne zmagania. Młodzi, prężni bogowie powstali przeciwko rodzicom, lecz choć Ea zdołał pokonać Apsu i Mummu, nie udało mu się zwyciężyć Tiamat, która zrodziła plemię zdeformowanych potworów, by z nią walczyli. Szczęściem Ea miał własne cudowne dziecko, Marduka, boga słońca, najdoskonalszy twór boskiego rodu. Gdy zebrało się wielkie zgromadzenie bogów, Marduk obiecał walczyć z Tiamat, pod warunkiem że zostanie ich władcą. Po długiej, pełnej niebezpieczeństw bitwie zdołał zabić Tiamat. W końcu Marduk stanął nad ogromnym ciałem Tiamat i postanowił zbudować nowy świat. Marduk stworzył ludzkość. Pochwycił Kingu (głupkowatego małżonka Tiamat, którego stworzyła po klęsce Apsu), zabił go i zmieszawszy boską krew z gliną, ulepił pierwszego człowieka.

Mit o Marduku i Tiamat wywarł wpływ na lud Kanaanu, wśród którego krążyła bardzo podobna historia o Baalu-Hadadzie, bogu nieba, wojny i burz, a także pośrednio — płodności.

cyata: K. Armstrong, Historia Boga,

Pisząc te wszystkie rozdziały, a także i ty — drogi czytelniku — czytając je, cały ten czas moglibyśmy sobie zaoszczędzić, zapoznając się tylko z tymi kilkunastoma zdaniami. To zadziwiające, ale w tych mitach zawarta jest cała mądrość tej książki. Powtórzę po raz kolejny, że mity zawierają w sobie więcej prawdy, niż nam się zdaje, od obecnej prawdy, która jest tylko mitem. Nie jest to jednak czas stracony.


Dzięki poznaniu czasów „przedpotopowych” można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że tak jak wszystkie tropy — mity są w zaszyfrowany sposób przekazem całej prawdy o przeszłości i przyszłości wszechświata. Dokładnie czytając „opowieści” sumeryjczyków i kananejczyków, można zaobserwować jak pod mikroskopem, że „mity” te nie są żadnymi mitami czy też bajkami, lecz takim samym jak Kopiec Węża czy Long Man śladem wiodącym do poznania prawdy. Podobnie, oczywiście, ma się rzecz z wszystkimi innymi „śladami z przeszłości”.


Przypomnijmy sobie zatem, jaki element architektury Sumeru tożsamy jest z „muzeum” znajdującym się na Sardynii. Zigguratowi Nanny znajdującemu się w Międzyrzeczu odpowiada Wielki Ołtarz z Monte d’Ac coddi. Sumeryjski Ziggurat — podobnie do sardyńskiego Wielkiego Ołtarza — góruje nad całym Ur.


Najbardziej charakterystycznym elementem Zigguratu są monumentalne schody wiodące do najświętszego miejsca w mieście — Domu Nanny. Tak jak na Sardynii, tak i w Ur na szczytach tych budowli odbywały się podobne w swoim charakterze uroczystości ku czci Boga Księżyca, który był symbolem kobiet (tak samo zmiennych jak Księżyc).

Ziggurat

Tak więc ten potężny Ziggurat w swojej wymowie jest kolejnym, jakże symbolicznym przedstawieniem kobiety. Te schody, patrząc od dołu piramidy, wydają się przedstawieniem drogi wiodącej do najbardziej intymnych części ciała kobiety. Jakże podobne jest to w swojej wymowie do Stonehenge, Newgrange, Kopca Cachokia, Chichen Itza i innych. Wszędzie tam panował ten sam kult, te same wierzenia. Czym jednak, oprócz monumentalności, wyróżnia się to święte miasto Sumerów?


Otóż sama piramida nie jest jeszcze największym przedstawieniem Boga Księżyca, nie jest nim nawet całe miasto Ur z jego wierzeniami. Zamysł, jaki powstał w głowach tych „przedpotopowych” ludzi, był zaiste bardzo łatwy, a zarazem trudny do rozszyfrowania.


Wiedzieli oni o Kulcie Ptaka, że nadejdzie taki dzień, kiedy człowiek nie tylko będzie mógł wznieść się w powietrze i to, co zobaczy, nie wyda mu się tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności, lecz dzięki temu zrozumie genialność tych, którzy tworzyli te cywilizacje.


Tworzyli je nie po to, by je tylko tworzyć, ale by pozostały po nich ślady, tropy, w postaci tych właśnie „kamiennych pomników”.

Międzyrzecze

Przyglądając się mapie z zaznaczonymi miejscami największych starożytnych cywilizacji, od razu można zauważyć, że powstawały one nad brzegami jednych z największych rzek na Ziemi. Jaka mogła być tego przyczyna?


To oczywiste — występowały tam najbardziej dogodne warunki do życia. Czym w takim razie wyróżnia się Sumer ze swoim kultem Księżyca? Już sama geograficzna nazwa tego miejsca — Mezopotamia, czyli Międzyrzecze — wskazuje nam trop wiodący do poznania prawdy.


Otóż, ci „przedpotopowi” myśliciele postanowili z Międzyrzecza uczynić największe z możliwych, o kosmicznej wręcz skali, „sanktuarium” kobiety. Najdobitniej o tym świadczy kształt tego międzyrzecza. Są to dwie rzeki Tygrys i Eufrat, które zwężając się ku dołowi, tworzą bardzo wyraźnie najważniejszą część kobiecej fizys.


Jest jeszcze jedna, bardzo interesująca z historycznego punktu widzenia sprawa. Zanim w Ur „rozpanoszył się” Kult Kobiety Księżyca, na tym terenie królował inny kult — Kult Słońca, który jak wiadomo, był powszechnie znanym symbolem Stwórcy Życia. Przypomnijmy sobie Stonehenge, Newgrange i rolę Słońca w wierzeniach tych ludów. Proszę się nie obawiać, żadnego „zamachu stanu” nie było. Ta „zamiana” kultów w Ur była całkowicie „bezkrwawa”.


Jak już wspominałem, kształt Międzyrzecza jest niemal idealny, by utworzyć na jego „odnóżach” symbol Kobiety Księżyca. Na wyjaśnienie tego, jak wyglądał ten proces „za miany” kultów, naprowadza nas właśnie Leonard Woolley — odkrywca królewskiego cmentarza.


Jak wiemy, cmentarz ten powstał około 2600–2300 r. p.n.e., a więc przed największym rozkwitem miasta Ur i jego zigguratu (2100 r. p.n.e). Woolley w grobach tych odnalazł bardzo wiele przedmiotów, zarówno użytkowych, jak i dekoracyjnych, między innymi figurki kozłów stojących na tylnych nogach czy też wspaniały hełm z elektronu (stopu złota i srebra). Większość tych odkryć dokonano w grobowcu zwanym Wielkim Szybem Śmierci. Prawie wszystkie te przedmioty wykonane są ze złota. Złoty kolor, jak wiadomo, przynależny jest Słońcu, a nie Księżycowi, któremu bardziej „odpowiada” kolor srebra.


Tak więc w epoce „przedksiężycowej” panował kult Słońca — Stwórcy Człowieka. Pozostałością po tym kulcie są mity i wierzenia, które tak szybko nie znikają. „Kozioł w lesie” to oczywiście symboliczne przedstawienie Boga Słońce. Widok rozwiniętych złotych skrzydeł kozła w rzeczy samej stanowił piękny symbol Słońca. Złoty hełm Meskalamduga to nakrycie głowy sumeryjskich królów, którzy z pewnością symbolizowali Boga Słońce na Ziemi, podobnie jak się to miało z innymi, bardziej znanymi królami np. Ludwikiem XIV — zwanym Królem Słońce.


Jak już wspomniałem, ta „zamiana” kultów przeprowadzona została „bezkrwawo”, więcej nawet — była to największa i najwspanialsza ceremonia w całej historii starożytnego świata. Nie był to w żadnym razie pogrzeb, ani człowieka, ani króla, tylko symboliczne pożegnanie się z Bogiem Słońcem, Stwórcą Człowieka, który odszedł w zaświaty, ale tak jak Słońce co dzień „powraca”, tak i on kiedyś powróci, by swoim światłem „odrodzić” życie na Ziemi.


Potwierdzeniem tego, iż rzeczywiście była to wielka i jedyna w swoim rodzaju uroczystość, przekonuje Wielki Szyb Śmierci, który jest miejscem „tylko tymczasowego” spoczynku Boga (złote przedmioty, a także służące, które towarzyszą Bogu w jego wędrówce po świecie ciemności). O tym, że w „przedksiężycowym” Sumerze obowiązywała taka sama wiara jak w pozostałych częściach całego świata, świadczy płaskorzeźba z około 2700 r. p.n.e., wykonana na kamiennej misie. Jest to znakomity przykład dualizmu. W swojej formie i układzie symboli jest identyczny z ideą Kopca Węża, Long Manem i innymi. Ta zasada dualizmu jest „znakiem rozpoznawczym” wszystkich cywilizacji i kultur na całym świecie, powstałych w różnym czasie.


Tak więc Międzyrzecze było, jest i na wieki już będzie symbolem kobiety — znanej z „księżycowej” zmienności. Jest ona pierwszą z dwu stron dualistycznej koncepcji, która od początków naszej historii przenikała i nadal przenika swoją obecnością wszystkie starożytne i nowożytne cywilizacje. Gdzie zatem znajduje się druga — „brzydsza” połowa jedności? O tym w następnych rozdziałach.

Rozdział X

Wenus — czyli Konkluzja — część druga

Parafrazując starożytnego filozofa Heraklita z Efezu, który twierdził: „panta rei” — wszystko płynie, można stwierdzić, iż wszystko jest względne. W zależności od poziomu wiedzy, każdy z obserwatorów jakiegoś zjawiska, zagadnienia, może wyciągnąć tak bardzo różniące się wnioski, jak odległa jest Droga Mleczna od drogi do mleczarni.


Pozostając cały czas w konwencji względności, każdy z czytelników po zapoznaniu się ze zdjęciami przedstawiającymi figurki „Wenus”, musi odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie. Czy zgodnie z powszechnie panującą opinią symbolizują one ideę Matki Ziemi, czy też, jak sądzę, stanowią one substytut kobiety?     Historycy sztuki widzą w tych figurkach tylko i wyłącznie Matkę, ale symboli tych nie tworzyli i nie „użytkowali” historycy sztuki, tylko ludzie, z pewnością najczęściej mężczyźni, dla których kontekst erotyczny Kobiety miał pierwszoplanowe znaczenie.


Gdyby te same zdjęcia umieścić w jakimś „świerszczyku” w towarzystwie bardziej śmiałych aktów, z pewnością ich przesłanie nabrałoby innego znaczenia. Dlatego też można pokusić się o wniosek, iż w przypadku figurek Wenus ważniejszy jest efekt, jaki one sobą powodowały, czyli konkluzja, niż abstrakcyjne pojęcie Matki Ziemi.

Wenus z Willendorf


Kananeńska bogini płodności Asztarte

Rozdział XI

Mężczyzna — czyli Słońce — część pierwsza — Głowa

Tak, to właśnie cywilizacja starożytnego Egiptu jest poszukiwaną drugą połówką dualistycznej jedności. W poprzednim rozdziale, aby potwierdzić, że Międzyrzecze przypomina kobietę, potrzebne było tylko jedno spojrzenie na mapę, aby się o tym przekonać.       Także i teraz każdego z czytelników proszę o takie samo wnikliwe spojrzenie na rzekę Nil.

Rzeka Nil

Jak widać, bieg rzeki wręcz idealnie pasuje do tego, by uznać jej kształt za symboliczne przedstawienie wizerunku mężczyzny. Kształt Międzyrzecza wyobrażał kobietę w pozycji frontalnej. W sytuacji Nilu jest to niemożliwe, dlatego też wyobrażenie mężczyzny na mapie jest zarysem sylwetki przedstawionej z profilu. Czy sprawiły to siły natury, czy jest to zamysł Najwyższego, nie nam to oceniać. Ważne jest jednak to, że ludy i plemiona żyjące na tym terenie wykorzystywały bieg rzeki do tego, by uczynić z niej największy z możliwych „sanktuariów” męskiego ciała.


O tym, że był to wybór świadomy, świadczy cała sztuka malarska i rzeźbiarska. Nie przypadkowo sylwetki wszystkich niemal postaci przedstawione są, tak jak Nil, z profilu. Profil ten jest programowo, a także w pewnym sensie podświadomie wprowadzonym kodem, kanonem tworzenia wizerunku człowieka, na ścianach świątyń i grobowców w całym Egipcie.


Na przykładzie Mezopotamii starałem się udowodnić, że najcenniejszym „spadkiem” po tej cywilizacji jest Kult Kobiety Księżyca, z jego najważniejszą „personifikacją” — Zigguratem na czele. Takim samym wiekopomnym „dziełem” miało być utworzenie cywilizacji opartej o rzekę Nil. Zakładając hipotetycznie, że nie było w tym żadnego wcześniej przemyślanego planu zbudowania „sanktuarium” męskiego wizerunku, można by domniemywać, iż na tym terenie dzisiaj powinno się znajdować się zaledwie kilka niezbyt istotnych „pomników” — szyfrów z przeszłości — co, jak widać, nie jest prawdą.


Jak już wspomniałem, ludzie żyjący na terenie żyznego półksiężyca wpadli na genialny pomysł zbudowania „megasymbolu” kobiety i mężczyzny w wymiarze przekraczającym ludzką wyobraźnię.    To, co było w planach tych „przedcywilizacyjnych” ludów zostało wykonane. Nikt ani nic nie mogło im w tym przeszkodzić.              Pierwszym krokiem w realizacji tego celu był pochówek Kultu Boga Słońca w Szybie Śmierci i zastąpienie go Kultem Kobiety Księżyca.


Aby te zmiany doprowadzić do końca, trzeba teraz było „tylko” zbudować cywilizację na terenach, przez które przebiegała rzeka Nil — nastąpiła inkorporacja tego terenu przez wysłanników z Międzyrzecza. Nie była to krwawa rozprawa z tubylcami, tylko stopniowe „ucywilizowywanie” tych terenów (koło garncarskie, pismo, metalurgia, ceglane mury).


Proces tworzenia tych gigantycznych „tropów” trwał nawet nie setki, ale tysiące lat. Przez te wszystkie lata głównym zadaniem, graniczącym nieomal z obsesją, było tworzenie „na mapie” Egiptu obiektów, które swoją „charakterystyką” odpowiadałyby najważniejszym częściom męskiego ciała.


Delta Nilu jest zatem odpowiednikiem głowy. Rozgałęzienia rzek w tej delcie doskonale „imitują” korę mózgową i połączenia między komórkami nerwowymi. Poniżej usytuowane są wszystkie inne części głowy: oczy, usta, nos, zęby.


Najważniejszą częścią głowy jest mózg, a w nim niewielki gruczoł — szyszynka — to od niego rozpocznę „opowieść” o Egipcie i twórcach symbolu Mężczyzny Słońca. Zastanawia jednak jedna rzecz. Budowa tego „sanktuarium”, jak już wspomniałem, trwała kilka tysięcy lat. Jaka więc siła utrzymywała tych ludzi w tym rozciągniętym na tysiąclecia procesie tworzenia tego symbolu?


Myślę, że taką siłą, dającą energię dla tak szaleńczego w swoich rozmiarach czynu, mogła być tylko tylko wiara i nadzieja. Wiara w Boga Stwórcę, który tak jak Bóg „Noemu” nakazał budowę „Arki”. Tak oni, jak i ich poprzednicy z epoki „przedcywilizacyjnej”, musieli (kierowani wewnętrznym nakazem) pozostawić po sobie ten symbol dualizmu. Dzięki tej „kamiennej Arce” mieli nadzieję, że przyjdzie taki czas, czas przełomu, kiedy człowiek odczyta ich przesłanie. Proces tworzenia poszczególnych elementów tego przesłania przebiegał etapami.


Na tak wielkie przedsięwzięcie, które ich czekało, mogło sobie pozwolić tylko bardzo bogate społeczeństwo, na dodatek w szczytowym momencie swego rozwoju. Za każdym razem, kiedy rosły siła i znaczenie Egiptu, odzywała się zakodowana w umysłach następnych pokoleń koncepcja budowy względnie rozbudowy największego daru Egipcjan dla Boga, dla nas, a także dla nich samych. Do budowy tych wszystkich obiektów nie trzeba było nikogo zmuszać. Przy wszystkich, nawet największych piramidach, budowanych w pocie czoła nierzadko przez kilkadziesiąt lat, pracowali nie „niewolnicy”, ale ludzie doskonale świadomi tego co, po co i dla kogo to robią.

Szyszynka to niewielki organ, niewiele większy od ziarenka grochu, o kształcie szyszki sosnowej. Zastanawiający może być fakt, że szyszynka jest organem wrażliwym na światło, a zwłaszcza na pory dnia i nocy. Właściwość tę przypisuje się bez pośredniemu połączeniu nerwowemu z siatkówką oka. Połączenie takie jest ściśle związane z obecnością w ludzkim organizmie melatoniny, jedynego znanego nam hormonu wydzielanego przez szyszynkę, który reguluje stan snu i przebudzenia oraz procesy zachodzące w organizmie w cyklach 24-godzinnych.     Poziom wydzielania melatoniny do krwioobiegu zależy wyłącznie od ilości światła w otoczeniu.

Melatonina wytwarzana jest tylko nocą. Silne światło wstrzymuje jej produkcję i po zapadnięciu zmroku hormon ten przygotowuje wszystkie układy organizmu do snu. Istnieje ponadto niepotwierdzony dotąd związek melatoniny i wydłużonych rytmów biologicznych o okresie miesięcznym (takich jak na przykład menstruacja) lub dłuższym, nawet rocznym. Ponieważ melatonina wyraźnie związana jest z naszym postrzeganiem upływu czasu, nietrudno zaobserwować sposób, w jaki zmiany w jej poziomie we krwii mózgu mogą wpływać na nasze widzenie świata. Zaburzenia w odczuwaniu upływu czasu i stany „bezczasowej” ekstazy, o których mówią osoby praktykujące medytację lub stosujące środki psychotropowe, są zapewne na płasz czyźnie fizycznej uwarunkowane poziomem melatoniny, a więc pracą szyszynki.

cytat: „Factor »X«” 2001, nr 63.

Dlaczego gruczoł ten jest tak ważny dla organizmu człowieka, będzie o tym jeszcze mowa w innym rozdziale, jednakże zachodzi pytanie: jaki sens i znaczenie dla rozpatrywanego tu tematu ma szyszynka?


Nie jest to już „kamyk”, ale ogromny „megalityczny głaz”.     Przypomnijmy sobie, jaki obiekt jako pierwszy został zbudowany w starożytnym Egipcie, a także jak on wygląda. Chodzi tu w szczególności o jego kształt oraz miejsce, w którym jest on usytuowany.            Kto choć trochę orientuje się w historii i sztuce starożytnego Egiptu, ten z pewnością już wie, co będzie tematem tego rozdziału.

Tak, tą pierwszą monumentalną i dość nietypową w swoim architektonicznym kształcie budowlą była i jest do tej pory Piramida Schodkowa znajdująca się w Sakkarze. Czyż kształt tej piramidy nie kojarzy się z „szyszkowatym” kształtem szyszynki? O tym, że jest to symboliczna szyszynka w naszym symbolicznym Mężczyźnie, przekonuje nie tylko kształt tej piramidy, ale także jej usytuowanie na planie rzeki Nil — w miejscu odpowiadającym, jakże by inaczej — głowie, a szczegółowiej — w mózgu.


Archeolodzy oraz różni, mniej lub bardziej poważni „naukowcy” czy fantaści, próbowali i nadal próbują rozszyfrować fenomen tej piramidy. Na jej temat powstało mnóstwo teorii, związanych z celem budowy tak niepowtarzalnego obiektu, a tak że z jego architektem Imhotepem, który zaprojektował ją dla faraona Dżesera około 2630 r. p.n.e.

Starożytne cmentarzysko w Sakkarze, znajdujące się na pustynnym płaskowyżu w odległości około 30 kilometrów od Kairu, jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc w Egipcie. Stanowi część olbrzymiej nekropolii rozciągającej się na przestrzeni ponad 30 kilometrów starożytnego Memfis. Powstanie Memfis zbiega się w czasie z początkami dziejów Egiptu i miało miejsce około 3100 r. p.n.e., kiedy to postanowiono utworzyć wspólną stolicę zjednoczonych właśnie Dolnego i Górnego Egiptu. Wybrano miejsce, gdzie wąska dolina Nilu zaczyna się rozszerzać u szczytu delty Nilu. Herodot przypisał założenie Memfis mitycznemu twórcy egipskich dynastii Menesowi — który, po nowszych badaniach, identyfikowany jest z Ahą, królem pochowanym na cmentarzu Abydos w górnym Egipcie. Na płaskowyżu Sakkary około połowy III tysiąclecia p.n.e. wielce uzdolniony architekt Imhotep wybudował niezwykły kompleks piramidy schodkowej Dżesera, króla z III dynastii, tym samym czyniąc jego imię nieśmiertelnym. cytat: C. Renfrew, Archeologia,


Piramida Dżesera

Piramida Dżesera swoim schodkowym kształtem naśladuje najważniejszy dla ludzi z epoki starożytnego Egiptu narząd — szyszynkę, która jak wiadomo, jest jednym z najistotniejszych gruczołów w organizmie człowieka. Wszystkie inne gruczoły, np. trzustka, przysadka, tarczyca, są równie ważne, ale szyszynka ma swoje znaczenie, które można pojąć jedynie w kategoriach magii czy mistyki.

Otwarcie tzw. trzeciego oka jest na Wschodzie powszechnie uznawanym symbolem oświecenia i zdolności paranormalnych. W tradycji mistycznej i religijnej jest ono za zwyczaj umiejscowione pośrodku czoła, tuż powyżej brwi. […] Mistycy używają trzeciego oka do obserwacji istniejących poza światem materialnym, które nie są dostępne dla zmysłu wzroku, rzeczy dziejących się w innym miejscu i w innym czasie lub w umysłach innych osób.


Otwarcie trzeciego oka wiąże się więc z posiadaniem umiejętności paranormalnych, takich jak jasnowidzenie, podróże astralne, bilokacja (przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie) i telepatia. Kojarzone jest też z wszelkimi przeżyciami mistycznymi. Wiara w trzecie oko jest ściśle związana z jeszcze inną koncepcją filozofii Wschodu: koncepcją energii życiowej, w tradycji jogicznej nazywanej prana, a w tradycji chińskiej — chi. Osoby praktykujące jogę twierdzą, że trzecie oko można otworzyć poprzez medytację, pracę nad wyobraźnią, ćwiczenie oddechowe i przyjmowanie określonych asan, czyli pozycji gimnastycznych (np. pozycji lotosu), należących do ćwiczeń jogicznych. W jodze tantrycznej lub jodze kundalini otwarcie trzeciego oka osiąga się poprzez podnoszenie energii seksualnej powstającej w pierwszym czakramie aż do czubka głowy. Najczęściej stosowaną metodą wiodącą do tego celu jest przyjmowanie pozycji seksualnych, które pozwalają w nieskończoność odwlekać orgazm.

cytat: „Factor »X«” 2001, nr 63.

W poprzednim rozdziale twierdziłem, że we wszystkich regionach świata, na wszystkich jego kontynentach panowały te same wierzenia i rytuały uroczystych ceremonii, związanych z kultem Boga Słońca — inspiratora Życia na Ziemi. Wiedza tych cywilizacji pokryła się „patyną” nowych religii. Na przykład starożytne Indie w III tysiącleciu p.n.e. zamieszkiwały ciemnoskóre ludy drawidyjskie. Dopiero około 1500 r. p.n.e. Ariowie podbili tutejszą ludność.      Drawidzi zamieszkiwali Dolinę Indusu i byli czcicielami fallusa. Wraz z Ariami „przybyły” nowe wielkie systemy religijne: hinduizm i buddyzm. W Chinach przed konfucjanizmem oddawano cześć Ziemi — matce życia, rozumianej jako mieszkanie zmarłych przodków. Konfucjusz połączył wierzenia chińskie (kult przodków) z systemem etyczno-religijnym.


Tak więc poznając, zdawałoby się, prymitywne i „schowane” w głębi naszej przeszłości wierzenia, mity i rytuały, możemy dziś poznać i zrozumieć, co było „prawzorem” dla „nowych” religii i wierzeń. Dlatego też, pozostałości wiedzy naszych przodków, zachowane w postaci karykaturalnej wiary w trzecie oko — też mogą być jakimś tropem wiodącym do poznania prawdy. Wbrew pozorom nie jest to trop fałszywy.


To, co uczynili z tą wiedzą hinduiści, już wiemy — została ona wkomponowana w system praktyk medytacji jogistycznej. Ale tak jak w każdej bajce jest ziarno prawdy, tak i religia hinduistyczna wskazuje na to, że starożytni Egipcjanie także widzieli w szyszynce mistyczny organ, który był symbolem duchowego oświecenia.


Biorąc więc wszystko powyższe pod uwagę, można z całą pewnością stwierdzić, że: Schodkowa Piramida Dżesera — jest symbolicznym przedstawieniem szyszynki. Chociaż z mistycznych powodów był on dla Egipcjan najważniejszy, to aby plan budowy mężczyzny oparty na biegu rzeki zrealizować do końca, potrzebne były także i inne obiekty. Sakkara swoją piramidą symbolizuje centralnie usytuowaną szyszynkę, ale mózg człowieka składa się także i z innych części: przysadki, podwzgórza, móżdżku oraz z największej i najbardziej widocznej — kory mózgowej. Teraz znowu potrzebna będzie mapa. Jak z osiągnięć archeologicznych wykopalisk wiadomo, udało się „przywrócić do życia” już prawie wszystkie najważniejsze starożytne nekropolie. Aby jakoś uporządkować te obiekty na mapie, najlepiej będzie przyjrzeć się tej naszej symbolicznej postaci od góry ku dołowi.

Tak więc, najwyżej położoną i najbardziej „efektowną” nekropolią starożytnego Egiptu jest płaskowyż Gizy, poniżej Abusir, właśnie Sakkara, Dahszur, Meidum i Jezioro Qarun.


Abusir — 2494–2345 r. p.n.e. W miejscu tym odbywały się wspaniałe ceremonie pogrzebowe. Wzniesiono tu cztery królewskie piramidy. Znajomość anatomii starożytnych Egipcjan nie była doskonała. Piramidy w Abusir, jak i w Abu Roasz (Abu Roasz leży ponad Gizą) symbolizują niewątpliwie wszystkie „mniej ważne” szczegóły budowy mózgu, ale poprzez fakt, że zostały „upamiętnione” w postaci piramid, stanowią przykład wcale nie małej znajomości medycyny. Świadczą o tym udowodnione przypadki trepanacji czaszki, wykonywane przy pomocy narzędzi chirurgicznych.        Dysponujemy dość skromnym materiałem porównawczym, więc moje twierdzenie, iż piramidy w Abusir symbolizują części składowe śródmózgowia, jest zapewne niewystarczająco wiarygodne, jednakże następne piramidy, w Dahszur i Meidum, mam nadzieję, to udowodnią.

Dahszur

Dahszur — 2500 r. p.n.e. Krzywa Piramida i Czerwona Piramida Snofu. Faraon ten panował prawdopodobnie ponad czterdzieści lat, podczas których Egipt osiągnął stabilność i zamożność umożliwiającą władcy budowę trzech wielkich piramid (kolejno: w Meidum, Dahszur Północnym

i Dahszur Południowym). Snofu był największym budowniczym Starego Państwa: ilość materiału użytego do budowy jego piramid przewyższa niemal o połowę objętość Wielkiej Piramidy jego syna Cheopsa, przy czym jakość wykonania jest porównywalna.

cytat: Archeologia Żywa” 2002, nr 1.

Wśród niektórych badaczy starożytności panuje przekonanie, że kąt, pod jakim biegnie krawędź Krzywej Piramidy, musiał zostać zmieniony w czasie prac ze względu na możliwość katastrofy. Nie jest to prawdą. Piramida ta od początku aż do końca swojej budowy została właśnie tak zaprojektowana, by mniej więcej w połowie zmieniła swój kąt nachylenia.


Był to czyn zamierzony, ponieważ piramida ta swoim kształtem miała przedstawiać Nos „Megaczłowieka”. Jak wiadomo, w Egipcie znajduje się tylko jedna taka budowla i tak jak nos u człowieka musiała mieć lekko skrzywiony kształt, a ponieważ widzimy ją akurat w tym, a nie innym miejscu na mapie, przeto doskonale spełnia swoje zadanie.


Pozostaje jeszcze kwestia Czerwonej Piramidy. Leży ona na północ od „nosa”, więc nie może to być nic innego jak symboliczne Oko. To, że jest ono koloru czerwonego, nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ważne jest to, że znajduje się ono w odpowiednim miejscu na „twarzy” Nilu. A propos, czyż nie mamy czasami czerwonych, przekrwionych oczu, gdy jesteśmy zmęczeni czy też niewyspani?


Meidum — 2550 r. p.n.e. Tak jak w przypadku Dahszur błędnie zinterpretowano kształt Krzywej Piramidy, tak i piramidę w Meidum co raz prześladuje niewiedza i ignorancja. Piramida w Meidum ma różne określenia. Nazywano ją np. Piramidą Niedokończoną lub też piramidą, która w ostatniej fazie prac zawaliła się, powodując śmierć setek robotników. Nic podobnego.           Lokalizacja tej piramidy, a także jej świadomie zaprojektowany kształt symbolizować mają Zęby Człowieka.

Meidium

Swoim kształtem — wystającymi kanciastymi niedociągnięciami — przypominać ma różne w kształcie i czasami pełne ubytków zęby.

Było oko, nos, zęby, pora na jeszcze jeden, bardzo ważny i charakterystyczny w swojej wymowie element „głowy człowieka” na mapie Egiptu — Jezioro Qarun.

Jezioro Qarun.

To wprost niepojęte, jak bardzo zarys tego jeziora wraz z kanałem łączącym go z Nilem przypomina początek układu oddechowo-trawiennego — jamę ustną, gardło itd. Starożytni Egipcjanie, kopiąc kanał jeziora Moerius, spowodowali, że Nil wpływając na żyzne ziemie, położone poniżej poziomu morza w El-Lahun, nawadniał okoliczne tereny. Stanowiło to podstawowy cel tego kanału, ale dzięki korzystnemu usytuowaniu jego budowniczowie w ten sposób jeszcze bardziej podkreślili symboliczne znaczenie Jeziora Quarun.


W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak tylko podkreślić, że wszystkie te „znaki szczególne” twarzy nie powstały tylko i wyłącznie w drodze przypadku wynikającego z rachunku prawdopodobieństwa — były one wcześniej bardzo dokładnie zaplanowane i jeszcze dokładniej zrealizowane. Można sobie zadać pytanie, dlaczego np. „nos” nie został zbudowany poniżej „jamy ustnej” itp.? Logika wskazuje, że nie mogło być inaczej.


W planie starożytnych budowniczych powyższe części składowe nie były mimo wszystko najważniejsze. Dla zachowania pamięci o przeszłości najistotniejszy jest umysł i to, co w swoich szarych komórkach dla potomnych przechowa. Pamięć jest ulotna, ale kamienie ułożone w piramidy, jak możemy się o tym na własne oczy przekonać, są najdoskonalszym „transformatorem” tej pamięci. Skorzystajmy więc z tej skarbnicy wiedzy, jaką przekazują nam ci bezimienni, mylnie dotychczas pojmowani i tak bardzo niedoceniani geniusze „młotka i kamienia”, którzy przy pomocy tak bardzo prymitywnych narzędzi zbudowali dla nas to zaszyfrowane przesłanie.


Do omówienia została nam jeszcze „najefektowniejsza” część tego rozdziału, są to najcenniejsze „klejnoty” w kolekcji ludzkiej przemyślności, dorównujące swoją wielkością nawet najświetniejszym osiągnięciom współczesnej nauki i techniki. W tak prostej formie zawrzeć tak skomplikowaną w swojej treści wiedzę nie było łatwo.


Przy czym informacje te musiały przetrwać kilka tysięcy lat w nienaruszonym stanie, nieodczytane przez przypadkowych „podglądaczy”, a jednocześnie być tak łatwe do odczytania, by każdy po ich odkodowaniu uznał je za zgodne z prawdą.


Cała ta „zakonspirowana” wiedza jest w tej chwili dostępna. Należy jednak pamiętać, że nasi przodkowie już 5 tysięcy lat temu, a nawet i wcześniej, byli w jej posiadaniu. Fakt, że ci tak „prymitywni” w stosunku do nas, „wykształconych”, wiedzieli to samo, a może nawet i więcej, z pewnością stanowić musi sporą niespodziankę, jednakowoż była ona zamierzona. Moment odkodowania „zahibernowanej” wiedzy miał być i powinien być przełomem w zrozumieniu przeszłości, a także i przyszłości człowieka.           Nadszedł czas, aby się nad tym zastanowić.

Piramidy w Gizie — stoją na płaskim, skalnym wzniesieniu wysokości około 40 metrów, na północno-wschodnim ostańcu skarpy libijskiej — skąd dojrzeć można odległą 77 deltę Nilu. Zapewne właśnie owo górujące położenie wpłynęło na wybór tego miejsca na budowę najstarszego z tamtejszych monumentów — wielkiej piramidy faraona Cheopsa (Chufu) z IV dynastii, który władał Egiptem od około 2551 do około 2528 r. p.n.e. Ważnym czynnikiem była też dostępność wapienia.

Kamienie z najbliższej okolicy posłużyły do budowy rdzenia wielkiej piramidy, a piękny, niemal przypominający marmur wapień sprowadzono z Tury; służył do zewnętrznych prac wykończeniowych. Nim wzniesiono wielką piramidę, pofałdowana powierzchnia płaskowyżu została częściowo wyrównana — kopce usunięto, a naturalne zagłębienia zasypano. Pozostawiono tylko jeden skalny występ w centrum objętego pracami terenu. […] Każdy bok wielkiej piramidy liczył po 440 staroegipskich łokci (około 230 metrów), a jej płaszczyzny są nachylone pod kątem 51 stopni 50 minut 40 sekund. Piramida musiała pierwotnie osiągać wysokość 280 łokci (146,6 metra). Dziś mierzy ona 138,75 metra. Wejście do piramidy Cheopsa usytuowano na wysokości 17 metrów, blisko środka północnej ściany. Wiedzie ono do znajdującego się wewnątrz systemu komnat grobowych stanowiących niezwykłe, architektoniczne odbicie wierzeń dotyczących życia pozagrobowego. Tam właśnie miała swój rytualny początek wyprawa zmarłego faraona do innego świata.

cytat: C. Renfrew, Archeologia.


Piramida Cheopsa

W tym miejscu zmuszony jestem przerwać tę tak bardzo interesującą opowieść o „korytarzach”, „komorach grobowych” i „szybach powietrznych”, ponieważ są to tylko domysły i imaginacje archeologów, wynikające z tego, iż brak im podstawowej wiedzy, którą dopiero teraz możemy poznać. Spróbujmy w takim razie rozszyfrować wszystkie te, tak charakterystyczne elementy piramidy Cheopsa.


Ogólnie rzecz ujmując, każda z tych części składowych jest symboliczną przenośnią, która scharakteryzować ma poszczególne etapy ewolucji życia na Ziemi, od samego początku aż do jej końcowego efektu — człowieka. Piramida Cheopsa w swoim wnętrzu kryje także całą wiedzę dotyczącą Boga Stwórcy oraz strefy duchowej człowieka.


Kształt piramidy — ostrosłup o podstawie kwadratu, wraz ze swoimi czterema, zbiegającymi się w jednym punkcie ścianami, a także szczyt tego ostrosłupa, zawiera w sobie prawdziwą, a nie symboliczną kwintesencję całej dotychczasowej wiedzy.


Wiedza ta została „zahibernowana” w kształcie, jak i we wnętrzu piramidy. To, co w tak „rozczłonkowany” sposób chcieli nam przekazać mieszkańcy prehistorycznej Europy, Egipcjanie zebrali w jednym, ale za to w jakże imponującym „pamiętniku”. Zacznijmy od samego dołu tej piramidy.


Komora grobowa — leżąca 30 metrów poniżej poziomu morza. Komnata ta nigdy nie została ukończona. Wiedzie z niej na południe nieukończony korytarz długości 16 metrów. W centrum wschodniej części tej komnaty znajduje się głęboka studnia.


„Podziemna komnata” swoim usytuowaniem „mówi” nam o tym, że życie na Ziemi powstało i rozwinęło się w wodzie („studnia”), zaś „chwilę” po tym wyszło na ziemię. Rośliny i zwierzęta po wyjściu z wody rozprzestrzeniły się po całym świecie — symbolem tego procesu jest 16-metrowy korytarz.


Długi 120-metrowy korytarz wznoszący się ku górze oznacza długą drogę, jaką musiało jeszcze przejść to „prymitywne” życie, by rozwinąć się w bardziej doskonałą jego formę (stąd ten stale wznoszący się kierunek). Około 28 metrów od wejścia znajduje się wiodący w górę korytarz. Po pokonaniu kolejnych 39 metrów poziome przejście długości 38 metrów i 70 centymetrów prowadzi do komory pośredniej, zwanej też Komnatą Królowej. Korytarze symbolizują kolejne, następujące po sobie etapy rozwoju, już nie tylko ogólnie rozumianego życia na Ziemi, ale i początki ewolucji człowieka.


Komnata Królowej jest symbolem tej ewolucji od małpy człekokształtnej do Neandertalczyka. Ten nasz bezpośredni przodek — symboliczny Abel — znany z Genesis — nie był jeszcze tym człowiekiem, który mógłby wziąć na swoje barki (nie do końca ukształtowany mózg), tego co jeszcze zamierzał Bóg-Stwórca.


Wielka Galeria — pomieszczenie to ma 47,85 metra długości, a kroksztynowe sklepienie znajduje się na wysokości 8,48 metra — jest jednym z architektonicznych arcydzieł starożytnego Egiptu. Korytarz ten swoją wysokością i kształtem wywiera wprost imponujące wrażenie dla oglądających go od środka. Żadne zdjęcia nie potrafią wyrazić tego ogromu tak nagle, po tylu metrach „ciasnej przeprawy” pojawiającej się przestrzeni. Ten ogromny korytarz symbolizuje gwałtowną ekspansję społeczności człowieka nowożytnego — od liczby rzędu kilku milionów do po nad 6 miliardów.


Komnata Królewska — ma wymiary 5,24 na 10,49 metra oraz 5,48 metra wysokości. Jej sufit stanowi dziewięć ogromnych płyt z granitu. Komnata ta symbolizuje społeczeństwo i czas, w którym żyjemy. Jest to przełomowy moment w całej historii człowieka. Ale aby mógł on iść dalej — ku nieuchronnie zbliżającej się i nieznanej przyszłości — musi nastąpić przełom, zarówno w pojmowaniu roli człowieka w otaczającym go świecie, jak i roli Boga w całym procesie dochodzenia „jego syna” do pełnej świadomości.


Komory odciążające — pod sufitem komnaty grobowej mieści się pięć tak zwanych komnat odciążających, wykonanych z wielkich płyt granitowych oraz ukośnego „zadaszenia”, z olbrzymich płyt wapiennych. Z architektonicznego punktu widzenia owe pomieszczenia bynajmniej nie osłabiają nacisku ciężaru bloków górnej części piramidy i nie chronią właściwego grobowca. Dla lepszego zrozumienia, jakie naprawdę jest przeznaczenie tej dziwnej konstrukcji, w praktyce tak całkowicie nieprzydatnej, dość trudnej i pracochłonnej do wykonania, posłużę się innym, lecz identycznym w swojej idei symbolem.


Tym symbolem jest ANKH — starożytny Egipski symbol. Aby zrozumieć jego przesłanie, należy wziąć pod lupę nie te „komory”, tylko tak jak w przypadku Ankh — cztery wystające poprzecznie płyty, „przetykające” pustą przestrzeń. To one stanowią kolejną, bardzo ważną informację.

ANKH

W Ankh nad tymi czterema płytami znajduje się symbol tego wszystkiego, co do tej pory było treścią tej książki — czyli symbol dualizmu. Cztery płyty stanowią odpowiednik czterech stopni, które symboliczny człowiek — czyli my wszyscy — musi zrobić, aby dojść do celu przeznaczenia. Co jest tym przeznaczeniem — o tym w innym miejscu. Aby dokładnie wyjaśnić, co oznaczają te stopnie, muszę posłużyć się innym przykładem, z innej, równie ważnej jak egipska cywilizacji.


Tą podpowiedzią będzie filozofia starożytnej Grecji, która to filozofia, w odpowiednim ku temu czasie, także przemówi do nas swoim prawdziwym głosem. Weźmy na razie tylko jeden z jej elementów. Jest to bardzo dobrze znana, choćby z teorii kwintesencji, wiedza starożytnych filozofów o tym, że poszczególnymi częściami wszechświata są: ziemia, powietrze, ogień i woda. Wszystkie te elementy, w zgodnej z prawdą kolejności, a więc: powietrze, ogień, woda i ziemia — mówią nam o całym procesie tworzenia wszechświata i życia na Ziemi.


Jest jeszcze ten najważniejszy — piąty element i to właśnie to dziwnie wyglądające ukośne zadaszenie z zewnętrznego szczytu „komór odciążających”. Dokładniej na ten temat napisałem w rozdziałach poświęconych filozofii greckiej i judaizmowi.


Pozostaje jeszcze kwestia piramidy jako bryły. Jak wiadomo, piramida ma kształt ostrosłupa. Cztery ściany symbolizują, tak jak w przypadku „komór odciążających” — cztery etapy drogi człowieka ku doskonałości. Na samym szczycie schodzą się one w jednym punkcie. Znaczenie tego szczytu jest podobne do „ukośnego daszka”. Szczyt piramidy zwany piramidionem jest piątym, ostatnim etapem naszej „wędrówki”. To, o czym od samego początku była mowa w tej książce, zebrało się w końcu w tej jednej tylko piramidzie, o której tak niewiele do tej pory wiedzieliśmy.


Podziwiając podczas turystycznych wycieczek Piramidę Cheopsa, oddajmy hołd wszystkim bezimiennym budowniczym tego genialnego symbolu. Doceńmy ich trud i w końcu wyjdźmy z cienia niewiedzy.


Jedną z najbardziej fascynujących zagadek w Gizie są dwa szyby w północnej i południowej ścianie Komory Króla w Wielkiej Piramidzie oraz dwa szyby w znajdującej się poniżej Komorze Królowej. Są to bardzo wąskie czterokątne tunele o przekroju zaledwie 20 centymetrów.


Badacze sugerują, że ich przeznaczeniem była wentylacja bądź też miały znaczenie astronomiczne — skierowane są bowiem na gwiazdozbiór Oriona. Nic z tego — te wąskie tunele nie były żadnymi wentylatorami. Starożytni Egipcjanie uważali konstelację Oriona za świętą, a w jej klepsydrowatym kształcie dopatrywali się podobizny Boga. Aby poznać prawdziwe przeznaczenie tych kanałów, należy podążyć astronomicznym tropem starożytnych Egipcjan.


Pierwszy na takie właśnie ich symboliczne znaczenie wpadł belgijski inżynier Robert Bauval, który obliczył, że w 2500 r. p.n.e. południowy „kanał wentylacyjny” w Komorze Króla wskazywał dokładnie na gwiazdozbiór Oriona. Południowy szyb w Komorze Królowej wskazywał na Syriusza — świętą gwiazdę małżonki Ozyrysa, Izydy.


O tym, że w Egipcie za jedną tajemnicą kryje się następna, a za nią kolejne, tak że wszystkie tworzą prawdziwy gąszcz tajemnic, nie do przebrnięcia dla niewtajemniczonych, przekonać się o tym może każdy, kto dotarł do tego miejsca. Aby minąć ten kolejny zakręt, trzeba skorzystać z małej podpowiedzi, a jest nią wyrzeźbiona w cennym kamieniu synteza wszelkich nauk świata starożytnego — Tabula Smaragdina.


„Jak w górze, tak i na dole, a głębię, podobnie jak wyżynę stworzono jedynie dla ukształtowania cudów rzeczy jedynej.”


Oto esencja wiedzy, o której od początku tej książki mówią wszystkie przedstawione w niej tropy, ślady i symbole. Porównajmy sens tego wyrzeźbionego w kamieniu zdania z Genesis (1, 26) „Uczyńmy człowieka na obraz nasz”. Sens i idea tych dwu zdań jest „kosmicznie” identyczna. Które z tych zdań zostało wyartykułowane jako pierwsze? Sentencja z Tabula Smaragdina powstała około 2 tysiące lat wcześniej. Z tego więc wynika, że cała wiedza zawarta w Biblii znana była już starożytnym znacznie wcześniej.


Ma to kolosalne znaczenie dla dalszych rozdziałów. Ale powróćmy do Tablicy Szmaragdowej. Jest to nie tylko synteza, ale wręcz „apoteoza wiedzy tajemnej”. Kształt gwiazdozbioru Oriona wygląda tak: trzy punkty świetlne tworzą pas Oriona. U góry, jak i na dole pod nimi usytuowane są po dwa inne punkty świetlne. Wszystkie swoim kształtem przypominają klepsydrę — u góry dwa, w środku trzy i na dole znów dwa punkty. W gwiazdozbiorze Oriona występują jeszcze inne, tworzące ramię gwiazdy, ale dla omawianego symbolu nie mają żadnego znaczenia.          Porównajmy teraz sens Tablicy Szmaragdowej i Genesis z kształtem Oriona. W rzeczy samej, jest to jedna z największych i najgłębiej skrywanych tajemnic w całej historii człowieka.


Otóż dwie gwiazdy z góry, wraz z trzecią, znajdującą się w środku pasa Oriona — tworzą trójkąt skierowany ku dołowi, zaś dwie gwiazdy z dołu, z trzecią ze środka tego pasa tworzą trójkąt skierowany do góry.


Czyż nie o tym mówią Tabula Smaragdina i Genesis!? Jak już wspomniałem, jest to tylko wprowadzenie do innego rozdziału tej książki. Te tak zagadkowe tunele z Komnaty Królewskiej są kolejnym odszyfrowanym w tym momencie tropem, który powinien uświadomić nam, że ten kod, który został wysłany w czasoprzestrzeń ponad cztery i pół tysiąca lat temu, dotarł w końcu do miejsca swego przeznaczenia. Co z tą wiedzą zrobimy, zależy już tylko i wyłącznie od nas samych.


Południowy szyb z Komnaty Królowej 2500 lat p.n.e. wskazywał na Syriusza — najjaśniejszą gwiazdę naszego nieba. Jego pojawienie się na porannym niebie zapowiadało rychłe nadejście pory wylewów Nilu. W starożytnym Egipcie oddawano mu boską cześć. Znaczenie Syriusza odnajdujemy w egipskiej mitologii. Podobnie jak wierzenia sumeryjczyków czy Greków, mity egipskie stanowią zakodowaną informację, której sens i znacze nie są poważniejsze, niż nam się do tej pory zdawało.


Pojawienie się Syriusza na niebie symbolizuje odradzanie się życia na Ziemi. Wylewy użyźniają glebę, dzięki czemu gleba przygotowana jest do siewu. Całe życie Egipcjan związane było z tym corocznym rytuałem. Oprócz tego „mini znaczenia”, było jeszcze „mega znaczenie”. Syriusz swoim „zjawianiem się” symbolizuje powrót życia na Ziemię. Życie to zamiera i odradza się w niekończącym się wirze życia i śmierci, niczym symboliczne perpetum mobile. Jest to symboliczny początek wielkiego kosmicznego megacyklu. I o tym właśnie opowiada egipska mitologia.


Bogini Nut, jej małżonek — bóg ziemi Geb, ich dzieci Ozyrys i Izyda, zazdrosny brat Ozyrysa — Set, który go zabija, triumfalny powrót Ozyrysa do świata żywych — te, tak wydawałoby się banalne mity, są zakodowaną informacją, o której była wcześniej mowa. To nic innego niż megacykl znany z systemu doktora Smoły i profesora Pierza. Mity te świadczą o tym, że cykliczność wszechświata doskonale znana była już starożytnym.


Przesłanie to, docierające do nas z odległej o ponad 5 tysięcy lat historii, w postaci symbolu piramidy, powinno być dla nas nicią przewodnią, podobnie jak dla Tezeusza nić Ariadny, która wyprowadzi nas z labiryntu niewiedzy. W tym miejscu znamienne będą słowa XII-wiecznego hiszpańskiego uczonego i mistyka żydowskiego pochodzenia — Abrahama Abulafiego:

Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałymi treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat masz spisany. Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.

cytat: „Nieznany świat” 2000, nr 4.

O znaczeniu pierwszej części tych słów, szanowny czytelniku, już się dowiedziałeś, zaś o drugiej dowiesz się w odpowiednim ku temu czasie.


Pozostałe dwie piramidy płaskowyżu Gizy, Chefrena i Menkaurego, także mają w swoim wnętrzu pomieszczenia o nierozszyfrowanym jak dotąd znaczeniu.

Następca Cheopsa, jego syn Dżedefre (2528–2520 p.n.e.), zaczął budowę piramidy na północ od Gizy. Po jego przedwczesnej śmierci tron objął jego brat Chefren (2520––2494 p.n.e.), który wzniósł swój grobowy monument na południe od piramidy swego ojca, Cheopsa. Piramida Chefrena ma boki długości 215,25 metra, jest zatem mniejsza u podstawy od piramidy Cheopsa, jednak ostrzejszy kąt nachyle nia (53 stopnie 10 minut) umożliwił osiągnięcie imponującej wysokości 143,5 metra, a więc zaledwie 3 metry mniej od piramidy ojca. Dwie dolne warstwy obłożono ciemnoczerwonym granitem, pozostałe wapieniem. Owa zewnętrzna warstwa zachowała się dobrze w górnych partiach do naszych czasów, brak jedynie stożka (gr. piramidon) wykonanego prawdopodobnie z różowego granitu. Układ komnat w piramidzie Chefrena jest uderzająco nieskomplikowany. Do dziś nie wiemy, dlaczego do Komnaty Grobowej wiodą dwa wejścia i dwa korytarze. Według pierwotnych planów powstać miała podziemna komora skalna, komnata pośrednia (powyżej poziomu ziemi) oraz komnata grobowa, tak jak w piramidzie Cheopsa. Tej ostatniej nigdy nie ukończono, pośrednią zaś wydłużono ku zachodowi. Przedłużenie to zostało wyłożone granitową posadzką. Zresztą zapewne cała komnata wyłożona była granitem. Jej wymiary to: 4,99 metra szerokości, 14,15 długości i 6,86 wysokości.

cytat: C. Renfrew, Archeologia.

Mając na uwadze wpływ rozmieszczenia poszczególnych komnat i korytarzy na ich symboliczne znaczenie, spróbujmy rozszyfrować zagadkę Chefrena. Aby to uczynić, musimy na moment wrócić do piramidy Cheopsa. Jej licowanie wykonane zostało z wapienia, zatem miała biały kolor. Symbolizuje on człowieka i jego ewolucję — od jego pra-pra początków aż do dziś.

Piramida Chefrena

Z tej symboliki „kolorów” należy wyłączyć piramidion, którego symbolika jest zupełnie inna. Kolory pozostałych piramid również mają swoją gnozę. Piramida Chefrena u podstawy ma dwie ciemnoczerwone warstwy, pozostałe zaś białe. Cóż te kolory mogą symbolizować?


Piramida Cheopsa opisuje dzieje człowieka i ogólnie ssaków. Natomiast piramida Chefrena jest symbolicznym opisem okresu poprzedzające go epokę człowieka, czyli epokę panowania gadów na ziemi. Czerwony kolor u podstawy piramidy — dwa największe poziomy — symbolizuje właśnie olbrzymie, przerażające dinozaury. Nagle czerwony kolor znika i pojawia się biały. Czyż nie jest to symboliczne zobrazowanie wielkiego wymierania gadów — 65 milionów lat temu? Bezsprzecznie.


A teraz układ komnat w piramidzie Chefrena. Początek już znamy. Podziemna komnata — powstanie życia w morzach i oceanach Ziemi. Środkowa komnata jest już potężniejsza od Komnaty Królowej z Piramidy Cheopsa. Komnata ta symbolizuje ponad 150 milionów lat panowania olbrzymich gadów na ziemi. Dwa kanały i dwa wejścia do tej komnaty symbolizują rywalizację dwu gatunków: ssaków i gadów o panowanie na Ziemi.


Ssaki gadopodobne i gady, jak pamiętamy, egzystowały przez pewien czas wspólnie na prehistorycznej Ziemi. Kto z tej rywalizacji wyszedł zwycięsko? Decyzja na ten temat zapadła 65 milionów lat temu. Czy na szczycie piramidy Chefrena znajdował się różowy piramidion? Nie ma na to dowodów. Osobiście jednak sądzę, że z wiadomych powodów było na to jeszcze za wcześnie.            Rozwiązanie zagadki piramidy Menkauego powinno być już teraz dziecinnie proste.

Syn Chefrena, Menkaure (2490–2472 p.n.e.) umiejscowił swój monument na ostatnim wolnym miejscu w południowej części płaskowyżu w Gizie. Podstawa i szesnaście dolnych warstw piramidy Menkaurego obłożone były blokami z ciemnoczerwonego granitu, a wyższe partie pięknym jasnożółtym wapieniem. Jej wymiary — około 104,6 metra u podstawy oraz 65 metrów wysokości — są ponaddwukrotnie skromniejsze niż w przypadku piramid Cheopsa i Chefrena. W odróżnieniu od wielkiej piramidy Cheopsa budowniczowie skupili się na pracach podziemnych i — co było wówczas pionierskim osiągnięciem — wprowadzili do wnętrza przez długie przejście granitowe płyty kryjące od góry komnatę grobową, aby stworzyć wrażenie »fałszywego sklepienia.

cytat: C. Renfrew, Archeologia.


Piramida Menkaurego

Oprócz układu komnat i kolorów piramid swoje ukryte znaczenie ma też ich wielkość. Ich stopniowe zmniejszanie się symbolizuje cofanie się w naszej opowieści o ewolucji życia na Ziemi.            Najpierw była historia o człowieku, później (cofamy się) przełomowy moment ewolucji, czyli panowanie gadów, a później powolne dochodzenie do głosu ssaków, zaś na końcu piramida Menkaurego, która — jak wskazuje jej wielkość — symbolizuje początkowe stadium powstawania życia. W swojej „jakości” jest ono jeszcze bardzo prymitywne, lecz co najważniejsze, bez którego nas ludzi — czyli ostatniego ogniwa w łańcuchu ewolucji życia na Ziemi, w ogóle by nie było.


Patrząc chronologicznie, piramida Menkaurego jest pierwszym (początkowym) etapem w rozwoju życia na Ziemi, piramida Chefrena ze swoimi dwiema komnatami jest etapem pośrednim, a piramida Cheopsa z trzema komnatami — ostatnim etapem w tym rozwoju. Bardzo charakterystyczna dla piramidy Menkaurego jest budowa pomieszczeń pod ziemią. Symbolizuje to, że „tematem” tej piramidy jest życie jeszcze przed wyjściem z mórz i oceanów.


Spójrzmy na jej kolory. Ich usytuowanie jest jak najbardziej zgodne ze stanem naszej obecnej wiedzy. Podstawa i szesnaście dolnych warstw granitu symbolizują jeszcze nieukształtowaną skorupę ziemską, targaną nieustannymi wybuchami wulkanów i potokami rozgrzanej do czerwoności lawy. Jasnożółty wapień symbolizuje wszystko to, co potem nastąpiło: powstanie oceanów, atmosfery, pierwszych organizmów żywych itd.


Trzy małe piramidki w pobliżu piramidy Menkaurego, jedna przy piramidzie Chefrena i trzy kolejne, przy piramidzie Cheopsa, symbolizują poszczególne podokresy w historii tych poszczególnych wielkich epok. Pozostaje jeszcze kwestia Sfinksa — ogromnej rzeźby powstałej około 2500 r. p.n.e. za panowania faraona Chefrena, stojącej przy drodze wiodącej do jego piramidy.

Sfinks
Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
Kolorowa
za 113.64