E-book
4.1
drukowana A5
14.57
Gdańskie opowieści

Bezpłatny fragment - Gdańskie opowieści

Objętość:
65 str.
ISBN:
978-83-8189-351-0
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 14.57

1. Biba

Szary człowiek

Nie chcę tańczyć w ciepłym deszczu

wolę wieczór z kawą

nie chcę być wódkowym wieszczem

mi to nie zabawą

nie chcę barwnych włosów tęczy

nie chcę słońca w głowie

nie chcę blasku, bo mnie męczy.

Jestem szary człowiek.

Kocham dom swój, cichy pokój

kocham niknąć w tłumie

kocham spacer krok po kroku

w bezimiennym szumie

chcę odziana w luźne dżinsy

świat przemierzać własny

ale światem nie kraj inny

a osiedle ciasne.

Truskawkowy błyszczyk

Kupiłam dziś sobie

błyszczyk truskawkowy.

Czerwień ust rozjaśni

cień chaosu głowy.

W pracy będą widzieć

truskawkowe usta

smak profesjonalny

na szefostwa gusta.

Na ulicy inni

odzyskają twarze

jeśli ja odzyskam

i w różu umażę.

Może i dla niego

jak się jakiś znajdzie

w pokrytej błyszczykiem

serca pustej tajdze.

Sobota, północ, pub

Muzyka gra, tańczą

jak to wygląda — wiecie

młodzież mknie szarańczą

ja siedzę w toalecie.

Stoję w kącie, piszę

na bladym telefonie

kolejny wers ciszy

bez świata wokół — o mnie.

Trzeba wyjść, ktoś puka

Ludzie niecierpliwi!

Wychodzę. Naprzód, w tłumie.

Oni są złośliwi?

Ocenić chcę — nie umiem!

Czekam chwili błogiej

gdy nigdy nie widziana —

— co teraz nie mogę —

— w swym domu czekać rana.

I w końcu nadchodzi

minuta upragniona

kiedy w dworu chłodzie

w domu zmierzam ramiona.

Impreza

Siedzę otoczona murem

swoich niepowodzeń

nie kocham tamtego świata

do którego wchodzę.

Ludzie pijani wokoło

niszczą moją kulę

przebijają ją słów ostrzem

brak powietrza — bólem.

Odnajduję łyk powietrza

na pustym balkonie.

Chwila — i już są tu inni

ktoś zapyta o mnie.

Głosy lęk mój eskalują

drapią moje myśli.

Ludzie napływają, a ja

chcę być tam, skąd przyszli.

Jadę

Jadę tak piękne śniąc krajobrazy

myśl się kołacze we mnie bezpańska

czy to dom jeszcze? Czy to już dom mój?

Z domu do domu jadę, do Gdańska.

Chciałabym domu — tego z rodziną

gdzie mama z pracy gna do córeczki

a mam ja dom swój gdański, wspaniały

gdzie do swej własnej płaczę chusteczki.

Jadę do Gdańska, niebieskie niebo

drży swą czerwoną Słońca poświatą

a ja do domu drzwi własnych bieżąc

wciąż wołam „mamo!”, wciąż wołam „tato!”

Dajcie mi ciemność

Dajcie mi czerń głęboką

dajcie mi ranek bliski

gwiazdę, co wpływa w oko

kapie do Ziemi-miski.

Dajcie mi błogą czeluść

co kwitnie obietnicą

szepce mi „przyjacielu”

kołdrą otula lica.

Chciałabym zasnąć teraz

ale mi nie jest dane

patrzę więc, jak noc zżera

blady zza chmury ranek.

Noc dzisiaj nie zna lęku

spokój miękkich poduszek

pełna wiruję wdzięku

mózg lodowaty kruszę

2. Książka

Czytając w nocy

Dookoła czeluść nocy.

Siedzę w szklanej kuli światła

zaciskając blade palce

jak na rączce dziecka matka.

Trzymam ja w objęciach dłoni

światło drży na białej skórze

czerń oblepia jasną kulę

zniknęli anieli stróże.

Jak w macicy w lamp poświacie

jak zarodek w świecie kartek

drukowany świat mym światem

poza książką życie martwe.

Anioły i sen

Pytam anioły niebieskie

dlaczego, jak sądzą one

zwierzę nie idzie spać rześkie

i się nie budzi zmęczone

a człowiek tak?

I człowiek nie jest szczęśliwszy.

Obcy

Obcy spoza tego świata

nie odnalazłby się w tłumie

on na co dzień statkiem lata

w korkach kląć jak szewc nie umie.

Obcy jest innego wzrostu

i nie taki kolor włosów

nie pasuje, tak po prostu.

Wtopić w tłum mu się nie sposób.

A wśród ludzi, lecz inaczej

żyć jak chce się niepodobna.

Będąc obcym skończysz raczej

w alkoholu tonąc do dna.

3. Ziarno kawy

Kawa

Ile kaw dziennie

pozwoli zapomnieć

o życiu bez kawy?

I ile kaw tych

pozwoli przeżyć

na dobrą sprawę?

Ile pozwoli

pochwycić aromat

napoju i życia?

Ile ziarenek

w życia klepsydrze

da się przesypać?

Przedmieście

Zaczynasz studia, zaczynasz szkołę

i trwanie zaczynasz własne

już nie ukryjesz wina pod kurtką

już drzwiami w złości nie trzaśniesz.

Wjeżdżasz pociągiem, nowe przedmieście

opuszczasz dom z książką w rękach.

Zaczynasz wnet żywić się przyjaźnią

na samodzielności mękach.

Zaczynasz pracę, budujesz dom swój

i trwanie zaczynasz własne

już nie usypiasz w oparach piwa

patrzysz na dzieci, aż zasną.

Wjeżdżasz pociągiem, stare przedmieście

opuszczasz dom swój na chwilę

by kwiat położyć, świeczkę zapalić

na przedmieść starych mogile.

Bez urazy

Nie obrażam się na nią

za to, że przyjdzie do mnie

i nie jestem zła na to

że mi przerwie treść wspomnień.

Praca, jak każda inna

przez dni siedem tygodnia

bez urlopu i święta.

Może zmęczona, głodna?

Tak chodzi od drzwi do drzwi

szuka duszy i ciała.

Zaproszę ją do domu

by chociaż pić dostała.

Nie jestem obrażona.

Niech przyjdzie w moje progi.

Ja pójdę z nią za rękę

zaznając wiecznej drogi.

Plac zabaw

Siedzę na placu zabaw

przy sąsiedniej ulicy.

Powoli stawiam stopę

w skorupie piaskownicy.

Wspinam się na zjeżdżalnię

i zsuwam się powoli

wzbijam się na huśtawce

najwyżej jak pozwoli.

I tylko miejsca na nogi

już za mało.

Dzień dobry, pani doktor

— Dzień dobry, pani doktor

nie piękna dziś pogoda?

— Dzień dobry, taka piękna!

— Cóż jeszcze do niej dodać?

Wezwała mnie tu pani

wiadomość mi przekazać.

Cóż stało się? Wyniki?

— Wyniki. Proszę siadać.

— Już siadam, pani doktor.

Niech pani mówi wreszcie!

— Lecz mówię informacje

niezbyt sprawdzone jeszcze.

W wynikach tak wychodzi

to powiem pani szczerze…

— Wal pani prosto z mostu

inaczej nie uwierzę.

— Dla pani więc wiadomość

jest tutaj właśnie taka

że pani…

— Mówi pani!

— ...choruje mi na raka.

Teraz

Żyj godziną „teraz”

rodź się chwilą „już”.

Za pół godziny

za pół dnia

za pół roku

za pół życia

nie będzie

tego samego „teraz”

nie będzie

„już”.

Wchodzisz do swojej rzeki

jedyny raz

właśnie teraz

nie czekaj

zerwij owoc

zanim zgnije.

Robal

„Robal” mówisz pogardliwie

„Robak” czasem do człowieka

mówisz, myśląc tak właściwie

nic dobrego go nie czeka.

Związki wyśmiewasz owadzie

lecz pamiętaj losu kroki

one w małym, szumnym stadzie

będą jadły twoje zwłoki.

Jutro

Powiedziałam sobie

„jutro”.

Jutro podleję kwiaty

jutro zadzwonię do taty

jutro pójdę do miasta

jutro upiekę ciasto.

Jutro postaram się żyć

obudzę się.

Dziś nie dam rady

dziś umieram.

Mamy czas

Mamy czas

posiedzieć na fotelu

i zjeść jak jeden z wielu

i wypić ćwiartkę wódki

i przespać dzień calutki.

Mamy czas

pokontemplować sami

dzień spędzić miło — z grami

poczekać dziś na „zaraz”

pośmiać się z Niej, że „stara”.

Mamy czas zaszyć się w pracy

płynąć, jak płyną rodacy

coś pouzupełniać w szafie

napisać autobiografię…

Myślał kogut

o niedzieli

a w sobotę

łeb ucięli.

Pooddychaj

Idź pooddychaj

świeżym powietrzem

nie ciągle siedzisz

w tym z kurzu swetrze.

Weź z sobą piłkę

ciut za małą

wejdź na huśtawkę

przerdzewiałą

zjedź po zjeżdżalni

też za ciasnej

wskocz do kałuży

ze łzy własnej.

Rozmowa z kurzem

Ścieram kurz ściereczką

a on do mnie mówi:

„Innym był tu wcześniej

teraz jestem drugi

kiedyś siwą warstwą

już ten stół przykryłem

cichą, lecz nie martwą

tu powłoką byłem.”

Pytam się więc jego

pytam cichym głosem

„Byłeś? A dlaczego?”

Mruczy coś pod nosem.

„Byłem, bo mnie starto

w czas kiedyś sprzątania

lecz zmartwychwstać warto.

Nie ma lat rozstania.”

„Pamiętam ja ciebie

już walczyłam z tobą.”

„Ludzie w siódmym niebie

gdy coś ze mną zrobią.

A tymczasem wracam

tylko się rozproszę

chwil interwał skracam

ścierkę dzielnie znoszę.

Silniejszym od ludzi

wiecznym jestem w sumie

śpię, by się obudzić

bo się budzić umiem.

Jestem tylko kurzem

celem twej pogardy

lecz w nad głową górze

wciąż swą duszą twardy.”

Złota rybka

Gram złotej rybce

na gitarze

w piosence opowiem

kierunek marzeń

a rybka milczy

jak zaklęta

więc wszyscy mi mówią

nic nie pamięta

ja karmię rybkę

rzucam ziarno

zalśni czarne oczko

za błonką marną

ktoś w twarz się śmieje

w wód odmętach

czarne oczko patrzy

wszystko pamięta.

4. Takie sobie pory roku

Zimna wiosna

Zimną wiosną ktoś zasadził

pączków szarych cztery skrzynie

nieme dzieci przebiśniegów

wciąż wtulają się w pierzynę

skute lodem fale kałuż

zgrzytem w krawężniki wpadną

dzieci małe siwą trawkę

ledwo ponad szronem zgadną

białe Słońce śle wspomnienia

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 14.57