E-book
13.65
drukowana A5
24.02
Garść piasku

Bezpłatny fragment - Garść piasku


Objętość:
69 str.
ISBN:
978-83-8104-339-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.02

Słowem wstępu

Żaden ze mnie Mickiewicz, żaden Kochanowski,
żaden też ze mnie wielki poeta,
zwykły człowieczek co gra słowami,
ot, najzwyklejszy wierszokleta.


Czasem coś piszę i myślę, jest dobre
a czasem wstyd mi, że napisałem to ja,
ciężko przelać na papier swe myśli 
nie zawsze łatwa jest w słowa gra.


Nie czuję bym szczyty poezji tym zdobył
ani że osiągnąłem tym coś niezwykłego. 
Nie myślę, że chwała mi się należy,
czy że dokonałem tym czegoś wielkiego.


Dlaczego piszę? Z wielu powodów,
zdradzę wam sekret, tak między nami,
piszę by ujście dać swym emocjom
lub się po prostu bawię rymami.


Czy się spodoba, nie mnie o tym mówić,
każdy oceni wedle uznania,
ktoś będzie na NIE, ktoś będzie na TAK
więc życzę zatem miłego czytania.

Cztery pory roku

I

Drzewa już pierwsze puściły pąki,
na niebie słychać pierwsze skowronki,
już pierwszy fiołek słodko rozkwita,
pierwszy motylek życie dziś wita.
Pierwsze już kwiaty rosną w ogrodzie,
budzi się życie na lądzie, w wodzie,
wiatr ciepły pierwszą nadzieję niesie,
wszędzie coś śpiewa na łące, w lesie.
Słońce radośnie śmielej przygrzewa,
kwitną już kwiaty, zielenią się drzewa,
zaspany wyszedł z nory niedźwiadek,
burczy mu w brzuszku, czas na obiadek.
Wszystko do życia budzi się wkoło,
pszczoły latają, brzęczą wesoło,
żaby w strumyku czy ryby w stawie,
ptaki na niebie, owady w trawie,
nawet biedronka niezdarna troszeczkę,
bo jest malutka, ma jedną kropeczkę.
Wszystko zaczyna dzisiaj nowe życie,
już pierwszy deszczyk padał obficie,
już wszystkich łączy nowa zażyłość,
ktoś gdzieś napotkał swą pierwszą miłość.
Dla wszystkich nadeszła pora radosna,
czemu, spytacie?

Nadeszła wiosna.

II

Dni są gorące, mocno słońce świeci,
w cień uciekają dorośli i dzieci
i układają wakacyjne plany,
jak wykorzystać dzień słońcem skąpany.
W powietrzu unosi się zapach siana,
ludzie w ogrodach pracują od rana.
Namiot, plecaki, wszystko zabrane,
czas na przygodę, wakacje udane.
Z nadzieją w kieszeni, z radością w oku,
czas by odpocząć po szkolnym roku.
Wszystko dziś kusi tym, co nieznane,
czy nocne niebo gwiazdami usiane,
czy piękno wsi, czy ogrom gór,
radość pomoże dosięgnąć chmur.
Wieczorem ognisko, czas kiełbaski smażyć,
lub patrzeć w gwiazdy, lub beztrosko marzyć,
słuchać jak świerszcze cykają w trawie,
bądź też jak żaby kumkają w stawie.
I mieć świadomość, że wszystko jest możliwe,
nawet pocałunki są dziś bardziej tkliwe.
I pierwsza miłość też jest jakaś inna,
taka gorąca, czysta, niewinna.
Inaczej nawet patrzy się w oczy,
zwyczajny gest jest bardziej uroczy.
Wszystko wokoło tchnie magicznym czarem,
podgrzane słońca czy miłości żarem.
Czas to niezwykły, czas uciech, zabawy,
nawet piękniejszy jest zapach trawy.
To już nie wiosna, lecz coś więcej za to,
czemu, spytacie?

Nadeszło lato.

III

Słońce coś szybko chowa się za góry,
niebo się smuci, ubiera w chmury,
powietrze dziwnym chłodem otula,
pszczoły coś rzadko wylatują z ula.
Drzewa zrzucają część swoich liści,
część marzeń pewnie już się ni ziści.
Noc coraz dłuższa, dzień jakiś krótki,
w ciepłej herbacie czas topić smutki.
Już po wakacjach zostały wspomnienia,
wszystko powoli wkoło się zmienia.
Rano na polach zimna mgła opada,
daremnie szukać gdziekolwiek owada.
Ptaki niektóre już odleciały,
inne odlatują, inne zostały,
w polu ziarenka zbiera myszka mała,
robi zapasy, aby jeść co miała.
Polny zajączek skubie resztki trawy,
on też jakoś nie ma chęci do zabawy.
W polu warzywa, owoce zebrane,
w piwnicy słoje już poustawiane.
Do kufra poszły krótkie spodenki,
zwiewne bluzeczki, lekkie sukienki,
teraz szaliki zakładać już czas,
kiedy na grzyby idzie się w las.
W powietrzu czuć jest dym z ogniska,
widać, że zmiana jakaś jest bliska.
A pierwsza miłość jest nadal trwała,
taka niezwykła i bardziej dojrzała.
Już szkolny dzwonek ogłasza wrzesień,
czemu, spytacie?

Nadeszła jesień.

IV

Jak okiem sięgnąć, wszędzie jest biało,
wiatr coś nie wieje, słońce się schowało,
puch jakiś biały dziwnie się mieni, 
nie ma już nigdzie śladów jesieni.
Dzieci na łąkę ruszyły w biegu,
za chwilę stoi bałwan ze śniegu.
To znowu sanki, na nogi narty,
efekt wspaniały, wysiłku warty.
Dzień bardzo krótki, lecz jaki uroczy,
jaka to frajda móc w zaspę skoczyć.
Albo wzajemnie się rzucać śnieżkami,
bądź też wyścigi urządzać saniami.
Lub też podziwiać śnieżne widoki,
tropić odbite zajęcze skoki.
Na łyżwach jeździć po lodowym stawie,
oddać się wszelkiej dobrej zabawie.
A wieczorami po udanym dniu
miło w pierzynkę tulić się do snu,
lub przy kominku grzać zmarznięte dłonie,
patrzeć przez okno jak świat w bieli tonie.
I pierwszą miłość, co rok cały przetrwała,
tulić w ramionach by też się ogrzała.
A rano patrzeć jak mróz wszystko trzyma,
czemu, spytacie?

Nadeszła zima.

Czy to ty?

Czy to ty? 
Nie. To mój cień zawsze przy mym boku.

Dotykasz mnie? 
Nie. To dotyk spadających liści.

Czy co wieczór pod okno przychodzisz o zmroku? 
Nie. To sen, czy kiedyś się ziści?


Zamiast w twoje,
w samotności się rzucam ramiona.

Zamiast ty,
chłód wieczorny mnie obejmuje.

Zamiast z twego, z kielichu smutku
pije ma dusza spragniona.

Zamiast twoje,
tęsknoty usta zawsze całuję.


Czy twój oddech gorący czuję na swej twarzy? 
Nie. To wiatr rozgrzany smaga moją postać.

Czy w oddali blask twych oczu się jarzy? 
Nie. To gwiazdy, ich nie można dostać.


Czy ja żyję?
Tak. Lecz dlatego, bo ty żyjesz jeszcze.

Dzięki tobie tylko me serce wciąż bije.
Bo ty mi przynosisz wodę i powietrze, dlatego ja żyję.

Przytul mnie

Chwila zła goni gdzie ja, tam i ona,
sam przeciw światu czy stawię mu czoła,

pragnę by uciec w czyjeś ramiona,
by biec gdzieś tam gdzie głos czyjś mnie woła.


Pośrodku świata sam zupełnie stoję,
wkoło jedynie zimne spojrzenia

i nagle czyjś dotyk, już się nie boję,
nagle wkoło wszystko się zmienia.


Gdy w walce z życiem opadam już z sił,
gorzka łza spływa, tkwię w szarej mgle

pragnę by blisko ktoś przy mnie był,
bym dzięki niemu bezpiecznym czuł się.

Przestroga

Czy uważasz, że warto jest płakać
gdy obok ciebie ktoś się śmieje?

Czy uważasz, że warto jest kochać nie wiedząc,
czy jest się kochanym?

Czy uważasz, że warto serce karmić nadzieją,
by potem być zapomnianym?

Nadzieja

Nadzieja czyni nas niewolnikami i mówi,
że jutro będzie nowy dzień,
a my wierzymy w ten nowy dzień i w to,
że nowego dnia wszystko będzie możliwe.


Nadzieja to wiosenny wiatr co osusza łzy,
wtedy chcemy dosięgnąć gwiazd,
kochamy wrogów, wierzymy w cuda,
wtedy zawsze jest jakieś zawsze i nigdy nie ma nigdy.


Nadzieja czyni nas niewolnikami,
rezygnacja — wolnymi ludźmi.
Czy jednak poddamy się tej niewoli i czekając,
czy będziemy zupełnie wolni nie mając nic?

Sens życia

Niektórzy mają w życiu wszystko,
ale czy warto wszystko mieć?


Bo czymże jest później życie,
gdy już nie ma czego chcieć?

Tęsknota

Tęsknota jest smutna i straszliwa,
bo serce wciąż chce gdzieś uciekać,

bo ciągle wciąż kogoś wzywa
i na kogoś każe wciąż czekać.


Tam gdzieś na polach szara mgła
a wiatr śpi ukryty w konarach drzew,

słońce zachodzi, już koniec dnia,
już ucichł słodki ptaków śpiew.


Kolejny dzień historią się stał,
zostało o nim tylko wspomnienie

los znów odebrał to, co wcześniej dał,
a serce biciem pierś rozrywa szalenie.


Tęsknota każe wciąż liczyć dni
i płacząc, z nadzieją nie zwlekać,

wyglądać przez okno, nocami śnić
i wciąż i wciąż wiernie czekać.


Bo to ważne, że jest dla kogo żyć
a samotność nie jest przeznaczeniem,

że jest za kim tęsknić, o kim śnić
i nie jest to tylko jedynie złudzeniem.

Po drugiej stronie lustra

Wciąż mówili, że będzie dobrze
lecz przedawkować nadzieję to źle,

nie ja kontroluję dni lecz one mnie
i nic już nie jest tak jak chcę.


Wciąż mówili, poradzisz sobie,
lecz bezduszne rady tracą moc

skulony w kłębek uciekam w sen
by nie wiedzieć czy to dzień czy może noc.


Karuzela życia zbyt szybko wiruje,
więc już czasem po prostu mnie mdli,

proste drogi są jednak kręte,
czy to jawa, czy może to tylko się śni.


Jak w letargu wciąż robię to samo,
czy tego chcę czy też nie,

i tak przychodzą bezsenne noce
a po nich senne dnie.


Widzę ludzi żyjących inaczej i myślę,
że tak jak oni żyć chce,

widzę ich wszystkich bardzo wyraźnie lecz oni,
chyba nie widzą mnie.


W klatce życia zamknięty bezwolnie
wciąż oglądam świat zza krat,

patrząc tak często się zastanawiam
ile zostało mi dni, a może lat.


Czasem myślę że coś jest już dobrze
a czasem, że ciągle jest źle,

i z biegiem czasu im więcej wiem,
tym mniej mam siły i mniej już się chce.


Naćpany smutkiem i szczęścia prochami
wciąż staram się zacząć żyć,

i szukam sposobów na to by zaistnieć,
zamiast po prostu być.


Będą mnie słuchać bo pomóc mi chcą,
mówią mi beznamiętnie uczone mądrale,
mętnym wzrokiem mnie śledzą i słyszą,
lecz tak na prawdę nie słuchają mnie wcale.


W tej walce to ja poniosę na tarczy problemy,
albo to one poniosą mnie,

bo ważne jest teraz dla mnie,
bym mógł wreszcie iść tam gdzie chce.

Stefan

Kolejny dzień mnie budzi i on również wstaje

jest stale przy mnie choć się czasem zdaje,

że go nie ma, że byłem i jestem tylko ja

a to wszystko to ściema, moich myśli gra.


Gdy mój okręt życia z portu wyprowadzam

na ocean świata, on mnie stale zawraca

i bez przerwy ostrzega, i bez przerwy kadzi

o niebezpieczeństwach jakie to na mnie sprowadzi.


Kieruje moim krokiem, decyzje podejmuje

czyta moje listy i na nie odpisuje

i tak sprytnie poczyna iż myślę że to ja,

że to jednak jest życie a nie żadnych myśli gra.


Wygląda tak jak ja i moje ma nawyki

niebieskie ma oczy, brązowe ma kosmyki

głośne tęsknoty i ciche marzenia

gdy ja coś zmieniam i on to zmienia.


Lub raczej odwrotnie, gdy on to i ja

i tak od zawsze toczy się ta gra.

Już czasem sam nie wiem po której lustra

stronie, kto na kogo patrzy, kto odbija dłonie.


Czy w jego świecie to ja jestem gościem

czy może on w moim, byłoby najprościej

nie myśleć, nie pytać, nie szukać rozwiązania

bo na miejsce jednego są inne pytania.


Pomyśleć by można, że dobry to kolega

czy nawet brat; ostrzega, przestrzega,

rozmawia, ze stron wszystkich wypatruje

niebezpieczeństw, przed którymi mnie ratuje.


Lecz żyć mi nie daje i popełniać błędy

sam chcę iść przez życie, nie pytać którędy

wiedzie droga, bez dołków czy innych trudności

chcę doświadczać też smutków, nie samej radości.


Chcę mieć doświadczenia i czegoś żałować

wyjść wreszcie z cienia, czasem się dołować

ale nie przez myśli bo czegoś nie zrobiłem

lecz właśnie dlatego, że błąd popełniłem.


Nie bać się zmian, bo nie wszystkie są złe

czerpać z życia garściami, ciągle uczyć się.

Zdobywać szczyty i nowe wytyczać

zaczynać i kończyć, sukcesy wyliczać.


Stłumić głos w głowie co niby mnie chroni

a tak na serio przystawia broń do skroni

i odgradza od życia i życie ode mnie

niech żyje lub umrze, byle by beze mnie.


Chcę nie bać sie życia, chcę ryzykować

pić szczęście jak wodę i już sie nie chować.

Chcę płakać ze szczęścia i śmiać się z niczego

bo Stefan, to moje złe alter ego.

Czy to ty?
(demo)

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.02