E-book
10.97
drukowana A5
18.52
Frazy Księżyca

Bezpłatny fragment - Frazy Księżyca


5
Objętość:
60 str.
ISBN:
978-83-8155-111-3
E-book
za 10.97
drukowana A5
za 18.52

„Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą”.

Edgar Allan Poe

Korespondent

Przepraszam, tato, że się tak ośmielam

Przemawiać tęsknie skruchą niepojętą

Dziś list ten pisząc na plac Zbawiciela

Zawracam głowę, kiedy Twoje święto


Darujże, tatulku, bo nie bardzo wierzę

W pocztę zwrotną, ale znasz nadawcę

Ja nie wyklepuję pacierz za pacierzem

Tylko łzy topię w duchowej sadzawce


Odpuść, tatuniu, brak we mnie nadziei

W tą niby wyższość świtu od wieczora

Wszak noc gwiazdami całe niebo ścieli

A poranek niweczy to, co było wczoraj


Wybaczże, ojcze, posłaną moc życzeń

Że już nie wręczam kwiatów osobiście

W miejsce prezentu zapalam Ci znicze

Niech kto za mnie dłoń Twoją uściśnie

Pierwszy i ostatni list grzesznika Mateusza do Ojca Świętego

Ojcze Święty,

coś pod sutannę mgieł ojczyznę schował

że świętości nabierając w licheńskim strumyku

zapachniała polskim pieczywem stolica Piotrowa

gdyś nam serca tulił ziarnem z gołębników


Janie Pawle,

dech złożywszy w garb tatrzańskiej grani

niczym poseł, bochen wiary na drżącym narodzie

ująłeś słów wolnością, a tam pod oknami

wciąż na Ciebie czeka zgromadzona młodzież


Karolu Wojtyło,

nie mnożyłeś chleba jak Chrystusa dłonie

acz blask wznosił księżyc, gdy marniało słońce

równo podzieliłeś świat, krakowskie błonie

wręczając miłosierdzie w okruchu i kromce


Kumplu poeto,

relikwią nam jesteś w gorejącym krzewie

co ją wtem wzniesiono na Boskie ołtarze

lecz tak naprawdę, nikt naprawdę nie wie

żeś Ty był przecież piekarz nad piekarze

Sonet podprogowy

Na bezludnej wyspie słychać gwar

Dysputy kamieni, tam woda słona

Piaskiem przeżera goryczy aromat

Tnąc uczucia w promienisty skwar


Głosem serca w obronie przekonań

Każdy z nas krzewi pozasłowny dar

Myśli, co w próżni tkwi zawieszona

Ruszam wykrzesać zapomniany żar


Stanę lękliwie nad marzeń urwisko

Skoczę bez celu, acz spadnę jak liść

I nie pokłonię się wrogim pociskom


Ze złorzeczeniem nie będę się gryźć

Jeno je ugoszczę na pohybel szykan

A niespełnienie pod próg nie zawita

Moja Sokółka

Siadłem na ławeczce w parku

Usłanym jesiennym liściem

Otrzymałem moc podarków

Z twoich dłoni oczywiście


Dałaś mi pewności siebie

Pewną nutę wrażliwości

I poczęstowałaś chlebem

Życząc w życiu wytrwałości


Przejrzeć mogłem cię na wskroś

Gdy twe kąty poznawałem

Tam gdzie żywot przeklął ktoś

Szaty natchnienia zbierałem


Wiele takich ścieżek prostych

Krętym szlakiem przemierzyłem

Aby z przyjściem piękna wiosny

W pełni poczuć się twym synem

Sonet priorytetowy

Posępnej poezji pergamin, protokół

Do gry ryzykownej robi dobrą minę

W alfabet obłędu zlewają się klinem

Łzy piór łabędzich w kałamarza oku


Niższego rzędu jestem pielgrzymem

I budząc tylko niepewność, niepokój

Stałem się liryki osieroconym synem

Popadając w smutne ramiona amoku


Nie dla orderów i nie dla pomników

Papier zatruwam poetycznym jadem

Ale strapionych sławy przeciwników


Co urodziwym jest słowa przykładem

Że nie zginiemy w świata głuchy eter

Póki nam człowiek będzie priorytetem

Wędrówka duszy

Sterty papieru, rozsypane kwiecie

Słowa krzykliwe pogrążone w mroku

Dusza znikoma błąka się po świecie

Gdzie czeka na nią ukochany spokój?


Samotna pętla zaciska się mocniej

Gniewna na siebie wywołuje zamęt

Umiera za dnia, żyje w porze nocnej

Krzyczy do Ciebie, usłyszysz jej lament?


Chmury nad nią wiszą, sine niewolnice

Wicher ciemiężca w myśl błogą ukryty

Śmierć nie królowa, za to królem życie

Przyjmuje wyrok, nie dba o zaszczyty


Tułacz bezsenny w obłęd przyodziany

Grot strzał bliźniego, człeka złorzeczenie

Rozpustna duszo! Gdzie te wielkie plany?

Ratuj się kto może! Przepadnij zwątpienie!


Świeca w niej płonie, nieprzyzwoita dama

Tęsknoty liście przeklęte krew toczą

Cóż z tego duszo, że znów jesteś sama?

Zszargane wiersze mają myśl proroczą


Bogom polecona, płochliwa wybranka

Pogańskich wierzeń wre powietrze mętne

Wędruje bez celu zatruta szamanka

Przegnana z nieba i niechciana w piekle

Pokuta

Wszem i wobec przedstawiam grzechy

Na piedestale których smutków trunek

Bezspornej waśni wojen mych odwety

Wystawił do spłaty sumienia rachunek


Nie żałuję błędów, ni słów koszlawych

Tylko żal mi tych, com ich nie popełnił

Że zabrakło w sercu poetyckim wrzawy

I marzeń, co wieczną są koroną z cierni


O, czcigodni mędrcy, a szanowni głupi!

Ku waszej wieści: Postanowię poprawę!

Nawet mnie śmierć życiem nie przekupi

Gdyż haniebną pracą być losu kowalem


Przeto się spowiadam przed samą poezją

Nad każdą strofę kark pochylam smutny

Daruj krzywdy mym łajdackim wersom

Odpuśćże mi winy, zadaj krzyk pokutny


Wszak ja już dość za twórczość poczynię

Tę, co dławi tłumy, szachrajska i szczera

Może me truchło złożą w czarną skrzynię

Lecz nigdy nie złożę pióra w swój futerał

Libacja

Chciałbym wypić strzemiennego

Zanim ruszę w smutku głuszę

Nie doszedłem do niczego

Ale strzemiennego muszę


Czemu nie chcesz polać żwawo

Skarcić pragnę ducha w diable

Wolę mam piekielnie słabą

Przecie niżej nie upadnę


Daj się stoczyć w mej niesławie

Polej z cicha pół kielicha

Ty popijaj sobie dalej

Na mnie inny trunek czyha


Więc to taki z Ciebie kompan

No to duś tę mordę pustą

Wiem że cios na darmo oddam

Wiatru świst rozbite lustro

Prawo wiersza

Ciemny pokój, cztery ściany

Czterech kątów ciągła męka

Promień światła wniósłby zmiany

Lecz pokoju nie dosięga


Szelest cichych słów dyskusji

Majaczenie, z sobą gadka

Więdnie lekko kwiat nasturcji

Z łykiem wody, acz bez światła


Zgiełk z podwórza nie dochodzi

Sufit wali się na głowę

Światła promyk nie zaszkodzi

Przecież stoi tuż za progiem


Wiersz ma swoje racje, prawa

Światło tutaj nie zagości

W tle powoli milkną brawa

Pozostaje żyć w ciemności

Treść istnienia

Ciemna noc zawitała do piwnicznej speluny

Papierosowa mgła w zapachach hazardu

Przygrywają z radia gitarowe struny

Barman niesie piwo okolicznym bardom


Rżną w karty równo, przebijają stawki

Tysiąc, dwa, dziesięć — tu nie ma różnicy

Pokryte kurzem zapomnienia szafki

Szulerzy, maklerzy, sędziowie, prawnicy


Przekupny krupier często gra nieczysto

Zapalam fajkę nad barowym stołem

Nie, nie gram z nimi, chociaż jestem blisko

Bywam tylko zwykłym obserwatorem


Świt się dobija przez uchylony lufcik

Pusto w szkle, jutro się rozliczę

Nieco mądrzejszy, a i trochę głupszy

Opuszczam knajpę nazywaną życiem

Niecodzienne spotkanie

Ja niczym szpieg zakradam się

W głąb Twojej artystycznej duszy

Serce me wre, topnieje śnieg

Mały łyk wody podczas suszy


Ty niczym list czytujesz mnie

Otwarta księga dla przyjaciół

Nie boję się i bardzo chcę

Uniknąć życia w ciągłym strachu


Kredo me znasz, ja dobrze wiem

„Wolność w życiu bez żadnych granic”

Ja obumieram, niesiesz mi tlen

Okład w postaci słów na rany


Wszystko wydaje się tak łatwe

Goreje zorza, topnieje lód

I jednym taktem zostaję świadkiem

Spotyka się z zachodem wschód

Życie

Ech Ty zbuntowane życie niesłychane

Za niesnaski, waśnie, spory potępione

Nie ma prawa Cię oceniać głupiec żaden

A i mędrcom jest surowo zabronione


Ech Ty skrajne życie i niemiarodajne

Za fantazje, sny, marzenia przyganiane

Nie ma prawa ten, co widzi białe, czarne

Cię pozbawiać kolorytu, me kochane


Ech Ty piękne życie oraz Ty przeklęte

Za manowce, wrzosowiska odtrącone

Nie ma prawa nikt nazywać Cię odmętem

Bądźże życie takie zawsze mi szalone


Ech Ty wolne życie moje niepokorne

Za miłości, łzy tęsknoty mordowane

Prawo mam do Ciebie, stoczę wojnę

Bo Cię kocham, życie me niewysłuchane

Jesienny

Jesienna pani w złocistej sukni

Kierujesz w mą stronę swe kroki

Znów topole zagają na lutni

Poszarzałe natchnienia obłoki


Liście spadną do zbioru wierszy

Kasztanowe bursztyny obrazów

Korowodem słów zaszeleścisz

W nienachalnej naturze witrażu


Uronisz łez z nieba smętnego

A ja z Toba również zapłaczę

Przemokniemy nocną ulewą

Że Cię rok nie było — wybaczę


Wnet ruszysz w parkowe aleje

Czas policzy kilka kwadransów

I odchodząc zostawisz nadzieję

Będę czekał naszego romansu

Poeta

Błysnął nad światem grom Zeusowy

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.97
drukowana A5
za 18.52