E-book
28.35
drukowana A5
46.23
drukowana A5
Kolorowa
69.98
Forever

Bezpłatny fragment - Forever


Objętość:
164 str.
ISBN:
978-83-8455-347-3
E-book
za 28.35
drukowana A5
za 46.23
drukowana A5
Kolorowa
za 69.98

Oto jestem — Wejdź w ten świat

Tę książkę dedykuję wszystkim zakochanym — tym, którzy wierzą w „Forever”, mimo że świat coraz częściej uczy ich „na chwilę”.

Dla tych, którzy kochali do utraty tchu. Którzy czekali, tęsknili, wybaczali i wracali.

Dla serc pełnych motyli, ale i dla tych, które poznały smak ciszy po burzy.

Dla ludzi, którzy w drugim człowieku szukali domu, a nie tylko przystanku.

Dla tych, którzy nadal wierzą, że miłość potrafi być jednocześnie bajką, dramatem i najprawdziwszym życiem.

I dla wszystkich, którzy choć raz spojrzeli komuś w oczy i pomyśleli:

„Zostań. Na zawsze.”

— Aleksandra Makurat

Prolog

Plus

Forever?

Bo miłość „na zawsze”, jak z bajki? Ze szczęśliwym zakończeniem, muzyką w tle i ostatnim pocałunkiem zatrzymanym w kadrze?

Forever to coś więcej niż bajka. To obietnica ukryta w ulubionej piosence, która brzmi jak czyjeś oczy. To wers wiersza trafiający prosto w duszę, tam, gdzie nie docierają żadne słowa wypowiedziane na głos. To romans i komedia romantyczna jednocześnie — pełna śmiechu, niedopowiedzeń, czułości i drobnych katastrof. Ale też nie dramat. Nie film obyczajowy. To po prostu życie. Życie dwojga ludzi. Usłane różami, które mają kolce. Czerwienią szminki odciśniętej na kołnierzu koszuli. Ciepłem pościeli i spokojem niedzielnego poranka pachnącego ulubionym daniem i świeżo zaparzoną kawą.

Forever to przyzwyczajenia, które z czasem stają się domem. To zmiany, których nie boimy się przechodzić razem. To wspólne dążenie do marzeń, troska o siebie nawzajem, pielęgnowanie własnych snów bez podcinania skrzydeł. To trzymanie za rękę wtedy, gdy świat się chwieje. Podnoszenie drugiej osoby wyżej, zamiast ciągnięcia jej w dół.

To lot nad przepaścią i odwaga przechodzenia przez mosty, które wydają się zbyt kruche. Zakręty losu. Milczenie. Monotonia codzienności i jednoczesne pragnienie nieskończonego szczęścia.

Forever jest dla mnie kieliszkiem czerwonego wina wypitym przy przygaszonym świetle. Spojrzeniem prosto w oczy. Obietnicą miłości składaną bez słów. To słuchanie własnej duszy przy muzyce życia — pośród szarości, zwyczajności i prawdziwej rzeczywistości.

To kochanie i tęsknota za tą jedną osobą, nawet wtedy, gdy siedzi tuż obok. Czy to mąż i żona? Chłopak i dziewczyna? A może dwie dusze, które po prostu odnalazły siebie w chaosie świata?

Dla mnie „na zawsze” istnieje. Choćby tylko w najcichszych zakątkach duszy. W pragnieniu wierności. Oddania. Bliskości, która nie przemija mimo czasu.

Forever to piękne słowa, nuty zapisane między oddechami, poezja ukryta w codzienności. To wiara i nadzieja, że można kochać pomimo wszystkiego.

Bo życie jest sztuką trzymania czyjejś dłoni tak mocno, by druga osoba nigdy nie poczuła się samotna. I właśnie tym jest dla mnie miłość na zawsze.

Minus

Jeśli nie Forever — to złamanie na pół. Przekrojenie nożem serca i duszy. Pokruszone serce jak kruche, jesienne liście; zimne jak lodowe kostki dłonie, które już nie potrafią ogrzać drugiego człowieka. Kostki do gry, które nigdy nie wygrywają na loterii losu.

To rozwody zamiast obietnic. Namioty zamiast domów. Piaski zamiast solidnych murów. Kałuże zamiast mórz. Krople zamiast deszczu. Chmury, spod których słońce dawno już zaszło.

To słomiany zapał dwojga ludzi — kłótnia, wybuch, bomba emocji i cała reszta, et cetera. To złota myśl: „Bądź moim zdaniem, moją kropką, mym pożądaniem”, wrzucona do śmieci, na wysypisko uczuć. Umarło w tobie wszystko — chęć miłości, sztuki kochania, Kamasutry czy nawet zwykłego, wspólnego filmu życia… Bo życie to nie film. To nie bajka ze szczęśliwym zakończeniem. Jesteśmy morałem własnych historii — my, ludzie. Z zewnątrz szarzy, a w środku pełni kolorów. Pragniemy motyli, a dostajemy ćmy. Dlaczego?

„Nie pokonujcie oceanów dla ludzi, którzy nie przeskoczyliby dla was kałuży.”

— Fiodor Dostojewski

WIOSNA — et cetera, maska, korona

Korona

Wiosna przyszła

z bólem na rękach,

myślą i uczynkiem

stała się odbiciem

— siedzącym, leżącym,

bezsilnym testem,

emocji niedosytem,

papierosem dymiącym.


Cała w środku płonę,

leżę w łóżku, gdzieś pomiędzy.

Płacz na ramieniu się kładzie

i nawet to nie kaszel.

Największy wybór

— problemów parasolki.


Za siebie nie patrzę.

Czy mam ochronę środowiska?

Mam szmery.

Czy to deszcz już nie płacze?


Zakładam test „crusher”,

maskę na twarz.


Wiosna stała się

poparzoną, psychiczną opowieścią.


Jak gumowa rękawica

dostałam w twarz,

lecz z miłości,

pełna nadziei,

czekam na lepszy czas.

Siła

Nie mam

pancerza ochronnego

serce na wierzchu,

serce na dłoni


Moja miłość

może skonać

może kochać

na skrzydłach

czarno-białych


mieczem odciąć się

od pierwszego wejrzenia

szaleństwem nocy

dniem świtu wygrania

— walczyć.

Marcepan i zdjęcia

Marcepanowe pola

mojej wyobraźni

słodkie ciasteczka

na twoim ekranie

plastikowe, kolorowe kubki

palę się, wyspałam się,

wypalam…


smakuje cię wciąż nocą

kształty nasze dopasowane

jak puzzle przeniosły się

w inne ramiona

wspomnij mnie jeszcze

kiedy piszę cię przez ścianę


kreśląc ślady po sobie

zostawiasz mnie

palisz mnie

wypalasz…


zdjęcia ślubne jak ulotka

schowane głęboko w usta

w smaku naszych dni temu

jestem (nie)zainteresowana


klikam na samą myśl o tobie

w próżniowe kwadraty

pole karne i nie tylko

buduję swoją przyszłość


nie spaliłam się

nie spalam.

Uciekłam

Wiosenna pościel

niepoukładana w mojej głowie

bawełniane serce

miękkie dłonie w rękawiczkach

jak puch schnie na trampolinie


tańczę nad przepaścią

naszych dusz pijanych

nuty zapachowe

muzyką mi w pamięci


inną miłością do ciebie

w chaosie tych dni

tych samych godzinach

wieczornie wspominam


różowe wino

smakiem ust rozpoznaję

pasuje jak ulał

zbity kieliszek

zakładam maskę


pamięć szwankuje kwiatami

gorąco mi na myśl

widzę cię w lustrze

w lusterku

gdy w każdą podróż jadę.

Akt

Czasami trzeba wejść na scenę życia, zagrać swoją rolę i założyć maskę, która pozwala przetrwać kolejne akty. Aktor świadomie wybiera swoją postać — a ty, jaką gażę chcesz otrzymać za własne życie?

Jednak życie to nie film. Nie zawsze możemy liczyć na szczęśliwe zakończenie, napisane z góry przez scenarzystę losu.

Możemy jednak decydować, którą scenę zagramy — i jak długo w niej zostaniemy. Czy chcesz „Na zawsze”?

Możesz pisać swoją książkę

Kiedy znajdziesz osobę, która czuje to samo co ty, która będzie wrażliwa na piękno duszy i zobaczy w tobie więcej niż inni — znajdziesz szczęście na ziemi.

Pamiętaj, że to ty jesteś projektantem swojego przeznaczenia. To ty wybierasz ludzi, którzy są obok ciebie — wybierasz dusze i usta, te, które mówią prawdę albo niosą kłamstwo na wargach. To ty jesteś autorem swojej życiowej książki i to ty trzymasz pióro w dłoni.

Gdzie teraz jesteś? W którym rozdziale i w jakim miejscu? Może wciąż stoisz nad czasem w brudnopisie. Kliknij enter, włącz światło i idź — naostrz ołówek. Twój los i twoje ręce to twoje bogactwo.

Zaczniesz pisać już teraz? Może od nowa, zamykając starą książkę, albo będziesz kontynuować rozdziały i naukę języka swojego ciała.

Ty jesteś bohaterem swojej powieści. Od ciebie zależy, kto będzie ją czytał, kto ją odrzuci, a kto się nią zachwyci. Kto stanie się twoją okładką, a kto treścią.

Zacznij od dziś. Już dziś.

Smutek

Smutek jest w tle — nie daje chwili wytchnienia, stoi pod murem, trzyma cię za gardło i miesza się z prawdą. Jest ciszą, milczeniem, dławieniem duszy. Chce wyjść na usta, ale woli drapać od środka, pazurem aż do krwi.

Smutek to jak tęsknota za czymś lub za kimś, albo z powodu czegoś. Niedopasowane klocki, zardzewiałe kłódki, dziurawe mosty. Chcesz pokonać morze, a nie możesz przeskoczyć kałuży. Chcesz przenosić góry, a nie potrafisz podnieść kamienia. To bezsilność, gorycz, pieprz waniliowy.

Nawet kawa nie pomaga ani wino — tylko na chwilę, na sekundę. Smutek godzi się z prawdą, walczy z kłamstwem, bije się z łóżkiem i na końcu zostaje w kroplach, w słonych palcach, w morzu łez.

Zapomniane podróże

Kręta ulicą pobiegłam

podążając za sercem

wiatr czesał mi włosy

nie myliłam się

uwierzyłam w miłość


choć moje myśli

w strojach i sukniach

szpilkach w bucie

podążały za tobą


wciąż miłości godną

założyłam się

o ciebie


jak w chaosie podróży

znakiem prawdy i zapytania

podkreśliłam ci siebie

trzymając się ciebie dłużej


niech niedosyt ogromny

wzbudza twoje zmysły

wzrokiem już widzisz

jeszcze tego nie czujesz


choć moje drogi kończą się

czuje jak ogień jeszcze pali się

w twoich ramionach jestem skąpa

ubrana tylko w nuty


muzyki z moich ust

idealnie, którą słyszysz

w pamięci odtwarzacz CD

w tamtym dotyku

— niech zegar zatrzyma się.

Gwiazdy

Wzrokiem chcę

sięgać gwiazd,

po drodze do twoich oczu

utopić się w nas.


To, co zakazane jest

— nie mogę przespać nocy,

lecz nie boję się tam,

gdzie nasze morze

i nie było jutra.


Czas płynie,

choć oczy zamykają się.

W ramionach noszę cię

i świecę się

jak świeca,

wypalam się.


Chodź za mną,

pozbieraj się,

na szczyt wejdź.

Po drodze

zabierz mnie.


Bo cóż, że blizny,

cóż, że serca

— dla ciebie kobietą,

twoją muzą

stałam się.

Forever (opaski na oczy)

Wieczorem chcę ciebie bardziej

nim przesłonisz mi oczy

swoją gorzką naturą

a ja posłodzę cię nutą

zamknę na kłódkę

twoja skóra — moją skórą


jeszcze potem zapomnisz

później już o mnie

będę wystukiwać palcami rytm

bicia serc i częstotliwości oddechów

będę o tobie pamiętać

a ty zostaniesz fotografią

pierwszą linijką Messengera


w moim albumie uczuć

zostaniesz moją kropką

ostatnią wiadomością

na klawiaturze

w plikach zostanie ślad


„forever — tobie

na zawsze — mi”

Czego pragniesz?

jestem wciąż obecna

nie wybaczysz mi.

Maj

Maj przychodzi powoli. Najpierw czuć go tylko w powietrzu — w cieplejszym oddechu poranka, w ciszy, która przestaje być ciężka. A potem pojawia się ktoś. Ktoś wyjątkowy. Tak niespodziewanie, jakby los od dawna znał jego imię, tylko tobie jeszcze go nie zdradził.

Wtedy dawne znajomości zaczynają blednąć. Usta, które kiedyś wydawały się ważne, tracą smak. Rozmowy rozsypują się jak stare kartki noszone zbyt długo w kieszeni. Wszystko odpływa gdzieś daleko, w miejsce bez bólu i bez znaczenia.

Po raz pierwszy od dawna oddychasz spokojnie. Naprawdę spokojnie. Czujesz ciepło dłoni, obecność drugiego człowieka obok siebie, ten rodzaj ciszy, który nie rani, ale koi. Jakby serce po wielu zimach wreszcie mogło usiąść i odpocząć.

Bo maj jest właśnie taki. Przywraca wiarę w świat. Jest jak światło wpadające przez otwarte okno po długich miesiącach chłodu.

A przecież mogło być inaczej. Mógłby być listopad. Deszcz w duszy zamiast słońca. Szare myśli za szybą wyobraźni. Herbata stygnąca w samotnych dłoniach, stary piec, wieczór ciągnący się bez końca i cisza, która boli bardziej niż krzyk.

Pamiętasz jeszcze ten lęk? Strach przed ryzykiem serca. To ciągłe pytanie: czy się uda, czy to właśnie te dłonie, te usta, ten człowiek.

A potem przychodzi chwila, w której wszystko staje się prostsze.

Trzymasz czyjąś rękę i rozumiesz, że nie musisz już uciekać przed własnym sercem.

Jest on. Jest ona. Jest miłość.

I nagle cały świat pachnie majem.

Wonder woman

Kobieto, jesteś siłą, której nie da się podrobić. Nie jesteś powtórką żadnej historii ani cieniem drugiego człowieka. Jesteś jedyna — prawdziwa, wyjątkowa, stworzona z własnych blizn, marzeń i upadków. Dbaj o siebie jak o ostatni płomień podczas burzy i nigdy się nie poddawaj. Życie nie jest serialem ani filmem z gotowym scenariuszem i szczęśliwym zakończeniem. Tutaj trzeba walczyć o siebie każdego dnia, nawet wtedy, gdy w duszy pada grad, a serce zasypuje śnieg. Proś o słońce, ale równocześnie idź dalej. Mimo wszystko. Pomimo wszystkiego. Ostrz swoje szpilki o asfalt życia, kop los, kiedy próbuje rzucić cię na kolana, uciekaj do własnych galaktyk, jeśli ten świat robi się zbyt ciasny dla twojej duszy.

Nie oglądaj się za ludźmi, którzy nie potrafili zostać, którzy najpierw wyciągali ręce, a później ranili tak mocno, że zapominałaś własnego imienia.

Nie jesteś stworzona po to, by błagać o uwagę i miłość. A jeśli któregoś dnia poczujesz się zmęczona, niedoceniona i pusta — odejdź. Spal za sobą mosty, które dawno przestały łączyć, słowa, które dusiły, i miejsca, w których gasłaś po kawałku.

Odrodź się jak Feniks z popiołu. Postaw kropkę tam, gdzie inni zostawili ci rany. Wciśnij delete dla wszystkiego, co odbierało ci oddech. Popraw włosy, zetrzyj łzy, podnieś się z podłogi, nawet jeśli życie rzuciło tobą z całej siły.

I żyj dalej — piękna, silna, szczęśliwa, niepokonana. Bo jesteś w stanie przetrwać więcej, niż myślisz. Bo jesteś prawdziwa. Bo jesteś kobietą.

Recepta milczenia (kobieta)

Nie wiedziała, że utrata kogoś — zwłaszcza przyjaciela — potrafi odebrać dniom kolory, a snom nadać zbyt wyraźne kształty. Nie wiedziała też, że milczenie może krzyczeć najgłośniej. Wciąż wierzyła. Była jak bańka mydlana napełniona emocjami — piękna, delikatna, pachnąca szczerością. Była po prostu kobietą.

Chciała jeszcze raz wtulić się w czyjeś ręce, przypomnieć sobie smak gorzkiej kawy i dymu papierosa wypalanego obok swojej bratniej duszy. Zabłądziła. To nie były właściwe karty, nie była to właściwa gra, więc uciekła. Wierzyła w usta, w jedno miejsce na ziemi, w swoją połówkę jabłka. I w oczy — bo tylko one mówiły prawdę.

Teraz, gdy została sama z ciszą, chciała zostawić po sobie ślad. Wiedziała, że można dotrzeć do niej już tylko przez słowa. Bo czy można milczeć tak długo? Można.

Wciąż wierzyła w ludzi, którzy mieli zostać, lecz oni odchodzili, zostawiając po sobie gorzki smak czarnej kawy, puste okna i zatrzaśnięte drzwi. Enigma jej serca przestała nadawać wiadomości. Zostały tylko wiersze, książki, cytaty i niedopowiedziane posty. Telefon milczał.

Możemy nauczyć się odchodzić i zostawiać po sobie przeciągi w sercach, ale nigdy nie zapominamy zapachu skóry, dotyku dłoni, tej chemii i plastyki uczuć. Jesteśmy silne. Nosimy w sobie traumy, ale też zwycięstwa. Pragniemy przyszłości, zmian, światła. Dość wpatrywania się w blizny. Chcemy jeszcze marzyć. I choć raz naprawdę dotknąć szczęścia.

Zegarki nagości

Czas realizacji płynie

czasem uśmiechem

czasami łzami

przez palce doba przecieka


jesteśmy jak dwie wskazówki

zegar wylicza nam godziny

budzikiem straszy

my biegniemy życiem


w zdrowiu i chorobie

kochamy, nienawidzimy

mamy i tracimy


z zegarkiem w ręku

czego pragniemy?

— nie wiemy,

jesteśmy nadzy.

Lustra

Przezroczyste

są moje myśli

jak motyle w brzuchu

po omacku drążą się

w górę ramion


zostaną we mnie

jestem wciąż niespokojna

mądra i życiowa

wspinam się na górę


milczeniem i krzykiem

równocześnie

zaspakajam swoją drogę


trzepot skrzydeł aniołów

gdzieś słyszę go w oddali

nie, to były tylko motyle

bronić się nie mogły

— umarły…


wciąż czas ucieka mi przez palce

telefon milczy

jestem cholerną damą

honorową królową

przezroczysta przyjemność

krąży w sieci zdarzeń

artystycznych marzeń


Facebook wali drzwiami i oknami

wiosenną pogodą ducha

różane ogrody dziś widziałam

na zawsze jestem

w stanie nieważności


to jak ból głowy

statusem w związku z tym

wygrywam się

wgrywam się

w twoje przepaści

słodyczy i cierpkości


posmakowałam twojej wyobraźni

widziałam pałac ślubów

parki i krajobraz z marzeń

kamerzysta i fotograf

obrączki i urzędy


jestem gdzieś pomiędzy z tobą

biała farba do sukni

już się maluję

do mojej osobistej kłótni…

Przyprawy o twoim smaku

Usta pod dymiącym papierosem

marzą o tobie

jeszcze trochę,


znam drogę

piję wciąż eliksir z prawdy

nie mogę ci się oprzeć

nie sposób mi zapomnieć

tak łatwo nie ujdzie ci na sucho

wanilia i pieprz


za mocno przyprawiłeś mi życie

za często płonę w duszy

za bardzo śnię.

Spacery

Zostało kilka słów wiosennych,

cichych popołudni,

kiedy wciąż marzysz o mnie

i wiesz, że ze mną pójdziesz.


Choć bronię się przed tobą,

wypijam noc i palę duszę,

jak papierosem i waniliową kawą

przyprawiam nas sensem

— sercową umową.


Wykładam brukiem ścieżki życia,

idę za tobą krok po kroku,

mapami sprawdzam kierunki,

wariuję od myśli,

sercem wciąż elastycznym,

kompasem pełnym muzyki.


Choć nie grzeszę,

jedynie cię sprawdzam

— co jeszcze może się zdarzyć,

gdzie zabłądzisz,

na jaki los trafisz

po drodze do siebie.


Snem o tobie,

porankiem i wieczorem,

jestem przy tobie

gdzieś pomiędzy myślami.

Kalendarz cicho przypomina:

tak właśnie jest już…

— nasza godzina.

Wyszukiwarka

Szukam cię

w entuzjazmów odbiciach

w starych numerach

książki telefonicznej

wciskam — enter

klikam w stare archiwa


wciąż rozbijają się moje lustra

śniłeś mi się

rozmawialiśmy o niczym

i gdzieś gdzie wspomnienia się skończyły

tam zaczynały się twoje oczy


będę wciąż pamiętać

muzykę o innej miłości

i różowym winie

pitym w dalszym planie samotności


droga drukowana była bogata

podróż już tylko w jedną stronę

do ciebie już nie wrócę

na — zawsze — jest czas


kształtem mojego serca

dopasowałeś mnie do siebie

powoli uczę się

— żyć

już bez ciebie.

Tajemniczy ogród

Tam gdzie różane ogrody,

z róż kolce powypadały

bukietów zapach

czerwieni się na moich policzkach


tam śpi moja dusza

czy to już tajemnica?

chodzę po zielonych dywanach

słyszę śpiewy ptaków


tam drzemie moja dusza

kolory wiosny

barwią moje włosy

zieloną sukienkę dziś ubrałam


pomiędzy tą ciszą

a poranną mgłą

idę mostem

pełnym kłódek z „love story”


przyglądam się i wciąż podróżuję

walizkę pakuję

ale nadal jestem

w tajemniczym ogrodzie


pełnym miłości

pełnym miejsc — o tobie


czuję tam zapach

i wiem czyi jest

— to zapach mężczyzny,

którego kocham,

który tam

oczekuje mnie.

Myśli nieuczesane

Dotknij mnie głębiej,

a będę wiedziała,

że to ty

zajrzyj jeszcze raz w oczy,

będę pewna,

że to ty dotykasz mojej duszy


wiesz, że moje myśli są nieuczesane,

a moja wyobraźnia rozczochrana

upewnij się choć raz,

bo to ja czekałam na ciebie

całe życie…


nie muszę już zamykać tęsknoty

zatańczymy

zasnę przy tobie

koło ciebie przecież

— leży moje serce.

Tęsknoty i znaki ostrzegawcze

Można tęsknić głośno, można tęsknić cicho. Można rozdrapywać rany albo pozwolić powoli im się zabliźnić. Można przyklejać plastry, owijać serce bandażem, choć wtedy wszystko trwa dłużej. Dlaczego? Bo nie pozwalasz sobie oddychać. Zakładasz maskę, chowasz się przed światem, dusisz własne emocje. I wtedy pojawia się pytanie — czy jeszcze jesteś sobą?

Nie. Czasem trzeba po prostu pozwolić ranom się zagoić. Dać sobie prawo do krzyku, do bólu, do wypalenia wszystkiego, co siedzi głęboko pod skórą. Złapać nowy oddech, poczuć zapach kwiatów, zobaczyć inne łąki, nowe drogi. Napić się życia od nowa.

Rany mają boleć. Tęsknota również boli. Jest jak rollercoaster, poplątana kolejka górska emocji — raz spadasz w dół, raz na chwilę unosi cię ku górze. A złamana miłość? Jest jak złamana ręka albo noga. Nagle nie potrafisz iść dalej, nie możesz normalnie funkcjonować. Wołasz o pomoc, choć nie ustami i nie głosem. To wszystko trwa dłużej niż rana szarpana, dłużej niż samo cierpienie. Ale z tęsknotą można sobie poradzić. Minie. Zabliźni się. Zostawi po sobie ślad — cichy znak ostrzegawczy przypominający o tym, co było.

Tęsknisz głośno — krzyczysz, szarpiesz się z własnym sercem, wyjesz do księżyca, wypłakujesz noce w poduszkę. Serce krwawi i wariuje, a ból tylko roznieca się bardziej.

Tęsknisz cicho — oglądasz stare zdjęcia, słuchasz tych samych piosenek, pijesz to samo wino i wracasz pamięcią do miejsc, które już nie istnieją takie same. Czy istnieje na to lekarstwo? Nie istnieje.

Miłość albo przyjaźń, która się połamała i odeszła, jeszcze długo będzie za tobą chodzić cieniem. Będzie wracać w myślach, w gestach, w zapachach i przypadkowych słowach. Dlatego trzeba szukać wsparcia — w innych dłoniach, spojrzeniach, rozmowach.

Bo może właśnie nowa miłość potrafi ukoić tę starą, która nadal boli i uwiera. Musisz znaleźć pielęgniarza dla swojego połamanego serca. Zaufać nowym dłoniom, nowym ustom, nowym słowom. Otworzyć kluczem serce zamknięte na ciężką kłódkę. Zamknąć stare drzwi i odważyć się otworzyć nowe.

To kolejny rozdział. Nowa książka. Książka życia.

Pamiętaj — nie poddawaj się. Cierp głośno albo cicho, ale pozwól sobie czuć. Daj czasowi działać. I uwierz, że jeszcze potrafisz oddychać pełnią serca.

Love story — Mosty

Wierzę w nas. W to ciche szczęście zasypiania obok ciebie i budzenia się przy twoim oddechu, który uspokaja bardziej niż wszystkie słowa świata. Nasza droga nie była prosta — pełna zakrętów, nierównych kamieni i chwil, kiedy zamiast kwiatów rosły między nami ciernie. A jednak była piękna. Musiałam nauczyć się wierzyć, że kochasz mnie tak samo mocno, jak ja pokochałam ciebie.

Minęły lata utkane z poranków pachnących kawą, nocy przesiąkniętych dymem papierosów i myśli, które wreszcie zaczęły układać się obok siebie jak długo szukane puzzle. Tęsknota przestała drapać od środka. Znalazła swoje miejsce i ucichła przy tobie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 28.35
drukowana A5
za 46.23
drukowana A5
Kolorowa
za 69.98