Oto jestem — Wejdź w ten świat
Tę książkę dedykuję wszystkim zakochanym — tym, którzy wierzą w „Forever”, mimo że świat coraz częściej uczy ich „na chwilę”.
Dla tych, którzy kochali do utraty tchu. Którzy czekali, tęsknili, wybaczali i wracali.
Dla serc pełnych motyli, ale i dla tych, które poznały smak ciszy po burzy.
Dla ludzi, którzy w drugim człowieku szukali domu, a nie tylko przystanku.
Dla tych, którzy nadal wierzą, że miłość potrafi być jednocześnie bajką, dramatem i najprawdziwszym życiem.
I dla wszystkich, którzy choć raz spojrzeli komuś w oczy i pomyśleli:
„Zostań. Na zawsze.”
— Aleksandra Makurat
Prolog
Plus
Forever?
Bo miłość „na zawsze”, jak z bajki? Ze szczęśliwym zakończeniem, muzyką w tle i ostatnim pocałunkiem zatrzymanym w kadrze?
Forever to coś więcej niż bajka. To obietnica ukryta w ulubionej piosence, która brzmi jak czyjeś oczy. To wers wiersza trafiający prosto w duszę, tam, gdzie nie docierają żadne słowa wypowiedziane na głos. To romans i komedia romantyczna jednocześnie — pełna śmiechu, niedopowiedzeń, czułości i drobnych katastrof. Ale też nie dramat. Nie film obyczajowy. To po prostu życie. Życie dwojga ludzi. Usłane różami, które mają kolce. Czerwienią szminki odciśniętej na kołnierzu koszuli. Ciepłem pościeli i spokojem niedzielnego poranka pachnącego ulubionym daniem i świeżo zaparzoną kawą.
Forever to przyzwyczajenia, które z czasem stają się domem. To zmiany, których nie boimy się przechodzić razem. To wspólne dążenie do marzeń, troska o siebie nawzajem, pielęgnowanie własnych snów bez podcinania skrzydeł. To trzymanie za rękę wtedy, gdy świat się chwieje. Podnoszenie drugiej osoby wyżej, zamiast ciągnięcia jej w dół.
To lot nad przepaścią i odwaga przechodzenia przez mosty, które wydają się zbyt kruche. Zakręty losu. Milczenie. Monotonia codzienności i jednoczesne pragnienie nieskończonego szczęścia.
Forever jest dla mnie kieliszkiem czerwonego wina wypitym przy przygaszonym świetle. Spojrzeniem prosto w oczy. Obietnicą miłości składaną bez słów. To słuchanie własnej duszy przy muzyce życia — pośród szarości, zwyczajności i prawdziwej rzeczywistości.
To kochanie i tęsknota za tą jedną osobą, nawet wtedy, gdy siedzi tuż obok. Czy to mąż i żona? Chłopak i dziewczyna? A może dwie dusze, które po prostu odnalazły siebie w chaosie świata?
Dla mnie „na zawsze” istnieje. Choćby tylko w najcichszych zakątkach duszy. W pragnieniu wierności. Oddania. Bliskości, która nie przemija mimo czasu.
Forever to piękne słowa, nuty zapisane między oddechami, poezja ukryta w codzienności. To wiara i nadzieja, że można kochać pomimo wszystkiego.
Bo życie jest sztuką trzymania czyjejś dłoni tak mocno, by druga osoba nigdy nie poczuła się samotna. I właśnie tym jest dla mnie miłość na zawsze.
Minus
Jeśli nie Forever — to złamanie na pół. Przekrojenie nożem serca i duszy. Pokruszone serce jak kruche, jesienne liście; zimne jak lodowe kostki dłonie, które już nie potrafią ogrzać drugiego człowieka. Kostki do gry, które nigdy nie wygrywają na loterii losu.
To rozwody zamiast obietnic. Namioty zamiast domów. Piaski zamiast solidnych murów. Kałuże zamiast mórz. Krople zamiast deszczu. Chmury, spod których słońce dawno już zaszło.
To słomiany zapał dwojga ludzi — kłótnia, wybuch, bomba emocji i cała reszta, et cetera. To złota myśl: „Bądź moim zdaniem, moją kropką, mym pożądaniem”, wrzucona do śmieci, na wysypisko uczuć. Umarło w tobie wszystko — chęć miłości, sztuki kochania, Kamasutry czy nawet zwykłego, wspólnego filmu życia… Bo życie to nie film. To nie bajka ze szczęśliwym zakończeniem. Jesteśmy morałem własnych historii — my, ludzie. Z zewnątrz szarzy, a w środku pełni kolorów. Pragniemy motyli, a dostajemy ćmy. Dlaczego?
„Nie pokonujcie oceanów dla ludzi, którzy nie przeskoczyliby dla was kałuży.”
— Fiodor Dostojewski
WIOSNA — et cetera, maska, korona
Korona
Wiosna przyszła
z bólem na rękach,
myślą i uczynkiem
stała się odbiciem
— siedzącym, leżącym,
bezsilnym testem,
emocji niedosytem,
papierosem dymiącym.
Cała w środku płonę,
leżę w łóżku, gdzieś pomiędzy.
Płacz na ramieniu się kładzie
i nawet to nie kaszel.
Największy wybór
— problemów parasolki.
Za siebie nie patrzę.
Czy mam ochronę środowiska?
Mam szmery.
Czy to deszcz już nie płacze?
Zakładam test „crusher”,
maskę na twarz.
Wiosna stała się
poparzoną, psychiczną opowieścią.
Jak gumowa rękawica
dostałam w twarz,
lecz z miłości,
pełna nadziei,
czekam na lepszy czas.
Siła
Nie mam
pancerza ochronnego
serce na wierzchu,
serce na dłoni
Moja miłość
może skonać
może kochać
na skrzydłach
czarno-białych
mieczem odciąć się
od pierwszego wejrzenia
szaleństwem nocy
dniem świtu wygrania
— walczyć.
Marcepan i zdjęcia
Marcepanowe pola
mojej wyobraźni
słodkie ciasteczka
na twoim ekranie
plastikowe, kolorowe kubki
palę się, wyspałam się,
wypalam…
smakuje cię wciąż nocą
kształty nasze dopasowane
jak puzzle przeniosły się
w inne ramiona
wspomnij mnie jeszcze
kiedy piszę cię przez ścianę
kreśląc ślady po sobie
zostawiasz mnie
palisz mnie
wypalasz…
zdjęcia ślubne jak ulotka
schowane głęboko w usta
w smaku naszych dni temu
jestem (nie)zainteresowana
klikam na samą myśl o tobie
w próżniowe kwadraty
pole karne i nie tylko
buduję swoją przyszłość
nie spaliłam się
nie spalam.
Uciekłam
Wiosenna pościel
niepoukładana w mojej głowie
bawełniane serce
miękkie dłonie w rękawiczkach
jak puch schnie na trampolinie
tańczę nad przepaścią
naszych dusz pijanych
nuty zapachowe
muzyką mi w pamięci
inną miłością do ciebie
w chaosie tych dni
tych samych godzinach
wieczornie wspominam
różowe wino
smakiem ust rozpoznaję
pasuje jak ulał
zbity kieliszek
zakładam maskę
pamięć szwankuje kwiatami
gorąco mi na myśl
widzę cię w lustrze
w lusterku
gdy w każdą podróż jadę.
Akt
Czasami trzeba wejść na scenę życia, zagrać swoją rolę i założyć maskę, która pozwala przetrwać kolejne akty. Aktor świadomie wybiera swoją postać — a ty, jaką gażę chcesz otrzymać za własne życie?
Jednak życie to nie film. Nie zawsze możemy liczyć na szczęśliwe zakończenie, napisane z góry przez scenarzystę losu.
Możemy jednak decydować, którą scenę zagramy — i jak długo w niej zostaniemy. Czy chcesz „Na zawsze”?
Możesz pisać swoją książkę
Kiedy znajdziesz osobę, która czuje to samo co ty, która będzie wrażliwa na piękno duszy i zobaczy w tobie więcej niż inni — znajdziesz szczęście na ziemi.
Pamiętaj, że to ty jesteś projektantem swojego przeznaczenia. To ty wybierasz ludzi, którzy są obok ciebie — wybierasz dusze i usta, te, które mówią prawdę albo niosą kłamstwo na wargach. To ty jesteś autorem swojej życiowej książki i to ty trzymasz pióro w dłoni.
Gdzie teraz jesteś? W którym rozdziale i w jakim miejscu? Może wciąż stoisz nad czasem w brudnopisie. Kliknij enter, włącz światło i idź — naostrz ołówek. Twój los i twoje ręce to twoje bogactwo.
Zaczniesz pisać już teraz? Może od nowa, zamykając starą książkę, albo będziesz kontynuować rozdziały i naukę języka swojego ciała.
Ty jesteś bohaterem swojej powieści. Od ciebie zależy, kto będzie ją czytał, kto ją odrzuci, a kto się nią zachwyci. Kto stanie się twoją okładką, a kto treścią.
Zacznij od dziś. Już dziś.
Smutek
Smutek jest w tle — nie daje chwili wytchnienia, stoi pod murem, trzyma cię za gardło i miesza się z prawdą. Jest ciszą, milczeniem, dławieniem duszy. Chce wyjść na usta, ale woli drapać od środka, pazurem aż do krwi.
Smutek to jak tęsknota za czymś lub za kimś, albo z powodu czegoś. Niedopasowane klocki, zardzewiałe kłódki, dziurawe mosty. Chcesz pokonać morze, a nie możesz przeskoczyć kałuży. Chcesz przenosić góry, a nie potrafisz podnieść kamienia. To bezsilność, gorycz, pieprz waniliowy.
Nawet kawa nie pomaga ani wino — tylko na chwilę, na sekundę. Smutek godzi się z prawdą, walczy z kłamstwem, bije się z łóżkiem i na końcu zostaje w kroplach, w słonych palcach, w morzu łez.
Zapomniane podróże
Kręta ulicą pobiegłam
podążając za sercem
wiatr czesał mi włosy
nie myliłam się
uwierzyłam w miłość
choć moje myśli
w strojach i sukniach
szpilkach w bucie
podążały za tobą
wciąż miłości godną
założyłam się
o ciebie
jak w chaosie podróży
znakiem prawdy i zapytania
podkreśliłam ci siebie
trzymając się ciebie dłużej
niech niedosyt ogromny
wzbudza twoje zmysły
wzrokiem już widzisz
jeszcze tego nie czujesz
choć moje drogi kończą się
czuje jak ogień jeszcze pali się
w twoich ramionach jestem skąpa
ubrana tylko w nuty
muzyki z moich ust
idealnie, którą słyszysz
w pamięci odtwarzacz CD
w tamtym dotyku
— niech zegar zatrzyma się.
Gwiazdy
Wzrokiem chcę
sięgać gwiazd,
po drodze do twoich oczu
utopić się w nas.
To, co zakazane jest
— nie mogę przespać nocy,
lecz nie boję się tam,
gdzie nasze morze
i nie było jutra.
Czas płynie,
choć oczy zamykają się.
W ramionach noszę cię
i świecę się
jak świeca,
wypalam się.
Chodź za mną,
pozbieraj się,
na szczyt wejdź.
Po drodze
zabierz mnie.
Bo cóż, że blizny,
cóż, że serca
— dla ciebie kobietą,
twoją muzą
stałam się.
Forever (opaski na oczy)
Wieczorem chcę ciebie bardziej
nim przesłonisz mi oczy
swoją gorzką naturą
a ja posłodzę cię nutą
zamknę na kłódkę
twoja skóra — moją skórą
jeszcze potem zapomnisz
później już o mnie
będę wystukiwać palcami rytm
bicia serc i częstotliwości oddechów
będę o tobie pamiętać
a ty zostaniesz fotografią
pierwszą linijką Messengera
w moim albumie uczuć
zostaniesz moją kropką
ostatnią wiadomością
na klawiaturze
w plikach zostanie ślad
„forever — tobie
na zawsze — mi”
Czego pragniesz?
jestem wciąż obecna
nie wybaczysz mi.
Maj
Maj przychodzi powoli. Najpierw czuć go tylko w powietrzu — w cieplejszym oddechu poranka, w ciszy, która przestaje być ciężka. A potem pojawia się ktoś. Ktoś wyjątkowy. Tak niespodziewanie, jakby los od dawna znał jego imię, tylko tobie jeszcze go nie zdradził.
Wtedy dawne znajomości zaczynają blednąć. Usta, które kiedyś wydawały się ważne, tracą smak. Rozmowy rozsypują się jak stare kartki noszone zbyt długo w kieszeni. Wszystko odpływa gdzieś daleko, w miejsce bez bólu i bez znaczenia.
Po raz pierwszy od dawna oddychasz spokojnie. Naprawdę spokojnie. Czujesz ciepło dłoni, obecność drugiego człowieka obok siebie, ten rodzaj ciszy, który nie rani, ale koi. Jakby serce po wielu zimach wreszcie mogło usiąść i odpocząć.
Bo maj jest właśnie taki. Przywraca wiarę w świat. Jest jak światło wpadające przez otwarte okno po długich miesiącach chłodu.
A przecież mogło być inaczej. Mógłby być listopad. Deszcz w duszy zamiast słońca. Szare myśli za szybą wyobraźni. Herbata stygnąca w samotnych dłoniach, stary piec, wieczór ciągnący się bez końca i cisza, która boli bardziej niż krzyk.
Pamiętasz jeszcze ten lęk? Strach przed ryzykiem serca. To ciągłe pytanie: czy się uda, czy to właśnie te dłonie, te usta, ten człowiek.
A potem przychodzi chwila, w której wszystko staje się prostsze.
Trzymasz czyjąś rękę i rozumiesz, że nie musisz już uciekać przed własnym sercem.
Jest on. Jest ona. Jest miłość.
I nagle cały świat pachnie majem.
Wonder woman
Kobieto, jesteś siłą, której nie da się podrobić. Nie jesteś powtórką żadnej historii ani cieniem drugiego człowieka. Jesteś jedyna — prawdziwa, wyjątkowa, stworzona z własnych blizn, marzeń i upadków. Dbaj o siebie jak o ostatni płomień podczas burzy i nigdy się nie poddawaj. Życie nie jest serialem ani filmem z gotowym scenariuszem i szczęśliwym zakończeniem. Tutaj trzeba walczyć o siebie każdego dnia, nawet wtedy, gdy w duszy pada grad, a serce zasypuje śnieg. Proś o słońce, ale równocześnie idź dalej. Mimo wszystko. Pomimo wszystkiego. Ostrz swoje szpilki o asfalt życia, kop los, kiedy próbuje rzucić cię na kolana, uciekaj do własnych galaktyk, jeśli ten świat robi się zbyt ciasny dla twojej duszy.
Nie oglądaj się za ludźmi, którzy nie potrafili zostać, którzy najpierw wyciągali ręce, a później ranili tak mocno, że zapominałaś własnego imienia.
Nie jesteś stworzona po to, by błagać o uwagę i miłość. A jeśli któregoś dnia poczujesz się zmęczona, niedoceniona i pusta — odejdź. Spal za sobą mosty, które dawno przestały łączyć, słowa, które dusiły, i miejsca, w których gasłaś po kawałku.
Odrodź się jak Feniks z popiołu. Postaw kropkę tam, gdzie inni zostawili ci rany. Wciśnij delete dla wszystkiego, co odbierało ci oddech. Popraw włosy, zetrzyj łzy, podnieś się z podłogi, nawet jeśli życie rzuciło tobą z całej siły.
I żyj dalej — piękna, silna, szczęśliwa, niepokonana. Bo jesteś w stanie przetrwać więcej, niż myślisz. Bo jesteś prawdziwa. Bo jesteś kobietą.
Recepta milczenia (kobieta)
Nie wiedziała, że utrata kogoś — zwłaszcza przyjaciela — potrafi odebrać dniom kolory, a snom nadać zbyt wyraźne kształty. Nie wiedziała też, że milczenie może krzyczeć najgłośniej. Wciąż wierzyła. Była jak bańka mydlana napełniona emocjami — piękna, delikatna, pachnąca szczerością. Była po prostu kobietą.
Chciała jeszcze raz wtulić się w czyjeś ręce, przypomnieć sobie smak gorzkiej kawy i dymu papierosa wypalanego obok swojej bratniej duszy. Zabłądziła. To nie były właściwe karty, nie była to właściwa gra, więc uciekła. Wierzyła w usta, w jedno miejsce na ziemi, w swoją połówkę jabłka. I w oczy — bo tylko one mówiły prawdę.
Teraz, gdy została sama z ciszą, chciała zostawić po sobie ślad. Wiedziała, że można dotrzeć do niej już tylko przez słowa. Bo czy można milczeć tak długo? Można.
Wciąż wierzyła w ludzi, którzy mieli zostać, lecz oni odchodzili, zostawiając po sobie gorzki smak czarnej kawy, puste okna i zatrzaśnięte drzwi. Enigma jej serca przestała nadawać wiadomości. Zostały tylko wiersze, książki, cytaty i niedopowiedziane posty. Telefon milczał.
Możemy nauczyć się odchodzić i zostawiać po sobie przeciągi w sercach, ale nigdy nie zapominamy zapachu skóry, dotyku dłoni, tej chemii i plastyki uczuć. Jesteśmy silne. Nosimy w sobie traumy, ale też zwycięstwa. Pragniemy przyszłości, zmian, światła. Dość wpatrywania się w blizny. Chcemy jeszcze marzyć. I choć raz naprawdę dotknąć szczęścia.
Zegarki nagości
Czas realizacji płynie
czasem uśmiechem
czasami łzami
przez palce doba przecieka
jesteśmy jak dwie wskazówki
zegar wylicza nam godziny
budzikiem straszy
my biegniemy życiem
w zdrowiu i chorobie
kochamy, nienawidzimy
mamy i tracimy
z zegarkiem w ręku
czego pragniemy?
— nie wiemy,
jesteśmy nadzy.
Lustra
Przezroczyste
są moje myśli
jak motyle w brzuchu
po omacku drążą się
w górę ramion
zostaną we mnie
jestem wciąż niespokojna
mądra i życiowa
wspinam się na górę
milczeniem i krzykiem
równocześnie
zaspakajam swoją drogę
trzepot skrzydeł aniołów
gdzieś słyszę go w oddali
nie, to były tylko motyle
bronić się nie mogły
— umarły…
wciąż czas ucieka mi przez palce
telefon milczy
jestem cholerną damą
honorową królową
przezroczysta przyjemność
krąży w sieci zdarzeń
artystycznych marzeń
Facebook wali drzwiami i oknami
wiosenną pogodą ducha
różane ogrody dziś widziałam
na zawsze jestem
w stanie nieważności
to jak ból głowy
statusem w związku z tym
wygrywam się
wgrywam się
w twoje przepaści
słodyczy i cierpkości
posmakowałam twojej wyobraźni
widziałam pałac ślubów
parki i krajobraz z marzeń
kamerzysta i fotograf
obrączki i urzędy
jestem gdzieś pomiędzy z tobą
biała farba do sukni
już się maluję
do mojej osobistej kłótni…
Przyprawy o twoim smaku
Usta pod dymiącym papierosem
marzą o tobie
jeszcze trochę,
znam drogę
piję wciąż eliksir z prawdy
nie mogę ci się oprzeć
nie sposób mi zapomnieć
tak łatwo nie ujdzie ci na sucho
wanilia i pieprz
za mocno przyprawiłeś mi życie
za często płonę w duszy
za bardzo śnię.
Spacery
Zostało kilka słów wiosennych,
cichych popołudni,
kiedy wciąż marzysz o mnie
i wiesz, że ze mną pójdziesz.
Choć bronię się przed tobą,
wypijam noc i palę duszę,
jak papierosem i waniliową kawą
przyprawiam nas sensem
— sercową umową.
Wykładam brukiem ścieżki życia,
idę za tobą krok po kroku,
mapami sprawdzam kierunki,
wariuję od myśli,
sercem wciąż elastycznym,
kompasem pełnym muzyki.
Choć nie grzeszę,
jedynie cię sprawdzam
— co jeszcze może się zdarzyć,
gdzie zabłądzisz,
na jaki los trafisz
po drodze do siebie.
Snem o tobie,
porankiem i wieczorem,
jestem przy tobie
gdzieś pomiędzy myślami.
Kalendarz cicho przypomina:
tak właśnie jest już…
— nasza godzina.
Wyszukiwarka
Szukam cię
w entuzjazmów odbiciach
w starych numerach
książki telefonicznej
wciskam — enter
klikam w stare archiwa
wciąż rozbijają się moje lustra
śniłeś mi się
rozmawialiśmy o niczym
i gdzieś gdzie wspomnienia się skończyły
tam zaczynały się twoje oczy
będę wciąż pamiętać
muzykę o innej miłości
i różowym winie
pitym w dalszym planie samotności
droga drukowana była bogata
podróż już tylko w jedną stronę
do ciebie już nie wrócę
na — zawsze — jest czas
kształtem mojego serca
dopasowałeś mnie do siebie
powoli uczę się
— żyć
już bez ciebie.
Tajemniczy ogród
Tam gdzie różane ogrody,
z róż kolce powypadały
bukietów zapach
czerwieni się na moich policzkach
tam śpi moja dusza
czy to już tajemnica?
chodzę po zielonych dywanach
słyszę śpiewy ptaków
tam drzemie moja dusza
kolory wiosny
barwią moje włosy
zieloną sukienkę dziś ubrałam
pomiędzy tą ciszą
a poranną mgłą
idę mostem
pełnym kłódek z „love story”
przyglądam się i wciąż podróżuję
walizkę pakuję
ale nadal jestem
w tajemniczym ogrodzie
pełnym miłości
pełnym miejsc — o tobie
czuję tam zapach
i wiem czyi jest
— to zapach mężczyzny,
którego kocham,
który tam
oczekuje mnie.
Myśli nieuczesane
Dotknij mnie głębiej,
a będę wiedziała,
że to ty
zajrzyj jeszcze raz w oczy,
będę pewna,
że to ty dotykasz mojej duszy
wiesz, że moje myśli są nieuczesane,
a moja wyobraźnia rozczochrana
upewnij się choć raz,
bo to ja czekałam na ciebie
całe życie…
nie muszę już zamykać tęsknoty
zatańczymy
zasnę przy tobie
koło ciebie przecież
— leży moje serce.
Tęsknoty i znaki ostrzegawcze
Można tęsknić głośno, można tęsknić cicho. Można rozdrapywać rany albo pozwolić powoli im się zabliźnić. Można przyklejać plastry, owijać serce bandażem, choć wtedy wszystko trwa dłużej. Dlaczego? Bo nie pozwalasz sobie oddychać. Zakładasz maskę, chowasz się przed światem, dusisz własne emocje. I wtedy pojawia się pytanie — czy jeszcze jesteś sobą?
Nie. Czasem trzeba po prostu pozwolić ranom się zagoić. Dać sobie prawo do krzyku, do bólu, do wypalenia wszystkiego, co siedzi głęboko pod skórą. Złapać nowy oddech, poczuć zapach kwiatów, zobaczyć inne łąki, nowe drogi. Napić się życia od nowa.
Rany mają boleć. Tęsknota również boli. Jest jak rollercoaster, poplątana kolejka górska emocji — raz spadasz w dół, raz na chwilę unosi cię ku górze. A złamana miłość? Jest jak złamana ręka albo noga. Nagle nie potrafisz iść dalej, nie możesz normalnie funkcjonować. Wołasz o pomoc, choć nie ustami i nie głosem. To wszystko trwa dłużej niż rana szarpana, dłużej niż samo cierpienie. Ale z tęsknotą można sobie poradzić. Minie. Zabliźni się. Zostawi po sobie ślad — cichy znak ostrzegawczy przypominający o tym, co było.
Tęsknisz głośno — krzyczysz, szarpiesz się z własnym sercem, wyjesz do księżyca, wypłakujesz noce w poduszkę. Serce krwawi i wariuje, a ból tylko roznieca się bardziej.
Tęsknisz cicho — oglądasz stare zdjęcia, słuchasz tych samych piosenek, pijesz to samo wino i wracasz pamięcią do miejsc, które już nie istnieją takie same. Czy istnieje na to lekarstwo? Nie istnieje.
Miłość albo przyjaźń, która się połamała i odeszła, jeszcze długo będzie za tobą chodzić cieniem. Będzie wracać w myślach, w gestach, w zapachach i przypadkowych słowach. Dlatego trzeba szukać wsparcia — w innych dłoniach, spojrzeniach, rozmowach.
Bo może właśnie nowa miłość potrafi ukoić tę starą, która nadal boli i uwiera. Musisz znaleźć pielęgniarza dla swojego połamanego serca. Zaufać nowym dłoniom, nowym ustom, nowym słowom. Otworzyć kluczem serce zamknięte na ciężką kłódkę. Zamknąć stare drzwi i odważyć się otworzyć nowe.
To kolejny rozdział. Nowa książka. Książka życia.
Pamiętaj — nie poddawaj się. Cierp głośno albo cicho, ale pozwól sobie czuć. Daj czasowi działać. I uwierz, że jeszcze potrafisz oddychać pełnią serca.
Love story — Mosty
Wierzę w nas. W to ciche szczęście zasypiania obok ciebie i budzenia się przy twoim oddechu, który uspokaja bardziej niż wszystkie słowa świata. Nasza droga nie była prosta — pełna zakrętów, nierównych kamieni i chwil, kiedy zamiast kwiatów rosły między nami ciernie. A jednak była piękna. Musiałam nauczyć się wierzyć, że kochasz mnie tak samo mocno, jak ja pokochałam ciebie.
Minęły lata utkane z poranków pachnących kawą, nocy przesiąkniętych dymem papierosów i myśli, które wreszcie zaczęły układać się obok siebie jak długo szukane puzzle. Tęsknota przestała drapać od środka. Znalazła swoje miejsce i ucichła przy tobie.