Fallen Love
Dedykacja
Posłuchaj bicia swojego serca. Może Twoje serce również jest połączone z sercem innego anioła.
Jak myślicie, czym jest miłość? Ile można dać a ile stracić w jej imieniu? Często słyszymy, że coś robimy w imię miłości, ale co to w ogóle znaczy? Czy w imię miłości zabijemy? Zdradzimy? Zapomnimy? Możemy wymieniać możliwości przez następne stulecia, a i tak nic z tego nie wyniknie. Ile ludzi na świecie tyle definicji. Każdy kiedyś miał z nią styczność. Jedna miłość była niebezpieczna, inna krótka, ale intensywna. Inni przeżywali, ją jako tragedię jeszcze inni natomiast jej nie zauważali.
Zastanawialiście się kiedyś co byście zrobili gdyby miłość przyszła do Was w najmniej odpowiednim momencie? Byłaby gwałtowna, burzliwa i niebezpieczna zarazem? Chcielibyście się jej poddać, ale w duchu wiecie, że to może spowodować ogromne problemy i to nie tylko dla Was. Uleglibyście?
A czy jesteście pewni, że do miłości są zdolni wszyscy? Ludzie? No wiadomo, przecież czujemy, mamy uczucia i rozum co często ze sobą nie współpracuje, mimo że mocno byśmy chcieli. Zwierzęta? No oczywiście, one też przecież łączą się w pary, ale czy to miłość, czy tylko chęć rozmnożenia i przeżycia?
A czy aniołowie mogą kochać? Dla nich miłość jest piękna, nieskazitelna, niedotknięta żadnym grzechem. Kochają się i tyle (o ile zakochują się w swoim gatunku. Ludzie są dla nich grzechem ostatecznym).Łączą się w pary, pracują razem i żyją w spokoju.
I właśnie w tym momencie do gry wchodzą upadli. Ależ mam, szeroki uśmiech jak o nich myślę. Istoty nie do zatrzymania. Waleczni, niczym się nie przejmujący, działający, potężni, bo oczywiście o tym nie możemy zapomnieć. Czy oni również mają prawo miłości? Co Wy na to, żebyśmy się razem o tym przekonali? Co jeśli napiszemy wspólnie tę historię? Historię o upadłych i ich miłości. Czy przetrwa i zwycięży? Przekonajmy się!
Prolog
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się kiedyś co to miłość i ile jesteście w stanie dla niej zrobić? Ja zastanawiałem się nad tym bardzo długo i doszedłem do wniosku, że potrafię zrobić wszystko. Dotarło to do mnie pewnego wieczoru kiedy ją zobaczyłem. Z balkonu mojego domu zauważyłem młodą dziewczynę, która wprowadzała się do domu obok. Wysoka, szczupła, ubrana na czarno a najbardziej w oczy wpadał kolor jej włosów, który był niemal identyczny jak mój. Nigdy nie widziałem włosów w odcieniu tak głębokiej czerni u człowieka. Pewnie myślicie, że skoro była taka idealna to nic dziwnego, że zwróciłem na nią uwagę, ale niestety nie. Przyciągnął mnie do niej jej przeogromny smutek. Była smutna tak bardzo, że czułem to w samym sobie. Ciągnęła mnie do niej jakaś niewidzialna siła. Coś, co trudno jest opisać słowami i zastanawiam się, czy ludzie tak właśnie odczuwają zakochanie? Tego nie wiem, ale kolejne wydarzenia z mojego życia zmieniły wszystko, co w sobie wypracowałem. Tajemnicza dziewczyna z domu obok zmieniła mnie i siebie. Jestem Lucas, a to będzie moja opowieść. Jestem upadłym aniołem w świecie śmiertelników.
Rozdział 1
Charlotte
Życie nie jest łatwe. Od samego początku nie byłam, przez nie rozpieszczana co wydaje, mi się być rzeczą naturalną. Dlaczego naturalną? Właśnie dlatego, że mam wrażenie, że to co, się w nim dzieje jest zaplanowane z góry. Jakby ktoś zaplanował wszystko z małymi szczegółami i po prostu włączył play i niech się dzieje, co chce. Może biedna mała Charlotte dostanie Oskara za odegranie roli życia. Pewnie wszyscy się zastanawiacie, dlaczego nie było mi tak kolorowo co? Hmm… nigdy nie byłam lubianym dzieckiem. Wszyscy w szkole mnie wyśmiewali, byłam ta słabsza i gorsza. Przez cały czas uczyłam się bardzo dobrze i wiedziałam, co chcę w życiu robić tylko tak naprawdę co mi po tym wszystkim kiedy nie miałam żadnej bliskiej mi osoby? Owszem miałam kochających rodziców, którzy mnie wspierali i dawali solidne poczucie bezpieczeństwa, ale to zmieniło się dwa lata temu. Moi rodzice wracali z wesela swoich znajomych i zginęli w wypadku samochodowym. To był dla mnie prawdziwy cios. Ale później uświadomiłam sobie, że ten wypadek również był dziwny. Tego dnia pogoda była naprawdę piękna. Świeciło, słońce a noc była, ciepła i bez deszczu. Wjechał w nich kierowca z naprzeciwka. Nie spowodował wypadku, bo był nietrzeźwy albo wpadł w poślizg. Tak naprawdę nigdy nie ustalono przyczyny. Pamiętam tego człowieka kiedy byłam na komisariacie policji. Był równie w szoku jak ja. Wydawał się być nawet bardziej zdezorientowany ode mnie. Powiedział mi tylko trzy słowa, przepraszam, nie chciałem. Później już go nie widziałam i nie słyszałam żadnej wzmianki o nim z ust policjantów zajmujących się wypadkiem. Pół roku po ich śmierci poznałam chłopaka i zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Tak mi się wydawało, że się w sobie zakochaliśmy, albo tylko ja się zakochałam. Na początku wszystko było fantastycznie i na nic nie mogłam narzekać, ale niestety po dwóch miesiącach wszystko się zmieniło. Zaczął spędzać ze mną coraz mniej czasu. Milion wymówek i złamanych obietnic. Po kilku tygodniach zorientowałam się, że mnie zdradza. Jak się domyślacie nasz związek skończył się zaraz po tym jak dostałam wiadomość od jego nowej dziewczyny. Dlaczego czuję, że to wszystko jest dziełem czyjegoś chorego planu? Od zawsze towarzyszy mi wewnętrzny niepokój cokolwiek by się nie działo. Nie mogę wyrzucić go z głowy ani nie mogę przestać go czuć. Nie mogę sobie znaleźć miejsca na ziemi. Gdziekolwiek bym nie mieszkała, to zawsze to nie jest, to i zaczynają się dziać w tym miejscu różne dziwne sytuacje. Czasem ilość napadów rośnie, odkąd się wprowadzam, handel narkotykami wymyka się poza skalę i policja nie może nic z tym zrobić. W ostatnim miejscu, w którym mieszkałam skala mojego chorego życia przeszłą samą siebie. Co tydzień dochodziło, do krwawego morderstwa a sprawcy nigdy nie odnaleziono.
Dziś również jestem w drodze do swojego nowego domu. Jakieś dziwne wewnętrzne przeczucie kazało mi go kupić. Jadę właśnie do dzielnicy, w której podobno jest bezpiecznie. Queens ciekawe co masz mi do zaoferowania? Coś mnie tu ciągnie, jakby jakaś nieznana mi siła mówiła do mnie, że to jest to miejsce na ziemi. Cóż podejrzane no ale spróbujmy co nie? Zawsze mogę sprzedać dom i znowu się wyprowadzić czego bardzo bym po raz kolejny nie chciała. Po prostu całą winę zrzucę na swoje chore przeczucie, które może ponownie się mylić.
Domki są tu bardzo ładne i mają w sobie swój urok. Dzielnica faktycznie jest spokojna i nic dziwnego na pierwszy rzut oka się nie dzieje. Podjechałam autem pod swój dom i zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Meble i sprzęty przyjechały, już wczoraj a mi została kupa innych rzeczy do rozpakowania. Całość zajęła mi godzinę z małymi przerwami, w których odbierałam telefony ze starej pracy z pytaniami czy na pewno nie chcę wrócić. Jestem grafikiem komputerowym, ale postanowiłam na razie odpocząć od pracy i spędzić trochę czasu sama ze sobą. Spadek po rodzicach i duże oszczędności, które udało, mi się zgromadzić w pracy pozwalają, mi na dłuższy czas bycia bezrobotną chociaż wiem, że długo tak nie wytrzymam i zaraz sobie coś znajdę. Coś, co będę mogła wykonywać z domu i nie będzie mnie to kosztowało nadmiernego spotykania się z innymi ludźmi.
Kiedy zrobiłam już wszystko, na co miałam dzisiaj siły, wzięłam z kuchni mrożoną kawę i wyszłam na taras. Siedziałam i patrzyłam, po prostu przed siebie a w moich oczach niespodziewanie pojawiły się łzy. Nienawidzę płakać, uważam, że jest to najgorsza opcja radzenia sobie z problemami. Ktoś może Cię taką zobaczyć i od razu dostajesz łatkę słabej i rozchwianej emocjonalnie. Trwałam, tak przez dłuższą chwilę aż moje pole widzenia oczyściło się zupełnie i mogłam rozejrzeć się bez mglistego obrazu.
Nie skupiłam się jednak bezpośrednio na krajobrazie, bo na podwórku obok coś przykuło moją uwagę. Na balkonie stał mężczyzna, który się we mnie wpatrywał i chyba uważał, że tego nie widzę. Skoro tak uważał to dam mu tę świadomość i niech tak zostanie. Kiedy już oswoiłam, się z tą myślą sama spojrzałam w jego stronę. Cholera był piękny, o ile właśnie tak można powiedzieć o mężczyźnie. Wysoki, ubrany na czarno co tylko podkreślało jego mięśnie, włosy miał trochę dłuższe i dobrze ułożone. Spod jego koszulki wystawały tatuaże które, były tak mi się wydaje jego nierozerwalnym elementem. Zupełnie tak jakby się już z nimi urodził. Jedna rzecz, która naprawdę przykuła moją uwagę to kolor jego włosów. Były tak samo głęboko czarne jak moje. Poczułam również coś innego i niepokojącego. Kiedy wpatrywałam się w nieznajomego, mocno rozbolała mnie głowa. Położyłam się na hamaku i przymknęłam, oczy czując, że za moment odpłynę.
— Aniele? Kto Cię skrzywdził? Kto tak bardzo zniszczył Twoje serce, że tak bardzo boisz się mi je oddać?
— A co jeśli Ty również je zniszczysz? Nie przeżyję tego kolejny raz.
— Zapamiętaj moje słowa Aniele. Jesteś, silniejsza niż myślisz i to, że pojawiłaś się w moim życiu to nie jest przypadek. Przezwyciężysz, każde zło a moje serce uratujesz od upadku.
Szybko otworzyłam oczy i nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Czy ja zasnęłam? Co to w ogóle było? W tym jak mi się wydawało śnie, widziałam siebie i jakiegoś mężczyznę, który był zwrócony tyłem do mnie.
Jak przekonałam, się za jakiś czas to faktycznie nie był, przypadek a moje życie w staranności zostało zaplanowane a wszystkie złe chwile dokładnie wyreżyserowane.
Nazywam się Charlotte i będę musiała się odnaleźć w świecie mroku. Będę musiała się odnaleźć w świecie upadłych aniołów i zmierzyć ze swoimi lękami.
Rozdział 2
Lucas
Zobaczyłem ją pierwszy raz i nie mogę wyrzucić jej z głowy. Czy ktoś w ogóle zapytał mnie, czy chcę to czuć? no tak, zapomniałem, że jestem upadłym i nikt mnie już o nic nie zapyta. Nie mam już specjalnych względów na górze jak kiedyś. Teraz jestem po prostu upadłym nieśmiertelnym w świecie śmiertelników. Fajny paradoks prawda? Być skazanym na odczuwanie miłości czy zauroczenia w zamian za to, że zostało się wyrzuconym z nieba właśnie za to, że stanąłem murem za prawdziwą miłością. Niestety nie mogłem zrobić inaczej. Chciałem pomóc mojemu najlepszemu przyjacielowi, który do tej pory jest dla mnie jak brat.
Dwadzieścia lat temu ja i Noah byliśmy aniołami. Sprawowaliśmy opiekę nad ludźmi i byliśmy blisko Boga. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Jak pewnie sobie wyobrażacie, jako anioł nie mogłem, zakochać się w człowieku a tym bardziej w człowieku, którego życie jest powierzone w moje ręce. Tak też było z Gabrielem, ale do czasu. Pewnego dnia powiedział mi, że zakochał się w kobiecie, którą się opiekował. Na początku byłem temu przeciwny, ale po pewnym czasie stanąłem po jego stronie. Gabriel ujawnił się tej kobiecie i zaczęli się spotykać. Na początku wszystko szło dobrze i nikt się o tym nie dowiedział. Pomagałem mu wymyślać wymówki i kryłem, go z całych sił często zawalając swoje obowiązki. Pewnie myślicie, że drugi raz bym tego nie zrobił, ale się mylicie. Zrobiłbym to jeszcze tysiące razy gdybym musiał. Ale do rzeczy, widziałem, jak ich miłość rozkwita, z każdym dniem. Ona była mu oddana i wierna a on po prostu dawał jej wszystko, czego potrzebowała. Dawał jej swoją obecność, miłość i poczucie bezpieczeństwa. Tego dnia kiedy zostaliśmy, strąceni na ziemię wydarzył się poważny wypadek. Noemi, dziewczyna Gabriela wpadła pod samochód kiedy wracała z pracy. Trafiła do szpitala w krytycznym stanie i nie było już dla niej ratunku. Gabriel nie mając, innego wyboru poszedł do Boga i błagał go, żeby darował jej życie. Jak już się domyślacie, wszystko wtedy się wydało. Nie czekałem na decyzję, tylko sam na własną rękę próbowałem ją uratować, ale Bóg odczuł ingerencję jednego z nas. Po tym wszystkim spotkał, nas najwyższy wymiar kary a Noemi zmarła. Gabriel przez wiele lat nie mógł się z tym pogodzić i do tej pory jest sam, ja z resztą też. Nie szukałem nigdy żadnej kobiety, bo nie czułem takiej potrzeby, dopóki nie zobaczyłem dziewczyny z domu obok. Poczułem, że muszę być obok niej, a to tylko kwestia czasu kiedy wejdę do jej życia.
*
Ta noc minęła mi koszmarnie. Męczyły mnie sny, które wydawały mi się mocno bez sensu. Cały czas śniła mi się kobieta o czarnych kręconych włosach. Raz była uśmiechnięta, raz smutna a w ostatnich snach miała piękne czarne skrzydła i była ucieleśnieniem siły i walki. Byłem zaintrygowany całą sytuacją i mocno skołowany tym, czemu akurat ona pojawiła się w moim życiu. Wstałem z łóżka i poszedłem wziąć zimny prysznic, żeby zmyć z siebie resztki nocy i oczyścić umysł zimną wodą. Wychodząc, spod prysznica założyłem czarne spodnie i zszedłem na dół. Odprężyłem się jedynie na chwilę kiedy ekspres do kawy wydawał dźwięki, które przynosiły mi nie, małą przyjemność. Kiedy ekspres skończył, pracować wziąłem kubek z gorącą czarną kawą i wyszedłem na taras. Usiadłem na leżaku i chwilowo przymknąłem oczy. Chwilowo, bo usłyszałem piękny i aksamitny głos. Zanim zdążyłem, się zastanowić już wiedziałem, do kogo on należy. Dziewczyna z domu obok rozmawiała z kimś przez telefon i nie była zadowolona z tematu i przebiegu rozmowy.
— Powiedziałam Ci już dawno, że nie mam zamiaru do Ciebie wracać. Nie, nie dam Ci drugiej szansy. To nie moja wina, że jesteś skończonym dupkiem i właśnie tak mnie, potraktowałeś. Nie będę więcej z Tobą rozmawiać. Nie dzwoń, do mnie a tym bardziej nie przyjeżdżaj.
No właśnie chłoptasiu lepiej do niej nie przyjeżdżaj, bo wtedy mógłbyś mieć przyjemność porozmawiać ze mną. Usłyszałem ciche łkanie i podniosłem się odrobinę, żeby coś zobaczyć. Dziewczyna z domu obok siedziała skulona na tarasie i płakała. Jej ramiona drżały, a twarz miała schowaną w dłoniach. Chciałem do niej pójść i… i co? No właśnie kurwa Lucas musisz się opamiętać. Czemu tak mnie, do niej ciągnie? Już teraz wiem, że gdybym tylko zobaczył tego gnoja, który tak ją skrzywdził, to zabiłbym go od razu.
— Lucas gdzie jesteś? Mam dla Ciebie śniadanie.
— Gabriel cicho, przestań się tak drzeć.
— To ona? O niej mi opowiadałeś?
— Chodź do domu i tak to ona.
— A dlaczego ona płacze? Pokazałeś się jej?
— Bardzo kurwa, śmieszne wiesz? Jakiś gnój ją źle potraktował.
— Mhm i w moim bracie obudziła się dawno uśpiona chęć mordu co?
— Nie jestem twoim bratem- jak on mnie czasem wkurwiał- poza tym tak obudziła się.
— To dobrze, jest dla nas zadanie.
— Co się znowu stało? — popatrzyłem zrezygnowany na Gabriela.
— Wczoraj w nocy znowu została zamordowana młoda dziewczyna. Musimy znaleźć sprawcę.
— Czyli jednak będę mógł odreagować.
Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to już wyjaśniam. Skoro jesteśmy, upadłymi na ziemi to staramy się oczyszczać środowisko właśnie z takich ludzi. Współpracujemy z mafią, policją (oczywiście mówię tu o skorumpowanych policjantach zajmujących się lewymi interesami) i innymi ważnymi ludźmi. Co prawda nie zawsze tak było i musieliśmy się jakoś wkupić w ich łaski. Teraz jesteśmy bardzo rozpoznawalni w ich środowisku no i szanowani.
Po szybkim zjedzeniu śniadania ubrałem się i mogliśmy iść do auta. Nie wiedziałem, natomiast co mnie czeka po wyjściu z domu. Moja nowa sąsiadka odbierała właśnie przesyłkę od kuriera. Kiedy podpisała, potwierdzenie odbioru nasze spojrzenia się spotkały. No i właśnie kurwa przepadłem. Miała błękitne oczy tak piękne i smutne jednocześnie, że chciałem w nich utonąć. Z bliska była jeszcze bardziej, piękniejsza niż myślałem. W oczy rzucił mi się jeszcze tatuaż wychodzący spod rękawa jej bluzy. Czarne linie precyzyjnie oplatały jej rękę. Delikatnie się do mnie uśmiechnęła i poszła do domu.
— A ja pytam, co to miało być?
— Cicho bądź kurwa. Nawet się nie odzywaj.
Wsiadając, do auta słyszałem jeszcze śmiech Gabriela, ale już z oddali. Głowa zaczęła, mnie trochę boleć a przed oczami pojawił mi się obraz.
— Aniele? Proszę, powiedz, mi co się stało. Dlaczego płaczesz?
— Nie mogłam go uratować. Nie mogłam uratować siebie.
— Aniele pamiętaj, że to nie Twoja wina. Jesteś taka dobra i wiedz, że Cię kocham.
— Nie Lucas. Ja nie dam rady przeżyć tego drugi raz.
— Obiecuję Ci Aniele, że nie będzie drugiego razu. Masz moje słowo, że będę przy Tobie cały czas.
I koniec. Czasem miałem wizje, ale nigdy nie tak chaotyczne. Wiedziałem, że muszę ją mieć. Przepadłem.
Rozdział 3
Charlotte
Zobaczyłam dzisiaj z bliska chłopaka z domu obok. Chyba muszę zapytać go o imię, bo nie mogę w nieskończoność nazywać go chłopakiem z domu obok. Kiedy stał obok mnie wydawał się być jeszcze bardziej idealny niż kiedy widziałam go na jego balkonie. Miał magnetyczne oczy, które były tak niesamowicie ciemne, że prawie aż czarne. Po odebraniu paczki weszłam do domu i jakoś nie mogłam dojść do siebie po tym całym spotkaniu. Chciałam, zająć czymś swoją głowę więc zaczęłam rozpakowywać wszystkie kartony, które miałam po przeprowadzce. Trochę odciągnęło to moją uwagę, ale nie na tyle, żeby nie czuć nic.
Po godzinie rozpakowywania swoich rzeczy usłyszałam, dźwięk dzwonka do drzwi więc poszłam otworzyć. Zdziwiłam się, bo na progu nikogo nie było, a leżała, tam jedynie czarna koperta a na niej czarna róża. Drżącymi rękoma wzięłam kopertę i weszłam do środka. Serce biło mi coraz szybciej i nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Nigdy nie bałam się mieszkać sama, ale nigdy też nie przydarzyły mi się takie rzeczy. Nie wiem ile czasu minęło kiedy tak siedziałam i po prostu wpatrywałam się w kopertę, ale w końcu postanowiłam ją otworzyć.
Charlotte witam w Queens. Mam nadzieję, że dobrze będzie Ci się tu mieszkać i nie będziesz musiała się więcej przeprowadzać. Jesteś, moim skarbem a ja lubię, mieć swoje skarby pod kontrolą. Pamiętaj, że jesteś wyjątkowa, ale jeszcze sama tego nie wiesz. Będę miał na Ciebie oko. Jesteś silniejsza i potężniejsza niż myślisz.
Aaron
Gardło ścisnęło mi się tak mocno, że nie dałam rady oddychać. Nie ma co, pomieszkałam sobie w spokoju jeden dzień w nowym miejscu. Czy to już czas, żeby myśleć o kolejnej wyprowadzce? Wstałam z kanapy i wyszłam na taras. Moje nogi osunęły się bezwładnie, a ja opadłam na ziemię. Zwinięta w kłębek nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Zaczęłam, się dusić a moje serce biło, tak mocno jakby miało za chwilę wyskoczyć mi z piersi. Co się ze mną dzieje? Próbowałam jakoś wziąć się w garść i wstać, ale zupełnie opadłam z sił.
— Hej co się dzieje? — usłyszałam męski głos i wpadłam w jeszcze większe przerażenie- popatrz na mnie, nie zrobię Ci krzywdy. Musisz spróbować się uspokoić.
Spojrzałam na osobę. która stała przede mną i zobaczyłam, że był to mój sąsiad. Trochę mi ulżyło, bo nie był to ktoś zupełnie obcy.
— Ja… nie… nie mogę- udało mi się wydusić.
Po moich słowach poczułam delikatny dotyk na swoich ramionach. Kiedy zobaczył, że nie próbuję, się wyrwać przysunął się bliżej mnie i objął mnie ciasno swoimi ramionami. To było zadziwiające, wiedziałam, że chciał mnie uspokoić i mocno mnie przytulał, a jednocześnie obchodził się ze mną jak z przestraszoną zwierzyną.
— Nie bój się mnie, nie chce zrobić Ci krzywdy. Musisz się uspokoić, bo to jest dla Ciebie niebezpieczne. Słuchaj mojego serca i spróbuj oddychać spokojnie.
Na początku nie chciałam go słuchać, bo był tak naprawdę obcy, ale mimo to zrobiłam, co mówił. Słyszałam bicie jego serca i powoli mój oddech zaczął się uspokajać. Trwaliśmy tak chyba bardzo długo.Czułam ból, a mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
— Jak się czujesz? Chyba już się uspokoiłaś?
— Chyba… chyba tak. Już jest lepiej. Możemy wstać?
Po moich słowach chłopak podniósł się i podał mi rękę. Skorzystałam z jego pomocy, a kiedy nasze ręce się dotknęły, poczułam lekki przeskakujący prąd co mnie bardzo zdziwiło, ale on chyba poczuł to samo, bo szybko cofnął rękę.
— Jak się nazywasz? — zapytał swoim aksamitnym głosem, wpatrując się we mnie swoim świdrującym spojrzeniem.
— Jestem Charlotte a Ty?
— Lucas. Powiesz, mi co Ci się właściwie stało? Dlaczego byłaś w takim stanie?
— To… to jest dosyć dziwne. Nie wiem, jak mam Ci to wytłumaczyć.
— Spróbuję zrozumieć. Słyszałem już kilka razy dziwne rzeczy- powiedział z delikatnym uśmiechem, od którego zmiękły mi kolana.
— Rozpakowywałam swoje rzeczy z kartonów i usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, ale nie było tam nikogo, tylko leżała ta róża i koperta.
— Mogę zobaczyć?
— Tak, oczywiście- moja głowa krzyczała, PRZESTAŃ! ON JEST OBCY! No ale moje głupie serce poszło oczywiście swoją drogą jak jakiś pieprzony kot.
Lucas wziął ostrożnie kopertę do ręki i z uwagą przeczytał to co było tam napisane. Patrzyłam na niego cały czas i wydawał mi się lekko zaniepokojony, ale nie dał tego po sobie poznać.
— Kto to jest Aaron?
— Nie mam pojęcia, naprawdę. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego. Nie wiem też, dlaczego mi to przysłał i co może mieć na myśli.
— Czy ostatnio działy się w Twoim życiu jakieś dziwne rzeczy?
— Co masz na myśli Lucas?
— Pytam ogólnie. Cokolwiek co wydawałoby Ci się dziwne.
— No nie wiem… ostatnio musiałam się kilka razy przeprowadzać. Zawsze w miejscu, w którym mieszkałam, działy się różne dziwne rzeczy. Morderstwa, handel narkotykami i inne rzeczy. Ze strachu o siebie musiałam zmieniać swoje miejsce zamieszkania. Ostatnio coś mi podpowiadało, żeby przeprowadzić się właśnie tutaj. Kupiłam więc dom i jestem.
— Musisz na siebie uważać, dobrze?
— Co masz na myśli? — wydawało mi się to bardzo dziwne. Usłyszeć takie słowa od nowo poznanego chłopaka.
— Po prostu. Różne rzeczy mogą się wydarzyć. Musisz po prostu być ostrożna. Pamiętaj, że jeśli potrzebujesz pomocy, możesz do mnie zajrzeć. Dobrze?
— Umm. Tak oczywiście.
— Muszę już iść. Zajrzę jeszcze do Ciebie.
I po prostu wyszedł. To wszystko wydawało mi się bardzo dziwne. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć i jak na to reagować. Dopiero później dowiedziałam się, że właśnie tego dnia zaczęła się nasza wspólna historia. Moja i Lucasa. Chłopaka z domu obok.
Rozdział 4
Lucas
Musiałem stamtąd wyjść. Aż zbyt dobrze znałem to imię. Aaron już dawno pojawił się moim życiu i nie wspominam tego dobrze. Aaron jest pierwszym upadłym na ziemi. Zapracował sobie na to lata temu. Opiekował się pewną kobietą, ale uczucie i chęć posiadania kogoś przezwyciężyły jego silną wolę. Sam zszedł z nieba, więc już wiecie, co się stało. Żył z kobietą, która zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Kiedy dowiedział się o, dziecku zostawił ją już na samym początku. Nie chciał, brać w tym udziału a tym bardziej być ojcem. Zbyt mocno podobało mu się życie z wieloma kobietami. Nie jest to też takie zwyczajne zjawisko. Ludzie i aniołowie nie mogą mieć dzieci, a więc dziecko w połowie ludzkie a w połowie anielskie może, być naprawdę bardzo potężne.
Mieliśmy kilka starć z Aaronem. Często ratowaliśmy kobiety, które porzucał, a one były w tragicznym stanie. Jeśli uważacie, że to nic to stoi, również na czele nazwijmy to na potrzeby naszej historii mafią. Chociaż ciężko nazwać mafią grupę upadłych. Jest ich przywódcą i rządzi nimi jak marionetkami. Widzą w nim najlepsze bóstwo i robią, co tylko im rozkaże. Nienawidzę go i chciałbym go zabić przez to co zrobił dwa lata temu. Pojawiła się wtedy na ziemi nowa upadła anielica. Szybko ją znalazłem i chciałem dać jej schronienie, ale niestety mi się nie udało. Kiedy już miałem zabrać ją do siebie pojawił się on i namącił jej w głowie. Kiedy dziewczyna przejrzała na oczy chciała się od niego uwolnić, a on najpierw pozbawił ją skrzydeł, a następnie zabił. Stoczyłem z nim wtedy swoją pierwszą największą walkę, ale niestety przegrałem. Bardzo długo dochodziłem potem do siebie i jeszcze więcej czasu poświęciłem na to, żeby się wyszkolić, bo wiedziałem, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym go dopadnę.
Krążyłem po domu i wiedziałem, już co muszę zrobić.
— Gabriel? Musisz do mnie teraz przyjechać. Mamy problem.
Wiedziałem, że tyle mu wystarczy. Nigdy nie dopytuje tylko, jest po mojej stronie i pomaga mi w każdej chwili. Po niespełna kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi.
— Co się dzieje stary? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha- powiedział zaniepokojony Gabriel.
— Chodzi o dziewczynę z domu obok.
— O Charlotte?
— Tak właśnie o nią. Mamy problem.
— Co? Jaki problem? Możesz jaśniej? Zakochałeś się już?
— Skończ pieprzyć Gabriel. Kiedy wróciliśmy, z naszej ostatniej akcji odpoczywałem u siebie i nagle zaczęło się dziać coś dziwnego. Zobaczyłem ją na tarasie kiedy siedziała skulona i ledwo mogła oddychać. Poszedłem do niej, żeby jej pomóc, a ona miała chyba jakiś atak. Kiedy się uspokoiła, to zapytałem, co się stało i pokazała mi to- wyciągnąłem telefon z kieszeni i pokazałem Gabrielowi zrobione zdjęcie.
Charlotte witam w Queens. Mam nadzieję, że dobrze będzie Ci się tu mieszkać i nie będziesz musiała się więcej przeprowadzać. Jesteś, moim skarbem a ja lubię mieć swoje skarby pod kontrolą. Pamiętaj, że jesteś wyjątkowa, ale jeszcze sama tego nie wiesz. Będę miał na Ciebie oko. Jesteś silniejsza i potężniejsza niż myślisz.
Aaron
— O cholera- powiedział zaskoczony Gabriel- co zamierzasz z tym zrobić?
— Sam nie wiem. Muszę jej pilnować. Nie mogę pozwolić, żeby Aaron ją dopadł. Nie pozwolę, żeby kolejna dziewczyna straciła życie.
— Podoba Ci się?
— To nie chodzi o to Gabriel. Nie rozumiesz, coś mnie do niej ciągnie. Czuję, jakbym znał ją już bardzo długo. Coś mi mówi, że mam być obok i nie dam jej skrzywdzić. Będę jej bronił do ostatniego oddechu.
Po wyjściu Gabriela przez dłuższy czas nie mogłem jakoś dojść do siebie. Kręciłem się po domu bez celu i nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Jakby nagle całe moje otoczenie wessało cały potrzebny mi tlen, a ściany za bardzo przytłaczały. Zbyt dużo myśli nagromadziło się w mojej głowie, za którymi nie mogłem nadążyć. Jedna była wyjątkowo natrętna, ale też bardzo ważna. Nawet w pewnym sensie bardzo intrygująca. Dlaczego Charlotte nagle pojawiła się w moim życiu i z dnia na dzień zacząłem do niej coś czuć? Czy miłość od pierwszego wejrzenia jest w ogóle możliwa? Ktoś się na tym zastanawiał albo prowadził jakieś badania, które mogą to udowodnić? A czym w ogóle jest miłość? Dla niektórych to marne uczucie. Na początku silne i umacniające, które powoli przeradza się w coś wielkiego i nagle gaśnie. Można to trochę porównać do wybuchu supernowej. Dla mnie definicja jest zupełnie inna. Nie wiem, czy ludzie tez to tak odczuwają, możliwe, że tak ciężko jest mi to zweryfikować. Według mnie miłość jest naprawdę czymś pięknym. Z dnia na dzień rośnie i jest coraz piękniejsza. Codziennie odkrywamy, drugiego człowieka uszczęśliwiając go, chroniąc i troszcząc się o niego. Miłość jest potężna i wielu ludzi powinno jej się bać. Jak może, być piękna tak również może być bolesna i trwale pozostawić po sobie rany, które już nigdy się nie zagoją.
Podczas swoich rozmyślań cały czas krzątałem się po domu nie rejestrując tego gdzie się w końcu się zatrzymałem. Siedziałem na balkonie i obserwowałem Charlotte. Patrzyłem, jak siedzi w salonie na kanapie i z zaciekawieniem coś ogląda. Włosy miała rozsypane na ramionach, co było pięknym widokiem. Nie mogłem oderwać od niej oczu, nie mogłem przestać patrzeć, jak w skupieniu przygryza dolną wargę i jak delikatnie się uśmiecha kiedy coś jej się podoba. Niestety zauważyłem również moment, w którym zerknęła na wiadomość leżącą na stoliku. Całe jej ciało automatycznie się spięło a twarz stała się smutna i nieruchoma. Zacząłem się zastanawiać, jak bardzo ciężkie musiała mieć życie i jak bardzo brakowało jej osoby, która mogłaby ją wesprzeć i pomóc.
Wiedziałem, co muszę zrobić. Muszę do niej pójść i zabrać jakoś tę kartkę. Poza tym… czuję, że muszę poczuć jej zapach. Kiedy ją przytulałem, a jej głowa była, oparta o mój tors miałem okazję go poznać. Mieszanka wanilii, cynamonu i pomarańczy całkowicie mną zawładnęła. Poznam ten zapach już wszędzie, biorąc pod uwagę to, że jestem upadłym a jako aniołowie mamy bardzo wyczulone zmysły.
Wyszedłem z domu i udałem się od razu pod drzwi Charlotte. nie zdążyłem zapukać kiedy drzwi szeroko się otworzyły, a ja zobaczyłem dziewczynę z rozwichrzonymi włosami i delikatnymi rumieńcami na twarzy.
— O… Lucas. To znaczy cześć. Co tu robisz?
— Przyszedłem zobaczyć, jak się czujesz. Mogę wejść? — zapytałem, patrząc głęboko w jej oczy. Kiedy zrobiłem, to chwilę dłużej niż planowałem zobaczyłem, w jej błękitnych oczach złotą iskierkę. Zaczęło wydawać mi się to dziwne, bo widziałem już masę śmiertelników i u żadnego się z tym nie spotkałem, ale uznałem, że zepchnę to na tyły swojej głowy.
— Jasne wejdź. Chcesz się czegoś napić?
— Nie, dziękuję. A wracając do mojego pytania to…
— Czuję się już lepiej. Dziękuję, że pytasz i przyszedłeś sprawdzić, naprawdę. Gdyby wtedy nie Twoja obecność to nie wiem, jakbym dała sobie radę. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i mam nadzieję, że będę mogła Ci się kiedyś odwdzięczyć.
— Już to robisz- mówiąc to, delikatnie zbliżyłem się do stolika i szybko zabrałem z niego wiadomość.
— Już to robię? Ale jak? — zapytała zdezorientowana.
— Sama rozmowa z Tobą jest przyjemnością.
— Może zostaniesz? Możemy coś obejrzeć.
— Niestety nie mogę. Muszę wracać do domu, bo mam kilka spraw do załatwienia związanych z pracą. Wpadłem tylko na chwilę.
— A… jasne rozumiem.
Czy mi się wydaje, czy Charlotte była zasmucona z tego powodu? Może nawet rozczarowana?
— Wpadnę do Ciebie następnym razem jeśli Twoje zaproszenie jest nadal aktualne.
— Jasne oczywiście, że tak.
Musiałem stamtąd szybko wyjść. Kurwa co się ze mną dzieje. Nie mogłem się opanować i wszystko we mnie aż boleśnie ciągnęło, żeby ją przytulić. Chciałem mieć swojego anioła w ramionach i już nigdy nie dać jej uciec.
Rozdział 5
Charlotte
Sąsiad? Chłopak? Mężczyzna z domu obok? Jakbym go nie określiła to wszystko się zgadza oprócz tego co się ze mną dzieje. Kiedy pojawia, się w moim otoczeniu od razu czuję mrowienie całego ciała i delikatne ciepło, które rozlewa się w moim brzuchu. Kręcę się po całym domu bez jakiegokolwiek celu i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Podświadomość mi podpowiada, że powinnam do niego pójść i z nim porozmawiać.
Tak porozmawiać ciekawe, o czym kretynko? Znasz go kilka dni, widzieliście się jeszcze mniej razy i chcesz do niego iść? Głupia Charlotte. Tak się zastanawiam dlaczego, czuję się tak jakbym go znała, już od bardzo dawna? Albo po prostu się mylę. Ostatnio zostałam zdradzona i oszukana, że teraz łapię się każdego kontaktu zwłaszcza z mężczyzną. Łudzę się, że ktoś pokocha mnie taką, jaką jestem. A jeśli to jest tylko nędzna pułapka zostawiona przez moje głupie chore od bólu serce?
Chodziłam tak po domu dłuższy czas i coś mi tu nie grało. Zeszłam do salonu jeszcze raz i popatrzyłam na stolik. Jasne! Wiadomość od tego całego Aarona gdzieś zniknęła. Nie miałam, pojęcia gdzie mogłaby być. Obeszłam stolik z każdej strony i przejrzałam wszystko dookoła. Koperty nigdzie nie było, ale znalazłam coś innego. Przy samej kanapie leżało czarne pióro. Skąd mogło się tu wziąć? W dotyku było miękkie i delikatne więc ciężko było mi uwierzyć, że jest od jakiegoś kruka. Wzbudziło to we mnie jakiś nieodgadniony niepokój. A co jeśli on tutaj był kiedy spałam i zabrał wiadomość? Ale przecież bym coś usłyszała prawda? Tak mi się przynajmniej wydaje. Szukałam tej karteczki dobrą godzinę, ale nigdzie jej nie było. Zrezygnowana poszłam do kuchni, żeby zrobić sobie kawę. Odruchowo zerknęłam przez okno w kuchni, które wychodziło na podwórko Lucasa. Stał na balkonie i gdy tylko na niego spojrzałam, od razu popatrzył w moim kierunku i mi pomachał. Zupełnie jakby czuł na sobie mój wzrok. Odmachałam mu i wróciłam do robienia kawy. Musiałam jakoś oczyścić swoją głowę, więc doszłam do wniosku, że uporządkuję resztę rzeczy, które zostały mi z przeprowadzki.
Kiedy byłam mała, myślałam, że zmiana miejsca zamieszkania jest super. Możesz zacząć wszystko od nowa. Jak jesteś dzieckiem, zaczynasz nową szkołę, poznajesz nowych przyjaciół i piszesz swoją historię od nowa. Nikt Cię nie zna, więc możesz zadbać o to, żeby poznał najlepszą wersję Ciebie, taką, z jaką Ty czujesz się najlepiej. Natomiast kiedy jesteś, dorosłym przeprowadzka już nie jest taka fajna. Nie chodzi tu o ilość rzeczy, jaką musisz ze sobą zabrać, ale o to, że nie masz siły już kreować swojej lepszej wersji. Jesteś, jaki jesteś i nie dbasz o to czy ktoś Cię polubi, czy nie. Dorośli zazwyczaj przywiązują się do jednej wybranej osoby, która w pełni ich akceptuje z wzajemnością i trzymają się razem. Są dla siebie takim kołem ratunkowym w codzienności.
Mnie z całego mojego życia i tych przeprowadzek zostało kilkanaście kartonów rzeczy i pamiątek. To smutne, ale co mogę zrobić? Może moje życie już zawsze tak będzie wyglądać. Będzie po prostu smutne i samotne.
Przyniosłam do salonu cztery duże pudła i rozsiadałam się z kawą na dywanie. W jednym pudle były moje książki, nie był to cały zbiór, bo reszta dojedzie do mnie kurierem, ale miałam już co ustawić na półkach, które trochę straszyły mnie tym, że były puste. Kocham książki, ponieważ są moją odskocznią. Uwielbiam zamknąć się w ich świecie, śledzić losy bohaterów kibicując im po cichu. Czasem nawet czuję się, tak jakbym to ja była bohaterką książki. Mam wrażenie, że moje życie zostało zorganizowane przez kogoś, kto bardzo mnie nie lubi i chciał, żeby wszystko dało mi w kość.
Moje myśli znowu mnie pochłonęły i nim się zorientowałam, brałam się za ostatnie pudło, w którym były pamiątki po mojej mamie. Albumy, książki, dokumenty i trochę biżuterii.
Zawsze lubiłam oglądać jej zdjęcia, była piękną kobietą, która roznosiła, wokół siebie szczęście i dobroć czego nie mogę powiedzieć o sobie. Mama miała piękne ciemne włosy, które delikatnie same się kręciły. Jej oczy były ciemno-zielone i wyglądały, jakby zawsze miała soczewki. Nigdy nie widziałam u nikogo takich oczu. Cały jej urok uzupełniały zaróżowione policzki i uśmiech, który nigdy nie znikał. Tata również był bardzo przystojnym mężczyzną i razem z mamą tworzyli parę idealną. Bardzo mi ich brakuje i żałuję, że już ich przy sobie nie mam. Przeszłam do dokumentów, które były w rzeczach mamy i znalazłam jeszcze jedno zdjęcie. Patrzyłam na nie bardzo długo, ale nie mogłam poznać osoby na nim. Na zdjęciu była mama w towarzystwie jakiegoś mężczyzny i nie był to tata. Mężczyzna ze zdjęcia był wysoki, ubrany na czarno a jego mina nie wskazywała na to, że był człowiekiem, który kochał życie. Odwróciłam zdjęcie, żeby zobaczyć podpis i zamarłam. Na dole zdjęcia były wypisane tylko dwa imiona. Anna i Aaron. Nie mogło to do mnie jakoś dotrzeć. Moja głowa pracowała na naprawdę wysokich obrotach, ale nic się ze sobą nie kleiło, bo co miałoby się skleić? Jedynym faktem, który do siebie pasował, było imię takie samo na zdjęciu i na wiadomości dostarczonej dla mnie. Odłożyłam zdjęcie na bok i postanowiłam przeszukać jeszcze inne dokumenty. Nigdy ich tak naprawdę dokładnie nie przeglądałam i to chyba był mój błąd. Po chwili znalazłam czarną kopertę, która była podpisana moim imieniem. Drżącymi rękoma wyjęłam kartę i zaczęłam czytać.
Córeczko!
Jeśli znalazłaś, ten list to oznacza, że już nas z Tobą nie ma. Nie wiem kiedy go znalazłaś i kiedy go czytasz, ale mam nadzieję, że jakoś ułożyłaś swoje życie. Chciałam Ci powiedzieć, że jesteś, silniejsza niż myślisz. Bardzo Cię z tatą kochamy i pisząc ten list, jest mi bardzo ciężko. Będziesz musiała wykazać się ogromną siłą kochanie. Nie pozwól nikomu zaburzyć wiary w samą siebie. W pewnym momencie Twojego życia będzie dzień kiedy dowiesz się szokujących rzeczy. Na początku będzie Ci ciężko w nie uwierzyć, ale w Twoim życiu pojawi się osoba, która Ci pomoże. Będzie dla Ciebie ogromnym wsparciem a może nawet i miłością? Myślę, że czytając już, domyślasz się, ze nasza śmierć nie była dziełem przypadku, dlatego policja nie będzie nic wiedziała. Nie drąż tego tematu, bo może spotkać Cię niebezpieczeństwo. Nie ufaj nikomu kto, nie wzbudza w Tobie dobrego przeczucia. Jesteś naszym ukochanym Aniołem. Kochamy Cię najmocniej na świecie.
Mama i tata.
Łzy napłynęły mi do oczu, a ja rozpadłam się na tysiące kawałków. Nie mogłam uwierzyć, że za śmiercią moich rodziców stał jakiś człowiek. Kto mógł to zrobić? Oboje byli wspaniałymi ludźmi i nie mieli wrogów. Nie wiem, kto mógłby zrobić im krzywdę. Krew pulsowała mi tak mocno, że ledwo usłyszałam pukanie do drzwi. Automatycznie wstałam i poszłam otworzyć.
— Lucas nie mam…
— Dlaczego płaczesz? Co się stało? — wwiercał, się we mnie swoimi oczami czekając na odpowiedź.
— Nic. Proszę, Lucas idź stąd. Nie mogę dziś z Tobą rozmawiać.
— A jeśli Ci powiem, że nie chcę stąd iść?
— Proszę Cię, wróć do siebie. Jeśli wejdziesz do mojego domu, to rozpadnę się jeszcze bardziej i utonę w Twoich ramionach dłużej niż ostatnio- zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
— Charlotte? a może ja chcę, żebyś w nich utonęła?
— Lucas proszę… idź już. Nie jestem na to gotowa.
— Owszem jesteś.
Mówiąc to, wszedł do środka.
Rozdział 6
Charlotte
Kiedy się obudziłam byłam już sama. Głowa mi ciążyła i bolała tak bardzo, że ledwo mogłam otworzyć oczy. Co się stało? Nie wiem. Ciężko było mi cokolwiek sobie przypomnieć. Ostatnie co pamiętam to Lucas. Otworzyłam mu drzwi mojego domu i… no właśnie i co? Wszystkie moje myśli do mnie wróciły. Już pamiętałam… niestety wszystko. Pamiętam list, który znalazłam i zdjęcie. Nie mogę sobie niczego poukładać w głowie.
Moi rodzice byli naprawdę dobrymi ludźmi. Nie mogę sobie nawet wyobrazić tego, żeby mieli jakich kol wiek wrogów. Kto chciałby ich skrzywdzić? Zawsze pomagali innym, wspierali mnie i kochali każdego, kto przekroczył próg naszego domu. To wszystko przestaje mi się podobać. Każda rzecz, w jaką wierzyłam, nagle uleciała. Przekonania o moich rodzicach również zmieniają się z godziny na godzinę. Im dłużej o tym wszystkim myślę, tym bardziej wszystko traci sens. Dlaczego moja mama była na zdjęciu z Aaronem? kto to w ogóle jest? Szkoda, że nie mam żadnej dalszej rodziny. Nie mam babci ani żadnej ciotki, które mogłabym wypytać o tego całego Aarona.
Strach. On mi pozostał i towarzyszy mi przez większość mojego życia. Boję się, co przyniesie jutro.
Lucas… Lucas! No tak. Teraz sobie przypomniałam. Pamiętam jak przyszedł do mnie kiedy dostałam wiadomość od Aarona. Wypytywał mnie i nagle stał się tajemniczy. Muszę z nim porozmawiać i to wyjaśnić. Może on mógłby mi coś powiedzieć. Może on jakimś dziwnym trafem go zna?
Zbiegłam na dół ze swojej sypialni i skierowałam się prosto do drzwi. Przeszłam przez swoje podwórko i zanim pomyślałam, już pukałam do drzwi jego domu.
— Charlotte? co tu robisz? — nie musiałam długo czekać na przywitanie.
— Cześć przepraszam, że… — zaczęłam bardzo powoli, bo w duchu poczułam, że jednak to kretyński pomysł przychodzić tu i z nim o tym rozmawiać- przepraszam, ze Cię nachodzę, ale chciałabym z Tobą porozmawiać.
— Przepraszam Cię Charlotte, ale to nie jest najlepszy moment. Zajrzę do Ciebie później.
I to tyle? Po prostu zamknął mi drzwi przed nosem. Stałam jeszcze chwilę przed jego drzwiami jak głupia, ale postanowiłam wrócić do domu.
Weszłam do siebie, zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na kanapie przed telewizorem. Powiedział, że później do mnie zajrzy, więc może nie przeszkodziłam mu tak bardzo? To nic, zaczekam.
Zapomniałam Wam powiedzieć, że po powrocie od Lucasa znalazłam kolejne czarne pióro na tarasie. Dziwne i intrygujące. Zupełnie tak jak moje życie. Włączyłam jakąś beznadziejnie romantyczną komedię i czekałam.
Czekałam.
Czekałam.
Czekałam.
Rozdział 7
Lucas
Co ja kurwa robię ze swoim życiem? Zachowuję się jak jakiś szczeniak z gimnazjum, na którego pierwszy raz spojrzała dziewczyna. Poszedłem do niej, przytuliłem ją… czekałem, aż zaśnie i uciekłem jak jakiś pierdolony tchórz. No błagam! Muszę się uspokoić i pomyśleć co dalej. Nie było mi dane rozmyślać zbyt długo, bo rozproszyło mnie pukanie do drzwi.
— Charlotte? co tu robisz? — zdziwiony patrzyłem na zmieszaną dziewczynę.
— Cześć przepraszam, że… — zaczęła bardzo powoli -przepraszam, że Cię nachodzę, ale chciałabym z Tobą porozmawiać.
— Przepraszam Cię Charlotte, ale to nie jest najlepszy moment. Zajrzę do Ciebie później.
Aaa! Co się dzieje! Dosłownie zacząłem wariować! Zamknąłem jej drzwi przed nosem jakby, była jakimś pieprzonym przedstawicielem handlowym, który chce wcisnąć mi odkurzacz za jakieś niebotyczne pieniądze. Serce bije mi nad wyraz szybko, a ja zastanawiam się, co ja w ogóle zrobiłem?
— Gabriel?
— Słucham swoją lepszą połowę? Co tym razem? — usłyszałem nutkę kpiny w jego głosie i miałem ochotę go udusić.
— Spierdalaj… Możesz do mnie przyjechać? — powiedziałem już nieco spokojniejszy.
— Daj mi chwilę. Zaraz u Ciebie będę.
Wiedziałem, że przyjedzie. Gabriel nigdy mnie nie zawiódł, choć często działa mi na nerwy. Zachowuje się trochę jak młodszy brat, który nie da Ci spokoju, dopóki, nie podzielisz się z nim słodyczami, które schowałeś pod łóżkiem. Wiedziałem, że z naszej dwójki to zawsze on zachowuje pozory spokoju i opanowania. Mam nadzieję, że będzie w stanie coś wymyślić, bo moje aktualne zachowanie zakrawa na jeszcze jedno potępienie. Swoją drogą ciekawe jak by to wyglądało?
— Co tak siedzisz? Wyglądasz jakby, matka zabroniła wyjść Ci na imprezę, na której planowałeś przespać się z najgorętszą laską w szkole- powiedział Gabriel, wchodząc do mojego salonu. Jak zawsze uderzył w punkt.
Przyszedł mój wyczekany wybawca.
— Nie wiem co się ze mną dzieje. Ona… ma na mnie dziwny wpływ, rozumiesz? Nie dam rady trzymać się z daleka.
Mam wrażenie, jakby żołądek ścisnął mi się w jeden wielki supeł. Serce bije szybko, za szybko a przed oczami mam jej twarz. Co jest?!
— Chcesz mi powiedzieć, że nie możesz przestać o niej myśleć, bo masz ogromną chęć ją przelecieć czy po prostu się zakochałeś?
— A jak można zweryfikować różnice?
O co ja właśnie go zapytałem? No debil.
— Lucas- zaczął ostrożnie Gabriel- a nie myślałeś o tym, że Charlotte może być z nami jakoś powiązana?
— Co masz na myśli?
Patrzyłem na przyjaciela, jak siedzi spokojnie w fotelu i patrzy na mnie tymi swoimi pieprzonymi oczami zbitego szczeniaka.
— Może też jest upadłą?
Nie wiem, to nie może być prawda. Zwykle czujemy kogoś z naszych. Nawet aniołowie mają w sobie to coś. Da się ich wywęszyć z kilku kilometrów. Śmierdzą tą swoją światłością, jakby to były najdroższe perfumy świata.
— Czułeś coś? — zapytałem z nadzieją w głosie, jednak jego mina nie zdradzała odpowiedzi, na którą czekałem.
— Niestety nie, ale może coś ją blokuje?
— Co masz na myśli?
— Sam dobrze wiesz, że nasz wspaniały kolega Aaron to potrafi. Blokuje przepływ energii upadłych, żebyśmy do nich nie dotarli. Z aniołami też to potrafi, więc myślę, że zablokowanie aury niczego nieświadomej Charlotte to dla niego żaden problem.
Jakimś sens w tym był, ale…
— Nie wiem, czy jest to możliwe, by była nieświadoma. Gdyby była anielicą i została potępiona, zapamiętałaby to. Całe jej życie tam na górze przecież nie wyparowałoby z jej pamięci. Popatrz na nas, pamiętamy przecież wszystko doskonale. Każdy dzień, każdą rozmowę, każdą… — przerwałem, bo w pewnym momencie chciałem nawiązać do miłości Gabriela, ale nie chciałem psuć mu humoru.
Siedziałem na fotelu i patrzyłem za okno. Mój wzrok powędrował oczywiście na jej podwórko. Widziałem, jaka jest zagubiona, siedziała na tarasie swojego domu i z mętnym wzrokiem patrzyła poza ogrodzenie. Wiedziałem jakie to uczucie, doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Sam byłem na takim samym etapie kiedy zostałem potępiony. Gdyby nie Gabriel to myślę, że sam mógłbym oszaleć.
— Słuchasz mnie w ogóle? — z zamyślenia wytrąciło mnie pytanie od mojego wcale nie irytującego rozmówcy.
— Co mówiłeś?
— Mówiłem, że coś może w tym być, nawet jeśli jest niczego nieświadoma. Aaron nie interesowałby się nią bez powodu. Sam wiesz, że trzeba to sprawdzić, ale błagam Cię do tej pory, spróbuj zachowywać się normalnie.
— Co masz na myśli? Zachowuję się tak jak zawsze.
— Właśnie o to mi chodzi Lucas. Zachowuj się normalnie.
I to by było na tyle z jego wizyty. Wiedziałem, że zacznie działać, bo nigdy nie zostawił mnie na lodzie, fakt ma dziwne podejście do wszystkiego, ale cóż.
Zacząłem myśleć, jak Charlotte może być związana ze mną? Jakie może mieć znaczenie w moim życiu? Zbyt wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi. Miałem wrażenie, ze powietrze wokół mnie jest zbyt gęste a, oddychanie jest na tyle trudne, że prawie niemożliwe.
— Nie ochronisz jej Lucas. Jest moja i zapamiętaj to sobie. Charlotte nie jest kolejną upadłą, którą weźmiesz pod swoje plugawe skrzydła.
— Co? O czym Ty mówisz? Nie pozwolę Ci jej tknąć. Nie będzie Twoją kolejną ofiarą.
— Nie wiesz, z czym się mierzysz. Charlotte ma większą moc, niż myślisz.
Potrzebowałem chwili, żeby dojść do siebie. Wizja była tak realna, że prawie czułem obecność Aarona w swoim domu. Wiedziałem jedno.
Czas przygotować się do walki.
Rozdział 8
Księga Zaharela
Kiedy Niepokonana spotka, swojego wybranka z gatunku upadłych, wojna w końcu dobiegnie końca. Ich miłość będzie, silniejsza niż moc przywódcy a oni obejmą władzę. Upadli dostaną nowe prawa, przestaną się bać i ukrywać. Kiedy nadejdzie czas bitwy, wszyscy wybiorą stronę. Przywódca musi zginąć z rąk Niepokonanej, ona ma bowiem serce czyste niczym pióro archanioła.
Charlotte
Kilka dni.
Tyle i aż tyle.
Dobrze powiem Wam dokładniej. Nie widziałam Lucasa cztery dni. Liczyłam? No co Wy! Oczywiście, że tak, przecież nie będę nikogo oszukiwać, a zwłaszcza siebie. Wszystkie pokręcone sytuacje chyba się ode mnie oddaliły i zrobiło się jakoś cicho? Kawa o poranku jakoś lepiej smakuje. Powietrze ma lepszy i słodszy dotyk na nagiej skórze moich ramion. Czuję się jakby niewidzialne ręce dotykały mnie tak delikatnie jak mgła która unosi się nad ziemią.
Noce są spokojniejsze, już nie budzę się zlana zimnym potem z natłokiem myśli w głowie. Uporządkowałam wszystkie swoje rzeczy i w końcu czuję się jak u siebie. Codziennie siadam na swoim tarasie, wdycham ciepłe i czyste powietrze. Jestem w domu.
Wzrok mimowolnie ucieka mi w stronę domu Lucasa, a głupie serce bije szybciej z nadzieją, że go zobaczę. Uwaga spoiler!
Dzień piąty.
Nadal go nie widziałam.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos dzwonka do drzwi. Zdziwiona skierowałam się prosto do nich, żeby zobaczyć, kto zakłócił mi mój codzienny rytuał i już wiedziałam, że zakłócił mi go główny powód moich rozmyślań.
Miałam chwilę zawahania się, czy w ogóle mu otworzyć. Nasza ostatnia rozmowa skończyła się w takim momencie, że nie wiedziałam, czy kiedykolwiek się jeszcze do siebie odezwiemy.
A co mi tam.
— Lucas. Co Cię do mnie sprowadza? — możliwe, że zabrzmiałam trochę oschle, ale cóż. Oschłym też było zamykanie mi drzwi przed nosem i nieodzywanie się przez pięć dni.
— Przyszedłem zobaczyć, co u Ciebie słychać- no proszę. Kto by się spodziewał. No i co? Stał i patrzył na mnie, tymi swoimi głupimi oczami a moje zdradzieckie serce wyrwało się przed szereg.
— Jak widać… jeszcze żyję- odpowiedziałam bez namysłu, ale chyba nie była to najlepsza odpowiedź, bo w oczach Lucasa zauważyłam cień złości.
— Nawet nie waż się tak mówić- warknął- mogę wejść?
Nic nie odpowiedziałam, bo szczerze mówiąc, zdziwił mnie jego ton. Odsunęłam więc się od drzwi i gestem zaprosiłam go do środka.
— To… napijesz się czegoś? — zaczęłam niepewnie- może kawy?
— Tak, piję czarną.
Tak, piję czarną. Pfff… a co Ty do biura na rozmowę o pracę przyszedłeś?
Dobra, czarna to czarna. Włączyłam ekspres i z gotową już kawą zajęłam miejsce obok Lucasa na kanapie.
— Więc… co Cię do mnie sprowadza? — zapytałam jeszcze raz, bo odrobinę czułam się skołowana…
— Dawno Cię nie widziałem i chciałem zobaczyć, co u Ciebie słychać- odpowiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
No chyba nie.
— Jest dobrze- odpowiedziałam nieco mniej pewnie, zupełnie nie wiedząc czemu- już mówiłam.
— Mówiłaś, że jeszcze żyjesz, a nie, że jest dobrze. To samo może powiedzieć równie dobrze osoba leżąca w szpitalu. Jeszcze żyję a pięć minut później odejść z tego świata.
Co on gada?
— Tak czy inaczej jest okej- powiedziałam już bardziej zirytowana- nie było Cię w domu?
— Musiałem wyjechać na kilka dni.
I co się tak na mnie patrzysz? Pan wspaniały mnie odwiedził i co?
— Jakieś sprawy biznesowe? — zapytałam od niechcenia. Zaczęłam się czuć, bardzo nieswojo w jego obecności co wcześniej się nie zdarzało.
— Musiałem sprawdzić kilka rzeczy. Przyszedłem do Ciebie jeszcze z innego powodu- powiedział już nieco łagodniej.
— Tak? O co chodzi?
— Chciałem Cię przeprosić. Nie powinienem się tak zachowywać i tak Cię spławiać. Należą Ci się solidne przeprosiny i oczywiście wyjaśnienia.
Nie powiem, że nie ale byłam bardzo zainteresowana tymi jego wyjaśnieniami.
— A więc wyjaśniaj- powiedziałam z niecierpliwością.
— Powiedzmy, że dziś są solidne przeprosiny- odpowiedział.
— No tak, czyli na wyjaśnienia muszę sobie poczekać? — zapytałam już bardziej zdenerwowana. Lucas chyba wyczuł, o co mi chodzi i chciał załagodzić sytuację.
— Nie tyle poczekać, co musi nadejść odpowiedni moment.
— Wychodzi na to samo- powiedziałam zrezygnowana.
Poczułam się bardzo dziwnie. Nagle zrobiło mi się bardzo gorąco, a dzień wcale nie był upalny. Głowa zaczęła pulsować, a przed oczami pojawiły mi się dziwne plamy.
— Dobrze się czujesz? — dobiegł mnie głos mojego rozmówcy, ale miałam wrażenie, że znajduje się za jakąś niewidzialną ścianą.
— Nie… nie do końca.
Odpłynęłam.
Niepokonana musisz się obudzić. Od Ciebie zależy życie tysięcy istnień. Jesteś naszą siłą. Wstań Niepokonana!
Świadomość powoli zaczęła do mnie wracać. Poczułam, że jestem w swojej sypialni, bo rozpoznałam swój materac. Jest tak wygodny…
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam siedzącego na brzegu łóżka Lucasa. Przyglądał mi się uważnie, jakby chciał przeskanować mnie całą i ocenić co się właśnie wydarzyło.
— Napij się wody- powiedział, delikatnie pomagając mi się podnieść- jak się czujesz?
— Trochę boli mnie głowa- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
— Często Ci się to zdarza? Takie omdlenia… to nie jest coś normalnego.
Kiedyś nigdy mi się to nie zdarzało- pomyślałam. Zaczęło się wtedy kiedy się tu wprowadziłam. No nie… czyli tym razem to ni narkotyki ani zabójstwa… jestem na coś chora.
— Charlotte. Odpowiedz mi.
— W zasadzie zaczęło się, od momentu mojej przeprowadzi tutaj- powiedziałam cicho. W głębi serca czułam, że mogę być na coś chora.
— Możesz mi powiedzieć o tym coś więcej?
— Ciężko będzie powiedzieć coś więcej. Sama nie wiem, co to może być. Zazwyczaj jak dzieje się coś takiego to coś mi się śni kiedy odsypiam po omdleniu. Tym razem było trochę inaczej.
— Co masz na myśli?
— Teraz kiedy zemdlałam, usłyszałam jakiś głos. Nie wiem, może to Ty coś mówiłeś… — popatrzyłam pełna nadziei na Lucasa, ale on tylko pokręcił głową.
— Co słyszałaś?
— Słyszałam coś o Niepokonanej. Nie wiem, dokładnie co to było. Zawsze zapamiętuje tylko skrawki.
Podparłam się ręką, na której miałam tatuaż i syknęłam z bólu.
— Co Ci jest? — zapytał zaniepokojony Lucas.
— Nie wiem, boli mnie ręka.
Delikatnie wziął moją rękę i podwinął rękaw mojej bluzy. Uważnie studiował, każdy element tatuażu a jego dotyk delikatnie pieścił moją skórę.
— Co oznacza ten tatuaż?
— Nie wiem. Kiedy skończyłam osiemnaście lat, po prostu zapragnęłam go mieć. Nigdy Sue jakoś nie zastanawiałam nad znaczeniem. Po prostu jakby sam do mnie przyszedł. Poszłam do salonu i poprosiłam o te pióra.
— Wyjaśnienia chyba przydadzą Ci się dużo wcześniej.
Rozdział 9
Aswang
Charlotte… Tyle mi pozostało. Chociaż może źle myślę? Może pozostało mi aż tyle? Obserwuję ją od kilku dni i już wiem, że jest niczego nieświadoma. Nie wie, jak ogromną mocą dysponuje i czego może dokonać. Chodzi na zakupy, do urzędu, odwiedza bibliotekę albo cmentarz. Brak rodziców bardzo się na niej odbija, ale nie jest sama, bo ma mnie. Tylko że o moim istnieniu też nie wie, ale spokojnie pozna mnie szybciej niż myśli. Nie pozwolę na to, żeby była sama.
Charlotte
Chyba mój obiekt westchnień zmieni się na obiekt SPOKOJNIE KOBIETO TO TYLKO SĄSIAD. Lucas zrobił się tak dziwny, że przestałam go rozumieć. Na początku naszej znajomości było jako inaczej. Wydawał mi się, być mną naprawdę szczerze zainteresowany a teraz jest totalnie na odwrót. Darzy mnie niezainteresowaniem a ogromnym dystansem. Naprawdę faceci są tak dziwni? Miałam nadzieję na ułożenie sobie spojonego życia w miejscu, w którym jestem. Może to Lucas miał mi w nim towarzyszyć? No teraz to już sama nie wiem.
W drodze na cmentarz zawsze towarzyszył mi natłok myśli i emocji. Idąc przez alejki, nigdy nie czułam się nieswojo, ale dziś było inaczej. Ciągle rozglądałam się dookoła, bo miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Wewnętrzny niepokój dawał o sobie znać, a oddech mi przyspieszał. Po jednej stronie alejki zobaczyłam starsze małżeństwo, które porządkowało jeden z grobów i dodało mi to trochę otuchy. Przyspieszyłam trochę i szybciej znalazłam się przy grobie rodziców
Ukochani rodzice
Lilith i Daniel Hartmann
Napis na nagrobku zawsze przypominał mi dzień, w którym zginęli. Chciałabym o tym zapomnieć i wyprzeć to z pamięci, ale jakim bym była wtedy człowiekiem? Gdybym zapomniała o śmierci własnych rodziców już nie mogłabym nazywać się córką. Lilie, które przyniosłam ostatnio, zdążyły już zwiędnąć, więc wymieniłam je na nowe. Moja mama uwielbiała białe lilie, kiedy jeszcze żyła zawsze stały w naszym salonie na środku stołu. Nigdy nie widziałam ich zwiędłych lub opadających, bo mama dbała o to, żeby były piękne i świeże.