E-book
19.11 17
drukowana A5
54.82
Facet na wakacje
10%zniżka

Bezpłatny fragment - Facet na wakacje

(czyli Bóg Rozkoszy)


1
Objętość:
371 str.
ISBN:
978-83-8189-611-5
E-book
za 19.11 17
drukowana A5
za 54.82


Motto życiowe:

„Praca jest ucieczką dla ludzi, którzy

nie mają nic lepszego do roboty…”

Oscar Wilde



„Uczony w piśmie zdobywa mądrość

w czasie wolnym od zajęć, i kto ma

mniej działania, ten stanie się mądry.”

Mądrości Syracha; Syr 38,24—39,11

Prolog

— Masz ochotę na loda? — dotarł do mnie piskliwo-infantylny głosik dziewczyny z sąsiedniego grajdołka.

— W twoim wykonaniu? Zawsze — zapewnił rechocząc, męski, przyjemny dla ucha lekki baryton.

— Nie świntusz. W dodatku na plaży, przy ludziach. I nie świruj kretynie, bo całkowity szlaban na seks ci nałożę — dziewczyna wydawała się nieco oburzona.

— Oj, tylko nie to. Błagam, kotku. Dla faceta przymusowe powstrzymywanie się od tego, jest bardzo niezdrowe. Pamiętaj.

— Taki prozdrowotny się nagle zrobiłeś, piwożłopie?

— Nerki browarem tylko przepłukuję. Profilaktycznie podchodzę do sprawy, by nie mieć kiedyś problemów z piaskiem i kamieniami, jak mój ojciec — wyjaśnił.

— Mam rozumieć, że pieprząc się ze mną, dbasz wyłącznie o dobrą kondycję własnej prostaty na starość?

— No co ty. Jesteś cudowna. Strasznie cię przecież kocham, cipciu. Wprost przepadam za tobą — zapewnił.

— Tego ci nie zabraniam. Ale na razie, zdecydowanie zapomnij o bzyknięciu mnie na plaży. Przepadło.

— Nie bądź świnką. Obiecywałaś szybki numerek, gdy wczoraj pod wieczór jakaś parka migdaliła się przy nas za nieco przykusym parawanem. Pamiętasz?

— Owszem. Przypomniało mi się, jak twój poprzednik puknął mnie kiedyś niemal w centrum miasta. Przy swoim kumplu, w krzakach, za ławką w parku. Rozmarzyłam się niepotrzebnie i zbyt spontanicznie zareagowałam. Trzeba było od razu wykorzystać sytuację, zamiast zwlekać. Ale tobie jak zwykle zabrakło refleksu, flegmatyku.

— Przy nich miałem cię przelecieć?

— A co ci przeszkadzało? Leżałam na brzuszku. Wystarczyło odsunąć mi paseczek stringów i zrobić swoje od tyłu. Tamci byli zajęci sobą, a w najbliższej okolicy nie zauważyłam nikogo innego. Nakręciła mnie ździebko nietypowa scenka. Mówiłam kiedyś, cenię i lubię urozmaicenia w seksie. Lecz ty, jak zwykle zmarnowałeś nadarzającą się okazję, fajtłapo.

— Z tego co mówiłaś zrozumiałem, że chcesz abyśmy zrobili to dzisiaj, pod wieczór.

— Na przyszłość uważniej słuchaj wszystkiego, co sugeruję subtelnie, głucha pało.

— Ojej, cipciu, przed wieczorkiem, jak ludzie już pójdą, dzisiaj też zrobi się tutaj intymniej, więc…

— Zapomnij — przerwała mu.

— Kiciu, co ty wygadujesz? Nastawiłem się. Byłem pewien, że…

— Ale ja się rozmyśliłam, egoisto — ponownie mu przerwała.

— Czemu?

— Nie mamy parawanu.

— Wczoraj też nie mieliśmy…

— Jest również inny powód. Istotny. Zapewniam.

— Jaki?

— Koniecznie chcesz go poznać?

— Tak, bo nie mam pojęcia o czym myślisz.

— O tobie, niestety.

— W jakim sensie?

— Bardzo prozaicznym, złotko.

— Czyli?

— Chciałam być delikatna. Lecz skoro nalegasz, nie będę dłużej ukrywała sprawy.

— Jakiej?

— Nieco przykrej dla ciebie. Dla mnie również, bo smutno mi z tego powodu. Pechowo trafiłam.

— Naprawdę nic nie rozumiem…

— Więc słuchaj. Tamta dziewczyna, w przeciwieństwie do mnie, przynajmniej miała się wczoraj czym pobawić. Widziałam konkret faceta. W pewnym momencie odniosłam nawet wrażenie, że chciała zademonstrować mi jego kutasa, w pełnej okazałości. To była naprawdę przyzwoita, sękata, solidna i dorodna wajcha, a nie marnowata, krzywawa i licha kutasinka, jak u ciebie. Jądra również wyglądały okazalej. I w ogóle wszystko było jak trzeba, po opuszczeniu gatek u chłopa. U ciebie jest niestety inaczej. Taka prawda. Sorry.

— Kiciu, gadaj ciszej, błagam — syknął.

— I wiesz co jeszcze ci powiem? Na pewno nie zasługujesz na podobne wyróżnienia, czy przyjemności, jakie ona, na naszych oczach, chętnie mu buźką fundowała.

— W pewnym momencie chyba zorientowała się, że patrzymy, ale nawet wówczas nie przerwała zajęcia — przyznał z uznaniem.

— Z mojej strony nie doczekasz się więcej miłych zabaw i wrażeń, póki się nie poprawisz.

— Dlaczego? O co ci znowu idzie? — jęknął.

— O to, że w łóżku dbasz wyłącznie o siebie, wstrętny egoisto.

— Nieprawda. Przecież cię całuję i pieszczę…

— Za mało. A dymasz, zbyt leniwie.

— Lubię tak…

— Ale ja wolę szybciej. No i przez kolejne trzy dni pod rząd, cmoknąłeś mnie od niechcenia, a zaraz potem wepchnąłeś się, zrobiłeś swoje i bezczelnie zasnąłeś. Wczoraj, nieomal na mnie. Nic a nic cię nie obchodziło, że nie miałam orgazmu i własnoręcznie musiałam go siebie zafundować, gdy chrapałeś — wyraził swą frustrację damski dyszkant.

— Kurwa, musisz obwieszczać wszystkim dokoła wszelkie detale i intymne szczególiki z naszego życia? Hamuj paskudny jęzor, wiecznie galopujący bez umiaru i opamiętania — warknął facet.

— Do nieszczęsnego losu, do twego marnego fiuta i do ciebie, łóżkowy niezguło, zgłaszam reklamacje — odparła, wyraźnie nadąsana.

— Zgłaszaj sobie. Tylko gadaj o połowę ciszej, do cholery.

— Wtedy udasz, że nie słyszałeś. Znam cię. I nie klnij publicznie. Wychodzisz na prymitywa. Wstyd mi za ciebie.

— Zarąbię cię kiedyś kobieto, jeśli mnie jeszcze raz z równowagi wyprowadzisz. Zaraz kupię w necie toporek, zobaczysz.

— Póki żyję, a ty nie siedzisz w pierdlu za morderstwo, przynieś mi loda. Chcę teraz. Idź! — poleciła.

— Po drodze przejrzę oferty siekier i noży, na Allegro — zapowiedział ze złością.

— Skup się raczej na trutkach na szczury. Mdlejesz przecież na widok odrobiny krwi. Zapomniałeś? — spytała drwiąco.

— Spoko. Na twoją juchę nie zareaguję. W szczytnym celu, dam radę — zapewnił.


Zapadła błoga cisza. Słychać było wyłącznie lekki szum spokojnego morza, który po dłuższej chwili zakłócił melodyjny dzwonek komórki, dolatujący z tej samej strony, co wcześniejsze głosy. Obróciłam się na brzuch i rozejrzałam wokół.

Od czasu gdy przednio leżałam w tej samej pozycji, po prawej stronie nic się nie zmieniło. Dwie, mocno przeciętne, rude, ryczące czterdziestki starały się maksymalnie uatrakcyjnić promieniami UV, lejącymi się z błękitnego nieba, swe ciała wyraźnie błagające o zwiększoną dawkę kolagenu. Za to w grajdole po lewej, w międzyczasie zagnieździł się nowy obiekt. Na ciemno kwiecistym pledzie, leżał biały szkielet młodej blondynki, zajętej smartfonem. Dziewczyna nie miała ciała. Jej chorobliwie jasna skóra oplatała kości, zaznaczając ich wszelkie uwypuklenia, gdzie się da. Istny raj i zapewne niezły rarytas dla osteologa, względnie studenta medycyny wkuwającego budowę kośćca i nazwy ludzkich gnatów. Żywą ściągę miałby zawsze pod ręką. Tylko czy coś aż tak szkaradnego może w ogóle podobać się mężczyźnie? Widać może. Przynajmniej temu łóżkowemu egoiście, który wraz ze swym skromnym przyrodzeniem, został przed chwilą wydelegowany po lody.

Nie zwykłam przechwalać się, lecz w towarzystwie najbliższych współplażowiczek, byłam zdecydowanie najatrakcyjniejszym żeńskim obiektem, na którym męskie oko mogło by się zawiesić na dłużej. Nadal jeszcze młoda, 27-letnia, szczupła, zgrabna, długonoga brunetka, ze stale jędrnymi cycuszkami akuratnej wielkości. Takie ni za duże, ni za małe piersiątka. W sam raz. W dodatku cholernie wrażliwe na samczy dotyk, a czasem nawet na gwałtowne podmuchy wiatru. Z charakteru, ideał? Tu, już raczej nie. Inaczej nie byłabym po raz kolejny sama. Ale byłam, cholera. I to od blisko pół roku. Nie licząc kilkuminutowej przygody z… maturzystą, na imieninach naszej księgowej. Czyli jej młodym i apetycznym, lecz mocno nadpobudliwym i napalonym synem. Nie wiem co mi wtedy odbiło. Chyba alkohol. Po szampanie czasem naprawdę dziwnie reaguję…

Pamiętam, że po przytulanym tańcu i nachalnym zwiedzeniu mych piersi pod bluzką, wylądowałam z młodym na pięterku, w jego łóżku. Zaniósł mnie tam. Niestety, na marne. W dodatku, poniosłam drobne straty. Tak się ogierek spieszył, że podarł na mnie nowiutkie, koronkowe majteczki. Lecz mimo to, nie zdążył. To znaczy on, zdążył mieć swoją przyjemność. Za to ja, musiałam oddać do pralni spódnicę obficie upaćkaną jego lepkim eliksirem. Nie tracąc nadziei na dalszą akcję, ściągnęłam z amanta gatki do końca. Lubię to! Kręci mnie rozbieranie do rosołu faceta, leżącego przede mną na wznak. Nie wiem czemu. Po prostu tak mam i już. Następnie zasiadłam pomiędzy jego rozłożonymi udami i ciekawsko przestudiowałam samczą anatomię. Szału nie było, ale dramatu, również nie. Przeciętny ekwipunek. Zajęłam się nim intensywnie, łapką. Szybko zaskoczył. Mocno i śmiało pochwyciłam usztywniony organ, zamierzając ubrać go w gumkę zanim się we mnie wpakuje. Najwyraźniej przedobrzyłam sprawę, bo ponownie wypalił. I znów, wprost na mnie. Na rozpiętą lecz nie zdjętą jeszcze bluzeczkę. Totalna katastrofa, zawód, pomyłka, frustracja oraz kolejne, nadprogramowe wydatki. W tym także na mini wibratorek sterowany pilotem. Niepozorna lecz nawet miła w użyciu zabawka, rekomendowana przez kogoś w żartach, na owych imieninach. Poszukałam w necie, kilka kliknięć i mam. Bzykacz szybko dotarł do paczkomatu. Ale sprawdził się tylko częściowo. Moim zdaniem, maszynkę znacznie przereklamowała nieco ubzdryngolona znajoma księgowej. Znam lepsze i milsze rozwiązania, w zbliżonej cenie. W końcu nie pierwszy raz ponownie jestem sama i muszę sobie jakoś radzić. Nie tylko w łóżku…

Samancie, mojej świeżo rozwiedzionej i nieco starszej koleżance (ze średniej wielkości nowym biustem, wspaniałomyślnie wyremontowanym przez nieźle nadzianego, lecz również byłego już sponsora), od pewnego czasu także poczęła doskwierać samotność oraz ewidentnie źle dobrane dildo. Podobnie jak jej były mąż, nie spełniało oczekiwań w sferze seksu. Osamotnione, rada w radę, obie wzięłyśmy urlop w tym samym terminie i wyruszyłyśmy na letnie, wakacyjne łowy. Początkowo planowałyśmy zastawić miłosne wnyki na Mazurach. Ale Sam przypadkowo natrafiła w necie na tańszą ofertę, nad morzem. Ja, mobilnie zaklepałam miejscówki w pociągu i tak wylądowałyśmy nad Bałtykiem. Ku naszemu zaskoczeniu, wcale nie okazał się w tym roku przeraźliwie zimny. Zaś słońce, w pierwszych dniach, prażyło niczym na Florydzie, Riwierze albo w Hiszpanii tudzież Kalifornii. Przynajmniej pod tym względem Polska przypadkowo zaczęła doganiać cywilizowany świat. Kiedy z zarobkami tak wreszcie będzie? Wątpię, czy jeszcze za mego doczesnego żywota.

Przyjechałyśmy na północ kraju na niecałe dwa tygodnie, z nadzieją na fajną zabawę i typowo wakacyjną przygodę erotyczną. Sęk, że Sam przypadkowo przedobrzyła z… chemią. Odkąd pamiętam, korzystając z porad w Internecie, wiecznie manipulowała miesiączkami za pomocą prochów służących do antykoncepcji. Sterowała menstruacją tak, by nie przeszkadzała jej w realizacji istotnych, życiowych przedsięwzięć. Tym razem zaplanowała okres dopiero po powrocie z nad morza, lecz jakimś cudem niespodziewanie pojawił się wczoraj. W dodatku, na plaży. Rozgrzała się dziewczyna na słoneczku i poleciało przedterminowo. Sam, w przeciwieństwie do mnie, krwawi krótko za to obficie, wiec nie wszystko ma jeszcze przerąbane. Lecz najbliższych kilka dni z pewnością zaliczy do bezpowrotnie utraconych. Dlatego dziś opalam się samotnie, leżąc blisko cichutko szumiących fal, nad brzegiem niemal spokojnego morza. Wiało słabiutko, jak gdyby od niechcenia, dla subtelnej ochłody.

Zaczęłam obserwować ludzi snujących się po pisaku. Niestety, nie było na kim zawiesić oka. Same grubasy obojga płci. Bachory, w większości również zapasione. Ten naród stanowczo za dużo żre i ma wyraźny wstręt do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. W pewnym momencie mój zdegustowany wzrok wyłowił wreszcie pośród przechadzających się nad wodą plażowiczów, całkiem przystojnego faceta. Zapowiadający się ciekawie obiekt, zmierzał prosto w moją stronę. Łakomie poczęłam taksować oczyma jego fizyczne przymioty, wady i ewentualne… walory ukryte w mocno opiętych kąpielówkach. Był wysoki, szczupły, nieco już opalony i mile umięśniony. Nogi proste, mocne, chód zdecydowany, choć jakby ździebko leniwy. Włosy krótkie, twarz sympatyczna, wzbudzająca zaufanie. Ale… zaraz… O nie… Odpada!

Miałam ów męski obiekt nieco pod słońce. Dopiero gdy się znacznie przybliżył dostrzegłam coś, czego nie lubię i raczej nigdy nie zaakceptuję u faceta. Tym bardziej tego, z którym planuję wylądować w łóżku. Choćby był i najprzystojniejszym supermenem. Nie. Zdecydowanie, nie. Nie lubię tatuaży. Wiem, że kolorowe ozdóbki na ciele stają się coraz bardziej modne. Ale jestem najwyraźniej staroświecka. Mam własne poczucie piękna, atrakcyjności i samczej estetyki. Nie podążam na oślep za lansowaną przez bezmyślne media, czysto populistyczną modą. Po prostu nie byłabym w stanie tulić się do obrazka. Zdecydowanie nie chciałabym również mieć czegoś podobnie paskudnego w pościeli tuż nad sobą, ani tym bardziej w sobie. A całowanie upstrzonych, nawet ładnie umięśnionych malunków, w ogóle odpada. Masakra. Znika ponętność, męski seksapil i ochota na seks. Dla mnie taki chłop, to istny koszmarek. Na samą myśl o przejechaniu wargami czy językiem po kiczowatym malunku, odczuwam niesmak w ustach. Okropieństwo. Po prostu, fuj! Stracony chłop i tyle. Szkoda, psia krew, bo wokół straszna posucha w stadzie obleśnych, wszędobylskich grubasów.

Atrakcyjny na pierwszy rzut oka, lecz niestety bezsensownie wytatuowany, samczy obiekt, zatrzymał się tuż przede mną. Szczęśliwie zwrócił się wyłącznie do blond szkieletu, zalegającego po mojej lewej stronie:

— Zbyt dobry dla ciebie jestem, cipciu. Doceń. Proszę — rzekł, podając kościotrupce niewielką, białą reklamówkę w skąpe, żółto-zielonkawe paski.

— Waniliowe? — spytała dziewczyna, odkładając telefon.

— Wszelkie możliwe rodzaje włożyli do pudełeczka — wyjaśnił.

— Pistacjowe, również?

— Pewnie też — wzruszył ramionami.

— Przecież wiesz, że nie lubię! — pisnęła z oburzeniem.

— Sorki słonko, zapomniałem — przyznał.

— Więc za karę, sam zjesz pistacjowe, sklerotyku — zapowiedziała sycząc.

— Okay, nie ma sprawy, kotku — człowiek najwyraźniej był z natury raczej spolegliwy.


W ustawieniu w jakim facet obecnie się znajdował, bez przeszkód mogłam ocenić jego tyłek. Nie powiem, całkiem miły damskiemu oku obrazek. Opięte, czerwone kąpielówki okalały dobrze rozwinięte, masywne mięśnie pośladkowe, pracowicie wytrenowane pewnie w fitness klubie. Gdyby należały do mojego faceta, z przyjemnością klepnęłabym w nie, by poczuć opór, sprężystość i sympatyczną moc muskulatury. Miewam czasami podobny odruch, choć wiem, że większość mężczyzn nie przepada za podobnymi wyrazami uznania, czy sympatii dla tylnego aspektu swej osobowości. Ale co mi tam, walę w nie czasem, gdy ochota mnie najdzie. Trudno.

— W międzyczasie, również coś dla ciebie zrobiłam — powiedziała zabiedzona blondynka, zlizując lody z małej łyżeczki.

— Naprawdę? Specjalnie dla mnie? Miła jesteś, przecudowna cipeńko — człowiek wyraźnie się ucieszył.

— Także doceń mnie wreszcie — poleciła.

— Wisz, że cię kocham. I zawsze doceniam, kiciuniu — zapewnił.

— Nie jestem tego aż taka pewna — odparła.

Litości! — przemknęło mi przez myśl. — Całkiem przystojny, atrakcyjnie zbudowany i umięśniony, seksowny facet (minus paskudne tatuaże, niestety), zakochał się w infantylnym, kompletnie bezcyckowym blond szkielecie, o nieciekawej twarzy? W dodatku ze srebrnym kolczykiem w górnej wardze i z czarnym, w garbatym nosie? Boże, przecież to się wydaje całkiem niemożliwe, a jednak jest realne. Oczu facet nie ma? Oślepł albo pryszczaty jest na któreś oko? Toż ta dziewczyna, to istna masakra. A on pieje nad nią z zachwytu? Oszalał czy rozum mu nagle odebrało? Nie wierzę…” — zwątpiłam w myślach.

— Zdradź słoneczko, jaką niespodziankę dla mnie przygotowałaś? — poprosił.

— Umówiłam cię. A właściwie, nas. Na dzisiaj.

— Z kim? Ktoś znajomy napatoczył się tu w międzyczasie?

— Nie. Zdalnie pokierowałam wszystkim — odparła, wskazując telefon.

— Mamy się z kimś zobaczyć?

— Owszem. Z dwiema dziewczynami z „Body Art’u”. Już wróciły. Przyszedł sms w twojej sprawie.

— W mojej? Powiedz jasno, w czym rzecz — wydawał się zaskoczony.

— Zapomniałeś? No, nie. Nawet nie pamiętasz na czym mi ostatnio zależało? Oszaleć z tobą można!

— Wybacz kochanie. Chodzi o kolejny… tatuaż? — zapytał niepewnie.

— Nie! — nieomal krzyknęła.

— Przypomnij, proszę — jęknął błagalnie.

— O piercing chodzi, baranie. Mamy być dziś, o ósmej wieczorem. Zapamiętaj wreszcie!

— Mówiłem, nie chcę więcej tandetnych ozdóbek na sobie. Tym bardziej takich.

— Wyluzuj. Na razie wyłącznie na fiuta ci błyskotkę założą. Nie będzie widać na ulicy. Pokażesz jedynie mojej młodszej siostrze. Jest ciekawa jak coś takiego wygląda. Już jej obiecałam, że zobaczy.

— Niczego nie będę jej pokazywał.

— Pokażesz. Ten problem rozwiążemy później — odparła, machając lekceważąco ręką.

— Zrozum uparta kobieto. W ogóle nie chcę żadnego kolczyka. Nigdzie. Tym bardziej w wacku — zareagował nerwowo, ściszając głos z opóźnieniem.

— Ale ja chcę żebyś go w nim miał. Rozumiesz? Nie masz wyjścia, musisz się zgodzić. Nagrałam już sprawę i nie zamierzam niczego odwoływać. Jasne?

— Kociczko…

— Nie marudź — przerwała mu. — Wiem, że ulegniesz. Musisz. Inaczej wieczorem poproszę o pomoc dziewczyny z sąsiedniego namiotu. Chcesz?

— Jaką znowu pomoc? I po czorta jakieś dziewczyny? Nie rozumiem.

— Prościutka sprawa, a ty jak zwykle niczego nie kumasz, matołku.

— Czego niby?

— Ojej, drobna babska przysługa koleżeńska nastąpi. Będzie potrzebna w stanie wyższej konieczności. Sama uczestniczyłam w podobnej, przed niespełna rokiem. Poskutkowało szybciej niż się spodziewałam, sądząc po opisach w sieci.

— Możesz jaśniej?

— Mogę. Zwiążemy cię biedaczku linkami od tropiku. Mocne są, więc się nie wyplączesz.

— Po co chcesz mnie krępować?

— Aby dziewczynki ściągnęły ci majteczki i tak długo boleśnie pieściły jąderka, aż zmiękniesz, zmienisz zdanie i spełnisz moje zamarzenie. Jajeczka masz tylko dwa. Laseczek, licząc ze mną, będzie czwórka. A więc łapek osiem, czyli czterdzieści damskich paluszków brutalnie międlących i bezlitośnie ściskających bezbronne kuleczki. Jajeczniczka murowana, niestety. Pamiętaj, jeśli zbyt długo będziesz trwał przy swoim, jąderka mogą potem nadawać się już wyłącznie do amputacji. A w państwowym szpitalu kolejki są długaśne. Będziesz cierpiał całkiem niepotrzebnie. Oczywiście możesz tego uniknąć, lecz wszystko zależy wyłącznie od ciebie. Więc jak, wolisz siłą, czy dogadamy się po dobroci? Wybieraj póki masz czas. Śmiało.

— Dziewczyno, oszalałaś chyba.

— Nie. Gadam poważnie.

— Nie wierzę. Byłabyś zdolna mnie torturować?

— Nie zamierzam cię torturować, a jedynie nakłonić do zmiany zdania w kwestii apki.

— Kpisz sobie ze mnie?

— Bynajmniej. Słuchaj, uzgodniłam wszystko. Rzecz ma być dokładnie taka, jak u mojego poprzedniego faceta. Wysłałam dziewczynom fotkę jego elegancko przyozdobionego fiuta. Przyszła odpowiedź, że mają wyłącznie jeden podobny egzemplarz, więc zaklepałam z myślą o tobie. Zwykle bywają w srebrnym kolorze, twój będzie w złotym. Trudno. Reszta zgadza się z tym, co miał Bobi.

— Dorcia…

— Spokojnie — nie dała mu dojść do słowa. — Nie zakłada się tego na stałe. Ten model jest rozkręcany. Jeśli się rozstaniemy i nie będziesz chciał dłużej nosić apki, po prostu wyjmiesz sam, albo nowa laseczka ci w tym chętnie dopomoże. Proste.

— Kochanie, ale ja nie…

— Cicho — ponownie przerwała mu bez ogródek. — Wszystko dokładnie ustaliłam kiedy ciebie, baranie, nie było. Spóźniłeś się. Nie masz już absolutnie nic do gadania. Przepadło.

— Przecież poszedłem specjalnie po lody dla ciebie. Sama mnie wysłałaś.

— Wybrałeś zły moment. Właśnie wtedy przyszedł sms z ważną wiadomością, więc ostatecznie i nieodwołalnie ustaliłam co trzeba. Musisz się podporządkować. Nawet jeśli ci coś nie pasi. Trudno.

— Chyba przeginasz — warknął.

— Ty zdrowo przeginasz egoisto, nie dbając o mnie w łóżku — podkreśliła.

— Dorka skarbie, przyrzekam, poprawię się. Daj mi ciuteńkę czasu. Znajdę jakiś sposób. Poćwiczę, by tobie było lepiej. Poszukam porady w necie. Z kumplami pogadam. Z pornosów wiem, że facet może dłużej. Mnie w końcu może kiedyś także się tak przytrafi.

— Marzyciel. Nie trudź się, smętny porno erotomanie. Nie musisz buszować w sieci w poszukiwaniu pomocy. Sama ci wspaniałomyślnie rozwiązanie pod nos podsuwam, abyś się intelektualnie zbytnio nie przemęczał. Aktywnie poszukuję ratunku dla twego nader skromnego, szybkostrzelnego, samczego wyposażenia. Musisz tylko rzecz wykorzystać w praktyce i po krzyku. No, może troszeczkę pokrzyczysz przy dziewczynach podczas zabiegu. Ale trudno, przeżyjesz.

— Kutas bardzo wrażliwy jest. Zakładanie ozdoby zapewne straszliwie zaboli — jęknął.

— Skąd mam wiedzieć. Jeśli tak, być może będą musiały cię najpierw do czegoś przywiązać. Nie wiem. Jeżeli będzie trzeba, pomogę im. Ale jakby co, nie złość się potem na mnie zanadto. Dla nas obojga to uczynię.

— Jezu, Dora…

— Tylko pamiętaj, nie przynieś mi wstydu przy obcych kobietach. Musisz okazać się mężczyzną, a nie rozhisteryzowaną babą, mdlejącą na widok grubej, końskiej igły tuż przy penisku. Nie wypada przecież.

— Dziewczyno, czy ty naprawdę nie rozumiesz, że…

— No dobrze, znaj me serce. Poproszę aby starały się być delikatne i maksymalnie humanitarne przy zabiegu, choć pewnie z autopsji wiedzą, że niemal każdy chłop, to popieprzony histeryk.

— Boże, najpierw kazałaś mi się wszędzie wytatuować. Głupio się z tym czuję, ale trudno. Potem zaciągnęłaś do jakiegoś pedzia, który masując mi fiuta, umieszczał twoje imię na sztywnym wacku. W trakcie porobiłaś zdjęcia i, nie bacząc na moje protesty, rozesłałaś wszystkim koleżankom, a któraś idiotka wrzuciła wszystko do sieci. Teraz chcesz na żywca dziurawić mi kutasa i kolczykować jak świnię, owcę, dojną krowę albo inną ogólno unijną gadzinę? Dziewczyno, zlituj się. Błagam.

— Za późno na litość. Powiedziałam, już postanowione.

— Ale…

— Zrozum, mówiłam. Założą ci takiego samego apadravya, jakiego miał Bobi na wacku. Z nim niemal zawsze miałam orgazm. Nawet przy szybkim numerku, w porzeczkach, w ogrodzie u jego babci raz doszłam. O samochodzie, nie wspomnę — wyliczała bez zahamowań.

— Kolczyk tkwiący w penisie zagwarantuje ci szczytowanie podczas seksu ze mną? — wyraźnie niedowierzał.

— Przynajmniej, mam taką nadzieję.

— Co? Z powodu twojej nadziei, jakieś baby mają mi kutasa przekłuwać? Bez jakiegokolwiek znieczulenia nawet? — jęknął.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 19.11 17
drukowana A5
za 54.82