E-book
15.75
drukowana A5
30.19
Europäischer Staatenbund

Bezpłatny fragment - Europäischer Staatenbund


Objętość:
66 str.
ISBN:
978-83-8440-495-9
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.19

Rozdział 1

Brunatna Europa

8 maja 1945 Konfederacja Europejska odniosła totalne zwycięstwo nad Aliantami kilka godzin później na ulicach Berlina odbyła się wielka defilada z okazji zwycięstwa.

Granice Europy rozpościerały się od Atlantyku na zachodzie, po Bug na wschodzie i od Finnmarku na północy do Grecji i Włoch na południu.

Hitler jak zwykle stał na trybunach i oglądał maszerujących żołnierzy. Byli tam żołnierze Wehrmachtu, dawnego Waffen-SS, Luftwaffe, Kriegsmarine i SA, obok niego stali najważniejsi dygnitarze Rzeszy: Marszałek Rzeszy Hermann Göring, Minister propagandy Joseph Goebbels, Architekt Rzeszy Albert Speer, Reichsführer-SS Heinrich Himmler, Minister ds. Uzbrojenia Fritz Todt, Sekretarz NSDAP Martin Bormann, SA-Chef des Stabes Viktor Lutze oraz jego żona Eva Hitler.

Wódz i kanclerz Rzeszy czuł dumę, udało mu się dokonać zemsty na Francji i Anglii, ale zamiast przestrzeni życiowej dokonał zjednoczenia Europy.

,,Spełniłem twoje marzenie, Żelazny kanclerzu” pomyślał.

W Europie zapanował niemiecki nowy ład.

Gdy przechodzili SA-mani lud wiwatował, gdy członkowie Europejskich Sił Szybkiego Reagowania ludzie owacyjnie krzyczeli,,Sieg Heil”, a na widok żołnierzy Wehrmachtu rzucali kwiaty na drogę.

— Teraz się dopiero zacznie. — powiedział cicho do żony.

— Co?

— Walka o moje względy Evo. — odparł Hitler.

Protesty studentów odbywały się coraz częściej wywieszali oni flagi z czasów Republiki Weimarskiej i domagali się liberalizacji życia politycznego i społecznego dla wielu takie protesty kończyły się tragicznie sądy bardzo chętnie posyłały tych którzy się sprzeciwiali do KL rozsianych po całej Rzeszy lub wydawały wyroki śmierci po stłumieniu jednego z takich protestów funkcjonariusze Ordungspolizei zamiast aresztować tych, których złapali rozstrzelali ich.

— Kapitanie to są obywatele Rzeszy! — rzekł jeden z żołnierzy Wehrmachtu.

— A od kiedy armia jest taka humanitarna? — zadrwił policjant.

— Jost ma rację kapitanie Meyer. — Wilhelm podszedłszy do niego wylegitymował żołnierza. — Policja nie strzela do obywateli, których ma chronić.

Kapitan Meyer uśmiechnął się głupkowato i rzekł szyderczo.

— Chronimy Niemcy przed zgniłą demokracją.

— Narodowy Socjalizm zdobył władzę w sposób demokratyczny. — żołnierz zmarszczył brwi a w jego oczach pojawił się płomień.

Funkcjonariusz spojrzawszy się jeszcze raz na niego ze zdziwieniem skończył pisać raport.

— Należą się panu gratulacje. — rzekł Hitler do Karla.

Karl leżał w szpitalu po bardzo skomplikowanej operacji częściowo odzyskał czucie w nogach.

— Dziękuje Mein Führer. — zdołał z siebie wydusić.

— Panie Schmugler ma pan gościa. — rzekł lekarz.

— Friedrich zapewne. — domyślił się.

W istocie do sali wszedł jego syn, który momentalnie po zobaczeniu prezydenta Rzeszy zasalutował po rzymsku.

— No dobrze nie pan wybaczy, ale sprawy państwa wzywają. — Wódz i Kanclerz opuścił salę szpitalną.

— Jak się czujesz ojcze? — spytał Friedrich.

— Bywało lepiej. — odparł Karl.

Friedrich służył w Dywizji Grossdeutschland od 1944 urodzony w 1930 roku tylko słyszał o Wojnie z lat 1939—1945. Jego pułk walczył niejednokrotnie z rosyjskimi partyzantami.

— Opowiedzieć ci o wojnie? — spytał Oberstgruppenfuhrer.

— Ponoć mówią, że to była krucjata przeciwko bolszewizmowi.

— Nie, pierwotnie nią nie była.

— Chętnie posłucham. — Fryderyk spojrzał na korytarz.

— Wojna ta była okrutna, właściwie straszniejsza niż Wielka Wojna lat 1914—1918 czy rewolucja komunistyczna lat 1919—1920 jak wiesz z oficjalnego przekazu zaczęło się od polskiej prowokacji, lecz prawda jest taka, że to zrobili nasi.

— Nasi? Jak to?

— Taki był rozkaz Hitlera. — odparł Karl. — Potem była kampania polska w trakcie której nasi żołnierze w tym ja dopuszczali się zbrodni wojennych i uprzedzając twoje pytanie nie, nie jestem z tego faktu zadowolony.

Milczenie.

— Bądź wierny Europie Synu, bo człowiek, któremu przysięgałem wierność zmienił się, teraz jestem tylko… czarnym duchem. — Karl uśmiechnął się słabo widząc hakenkreuz za oknem.

Brunhilda Thunberg patrzyła na tę samą bramę co zawsze. Wszystko było tu już jednak inne. Nie było już żadnego Żyda, Cygana czy innego osobnika do zamordowania, Volkslista pozbawiła Polaków tożsamości, Czesi byli traktowani jak zeslawizowani Germanie a Bałtowie byli z automatu kwalifikowani do Bałtyckich Niemców.

Obozy koncentracyjne i zagłady w większości uległy likwidacji, został tylko ten, matecznik każdego z SS-Totenkopfverbande.

— Pani Thunberg. — powiedział jeden ze strażników. — Czas się zbierać.

— Tak, oczywiście. — rzekła po chwili.

— Asystować nam będą z Grossdeutschland. — rzekł.

Skrzywiła się.

— Oni nie są przygotowani do asysty. Są zbyt… humanitarni. — rzuciła z pogardą w głosie.

Brama skrzypnęła. Żołnierze Wehrmachtu już tam stali. Karabiny były idealnie według regulaminu.

— To nie parada. — powiedziała krótko.

Podszedł do niej dowódca plutonu. Młody. Poznała to po butach.

— Jesteśmy tu by asystować przy ewakuacji. — powiedział.

— Co za bardzo humanitarne słowa na określenie końca Endlösung die Judenfragge. — powiedziała sprawdzając czy wszystko się zgadza.

Po tych słowach z obozu wyszła grupa ludzi w pasiakach.

— Pani nadzorczyni to są obywatele Rzeszy! — powiedział jeden z żołnierzy.

— To nie są ludzie, tylko pasożyty. — skrzywiła się. — Proszę pana, jeśli ktoś tu zacznie wymiotować… proszę go odprowadzić. Nie mogę sobie pozwolić na złamanie regulaminu.

— Rozumiem. — odparł Dowódca.

— Co prawda Einsatzgruppen by się do tego lepiej nadawali… ale ich już de facto nie ma, to tylko ozdoba. — stwierdziła odwracając się.

— Cel!

Żołnierze unieśli broń.

— Ognia!

Salwa poszła.

Tylko Friedrich nie strzelił.

Odwróciła się. Jedna kobieta była przerażona. Jedyna z ocalałych.

— Ty. — rzekła ostro. — Czemu nie strzeliłeś?

Friedrich milczał, ciągle pamiętał słowa ojca.

— Odpowiedz żołnierzu. Pani SS-Aufseherin zadała ci pytanie. — rozkazał dowódca.

— Nie wiem. — skłamał. — Może stres.

Wyczuła kłamstwo niemal natychmiast.

— Nie kłam. — powiedziała cicho.

— Pani nadzorczyni informuję, że przysięgałem Rzeszy nie Wodzowi. — powiedział w końcu.

— A jeśli interes państwa tego wymaga? — spytała uśmiechając się złowieszczo.

— To wykonam rozkaz. — odparł.

— Więc to zrób. — powiedziała.

Friedrich podszedł do kobiety i nacisnął spust.

Ciało upadło na ziemię.

Po całej akcji spalono wszystko.

Dokumenty, obóz i całą resztę.

W nocy nie mógł zasnąć, śniło mu się to, co zrobił.

Nie po to go szkolono, nie tak sobie to wyobrażał.

Spojrzał na swoją klamrę pasa.

— ,,Gott mit uns”. — przeczytał na głos. — Scheisse

Ubrał się i wyszedł na zewnątrz. Hełm błyszczał w świetle księżyca.

— Ojcze nasz, któryś jest w niebie…

— Nie możesz tego pojąć? — spytał jego dowódca.

— Pan nie śpi? — spytał.

— Ktoś musi być na wachcie. — odparł.

— To nie tak, że nie chciałem wykonać rozkazu… tylko… — spojrzał na swoje ręce.

— Pierwszy raz zawsze bywa trudny. — rzekł oficer. — Gdyby to był wróg, już byś nie żył Friedrich.

— Rozumiem, panie poruczniku… przepraszam, że wtedy się zawahałem. To się już nie powtórzy!

— Miło mi to słyszeć. — odparł porucznik — Zmienisz kolegów. — dodał.

— Jawohl. — powiedział Friedrich.

Spotkali się przypadkowo, gdy wsiadał do ciężarówki.

— Ty, pojedziesz z SS. — powiedziała do niego.

— A po co? — spytał.

— Damy ci lekcję, po której przestaniesz widzieć w biologicznym materiale,,coś więcej”. — odparła lodowato.

— Nie daj im się stary. — powiedział jego kolego.

Poszedł za nią, załoga SS wsiadała do osobnej ciężarówki, oznaczonej trupią główką.

— A ten to co? — spytał esesman. — Do swoich.

— Naprawimy mu percepcje chłopcy. — powiedziała po chwili.

Esesmani zarechotali szyderczo.

Gdy wszedł do ich wozu ci z automatu zaśpiewali Pieśń Diabła.

Pojechali do Oranienburga. Ośrodka szkoleniowego SS.

Wrócił do jednostki, właściwie już nie była to jego jednostka.

— I jak było z trupimi? — spytał kolega.

— Szkolenie. — odparł krótko.

— Widzę, że do nich przeszedłeś. — powiedział żołnierz widząc runy SS na pagonach i hełmie. — Jaka jednostka?

— Totenkopf. — powiedział chłodno. — Przyszedłem się pożegnać, Jost.

— Bywaj Fryc. — powiedział kolega.

Nie pojechał do koszar,

Pojechał do Prus Zachodnich.

— Lewandowski Erich. — przeczytał w dokumentach funkcjonariusz Ordungspolizei. — SS-Heimwehr Danzig.

— Ja nie Polak, ja Kaszub. — powiedział Erich.

— Jest pan wolny panie Erich. — powiedział oddając dokumenty.

Wyszedłszy z komisji weryfikacyjnej spojrzał na Gdańsk, miasto, które jeszcze kilkanaście lat temu było pełne Niemców, Volksdeutschów, Polaków i Żydów stało się już w pełni niemieckie jeszcze w czasie wojny.

Na dawnym Pomorzu nikt już nie pamiętał Polski, dla niego samego było to tylko echo. Pomimo tego nadal był traktowany nieufnie.

— Erich. — powiedział jego dowódca. — Co się ociągasz inspekcja będzie.

— Tak jest Hapsturmfuhrer. — Jego niemiecki był czysty

Za czysty.

Poszedł na plac i wraz z resztą jednostki czekał.

Brunhilda wyłoniła się z samochodu.

— To wszyscy? — spytała.

— Wszyscy. — odpowiedział dowódca kompanii.

— Struktura narodowościowa?

— W większości Kaschubenvolk. — odparł dowódca.

Zanotowała krótko w dzienniku.

,,Wasserpolnische SS”.

— Nie martw się. — szepnął ktoś do Ericha. — Jeszcze będą nas potrzebować.

— Ilu z nich ma niemiecką krew? — zadała kolejne pytanie.

— Około 40%.

— Czyli nie tylko Niemców rekrutują… — powiedziała cicho z zażenowaniem.

— Żołnierze. Co jest waszym honorem? — spytała.

— Treue. — powiedzieli po niemiecku.

— Od dzisiaj pani Brunhilda będzie was nadzorowała. — powiedział Hauptsturmfuhrer. — Nie przynieście mi wstydu chłopcy.

— Nikt nam nic nie mówił. — szepnął ktoś.

— Ona jest z Dachau. — powiedział drugi. — Z Trupich Główek

— Wszyscy w SS się nimi brzydzą. — szepnął Erich.

— NIC NIE GADAĆ! — ucięła. — A już w szczególności po wendyjsku.

Wszyscy zamilkli.

— Dobrze. — rzekła. — Trzymacie dyscyplinę. To dobrze rokuje nawet, jeśli większość z was jest Wendami.

Ostatnie słowa wybrzmiały prawie łagodnie. Wszyscy jednak wiedzieli, że SS-TV są najgorszym typem przełożonego.

,,Typowa trupia” pomyślał Erich

,,Wulgarna w stosunku do nie-germanów, pedantyczna i chorobliwie ambitna”.

Następnego dnia na tym samym placu nikt się nie odzywał. Nagle młody chłopak powiedział cicho.

— Ten hełm jest za ciasny… kurwa mać.

Odwróciła się w jej oczach był płomień nienawiści.

— Co powiedziałeś?

— N-nic. — powiedział chłopak.

— Tu nie chodzi o słowa. — Brunhilda podeszła do niego. — Tylko o język.

Wyjęła pistolet i strzeliła.

— Lewandowski. Usuń to ścierwo. — powiedziała.

— Tak jest. — powiedział i wykonał rozkaz.

— Dobrze. — mruknęła pod nosem.

Gdy wrócił powiedziała do niego.

— Przetłumacz. Na niemiecki.

— ,,Jebcie się Krzyżacy” — przetłumaczył Erich.

— Dobrze. — powiedziała. — Ten Wend zna swoje miejsce bardziej niż reszta z was.

Podeszła do niego.

— Nie traktuj tego, jak pochwały.

— Oczywiście. Pani nadzorczyni.

Po kilku minutach przyjrzała się poszczególnym członkom oddziału.

— Ty. — zwróciła się do zaledwie 16-latka. — Patrz na mnie.

Nie zareagował.

— Patrz. — powiedziała po polsku.

Podniósł wzrok.

— Reagujecie lepiej na własny język niż na niemiecki. — stwierdziła. — Zwierzęta.

Milczenie.

— Dobrze powiedziałam? — spytała Ericha.

— Tak jest.

Rozdział 2

Wasserpolacken

Brunhilda wezwała go do siebie rano.

— Będziesz tłumaczem, Wendzie. — powiedziała krótko.

— Oczywiście. — odpowiedział.

— Możesz odejść, Polaczku.

Bardzo powoli zamknął drzwi i westchnął ciężko.

Spojrzał przez okno. Ktoś z oddziału zawiesił biało-czerwoną flagę.

Pobiegł szybko na plac.

— Co ty robisz? — skarcił żołnierza. — Chcesz kurwa zginąć?

— I tak wszyscy zginiemy Eryk. — odparł po polsku. — Tylko nie w komorze gazowej.

— Jak takie ekscesy będą się tu działy to na pewno, a jeśli trupia zobaczy…

Następnego dnia kolejny przegląd.

Erich nie musiał nic jej wyjaśniać.

Wiedziała.

— Lewandowski, przetłumacz rozkaz.

— ,,Zakazane jest eksponowanie symboli wrogich Rzeszy Wielkoniemieckiej”.

— Dobrze. — uśmiechnęła się pod nosem, nie ze śmiechu.

,,Ten Wend jest posłuszny niczym pies”

— Nie interesuje mnie kto to zrobił. — rzekła. — Ale następnym razem…

Pogładziła broń.

— Dziś wybierzesz trzech. — powiedziała do niego wskazując barak. — Blok C

— Oczywiście.

— Zweryfikuj, kto może być jeszcze użyteczny dla Rzeszy.

Nie musiała tłumaczyć co to oznacza.

Wszedł do baraku.

— No dobrze… dokumenty. — powiedział.

Pierwszy był ten sam chłopak, który nie patrzył jej w oczy.

— Johann. — powiedział po niemiecku.

— Następny. — wskazał kolejnego.

— Ich… bin…

— Dość.

Było ich więcej niż się spodziewał.

Po kilku godzinach przyszła, by sprawdzić.

— Ilu? — rzekła krótko.

— Trzech. — odparł.

— Dobrze. — powiedziała. — Ilu zna niemiecki?

— Większość.

— Dobrze. — odwróciła się. — U nas w Berlinie wszystko musi chodzić jak w zegarku, gdybyś nie był Wendem, kto wie… — dodała po czym wyszła.

I wtedy zrozumiał. Nie była potworem.

Była zbyt fanatyczna.

Rozkaz przyszedł o świcie.

,,Jednostki SS przechodzą reorganizację.

Powołując się na zmiany polityczne Schutzstaffel staje się Europejskimi Siłami Szybkiego Reagowania. Nakazuje się, by wszyscy esesowcy zebrali się w jednym miejscu i wyrzekli się zbrodniczego hitleryzmu.

OKH”

— Scheisse… — zaklęła Brunhilda. — To nie jest reorganizacja. Oni chcą zatrzeć pamięć o tym, kim jesteśmy.

Po chwili opadła na krzesło.

— Lewandowski. — powiedziała.

— Tak? — spytał wchodząc do sali.

— Tu masz decyzję OKH, możesz zachować tożsamość. — odparła dając mu dokument.

Ten spojrzał i podarł.

— Co zrobiłeś?

— Meine Ehre heißt Treue. — wyrecytował. — Może pani nami gardzić, ale my Wendowie wiemy, jak to jest, gdy ktoś chce skazać kogoś na zapomnienie.

— Pójdziecie wszyscy dobrowolnie? — spytała.

— Część, która pamięta Polskę zostanie i dołączy do ruchu oporu. — powiedział spokojnie. — Część uważa się za obywateli Rzeszy, a część w tym ja… pamięta przysięgę.

— Muszę to powiedzieć… jesteście bardziej wierni, niż niejeden Aryjczyk. — odpowiedziała po chwili.

— Dziękuje, pani Nadzorczyni. — powiedział.

— Odnotuję waszą lojalność, Erich. — odparła. — Idź. — dodała po polsku.

Wilhelm należał do jednego z pułków Dywizji Gossdeuschland. Po wielu tygodniach służby w Berlinie miał bezpośredni dostęp do Himmlera i kilku innych dygnitarzy.

Berlin przebudowywano na stolicę Europy o nazwie Germania. Po kilku godzinach, wciąż czekając na szczegółowy raport dla Himmlera zaczepiła go młoda dziewczyna. Blondynka, w mundurze SS.

— Totenkopf? — spytała widząc patkę.

— Nie, Dywizja Grenadierów Pancernych Grossdeutschland. — odparł.

— Od zawsze? — zadała kolejne pytanie.

— Tak. — Wilhelm spojrzał na nią. — A ty?

— Stosstrupp Adolf Hitler. — odparła. — Ale nie jako szeregowa, jestem ze sztabu.

— Stosstrupp Adolf Hitler? — spytał Wilhelm.

— Tak. — odparła. — Sformowano go pod koniec wojny.

— Kim ty jesteś?

— Powiedzmy, że jedną z najważniejszych osób Rzeszy. — uśmiechnęła się lekko.

,,Czyżby,,, nie to nie możliwe” pomyślał.

— Nazwisko?

— Himmler. — odpowiedziała.

— Panna Gudrun?

— Tak. — powiedziała Gudrun. — I nie zwracaj się tak do mnie, jesteśmy w podobnym wieku.

Erich otworzył notes i zanotował.

,,20 grudnia 1945

Pani Nadzorczyni w stosunku do mnie nie zachowuje się jak do innych z mojej jednostki, to nie miłość to raczej… zaufanie”

— Jesteś jej ulubieńcem Eryku. — powiedział Johann. — Szkoda, że nie wszystkich traktuje na równi

— Obawiam się, że nawet mnie traktuje zbyt protekcjonalnie. — odpowiedział.

— A mimo wszystko daje tobie różne zadania. — Johann spojrzał mimowolnie na portret Hitlera. — Czy kiedyś to się skończy?

— Może. — powiedział po polsku.

— Nie ukrywam, trochę się jej boję.

— A ja to nie? — obruszył się Erich. — To Trupia, oni są niewyobrażalni.

— A mimo wszystko jesteś wierny, jak kundel.

— Mam wrażenie, że się mną bawi. — Erich spojrzał na flagę Rzeszy.

— Nie tylko ty masz takie przeczucia. — Johann wyjął dwa papierosy. — Powiedz, pamiętasz Polskę?

— Jakże miałbym zapomnieć, pieprzona wojna. Zaciągnęli mnie do Heimwehry już na samym początku wojny. — powiedział gorzko.

Po jednym z raportów spojrzała na niego uważnie.

— Ten jest zbyt dosłowny. — powiedziała po chwili.

— Starałem się ująć sytuację bardziej… zrozumiale dla odbiorcy. — odparł.

— Erich… — odwróciła się do niego plecami. — Jestem pedantyczna przyznaję, ale ten raport idzie do Himmlera. Jak myślisz co zrobi jak przeczyta, że w Kraju Warty wysiedlono wszystkich mieszkańców Posen?

— Wścieknie się.

— Właśnie. — odparła lekko uśmiechnięta. — Dlatego napisz, że Posen oczyszczono z elementów wrogich Rzeszy.

— Oczywiście pani…

— Brunhilda. — odparła esesmanka. — Zwracaj się do mnie po imieniu.

— Oczywiście, Brunhildo. — Erich zasalutował i wyszedł.

Spojrzała jeszcze raz na raport o Posen. Mimowolnie pomyślała o nim.

,,Gdyby tylko był pochodzenia germańskiego, może… ale niestety… prawo nie pozwala”.

Ostatnia myśl poraziła ją.

— To niemożliwe. — szepnęła. — To by oznaczało wyrok śmierci.

Wtedy coś sobie uświadomiła. Coś bardzo dla niej… obrzydliwego.

Nie widziała już w nim tylko narzędzia.

Nie był też niewolnikiem.

Nawet nie był już dla niej,,typowym podczłowiekiem”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.19