E-book
8.19
drukowana A5
26.3
Esstatycznie

Bezpłatny fragment - Esstatycznie


Objętość:
117 str.
ISBN:
978-83-8189-142-4
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 26.3

A flamingi pod skrzydłami

mają czarne pióra.

Obietnice

Zapomniane obietnice

wracają po latach

jak twarze dawno znajome

i ludzie, którzy byli na moment

Zlepek słów bez wartości

porwany przez huragan czasu

i ust nieszczerych w boleści

składanych w album

pod tytułem nie otwierać

Slogany rzucane na oślep,

by tylko zabić milczenie

nigdy nie są prawdziwe

Słowem w aortę

Nie walczmy o ludzi,

którzy wbijają nóż prosto w serce,

a ostrzem słów rozrywają aortę


Siebie stawiają za lepszych

mimo, iż wychowani

w tym samym, co my świecie


Karmieni własnym przerośniętym ego

bez skrupułów kąsają językiem

innych mając za gorszych


I staje tak człowiek

przeciw człowiekowi

bez panaceum

na zabliźnienie ran

Serce na dłoni

Słuchać,

by usłyszeć między wersami

Patrzeć,

aby naprawdę widzieć

Dotykać,

by, choć raz prawdziwie poczuć

Cieszyć się,

aby uśmiech był w oczach

Żyć,

nie tylko przeżywać dni


Aż w końcu kochać,

tych, co dla nas

z sercem na dłoni.

Szept

To dzień, gdy chcę być poza światem

i z muzyką tylko szeptać po cichu


Uroki z nut rzucać,

by odbiły się od ściany

osiadając w duszy na stałe


Te zaklęcia czarowane

kluczem wiolinowym

dotykające emocji

proszą wciąż o więcej


A klątwy w taktach zawarte

między jednym, a drugim dźwiękiem

moją przystanią bezpieczną

w czterech ścianach pokoju

(bez)dźwięk

Z (bez)dźwięku układam muzykę

do projekcji kadrów wspomnień

gdzie stała jest tylko gorzka czekolada

i niema batuta w dłoni

Głosy znajome z przeszłości

wdzierają się do prawego ucha

jak mole w starej szafie

do której już nikt dawno nie zaglądał

lecz podobno niepotrzebne się

ODRZUCA,

a nie katuje tym serce

cZŁOwiek

Ludzie o ślepiach bestii

z rekami jak łapy demona

czynami zła splamione


cZŁOwiek z wymyślnymi torturami

szeptanymi do ucha przez diabła

chcąc udowodnić swe panowanie

nad tym, co bez szans

o ludzkich oczach


I stronę przyjmuję zwierzęcą

gdzie czasem ufność

okupiona posoką w skomleniu,

by tylko nie być cZŁOwiekiem

Tak proste

Szacunku i szczerości

gdzie wszystko czarne na białym

o linii prostej i kropce


Snu bezwietrznego

i nocy spokojnej

jakby czas wybijał godziny

według naszych zasad brutalnych


Pewności twarzy i adresów

gdzie zawsze będziemy przyjęci

dłońmi tak pełnymi antidotum

Koło fortuny

Konstrukcja zdarzeń powtarzana

od lat

przez noc

ponad słońce

gdzie zegar nieubłagalnie tyka

odmierzając kolejną godzinę

do powtórnego schematu


Koło fortuny z miesiąca na miesiąc

skrzypi tylko w bezradności

mając blokadę na stabilność

Szczęście na receptę

Szczęście na receptę

refundowane przez samą siebie

serce tylko obciąża

dając motyle w brzuchy


I noc cicha przychodzi

choć zdecydowanie za krótka

gdzie sen powlekaną tabletką

wgniata w poduszkę zbyt twardą

Między ziemią, a piekłem

A TY,

Który tam gdzieś jesteś

jak mawiają Wszechmocny

miej to wszystko w opiece

bośmy tylko złamanymi ludźmi

o rozwleczonych sercach

i brudnych umysłach


Jak z prochu tak i w pył

obróć niesprawiedliwość

na swoją korzyść,

bo sam chciałeś naszego szczęścia,

które miało być Twoim


Tak,

Tyś, który tam jest

anioła mi ześlij do pomocy,

bo sama nie oddzielę

ziemi od piekła

Piórem i kursywą

Mam dość mowy

utkanej z chorej nienawiści

gdzie stereotypy stawia się

za doskonały pewnik,

a uprzedzenia wyskakują z lodówki


Chcę walczyć tym

piórem i kursywą

na papierze o zapachu kredy,

by podlało to umysły

zamknięte we własnym widzimisię


Ograniczenie przekonań

dostrzegając tylko racje najmojsze

sprowadzają standard

gdzie im mniej wiesz, tym więcej szczekasz

Za pozorami

Uciekam w iluzję

poza tym, co namacalne

o ostrych krawędziach

i zapachu wyraźnym


Drugą twarz przyjmuję

ćwicząc ciągle przed lustrem

jasne spojrzenie na świat,

obwieszczając, że nie ma syfu


Z inną tożsamością idę

codziennie ściskając jej rękę

w obronie przed zaszczuciem

i pożarciem mnie żywcem


Ukrywam się za pozorami,

choć tyle mnie wszędzie

Pościel w księżyce

Szukasz w każdej minucie

ciepła bez upału

oczu bez wstydu

słów bez jadu


Grzebiesz wciąż niezmiennie

w starych albumach

w szufladzie ze skarpetami

we własnych myślach


Dotknąć wciąż chcesz

paru lat wstecz

tamtego kubka z urwanym uchem

na pościeli w księżyce


I widzisz ciągle tylko

mnie

siebie

gdy jeszcze się widziało


Szukasz ciągle,

lecz czasu nie (o)szukasz

Koszmary

Te sny pokaleczone

przez połowę księżyca,

bo to tylko jego wina,

że nie świecił w pełni


I oddechy urwane

z inicjatywy gwiazd,

które nie skupiły się

we wszystkie swoje zodiaki


Koszmary nocne jaśniejące

jakby były na jawie,

gdzie tonąć to największa kara

gdy woda wypełnia płuca


Każda noc wyzwaniem,

bo boje się znów

stracić grunt pod stopami

jakbym szła na samo dno

Między ścianami

Świadomość tylko chwalę,

bo nie wyje tak głośno

jak potłuczona nadzieja


Między ścianami jedynie skacze

odbijając się od sufitu

i lądując na parapecie


Domysły swoje zabija

na afiszach niosąc prawdę

gorzką jak kawa bez cukru


Świadomość to wyręka,

a nadzieja przyjaciółką niepewnych

o rozszerzonych źrenicach

Retro klimat

Moda dziś na snobizm

i moda na orientację

obnosząc się z prywatną sprawą

na sprzedaż


Trend na ateizm,

by pokazać swą niezależność

w najłatwiejszy sposób

pluciem w twarz


Osobiście zostaję staromodna

w klimacie retro

nie robiąc z siebie pajaca

stworzonego przez projektanta na haju

Mur

Nie układam dziś ust,

by stworzyć słowa,

które obco brzmią

nawet w moich uszach


Wydobyć artykulacji z siebie

nie umiem zbyt często

gdy milczę całą sobą


Zamykam się dzisiaj

całym swoim jestestwem,

które odkrywa we mnie

to, czego najbardziej nie chcę


I mur mnie odgradza niewidoczny

budowany z własnej niemocy

tak ciężki głową do przebicia

Otwórz drzwi, zamknij okno

Warto otwierać drzwi

dla ludzi chcących przekroczyć próg,

a może wejdzie przez nie

człowiek ze światłem w oczach

o dłoniach ciepłych dla serca


Czerwoną herbatę z nami wypije

z kubków pachnących cytryną

gdzie sama obecność w pokoju

słodsza będzie niż cukier


Ale mogą też zdarzyć się inni,

co za nic mają teinę

lubując się w gorzkim espresso

co kołtunem staje w gardle


Drzwi otwarte dla wszystkich,

choć zamykają je tylko nieliczni

W popielniczce

Nie ma nade mną

nieba gwieździstego

lecz tylko opary

z niedopałka w popielniczce

choć strużka dymu niczym pałeczka


I prawa we mnie

na próżno szukać

oprócz własnych morali

zakorzenionych wewnątrz sumienia

Pluję na papier

I spisuję siebie jak teraz

ciągiem słów wyplutych na papier

w okowach chwil i sekund

ulotnych jak para z czajnika


Myślami roztańczonymi w mej głowie

wymiotuję wprost na stalówkę

gdzie tuszu już zabrakło

od drżących wciąż dłoni


I cząstkę siebie Wam daję

jak chleb powszedni każdemu

który nasyci umysły spaczone

wypalone dookoła przez plastik

Chodź na kawę!

Usiądź ze mną przy kawie w południe

rozmową mnie karmiąc zachłannie

mówiąc o siedmiu dniach w godzinę

kolory nadając szarości


A wieczorem przy otwartej butelce

słowa niech maja barwę czerwonego wina

Wojny na racje

Wojny na słowa

bywają najbardziej bolesne

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 26.3